7 warunków, jakie powinna spełniać najlepsza praca. Sprawdź, jaka jest Twoja.

47

Jaka powinna być praca marzeń? Łatwa, przyjemna i dobrze płatna? W pierwszym odruchu właśnie te odpowiedzi przychodzą do głowy. Wystarczy jednak chwilę się zastanowić, aby zidentyfikować prawdziwe warunki “najlepszej pracy”. Oto siedem z nich, które moim zdaniem są najważniejsze.

W tym roku częściej będę poruszał na blogu tematy związane z pracą. Dlaczego? Pierwszy powód to oczywiście proste równanie:

ZAROBKI – WYDATKI = OSZCZĘDNOŚCI

Zwiększanie zarobków jest prawie najważniejszym sposobem na poprawę własnych finansów (tuż po tym, jak nauczymy się panować nad wydatkami, bo bez tej umiejętności zarobione pieniądze i tak przepuścimy). Drugi powód jest jeszcze ważniejszy – spędzamy w pracy niemal połowę życia, warto więc robić to, co da nam poczucie radości i satysfakcji. Jakie warunki powinna spełniać nasza praca, abyśmy tak właśnie się czuli?

Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że robię to, co bardzo lubię. Nie zawsze tak jednak było. Wiem, że wielu z Was spala się psychicznie w swojej pracy, frustruje, ma wrażenie, że “to nie to” lub desperacko szuka swojego miejsca. Widzę to w Waszych mailach:

Od dłuższego czasu szukam swojego miejsca… Skończyłam dwa kierunki studiów na „prestiżowych” polskich uczelniach – AGH i Uniwersytet Jagielloński.  Turystykę i Rekreację (specjalność: geoturystyka) oraz Zarządzanie Zasobami Ludzkimi. Oczywiście próbowałam też znaleźć swoje miejsce m.in. na Ochronie Środowiska czy Geografii…ale tam czułam, że to nie jest dla mnie. W czasie studiów działałam w różnych organizacjach studenckich, pracowałam m.in. w hostelu i podejmowałam się prac dodatkowych,  działałam w różnych wolontariatach.

Po studiach rozpoczęłam pracę w branży turystycznej: najpierw w biurze podróży, później jako pilot wycieczek krajowych i zagranicznych i myślałam, że to będzie to… Jednak intensywna praca doprowadziły do mojego szybkiego wypalenia… Postanowiłam spróbować czegoś na etat, statecznego…i już po 3 miesiącach wiem, że to nie to…. I jestem w tzw. kropce….

Z drugiej strony sama nie wiem czego do końca chcę…Mam przeróżne pomysły, ale żaden z nich nie powoduje, że czuję taką nutkę podniecenia i chęć spróbowania właśnie tego…Może po prostu, ze mną jest coś nie tak? Dodam jeszcze, że ogólnie jestem osobą aktywną i pozytywnie nastawioną do życia…tylko męczy mnie fakt, że nie wiem co ja chcę w życiu robić i do czego zmierzać….

Wszystko jest jak najbardziej “tak”, a świadome szukanie swojej drogi w życiu jest dla mnie przejawem mądrości, dojrzałości i odpowiedzialności. Kiedyś napiszę o tym więcej. Na razie mam dla Was krótką listę warunków, które powinna spełniać praca, by dać nam poczucie spełnienia i satysfakcji.

1. Angażująca

Praca łatwa i przyjemna? Niemożliwe. Zbyt łatwa szybko się znudzi i będzie mało przyjemna. Dlatego warto szukać pracy, która wymaga od nas wysiłku intelektualnego i ciągłego rozwoju. Jaka praca będzie nas angażować?

a) różnorodna – nie robimy w kółko tego samego,
b) z jasnym celem – wiemy, co mamy osiągnąć,
c) z informacją zwrotną – wiemy, jak nam idzie i czy robimy postępy,
d) dająca nam swobodę – nawet jeśli pracodawca decyduje CO robić, my możemy zdecydować JAK.

Czy Twoja praca potrafi Cię “wciągnąć”?

2. Jesteś w tym dobry

Im lepszy będziesz w tym, co robisz, tym bardziej satysfakcjonująca będzie Twoja praca. Będziesz zapraszany do bardziej wymagających projektów, obdarzą Cię większą odpowiedzialnością i będą Ci lepiej płacić.

Aby “być” w czymś dobrym, trzeba najpierw “stać się” dobrym. Jednym słowem: musisz rozwinąć umiejętności niezbędne do efektywnego działania i dostarczania najwyższej jakości.

Umiejętności dają pewniejszą gwarancję satysfakcji niż “zainteresowanie” pracą (przez niektórych określane mianem pasji). Jeżeli nawet bardzo interesujesz się fotografią, ale nie masz talentu do robienia świetnych zdjęć, fotografia zacznie Cię frustrować, a  zainteresowanie szybko się skończy. Zostaw to sobie jako “hobby”.

3. Pracujesz z właściwymi ludźmi

Dobre relacje są bardzo ważne. I nie chodzi o to, by w pracy szukać “przyjaciół”. Często nadużywamy tego określenia. Chodzi o pracę z ludźmi, którzy nas inspirują, rozwijają i od czasu do czasu dają nam “kopa w tyłek”.

Jeśli pracujesz w toksycznym otoczeniu – wydrenuje ono z Ciebie pozytywną energię. Na dłuższą metę nie ma sensu się użerać – na świecie jest wiele miejsc, w których pracują sensowni ludzie.

Tu drobna uwaga: jeśli kilka razy zmieniałeś pracę i za każdym razem dochodzisz do wniosku, że “z tymi ludźmi nie da się jednak pracować” – problemem możesz być Ty 😉

4. Zaspokaja Twoje podstawowe potrzeby

Zarówno materialne, jak również fizyczne. Wiem, że może to zabrzmieć trywialnie, ale jeśli zarabiasz zbyt mało, pracujesz zbyt długo, dojeżdżasz ponad godzinę w jedną stronę (do/z pracy) – to wkrótce zabraknie Ci czasu na odpoczynek, energii na pozytywne relacje z rodziną oraz pieniędzy na życie.

Nie rozumiem tego, ale wiele osób przez lata trzyma się takiej pracy, nie poszukując alternatywy. I wciąż narzekają…

5. Pomaga innym

To jeden z najważniejszych punktów. Jeśli naprawdę myślisz o głębokiej satysfakcji z pracy, musisz czuć, że pomagasz innym ludziom, a Twoja praca niesie ze sobą “coś dobrego”. Nie wystarczy, że zapłaci Twoje rachunki i pomoże się wzbogacić. Musisz naprawdę czuć, że robisz coś dobrego dla innych. Bez tego o satysfakcję będzie trudno. Łatwo będzie za to o cynizm (pozdrawiam kolegów z koncernów tytoniowych 😉 ).

6. Jest spójna z Twoimi wartościami

W poprzednim punkcie założyłem, że “pomaganie innym” jest spójne z Twoimi wartościami 🙂 Mam nadzieję, że tak właśnie jest.

