FreshMail.pl

Jak pogodzić sukces zawodowy z osobistym? Prosta wskazówka na Nowy Rok.

44

Kolejny rok i kolejna czysta karta naszego życia. Noworoczne postanowienia, ambitne cele, odważne plany. Czy na pewno uwzględniłeś w nich to, co naprawdę ważne? Dzisiaj podzielę się z Tobą moim prywatnym sposobem na dobry rok 😉

Współczesny człowiek sukcesu wraca po ciężkim dniu w pracy do swojej rodziny. Ważne projekty, pilne spotkania i ciągły pośpiech – to już dla niego codzienność. Na szczęście wszystko idzie do przodu, więc nowy rok też będzie pasmem zawodowych sukcesów. Na progu domu chwyta go jednak ostry ból w klatce piersiowej. Piecze, rozpiera, rozrywa, dławi…Cholera – czyżby serce? Lekarz coś przebąkiwał, ale że teraz??? Pada na ziemię, stopniowo traci przytomność, a w głowie tłucze się jedno pragnienie. Jak myślisz, jakie?

(A) Spędzić ostatnie chwile z żoną i dziećmi, aby powiedzieć, jak bardzo je kocha.

(B) Spędzić ostatnie chwile w pracy, aby dokończyć kluczowy projekt.

Jeśli wybrałeś odpowiedź (A), to dzisiejszy artykuł na pewno Ci się przyda. Spokojnie, nie będę w nim więcej dramatyzował 🙂

Szybka informacja zwrotna

Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu? Większość osób, którym zadamy takie pytanie, bardzo wysoko na liście życiowych priorytetów umieści rodzinę i zdrowie. W praktyce jednak są to obszary życia, które jest bardzo łatwo zaniedbać. Mówimy, że rodzina jest najważniejsza, ale gdy mamy więcej rzeczy do zrobienia w pracy, rodzina i zdrowie idą w odstawkę. Dlaczego?

Nasza praca i rozwój zawodowy, poza innymi korzyściami, zapewniają szybką informację zwrotną i stosunkowo częste nagrody. Gdy dobrze wykonamy zadanie w pracy lub zrealizujemy ważny projekt – od razu czujemy się bardziej spełnieni, a jeśli mamy szczęście do przełożonych, to usłyszymy też: dobra robota, dziękuję, tak trzymaj, można na Ciebie liczyć, itp. Nawet jeśli informacja zwrotna nie jest w pełni klarowna, to podwyżki, awanse czy nagrody potwierdzą, że idzie nam dobrze.

Podobnie działa to w drugą stronę. Gdy zawalimy coś w pracy, od razu “dostajemy po głowie” – nie tylko od przełożonych, lecz również od samych siebie.

Ze zdrowiem i rodziną sprawa jest bardziej skomplikowana. Tutaj na “feedback” czeka się wielokrotnie dłużej. Dobre efekty diety czy treningów dadzą o sobie znać dopiero po kilku miesiącach systematycznego stosowania. Efekty dbania o dzieci i własny związek pozostają zagadką jeszcze dłużej. O tym, czy odniesiemy sukces jako rodzice, dowiemy się jakieś 20 lat po narodzinach dziecka, a o sukcesie w związku możemy mówić po wielu wspólnych, szczęśliwie spędzonych latach.

Na negatywne skutki również czeka się długo. Latami możemy prowadzić niezdrowy tryb życia, a konsekwencje nie będą widoczne, niczym we fraszce Kochanowskiego: “Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, ile kosztujesz, aż się zepsujesz”. Z rodziną jest bardzo podobnie.

Jak wyznaczać swoje cele, aby pogodzić sukces osobisty i zawodowy?

1. Ustal właściwą hierarchię.

Przez wiele lat dzieliłem moje cele na dwie grupy: osobiste i zawodowe. Pierwsza dotyczyła rodziny, rozwoju i zdrowia, a druga spraw związanych z pracą i firmą. Chociaż wszystko wydawało się jasne i sprawnie działało, od czasu do czasu pojawiały się konfliktowe sytuacje. Co zrobić, gdy klient proponuje ciekawe i dobrze płatne zlecenie, ale córka w tym czasie prosi o moją obecność na swoim występie?

