FreshMail.pl

To był czad! Właśnie przebiegłem mój pierwszy w życiu maraton :)

58

Jakie są dwie najlepsze inwestycje na świecie? Po pierwsze: inwestycja w siebie. Po drugie: inwestycja w doświadczenia. Dziś kilka słów o tej drugiej, bo mam ku temu wspaniałą okazję.

To nie jest wpis na temat finansów, ale za to z licznymi zdjęciami na dole 😉 Bardzo często powtarzam Wam jednak, że w moim podejściu do życia i pieniędzy chodzi o znacznie więcej niż o „techniczne aspekty” zarządzania domowym budżetem. To pewien styl życia, który zakłada, że pieniądze pomagają nam w realizacji własnych marzeń i pasji, a także w pomaganiu innym ludziom. To właśnie dlatego warto jest o nie dbać, zamiast wydawać je na pierdoły.

Zrealizowane marzenie, o którym napiszę teraz, nie wymagało zresztą dużych nakładów finansowych. Za to – choć miałem okazję przeżyć już wiele cudownych chwil – to doświadczenie było naprawdę wspaniałe.

Co oni dodają do tego gipsu?

W listopadzie ubiegłego roku wrzuciłem na Facebooka taki oto post:

Otrzymałem od Was wtedy dużo wsparcia, miłych komentarzy, a także świetnych rad na temat biegania. Gips na kończynach wpływa na mnie w jakiś dziwny sposób. Zacząłem nawet podejrzewać, że w jego oparach zawarte są psychoaktywne substancje. Gdy kilka lat temu siedziałem unieruchomiony przez 5 tygodni z prawą nogą w gipsie (złamaną zresztą w czasie Biegu Powstania Warszawskiego) zacząłem tworzyć swoją „bucket list” – czyli Listę 100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią, o której już kiedyś na blogu wspomniałem.
W zeszłym roku – spoglądając na powiększającą się pod wpływem unieruchomienia oponkę na brzuchu – postanowiłem przebiec maraton. Nie muszę Wam chyba wspominać, że wtedy pomysł wydawał się całkiem od czapy.

Pułapka wygodnej wymówki

Znam kilku „iron-manów”, więc wiem, że dla nich maraton to ledwie przebieżka 🙂 Ale dla mnie to było naprawdę duże wyzwanie. Po kontuzji kolana w roku 2000 lekarz stwierdził, że nie ma mowy o bieganiu dłuższym niż 2-3 km, a ja mu uwierzyłem. Przez całą kolejną dekadę powtarzałem sobie i innym: niestety, nie mogę biegać. To była dobra i wygodna wymówka.

W końcu – za namową kolegi – w 2011 r. zapisałem się na Bieg Konstytucji i pierwszy raz od czasu kontuzji przebiegłem 5 km. Tak wyglądałem 6 lat temu po tym „wielkim biegu” z moimi nieodłącznymi kibicami:

 

Skoro dałem radę tyle, to uwierzyłem, że dam radę więcej! Zacząłem trochę trenować i startować rekreacyjnie w biegach na 10 km. Ale niestety – przy wydłużaniu dystansu powyżej 10 km lub czasu powyżej godziny – w kolanie faktycznie odzywało się mocne kłucie. No tak, przecież ja mam te problemy ze stawem kolanowym – przypomniałem sobie na nowo i odpuściłem marzenia o dłuższych dystansach. Trudno, trzeba się z tym pogodzić – wmówiłem sobie.

I tak żyłem z przekonaniem, że nie nadaję się do biegania. Aż do listopada ubiegłego roku. Słuchając relacji biegających przyjaciół, a także mojej żony, która przebiegła maraton cztery lata temu, bardzo chciałem poczuć, jak to jest mieć ten królewski dystans za sobą. Czyż nie byłoby wspaniale wbiec na metę, unieść ręce do góry i krzyknąć: Tak! Dałem radę!

