Subiektywna Teoria Inwestycji (STI) – wstęp

15

WealthAkcje, obligacje, kontrakty terminowe, lokaty, fundusze inwestycyjne, opcje, surowce, produkty strukturyzowane, nieruchomości, polisy inwestycyjne… uff…można dostać zawrotów głowy od samego wymieniania sposobów pomnażania pieniędzy. Swoją drogą „pomnażanie pieniędzy” to bardzo ciekawe określenie. Jest ono prawdziwe bez względu na to, czy Twoja inwestycja przyniesie zysk czy stratę. Jeśli zarobiłeś 100%, to pomnożyłeś kapitał razy 2, a jeśli straciłeś 50%, to też pomnożyłeś kapitał, tyle że razy 0,5. Zgadza się?  😉

Gdy tylko uda się nam odłożyć trochę pieniędzy od razu pojawia się pytanie, co z nimi zrobić? Czasami mam wrażenie, że gotówka wręcz „parzy” ludzi w ręce. Na kupno garnituru czy sukienki poświęcają cały dzień w centrum handlowym, zaś na decyzję o ulokowaniu oszczędności nie chcą przeznaczyć choćby godziny. Byle szybciej, byle łatwiej, byle wreszcie mieć problem z głowy. Nic zatem dziwnego, że często ponoszą straty, na które zupełnie nie są przygotowani. Jeśli na zarobienie paru tysięcy złotych pracowałeś przez jakieś 176 godzin w miesiącu, to czy nie warto przeznaczyć przynajmniej kilku godzin na mądre ulokowanie takiej kwoty?

W kilku kolejnych artykułach postaram się Wam przybliżyć różne sposoby lokowania pieniędzy. Nie będą to jednak akademickie opisy działania instrumentów finansowych, bo tych znajdziecie mnóstwo na innych stronach w sieci. Postaram się raczej przekazać Wam to jak patrzę na różne inwestycje i czym się kieruję przy ich wyborze. Na potrzeby bloga nazwałem to sobie moją Subiektywną Teorią Inwestycji (STI).

Zanim zainwestujesz pierwszą złotówkę

Trzy ważne punkty:

1)      Przed rozpoczęciem inwestowania musisz dobrze uporządkować swoje finanse domowe. Prowadź styl życia, na jaki Cię stać, wydawaj mniej niż zarabiasz i przede wszystkim unikaj długów. Naprawdę nie ma sensu zakładanie lokat czy kupowanie akcji na giełdzie, jeśli co miesiąc płacisz wysokie odsetki z tytułu kredytów konsumpcyjnych. Faktyczny koszt pożyczonych pieniędzy (po uwzględnieniu przeróżnych opłat) wynosi od kilkunastu do nawet kilkuset procent w skali roku. Nie zarobisz tyle na inwestycjach. Limit w rachunku bieżącym, zadłużenie na karcie kredytowej, spłata pożyczki gotówkowej czy kredytu samochodowego – to tam osiągniesz najlepszą stopę zwrotu. O polecanej przeze mnie metodzie budowania finansowego bezpieczeństwa w 10 krokach przeczytasz tutaj.

2)      Wiele osób chętnie doradzi Ci w co i jak inwestować. Być może będzie to Twój doradca finansowy, może kolega, a może Twój szwagier. Bez względu na to, jak wielkim autorytetem dla Ciebie jest taka osoba, pamiętaj, że to Ty i tylko Ty podejmujesz decyzję. Nigdy nie inwestuj, dopóki nie zrozumiesz danego produktu i zawsze bierz 100% odpowiedzialności za własne decyzje. Twój najważniejszy doradca finansowy to osoba, którą co rano oglądasz w lustrze.

3)      Nie spiesz się. Musisz mieć czas na dobre zrozumienie inwestycji oraz na spokojne podjęcie decyzji. Jeżeli ktoś Cię popędza i przekonuje, że musisz zainwestować już dziś, bo inaczej szansa na duże zyski bezpowrotnie przeminie, spokojnie wróć do domu i zapoznaj się ze szczegółami oferty. Hossa przez dzień czy dwa na pewno Ci nie ucieknie. 

