Jak (nie) walczyć z długami? Poznajcie historię Agnieszki.

94

Nie cierpię kredytów konsumenckich i tej obłudnej otoczki sugerującej, że pomagają nam one w realizacji marzeń. To wielka ściema. Marzenia realizują doradcy, którzy zgarniają prowizję – klienci walczą o przetrwanie. Uśmiechnięci ludzie z reklam nie opowiadają o tym, że długi drenują portfele, wyciskają nas jak cytrynę i potrafią bardzo sponiewierać. W reklamach scenariusz jest zawsze optymistyczny i kończy się w chwili wzięcia kredytu. Co tak naprawdę dzieje się później? Poznajcie historię Agnieszki.

Ponad połowa Polaków nie ma żadnych oszczędności. Jeśli należysz do tej grupy, to od finansowej katastrofy dzieli Cię jedna błędna decyzja lub jeden miesiąc bez wypłaty – te słowa powtarzam na prawie każdym szkoleniu. E tam, przesadzasz. A co ma zrobić ktoś, kto mało zarabia? – ripostują często moi rozmówcy. Mam na to cały arsenał argumentów, ale żaden z nich nie ma takiej mocy, jak prawdziwe historie moich czytelników.

Bohaterka dzisiejszej historii – Agnieszka – ciągle prowadzi swoją walkę. W takiej sytuacji trudno jest spojrzeć na sprawy z dystansu. Przeczytaj proszę tę historię i podziel się w komentarzu swoim pomysłem. Co Ty byś zrobił w jej sytuacji?

Oto list od Agnieszki:

“Przypadkowo trafiłam na Pana blogu na wpis Jak skutecznie pozbyć się długów? i bardzo mi się on spodobał z uwagi na konkretne, praktyczne rady w nim zawarte. Jako że wciąż jestem na etapie wychodzenia z zadłużenia, postanowiłam podzielić się z Panem swoją historią, przedstawić moje sposoby radzenia sobie z długami oraz błędy, jakie po drodze popełniłam.

Czuję się bezpiecznie – kredyt mi pomoże.

W 2015 roku w maju podjęłam decyzję o zmianie swojego auta na nowsze. Ponieważ mam stałą pracę w urzędzie (w 2015 roku zarabiałam 2100 zł na rękę i mieszkałam wówczas z rodzicami), zdecydowałam, że w tym celu zaciągnę kredyt. Po rozmowach z doradcami kredytowymi w moim banku uznałam, że korzystniejszą opcją aniżeli kredyt gotówkowy będzie wzięcie karty kredytowej w formie przelewu 95 % z kwoty przyznanej na karcie na moje konto i spłaty owej sumy w systemie ratalnym.

Ponieważ czułam się wówczas bezpieczna finansowo i miałam także uruchomiony limit kredytowy w koncie w wysokości 3300 zł, to ustaliłam sobie miesięczną kwotę raty na 1000 zł. Nadmienię, że otrzymałam kartę na łączną kwotę 13.500 zł. Zależało mi na szybkiej spłacie zadłużenia, dlatego nie brałam pod uwagę tego, że być może kwota raty okaże się dla mnie nie do udźwignięcia.

Pod koniec maja dokonałam zakupu samochodu. Było to auto używane i sprowadzone z Niemiec. Zapłaciłam za nie 12.000 zł + doszły mi jeszcze koszty opłaty akcyzy, rejestracja auta, ubezpieczenie, W międzyczasie sprzedałam moje stare auto za kwotę 2000 zł. W sumie posiadane pieniądze pozwoliły mi na dokonanie wszystkich niezbędnych opłat, a nawet część sumy jeszcze została nieruszona. Nie przewidziałam jednak tego, że może wystąpić jakaś sytuacja awaryjna, a tak właśnie się stało.

Nie tak miało być.

Po krótkim okresie użytkowania auto zaczęło szwankować i musiałam oddać je do mechanika. Pierwszy mechanik, który zajął się tym autem, skasował ode mnie sumę 500 zł. Jednak jego działania nie przyniosły efektu i po raz kolejny musiałam oddać je do warsztatu. Mechanik, dalej szukając przyczyny, dokonał wymiany pewnych części i tym razem skasował 1000 zł za naprawę. Niestety i tym razem nie przyniosło to na dłuższą metę skutku. W związku z tym zawiozłam auto do innego fachowca, który po dokładnym sprawdzeniu auta poinformował mnie, że do wymiany jest cały silnik, ponieważ jest on uszkodzony w takim stopniu, że praktycznie nie da się znaleźć innego rozwiązania aniżeli wymiana silnika (stary silnik został przegrzany). Po namyśle, nie widząc innych możliwości wyjścia z tej sytuacji, zgodziłam się na wymianę silnika, którego zakupem zajął się wspomniany mechanik. Po dokonaniu tejże operacji mechanik wystawił mi rachunek na łączną kwotę 3.350 zł. Po drodze wyszła też dodatkowo sprawa hamulców, które były do wymiany – klocki +tarcze (1.000 zł).

Tym samym w bardzo szybkim tempie znalazłam się bez środków na koncie i bez możliwości zapłacenia za wykonane usługi. Aby móc dalej funkcjonować i opłacić swoje zobowiązania, poszłam do banku i zwiększyłam tam limit kredytowy w koncie do sumy 10.300 zł. Zaczęłam od tamtej pory (a był to sierpień ubiegłego roku) żyć na dużym debecie sięgającym kilku tysięcy złotych. Do tego dochodziły comiesięczne raty za kartę kredytową w wysokości 1000 zł, no i koszty utrzymania się, zakupu paliwa. W związku z czym szybko okazało się, że w tej sytuacji za niedługi czas przekroczę przyznany mi limit kredytowy i nie będę miała już żadnych środków na koncie.

Walczę.

Chcąc podratować swoje finanse drastycznie ograniczyłam na jakiś czas korzystanie z wszelkich form rozrywki, wszelkie wyjścia, zakupy ciuchów, butów itp. Nie wyjechałam też nigdzie na wakacje. Aby odzyskać choć część kwoty, którą skasował ode mnie drugi z mechaników, który zajmował się moim autem, pojechałam do pierwszego i podjęłam z nim rozmowę na temat dokonywanych wcześniej przez niego napraw, które nie wyeliminowały wcale problemów i w wyniku tego odzyskałam od niego kwotę 1000 zł. Następnie podjęłam rozmowę z właścicielem komisu, który sprzedał mi auto. Co prawda była to trochę musztarda po obiedzie, bo od momentu zakupu auta upłynęło już trochę czasu. Jednak właściciel komisu stwierdził, że dorzuci się do kosztów naprawy auta, jakie poniosłam. W sumie otrzymałam od tego Pana 1.800 zł. Mimo tego, że na jakiś czas owe kwoty podratowały mój budżet, to i tak nie rozwiązywały sprawy bieżącego zadłużenia, które jednak z czasem rosło.

Jednak muszę odsapnąć.

W pewnym momencie jesienią ubiegłego roku przyszły też takie chwile, kiedy nie umiejąc już wytrzymać ciągłego zaciskania pasa, postanowiłam pozwolić sobie na parę rzeczy, tzn. kilka wyjść towarzyskich, zakup stroju i sprzętu na basen, kilkudniowy wyjazd na warsztaty rozwojowe w góry. W ten sposób moje finanse jeszcze się pogorszyły.

Powiew optymizmu i koło ratunkowe. Betonowe.

Szukając dróg na rozwiązanie tej sytuacji i zahamowanie rosnącego debetu, znów udałam się na rozmowy do doradców kredytowych. Okazało się, że przy swoim bieżącym zadłużeniu mogłam jeszcze wziąć kredyt konsumpcyjny w łącznej kwocie wraz z ubezpieczeniem 17.000 zł. Podjęłam szybką decyzję i wzięłam ów kredyt. Kwota, która wpłynęła na moje konto, po odliczeniu kosztów kredytu i ubezpieczenia, pozwoliła mi na całkowitą spłatę karty kredytowej i spłatę dużej części debetu.

Jednak na moim koncie wciąż pozostał debet w wysokości ponad 4.000 zł. Wydawało mi się jednak wówczas, że nie jest to duża suma w stosunku do tego, jaka kwota była wcześniej. Dość optymistycznie patrzyłam w przyszłość, tym bardziej, że tym razem rozłożyłam sobie spłatę zadłużenia na 6 lat – miesięczna rata kredytu w wysokości 300 zł. Poczułam się w miarę bezpiecznie i mając w planach pewne zmiany w swoim życiu, powzięłam decyzję o wyprowadzce z domu rodzinnego i wynajęciu mieszkania.

Tak jak postanowiłam, tak też zrobiłam. Jako że propozycja wynajmu mieszkania trafiła się od dobrej koleżanki, to szkoda mi było nie skorzystać z niej. Wynajęłam to mieszkanie. Wcześniej oczywiście wykalkulowałam, jakie wydatki czekają mnie miesięcznie i stwierdziłam, że żyjąc bardzo skromnie jestem w stanie podołać temu wyzwaniu.

Od połowy listopada 2015 roku zamieszkałam samodzielnie. Sam wynajem mieszkania wynosił mnie miesięcznie 500 zł+czynsz około 250-300 zł, internet-15 zł, energia elektr. – 70-80 zł. Do tego oczywiście dochodziły koszty wyżywienia, paliwa, wszelkie wydatki związane z utrzymaniem auta, najpilniejsze zakupy do mieszkania, które w pewnym stopniu musiałam jednak doposażyć, gdyż nie miałam np. własnych naczyń, sztućców itp.

Uczęszczałam też w tym czasie na treningi i lekcje pływania, co także generowało pewne wydatki, ale stwierdziłam, że z tych rzeczy nie zrezygnuję. W ten oto sposób moja sytuacja finansowa znów się pogorszyła. Ale ponieważ w przeciągu tego czasu otrzymałam też niewielkie podwyżki (wynagrodzenie wzrosło mi do kwoty 2.300 zł) i nagrodę finansową 1.000 zł uwierzyłam, że na pewno dam radę i znajdę sposób na poprawę sytuacji. Poprawa jednak nie nastąpiła, a ja w miarę upływu czasu bałam się coraz bardziej zaglądać na konto, na którym kwota na minusie była coraz większa.

