Od akwizytora do miliardera – poznaj historię McImperium

36

Jadłeś kiedyś hamburgera lepszego niż w McDonald’s? Z całą pewnością. Sam pewnie potrafisz przygotować smaczniejszą kanapkę. Na czym polega fenomen tego biznesu? Oto krótka historia założycieli kanapkowego imperium.

Garbage In – Garbage Out – te słowa brzmią w mojej głowie, ilekroć sięgam po film, gazetę lub książkę. Zamiast zaśmiecać głowę opowieściami o korkach, smogu, wypadkach czy zaczadzonych ludziach – o czym z zamiłowaniem donoszą media – wolę świadomie karmić swój mózg treściami, które są ciekawsze. Pewnie żyję z tego powodu w alternatywnej rzeczywistości 😉

Niedługo wybieram się na film McImperium, którego trailer wygląda tak:

Pomyślałem, że to dobry pretekst, aby powrócić do dawnego pomysłu pisania o różnych ciekawych osobach. Po co? Bo w ich życiorysach poszukać można przydatnych wskazówek i inspiracji. Dajcie znać, co o tym sądzicie, a przede wszystkim zasugerujcie, kogo warto „wziąć na warsztat” w kolejnym takim wpisie 😉

Mamo, tato, pojedźmy do Mac’a!

Wiem, wiem – fast foody są niezdrowe. Zwykle ich unikam, ale… Kto nie jadł w McDonald’s lub nie zaprowadził tam dzieci na zestaw, niech śmiało krytykuje 😉

Jaka jest skala działalności McDonald’s? Firma działa od ponad 77 lat, zatrudnia ok. 400 000 pracowników, posiada 32 000 restauracji w 121 krajach i obsługuje 52 mln gości dziennie.

Jak się buduje takie imperium? Krok po kroku.

Na końcu artykułu znajdziecie listę źródeł, z których korzystałem. Historię założycieli bardzo ciekawie opisała Dorota Ziemkowska w artykule: Mało kto pamięta, że to oni założyli McDonalda  oraz Paula Szewczyk w artykule Mc Potęga. Poniżej kilka ciekawostek – gównie na podstawie ich tekstów.

Brak doświadczenia? Damy radę.

Firma została założona przez braci Richarda i Maurice’a McDonaldów (pierwszy używał zdrobnienia Dick, a drugi Mac). Ich ojciec był brygadzistą w fabryce butów, zaś oni zaczynali przygodę z biznesem od produkcji reklamówek filmów. Przez cztery lata nie odnieśli w tej branży sukcesu, więc postanowili spróbować czegoś innego.

Choć nie mieli wykształcenia ani doświadczenia restauratorskiego, to w 1937 roku otworzyli niewielki, przydrożny bar dla zmotoryzowanych. W tym okresie popularność takich lokali rosła, wraz z zamiłowaniem Amerykanów do samochodów.

Oprócz braci, w lokalu pracowały trzy kelnerki, które donosiły klientom zamówienia do aut. Taki koncept szybko zaczął przynosić dochody i już trzy lata później, w 1940 McDonaldowie otworzyli większą restaurację w San Bernardino w Kalifornii. To był strzał w dziesiątkę!

Coś nie działa? Zatrzymaj się, pomyśl i wprowadź zmiany.

Restauracja stała się modna, rozrosła się i zatrudniała około 20 osób. Ale szybko pojawiła się konkurencja z podobną ofertą i równie niskimi cenami. W dodatku bar pełen atrakcyjnych kelnerek przyciągał głównie „facetów w skórach” i hałaśliwych nastolatków, co odstraszało innych klientów.

Restauracja McDonald’s sprzed 70-ciu lat, źródło: http://www.dailymail.co.uk

Pod koniec 1948 roku, aby całkowicie odmienić model działania, bracia zamknęli bar na trzy miesiące. Stawiając głównie na samoobsługę, zredukowali personel. Rozpoczęto wydawanie posiłków klientom przy samym kontuarze, a menu ograniczono do 9 dań.

Upraszczaj i optymalizuj.

Dotąd wyglądało to tak, że klient przychodził, a pytany, z czym chce kanapkę, odpowiadał, że musi wrócić do auta, aby spytać żonę. To się nie sprawdziło – wspomniał Richard McDonald. Dlatego dania zostały uproszczone i ujednolicone. Przyzwyczajeni klienci domagali się jednak powrotu do starych zasad, zaś obroty spadły przejściowo o jakieś 20 proc. Restauracja bez kelnerek przestała być atrakcyjnym miejscem dla nastolatków…

Do baru coraz częściej przychodziły za to rodziny z dziećmi. Przeszklona kuchnia przyciągała najmłodszych, a starszych upewniała, że wszystko jest starannie przygotowywane.