Jeżeli czujesz wewnętrzny konflikt z własnymi wartościami, jeżeli czujesz, że pracodawca “zmusza Cię” do działania wbrew Twoim zasadom – zapomnij o satysfakcji z pracy.

7. Pasuje do Twojego pomysłu na życie

Zbyt wiele osób szuka jakiejkolwiek pracy, byleby tylko “przeżyć” lub “trochę więcej zarobić”. Rozumiem to doskonale – szczególnie w przypadku osób, które walczą z długami. Nie może to jednak trwać długo!

Znam parę osób, które obiecały sobie, że popracują w “szczurowni” przez kilka lat (to nie moje określenie – to cytat), po czym zapominają o swoich prawdziwych marzeniach. Awanse, podwyżki, lepszy samochód służbowy, miejsce na parkingu oraz… poczucie frustracji i wypalenia.

Ta lista wydawać się może ogólna, ale… Spójrzcie na swoją pracę przez pryzmat tej listy. Jeśli nie jesteście z tej pracy zadowoleni, sprawdźcie, którego elementu brakuje? Uświadomienie sobie tego może być pierwszym krokiem, by zacząć coś zmieniać.

Co myślicie o tej liście? Co jeszcze warto do niej dopisać? Jesteście zadowoleni z własnej pracy? Podzielcie się swoim doświadczeniem w komentarzach i pomóżcie osobom, które ciągle szukają swojego miejsca 😉
Serdecznie zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 9 235 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze47 komentarzy

  1. Zarabiać na pasji zadowalające pieniądze.
    To cały sekret. I największa trudność, bo nie jest łatwo odnaleźć pracę w dziedzinie, która jest naszą pasją i równocześnie pozwala zarobić odpowiednio do własnych potrzeb ( oraz oczekiwań).

    Jest u Ciebie mądry często we wpisach wzór „ZAROBKI – WYDATKI = OSZCZĘDNOŚCI”

    Znajdź Marcinie podobny wzór na zdobycie takiej pracy jak opisana powyżej i połowa Twojego bloga stanie się niepotrzebna 😉

    • Cześć Sebastian,

      Z tym zarabianiem na pasji różnie bywa. Sama pasja, nawet największa, nie wystarczy. Warunkiem jest to, aby była to pasja „rentowna” – czyli taka, która kreuje realną wartość dla innych ludzi i Ci ludzie będą gotowi za tę wartość zapłacić.

      Pasja nie mająca tych cech może być moim zdaniem co najwyżej przyjemnym hobby.

      Natomiast dobra wiadomość jest taka, że jeśli wykonujemy pracę, w której z czasem stajemy się coraz lepsi, krok po kroku staje się ona nasza pasją.

      Z pasją nie trzeba się „urodzić”. Nie trzeba jej nawet odkrywać we wczesnej młodości. Można ją sobie „wyhodować” 😉

    • Problem jest taki że jeśli z pasji zrobisz prace to istnieje ryzyko zabicia pasji 🙁
      Ale ponieważ praca ciągle zajmuje nam większość czasu to lepiej robić coś co się lubi i może nie cieszyć się na myśl o poniedziałku ale żeby przynajmniej ciarki nam po plecach nie przechodziły na samą myśl o nim 😛

      • No właśnie też się nad tym zastanawiam. Uważam, że żeby odnieść sukces trzeba znaleźć coś co nas interesuje i zostać w tym specjalistą. Mój mąż natomiast stwierdził, że jeżeli zrobimy z pasji pracę to nam ona zbrzydnie – że zabije się pasje tak jak piszesz.
        Może ktoś kto łączy pracę z pasją będzie coś umiał na ten temat powiedzieć.

      • Hej Łukasz,

        Dziękuję za link – artykuł faktycznie ciekawy. Moje podejście do pasji jest proste: im lepsi stajemy się w pracy, spójnej z naszymi mocnymi stronami i wartościami, tym większą pasją się ona staje.

    • Albo zmienia się swoje działanie w taki sposób, aby nie było powodów do narzekania 😉
      Jeśli nie pomoże – to faktycznie – warto zmienić pracę.

  2. Ja mam kilka ważnych kwestii do dodania.
    Dla mnie praca jest ciągłym wyzwaniem, codziennie zmagam się z nowymi zadaniami, uczę się przez to bardzo dużo i chyba jest to, co podoba mi się najbardziej.
    Tylko wiele zależy od nas samych. Podejścia do poszukiwania pracy, planowania, kształcenia i chęci zmiany na lepsze.
    Skończyłam Akademie Morska- chciałam pływać, później rodzina okazała się ważniejsza. Pracowałam w gastronomii- najszybciej mogłam tam znaleźć prace. W międzyczasie podyplomowka z administracji. Staż w sądzie i później oferta pracy. Teraz jestem kadrowa, prowadzę duże biuro, zatrudniam pracowników, studiuje. Jeszcze dużo muszę się nauczyć, ale już wiem ze mam silna pozycje na rynku pracy.
    Życzę żebyście byli szczęśliwi 😉

    • Hej Aga,

      Zwracasz uwagę na ważna rzecz – na to, że bardzo wiele zależy od nas. Nie wszystko – ale bardzo wiele.

      Powodzenia w rozwoju Twojej działalności – super, że sprawia Ci to tyle przyjemności 😉

  3. A ja wyczytałam coś takiego:
    * cieszę się na myśl o pójściu do pracy,
    * ekscytuje mnie to co robię,
    * czuję, że mój wkład pracy jest szanowany i doceniany,
    * odczuwam dumę, mówiąc o mojej pracy,
    * lubię i szanuję ludzi, z którymi pracuję,
    * optymistycznie patrzę w przyszłość

    Jakby się głębiej zastanowić, to jest to spójne z tym, co Ty napisałeś., tylko bardziej „od serca” 🙂
    pozdrawiam

  4. Jestem reprezentantem „szczurowni” po których bujam się od początku pełnoetatowej „kariery” zawodowej tj jakieś 3,5 roku. Obecnie to już moja trzecia praca. Dzięki zmianom pracy (tak się w to gra!)doszedłem do zarobków rzędu 5000zł netto. Zaczynałem z pułapu 3000zł. Uważam, że jeśli ktoś pracując w tym sektorze twierdzi, że praca jest jego pasją to kłamie. Z zazdrością słucham o łączeniu pracy z pasją ale jednocześnie twierdzę, że droga którą idę jest ok. Ni mniej ni więcej. Satysfakcję i siłę czerpie z poza pracy. Wszystko co robię, robię dla rodziny i bardziej satysfakcjonuje mnie bycie tatą i mężem niż te wszystkie procesy, targety, oceny czy awanse.

    • Hej Łukasz,

      Poruszasz bardzo ciekawą sprawę, która daje mi pretekst do kilku przemyśleń.

      1. 3,5 roku – to jednak dość krótko. Nie ma nic niepokojącego w tym, że ktoś na początku kariery pracuje „w szczurowni” – to często świetny sposób na zdobycie świetnego doświadczenia, większych zarobków i przede wszystkim, bardzo cennych umiejętności (konieczność świetnego zarządzania czasem i priorytetyzowania, efektywnej komunikacji, pracy pod presja czasu i radzenia sobie ze stresem). Jeśli młodzi ludzie nie mają za bardzo pomysłu na siebie, to taka „szczurownia” jest świetnym poligonem przygotowującym do większym wyzwań.

