Ustawa o przewalutowaniu kredytów hipotecznych – o co właściwie chodzi?

50

Najpierw miało być „fifty-fifty”, potem 10/90 a od 4-go września znowu jest „pół na pół”. O co właściwie chodzi z tą całą ustawą? Komu opłaci się z niej skorzystać? Pourlopowa świeżość umysłu i mocno motywujący ton Waszych maili w tej sprawie, skłoniły mnie do wczytania się w szczegóły projektu Ustawy o wdzięcznej nazwie: „Ustawa o szczególnych zasadach restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych w związku ze zmianą kursu walut obcych do waluty polskiej oraz zmianie niektórych ustaw”. Z zawziętością wczytałem się również w poprawki Senatu i krótko napiszę Wam, co zrozumiałem. 😉

Niestety, od razu zaznaczę, że zapewne nic z tej ustawy nie będzie. Po poprawkach Senatu wróciła do Sejmu, więc pewnie przed wyborami Sejm już nie zdąży jej uchwalić i przekazać do podpisu Prezydentowi. Gdyby to była ustawa o nowym podatku, to pewnie dałoby radę. Ale taka „niejednoznaczna” utkwi zapewne w komisji finansów i z końcem kadencji trafi do kosza.

Tak czy inaczej, zdecydowanie warto wiedzieć, o co właściwie w niej chodzi, bo będzie zapewne bazą do prac w kolejnej kadencji. Pomoże Wam też zrozumieć obecne i przyszłe dyskusje w trójkącie: bankowcy-politycy-frankowicze, a może nawet pozwoli zabłysnąć przed szwagrem i teściową przy niedzielnym obiedzie? 😉

Poniższe obliczenia są przybliżeniami, które po prostu ilustrują sprawę i pomagają zrozumieć problem. Dotyczą one najbardziej skrajnego przypadku – kredytu zaciągniętego po 2 zł za CHF. Nie liczyłem jednak wszystkiego z aptekarską dokładnością. Takie ćwiczenie zostawię sobie na poczet finalnej ustawy. A teraz już do sedna.

 

7 lat temu, w odległej galaktyce…

Nie wiem, kto z Was pamięta te czasy, ale w sierpniu 2008 roku frank szwajcarski kosztował niecałe 2 zł, 3-miesięczny LIBOR w CHF wynosił 2,75%, a 3-miesięczny WIBOR wynosił 6,5%. Kredytów walutowych sprzedawało się 2 razy więcej niż złotówkowych, a prognozy analityków nie pozostawiały złudzeń: złoty będzie się dalej umacniał.

Wyobraźmy sobie, że w tym właśnie czasie Pan Kowalski i Pan Nowak postanowili kupić po połówce „domku bliźniaka” w cenie 300 000 zł każda. Oczywiście kredyty zaciągało się wtedy bez wkładu własnego i to co najmniej na lat 30 (co nadal jest słabe, o czym pisałem tutaj: Kredyt hipoteczny – dlaczego 30 lat to kiepski pomysł?).

Konserwatywna postawa Pana Nowaka, nacechowana patriotyzmem i przywiązaniem do lokalnej waluty, skłoniła go do wzięcia kredytu w złotówkach. Przy ówczesnym oprocentowaniu 7,5% (zakładam marżę ok. 1%), skutkowało to ratą o blisko 700 zł wyższą, niż analogiczna rata w CHF.

Analityczny umysł sąsiada – Pana Kowalskiego – wsparty zapewnieniami uzbrojonego w przekonujące prognozy doradcy, nie pozwalał mu tak haniebnie przepłacać. Szczególnie, że nie wychodziła mu zdolność kredytowa w PLN, a w CHF już tak. Dlatego swoje 300 000 zł kredytu zaciągnął w postaci wirtualnych 150 000 CHF, co dało mu niższą ratę.

kredyt-we-frankach

Załóżmy teraz, że ktoś nam wyciął fragmenty pamięci, i widzimy tylko to, co jest po upływie ostatnich 7 lat. Obaj Panowie sumiennie spłacali swoje kredyty, dzięki czemu Pan Kowalski ma dziś do spłaty około 120 000 CHF, a Pan Nowak jakieś 260 000 zł :

kredyt-we-frankach-przelicznik

Wszystko byłoby super, gdyby nie szalony rajd franka z okolic 2 zł za CHF 7 lat temu, do ok. 4 zł za CHF dziś. Ten rajd ponownie pokazał, że prognozowanie jest sztuką trudną, szczególnie gdy chodzi o przyszłość:wzrost-ceny-franka

Efekt jest taki, że po 7-miu latach rzetelnego spłacania kredytu, Panu Kowalskiemu przybyło długu w złotówkach. W dodatku przybyło go baaaardzo dużo. Na tyle dużo, że zdesperowany traci nadzieję, czy kiedykolwiek go spłaci:

zmiana-ceny-chf

Tymczasem Pan Nowak śpi sobie spokojnie, kredytu ma mniej, a w dodatku korzysta z historycznie niskich stóp procentowych w Polsce (WIBOR 3M ok. 1,7%). Dzięki temu jego rata jest o jakieś 500 zł niższa, niż w przypadku sąsiada. Żyć, nie umierać!