I wtedy – zamiast szukać kolejnych wymówek i powodów, dla których nie mogę przebiec maratonu – postanowiłem „wziąć temat na warsztat”. Najpierw – wizyta u lekarza. Gdy wspomniałem pierwszemu, że po godzinie biegania kłuje mnie w kolanie, usłyszałem: To niech Pan biega krócej! Na szczęście kolejny lekarz zrobił stosowne badania i stwierdził, że nic go w moich kolanach nie niepokoi, a ból, to pewnie syndrom pasma biodrowo-piszczelowego. I faktycznie! Kilkanaście tygodni rozciągania, właściwych ćwiczeń, wałek do masażu – i moja wielka wymówka zniknęła! Gdy dzisiaj myślę, że przez tyle lat sam sobie wmawiałem, że nie mogę biegać, a nawet tego solidnie nie sprawdziłem, to jest mi po prostu wstyd!

Dla mnie z tej sytuacji wynika ważna lekcja: koniec z wymówkami i ograniczaniem samego siebie! Wystarczyło podjąć decyzję i zacząć działać, zamiast się łapać wygodnej wymówki. I to jest takie moje krótkie przesłanie dla Was z tego wpisu:

Być może bardzo czegoś pragniesz, ale jednocześnie tłumaczysz sobie, że to marzenie nie jest dla Ciebie.
Upewnij się, czy to przypadkiem nie jest zwykła wymówka.
Sprawdź to koniecznie, nim na zawsze pogrzebiesz swoje marzenie.

Dlaczego warto?

Po podjęciu decyzji i odrzuceniu głupich wymówek, sprawa była już prosta. Pozostał trening i dobre przygotowanie. Dzięki prowadzeniu tego bloga na swojej drodze spotykam wielu wspaniałych ludzi, którzy wspierają mnie w różny sposób. W przypadku maratonu takim wsparciem i wielką inspiracją był dla mnie Jacek MEZO Mejer – poznański wokalista, wyśmienity biegacz i jedna z najbardziej optymistycznych osób, jakie znam. Jeśli nie mieliście jeszcze okazji posłuchać mojego podcastu z MEZO – zdecydowanie polecam – to po prostu świetny człowiek: FBO 031: Muzyka, sport, optymizm, finanse – cztery oblicza MEZO

Jacek biega trochę szybciej ode mnie 😉 Tak wyglądał na mecie maratonu, w którym bił swoją życiówkę, wspierając jednocześnie Drużynę Szpiku:

 

Jeśli chodzi o mnie, to chociaż siedziałem z Jackiem w wieczór przed biegiem zajadając makaron, wsłuchiwałem się w jego dobre rady, a na trasie słuchałem jego płyty „Życiówka”, to  i tak na mecie wyglądałem mniej świeżo. W czasie biegu popełniłem chyba wszystkie możliwe błędy. Ale i tak było cudownie!

Na starcie rozpierała mnie energia, więc byłem prawdziwym twardzielem:

Tydzień przed maratonem miałem jasny cel: po prostu dobiec do mety. Ale… dzień przed startem dodałem: …poniżej 5 godzin. Na starcie postanowiłem jeszcze, że będę biegł na 4:45…

… ale już po kilku kilometrach publiczność i nogi poniosły tak, że dogoniłem biegnących na 4:15 🙂 Jeszcze na 30 km trzymałem się dzielnie, a moja rodzinka dopingowała mnie z całych sił. Tym razem do grona kibiców dołączył również nasz pies 😉

A potem stało się dokładnie to, o czym MEZO śpiewa w piosence pt: „Ściana”:

Pierwsza połówka tak: Pstryk!
Następna dycha – tempo na styk!
A potem – nie wiem skąd – jakby ktoś wyłączył prąd 😉

 

I gdyby nie to, że moje córeczki ostatnie 300 metrów przebiegły ze mną, to chyba faktycznie padłbym przed metą na twarz. Ostatecznie padłem dopiero po przekroczeniu linii mety z czasem 4:50:33 długo dochodząc do siebie 🙂

Jedno jest pewne. To była jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu. Jeszcze wczoraj niemal szurałem nosem po ziemi… Ale już dziś od samego rana unoszę się kilkanaście centymetrów nad ziemią! Jestem bardzo szczęśliwy i bogatszy o kolejne super doświadczenia…

Sprawdźcie koniecznie, czy tak jak ja, nie czekacie przypadkiem zbyt długo na realizację niektórych marzeń. Być może robicie to tylko dlatego, że macie wygodne wymówki i nie sprawdzacie, czy są prawdziwe? Życzę Wam z całych sił, by te marzenia udało się Wam zrealizować! Naprawdę warto.

