FreshMail.pl

FBO 046: Jak rozmawiać z dziećmi o pieniądzach? – konkurs z nagrodami

37

Wychowanie naszych dzieci w taki sposób, by wyrosły na mądrych, odpowiedzialnych i świetnie radzących sobie w życiu ludzi, to wielkie wyzwanie. Żyjąc w świecie „dorosłych”, doskonale wiemy, że jedną z kluczowych umiejętności, pomagających w odniesieniu życiowego sukcesu, jest mądre zarządzanie pieniędzmi. Niestety, szkoła tego nie uczy.

Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak samodzielne zadbanie o finansową edukację naszych dzieci. I tu natrafiamy na wielki problem: skąd czerpać wiedzę, pomysły oraz właściwe materiały? Gdzie szukać sposobów, które w ciekawy i skuteczny sposób nauczą dzieci tej trudnej sztuki?  Co tak naprawdę się sprawdza i działa, a co jest wyłącznie mitem?

Kilka dni temu zapowiedziałem na Facebooku nagranie audycji na temat edukacji finansowej dzieci i zapytałem Was, jakie pytania powinienem zadać moim gościom w trakcie wywiadu. Pod postem zamieściliście kilkadziesiąt pytań i w dzisiejszym odcinku znajdziecie szczegółowe odpowiedzi. Zanim jednak zaproszę Was do wysłuchania podcastu, mam bardzo miłą wiadomość.

1000 zł na nagrody – czyli 10 kart podarunkowych do Empiku 😉

Zawsze podkreślam, że nie tworzę tego bloga samodzielnie, tylko wspólnie z moimi czytelnikami. Wasze komentarze wnoszą bardzo wiele wartościowych spostrzeżeń, pomysłów i porad. Dzielicie się własnymi metodami dbania o finanse i bardzo pomagacie w ten sposób innym osobom odwiedzającym ten blog. Bardzo Wam za to dziękuję.

Aby zachęcić Was jeszcze bardziej do wspólnego tworzenia treści, dzisiaj mam dla Was 10 kart podarunkowych do Empiku o wartości 100 zł każda. Co należy zrobić, by zdobyć jedną z nich?

Wystarczy po wysłuchaniu podcastu zostawić na dole tego wpisu komentarz, w którym podzielicie się swoimi metodami, sposobami czy pomysłami na finansową edukację dzieci. Karty podarunkowe powędrują do autorek i i autorów najciekawszych komentarzy. Natomiast o tym, które komentarze zostaną nagrodzone, zadecydują moje rozmówczynie:

Sylwia Wojciechowska – mama, autorka książki dla dzieci pt. „Julek i dziura w budżecie” oraz bloga promującego przedsiębiorczość i edukację finansową wśród najmłodszych malimoi.pl

oraz

Danuta Musiał, również mama i pasjonatka finansów osobistych, która będąc dyrektorem marketingu i komunikacji postanowiła połączyć pasję z pracą i uruchomić w Union Investment TFI bardzo ciekawą akcję poświęconą edukacji finansowej dzieci, pod hasłem: Mamo, tato, skąd się biorą pieniądze?  A cóż to w ogóle za akcja?

Mamo, tato, skąd się biorą pieniądze?

Jednym z większych problemów w przypadku edukacji finansowej dzieci jest dostęp do informacji na temat tego, jak robić to mądrze. Na moim blogu, w zakładce Dzieci i finanse, znajdziecie serię artykułów na ten temat, ale to zaledwie kropla w morzu potrzeb. Większość przydatnych materiałów jest porozrzucanych w różnych miejscach w Internecie.

Akcja Mamo, tato, skąd się biorą pieniądze? ma na celu zgromadzenie w jednym miejscu autorów zajmujących się tym tematem, zebranie ciekawych pomysłów i sposobów na finansową edukację dzieci oraz udostępnienie ich rodzicom, którzy chcą w świadomy sposób zadbać o wiedzę i umiejętności swoich dzieci. Już dziś znajdziecie tam m.in.:

– kilkadziesiąt artykułów,
– kilka ebooków do pobrania,
– planer finansowy dziecka,
– planer finansowy nastolatka,
– kilkanaście quizów.

Cały czas powstają kolejne artykuły i materiały i przyznam szczerze, że sam spędziłem kilka godzin na przeczesywaniu zasobów na stronie tej akcji. Pozwoliło mi to dorzucić kilka bardzo fajnych narzędzi do prywatnego arsenału, z pomocą którego staram się uformować finansową inteligencję moich córek. O części z nich usłyszycie w dzisiejszym podcaście.

A tak prezentuje się lista autorów tworzących treści na stronie akcji:

  • Ania Sadowska – którą mieliście okazję poznać z gościnnych wpisów na moim blogu na temat finansowej edukacji dzieci; Ania prowadzi obecnie swój blog: www.aniasadowska.com
  • Angelika Talaga – edukator, neuropsycholog, profesjonalny mówca – znana w sieci jako Matka Chrzestna – czyli Godmother
  • Sylwia Wojciechowska – którą poznacie właśnie w dzisiejszym podcaście, prowadząca blog Mali Moi
  • Diana Litwin – Dolezińska – autorka bloga Pieniądz jest kobietą
  • Aleksandra Bohojło – mama trójki dzieci, autorka bloga Esencja
  • Anna Czereszewska – psycholog i terapeuta rodzinny, blog Dzieci i Pieniądze
  • Łukasz Grygiel – doświadczony bankowiec i tata, autor bloga Sto Monet

Gdy otrzymałem kolejną propozycję współpracy od Union Investment TFI – firmy zarządzającej aktywami inwestycyjnymi w kwocie ponad 10 mld złotych – spodziewałem się oczywiście, że będzie to akcja poświęcona funduszom inwestycyjnym. Tymczasem okazało się, że tym razem chodzi o bardzo ciekawy i zdecydowanie godny polecenia projekt edukacyjny. Dlatego jest mi niezmiernie miło napisać, że:

Sponsorem nagród i partnerem 46. Odcinka podcastu FBO jest Union Investment TFI – organizator akcji Mamo, tato, skąd się biorą pieniądze? Na stronach tej akcji znajdziecie artykuły, ćwiczenia, książeczki do kolorowania, ebooki, quizy i wiele innych materiałów, mających na celu wesprzeć Was w edukacji finansowej dzieci. Zachęcam Was gorąco do odwiedzenia tej strony:

-> Mamo, tato, skąd się biorą pieniądze?

W 46. odcinku podcastu FBO usłyszysz m.in.:

– W jakim wieku rozpocząć edukację finansową dzieci?
– Jak edukować małe dzieci, by się nie zniechęcały?
– Jak zachęcić dzieci do cierpliwego odkładania pieniędzy?
– Jak wyjaśnić dzieciom, skąd się biorą pieniądze?
– Czego uczyć dzieci na poszczególnych etapach rozwoju (w wieku przedszkolnym, szkolnym i nastoletnim)?
– Czy dziecko powinno dostawać kieszonkowe?
– Czy powinniśmy kontrolować, na co dzieci wydają własne pieniądze?
– Za jakie prace możemy płacić swoim dzieciom?
– Jak działa Bank Taty i Bank Mamy oraz jakie powinien płacić odsetki?
– Co zrobić, gdy dziadkowie i wujkowie podrzucają dzieciom pieniądze za naszymi plecami?
– Jak włączyć nastolatki do dbania o budżet domowy?
– i wiele innych…

Linki do materiałów wymienionych w audycji:

Zapraszam do konkursu! Podziel się w komentarzu swoim sposobem lub pomysłem na edukację finansową dzieci i wygraj jedną z 10 kart podarunkowych do Empiku w kwocie 100 zł
Wyniki ogłosimy tutaj, w poniedziałek, 11. grudnia o 20:00

 

Ten artykuł jest częścią cyklu poświęconego Edukacji finansowej dzieci. Znajdziesz w nim sprawdzone sposoby i pomysły na przygotowanie dzieci do świetnego radzenia sobie w świecie finansów. Oto lista artykułów z tego cyklu:

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na dole tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes

za pośrednictwem aplikacji Stitcher

poprzez RSS

A jeżeli wolisz poczytać, to tutaj znajdziesz spisaną treść dzisiejszego odcinka podcastu:

Pobierz spisaną rozmowę:
FBO 046: Jak rozmawiać z dziećmi o pieniądzach.pdf

Jestem bardzo ciekawy Twoich wrażeń z tej rozmowy i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes 

 

 

Zapraszam do konkursu! Podziel się w komentarzu swoim sposobem lub pomysłem na edukację finansową dzieci i wygraj jedną z 10 kart podarunkowych do Empiku w kwocie 100 zł

Wyniki konkursu

Zgodnie z moimi oczekiwaniami – jak zawsze można na Was liczyć ;) Dziękuję bardzo serdecznie za wszystkie komentarze oraz mnóstwo ciekawych podpowiedzi na temat tego, jak mądrze zadbać o finansową edukację naszych dzieci.

Otrzymałem właśnie listę zwycięzców. Danuta i Sylwia – jak napisały – starały się doceniać najciekawsze, ale zarazem praktyczne podejście.

A zatem – kto zdobył kartę podarunkową do empiku? Oto lista laureatów (kliknięcie w nick, przenosi do komentarza):
1. Dorota
2. Sylwia
3. Marcin Kluczek
4. Grzegorz
5. Agnieszka
6. Ola
7. Bartosz
8. Ula
9. Łukasz
10. Agnieszka

W jaki sposób odebrać nagrodę?

Aby odebrać nagrodę, wystarczy wysłać z adresu email, który podaliście w komentarzu, wiadomość zatytułowaną Nagroda w konkursie na adres: blog.marcin.iwuc@gmail.com

Po potwierdzeniu adresu natychmiast odeślę Wam kod elektroniczny o wartości 100 zł uprawniający do dokonania zakupów na stronie Empik.com.
Jeszcze raz serdecznie Wam dziękuję za udział w konkursie i gratuluję wygranej!

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 953 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze37 komentarzy

  1. Jestem mamą trójki dzieci 17,15 i 5 lat. Wychowywujac starsze dzieci miałam na uwadze szacunek również do pieniędzy . Dzieci nie miały od razu tego o czym marzyły. Tak przecież jest w dorosłym życiu. Na wiele życzy musimy czekać , choćby dla tego by upewnić się, że jest nam to na prawdę potrzebne. Moje starsze dzieci mają dopiero od niedawna kieszonkowe . Mają założone konta kieszonkowe w Pekao 24. Przed tą decyzją uzgodnilam z nimi trzy cele na które one mogą wydawać przesłane przeze mnie pieniądze. Przyznam, że jest to dla mnie oszczędność. Oczywiście wymaga to ode mnie konsekwencji. Kolejnym moim sposobem jest wydzielanie starszym dzieciom pieniędzy na inne dodatkowe wydatki tj. : korepetycje, stomatolog, zajęcia dodatkowe… na okres 2 tygodni. Dzieci otrzymują kopertę z karteczka gdzie jest precyzyjnie wyznaczona suma pieniędzy i cel na który mają one być wydane. Taki sposób sprawdza się u mnie bardzo pozytywnie . Po pierwsze dzieci widzą ile kosztują korepetycje, zajęcia itp… Po drugie, uczą się odpowiedzialności i muszą pamiętać o zapłaceniu za daną ,,usługę.”pozdrawiam Magda

  2. Małgorzata

    Super !!! Tego mi brakowało ,teraz juz wiem jak przygotowac dziecko (9 lat tak,i 18 lat to juz nie) do gorączki przedświatecznej ,zeby w nie zbłądzić i pogrążyc w finansowych problemach , dzieki temu ze istnieje blog ☺ to cala rodzina prowadzimy budżet domowy ☺ 👍 dziękuję

  3. Najlepiej odniesc sie do komunikatu ja czyli powiedziec ze rodzice zarabi aja okreslona kwote, ktora musza podzielic na obowiazki i przyjemnosci:), podkreślając, że najpierw trzeba opłacić rachunki.

