O czym nie powie Ci reklama pożyczki? Historia Michała i Twoja pomoc.

123

Dziś o naiwnej fikcji w reklamach pożyczek oraz brutalnej prawdzie w mailu od Michała. Przyda się Wasza pomoc, porada i wsparcie.

Gdy piszę na blogu, że korzystanie z kredytów konsumpcyjnych jest formą współczesnego niewolnictwa, wiele osób puka się w głowę. Przecież dostęp do pożyczek i możliwość konsumpcji „tu i teraz”, to jedno z największych osiągnięć ludzkości.

Ale wiem swoje. Zadłużanie się na konsumpcję ma prosty scenariusz: kilka bezmyślnych decyzji, chwila beztroskiej radości, a potem miesiące lub lata frustracji, cierpienia, zmęczenia i harowania na raty.

Michał – jeden z czytelników FBO – stanął właśnie pod ścianą. Zrobił już bardzo wiele, ale dopadło go zwątpienie, czy taka walka w ogóle ma sens. Twój komentarz może tu bardzo pomóc.

Za kogo oni nas mają?

Pierwsza z brzegu 30-sekundówka:

Wspaniali, młodzi konsumenci na zakupach. Zabrakło pieniędzy? Chętnie pomożemy! Tylko po co mówić: Nie musisz się szarpać? Lepiej od razu powiedzieć: Nie musisz myśleć! Przecież myślenie wymaga wysiłku. To boli.

I hasło na zakończenie: Więcej okazji? Więcej pieniędzy!
Pytanie tylko, dla kogo pieniędzy jest więcej? W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2016 r firmy pożyczkowe na reklamę w TV wydały 179 mln zł (źródło) – skąd mają takie budżety?

Powinienem się uodpornić, jednak ciągle wkurzają mnie reklamy chwilówek. Pokazują zabawne historie z happy endem, który przypada w momencie wzięcia pożyczki. Jednak w realu „zabawa” dopiero się rozpoczyna…

Jak toczy się życie, którego w reklamie nie widać?

W podcastach i wpisach prezentuję Wam czasem zwycięskie historie czytelników FBO, którzy pokonali swoje długi. To bardzo inspirujące relacje, z którymi możecie zapoznać się tutaj:

FBO 011: Finansowa rewolucja w 14 miesięcy!

FBO 017: Jak pozbyć się długów w 12 miesięcy? Poznajcie historię Justyny!

Z nieba do piekła i z powrotem. Historia Tomka, który pozbył się długów w wysokości 160 tys. zł!

FBO 032: 80 tysięcy w 20 miesięcy! Zwycięska walka z długami i…zaręczyny 🙂

Jednak w skrzynce mailowej mam również inne historie. Te, których bohaterowie na moment triumfu muszą poczekać, ponieważ są w samym środku wojny. Wczoraj napisał do mnie Michał. Zobaczcie sami, czy życie z długami wygląda tak, jak w reklamie:

Piszę do Ciebie, by podziękować za Twój blog i przewrotnie powiedzieć, że prezentowana w nim wiedza jest dla mnie chyba zbyt trudna. Od wielu lat próbuję wyjść z długów, czytając Ciebie i Szafrańskiego i rozumiejąc to, co należy zrobić i jak zmienić myślenie, żeby z tych długów wyjść.

Udaje mi się to raczej kiepsko, nadal mam długi i nadal moje myślenie i samodyscyplina nie jest taka, jak być powinna. Tak czy inaczej, moje długi sukcesywnie maleją – ale ponoszę koszmarnie wysoką cenę pozbywania się zadłużenia i czasami zastanawiam się, czy warto.

Ponieważ Twój blog jest czytany przez ogromną ilość ludzi, myślę, że może pomógłbyś im pomóc zamieszczając jakiś tekst o kosztach redukcji zadłużenia.

Mój przykład jest taki:

Zarabiam ogromne pieniądze (20 000 zł netto w zależności od kursu Euro do PLN) i to umożliwia mi spłatę moich długów, których jakiś czas temu miałem – nawet sam nie wiem ile – ale myślę, że około 90 000 zł.

Bardzo przygnębiające jest to, że każdy mój przelew pensji na konto jest na nim przez około godzinę – potem jest przelewany na spłatę zaległości i zadłużenia, zostawiam sobie tylko minimalną kwotę, potrzebną do przeżycia.

A teraz napiszę Ci, co jest najgorsze i chyba niewarte tego wysiłku.

W moim przypadku ilość miesięcznych zobowiązań była tak duża (około 8750 zł rat co miesiąc), że redukcja kosztów do absolutnego minimum nie dawała szansy na spłatę, stąd musiałem podjąć decyzję o zwiększeniu i to drastycznie moich zarobków.

Wyjechałem za granicę.

Ze wszystkich spraw w życiu, zawsze najważniejsze dla mnie było to, że jestem ojcem. Dzieci są dla mnie wszystkim, są sensem życia i jednocześnie jego celem. Teraz widuję się z nimi raz w miesiącu i czuję, że nasza relacja bardzo się zmienia. Nie wiem, czy to ma sens. Nie wiem, czy nie powinienem jednak uznać, że moja relacja z dziećmi jest ważniejsza, niż stan moich finansów.

Z drugiej strony wiem, że bezpieczeństwo finansowe mojej rodziny jest szalenie ważne. Ale tak szczerze mówiąc, czy moje pieniądze są dla nich ważniejsze niż moja miłość i moja obecność?

Muszę Ci powiedzieć, że ten koszmarny wybór – spłata długów versus bycie z rodziną – jest powodem moich ogromnych frustracji.

Mam też do Ciebie trochę żalu. Tylko trochę. Otóż – przekonujesz ludzi do tego, że życie bez długów jest stanem, który należy bezwzględnie osiągnąć. Co do zasady masz rację. Natomiast czasami koszty są zbyt wysokie.

Pomyśl proszę o tekście mówiącym, że może faktycznie stan psychiczny osoby, która uwalnia się z pętli zadłużenia, jest świetny. Jednak trzeba przygotować się na drogę długą, wyboistą i cholernie trudną, która – i to jest najbardziej dołujące – jest konsekwencją błędnych wyborów, co do swoich decyzji finansowych.

Pozdrawiam serdecznie i gratuluję dobrej roboty.

Postanowiłem spełnić prośbę Michała. Przyłączysz się do mnie?

Michał ma rację. Pokazując tylko historie ludzi, którzy odnieśli sukces w walce z długami, zapominam o ważnej sprawie – o pokazaniu wielkiego emocjonalnego kosztu, z jakim wiąże się walka z długami. Tym wpisem postanowiłem to nieco nadrobić. Wierzę, że takie artykuły są dobrym materiałem dla osób, które do długów wciąż mają „luźne” podejście”. To antidotum na reklamową fikcję.

Każdy, kto w końcu pokonał długi, po drodze popełniał błędy, miał chwile słabości i ogromnego zwątpienia. Niektóre osoby poddały się, odpuściły, nie dały rady. To właśnie zachowanie i decyzje w tych chwilach, w których pojawiają się największe trudności, ostatecznie przesądza o wygranej w tej wojnie.

Wierzę, że w sytuacji Michała, jest wielką szansą na zwycięstwo. Równocześnie, jako ojciec, doskonale rozumiem jego rozterki i cierpienie.

Chciałbym poprosić Cię, abyś pomógł spojrzeć Michałowi na tę sytuację z większego dystansu i dodał mu nieco otuchy w tej walce. Co byś zrobił na jego miejscu? Może masz podobne doświadczenia? Jak sobie z nimi poradziłeś?

Twój komentarz ze słowami otuchy będzie bezcenny i z góry bardzo dziękuję Ci za niego. Pomożesz Michałowi i tym wszystkim osobom, które w walce z długami stanęły pod ścianą. Z góry Ci za to dziękuję.

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 9 341 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze123 komentarze

  1. Mogę się wypowiedzieć z punktu widzenia dziecka. Moja mama wyjechała za granicę kiedy miałam 13 lat -sytuacja ja zmusiła bo mieliśmy mnóstwo długów. Było bardzo ciężko. Brakowało mi jej w najtrudniejszym okresie kiedy dorastalam i nie miałam żadnej kobiety w domu z która mogłaby porozmawiać o problemach, marzeniach itd. Ale wiem dziś ze podjęła słuszną decyzję bo gdyby wtedy nie wyjechała prawdopodobnie mieszkalibysmy pod mostem. Mama już 12 rok siedzi za granicą A ja dzięki temu skończyłam studia i czułam się bezpiecznie mając komfort ze utrzymywała mnie podczas studiów i mogłam je spokojnie skończyć bez presji finansowej. Wiadomo relacje przez te 13 lat były różne między nami ale dziękuję jej ze podjęła decyzję i tak długo wytrwala bo wiem ze jej też nie było łatwo i nie raz płakała do poduszki. Życzę dużo wytrwałości i osiągnięcia celu 🙂

    • Analogiczną sytuację miała moja przyjaciółka. Dzięki poświęceniu swojej matki skończyła studia. Po studiach (skończonych w PL) wyprowadziła się do matki, gdzie skończyła kurs językowy i znalazła (po kilku miesiącach) wspaniałą pracę, dosłownie marzenie dla osoby z jej wykształceniem.

    • To jest ciekawe bo znam dorosłe dzieci, które mają żal do rodziców i ich relację się rozeszły przez takie wyjazdy. Dziś wiadomo bardzo dużo osób wyjeżdża za pracą jednak mam masę znajomych, którzy wyjechali z rodziną. I nie żałują tych decyzji. W życiu oprócz pieniędzy jest ważniejsza rodzina. Nie wybaczyłabym sobie gdyby nie było mnie przy moich dorastających córkach. Ja sama na swoje studia sama musiałam zapracować. Dziś rodzice za bardzo dbają o potrzeby materialne kosztem relacji więzi. Ale cóż to już nie moje życie.

  2. Spłacając długi, przez 3 lata mieszkałam z moją małą córeczką na strychu, poddaszu sklepu, który wynajmowałam. Gdy zamykały się żaluzje, pod mój sklep ściągali młodzi i starzy – żeby pić, ćpać i cholera wie, co jeszcze.
    Strych miał spore skosy, żeby się wyprostować, musiałam stanąć na środku.
    Moja córeczka swoje najsłodsze lata przemieszkała na strychu. Robiła ze mną kartonowe podstawki – jako meble. Oklejałyśmy je kolorowym papierem. Wszędzie unosił się taki specyficzny sklepowy kurzy.
    Ze strychu schodziłyśmy na dół po takiej lepszej drabinie. Nie wiem, kto nade mną czuwał, że przez te 3 lata moja córcia z nich nie spadła.
    Miała niecałe 3 latka jak się tam wprowadziłyśmy.
    Do dziś widzę ją bawiącą się na sklepowej podłodze, a potem wyglądającą przez jedno maleńkie okienko, które miałyśmy.
    Wyrzuty sumienia zżerają mnie non stop.
    Niestety na tym strychu było mi lepiej niż u mojej rodzonej matki, u której wytrzymałam na podłodze tylko miesiąc.

    Tych kosztów emocjonalnych mam na swoim koncie dużo dużo więcej, więc dokładnie wiem, o czym mówisz.
    Ale z drugiej strony, tylko od Ciebie zależy, co z tym zrobisz. Bo to raz na miesiąc można wykorzystać tak, żeby ograniczyć te straty.
    Wasze relacje się zmieniają, ale relacje często się zmieniają.

    Bardzo chciałabym, aby moja córcia miała wspaniałe dzieciństwo, abym miała wspomnienia, jak kładę ją spać w jej pięknym a może ikeoskim łóżeczku, w jej ślicznym pokoiku. Jest urządzony bajkowo. Moja córka nie ma takich wspomnień, a za rodzinę służyły jej krawcowe, które od 5 rano przychodziły do sklepu szyć na maszynach na siłę.

    I są dni, kiedy, mimo tego, że z długów już wyszłam, wyję w poduszkę, bo czasu nie cofnę. Bo moja nastolatka już zawsze będzie skromną, nieśmiałą dziewczynką, która mimo ogromnych talentów, nie ma totalnie siły przebicia.

    Ale wiem też, że nie byłabym dziś tym, kim jestem bez tamtej historii. Nie byłabym tak silną kobietą, nie znalazłabym tych nowych dróg i nowych możliwości. Kupiłam (i nie chodzi mi tu o koszt w pieniądzach) naszą przyszłość, płacąc przeszłością.

    Wolałabym, żebyśmy miały życie i rodzinę, jak w reklamie margaryny. Ale tak nie było. Tyle gdy miną te gorzkie momenty, jestem szczęśliwa, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, że moja córka jest tak wartościową osobą, że umiała zrozumieć wszystko (choć gdy przychodzi dołek mówię o tym „musiała zrozumieć wszystko”).

    Wierzę, Michale, że Twoja miłość do dzieci i rodziny jest tak silna, że ten trudny czas rozłąki może Was tylko wzmocnić, jako rodzinę, jako ekipę. Tata mojej córki zawsze mógł i może ją odwiedzać, ale wybrał to że nie chce. Ale gdyby dziś poprosił ją o spotkanie, mimo całego żalu, dałaby mu szansę.
    Ty jesteś wspaniałym tatą, który dla rodziny znosi tak ogromne poświęcenie, one to zrozumieją. Jeśli jesteś z nimi i dajesz im siebie w 100% – zrozumieją. Są dzieci, które ojców nie widują prawie w ogóle, bo ci pracują od rana do nocy – myślę, że taka sytuacja może być dla dziecka nawet trudniejsza, bo mają wrażenie, że tata gdyby chciał, to by się z nimi widywał.

    Jak to mówią, złego i kościół nie naprawi, dobrego i wojsko nie zepsuje. Michale zrób wszystko, aby to doświadczenie było dla Was źródłem mocy, a nie cierpienia – to od Was zależy, jak będziecie na to patrzeć.

    Życzę Ci właśnie tego. Bo rodzicielstwo powinno sprawiać ogromną satysfakcję. Nie pozwól sobie tego odebrać. Na przekór, czerp z niego garściami. Da się, uwierz mi. Już niedługo będziecie razem.

    • Aż się wzruszyłam. Na pewno jesteś wspaniałą matką. Nie potrzebnie masz wyrzuty sumienia. Było źle ale najważniejsze że byłyście razem. Dzieci przyjmuja życie takim jakim jest. Sama wychowywałam sie w kiepskich warunkach ale jakoś tego nie przeżywam. Za to relacje z rodzicami bardziej odczuwam. Wdziecznosc mamie za to, że probowala to wszystko jakos ciagnac do przodu i zal do ojca ze ciagnal to w dol.

    • Jesteś wspaniałą mamą, bo zrobiłaś wszystko, by mimo tych trudnych dla was lat i tego, że wzięłaś wszystko na klatę Twoja córka czuła, że ma dom i kochającą mamę, która spędza z nią czas.
      3 maj się ciepło!