Wielokrotnie w przeszłości zmagałem się z podobnymi dylematami, aż w końcu zdałem sobie sprawę, że nie mogę mieć dwóch osobnych list celów. Mogę te cele dzielić na “osobiste i zawodowe”, ale bezwzględnie muszą być one na jednej liście z jasno wyznaczoną hierarchią. W ogólnym zarysie moja obecna hierarchia życiowych celów wygląda tak:

1. Miłość i rodzina
2. Zdrowie i sprawność
3. Sukces zawodowy
4. Finansowa wolność
5. Podróże i przygody

 W każdej z tych grup wyznaczam bardzo konkretne cele na dany rok, a dzięki jasnej hierarchii mam całkowitą jasność, jakie podjąć decyzje, jeśli pojawi się konflikt. Działa to w taki sposób:

  1. Najważniejsza jest moja rodzina, więc dla jej dobra poświecę wszystko, łącznie ze zdrowiem. Ważne zlecenie? Trudno… Ważnych zleceń będzie bez liku, a dzieciństwo moich dzieci jest tylko jedno.
  2. Bez zdrowia i sprawności inne sukcesy są bez znaczenia. Dlatego nie dopuszczam do sytuacji, w której sukces zawodowy miałby się odbyć kosztem mojego zdrowia lub sprawności. Jeśli mam zaplanowany trening, to nawet ryzykując opóźnienie spraw zawodowych, nie odpuszczam. To zawsze trudna decyzja, ale po powrocie z treningu jeszcze nigdy tego nie żałowałem.
  3. Sukces zawodowy oznacza dla mnie wykonywanie pracy, która daje mi satysfakcję, pozwala utrzymać rodzinę i jest wartością dla innych ludzi. Bardzo lubię to, co robię i mógłbym pracować bez przerwy. Ale…To jednak jest nr 3.
  4. Finanse są bardzo ważne, jednak dzięki działaniom, o których piszę na blogu, służą już tylko do realizacji marzeń i innych celów. Podejmując decyzję o kolejnych działaniach zawodowych, nie kieruję się więc wyłącznie finansami, ale przede wszystkim satysfakcją, jaką dają mi te działania. A dlaczego finanse są na 4. miejscu – przed ukochanymi podróżami? Bo cały czas ważne jest finansowe bezpieczeństwo mojej rodziny. Dlatego nie wyruszę nawet w najpiękniejszą podróż, jeśli wiązałoby się to z wydaniem kwot, na które pozwolić sobie nie mogę.
  5. Podróże i przygody – choć są na ostatniej pozycji, nie znaczy, że są nieważne. Przeciwnie – to w końcu lista najważniejszych obszarów mojego życia. Mam jedno życie i uwielbiam inwestować w doświadczenia, bo dzięki temu jest ono jeszcze ciekawsze. Umieszczenie tego punktu na liście priorytetów sprawia, że w każdym roku konsekwentnie realizuję kolejne marzenia o podróżach.

Dla każdej osoby, w zależności od konkretnej sytuacji życiowej, taka hierarchia wyglądać może inaczej. Dla młodego singla rodzina będzie odległą przyszłością, a dla osoby zadłużonej po uszy finanse będą niemal na szczycie. Najważniejsze jednak, by taką hierarchię sobie wyznaczyć, ponieważ bardzo ułatwia ona podejmowanie przyszłych decyzji.

2. Wyznaczaj cele w odpowiedniej kolejności.

Dopiero po ustaleniu jednoznacznej hierarchii wartości, możemy przystąpić do wyznaczania celów na dany rok. I teraz ważna sprawa. Jeśli zdecydowałeś, że najważniejszym obszarem Twojego życia jest rodzina, to planowanie roku rozpocznij od celów związanych z rodziną.

To właśnie jest “nowość”, którą zastosowałem, wyznaczając cele na 2017 rok. Do tej pory zaczynałem od celów zawodowych: harmonogram publikacji, wystąpienia publiczne, współprace, szkolenia, projekty… Planowanie treningów i czasu z rodziną zostawiałem na koniec. Jak wiele osób, łatwo ulegam “iluzji planowania” i często zakładam, że zrobię więcej, niż to w rzeczywistości możliwe. Efekt był taki, że mój roczny plan pękał w szwach.

Tym razem zrobiłem inaczej. Zacząłem od zaplanowania czasu, który chcę spędzić z moimi najbliższymi. I nie chodzi tu tylko o rodzinne wakacje czy wspólne święta, ale również o konkretne weekendy, w które będę na 100% obecny dla moich bliskich, o wspólne wyjazdy i kilka niespodzianek, o których napisać nie mogę 🙂 Po zaplanowaniu tych aktywności – zabrałem się za  cele związane ze sprawnością i zdrowiem: treningi, badania, dieta, itp. Dopiero po tym zaplanowałem sprawy związane z moją pracą.

