FBO 017: Jak pozbyć się długów w 12 miesięcy? Poznajcie historię Justyny!

39

W ciągu zaledwie 12 miesięcy Justyna i jej mąż pozbyli się długów w wysokości 43 000 złotych. Po latach traktowania kredytów i pożyczek jako nieodłącznego elementu życia, doszli do wniosku, że to zupełnie bez sensu!

Postanowili, że mają dość harowania na spłatę rat i wreszcie chcą być po prostu wolni. Chcą zadbać o prawdziwe bezpieczeństwo swojej rodziny, a to oznacza pozbycie się głupich długów, które drenują kieszenie i są źródłem stresu.

Zapraszam Was bardzo serdecznie do wysłuchania mojej rozmowy z Justyną, z której dowiecie się, jak wyglądała ich walka oraz co zadecydowało o ostatecznym sukcesie. To kolejna inspirująca historia, która udowadnia, że konsekwentne trzymanie się prostych zasad opisywanych przeze mnie na blogu, skutecznie pomaga w przeprowadzeniu prawdziwej rewolucji we własnych finansach.

 

W dzisiejszym odcinku usłyszysz:

  • Co spowodowało, że Justyna wraz z rodziną zaczęła dokładnie weryfikować swoje finanse?
  • Skąd wzięły się ich długi?
  • Jaki był ich scenariusz zadłużania się?
  • Dlaczego nie należy zakładać wyłącznie pozytywnego scenariusza życia?
  • Jakie kroki trzeba podjąć, aby pozbyć się długów?
  • Jak planować finanse? Dlaczego to takie ważne?
  • Jakie trudności pojawiły się podczas pozbywania się długów w rodzinie Justyny?
  • Jak żyje się dziś, gdy długów już nie ma?

 

Strony, osoby i tematy wymienione w podcaście:

 

Skąd pobrać podcast?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na dole tego wpisu, zaś w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny:

za pośrednictwem iTunes

za pośrednictwem aplikacji Stitcher

poprzez RSS

Możesz również pobrać plik mp3 z bezpośredniego linku. (prawy przycisk + zapisz jako)

 

A jeśli wolisz poczytać, to tutaj znajdziesz spisaną treść dzisiejszego odcinka podcastu:

 

Pobierz spisaną treść FBO 017: Jak pozbyć się długów w 12 miesięcy? Poznajcie historię Justyny!

 

Mam nadzieję, że lubisz od czasu do czasu posłuchać sobie tych moich podcastów. Jeśli tak jest, to będę Ci bardzo wdzięczny za poświęcenie 30 sekund aby ocenić mój podcast w aplikacji iTunes. Dla Ciebie to krótka chwila, a dla mnie ogromna pomoc w dotarciu do szerszego grona odbiorców. Bardzo serdecznie Ci za to dziękuję.

 

Oceń podcast w iTunes

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze39 komentarzy

  1. Ehh, szkoda że od razu nie pojawia się PDF do poczytania, nie wszyscy mają możliwość słuchania podcastu, inni nie mają tyle czasu, a jeszcze inni po prostu wolą czytać niż słuchać. Dlatego szkoda że nie ma od razu pdf-a tak jak jest np. u Michała na blogu.

    • No szkoda :).
      Ja się zawsze czuję jak czytelnik gorszego sortu, który niby widzi, że jest nowa treść, ale może poczekać na nią 2 dni ;).

      • Olga, nie przesadzaj 🙂
        Poza tyn u Michała długi czas trzeba było czekać kilka dni na pdf. Dopiero od kilkunastu odcinków podcast pojawia się razem z transkryptem 🙂

        • Nie wiem czemu podajesz mi argument Michała – nie słuchałam i nie czytałam jego podcastów, więc problem dla mnie nie istniał ;).

          • Trochę to wszystko na trollowanie wygląda (choć chciałbym się mylić), ale ad rem: nie możesz odsłuchać (z ważnych subiektywnie powodów) to poczekaj cierpliwie dwa dni (48 godzin to chyba nie jest wielki wyrzeczenie za otrzymane treści), Widocznie autor bloga ma swoje techniczne powody i tyle.
            Ukłony ślę niskie.