  3. Spójrz jak na szansę, a nie wyrzeczenie. Dług niedługo spłacisz, w tym samym czasie będziesz biegły językowo a dla dzieci, które będą coraz starsze będziesz oknem na świat 😀. Pokażesz w perspektywie możliwości jaki daje otwartość na innych, ciekawość, możliwości rozwoju …. potem dzieci to docenią. Przy tych zarobkach, które masz spłata zobowiązań nie jest tak daleką perspektywa. Dasz radę 🤗

  4. Hej 🙂

    Też dorzucę moje 3grosze. W moim przypadku rodzice byli zawsze przy mnie, w domu sie nie przelewało jednak rodzice ani przez chwilę nie wzieli pod uwage faktu, że mogli by zmienić prace, bo lepiej mieć coś niz nic. Temat pieniedzy był zawsze tematem bardzo trudnym(gorącym) w naszej rodzinie.O tym sie nie rozmawiało przyjęto się że jak jest tak cięzko to tak widocznie ma byc, takie czasy,moi rodzice są mistrzami oszczedzania jednak ze zwiększaniem zarobków szło im bardzo cieżko. Moja mama straciła prace po 20 latach pracy w jednej firmie, bo redukcja etatów. Spowodowało to załamanie u niej oraz mocne załamanie w rodzinie. Skutkiem tego było że zaczełam pracowac juz w wieku 16 lat ale nie na moje potrzeby ale na to aby było za co zapłacić czynsz czy kupić cos do lodówki. Pomimo że byłam zdolnym uczniem, przegrywałam z innymi którzy mieli możliwości dodatkowych zajęć czy nauki języka. Nie chce tu żalić sie czy coś. Kocham moich rodziców z całego serducha, prawdą jest ze na niektóre rzeczy musiałam poczekać dłużej niz moi rówieśnicy, dużo wcześniej musiałam pracować ale to też na dobre mi w życiu wyszło 🙂 Chce powiedzieć że fakt iz Jesteś za granicą troche dalej od rodziny i teraz Ci ciężko, pomyśl o tym że dzięki Twojemu poświęceniu teraz, Twojej rodzinie bedzie lżej w przyszłości. Sam czujesz i to dość wyraźnie jak dużym obciążeniem dla psychiki jest spłata długów. Dzięki Twojej pracy masz szansę uchronić swoje własne dzieci przed tym aby na starcie życiowym bezsensownie nie zadłużały się a potem aby nie musiały mierzyć sie z takimi emocjami jak Ty teraz. Ponad to jesteś dla nich niezwykłym przykładem zaradności, jako ojciec możesz być z siebie dumny, ze przekazujesz dzieciakom na czym polega prawdziwa siła, że aby ochronić to co dla nas najważniejsze(bezpieczeństwo rodziny) czasem trzeba się bardzo napracować, zacisnąć zęby i nie rezygnować choćby nie wiem co 🙂

    Kończe bo komentarz długi i Marcin może nie opublikować 😛

    Pozdrawiam ciepło z południa Polski

    Marzena

  5. Witaj Michale.Bardzo dobrze rozumię Twój stan emocjonalny,ponieważ pięć lat temu sama go doświadczyłam.
    Wyjechałam do pracy do Londynu właśnie żeby zarobić na długi.Tęsknota była tak ogromna,że chyba wanne łez wypłakałam.Byłam tam dwa i pół roku większość była spłacona ale ja…no właśnie już dłużej nie mogłam wytrzymać.Wróciłam…i to był mój największy błąd.Brakowało jakieś 6 do 7 miesięcy cierpliwości,wytrwałości,a wróciłabym czysta i możliwe z jakąś kasą.A po powrocie zaczęło się piekło.Brak pracy,różne sprawy rodzinne które wymagały mojego zaangażowania.W końcu praca wszędzie gdzie tylko było możliwe za przysłowiowe,polskie grosze,żeby tylko było na raty.Ty widzisz się z dziećmi co miesiąc.Ja przyjeżdzałam na dwa tyg.lub trzy po 11 miesiącach.Rodzina wytrzyma i nic jej nie będzie,ale tu w kraju bezpieczeństwa im nie zapewnisz,a wpadniesz jak ja w kolejną pętlę kredytową,żeby wszystkim było dobrze i doszłam do tego,że musze wziąść z mężem separacje,żeby nie stracić mieszkania i ogłośić upadłość konsumecką,bo już nie mam zdrowia żeby się szarpać za marne pieniądze.I wierz mi jestem dwa lata na emeryturze /1428 po 42 latach pracy/ale jak tylko uporzadkuję trochę swoje sprawy to wyjeżdzam do pracy tym razem do Niemiec.Muszę dać radę,muszę resztę życia przeżyć w miarę spokojnie bez długów.Także wytrwaj chłopie przy takich zarobkach pójdzie jak po maśle.Ja miałam raptem 2500 tys.i nawet to przez sentyment i brak racjonalnego myślenia nie powstrzymało mnie od głupiej decyzji.Pozdrawiam i myśl rozsądnie.

  6. Drogi Michale,

    Czytając Twoją historię sam zastanawiam się co w takiej chwili jest ważniejsze. Z każdym dniem Twojej pracy za granicą i kwotą, którą zarabiasz zbliżasz się do celu osiągnięcia „finansowej wolności”. Czyli każdy dzień zbliża Cię do powrotu lub częstszego widywania się z dziećmi. Ty jako głowa rodziny i opiekun jej musisz mieć w sobie siłę do walki z długami. Powinieneś mieć też ciągle w głowie swój cel jakim jak mniemam jest pozbycie się zadłużeń, ale co ważniejsze dłuższe spędzanie czasu z dziećmi.

    Z całego serca życzę Ci odnalezienie siły w sobie, która pomoże ci pozbyć się długów. Chwilę zwątpienia pojawiają się często, ale w takich sytuacjach musisz pamiętać o swojej największej motywacji jaką jest RODZINA.

    Poradzisz sobie z tym ja w to wierzę więc i TY uwierz.

    Pozdrawiam Marcin

    • Michał - bohater postu

      Marcinie,
      Ja nie zastanawiam się co w tej chwili jest ważniejsze. Tutaj odpowiedź jest oczywista. Ważniejsza jest rodzina.
      Staram się znaleźć rozsądny stosunek pomiędzy zapewnienim im miłości i finansowego bezpieczeństwa. Przez swoje błędy mogę to zrobić w sposób, którego kosztem jest rozstanie.
      M.

  7. Długi to ciężka sprawa, a walka z nimi wymaga odwagi oraz determinacji.
    Trudno mi się odnieść do Twojej Michale sytuacji gdyż nie znam kontekstu, ale pokrótce przedstawię historie znajomych.

    Małżeństwo z dwójką dzieci. On pracuje, ale nie zarabia za dużo (około 2,5 na rękę). Ona zajmuje się dziećmi dwóją chłopców 5 i 3 letni. 5 letni chodzi do przedszkola na 5h dziennie. Ona do pracy się nie wybiera. Planowała, ale chłopcy chorują w przedszkolu i 5h to maks jaki mogą tam być, bo dłużej to już by było źle dla ich psychiki. On nie szuka dodatkowej pracy. Bo priorytetem jest rodzina. Chcą spędzać razem czas, a nie że dzieci tatę widzą tylko w weekendy, bo tyra na dwie zmiany. Kiedy dostaje wypłatę to najpierw kupuje to co dzieci potrzebują, potem jedzenie dla dzieci, jak coś zostanie, to płacą rachunki. Długi rosną. Kredyt hipoteczny nie jest spłacany regularnie. Zadłużenie we wspólnocie mieszkaniowej rośnie. Co jakiś czas odcinają im prąd.

    Są to dalsi znajomi, więc nie śmiem wtrącać się w ich życie, oceniać, ani radzić. Dla mnie również moje dziecko jest bardzo ważne, więc po części rozumiem ich pobudki. Jednak zastanawia mnie, czy nie widzą, że fundowanie dzieciom dzieciństwa pełnego stresu, wizyt komornika, zapłakanej mamy, braku prądu –nie jest tym najlepszym co mogą im dać. Z mieszkania grozi im co jakiś czas eksmisja. Gdyby do niej doszło, to na pewno będzie to szok dla dzieci. Chłopcy kiedyś podrosną. Będą chcieli pójść do kina z rówieśnikami, pojechać na wycieczkę, będą potrzebowali więcej pieniędzy. Mogą nie docenić poświęcenia rodziców, którzy zrobili wszystko aby z nimi spędzać jak najwięcej czasu.

    Gdyby, moi znajomi poprosili mnie o rade, jak to robisz Michale, to radziłabym im:
    1) Ona – niech znajdzie prace, najlepiej na 2 zmianę. Tak, żeby mąż wracał z pracy, przejmował dzieciaki, a ona szła do pracy. Oboje spędzą trochę czasu z dziećmi.
    2) Długów jest dużo, więc pewnie druga pensja może nie wystarczyć. Także dałabym ogłoszenie w ich bloku i na osiedlu (osiedle około 8 letnie, sporo młodych małżeństw z dziećmi tam mieszka), że chętnie zaopiekują się dodatkowo czyimś dzieckiem. Może jacyś rodzice oddaliby rano do opieki swoje dziecko sąsiadom, kiedy sami będą w pracy. Może ktoś raz na jakiś czas, będzie potrzebował wieczorem kogoś kto zaopiekuje się ich dzieckiem.
    3) Jeden weekend w tygodniu wspólny, a w pozostałe dodatkowa praca w pobliskiej galerii handlowej

    Michał, życzę Tobie powodzenia. Twoja decyzja nie jest prosta i nie wszystko można przeliczyć na pieniądze. Cytując profesora Bartoszewskiego „Na pewno nie wszystko, co warto, to się opłaca, ale jeszcze pewniej (…) nie wszystko, co się opłaca, to jest w życiu coś warte. „
    Myślę, że warto zapewnić dzieciom bezpieczne dzieciństwo, pełne miłości i poświęcenia ze strony rodziców. Jeśli jesteś w stanie spłacić długi pracując w Polsce – wracaj. Pamiętaj, że dzieci widzą więcej, niż nam się wydaje. Trzymam kciuki.

    • Michał - bohater postu

      Karolino, bardzo Ci dziękuję. Szczególnie za cytat z Bartoszewskiego, który jest mi bliski z wielu powodów.

  8. Półsierota

    Wszyscy wspierają, żebyś został i pracował na spłatę długów, nie wiem jak wygląda twoja sytuacja, ile zostało ci do spłaty, jak długo będziesz musiał tam pracować itp.

    Chciałam tylko opowiedzieć moją historię – dziecka, pół sieroty.
    Pomimo tego, że miałam ojca – on całe moje życie pracował za granicą.

    Gdy byłam młodsza i szłam na studia pracowałam bardzo ciężko, aby uzyskać stypendium i dodatkowo harowałam w każdy wolny dzień na uczelni. Nie studiowałam beztrosko, bo myślałam, że jeżeli rodzice nie będą mnie już musieli utrzymywać – ojciec wróci. Tak się nie stało.

    Teraz ma kilka lat do emerytury i już wiem, że na pewno nie zjedzie wcześniej. Widywaliśmy się kilka razy do roku, gdy przyjeżdżał/a chce wprowadzać jakieś swoje reguły, „wychowywać” nas, zmieniać porządek, który został ustalony już z mamą.
    Teraz mam własną rodzinę, planujemy budowę domu, odkładamy każdy grosz i mieszkamy w moim rodzinnym domu. Czasem mężowi przewija się w głowie plan szybszego zarobku za granicą, ale zawsze mam jeden warunek – jak wyjeżdżamy to wszyscy razem.
    I wiecie co jest najsmutniejsze? Pomimo tego, że mamy na prawdę duży dom, moglibyśmy tu spokojnie mieszkać z rodzicami, chcę wyprowadzić się z domu rodzinnego jak najszybciej, bo nie wyobrażam sobie mieszkania z tatą. Bo tak na prawdę to dla mnie obcy człowiek.

      • Nikogo nie zostawia. Jej mama jest dorosłą osobą i sama podejmuje swoje decyzje- zresztą przez całe swoje dotychczasowe życie nie rozstała się z mężem, zatem układ jaki z nim ma najwyraźniej jej odpowiada. To że dla córki jej ojciec jest obcą osobą nie znaczy, że dla jej mamy też jest obcy. A nawet jeśli… nie bądźmy dorośli za innych.

    • Obawiam się, że między rodzicami nie ma już więzi i czy ojciec jest za granicą, czy byłby tutaj, nie byłoby szans na harmonijne życie.

      Tym samym chcę powiedzieć że przeceniamy znaczenie obecności fizycznej. W dzisiejszych czasach są telefony, Skype, maile i możliwość przyjazdów. Te wszystkie narzędzia pozwalają na bardzo dobre i głębokie relacje o ile strony chcą je budować. Czas oddłużania należy traktować jak rodzaj postu – jest trudno, drastycznie, poświęcamy duży obszar przyjemności, ale zyskujemy czystość i zdrowie. Najważniejsze jednak, aby zmienić nawyki. To one pozwolą wrócić i żyć z rodziną. Bez zmiany nawyków i ograniczenia wydatków może nie być to możliwe.

      • Michał - bohater postu

        Aga-ta, tak skype wiele ułatwia. Codziennie rozmawiamy, sprawdzam Librusa, zaganiam towarzystwo do lekcji, córka mi nawet śpiewa przez internet 😉 Chciałbym tylko czasami ich przytulić…

    • Michał - bohater postu

      Bardzo Ci współczuję i bardzo nie chcę zrobić tego swojej rodzinie. Niestety jestem mocno przyparty do muru.

    • A wedlug mnie wszystko zalezy od ojca. Moj pracowal cale moje na morzu w takim systemie ze w domu tylko bywal i to nie tak jak teraz sie plywa na 2-3 miesiace, a na duzo dluzej, a w domu bywal na krotko. Do tego gdy dorastalam byly to czasy gdy o internecie satelitarnym nikt nie slyszal i zdarzalo sie ze dzwonil z jakiegos egzotycznego portu raz na miesiac. Mimo tego mialam z nim doskonaly kontakt, bylam typowa coreczka tatusia i mimo ze juz nie zyje jestem mu ogromnie wdzieczna za to poswiecenie dla dobra rodziny i przede wszystkim mojego – zawsze priorytetem byla jak najlepsza moja edukacja i zapewnienie mi wszystkiego na start doroslego zycia. Wiez miedzy ludzmi nie wymaga nieustannego kontaktu i odpowiednia dawka milosci pomaga przetrwac rozstania. Jedyny okres kiedy byl dla mnie obcym czlowiekiem w domu nastapil w moim okresie nastoletniego buntu, ale to moja wina a nie jego, bylam na prawde paskudna dla otoczenia szesnastolatka! Twoja sytuacja ma jednak pozytywne widmo na horyzoncie, przy takich zarobkach niedlugo dlugow sie pozbedziesz i wtedy mozesz podjac decyzje o powrocie lub sciagnieciu rodziny tam gdzie jestes. W naszym przypadku nikomu nawet do glowy nie przyszlo ze tata moglby zmienic prace, po prostu byl czlowiekiem morza i bylo oczywistoscia ze przez wiekszosc czasu go nie ma. Zycze powodzenia i przesylam moc dobrej energii abys wytrwal!