      2. Problem jest wtedy, gdy mija 10 lat, a my ciągle „w szczurowni” i ciągle z przekonaniem, że to tylko chwilowe. Możemy tłumaczyć sobie, że „to dla rodziny” – ale na dłuższą metę frustracja jest gwarantowana. Mamy JEDNO życie – nie ma sensu dzielić go na to „kiepskie” – w pracy i „fajne” po pracy. Nie ma sensu, bo można mieć fajnie i tu i tu. Znam osoby, które tak ciężko pracowały w „szczurowni” dla rodziny, że rodzina już dawno od nich odeszła…
      Warto szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie jak długo chcemy to robić.

      3. Świetne jest to, co piszesz, o „ładowaniu baterii” poza pracą. Faktycznie nabranie odpowiedniego dystansu i czerpanie satysfakcji z życia rodzinnego bardzo pomagają przetrwać trudne chwile w „szczurowni”. Warto jednak z wyprzedzeniem odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie są priorytety. To znaczy – jeśli na przykład praca w szczurowni negatywnie przełoży się na relacje w rodzinie (brak czasu, stres, frustracja, zmęczenie) – co będziesz gotowy poświęcić? Szczurownię (prestiż, zarobki, awanse, pochwały, akcję…) czy rodzinę? Wiele osób poświęca o drugie, choć deklaruje inaczej…

      • Ja bym dodała jeszcze jedno: obecnie jest „hossa” na rynku pracy. Myślę, że trzeba poczekać na „bessę” – wówczas wiele w „szczurowniach” się zmienia. I trudniej wtedy powiedzieć, że nie dba się o targety, oceny itp. Niestety w takich miejscach zwalniają bez żadnych skrupułów. Wtedy też fajnie można zweryfikować czy nasze wartości są spójne z naszym miejscem pracy

        • Jeszcze tylko dodam, że artykuł bardzo fajny i życiowy 🙂 Sama nie dawno stanęłam przed dylematem co dalej – pracować w firmie zarządzanej jak korpo, za dobre pieniądze ale raz w tygodniu z takim bólem głowy, że nie mogłam wstać z łózka czy spróbować coś na własną rękę i żyć po swojemu.
          Decyzja oczywiście bardzo ciężka i wymagająca bardzo dużo pracy nad przeformułowaniem myślenia – szczególnie w zakresie pracy od rana do nocy i w weekendy (a co się z tym wiążę zaniedbywania rodziny), nie myślenia, że ciągle ktoś będzie miał pretensje lub musi mieć wszystko na już (ciągły stres).

          Jednak mówię Wam, że warto! 🙂 Trzymam kciuki za wszystkich którzy podejmują decyzję o zmianie:-)

  5. Hmm mam podobny problem 🙂 skonczyłam dwa kierunki studiów, pracuje w jednej firmie 5 lat. Powoli zaczynam odczowac ze nudzi mnie moja praca. Czuje ze stoje w miejscu… I nic ciekawego sie juz w niej nie naucze ani nic nowego nie wyniose… Szanse na awans marne 🙂 Ale nie poddaje sie i sama sie doszkalam, podnosze swoje kwalifikacje zawodowe. Wskazówki we wpisie cenne. 🙂 pozdrawiam

    • Hej Patrycja,

      Może jednak czegoś się jeszcze nauczysz, a awans jest w zasięgu ręki.
      Kiedy rozmawiałaś ostatnio z przełożonymi o awansie? Zapytaj ich jak widzą Twoje szanse? Co musi się zdarzyć, abyś awansowała? Jakie powinnaś ich zdaniem spełnić warunki? Kiedy to może się stać, jeśli warunki spełnisz, itp.

      Nie ma co siedzieć cicho i czekać na swoją kolej. Trzeba jasno (ale mądrze i w odpowiednio wyważony sposób) komunikować, że chcesz więcej odpowiedzialności i jesteś na to gotowa.

      Wiele osób myśli tak: „skończę kolejne studia, lub kurs – wtedy mnie awansują. Tak to nie działa. Najpierw lepiej otwarcie porozmawiać z przełożonymi. Mogą nie mieć pojęcia, że chcesz awansować…

      • Cześć Marcin,

        Bardzo dziękuję za Twoją odpowiedź. W moim przypadku problem jest bardziej złożony.
        Moja firma jest nastawiona na handlowców, którzy jak by nie patrzeć pracują na całą firmę i szefostwo.
        Jestem pracownikiem biurowym i odpowiadam za wszystkie sprawy administracyjne, księgowe, prawidłowy obieg dokumentów, organizacja cyklicznych spotkań firmowych, czyli patrząc obiektywnie generuje koszty dla mojego pracodawcy ale moja praca też jest ważna. Atmosfera w pracy bardzo dobra, nie mogę narzekać. Zarobki nie powalają, gdybym miała się sama utrzymać to musiałabym wybierać co miesiąc za co zapłacić. Przyznanie podwyżki jest uzależnione od naszej „matki” która jest za granicą. Obecnie prowadzone są rozmowy roczne, zamierzam zgodnie z Twoja sugestią porozmawiać z moim szefem jak dalej widzą moją ścieżkę rozwoju w firmie i czy jest szansa na awans. 🙂 Jeżeli nic sensownego nie wyniknie z rozmowy to zabieram się za poszukiwania nowej pracy. (chociaż od 2 miesięcy kiełkuje w mojej głowie pomysł na własną działalność, nie chce dużo ryzykować gdyż nie posiadam wystarczającego kapitału na rozwinięcie firmy)
        Jak wiadomo sama dobra atmosfera dobrze wpływa na mój stan psychiczny, ale nie wpływa na polepszenie mojej sytuacji finansowej.
        Jeszcze raz dziękuje Marcin. Pozdrawiam.

        Ps. Z niecierpliwością czekam na kolejny wpis.

  6. Moja praca jest bliska najlepszej, ale niestety tylko bliska.
    Lubię to co robię, mam wrażenie że jestem w tym dobry, pracuję w ekipie świetnych ludzi i zazwyczaj sprawia mi to satysfakcję.
    Niestety warunek 4 spełnia ledwo, bo co prawda na podstawowe potrzeby wprawdzie starcza, ale oszczędności powalające nie są.
    Zastanawiałem się nad zmianą, ale pracuję w tej branży, ale słuchając opowieści znajomych o pracy której nie lubią, o współpracownikach z którymi mają wiele problemów, o normach nie do wykonania, czy wreszcie o tym, że zwyczajnie strasznie się w niej męczą, skutecznie mnie do tego kroku zniechęca.
    W mojej branży wiele więcej zarobić się nie da, a w każdym razie jest to dość trudne (ale wiedziałem na co się decyduję, więc nie narzekam), zaś rzucenie tego i zaczynanie od zera oprócz wspomnianych wcześniej „niedogodności” zapewne spowodowałoby ograniczenie zarobków do poziomu gdzie na pkt. 4 przestałoby wystarczać.
    Na jesieni kończy mi się umowa – ostatnia „czasówka” i mam nadzieję że przy umowie na stałe uda mi się wynegocjować lepsze stawki, bo pomijając je, warunki mam niezłe i to właśnie one trzymają mnie w tym miejscu.