Strach ma wielkie oczy

Przy rozmowach na temat inwestycji zawsze pojawia się temat ryzyka. Tylko czym ono właściwie jest? W branży finansowej staramy się opisać je wskaźnikami jak odchylenie standardowe, beta, VAR,  wskaźnik Sharpe’a. Tyle, że dla przeciętnego zjadacza chleba równie dobrze moglibyśmy pisać po chińsku. Piękno teorii inwestycji polega na tym, że choć mnóstwo w tym matematyki, nie jest to jednak „nauka ścisła”. Wzory wzorami, a nasze odczuwanie ryzyka i tak jest całkowicie subiektywne. Dla mnie 20% spadku wartości portfela w wyniku zawirowań rynkowych to sprawa całkowicie normalna. Dla wielu innych osób przejściowa strata 10% to rozbój w biały dzień wołający o pomstę do KNF.

Właśnie dlatego kluczowa jest Twoja osobista i w pełni subiektywna tolerancja ryzyka, której moja ulubiona definicja brzmi tak: „to poziom bólu w okresie spadków, przy którym klient dzwoni i mówi: Dłużej już nie wytrzymam. Wychodzę z tej inwestycji!”. Gdy gra toczy się o realne pieniądze, natychmiast pojawiają się duże emocje. Strach, panika, chciwość oraz zbytnia pewność siebie – to najważniejsze powody błędów, które popełniamy inwestując. Zła wiadomość jest taka, że tych emocji nie da się wyeliminować. Jednak dobre przygotowanie i zaplanowanie inwestycji pozwala stworzyć warunki, w których pomimo targających nami emocji, nie podejmujemy pochopnych decyzji.

Prawda jest taka, że w finansach zawsze mamy do czynienia z ryzykiem i nawet najbardziej bezpieczne formy lokowania kapitału nie oznaczają zupełnej eliminacji ryzyk. Oto kilka przykładów:

  • Trzymasz pieniądze w skarpecie? Ktoś może je ukraść, a poza tym masz 100% pewności, że systematycznie tracisz z powodu inflacji. Poza tym rząd może również dokonać wymiany pieniędzy, jak to miało miejsce w Polsce w roku 1950 i skutecznie pozbawić  Cię większości majątku.
  • Trzymasz pieniądze na lokacie? Bank może upaść, a rząd skonfiskować część środków tak, jak to miało miejsce na Cyprze w 2013 roku.  Ale przecież przed upadkiem banków chroni nas Bankowy Fundusz Gwarancyjny? Owszem, ale jest w nim zaledwie ułamek środków ulokowanych w bankach, więc w razie upadku kilku banków i tak dla wszystkich nie wystarczy.
  • Inwestujesz w obligacje skarbowe? W trudnej sytuacji fiskalnej któryś z przyszłych rządów może ich nie wykupić.
  • Inwestujesz w złoto? Odkrycie nowych złóż lub opracowanie bardziej doskonałej metody jego wydobycia może gwałtownie obniżyć ceny.
  • Inwestujesz w nieruchomości? Pożar, klęska budowlana, wprowadzenie wysokiego podatku katastralnego, roszczenia przedwojennych właścicieli gruntu – i Twoja inwestycja jest zagrożona.

I tak dalej i tak dalej… Takie ryzyka możemy mnożyć w nieskończoność, aż dojdziemy do stanu zbliżonego do paranoi. No bo przecież jeszcze może wybuchnąć wojna, która w ogóle wszystko zmieni…STOP! STOP!STOP!

Takie mnożenie kolejnych skrajnych scenariuszy prowadzi do sytuacji, w której zamiast działać, zamartwiasz się sprawami o nikłym prawdopodobieństwie. Czy jutro w drodze do pracy możesz wpaść pod samochód? Jasne, istnieje takie prawdopodobieństwo. Ale czy z tego powodu zostaniesz w domu i  zrezygnujesz z pracy? Nie. To byłoby przecież bez sensu.

W podobny sposób warto podchodzić do inwestycji. Katastroficzne wizje, w których w Polsce zmienia się ustrój, kraj bankrutuje, wszystkie banki upadają, a my tracimy nasze oszczędności – na pewno działają na wyobraźnię. Myślę, że blog opisujący takie czarne scenariusze byłby niezwykle poczytny. Jednak mi przypomina to historię sekt, których członkowie popełniają zbiorowe samobójstwo w oczekiwaniu na przylot kosmitów. Nie dajmy się zwariować!

Strach ma wielkie oczy, jednak w postępowaniu z pieniędzmi wolę kierować się zdrowym rozsądkiem. Dotyczy to zresztą nie tylko finansów, bo na starość chciałbym uniknąć refleksji, którą podzielił się kiedyś Mark Twain: „Spędziłem większość życia, martwiąc się o rzeczy, które nigdy się nie wydarzyły.”