  9. Na Twoim miejscu przede wszystkim zastanowiłabym się, czy nie ma możliwości, żeby rodzina wyjechała razem z Tobą. Choć często wydaje się to ciężkie w realizacji (np. szkoła dzieci, praca którą żona ma tu na miejscu), może warto jednak przełamać trudności, może wspólnie spędzony czas jest tego wart?
    Jeśli mimo wszystko taka opcja nie wchodzi w grę, oblicz i określ sobie termin, kiedy długi będziesz mieć już spłacone i kiedy wrócisz do rodziny. Powiedz o tym rodzinie, aby wiedzieli i staraj się trzymać tego terminu. Wielu ludzi wyjeżdżając do pracy za granicę przyzwyczaja się do tej pracy oraz do wyższych zarobków i nawet jeśli może już wrócić to zostaje, żeby się jeszcze „dorobić”. Niestety czasem (jak widać na przykładach piszących tu osób), zostają za granicą wiele lat, co już w znacznym stopniu przyczynia się do rozpadu rodziny i do trudnych relacji z dziećmi. To, że powiesz rodzinie o terminie Twojego powrotu z jednej strony będzie Ciebie mobilizować do nie przekraczania deadline’u a z drugiej strony da dzieciom i żonie poczucie bezpieczeństwa, tego że za określony czas będziesz już z nimi z powrotem.
    I na koniec jeszcze jedna rada – poświęć wolny czas po pracy na poczytanie mądrych książek dotyczących wychowania dzieci np. autorstwa Jespera Juula – jeśli w ciągu miesiąca masz mało czasu na kontakt z dziećmi, wykorzystaj go jak najlepiej, nie trać czasu na zbędne kłótnie czy nieporozumienia 🙂
    Mam nadzieję, że uda Ci się szybko spłacić długi i wrócić do rodziny, czego Ci bardzo życzę 🙂

    • Michale,
      Proszę, zwróć szczególną uwagę na wpis Ani – ustalenie terminu jest bardzo istotne, jeśli nie najistotniejsze…
      Ale coś na co Ona też zwróciła uwagę to „dokształcanie” się z zakresu wychowania dzieci. Ona poleciła Ci książki, ja natomiast poproszę Cię byś był ze swoimi dziećmi szczery. Chodzi o to, że sporo masz wpisów, w których ludzie mówią Ci, że Twoje dzieci wszystko zrozumieją, przetrwają i będą wdzięczne, że zapewniłeś im bezpieczeństwo finansowe. Tak faktycznie może być o ile będziesz z dziećmi na ten temat rozmawiał, o ile będziesz z nimi szczery… Tylko wówczas, nawet na odległość, wychowasz dzieci, które będą doceniały Twój wysiłek.

      No cóż, jednak opowiem swoją historię… Po rocznej walce zmarł mój ojciec, mama właśnie urodziła najmłodszego brata, a ja mająca 15 lat i 7 letniego brata na utrzymaniu, nie miałam za co kupić jedzenia. Z dwóch osób zarabiających i dwójki dzieci, nagle nie było nikogo pracującego i 4 osoby do utrzymania… Było bardzo ciężko. Też (jak inni, których wpisy już masz) zaczęłam wcześnie pracować, jednocześnie ucząc się – moja mama zawsze nam powtarzała, że nie może nam nic dać prócz wykształcenia (bo w Polsce jest za darmo), ale dała nam dużo więcej. Była z nami szczera, troskliwa, dobra i bardzo nas kochała, a my tę miłość po dziesięciokroć jej oddawaliśmy – ja już nawet przekazuję ją dalej – moim dzieciom.
      Walka o lepsze jutro, ma sens tylko jeśli dziś KAŻDY z członków Twojej rodziny czuje, że to jest wyrzeczenie, które zapewni Wam lepsze jutro – takie doświadczenie może nawet Was bardziej scalić jako rodzinę, ale musi być miłość, szczerość i termin powrotu!
      A wracając do mnie – obecnie mam najukochańszych braci pod słońcem – zawsze sobie pomagamy. Mam męża i 2 córki, znam 2 i obecnie uczę się trzeciego języka, skończyłam studia w Polsce, a magisterskie zrobiłam za granicą… mam tylko dług hipoteczny, ale z nim też już niedługo się rozprawimy. A dodam tylko, że w międzyczasie również spłacaliśmy dług, jaki mama zaciągnęła by sfinansować lekcje angielskiego dla moich braci – na szczęście wizyta w banku i rozmowa z jego dyrektorem pomogła (ja wówczas miałam 25lat) i więcej już nie udzielali mamie kredytów!!!
      Ciężka sytuacja w dzieciństwie nauczyła mnie, że wszystkiemu można podołać o ile ma się w pozostałych członkach rodziny wsparcie. Mój 7 letni brat był najdojrzalszym dzieckiem, a teraz jest takim samym mężczyzną – to on dba o nasze finanse i polecił mi tego bloga…
      Michał, uszy do góry i „przyj” naprzód, a jeszcze będziesz szczęśliwy wraz ze swoją rodziną!
      Nie poddawaj się! Nadzieja na lepsze jutro, daje dużego kopa.

    • Podzielam pogląd Ani. Może warto w drugą stronę – rodzina do Ciebie. Jeśli określisz ile czasu zajmie Ci spłata długów i będzie to konkretny okres, np. 2 lat – warto przemyśleć przeniesienie wszystkich do Ciebie. Nie piszesz gdzie pracujesz, ale zapewne można poszukać uniwersalnych plusów dla życia poza granicami: nauka języka – dzieci łapią w lot, lepsze warunki bytowe itp.

      Poza tym – to jest kolejne ważne pytanie – jak już spłacisz dług – masz pomysł co będziesz robił po powrocie do Polski? Jaka praca? Jaki biznes? Po okresie dobrych zarobków gdzieś, zderzenie z polską rzeczywistością może być brutalne.
      Życzę powodzenia, zastanówcie się nad wspólnym życiem TAM, nawet na czas określony.
      Znam 2 rodziny, po kilku latach rozłąki i szukania argumentów dlaczego żony z dziećmi nie chcą się przenieść za granicę do męża, ostatecznie się zdecydowały, jedna wyjechała do Niemiec – jest bardzo zadowolona aktualnie i nie wyobraża sobie jak mogła się tak długo wahać – a najbardziej zaskoczyła ją służba zdrowia- jak skomentowała, przez całe swoje życie w PL nie miała zrobionych tylu badań co tam podczas rejestracji do przychodni lekarskiej.
      Druga wyjechała z 2 synów do Londynu i … nie zamierzają wracać do kraju, jak mówi, inne życie, inna mentalność, nie ma czego w Polsce szukać. Pracując na średniej pensji stać ja na wiele, przeliczając na polskie warunki – bez porównania.
      Obie dziewczyny teraz żałują czasu wahania i rozłąki podczas której też widywali się sporadycznie. Tyle lat namawiane na przyjazd kurczowo trzymały się swoich argumentów, jak twierdzą – nie było warto czekać.
      Pozdrawiam i powodzenia!

  10. W sumie to wszystko zależy… Jak dlugo tam Michal jeszcze bedzie, jakie duze dzieci ma, ile zostalo do splaty, jaka praca po powrocie? Ja uwazam ze byc z rodzina jest wazniejsze od szybkiego wyjscia z dlugow, ale jezeli obecna sytuacja nie pozwala na stopniowa splate i skromne zycie rodziny ale razem to trudno trzeba troche poswiecic. Zeby tylko z krotkiego okresu sie nie zrobilo iles tam lat, bo relacje sie zmienia, tata bedzie od zarabiania no i duze pieniadze beda kusic zeby zostac jeszcze rok i jeszcze jeden. Tego czsu ktory straci z rodzina nie odkupi i nikt mu nie zwroci, wiec niech bedzie jak najkrotszy. Zycze powodzenia i szybkiego powrotu do rodziny.

  11. Michal, niewielkie to pocieszenie moze, ale nie jestes sam. Jestem w troche podobnej sytuacji, tez wyemigrowalem, tez mam ogromna kwote do splaty i tez tak naprawde zarabiam duze pieniadze, pracujac 60 godzin w tygodniu + udzielajac korepetycji + jeszcze dzialajac cos w internecie. I to tez wszystko na wlasne zyczenia, na skutek serii idiotycznych wrecz decyzji. Sam jednak staram sie wyniesc z tego lekcje zycia i traktowac ten, mozna powiedziec zmarnowany czas, na prace nad soba w kazdym wymiarze. Zeby po wyjsciu z tego bagna byc innym, silniejszym czlowiekiem. To mnie motywuje, tym bardziej ze jesli cos dobrego daly mi kredyty, to wlasnie ta swiadomosc co gdzie jest nie tak, bo to nie chodzi tak naprawde o nieumiejetnosc liczenia, dlugi biora sie z calkiem innych powodow wedlug mnie. Czasem sa to sytuacje zyciowe, ale czesciej chyba wlasne bardzo bledne decyzje, ktore maja swoje zrodlo w blednym nazwalbym to mysleniu.
    Co do rodziny, to chyba Ci nie doradze, ja walcze w pojedynke i nie jestem rodzicem. Na pewno byloby mega, gdyby udalo sie czesciej zobaczyc z rodzina, moze jest jakis sposob na to? Podwoic czestotliwosc, spotkac sie w polowie drogi, moze odwiedziny rodziny u Ciebie, cokolwiek. A jak nie, to moze kontakt kazdym srodkiem komunikacji, w kazdej mozliwej chwili, no ale to pewnie masz juz ogarniete.
    No nic, zycze udanej walki i wyjscia z niej jak najszybciej i powrotu do rodziny.

    • Michał - bohater postu

      Widzisz, ja nie dość że jestem finansowym głupkiem, to jeszcze jestem człowiekiem o bardzo słabej konstrukcji psychicznej, co przejawia się tym, że trudno mi utrzymać motywację i dyscyplinę przez dłuższy czas. To wbrew pozorom trudniejsze dla mnie, niż dokładne zaplanowanie wydatków (w excelu jestem mistrzem) – plan to banał, wykonanie planu to trudnosć

      • Odetnij sobie możliwości zaciągania kredytu – tak jak ja zrobiłam to z mamą… Poproś żonę, lub kogoś z rodziny by Ci w tym pomógł.
        Nasza mama była uzależniona od zakupów finansowanych przez pożyczki – mój brat wówczas 16 letni zauważył wyciąg bankowy i mnie ściągnął podczas studiów do Polski. Odbyłam rozmowę z mamą i dyrektorem banku – byłam bardzo zdeterminowana mimo młodego wieku(25lat). Gotowa byłam skonfiskować mamie dowód jeśli rozmowa by nie pomogła… Ustaliliśmy, że mój 16 letni brat będzie trzymał pieczę nad jej finansami – czyli nie dopuszczał do takich sytuacji. Jakiś czas temu skończył studia wyższe – zgadnij na jakim kierunku 😉.

        Czasami lepiej przyznać się przed najbliższymi i poprosić o pomoc, bo wsparcie jest bardzo ważne, ale jeśli masz problem z konsekwencją – to pamiętaj, że kontrola najwyższą formą zaufania – oddaj kontrolę, w ręce ludzi najbliższych Ci, takich do których masz zaufanie…
        Trzymam kciuki!

      • Michał, najważniejsze to wyciągnąć lekcję, każdy popełnia błędy, grunt to ich nie powtarzać. Ja mam kryzys co 2-3 tygodnie, ale w takich momentach ważny jest kontakt z bliskimi – to pomaga. Co do dyscypliny – budzet, trackowanie wydatków – pewnie już to robisz, ale w razie czego sobie powiedz, że do końca życia będziesz dokładnie monitorował wydatki a każdy pomysł na wydanie większej kwoty pieniędzy 3 razy skonsultujesz i wydasz je nie w danej chwili a po 24h, no nie wiem czy na tym polega problem. Może przyjrzyj się tym momentom, które przechylały szalę w złą stronę i przeanalizuj te decyzje, sposób myślenia, w jakich okolicznościach wszystko się działo. I jeśli pojawi się podobna sytuacja w przyszłości, zapieraj się rękami i nogami żeby nie sięgnąć do portfela. Wiem że łatwo się mówi, ale to może być też kwestia nawyków. Ok nie jestem psychologiem, a piszę z własnych obserwacji, bo zamierzam też bardzo dobrze rozpracować tego wroga jakim jest właśnie dług.

        PS. Ja udzielam korepetycji właśnie z Excela 🙂

  12. Te komentarze dodają mi wiary w polskie społeczeństwo. Kochani, jesteście wspaniali. Szczerość, ciepło, zrozumienie – to odczytuję w każdej wypowiedzi. Życzę wam wszystkiego dobrego.

    • Dokładnie to pomyślałam: ilu tu dobrych,rozsądnych ludzi. Gratulacje dla wszystkich. I powodzenia w realizacji Waszych planów.

      Michale, wytrwaj! Usiądź i policz, gdzie jeszcze możesz znaleźć pieniądze na spłatę długów. Zaplanuj, kiedy możliwy będzie powrót. Pomocny może się okazać webinar Marcina ‚the best Financial Year ever’, ktory zawiera mnóstwo wskazówek, jak w 2017 roku osiągnąć swoje finansowe cele.

      Wiem, że emocjonalny koszt Twojej decyzji jest wysoki, ale nie ustawaj! Pokaż dzieciom, ze dzięki silnej woli i determinacji można osiągnąć wszystko, co się chce!

      Zobacz, ilu ludzi w Ciebie wierzy i trzyma kciuki. Daj nam moze znać, jak się czujesz i jakie decyzje podjąłeś!
      Powodzenia i wszystkiego dobrego!!!

      • Michał - bohater postu

        Dobrze się czuję 😉 Przed godziną miałem wystąpienie przed zarządem, w obcym języku. Super mi poszło i oni są zadowoleni z mojej roboty. Nie masz pojęcia jak dużo dało mi to, że Marcin zdecydował się zamieścić mój mail. Nie spodziewałem się tego 😉 Liczyłem na to, że odpowie na mail i że uda mi się go przekonać do zrobienia podcastu z psychologiem, terapeutą itd.

  13. A ja tu czegoś nie rozumiem…

    Michał twierdzi, że zarabia ~20 000 netto miesięcznie,a długów ma około 90 000. Biorę zatem kalkulator w dłoń i liczę: jeśli z każdej pensji zostawi sobie 4 000 – czyli tyle,ile ja zarabiam netto – to na spłatę wszystkich zobowiązań potrzebuje 6 miesięcy! Zaledwie sześć miesięcy-żaden tam rok czy dwa! A to oznacza, że już w sierpniu może wrócić z zagranicy do dzieci i rozpocząć nowe życie bez długów. Spiąć się do sierpnia – to takie mega-wyrzeczenie??