Efekt? Ku mojemu zaskoczeniu ten banalnie prosty zabieg zaowocował nie tylko pełną jasnością celów, ale przede wszystkim otworzył mi oczy, ile naprawdę jestem w stanie zrobić w tym roku. Mając znacznie mniej czasu do dyspozycji, wyrzuciłem kilka “ciekawych” projektów zawodowych z mojej listy, a zostawiłem wyłącznie te najważniejsze – zgodnie z regułami esencjalizmu.
Po raz pierwszy od lat na początku roku mam nie tylko pełną jasność tego, co chcę osiągnąć, ale przede wszystkim wewnętrzny spokój, że wszystko jest na właściwym miejscu.

3. Zapomnij o równowadze.

Po przeczytaniu pierwszych dwóch punktów możesz dojść do wniosku, że jest to przepis na coś w rodzaju “równowagi” pomiędzy życiem zawodowym i osobistym. Nic bardziej mylnego. Może Cię zaskoczę, ale taka równowaga nie jest dla mnie wartością, a nawet może być niebezpieczna. Prowadzić może bowiem do zawodowej “przeciętności”, a w rodzinnych relacjach do nudnej rutyny.  A nam chodzi przecież o sukces – zarówno na polu osobistym, jak i zawodowym.

Nie miejmy złudzeń – chcąc zrealizować ambitne projekty i mieć osiągnięcia w życiu zawodowym, w ciągu roku będziemy mieli okresy, w których musimy się skoncentrować tylko na pracy. I nie ma tu mowy o równowadze. “Wahadło” naszej aktywności będzie wychylone na stronę “praca” i inne sprawy będą mniej ważne. U mnie jest tak pod koniec ważnych projektów, gdy przez kilka tygodni koncentruję się tylko na nich.

Aby jednak zegar działał poprawnie, wahadło musi wychylać się też w drugą stronę. Po zakończeniu takiego okresu koniecznie trzeba poświęcić czas bliskim. Wielu osobom wydaje się, że wystarczy kilka dni, jeden weekend i może jedne wspólne wakacje. Jako szczęśliwy mąż z 13-letnim stażem i ojciec dwóch córek (12 I 9 lat) dobrze wiem, że takiego czasu potrzeba więcej. Właśnie dlatego zacząłem od zaplanowania okresów, w których poświęcę 100% uwagi rodzinie. Projekty zawodowe dopasowałem tak, by nie kolidowały z czasem przeznaczonym dla moich najbliższych. Właśnie dlatego wakacje, święta, weekendy i wyjazdy z rodziną, to chwile, w których nie zajmuję się żadnymi sprawami zawodowymi.

Nie ma więc mowy o równowadze, ale musimy dbać o to, by “wahadło” wychylało się regularnie w obydwie strony.

4. Bądź gotów zapłacić cenę.

I wreszcie ostatnia sprawa. Każdy sukces ma swoją cenę – osobisty również. Decydując się na zapewnienie wystarczająco dużego miejsca w naszym życiu tym celom, które związane są z rodziną i zdrowiem,  automatycznie “zabieramy” miejsce i czas celom innym.

Mówiąc wprost – będzie trudniej osiągnąć spektakularne cele zawodowe, przynajmniej w krótkim okresie. Ktoś, kto umieścił na szczycie swojej hierarchii sukces finansowy i całkowicie poświęca się tylko jemu, prawdopodobnie osiągnie więcej. To cena, którą może być trudno zaakceptować osobom o wielkiej zawodowej ambicji.

Kluczem są moim zdaniem słowa “w krótkim okresie”. Nie poruszałbym zapewne takich tematów na blogu finansowym, gdyby nie oczywisty fakt: zniszczone relacje rodzinne i zszargane zdrowie bardzo negatywnie odbijają się na wszelkich innych obszarach życia, w tym na finansach. Jestem przekonany, że szczęście rodzinne i zdrowie, warte są każdej ceny. Ich wartość docenia się jednak z upływem czasu, z każdym kolejnym rokiem.