Marazm i błędne koło

Trwałam jednak dalej w swojej decyzji pozostania na swoim. Pewnie gdybym wówczas poszukała dodatkowego zajęcia lub zmieniła pracę, to sytuacja przyjęłaby inny obrót, ale ja w pewnym momencie popadłam w jakiś dziwny stan marazmu i nie podejmowałam żadnych konkretnych działań.

Dopiero około kwietnia tego roku zaczęło do mnie docierać, że muszę coś zrobić, bo za chwilę może się okazać, że przekroczę limit kredytowy i nie będę miała jak żyć. Po dłuższym namyśle zdecydowałam się na powrót do domu rodzinnego, aby zmniejszyć koszty utrzymania i zakupu paliwa. W połowie maja opuściłam wynajęte mieszkanie i wróciłam do rodziców. Niestety musiałam jeszcze uregulować ostatnie opłaty z tamtego mieszkania, zapłacić dziewczynie za wynajem za ostatni okres i na początku czerwca zapłacić ubezpieczenie za auto.Tym samym moja sytuacja finansowa osiągnęła najgorszy jak dotąd w mojej historii stan i dobiłam do kwoty ponad 10.000 zł debetu. Aby uratować się przed zablokowaniem konta szybko przelałam niewielką kwotę pieniędzy z karty kredytowej, która wciąż była aktywna, na konto. Przez resztę miesiąca za paliwo i najbardziej niezbędne wydatki płaciłam kartą. Gdy otrzymałam kolejną wypłatę, okazało się, że bardzo dużą jej część muszę przelać, aby spłacić zobowiązania na karcie. I tak powstało trochę takie błędne koło, z którego nie potrafiłam wyjść….

Nóż na gardle. Muszę coś zrobić!

Właśnie wtedy podjęłam decyzję o sprzedaży wszystkich tych rzeczy, które nie są mi już potrzebne, których nie używam. Wystawiłam na aukcjach różne swoje książki i starocie. Jednak początkowo zainteresowanie było znikome i nic nie zarobiłam. Następny krok to była decyzja o sprzedaży auta, które znów zaczynało szwankować i budziło mój niepokój co do tego, jakie jeszcze naprawy mogą mnie czekać. Wystawiłam je w kilku miejscach, ale tutaj także zainteresowanie było minimalne, praktycznie bliskie zeru. Nadszedł czas mojego urlopu. Wzięłam 3 tygodnie wolnego i przez ten czas maksymalnie ograniczyłam swoją aktywność i wydatki, dzięki czemu trochę zmniejszył się mój debet.

Sytuacja jednak wciąż jest bardzo poważna, więc w mojej głowie zrodził się taki plan, aby za wszelką cenę jednak sprzedać auto, dzięki czemu spłacę cały ten debet i pozostanie mi tylko kredyt. Zaczęłam też intensywnie szukać lepszej pracy, ale pomimo wysłania cv do wielu pracodawców na razie nie doczekałam się odzewu. Zaczęłam więc drążyć głębiej ten temat i tak zrodził się w mojej głowie plan, aby zwolnić się ze swojej dotychczasowej pracy za porozumieniem stron i wyjechać na dłuższy czas do pracy zagranicę. Zarejestrowałam się nawet w kilku sprawdzonych biurach pośrednictwa pracy i dowiedziałam się, że praktycznie w każdej chwili mogę wyjechać, wystarczy tylko moja decyzja i gotowość.

W ostatnim tygodniu dostałam też w końcu konkretną propozycję zakupu mojego auta od komisu, z którym kontaktowałam się kiedyś. Postanowiłam nie ociągać się i pojechałam na rozmowę do nich. Oczywiście byłam świadoma, że nie zwrócą mi się koszty inwestycji w to auto i że w sumie sprzedam je pewnie taniej niż oczekuję, ale mimo to upatrywałam w tym pewnej szansy na spłatę znacznej części zadłużenia. Ostatecznie po negocjacjach sprzedałam moje auto za kwotę 9.200 zł. Tym samym zyskując sumę, która pokryje cały mój debet, ale przede mną jeszcze trochę czasu do następnej wypłaty, a żyć jednak jakoś muszę… Dlatego szukam dalej sposobów na zarobienie pieniędzy.

Zaraz po fakcie sprzedaży auta ruszyła trochę sprzedaż na moich aukcjach – ktoś kupił moją książkę, ktoś inny stare, zabytkowe radio. Poczułam, że coś zaczyna się dziać i po raz pierwszy z dumą oglądałam zarobione, dodatkowe pieniądze. Dowiedziałam się też, że mogę ubiegać się o zwrot kwoty ubezpieczenia, jaką zapłaciłam za swoje auto w tym roku. No i znalazłam kolejne przedmioty do wystawienia na sprzedaż, jak chociażby opony zimowe od auta, stary rower. Zatem w planie mam kolejne sprzedaże. Jak i najważniejszą decyzję, która trochę napawa mnie strachem, ale wydaje mi się skutecznym sposobem na zdobycie gotówki – a mianowicie zwolnienie z pracy i wyjazd zagranicę w celach zarobkowych.

Refleksja. Co dalej?

Jak widać moja historia wskazuje, że szybkie, impulsywne decyzje kredytowe nie prowadzą do niczego dobrego. Moje osobiste doświadczenia są dla mnie jednak bogatym źródłem wiedzy na temat tego jak nie postępować, w jaki sposób nie podejmować decyzji. Dostałam naukę na resztę życia…

Jeśli moja opowieść zainteresuje Pan lub miałby Pan jakieś wskazówki, uwagi, rady odnośnie tego co mogę dalej zrobić w sytuacji, w której się znalazłam, to będę bardzo wdzięczna za pomoc.

Agnieszka walczy. Pomożesz?

Miałem do czynienia z wieloma zadłużonymi osobami. Czasami rozwiązanie jest bardzo trudne, a czasem w zasięgu ręki. Osoba zadłużona nie widzi jednak tych rozwiązań, bo poziom negatywnych emocji i zmęczenie walką są tak duże, że trudno jest spojrzeć na sprawę z dystansu. Agnieszka jest obecna z nami na blogu. Jeżeli masz dla niej słowa otuchy, lub chciałbyś coś podpowiedzieć, to właśnie nadarza się świetna okazja, by pomóc komuś swoim komentarzem. 🙂

Podobne artykuły I podcasty:

Ugotujesz się jak żaba – czyli długi w naszych głowach.
Jak pozbyć się długów w 12 miesięcy? – poznaj historie Justyny.

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 399 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze94 komentarze

  1. Hej Agnieszko! 🙂
    Nie wygląda to jakoś tragicznie, jeśli mam być szczery. Wystarczy wejść na dwa największe w Polsce fora o długach i tam to dopiero są historie…
    Agnieszka, głowa do góry!
    Masz rodzinę, która Ci pomaga, długów w sumie nie masz… Masz pracę. Nie jest źle, a teraz będzie już tylko lepiej!
    Ja w ogóle uważam, że psychika jest ważniejsza niż matematyka. Jeśli udało się przezwyciężyć ten największy koszmar, czyli życiowy marazm, to teraz będzie juz „z górki”. Zobaczysz!
    1. Brakuje informacji o lokalizacji, wykształceniu i umiejętnościach. Polska bardzo się zmienia, w niektórych branżach to praca szuka pracowników. Może więc przeprowadzka do innego miasta? Zmiana pracy? Z urzędu do dobrej prywatnej firmy? Wszyscy szukają rzetelnych pracowników i podobno jest z tym coraz większy kłopot w Polsce.
    2. Jeśli chodzi o wyjazd za granicę, to brakuje informacji o znajomości języka. Wyjeżdżając dziś na przykład do Anglii bez znajomości języka można się bardzo nieprzyjemnie zdziwić. W ogóle Europa Zachodnia chyba zaczyna powoli upadać, przynajmniej ja to widzę wokół siebie (mieszkam w UK).
    3. Gdybym miał podejmować decyzję, to pewnie wyjechałbym na rok za granicę, szczególnie jeśli masz tu kogoś znajomego i znasz język. W ciągu roku przy założeniu że będziesz ciężko pracować całkiem sporo odłożysz – i ja bym zainwestował te pieniądze w swoje kompetencje i jednak wrócił do Polski, do profesjonalnej pracy w fajnej firmie.
    Coraz lepiej się żyje w Polsce a coraz gorzej na Zachodzie i wcale nie żartuję…
    OCZYWIŚCIE – AGNIESZKO – POWODZENIA! Z całego serca Ci życzę, bo sam też zmieniam swoje życie i wiem jakie to fajne uczucie, jak się wszystko zaczyna układać… Rosną wtedy takie małe skrzydełka 🙂

    • Witaj Marcin!
      Dziękuję bardzo za Twoje wskazówki i wsparcie. Tak, masz rację, że moja sytuacja wcale nie należy do mega tragicznych, a i moje długi w porównaniu z poziomem zadłużenia przeciętnego Polaka, wydają się niezbyt wysokie. Jednak dla mnie jako osoby, która wcześniej w życiu w ogóle ich nie miała i która dopiero uczy się podejmowania samodzielnych decyzji finansowych, to co sobie zgotowałam było momentami nie do zniesienia i napawało mnie wielkim strachem. Trudno mi było obiektywnie i z dystansem spojrzeć na swoje finanse. Dlatego przez jakiś okres czasu nie logowałam się w ogóle na konto, żeby nie widzieć tej ogromnej kwoty na minusie.Co w sumie było bardzo niedojrzałym podejściem.

