FreshMail.pl

85 000 zł w trzy dni. Pierwsze wyniki sprzedaży kursu – case study

51

Trzy dni trwała przedpremierowa sprzedaż kursu „Kredyt hipoteczny krok po kroku”. Promocja skierowana była wyłącznie do 1152 osób, które zapisały się na specjalną listę mailingową. Z tego grona 521 osób dokonało zakupu, co oznacza konwersję na poziomie 45,22%. Średnio co 8 i pół minuty przybywał kolejny kursant (w ciągu dnia co 6,5 minuty). Dzisiaj przygotowałem dla Was podsumowanie pierwszego etapu sprzedaży oraz opis działań, które złożyły się na ten wynik.

W telegraficznym skrócie temat wygląda tak:

 

A tak wygląda stan środków w serwisie Przelewy24.pl po tych trzech dniach promocji:

Z tego wpisu dowiesz się m.in:
1. W jaki sposób wybrałem temat kursu?
2. Jak testowałem popyt?
3. Jak pracowałem nad kursem?
4. W jaki sposób ustaliłem ceny?
5. 
Jakie są dalsze plany?

Na wstępie pragnę przede wszystkim bardzo serdecznie pogratulować okazyjnego zakupu i podziękować za zaufanie wszystkim, którzy nie znając ceny kursu „zaryzykowali” i dołączyli do listy promocyjnej. Polegaliście jedynie na mojej obietnicy, że warto. Po drodze zasypywałem Was pytaniami i ankietami, radziłem się w sprawie ceny, a Wy bardzo chętnie pomagaliście. Bardzo pozytywnie zaskoczyliście mnie gotowością do pomocy, dlatego ja również postanowiłem Was pozytywnie zaskoczyć. Ustaliłem ceny promocyjne na bardzo niskim poziomie i po Waszych reakcjach już wiem, że była to miła niespodzianka 🙂 Dzięki Wam zmieniłem również podejście do kursu i za to mogą Wam podziękować kolejni nabywcy, dla których kurs jest teraz dostępny po cenach niższych, niż planowałem. Ale po kolei.

Pomysł na kurs. Bardzo ważna decyzja + ogromna dysproporcja wiedzy

Skąd pomysł na kurs o kredycie hipotecznym? Otóż pomiędzy osobami zaciągającymi kredyt hipoteczny, a pośrednikami i bankami, istnieje prawdziwa przepaść, jeżeli chodzi o poziom wiedzy. Część osób sprzedających kredyty stara się tę przepaść „zasypać”, edukując nieco swoich klientów. Większość skwapliwie korzysta z tej dysproporcji. Im wyższa kwota kredytu i im więcej dodatkowych produktów, tym wyższe jest zwykle wynagrodzenie doradcy. A przecież ma on rodzinę i własne dzieci do wykarmienia, więc skoro klient się napala, to po co powstrzymywać? Bardzo trudno o pośrednika, który doradzi: na Pana miejscu nie zaciągałbym tak wysokiego kredytu… Cała relacja sprowadza się często do tego, by jak najszybciej zaciągnąć możliwie największy kredyt, naciągnąć zdolność kredytową pod kurek, szybko zamknąć transakcję i zainkasować kilka tysięcy złotych prowizji.

Z drugiej strony mamy klienta, który właśnie podejmuje jedną z największych finansowych decyzji w życiu i… nie ma zielonego pojęcia, na co się porywa. Nie wie, jak porównać oferty, nie ma do tego narzędzi, nie ma wiedzy i musi po prostu w ciemno zaufać. A z zaufaniem bywa różnie, o czym świadczą choćby protesty frankowiczów. I kiedy słyszę głosy, że przecież wiedzieli, na co się decydują, to nóż otwiera mi się w kieszeni. A niby skąd mieli wiedzieć? Ktoś ich tego kiedyś nauczył? Czy ktoś aktywnie ostrzega dzisiejszych kredytobiorców przed konsekwencjami wzrostu WIBOR-u?…

Biorąc pod uwagę te dwie sprawy:
(1) fakt, że finansowe konsekwencje zaciągnięcia kredytu hipotecznego liczy się w setkach tysięcy złotych,
(2) ogromną dysproporcję wiedzy pomiędzy klientem oraz bankami i pośrednikami,
postanowiłem przygotować kurs, który uzbroi kredytobiorców w niezbędną wiedzę, otworzy im oczy na najważniejsze sprawy oraz da im do ręki „broń” w postaci kalkulatora, który wygodnie pomoże zweryfikować, czy nie są robieni „w bambuko”.

Wymarzyłem sobie taką oto sytuację: siadasz wygodnie w fotelu, odpalasz moje filmy, które w przystępny i ciekawy sposób „wkładają” Ci wiedzę do głowy, masz pod ręką wygodny kalkulator wszystkich kosztów kredytu i po 1-2 dniach jesteś już po „metamorfozie”, dzięki której Twoja wiedza i stan świadomości sprawiają, że możesz rozmawiać z doradcą jak „równy z równym”.

Efekt przerobienia kursu? Ogromne oszczędności na kosztach kredytu oraz ogromna oszczędność czasu, bo nie musisz wertować setek stron internetowych z niepewnymi informacjami i sponsorowanymi artykułami. 1000 zł zaoszczędzony na kredycie, to biorąc pod uwagę obecną cenę kursu, 400% stopy zwrotu. Tymczasem różnice między „mądrze” i „głupio” zaciągniętym kredytem liczone są w dziesiątkach tysięcy złotych, więc stopa zwrotu z inwestycji w kurs też będzie liczona zapewne w tysiącach procent.

A zaoszczędzony czas? Nie wiem, ile kosztuje godzina Twojej pracy, ale moja więcej, niż cena kursu. A takich godzin zaoszczędzisz mnóstwo.

Czy na to będzie popyt?

Mając już w głowie pomysł na kurs, musiałem zmierzyć się z pytaniem: Dlaczego nikt czegoś takiego jeszcze nie zrobił? Brak jakiegoś produktu czasami może oznaczać rynkową niszę, a znacznie częściej – rynkową pułapkę. Skoro nikt tego nie robi, widocznie się nie opłaca. I w sumie fakt! Osobom, które świetnie rozumieją działanie kredytów, zwykle nie opłaca się pokazywać sposobów zaoszczędzenia na kredycie. Najczęściej zajmują się one udzielaniem kredytów, zatem z ich punku widzenia opisana wcześniej dysproporcja wiedzy jest bardzo korzystna.