    • Marcin,

      Z opisu wynika, że Twoja praca spełnia najważniejsze warunki, o które zwykle jest znacznie trudniej, niż o pieniądze.
      Podrzucę Ci kilka pytań do przemyślenia:

      – Ile zarabiają osoby, które są absolutnie najlepsze w Twojej branży w Polsce?
      – Czy taki poziom dochodów będzie dla Ciebie OK?
      – Co te osoby robią? Gdzie pracują? Czym się zajmują? Jak to robią? Na czym polega ich sukces?
      – Co musisz zrobić (jakich nabyć doświadczeń, umiejętności, kontaktów, itp..), aby dołączyć do grona tych absolutnie najlepszych?
      – Ile czasu sobie na to dajesz?
      – Od czego zaczniesz dziś?

      Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli ktoś jest bardzo dobry, w tym co robi, to zarobki również są dobre.

      • Witaj Marcinie,

        poziom zarobków najlepszych jest jak najbardziej akceptowalny, aczkolwiek do niego czeka mnie jeszcze spory kawałek drogi. Mam jeszcze 8 miesięcy do końca mojej obecnej umowy i staram się je wykorzystać na zdobycie nowych umiejętności i wykazanie swojej przydatności także w rzeczach których dotąd nie robiłem, zastanawiam się też nad nauką dodatkowego języka który oprócz obecnie używanych w tej lub innej pracy się przyda, choć akurat na to może zabraknąć mi bieżącego czasu.

        Niemniej dziękuję za rady, bo dzięki nim zdałem sobie sprawę że większość rzeczy robię dość intuicyjnie, w czasie gdy przydałby się konkretny plan, najlepiej z kamieniami milowymi ;).

        Z niecierpliwością czekam na kolejny wpis.

        Pozdrawiam,
        Marcin

  7. Jeśli ktoś nie lubi swojej pracy to trzeba ją po prostu zmienić. To banalne ale i tak sporo ludzi tego nie robi. Nie chce wychodzić ze swojej strefy komfortu.

    Można też rozwijać własny biznes po godzinach, żeby z czasem skupić się tylko na nim. Prawda Marcin? 😉
    Sam planuję za jakiś czas tak zrobić. Sprawdzam moje pomysły na mały biznes. Właśnie wypuściłem pierwszą wersję produktu, który udostępniam za darmo, żeby zebrać uwagi jak go poprawić i ulepszyć. Kosztował mnie trochę pracy i pieniędzy ale satysfakcja przy jego projektowaniu i tworzeniu a teraz zbieraniu uwag jest ogromna 🙂

  8. Może trochę mało popularny temat zapodam: co z poczuciem własnej wartości? Znacie jakieś artykuły, blogi temu poświęcone?
    Podziwiam ludzi wierzących w siebie, którzy maja odwagę ryzykować, zmieniać pracę na lepiej płatną. Jestem uporządkowana i mega oszczędna ale zarabiam krytycznie mało. Możecie mi zarzucić frustrację – i pewnie macie rację.
    Powiem tylko, że od pewnego czasu jestem „frustratką na odwyku”, podnoszę kwalifikację i ostatnio zaczęłam wyznaczać sobie maleńkie cele typu – znajdę dodatkowe zlecenie i zarobię dodatkowe 50zł. Dla mnie to będzie sukces i krok do przodu 🙂

    • Halo Asia,

      naprawde warto ryzykowac bo dzieki temu nie stoi sie w miejscu tylko sie ciagle rozwija. Dlugo sobie z tego nie zdawalam sprawy, ze jestem typowym okazem ryzyko ponoszacej osoby. Dlatego wyjechalam z kraju w wieku ok 23 lat. Wybralam Niemcy bo jezyka ich uczylam sie w Liceum. Wybralam dlatego ze wtedy moj chlopak i przez jego korzenie ( Niemiecka przeszlosc) rowniez chcial opuscic Polske. Dzis wladam super tym jezykiem i tu takze wyksztalcilam sie w branzy Finansowej. Przez ciagle ryzyko, i szukanie mojego miejsca podnosze ciagle moje kompetencje. Jestem typem, ktory sie szybko nudzi w otaczajacym miejscu i dlatego gdy mi wiele rzeczy nie pasuje ( pieniadze, osoby, brak szans na rozwoj czy awans) szybko ruszam dalej i szukam lepszego miejcsa dla mnie. Nie moge uwierzyc w to , ze wiele osob tkwi w nieciekawej scenerii i sie meczy. Ja opuszczam szybko taki statek. Efekt , ze pracowalam w b.wielu muejscach i nauczylam sie wiele przez to. Z reguly zawsze wygrywam z moim ryzykiem. Gdyby zrobic bilans to wiecej sie wysgrywa niz przegrywa z tym ryzykiem . Dlatego ludzie ryzykujcie madrze. Beata

  9. Moja obecna praca spełnia wszystkie te warunki – oczywiście nie na 100% i nie codziennie, ale w ogólnym rozrachunku – tak. Niemniej jednak są dwie rzeczy, które mnie demotywują: duża odpowiedzialność wobec klienta (nawet wykupienie dużego ubezpieczenia nie pomogło) i brak stabilności i jasności przepisów prawa. Ostatecznie jestem całkowicie pozbawiona motywacji w pracy. Od dwóch lat zastanawiam się nad zmianą pracy lub przynajmniej ograniczeniem jej ilości i dywersyfikacją – czymś, co mogę robić bez przygniatającej presji.

  10. Osobiście uważam że rozwój osobisty w pracy i poza nią to podstawa. Praca nie może całkowicie zawładnąć Twoim czasem a jednocześnie Ty nie możesz poświęcić się rodzinie bez pracy (no cash no fun). Dążenie do poznawania nowego, nieznanego to to co powinno nas napędzać, strefa komfortu – zapomnij, coś takiego nie istnieje (Si vis pacem, para bellum). Piszę to z perspektywy 18 lat pracy – osiągnąłem stanowisko dyrektora finansowego w średnich spółkach i widzę że brakuje mi wiedzy związanej z finansami którą posiadają specjaliści z dużych międzynarodowych korporacji . Mógłbym zostać tu gdzie jestem (tzw. strefa komfortu) ale robię kolejne kursy i szkolenia zapisuję się na CIMA, mam własną firmę doradczą (szukam problemów w innych firmach i pomagam je rozwiązywać) i jak będzie trzeba (nie dostanę etatu) to będę walczył o staż do dużej korporacji – nie po pieniądze ale po wiedzę i doświadczenie. A finanse dzięki min. Marcinowi mam ok poduszka bezpieczeństwa itp. w 100%. Jedno co mogę poradzić to NIGDY SIĘ NIE ZATRZYMUJCIE i walczcie o swoje – gdybym tego nie robił nie cieszyłbym się tym co mam. Wiedza i doświadczenie to jest podstawa w każdej pracy jak tego nie ma to reszta jest nieistotna. Rozwój osobisty, zrównoważona praca i czas z rodziną to to co dam wam energię do dalszego działania (tylko tle i aż tyle – prawda?)