Najistotniejszą zmianą było jednak wprowadzenie produkcji taśmowej. Bracia stosowali też zaprojektowane przez siebie maszyny, mające zwiększyć wydajność. Tak powstał między innymi dozownik do keczupu i musztardy. Zmiany spowodowały skrócenie czasu oczekiwania na zamówienie, a bar zaczął odnotowywać rekordowe zyski.

Czy naśladowcy są groźni?

Do restauracji w San Bernardino zjeżdżali się teraz ludzie z całego kraju, aby zobaczyć, jak działa fast food serwujący hamburgera w 15 sekund. Podglądali, notowali, szkicowali – wszystko by uruchomić podobny biznes. Co ciekawe, McDonaldowie życzliwie witali takich gości, oprowadzali ich po restauracji, a nawet pokazywali tajniki produkcji.

Widząc ogromne zainteresowanie, zdecydowali się na budowę sieci franczyzowej. Rozpoczęli sprzedaż licencji, ale zupełnie im to nie wychodziło. Nie sprawowali kontroli nad powstającymi restauracjami, których właściciele prowadzili bary według własnego uznania i wielu z nich modyfikowało menu bądź wystrój wnętrza. I wtedy pojawił się pewien akwizytor…

Na scenę wkracza Ray Kroc – początek McImperium.

Kto to? Akwizytor ze wschodniego wybrzeża, sprzedający multimiksery do mlecznych koktajli.

Urodził się w 1902 roku w Chicago, w skromnej rodzinie. Jego rodzice byli czeskimi imigrantami. Ojciec technikiem w Western Electric Union. W przeciwieństwie do młodszego brata, który został endokrynologiem, Ray wolał zajmować się rzeczami mocno praktycznymi. Podczas gdy brat studiował medycynę, Ray… sprzedawał papierowe kubki.

Zaczynał pracę o siódmej rano, sprzedawał kubki Lily Tulip do siedemnastej, a potem szedł do rozgłośni radiowej, w której do drugiej nad ranem dorabiał jako pianista. Jak wspomina w autobiografii, był zdolny do takiego wysiłku, bo spał równie intensywnie, jak pracował.

Pomimo że biznes z kubkami nieźle się rozwijał, praca w Lily Tulip nie była spełnieniem marzeń. Kierownictwo nie zgadzało się z jego propozycjami, co skutecznie zabijało energię i entuzjazm. W tym okresie Kroc poznał bliżej jednego z klientów. Był nim inżynier Earl Prince, który opatentował multimikser do mlecznych koktajli. Ray wyczuł szansę i postanowił zaryzykować. Rzucił pracę w Lily Tulip i wieku trzydziestu pięciu lat rozpoczął nowy etap w życiu.

Spotkanie z braćmi McDonald

Kroc został jedynym przedstawicielem handlowym Prince’a, a jego obowiązkiem była dystrybucja multimikserów na obszarze całych Stanów Zjednoczonych.

Przekonywanie klientów do nowego produktu nie było proste. Restauratorzy nie widzieli sensu kupowania mikserów, a II wojna światowa sprawiła, że wkrótce miedź używana do ich produkcji stała się nieosiągalna. Co zrobił? Zajął się dystrybucją słodzonego mleka w proszku.

Po wojnie wrócił do sprzedaży mikserów, które tym razem znalazły licznych nabywców w szybko powstających punktach gastronomicznych. Pewnego dnia klientami Kroca zostali bracia McDonald, którzy w swojej restauracji postanowili wykorzystać aż sześć urządzeń.

Ray był zaskoczony tą ilością i postanowi sprawdzić, dlaczego Panowie zamówili aż tyle multimikserów. Kiedy zobaczył ich bar, oniemiał. Wzorowy porządek, szybka obsługa, a wszystko przy wielkiej liczbie klientów. Wyobraziłem sobie restaurację McDonalda przy wszystkich skrzyżowaniach dróg w całym kraju – zapisał w swoim dzienniku. Nazajutrz zaproponował McDonaldom utworzenie ogólnokrajowej sieci lokali, wzorowanych na tym istniejącym.

Ryzykowna decyzja.