          • Olga, ta druga część była skierowana do Pawła (bo podał przykład Michała) 🙂 Ja też raczej wolę czytać, ale nie czuję się jak czytelnik gorszego sortu, i Ty też nie powinnaś 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • Paweł, Olga,

      Po przesłuchaniu gotowego nagrania uznałem, że ta rozmowa jest tak ważna i inspirująca, że nie będę wstrzymywał publikacji do momentu, w którym będzie gotowy tekst.

      W ciągu 5 godzin przesłuchało go już 828 osób, więc to była chyba jednak dobra decyzja 🙂

  2. Cześć Marcin,
    Czytam od jakiegoś czasu Twoje wpisy i np. doczytałem, że Ty do tzw „głupich” długów nie wliczasz np. kredytu hipotacznego. A jakie masz np. podejście do kredytu studenckiego ? Czy zaliczasz go raczej do długu typu kredyt hipoteczny czy raczej do „głupiego” długu ?

    • Moim zdaniem jeśli ten kredyt studencki jest ci faktycznie potrzebny żeby studiować i jedynie jego zaciągnięcie umożliwia ci naukę to jest to dobry dług bo inwestujesz w siebie. Jeśli jednak zaciągasz go bez szczególnego powodu i przeznaczasz go na konsumpcję to wg. mnie jest to głupi dług.
      Ale niech się Marcin wypowie co sądzi na ten temat, on tu jest ekspertem 🙂

      • Kwestia czy go brać to już mnie nie dotyczy bo obecnie już jestem na etapie spłaty kredytu studenckiego żony i dlatego zastanawiam się czy lepiej pozbyć się go spłacając przy możliwej okazji (około 15.000 PLN) pomimo stosunkowo niskiego oprocentowania czy lepiej regularnie go płacić a nadwyżki odkładać i inwestować. A swoją drogą kredyt studencki był odkładany i ostatecznie został wykorzystany jako część wkładu własnego na zakup mieszkania.

    • Cześć Arek,

      Co do zasady zgadzam się z komentarzem Pawła, z tym, że dodam trochę od siebie.

      Sytuacji, w których kredyt studencki faktycznie jest koniecznością, jest stosunkowo niewiele. Dość często bywa on zaciągany, bo:
      1) Z kredytem jest łatwiej – nie trzeba zaciskać nadmiernie pasa czy szukać sobie pracy
      2) Kredyt studencki ma na tyle niskie koszty, że można na nim wręcz „zarobić”.
      Potem pieniądze rozchodzą się na „studenckie życie”, a długi zostają.

      Kiepsko jest wkraczać w samodzielne życie z balastem kredytu, nawet kredytu studenckiego.

      • Marcin,
        Kwestia czy go brać to już mnie nie dotyczy bo obecnie już jestem na etapie spłaty kredytu studenckiego żony i dlatego zastanawiam się czy lepiej pozbyć się go spłacając przy możliwej okazji (około 15.000 PLN) pomimo stosunkowo niskiego oprocentowania czy lepiej regularnie go płacić a nadwyżki odkładać i inwestować. A swoją drogą kredyt studencki był odkładany i ostatecznie został wykorzystany jako część wkładu własnego na zakup mieszkania.

  3. Ania Sadowska

    Brawo dla Justyny i jej męża! Fajnie, że się tak nawzajem motywowaliście, a stworzenie wykresu z kwotą długów jest strzałem w dziesiątkę. Jesteście doskonałym przykładem na to, że wymówka „Nie stać mnie na dzieci” jest nieprawdziwa. Paradoksalnie dzięki bliźniakom staliście się bogatsi 🙂

    • Bardzo dziękuję! To prawda: wbrew pozorom bliźniaczki były najlepszym prezentem, jakie życie mogło nam sprawić. Zapoczątkowały bardzo wiele pozytywnych zmian.