Gumowa piłka i szklane kule

Na zakończenie krótki cytat z noweli James’a Patterson’a:

Wyobraź sobie, że życie polega na żonglowaniu pięcioma piłkami. Ich nazwy to praca, rodzina, zdrowie, przyjaciele i prawość. Wszystkie udaje ci się utrzymywać w powietrzu. Ale pewnego dnia wreszcie do ciebie dociera, że praca jest gumową piłką. Jeżeli ją upuścisz, odbije się i wróci.
Pozostałe cztery piłki – rodzina, zdrowie, przyjaciele, uczciwość – to szklane kule.
Jeśli się którąś upuści, może się obić, wyszczerbić lub nawet roztrzaskać.

Na progu tego Nowego Roku życzę Ci bardzo wielu sukcesów – zarówno zawodowych, jak również osobistych. Trzymam kciuki za Twoje plany, realizację marzeń i wielkie osiągnięcia. Przede wszystkim jednak życzę Ci z całych sił, abyś spędzili ten rok w towarzystwie ukochanych osób, w pełnym zdrowiu i w świetnej formie 😉

Co myślisz o takim podejściu do planowania?

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 721 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze44 komentarze

  1. Obawiam się, że Jan Kochanowski był nieco mniej materialny w swojej refleksji, bo we fraszce stoi „jako smakujesz”, a nie „ile kosztujesz” ;-).

  2. Bardzo mi się podoba, że oprócz finansowych informacji, mądrości, ciekawostek i praw szerzysz tak ważną dla nas, ludzi, wartość jaką jest rodzina i miłość 🙂 Życzę Ci wszystkiego spełnionego 🙂

  3. Dzięki za super wpis. Tego było mi potrzeba. Moje 4 punkty pokrywają się z Twoją pierwszą czwórką. I nawet kolejność się zgadza. 🙂 Choć jak w trakcie planowania ustawiłem zadania to wyszło mi, że zadania w ramach tych czterech i ich ważność wymieszały się :).
    Jednak Twoja kolejność jest też moją.
    Czas dla rodziny (imprezy w szkole, przedszkolu, wspólne wakacje) zawsze wygrywa z pracą
    Sport (bieganie) i dojście do prawidłowej wagi jest też już wysoko.
    Na szczęście dzięki Tobie finasowa wolność, choć bardzo ważna, jest nr 4 🙂

    Andrzej

    • Cześć Andrzej,
      Wiesz, że kibicuję Ci od dawna i jestem pod wrażeniem Twojej skuteczności.
      Życzę Ci kolejnych sukcesów w Nowym Roku. Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i Twojej rodziny. 😉

  4. Marcin,

    Świetny post! Szczególnie zgadzam się z dwoma punktami:
    – „ale po powrocie z treningu jeszcze nigdy tego nie żałowałem” – dokładnie tak:)
    – „zniszczone relacje rodzinne i zszargane zdrowie bardzo negatywnie odbijają się na wszelkich innych obszarach życia, w tym na finansach” – otóż to.
    Ciekawa teoria z wahadłem. Muszę to przemyśleć.

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

  5. Super wpis! Tego właśnie było mi trzeba.
    Żyłam złudzeniem „równowagi”. „Wahadło” zdecydowanie do mnie przemawia.

    • Hej Justyna,

      „Równowaga” brzmi fajnie, ale w rzeczywistości nie sposób jej osiągnąć, a usilne próby zwykle kończą się frustracją. W praktyce okresy wytężonej pracy przeplatają się z czasem bardziej luźnym. Grunt, żeby zadbać o odpowiednią ilość tego drugiego i wtedy być prawdziwie obecnym dla swoich bliskich. Wiele osób ma problem z przestawieniem się z trybu „praca” na tryb „rodzina i wypoczynek”. A tylko wtedy możemy naprawdę wypocząć i rzeczywiście BYĆ z naszymi bliskimi – nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim świadomie. 😉

  6. Marcinie, bardzo lubię czytać Twoje wpisy. Świetne podejście. Wszystkiego Dobrego dla Ciebie i Twoich bliskich.Pozdrawiam. Wioletta.

  7. Świetny wpis! Dziękuję. Za wszystkie pozostałe wpisy też. Twój blog jest ostoją spokoju i rozsądku – tego mi trzeba 🙂 Dobrego Roku!

  8. Mąż namiętnie czyta wszystkie finansowe posty (FBO i kilka innych) i je stosuje. Obawiam się jednak, że ten pominie albo po prostu będzie miał to w… nosie.