      Odpowiadając na dalszą część Twojego komentarza pokrótce opowiem o sobie. Mieszkam w południowej Wielkopolsce na wsi, z domu do pracy mam jakieś 14 km (wcześniej, gdy wynajmowałam mieszkanie odległość do pracy wynosiła 20 km). Połączenie autobusowe między moją miejscowością a pracą jest fatalne (prawie go nie ma), zatem auto jest mi bardzo potrzebne na co dzień. Z wykształcenia jestem pracownikiem biurowym (po szkole średniej) i socjologiem ze specjalnością komunikacja społeczna, badanie rynku (ukończone studia, lecz brak jakiejkolwiek praktyki, choć badania społeczne bardzo mnie interesują i uważam, że mam predyspozycje do pracy w tej branży). Całe moje dotychczasowe doświadczenie zawodowe zdobyłam pracując w administracji samorządowej na wielu stanowiskach i w różnych wydziałach (np. pośrednictwo pracy, finanse, sekretariat, obsługa klienta, komunikacja i transport). Przez ten czas systematycznie pięłam się w górę hierarchii począwszy od pomocy administracyjnej a skończywszy na inspektorze. Niestety mimo pełnego zaangażowania w moją pracę i bardzo dobrego wykonywania powierzonych mi zadań kolejne awanse nie przekładały się u mnie na znaczący wzrost zarobków. Dziś zdaję sobie sprawę z tego, że w obecnych realiach swojej pracy nie mam już szans na awans wyżej i na podwyżkę, nie widzę szans na dalszy rozwój. Do tej pory bałam się nawet myśleć o zmianie pracy i wolałam nie podejmować żadnego ryzyka z tym związanego. Godziłam się więc na taki stan rzeczy uważając, że nawet jeśli coś mi się w mojej pracy nie podoba, to lepiej jednak się jej trzymać, bo jest ona w miarę stabilna i pewna, daje mi stały dochód. Kilka lat temu zaczęłam coraz bardziej zajmować rozwojem osobistym i w związku z tym mocniej zaczęłam sobie uświadamiać, że tym co trzyma mnie w mojej pracy jest strach przed zmianą. Dotarło do mnie, że nigdy nie chciałam wykonywać pracy biurowej i że tak naprawdę jej nie lubię, a w sumie jedynym jej elementem, który daje mi wiele satysfakcji,jest kontakt z ludźmi, że to jest właśnie to, co sprawia mi przyjemność. Równolegle do swojej pracy zajmowałam się w czasie wolnym tym, co mnie interesowało i rozwijało. M. in. pisałam różne teksty, wiersze, lubiłam zabawy słowem (i tu nadmienię, że słowo pisane zawsze było moją mocną stroną, zaś pisanie sprawiało mi radość), czytałam książki i artykuły z dziedziny psychologii i rozwoju osobistego, jeździłam na warsztaty rozwojowe, chodziłam przez 5 lat na kurs języka angielskiego do szkoły prywatnej, nauczyłam się pływać, zaczęłam chodzić na treningi karate, dużo czasu w sezonie letnim poświęcałam na ruch na świeżym powietrzu, jazdę na rowerze, od lat też uwielbiam bliski kontakt z naturą i dużą radość sprawia mi robienie zdjęć różnych urokliwych zakątków w mojej okolicy, ostatnio odkryłam też w sobie pasję do malowania. Faktem jest jednak, że dotąd nie myślałam na serio o tym, że mogłabym np. na którejś ze swoich pasji zarabiać, że to co piszę, czym się zajmuję ma jakąś wartość, brakowało mi wiary w siebie i swoje możliwości. Zdawałam też sobie sprawę z tego, że niektórymi rzeczami zajmuję się tylko amatorsko i bałam się podjąć jakiejś odważnej próby zmiany swojej pracy na bliższą moim zainteresowaniom.
      Co do wyjazdu zagranicznego, piszesz, że podjąłbyś decyzję o wyjeździe, ja właśnie ku temu najbardziej się skłaniam i dążę do realizacji tej opcji. Dlaczego? Po pierwsze znam język angielski w takim stopniu, iż wiem, że na pewno poradzę sobie w komunikacji. Poza tym zawsze miałam w pewnym stopniu talent do języków obcych, więc wiem, że równie dobrze będąc w jakimś kraju dłużej, jestem w stanie nauczyć się przynajmniej podstaw jego języka. Pod drugie w chwili obecnej tutaj gdzie jestem, czuję się przyblokowana i ograniczona – nie tylko przez swoje długi, ale i ogólnie całe otoczenie. Wciąż od lat te same miejsca, ci sami ludzie itp. Wiem, że wielu osobom na pewnym etapie życia taki rodzaj rutyny odpowiada. Mnie już nie. Czuję, że potrzebuję zmiany środowiska, nowych bodźców, miejsc, osób wokół siebie. Dzięki temu mogę się wiele nauczyć i bardzo rozwinąć, doświadczyć całej gamy różnych nowych przeżyć. Po trzecie zawsze chciałam mieszkać przez jakiś czas przynajmniej poza granicami Polski, marzyłam też o podróżach, ale dotąd nie realizowałam tego, bo w dużej mierze powodował mną strach… Decydując się na wyjazd za granicę zmierzę się z tym strachem właśnie, ale tym samym dotknę swoich marzeń – to dla mnie bardzo ważne! Po czwarte, zdaję sobie sprawę z tego, że kraje zachodnie to nie jest jakiś eden, kraina mlekiem i miodem płynąca. Mimo to praca tam wciąż pozwala osiągnąć lepsze zarobki, co dla mnie oznacza szybszą spłatę długów i możliwość odłożenia jakieś większej kwoty, którą później mogę w coś zainwestować lub z którą mogę wrócić do kraju i zacząć tu szukać pracy.
      Jeszcze raz bardzo dziękuję za Twój komentarz i pozdrawiam serdecznie 🙂

      • Ja przyjechałam do UK 4 lata temu i jestem z tej decyzji bardzo zadowolona. Początki bywają ciężkie, ale jak się już zaklimatyzujesz w nowym miejscu to otwiera się przed Tobą inny świat 🙂 Głowa do góry – na pewno dasz sobie radę!

        • Witaj Agnieszka 🙂

          Tak, wiem, że na początku może być trudno, zupełnie nowe środowisko, wiele zmian, obcy kraj, dużo nowości wokół. Wierzę jednak, że dam rady i że to może być bardzo ważne doświadczenie w moim życiu, które mnie wzmocni i rozwinie.

          Dziękuję i pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. Cześć Agnieszka
    Jestem pod wrażeniem, że poszłaś do komisy, żeby partycypował w kosztach. Świetny ruch, na który wiele osób, by się nie zdecydowało.

    Jeśli dobrze rozumiem został Ci kredyt, zaś debet i kartę kredytową masz spłacone.
    Podzielisz się z nami szczegółami odnośnie sytuacji finansowej?
    – jakie masz stałe zobowiązania (abonamenty, może dokładasz się do rachunków, itd) ?
    – kredyt: ile rat Ci zostało, jakiej są dokładnie wysokości, jakie jest oprocentowanie, ile zapłaciłaś prowizji?
    – jeśli to nie tajemnica, ile odłożyłaś gotówki ?

    • Cześć eMCi 🙂
      Dziękuję za za miły komentarz. Postaram się pokrótce odnieść do Twoich słów.

      Bardzo bałam się wizyty i rozmowy zarówno z mechanikiem jak i w komisie. Tym bardziej, że jestem kobietą i nie mam za bardzo wiedzy na temat samochodów, moje wiadomości z tej dziedziny są naprawdę ograniczone. Zdawałam sobie sprawę z tego, że ci mężczyźni mogą, np. próbować mi udowodnić, że się nie znam itp. Jednak w sytuacji, gdy znalazłam się pod murem, nagle znalazłam w sobie takie pokłady odwagi, o których nie wiedziałam wcześniej. Przystąpiłam do tych rozmów bardzo spokojnie, nie żywiąc urazy do kogoś, nie podnosząc głosu, lecz po kolei szczerze wyjaśniając jak ja to widzę. No i okazało się, że to poskutkowało! W przypadku komisanta myślę, że zadziałał jeszcze jeden fakt – owa osoba trochę się obawiała, że np. mogę zacząć upowszechniać jakieś informacje na temat felernego auta w najbliższym otoczeniu, co może mieć wpływ na sprzedaż w jego komisie (oczywiście nie robiłam tego).

      Tak, w chwili obecnej został mi kredyt w wysokości 15.000 zł. Cały debet został przeze mnie spłacony, do chwili obecnej zmniejszyłam go o ponad połowę, tzn. z kwoty 10.300 zł do kwoty 4.500 zł. Docelowo chcę całkiem zaprzestać korzystania z debetu. Kartę kredytową spłaciłam, zamknęłam jej rachunek, sama karta została pocięta:)

      Moja sytuacja finansowa wygląda teraz tak, że miesięcznie płacę ratę w wysokości 300 zł. Zaś jeśli chodzi o rachunki, to obecnie płacę 40 zł miesięcznie za Internet, około 100 zł miesięcznie telefon, paliwo(póki co korzystam z aut użyczanych mi przez członków rodziny lub kolegę) – jakieś 70-80 zł tygodniowo, do tego dochodzą koszty zakupu żywności (obiady jadam z rodzicami, ale pozostałe posiłki finansuję sama) i najpotrzebniejszych środków higienicznych, kosmetycznych itp. Mam jeszcze na utrzymaniu kota 🙂
      Moje zarobki kształtują się na poziomie 2.300 zł. Na początku sierpnia pokryłam zadłużenie powstałe z tytułu korzystania z debetu pieniędzmi uzyskanymi ze sprzedaży auta, ale ponieważ wyszłam na zero na koncie, to później w miesiącu znów korzystałam z debetu. Tym samym, kiedy kolejna wypłata wpłynęła na moje konto zostało mi z niej 1.368 zł. Zbliża się połowa miesiąca, na dzień dzisiejszy skorzystałam z debetu i jestem 100 zł na minusie.
      Jeżeli chodzi o kredyt to udzielono mi go w wysokości 17.049,20 zł. Do tej pory spłaciłam 10 rat. Mam ich razem 72. Do spłaty pozostało mi 15.128,63 zł. Oprocentowanie wynosi 7,99%. Prowizja wynosi 1191,74, ubezpieczenie wynosi 3049,20 zł.
      Do chwili obecnej nie udało mi się zgromadzić żadnych oszczędności. Ale przez ostatnie miesiące zajmuję się sprzedażą starych, niepotrzebnych mi już rzeczy na aukcjach i w ten sposób zarobiłam jakieś 400 zł. Wystąpiłam też o zwrot składki ubezpieczeniowej po sprzedaży auta, w wyniku czego uzyskałam jakieś 270 zł zwrotu.
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

      • Hej Agnieszka,

        tak trzymaj 🙂
        jedna rada, płacisz dużo za telefon ! -> obowiązkowo przejdź na telefon na kartę jak tylko skończy Ci się abonament. np. na Virgin. Wysokie pakiety GB pomogą Ci również zrezygnować z dodatkowego internetu.