Reakcja? McDonaldowie wystraszyli się koncepcji rozentuzjazmowanego akwizytora. Zdawali sobie sprawę z ogromu zadań, jakie by ich czekały przy realizacji tego pomysłu. Ponieważ jednak Kroc nie odpuszczał, przyznali mu koncesję na budowę sieci restauracji na całym obszarze USA, identycznych jak ta pierwsza. Dania i napoje również miały być jednakowe. Pierwsza taka placówka, będąca początkiem imperium, powstała w 1955 r. w Des Plaines w stanie Illinois.

W 1961 roku Kroc postanowił całkowicie odkupić od McDonaldów prawa do tworzenia sieci barów pod ich nazwiskiem. Kwota, której zażądali, była oszałamiająca jak na ówczesne czasy: 2,7 mln dolarów.

Kroc zdecydował o zakupie i znalazł kredytodawców. Wyliczył, że taką pożyczkę będzie spłacać przez 30 lat – do 1991 roku, gdy sam będzie kończyć 89 rok życia 🙂
Jednak już w 1972 roku wszystkie jego zobowiązania finansowe zostały uregulowane.

Jak pisze Paula Szewczyk:

  • Ray nie miał doświadczenia w branży.
  • Doskonale dobierał i motywował swoich menadżerów, franczyzobiorców i dostawców.
  • Czystość cenił ponad miarę – sam sprzątał parkingi pod restauracjami ze śmieci i kubków.
  • Nie ukończył college’u i twierdził, że dyplom nie jest lepszy od doświadczenia zawodowego i zdrowego rozsądku.
  • Pracował 70 godzin w tygodniu, a przez pierwsze 5 lat nie pobierał żadnej pensji!
  • Zarządzanie restauracjami nie było tylko jego pracą, było jego życiem.
  • Osobiście wyszukiwał najlepszych miejsc pod lokalizację nowych barów.

Nie wiem, jak Was, ale mnie inspirują takie historie. Lubię czytać o sukcesach innych osób, bo zawsze „nakręca mnie” to do działania.

Morał

Sporo cennych lekcji przewija się z tej opowieści:

  • Brak doświadczenia nie musi być przeszkodą, ale bez pasji i pracowitości ani rusz!
  • Jeśli coś nie działa tak, jakbyś chciał, zatrzymaj się, pomyśl i wprowadź zmiany.
  • Nie jesteś skazany, by robić to samo przez całe życie. W zasadzie możesz być pewny, że przyjdzie Ci robić przeróżne rzeczy, dlatego, zamiast dążyć do utrzymania „status quo”, aktywnie szukaj lepszych możliwości.
  • Kluczem do sukcesu najczęściej są… inni ludzie. Sam osiągniesz niewiele.
  • Itp.

A co Wy znaleźliście w tej krótkiej historii? Podzielcie się tym w komentarzu i oczywiście – zaproponujcie bohatera kolejnego wpisu. Może powstanie w ten sposób cykl: „Ludzie, którzy nas inspirują” Czekam na Wasze sugestie i życzę bardzo miłego dnia 😉

Źródła

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3483
http://www.pbs.org/wgbh/theymadeamerica/whomade/kroc_hi.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/McDonald%E2%80%99s
http://www.dailymail.co.uk/news/article-2213917/Retro-photos-McDonalds-quaint-burger-joint-glory-days-booming-global-franchise.html
http://platine.pl/malo-kto-pamieta-ze-to-oni-zalozyli-mcdonalda-0-1226415.html

http://www.projektowaniegraficzne.pl/60-tlustych-lat-mc-donalds-w-odbiciu-3-legendarnych-koncepcji-graficznych/
https://www.thebalance.com/the-ray-kroc-story-mcdonalds-facts-and-history-1350971
http://www.chicagotribune.com/business/ct-founder-director-mcdonalds-q-a-0120-biz-20170117-story.html
https://biznesflow.pl/historia-mcdonalds/
http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/zdjecia/430521,1,zamkneli-pierwsza-w-polsce-restauracje-mcdonald-s.html
https://www.youtube.com/watch?v=By_vUMYD96Q&list=PLluujnYdNMPB64g71JycBGh3600D5vLD_&index=31

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 831 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze36 komentarzy