    • Więcej wiary w męża 😉
      My, mężczyźni, bywamy uparci, ale jak się nas wystarczająco długo „poformatuje” dobrymi argumentami, to zwykle do nas dociera.
      A w każdym razie do wielu z nas 😉

    • Karolina RM

      Ja mojemu podeśle z przykazaniem „przeczytaj koniecznie”, ale tez obawiam sie, ze sie nie zastosuje😜 Panie Marcinie, jak zawsze mega ciekawie i niezwykle inspirująco! Pozdrawiam serdecznie i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

  9. Bardzo dobry artykuł.Daje mnóstwo do myślenia. Bardzo serdecznie Ci za to dziękuję. Po życiowych przejściach które doświadczyłem i zapłaciłem bardzo wysoką cenę. W 100% się z Tobą zgadzam.

    • Dziękuję Rafał. Życzę Ci zatem, aby kolejny rok był dla Ciebie bardziej udany i aby cena, którą zapłaciłeś, okazała się ostatecznie inwestycją w jeszcze szczęśliwsze życie. Wszystkiego dobrego 😉

  10. Wartościowy wpis. Będę sie na niego powoływać, chocby przy okazji cyklu Praca dla mamy, ktory dzis oficjalnie rozpoczęłam u siebie na blogu. Czytam jeszcze raz i robie notatki.

  11. Rewelacja 🙂 bardzo mi się ten wpis spodobał i ciszę się, że przeczytałem to zanim wziąłem się na poważnie za planowanie roku.
    Dzięki 🙂

  12. Ciekawe z tym wahadłem. Marcinie , byłby z Ciebie humanista 🙂
    Szukanie równowagi jako wydumane 50/50, rzeczywiście może być ciężkie do zrealizowania.
    Od siebie zaproponuję trzecią teorię tj. spacer po linie. Możemy wychylić się w jedną stronę, ale jeśli w porę nie przemieścimy środka ciężkości (priorytetów) w drugą stronę, spadniemy z liny.

    • Cześć eMCI,

      Bardzo ciekawe porównanie z tą liną. Tak sobie tylko myślę, że spacer po linie jest najbardziej efektywny wtedy, gdy idziesz środkiem i mało się bujasz. Słowem: lina=równowaga.
      Dlatego bardziej przemawia do mnie wahadło – gdy pracuję, to pracuję „na maxa”, ale potem wracam do rodziny „na maxa”. 😉

  13. Cześć,

    Ja z innej beczki… właśnie drugi raz w życiu stawiam sobie cele (za pierwszym miałem schudnąć 10kg w 3 miesiące a przytyłem 5kg w 12 ;-)). Poza tym bez konkretnych celów też przeżyłem (nie mam długów, własne mieszkanie, fajną pracę ale dalej na etacie którą jednak chciałbym zmienić na własną drogę no ale na tą chwilę mam 😉 i tu moje pytania:
    1. Technicznie – Jakich narzędzi używać do planowania celów.
    2. Jaki horyzont czasowy cele powinny mieć? Przecież w marcu wszystko może się zmienić i moje cele też bo np trafi się super okazja…
    3. Co w przypadku braku czasu… np. zdrowie i sport są dla mnie ważne chciałbym w końcu biegać ale przy małych dzieciach po prostu poległem… (człowiek wraca z pracy nie zawsze o czasie…, żona ma już trochę dość i chce wyjść gdziekolwiek choć na chwilę, starszą trzeba zawieźć na jakieś zajęcia, usypianie bobsów i o ile nie zaśnie się z nimi lub córką to ok godz. 22 mam czas dla siebie… chociaż… zmywarkę trzeba nastawić, ogarnąć mieszkanie z żoną… mamy 23… i przez pierwsze 2 tygodnie biegałem o 23 co 3 dzień… potem nie dałem rady… a jeszcze trzeba zrobić pewnie ze 100 innych rzeczy bieżących które widnieją (ostatnio spisałem) na liście „do zrobienia” i prawda jest taka, że tylko mnie frustrują…

    • Hej MAK,

      Bardzo dziękuję za komentarz i pytanie. Zaintrygowało mnie ono na tyle, że postanowiłem odpowiedzieć w osobnym wpisie na blogu, który opublikuję w najbliższy czwartek.
      Myślę, że wiele osób może mieć podobne rozterki i chciałbym odpowiedzieć możliwie precyzyjnie.
      A zatem do czwartku wieczorem 😉
      P.S. Gdybyś zechciał/-a podać swoje imię – byłoby super – przytoczę Twój cały komentarz w tym artykule, a „MAK” brzmi trochę anonimowo. Oczywiście, artykuł przygotuję tak czy siak.
      Dziękuję za inspirację.