    A może gdzieś się rąbnąłem w rachunkach…?

    • Michał - bohater postu

      Myślę, że szybciej spłacę dług. Moja żona też przecież zarabia. Co do drugiego pytania. Tak dla mnei to trudne. Dla mnie to duże wyrzeczenie.

      • Michał, przepraszam że trochę z innej perspektywy potraktuję Twoją sytuację. Z powyższego postu wynika, że całkiem szybko uda Tobie się wyjść z problemów.
        Potraktuj może to całe doświadczenie jako szansę a nie zagrożenie.
        To szansa, żebyś swoim dzieciom pokazał jakie konsekwencje mają nierozważne decyzje, żeby nauczyć dzieci inteligencji finansowej musisz się jej sam najpierw nauczyć.
        Moim zdaniem to jest duża szansa dla Twojej rodziny, żeby przyszłe pokolenia nie powielały błędów – bo tak najczęściej to wygląda.

        Ja właśnie dlatego, ze kocham moje dziecko ponad życie podejmuję pewne decyzje i nie zawsze mogę być razem z nim. Ale wszystko co robię, robię po to, żeby kiedyś muc mu poświęcić cały czas i żeby przekazać mu potrzebną wiedzę o życiu – którą muszę sama najpierw nabyć.

  14. Kompletnie nie rozumiem frustracji autora listu… zarabia 20 tys miesięczni a do spłaty ma (miał) jedynie 90 tys? Zakładając, że na utrzymanie za granicą starczy my 10 tys (to i tak bardzo dużo) to cały dług spłaci w maksymalnie 9 miesięcy! Co to za dług? Ludzie mają długi kilkaset razy przewyższające zarobki a tu raptem 9 miesięczne oszczędności. Człowieku ogarnij się

    • Michał - bohater postu

      Spłacę wcześniej. Utrzymuję się za jakieś 1500 zł za granicą. Jestem w Azji.

  15. Michał, zrób wszystko, żeby jak najszybciej pozbyc się długów, WSZYSTKO. Zredukuj do minimum wydatki i ustal sobie najkrotszy realny czas wyzwolenia się z tego bagna. Da się. Bedziesz wolny. Zarabiasz 20 tys , a dług to 90 tys . Myślę że w rok powinno się udać. Ja co prawda nie mialam nigdy dlugów, ale znam pogon za pieniadzem i „poziomem życia”. Nie warto. Zapłaciłam swoją cenę, ale dzieci wybaczyły mi, że matki nie było w domu. Teraz, od 6 lat, jestem z nimi, mamy wspaniale relacje, ja nie pracuję , utrzymujemy się z wynajmu 2 mieszkan, ktore kiedys kupiłam. Mieszkamy na wsi, tu jest taniej. Sprzedałam wszystkie symbole lukusu, drogie samochody , ktore żarly pieniadze i czas. Mam 14 letnią astrę z urywajacym się zderzakiem i jestem szczęśliwa. Mialam czas dla corki, kiedy zachorowała, nie musialam poswiecac się pracy, nie musialam gonic. Bo nie warto. Czasem dorabiam co nieco, np na wakacje.jezdzimy tanio , z męzem po 2-3 miesiace , ostatnio zwiedzamy Egipt. Nigdynie mialam czasu na wakacje. Ciagle praca. Corka studiuje, ma swoje pueniadze, stypendia. Wszystko się ułozylo, chociaz nie wierzylam. Pieniadz był bogiem. Wyzwol się z tego, Michal.

    • Michał - bohater postu

      Tak, też myślę, żeby spłacić leasing na nowe auto i potem kupić jakieś stare auto.

  16. Michale,
    Moja perspektywa jest nieco inna, moi rodzice mają ogromne długi, nie chcą przyznać się jak duże dokładnie, ale szacuję, że ok. 400-500 tys. zł. Od lat chowają głowę w piasek i systematycznie pogarszają swoją sytuację. Twierdzą, że pieniądze potrzebne im były i są na wychowanie dzieci (jest nas 8-ka, w tym momencie 4 już „na swoim”), co oczywiście jest bzdurą nie z tej ziemi, raczej problemem jest niegospodarność.
    Po 20 latach życia na kredyt sytuacja jest naprawdę ciężka, a im dłużej trwa tym trudniej znaleźć rozwiązanie. Długi rosną i z rodzeństwem zastanwiamy się co będzie jak w końcu banki upomną się o swoje? Na szczęście możemy zrzec się spadku i długów, ale co z rodzicami? Gdzie się podzieją? Kto będzie się nimi zajmował na stare lata? Z czego będą żyli jeśli prawdopodobnie do końca życia będą musieli część dochodów oddawać na spłatę długów? Rodzice „urabiają” młodsze dzieciaki, że powinny zrewanżować się za ich poświęcenia, przejąć „majątek” i wejść w życie na wielkim minusie…
    Myślę, że to aspekt, którego wielu ludzi nie bieże pod uwagę. Zawsze mówi się, że ze względu na miłość do rodziny powinno się zrobić wszystko by być blisko nich i nie stracić relacji. Ale czasem to nie jest właściwe rozwiązanie i myślę, że na dłuższą metę ważniejsze jest zapewnienie dzieciom odpowiednich warunków do życia i nie obciążanie ich koniecznością ponoszenia konsekwencji za rodziców. Wydaje mi się też, że bardzo ważne jest otwarte przedstawienie sytuacji, nie udawanie przed dziećmi i rodziną, że sytuacja jest super. Razem łatwiej dążyć do celu. Takie zakłamanie i unikanie problemów jest chyba jeszcze gorsze niż szczere zmierzenie się z największym nawet wyzwaniem. Patrzysz na to i nic nie możesz zrobić.
    To jest bardzo trudna sytuacja, ale moim zdaniem podjąłeś dobrą decyzję. Być może też za jakiś czas pojawią się nowe możliwości i będziesz mógł wrócić albo rodzina przyjedzie do ciebie?
    Trzymam kciuki, powodzenia!

    • Karolina napisała „Jednak zastanawia mnie, czy nie widzą, że fundowanie dzieciom dzieciństwa pełnego stresu, wizyt komornika, zapłakanej mamy, braku prądu – nie jest tym najlepszym co mogą im dać. Z mieszkania grozi im co jakiś czas eksmisja. Gdyby do niej doszło, to na pewno będzie to szok dla dzieci. Chłopcy kiedyś podrosną. Będą chcieli pójść do kina z rówieśnikami, pojechać na wycieczkę, będą potrzebowali więcej pieniędzy. Mogą nie docenić poświęcenia rodziców, którzy zrobili wszystko aby z nimi spędzać jak najwięcej czasu.”

      Mogę tylko powiedzieć, że niestety ma 100% rację. Pieniądze podobno szczęścia nie dają, ale niestety ich brak bywa bardzo kłopotliwy. Nie tylko ze względu na bycie jak rówieśnicy, ale czasem ze względu na zdrowie, itp. Mimo, że obecnie sama mam świetną sytuację finansową to nadal mam irracjonalne lęki, że zaraz odetną nam prąd, jak to się zdarzało w moim rodzinnym odmu, albo upieram się, że za dużo wydajemy, mimo, że mamy spore oszczędności.

      To są rzeczy, których się nie zapomina tak łatwo, zostają w głowie na lata. I cały czas jest ten lęk, brak poczucia bezpieczeństwa, że noga się powinie i wylądujemy pod mostem. I nieważne jakbyś bardzo chciał, nie da się tego ukryć przed dziećmi, one widzą więcej niż się wydaje.

    • Michał - bohater postu

      Weroniko, nie jesteś odpowiedzialna za finansowe wybory swoich rodziców i niesamowite jest to, że udało Ci sie znaleźć w sobie siłę, żeby postępować inaczej. Ja niestety powtarzałem schemat moich rodziców. Bardzo chcę oszczędzić tego dzieciom, szkoda tylko, że musiałem ich w tym celu zostawić na długo.

  17. Niektórzy piszą ,że rodzina to przetrwa , bardzo często jednak takie rozdzielone rodziny się rozpadają . Zależy też jak długa jest rozłąka i od wielu innych rzeczy . Czasem On czy Ona po wielu latach życia osobno nauczyli się życia bez tej rodziny , potem po powrocie okazuje się ,że nie są już mu potrzebni albo nawet źle mu z nimi . Oglądałam kiedyś takie wyznanie w tv. Także sytuacja Michała i decyzja nie jest łatwa . Bardzo dobrze ,że to opisał bo to jest ku przestrodze innych . może to komuś da do myślenia . jedna pani tutaj napisała o swoim ojcu : jest mi teraz obcy . Te więzi mogą być nie do odbudowania . Nie ma jednej łatwej odpowiedzi co powinien zrobić Michał.

    • Michał - bohater postu

      To prawda, nie ma jednej dobre odpowiedzi. Natomiast decyzję o tym wyjeździe podjęliśmy wspólnie (ja i żona), dzieciaki długo płakały. Ja też.

  18. Michał, czytając ten post zastanawiam się co Ty robisz? Piszesz że masz 90k zobowiązań i miesięczna ratę 8750zl? Dodatkowo Ty jesteś za granica, a Twoja rodzina w Polsce. Będę szczery i dosadny. Chłopie ogarnij się!

    Moje zobowiązania to aktualnie trochę ponad 171k zł, a miesięczny koszt tego zadłużenia to nie więcej 3,5k. Sam jakiś czas temu przeprowadzałem się z Torunia do Warszawy, by zwiększyć zarobki i po jakiś 2-3 miesiącach ściągnąłem rodzine do siebie, by nie mieć problemu o którym piszesz.

    Bierz kalkulator do ręki i sprawdź jak maksymalnie zmniejszyć miesięczne zobowiązania, zrób z tym pozadek i jak najszybciej ściągaj rodzine do siebie. Nawet jak będziesz pracować długo, to masz ich codziennie rano i wieczorem. Żadnych wymówek i do roboty. Powodzenia

    • Michał - bohater postu

      Już nie mogę zmniejszyć miesięcznych zobowiązań. Dlatego musiałem znaleźć lepiej płatną pracę. Fakt, że masz większe zadłużenie i mniej wydajesz na jego obsługę może być powodowany długością umowy kredytowej.
      M.

      • Oczywiście. Moje zobowiązania są rozłożone na długie lata, jednak dzięki temu mogę z nimi żyć i się rozwijać. Zamierzam je spłacić dużo wcześniej i według mnie lepiej wydłużyć okres zmniejszając miesięczną ratę, a w zamian mieć rodzine przy sobie.

        Wybierz co jest dla Ciebie ważniejsze. Szybsza spłata z pętla na szyi czy wolniejsza i automatyczna spłata kiedy masz rodzine przy sobie i możesz funkcjonować tak jak chcesz.

  19. Hmm… Zeby móc pomóc musiałbym znać więcej szczegółów, ale…
    Sa i inne sposoby wychodzenia z długów. Pamiętajcie że szantaż (w tym wypadku firmy pożyczkowej – płać – no zabierzemy ci… ) działa zawsze w obie strony.
    Żeby wygrać z bezwzględnym przeciwnikiem – można wybrać samemu drogę – bycia bezwzględnym.
    Otóż dla firmy pożyczkowej klient spłacający swoje zobowiązania – to klient wymarzony – ulegający szantażowi. Klient który jednak postanowi walczyć o swoje – to już przeciwnik którego mogą się bać.
    Jak pisałem – nie znam szczegółów ale – chcesz zapewnić swojej rodzinie godne życie – możesz zrobić np. Tak: zmień numer konta na które przelewane jest twoje wynagrodzenie. Zatrzymasz je w całości.
    Przestań spłacać swój dług.
    Dowiedz się wcześniej w danej firmie pożyczkowej jako zatroskany o swoje rzeczy klient co zrobią jeśli np. Stracisz pracę i nie będziesz mógł spłacać swoich zobowiązań.
    jak będziesz wiedział – zabezpiecz lub sprzedaj lub przepisz na zaufaną osobę te składniki majątku. Zanim oni zaczną je odzyskiwać już ich nie będzie…
    Wczesniej – nie wiem na co poszły tak duże pieniądze jakie zarabiasz – ale na pewno nie na rzeczy niezbędne do przeżycia – sprzedaj co się da z tych niepotrzebnych.
    Pewnie Ci się wydaje że koniecznie musisz utrzymać swój obecny standard życia – ja myślę że możesz pogodzić się z jego obniżeniem (byle twoja rodzina była razem) lecz jeśli starczy mi cierpliwości na pisanie dalej – wcale nie będzie to konieczne.
    Do tego czasu – nadal nie spłacasz zadłużenia – masx już odłożone ze 3 pensje – oczywiście wcześniej załóż kolejne konto (lub żona) i tam przelej „oszczędności” lub przelej je na konto zaufanej osoby.
    Ponownie załóż nowe konto do przelewania Ci wynagrodzenia (na wszelki wypadek gdyby komornik się uparł zajmować wynagrodzenie)
    Następnie zmień pracę i każ przelewać wynagrodzenie na jeszcze inne konto…
    Itd itp
    Wynik jest taki – ty jesteś bogaty (tylko musisz się w tym połapać) oni mają z tobą problem
    Wojna trwa
    Oczywiście to tylko jeden ze scenariuszy w którym musisz być bezwzględny założyć grubą skórę i walczyć – ale zawsze lepiej jest walczyć mając do dyspozycji środki na koncie i robić to aktywnie niż czekać tylko na to co Ci ta wielka zła firma jeszcze może zrobić.

    Nie polecam tej drogi nikomu – ale chcę żebyście wiedzieli – z każdej sytuacji jest przynajmniej kilka wyjść.
    Ale zawsze najlepiej – nie pakować się w żadne sytuacje (w tym wypadku – pożyczki)

    • Michał - bohater postu

      Nie chcę tak robić. Jestem człowiekiem zadłużonym, ale przede wszystkim jestem człowiekiem uczciwym. Mam zobowiązanie i będzie ono spłacone. Gdybym go nie spłacił, byłbym po prostu złodziejem.

    • autor nie ma problemu z finansami tylko z psychiką. Lepiej byłoby iść z tym do psychologa, bo jeśli bohater postu już w tej chwili tak przezywa rozłąkę z rodziną to będzie z tym gorzej. Wyjazdy długotrwałe rożnie się kończą.

      Poza tym z tego co widać to swojego podstawowego problemu z wydawaniem pieniędzy autor nie rozwiązał – podejrzewam ze za jakiś czas sytuacja się powtórzy, bo skoro raz dostał pracę za taką kwotę to dostanie drugi. Czyli w takiej sytuacji wydawać pieniądze można łatwiej.

      Po trzecie nie rozumiem jak nie mozna obniżyć rat – wziąć przykładowo pożyczkę hipoteczna i spłacić debet i kk.

  20. Zarabia 20k na rękę i ma 90k długów – albo złe dane albo czegoś nie rozumiem. Przy takich zarobkach to długów praktycznie nie ma w parę miesięcy, on dobra – rok.