Kluczowa była jednak odpowiedź na jeszcze ważniejsze pytanie: Czy będzie popyt na taką wiedzę? Choć większość osób w Polsce powtarza, że najlepszą inwestycją jest inwestycja w siebie, to jednocześnie bardzo niechętnie inwestujemy w siebie pieniądze. Innym częstym sloganem jest „czas to pieniądz”, ale te same osoby, które to powtarzają i wysoko wyceniają godzinę swojej pracy, wolą przedzierać się godzinami przez portale internetowe szukając „darmowej” wiedzy, marnują czas oddzielając ziarna od plew, nie wspominając już nawet o jakości decyzji podejmowanych w oparciu o tak zdobyte „fakty”.

Na szczęście prowadząc od kilku lat blog doskonale wiedziałem, że poziom świadomości wśród moich czytelników, znacznie przekracza średnią rynkową. By jednak mieć całkowitą pewność oraz właściwie dobrać materiał do kursu, postanowiłem to zbadać. 14 kwietnia 2016 r (tak, tak – już wtedy zaczęły się pierwsze przymiarki do kursu) przeprowadziłem proste badanie, zadając w ankiecie jedno otwarte pytanie: „Czego chciałbyś dowiedzieć się na temat kredytu hipotecznego?”

Wypełnianie ankiet, szczególnie z pytaniami otwartymi, to sprawa wymagająca pewnego wysiłku. Tymczasem Wasza reakcja nie pozostawiła żadnych wątpliwości, że temat jest dla Was ważny. Otrzymałem ponad 250 odpowiedzi! Nie żadnych tam zdawkowych komentarzy, tylko bardzo konkretnych, często rozbudowanych mini-elaboratów. Raport z wynikami badania miał 39 stron, z których każda wyglądała mniej więcej tak:

Co zrobiłem z tymi wynikami? Przez kilka tygodni mrówczą pracą kategoryzowałem poszczególne frazy wrzucając je do Excela i zliczałem cierpliwie, ile razy dany problem występuje. Później wystarczyło już tylko wykonać sortowanie w Arkuszu i dość dobrze wiedziałem, które sprawy są najważniejsze i jaką treścią zapełnić mój kurs.

Sam kurs to za mało

Po takiej analizie, rozpocząłem szersze badanie runku w poszukiwaniu publikacji na temat kredytu hipotecznego. Im dłużej szukałem, tym szerzej się uśmiechałem. Liczba błędów/przeinaczeń czy powtarzanych w kółko fałszywych sloganów była nieprawdopodobna. Wiedziałem, że mogę zrobić to lepiej, prościej, a przede wszystkim – bez mydlenia oczu. Usiadłem do intensywnej pracy i już pod koniec sierpnia 2016 r. miałem gotową treść wszystkich lekcji. I wtedy dotarła do mnie prosta refleksja:

Jeśli zrobię kurs, jak każdy inny, składający się z samych filmów i porad, nie pomogę wystarczająco moim kursantom.
Muszę zbudować kalkulator, który wygodnie pomoże im wszystko policzyć!

Pamiętam, jak rozmawiałem z kolegą o pomyśle kalkulatora, a on mi na to powiedział: Stary, siedzisz nad tym już pół roku. „Done is better than perfect”. Szkoda prądu! Dawaj, bo za chwilę ktoś inny to zrobi i obudzisz się z ręką w nocniku! Jednak dla mnie sprawa była prosta: to ma być praktyczny kurs, stanowiący bardzo konkretną pomoc dla jego uczestników, a nie jedynie źródło dodatkowego dochodu dla mnie. Dochodów mi nie brakuje. Chcę mieć jednak satysfakcję z super wykonanej pracy, nawet za cenę kolejnych miesięcy dziergania.

W listopadzie i grudniu 2016, wspólnie z Marcinem Kluczkiem, który jest „ojcem chrzestnym” kalkulatora, stworzyliśmy prototyp w Excelu. Okazało się, że w ofertach banków jest tyle wyjątków i tyle różnego rodzaju sposobów na naliczanie kosztów, że Excel zupełnie się nie nadawał. Był wielką płachtą, której tajniki znaliśmy tylko ja i Marcin i nawet sami zaczęliśmy się w tym gubić. Stało się jasne, że kalkulator musi mieć postać webową. Po kilku tygodniach programowania, kilku miesiącach testowania (z wykorzystaniem m.in. Doktora matematyki oraz Pani aktuariusz) – powstała wreszcie wersja 1.0. Porównując możliwości kalkulatora z Excelem oraz patrząc na to, ile czasu pozwala on zaoszczędzić i realnie pomóc w porównaniu ofert, jestem naprawdę zadowolony:

Prezentacje, zamiast filmów

No dobra. Jest kalkulator. Trzeba już tylko nagrać filmy i startujemy. Żaden problem – po doświadczeniach w TVN przed kamerą czuję się swobodnie, zajęcia z logopedą medialnym pomogły i prawie już nie seplenię, więc nagrywanie powinno pójść gładko… Nagrałem odcinek pt. „Ile tak naprawdę wyniosą Twoje raty?”, z dumą pokazałem go żonie i mówię: Niezła jakość, co? Moja żona, która również jest finansistką, powiedziała krótko: Tego się nie da opowiedzieć na filmie. Musisz to pokazać!

I tak powstała koncepcja, aby wyprowadzić moją gadającą głowę z centralnej części ekranu w prawy górny róg, a resztę przestrzeni wykorzystać do zilustrowania treści. To kosztowało oczywiście kolejne tygodnie pracy, ale dzięki temu teraz faktycznie o niebo łatwiej „wchodzi do głowy”. Co więcej – taka forma zmusiła mnie do wyrzucenia części treści. Od razu było bowiem widać, gdzie gadam za długo, bo nic się nie dzieje na animacji. W ogóle muszę się Wam przyznać, że wyciąłem około 1/3 kursu. Dlaczego?:

  1. Bo to ma być lekko podana „esencja” ważnych rzeczy.
  2. Bo lubię konkrety.
  3. Bo bardzo szanuję Wasz czas.

I ostatecznie odcinki kursu wyglądają mniej więcej tak:

Jak ustalałem ceny?