Kowalskich z walutowym kredytem jest jednak dużo – w sumie około 500 tys. A to jest już spora siła wyborcza. Jak zawalczyć o pół miliona głosów? Na przykład projektując ustawę, która wywoła sporo dyskusji, pokaże Kowalskim „jesteśmy z Wami”, a na koniec i tak wyląduje w koszu.

No, ale załóżmy, że sprawa nie ma drugiego dna.

 

Gdyby Kowalski był Nowakiem…

… to zaciągnąłby 7 lat temu kredyt w PLN i dziś też miałby do spłaty około 260 000 zł. A tak, ma znacznie więcej, co pokazuje czerwona część słupka:

przewalutowanie-kredytow-mieszkaniowych

Ponieważ w finansach kolor czerwony nie jest przyjemny dla oczu i generalnie drażni, ustawa rozprawia się właśnie z tą częścią długu.

Po ostatnich poprawkach Senatu wygląda to tak, że połowę czerwonego słupka bierze „na klatę” bank i umarza. Druga połowa stanowić będzie ciągle zadłużenie Kowalskiego. Chociaż po drodze kurs CHF szalał, to bardzo niskie wartości notował LIBOR w CHF. Dlatego Pan Kowalski, po przeliczeniu na złotówki zapłaconych już rat, wpłacił do banku mniej, niż jego sąsiad zza miedzy.

Ta „korzyść” zostanie mu teraz policzona i zwiększy całkowitą kwotę zadłużenia. W efekcie, po restrukturyzacji, dług Kowalskiego będzie się składał z 3 części:

  1. Niebieskiej – równej kwocie kredytu, jaką dziś miałby w złotówkach.
  2. Czerwonej – czyli tej „połówki”, która nie została umorzona przez bank.
  3. Zielonej – czyli z dotychczasowych oszczędności, które uzyskał, bo płacąc raty przelał w sumie do banku mniej złotówek (przy moich zgrubnych szacunkach – ok. 20 000 PLN).

propozycja-ustawy-przewalutowanie-kredytow

Część niebieska – (czyli pkt. 1) – to będzie teraz normalnie spłacany kredyt hipoteczny w PLN, przez kolejne 23 lata, oprocentowany według wzoru: WIBOR 3M + marża, jaką Kowalski miał w kredycie walutowym.

Na część czerwoną i zieloną Pan Kowalski otrzyma preferencyjny kredyt, oprocentowany według stopy referencyjnej NBP (dziś jest to 1,5% w skali roku). Kredyt preferencyjny będzie spłacany również przez pozostałe 23 lata.

I to już prawie wszystko. Chociaż „prawie” robi jak zwykle różnicę 😉

 

Dla kogo to rozwiązanie i kiedy można z niego skorzystać?

Napisałem, że pół miliona frankowiczów to spora siła? Zapisy ustawy dotyczą tylko części z nich, a to ze względu na takie ograniczenia:

  1. Kredytobiorca nie posiada żadnych innych mieszkań czy domów jednorodzinnych (chyba, że nabył je w drodze spadku mając już kredyt walutowy). Kupiłeś inną nieruchomość po drodze? Nie dla Ciebie ta ustawa.
  2. Maksymalna powierzchnia mieszkania: 100 m2, maksymalna powierzchnia domu jednorodzinnego: 150 m2. Masz większe? Nie dla Ciebie ustawa.
  3. W pierwszym roku od wejścia w życie ustawy: restrukturyzuje się tylko kredyty z LTV>120% (czyli kwota kredytu do wartości nieruchomości przewyższa 120%)
  4. Od drugiego roku: LTV>100%
  5. Od trzeciego roku (czyli 2 lata po wejściu w życie ustawy) – LTV>80%

Punkty 3,4,5 mają na celu rozłożenie w czasie obciążenia banków kosztami przewalutowania.

Ostateczny termin składania wniosków to 30 czerwca 2020 roku. Po złożeniu wniosku o restrukturyzację bank będzie miał 60 dni na jego rozpatrzenie, a my na ewentualnie rozmyślenie się. W tym czasie możemy taki wniosek wycofać, ale… Już nigdy nie będziemy mogli złożyć kolejnego. I tak by to wyglądało, gdyby nie fakt, że pewnie nic z tego nie będzie.

A jak się Wam taki projekt podoba? Czy Waszym zdaniem warto przewalutować? I co w ogóle myślicie o całej tej akcji? Czekam na Wasze komentarze i życzę Wam bardzo miłego dnia. 😉

P.S.

A jeśli chcielibyście posłuchać mojej rozmowy na ten temat w Dzień Dobry TVN – wystarczy kliknąć w poniższą grafikę:

przewalutowanie kredytu w CHF

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze50 komentarzy

  1. Kredyt w CHF’ ach wykorzystałem na zakup działki budowlanej. Czy ustawa przewiduje pomoc dla takich jak ja czy tylko dla tych którzy zakupili domy lub mieszkania ?