      • Serdecznie Wam gratuluje 🙂 I blizniaczek, i pozbycia sie dlugow. Wasza historia naprawde motywuje.
        No i chyba przyjdzie mi kupic te ksiazke… 😉

  4. Cześć Marcin,

    gratuluje wywiadu, daje do myślenia, że jak oni mogli to my też damy radę 🙂 Mam pytanie, mamy z mężem pożyczkę z banku na 35tyś. Położyliśmy za o kostkę brukową na podwórku i zrobili ogrodzenie. Ostatnio wzrosły nasze dochody, nadwyżka trafia na OKO. Mamy już uzbierane połowę tej sumy. Mamy też mieszkanie, które moglibyśmy wynająć, ale wymaga remontu. Teraz mam dylemat, czy te odłożone pieniądze przeznaczyć na remont i wynająć mieszkanie, czy też dalej odkładać nadwyżkę, spłacić pożyczkę, a dopiero potem odłożyć na remont. Chciałabym mieć spłaconą tą pożyczkę, bo to nie daje mi spokoju, ale z drugiej strony mieszkanie stoi puste, a rachunki trzeba płacić. Proszę pomóż, w którym kierunku iść…

    • Grzesiek J.

      Dorota,

      pozwolę sobie odpowiedzieć na Twoje pytania. Oczywiście Marcinem nie jestem, potraktuj proszę mój komentarz jako „głos w dyskusji”. Nie wiem oczywiście jak poważny remont trzeba zrobić i jak obiecujący jest rynek wynajmu w miejscowości gdzie jest to remontowane mieszkanie.

      Z tego co ja zinterpretowałem z książki Marcina, to po odłożeniu mini-poduszki bezpieczeństwa (2000zł) warto pozbyć się długów konsumenckich, następnie zbudować fundusz do poziomu półrocznych wydatków, a potem „bawić się” w inwestowanie.
      Ja najpierw bym spłacił pożyczkę. Masz połowę kwoty pożyczki? To nadpłacaj – zaoszczędzisz na odsetkach – oczywiście zostawiając sobie rezerwę na nagłe wydatki. Taka nadpłata spowoduje spore obniżenie raty, które (albo w całości albo częściowo) zbilansuje koszt czynszu nieużywanego mieszkania. Tym bardziej, że piszesz że pożyczka nie daje Ci spokoju, warto sobie ten spokój zapewnić.

      Ja finansistą wielkim nie jestem, ale wyznaję zasadę, że dźwignią finansową (czyli inwestowanie z pomocą „obcych” środków) powinny się posługiwać firmy, a osoby prywatne inwestować tylko swoje pieniądze. I to posiadając oprócz nich odrębny zapas „na czarną godzinę”.

      • Cześć Grzesiek,
        dziękuję za Twój głos. Czytałam książkę Marcina i tak też zakładałem, że remont tego mieszkanka i jego wynajem to już będzie etap inwestycji. Chciałam kwotę z najmu dorzucac do splaty pozyczki. Tak skupilam się na zgromadzeniu całej kwoty pożyczki, że zapomniałam o możliwości nadpłaty. To chyba zamiast gromadzić nadwyżki na OKO powinna od razu nadplacac pożyczkę.

    • Hej Dorota,

      Zgadzam się z Grześkiem.
      Zdecydowanie jak najszybciej pozbyłbym się tej pożyczki dokonując nadpłat.

      Mieszkanie możesz spróbować wynająć już teraz – bez remontu, zapewne za znacznie niższą cenę, ale to pozwoli na spokojne zbieranie wystarczającej kwoty na remont po spłacie pożyczki.

      W ten sposób pożyczka przestanie drenować Ci kieszeń i szargać nerwy, a mieszkanie od razu zacznie generować dodatkową gotówkę, choćby na pokrycie opłat.