To była moja największa „zagwozdka”. Z jednej strony były głosy osób zajmujących się tworzeniem kursów online, które patrzyły na mój produkt pod kątem jego jakości i odnosiły go do innych kursów. Średnie propozycje cen wyglądały tu następująco:
Pakiet MINI:             349 zł
Pakiet CLASSIC:      499 zł
Pakiet PREMIUM:  1499 zł

Potwierdzały to różnego rodzaju podcasty amerykańskich „guru”, jak Ramith Seti. Michael Hyatt, Amy Porterfield czy Pat Flynn. Generalnie chodziło o to, by dotrzeć z kursem do swojej wąskiej grupy docelowej, która potrafi docenić wartość takiego produktu i sprzedać go w mniejszej ilości za wysoką cenę. Zdaniem tych autorów większość ludzi, którzy marudzą, że cena jest wysoka i tak nie dokona zakupu, nawet, gdy będzie niższa. Natomiast Ci, którzy potrafią liczyć i postrzegają swoją edukację w kategoriach inwestycji – dokonają świadomego zakupu i będą bardziej zadowoleni. Co więcej, badanie, które przeprowadziłem wśród osób zapisanych na listę mailingową, wskazywało, że dla blisko 48% chętnych dopiero cena powyżej 500 zł byłaby zaporowa:

Jednak w tym badaniu zadałem Wam również otwarte pytanie: Czy masz dla mnie jakieś dodatkowe uwagi związane z ceną kursu? I – wśród licznych odpowiedzi, że jakość musi kosztować, a ludzie świadomi to rozumieją – natrafiłem również na takie treści od osób optujących za niższą ceną:

Cenię twoją pracę i podejrzewam, że kurs będzie wysokiej jakości jednak jestem na etapie wychodzenia z długów i po prostu nie mogę sobie pozwolić na droższy kurs. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Marcin chciałbym żebyś również pomyślał o osobach z prowincji, którzy muszą się liczyć z trochę innymi realiami niż warszawskie. Dziękuje i pozdrawiam

W dwóch pierwszych pakietach daj szansę ludziom (dzięki Twojej pracy jakby nie było) na walkę z bankami. Sam „walczę” już od 4 (!) miesięcy i końca nie widać. Co do Premium – porady specjalistów kosztują i tutaj można „zaszaleć”.

Mam wrażenie, że dobrze rozumiem Twoje podejście do bloga, życia i dzielenie się wiedzą. Pieniądze nie są dla Ciebie najważniejsze, a powinny być efektem ubocznym dobrej treści, która ma przede wszystkim pomóc ludziom, którzy nie wiedzą kogo poradzić się biorąc największe zobowiązanie życia. Myślę, że pomoc i wartość dla użytkowników jest ponad dochody jakie z tego uzyskasz. One i tak do Ciebie przyjdą bo dobro powraca i to jest sprawdzone 🙂

To właśnie te komentarze osób z listy mailingowej sprawiły, że ostatecznie postanowiłem, iż ceny będą znacznie niższe. Wyobraziłem sobie osobę, która:
– wyda kilkaset tysięcy złotych na odsetki,
– kilka tysięcy złotych na prowizje bankową,
– zapłaci kilkanaście tysięcy na różne okołokredytowe „atrakcje”, o których nawet nie ma pojęcia….

a dzięki mojemu kursowi – za promil kosztów kredytu – dowie się jak to wszystko ograniczyć i zatrzymać w swojej kieszeni.

Biorąc to pod uwagę na razie ustaliłem ceny kursu na poziomie o kilkadziesiąt procent niższym, niż początkowo planowałem. Z czasem będę je stopniowo podnosił, targetując odpowiednio marketing w stronę świadomych klientów. A póki co dam szansę moim czytelnikom na skorzystanie z dobrych warunków, nawet jeśli się nie załapali na „przedpremierę”. To ile kosztuje kurs teraz? Możecie sprawdzić to tutaj:

 

Grupa kursantów na Facebooku

Większość osób nie zdaje sobie sprawy, jaką wartością przy tego typu kursie jest dostęp do zamkniętej grupy na Facebooku. Nie wszystko da się omówić w kursie, a tu mamy grono kilkuset osób, które poszukują dobrych ofert kredytów i dzielą się swoją wiedzą. Żeby za dużo nie pisać – zobaczcie przykładowy post z naszej grupy, który dobrze pokazuje, dlaczego warto dołączyć:

 

Planowanie, potęga „jednej rzeczy” oraz praca zespołowa

Rozpoczynając ten projekt nie zdawałem sobie sprawy, jak dużo wymaga to czasu i pracy. Patrząc na efekt końcowy, gdy po 1 czy 2 dniach możesz już być po przerobieniu kursu (tak, tak – pierwsi Absolwenci już się ujawniają ) – to może wydawać się małym projektem. Co trzeba było zrobić, by powstał ten kurs?

– przeprowadzić badanie rynku/popytu
– przeanalizować konkurencyjne produkty
– napisać treść 12 odcinków (260 tys. znaków = 144 znormalizowane strony maszynopisu)
– skonsultować treść lekcji pod kątem aktualności (z doradcami, pracownikami BIK, itp.)
– zaprojektować wygląd prezentacji,
– przygotować prezentacje i animacje w Power Point
– nagrać filmy i dźwięk
– zmontować (film + dźwięk + prezentacja)
– zaprojektować wygląd kalkulatora
– opracować brief kalkulatora dla programisty (z mini-wersją w Excelu i z objasnieniami formuł)
– zakodować kalkulator
– przeprowadzić testy kalkulatora (długi, iteracyjny proces)
– zaprojektować wygląd strony kursu
– okodować stronę i zabezpieczyć dostęp do treści,
– sparametryzować moduł transakcyjny i moduł fakturowania,
– podpiąć i przetestować system płatności,
– przeprowadzić testy transakcji,
– zmienić (w ostatniej chwili) hosting 😉
– itd…

Ale wiecie co? Pracowało mi się nad tym kursem rewelacyjnie. Dlaczego? Dość szybko zorientowałem się, że ustalanie kolejnych dealine’ów w początkowej i środkowej fazie projektu mija się z celem. Na początku byłem pewny, że wystarczą 3 miesięce, potem, że pół roku, ostatecznie – minął prawie rok. Przy czym „z kopyta” ruszyłem tak naprawdę w styczniu, gdy postanowiłem zmienić swoje podejście. Zamiast „ścigać się” z terminami, postanowiłem każdego dnia rano poświęcić 3 godziny na pracę nad kursem. To zgodne z filozofią „One Thing„, którą już kilka razy opisywałem na blogu.