  4. Temat finansów w edukacji dzieci, wydaje mi się trudny.
    Bo z jednej strony trzeba dać dziecku swobodę wyboru i pozwalać popełniać błędy, a z drugiej strony właśnie przed błędami chce się dziecko uchronić. Więc jak pozwolić na kupienie za całe oszczędności lizaki, nie skomentować i pozwolić się dziecku tym zakupem cieszyć?

    No ale nie o problemach miałam pisać, tylko na sposobie na edukacje finansową dzieci.
    Podstawą wydaje mi się wyjaśnienie zasad działania produktów bankowych, tak aby dziecko stając się dorosłym człowiekiem wiedziało co to jest karta kredytowa, co to karta płatnicza, kredyt (brrrr…). Edukacja finansowa powinna dać młodemu człowiekowi wiedzę, która pozwoli podejmować mu świadome decyzje finansowe oraz sprawi, że nie będzie łatwo go oszukać czy naciągnąć. Rodzice nastolatków, powinni mieć na uwadze doinformowanie ich w tej tematyce. Pamiętam jak koledzy na studiach wpędzali się w kredyt studencki, wierząc że to najlepsze co mogą zrobić, bądź posługiwali się kartą kredytową. A co może ważniejsze, jak potem żałowali swoich decyzji (bo po studiach pojawiła się praca i pieniądze, ale też nowe wydatki – mieszkania, chęć założenia rodziny, a kredyt studencki był kulą u nogi).

    A jeśli chodzi o wychowanie i edukację dzieci młodszych, to w książce Doroty Zawadzkiej przeczytałam przykład, który zapadł mi w pamięć. Opis dotyczył koleżanki autorki, która chciała przekonać swoją córkę, że zabawka którą dziecko wybrało jest za droga. Fakt był taki, że koleżanka zarabiała dobrze i było ją stać na tę droga zabawkę. Ostatecznie użyła argumenty, że cena tej zabawki wynosi tyle ile miesięczna wypłata pielęgniarki. Co ostatecznie dotarło do dziecka. Na podstawie tego przykładu wyciągnęłam dla siebie kilka wniosków:
    – trzeba być szczerym. Kłamstwa „mamusia nie ma pieniążków” moga się wydać i zniweczyć plan wychowawczy
    – rodzic musi się nagimnastykować intelektualnie, aby przekonać dziecko, czy wytłumaczyć mu pewne racje. Nikt nie mówił że będzie łatwo 🙂
    – rozmawiać, tłumaczyć, opowiadać, a przede wszystkim słuchać dziecka.

  5. Mam na imię Dorota. Bardzo podobają mi się Wasze pomysły, choć muszę nieskromnie stwierdzić, że niektóre jakoś instynktownie realizuję od kilku lat 😉
    Starszego syna zaczęłam edukować finansowo przez przypadek gdy miał 3,5 roku. Otóż zapragnął pewnej reklamowanej zabawki, która była dość droga. Umówiliśmy się, że będzie zbierał na tę zabawkę: codziennie rano dostawał ode mnie złotówkę i mógł zdecydować, czy przeznacza ją na loda bambino, czy wrzuca do specjalnego słoiczka (podpisanego i umieszczonego na honorowym miejscu) – znaczna większość jego złotówek trafiła do słoiczka! Oczywiście czasem ciocia czy babcia coś dorzuciła (obawiam się, że taki maluszek nie dał by rady zbierać pół roku po złotówce). Jak już było tego wystarczająco dużo, pojechaliśmy do sklepu z zabawkami. Pani kasjerka miała bezcenna minę, gdy młody uroczyście postawił przed nią swój słoiczek 🙂 Od tamtego czasu dostaje kieszonkowe – wiadomo, na początku było raczej symboliczne, ale było. Teraz młody ma ponad 9 lat, umie już korzystać z karty bankomatowej (ma konto „junior” w moim banku). Czasem, gdy dostanie więcej pieniędzy, np. na gwiazdkę, proponuję mu „lokatę bankową” w dwóch wariantach. I on siedzi i przelicza, która mu się będzie bardziej opłacała. Np. lokata „tyle % odsetek, ile miesięcy trwa lokata” vs „lokata 3 miesięczna na 5%”. Oczywiście spisujemy umowy w 2 egzemplarzach, podpisujemy się itd. 🙂 Przy większych wydatkach, siada razem z tata i się zastanawiają, czy „to coś” jest konieczne do kupienia, czy nie ma tańszej wersji, czasem robią składkę na jakiś sprzęt. Dla zasady nie daje mu pieniędzy poza kieszonkowymi (no chyba, że wykona jakąś naprawdę ponadstandardową pracę). Jeśli mu brakuje – proponuję pożyczkę – oczywiście na % – jeszcze się nie zdarzyło, by skorzystał :p .
    Młodszak – przedszkolak ma nieco późniejszy start edukacyjny ze względu na autyzm, ale wie po co są pieniądze (i już nie robi scen w sklepie tylko dlatego, że JEGO zakupy trzeba położyć pani kasjerce na taśmie 😛 ), czasem przy drobnych zakupach daję mu pieniądze, żeby zapłacił i dla mnie to już sukces 😉

  6. Witam ! Po wysłuchaniu ostatniego podcastu chciałam się podzielić kilkoma spostrzeżeniami. Jestem matką dorosłych już synów i wiem, że najlepszy był dla nich dobry przykład rodziców i szczere rozmowy o finansach. Chciałam jednak poruszyć inną kwestię. Ze względu na pracę z dziećmi w młodszym wieku szkolnym muszę niestety potwierdzić ,że w podstawie programowej nie ma tematyki związanej z edukacją finansową. Jednak ze względu na to, że zawsze interesowała mnie ta tematyka udało mi się znaleźć ,a potem zakwalifikować się z moją klasą do bardzo ciekawego projektu realizowanego przez Stowarzyszenie Krzewienia Edukacji Finansowej pt. „Myślę, decyduję ,działam”- finanse dla najmłodszych.Projekt trwa 3 lata ,a jego celem jest rozwijanie u dzieci umiejętności związanych z zarządzaniem pieniędzmi, namysł nad dokonywaniem wyborów , krytyczne myślenie i działania charytatywne. Projekt jest bardzo ciekawy, zajęcia są prowadzone w grupach. Dzieci otrzymały również bogaty pakiet różnych pomocy dydaktycznych i bardzo chętnie uczestniczą w tych zajęciach. Poznają nowe słownictwo , a niejednokrotnie muszą podejmować rożne decyzje finansowe. Ludzie pasjonaci , którzy stworzyli ten projekt pragnęli wyjść naprzeciw potrzebom współczesnego społeczeństwa. Niestety w projekcie bierze udział tylko 40 nauczycieli z całej Polski wraz ze swoimi uczniami. Może w niedługim czasie ,podczas kolejnej reformy ,ktoś zajmie się tym jakże ważnym tematem w edukacji i uwzględni go w podstawie programowej. Pozdrawiam Dorota.

  7. Uważam, że najlepszym narzędziem edukacji finansowej dzieci jest kieszonkowe. Moje dzieci otrzymują drobne pieniądze na własne wydatki od szóstego roku życia, przy czym kwota kieszonkowego uzależniona jest od wieku dziecka. Nie mówię dzieciom na co mają wydawać swoje pieniądze, niczego nie zabraniam, ale zawsze zachęcam do przemyślenia zakupu.
    Minimum 20% kwoty kieszonkowego dzieci oszczędzają, resztę wydają na swoje bieżące potrzeby i zachcianki. Mogą oczywiście oszczędzać więcej, według uznania. Dobrym motywatorem jest tu określony cel oszczędzania, np. na rower czy konsolę do gier.
    Rozmowa z dzieckiem o finansach również jest ważna, ale uważam, że i tak dziecko najwięcej nauczy się samo, poprzez praktykę, zarządzając swoimi własnymi pieniędzmi. Decydując na co wydać kieszonkowe, pozna wartość pieniądza i stopniowo będzie uczyło się mądrze gospodarować coraz większymi kwotami.

  8. Marcin Kluczek

    Jakiś czas temu wymyśliłem prostą grę edukacyjna dla córki. Pierwsze próby z czterolatką były raczej nieudane, ale po doszlifowaniu zasad z pięciolatką poszło już gładko. Wystarczy, że dziecko w miarę sprawnie liczy do dziesięciu i ma chęć do zabawy. To taka rozbudowana wersja inspirowana „bankiem taty”, ale na niby.

    Opis: Grają dwie osoby: rodzic i dziecko. Jedna osoba jest „bankiem”, a druga osoba radzi sobie w świecie finansów osobistych.

    Potrzebne akcesoria: Atrapy banknotów. Najlepiej gotowy zestaw, ale można z dzieckiem przygotować własne.

    Zasady:
    1. Bank w każdej rundzie wypłaca w ramach „pensji” określoną ilość gotówki. Ja po etapie nauki zasad stosowałem zasadę ośmiu banknotów. Początkowo nie zwracałem uwagi na nominały.
    2. Gracz ma za zadanie zapłacić za wszystkie kategorie wydatków (każdorazowo jeden banknot). Rodzic wyjaśnia dziecku za co się płaci, aby mogło odnieść wydatki do swojego małego świata. Osobiście używałem sześciu stałych kategorii
    a. Rachunki „za mieszkanie” (czynsz, prąd (światło), woda itd.)
    b. Jedzenie i picie
    c. Ubrania
    d. Higiena (szczoteczka i pasta do zębów, mydło)
    e. Przedszkole
    f. Samochód („samochód musi się napić paliwa”)
    3. Gracz może zrobić z nadwyżką, co zechce np. kupić zabawkę, cukierki, wybrać kino itd. (zawsze 1 banknot). Liczą się tylko zachcianki, ponieważ potrzeby zostały już zaspokojone.
    4. Rodzic może wprowadzić element nieplanowanego wydatku np. zepsuta pralka, awaria auta („boli kółko”). Wówczas bank będzie domagał się jednego banknotu.
    5. Bank ustala cel np. odłóż pięć banknotów na wakacje.

    Działanie banku
    1. Za depozyty bank hojnie płaci np. do każdych dwóch banknotów, które przeleżały rundę dodaje jeden banknot
    2. Bank może proponować kredyt i wtedy trzeba oddać więcej np. w zamian za trzy banknoty, cztery razy po jeden.

    Zamiana ról: Nic nie stoi na przeszkodzie, aby dziecko, które zrozumiało zasady nie mogło być bankiem 🙂 Maluchy mają świetne pomysły.