        Jeszcze jedno w miarę możliwości nadpłacaj kredyt konsumpcyjny. Zaoszczędzisz sporo kasy.

        Pzdr.
        Janek

        • Witaj Janku,

          Dziękuję za komentarz, słuszna uwaga, płacę faktycznie dużo, już znajomi mi to mówili. Na szczęście umowa mi właśnie wygasa, więc mogę poszukać tańszej opcji.

          Pozdrawiam serdecznie 🙂

      • Jeśli dobrze rozumiem Twój kredyt, to został on udzielony w sposób następujący.
        – 14000 dostałaś gotówką
        – 3049,20 ubezpieczenia doklejono Ci do kredytu
        – 17049,20 na tyle bank Cię naliczył
        – zapłaciłaś z góry prowizję 1191,74 – 6,99% od kwoty kredytu
        – zostały Ci 62 raty w kwocie ~300
        – saldo zadłużenia to 15 128,63

        Innymi słowy technicznie masz jeden kredyt, ale tylko na pozór. To są tak naprawdę dwa skonsolidowane kredyty. Pierwszy 14000 na cel dowolny + drugi na ubezpieczenie tego kredytu na 3049,20. Doskonały interes ze strony banku. Nie dość, że dostanie 3600 odsetek od kredytu na 14000, zgadnie prowizję za ubezpieczenie (50% od 3049,20?), to jeszcze odsetki od ubezpieczenia – dodatkowe 600. Dobrze dla banku, gorzej dla Ciebie.

        Możesz się przed tym bronić. Moim zdaniem nie ma sensu płacić za to ubezpieczenie.

        Scenariusz I – wypowiadamy umowę ubezpieczenia
        Najprościej było by zerwać ubezpieczenie i wnioskować o zwrot niewykorzystanej części, czyli 42,35 za każdy miesiąc! Bank MUSI Ci oddać niewykorzystaną część, takie prawo. Sprawdź co się wtedy stanie? Jeśli konsekwencje wydadzą Ci się zbyt drastyczne, spłacaj dalej. Jeśli okażą się akceptowalne np wzrost oprocentowania o 3pp, to rata skoczy do 320, a odzyskasz 42,35*62 = 2625,7. Jeśli nadpłacisz kredyt o zwrot (scenariusz gorszy, czyli bez skracania kredytu, ale łatwiejszy do przedstawienia w komentarzu), to w 12-tą ratę zapłacisz od salda ~12320, a sama rata wyniesie ~265 złotych! Nieźle, prawda? Jednym ruchem zmniejszasz saldo o 17% i wysokość raty o 9%. Te dodatkowe 35 złotych na miesiąc pozwoliłoby Ci spłacić kredyt 7 miesięcy przed czasem, a więc kolejne 1855 zostaje w kieszeni. Wyliczenie jest czysto teoretyczne, ponieważ nie widziałem Twojej umowy, ale sama widzisz jaki potencjał tkwi w tym rozwiązaniu. Zgodnie z harmonogramem spłacisz ~18500, a wg powyższego scenariusza ~14600, czyli 3900 mniej.

        Scenariusz II – nadpłacamy kredyt skracając okres kredytowania
        Im więcej, zwłaszcza na początku, tym lepiej. Zysk odnosisz podwójny. Po pierwsze nie płacisz rat odsetkowych od nadpłaconych rat. Po drugie, dostajesz zwrot za niewykorzystane ubezpieczenie. W tej chwili odsetki to ok 100 na ratę, za dwa lata 66, za 4 lata 26. Jeżeli będzie nadpłacać kredyt co miesiąc o:
        100 – spłacisz łącznie 17500 w ciągu 57 miesięcy / krócej o 5 rat, czyli zwrot za ubezpieczanie wyniesie 211,75 – korzyść względem harmonogramu ~1200
        200 – spłacisz łącznie 16800 w ciągu 38 miesięcy / krócej o 24 rat, czyli zwrot za ubezpieczanie wyniesie 1016,4 – korzyść względem harmonogramu ~2600
        300 – spłacisz łącznie 16500 w ciągu 31 miesięcy / krócej o 31 rat, czyli zwrot za ubezpieczanie wyniesie 1312,85 – korzyść względem harmonogramu ~ 3300

        Scenariusz III – wypowiedzenie umowy + nadpłacanie kredytu.
        Ponieważ nie znam Twojej umowy odnośnie ubezpieczenia nie chcę za mocno teoretyzować. Nadmienię tylko, że przy wzroście oprocentowania do 9,99% i nadpłatach 300 miesięcznie, możesz być do przodu o 4700.

        Opcja dodatkowa
        Po wcześniejszej spłacie zwróć się do banku o proporcjonalny zwrot prowizji „za okres niespłacania kredytu”. Banki twierdzą, że zwrot się nie należy, ale Rzecznik Konsumentów i UOKiK są innego zdania. Kolejne 16,55 za każdy miesiąc.

        Głowa do góry. Jak widzisz te 62 raty po 300 złotych to 18600 zobowiązań tylko na papierze. Piłeczka jest po Twojej stronie.

        • Hej eMCi 🙂

          Bardzo, bardzo dziękuję za Twoje wyliczenie i szczegółowe przedstawienie mi możliwych rozwiązań!!!! Prawdę mówiąc, gdy brałam ten kredyt, to byłam laikiem w tych kwestiach i nie wiedziałam, że nie muszę ubezpieczać kredytu. W ogóle wtedy moja znajomość tych zagadnień była niewielka, a decyzję podjęłam dość impulsywnie, mój błąd. Nie zdawałam też sobie sprawy z tego, że mogę wypowiedzieć umowę ubezpieczenia! I tutaj bardzo miło mnie zaskoczyłeś tą informacją 🙂 Zorientuję się w temacie i zobaczę jakie będą konsekwencje. Tak jak piszesz, ów zwrot mogłabym wykorzystać, aby nadpłacić kredyt! Wtedy mam już znacznie mniejszą kwotę do spłaty! Jesteś genialny 🙂
          Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam 🙂

  3. Aga spróbuj, nim zdecydujesz sie na wyjazd za granice, znalezc dodatkowa np weekendowa prace Jaka? Po prostu dodatkowa. Kelnerka, pilnowanie dzieci, sprzatanie itp Nie masz jeszcze rodziny na utrzymaniu Znam osoby, ktore zeby zapewnić utrzymanie swoim bliskim pracuja na dwa etaty, po 300-400 godzin w miesiacu Dla ciebie bedzie to rozwiazanie na jakis czas Poprowadz budzet osobisty U Marcina na blogu znajdziesz wskazowki, krok po kroku W ten sposob uszczelnisz wydatki, ale zarazem bedziesz miala sprecyzowany cel Pozdrawiam

    • Witaj Kamila 🙂
      Bardzo Ci dziękuję za cenne wskazówki. Jak dotąd zajęłam się sprzedażą na aukcjach starych, niepotrzebnych mi rzeczy. Za pracą dodatkową rozglądam się nieśmiało. Chyba wciąż jakiegoś rodzaju opór czuję przed tym, co oczywiście jest dość bzdurne… Bo zawsze mogłabym w ten sposób coś dorobić, prawda? Budżet osobisty – dobra myśl! Naprawdę najwyższa pora, abym się nim zajęła, tak jak radzisz, bo wcześniej nie pilnowałam swoich wydatków ani nie spisywałam ich nigdzie. Choć po ostatnich przejściach drastycznie ograniczyłam wszelkie wydatki i wydaję znacznie mniej, ale jeszcze dużo muszę się nauczyć.

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  4. Cześć Agnieszko !

    Na początku chce Ci powiedzieć że jestemz Ciebie dumna ! Wziełas sprawy w swoje ręce i wychodzisz z długów!
    Ja moj „podatek od głupoty” też juz w życiu zapłaciłam 😛 Było cieżko, drugi raz nie dopuszczę do tego. Sporo się nauczyłam i zapłaciłam wysokie czesne na „Uniwersytcie prawdziwego życia” – Dla mnie najtrudniejsza sprawą były emocje – niespodziewałam się że jak stan konta taki stan ducha 😛 bo przecież pieniądze nie są w życiu ważne 😛
    To czym mogę się z Tobą podzielić to przede wszystkim:
    – Agnieszko warto wytrwać i wycinac wydatki podczas wojny z długami jak już wszystko spłacisz spadnie Ci taaaaaki kamień z serca 🙂

    – Co do wyjazdu za granicę .. nie zrozum mnie źle – Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma … – przelicz to sobie dobrze bo poza granicami naszego kraju też jest rynek pracy a nie kraina mlekiem i miodem płynąca … Jak masz fajną propozycję i po przeliczeniu wszystkich kosztów związanych z wyjazdem i pobytem tam (cos trzeba jesć , gdzies mieszkac itp) to JEDZ ! ale przelicz sobie tez scenariusz pozostania w Polsce znalezienia dodatkowej pracy , może przeprowadzki do większego miasta gdzie jest wieksza mozliwośc znalezienia pracy… do przeliczenia 🙂

    i na zakończenie (bo komentarz za długi bedzie i Marcin go nie opublikuję :P) – AGA ! – budżet, budżet, budzet ! nic nie da zwiekszanie zarobków jak po drodze bedą również wzrastały wydatki – trzeba wbic klin finansowy i się tego trzymać ! 🙂

    Pozdrawiam cieplutko z południa Polski 🙂

    P.s i pamiętaj NIE JESTEŚ SAMA 🙂

    • Witaj Marzeno 🙂

      Bardzo dziękuję za Twoje ciepłe, wspierające słowa. Dodają otuchy!!! 🙂
      Kamień z serca to już mi spadł, gdy spłaciłam debet i gdy w ostatnim czasie zmniejszyłam jego wysokość w koncie z 10.300 zł do 4.500 zł. Równie fajnie poczułam się, gdy zamknęłam rachunek karty kredytowej i gdy sama karta została pocięta. Poczułam się dzięki temu lżej, trochę bardziej wolna i zadowolona z pierwszych sukcesów po tak wielu porażkach. Teraz już nie boję się wchodzić na konto i patrzeć na jego stan! Ale też teraz realniej oceniam sytuację i biorę sprawy w swoje ręce. Chociażby fakt, że dzielę się z Wami moją historią, głośno mówię o swoich potknięciach, błędach, to jest też dla mnie ważny krok w przód. Wcześniej nie miałam za bardzo odwagi, aby przyznać się, nawet przed samą sobą, jaka jest sytuacja.