  11. Bardzo dobra lista, brakuje mi w niej jednego punktu który mnie doprowadził do zmiany miejsca pracy mianowicie właściciel Firmy. Ekipa byłą super, spełniałem się zawodowo, pracowaliśmy nad dużą ilością ciekawych projektów ale co z tego jeżeli żaden z tych projektów nie został przeprowadzony odpowiednio od początku do końca. Ciągłe zmiany oraz wielokrotne ich porzucanie w połowie prac. Marnowanie pieniędzy czasu oraz zapału. Było to mega frustrujące.

  12. A u mnie jeszcze inaczej. Chcialam dobrze zarabiac, wiec poszlam na dosc ciezkie, techniczne, „konkretne” studia na dobrej uczelni, ktore od poczatku totalnie mnie nie inteesowaly. Argument byl jeden – bede po nich dobrze zarabiac I nie bede miec problemu ze znalezieniem pracy. Studia ukonczylam z wyroznieniem, prace znalazlam i tak w zasadzie po 5 latach pracy w branzy mam bardzo dobre oferty, ale totalnie nie mam checi do pracy, ani na obecnym stanowisku, ani w nowej firmie zwiazanej z branza. Nie lubie tego co robie, nie interesuje mnie dziedzina, po prostu. Planuje zmiane branzy ale tez boje sie tego. Poki co ucze sie do matury, chce isc na medycyne (w wieku 30 lat!), ale oczywiscie obawiam sie strony finansowej przedsiewziecia. Zobaczymy jeszcze co z tego wyjdzie.

    • Trzymam za Ciebie mocno kciuki! Kiedyś trafiłam w szpitalu na pielęgniarkę-stażystkę po 30… zawsze chciała rozwijać się w tym kierunku, ale presja rodziców spowodowała, że wybrała inne studia. Popracowała kilka lat, urodziła dzieci… i stwierdziła, że czas najwyższy coś zmienić. Mąż utrzymanie rodziny wziął na siebie, rodzice już nie mieli nic do gadania. Dziewczyna w swój staż wkładała tyle serca, że była pewnie najlepszą stażystką w całym szpitalu, i jednocześnie było widać, że to jest dokładnie to, co zawsze chciała robić 🙂

    • Dobry wieczór. Mam 29 lat, właściwie to już prawie 30. Ukończyłem informatykę na Politechnice. Jak najbardziej chciałem ją ukończyć — tym bardziej, że od najmłodszych lat lubiłem „te klocki”. Ale też zawsze czułem, że informatyka nie jest wszystkim, co chcę robić w życiu i co mnie interesuje. Dlatego, już pod koniec studiów na Politechnice, zdałem dodatkowo biologię i chemię i dostałem się na medycynę. W tym momencie jestem już na IV roku. I naprawdę mi się to podoba: mam „życiowy” kontakt z ludźmi, którego zawsze mi brakowało w branży IT, mam kontakt z niesamowicie ciekawymi zagadnieniami, mam dodatkowe, zupełnie inne spojrzenie na bardzo wiele spraw — dodatkowe studia bardzo rozwinęły mnie jako osobę, mam kontakt z czymś, co mogę dotknąć, poczuć, zobaczyć, usłyszeć; lubię widzieć uśmiech pacjentów, lubię te zaufanie, jakim mnie obdarzają już jeszcze jako studenta. I mam nadzieję, że ich w przyszłości nie zawiodę. I bardzo się cieszę na perspektywę, że w przyszłości będę mógł realnie pomagać ludziom.
      Dzięki tym studiom czuję, że uzupełniam cały czas to, czego mi brakowało w dotychczasowych zajęciach i życiu. Więc naprawdę szczerze zachęcam, byś spróbowała i nie poddawała się. Nie powiem, że będzie łatwo; powiem, że może nawet będzie trudniej, gdyż mając już skończone jedne studia, i trochę pracy zawodowej za sobą, o wiele mocniej widzi się pewne absurdy. Tak samo frustrująca jest perspektywa początkowych zarobków, tudzież ich „prawie braku”, szczególnie, gdy ma się już zawód, w którym dobrze lub bardzo dobrze się zarabia.
      Odpowiadając na pytanie, które bardzo dużo osób mi zadaje: „Kim chcesz w końcu być: informatykiem czy lekarzem?” Lekarzem. (Ale moim wielkim marzeniem jest obranie takiej dalszej drogi, by łączyć medycynę z informatyką/inżynierią/matematyką.)
      Powodzenia 🙂

  13. Po prawie dwudziestu latach pracy w mojej profesji muszę przyznać, że mam problem z punktami 1,2,3,6 i 7. Radzę sobie z nimi dzięki podejściu z dystansem, poczuciu humoru i „higienicznej” cyklicznej zmianie miejsca pracy, która przy okazji pozwala utrzymać bądź podnieść zarobki. Moje uwagi dotyczące wybranych punktów:

    1. Trudno o różnorodność w mojej branży dlatego dobrze robi zmiana miejsca pracy. Inne procedury, inne podejście, inni klienci itd. Niestety pracodawcy nie ufają osobom za często zmieniającym pracę, również inni pracownicy patrzą na nich z niepokojem. Ale jednak ci zasiedziali zarabiają według stawek sprzed lat…

    2. Najlepszą receptą na ten problem jest pokochanie swojego poziomu kwalifikacji. Oczywiście jeżeli wymaga tego stanowisko zdobywamy nowe. W kontaktach z klientami pomaga najbardziej pewność siebie a nie zasób wiedzy czy tym bardziej dyplomy. Niestety im więcej wiadomości tym mniejsza pewność siebie. Najlepiej podpatrywać pracowników, którzy potrafią wykazać się pewnością siebie. Zalecałbym także ostrożność ponieważ bardzo często podnoszenie kwalifikacji to tylko próba złowienia klienta. Dotyczy to nawet takich poważanych rzeczy jak specjalizacja czy doktorat.

    3. Wychodziłem z założenia, że trzeba umieć współpracować nawet z bardziej wymagającymi współpracownikami. Rzadko miałem możliwość większego wpływu na dobór współpracowników. Na ogół ludzi zmieniających pracę z tych powodów postrzega się jako problemowych. Doceniano umiejętność „radzenia sobie” nazywając to „budowaniem zespołu”. Jednak przyznaję 100% racji. Dobrzy współpracownicy to prawie synonim dobrej pracy.