  1. Już wiem na co się wybiorę do kina w lutym 🙂 Dziękuję za wpis. Naprawdę ciekawy. Ja ostatnio jestem pod wrażeniem biografii Feliksa Zandmana pod tytułem „Nigdy nie gaśnie nadzieja”. Człowiek ten nie jest znany w naszym kraju, ale jego życiorys już jest związany z Polską. Może dobrze byłoby przedstawić Polakom jego osobę. Zandman w trakcie wojny przez 17 miesięcy ukrywał się wraz z trojgiem innych osób w schowku o wymiarach 170 cm x 150 cm x 120 cm. W późniejszym czasie odniósł ogromny sukces w biznesie. Jego produkty towarzyszą nam na co dzień. Nie będę spoilerował książki, ale jeśli Pan chce się zapoznać z osobą Feliksa Zandmana to polecam jego biografię lub chociaż film na Youtube o nim. Podaję link: https://www.youtube.com/watch?v=ACCWpIVNF8A Pozdrawiam Michał 😉

  2. Dbaj o to aby zaspokoić najpierw potrzeby innych (klientów) a potem dopiero swoje (troszkę altruizmu tutaj widzę).
    Na bohatera następnego wpisu nominuję Donalda Trump’a.
    Pozdrawiam

    • Hej Rafał,
      Donald Trump pisze właśnie jeden z najciekawszych rozdziałów swojej biografii. Wyskakuje z każdego zakamarka, więc nie wiem, czy akurat od niego nie wolałbym chwilę odpocząć 🙂
      Ale jak najbardziej – postać warta bliższego poznania.

  3. Cześć Marcin,

    Nie wiem czy wiesz, ale podobno McDonald jest największym na świecie posiadaczem ziemi, o dziwo wyprzedza Kościół 🙂 Możesz mi wytłumaczyć na czym opiera się model biznesowy tej firmy, która później kupuje tereny, na których znajdują się restauracje, bo nie chodzi tu tylko o burgerowy biznes? 🙂

    Co do następnych bohaterów, ciekawą osobą jest Nikola Tesla 🙂

    Pozdrawiam.

    • Hej Marcin,
      Największym na świecie? Hmm… Poczytam o tym, bo choć faktycznie w USA ich główny biznes to właśnie nieruchomości, to jakoś nie chce mi się wierzyć, by np. rząd Federacji Rosyjskiej nie posiadał więcej ziemi.

      Tesla? – świetna propozycja – dziękuję. Szczególnie pasjonujące było jego współzawodnictwo z Edisonem. Dodaję do listy 😉

    • Wartość ziemi rośnie w czasie. Wzrost ceny gruntu należącego do McDonalds zwiększa wartość majątku firmy, a więc i samej firmy. Gruntu nie trzeba sprzedawać, by firma skorzystała na wzroście ceny 🙂

  4. Lata temu czytałem jego historię i jemu podobnym. Inspirujące! Zgadzam się z Twoją opinią , że samodzielnie jest trudno osiągnąć sukces, a właściwie jest to niemożliwe. Wystarczy popatrzyć na czołówkę najbogatszych. Niekoniecznie trzeba być wybitnie inteligentnym czy utalentowanym, aby osiągnąć sukces w biznesie. Ale należy być wizjonerem i współpracować z lepszymi od nas osobami.
    Proponuję coś z naszego podwórka! Kilku bohaterów by się znalazło.

  5. Ray nie miał doświadczenia w branży… podobnie np. Heston Blumenthal, jeden z najbardziej znanych kucharzy na świecie, właściciel restauracji „the fat duck” – podobno przed założeniem własnej restauracji pracował i uczył się w innej restauracji przez 2 tygodnie.

    • Cześć Iza,
      Dziękuję – nie słyszałem wcześniej o tym człowieku, chętnie dowiem się więcej. No proszę, czyli jak trzeba, to 2 tygodnie wystarczą 😉

  6. Trochę nie na czasie, ale nic to: Filip II Macedoński z synem, Piotr Wielki, Napoleon Bonaparte I, Otto von Bismarck, czyli jak stworzyć imperium. Nieco bardziej na czasie, ale z dala od współczesności: Henry Ford i Andrew arnacie.

    • Cześć eMCI, bardziej myślałem o takim bardziej „przyziemnym” imperium – biznesowym 😉 Obawiam się, że te polityczne, wymagają postępowania odległego od mojego systemu wartości.
      Henry Ford i Andrew Carnegie – tu będzie znacznie łatwiej – dzięki 😉

  7. Świetny artykuł. Pomysł świetny, mi pierwszy na myśl przyszedł Phil Knight założyciel Nike oraz Jack Ma założyciel Alibaby. Pozdrawiam

  8. Bardzo motywujący wpis, dla mnie w tej historii jest zawzięcie, jeżeli czegoś chcemy możemy to osiągnąć. Zawsze uważałem, że nic nam nie stoi na przeszkodzie po za nami samymi.