      Co do wyjazdu zagranicznego – wiem i rozumiem skąd Twój sceptycyzm, zdaję sobie sprawę z tego, że taki wyjazd to ryzyko, że nie wszystko może pójść lekko i gładko. Upatruję w tym jednak mimo wszystko szansy na trochę szybszą spłatę długów. Gdy będę już wolna od długów, to poczuję się całkiem swobodnie i będę mogła zdecydować co dalej.

      I na zakończenie jeszcze dodam – bo wspominasz też, że sama byłaś zadłużona i wiele Cię ta sytuacja nauczyła – że paradoksalnie przez ostatnie półtora roku zrobiłam w swoim życiu więcej aniżeli przez ostatnie 5, a może i więcej lat swojego życia! Cała ta sytuacja była i nadal jest dla mnie niczym poligon dla żołnierza! Na tę chwilę, oprócz trudności, których doświadczyłam, to zyskałam ogromny kapitał, z którego mogę czerpać. Dowiedziałam się o sobie baaaardzo dużo! Zobaczyłam siebie w końcu w akcji i okazało się, że potrafię być skuteczna i odważna! Zmieniło się moje spojrzenie na życie, ludzi, na siebie samą. Tych plusów jest zresztą znacznie więcej i coraz częściej to na nich właśnie się koncentruję.

      Pozdrawiam gorąco 🙂

        • Witaj Andrzej,

          Dziękuję bardzo za link i za Twoje wspierające słowa!!! Właśnie przeczytałam Twoją historię i jestem pod wrażeniem! 🙂 Wielki szacun i gratulacje!!!! 🙂 Twoja historia może być źródłem inspiracji i motywacji dla człowieka.

          Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszych sukcesów w sferze finansowej i nie tylko 🙂

    • heheh „podatek od głupoty” genialne sformułowanie, zapisuje w notatniku 😉
      Swoje drogą sam go płace :(:( pewnie 1-2 lat jeszcze…

  5. Cześć 🙂 Twoja sytuacja może się tylko poprawić jeśli będziesz działać z głową. Ogranicz koszty stałe i zwiększ przychody. Dodatkowa praca to super pomysł. Renegocjuj umowy – np abonament tel. Sprzedaj to co się da i co się opłaca. Na razie zostałabym w Polsce. Choć to też zależy. Pewna praca z dobrym zarobkiem kusi i pozwala wszystko spłacić szybko. Sama byłam o krok od wyjazdu z agencją. 5 miesięcy bez pracy i bark perspektyw zrobił swoje i nie widziałam wad tego rozwiązania, swoich braków tylko liczyłam pieniądze które mogę zarobić. Przeszłam weryfikację językową, ale znałam go słabo a praca wymagała kontaktu z ludźmi ciągle. Siostra znalazła o pracy więcej informacji i dzięki niej uniknęłam koszmaru. Agencja zawsze pobierze pieniądze za pośrednictwo od pracodawcy bądź Ciebie nawet jeśli praca będzie zupełnie nie na Twoje siły czy umiejętności. Nie wszyscy czekają na Ciebie tam z otwartymi ramionami, bo wszystko niestety zależy nie tylko od motywacji, ale od Twojej sytuacji zawodowej, umiejętności językowych. Wyjazd przez agencję to nie to samo co w miejsce polecone przez znajomych i gdzie ktoś na miejscu może pomóc. Wyjazd w rozpaczy to nie najlepszy pomysł, bo nie masz rezerw gdyby coś się stało. Nie masz dużego długu to na razie bym się trzymała domu do czasu spłaty i odłożenia poduszki finansowej. Masz umowę stałą i możliwość mieszkania u rodziców. Wykorzystaj to. Mniejszych kosztów życia w innym miejscu raczej nie znajdziesz. Wysyłaj dużo CV a może znajdziesz lepszą ofertę a na razie tnij koszty do kości. Wszystkie wyjścia, rozrywki, kosmetyczka, paznokcie niech poczekają aż spłacisz dług. Automatycznie płać zobowiązania na początku miesiąca i żyj za to co zostało. Noś przy sobie mało pieniędzy. Najlepiej zrezygnuj z kart całkowicie. Z kredytowej całkiem zrezygnuj!!! Bezwarunkowo. Poświęć 3 godziny w tygodniu na przemyślenia o finansach, na czytanie,wystawianie rzeczy na allegro czy olx. Znajdź tańsze konto bankowe. Przede wszystkim zrób budżet i się go trzymaj (zatrzymuj każdy paragon i dowód wpłaty aby kontrolować impulsy zakupowe). Sama bądź swoim najlepszym doradcą finansowym. Trzymam kciuki.

    • Witaj Asiu 🙂

      Bardzo Ci dziękuję za Twój wpis i Twoje mądre wskazówki i rady.

      Jeśli chodzi o moje obecne gospodarowanie pieniędzmi, to już jakiś czas temu drastycznie ograniczyłam wszelkie wydatki do rzeczy niezbędnych i najważniejszych. Paznokci nie robię, do kosmetyczki i tak nigdy prawie nie chodziłam, z wszelkich rozrywek zrezygnowałam, no i gotówki też staram się przy sobie nie nosić, więc już część z tych rad, o których wspominasz, wprowadziłam w życie wcześniej.

      Co do wyjazdu zagranicznego, to jednak przychylam się do niego najbardziej i nie jest to wybór podyktowany rozpaczą. Ja całkiem dobrze radzę sobie z językiem angielskim, mam możliwość wyjechać utrzymując ciągłość w zatrudnieniu, tzn. skończę pracę w Polsce i zaraz zaczynam pracę w Holandii za lepsze pieniądze aniżeli tutaj. Wiem, że koszty życia są tam wyższe, ale i odłożyć można jednak więcej niż w Polsce, dlatego na takie rozwiązanie teraz się nastawiam.

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  6. Agnieszka, jeśli zmieniłaś postrzeganie długów to już wygrałaś. Teraz przed Tobą jedynie sprawdzian silnej woli i „pokuta” czyli ascetyczne życie i pilnowanie każdego grosza… Do póki nie wyjdziesz z dołka nie ma co robić sobie wakacji, wypadów itp. To trudne, wiem bo sam kilka dni temu po długiej walce wyszedłem na powierzchnie 😉

    1. Zrób dobry budżet
    2. Kontroluj wydatki
    3. Nie zmieniaj pracy! (chyba, że na lepszą bez przerw w zarobkach)
    4. Korzystaj z pomocy rodziny
    5. Znajdź dodatkowe zajęcie po godzinach pracy etatowej i zgromadzone w ten sposób pieniądze przeznaczaj na nadpłatę kredytu… aż do skutku.
    6. Jak chcesz pogadać z kimś kto miał 8x większe problemy to daj znać na maila 😉

    No i powodzenia!

    • Witaj Piotr,

      Bardzo dziękuję za komentarz i Twoje wskazówki. Tak, zdaję sobie sprawę, że o wakacjach czy jakiś rozrywkach mogę zapomnieć na dłuższy czas. Już się w sumie w miarę pogodziłam z tym faktem.

      W sumie to z perspektywy czasu myślę, że te długi paradoksalnie były mi „potrzebne” po to, abym wreszcie przyjrzała się swoim finansom i zaczęła szanować pieniądze, nauczyła się nimi zarządzać. Przed popadnięciem w zadłużenie nie przykładałam większej wagi do pieniędzy, potrafiłam wydawać znaczną część wypłaty na zabawę, ciuchy, nie umiałam oszczędzać, nie robiłam sobie własnego budżetu ani nic z tych rzeczy. Teraz zaczynam się uczyć zdrowego podejścia do pieniędzy i wyciągać wnioski ze swoich błędów.

      Pozdrawiam cieplutko i gratuluję Ci wyjścia z Twoich długów! 🙂

      • Dzięki 😉

        Ja teraz sobię tłumacze, że to było czesne za naukę finansów 😉 a że robiłem magisterkę to i cena wysoka…

        Fajnie, że jesteś na dobrej drodze i masz świadomość bo to chyba fundament.

        Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam kciuki!

    • Droga Leno 🙂

      Dziękuję bardzo za link. Właśnie przeczytałam Twój tekst – bardzo mi się podoba!!! No i sięgnęłam po drugi – też o długach!!! Trochę poszperałam na Twoim blogu i bardzo pozytywnie mnie nastroiłaś! Jestem pełna podziwu!!! Tym bardziej, że widzę, iż jesteś młodą mamą, która łączy pracę z macierzyństwem! Gratuluję! 🙂 Po drugie podobnie jak Ty lubię pisać, ale dotąd pisywałam głównie do szuflady i nie miałam odwagi się tym dzielić. Choć myśl o tym, że chciałabym się w tym kierunku rozwijać i wykorzystywać te umiejętności w pracy, powoli we mnie kiełkuje.

      Z Twoich wpisów wyciągnęłam dla siebie parę cennych tipów! Po pierwsze: mapa myśli – coś czego nie znałam, a widzę, że warto ją zrobić, może być bardzo pomocna. Po drugie – słownictwo. I tutaj zgadzam się z Tobą w pełni – słowa mają ogromną moc i mogą oddziaływać na nas pozytywnie bądź negatywnie. Ja stawiając sobie cel odnośnie swoich finansów napisałam, że chcę spłacić wszystkie swoje długi wobec banku, a przecież samo słowo dług” raczej nie działa zachęcająco i nie wywołuje pozytywnych skojarzeń. Myślę więc teraz, że faktycznie lepiej będzie sformułować swój cel nieco inaczej, tak aby poszczególne słowa mobilizowały mnie do działania, a nie zniechęcały.
      I wreszcie Twoja puenta – „Nie żyję i nie pracuję po to, aby spłacać długi, tylko zarabiać i zbierać pieniądze!” – zapamiętam sobie te słowa. Trafiasz nimi w samo sedno! Dziękuję!!!

      Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów!!! 🙂

  7. Oj, ja też mógłbym opowiedzieć historię o moich długach. Byłem na prostej drodze do finansowania spłaty kredytu kolejnym kredytem. 4 lata temu zabrałem się za ostre cięcia i dziś jestem na sporym plusie.