    Pozdrawiam

    • Cześć Piotr,

      Projekt ustawy wymienia tylko 2 typy nieruchomości:
      1. lokal mieszkalny – samodzielny lokal mieszkalny w rozumieniu Ustawy o własności lokali znajdujący się w budynku, w skład którego wchodzą co najmniej dwa takie lokale;
      2. dom jednorodzinny – budynek mieszkalny jednorodzinny w rozumieniu przepisów ustawy Prawo budowlane, w którym znajduje się wyłącznie lokal mieszkalny.

      O działkach ani słowa…

  2. Witam,

    Mam pytanie, a jak wygląda sytuacja, gdy kredytobiorców było kilku: ja z mężem i teściowie. Natomiast umowa zakupu mieszkania dotyczy tylko mnie i męża. Tesciowie natomiast posiadja dom. Czy to wykluczaloby nas z kręgu osób mogących skorzystać z tej ustawy ( o ile oczywiście zostanie uchwalona)?
    pozdrawiam serdeczne.

    • Cześć Anna,

      Bardzo dobre pytanie. Projekt ustawy w żaden sposób tego nie rozstrzyga. Zapewne decyzja pozostanie w gestii banku (czytaj: zapewne bank odmówi, skoro część kredytobiorców posiada nieruchomość).

  3. Witaj Marcin, dostalam z Banku Millennium propozycje przewalutowania kredytu po kursie sprzed uwolnienia CHF. Co sadzisz o takich dzialaniach bankow?

    • Hej Małgosia,

      To klasyczna „ucieczka do przodu” – w obawie przed tym, że ewentualna ustawa będzie dla banku mniej korzystna. Choć faktycznie decydując się na nią bank pokazuje gotowość poniesienia części kosztów.

      Oczywiście przed ewentualna decyzja należy wszystko bardzo starannie i precyzyjnie policzyć. Równie ważne jest to, na jakich zasadach (marża) będzie traktowany kredyt po przewalutowaniu.

      Poproś bank o dokładne wyliczenia i konkretna propozycję.

  4. Zastanawia mnie czemu przy wszystkich takich artykułach pomijana jest sprawa klauzul niedozwolonych przez polskie prawo a co za tym idzie nieważności takiej umowy w świetle prawa.
    Zamiast tego używa się słów „pomoc” „umorzenie” „zysk” w odniesieniu do osób z kredytem denominowanym.

    Powiedzmy sobie tak – ta czy inna ustawa która jasno i wyraźnie nie wskaże że kredyt denominowany to przekręt banku, po prostu sankcjonuje złodziejstwo. Czy komuś sie będzie opłacała jest sprawą drugorzędną bo na pewno nie będzie opłacała sie Polsce i Polakom gdyż banki zachęcone słabością państwa zaczną robić co tylko zechcą a za bankami korporacje czy inne kliki interesów itd. Prawo ma być ponoć jednakowe dla wszystkich i od wszystkich egzekwowane bo to stanowi podstawę naszego ładu społecznego.

    • Hej Paweł,

      Bo to zupełnie inny temat…
      Poza tym taka klauzula nie unieważnia całej umowy.

      Zainteresuje Cię z całą pewnością informacja, że 17 września przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości rozpatrywana będzie skarga rządu Węgier na banki. Węgierski rząd chce uznania faktu, że kredyty denominowane nie są „kredytami” tylko ryzykownymi instrumentami finansowymi. Ewentualne uznanie tego punktu widzenia przez Trybunał otworzyłoby drogę do unieważnienia całych umów.

  5. Kiedyś miła pani w banku powiedziała mi „Kredyt bierze się w walucie w jakiej się zarabia”. Ja tak zrobiłam i mogłabym się teraz zapytać dlaczego „złotówkowcy” nie dostaną pomocy. Tylko że takie pytanie nie ma sensu, bo ktoś kiedyś podjął taką a nie inną decyzję, świadomie ryzykując a może nieświadomie, bo doradcy zależało na prowizji i teraz ten ktoś ma naprawdę ogromny problem.
    Temat jest na świeczniku z wiadomo jakiego powodu a zgadzam się z Tobą Marcinie, że raczej nic z tego nie będzie.
    PS. A ten wpis to może na jakiś konkurs? 😉 Temat wydawałoby się skomplikowany a przedstawiony w taki sposób, że nawet laik zrozumie. Brawo 🙂

    • Hej Alicja,
      Gratuluję dobrego doradcy 😉

      Oczywiście 100% zgody, że kredyt należy brać w walucie, w jakiej się zarabia. Niestety bywały lata, w których doradcy mówili coś zgoła odmiennego. Wiele osób świadomie ryzykowało. Ale byli również tacy, którzy zostali przekonani, ze ich pomysł o zadłużeniu się w PLN jest błędem i powinni wziąć kredyt we frankach.
      Myślę, że obydwie strony (kredytobiorcy i banki) mają dużo „za uszami”.