    Poziom trudności: Wraz z rozwojem dziecka można wprowadzać inne kategorie lub rozbijać je, uczyć wartości nominałów, stosować różne ceny dla poszczególnych wydatków, różnicować wielkość dochodu itd. Rodzic decyduje, kiedy dziecko staje się gotowe na nowe elementy, a gra, która dostosowuje się do poziomu dziecka wolniej się nudzi.

    Cele edukacyjne:
    – Dziecko rozumie, że rodzina dysponuje pewną ograniczoną ilością pieniędzy, których większość rodzice wydają i pozostaje bardzo ograniczony pula, którą należy mądrze wykorzystać
    – Dziecko rozumie, że wiele wydatków jest związane bezpośrednio z nim, np. nowe ubranka, pyszny deserek. Czasem pozwala to wytłumaczyć brak nowej zabawki zakupem czegoś innego dla dziecka.
    – Dziecko dostrzega, że wydaje się pieniądze zarówno na rzeczy materialne, które widzi tj jedzenie, ubrania, pasta do zębów, ale również to z czego korzysta czyli utrzymanie mieszkania/domu lub paliwo do auta. Dowiaduje się, że usługi również kosztują np. pobyt w przedszkolu, wyjazd wakacyjny (dużo kosztuje), wyjście do kina.
    – Dziecko wie, że istnieje instytucja zwana bankiem, która dodaje tym, którzy odkładają i zabiera, tym którzy pożyczają (element bankructwa jest jak najbardziej wskazany).
    – Ostatecznie dziecko poprzez internalizację wydatków i obserwację działania banku, a także podpowiedzi i modelowe zachowanie rodziców zaczyna dostrzegać związek przyczynowo skutkowy między rozsądnym wydawaniem a własnym życiem. W sposób bardzo uproszony, ale na początku wystarczy 🙂

    Fajne doświadczenia z gry (efekty):
    – Córka jako bank przypominała mi, że zapomniałem kupić paliwo do samochodu, a czasem sama domagała się banknotów wymieniając po kolei wszystkie kategorie
    – Zostałem zaatakowany jednoczesną awarią pralki, lodówki i samochodu – ojciec płać! i nie było zmiłuj. Na szczęście jest wyjątkowo szczodra i wypłaca mi więcej niż ja jej
    – Od kiedy córka zbankrutowała, uparcie odmawia wszystkich kredytów (yes, yes, yes)
    – Po pewnym czasie mocno ograniczyła wydatki na zabawki i inne zachcianki. Od początku nastawia się teraz na realizację celu i seryjnie zgarnia wygrane.

    Największa zaleta: Przy takiej grze jest cała masa okazji, żeby tłumaczyć dziecku na prostych przykładach jak wygląda struktura wydatków i jak oszczędzać. Dziecko, które się bawi szybko przyswaja wiedzę.

    PS. Nasz sposób na kieszonkowe to metoda portfelika i słoika. Kilka monet, które córka otrzyma musi wpłacić po części do portfela (na drobne zachcianki) i słoika na „cele długoterminowe” np. zakup swieżaka lub innej wymarzonej zabawki (może być z premią za zbieranie). Dzięki słoikowi przebrnęliśmy przez etap wydawania wszystkiego. Nawet na początku niemal zawsze miała coś w słoiczku. To był przymus. Teraz sama wkłada najpierw do słoika.

  9. Ja planuję nauczyć moje dwie córeczki gospodarowania pieniędzmi i oszczędzania tak jak mnie nauczyła babcia z tatą. Obecnie jestem tatą dwójki maluszków jedno 3 latka a drugie 5 miesięcy, starszą córkę zacząłem niedawno uczyć wartości pieniądza dając bardzo drobne kwoty pieniędzy, które może albo wydać od razu na drobne przyjemności albo odkładać na jakąś większą zabawkę. Początkowo wygrywały szybko realizowane przyjemności typu lody, słodycze, ale z czasem przeważyła chęć posiadania droższej zabawki i 3 miesiące moja pociecha odkładała otrzymywane pieniążki i udało się jej dokonać zakupu pierwszej większej rzeczy samodzielnie.

    Bardzo mi się podobała jej radość i zadowolenie i to nie tylko z samej zabawki , ale również z tego, że udało się jej samej dokonać zakupu z oszczędzonych pieniędzy. Dzięki takim drobnym kwotą, mam nadzieje nauczę ją na przyszłość gospodarować dobrze pieniędzmi, ja miałem podobne wzorce w domu i nauka radzenia sobie z pieniędzmi od małego, która zaprocentowała w dorosłym życiu.

    W późniejszych latach (około 10 lat) planuję nauczyć dziecko operowania pieniędzmi zakładając konto i kartę debetową, może wydawać się to wcześnie , ale ja w tym wieku miałem założoną książeczkę oszczędnościową w PKO i uczyłem się wypełniać i wypłacać pieniądze na poczcie i banku. Teraz wydaje mi się , że to wszystko jest dużo prostsze, nie trzeba stawać do okienka, mieć kontaktu z kasjerką i dziwnymi uśmiechami, że taki mały a przyszedł po pieniądze. Dla mnie taka nauka wniosła bardzo wiele pozytywnych wzorców, które pozwoliły mi w dorosłym życiu radzić sobie z zarządzaniem finansami, dzięki czemu nie miałem problemu z nadmiernym zadłużeniem.

    Planuję by zaczęły w późniejszym wieku pracować w wakacje, nawet dorywczo 1-2 tygodnie, by móc poznać wartość pracy i pieniądza. Nawet drobne prace pozwalają docenić czas i trud potrzebny na zarobienie odpowiednich pieniędzy, dzięki czemu przy kolejnych zakupach włącza się lampka czy na pewno tego potrzebujemy. Ja sam miałem możliwość wykonywać drobnych prac pomocniczych przy zbieraniu owoców, rozdawaniu ulotek itp, dzięki czemu poznałem realną wartość pieniądza.

    Od chwili narodzin każdej z dziewczynek, założyłem im konta oszczędnościowe i odkładam pieniądze otrzymywane na ich chrzciny, urodziny, imieniny, jakieś inne okazje. Kwota powoli rośnie i ma pozwolić im na zakup mieszkania, gdy wejdą w dorosłe życie, może nie uda się odłożyć całej kwoty, ale będzie to z pewnością bardzo duży wkład. Już po starszej widzę, że teoretycznie odkładane małe kwoty, dają efekt kuli śnieżnej i kwota wynosi już ponad 10% wartości mieszkania, czemu dziwią się moi znajomi bo oni mimo pracy nie zdołali nawet odłożyć takiej kwoty.

    Moim celem jest taka nauka gospodarowania pieniędzmi, żeby mogły sobie poradzić w dorosłym życiu i nie doszło do zachłyśnięcia się pierwszymi pieniędzmi z pracy.

  10. Mam 2 córki: starsza Natalia ma 8 lat, a młodsza Lilka ma 3 lata. Starsza córka ma swoją skarbonkę i już trzeci rok zbiera każdą złotówkę na laptopa. Zdaje sobie sprawę, ile to kosztuje i ile cukierków mogłaby kupić, jednak wie, ze może mieć jedną konkretną rzecz, jeśli tylko będzie oszczędzać. Młodsza córka jeszcze niewiele rozumie, ale pomaga siostrze w zbieraniu oszczędności.. 😉 gdy znajdzie w domu, leżące na stole monety, zaraz biegnie i wrzuca do skarbonki 😀 , z czego Natalka jest bardzo zadowolona:) Są na tyle małe, ze nie orientują się jeszcze w kontach, lokatach, procentach… to do nich nie przemawia jeszcze, ale trafia do nich na pewno poznawanie wartości pieniędzy poprzez pokazywanie im, co można zrobić dobrego, mając chociaż parę złotych. Pokazuję im np., że możemy kupić chipsy, słodycze albo wesprzeć jakąś rodzinę w akcji Szlachetna paczka. Trafia to do nich, szczególnie Natalka zawsze dokonuje trafnego wyboru. Dziewczynki są świadome, jak oszczędzać.. poprzez proste przykłady z życia.. zakręcają wodę w kranie, bo wiedzą, ze to kosztuje, ze w niektórych krajach świata jej brakuje.. Każdy pomysł na rozmowę o finansach jest dobry. Do moich córek najbardziej trafiają takie proste przykłady z życia.

  11. Tak sobie myślę, pozwólmy dzieciom byc dziećmi i cieszyc sie dziecinstwem…..Balet, basen, skrzypce, angielski w żłobku, mały bankier….. jestem na NIE. same wybiorą to co lubia kiedy przyjdzie czas.
    Czy to znaczy że nie dbam , nie martwie sie o przyszłośc moich dzieci? Ależ oczywiście że nie. Po prostu po przeanalizowaniu mojego własnego zycia ( dzis mam 40 lat) wpajam dzieciom iż skoro sa mądre, dobrze sie uczą to niech mysla o takich kierunkach, które w przyszłości pozwola im , przy stosunkowo niewielkim wysiłku, jak to sie mówi ” kosić szmal”…. Bo ja nie miałem tak świadomych rodziców, ale bedąc juz nastolatkiem sam na to wpadłem że ”money matters” i chciałem robic cos, co sprawi że bede ich miał więcej niz przecietny Kowalski. Dzis jest ok, ale to co mam mógłbym mieć o wiele mniejszym nakładem pracy, i to własnie wpajam dzieciom. One już wiedza że fajnie jest miec pieniadze, że pragnienie posiadania pieniedzy nie jest czyms złym, że fajniej jest mieszkac w domu, jezdzić na wakacje dobrym autem, kupowac w sklepie bez liczenia czy nam nie zabraknie itp. więc juz wiedzą, że musza tak kierowac swoim losem, żeby kiedyś, za pare, czy nascie lat, nie martwic sie ile wynosi średnia krajowa, bo bedą zarabiac jej wielokrotnosc…..Pomyśl: czemu dziecko lekarza zostaje lekarzem?……………………….

  12. Ja zachęcam do zajrzenia do mojego artykułu o tym, jak „Jak zacząć zarabiać jako dziecko” 🙂
    W nim również ukazuję, jak można edukować dzieci pod tym względem, a zarazem wplatam tam własne doświadczenie, które otrzymałem od rodziców!