    To trochę tak jak w dowcipie z robotnikiem biegającym z pustymi taczkami. Trzeba spojrzeć z dystansu.

    Od 4 lat prowadzę bardzo rygorystyczny budżet. Nie ma wydatku, paragonu czy zakupu, którego bym nie spisywał. No i od mniej więcej 3 lat każdy miesiąc kończę wydając mniej niż zrabiam. Zmieniło mi się podejście do życia, do wydawania pieniędzy.

    To, co na pewno musisz zrobić to kontrolować wydatki. Spisywać, robić budżety miesięczne, plany na następny miesiąc itp. Mógłbym opisać moją metodę planowania jeśli autor bloga jest zainteresowany.

    Na początku jest trudno. Jak to, to ja aż tyle wydaję? Ratunku, znowu minus na koniec miesiąca!

    Ale po czasie to się zmienia. Największa ulga gdy spłacisz ostatnią ratę kredytu. Od tego momentu masz o jeden kredyt mniej na głowie. Spokój, ulga i radość są ogromne

    • Cześć Adam!!!!

      Dziękuję bardzo za Twój wpis i gratuluję sukcesów w dziedzinie finansów!!! Widzę, że sporo można się od Ciebie nauczyć 🙂
      Ja prawdę mówiąc rzadko kiedy miewałam takie miesiące, kiedy wychodziłam na plus, czyli zarobiłam więcej niż wydałam. Nawet wtedy, gdy nie miałam jeszcze poważnych zobowiązań finansowych, to i tak zazwyczaj w każdym niemal miesiącu korzystałam z debetu! Poza tym wciąż odzywała się we mnie jakaś taka niechęć do oszczędzania, do kontrolowania swoich wydatków. Wolałam usprawiedliwiać się mówiąc, że i tak mało zarabiam, więc to normalne, że korzystam z debetu, przy takich zarobkach nie da się inaczej żyć! Jak widać życie wymusiło na mnie, abym skupiła się na finansach i zaczęła się uczyć bardziej przemyślanych form gospodarowania nimi 🙂
      Co do uczucia ulgi, to owszem zgodzę się z Tobą, że każde spłacone zobowiązanie, daje właśnie taki komfort psychiczny i poprawia humor. Taka właśnie ulga i radość towarzyszyły mi, gdy niedawno spłaciłam całe zadłużenie, które powstało w wyniku korzystania z debetu. Równie miły był dla mnie moment, kiedy we wrześniu w końcu zamknęłam rachunek karty i pozbyłam się całkiem karty kredytowej. Teraz już nie boję się zaglądać na swoje konto, bo jego stan wygląda znacznie lepiej. Choć fakt, że jeszcze mam kredyt do spłacenia.

      Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam cieplutko 🙂

  8. Jacek Biegalski

    Brak ważnych danych, np. odległość dom – praca.
    Co zawiodło: kompletny brak skalowalności. Jak są długi to trzeba mocno ograniczyć wydatki. Wyparcie – strach przy zaglądaniu na konto. Zastaw się a postaw się, muuuuuuuusi mieć samochód, chociaż zapewne do pracy może dojechać autobusem albo na rowerze.
    To pewnie młoda i niezamężna dziewczyna (ciekawe czy ma chłopaka 😉 ) która przechodzi finansową szkołę życia. No to rady od nieco starszego faceta: dobry zwyczaj, nie pożyczaj, od teraz żadnych kredytów! Samochód out, jak wyjdziesz na plus kup rower, uświadom sobie, że NIE STAĆ Cię na samochód (i to nie jest ujma na honorze). Poproś rodziców o drobną pomoc finansową dzięki której zamkniesz kartę kredytową i debet w banku. Więcej tych umów nie podpisuj. Zrób rejestr wydatków i plan finansowy. Pływanie out, rozrywki na mieście out aż wyjdziesz na plus. Ze sportu polecam bieganie, jest za darmo.

    • Co do pływania, to trzeba szukać, można znaleźć naprawdę tanie lekcje pływania dofinansowywane np. przez miasto czy gminę. A w okresie letnim można trenować za darmo w jeziorach 😉

      Przyłączam się do poprzedniej opinii, że za dużo płacisz za telefon. 100 zł miesięcznie to wysoka kwota. Obecnie przy chwili poszperania znajdziesz dobre oferty za 30 zł. Nie bierz nigdy nowego telefonu czy smartfona od operatora, używaj Nokii z marketu za 50 zł, a rachunki co miesiąc będziesz mieć rzędu 30 zł i rozmowy bez większych ograniczeń.

      • Robert,

        Dziękuję za odpowiedź. Faktycznie dużo dotąd płaciłam za telefon i zdawałam sobie z tego sprawę. Na szczęście moja umowa z operatorem właśnie wygasła, więc mogę poszukać sobie tańszej oferty. Oczywiście dotychczasowa firma kusi mnie nowym telefonem, bylebym tylko podpisała kolejną umowę, ale nie dam się im przekonać, wolę znaleźć tańszą opcję.

        Co do kosztów pływania: za lekcję płaciłam dotąd 14 zł, więc wydawało mi się to naprawdę korzystną ceną, tyle że do owego basenu musiałam dojeżdżać w jedną stronę jakieś 14 km, więc dochodziły koszty zakupu benzyny.

        Pozdrawiam 🙂

        • Witaj Agnieszko,
          Co do sieci telefonicznej na kartę to mogę podpowiedzieć wybór pomiędzy Orange a T-Mobile (Tak-Tak).
          1.Wersja Orange na kartę – obecnie za 25 zł rozmowy przez miesiąc z tel. komórkowymi bez limitu (uwaga- nie dotyczy tel. stacjonarnych) przy użyciu kodu *110*29#. realnie ok. 30 zl/mies bez ograniczeń.
          2. Wersja Tak-Tak na kartę -doładowania za 25 zł i do wykorzystania następne 25 zł po wyczerpaniu owych zapłaconych złotówek. Te dodatkowe 25 zł mają limit czasowy.
          Miesięcznie zależnie od aktywności ok. 30zł.
          W obydwu przypadkach można, a właściwie należy poprzez internet skonfigurować pakiety minut, najczęstszych telefonów (zazwyczaj 1-2) itp.
          A dlaczego realnie tylko te 2 karty. bo np. reklamowany Play realnie nie ma zasięgu w całej Polsce ( o czym się boleśnie przekonałem po zakupie startera ). Tak-tak, Orange mają zasięg w każdej „dziurze”.
          Karta pozwala uniknąć niespodzianek z ekstra wydatkami (internet, aktualizacja komórki, superpłatne numery. Traci się tylko limit złotówek. A w abonamencie można popłynąć przypadkiem do kilkuset złotych.
          Pozdrawiam Longman

          • Witaj Longman 🙂

            Bardzo Ci dziękuję za Twój komentarz i zawarte w nim praktyczne wskazówki. Na pewno z nich skorzystam, bo umowa z dotychczasowym operatorem właśnie mi wygasła i chcę znaleźć jakąś rozsądną ofertę dla siebie. Z dotychczasową firmą nie chcę przedłużać umowy, choć dzwonią do mnie kusząc nowymi telefonami, super promocjami itp.

            Pozdrawiam serdecznie 🙂

            • Pozdrawiam
              Nie mam związku z firmami telefonicznymi. Na kartę zdecydowałem się również z powodów jak wyżej oraz ze względu na niewielkie ryzyko zawyżonych opłat. Dodatkowe dwie uwagi:
              1. Jeśli masz telefon zakupiony u operatora wraz z abonamentem to jeśli nie zdecydujesz się na opcję „na kartę” u tego samego operatora to będziesz musiała „ściągnąć simlocka”. Bezpłatnie po umowie powinien wykonać to operator. Może będziesz musiała zapłacić 15-20 zł za tę przyjemność. Warto dopytać.
              Jeśli nie wypowiedziałaś umowy to czeka Cię 1-1 1/2 mies. na starych warunkach.
              2. Doładowania „na kartę” też można robić przez internet. Zyskuje się zazwyczaj dodatkowe 10% i można uzyskać fakturę (jeśli masz działalność gospodarczą).
              3. Zobacz, którą sieć ma najbliższa Ci osób najwięcej do której dzwonisz- i może warto mieć kartę właśnie z tej samej sieci.
              Pozdrawiam

    • Witaj Jacku 🙂

      Dziękuję za Twój wpis.
      Odległość pomiędzy pracą a domem wynosi 14 km, wcześniej kiedy wynajmowałam mieszkanie wynosiła ona 20 km. Połączenia autobusowe w większości zostały wycofane do mojej miejscowości wiele lat temu i obecnie w czasie roku szkolnego kursuje tylko autobus szkolny i to raz dziennie. Zatem auto było mi potrzebne. Wcześniej, zanim dokonałam tego niefortunnego zakupu, miałam starego volkswagena, który bardzo często się psuł i wiele razy w ciągu roku inwestowałam w jego naprawy. Dlatego właśnie podjęłam swego czasu decyzję o zmianie auta. Jeszcze parę lat wcześniej poruszałam się pieszo lub jeździłam na rowerze i nigdy nie była to dla mnie ujma na honorze.

      Co do mojego stanu cywilnego i kwestii posiadania chłopaka, to nie łączę jego posiadania z automatycznym brakiem długów i poprawą sytuacji finansowej, ponieważ staram się być samodzielna i nie korzystać z pomocy finansowej. I w sumie do ubiegłego roku, kiedy to podjęłam decyzję o zadlużeniu w banku, nie zaciągałam żadnych większych pożyczek ani zobowiązań.

      Karta kredytowa już została przeze mnie zamknięta, a debet spłacony, więc nie chcę prosić rodziców czy kogokolwiek z bliskich o pomoc w spłacie. Został mi co prawda kredyt, ale myślę, że jak tylko zwiększe moje dochody, to i spłata pójdzie mi szybciej.

      Pozdrawiam 🙂

    • Karolu,

      W tarapaty wpakowałam się jakieś 1,5 roku temu, wcześniej raczej ich nie miewałam w sferze finansów, a juz na pewno nie w takich rozmiarach. Faceta nie mam i nie wydaje mi się, aby jego posiadanie automatycznie oznaczało brak problemów.

      Pozdrawiam

  9. Potnij kartę kredytową! Bezwzględnie! To „coś” samo w sobie sprawia, że wydajesz więcej/łatwiej. Nie wiem jak – ale tak jest.