    6. Pracodawcy od dłuższego czasu wymagają nie tylko działań niezbyt korzystnych dla klienta (powiększanie jego nieprzemyślanych zakupów, kreowanie nieracjonalnych potrzeb, przekazywanie tylko części prawdy itp.) ale na dodatek wymagają deklarowania wiary, że są to działania dla dobra klienta… No cóż, wynika to z maksymalizacji zysku. Gdybym założył własną działalność w tej branży musiałbym robić to samo. Cóż pozostaje poza poczuciem dystansu i stwarzaniem pozorów?

  14. Tak sobie myślę Marcinie, że jesteś z innego pokolenia. Kryteria które podałeś mają sens dla osoby która jest świadoma i ma inną mentalność pokoleniową. Natomiast dla młodszych takich jak osoba z listu są one niezrozumiałe i przez lata jeszcze nie będą.

    Ta dziewczyna skończyła dwa kierunki, cisnęła w pracy. Potem zmieniła na zupełnie inną i bardzo szybko też ją skreśliła. Sama nie wie czego chce. Miotała się miedzy stażami praktykami, szybko, po łepkach.

    Niestety takie podejście króluje u młodych osób. Twoje zasady w takich warunkach się nie utrzymają. Nie utrzymają bo młodsze pokolenie nie jest wstanie zrozumieć tego co piszesz bo nigdy tego nie doświadczyło.

    1. Nie potrafią odróżnić zaangażowania od spalania/korpo szczura – jest bardzo subtelna różnica w zaangażowaniu w pracę a byciu wyciskanym. Zaangażowanie to chęć samopodnoszenia jakości tego co tworzymy a wyciskanie to zostawanie po 10 godzin w pracy bo wszyscy tak robią. Branie pracy do domu i robienie podyplomówki przez dwa lata w weekendy bo szef dał 5 tyś na studia. Nikt nie dodaje, że jest lojalka a za stracone weekendy nie odbierasz wolnego w tygodniu.

    2. Żeby być w czymś dobry to trzeba poświęcić temu czas. Szybkie awanse od asystenta do kierownika w dwa lata nie powodują, że jesteś w czymś dobry. Powodują, że jesteś dobry w skakaniu z kwiatka na kwiatek i parciu na awanse. To zabiera twój czas od materii w której miałeś być dobry. Dlatego często ludzie narzekają, że ich kierownicy to idioci i sami mają od nich większa wiedzę. Nie da się być dobrym w czymś na skróty. W dobie Googla, szybkich i łatwo strawnych informacji króluje ścieżka na skróty. Szybka, po łepkach. Nie ma czasu na zgłębianie informacji, trzeba cisnąć bo konkurencja nie śpi.

    3. Pracuj z właściwymi ludźmi – puste słowa i dla większości bardzo trudne do zrozumienia. Żebyś zrozumiał co mam na myśli podam przykład. Z pewnego eksperymentu

    W klatce były małpy, na środku drabina i na szczycie kosz z bananami. Za każdym razem gdy małpa chciała wejść po banana. Wszystkie małpy z wyjątkiem tej co wchodziła były rażone prądem z obroży na szyi. Wiedząc, że będzie kuku jak któraś pójdzie po banana małpy pilnowały by żadna nie łaziła na drabinę. Kiedy przestały łazić stopniowo zaczęto wymieniać małpy. Każda nowa małpa dostawała łomot od pozostałych gdy chciała wejść na drabinę. Nie wiedziała czemu ale wiedziała, że nie wolno. Wymieniono wszystkie małpy i nie została żadna z oryginalnego składu które były rażone prądem. Za to wszystkie pilnowały by nikt nie łaził po banany. Czemu? Nie wiedziały czemu ale wiedziały, że nie wolno.

    Tak samo z pracownikami. Nie ma się od kogo uczyć kultury i podejścia do pracy. Składy osobowe w firmach są bardzo młode a one powielają schematy. Nie wiedzą czemu ale tak ma być.

    4. Ciężko zaspokoić potrzeby kiedy tempo wymiany generacji produktów jest tak szybkie, że nawet ciężko to śledzić. Powielamy schematy w pracy ale i w życiu codziennym. Wykluczenia w szkole i w pracy z powodu butów, ciuchów, zachowań ( media społecznościowe) napędzają koszyk potrzeb. Jestem ciekaw czy twoje córki mają telefony komórkowe. Mają bo ich potrzebują czy wszyscy w szkole mają i będzie im głupio jak nie będą miały. Dlatego nie ważne jaką masz pracę dla większości zawsze będzie to za mała kasa.

    5 Tutaj chyba popłynąłeś. Moim zdaniem poza pewnymi typami osobowości cała reszta ma ten punkt daleko na szarym końcu listy swoich zainteresowań. Większość osób to trybiki których praca nie ma bezpośredniego przełożenia. Już to widzę jak pracownik rafinerii rano jest zadowolony z życia bo codziennie pomaga ludziom w transporcie ale wieczorem płacze do poduszki bo przyczynia się do zatruwania środowiska a smog dusi dzieci w Krakowie. To wszystko jego wina….

    6. Wartości to sprawa indywidualna. Moim zdaniem jest tak, że najpierw bierzemy pracę a dopiero w niej okazuje się, że robimy coś co nam pasuje lub nie. Stajemy przed dylematem zmienić wartości czy pracę. Z uwagi, że w takich pracach kasa jest znacznie lepsza to częściej najpierw zmieniamy to pierwsze. Wystarczy spojrzeć na branże finansową. System wartości uruchamia się cyklicznie, schematowo i bezmyślnie.

    Tytułem refleksji. WOSP, Szlachetna paczka itd. To są programy zagłuszające sumienie. Super, że są, bo mogło by ich nie być. Natomiast ich fenomen bierze się z codziennej obojętności. Od wielkiego dzwonu pomogę ale potem resztę roku mam usprawiedliwioną.

    7. Ten pomysł na życie to powinien być na pierwszym miejscu. Ironiczne jest, że najważniejsze decyzje musimy podejmować za młodu gdy jesteśmy głupi i niedoświadczeni. Ten pomysł na życie to jest etap który musimy przejść poprzez poznanie siebie. Niektórym zajmie do trzydziestki innym do matury. Jedni muszą spróbować dwóch trzech rzeczy by się określić, inni 20 i dalej nie będą wiedzieć. Moim zdaniem wszelkie dalsze rozważania dotyczące pracy powinny się zaczynać po odhaczeniu tego punktu. Najzabawniejsze jest to, że w każdej chwili możemy go zmienić i wtedy trzeba przeorganizować całą układankę.

    Marcin to żaden przytyk raczej takie spostrzeżenie. Pomimo, że Ty i Szafrański przedstawiacie solidną merytoryczną i łatwostrawną wiedzę to odnoszę czasem wrażenie, że wasza perspektywa jest tak szeroka, że czasem traci poczucie rzeczywistości w starciu z perspektywą większości. Nigdy nie miałem nad sobą szefa i nie jestem wstanie zrozumieć etatowca. Nie mam żadnych ograniczeń, mogę wszystko. Nie wszytko może się udać ale mogę zrobić wszystko. Etatowiec tego nie jest wstanie zrozumieć a ja nie jestem wstanie zrozumieć dlaczego on koduje sobie w głowie bariery. Dlatego pomimo tego, że piszesz zrozumiałe i oczywiste rzeczy są one niewykonalne, stają się pustymi frustrującymi frazesami.