  5. To idealny czas na przesłuchanie tego podcastu (chociaż na ogół wolę czytać niż słuchać), bo niesamowicie motywuje do działania na początku roku! Dziękuję Tobie i Justynie;) I biorę się za swoje oszczędzanie:)

  6. Wielkie brawa dla Justyny i jej męża! 🙂

    Myślę, że bardzo cenne są uwagi o współmotywowaniu się, ale zdecydowanie odradzam myślenie o tym co by było gdyby… Ja też na początku oszczędzania myślałam, że straciłam tyle czasu i pieniędzy zanim się tym zajęłam, ale to do niczego nie prowadzi. Lepiej skupić się na działaniu tu i teraz 😉

    • Bardzo dziękuję!
      Masz rację: nie warto myśleć o tym co by było gdyby. Warto skupić się na tu i teraz, bo tylko na to mamy realny wpływ. I tak jak mówi Marcin: nigdy nie jest za późno na to, aby zacząć 🙂

  7. Świetny podcast, bardzo miło się słuchało. Gratulacje dla Justyny – jesteście wielcy. Mam nadzieję, że chociaż kilka osób po wysłuchaniu go, uwierzy w to, „że chcieć, to móc ” Wymówki zawsze się znajdą, a to przecież nie o to chodzi, żeby często samych siebie oszukiwać. Życie jest piękniejsze, gdy się myśli o pieniądzach, a nie martwi o nie 🙂

    • Bardzo dziękuję!
      Tak naprawdę to myślę, że jesteśmy całkiem normalni 🙂 Po prostu mieliśmy już serdecznie dość tych długów i to sprawiło, że byliśmy gotowi na zmianę.

  8. Brawo dla Justyny, brawo dla Marcina.
    Fajny motywujący podcast. Wprawdzie jestem bliżej dziesiatego kroku niż pierwszego przedstawionego w Marcina książce ale dzisiaj podczas słuchania nagrania Justyna przekonała mnie do przeczytania trzeci raz tej wspaniałej książki. Jestem pewny ze podczas kolejnego czytania wyłapie rzeczy których nie dostrzegłem wcześniej i pozwoli mi jeszcze bardziej doprecyzować kurs który obralem.

    Przyłączam się do rekomendacji Justyny odnośnie publikacji i polecam tym którzy jeszcze nie przeczytali.

  9. Witam,
    Panie Marcinie czytam i zachwycam się się blogiem od tego roku (lepiej późno niż wcale haha), ale mam pytaie o obligacje skarbu Państwa, nie chciałabym brać tych na 10 lat, ale czy Pana zdaniem te na 2 czy 3 lata to jest bardziej opłacalne niż lokata bankowa? Pozdrawiam 🙂

    • Moim skromnym zdaniem w obecnej sytuacji patrząc na to co dzieje się na rynku to im krótszy termin tym lepiej. Te na 2-3 lata są dobre, ponieważ krótki czas pozwala nam na częstą korektę planów co do obligacji.

  10. Wpadłam na twojego bloga tydzień temu i po prostu nie mogę się oderwać!! Historia Justyny jest bardzo motywująca i pokazuje że jak się chce to można wszystko:) Sama jestem w nieciekawej sytuacji finansowej, trochę długów ok 900 euro, ale brak pracy przez 2 miesiące plus przeprowadzka do nowego mieszkanie ( które trzeba wyposażyć od a do z) dała mi skutecznie popalić…. ale dobra wiadomość jest taka że od poniedziałku zaczynam nową pracę i dodatkowo daję korepetycje i myślę intensywnie nad kolejnymi źródłami dochodu, żeby spłacić mini dług i zacząć oszczędzać.

    ps. trafiłam do Ciebie od Michała Szafrańskiego, jesteście obydwoje niesamowici i to co robicie jest po prostu super i genialne w swojej prostocie (chodzi mi o sposób w jaki przedstawiacie finanse osobiste)

    pozdrawiam

  11. Genialna historia!
    Justyno – gratulacje! Pozbyć się ponad 40 tys. długów w rok to faktycznie nie lada osiągnięcie! Na pewno będę się dzielić Twoim (Waszym) przykładem z niedowiarkami, że się nie da, że to wszystko takie trudne i skomplikowane etc.