  13. Temat edukacji finansowej jest mi bardzo bliski w związku z tym, że mam 1,5 rocznego synka i lada moment stanę przed wyzwaniem wyedukowania jego w tym zakresie. Oto kilka pomysłów:
    PIERWSZY pomysł dotyczy dzieci już starszych i wspomnianego kieszonkowego. Zależy mi, aby mój syn potrafił jasno powiedzieć na co przeznaczył swoje pieniądze. Żeby mógł wskazać, gdzie i na co się rozeszły. Ma to za zadanie nauczenie go budżetowania i zarazem planowania wydatków. Zależy mi, żeby planował na co chce przeznaczyć pieniądze i nauczył się odkładać. Chciałbym, aby prowadził spis swoich wydatków już za młodu. Wyrobiłoby to w nim świadomość na co najczęściej przeznacza pieniądze oraz jak na przestrzeni czasu zmieniają się ceny. Później mając jego spisane wydatki chciałbym pokazać mu na ich przykładzie jak wygląda to z perspektywy czasu. To tak jak z płaceniem abonamentu jedyne 50 zł miesięcznie, ale w skali roku zaczyna się dziać magia. Można zobaczyć rzeczy, których się wcześniej nie widziało.
    DRUGI pomysł. Sam prowadzę budżet domowy od ponad 2 lat. Liczę, że gdy syn będzie trochę większy i będzie potrafił dochować tajemnicy przy rówieśnikach dołączy do mnie i mojej żony podczas comiesięcznego planowania. Na pewno będę go zachęcał, żeby po części w nich uczestniczył nawet jak będzie młodszy, ale później chciałbym, aby wspólnie w tym uczestniczył. Myślę, że z czasem przy przedstawieniu planowanych wpływów i wydatków sam bym mu zlecił przeprowadzenie takiego budżetu i zaplanowanie kolejnego miesiąca, tak żeby się spinał. Dałbym mu szansę pilnowania planowanych wydatków w danym miesiącu, żeby mógł dostrzec to jak czasem trudno jest zaplanować i jak wiele rzeczy może się wydarzyć. Jak dużo kosztuje chorowanie (bieganie półnago), jak dużo kosztują jego zachcianki itd.
    TRZECI pomysł. Trudno jest nie powtórzyć pomysłów autorek w podcaście jak również osób we wcześniejszych komentarzach, ale chciałbym mojemu synowi przedstawić wszystkie znane mi techniki, jakimi oddziaływają na nas sklepy, reklamy. Dlaczego w hipermarketach nie ma okien, dlaczego zabawki i inne rzeczy leżą na jego wysokości. Dlaczego asortyment w sklepie jest systematycznie zamieniany miejscami i wreszcie jak działa na nas reklama. Wszystko po to by był bardziej świadomy. Wiem, że to trudne, bo sam ulegam tym reklamom. Wszyscy ulegamy, ale chciałbym, żeby był bardziej świadomy. Chcę, żeby zrozumiał dlaczego wybiera tą zabawkę a nie inną i z czego to wynika. Być może na początku będzie trudno mu to wytłumaczyć, ale myślę, że 8-10 latek już spokojnie zacznie dostrzegać te mechanizmy. Zrozumienie tego przełoży się mam nadzieję na świadome decyzje o ewentualnym zakupie.
    CZWARTY pomysł. Jak chciałbym, żeby mój syn zrozumiał wartość pieniądza. Dawanie kieszonkowego nie jest złe, ale nigdy nie chciałbym dostawać pieniędzy za wykonywanie obowiązków domowych. Mimo wszystko to powinien robić dla naszego wspólnego dobra. Mam jednak pomysł jak mógłby dorobić. Sam dorabiam naprawiając komputery. Realnie mogę mu pokazać, że za wykonanie jakiejś usługi dostaje się pieniądze. Chciałbym go nauczyć wykonując przy okazji swoją prace jak sam może to robić i zarobić pieniądze. Wtedy tak zarobione pieniądze mógłby przeznaczyć na dowolny cel. W końcu zarobił. Tą metodę można przełożyć na wiele rzeczy. Większość z nas przecież coś wykonuje, żeby zarobić pieniądze. Generalnie rzeczy, za które muszę wydać pieniądze, a nie są jakieś mocno skomplikowane mogę zlecić mojemu synowi.
    PIĄTY pomysł dotyczy wyjaśnienia czym są kredyty, jak działają karty kredytowe. Wszystko w formie zabawy. Żeby zrozumiał, że to nie są jego pieniądze i najlepiej będzie jak po prostu je zarobi, a nie pożyczy. Myślę, że mógłbym nawet zasymulować jakaś drobną pożyczkę na jakąś wymarzoną rzecz, która musiałby odpracować oddając więcej niż pożyczał, a w przypadku nie oddawania dług by rósł, aż w reszcie przyszedłby komornik. Nie mniej ciągle myślę jak to przeprowadzić w taki sposób, żeby mi się chłopak nie zestresował. 😊
    To tyle ode mnie. Dziękuję za super podcast.
    Pozdrawiam, Grzegorz

  14. Dziękuję bardzo za fajnie przekazaną wiedzę. Niestety mój syn jest jeszcze zbyt młody na takie tematy, ale już nie mogę się doczekać kiedy zastosuję wiedzę zdobytą na Twoim blogu (i nie tylko) w praktyce.

  15. A ja chcę zastosować kilka pomysłów, które sprawdziły się i w moim dzieciństwie:

    1. Wartość pieniędzy – własna waluta

    Kiedy byłam w przedszkolu zupełnie nie rozumiałam cen produktów, pieniądze były dla mnie zupełnie abstrakcyjne, a porównanie dużo lub mało zbyt ogólne. Dlatego moi rodzice zamiast złotówek wprowadzili gumy mamby. I tak szybko się nauczyłam, że chleb to 2 opakowania mamb, masło 4, a płyn do naczyń 5. Pewnym wyzwaniem było, kiedy pytałam, ile mamb kosztuje samochód lub pralka, jednak podanie liczby, której jeszcze nie znałam lub przeliczenie na kartony stanowiło dla mnie wystarczające wyjaśnienie. W ten sposób sama rezygnowałam czasami z chęci posiadania jakiejś zabawki lub innej zachcianki, bo to za dużo kosztuje. Walutą może być dowolna rzecz, którą dziecko lubi i łatwo ją przeliczać. Jedyny warunek dziecko musi już dość dobrze liczyć.

    2. Przereklamowana zabawka

    Moja mała siostra chciała koniecznie dostać lalkę, którą zobaczyła w reklamie telewizyjnej. Codziennie wracała do tego tematu i w związku ze świętami i pisaniem listu do świętego Mikołaja rodzice postanowili spełnić jej marzenie. Niestety w sklepie okazało się, że lalka jest brzydka, mała i nie warta 1/4 swojej ceny. Co zrobili w takiej sytuacji? Zabrali siostrę do sklepu z zabawkami i pokazali wybrany przez nią prezent, wyrażając oczywiście swoją opinię. Siostra sama uznała, że produkt odbiega od jej wyobrażeń i zdecydowała się na inną zabawkę. Jestem zdania, że dla możliwości kształtowania samodzielnego podejmowania decyzji i zdrowego podejścia do reklam, warto podjąć ryzyko, że dziecko nie zmieni zdania i kupimy beznadziejną zabawkę. Minus pomysłu – trzeba liczyć się z kosztami, bo i tak siostra wybrała dość drogi prezent, więc pomysł sprawdza się tylko, kiedy i tak planujemy coś dziecku kupić np. urodziny lub święta.

    3. Wyjazd na wakacje – kieszonkowe

    Czas wakacji, czas beztroski, morze, plaża… i dwóch nastolatków, którzy koniecznie chcą zagrać na automacie, kupić lody, gofry, frytki i pizzę i… watę na patyku, choć w sumie jej nie lubią. Po dwóch dniach ciągłych negocjacji i dyskusji, zakończonych kolejnym wydatkiem lub obrażoną miną, nasi rodzice wprowadzi kieszonkowe. Każdego dnia otrzymywaliśmy z bratem ok. 20 zł na własne potrzeby. Z pieniędzmi mogliśmy zrobic, co chcemy: wydać na dowolny cel np. przekąski, uzbierać większą kwotę i kupić pamiątkę czy ubranie lub zaoszczędzić i wydać po powrocie do domu. Na początek dostaliśmy pieniądze na 1 dzień, a potem z góry na 3. Rodzice pytali nas co kupiliśmy, ile wydaliśmy. Czasami komentowali nasze decyzje, ale się nie wtrącali i nie podejmowali za nas decyzji. Wiedzieliśmy jednak, że nie dostaniemy więcej pieniędzy nawet jak skończą się nam w jeden dzień i że w domu pieniądze tak łatwo nie spadną nam z nieba. Ostatecznie sami narzuciliśmy sobie dyscyplinę i ok. 1/4 otrzymanych pieniędzy udało się nam zabrać do domu. Dużo/mało możecie mi wierzyć, że gdyby rodzice trzymali pieniądze u siebie wydaliby znacznie więcej, a my nauczylibyśmy się tylko, że im więcej się marudzi, tym więcej się dostaje. No sprawdzi się to tylko, jeśli dzieci mają już pdstawy związane z zarządzaniem pieniędzmi.

    4. Prezenty od dziadków i innych krewnych

    Wcale ich nie demonizuję, bo sporadzyczny, dodatkowy zastrzyk gotówki, moim zdaniem, nie zniszczy wychowania i wiedzy o finansach, a może czasem jest to tylko wygodna wymówka rodziców?
    Dla mnie wszystko jest ok, jeśli spełniona jest jedna zasada – ja wiem, że dziecko otrzymuje pieniądze. Wtedy mogę zaproponować, jak wykorzystać otrzymaną sumę: zaoszczędzić np. na rower lub nowe meble do pokoju, kupić coś ekstra np. dodatkową sukienkę, zabawkę, albo zaprosić całą rodzinę do kina lub na basen. Zdecydowanie jestem przeciwna wciskaniu dziecku pieniędzy w tajemnicy (i tu rozumiem wkurzonych rodziców), bo jest to ryzyko przejadania się słodyczami, zubienia kasy lub kradzieży.

    Zobaczymy, jak te i inne rady sprawdzą sie przy wychowywaniu mojej córki, która nie ma jeszcze zębów,a konto w banku już ma 🙂

  16. Bardzo fajny odcinek podcastu. Podoba mi się przede wszystkim to, że pokazaliście różne aspekty jak i zdania – rozmówczynie nie we wszystkim zgadzały się w 100%. Jestem mamą niemowlaka i przedszkolaka. Wiem, że już niedługo z przedszkolakiem będziemy wprowadzać bank taty, albo raczej mamy, bo to ja chcę wprowadzić, więc pewnie będę miała więcej energii do tego 🙂
    Teraz z naszą trzylatką robimy:
    1. Listy zakupów – obrazkowe, córka rysuje, lub z tatą kopiują obrazki z internetu i wklejają na kartkę A4, drukują, córka bierze podkładkę, długopis i idziemy. Oczywiście wiem co jest do kupienia, ale za każdym razem pytam córkę co jeszcze mamy na liście – miny sprzedawców i innych klientów bezcenne, a córka jest bardzo zaangażowana! Zdarzyła nam się „wpadka”, córka bardzo chciała cukierki, których nie było na liście. Rozmawiałam z nią o tym, że następnym razem, że nie ma na liści itp, a ona nie płakała, jęczała tylko … odwróciła się, dorysowała i powiedziała, że już jest na liście, więc musimy kupić 🙂
    2. Rozmawiamy przy niej o finansach, gdy zdarzyło się, że danego dnia (dzień przed wypłatą) nie mieliśmy już pieniędzy w budżecie na „zachcianki” to jej wytłumaczyłam, że dzisiaj po tańcach nie idziemy na sok wyciskany i o dziwo córka zrozumiała, sama tacie opowiadała, że dzisiaj po tańcach nie kupujemy soku, bo nie mamy na to pieniążków (zawsze jej ten sok kupowaliśmy) i już. Był to fajny wstęp do rozmów o tym po co tata chodzi do pracy i córka zaczęła przy kolejnych okazjach, gdy czegoś chciała, pytać czy dzisiaj mamy pieniążki, żeby to kupić 🙂