      Cieszę się bardzo, że tekst jest przystępny, bo ustawę czytało się ciężko 😉

      • Kredyt w złotówkach brałam akurat w czasie gdy popularne były kredyty we frankach ale nie chciałam ryzykować no i posłuchałam miłej pani z banku 🙂
        A co do tekstu „przystępny” to bardzo skromne określenie. Zawsze chętnie zaglądam na tę stronkę, bo rzadko kto potrafi o skomplikowanych sprawach pisać tak prostym i zrozumiałym językiem 🙂 Tak trzymaj!

  6. Grzesiek J.

    Dla mnie ta ustawa jest wybitnie niedopracowana i tak naprawdę (zakładając że wejdzie w życie) pomoże nie tym którzy brali kredyt rozsądnie, tylko ludzi z ułańską fantazją pt LTV>110%. Dlaczego ktoś kto zrezygnował z większego dobrobytu, aby nie przesadzić z LTV nie będzie się łapał na taką pomoc, a inny ktoś biorący pod korek już tak? „Sprawiedliwość polityczna”.
    Generalnie, jak politycy się wezmą za tematy, o których mają mgliste pojęcie, to potem wychodzą takie buble..
    Ponadto, bynajmniej nie wierzę w wypowiedzi bankowców, że wprowadzenie tej ustawy wysypałoby gospodarkę w Polsce..
    Moim zdaniem, zamiast takiej ustawy dużo lepszym pomysłem byłoby wlepienie bankom potężnych kar za klauzule niedozwolone, aby im w przyszłości przez myśl nie przeszło kombinowanie w ten sposób, oraz wymuszenie przestrzegania prawa – teraz nie przejmują się nawet prawomocnymi wyrokami sądowymi.
    Osobom z kredytem we Frankach napiszę że trzymam kciuki żeby ich nie „dobiły” finansowo i psychicznie. Sam mam kredyt w złotówkach, ale wcale nie myślę: „dobrze Wam tak”.

    • Hej Grzesiek,

      Bardzo celne spostrzeżenia. Dzięki.

      Nie wiem, czy kary są wyjściem, ale z całą pewnością dysproporcja sił pomiędzy bankiem i jego klientem jest ogromna. I tutaj widzę, pomimo generalnie dość liberalnych poglądów, sporą rolę państwa.

      No właśnie. Tylko to wymaga mniejszej podatności na chęć zbicia politycznego kapitału… A odporni na to politycy są trochę jak jednorożce – każdy o nich słyszał, ale nikt ich jeszcze nie spotkał 😉

  7. Proponuję prostsze rozwiązanie. Ograniczyć odpowiedzialność kredytobiorcy do wartości nieruchomości. Mogłoby to być nawet maksimum z dwóch wartości: wartości z dnia zaciągniecia kredytu i wartości bieżącej (tak żeby banki mogły sobie wybrać i żeby za bardoz nie narzekały).

    Przy tego typu rozwiązaniu nie mielibyśmy problemu z przywiązaniem kredytobiorcy do nieruchomości. A wzrost zadłużenia nie powodowałby wpadnięcia w niespłacalne długi. Pewnym rozwiązaniem jest też upadłość konsumencka, ale w przypadku kredytów walutowych powinna być mocno uproszczona.

    • Hej TT,

      Ciekawe pomysły. W USA ogromna ilość kredytów hipotecznych zabezpieczona jest tylko nieruchomością. Gdy bank się pomyli kredytując zbyt liberalnie, kredytobiorca wprawdzie traci nieruchomość, ale wychodzi z takiej transakcji bez innych długów.

      U nas odpowiada się całym swoim majątkiem i wszystkimi dochodami. W dodatku na kredytobiorce przerzucone jest również całkowicie ryzyko zmiany stóp procentowych (w USA większość kredytów jest na stałą stopę procentową).

      Na pewno sytuacja z CHF pokazuje, że jeszcze sporo jest do zrobienia.

      • Michał, z tego co się orientuję to w USA uzależnione to jest od konkretnego Stanu i takie kredyty zabezpieczone tylko hipoteką na nieruchomości udzielane są na max ltv 50%.

        Zgadzam się, że jest to dobry pomysł ale warto wiedzieć, że to nie są takie same kredyty. Nierealne jest udzielenie kredytu na 80% zabezpieczonego tylko na nieruchomości bo bank nie odzyska takiej kwoty w przypadku konieczności przejęcia i sprzedaży nieruchomości.

        Z drugiej strony duża część osób nie byłaby zainteresowana kredytami na max 50% Ltv. Warto to dodać, aby czytelnicy nie sądzili, że w Stanach jest tak dobrze a u nas te krwiozercze banki są złe 😉

        • Hej Tomek,

          Dziękuję za uzupełnienie i doprecyzowanie. Szczerze mówiąc nie słyszałem o ograniczeniu 50% LTV w takich przypadkach. Podrążę kiedyś ten temat.

        • Nawet nie liczę na to, że w naszych warunkach udałoby się odpowiadać tylko nieruchomością. Kredytobiorca nadal odpowiadałby całym majątkiem, jednak ograniczona by była maksymalna odpowiedzialność do wartości nieruchomości. To trochę inna sytuacja gdyż po sprzedaży nieruchomości kredytobiorca nadal mógłby zostać z długiem.