Takie podejście sprawiło, że zachowałem świeżość i radość z tej pracy. Nie zaniedbałem życia rodzinnego, spokojnie realizowałem też inne projekty, cały czas uprawiałem sport (a nawet przebiegłem swój pierwszy maraton). Co najważniejsze – nie czuję się wcale zmęczony czy znużony tym projektem. Przeciwnie – jestem pełen entuzjazmu, by docierać z tym kursem do kolejnych osób, a opinie pierwszych Absolwentów dodają mi skrzydeł!

I jeszcze rzecz najważniejsza: ciągle pracowałbym nad tym kursem, gdyby nie pomoc osób, którym chciałbym serdecznie podziękować:

Joanna Woźniak z agencji Dominus– to dzięki niej strona kursu wygląda ładnie i działa,
Daria Bazydło – Egier – która w poczatkowej fazie projektu pomogła mi ogarnąć jego zakres
Andrzej Broszkiewicz – moje największe wsparcie – klepał prezentacje i ich animacje, nagrywał screencasty do kursu, nadzorował mailingi, a teraz wspiera mnie w „obsłudze klienta” i wielu innych zadaniach.
Adrian Kierzkowski – zakodował kalkulator i cierpliwie wprowadzał kolejne poprawki i ulepszenia
Marcin Mościcki – zaprojektował logo kursu i wygląd kalkulatora
Marcin Hinz – zmontował wszystkie filmy, dźwięk i prezentacje w całość
Marcin Kluczek – „Ojciec chrzestny” kalkulatora i jego nieposkromiony tester; dodatkowo – źródło ciągłych inspiracji do ulepszenia kursu
Sebastian Bilski – niestrudzenie dostarczał mi wszelkich informacji o aktualnych ofertach bankowych

Bardzo serdecznie dziękuję Wam za miesiące wspólnej pracy. Dodatkowo w kluczowych momentach pomogli mi również:

Ariadna Wiczling – z Po nitce Ariadny – która podpowiadała mi, jak mądrze komunikować premierę kursu
Patryk Kozioł
z Opiekunbloga.pl – przeprowadził błyskawiczną migrację na swój hosting i zapewnił, że nic się nie zawieszało
Mateusz Nikodem – z bloga Elfido , który pomógł w testach kalkulatora
Wojciech Wawrzak – z bloga Prakreacja – który pomógł ogarnąć aspekty prawne (m.in. politykę prywatności i regulamin)
Pani Aktuariusz – która była najbardziej wymagającą testerką kalkulatora, ale z racji pracy w znanej korporacji prosiła o anonimowość 🙂

Wam również z całego serca serdecznie dziękuję.

Co dalej z kursem?

A no właśnie. Co dalej?

Teraz kilka spokojnych dni, aby pierwsze osoby uczestniczące w kursie, mogły spokojnie się z nim zapoznać. To także okres dla wszystkich moich czytelników, którzy nie zdołali nabyć kursu po cenie „przedpremierowej”, aby dołączyć przy ciągle niewielkich cenach.

Następnie zbiorę opinie oraz wrażenia swoich kursantów i ruszam w listopadzie z szerszym marketingiem. Pierwsze wrażenia kursantów brzmią bardzo obiecująco:

Ola:
Po 5 lekcjach wiem, że nic nie wiedziałam nawet mając już 10 lat jeden kredyt. To najlepiej wydane 169 zł!  🙂

Grzegorz:
Cześć Marcinie, dzięki za doskonały kurs w zaskakująco niskiej cenie. Wczoraj ukończyłem Twój kurs – naprawdę kawał solidnej, bardzo wartościowej pracy. Tym bardziej dziękuje, że umożliwiłeś jego zakup w tak atrakcyjnej cenie. Jeśli będę miał znajomych, którzy będą szukali kredytu hipotecznego pozwolę sobie zarekomendować Twój kurs

Albert:
Kurs zakupiony, jestem po 2-ch odcinkach, hehe i już widzę, że biorąc teraz kredyt już bym na samym starcie stracił, bo za bardzo nie zwracałem uwagi na marżę banku i raty równe nie oznacza tanio….
Panie Marcinie tak jak napisał Bartosz, kawał wspaniałej pracy i na pewno polecę kurs wszystkim osobom, które będą stały przed decyzją kredytu hipotetycznego.

Patryk:

Jestem dopiero początkowym inwestorem w nieruchomości, ale mogę powiedzieć z całą pewnością, że kalkulator to mistrzostwo świata! Wcześniej liczenie wszystkich kosztów kredytu zajmowało mi godziny. Dzisiaj wreszcie mam narzędzie które pozwoli mi w prosty i sprawny sposób wyliczyć całkowite koszty kredytu!
Jestem przekonany, że kurs zwróci mi się wielokrotnie podczas realizacji kolejnych inwestycji!

Jeżeli macie jakiekolwiek pytania związane z kursem i jego premierą – serdecznie zapraszam do komentowania.

 

 

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 953 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze51 komentarzy

  1. Świetny kurs, mnóstwo wiedzy podane w bardzo przyswajalnej i konkretnej formie. Wszystko jest idealnie przygotowane i na pewno warte swojej ceny. Polecam bardzo bardzo bardzo!

    • Bardzo dziękuję Tomek!
      Feedback od moich pierwszych kursantów jest teraz na „wagę złota” 😉 Mam nadzieję, że „pójdzie w świat” i skończy się nieświadome przepłacanie za kredyty hipoteczne 🙂

  2. Gratulacje Marcin. Czytając wpis z jednej strony cieszę się, że postanowiłeś obniżyć cenę w stosunku do planowanej. Z drugiej jednak jestem zawiedziony grupą docelową.

    To tylko moja opinia ale wydaje mi się, że zamknąłeś sobie drogę do prawdziwego efektu skali i większej kasy z tego kursu. Targetując kurs na „fanklub” szybko zbierzesz zysk ale produkt nie będzie się rozwijał. Ze wszystkich czytelników których teraz masz zebrałeś 1100 na maila, kupiła połowa. Swoją „masę krytyczną” nakarmiłeś najniższą ceną. Maruderzy dostaną drożej i pewnie połowa odpadnie, bo drożej. Tutaj widzę słabość tego konceptu i jestem ciekaw twojej opinii i strategii.

    Jak dla mnie wyczerpałeś potencjał osobowy tego kursu i nie ma on mocy by wyjść poza tego bloga. Kurs jest bardzo fajnym produktem który mógłby trafić do szeregowego Kowalskiego. Moim zdaniem nie trafi bo sam pozbawiłeś się tej możliwości ograniczając grupę docelową. Wydaje mi się, że zamiast stopniowo wzrastać wraz z czasem od premiery, sprzedaż spadnie na niski ale stabilny poziom.