  17. Uważam, że edukacja finansowa dzieci zależy głównie od zamożności ich rodziców. Jeśli rodzice zarabiają dużo pieniędzy (np. ponad 10 tys. zł miesięcznie) i spełniają wszelkie zachcianki swoich dzieci od ręki, to trudno im będzie nagle „zakręcić kurek” z finansami i z dnia na dzień powiedzieć dziecku, że koniec z przyjemnościami, od dziś uczysz się gospodarowania pieniędzmi. Dzieci takich zamożnych rodziców maja według mnie trudniej, bo wszystko mają podane pod nos – od małego widzą rzeczywistość w luksusowej oprawie i mają wszystkie swoje zachcianki spełniane od razu. I tacy rodzice czasem sami zderzają się z brutalną rzeczywistością, gdy nagle z dnia na dzień zostają bez pracy albo bez męża/żony, który był gwarancją finansowego bezpieczeństwa. Wtedy rodzić oprócz swoich kłopotów finansowych ma też problem z dzieckiem, które przyzwyczaiło się do życia bez problemów. Ja nie należę do tych krezusów, sama muszę zapracować na swoje przyjemności i wiem, że gdybym miała nauczyć swoje dzieci rozsądnego posługiwania się pieniędzmi, to z pewnością musiałabym się liczyć z małymi lub dużymi porażkami. Bo choćbyśmy nie wiem ile razy powtarzali dziecku, że pieniądze nie biorą się ze ściany, i uczyli jak mądrze wydawać pieniądze, żeby na wszystko wystarczyło przez cały miesiąc, to dziecko i tak wyda całe swoje kieszonkowe na przykład na zakup pamiątek z wakacji na kolonii. Nie mam swoich dzieci ale parę lat temu byłam kilka razy wychowawczynią na koloniach i tam właśnie miałam okazję zobaczyć jak dzieci gospodarowały swoim kieszonkowym. Pierwszego dnia kolonii każde dziecko mogło wpłacić swoje pieniądze do depozytu, żeby nie zginęły (to było jeszcze przed epoką kart bankomatowych dla dzieci) i potem wychowawca wypłacał te pieniądze zgodnie z prośbą dziecka. Jedne dzieci prosiły codziennie o 10 zł, inne po 2 dniach kolonii wypłacały całość, a jeszcze inne na koniec turnusu otrzymywały cała kwotę z powrotem, bo nie było im to potrzebne – nie miały wydatków. Zdarzały się tez szaleństwa zakupowe w sklepach z pamiątkami i rodzice dosyłali pieniądze w czasie trwania kolonii (najpierw był telefon do domu z prośbą: „Kochane pieniążki przyślijcie rodzice.”). 😉
    Ja zostałam nauczona przez swoja mamę, z nie można od razu dostać tego, co mi się spodobało w sklepie, tylko musiałam albo odkładać z kieszonkowego i samej kupić, albo mogłam poprosić o daną rzecz Mikołaja lub jako prezent na urodziny. Ale zasada była taka, że moje zachcianki nie były spełniane od ręki, bo w dorosłym życiu tez nie można mieć wszystkiego od razu, tylko trzeba odkładać pieniądze na większy wydatek(wyjazd wakacyjny, zakup komputera, nowego samochodu itp.). Jestem zwolenniczką dawania kieszonkowego dzieciom, żeby mogły same płacić za swoje wydatki, np. doładowanie telefonu (bo przecież dzieci mieszkają w domu z rodzicami i chyba niewiele osób każe im się dokładać do podstawowych zakupów i opłat zamieszkanie) i żeby widziały, że pieniądze się kończą, gdy się je wydaje i trzeba czekać na kolejną wypłatę – tak samo jak dorośli otrzymują wypłatę raz w miesiącu i jeśli zaszaleją zaraz po wypłacie, to potem muszą się nagimnastykować, jak przetrwać do kolejnej.

  18. I właśnie dlatego tak lubię prowadzić ten blog – gdy mam wrażenie, że już dużo na dany temat wiem, pojawiacie się z komentarzami i dorzucacie kolejną porcję super pomysłów 😉

    Bardzo Wam dziękuję i oczywiście – proszę o jeszcze!)
    10 kart czeka na swoich laureatów 😉

  19. Cześć,
    dziękuję po raz kolejny za inspirację.
    Nasze dzieci są jeszcze całkiem małe. Starszy syn ma niecałe dwa lata, a córeczka 5 miesięcy.
    Cała droga przed nami.
    Na razie wprowadziłem sobie założenie, że odpowiednio dla każdego co miesiąc odkładam stałą kwotę na koncie.
    Do tego, jeżeli dzieci dostaną jakieś pieniądze od dziadków, czy rodziny to wykonuję odpowiednio bonusowe wpłaty na ich konto. Być może jak będą starsze otrzymają całość, albo część pieniędzy (np. z okazji urodzin dostaną 50 zł od babci, do ręki dostaną 10zł, a reszta na ich konto). Rachunek mają wspólny, ale dodatkowo mam wszystko wpisane w exelu 🙂
    Dopóki dzieci są małe i w zasadzie wszystkie ich potrzeby zaspakajamy, chciałbym korzystać z różnych pomysłów, żeby je powoli wprowadzać do świata „pieniądza”. z Waszych rad, bardzo ciekawy pomysł z tym słoikiem dla małych dzieci, czy bankiem taty, mamy 🙂
    Czy wprowadzę kieszonkowe jeszcze nie wiem, ale oprócz tego przy trochę starszych dzieciach, tak jak wspominaliście, że od Komunii Świętej, długo, długo nic i nagle niepokorne nastolatki. Ja myślę, że w miarę jak ich potrzeby i wpływ społeczny będą się zwiększać, czyli załużmy od ósmego roku życia z puli którą uzbieram, z moich comiesięcznych wpłat chciałbym im w całości powiedzmy raz na kwartał, czy rok pewną sumę wypłacać.
    Najpierw wytłumaczyłbym skąd się wzięły te pieniądze i dlaczego im je przekazuj.
    Jakie to będą kwoty wyjdzie „w praniu”.
    Chciałbym, żeby ta suma zwiększała się z każdą wypłatą. To na co przeznaczą te pieniądze, będzie ich decyzją. Ja uznam te pieniądze nie jako stratę, ale naukę dla nich. Muszę zaznaczyć, że zgodnie z rozsądkiem, kwota będzie adekwatna do ich potrzeb. Nie dam np. 8 latkowi 1000zł na własne zachcianki 🙂 ale np. nastolatkowi, być może dam…
    Chodzi mi o to, że jeżeli już w młodszym wieku, przed 18-stką będą mogły operować większą sumą pieniędzy, pierwsze rozczarowania, zawody, straty spowodowane złą decyzją i stratą pieniędzy w ten czy inny sposób, będą miały za sobą, to być może będzie im łatwiej „wejść” w dorosłe życie. Być może, dzięki obyciu się wcześniej z większymi kwotami, będzie im łatwiej gospodarować pieniędzmi, które sami zarobią i tą świadomość wartości pieniądza, na starcie będą mieć większą.
    Tak jak piszę, dzieci są jeszcze małe, ale nic nie zaszkodzi odkładać już pieniędzy na ich ewentualne późniejsze kieszonkowe, czy wypłaty o których pisałem, jak jednak zrobimy pokaże czas.
    Pozdrawiam

  20. Marcin, masz doskonały tajming odnośnie publikacji tego podcastu – jestem świeżo upieczonym ojcem i pomimo tego, że póki co moja codzienność finansowa kręci się bardziej wokół promek na pieluszki czy mleko dla niemowląt, to już teraz myślę o tym, jak będziemy uczyć nasze dziecko zarządzania pieniędzmi, żeby było mądrzejsze niż jego rodzice 🙂

    Świetny materiał, dużo ciekawych porad i bonus w postaci wartościowych komentarzy.

    Dzięki 🙂

  21. Lubie te Marcinowe wpisy bo skłaniaja mnie one do refleksji i zadumy nad własnym zyciem.
    Tak sobie więc myslę: opuściłem 36m2 mieszkanie mojej mamy w wieku 25 lat, z plecakiem ubrań, które nota bene zostały kupione mi przez mamę, dyplomem wyższej uczelni w kieszeni oraz świadectwem kwalifikacyjnym uprawniajacym mnie do wykonywania mojego zawodu. Nie było w mojej rodzinie zadnej edukacji finansowej, kieszonkowego, nigdy nie byłem na kolonii, mama od mojego urodzenia nie odkładała mi na konto kasiorki i w wieku 25lat nie podarowała mi 1mln PLN czy kilograma złota. Więc paradoksalnie najwiekszą edukacja finansowa była dla mnie bieda. Patrzyłem na sasiadów, znajomych moich rodziców itp. i wiedziałem jedno: nie chce tak życ jak oni, klepac biedy i liczyć, odkładać, kalkulować…..
    Pierwsze mieszkanie kupiłem w wieku 28 lat.
    Dom zakupiłem w wieku 32 lat.W dom wpompowałem około bańkę.
    Dzis mam 40 lat, jestem szczesliwym ( ba, napisze nawet ze maga szcześliwym ) meżem i ojcem, a za soba spełnienie marzeń z dzieciństwa, kilka łodzi motorowych, motocykle, fajne samochody, tylko i na szczeście tylko paru fajnych przyjaciół i…jeszcze wiele marzeń do spełnienia przede mną. Kasa pozwoliła mi też ewoluowac z moim hobby do takiego poziomu, iż dzis jestem w trakcie pisania ksiazki z dziedziny historii. Samo zbieranie materiałow wymagało wielu godzin pracy, wizyt w zagranicznych archiwach no i kasy oczywiscie.
    Tak że świadomość Panowie i Panie. Dacie bańkę 20 latkowi to rozpierdzieli w mig.Dacie bańkę 25 latkowi to kupi mieszkanie , dobra furę i …co dalej? Ile mozna chodzić na nogach rodziców? Tego właśnie ucze swoje dzieci, ponieważ sam tego doświadczyłem a nie ma nic cenniejszego od nauki wynikającej z doświadczenia. Jak to powiedział moj starszy kolega a zarazem przełożony ( zarobki na poziomie 500k rocznie) – córka skończyła studia, kupiłem jej za to w prezencie samochów, a teraz niech sie troszczy o siebie sama…..Przecież ja jako rodzic nie jestem zobligowany kupowac jej domu za bańkę……..
    Podoba mi sie też jak edukuje swoje dzieci – nastolatki mój starszy brata ( który jest nota- bene moim wzorem) : tato, dlaczego nie masz zadnej lokaty w banku, funduszu, nie wchodzisz w akcje itp. o czym sie słyszy non stop w reklamach TV i czyta w gazetach? – Spójrz synu dookoła, czy wierzysz że mógłbym osiągnąć to co mamy powierzając komus swoje pieniadze? A te reklamy służą tylko temu, aby od biednych ludzi wyciagnac ile sie da, sprzedając im ułudna wizje iz kiedys beda bogaci ……
    Nie zapominajcie dziękowac codziennie za to co macie, i nie bójcie sie marzyc i snic o pieniadzach.Mamy w zyciu to, na co sie godzimy i czego podswiadomie pragniemy. nic nie dzieje sie ot tak z siebie, każda sytuacja została sprowokowana w naszej czasoprzestrzeni przez nas samych.Rozwój materialny idzie w parze z rozwojem duchowym.
    Myślcie, snujcie marzenia, działajcie.Bogaccie sie i bogaccie swoje dzieci, tak materialnie jak i duchowo. Tego Wam wszystkim zycze w ten grudniowy wieczór 🙂