  15. Marcin, dzięki za inspirujący artykuł.

    Od 5 lat pracuję w tym samym miejscu, od ok 2 lat czułem wypalenie zawodowe. Nie miałem jednak pomysłu na siebie, w którym kierunku iść. Aplikowałem do innych firm na stanowiska, które byłyby dla mnie krokiem w przód. Jednak czułem podświadomie, że nie robiłbym tam tego, co bym chciał. I rekrutacje kończyły się niepowodzeniem.
    Przełomem nastąpił, gdy na poważnie zadałem sobie pytanie:

    „w czym tak na prawdę jestem dobry i co tak na prawdę lubię robić”.

    Szczerze sobie na nie odpowiedziałem i niedługo później przyszła myśl. Powstał projekt. Kilka miesięcy przygotowań i niedawno nastąpił start. Znowu chce mi się wstawać rano z łóżka i cały dzień myślę tylko o tym 🙂 Na razie to tylko HOBBY. Ale zobaczymy co przyniesie przyszłość. Ale na razie jestem dobrej myśli.

    Pozdrawiam,
    Artur

  16. Jako że Twój blog, Marcinie, dla mnie to nie tylko artykuły, a przede wszystkim studium doświadczeń i pasjonujące oraz motywujące historie w komentarzach, tak tym razem postanowiłem dołożyć cegiełkę od siebie. Niewielką, bo niewielką i może niezbyt zachwycającą czy motywującą, ale prawdziwą i przede wszystkim moją własną 🙂

    Dla mnie zmiana pracy była procesem. Długim, bolesnym, ale także otwierającym oczy.

    Łatwo zakrzyknąć „wyjdź ze swojej strefy komfortu” i powiedzieć, że zmiana pracy to nic trudnego. Może dla nie których nie jest, bo albo zaczynali pracę z taką świadomością, że na pewno ją zmienią albo to kwestia charakteru.

    Moja pierwsza legalna i pełnowymiarowa praca była nie do końca związana z „wizją” wypracowaną na studiach, choć częściowo styczna z tym, czego studia mnie nauczyły. Ta styczność i chęć ostatecznego odciążenia finansowo rodziców całkowicie przeważyły szalę i, studiując jeszcze, chwyciłem ofertę, którą dał mi znajomy.

    Zacząłem bez uprzedzeń, zachwyciłem się w pierwszym miesiącu pracy, no i zapuściłem korzenie. Polubiłem ludzi, szybko się wdrożyłem, stałem się filarem zespołu, polegano na mnie, ufano mi, atmosfera była świetna, i pozwalało mi to zaspokoić warunki od 2 do 7, ze zgrzytami do „przełknięcia” w warunku 4. No właśnie. I to, co było świetne w tej pracy, przyćmiło mi niedobory w pozostałych sferach. Szedłem do pracy, robiłem swoje, pomagałem innym z ich robotą, wracałem do domu, musiałem się zdrzemnąć, bo padałem na twarz, a potem i tak już nic mi się nie chciało. Ludzie, z którymi pracowałem, odchodzili, na ich miejsce przychodzili nowi, których szkoliłem i tak to się kręciło.

    Koniec końców, po 1,5 roku, dotarło do mnie, że coś tu nie gra. To jest skrajnie monotonne, niczego już mnie nie uczy i bardziej mnie męczy niż daje satysfakcję, więc trzeba coś z tym zrobić. Biłem się z myślami jeszcze rok(sic!), zastanawiałem, szukałem ofert pracy, aż w końcu wziąłem się do działania.

    Porozmawiałem z przełożonym, że chciałbym zmienić projekt i to w kierunku tego wyśnionego na studiach. A że firma zajmowała się tzw. outsourcingiem w kilku różnych branżach, to problemu szczególnego nie było, więc załatwił mi rozmowę z liderem innego zespołu .Tamten zadowolony był moimi umiejętnościami i zainteresowany przygarnięciem do projektu, więc musiałem już tylko odbębnić rozmowę o pieniądzach z jego managerem. No i tam pojawił się bardzo duży zgrzyt, który trochę mnie zabolał, a trochę otworzył oczy. Dowiedziałem się ile mogę zarabiać(przez pierwsze 2 lata o 1/4 mniej niż obecnie), ale i o tym, że są dodatkowo wyjazdy zagraniczne, tam delegacja, nadgodziny, więc w sferze finansowej wiele by się nie zmieniło.

    To dało mi poważnie do myślenia. Czego ja tak naprawdę oczekuję? Czego szukam? Czy zarobki mają aż takie znaczenie? Czy koniecznie muszę zmieniać stanowisko? W końcu gdyby dołożyć do tego co mam obecnie rozwój, różnorodność i możliwość wykazania inaczej niż przez wyrobienie normy w krótszym czasie niż przewidziany… czy to by mi odpowiadało? Chyba tak.

    Decyzję przyspieszyła i dodatkowo ułatwiła oferta pracy w firmie, która realizuje rzeczy bliższe moim pragnieniom, choć dalej na takim samym stanowisku, co ówczesne. Stwierdziłem, że nie ma co się wahać, bo w końcu nawet zmiana środowiska na nowe może ułatwić mi myślenie o mojej „karierze”, a może i tam w ramach firmy będę mógł w razie czego zmienić stanowisko. Piłka była krótka. W piątek CV, we wtorek rozmowa kwalifikacyjna, w środę telefon i rozmowa z przełożonymi w USA, w piątek decyzja. Wypowiedzenie złożone tego samego dnia. Miesiąc czekania i tak po 3 latach w jednej firmie zmieniłem pracę.

    Pracuję tu już pół roku i póki co wszystko jest in plus. Po pracy nadal mam energię. Lepsza płaca, lepsza praca, wpływ na moją pracę, możliwość decydowania o rozwiązaniach, proponowania zmian. Do tego wewnętrzne szkolenia, warsztaty, za miesiąc wysyłają mnie na 3-dniowe szkolenie zewnętrzne. Myślę o studiach podyplomowych. W skrócie – czuję, że się rozwijam i chcę tego. Nawet do pracy mam bliżej. A z kolegami z poprzedniej pracy po prostu utrzymuję kontakt, bo to fajne chłopaki.