    • Michał - bohater postu

      Ale zarabiam tak od niedawna. Musiałem wyjechać na kontrakt, żeby tak zarabiać.

    • Ta historia kupy się nie trzyma. Gość zarabia 20k, koszty życia szacuje na 1,5 tys., żona też pracuje, nie wiem w czym problem…

  21. Masz 90 tys. długów, a zarobki miesięcznie 20.000 zł. Z tego powiedzmy możesz odkładać co miesiąc na spłatę długów jak sam piszesz jakieś 15.000 zł.

    90 / 15 = jest to raptem 6 miesięcy spłacania długów.

    Tak rozpaczasz co do sześciu miesięcy rozłąki z rodziną? Nie przesadzajmy. Za pół roku wracasz albo ściągasz rodzinę i już.

  22. Michale, rodzina jest najważniejsza i dlatego robisz wszystko, aby zapewnić jej byt i bezpieczeństwo. Dopiero gdy zostaną spełnione potrzeby pierwszego rzędu (właśnie zaspokojenie głodu, mieszkania, poczucia bezpieczeństwa…) mogą być realizowane potrzeby wyższego rzędu.
    Obecna sytuacja jest konsekwencją błędów, które teraz naprawiasz. Napraw je szybko i wracaj do bliskich. Mów otwarcie dlaczego musisz ciężko pracować „na wygnaniu”, że to z powodu pożyczek i życia ponad stan. Niech bliscy rozumieją, jaki jest koszt niefrasobliwości. Tak aby nikt nie oczekiwał prezentów w tym trudnym czasie (często rodzice pracujący za granicą chcą wynagrodzić bliskim utratę wspólnego czasu i kupują ich przychylnosc).

    Powodzenia! Życzyłabym sobie takich dzielnych ludzi wokół mnie. Trzymaj się dzielnie. Rodzina zrozumie o ile będziesz szczery.

  23. Michał wszystko co robisz nie robisz dla siebie tylko dla rodziny. Dla mnie jesteś bohaterem dla rodziny swojej na pewno! Jeżeli nie zawsze potrafią to docenić to zrobią to na pewno za jakiś czas!
    To że upadamy w życiu nie jest złe, uważam, że tylko upadki nas czegokolwiek mogą nauczyć. Upaść to nie problem a najważniejsze to podnieść się i nie poddawać się! Tyle ile razy upadniesz tyle razy trzeba powstać i iść dalej.

    Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą!

    Życzę dużo spokoju w dążeniu do celu.

    • Michał - bohater postu

      Bardzo dziękuję za te słowa. Wiele dla mnie znaczą, jako że od dziecka mam problemy z samooceną.

  24. Rodzina w Polsce mieszka w wynajmowanym mieszkaniu? Może lepiej ściągnąć ich do siebie, dzieci szybko nauczą  się języka, Ty w ciągu najbliższych miesięcy spłacisz długi… Nawet jeśli nie chcesz ściągać do siebie rodziny, bo mają szkołę czy inne obowiązki to patrz z optymizmem spłacając miesięcznie 10000 długów jesteś tam przez 9 miesięcy! Tylko, a później będąc wolnym od długów masz spokojne życie!

  25. Michał - bohater postu

    Tutaj Michał,

    Bardzo Wam serdecznie dziękuję za Wasze posty. Nie miałem pojęcia jak wielką moc ma poczytny blog. Napisałem do Marcina, chodziło mi to od jakiegoś czasu po głowie, i nie żałuję. Okazało się, że nie dość że jego blog pełen jest wskazówek merytorycznych dotyczących tego, jak postępować, aby nie mieć długów, to jeszcze jest całkiem dobrą grupą wsparcia. Z całego serca Wam dziękuję!
    Nie mam już 90 000 długów. W tej chwili mam do spłacenia 67 000 zł. Z czego 31 000 to debet w koncie i karta kredytowa, co można przez jakiś czas rollować. Biorąc pod uwagę moje duże dochody powinno się udać spłacić wszystko i do końca roku (tyle czasu trwa mój kontrakt) zbudować jakąś rozsądną poduszkę finansową. Taki jest plan. Zresztą od lat plan jest taki sam. Nie udaje się, głównie dlatego, że nie umiem utrzymać koncentracji. Tak sądzę. Moja sytuacja finansowa jest taka, jaka jest ze względu na wieloletnie zaniedbania w „higienie finansowej” – bardzo mi się podoba to określenie. Uważam, że rok zsyłki i rozłąki z rodziną to niewieki wyrok. Boję się tylko o to, żeby w przyszłości znów nie puściły mi hamulce. Nigdy nie miałem problemu z tym, żeby dużo zarabiać. Zawsze miałem problem z tym, żeby mało wydawać. Mam nadzieję nauczyć się tego.

    Jeszcze raz dziękuję Wam za wsparcie. Zarówno za słowa otuchy, poparcia, jak i mało przyjemne uwagi typu: Weź się w garść.
    Wszystkie są cenne.

    Pozdrawiam Was

    • Michale!Wszystko rozumiem ale koszty psychologiczne,które ponoszą dzieci są ogromne.Jestem terapeutą i przychodzą do mnie czasem klienci,których jedno z rodziców pracowało zagranicą,gdy oni byli mali.Te dorosłe osoby mają bardzo niską samoocenę,czują się porzucone przez rodzica,mało wartościowe.Do tej pory,mając 30-40 lat czują skutki tego,że tata czy mama wybrali pracę zamiast nich.Nie da się budować relacji na odległość,ani partnerskiej,ani ojcowskiej czy matczynej….Moi znajomi z długami przeprowadzili się całą rodziną do innego kraju i wtedy dzieci nie odczuwają takich skutków… Często zapomina się o tym,że potrzeba kupowania,zaciągania kredytów wynika z niezaspokojonych innych potrzeb i problemów.Można to przepracować na terapii…

      • Cześć Katarzyna,

        Dziękuję bardzo za komentarz.

        Korzystając z okazji, że jest z nami terapeuta, chciałbym Cię o coś dopytać, bo osoby pracujące zagranicą (sporo ich jest) – często mają takie rozterki i boją się o wpływ rozłąki na dzieci.

        Pytanie brzmi:
        Jaki jest związek pomiędzy okresem rozłąki a stanem emocjonalnym dzieci?

        Czy przypadki dorosłych, które przytaczasz, których „rodzice zostawili dla pracy” – dotyczą 1-2 lat rozłąki, czy raczej są to osoby, które przez całe lata nie miały relacji z rodzicami?

        Oczywiście wiem, że każdy okres rozłąki jest trudny i nic nam nie zwróci wspólnego czasu z dziećmi.

        Ale – czy często masz do czynienia z dorosłymi osobami, mającymi problemy, o których piszesz, gdzie faktyczną przyczyną tych problemów jest to, że któregoś z rodziców nie było w domu przez rok czy dwa lata? Czy mówimy tu raczej o dłuższych okresach? Jak to wygląda? Można pokusić się o zdefiniowanie jakiejś „granicy” ?

    • @Michał
      Na początku myśłałem że coś źle czytam lub że są błedy w tym wpisie….

      Zarobki 20.000 zł a długów 67.000 zł ? O czym tu jest wogóle rozmowa ? Przecież w tej sytuacji to nie jest żaden dług.
      Zarabiasz 20.000 zł, żyjesz jak piszesz za 1500 zł więc pozosaje… 18.500 zł czyli 67.000 / 18.500 = 3,62 miesiące spłaty (zaledwie 4 miesiące !)

      POtraktuj tę rozłąkę jako nauczkę, poza tym jest krótka (możesz zawsze kontrakt zerwać za 4 m-ce – nikt Ci głowy nie urwie). A poza tym co stracą dzieci przez 4 m-ce ? NIe preczytasz im bajki około 120 razy przed snem (jesli robiłeś to codziennie), nie zawieziesz kilkanaście razy na basen etc ale za kilkanaście (!) tygodni możesz wrócić BEZ długów i czytać ile wlezie nawe i 3 razy dziennie

      Chłopie, masz wymarzoną sytuację do spłaty zadłużenia.
      Spójrz na ludzi którzy mają po setki tysięcy albo ponad milion a nawet i po kilka milionów długu a przy tym mają może parę tysięcy wypłaty. Są w totalnym szambie ! ALbo mają długi które rosną mimo ich regularnej spłaty (vide kredyty walutowe).

      Po prostu weź się w garść, spłać wszystko w 4 miesiące i wracaj do rodziny ale…
      …po powrocie od razu oddaj zarządzanie finansami innej rozsądnej osobie (może żonie ?) bo to głównie z wydawaniem kasy masz problem a nie z zarabianiem jak widać po Twoich wpisach lub zapisz się na jakiś kurs, nie wiem, cokolwiek byle to zmienić bo jeśli nie to obawiam się że szyboko możesz powrócić na ścieżkę zadłużenia.

      Życzę powodzenia w spłacie i zmianach !

  26. O czym tu dyskutować? Facet zarabia 20 tys. Nawet jakby połowa szła na bieżące koszty to 10 tys. może przeznaczyć na spłatę. To tylko 9 miesięcy. W ogóle nie ma o czym mówić.

  27. P.S. Tak sobie przemyślałam sprawę i albo ten Michał to jakiś rozmemłany ciapciak, albo to jest prowokacja do dyskusji i zwierzeń. Pewnie to drugie. To w ogóle nie jest temat do rozważań. 90 tys. długu i zarobki 20 tys. miesięcznie. Ludzie…. to śmiech na sali.

    • Ewa,

      To smutne, że jedyny wniosek, jaki „po przemyśleniu” przychodzi Ci do głowy, to nazwać kogoś ciapciakiem lub szukać prowokacji do dyskusji.

      Nie wiem, jak długo jesteś czytelniczką bloga, ale zapewniam Cię, że nie doceniasz osób, które się na nim udzielają.
      Tutaj trudna sytuacja finansowa i życiowa nie jest dla nas „śmiechem na sali”, tylko okazją by komuś pomóc, a nie utrudnić sprawę swoim sarkastycznym komentarzem.

      Może powinnaś jednak przemyśleć to raz jeszcze. Tym razem – naprawdę przemyśleć.

      • Nie muszę niczego „przemyśliwać”. Nie jest to żadna trudna sytuacja. Trudna byłaby gdyby długów było 2 albo 3 razy tyle i brak perspektyw na spłatę. I Ty wiesz o tym najlepiej, dlatego uważam, że to prowokacja. Ktoś, kto zarabia 20 tys. miesięcznie jest człowiekiem z potencjałem intelektualnym i z pewnością jest jakimś specjalistą, ma dobry zawód. Nie jest łatwo zarobić tyle nawet za granicą, choć jest to możliwe. Akurat mam orientację.
        A ktoś, kto może się cenić na 20 tys. miesięcznie z pewnością nie jest człowiekiem, który nie potrafi ocenić, co jest ważniejsze, ani nie zdaje sobie sprawy, że sytuacja jest tymczasowa. Dlatego – „śmiech na sali”.

        • Michał - bohater postu

          Ewo,
          Ale zarabiam tak od niedawna, to po pierwsze. Po drugie, mój mail nie mówił o tym, że nie dam rady spłacić długów. Przy tych zarobkach dam radę. Mój mail do Marcina mówił o pozafinansowych kosztach wychodzenia z długu: O tęsknocie, frustracji, bezsilności, upokorzeniu i żalu do samego siebie.

          Co do nazwania mnie ciapciakiem. Zgadzam się w całej rozciągłości – Mądralo!

          M.

          • Ale frustracja jest wpisana w takie sytuacje. A Ty naiwnie zadajesz pytanie co masz zrobić. Jakbyś się zastanawiał czy zarabiać i spłacać, czy jechać z powrotem do dzieci, bo tęsknisz. O czym my w ogóle rozmawiamy? Nie wierzę, ze mając taki potencjał nie udźwigniesz rocznej rozłąki. Poza tym zdolności intelektualne nie gwarantują otrzymania dobrej posady ani w Polsce ani tym bardziej za granicą. Trzeba być obrotnym, umieć się sprzedać. A to są cechy ludzi, którzy nie padają jak muchy pod byle ciężarem. Dlatego w dalszym ciągu podejrzewam prowokację.

            • Michał - bohater postu

              Co mam zrobić, żebyś uwierzyła, że ta historia jest prawidziwa?
              Masz moim zdaniem wyidealizowany obraz mężczyzny.
              Tak jestem inteligentny (mierzyłem), tak umiem się sprzedać (dostałem dobrą pracę), tak jestem obrotny (umiem zarobić) ale kurczę jestem też wrażliwym facetem i czasami zatęsknię za dziećmi i czasami potrzebuję trochę ciepła.
              Udźwignę rozłokę – pewnie że tak. Jednak mój mail dotyczył kosztów po stronie dzieci, nie po mojej. Postaraj się go przeczytać jeszcez raz na spokojnie.
              I nie wietrz wszędzie prowokacji. Tak – można zarabiać 20 000 i mieć długi. Kwota zarobków w zasadzie nie ma znaczenia. Ja zawsze miałem problemy z pieniedzmi, nawet wtedy gdy zarabiałem 2000

              • Masz marne szanse na to abym uwierzyła w prawdziwość tej historii:) Co do mojego „obrazu” mężczyzny to jest wręcz przeciwnie. Nie mam złudzeń co do facetów:) Żadnych złudzeń! Ale i tak was lubię:) Człowiek jest tylko człowiekiem, niezależnie od płci.
                Jeśli chodzi o obchodzenie się z pieniędzmi, to mało kto to potrafi. Tego trzeba się uczyć.
                A co sprawia, że widzę w tym prowokację?
                Otóż, sytuacja jest mało „dramatyczna”. Owszem kwota długu jest dość znaczna, ale przy zarobkach 20 tys. netto nie jest żadnym problemem. Potrzeba jedynie czasu. Natomiast zadawanie pytania, czy spłacać, czy wracać do dzieci jest tak naiwne, że aż nieprawdziwe.

                • Michał - bohater postu

                  Teraz jest mało dramatyczna – bo mam 20 000 – jeszcze dwa miesiące temu nie widziałem szansy na wyjście z tej sytuacji.

                  Co do tego, czy pytanie: czy wracać do dzieci, czy spłacać jest naiwne? Nie bardzo rozumiem dlaczego jest naiwne. Dla mnie to trudny wybór?
                  Dla Ciebie nie? Za dwie dychy zostawiłabyś dzieci?
                  Sprawiasz, że zaczynam nie mieć złudzeń co do kobiet 😉 Żadnych złudzeń. Ale i tak Was lubię.
                  M.

                  • Teraz to już gadasz głupoty, albo nie mając argumentów odbijasz piłeczkę. Sytuacja już jest, długi są i nie ma miejsca na zastanawianie. Trzeba działać. Trzeba było myśleć wcześniej. Nie zawsze cala wina leży po Twojej stronie, ale zazwyczaj większość. „Narozrabiałeś”, długi są i trzeba się ich pozbyć. Czy lepiej czułbyś się przytulając czule dzieci do piersi, mając płótno w kieszeni? Bojąc się co jutro złożysz go gara? Im dłużej trwa ta dyskusja, tym jest bardziej bez sensu.