    Uczucie panowania nad swoimi finansami jest wspaniałe, prawda?
    A Rodzice przekonali się do prowadzenia budżetu domowego czy jeszcze nie? 🙂

  12. Mam podobny problem i podobny cel z tym, że ja wraz z dziewczyną jesteśmy dopiero na starcie, ponieważ zaczęliśmy realizować swój cel od stycznia tego roku. Kwota jaką chcemy się pozbyć to 35 000 w 12 miesięcy.
    Wraz z podjęciem decyzji zacząłem pisać amatorskiego bloga dla chętnych mogę podać link o ile p. Marcin Iwuć pozwoli 😛
    Pozdrawiam.

  13. Hej, rok temu poznałem Twojego bloga, czytam, słucham.
    Zacząłem comiesięcznie ewidencjonować stan kont.
    W tym czasie mój dług powiększył się o 15tysięcy.
    W tym momencie mam 33 788 różnego typu zadłużeń.
    Po przesłuchaniu tego podcastu zadłużyłem się jescze bardziej kupując Twoją książkę.
    Mam wrażenie że ten zakup, to najlepsza rzecz jaką zrobiłem na kredyt!
    Czas odbić się od dna 🙂
    Z optymizmem idę na wojnę z długami!

  14. Witam również trafiłem na ten blog z powodu długów nie są duże ,ale są i walcze z nimi .Rozmowa ta którą odsłuchałem jest inspirująca i motywująca.

  15. Drogi Marcinie
    jestem kolejną osobą która trafiła na ten blog z powodu finansowych zobowiązań.
    Opowiedział mi o Tobie i o Michale Szafrańskim mój syn, widząc jak bardzo potrzebuję motywacji i wsparcia. Szkoda, że dopiero teraz, ale jak mówisz – nigdy nie jest za późno na zmiany.
    Mogłabym powiedzieć o sobie, że nie jestem taka zielona jeżeli chodzi o prowadzenie domowego budżetu, ponieważ robię to od wielu lat. Od zawsze planuję wydatki, zbieram rachunki i zapisuję dosłownie wszystko co kupiliśmy z podziałem na artykuły spożywcze i te pozostałe. Rachunki stałe jak prąd , woda, itd, studia syna zawsze są na pierwszym miejscu . No i oczywiście te nieszczęsne RATY !!!! – których pomimo intuicji i świadomości nie udało nam się uniknąć.
    Strzałem w kolano okazała się decyzja o założeniu działalności. Marcinie czemu nie trafiłam na twojego bloga wcześniej?
    Bez doświadczenia i żadnego wkładu własnego ale za to z kredytem zaczęliśmy z mężem swoją przygodę. Jakoś pomału szliśmy do przodu. Minęło kilka lat. Długo mogłabym pisać jak to wyglądało. Ile mieliśmy rozterek, wątpliwości, ile razy było z górki, a ile razy pod górkę. W tym czasie nie napotkaliśmy na swojej drodze nikogo kto by mam doradził ale też tak naprawdę nie zwróciliśmy się do nikogo o pomoc – chyba trochę z powodu wstydu, że pomimo jak najlepszych chęci po prostu nam nie wyszło.
    Efekt jest taki że w budżecie domowym zaczęło brakować pieniędzy bo „ratowaliśmy” firmę, zaciągnęliśmy kolejny kredyt aż w końcu zamknęliśmy działalność.
    Rozpisałam się trochę może nie do końca w miejscu w którym powinnam, ale ta moja publiczna spowiedź jest dla mnie taką nadzieją na lepsze jutro. Oczywiście spłacamy długi ale pochłania to prawie całe nasze dochody, o nowych kredytach nie chcemy nawet słyszeć!!!!! Od tak dawna pragnę poczucia stabilizacji i tego żeby nie być tylko PRZEKAŹNIKIEM swoich pieniędzy.
    Gratuluję Marcinowi ,Michałowi Szafrańskiemu, Justynie i Wam wszystkim, którym udało się odbić od finansowego dna. Będziecie dla mnie inspiracją w dążeniu do celu.

Odpowiedz