    Jeszcze raz gratulacje i jestem ciekaw jak będzie się sprzedaż rozwijać.

    • Callipso, dziękuję za opinię.

      Ja nie chcę sprzedawać kursu ludziom, którzy nie rozumieją, po co go kupują.

      Jeżeli ktoś może zyskać dostęp do kursu i kalkulatora za cenę wpisu w księdze wieczystej i szkoda mu na to pieniędzy, nie jest w mojej grupie docelowej.
      Nie pomogę tym, którzy nie chcą pomóc sobie 🙂

  3. Marcinie, czy kurs będzie w sprzedaży na stałe (z ewentualnymi podwyżkami lub ograniczeniami czasowymi dla pakietu premium)? Czy też trzeba się liczyć z tym, że za jakiś czas czas sprzedaż wstrzymasz?

  4. Marcin, ciężko mi to mówić, biorąc pod uwagę, że na co dzień zajmujesz się liczbami, ale dla 77,4% osób cena powyżej 500 zł była zaporowa.

      • Chyba jednak Ty. Daj znać jeśli dalej nie rozumiesz, to chętnie wyjaśnię. Liczę jednak na Twoją głowę do liczb.

        • „Dla blisko 48% chętnych dopiero cena powyżej 500 zł byłaby zaporowa”.

          Miałem na myśli to, że ustawiając cenę na 499 zł – zgodnie z rekomendacjami, dla 48% byłoby to poniżej ceny zaporowej, więc mogliby kupić.

          Za duży skrót – zgoda.

          • Bardzo duży skrót. Piszesz że dla blisko 48% cena powyżej 500 byłaby ceną zaporową. Ustawiając cenę na 499 byłaby to cena zaporowa dla 52,2% osób. Czyli więcej niż to co wg Ciebie.
            Nie wiem.. może ja coś źle rozumem.. No ale to się nie dodaje dla mnie. Częściowo rozumiem to, jak to liczysz, no ale nie tak działa matematyka.

            • Marcin Kluczek

              Nie bądźmy małostkowi. Przecież doskonale rozumiesz, nieprawdaż? Dopiero co srodze przekombinowałeś z 77,4%, więc to dobry moment, aby zakończyć temat 🙂

              • No nie.. Po drodze to Marcin wykombinował, że nie powyżej 500 zł tylko 499. Dla ceny powyżej 500 byłoby tak jak pisałem wcześniej. Nie jestem małostkowy.. Po prostu w artykule jest błąd.

                • Marcin Kluczek

                  Nie powinienem brać się za odpisywanie po północy 🙁 Jak najbardziej masz rację co do tych 77,4% dla pierwotnie postawionego pytania. Odnośnie małostkowości, chodzi mi o to, że Marcin pospiesznie sformułował zdanie mając coś innego na myśli. Błąd – zdarza się. Jest to temat poboczny, więc nie ma sensu go roztrząsać. Oczywiście wielkie dzięki za spostrzegawczość 🙂

          • Marcin, napisz, że ustawiając cenę
            między 500 a 600 zł blisko 48% osób kupiłoby kurs, bo to się bardziej trzyma kupy.

          • Nie, jednak nie.. nawet ja już zacząłem się gubić w Twojej narracji.. cena między 400 a 500 byłaby akceptowalna przez 48%

            • Marcin Kluczek

              Szacując akceptowalność cenę między 400 a 500 należałoby podać przedział.
              Cena z przedziału 400-500 jest akceptowalna dla 64,4%-47,8% ankietowanych.
              Fajna zagadka logiczna, ale dajmy już spokój 🙂

        • Hej Rajmund,

          może nie mam tak dobrej głowy do liczb jak Ty, ale ja widzę to tak:
          100% – 19,3% – 16,3% – 16,6% = 47,8%

          • Przy braniu kredytu ważne jest ogarnięcie właśnie tych drobnych szczegółów, które powodują, że jednak trochę to inaczej wychodzi na koniec..

          • Marcin Kluczek

            Cześć Olailao
            Jest subtelna różnica.
            – Badanie wskazało, że dla 52,2% cena powyżej 500 byłaby zaporowa.
            – Z kolei 47,8% badanych odpowiedziało, że cena powyżej 500 byłaby dla nich zaporowa.

      • Czy zaplacisz wiecej niz 200 NIE A więcej niż 500? No chyba Cię powaliło 19,3%
        Czy zaplacisz wiecej niz 300 NIE A więcej niż 500? No chyba Cię powaliło 16,3%
        Czy zaplacisz wiecej niz 400 NIE A więcej niż 500? No chyba Cię powaliło 16,6%
        Czy zaplacisz wiecej niz 500 NIE A więcej niż 500? NIE 25,2%

        Sumując 77.4%

  5. Nie zgłębiałam wszystkich metod Flynów czy Kiyosakich ale wywnioskowałam, że Marcin nie chce najlepiej sprzedającego się kursu a taki, który trafi do jak najszerszego grona dając mu przy tym jak najwięcej satysfakcji. Uważam, że strategia „pod włos” da efekty. Sama zakupiłam kurs po cenie dla mnie super akceptowalnej i poleciłam go rodzinie, która zakupiła go ze względu na rekomendacje oraz bardzo dobrą cenę.
    Mało jest produktów na rynku o tak dobrym stosunku ceny do jakości.

  6. Troche sie zle czuje, ze nie kupilem na promocji… ale obecnie nie planuję kredytu przez najblizsze pare lat. Jednak jak będę planował, to na bank najpierw zajrzę tutaj. Kalkulator wydaje się czyms nieocenionym. Pewnie sam próbowałbym taki zrobić gdybym podchodził do kredytu, ciesze się ze nie będzie takiej potrzeby bo już jest.
    PS. Jestem zdziwiony, ze nikt wczesniej tego (kalkulatora) nie zrobił. Brawo!!!

  7. Marcin, jeszcze raz gratuluję dobrej roboty. Jeśli ktoś myśli o kredycie hipotecznym jest to obowiązkowy materiał. Bardzo fajny pomysł na stworzenie grupy na fb, gdzie można uzyskać bieżące informacje na temat kredytu.