  22. Jako młody rodzic wciąż doskonale pamiętam, że nic tak nie inspiruje do myślenia w jaki sposób pomnażać i zarządzać pieniędzmi (w przyjemny sposób 🙂 jak rodzinne pojedynki podczas gier planszowych. Zaczynając od najprostszych wersji Monopoly, a kończąc na Cashflow. Często jeden komentarz mamy, czy jedno zdarzenie podczas gry wystarczyło, żeby zacząć się zastanawiać, a może z tego bym miał pieniądze? BUM.. i od razu testowanie, wystawienie czego się da na allegro, pierwsze podejście do giełdy…Drobne sukcesy, trochę porażek, które teraz dają poczucie pewności, że wiem co robię z pieniędzmi oraz proste monopoly czekające na 3 urodziny córki 🙂

  23. Witajcie serdecznie ! :)Może zacznijmy od tego, że wszystko zaczęło się tak naprawdę ode mnie… W domu zbytnio nie uczono nas o odkładaniu pieniędzy czy inwestowaniu. Jednak jedna osoba z mojej rodziny pokazała mi łatwy sposób na oszczędzanie oraz wyznaczanie celów. Do dziś nie tylko ja go stosuje ale także maluchy 🙂 Wieszamy kartki z celami na szafie oraz obok łóżka by każdego dnia jak wstaniemy przypomnieć sobie o celu na jaki odkładamy. Cel nie jest napisany ogólnie a raczej rozłożony na kilka mniejszych rzeczy, które trzeba zrobić by oszczędzić pieniądze na wyznaczony cel. Jak np 1. odkładanie każdej sumy pieniędzy 2. odpuszczenie słodyczy itp… Kolejnym krokiem by oszczędzić jest zawsze motywacja a swoje maluchy motywuję i uczę od zawsze, że nic nie przychodzi od razu i samo. Uczę je by same potrafiły sobie na nie zapracować np wynosząc śmieci, pomaganie w obowiązkach. Początki są ciężkie bo dzieci od razu wszystko chciałyby wydać ale gdy wyznaczy się cel, widzi się go przed oczami, gdy się zasypia i budzi, wtedy jest o wiele łatwiej. Kolejnym krokiem by pieniądze nie kusiły mamy skarbonkę, do której wszystkie pieniążki wrzucamy i to taką, którą nie można otworzyć bez rozwalania jej. Nie widząc pieniędzy nie kusi ich wydawanie. Kolejnym krokiem, który motywuje to odkładanie małych liczb w długim czasie, Bo gdy patrzymy najpierw na naszą odłożoną kwotę może i ona nie jest zbyt wielka ale gdy zaczynamy odkładać sumiennie i często kwota się zwiększa co pokazuje, że w dłuższym terminie można odłożyć na co tylko się zapragnie nie mówiąc tu już nawet o kontach oszczędnościowych, lokatach czy innych możliwościach do podwajania swoich pieniędzy… Ps. Najgorszy jest słomiany zapał, nie dajmy mu ze sobą wygrać !

  24. Ja osobiście zacząłem uczyć swoją córkę w wieku dwóch-trzech lat. Jak można nauczyć czegoś dwu-,trzylatka? Otóż często zostają mi jakieś grosze miedziaki, i 10 i 20 groszówki. Te monety to istne utrapienie, a ich wartość jest niska. Ale nie niska dla dzieci, takich dwu-, trzylatków. Gdy tylko widzę takie w portfelu przekazuję je dziecku by wrzucało do skarbonki. Raz na jakiś czas skarbonkę opróżniamy, liczymy całą kwotę (razem z dzieckiem, które może nie liczy – bo nie umie – ale pomaga sortować monety, uczestniczy w zajęciu) a następnie idziemy do sklepu lub banku i wymieniamy na np. 50zł lub 100zł w zależności ile tam jest (serio tyle się może uzbierać!). I dajemy dziecku wybór co może sobie kupić, czy woli oszczędzać dalej na dalszy cel.
    Odpowiedzi bywały różne, ale często część pieniędzy na prośbę dziecka wpłacam na konto, bo… „Tato, bo ja zbieram na Toyotę taką jak ma dziadek”. 😉 Jeśli udało mi się to z trzylatkiem to chyba warto było. 🙂
    W przyszłości na pewno zrobię też coś w rodzaju ‚banku taty’.

  25. Temat rzeka i chyba wszystkim, co mam w głowie, nie uda mi się podzielić (czas to pieniądz, więc wybaczcie, ale dzielę się tylko na tyle, na ile priorytety pozwalają ;)). Dlatego postanowiłam spróbować ująć w trzy rady moje myśli w temacie (dzieci mam póki co małe – pół roku, dwa i pół oraz cztery i pół, ale jestem też nauczycielką matematyki i instruktorką harcerską, więc temat gryzę na różne sposoby).

    1. Szczerość
    Staramy się z mężem nie oszukiwać dzieci. W niczym. Choć czasem odkładamy rozmowy na później (ale zawsze z wytłumaczeniem – „chyba teraz nie jestem w stanie tego dobrze wytłumaczyć, muszę się przygotować”, „teraz jesteś zmęczony/zdenerwowany, a to nie ułatwia nam rozmowy, porozmawiajmy o tym jutro rano”). Część odpowiedzi w dyskusjach nas samych zaskakuje. Kiedy zaczęliśmy drążyć temat ceny obiadu w restauracji, dzieci szybko uznały, że wolą zjeść obiad w domu i dostać lego. No i się zaczęło – ale to będzie też praca mamy (która będzie miała mniej czasu na pracę i mniej zarobi), mniej odpoczynku (a mama tego potrzebuje, bo jak jest zmęczona i się denerwuje, to zabawa tym nowym zestawem klocków nie będzie udana), itd.
    Staramy się upraszczać świat na tyle, na ile wymaga dziecięcy umysł, ale z drugiej strony jak najmniej:
    – ceny, które przy dużych liczbach stają się zbyt abstrakcyjne, „przeliczamy” na zestawy klocków lego (które dwaj synowie kochają) – pokazujemy równowartość w zestawach lego,
    – opowiadamy o działaniu banku, choć u nas funkcjonuje on jako miejsce, gdzie jest bardzo dużo pieniędzy, które są w przegródkach różnych osób, i pan który tam pracuje przekłada pieniądze jeśli dostanie odpowiednią informację (o przelewie/zapłacie kartą/wypłacie w bankomacie).
    Ze wszystkiego, co się da, staramy się robić zabawę. Ostatnio naszą ulubioną zabawą jest śledzenie reklam (nie dodatkowe, jedynie między bajkami, które chłopcy oglądają u dziadków) i wyłapywanie, komu mogłaby się taka reklama spodobać, i czy rzeczywiście coś jest nam potrzebne.
    U nas nie funkcjonuje kieszonkowe jako takie. Mamy dwie formy wspierania dziecięcych marzeń. Oba związane z budżetem. W dzień, kiedy chcemy zająć się z mężem zaplanowaniem miesięcznego budżetu, siadamy najpierw z dziećmi i rozmawiamy o najważniejszych potrzebach, obawach, marzeniach. Staramy się wizualizować sobie różne wpływy i wydatki i rozmawiać na tyle, na ile chłopaki są w stanie coś pojąć. To jest to miejsce, gdy możemy wspólnie zdecydować, że jakąś kwotę przeznaczymy w tym miesiącu na jakieś konkretne ich marzenie. Poza takimi zaplanowanymi wydatkami mamy w budżecie miejsce na „zachcianki”, których przewidywać nie musimy. Nie są to duże kwoty, ale każde z nas wie, ile może wydać na czekoladę „bo ma akurat ochotę” (samy mamy w sobie taką potrzebę, by móc odrobinę zaszaleć czasem, i dzieciom też dajemy na to przestrzeń w ściśle określonych ramach). Za te rzeczy my płacimy (póki co chłopcy nie dorośli jeszcze do samodzielnych zakupów, więc nie mają własnych pieniędzy jako takich – na pewno, gdy podrosną, te „zachciankowe” pieniądze będą trzymać we własnych portfelach) i wspólnie pilnujemy, by trzymać się budżetu.
    Wspólne planowanie budżetu jest bezcenne, to właśnie wtedy można przekonać się, jak dużo pojmują dzieci („ja nie chcę w tym miesiącu mieć na zachcianki, wolę odłożyć więcej na marzenia”) i jak duże mają serca („widzę, że martwicie się tym, że zepsuła nam się pralka i musimy kupić nową…. to ja mogę w tym miesiącu nie wydawać na zachcianki” – w ustach czterolatka jest bezcenne).

    2. „Nauczanie zintegrowane”
    I nie chodzi tu bynajmniej o klasy 1-3. Chodzi o to, by nauki o finansach nie oddzielać od wiedzy o świecie w ogóle, czy społeczeństwie i jego funkcjonowaniu. By zacząć myśleć o pieniądzach, potrzebne jest wyczucie liczb jako takich (a mam uczniów gimnazjum, którzy wciąż mają problem z oszacowaniem wyników dość prostych działań – szacowanie jest niezwykle ważną umiejętnością, również w myśleniu o finansach). A potem idzie już lawinowo. No bo jak wytłumaczyć, że woda w kranie kosztuje, bez wiedzy o tym, skąd się bierze, i co musi się zadziać, by do nas trafiła? Jak bez dyskusji o produkcji, marketingu, wolnym rynku, jakości produktów, składnikach odżywczych i wielu innych wytłumaczyć, czemu jeden jogurt jest prawie dwa razy droższy od drugiego?
    Sprawa odróżniania „potrzeb” od „zachcianek” też nie jest wyłącznie finansowa, zaczyna się dużo wcześniej. U nas dyskusje o tym, co jest dla nas ważne i dlaczego są na porządku dziennym – przy trójce dzieci uwaga mamy jest najcenniejszym dobrem 😀 Dlaczego mama karmi najmłodszą, a nie bawi się z najstarszym? Dlaczego mama gotuje obiad, a nie drukuje kolorowankę? A dlaczego mama odpoczywa, a nie lepi bałwana? 😉
    Moje matematyczne myślenie ukształtował mój tata, kiedy byłam mała. Szczególnie jedno wspomnienie wciąż mam przed sobą. Pewnego roku na dzień dziecka dostaliśmy z rok starszym bratem „magiczne doniczki”, w których rosły… lizaki! Mój tata wsadził do doniczek ziemię i po jednym lizaku. Doniczka działała w bardzo prosty sposób (niestety uprzedził z góry, że tylko pięć dni…) – każdej nocy liczba lizaków, które w niej rosły, podwajała się. Czyli można było zjeść lizaka od razu (wówczas doniczka nic nie dała), ale można było poczekać i cieszyć się efektami. Ja zbierałam cierpliwie i doczekałam 32 lizaków. Ale mój brat łakomczuch jak tylko wyrastał drugi lizak, to go zjadał i tylko jednego umiał zaoszczędzić, żeby cokolwiek wyrosło… W sumie zjadł więc 6 lizaków. Ta właśnie historia odżyła mi w pamięci, gdy próbowałam zrozumieć moc lokat i procentu składanego. Wzrost wykładniczy, nawet początkowo wolny, potrafi zaskakiwać 🙂