  14. Witaj Marcinie 🙂

    bardzo mądry sposób planowania moim skromnym zdaniem, kwestia „wahadła” wiele uświadamia, a kto to złapie, temu będzie łatwiej – tak jak mi 🙂

    Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

  15. Cześć Marcin,

    Trzy ostatnie punkty mogą się zmieniać kolejnością, ale dwa pierwsze chyba u każdego zdrowego na ciele i umyśle człowieka powinny wyglądać tak samo jak u Ciebie. Jednak to wciąż tylko „ustalanie priorytetów” czy planowanie. U mnie najgorzej zawsze jest z realizacją.

    Samo planowanie niewiele w moim przypadku zmienia stając się w większości pustym „postanowieniem noworocznym” .
    Kolejnym zdaniem -Będę dbał o zdrowie i zacznę zarabiać więcej – rzuconym w powietrze podczas siedzenia na kanapie, przed telewizorem, w trakcie popijania chipsów Colą…
    Wiadomo, że zanim chipsy się skończą postanowienie będzie już zapomniane.

    Dlatego za planowaniem czy ustalaniem priorytetów dobrze by było aby szedł szczegółowy terminarz w kalendarzu co, kiedy i na jakim etapie powinno być zrealizowane. Tak żebym potem mógł sam siebie z tego rozliczyć. Nie na koniec roku, ale miesiąc po miesiącu.

    Bez tego, przynajmniej w moim przypadku, roczne plany (postanowienia) to będzie mrzonka.

    • Masz rację Sebastian,
      Ale tak, jak dom najsensowniej jest budować od fundamentów, tak plan najlepiej jest tworzyć rozpoczynając od swojej hierarchii wartości.
      Dlatego od tego zaczynam. Wkrótce na blogu więcej na temat.

  16. Ja równowagę rozumiem jako harmonię i spójność z samym sobą – bez względu na to czy biegnę sprintem czy stoję. Uczę się rozpoznawać głos umysłu (z głowy) i głos organizmu (z wnętrza siebie). I najczęściej ten drugi ma ostatnie słowo 🙂

    • Cześć Adam,
      No, czasem ten „głos z organizmu” warto jednak zagłuszyć. Przychodzi mi do głowy długa lista sytuacji, w których jednak ostatnie słowo lepiej jest oddać umysłowi. 😉

  17. Marcinie,
    Dzięki za artykuł. Szablonowe tematy potrafisz przedstawić w nieszablonowy sposób. Najbardziej podobało mi się postawienie kawy na ławę, że nie da się utrzymać równowagi a można jedynie starać się żeby wahadło nie wychylało się za bardzo w jedną stronę. Twoje artykuły są dla mnie inspirujące.

  18. Apropos celów i ich realizacji, posiłkując się innym artykułem o podobnej tematyce, to warto mieć drugi / rezerwowy cel, tak, aby nie porzucić głównego celu w trakcie roku będąc zdemotywowanym przez aktualny postęp. Np. jeżeli założyliśmy sobie schudnąć do końca roku 8 kg, jest marzec/kwiecień, a my jesteśmy na etapie minus 1kg, to czy np. kończąc rok na minus 5-6 kg, powinniśmy być sfrustrowani, że nie udało nam się osiągnąć głównego celu, tj. minus 8kg? Podejrzewam, że wiele osób brałoby taki ‚wynik’ w ciemno planując rok… To samo może tyczyć się finansów (spłaty długów/realizacji inwestycji). Może się okazać, że dzięki takiemu zabiegowi nie porzucimy całkowicie dążeń do swojego celu, a realizując ‚rezerwowy’ cel uświadomimy sobie, że może nam wcale dużo nie brakuje, aby zrealizować cel główny?

    PS. bardzo inspirujący i ciekawy blog, pozdrawiam autora.