  8. Drogi Marcinie,
    Serdecznie gratuluję stworzenia kursu. Trzymałam kciuki na każdym etapie, mimo, że decyzję o kredycie hipotecznym podjęliśmy z Najdroższym już 4 lata temu i na pewno, na pewno zostaliśmy przez bank mocno naciągnięci.
    W przyszłym roku minie 5-letni okres naszego przymusowego związku z bankiem i wówczas chcielibyśmy przenieść kredyt do innego. Czy Twój kurs również obejmuje również temat zmiany banku dla kredytu hipotecznego?
    Bardzo się cieszę, że przedsięwzięcie się udało. Powodzenia we wszystkim, co robisz – to bardzo ważne i potrzebne!
    Miłego dnia,

    • Cześć Aniu, bardzo dziękuję 🙂

      Jeśli chodzi o „zmianę banku”, to w praktyce sprowadza się to do dwóch rzeczy:
      1) Zaciągnięcia kredytu w nowym banku
      2) Przelania środków z nowego kredytu na spłatę starego kredytu (w praktyce nowy bank przeleje środki bezpośrednio na rachunek „starego banku”)

      Analizę opłacalności całej operacji możesz spokojnie przeprowadzić naszym kalkulatorem w następujący sposób:
      1) Policzyć, ile jeszcze będzie kosztować Cię kredyt w obecnym banku – wpisując obecne saldo kredytu, okres do jego zakończenia, wysokość marży i inne ewentualnie ponoszone koszty
      2) Policzyć, ile kosztowałoby Cię dziś zaciągnięcie nowego kredytu (na podstawie otrzymanych ofert) – przy założeniu takiej samej kwoty i okresu, jak w powyższym punkcie

      W kursie tłumaczę dokładnie, jakie koszty trzeba wziąć pod uwagę.

      Może się okazać, że „nowy kredyt” wcale nie będzie tańszy. Może mieć np. niższą marżę, ale inne koszty, które ponosi się na początku (prowizja za udzielenie, opłata za wycenę, ubezpieczenie pomostowe, które może obowiązywać aż do momentu, gdy hipoteka nowego banku znajdzie się na I miejscu w Księdze Wieczystej – czyli po wykreśleniu hipoteki w starym banku) – mogą sprawić, że suma kosztów będzie wyższa.

      To trzeba na spokojnie policzyć i w zrozumieniu tego, jak takich obliczeń się dokonuje, kurs z całą pewnością pomoże.

      Nie tłumaczę natomiast w samym kursie, jak przeprowadzić taką operację, bo takie refinansowanie to dosyć rzadki przypadek. Ale na grupie na Facebooku „rozpracowujemy” takie sprawy.

  9. „Ja nie chcę sprzedawać kursu ludziom, którzy nie rozumieją, po co go kupują.” – Nie rozumiem tego zdania i idei za nią stojącą. Dla mnie każdy kto przebrnie przez proces zakupowy robi to świadomie i z przekonaniem, że to co kupuje pomoże mu uzyskać lepszy kredyt lub w jakiś sposób zaoszczędzić.

    Z tego co rozumiem to kurs miał pomóc szarym Kowalskim ogarnąć, że można wziąć kredyt rozsądniej niż przez pośrednika na słowo. Kurs miał nauczyć tych co tempo przytakują pośrednikowi rozumieć co do nich mówi i wiedzę by zweryfikować jego słowa. Z tego co widzę to twoja strategia jest kierowana do ludzi co ogarniają kredyt na tyle by wiedzieć, że łatwo przepłacić w pewnych miejscach i chcą wyśrubować wynik. Dla nich to jest inwestycja w obietnicę wynikającą z twojego autorytetu jako blogera. Tu mam obawę, że dla szeregowego Kowalskiego twój autorytet nie ma mocy sprawczej by przeskoczyć postawioną przez ciebie poprzeczkę. Takim ludziom najbardziej potrzebny byłby ten kurs ale oni nie mają (wiedzy) umiejętności i świadomości (jak bardzo powinni) by tą poprzeczkę przeskoczyć.

    Marcin nie twierdzę, że sama strategia sprzedaży jest zła. To jest dobra i łatwa strategia monetyzacji pomysłu w kontrolowanej grupie jakiej są czytelnicy. Amerykanie są mistrzami monetyzacji pomysłów biznesowych bo u nich społeczeństwo i tak jest przyzwyczajone do płacenia za wszystko a w szczególności wiedzy na każdym poziomie.

    Żałuję jedynie, że wybrałeś szybki zysk zamiast szerszego grona odbiorców.

    • Callipso,

      To zdanie oznacza, że nie chcę, aby ktoś kupił coś, czego nie potrzebuje, tylko dlatego, że cena jest niska.
      Załóżmy, że Ty nie potrzebujesz tego kursu – jesteś poza moją grupą docelową. Ale, gdyby cena była śmiesznie niska, być może byś kupił, np. z czystej ciekawości.

      Nie chcę poświęcać czasu takim „przypadkowym” kursantom, bo to odciągałoby moją uwagę od tych, którzy faktycznie kursu potrzebują.
      Interesuje mnie tylko to, aby poszukujący kredytu hipotecznego ludzie, którzy chcą świadomie podejmować finansowe decyzje i rozumieją, że warto zainwestować niewielką kwotę, by zaoszczędzić parę dobrych tysięcy, otrzymali do ręki gotowe narzędzie.

      Na blogu udostępniam całkowicie za darmo kilkaset artykułów, które sumiennie tworzyłem przez 4 lata. To moja forma pomocy dla szerokiego grona odbiorców.

      Kurs jest cały czas dostępny, dołączają do niego kolejne osoby, więc być może nie będzie tak źle, jak piszesz. Najwyraźniej inne osoby inaczej postrzegają cenę, niż Ty.
      Więcej wiary w ludzi w Callipso. Może jednak potrafią oszacować korzyści z inwestycji w siebie?

      • Widzisz Marcin tu się rozmijamy w podejściu biznesowym. Z mojego doświadczenia wynika, że klient który dostał usługę po bardzo niskiej cenie lub za darmo a ta usługa tak na prawdę nie była mu bezwzględnie potrzebna na dzisiaj ( ale cieszy się, że ją miał) to będzie miał mnie w pamięci przy zakupie innych usług ( poza tym już jest moim klientem i mamy relacje). Bardziej niż taki który nie zakupi usługi bo była za droga nawet jeśli była warta swojej ceny.