  17. Czytając takie wpisy, czy komentarze, mam wrażenie, że cała Polska stoi korporacjami, gdzie ludzie zasuwają i mają 3000 netto pensji. Nie znam osobiście ani jednej osoby prezentującej owe środowisko, a przecież żyję w Polsce 🙂
    W moim zawodzie, na dzień dobry dostaje się najniższą krajową, a żeby być skutecznym i spełniać się w nim, trzeba kupić drogie kursy, bo przecież nie przedstawią podstaw danej metody na studiach. I ci sprytniejsi, na samym początku, z wyższym poczuciem wartości jako „mgr” dorabiają po pracy i idą na kursy, dzięki temu po kilku latach w większości dziękują „najniższej krajowej, bo na Twoje miejsce jest dużo chętnych”. Mój problem polegał na tym, że pracowałam w miejscu bez perspektyw, nie odkładałam pieniędzy, bo nie miałam z czego (teraz, po lekturze Twoich wpisów już wiem, że jest z czego odkładać) i tak sobie funkcjonowałam. Tyle dobrze, że jestem przeciwniczką kredytów i żyłam skromnie, z niespełnionymi marzeniami, na które brakowało $$
    W pewnym momencie, gdy nie chciałam pożyczać pieniędzy na konieczną wymianę aparatów słuchowych, na dodatek nienawidziłam swoją pracę na tyle, że postanowiłam zaryzykować, wyjechać na krótki okres czasu za granicę i po powrocie poszukać pracy już w jakiejkolwiek dziedzinie, byle za większe pieniądze.
    Finał jest taki, że pracuję znów w zawodzie :P, na najniższą krajową, ale wyeliminowałam dojazdy i kwotę tą przez pierwsze pół roku wydawałam na nie wiem na co (dosłownie), po czym zaczęłam odkładać i żyć na poziomie sprzed roku. Efektem jest rosnąca kupka odłożonych pieniędzy, którą w pierwszym odruchu wydam na podniesienie kwalifikacji, które z kolei przełożą się na moje umiejętności, co za tym idzie skuteczność pracy i podniesienie dodatkowych zarobków. Planem długofalowym jest zwolnienie się z dodatkowego miejsca pracy i działanie już tylko na własną rękę. Na moich zasadach, żebym miała czas i pieniądze na hobby. Lubię swój zawód, ale czas pracy jest w pracy, a po pracy o niej nie myślę i oddaję się życiu 🙂

    Pozdrawiam!

  18. Jestem mamą freelancerką a zarabiam na pisaniu tekstów na zamówienie. Utwierdziłam się w słuszności wybranej drogi, gdy uczestniczyłam w spotkaniu z coachem. Padło wtedy pytanie o to, co interesowało mnie w dzieciństwie. Odpowiedziałam, że pisanie. Dziś, gdy czytałam Twój wpis – kropka nad i sama się postawiła. Korzyści z odpowiedniej formy zarabiania, spełniającej warunki z wpisu!

  19. Pracuję w tzw. korpo, na najniższym stanowisku (jestem świeżo po studiach) i… moja praca spełnia wszystkie wymienione wyżej punkty 🙂 Cieszę się.

  20. Ja jak zwykle z opoznieniem 😛 Twoje punkty, ze tak powiem, sa bardzo w punkt. Dodalabym tylko, ze jest to kwestia bardzo indywidualna i nie kazdemu wszystkie beda potrzebne, innym pewnych cech pracy bedzie brakowac. Spotkalam ludzi dla ktorych najwazniejszy jest spokoj ducha i choc praca ta sama od 40 lat, srednio platna, to nigdy nie narzekali. Znam tez takich, ktorych praca (w ich opinii) spelnia wszystkie te podpunkty, ale brakuje im tego „uczucia podniecenia”, o ktorym w liscie ktos napisal. Nie zwyklego cieszenia sie na cos nowego, tylko takiego podniecenia, co sprawia ze czlowiek sie czuje o 1/3 wlasnej wagi lzejszy. Coz, nie kazde nowe wyzwanie, nawet swietnia platne, jest w stanie nas w ten stan wprowadzic 😉

  21. Od czterech lat moja pasja jest moją pracą. Pracując na etacie zaczęłam 9 lat temu prowadzić zajęcia jogi (była to moja pasja od dziecka), dla kilku osób, praktycznie nie zarabiałam. Ponieważ nie traktowałam tego jako pracy zarobkowej nie zrażała mnie liczba osób na zajęciach i nigdy ich nie odwoływałam. Od czterech lat zajmuję się już tylko tym, liczba grup rozrosła się do 10, a osób mam około 100 ( w tym wiele chodzi kilka razy w tygodniu). Zarobki mam ciągle wzrostowe, a praca jest frajdą. Ludzie pod moim okiem rozkwitają, zmieniają swoje życie, a ja mogę realizować siebie mając przy okazji 20-godzinny tydzień pracy 😉
    Pozdrawiam i życzę wszystkim, by z Waszej pasji dało się żyć!
    Pozdrawiam ciepło:)

  22. Proszę poradźcie mi coś!
    Moja praca: ciekawa, nie ma problemu z szefem i współpracownikami- bo pracuję sama, godziny czas pracy ustalam sama, pieniądze różnie, generalnie średnie pomagam ludziom, ale nie zawsze to rozumieją, i tu tkwi problem – zdarza się, że jestem atakowana bez jakiejkolwiek winy z mojej strony. Bardzo źle się z tym czuję, bo naprawdę robię wszystko, co mogę. Na razie nie mogę tego rzucić… Co byście zrobili na moim miejscu. Dodam ,że mam rodzinę na utrzymaniu i brak pomysłu co dalej.

  23. Ja też uważam, że w pewnym sensie panuje moda na „pracę z pasją”. Owszem, praca może nam się podobać, możemy ją lubić, możemy się w niej rozwijać, ale… Pracujemy przecież nie za darmo. Pracujemy żeby zarabiać pieniądze, dostajemy wynagrodzenie, nagrodę za swoją pracę. A jak wiemy z psychologii, nagrody zewnętrzne zabijają motywację wewnętrzną (czyli właśnie tą, która kieruje naszą pasją, bo przecież realizujemy nasze pasje bo je lubimy a nie dlatego, ze ktoś nam za to płaci). Tak więc równie dobrze można się obawiać o naszą pasję, którą łączymy z pracą i gratyfikacjami;-)
    Do listy dodałabym jeszcze, że warto szukać pracy, która stawia przed nami wyzwania i daje możliwość dokonywania wyborów – taka sądzę że będzie motywowała, żeby w niej pozostać.
    PS. ponieważ to mój pierwszy komentarz, Marcinie gratuluję bloga, „przekopałam” go niemal w całości dzięki czemu moja finansowa rzeczywistość bardzo się zmieniała, na plus oczywiście, dzięki wielkie!

  24. Lista trafia w sedno ! Nie chodzi o to aby rzucać pracę i czekać, aż następna spadnie z nieba, ale jeżeli mnie wypala, frustruje to uważam, że należy szukać innej (nie rzucać, ale szukać, aby zmienić z jednej na drugą ).

    Z mojego doświadczenia, przez 4 lat pracowałam w urzędzie, toksyczna atmosfera na zasadzie donoszenia kto, co źle zrobił, obgadywania, nie było szans na zmianę bo pojawiał się argument, że przecież „zawsze tak było”. W pewnym momencie stwierdziłam, że marnuję tam najlepsze lata życia (kończyłam studia prawnicze) i zaczęłam szukać nowej pracy.
    Od 6 lat pracuję w innym miejscu, a koleżanki z urzędu nadal narzekają na atmosferę, pracę….i nadal tam pracują. Przez te 6 lat żadna z nich nie odważyła się na zmianę na poszukanie, a jedynie się frustrują i narzekają.

Odpowiedz