          Oczywiście należy liczyć się z tym, że po takiej zmianie maksymalne LTV byłoby na poziomie maks. 70%. No ale nikt nie mówi, że tej różnicy nie możnaby ubezpieczyć.

          No ale to jest tylko gdybanie. Co do samego kształtu ustawy o „odfrankowaniu” to uważam, że nie powinna powodować, że kredytobiorcy walutowi będę w lepszej sytuacji niż osoby z długiem w złotówkach. Sam oczywiście obserwuję zmiany w ustawodastwie i chętnie skorzystam z preferencyjnego sposobu konwersji zadłużenia walutowego, ale jednak mam poczucie, że to nie koniecznie musi być ok w stosunku do kredytobiorców złotówkowych. Dodam tylko, że nie jestem typowym kredytobiorcą walutowym, gdyż część przychodu osiągam w walucie (eksport).

  8. A co mówi projekt ustawy w przypadku gdy zielona część wykresu okaże się ujemna. Zostanie zwrócona przez bank?

  9. Jakoś nie widzę na dzień dzisiejszy zysku dla pana Kowalskiego poza tym że zmniejszy mu się kwota zadłużenia w PLN. Jego miesięczne zobowiązania pozostaną na podobnym poziomie: rata jak u Nowaka 1300 PLN + rata dodatkowego kredytu na 130000 PLN z oprocentowaniem 1.5%, która wyniesie około 550 PLN, czyli razem 1850 PLN.

    • Hej Michał,

      Fajerwerków nie ma – fakt.

      Jeśli chodzi o wysokość raty – tu faktycznie niewiele się zmieni. Ba, gdy zaczną rosnąć stopy procentowe w Polsce, rata dalej wzrośnie.

      Natomiast części kredytobiorców takie przewalutowanie z częściowym umorzeniem pomoże np. sprzedać nieruchomość, do której teraz są po prostu „przywiązani” – bynajmniej nie emocjonalnie.

      No i nie zapominajmy jednak o sprawie kluczowej: o pozbyciu się ryzyka walutowego. Co jeśli frank urośnie do 5 zł?…

  10. Pomijając kwestie tego czy taka ustawa jest sprawiedliwa czy nie to zastanawia mnie jeszcze jak będzie wyliczane LTV? Po pierwsze ktoś to musi określić na dzisiaj. Po drugie charytatywnie to nie zostanie zrobione. Po trzecie banki będą ciągnąć w górę wartość nieruchomości a kredytobiorcy w dół. Zapomniał jeszcze Pan dodać, że wymogi związane z wielkością nieruchomości nie obowiązują przy 3 dzieci :-). Można jeszcze zdążyć poprawić sobie warunki.

    • Hej Filip,
      Projekt ustawy jest dość ogólny, więc swobody interpretacyjnej wiele i banki znajdą swoje sposoby 😉

      A z tym trzecim dzieckiem może warto poczekać, aż ustawa wejdzie w życie 😉 😉 😉 Jak widać na każdym kroku polityka prorodzinna 😉

  11. Pomieszanie wsparcia socjalnego na koszt banków z kwestią zgodności z prawem umów kredytowych.

    Trudno nie widzieć kontekstu politycznego/wyborczego. Jeśli kredyty były (całkowicie/częściowo) niezgodne z prawem, to jest bardziej sprawa sądów niż rządu i wtedy ewentualnie banki musiałyby wziąć udział w kosztach niezależnie od tego czy dom był mały, czy duży a kredytobiorca biedny, czy bogaty. Tak jak ukrócono spready walutowe (przecież dotyczyło to wszystkich, a nie tylko „biedniejszych” kredytobiorców)

    A jeśli rząd chce pełnić swoją misję pomocy socjalnej to też OK, ale nie wiem czy wtedy powinien się zawężać do kredytobiorców we franku, może nie jest to najbiedniejsza grupa społeczna. Poza tym to jest taki „przymuszony” socjal na koszt banków.

    Myślę że zadaniem rządu powinno być raczej stworzenie przestrzeni do szerokiego porozumienia na linii banki-kredytobiorcy (np. wsparcie prawne, eksperckie i zabiegi ktore spowoduja ze porozumienie obejmie wiekszosc bankow i kredytobiorcow).

    Na prawdę nie kumam jakie rząd ma narzędzia do mieszania się do umowy między prywatną osobą fizyczną a prywatnym bankiem o ile ta umowa była zgodna z prawem?

  12. Polak głupi przed szkodą i niestety po szkodzie. Takimi działaniami Państwo nigdy nie zmusi ludzi do odpowiedzialności i myślenia. Ja miałem kredyt w PLN. Przyjęcie pomocy to przyznanie się do błędu ze byłem kiepskim inwestorem, leniem który decydował się na kredyt a nie chciało mu się przeczytać 20 stron umowy. Jako obywatel, kredytobiorca w pln , oraz przyszły emeryt mówię DRODZY FRANKOWICZE NIE OKRADJCIE MNIE JA ZA WASZE BŁEDY NIE CHCĘ PŁACIĆ. MIEJSCIE ODWAGĘ I GODNOŚĆ!!!!