A ja tymczasem wracam do pracy… Już w przyszły poniedziałek zamierzam wysłać zapisanym na listę osobom link do promocyjnej oferty kursu „Kredyt hipoteczny krok po kroku”. To będzie mój drugi skończony maraton w tym roku 😉 Szczegóły znajdziecie tutaj:

Kredyt hipoteczny krok po kroku – data premiery kursu już znana!

 

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 953 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze58 komentarzy

  1. Brawo Marcin – Gratuluje i zazdroszczę.

    Mam to na swojej liscie spraw do załatwienia przed śmiercią 🙂 🙂 🙂

  2. Znając się na ćwiczeniach i odżywianiu po przeczytaniu stek książek i przestudiowaniu tysiąca wywiadów z ekspertami myślę, że mam dośc rozległa wiedzę na temat ludzkiego ciała. Widząc Pana sposób odżywiania i teraz maratony. Przestrzegam , że to jest droga do kalectwa. Chroniczne cardio i dieta uboga w wiele składników odżywczych doprowadzi Pana do choroby metabolicznej. Ja ją miałemi (nabytą w podobny sposób i przez to nauka w tych tematach) wyleczenie się z niej to koszmar i nie obejdzie się bez specjalisty, którego bardzo ciężo znaleźć. Wiem, że czuje się Pan lepiej i wspaniale, też tak miałem. Nie chcę po prostu, żeby kogoś spotkało to co mnie.

    • Hej Radek – moja dieta wegańska jest dobrze zbilansowana, jestem pod dobrą opieką i w świetnej formie 🙂

      Mam nadzieję, że z Twoim zdrowiem też już wszystko w porządku.

      Dziękuję Ci bardzo za troskę. Chętnie dowiedziałbym się więcej, więc jeśli mógłbyś polecić jakąś sprawdzoną lekturę na ten temat – bardzo chętnie się zapoznam.

      A póki co – za tydzień robię gruntowne badania krwi. Trzymam jak widzisz rękę na pulsie 🙂

    • Kolego Radku. Proszę wybaczyć, ale większej bzdury dawno nie czytałem. Oczywiście, mogę podać przykład siebie, osoby, która nie je mięsa w ogóle, prawie w ogóle nabiału, a ma za sobą kilka maratonów (czas 3:29), kilkanaście półmaratonów, kilkanaście triathlonów (1/2IM czas 5:16). Ale wolę podać przykłady innych. Proszę: team Run Vegan. Jak nazwa wskazuje, weganie. Ultramaratończycy. Co roku kończą z sukcesem kilka biegów ultra. Czyli takich po 70-80, a najczęściej 100-150km. Mało? Team Vege Runners, obecni na każdej dużej imprezie biegowej. Polecam zajrzeć na endohub i zobaczyć jakie osiągają wyniki. Mało? Scott Jurek. Od lat weganin. Jeszcze kilka lat temu najlepszy ultramaratończyk na świecie. Maraton biega treningowo co tydzień. Mało? Tutaj więcej: http://www.greatveganathletes.com/ Proszę się mocno doedukować, zanim znów pan coś takiego napisze.

      • Przepraszam, ale jestem wystarczająco wyedukowany w tym temacie. Jeśli nazywasz bzdurą moje doświadczenia, nie mam zamiaru dalej z toba polemizować. Usain Bolt jada w fast foodach i zobacz co osiągnął. Więc to żaden argument. Mi weganska propaganda zniszczyła 10 lat życia i nie życzę tego nikomu innemu. I dzięki edukacyji wyleczylem się kompletnie i jestem w znacznie lepszej formie niż byłem 10 lat temu, kiedy startowałem w ironmanach.