    Pozdro 🙂

  9. O rety!. sami faceci w propozycjach i same wielkie biznesy. To może dla równowagi Joy Mangano – kto widział film „Joy” ten wie :-). Polecam!

    Pozdrawiam,

  10. Hmm…. mnie inspirują do działania dwie osoby, które faktycznie żyły : Coco Chanel i Yves Saint Laurent…
    I jedna postać fikcyjna : Andrea Sachs – z „Diabeł ubiera się u Prady” – postać książkowa, nie filmowa. Gdy pracując nad jakimś projektem czuję, że już nie daję rady, ta książka daje mi niezbędnego „kopa” do zrobienia kolejnych paru kilometrów 🙂

  11. Dzięki za inspirację! 🙂 Pod wpływem Twojego wpisu przypomniałem sobie, jak wielkie wrażenie wywarła na mnie inna przedsiębiorcza postać z Ameryki – mianowicie Howard Schultz, twórca Starbucksa. Postanowiłem przypomnieć sobie (i nie tylko sobie) początki jego sukcesu. Tego typu historii nigdy za wiele 🙂

  12. Ja rownież lubię czytać historie ludzi, którzy stworzyli coś wielkiego – człowiek uświadamia sobie, że te wszystkie wielkie organizacje nie powstały z dnia na dzień, ale dzięki pracowitości i uporze założycieli. A na blogu polecam przedstawić postać Phila Knighta – założyciela firmy Nike – wlasnie jestem po lekturze „Sztuka Zwycięstwa”, gdzie Phil opowiada jak z wielkimi trudnościami musiał się zmierzyć i jak wiele lat zajęło mu stworzenie takiej marki. Na prawde niesamowita historia!

  13. Sam doświadczam od jakiegoś czasu zdziwienia ludzi, którzy słyszą, że nie mam doświadczenia w tym co zaczynam robić:) Twierdzą, że nie dam rady:) Poczekamy, zobaczymy…

  14. Jan Kulczyk, Leszek Czarnecki…ale też nasunęła mi się myśl, że nie tylko stan konta (majątku finansowego) jest miarą sukcesu. Dla mnie WIELKIM sukcesem jest „tworzenie dobra”, „niesienie dobra”, rozpowszechnianie dobra, w rozumieniu czegoś, co jest dla nas największym bogactwem. I choć mam wrażenie, że nie jestem osobą wierzącą moim bohaterem jest Wielki Człowiek – Jan Paweł II, trochę dalej – Dalajlama. Polecam książkę pt.: „Sztuka szczęścia. Poradnik życia”. Wzbogaca bardziej niż materialnie, budzi w nas ludzi…
    Zainspirowała mnie bardzo do „uszczęśliwiania drugiego człowieka”, przez co sama stałam się szczęśliwsza, bardziej spełniona, a dobro procentuje bardziej niż lokaty i nigdy się nie dewaluuje.

  15. Bardzo fajny pomysł z tym cyklem. Od siebie poleciłbym John D. Rockefeller’a. Dla mnie jego biografia była jedną z bardziej pouczających. Inna propozycja związana z pieniędzmi Warren Buffett. Z branży motoryzacyjnej Ferdinand Porsche oraz Walter P. Chrysler. Bardzo ciekawa propozycją wydaje mi się szczególnie ten drugi, ponieważ pokazał, że da się zrealizować własny biznesowy cel mimo wszem panującej opinii, że poniesie porażkę.

  16. Cześć,

    myślę, że to fajny pomysł na serię artykułów.

    Polecam starą już książkę „Google Story” – jak rodziło się Google, bardzo pouczająca.

    A z prozy to pozycja „Kane i Abel” Jeffrey’a Archer’a jest kultowa. Dla niewtajemniczonych jest to słodko-gorzka historia o człowieku czynu z kategorii „od pucybuta do milionera”.

    Chętnie przeczytam o najbogatszych Polakach z listy Forbes (http://100najbogatszychpolakow.forbes.pl/), nie interesują mnie jednak dzieci ludzi bogatych, które odziedziczyły fortuny (np. Dominika i Sebastian Kulczykowie).

    Pozdrawiam!

Odpowiedz