Realistyczne oczekiwania.  

Na koniec jeszcze kilka zdań na temat oczekiwanych stóp zwrotu. Czy na giełdzie można zarobić kilkadziesiąt procent rocznie? Absolutnie tak. Czy na rynku Forex można zarobić kilkaset procent w jeden dzień? Absolutnie tak. Czy wielu osobom to się udaje? Absolutnie, bezwzględnie, bezapelacyjnie NIE. Według komunikatu KNF opublikowanego w kwietniu 2012 roku aż 82% inwestorów na rynku Forex poniosło stratę. W czasie ostatniej bessy indeks WIG stracił blisko 67%. Co oznacza taka utrata 2/3 zainwestowanego kapitału?  Że trzeba następnie zarobić aż 200%, aby wyjść na zero.

Wszelkiego rodzaju krótkoterminowa spekulacja, szczególnie z użyciem dźwigni finansowej, to nie jest mój świat. W 2003 i 2004 roku grałem dość intensywnie na kontraktach terminowych na WIG20 i choć po drodze miewałem spore zyski, to suma summarum skończyłem przygodę z kwotą około 4 000 pln w plecy. Do dziś traktuję to jako cenną lekcję, że hazard i inwestowanie to dwie różne sprawy.

Jestem bardzo sceptyczny co do możliwości zbudowania szybkiej fortuny na rynkach finansowych, chyba że jest się właścicielem domu maklerskiego lub platformy transakcyjnej i zarabia się na prowizji od obrotu. Uważam natomiast, że podchodząc do rynków z odpowiednią pokorą i cierpliwością, spokojnie da się zarobić sporo ponad oprocentowanie tradycyjnych bankowych lokat. Nie ma jednak co liczyć na super zyski w każdym roku – od czasu do czasu są lata chude i trzeba być na to przygotowanym. Jeżeli szukasz sposobów na szybki i łatwy zysk – tutaj ich raczej nie będzie. Szybciej znajdziesz je w poniższym klipie:

Tyle tytułem wstępu do mojej Subiektywnej Teorii Inwestycji. W następnym wpisie weźmiemy „na warsztat” najbardziej bezpieczne metody lokowania kapitału, a na razie zapamiętaj proszę te punkty:

1)      Uporządkuj domowe finanse.
2)      To Ty jesteś swoim najważniejszym doradcą finansowym.
3)      Nie spiesz się – musisz dobrze zrozumieć w co inwestujesz.
4)      Nie pozwól, by sparaliżował Cię strach przed mało prawdopodobnymi wydarzeniami.
5)      Miej realistyczne oczekiwania.

Dziękuję Ci za czas poświęcony na lekturę. Przypominam Ci o możliwości zapisania się na powiadomienia o nowych artykułach i będę bardzo wdzięczny za polubienie strony i polecenie artykułu. Chciałbym dotrzeć do możliwie wielu osób, dla których finanse osobiste są ważne. Dziękuję!

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze15 komentarzy

  1. Przykro mi, że straciłeś na kontraktach 4 000. Ku przestrodze innych i potwierdzeniu tego co piszesz, chcę się podzielić z moją stratą 140 000 PLN w ciągu 14 miesięcy. Cały czas sądziłem, że wszystko kontroluję i jestem o krok od osiągnięcia zysku. Nagle zorientowałem się, że już niewiele środków mi zostało. Ciężko się z tym pogodzić a 10% zysku na akcjach wydaje się teraz żałosne. Zadaje sobie cały czas pytanie: Poddać się i uznać za przegranego, czy spróbować jeszcze raz? Tylko dźwignia da mi szansę na odrobienie straty.

    • Piotrze, ja mam właśnie wrażenie, że przy takich stratach dalsze próby inwestowania noszą znamiona hazardowego myślenia: „następnym razem się odkuję”… Nie lepiej pogodzić się ze stratą, zamiast ryzykować utratę kolejnych środków?

    • Hej Piotr,

      Dziękuję za bardzo cenny komentarz. Skończyło się na 4000 pln, bo tak ustawiłem stop loss i obiecałem sobie, że po zrealizowaniu takiej straty wychodzę z rynku na dobre. Później korzystałem z kontraktów już tylko w celach hedgingu.