    • kiepski argument z tym czytaniem 20 stron umowy. Czy nawet po pięciokrotnym przeczytaniu wszystkich stron można się było spodziewać franka po 4 zeta? Nie sądzę. Nie zmienia to faktu, że jeśli umowa była zgodna z prawem (a czy była, to już nie ja osądzam), no to powinna obowiązywać.

      Natomiast z punktu widzenia central banków gdzieś w świecie zrobiono świetny interes: napompowano złotówkę i sąsiednie małe waluty do historycznych poziomów (1frank=2złote) a w tym samym czasie rozpoczęto zmasowaną kampanię kredytów walutowych (chyba nie przypadek, że właśnie wtedy?). Wiadomo więc było, że gdy wszystko wróci do normy (a myślę że teraz jesteśmy bliżej normy niż przy franku po 2 zeta) kredyt okaże się bardzo drogi – zyska więc sprzedawca, w tym wypadku sprzedawca kredytu.

      Branie długu przy historycznie niskim kursie franka to klasyczny odpowiednik kupowania (czegokolwiek), gdy jest historycznie drogie. Zyskuje sprzedawca. Mam mieszane uczucia, bo ewidentnie nabito ludzi w butelkę, ale pewnie zgodnie z prawem…

      • Chyba żartujesz, nawet bez czytania umowy można było spodziewać się franka po 4 zł, nikt nie jest w stanie powiedzieć czy w perspektywie 30 lat frank nie będzie np. po 15 zł

          • wcale nie analiza wsteczna tylko zdrowy rozsadek, dlaczego uważasz, ze wszyscy byli tacy naiwni, zeby sądzić, ze złotówka w perspektywie wieloletniej będzie mocniejsza od franka? Na podstawie kursu z przeszłości NIKT nie jest w stanie powiedziec co bedzie w przyszłosci i zawsze tak uważałam

            • Sigma,

              Masz oczywiście rację. Całkowicie zgadzam się, że NIKT nie jest w stanie przewidzieć kursu franka w perspektywie 30 lat. Gdy napisałaś „można się było spodziewać franka po 4 zł” odebrałem to jako głos osoby, która uważa, że już wtedy wszystko wskazywało na umocnienie się franka. Stąd moja reakcja. Dziękuję za komentarz. 😉

  13. Jeśli się dobrze przyjrzeć – ustawa ma na celu pomoc bankom, frankowicze i tak będą głęboko do tyłu. Trzymając się ustawy – tylko pewna część frankowiczów może się kwalifikować do tej tzw. „pomocy” – pisze w cudzysłowiu ponieważ to jest nadal pomoc dla banków.

    Najbardziej przykre, że żadna instytucja powołana do ochrony obywateli nie podjęła żadnych kroków w celu ich ochrony i pozostawiła ich na pastwę losu wielkich banków (oczywiście bez profilowania MIFID). Możliwe, że wielu przedstawicieli instytcuji nawet pomogło bankom licząć na posady dla siebie lub znajomych. Mało tego – wiele instytucji – zapewne nie tylko bankowych podjęłó zmasowaną akcję szkalowania frankowiczów dzieląc w ten sposób społeczeństwo (frankowicze cwaniacy, żłotówkowicze – uczciwi).

    Na wskutek takich działań tysiące klientów straciło zaufanie nie tylko do banków ale i do instytucji państwowych, które w „cudzysłowiu”dbają o interesy konsumentów, wiecej o tym jak banki doją frankowiczów:
    http://czluchow24.eu/blog/1-nieruchomosci/2015/02/02/32-polityczne-propozycje-pomocy-frankowiczom

  14. Kolejna ustawa o szczególnych zasadach. Szokuje mnie, że coraz częściej potrzebujemy specustawy żeby coś załatwić (nie lubię tego słowa, ale w ustawodawstwie -o zgrozo- jest powszechnie używane).

  15. Witam
    Kredytobiorca w Polsce praktycznie ponosi większość ryzyk związanych z kredytem, bank ma bardzo silne zabezpieczenie w postaci całego majątku i przyszłego dochodu kredytobiorcy i bierze odsetki za ryzyka które są faktycznie przerzucone na drugą stronę umowy. Branie kredytu w naszym kraju przy takich rozwiązaniach to „trochę masochizm”.
    Kredyty denominowane są po prostu produktem toksycznym. Zasada jest prosta: jak się na czymś nie znasz to nie ruszaj, zostaw, nie dotykaj, nie podpisuj. Nie trzeba być zawodowym finansistą, żeby stosować się do tej zasady. Zresztą jest przydatna nie tylko w finansach.
    PO przez 8 lat wrzucało jakieś tematy, a później Je po cichu uśmiercała. Nie zdziwił bym się, jak by ta ustawa przepadła. Nie rozumiem też dlaczego ekonomiści martwią się irracjonalnymi pomysłami polityków w czasie kampanii wyborczej. Jak sobie przypomnę wcześniejsze wybory to pomysły padające w kampanii zazwyczaj mają najmniejsze szanse na realizację po wyborach 😉 Może to komiczne, ale zazwyczaj politycy później robią rzeczy odwrotne 😀
    Zarazą naszych czasów jest przerzucanie odpowiedzialności. Z banków na podatników, z polityków na podatników, pomiędzy podatnikami, z krajów na kraje, z rządów na banki centralne…
    Ustawa ma charakter śmieciowy.
    Wpis jest świetny Marcinie