                    • Michal - bohater postu

                      Nie odbijam Ewa piłeczki – no może trochę. Próbuję tylko powiedzieć, że nie pieniądze są najważniejsze i że nie wszystko dla nich trzeba poświęcić.
                      Inaczej, zadaję sobie pytanie, ile warto poświęcić.

                  • Twoja ostatnia wypowiedź utwierdziła mnie w przekonaniu, że to wszystko zostało wymyślone na potrzeby wywołania dyskusji. Człowiek zadłużony nie zastanawia się czy warto, tylko chwyta każdej możliwości, aby się tych długów pozbyć. Nie mówię tu o sytuacjach beznadziejnych, tylko o realnej szansie naprawienia sytuacji. A do takich należy ta, o której rozmawiamy. Każdy normalnie myślący człowiek, który w dodatku tak bardzo troszczy się o rodzinę zrobi wszystko aby móc normalnie żyć i aby rodzina była bezpieczna finansowo. Bo żadna miłość i czytanie bajek na dobranoc nie zniwelują pustej lodówki i komornika dzwoniącego do drzwi. A w historyjce tutaj opowiedzianej sytuacja jest wręcz wymarzona dla każdego dłużnika. Wystarczy z niej skorzystać. Dlatego uważam, ze wszelkie rozterki i dylematy są zwyczajnie „dęte” i wymyślone wyłącznie po to aby czytelników pociągnąć za język, żeby zaczęli się zwierzać, jak to u nich było. Nawet to, że pod ostatnim Twoim postem nie ma możliwości na moją odpowiedź jest czytelnym sygnałem. Ale jak widzisz, poradziłam sobie.

                    • michal - bohater postu

                      Ewa, ale to nie mój blog. Ja napisałem do Marcina z propozycją tematu, którym miałby się zająć. Czyli pozafinansowym aspektem długu. A on z tego zrobił wpis na blogu i to wywołało dyskusję. Ja go nawet nie znam i nigdy z nim nie rozmawiałem. Kilka lat temu kupiłem w Empiku jego książkę i potem zacząłem czytać blog. Zresztą pewnie i tak Cię nie przekonam. Wkleiłbym Ci jakiś screen z konta, czy coś gdyby tutaj była taka możliwość.
                      Nie wiem też dlaczego tak bardzo chcesz zdyskredytować moją opowieść i żyjesz w przekonaniu, że taki facet jak ja z takimi zarobkami nie może mieć dylematu. No kurczę mam go i co zrobię? To dziwne, że zastanawiam się czy nie wrócić do PL, znaleźć pracy za jedną czwartą tego co mam teraz i być z dziećmi spłacając zadłużenie 2 lata później? Tak czy inaczej – pozdrawiam Cię serdecznie i życzę więcej wiary w ludzi.

                    • Ewa,

                      Tkwij zatem utwierdzona w Twoim „przekonaniu” – Twoje prawo.
                      Nie zamierzam Ci udowadniać, że nie jestem wielbłądem.

                      Chciałbym Ci w każdym razie bardzo podziękować za to, że Twoje kolejne komentarze są konstruktywne (w odróżnieniu od tego, na który zareagowałem wyżej) – i najwyraźniej pomagają Michałowi.

                      Łatwo przychodzi Ci generalizowanie i pisanie rzeczy w rodzaju „człowiek zadłużony nie zastanawia się, czy warto…” itp.
                      Nie wiem, skąd u Ciebie taka dogłębna znajomość tego, co myśli i robi człowiek zadłużony.
                      Po latach wiem, że nie ma kogoś takiego jak „człowiek zadłużony”.
                      Ludzie są różni i różnie reagują na różne sytuacje…

                      Ponieważ tak kategorycznie i zdecydowanie się wypowiadasz, pozwolę sobie jeszcze na podrzucenie Ci czegoś do przemyślenia.

                      W zdobywaniu wiedzy o ludziach i świecie można przyjąć dwie postawy:

                      1. Utwierdzać się w swoich wcześniejszych przekonaniach, wybierając ze świata tylko to, co nam potwierdzi wcześniejszą tezę.
                      2. Pozostać otwartym i dopuszczać możliwość, że może jednak nie wiemy o świecie i ludziach wszystkiego.

                  • Ok, powiedzmy, ze masz te dylematy. Nie wiem w jakim wieku masz dzieci. Nie wiem też w jakim stanie jest Twoje zadłużenie (zwykłe raty czy komornik). Ale rozdzieranie szat z powodu kilku miesięcy, mając w perspektywie święty spokój, jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Wiadomo, ze rozłąka jest trudna. Ale życie z piętnem zadłużenia, zwłaszcza takim, z którym nie można sobie poradzić jest dużo trudniejsze. Dostałeś szansę. I powinieneś być wdzięczny Bogu, czy losowi, że Ci ją dał. Narzekanie jest w tej sytuacji kuszeniem licha. Niejeden dłużnik chciałby być na Twoim miejscu.

      • Nie ma znaczenia skąd wynika moja wiedza. I oczywiście ludzie są różni i różnie reagują. Ale zdecydowanie wolę rozmawiać z ludźmi poważnymi i odpowiedzialnymi. I nie uważam, że są nieomylni, bo błędy zdarzają się każdemu. Ale miarą dorosłości jest umiejętność wzięcia odpowiedzialności za swoje postępowanie, zwłaszcza za błędy. Jestem w stanie zrozumieć frustrację, słabszą kondycję psychiczną, nawet depresję. Ale rozważania typu – bajka na dobranoc czytana dziecku czy wyprostowanie sytuacji zagrażającej bytowi całej rodziny w ogóle nie mieszczą mi się w głowie. Zwłaszcza, że w tym konkretnym przypadku sytuacja jest bardzo prosta. I nie wiem dlaczego uważasz, ze nie ma ludzi zadłużonych. Możemy się bawić w eufemizmy, nazywać to zjawisko inaczej, ale fakty są bezlitosne. I jeszcze jedno, zarówno forma Twojej ostatniej wypowiedzi jak i jej treść ponownie rozbudziły moje podejrzenia, że to wszystko było prowokacją. Przecież ja rozmawiałam z Michałem 🙂 A Ty bronisz jego zdania jak niepodległości:)))

        • michal - bohater tego postu

          Ewo,
          Dla mnie wybór jest prosty – powinienem tu zostać i zaadbac o byt rodziny, tym bardziej, że to ogromna szansa. Z mojego punktu widzenia to oczywiste. I oczywiste jest to, że dla Ciebie to jest oczywiste.
          A teraz spróbuj poczuć się jak siedmioletnia dziewczynka (moja córka) i spróbuj zastanowić się czy siedmioletnia dziewczynka zrozumie coś takiego jak bezpieczeństwo finansowe.

          W jakich okolicznościach Twoim zdaniem siedmiolatka zaakceptuje to, że tatuś ją zostawia na rok?

          Nie ma takich okoliczności. Jeśli masz dzieci i jeśli je rozumiesz – wiesz to na pewno. Stąd mój dylemat.

          • Ale to ona ma 7 lat nie Ty. A Twoim zadaniem jest wytłumaczyć jej to w możliwie najbardziej przestępny sposób. Siedmioletnie dzieci rozumieją co się do nich mówi. Zgadzam się, że może jej być trudno poradzić sobie z tym emocjonalnie, ale są to niestety dodatkowe koszty tej sytuacji. Obecnie mamy duże ułatwienia, telefony nie są tak horrendalnie drogie jak 15, czy 20 lat temu. Jest skype, który kontaktu osobistego nie zastąpi ale może złagodzić rozłąkę. A dzieci tęsknią i my za nimi nie tylko jak mają 7 lat. Jak mają po 30, również 🙂 . Poza tym potraktuj to jako lekcję na przyszłość. Takie lekcje uczą pokory i rozwagi. Pozwalają docenić wartość rodziny. Może dzięki temu nauczysz się nie tylko ostrożniej obchodzić z pieniędzmi, ale również docenisz jaką wartością jest posiadanie rodziny i będziesz mógł cieszyć się małżeńskim szczęściem do starości. „Dom do którego wracają dorosłe dzieci, to dom, w którym jest miłość” – nie moje, cytat z Facebooka.Tęsknota uświadamia nam różne rzeczy. I różne rzeczy zaczynamy wtedy cenić. Życie to nieustanne odrabianie lekcji. A na koniec powiem Ci, że nie ma znaczenia czy Twoje problemy są prawdziwe, czy wymyślone na potrzeby tego bloga. Bo mogą przytrafić się każdemu. Tym razem to była wersja „light” 😀

  28. Bardzo dziękuję Wam za niezwykle wartościowe komentarze.

    Umawiamy się właśnie z Michałem na Skype’a, by trochę ten temat „ogarnąć”.

    Zupełnie inaczej ma się sprawa, gdy sam staram się coś przekazać, a inaczej, gdy grono osób pomaga taką sytuację zobiektywizować.

    Bardzo pomagacie – i bardzo jestem Wam za to wdzięczny 😉

    Może już niedługo Michał będzie bohaterem kolejnego podcastu, w którym opowie, jak „dał długom kopa”! 😉

    • Michał - bohater postu

      Marcinie, nie dziel skóry na niedźwiedziu. Od lat próbuję dać długom kopa i na razie mam poczucie kopania się z koniem. Jeśli w końcu dam długom kopa – pochwale się 😉
      M.

        • Michał - bohater postu

          Na prawdę bardzo bym chciał. Dziękuję Ci bardzo za ten wpis. Nie masz pojęcia jak dobrze się czuję i jak znów nabrałem motywacji do dalszego działania. I paradoksalnie czytelniczka Ewa nazywając mnie ciapciakiem dała mi kopa. W końcu jestem kurdę facetem i musze dać swojemu synowi przykład, żeby dziewczyny takie jak Ewa go poważały 😉

          • Dobre 😀 , nie doczytałam wcześniej tego wpisu. I słusznie. Facet jest facetem. Nie może być rozmemłanym, użalającym się nad sobą ofermą. Ma dbać o rodzinę, stawiać czoła trudnościom. I dawać przykład synowi. A córka patrząc na ojca ma wiedzieć kogo wybrać na męża jak dorośnie.

    • Mija rok odkąd zacząłem interesować się tematem finansów osobistych. W tym czasie sporo się dowiedziałem, w jakimś stopniu zacząłem wdrażać proponowane rozwiązania, ale jeszcze daleka droga przede mną. Kojarzę Michała z bloga o walce z długami więc miłe zaskoczenie sprawił mi artykuł w którym dowiedziałem się co u niego słychać. Przy okazji serdecznie pozdrawiam!
      Uważam, że warto byłoby zaprosić do rozmowy kogoś innego. Kojarzę dyskusję radiową gdzie był Pan z Michałem Szafrańskim oraz psychologiem. Przewrotnie powiem, że z mojej perspektywy najciekawsze rzeczy miał do powiedzenia psycholog. Na blogach brakuje mi długiej i poważnej rozmowy ze specjalistą (tym bardziej, że problem dotyczy coraz większej liczby ludzi). Chętnie dowiedziałbym się co ma do powiedzenia w kwestii złych nawyków prowadzących do zadłużania oraz drobnych kroków jakie można podjąć aby utrzmać dyscyplinę (nawet wtedy gdy długi zostaną już spłacone). Nie każdy ma na tyle silną wolę, że powiedzenie mu, że długi konsumpcyjne są bez sensu spowoduje że nie będzie się już zadłużał. Podsumowując nie dociekałbym dlaczego pojawił się pożar, tylko jak go zgasić i zabezpieczyć się na przyszłość.:) Mimo pięknych przykładów powyżej, wszelkie rady mogą mieć efekt krótkotrwały a utrzymanie motywacji przez miesiące/lata wymaga wielu zmian.

      • michal - bohater postu

        tak to prawda, prowadziłem blog walkazdlugami.pl – przestalem, wstydziłem się tego, że sobie z tym nie poradziłem, tzn. ze spłatą.
        W moim przypadku kluczem do wyjścia z długów nie jest brak zarobków. Jest nim tylko i wyłącznie utrzymanie dyscypliny i motywacji.

        • Michale, ja Twój blog także pamiętam i wierzę Ci, że przestałeś go prowadzić z powodu wstydu: wstyd ma w zadłużaniu się różne oblicza i decyduje o wielu złych decyzjach. Trafiłem na Twój blog szukając kiedyś informacji do swojej pracy (jestem psychologiem). I to co pisze Kamil w komentarzu wyżej jest bardzo ważne z kilku względów. Współcześnie ilość tzw. uzależnień behawioralnych, czyli związanych z zachowaniem a nie używkami jako takimi, wyraźnie wzrasta. Nie trzeba sięgać po alkohol, narkotyki, żeby poczuć się lepiej, poczuć się lepszym człowiekiem. Taka „chwilówka” dobrze wpisuje się w ten model: ma być szybko, natychmiast i impulsywnie. I masz rację, że problemem nie jest samo wyjście z długów, tylko zachowanie higieny finansowej, żeby w długi ponownie nie wpaść (albo na zasadzie zastępstwa w coś innego). Z Twojego bloga pamiętam, że pracujesz nad sobą, bo miałeś odpowiednie pozycje w wydatkach – życzę Ci wytrwałości w tym sensie, żeby być szczerym ze sobą tak, na ile masz tego możliwość. Refleksja, powiedzenie sobie, że dasz radę to jedno; one muszą być utrzymywane na odpowiednim poziomie, żeby nie zrezygnować, ale tylko prawda wyzwala. W Twojej dzisiejszej sytuacji boli Cię rozłąka z bliskimi, ale gra idzie o więcej. Nie chcę tutaj snuć hipotez, bo to publiczny przekaz, ale wierzę, że masz tego świadomość.
          Bądź już teraz dumny z siebie. Jest z czego!

      • I to jest właśnie sedno problemu.Dotyczy mnie osobiście.Mam długi ,spore przychody,prowadzę spis wydatków -budżet też,ale ciągle nic z tego nie wynika.Nigdy jeszcze się w nim nie zmieściłam i ciągle wydaję za dużo.Sama nie wiem,jak to się dzieje.Mam plan i każdy kolejny dzień to klapa,kasa przecieka mi przez palce.Mam tabelę zadłużenia,wpatruję się w nią,dobija mnie ilość odsetek,które płacę rocznie-wypasione wakacje dla 2 osób.
        Po przeczytaniu tego artykułu nabrałam znowu motywacji,żeby przykrócić swoją konsumpcję.Walczę-Tobie też życzę powodzenia.