        • Radek – luz – pozostawmy każdemu prawo do własnych opinii i decyzji.
          Każdy organizm może w inny sposób reagować na diety i inne cuda – więc uogólnianie własnych doświadczeń na całą populację to nie jest raczej najlepszy pomysł.
          Mój dziadek palił papierosy, zmarł w wieku 95 lat, ale nie jest to dla mnie powodem, aby zakładać, że palenie jest zdrowe 🙂
          Jak już wspomniałem – chętnie zapoznam się z lekturą, o której piszesz, bo lubię słuchać opinii z różnych źródeł.
          Najważniejsze, że wróciłeś do pełni zdrowia 🙂

  3. Gratuluje Marcin. Znajomi startowali wczoraj w maratonie, ale ja nie czuje sie jeszcze na silach zeby ten dystans pokonac tak jakbym chcial. Jest to w moich planach i na pewno tego dokonam
    Zycze Ci kolejnych sukcesow.
    Pozdrawiam

  4. Brawo! Mój pierwszy maraton przebiegłem w podobnym czasie, 4:40 i pamietam to niesamowite uczucie którego (mam nadzieje) do końca życia nie zapomnę! Gratulacje jeszcze raz! Super!

  5. Gratulacje 😉 Ja akurat z biegów jestem cienki ale bardzo lubię rower MTB i leśne szlaki. Po kilku latach takiego indywidualnego jeżdżenia również zdecydowałem się na maraton MTB. Miałem do wyboru 40 km albo 75 ale wybrałem odcinek krótszy, który ze względu na swoje zróżnicowanie ani tak był dla mnie zabójczy. Czas prawie dwa razy taki jaki jak profesjonaliści (2h z małym haczykiem) ale ani tak byłem zadowolony z wyniku. No może poza tym że raz łańcuch mi spadł i kilka minut straciłem na jego założenie 😉

  6. Gratulacje.
    Pasmo biodrowo-piszczelowe – ciekawe ilu ludzi ma tą przypadłość?
    Ja miałem podobnie – po 2-3 km biegu pojawiał się ból. Pomógł dopiero wałek i zacząłem stopniowo zwiększać przebiegany dystans. Okazało się, że jak najbardziej mogę biegać na dłuższe dystanse. Na razie najdłuższy to półmaraton…

    • To jedna z bardziej „popularnych” dolegliwości biegaczy. W sieci znajdziesz na ten temat mnóstwo informacji, a dobry lekarz/fizjoterapeuta szybko postawią Cię na nogi

  7. Gratulacje. Razem z mężem dopingowaliśmy maratończyków w niedzielę (dokładnie tych co biegli na dystans 4.00 do 4.45) – a więc i Ciebie 🙂

  8. Biegłeś w słuchawkach i pewnie dlatego nie słyszałeś jak krzyczałem „dawaj Marcin” stałem w okolicach 8 km na ul.Ściegiennego. Poznałem Ciebie w ostatniej chwili. Gratulacje.

    • O, na ósmym kilometrze to byłem jeszcze świeżutki 😉 A w słuchawkach leciał wtedy Audiobook, żebym się nie podpalał do biegu. Nie pomogło 🙂 Ta atmosfera i doping niosły same – biegło się fantastycznie…do 30. km 😉

  9. Gratuluję! Sama zrobiłam to w kwietniu w Warszawie, mimo, że jestem z Poznania 😉
    Szkoda, że się wyrwałeś do przodu, trzeba było biec z Krzysiem, czyli pacemarkerem na 4.45, jest genialny i dokładny jak aptekarz, dobiegłbyś świeży jak sarenka, jak cała jego ekipa 😉
    Gratki raz jeszcze!

    • Hej Anita,

      z jednej strony szkoda, ale z drugiej cieszę się, że mogłem na własnej skórze doświadczyć tej legendarnej ściany. Niesamowita sprawa. Nie pomagały żele z węglami, nie pomagały kostki cukru, żadna automotywacja już nie działała. Nogi ważyły wtedy tonę. A ja się głupio cieszyłem, że to czuję 😉

      Miałem przyjemność biec z Krzysiem od ok. 36 do 38 km – wtedy mnie dogonił, podłączyłem się pod tę grupkę i…po 2 km. musiałem zwolnić do ślimaczego truchtu. Następnym razem będzie lepiej!

  10. Gratulacje Marcin, zastanawiałem się czy po wywiadzie z Mezo złapiesz ochotę na maraton jako orędownik organizacji, motywacji i dyscypliny. 🙂
    Sam mam za sobą kilka maratonów, teraz w drodze po Koronę i wiem jaka radość towarzyszy finiszowi.
    Trzymam kciuki za kolejne starty i relacje/przemyślenia.