    3. Pokazywać, że czas to pieniądz
    Jesteśmy w takiej sytuacji, że mąż pracuje w domu i może pozwolić sobie na zrobienie przerwy w pracy, jeśli sytuacja tego wymaga. To jednak łączy się z późniejszym końcem pracy, rozproszeniem itd. Stale uczymy tego synów, że sytuacje kryzysowe (a trochę ich było przy najmłodszej córce) są wyjątkowe, a naszymi zachciankami nie chcemy tacie przerywać pracy.
    U nas szału przedświątecznych zakupów nie ma, bo narady zrobiliśmy wspólnie już dawno (chłopcy znają historię świętego Mikołaja, i wiedzą, że wręczanie prezentów to taka zabawa w niego – uczestniczą w niej i bawią się nie tylko jako ci, którzy dostają, ale też ci, którzy dają). Sporo czasu poświęcamy wspólnie na szykowanie różnych cudów dla całej rodziny. I w ten sposób dzieci wiedzą, że wartość mają dla różnych osób nie tylko pieniądze wydane na prezent, ale też czas poświęcony na jego wymyślenie i przygotowanie, dobry pomysł, i serce <3

    I jeszcze na koniec dygresja o szkole i innych miejscach poza rodziną, które mogą wspierać edukację finansową:
    Jako nauczycielka matematyki ubolewam nad tym, że część podręczników nie tylko nie wspiera edukacji finansowej dzieci, ale wręcz rzuca kłody pod nogi 😉 Nie raz spotkałam się z zadaniem, na przykład na równania, w którym trzeba było obliczyć cenę jakiegoś przedmiotu (np. telefonu komórkowego) i wychodziła zupełnie oderwana od rzeczywistości (np. 41zł). Od razu po uśmiechach na twarzach, ironicznych komentarzach, mogłam wyłapać, który uczeń w domu rozmawia z rodzicami o tym, ile kosztują przeróżne przedmioty.
    Za to harcerstwo z moim odczuciu jest świetną drogą do nauki finansów – właśnie stąd mam wiele cennych doświadczeń. Jako 11-latka nauczyłam się robić zakupy na fakturę. Jako 12-latka przedstawiałam budżet na zajęcia, które miałam przeprowadzić dla drużyny, brałam zaliczkę od drużynowej, a potem ją rozliczałam. Jako 16-latka zaczęłam uczestniczyć w planowaniu budżetu wyjazdów drużyny, a jako 18-latka tworzyłam już budżet obozu 3-tygodniowego na kilkadziesiąt uczestników. Odpowiedzialność za wspólne pieniądze, a nie tylko swoje, jest bezcennym (choć stresującym) doświadczeniem.

    • Pomysł z lizakami – mistrzostwo 🙂
      Fajne jest to, że nie tylko z podcastu można się czegoś dowiedzieć, warto przeczytać także takie komentarze 🙂

  26. Moja córka ma 1,5 roku i już jakiś czas temu zaczęliśmy edukację finansową, Polega ona na powtarzaniu:
    „nie bierz pieniążków do buzi.”, „nie, nie, nie wolno, bo pójdziesz do szpitala.”
    Przy Małej, słowa „przejadać pieniądze” nabrały trochę innego znaczenia.

  27. Ja okazji tej nie miałem, do skarpety odkładałem, lecz już czasy się zmieniły, banki drzwi swe otworzyły. Teraz nawet dzieci moje, oszczędności wszystkie swoje, na swym koncie odkładają i procenty pomnażają, pewnie myślą o przygodach i po świecie całym lotach. Więc by dalej odkładały, swój wysiłek pomnażały ja zabiorę je dziś z żoną, na wycieczkę wymarzoną! Wybieraliśmy nam „Kanary”, by odmienić klimat szary, by jesienią poczuć lato i się bawić „na bogato”. A gdy dzieci już dorosną, oszczędności ich podrosną, może już nadejdzie czas i to one wezmą nas!

  28. Oprocentowanie! O tym nie pomyśleliśmy w naszym banku „mamy i taty”. Ale na przyszłość to dobra wskazówka wszak dzieci rosną i trzeba mieć mocniejsze zachęty.
    Ja zdecydowanie uważam, że na temat pieniędzy nie można milczeć i dziecku nie powinno należeć się wszystko na co spojrzy. Dlatego odkąd syn zaczął rozumieć pewne rzeczy wprowadziliśmy zasadę „mam wybór”. Przy droższych rzeczach mówimy, że „spróbujemy na to uzbierać wtedy marzenie się spełni” i nigdy nie kupujemy rzeczy od razu, a jeżeli prawda jest taka, że coś jest za drogie to mówię wprost; „nie mamy teraz pieniążków” albo „to jest za drogie”. I tak np gdy młody chce frytki, albo gofra, przejazd na tych wszechobecnych bujadełkach lub małą zabawkę pytamy go „możemy ci wziąć, ale czy na pewno tego potrzebujesz? Może wolisz żebyśmy wrzucili pieniążki do skarbonki?” I działa, na prawdę działa w 90% młody decyduje się odłożyć i tak już mamy uzbierane na jedno marzenie 🙂 No i metoda jest pomocna w kurortach w lato gdzie wszędzie jest pełno wszystkiego.
    Ostatnio znalazłam też sposób na oszczędzanie wody i prądu powiedziałam: „każda niepotrzebnie paląca się żarówka i każda kropla wody to pieniążki. Jeżeli będziemy pilnować zakręcania wody i gaszenia światła zapłacimy mniejszy rachunek a różnicę będziemy mogli przeznaczyć na coś fajnego”. I działanie na wyobraźnie też działa 🙂
    Od początku uczymy też, że kasa nie bierze się znikąd tylko z pracy, oraz że na rachunki i jedzenie musimy mieć, przyjemności są na końcu. A ostatnio pokazaliśmy synowi, że można zarobić sprzedając coś co jest nam już niepotrzebne, ale zarazem nie jest zniszczone. Moim zdaniem to wszystko prowadzi do zaradności, pokazuje że nie zawsze trzeba mieć wszystko, a czasem, że bez jakiejś rzeczy faktycznie da się żyć. Warto uczyć dzieci jak zarządzać pieniędzmi jak je odkładać i jak rezygnować z rzeczy wyrosną na mądrych ludzi, którzy nie podążają ślepo za modą, a mają swoje zdanie, gust i potrafią wybrać dobre rzeczy, których na pewno potrzebują.

  29. Witam wszystkich czytelników bloga :))
    Chciałabym podzielić się z Wami pomysłem na prezent świąteczny dla dzieci(9-11lat) i młodzieży(19-20lat) ,który ściśle związany jest z edukacja finansową.
    W ubiegłym roku przygotowałam dla wszystkich dzieci w rodzinie Paczki Inwestycyjne -paczka taka zawierała skarbonkę-sejf ,1-uncjową srebrną monetę inwestycyjną (koszt 76zł) lub sztabkę złota 1,2 lub 5 gramową – koszt takiej sztabki to180zł lub 360zł -2gr. Oprócz tego każde dziecko dostało zwykła puszkę skarbonkę
    na 2 złotówki – na której mazakiem wykonałam napis” Mój złoty plan ” lub dla młodszych dzieci „Mój srebrny plan” puszka na 1zł. Każde dziecko w swojej paczce miało również książeczkę reklamową z rodzajami monet inwestycyjnych ,a na okładce tej książeczki każdemu dziecku stosownie do wieku napisałam
    „Złoty plan na życie”
    1. Do skarbonki wrzucasz wszystkie 2 złotowki po roku otwierasz 75% przeznaczasz na srebrną lub złotą monetę inwestycyjną,20% na przyjemności a 5% na cele charytatywne .
    2 W portfelu masz zawsze 5zł (dla małych ) lub 20 zł (dla starszych) ,jeśli wydasz to jak najszybciej uzupełniasz chodzi o to abyś zawsze miał poczucie, że masz pieniądze.
    3, Niech ta pierwsza sztabka(moneta) będzie początkiem twojego mądrego planu inwestycyjnego na całe życie, już teraz możesz mieć swój własny skarbiec jak król.
    Starsze dzieci (19-20lat) dostały jeszcze kilka wskazówek jak zarobić i oszczędzać oraz książki Finansowy Ninja

    Moim celem bylo wyrobienie u dzieci umiejętności nie tylko oszczędzania, ale również mądrego inwestowania zaoszczędzonych pieniędzy ,chce podkreślić ,że aby dziecko kupiło rzecz ,która aktualnie nie jest mu potrzebna -czyli np srebrną monetę to odkładanie na nią musi być bezbolesne dlatego propozycja 1zł lub 2zł, bo przecież oprócz tego oszczedzają np na deskorolkę nową gre komputerowa itp ,ale nawet w takim wieku można odkładać na dorosłe życie. Jak historia pokazuje złoto wielokrotnie ratowało ludziom życie i nie traci na wartości w dłuższym terminie więc na pewno warto je mieć .Oczywiście sensowne jest kupowanie go w większej gramaturze no, ale od czegoś trzeba zacząć.
    Dodam, że pomysl bardzo spodobał sie wszystkim nie tylko dzieciom ,ale i dorosłym.
    Moja chrześnica (20 lat) chwaliła sie wszystkim swoim koleżankom studentkom , że dostała sztabkę złota!!!,
    ( 1gram haha -ale ma certyfikat z numerem serii no i jak to brzmi )
    Dodam, że pomysł ten został już skopiowany przez moje koleżanki które mają male dzieci i poprosili rodzinę ,aby przy różnych okazjach zamiast wielu zabawek czasami wrzucić coś dzieciom do skarbonki ,a potem rodzice za te prezentowe pieniądze kupili swoim dzieciom coś co zabezpieczy chociaż troszeczkę ich przyszłość, a nie zostanie po dwóch dniach rzucone w kąt.
    Wczoraj mój młodszy syn otworzył swoją puszkę inwestycyjną z przez prawie rok uzbierał do niej
    128 złotówek ,poszliśmy razem do punktu mennicy ,gdzie sam wybrał swoją srebrną monetę
    (liścia klonowego 76zl), 30 złoty przeznaczył na przyjemności reszta poszła na zakupy do banku żywności dla potrzebujących (starczyło na 2 czekolady ,ale to już coś).
    Mam już dwoje starszych dzieci w wieku studenckim i muszę przyznać ,że nauka o zarzadzaniu finansami nie idzie na darmo ,oboje świetnie gospodarują swoim budżetem i całkiem nieźle inwestują.