  16. Od początku wiedziałem, że z tymi frankowiczami to bujda, ale… nie sądziłem, że aż taka.

    Kredyty w CHF były i nadal są niżej oprocentowane niż w PLN i wygląda na to, że frankowicze na razie wciąż są do przodu względem złotówkowiczów, biorąc pod uwagę, ile dotychczas zapłacili w ratach. Oczywiście kluczową sprawą jest, ile zapłacą łącznie za cały kredyt. Tyle że tego dowiemy się, gdy minie te 30 lat i poznamy średni kurs franka i średnie oprocentowanie na przestrzeni całego okresu kredytowania (a na razie w większości przypadków nie minęła nawet 1/3 tego okresu). Dopiero wtedy okaże się, czy ten interes był opłacalny, czy nie. Teraz możemy sobie tylko przeliczać kwotę pozostałą do spłaty na PLN po dzisiejszym kursie. W ten sposób otrzymamy liczbę, która, owszem, działa na psychikę, ale w gruncie rzeczy jest bez sensu, bo to nie jest kurs, po którym rzeczywiście spłacimy resztę kredytu (ten nie jest jeszcze znany).

    Dotąd myślałem jednak, że frankowicze w tej chwili muszą płacić o wiele wyższe raty (w PLN) niż na początku i to rzeczywiście może być problemem dla ich budżetu. Po przeczytaniu artykułu dochodzę do wniosku, że, ze względu na spadek oprocentowania i stosunkowo młody wiek tych kredytów, wcale tak nie jest; rata trochę urosła, ale nie dramatycznie (proporcjonalnie znacznie mniej niż kurs CHF/PLN). Podtrzymuję więc przekonanie, że to wszystko jest tylko zbijaniem kapitału politycznego.

  17. „Ten rajd ponownie pokazał, że prognozowanie jest sztuką trudną, szczególnie gdy chodzi o przyszłość”.
    A można prognozować przeszłość? 😉

    We mnie wzbudza wiele kontrowersji ta ustawa. Z jednej strony nie jest fair, żeby brać kredyt na xPLN, a spłacać 2xPLN, a z drugiej po Twoich wyjaśnieniach wygląda na to, że ta część, którą frankowicze „wygrali” na korzystnej różnicy w ratach, zostanie im dopisana do zadłużenia. Wygląda rozsądnie. Nie ma jakiegoś innego haczyka, który stawiałby frankowiczów w lepszej sytuacji niż kredytobiorców w PLN?

    • Cześć Ola,

      Z tą przyszłością to oczywiście cytat ze słynnego powiedzenia Nielsa Bohra 😉

      Po takim przewalutowaniu frankowicze nie będą w lepszej sytuacji od klientów, którzy wzięli kredyt w PLN. Będą w gorszej od „złotówkowiczów”, ale w lepszej, niż są dziś.

      • A co sądzisz o lamencie bankowców jakoby mieli stracić na tym przewalutowaniu. Bo z tego co widzę, to na przykładzie który podałeś, bank pożyczył 300.000zł i napisał sobie na boczku że to jest 150.000CHF. Nie sądzę, żeby w tamtym okresie przewidywał uwolnienie franka, więc i budżetowanie super-przychodów z odsetek nie wchodziło w grę, zatem na wzroście kursu franka, zarobiłby dodatkową free kasiorę, ale w momencie jej pozbawiania (czy to do wysokości 50%, czy 10%) nie „traci” i przede wszystkim nie destabilizuje swojej pozycji. Czy to myślenie ma sens?

        • Co do zasady bank na wzroście kursu franka nie zarabia, zaś na spadku kursu nie traci. Zarabia na marży ponad LIBOR CHF, prowizjach, opłatach, ubezpieczaniach około-kredytowych i na spreadzie (różnica pomiędzy kursem kupna i sprzedaży CHF). Dlatego kwota, którą bank musiałby umorzyć stanowi jego stratę. Tyle, że jest to strata w danym momencie (nie uwzględnia wcześniejszych zysków na danym kredycie, które bank już sobie zaksięgował w poprzednich latach).

          Co do lamentu – niektóre banki faktycznie mogłyby mieć problem i zanotować stratę. Jednak „lament” moim zdaniem przesadzony. W ogóle jestem pod wrażeniem jak skuteczne są działania PR i lobbyngowe w wykonaniu banków. Nie mówię, że są OK – są jednak MEGA skuteczne. Świetny zabieg z nagonką polegającą na tłumaczeniu klientom złotówkowym, że to oni zapłacą za frankowiczów. Mistrzostwo świata w sztuce perswazji. OFE powinny się uczyć, jak „walczy się” w takich sytuacjach.

          • Grzesiek J.