        Masz rację, jak by cena była niższa to pewnie kupiłbym z ciekawości. Pewnie nie dowiedziałbym się niczego czego już bym nie wiedział. Natomiast stały by się dwie rzeczy – pierwsza zarobiłbyś na tej sprzedaży. Dwa – jeśli kurs miałby poziom to albo przekazałbym konto koledze lub zachęcił go do kupna kursu. Tymczasem żadna z tych rzeczy się nie zdarzy.

        Nie wiem o jakim poświęcaniu czasu mówisz, o konsultacjach? Czy o udzielaniu się na grupie na FB? Wydaje mi się, że osoba która z kupiła z ciekawości to albo chce sprawdzić stan swojej wiedzy albo tak na wszelki wypadek bo może się czegoś dowie. Raczej nie będzie bombardować FB i prawie na pewno nie jest posiadaczem pakietu premium. Natomiast za rok może sobie przypomnieć, że teraz ta wiedza się przyda. Albo co fajniejsze zdobyta wiedza popchnie do działania i zdobycia więcej wiedzy. To moja opinia.

        Z pewnością znasz swoich czytelników i ich potrzeby. To co ja widzę w biznesie blogowym ogólnie to prosty schemat. Projekt w ramach bloga – cashowanie, następny projekt – cashowanie i to na tej samej grupie. Nie widziałem jeszcze produktu który wyszedł by poza grono docelowe czyli „wyhodowani” czytelnicy.

        Apple wypuszcza co chwilę nowego iphona i pomimo absurdalnych cen ludzie go kupują – tak jak by z innymi telefonami nie dało się zrobić tego samego. Spoko, Apple wyhodowało sobie klientów i ich cashuje – taki biznesplan. Po prostu nie rozumiem dorabiania idei typu „chcę tylko świadomych klientów co rozumieją , że wiedza musi kosztować” albo ” nie pomogę tym co nie chcą sobie pomóc sami” do strategii marketingowej

        Marcin trzymam kciuki i życzę ci żebyś miał jak największą sprzedaż bo włożyłeś w to czas i serce. Ale wiem też, że znajomi jak mój kumpel chcący kupić mieszkanie go nie zakupią ze względu na cenę i brak świadomości, że istniejesz.

        • Nie rozumiem Cię Callipso, a myślę też nad własnym biznesem, więc może się czegoś od Ciebie nauczę. To według Ciebie cena kursu powinna być maksymalnie mała, czy maksymalnie duża?

          Ja patrzę na to tak:
          Marcin ma swoich wiernych czytelników, więc dał im super kurs w super cenie 🙂 ja się z tego cieszę – bo nie znałem nawet widełek cenowych, więc nie mogłem pozycji „zabudżetować”, w dodatku promocja była na koniec miesiąca. Cena była dla mnie ogromnym zaskoczeniem i w sumie nie martwię się o to czy Marcin zarobił tyle ile chciał czy nie, wiem jednak, że wyciągnąć na koniec miesiąca cztery stówki to nie jest mały wydatek.

          Kurs był niewiadomą – Marcin udzielił więc mega obniżki – żeby „spłacić” kredyt zaufania.

          Kurs będzie się rozwijał (przynajmniej takie są założenia) – więc jego wartość będzie rosła, więc i cena będzie się podnosić.

          Ja nie widzę innej drogi, niż ta którą autor kursu obrał, no chyba, że poszedłby w ostry i nachalny marketing od samego początku, ale kto to lubi?

          „klient który dostał usługę po bardzo niskiej cenie lub za darmo a ta usługa tak na prawdę nie była mu bezwzględnie potrzebna na dzisiaj ( ale cieszy się, że ją miał) to będzie miał mnie w pamięci przy zakupie innych usług ( poza tym już jest moim klientem i mamy relacje). ” – no to właśnie mam wrażenie, że to się stało.

  10. Ja jestem zadowolona z zakupu i wydania takiej kwoty za to co otrzymuje.
    Przymierzam się do budowy domu i kredyt będzie konieczny. A szukając wiedzy na ten temat na własną rękę w internecie coraz więcej miałam wątpliwości, niechęci i ostatecznie stwierdzałam że wiem tak naprawdę coraz mniej.
    I nie zawsze duża kwota kursu oznacza zysk. Wiele jest kursów w podobnych czy większych cenach, ale ukierunkowanych na jakąś tam wiedzę i przede wszystkim zysku dla sprzedawcy.
    Blog Marcina śledzę już spory kawał czasu i nie miałam żadnych wątpliwości że po zakupie kursu nie zostanę sama tylko z kalkulatorem i przekazana wiedzą w postaci pdf czy filmików.
    I uważam że dzięki temu ten kurs zaprocentuje lepiej niż podobne. Swoją drogą jeszcze nie ma takich konkretnych kursów na kredyt hipoteczny 😉
    A grupa na fb rewelacja – każdy wymienia się swoimi pomysłami, doświadczeniami i znaleźć można pomoc specjalistów.

    Ja jestem mega zadowolona i nie omieszkam proponować innym osobom które nie wiedzą skąd brać informacje na ten temat oraz od czego zacząć.
    🙂 🙂

  11. Gratulacje Marcinie !!! Życzę Ci, byś dzięki temu kursowi osiągnął status milionera 🙂 Mam też prośbę: czy możesz opisać mechanizm zakupu mieszkania za gotówkę ? Czy i w tym przypadku możliwe są podobne oszczędności ?
    Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów osobistych i finansowych !

  12. Po prostu dobra robota Marcinie. Widać, że włożyłeś dużo pracy i teraz zbierasz owoce, na które oczywiście w pełni zasłużyłeś 🙂

  13. Cześć Marcin!
    Czytam Twojego bloga od około dwóch lat i głównie dzięki Tobie(jak i Twojej książce) i Michałowi Sz. Jestem uświadomiony co do finansów osobistych i chciałem Ci za to bardzo podziękować!
    Jestem w trakcie spłacanie pierwszego kredytu hipotecznego i mam zamiar go jak najszybciej spłacić, więc zacząłem już go nadpłacać. Robię to po to, by szybciej móc wziąźć następny kredyt, dlatego bardzo podoba mi się, że dostęp do kursu jest aż na 3 lata. Na ten moment głównym narzędziem dla mnie będzie kalkulator, a na kursie skupie się zapewne przed zaciąganiem kolejnego kredytu.
    2 rzeczy, które odrazu przyszły mi na myśl, jak możnaby usprawnić kalkulator:
    -zapisanie kalkulacji – przydałaby się możliwość nadania nazwy – tutaj ja głównie symuluje wczesniejsze splaty, ale np gdy ktos porównuje kilka banków łatwiej by mu było wrócić do konkretnej kalkulacji
    -możliwość dodania kilka nadpłat tego samego typu np.: chciałbym dodać 2 jednorazowe nadpłaty jedną w grudniu, drugą w lipcu. Lub w tym roku chcę nadpłacać co miesiąc 3000zł, ale spodziewam się podwyżki i w przyszłym będzie to już 4000zł itp

    Kawał dobrej roboty na blogu jak i z kursem i kalkulatorem. Mam nadzieję, że przyniosą Ci duże zyski!