    Pozdrawiam wszystkich świadomych finansowo rodziców, nie poddawajcie się ,z każdego zasianego ziarna wyrasta kiedyś kwiat:))

    ,

  30. Jestem tatą 5,5 letnich bliźniaków. Powoli staramy się z żoną „przemycać” informacje dotyczące pieniędzy. I przede wszystkim szacunku do pieniądza.
    Opowiadamy o tym,że pieniądze biorą się z ciężkiej pracy, że m.in. po to chodzimy do pracy, by później mieć możliwość robienia z nimi tego, co chcemy.
    A przy okazji przeglądania gazetek, z wszelakich dyskontów, mówimy o porównywaniu cen. Że warto to robić aby wygospodarować dodatkowe środki na inne rzeczy.
    Nasze dzieci są na etapie, że 1 zł to mniejsza wartość niż 2 czy 5 zł. Mają swoje „szkatułki” skarbonki i z dnia na dzień ich świadomość finansowa rośnie.
    Myślę, że fajnym , zasłyszanym sposobem na zwiększenie zainteresowania dziecka tym tematem jest system premiowania za oszczędzanie 🙂
    Przykład. Daję dziecku 50 zł kieszonkowego i informuje, że każda zaoszczędzona złotówka to dodatkowa złotówka do kolejnego kieszonkowego. I tak zostaje np. 20 zł, to kolejne kieszonkowe wzrasta do 70zł.
    Można to również zastosować dając pieniądze na kolonie czy obóz, kiedy dziecko przebywa poza naszą kontrolą.
    Pozdrawiam i życzę dużo kolejnych ciekawych rozmówców podczas nagrywania podcastów.

  31. Mamy dwójkę maluchów w wieku 5 (syn) i 3,5 roku (córka). Od początku staramy się szczerze rozmawiać z dziećmi o pieniądzach przy okazji zakupów czy wpisywania wydatków do domowego excelowego budżetu. Kiedy dzieci po kolejnej dawce reklam w telewizji przedstawiły litanię zabawek, które chcą koniecznie dostać, posadziłam ich przy stole, wzięłam garść klocków duplo i starałam się wytłumaczyć, że te klocki to wszystkie pieniądze, które mama z tatą przez cały miesiąc (kalendarz już mniej więcej ogarniają) zarabiają i tylko tyle mogą wydać na różne rzeczy. Nie skupiając się na wadze poszczególnych wydatków w budżecie, jeden klocek został przeznaczony na spłatę raty kredytu (pieniążki pożyczone z banku), jeden na czynsz (żeby pani mogła sprzątać korytarze i windy, a pan podlewał trawkę przed blokiem), jeden na rachunek za prąd (żeby można było zapalić światło, ugotować wodę i włączyć bajkę w telewizorze i na komputerze), jeden za wodę (żeby gotować jedzenie i herbatę, myć ręce i się kąpać), kolejny na paliwo (żeby nakarmić auto), następne 3 na jedzenie (bo zakupy robimy więcej niż raz w miesiącu i to kosztuje dużo pieniążków), jeden na przyjemności (lody, frytki w McDonald’s), jeden na ubrania i buty, jeden na kosmetyki (szczoteczki do zębów, mydło, szampon), jeden na oszczędzanie (żeby uzbierać pieniądze na wyjazd na wakacje) aż został ostatni klocek-pieniążek. Dzieciaki zobaczyły, że można go przeznaczyć na jakąś jedną rzecz i więcej po prostu nie ma. Można było dostrzec błysk zrozumienia w ich oczach (zwłaszcza tych starszych :)).
    Po kilku tygodniach syn podczas zabawy z siostrą, ni z tego ni z owego zapytał gdzie są jego pieniądze, które dostaje np. od dziadków na urodziny. Wytłumaczyłam mu, że jego pieniążki wpłacamy do banku, bo wtedy można dostać dodatkowy pieniążek od banku, a gdyby je trzymać w domu, to żadnego więcej nie będzie. Po kilku dodatkowych pytaniach i wyjaśnieniach szczegółów sprawa wyglądała na załatwioną. Oczywiście włączyła się siostra, którą zapewniłam, że ona ma swoje konto w banku i jej pieniądze też tam są.
    Kilka dni później syn rzucił zabawką i o włos minął telewizor. Zaraz rozpoczęłam wykład na temat jego złego zachowania i zapytałam kto i z jakich pieniędzy kupiłby nowy telewizor, gdyby on ten potrzaskał i nie dałoby się już więcej włączyć bajki. Syn był zakłopotany, ale włączyła się młodsza siostra, która zadeklarowała, że ona odkupi telewizor. Zapytana skąd weźmie pieniądze odpowiedziała, że ma w wazonie. W wazonie? Nie mogłam zrozumieć o co jej chodzi. Nagle przypomniałam sobie naszą rozmowę o pieniądzach w banku i dopytałam: masz w banku? Na co ona: no tak w dzbanku. Wazon czy dzbanek, przecież to jedno i to samo ;). Moja mina zapewne bezcenna 🙂
    Wniosek jest taki, że dzieci słuchają i bardzo dużo zapamiętują, chociaż czasem wydaje nam się, że zupełnie nic do nich nie trafia. Maluchy jak widać rozumieją pewne rzeczy po swojemu, ale dużo w tych główkach zostaje. Tłumaczmy więc i uczmy, bo to na pewno zaprocentuje w przyszłości. Wierzę w to i się nie poddaję. Powodzenia życzę sobie i Wam 🙂

  32. Mamy dwoje nastolatków, 11 i 13 lat. Dziadkowie bardzo lubią dawać im pieniądze. Kiedy byli przedszkolakami, wymyślimy DKO, na wzór dawnego SKO – Domowa Kasa Oszczędności. To są subkonta w naszym ROR, na którym odnotowywaliśmy ich pieniądze. Pieniądze od Dziadków przynosili do nas ze słowami: wpłacam na DKO. Niezależnie od subkonta w ROR mają swoje „książeczki DKO”, w których wpisują wpłaty.

    Starszemu Dziecku zaraz po ukończeniu 13 roku życia założyliśmy konto w tym samym banku, w którym my mamy nasze konto. Ma kartę do bankomatu i może już samodzielnie robić wypłaty, czyli przejęło zarządzanie DKO. Młodsze, kiedy potrzebuje pieniędzy, mówi: Wypłacam z DKO, odnotowuje to w książeczce i dostaje od nas gotówkę.

    Kiedy wybieramy się na zakupy z nimi (niezbyt często) pilnujemy, żeby zabierali swoje portmonetki. To zazwyczaj kończy prośby: „Kup to” albo „Chcę czekoladę z automatu”. Masz pieniądze – odpowiadamy. Czasem sobie kupują, a czasem chęć na zakup mija, kiedy mają wydać _ze swojego DKO_. Rozmawiamy o „pamiątkach z wakacji”, które często były „kurzołapami”. Ale cieszymy się też z tych przedmiotów, które kupiliśmy gdzieś i zdobią nasz dom do tej pory.

    Pieniądze nie są głównym tematem naszych rozmów, ale rozmawiamy o nich. Omawiamy nasze sytuacje z pracy, stawki, umowy o dzieło, o pracę etatową. Kiedy byli mali, nie podawaliśmy im kwot, ale teraz znają już miesięczne dochody Rodziców. Uczestniczą w planowaniu wydatków, wyjazdów. Komentują reklamy chwilówek. Wiedzą, że kredytów konsumpcyjnych z zasady się nie bierze; jeżeli brakuje na konsumpcję, to ogranicza się konsumpcję. Potrafią oszacować rzeczywistą roczną stopę oprocentowania.

    Analizujemy różne przypadki dobrze i źle wydanych pieniędzy. Zachęcamy do hojności i dzielenia się z potrzebującymi. Opowiadamy o dziejach naszych Rodziców, Dziadków, Pradziadków i Prapradziadków, z różnym szczęściem budujących zamożność rodzin, a czasami tracących w historycznej zawierusze życiowy dorobek. Mówimy Dzieciom, że one też będą podejmować decyzje finansowe, ważniejsze niż zakup czekolady w automacie.

    J&A

  33. Dla mnie większość odpowiedzi na pytania o edukację finansową płynie wprost z założeń, którymi kierujemy się w całym wychowaniu dzieci. U nas jest to rodzicielstwo bliskości i NVC (wychowanie bez przemocy). W edukacji inspirujemy się pedagogiką Montessori.
    To dlatego staramy się:
    – rozmawiać z dziećmi o wszystkim;
    – odróżniać emocje od potrzeb (stąd do odróżniania zachcianek i rzeczy niezbędnych jest blisko) i je określać, opisywać, rozmawiać o nich;
    – w kwestii wyobrażenia o wartości pieniędzy bardzo sprawdziły nam się odwołania do pomocy „złoty materiał” M. Montessori.
    Starsze dzieci włączamy w planowanie części rodzinnego budżetu. 12-latek spokojnie planuje na, budżet na wycieczki rodzinne. Świetnym ćwiczeniem jest obliczanie, czy opłaca się gdzieś pojechać samochodem, czy lepiej pociągiem/autobusem (wliczając w to bezcenne nerwy rodziców i czas na miejscu, cenny dla wszystkich członków rodziny ;)).

  34. Mój sposób był inny, najpierw wymyśliłem i zaprojektowałem własne pieniądze, potem wydrukowałem trochę banknotów i dałem synowi trzy, powiedziałem, żeby zrobił z nimi co zechce. Uznał, że nie są nic warte, więc pobawił się nimi dwa dni, a potem zgubił.
    Po kilku dniach, żona upiekła ciasteczka, a ja wyceniłem każde na 100 petrusów(moja waluta). Syn niestety za nic nie mógł odnaleźć pieniędzy i nie spróbował ciastek. Ale od tej pory nauczył się, że to my nadajemy wartość pieniądzom, oraz że pieniądz kursy war tyle ile można za niego dostać.

  35. Witam wszystkich czytelników bloga 🙂 W naszej rodzinie znaleźliśmy następujące rozwiązanie: Założyliśmy dziecku własne konto w jednym z banków (nie będę go wymieniał aby nie być posądzonym o reklamę). Jest możliwość utworzenia tam konta dla dziecka od lat 7. Do konta dodawana jest oficjalna karta banku, jednak bez funkcji płatniczej ale z możliwością wypłaty środków w bankomatach. Na stronach bankowości internetowej banku, dziecko sprawdza sobie saldo, konto jest oprocentowane – aż na 3,5% w skali rocznej. Jakiekolwiek prezenty na różne okazje od rodziny (oprócz prezentów rzeczowych) – dziadkowie, wujkowie i krewni przelewają po prostu w formie bezgotówkowej na podany rachunek bankowy, my jako rodzice oczywiście również. Nasze dziecko zawsze może sprawdzić jego stan, przeznaczyć odpowiednią ilość środków na swoje potrzeby, pomyśleć co warto kupić a co nie, w razie potrzeby wypłacić odpowiednią kwotę w pobliskim bankomacie. Stwarza to możliwość nauki zarządzania swoimi pieniędzmi już od najmłodszch lat. Jesteśmy bardzo zadowoleni z takiego systemu i widzimy bardzo duży rozwój naszego dziecka w dziedzinie finansów osobistych od czasu założenia konta do chwili obecnej. Do tego wie już co to są odsetki bankowe i w jaki sposób oraz kiedy są dopisywane mimo, iż nie ma jeszcze 9 lat. Szczerze wszystkim polecam!

  36. Marcin, bardzo fajny odcinek. Aż szkoda, że tak krótko trwał. Chciałoby się słuchać i słuchać w nieskończoność. Zwłaszcza o kwestii „algorytmu” do kieszonkowego dla dzieciaków. Dzięki i pozdrawiam!

Odpowiedz

Podobają Ci się artykuły na blogu?

Zdjęcie autora Dołącz do ponad 8953 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.

 

FreshMail.pl