      Co do Twojego pomysłu na „odkucie się” na kontraktach, uważam, że to bardzo niebezpieczny pomysł. Czy Twoja strata w jakikolwiek sposób podniosła prawdopodobieństwo wygranej? Nie. Zanotowałeś stratę i to jest bolesne. Ale nie jesteś przegrany, tylko mądrzejszy o cenną lekcję. Wyciągnij z niej wnioski i ruszaj do przodu. Popełnić błąd – to żaden problem. Ale popełnić ten sam błąd kolejny raz, to już zupełnie inna sprawa…

      Na Twoim miejscu odczekałbym kilka tygodni, ochłonął, pozwolił aby opadły emocje i potem się zastanowił co dalej.

      Wszystkiego dobrego.

  2. I jeszcze jedno. Czy nie sądzisz, ze komentarze powinny wyświetlać się w odwrotnej kolejności chronologicznej. Ostatnio napisane posty i najbardziej aktualne znajdują się na końcu, gdzie wielu nie dociera.

    • Dziękuję za sugestię. Konsultowałem ten temat ze specami od blogów i podobno taka konwencja jak obecnie jest preferowana. Przejrzałem też sporo blogów i faktycznie na tych najczęściej odwiedzanych najwyżej są komentarze osób, które jako pierwsze rozpoczęły dyskusję. To taki „bonus” za inicjację dyskusji 😉

  3. Szkoda, ze tak pozno dane bylo mi przeczytac. Musialem zrezygnowac niedawno z produktu inwestycyjnego i zaplacic duza oplate likwidacyjna. Chcialem zainwestowac na 3 lata srodki na wklad wlasny na mieszkanie i kupilem „super” polise inwestycyjna. Doradca zapewnial mnie, ze to super produkt bo ma w srodku super fundusze, ale zapomnial wspomniec o oplacie. A ja „”zapomnialem” przeczytac umowe. Jego wina? Tez… Ale jednak moja. To byly moje pieniadze.

  4. Marcinie
    świetny artykuł i trzeżwe spojrzenie na inwestycje mam podobne aczkolwiek bańka nieruchomosciowa na akcjach deweloperow byla ciekawa spekulacją zakonczoną dla mnie we wlasciwym momencie z sukcesem,od tego czasu podchodze do inwestycji spokojnie mam czas cierpliwosc i zero presji na szybki sukces wystarczy mi pożądna dywidenda i jakiś wzrost z ceny akcji inwestycja wiąże sie dla mnie z dywidendą i to całkiem niezłą plus perspektywą na dalszy rozwój firmy nie mam na myśli tpsa czy energetyki 🙂 a np.takie ślamazarne PZU :-)oczywiscie beda sie pojawiać tzw pompowania kursu patrząc na demografie ktora we wczesniejszych latach wskazywala ze to mieszkania beda towarem pożądanym to teraz obstawiałbym firmy powiązane z lekami -starzejące sie spoleczeństwo bo to ono bedzie motorem konsupcji moim zdaniem w niedalekiej przyszlosci i ten trend chyba się zaczął warto zerknąć na dystrybutorów leków :-).
    Pozdro

    • Witaj Egon,
      Ostatnie lata to faktycznie czas, w którym spółki z GPW wreszcie ruszyły trochę z dywidendami. Powstało nawet kilka funduszy inwestujących w spółki dywidendowe z GPW. Ciekawe, czy będzie tak jak na rynkach rozwiniętych, gdzie w długim terminie dywidendy są najważniejszym składnikiem całkowitych stóp zwrotu dla osób trzymających akcje.
      Co do megatrendów – starzenie się społeczeństwa to jeden z najbardziej obstawianych i granych scenariuszy, więc ciekawe, ile z tego „story” jest już w wycenach spółek.
      Super, że masz własną strategię i inwestujesz świadomie. Życzę powodzenia i czekam na Twoje kolejne komentarze.