  14. Właśnie dołączyłam do grupy kursu. Jestem po I-ej lekcji. Początek ciekawy. Całość- od wyglądu serwisu, po przekaz informacji (filmy) na 5+. Wracam do kolejnej lekcji. A tak, poza wszystkim. Szkoda, że nie udało mi się „załapać” na wersję promocyjną, ba! nawet nie wiem ile kosztowała. Ale decydując się na zaciągnięcie kredytu hipotecznego na ileś set/dziesiąt zł- nieważne, 249,00zł jest na pewną kwotą, którą warto zainwestować we własną wiedzę. Cieszę się, że zrobiłeś ten kurs 🙂

  15. Cześć Marcinie.
    Ja akurat mam przyjemność być świadomym klientem (sam pracuję w banku od dłuższego czasu) i wiem jak działają banki (wynagrodzenie doradcy zależy os sprzedaży co nawet przy dobrej woli sprzedawcy kończy się na wciskaniu produktów lub zmianie pracy). Chętnie podzielilbym się wiedzą, ale pewnie konsultowaleś kurs z ludźmi którzy pracują po złej stronie mocy czyli w banku. Nie wiem czy poruszyles też tematy co robić gdy nieukryćna ratę lub stracę zdolność? Bo większość ludzi jednak stara się ukryć przed bankiem i nabija dodatkowe koszty co nie jest oczywiście zbyt mądre. Pozdrawiam

  16. Z kursu nie skorzystam bo zdążyłem już spłacić swój kredyt hipoteczny 🙂 M.in. dzięki Twojemu blogowi Marcinie 🙂

  17. Nam, Marcinie, zrobiłeś miły prezent tą ceną za kurs – wiedziałam, że go kupimy, ale im taniej tym mniejszy będzie dysonans, że płacimy za coś, co aż tak szybko się nie zwróci… Dużo kredytów mamy już wziętych, a z następnymi może być ciężko ze względu na zdolność.

    Masz rację, że ilość darmowych informacji w internecie psuje nas jako klientów, ale na szczęście na tyle jesteśmy wyedukowani, aby doceniać cudzą pracę i rzetelną, wartościową wiedzę, i chcieć za nią płacić. Niska cena kursu spowodowała też, że chętniej będę namawiać innych na zakup, bo nie usłyszę, iż kogoś nie stać, a ja nie rozumiem, bo „mam na to”.

    Znam wiele osób, których stać, a jednak nie korzystają z tego typu wiedzy, bo nie mają takiej potrzeby/chęci/wyobraźni. Z drugiej strony – znam też wielu (+ ta osoba w lustrze widziana codziennie…), którzy wydają bez sensu pieniądze na nierealizowane marzenia. To może być książka, której nigdy się nie przeczyta, a kupiło się pod wpływem emocji i wielkich planów o zmianie nawyków/diety/życia. To są karnety na siłownię, które – nie wykorzystane, leżą w portfelu. To wreszcie kurs, którego się nawet nie włączyło… Tego się boimy, gdy nasza świadomość rośnie, gdy zaczynamy liczyć ile kosztuje nasz brak dyscypliny, nasze nie spełniane marzenia. Dlatego tak mocno kalkuluję kwoty moich wydatków na cele edukacyjne. Zastanawiam się kilka razy, czy aby na pewno z tego skorzystam, czy mam czas, potrzebę, wystarczającą ilość zasobów, aby zrealizować dane przedsięwzięcie. Im niższa cena, tym większa szansa, że jednak kupię, a jak już wydam pieniądze, przy obecnym stanie świadomości, MUSZĘ skorzystać.

    Życzę dalszej owocnej sprzedaży 🙂 Fajnie, ze podchodzisz do tematu misyjnie, że masz chęć dzielenia się, a nie tylko zarabiania. Niech skala zrobi swoje, bo zasłużyłeś na godne wynagrodzenie tak ciężkiej i wartościowej pracy. A z recenzją zaglądnę później, gdy przerobimy z Mężem kurs – czekam na jego wolny czas 🙂

    • Wystarczy użyć przycisku „Przejdź na stronę kursu” w tym wpisie. Ale po weekendzie dodam w kluczowych miejscach na blogu odnośniki – słuszna uwaga 🙂

      • Właśnie o to mi chodziło. Gdy wpisze się w google’a „Marcin Iwuć” wyskakuje link do tego bloga i kilka sublinków, jeden z nich to http://marciniwuc.com/przewodnik-po-kredycie-hipotecznym/. Tam też nie ma odnośnika do kursu. Jeżeli przyjdzie tu ktoś „nowy” będzie musiał się trochę wysilić, żeby go znaleźć. U Michała Sz. (swoją drogą chyba wielu wskazuje go jako inspirację) są zawsze trzy kreacje reklamowe- każda inna, żadna nachalna, wszystkie skuteczne.

        Ciekaw jestem efektu po weekendzie. Pozdrawiam.

  18. Cześć Marcin, apropo kursu, jego promocji, możliwości ” wpadnięcia ” na niego w sieci. Rozmawiałem ostatnio ze Znajomym – jest na etapie edukacji na temat kredytu hipotecznego, namiętnie szukał informacji na ten temat w internecie. Ostatecznie poleciłem Mu Twój kurs, z którego Kolega jest bardzo zadowolony i tego właśnie szukał. Sugestia aby popracować nad promocją w internecie aby Kowalski mógł w pierwszej kolejności trafić na to cudo : )

    Gratuluje kursu,

    Pozdrawiam,

    Tomasz

  19. Ten case study to mistrzostwo. Nic tylko się uczyć jak się powinno dobrze sprzedawać produkt online. Gratuluję spektakularnego wyniku. Wyobrażam sobie ogrom pracy jaki za tym stał. Mam nadzieję, że uczestnicy kursu będą bardziej niż zadowoleni.

Odpowiedz

Podobają Ci się artykuły na blogu?

Zdjęcie autora Dołącz do ponad 8953 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.

 

FreshMail.pl