            Na pewno banki, które udzieliły dużo kredytów CHF (np. Getin, Millenium), poniosłyby jakąś stratę. Jednak próba odbicia sobie tego w opłatach za konta, itp skończy się porażką – przegrają z kretesem z bankami, które takich kredytów udzielały mało albo wcale – i nie miałyby straty, nie musiałyby podnosić opłat, prowizji itd.
            Wkurza mnie to, że każda normalna firma na rynku może się liczyć że może zamiast zysku ponieść stratę w jakimś okresie, a bank nie może ponieść straty, ba! Musi mieć rekordowy zysk i broń Boże, żeby ktoś próbował temu przeszkodzić..
            Marcin, nie wiem czy pisałeś już artykuł na temat kredytów CHF pod kątem ich funkcjonowania od strony bankowej – czy i jak bank ubezpiecza się przed zmianą kursu waluty itp – może by się przydało coś takiego? 🙂

            • Podpisuję się pod apelem:
              Marcinie – dałoby radę zrobić opis kredytu we frankach z perspektywy banków? Rzetelne wyjaśnienie byłoby świetne w obliczu dość demagogicznych wywodów słyszalnych na każdym kroku i zaczynających się zwykle od hasła „tam żadnych franków nie było”..

              • Podoba mi się ten pomysł. Myślę, że dobrym terminem na taką publikację będzie nowy projekt takiej ustawy. Poszukam jakiegoś chętnego bankowego księgowego, który bardzo dokładnie to wyjaśni. Zobaczymy czy znajde chętnych (nawet anonimowo).

                • Świetnie! Czekam więc z niecierpliwością, Nie wiem, czy słusznie, ale wyczuwam lekką ironię w stwierdzeniu, że napiszesz o tym, gdy będzie ustawa (czyżbyśmy mówili o terminie dowolnie odległym?) 😉 A z tym bardzo dokładnym wyjaśnianiem, też może nie ma co przesadzać – banki z pewnością nie korzystały z najprostszych instrumentów, do tego domyślam się, że inaczej było w przypadku banków polskich a inaczej takich, które mają centrale gdzieś w świecie. Raczej przydałby się ogólny mechanizm/filozofia działania.
                  Tak, czy siak z góry dzięki!

  18. Witaj Marcinie,
    z zaciekawieniem śledzę Twojego bloga już od dłuższego czasu, ale temat tzw. „frankowiczów” jest mi bardzo bliski bo jestem posiadaczką aż dwóch takich kredytów, w dwóch różnych bankach….. więc ustawa mnie nie dotyczy.
    Jeśli chodzi o ustawę której poświęcony jest ten wpis, to ciekawi mnie fakt, czy będą podpisywane nowe umowy kredytowe? Jeśli tak to rozumiem, że w złotówkach, a jeśli w złotówkach to ciekawe jakie będzie oprocentowanie takiego kredytu? Zważywszy na fakt, że stopy procentowe w Polsce są rekordowe niskie, to czy nie będziemy mieć za kilka lat nowego problemu rosnącego oprocentowania przez co i wzrostu rat…. Przecież banki nie dadzą teraz kredytu w złotówkach na stałe oprocentowanie!
    Niestety mam wrażenie, że brak pomocy ze strony Państwa to najlepsze rozwiązanie w zaistniałej sytuacji.

    • Cześć Marta,

      Umowa byłaby oczywiście podpisywana w złotówkach, a oprocentowanie liczone wg wzoru WIBOR 3M + marża banku (równa tej, jaka teraz kredytobiorcy frankowi płaca w CHF ponad LIBOR).

      Masz oczywiście racje, że kiedy stopy procentowe w Polsce pójdą w górę (a wcześniej czy później pójdą, bo są rekordowo niskie) to rata w PLN również powędruje w górę.

      W przedstawionej propozycji „pomocy państwa” w zasadzie nie ma. Koszt pokrywają banki, a nie państwo.

  19. Patrząc globalnie na sytuację – Pan Nowak płacił większą ratę od Pana Kowalskiego przez 7 lat (maksimum 700 zł więcej). Średnio 400-500zł więcej – co daje jakieś 42.000 PLN oddanych bankowi, i to bez uwzględnienia odsetek od potencjalnych zysków kapitałowych z chociażby regularnego odkładania tej różnicy (500zł) na lokatę.
    Musi minąć kolejnych kilka dobrych lat kursu CHF/PLN > 4 i niskiego WIBORU zanim złotówkowicze nadrobią straty… Przy kredytach 30 letnich trzeba patrzeć dużo szerzej niż kilka lat do przodu….

  20. Pamiętam jak dziś rok 2007, tanie kredyty we frankach, bajońskie oprocentowania na lokatach, generalnie czas prosperity i wielkiej euforii. Trzeba jednak pamiętać że światem rządzą banki, a bankami rządzą ludzie, i Ci niestety są coraz bardziej chytrzy.

    Bardzo się ciesze ze trafiłem na Twojego bloga Marcinie, trzeba tłumaczyć zapracowanym rodakom jak zadbać o swoje finanse i to w możliwie przystępny sposób, by sytuacje jak obecna „rzeź na frankowiczach” się nie powtórzyła w przyszłości.

Odpowiedz