  5. Inwestują specjaliści…ja tylko oszczędzam 🙂 Po paru latach przygody z giełdą pod hasłem „I Ty możesz zostać Warrenem Buffettem” zweryfikowałem życiowe aspiracje w osiąganiu zysków na rynku finansowym. Doszedłem mianowicie do wniosku, że moim przypadku zysk bierze się z uczciwej pracy, inwestowaniem mogę co najwyżej nazwać wydawanie pieniędzy na poprawe kwalifikacji (co przekłada się na wyższy odchód), a z pieniędzmi ,które już mam, mogę co najwyżej zastanowić się jak je efektywnie zbierać.
    Nie straciłem żadnych pieniędzy (ba, nawet niewiele zarobiem), ale ilość czasu jaką musiałem włożyć i nerwy jakie mnie to kosztowało zupełnie nie zachęcają mnie do kontynuowania zabaw hazardowych. Marzy mi się spokojne kupowanie akcji w celach dywidendowych, po wcześniejszej spokojnej i dogłębnej analizie fundamentalnej – ale na to w Polsce, przynajmniej moim okiem amatora otoczonego spekulantami zawodowcami, chyba jeszcze za wczesnie. Ciesze się, Marcinie, że z takim optymizmem prowadzisz tego bloga – opisując różne metody i podejścia do finansów – bo ja mam raczej sceptyczne podejście to „inwestowania”.
    Moją odpowiedzią, na Twój punkt piąty -realistyczne oczekiwania- można podsumować tak : Nie wygrasz z zawodowcami w hazardzie (giełda), nie ma bezpiecznych miejsc dla pieniędzy (bank upadnie, rząd i jego obligacje dotknie haircut lub rewolucja, złoto ukradną, dom i ziemie znacjonalizują), nie dorobisz sie niczym innym niż pracą – a z odsetek to może zaczną żyć moje wnuki (i to pod warunkiem że ja i mój syn poświecimy życie na zbieranie kapitału)

  6. Co ma wspólnego giełda z hazardem ???
    Moim zdaniem tak widzą ją przeważnie tylko początkujący gracze (inwestorzy), lub ci, którzy są na takim etapie niezależnie od tego jak są obecni na rynku.

  7. @Piotr
    Nieważne ile kasy przegrałeś, tylko ile Ci zostało. O przegranej zapomnij. Jest to trudne, bo straty bolą bardziej niż cieszą zyski, ale trzeba być twardym ;-).
    Gram już długo na kontraktach i będę grał tak, jak to pisał klasyk gatunku:
    I will be trading until the day I die, that’s a given.

    • Hej Jac_ski,

      Witaj na blogu i dziękuję za komentarze.

      Przez 8 miesięcy pracowałem w amerykańskim kasynie, widziałem też klientów VIP domu maklerskiego, posiadających darmowe dostępy do systemów transakcyjnych i zajmujących sie day tradingiem. Uwierz mi, podobieństwo do kasyna było ogromne 😉

      Myślę, że inwestowanie a’la Warren Buffet faktycznie z hazardem ma mało wspólnego (choć jednak każda inwestycja niesie ze sobą element niepewności – zatem wspólny mianownik jest).

      Jednak trading na kontraktach – nie w celu hedgingu, ale własnie w celu zarabiania na zmianie wartości kontraktu – ma dla mnie bardzo wiele wspólnego z hazardem.

      Zdanie klasyka, którego przytoczyłeś równie dobrze może brzmieć:
      „I will be trading until the day I declare bankruptcy” 😉

  8. W kasynach nie byłem, ale o ile wiem, to raczej nie ma tam żadnych systemów transakcyjnych, ale day-trading to jak najbardziej 😉

    Jeśli grę na kontraktach traktujesz jako hazard, to ciekawi mnie, jaka jest istota tego hedgingu, o którym wspominasz – jako nie-hazardu ?
    Mój znajomy właśnie coś takiego stosuje, ale ja jestem sceptycznie nastawiony do tego typu gry. Ma on portfel akcji i kilka kontraktów Short na wig20 o porównywalnej wartości. Kiedy na rynku są wzrosty, to zarabia na akcjach, a jak są spadki to zarabia na kontraktach.. 😉
    Niby wszystko fajnie, tylko cały jego zysk jest wynikiem różnicy relatywnej między portfelem akcji a zmianami wartości fw20.
    Równie dobrze można byłoby mieć 100 akcji KGHM i 1 S FKGH, tylko w jakim celu ? aktualnie FKGH 113.00 KGH 113.35.
    Nawet otwieranie przeciwstawnych pozycji na różnych seriach tego samego instrumentu bazowego mija się z celem – moim zdaniem.
    Celem rozumianym jako osiągniecie zysku, bo niektórym wydaje się że można w ten sposób ograniczać ryzyko, bez zapłacenia za to ograniczeniem zysku.

    • Hej Jac_ski,

      Jako hedging rozumiem tu stosowanie instrumentów pochodnych w celu zabezpieczenia pozycji, a nie w celu spekulacji

      ty piszesz na końcu jak sądzę o próbach arbitrażu – to jeszcze coś innego – zdecydowanie wykracza poza zakres merytoryczny bloga.

      chociaż kto wie, może za parę lat będziemy tu dyskutować również o takich sprawach 🙂

Odpowiedz