    Na inną pracę decyduj się, jak masz pewność co do niej. I nie licz na kokosy – licz na to co zarabiasz teraz, a całą nadwyżkę (w 100%) przeznacz na spłatę.

    Możesz wygrać – ale trzeba wytrwłości. Im bliżej końca tym pokusa, żeby odpuścić i poluzować będzie większą, więc uważaj.

    • Witaj Marcin 🙂

      Dziękuję za Twoje wskazówki. Karta kredytowa niedawno została pocięta 🙂 Wcześniej faktycznie sam fakt, że spoczywała w moim portfelu sprawiał, że w niektórych sytuacjach kusiło mnie, aby z niej skorzystać.

      A jeśli chodzi o pracę, to jednak decyduję się na wyjazd za granicę, gdyż taka opcja, choć oczywiście zawsze wiąże się z jakimś ryzykiem, wydaje mi się jednak korzystniejsza. Dzięki takiemu wyjazdowi będę w stanie szybciej spłacić kredyt i odłożyć jakąś sumę pieniędzy. Pozostając w tej pracy, w której jestem, musiałabym spłacać swoje zobowiązania znacznie dłużej.

      Pozdrawiam 🙂

  10. Agnieszko,
    zaczęło się dramatycznie, ale jest już całkiem nieźle. To jest bagno po kostki, a nie po szyję, więc bez paniki. Jedna z ważniejszych decyzji, którą zrobiłaś w stronę brzegu to sprzedanie samochodu. Prawda jest taka, że póki co nie stać Cię na własny. Fajnie też, że nie uniosłaś się honorem i wróciłaś do rodziców. Jeśli jeszcze nie zamknęłaś karty kredytowej to biegnij po nożyczki i tnij (fajna impreza). Moim zdaniem nie powinnaś teraz zmieniać pracy, a poszukać zajęć dodatkowych. Zmiana pracy teraz to duża szansa powrotu do kanału.

    • Zgadzam się z Arturem! W sytuacji pod kreską, bez oszczędności (choćby na 3-6 raty do przodu) zmiana pracy może być baaaaardzo złą decyzją jeśli nie będzie to zmiana firmy na lepszą bez zachowania ciągłości zatrudnienia. Podobnie z wyjazdem za granice. Długi wymagają czasu, nie ma panaceum na spłatę ich tak szybko jak wzięcia kredytu 😉

      • Witaj Piotr 🙂

        Zdaję sobie sprawę z tego, że zmiana pracy to ryzyko, ale mam możliwość podjąć pracę znacznie lepiej płatną za granicą. Do tego zaplanowałam to tak, że zachowam ciągłość zatrudnienia i wynagrodzenia. Oczywiście spłata zobowiązań zajmie mi jeszcze trochę czasu, ale na pewno mniej aniżeli przypadku pozostania w dotychczasowej pracy.

        Pozdrawiam 🙂

    • Witaj Artur 🙂

      Dziękuję za Twoją odpowiedź. Tak, wiem, że sprzedaż tego felernego auta była dobrym posunięciem. Dzięki temu spłaciłam zadłużenie, które powstało z tytułu debetu. Poza tym wystąpiłam do ubezpieczalni o zwrot kosztów ubezpieczenia, w wyniku czego otrzymałam jakieś 270 zł. Ostatnio sprzedałam też stare opony zimowe.
      Karta kredytowa już nie istnieje – napotkała na swojej drodze nożyczki! 🙂 Rachunek karty jest więc zamknięty. Debet w koncie zmniejszyłam z kwoty 10.300 zł do 4.500 zł i od razu milej mi się patrzy na stan swojego konta.
      Został jeszcze kredyt…

      Po przemyśleniu sprawy jednak decyduję się na wyjazd w celach zarobkowych. Wiem, że to w jakimś stopniu jest ryzyko. Ale oprócz ryzyka widzę też dużą szansę na szybszą spłatę zadłużenia, a potem możliwość zaoszczędzenia większej sumy pieniędzy.

      Pozdrawiam 🙂

  11. Komis sprzedając auto jest sklepem specjalistycznym, czyli zna się na samochodach – tak stanowi prawo. Jeśli sprzedał świadomie samochód wadliwy, (a tak należy przypuszczać, bo partycypował w kosztach naprawy), to należało domagać się zwrotu pełnej zapłaconej kwoty z tytułu niezgodności towaru z umową.
    Chyba, że sprzedawcą była osoba prywatna, wtedy osoba prywatna nie ma obowiązku znać się na autach.
    Poza tym kupując samochód, jedziemy do warsztatu na pełny przegląd przed zakupem (to oczywiście kosztuje kilka stówek) i mechanik mówi, co może się dziać z autem. Jeśli sprzedawca nie chce pozwolić na takie sprawdzenie – problem mamy z głowy: auto się nie nadaje do kupienia.
    Czyli: o wszystkim trzeba mieć wiedzę, jeśli jej nie mamy, trzeba komuś zapłacić, żeby jej nam użyczył.

    • Witaj Zbyszku 🙂

      Dziękuję za Twój komentarz. Tak, masz rację, o wszystkim trzeba mieć wiedzę! Ja jej nie miałam i po drodze popełniłam dość poważne błędy, za które musiałam zapłacić. M. in. nie sprawdziłam dokładnie kupowanego auta. Co prawda przy transakcji zakupu było obecny znajomy mechanik, ale tylko pobieżnie sprawdził auto, co nie pozwoliło na wykrycie wady. O tym, co faktycznie jest przyczyną moich problemów z autem, dowiedziałam się w sierpniu ubiegłego roku, a auto kupiłam pod koniec maja. W międzyczasie kilka osób przekonywało mnie, że skoro dokonałam zakupu nie sprawdzając dokładnie samochodu, to jest to mój błąd i nie mam podstaw oczekiwać zwrotu kosztów naprawy. To sprawiło, że przez jakiś czas nie brałam w ogóle takiej opcji pod uwagę, a gdy już odważyłam się pójść na rozmowę z właścicielem komisu, to byłam nastawiona ugodowo i kwota, jaką wówczas mi zaproponował, wydała mi się i tak zadowalająca.
      Pozdrawiam 🙂

  12. „Dowiedziałam się też, że mogę ubiegać się o zwrot kwoty ubezpieczenia, jaką zapłaciłam za swoje auto w tym roku”. Tu niestety chyba Cię rozczaruję. Taka sytuacja będzie miała miejsce tylko jeśli kupujący wypowie umowę OC zakupionego wraz z autem lub jeśli podpisze takie oświadczenie. Jeśli tego nie zrobi, będzie jeździł tak jakby na Twoim OC.

  13. Aga, pewnie że były błędy, ale nie masakryczne (typu chwilówki z oprocentowaniem RRSO 2000%). No, a przede wszytskim widać wspaniałą walkę (jak choćby o zwrot kosztów napraw auta) – jesteś już blisko wyjścia na prostą.

    Z drugiej strony widać, ile wysiłku i determinacji trzeba włożyć w naprawę, w zasadzie jedynie dwóch błędów:
    1. kupno wątpliwej jakości auta…
    2. …na które (de facto) nie było Cię stać (skoro posługiwałaś się kredytami/debetami/kartami kredytowymi).

    Czy sytuacja materialna to jest powód żeby rzucić wszystko i wyjechać za pracą za granicę? Moim zdaniem nie. Chyba, że są inne powody, np. uważasz, że za granicą rozwiniesz swoje kompetencje, albo po prostu chcesz zmienić otoczenie, a miejsce do którego chcesz jechać darzysz jakąś większą sympatią. Albo po prostu chcesz podjąć wyzwanie, a spłata długów to tylko coś. co przy okazji się uda zrobić. Jeżeli to ma być tylko „nie chcem , ale muszem i z zaciśniętymi zębami i łzami w oczach jadę na zmywak”, to … pomyśl, czy na prawdę warto?

    Opcja typu: praca dodatkowa + spokojne rozglądanie się za zmianą pracy na lepszą, o czym inni już pisali, może być ostatecznie dla Ciebie zdrowsza i mniej stresująca.

    • Witaj Mateusz,

      Bardzo dziękuję za Twój komentarz i Twoje wspierające słowa. Przyjemnie się je czyta 🙂

      Tak, zdaję sobie sprawę, że mogło być gorzej, że kaliber popełnionych przeze mnie błędów nie jest najcięższy. Jednak nie ulega wątpliwości, że muszę się jeszcze wiele nauczyć w dziedzinie finansów.

      Z drugiej strony z perspektywy czasu patrzę na to tak, że cała ta historia z autem i długami wydarzyła się w moim życiu „po coś”. Wcześniej byłam osobą, która nie podejmowała żadnych poważniejszych decyzji finansowych, nie brała kredytów. Bojąc się większych zmian w życiu i zadowalając się swoją skromną pensją żyłam z dnia na dzień, nie próbując zmierzyć się z żadnym większym wyzwaniem. Jednak takie życie wcale nie było dla mnie życiem szczęśliwym. Paradoksalnie od chwili, gdy popadłam w te kłopoty, to moje życie nabrało rozpędu, bardzo wiele wydarzyło się w nim przez ten czas. Ja bardzo wiele się o sobie dowiedziałam i tyleż samo nauczyłam. Przede wszystkim nabrałam większej odwagi, wiary w siebie, stałam się bardziej bezpośrednia w rozmowach z ludźmi, otwarcie potrafię mówić o sobie, swoich błędach, spotkałam na swojej drodze naprawdę niesamowite osoby, które okazały mi wsparcie i nauczyły mnie dużo.

      Pytasz, czy sytuacja materialna, to jest wystarczający powód, aby wszystko rzucić i wyjechać. Ja jakiś czas temu zdałam sobie sprawę z tego, że moja sytuacja materialna to jest tylko jeden z elementów mojego życia, który chcę zmienić. A to, że akurat w tym obszarze wystąpiły tak palące problemy, skłoniło mnie do refleksji nie tylko nad swoimi finansami, ale i nad całym życiem. I dziś już wiem, ze najwyższa pora, abym stawiła czoła swoim lękom i wprowadziła w swoim życiu zmiany. Zmiany, o których myślałam wcześniej, ale odkładałam je w czasie. Już dawno chciałam zmienić środowisko, pracę, wyjechać gdzieś, zacząć wykorzystywać w praktyce chociażby swoją znajomość języka. Gdyby w moim życiu nie pojawiły się długi, być może dalej odkładałabym niektóre decyzje w czasie i trzymałabym kurczowo dotychczasowego otoczenia, nadal brakowałoby mi odwagi, aby przyjrzeć się wszystkim sferom swojego życia. Sytuacja jednak zmusiła mnie do głębszego zastanowienia się nad sobą, do realnej oceny swojego dotychczasowego życia. I stąd wypływa mój wniosek: pora ruszyć z miejsca, w którym tyle lat byłam, pora podjąć wyzwanie, pora działać mimo lęku.