  29. Michale,
    naprawdę świetnie rozumiem Twoje rozterki. Jestem mamą trzylatki i staję właśnie przed nieco podobnym wyborem. Tylko nieco, bo ja zostałabym w kraju i widywała rodzinę niemalże w każdy weekend. I mimo, że może to wydawać się zaledwie niewielkim poświęceniem, dla nie to ogromnie trudny wybór. Boję się, czy sobie poradzą, boję się, że zbyt wiele stracę. A przecież będziemy się spotykać tak często. Jenak perspektywa braku codziennego kontaktu z córką, możliwości jej utulenia – to wszystko sprawia, że już teraz tęsknię, a nawet nie spakowałam walizek. Czy jak postąpię w ten sposób, nie utracimy tej naszej magii? Czy nadal będziemy potrafiły porozumiewać się w ten sam, co dotychczas sposób? Jak to wpłynie na jej rozwój? Na mnie, na męża? Ale jednak wiem, że to zrobię. Dla niej właśnie. Bo mój dług, to również jej dług. Bo moja kiepska sytuacja finansowa, to paskudna atmosfera w domu, to kłótnie i wyrzeczenia non-stop. To fakt, że nie możemy jej zabrać nawet do ZOO (no, chyba że weźmiemy jakąś chwilówkę i z niej zapłacimy za paliwo i bilety). Dlatego pojadę. I zrobię wszystko, by to rozstanie trwało jak najkrócej. I by mimo niego nie utracić „nas”. Myślę, że Tobie radzę to samo. Przetrwaj w jak najlepszy możliwy sposób i wróć do nich, by móc cieszyć się wolnością. Powodzenia!

  30. W sumie to tylko pozazdrościć takiej realacji zarobków do zadlużenia, bo ksozty emocjonalne owszem, są, ale szybko z tego wjdziecie i zaczniecie z czystą kartą. U nas nie było żadnych szans. Dobrze, że zmieniono przepisy o upadłości konsumenckiej, to znalazło się rozwiązanie.

    • Michał - bohater postu

      A napisz jak sobie radzicie po tej upadłości? Nie popadliści znów w dług? Mi się wydaje, przynajmniej tak patrzę po sobie, że dług jest w głowie. Znam wiele osó, które zarabiają niewiele a mają odłożone na czarną godzinę.
      Nawet jeśli odłożyli przez rok tyle, ile ja zarabiam w dwa tygodnie – to po roku ja mam minus 90 000 a oni =10 000
      Żeby mieć te 10 000 – ja muszę zarobić 100 000 – to jest straszne.

      • To była na maksa skompkikowana sytuacja. Na szczęście upadłość dotyczy tylko mojego partnera nie mnie. Wiesz, teraz ma przy boku prawdziwego cyborga finansow osobistych, który ze złotówki chocby te 10 groszy oszczedności wyciśnie 🙂 Jest dobrze, przede wszystkim jest spokój emocjonalny, bez windykatorów itp. Jest plan, idziemy w dobrym kierunku, choć pewnie 80 proc. czytelników tego bloga popukałoby się w głowę, że my w takiej sytuacji jeszcze się na dziecko zdecydowaliśmy 🙂 Najwazniejsze, że jest plan, choć na pewno nei jest to plan „maksimum, bo jednak nie chcemy życ, odmawiając sobie wszystkiego. ale jak się planuje, to nagle te pieniądze się znajdują.

      • Michał, z tego co piszesz wychodzi, że doskonale zdajesz sobie sprawę z mechanizmu wpadania w problemy.
        Teraz wiesz też ile Ciebie to kosztuje emocjonalnie – rozłąka z dziećmi.

        To powinien być wystarczająco mocny kop do zmiany podejścia i obracania każdej złotówki kilka razy przed wydaniem jej.

        Jeśli naprawdę kochasz dzieci (bardziej niż swoje przyzwyczajenia) to się zmienisz, jeśli popadniesz znowu w długi …. to sam potrafisz sobie dopowiedzieć.

  31. Małgorzata

    Michale, chociaż wiem że, rozłąka z rodziną jest dla Ciebie trudna, to z jednej strony możesz się cieszyć że, pracujesz i osiągasz jakieś dochody na spłatę długów. Dużo jest osób na świecie co mają długi. Ja również do nich należę. Poza tym jestem po dwóch chorobach nowotworowych, jestem na I grupie inwalidzkiej ,pobieram dodatek pielęgnacyjny z ZUS-u. Jestem w separacji z mężem alkoholikiem, który prawdę mówiąc jest nierobem. Pracować mu się nie chce. Mam 20-letniego syna który w tym roku zdaje maturę. A sytuację finansową mamy wręcz tragiczną. Nie mogę się wyplątać z długów. Bardzo często zostaję bez środków do życia.

    • michal - bohater postu

      Małgorzato – teraz jest mi wstyd. Moje problemy w porównaniu z Twoimi to nie są żadne problemy. Bardzo współczuję.

  32. Michał dasz radę. Sam zderzyłem się ze ścianą lekko ponad rok temu, podjąłem decyzję o wywróceniu swojego życia do góry nogami (całowicie i nieodwracalnie) i choć jeszcze wtedy bez planu i pomysłu wiedziałem, że trzeba to zrobić. Dziś startuję z kwotą 200tys, z dużo mniejszymi dochodami niż Twoje i przede mną kilka lat walki. Między innymi dzięki Marcinowi mam plan, choć nieco z pomieszaną kolejnością niż jego propozycja, mam wsparcie partnerki, rodziny i przyjaciela, który naprowadził mnie na właściwą drogę. Szkoda, że tak późno ale lepiej późno niż.. później 😉
    Trzymam kciuki za Ciebie, siebie i wszystkich walczących 🙂

  33. Michale,

    przede wszystkim zachwyciło mnie, że piszesz o tym, że dzieci są dla Ciebie najważniejsze. Nie tak wielu jest mężczyzn, dla których sytuacja tak wygląda, więc wielkie ukłony. Już w tym miejscu wygrywasz.

    W którejś z poprzednich odpowiedzi napisałeś, że spłacisz długi w mniej niż 9 miesięcy. Z perspektywy rodziny to prawie nic. Teraz to jest trudne, ale za kilka lat w ogóle nie będziesz pamiętał tego epizodu. Za to zapewnisz rodzinie teraźniejszość bez długów, dzieciom codzienność bez stresu.

    Jeśli Twój wyjazd to niecały rok, to wszystko, co się zmieni w Twojej relacji z dziećmi nadrobisz bez problemu. Spokój finansowy też jest bardzo ważny. A obecność nie musi być fizyczna – skype, telefon pomagają Ci być obecnym w życiu dzieci. Za chwilę będą wakacje – mogą do Ciebie przyjechać.

    Myśl konstruktywnie, analizuj na chłodno – na ile potrafisz. I zdecyduj, czy pozbycie się długów faktycznie jest ważne. Jeśli tak – to jest sens czuć się niekomfortowo, aby za niedługą chwilę zyskać spokój.

    Trzymam kciuki!

    • Michal - bohater postu

      Daria,
      Wydaje mi się, że każdy ojciec jest człowiekiem, dla ktorego dzieci są najważniejsze. Tzn. każdy zdrowy, świadomy ojciec. Podobnie jak każda matka. Oczywiście zdarzają się odstępstwa od reguły i zdarzają się rodzice, którzy krzywdzą dzieci i może faktycznie mężczyzn jest więcej ale decyzja o założeniu rodziny i o posiadaniu dzieci była u nas świadoma i oboje żyjemy dla tych dzieciaków naszych.
      Rozmawiamy przez skype/facetime/whatsapp codziennie i raz w miesący jestem w domu na 4 dni.
      Faktycznie zaczynam myśleć, że chyba trochę się nad sobą użalam za bardzo. Ludzie tutaj, komentujący ten tekst Marcina czasami mają problemy tak duże, że moje problemy przy ich problemach to sielanka.
      Michał

  34. Mam 35 lat. Piszę z perspektywy dziecka, którego tata wyjeżdżał zagranicę do pracy w moim okresie wczesnoszkolnym. Mama dużo chorowała i mną zajmowała się głównie babcia.
    Rozłąka z tatą trwała od kilku tygodni do 6 miesięcy w zależności dokąd wyjeżdżał.
    Babcia i pozostała rodzina (rodzeństwo mamy wraz z rodzinami) dawali mi ogromne wsparcie.
    W czasie najdłuższej nieobecności rozmawiałam z tatą kilka razy przez telefon- musieliśmy jechać do zaprzyjaźnionego przedszkola wieczorem, żeby móc porozmawiać. Ledwo było cokolwiek słychać i często zrywało połączenie. Nikt z mojej rodziny nie miał wtedy telefonu (w Warszawie).
    Nie wspominam tego okresu źle. Może wyparłam źłe wspomnienia. Pamiętam za to radość z prezentów, które ja i moje cioteczne rodzeństwo otrzymywalismy w paczkach i telewizor Sony. Pamiętam radość na lotnisku kiedy tata wrócił z najdłuższego wyjazdu.
    Tata jest moim największym autorytetem- może właśnie dlatego, że zachował się jak mężczyzna. Poświęcił się, zawalczył o przyszłość rodziny kiedy był na to czas. W mojej rodzinie nie było nigdy biedy, ale też nie robiliśmy zakupów w Pewexie (chyba, że z raz po powrocie taty z USA).
    Potem będąc w Polsce pracował bardzo dużo (w latach 90-tych) i mimo tego nasze relacje są bardzo dobre.
    Myślę podobnie jak niektórzy- jeśli się chce to można bez problemu utrzymać relacje na poziomie dobrym i bardzo dobrym.
    Jedna uwaga – nikt z moich bliskich nie dyskredytował taty z powodu wyjazdu typu: wyjechał i już nie wróci.
    Powodzenia 😊.

    • Michal - bohater postu

      Aneto,
      Nawet nie wiesz jak fajnie się poczułem po przeczytaniu Twojego komentarza.
      W dzisiejszych czasach rzeczywiście jest to łatwiejsze. Moje dzieci rozmawiają ze mną codziennie. Tak często, że czasami nie ma o czym pogadać i gadamy o pierdołach.
      U mnie nie ma problemu dyskredytowania mnie z powodu mojego wyjazdu. Decyzja była wspólna, zakomunikowana dzieciakom. Wydaje mi się, że zrobiliśmy to optymalnie.

      I tak jeszcze od siebie. Chciałbym, żeby kiedyś moja córka powiedziała o mnie tak, jak Ty mówisz o swoim tacie. Wzruszające. Musi być doskonałym facetem.

      Pozdrawiam.

      • Michale,

        tak jak napisałeś, z finansowego punktu widzenia nie ma już w zasadzie problemu. Za kilka miesięcy będziesz bez długów, a skoro kontrakt masz do końca roku i wytrwasz – będziesz miał całkiem ładną poduszkę finansową. I tego się trzymaj. Tak jak ktoś napisał wcześniej, Twoja rodzina jest w swoim codziennym trybie tu, w Polsce i chociaż na pewno tęsknią, to zajmują się swoimi sprawami i jakoś wspólnie dacie radę przetrwać czas rozłąki. Napisałeś, że jesteś w Azji, więc wg mnie koszty sprowadzenia tam rodziny na kilka miesięcy i cała logistyka z tym związana mijają się z celem. Mówimy tu o kilku miesiącach, a nie latach. Dzieciaki to bardzo mądre i rozumne stworzenia. Sama jestem mamą dwójki, więc coś o tym wiem. Jesteś kochającym ojcem i skoro macie codzienny kontakt, to one tą sytuację przyjmują jako coś normalnego. Tym bardziej, że regularnie się widujecie. Założę się, że czekacie na te spotkania jak na Boże Narodzenie, tylko macie takie święto raz w miesiącu 🙂
        To co przede wszystkim chciałam Ci powiedzieć, to to, że nie do końca jest ważne ile czasu spędza się z dziećmi. Dużo istotniejsza jest jakość tych wspólnych chwil. Mnóstwo ludzi jest tak zapracowanych, że po pracy czasem na dwóch etatach wracają do domu i są tak zmęczeni, że nie są w stanie poświęcić uwagi swoim dzieciom, a gdy te są naprawde małe, to po prostu już śpią. I co z tego, że tata teoretycznie jest na miejscu, skoro właściwie go nie ma, a nawet jak jest, to się opędza jak od much, bo nie ma siły dla rodziny? Wydaje mi się, że w tej chwili paradoksalnie jesteś z nimi bardziej, niż gdybyś był na miejscu i tyrał od rana do nocy by wyjść z długów.
        Tak jak mówi Marcin: teraz jesteś na wojnie z długami i jest to sytuacja wyjątkowa. Rodzina o tym wie. Najważniejsze, że to jest okres przejściowy. Najtrudniejsze nie jest to co teraz, ale tak jak mówisz to, abyś wytrwał później i taka sytuacja już się nie powtórzyła. Dostałeś niezłą nauczkę i teraz wiesz ile Cie to psychicznie kosztuje. Proponuję sobie zamówić książkę Michała Szafrańskiego „Finansowy ninja” i zabrać ze sobą przy najbliższej okazji jako lekturę do poduszki. Przeczytaj sobie ostatni artukuł na blogu „Kontrakt z sobą samym, czyli dlaczego warto określać sobie żelazne zasady działania”. Idealnie wpisuje się w Twoje problemy z trzymaniem w cuglach swoich finansów.
        Marcin rzucił rękawicę, chce nagrac podcast o Twoim sukcesie, więc nie masz wyjścia. Tyle obcych osób trzyma kciuki, że musi się udać. Dasz rade, bo inaczej byłby straszny obciach 😉 Trochę osób wspiera, trochę dało kopa w tyłek. I metoda kija i marchewki: do przodu!

  35. Napisze też coś od siebie. Długi wywołały wielkie spustoszenie w moim życiu. Prawie 2/3 wypłaty – a zarabiam obecnie 2700 zł na rękę jako starszy specjalista ds sprzedaży w hurtowni farmaceutycznej oddaje do banku. Chłopak z którym byłam 10 lat zostawił mnie przez moje kredyty i za to że bałam się mu o nich powiedzieć. Prawie musiałam zrezygnować ze studiów. A to wszystko żeby poczuć się na chwilę kochaną i zrozumianą – nadmierna konsumpcja, jedzenie w restauracjach i kupowanie sobie miłości… Zastanówcie się 10000 x zanim weźmiecie jakikolwiek kredyt. Dodam że mam 28 lat. Zaczęłam psychoterapie…Gdyby ktoś chciał może do mnie napisać maila. Pozdrawiam czytelników i Ciebie Marcinie, tak mój chłopak też nazywał się Marcin..

    • Trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie problemu długów – dobrze że jest rodzina, mamy o kogo walczyć… myślę, że rok ciężkiej pracy a reszta życia w spokoju jest tego warte.. polecam psychoterapię.. napewno pomoże uporać się z „głową”i emocjami..