  19. Cześć Marcin

    Trzeci rok z rzędu użyłem Twojego formularza do planowania celów. Intuicyjnie podzieliłem je na kategorie. Są ambitne określone w czasie i zwizualizowane zeby regularnie o sobie przypominały.
    Wszystkiego dobrego. Pozdrawiam

  20. Witam i przyłączam się do życzeń noworocznych oraz gratuluję trzeźwego spojrzenia realisty.

    To o kulkach bardzo fajne, a nikt nie wspominał. Do piątego punktu dorzuciłbym przyjaciół, bo jak podróże to najlepiej z przyjaciółmi, a jako wisienka na torcie, rozwój osobisty (rozumiany zapewne u każdego inaczej).

    Do mnie osobiście najbardziej przemawia twoja sztuka dobierania priorytetów i umiejętność opanowania chęci wbicia zbyt dużej liczby ambitnych celów. Potem zwykle się nie udaje bo doba ma tylko 24 godziny i pojawia się frustracja. Tak więc planujmy ambitnie ale realnie czego sobie i wszystkim czytelnikom życzę serdecznie.

  21. Witaj Marcinie Wszystkiego Najlepszego w Nowym 2017 roku Zdrowia Radości i Odwagi do realizacji swoich celów 🙂 Ja wyznaję taką zasadę: „Pieniądze możemy zarobić w każdej chwili natomiast czasu nie możemy kupić”

  22. Cześć Marcinie,

    Bardzo dobry wpis, świetna kolejność kategorii celów. Proponowana kolejność jest OK, pod jednym warunkiem – że człowiek jest ateistą i nie wierz w żadna moc pozaziemską.

    Ja od kilku lat także układam sobie cele, ale jednak na pierwszym miejscu jest „Duchowość”. Tak jak to się mówi: jeśli Bóg na pierwszym miejscu, to wszystko będzie na swoim miejscu. Jeśli tak uda się ułożyć kategorie i priorytety, to nie będzie nas przerażał temat śmierci, który jest naturalnym etapem wpisanym w nasze życie, a który został pominięty na początku artykułu jako niekomfortowy. Układając cele powinniśmy naprawdę i konkretnie myśleć, co dalej, co potem? W chwili ataku serca opisanego na początku, czy słowa powiedziane rodzinie coś zmienią? Ważne są czyny które były do tej pory. O czym w takiej sytuacji mówić? Czy o podziale majątku? Chyba nie ma nic gorszego. A temat majątku powinien być już dawno załatwiony, nawet jak się świetnie dzisiaj czujemy. Zatem przynajmniej ja nie wybrałbym żadnej z dwóch proponowanych opcji-:)

    Jednym słowem zachęcam do umieszczenia kategorii „Duchowość”, jako najważniejszej, czyli relacja z moim Bogiem na pierwszym miejscu już w tym roku i zacząć choćby od małych kroczków. Stąd będzie wypływała inspiracja i energia, na kolejną kategorię czyli „Rodzina i miłość”, a nasze relacje z bliskimi będą coraz lepsze.

    Dzięki i Szczęśliwego Roku 2017!

  23. Wielki szacunek za taka kolejność priorytetów. Teoretycznie wydaje się to proste, wiele ludzi łącznie ze mną też ma tak ustawioną kolejność. Niestety mnie się to czasami nie udaje. Wydaje mi się, że pracuję dla rodziny, aby zapewnić im byt i tym usprawiedliwiania np. pracujące wieczory. A potem zdaję sobie sprawę, że można było ten czas spędzić jednak z rodziną. Podobnie jest ze zdrowiem. Zamiast iść pobiegać to jest prokrastynacja i pisanie komentarza na blogu 😉

    Czekam na Twój artykuł o samo motywacji do działania 🙂

  24. Dziękuję za wspaniały artykuł 🙂 Jak zawsze profesjonalnie, konkretnie i ciekawie. Dziękuję, że jesteś. Wszystkiego dobrego dla Ciebie, rodziny i czytelników bloga 🙂

  25. Bym chciał powiedzieć coś nowego, orginalnego, lecz wszystko co należy powiedzieć zostało powiedziane. 🙂 🙂 🙂

    Od siebie powiem.

    Rób to co robisz dalej.

    Siebie realizujesz i innym pomagasz.
    Choć śledzę twój blog od połowy 2015 roku to dziś jest pierwszy komentarz.

    Lecz musze powiedziec, że dzięki twoim radą i wskazówką oraz książce, pozbyłem się więkoszści długów i nie potrzebnych wydatków.

    Pozdrawiam

Odpowiedz

Podobają Ci się artykuły na blogu?

Zdjęcie autora Dołącz do ponad 8721 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.

 

FreshMail.pl