    • Cześć Łukasz,

      a no załapałem chyba tego bakcyla. Niesamowita sprawa, jak fajnie układa to w głowie.
      Powodzenia i trzymam kciuki za Koronę! 🙂

  11. Gratuluję! Fajnie, że dzielisz się tymi wszystkimi doświadczeniami, bo to bardzo inspiruje i motywuje! Gdy moja młodsza wymówka skończy 3 lata, ruszam pełną parą! Mam to zapisane na lodówce 🙂

  12. Gratulacje Marcin, mega fajna sprawa , ja tą decyzję podjąłem marcu 2014 roku, że pora coś zrobić ze swoim wolnym czasem i pomijając -15kg to właśnie debiutowałem w październiku 2014 roku na trasie Poznańskiego Maratonu i do dziś uważam go za najlepiej przygotowany Maratoński event. Mówię to po 4 maratonach i jednym trailu na 50km :). Bieganie to świetny sposób na relaks po pracy i przed, choćby na 30 min. Pamiętaj tylko o badanich krwi i koniecznie EKG raz w roku. Gratuluję i pozdrawiam!

  13. Wielkie gratulacje! Biegam tylko rekreacyjnie i dla mnie 10 km to jak maraton więc naprawdę podziwiam 🙂

  14. Gratuluję, jednak moim zdaniem jak ktoś robi maraton w czasie ok. 5 godzin, to nie nazwałbym tego biegiem lecz raczej marszobiegiem lub truchtem 😉

    • Hej Robert – zdecydowanie – od 30 km. był już tylko marny truchcik. Ale za to żebyś widział mnie na ostatnich 200 metrach! To był bieg jak w „Rydwanach Ognia”! 🙂

      • Hihihi. Weź pod uwagę, że ta niedziela była naprawdę mega dziwna na bieganie maratonu w Poznaniu. Coś było nie tak z pogodą, wilgotnością, może biomedem – nie wiem. Ale mnóstwo osób pobiegło znacznie słabiej niż zwykle. Większość znajomych padała jak muchy. Kilka osób skończyło pod kroplówką. Większość dostała niesamowitej bomby po 30 km. To nie przypadek.

        Przykłady: kolega celował w 2:35-2:40, od 20 km bomba i skończył 3:03.

        Drugi biegł długo na 3:15, był dobrze przygotowany o czym świadczy półmaraton 2 tygodnie temu w 1:28. Skończył w 3:31, a ostatnie km tempo mu spadło do 6:00 – 7:00 min/km.

        Inny kolega ma życiówkę i formę na poniżej 3h, długo biegł na 3:03, a skończył 3:17.

        Były prezydent Grobelny czas 4:15 i skończył pod kroplówką.

        Kibicowaliśmy na 31 km od samego początku prawie aż do końca. Szkoda że nie wiedziałem że biegniesz, wypatrywałbym cię! Rozdawałem żele i ciepłą herbatę.

        Na koniec – osobiście nie lubię biegać w słuchawkach, to jednak odrywa od atmosfery, zamyka się w sobie. Na zawodach tego nie lubię, co innego na samotnym treningu. I też polecam jednak nie biegać ze słuchawkami na zawodach. Oczywiście nikt ci nie zabroni, ale nie lepiej słyszeć kibiców?

  15. Haha Marcin! Nic dziwnego, że ciężko Ci się biegło! Wystarczy spojrzeć na zdjęcie z mety… biegłeś na jednej nodze!

    A tak na serio! To szacun i gratulacje! Brawo!!!

  16. Gratulacje! Samo podjęcie wyzwania, czyli, jak zauważyłeś, odrzucenie wymówek, jest zwycięstwem. Trafnie ujęła to Wanda Rutkiewicz, mówiąc, że „każdy ma przecież do pokonania swój Everest”. Trzeba tylko wyjść na szlak.
    I właśnie to „tylko” stanowi o sukcesie 🙂 Wielkie brawa!

  17. Gratulacje! A odnośnie przewagi doświadczeń nad przedmiotami polecam książkę, którą ostatnio przeczytałem pt. Rzeczozmęczenie (ang. Stuffocation).