  36. Drogi Michale!
    Mam nadzieję, że uda mi się dać Ci trochę wsparcia, choć nie do końca mogę się utożsamiać z Twoją sytuacją. Ja również bardzo przeżywam rozłąkę z rodziną i mogę jedynie próbować sobie wyobrazić co czujesz.
    Mój ojciec zawsze bardzo dużo pracował i również często wyjeżdżał. W okresie mojego dzieciństwa rozwijał swoją firmę i więcej nie było go w domu niż był. Pamiętam, że z każdego wyjazdu przywoził pliki kart telefonicznych ( których używało się kiedyś, aby dzwonić z budek telefonicznych), które później leżały przy naszym domowym telefonie. Pamiętam, że za nim tęskniłam. Ale wiesz co jeszcze pamiętam?
    Pamiętam tą radość, kiedy budziłam się rano i koło swojego łóżka widziałam stosik słodyczy, a potem biegłam do pokoju rodziców. Któregoś razu obudziłam się a nade mną wisiał pluszowy miś (mam prawie 30 lat a pamiętam takie „trywialne” rzeczy). W rodzinie nawet krąży anegdotka o tym, jak z pewnego wyjazdu tata obiecał mi przywieźć jakieś słodycze, ale niestety nie zdążył ich kupić. Więc przed przyjazdem do domu zrobił szybkie zakupy na stacji benzynowej, żebym nie była zawiedziona 😉 . Bardziej pamiętam to jak wracał, niż to kiedy wyjeżdżał. Oczywiście ewidentnie starał mi się to „na bieżąco” rekompensować. Ale w dłuższej perspektywie, już jako osoba dorosła, mogę być mu wdzięczna za wiele rzeczy. Dzięki jego wytrwałej pracy zarówno ja jak i moja siostra mogłyśmy pozwolić sobie na studia dzienne a potem ( i w międzyczasie) na nieodpłatne staże. Zapewnił nam stabilną i bezpieczną przyszłość. Pomógł wystartować w dorosłość. A przede wszystkim nauczył, że na wszystko w swoim życiu należy zapracować i to gdzie się znajdujemy zależy tylko od nas. Dziś mam prawie 30 lat, swoje mieszkanie, auto i szczęśliwe życie prywatne. W przeważającej mierze dzięki mojemu ojcu. Pomyśl, może Ty w tej chwili pracujesz właśnie po to, aby Twoje dzieci w dorosłym życiu nie powtórzyły Twoich błędów?
    Pozdrawiam

  37. Marcinie, mówisz, że od czasu do czasu masz problem z zachowaniem żelaznej dyscypliny w wydatkach. Jest na to prosta rada: włóż do portfela duże zdjęcia swoich dzieci i za każdym razem, kiedy chcesz wydać pieniądze, popatrz przez chwilę na zdjęcia dzieci i odpowiedz, czy aby na pewno potrzebne 🙂 Taka rada na chwile słabości 🙂

  38. Jak dla mnie trafiłaś w samo sedno problemu Aga-to.
    Michał, jeśli przetrwasz Wasze więzi tylko się wzmocnią. Wydaje mi się, że dopadł Cię zagraniczny lęk separacyjny. Kto nie wyjeżdżał na dłużej ten tego nie doświadczył. To co czujesz jest całkowicie normalne. Sama też to przeżyłam wyjeżdżając na rok do stanów. Przez pierwszy miesiąc wyłam po kątach i gdyby nie odległość pewnie bym zrobiła największe głupstwo i wróciłabym do kraju. Myślę, że na obczyźnie mamy zniekształcony obraz rzeczywistości i wszystko odczuwamy mocniej.
    Jakkolwiek to okrutnie zabrzmi to wydaje mi się, że to głównie Ty cierpisz a dzieci i żona po prostu tęsknią. Bez obawy, nic im nie będzie, są w swojej rutynie dnia codziennego.
    Jeśli to przerwiesz, pewnie będziesz pluł sobie w brodę, zwłaszcza, że chyba niewiele Ci zostało.
    Pozdrawiam i życzę wytrwałości.

    • Michał - bohater postu

      Bardzo Ci dziękuję za słowa otuchy. Zaczynam wierzyć w sens tego wyjazdu i nawet myśleć o tym, jak to będzie dziwnie budzić się rano z plusem na koncie. Jestem właśnie w trakcie spisywania zaległości i śmieciowych długów, żeby spojrzeć na to kompleksowo i ułożyć jakiś rozsądny plan spłat z kolejnością tychże i z datami.
      Będę miał przynajmniej jakąś realną perspektywę, datę kiedy to się skończy.

      Pozdrawiam Michał

  39. Panie Michale,
    Z zasady niezbyt czesto komentuje cokolwiek w sieci, ale tutaj chyba nie moge sie powstrzymac.
    Oczywiscie zycze powodzenia w splacie dlugow oraz pozytywnych relacji z rodzina. Jednak nie moge przestac sie zastanawiac jakim cudem z takimi zarobkami udalo sie Panu uzbierac tyle dlugow. Oczywiscie jesli to jakies ekstremalne wydarzenia zyciowe typu choroba, to oczywiscie nic nie mowie. Ale jesli zwykle zachcianki to jest to dla mnie szok. W mojej wypowiedzi nie ma nic ze zlosliwosci, tylko po ludzku zastanawiam sie jak to mozliwe. Jestem studentka, dochody mojej rodziny pozwalaja mi na otrzymywanie stypendium, ktore wynosi niecale 800zl. 500zl place za mieszkanie, oplacam sama abonament do telefonu, reszta pieniedzy jest na zycie- jakies 200 zl. I to mi wystarcza, przy odpowiednim zagospodarowaniu pieniedzmi. Reszte pieniedzy z jakis dodatkowych prac, ktore czesto przyjmuje (niestety inensywnosc studiow nie pozwala mi na stala prace, ale w wakacje i wolny czas taka mam zawsze) odkladam. Dlatego jakby porownujac, oczywiscie tylko pobieznie bo nie znamy swoich historii zastanawiam sie jak beztroskim trzeba byc w wydawaniu pieniedzy, by przy takim dobrym starcie wyjsc az tyle ponad stan.
    Nie mniej zycze powodzenia i trzymam kciuki
    E.

    • Ewo, ja miałam czas w swoim życiu, gdy wyprowadziłam się z domu przed maturą i mogłam wydać tygodniowo nie więcej niż 20 pln na jedzenie. Kupowałam bochenek chleba, sześć jajek i serek topiony. Jadłam jedną kanapkę na każdy posiłek. W życiu nie zapomnę tego smaku i tego, czego mnie ta sytuacja nauczyła.
      Przede wszystkim odkryłam, że gdy samodzielnie i świadomie podejmujemy jakąś decyzję, łatwiej nam się pogodzić z jej konsekwencjami. Jeśli czujemy, że mamy moc sprawczą, wierzymy w dobrą zmianę. Dla mnie najważniejsza była wolność, samodzielność, niezależność, odcięcie się od toksycznych relacji. To była ważniejsze od wszystkiego. Ale byłam sama, nie narażałam dziecka, czy innej zależnej ode mnie osoby na mój wybrany los.
      Wszystko się zmienia, gdy jest rodzina, gdy są dzieci – takich decyzji nie można podejmować za nich. Dziecko musi dobrze się odżywiać, mieć pieluchy, oliwkę do kąpieli i w razie potrzeby środki na lekarza. Rodzina ma swoje prawa, już nie można mieszkać nigdzie, trzeba gdzieś, a to kosztuje. A oszczędzanie jest szczególnie trudne w sytuacjach, gdy ludzie nie mają doświadczeń jak my, bo nigdy nie żyli na granicy ubóstwa. Lub odwrotnie – bieda nie była ich wyborem i teraz kompensują sobie wszelkie braki z trudnych czasów zadłużając się niemiłosiernie.
      Jedno jest pewne – osoby, które z wyboru żyją oszczędnie, które podejmowały trudne i kosztowne decyzje w swoim życiu, mają większe szanse, aby nie ulec konsumpcjonizmowi i żyć dobrze. Myślę, że Michał wiele zrozumie przez ten rok z dala od rodziny. Może ten czas jest dla niego tym, czym dla nas biedne życie w czasie studiów. Taka lekcja zostaje na zawsze, a dobrze przepracowana, daje owoce w postaci naprawdę dobrego życia. Czego życzę Tobie i wszystkim czytelnikom bloga Marcina 🙂

  40. Witam Wszystkich !

    Widze ze rozpetala sie ciekawa dyskuja, moze i ja dodam swoje 3 grosze :-). Wydaje mi sie ze kazdy ma indywidualna sytuacje i nawet wszystkim slowami nie da sie wyjasic gdzie ktos jest w danym czasie, na jakim etapie zycia i jak to wyglada. Sam jestem w podobnej sytuacji, pracuje Zagranica. Zonka byla tutaj ze mna ale postanowila wrocic do PL i urodzic dziecko. Na razie czekam na nich, zobaczymy jak dlugo :-). Chetnie bym sie dawno tez zebral juz do Polski ale zawsze nie wszystko jest takie latwe. Tutaj mam prace i dzieki niej mozemy spacic mniejsze dlugi ( narobilo nam sie troche tego przez rozne przeprowadzki, wykonczenie mieszkania i inne zyciowe sprawy) i nadplacic kredyt mieszkaniowy. Powrot teraz do Polski z wizja niesplaconych dlugow konsumeckich i raty kredytu hipotecznego nie wydaje mi sie dobrym rozwiazaniem. Syn ma dopiero 3 miesiace, oprocz mamy z jedzeniem, spania i przewijania pieluch nie wiem czy tata mu teraz az tak bardzo jest potrzebny, hehe. Na pewno ktos by sie przydal do noszenia itd. Jednak w Polsce moje zona z malym, pierwszym dzieckiem czuje sie lepiej. Ma wsparcie mamy, swojej rodziny, mimo iz jestesmy na odlegosc. Wiadomo, ze nie jest to sytuacja idealna, tak jak powinno byc, no ale nikt nie mowil ze bedzie latwo. Zobaczymy co czas pokaze, zakladam ze zycie napisze swoj scenariusz i dopiero z czasem dowiemy sie czy podejmujemy dobre czy zle decyzje. Niektorzy sie tutaj troche podenerowali, moze zazdroszcza ze bohater zarabia 20 tys PLN i czemu tak wolne splaca swoje dlugi :-). Zawsze sa inne wydatki i nie wszystko da sie tak latwo zaplanowoc np za pomoca excela. Poza tym wiekszosc wie ja to wyglada w Polsce. Nieoszukujmy sie kto nie ma kogos w rodzinie kto pracuej Zagranica. Bylem w kilku krajach, jest Nas mnostwo. Tacy ktorzy sa na stale, na jakis czas, na czarno, przez Polskie firmy, agencje, z rodzina lub bez. Jedni przejzezdzaja na chwile, zostaje na dluzej. Drudzy mieli przyjechac na cale zycie, juz wrocili :-). Dlatego pewnie tyle mamy tanich polaczen lotniczych przez Rayanera, Wizzaira, Easyjeta, Norwegiana etc. Takze Michal takich jak Ty mysle ze sa setki tysiacy, osob gdzie rodziny maja w Polsce. W mediach oczywicie podaja ze tylko 2 mln wyjechalo. Moim zdaniem jesli policzyc by wszystich, dodatkowo tych ktorzy np pracuje sezownowa Zagranica i utrzyumja sie i cale rodziny, to pewnie 5 mln moznyaby powiedziec spokojnie. Wedlug mnie jesli nie otwarto by granic bysmy juz mieli w Polsce z 2 rewolucje ;-). A tak jakos ludzie wyjezdzaja i to ciagnie. Przepraszam chyba juz zszedlem na inny temat. Chcialem tylko powiedziec ze wiekszosci ludzi w Polsce zyje sie ciezko. Ciezko z praca, mieszkaniem, zalatwianiem przedszkola itd. Przeciec nie kazdy ma mgr, ja sam mam i musi tez jakos przetrwac. Takie bicie glowa w mur jak jak to nazywam :-). Ale grunt to pozytywne myslenie i dlatego pewnie mamy tyle rodakow Zagranica, ktorzy decyduja sie na takie wyzwania. Z drugiej strony, czy aby nie zabardzo przesadzamy z tym czasem ktory jest potrzebny dzieciom i roznymi gadjetami. Moji dziadkowie mieli 5 dzieci i gospodarstwo. Czasu ktory mogli poswiecic dzieciom nie mieli za wiele, a tak wszyscy wychowali sie i maja swoje rodziny. Dawniej byly wojny itd. Wiadome, im wiecej mozna poprzebywac z dziecmi tym lepiej, ale jak ze wszystkim wydaje mi sie zeby nie ulec przesadzie. Oczywiscie ze tesknie za swoja rodzina ale staram sie myslec pozytwynie, odwiedzac ich co 2-3 tygodnie. Nie wiem kiedy bedziemy razem, pewnie nie szybciej jak Ty Michal, ale staramy sie myslec pozytywie. Takze nie ma co sie nad soba urzalac tylko glowa do gory !

    Dziekuje za mozliwosc wypowiedzania sie. Sorry za brak polsich znakow i bledow, pisalem szybko co mi mozg i serce przynioslo na mysle :).

    Pozdrawiam tych co w Polsce i Zagranica.

    • Tome, poruszasz bardzo ważny temat związany z możliwością wyjazdu i zagranicznej, godziwej pracy i płacy. Gdy ja po maturze i jeszcze przed studiami pojechałam do Londynu zarobić na studia, nie dość, że miałam ogromny problem z wjazdem do Anglii, to jeszcze nie mogłam pracować bez zezwolenia, które było trudno uzyskać, a praca na czarno była obciążona takimi historiami jak wyzysk i… nie otrzymanie pełnej zapłaty w jednej z tamtejszych fabryk. Wiele upokorzeń związanych z tym, że byliśmy poza Unią, czyli wszelkie wstępy wielokrotnie droższe, bilety bez zniżek studenckich (uczniowskich). Dochodzi do tego fakt, iż wychowałam się w komunizmie, gdzie angielski nie był językiem popularnym w szkołach – uczyłam się rosyjskiego, łaciny, a maturę zdawałam z francuskiego. Marzyłam, że po lepsze życie pojadę za granicę.
      Dziś jest łatwiej, jesteśmy obywatelami świata, możemy podróżować, zarabiamy przyzwoicie także w kraju, a jeśli nie, mamy szansę wyjechać, aby poprawić swój byt. Gorsze od tych możliwości jest nie posiadanie nawet takiego wyjścia :-))))
      Dlatego zamiast narzekać, cieszmy się tym, co jest nam dane :-))) Korzystajmy z możliwości zamiast narzekania na koszty podejmowania trudnych decyzji.

      • Dzięki Aga-ta za komentarz, bo już myślałem, że nikt się nie odezwie i rozejdzie się po kościach :-). Czuję się lepiej, hehe. Pozdrawiam i dzięki za zrozumienie.

  41. Nie rozumiem, ludzie są zaskoczeni, że jak biorą kredyt/pożyczkę, to potem trzeba oddać? No przecież nikt nikomu tych pieniędzy na siłę na konto nie wciska, sama nieraz myślałam o kredycie, ale jak policzyłam, ile mi zostanie po opłacaniu rat, to zrezygnowałam.

Odpowiedz