  18. GRATULACJE! REWELACJA!
    Czy ja dobrze zrozumiałam, że w niespełna rok przygotowałeś się do maratonu??? Żarty???

    Przyznam, że nie lubię biegać, nigdy nie lubiłam (pewnie robię coś źle, gdyż mam mdłości już po pierwszych krokach…), ale idea maratonu samego w sobie bardzo mi się podoba! Człowiek może naprawdę wiele, gdy się do tego dobrze przygotuje i konsekwentnie dąży do celu. Uśmiecham się na myśl, co dla mnie jest takim maratonem i zabieram się zainspirowana do pracy 🙂

  19. Marcinie determinacja i wytrwałość na prawdziwie mistrzowskim poziomie. Nie pozostaje nic innego jak tylko pogratulować i przesyłam szczere wyrazy uznania w Twoją stronę 🙂

  20. Marcinie, widzę, że motywacji Tobie nie brakuje. Jak patrze na te dwie piękne buźki to wcale sie nie dziwie 🙂 Dzieci to najlepsza motywacja 🙂

  21. Gratulacje! Widzę po Tobie że zmierzam we właściwym kierunku i może kiedyś… A tymczasem Runmageddon i dystans półmaratonu w bieganiu indywidualnym. Pozdrawiam i może do zobaczenia na trasie! 🙂

  22. Gratulacje!
    Maraton to mój plan na przyszły rok i nie mogę się tego doczekać. Czy będziesz może opisywał swoje przygotowania bardziej szczegółowo? Dotychczasowe starty traktowałam na zasadzie „coś poczytam w internecie i pójdzie”, ale teraz chyba tak łatwo nie będzie i chciałabym choćby skonsultować się z jakimś specjalistą. Oprócz biegania intensywnie tańczę i ostatnio pojawiają się przeróżne bóle. Zaplanowanie tego pod kątem finansowym to też nie jest łatwe, bo prywatna opieka medyczna potrafi wydrenować portfel :/

    Ale – nawet z tej krótkiej relacji wyciągnęłam kilka cennych informacji i cieszę się, że mogłam ją przeczytać 😉

  23. Brawo, gratulacje ! Do dzisiaj wspominam uczucie jakie towarzyszy ukończeniu pierwszego maratonu, bezcenne !
    Sam też biegam, w tym mam kilka maratonów za sobą, od kilku lat uprawiam triathlon. To dopiero przeżycie ! maraton to pikuś! choć wysiłek ogromny. Satysfakcja z wyścigu w trzech konkurencjach na raz olbrzymia i wbrew pozorom triathlon jest korzystniejszy dla zdrowia ( oczywiście nie 1/2 czy cały ironman). jak biegasz maraton do do pokonania 1/4 ironmana już tylko krok. Trochę popływać , rower i bieg w sumie 950 m pływania 45 km rower i 10,5 bieg. Gdybym miał wybierać triathlon czy maraton zawsze padnie na triathlon. Ale gdybym miął wybierać między triathlonem a … golfem to padnie na golfa. piękny sport, piękny. Co prawda z innej półki jeśli chodzi o wysiłek fizyczny ale technicznie bardzo trudny. Tak czy siak to w przyszłym roku mam w planie 2 starty w triathlonie i 10-12 turnieii golfowych 🙂

  24. Cześć,
    gratuluję! Czytałem dzisiaj rano Twój wpis przy śniadaniu i troche mnie zainspirował. Widzę na zdjęciu książkę MARATON Jerzego Skarżyńskiego. Wydanie stosunkowo nowe, stwierdzam po odświeżonym logo Miasta Szczecin na okładce, a nigdzie nie widzę w internecie tej pozycji i tego wydania. Polecasz tę książkę jako dobry krok w przygotowaniach do maratonu?
    //Szukając tej książki trafiłem jeszcze na opinię na jej temat na stronie (http://www.trenujbieganie.pl/ranking-ksiazek-o-bieganiu-wg-runnerski-pl/ Pozycja 16. ) i może dlatego jej już nigdzie nie ma?
    I ostatnie pytanie: czytałeś jeszcze jakieś książki o bieganiu?

  25. Marcin. Fantastycznie!
    Zapomniałeś jednak dodać że najcenniejsza jest oczywiście inwestycja w dzieci 🙂

    Pozdrawiam

Odpowiedz

Podobają Ci się artykuły na blogu?

Zdjęcie autora Dołącz do ponad 8953 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.

 

FreshMail.pl