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

      • Agnieszka,

        Wszystko o czym piszesz do mnie trafia. Pozostaje mi życzyć Ci dobrych decyzji, w miarę możliwości rozważnych i odważnych. Cieszę się, że to co chcesz robić zrobisz z przekonaniem.

        Pamiętaj o tym, co jest na samej górze Twoich wartości, marzeń. Do nich dopasowuj plan i codzienne reguły działania, w tym także finansowe. Trzymaj się mocno i nie panikuj, gdy przyjdą trudności, nie folguj przesadnie gdy nagle pójdzie lepiej niż myślałaś. Idź swoją drogą i staraj się by była dobra i piękna.

        I jeszcze te nieszczęsne długi: oceń dystans i dopasuj taktykę. Długodystansowiec też chce ukończyć bieg i zrobić to jak najszybciej, tak jak Ty swój pokonać swoje długi. Ale czy to oznacza, że rusza sprintem? Trzeba „cisnąć ile się da” ale też umiejętnie rozłożyć siły. Może Ty nie masz do przebiegnięcia maratonu, ale pewnie dobre 1500m jest;) Więc, moja sugestia, zostaw sobie ten basen i parę drobiazgów na których Ci zależy. Żebyś za dwa miesiące nie wpadła w depresję i nie poddała się.
        Przy okazji, możesz czasem zerknąć do mnie na bloga elfido.pl (Elementarz Finansów Domowych)
        Serdecznie pozdrawiam!

        • Mateusz,

          Bardzo mnie poruszyły Twoje słowa, tak wiele w nich życzliwości i mądrości. Dziękuję z całego serca!!! 🙂

          Słuszna uwaga – dystans, który mam przed sobą, to nie maraton, ale do krótkich też nie należy. Zatem muszę przyjąć odpowiednią strategię i działać z głową. Myślę jednak, że wzbogacona o Wasze rady i wskazówki, będę umiała dokonywać dobrych dla siebie wyborów i sięgać po najlepsze rozwiązania.

          Twojego bloga już odwiedziłam i chętnie będę do niego wracała, bo widzę, że mogę tam znaleźć mnóstwo cennej wiedzy na tematy finansowe. A zamierzam systematycznie się edukować i rozwijać w tej dziedzinie!

          Pozdrawiam 🙂

  14. Hej Agnieszko,

    jestem pod wrazeniem Twoich dzialan i swiadomosci sytuacji finansowej. Wiele osob ignoruje zaczynajace sie problemy z dlugami i zanim podjac kroki jakie Ty zrobilas, budza sie juz w sytuacji beznadziejnej. Ty mialas na tyle determinacji, aby zakonczyc to ciagle zadluzanie. Zaczelas myslec o dodatkowych dochodach (sprzedaz rzeczy niepotrzebnych), zaczelas dzialac w celu zmiany pracy. Brawo.

    To co ja bym Ci doradzila, to poszukiwanie dodatkowych zrodel dochodu (np wiem, ze mozna zarobic sobie jako „tajemniczy klient”, z tego co wiem to moze byc nawet pareset zlotych za jedna wizyte). Wyjazd za prace za granice tez bym rozwazyla. Mieszkam w Bulgarii, obecnie bardzo duzo call centrow sie tu przenosi z uwagi na 10 % skale podatkowa. Ciagle i pilnie poszukuja osob z bieglym jezykiem np Polskim. I wielu Polakow sie tu przeprowadza (stawki 500-1000 EUR). Ale wynajem i zycie jest tu tansze niz w Polsce no i slonce pojawia sie w 99% ilosci dni w ciagu roku :). Jesli znasz angielski to mozesz sie zapoznac z ofertami np tu: http://www.job.bg. Oczywiscie warto znac angielski, wtedy szanse na znalezienie pracy sa duzo wieksze.

    Zyze Ci powodzenia i wiem, ze z taka determinacja to sobie dasz rade i szybko pozbedziesz sie dlugow. Ponadto niedlugo zaczniesz odkladac pieniazki 🙂

    • Cześć Joaśka 🙂

      Bardzo dziękuję za Twoją odpowiedź i cenne rady. Bardzo mi miło 🙂

      Przez ostatnie 1,5 roku bardzo dużo nauczyłam się dzięki całej tej sytuacji i nadal się uczę. Zanim popadłam w długi, to przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że nie umiem zarabiać, jestem niezaradna w kwestiach finansowych i nie umiem myśleć ekonomicznie. Takie zresztą oceny pod swoim adresem nie raz słyszałam od mojego taty. To bardzo zaniżało moją samoocenę. W ogóle samo słowo finanse czy kredyt budziły we mnie strach. W związku z tym obecnie myślę sobie, że moje perypetie finansowe musiały się wydarzyć, abym mogła w końcu zmienić swoje podejście do pieniędzy, zmienić sposób myślenia i przekonać się, że jednak coś umiem 🙂
      Jeżeli chodzi o moją obecną sytuację, to tak jak pisałam już wyżej – mój cały debet został spłacony, karta kredytowa już jest zamknięta, debet zmniejszony, został sam kredyt. W dalszym ciągu wystawiam na aukcjach różne swoje przedmioty. Ostatnio np. sprzedałam stare opony zimowe.
      Ogólnie to nastawiłam się na wyjazd zagraniczny i krok po kroku wcielam w życie swój plan. Jestem zarejestrowana w kilku biurach pośrednictwa pracy, cały czas przeszukuję oferty. Kraj, o którym dotąd myślałam to Holandia. Bułgarii prawdę mówiąc nie brałam pod uwagę, bo nie zdawałam sobie sprawy z tego, że są tam jakieś oferty pracy dla Polaków. Jednak dziękuję Ci bardzo za link, chętnie przejrzę te oferty. Z angielskim radzę sobie całkiem nieźle. Uczyłam się go kiedyś, teraz znów go zaczynam szlifować.

      Jeszcze raz dziękuję za wsparcie i pozdrawiam cieplutko 🙂

      • Przepraszam Cię bardzo, ale nie rozumiem, w jednym zdaniu piszesz, że cały debet masz spłacony, a potem że zmniejszony, to jak w końcu jest z tym debetem?
        Czy jest tak, że najpierw spłaciłaś debet z salda 10 000 zł, a potem „zmniejszyłaś” limit do 4600 zł? Czy też spłaciłaś debet do salda 4600 zł i w tej chwili masz debet 4600 zł + tych 17 000 zł kredytu?
        Z tego co piszesz wnioskuję, że nadal jesteś zadłużona i to dosyć mocno. Gdybyś spłaciła ten debet, który dwukrotnie przewyższa Twoje dochody (co jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe), miałabyś powiedzmy że „na czysto” ok. 700 zł po odliczeniu rat na kredyt, kosztów stałych i innych opłatach na szeroko pojęte życie.
        Super, że pozbywasz się niepotrzebnych rzeczy, ale w głównej mierze pozbyłabym się debetu, a kredyt nadpłacała ile się da i zaczęła budować chociaż ten fundusz awaryjny (to wtedy byłby Twój własny debet, który będziesz spłacała na własnych warunkach). Może i lepiej się czujesz z tym mniejszym debetem, ale on wciąż jest za wysoki, jak na Twoje dochody). Gdyby ten debet miał limit 50% Twoich wpływów, można byłoby to poczytać za sukces, bo wtedy można uznać, że raz w miesiącu jesteś na plusie. Weź to pod rozwagę.
        Ten wyjazd za pracą poza granice kraju również jest średnio rozsądny w Twojej sytuacji, ale sama zdecyduj. W moim odczuciu, powinnaś zostać w kraju, bo nie masz z czym wyjechać, taka jest prawda, w dodatku sama już na własnej skórze przekonałaś się, że każde lokum trzeba opłacić, dbać o to mieszkanie nawet bardziej, niż własne, a Ty nie masz na to żadnych wolnych środków.

        Przepraszam za ten kubeł zimnej wody, ale obawiam się, że nadal jest Ci potrzebny.
        Generalnie wszystko to, co robisz, żeby zwiększyć dochody, a zmniejszyć zadłużenie jest ok, ale nadal ten dług jest zbyt wysoki, zwłaszcza debet.

        Pozdrawiam i trzymam kciuki za pełen sukces 🙂

        • Witaj Anno,

          Dziękuję bardzo za Twój wpis i Twoje wskazówki. Każda konstruktywna uwaga, opinia jest dla mnie źródłem dodatkowej wiedzy i skłania do refleksji.

          Mój limit kredytowy w koncie wynosił dokładnie 10.300 zł i w najgorszym dla siebie okresie wykorzystałam go do maksimum. Tym samym zadłużenie z samego tylko debetu przekraczało kwotę 10.000 zł. Jak dotąd spłaciłam całe zadłużenie, które powstało z tytułu korzystania z debetu, limit w koncie zmniejszyłam do sumy 4.500 zł. Nie zlikwidowałam go jednak całkiem, ponieważ na razie nie czuję się jeszcze na tyle pewnie, aby z niego zrezygnować. Choć docelowo chcę zaprzestać korzystania z limitu w koncie osobistym.
          Moje zadłużenie na ten moment wynosi 15.000 zł i biorąc pod uwagę moje dochody jest nadal dość wysokie. Chcę je spłacić szybciej, dlatego tak jak wspominałam już wcześniej, nastawiam się na wyjazd zagraniczny w celach zarobkowych. Takie rozwiązanie jest oczywiście ryzykowne, ale też daje mi szanse na zwiększenie moich dochodów, dzięki czemu szybciej mogę wyjść na prostą.

          Pozdrawiam serdecznie 🙂

  15. Właśnie takie sytuacje określają jakim typem człowieka jesteśmy. Jedno załamią ręce i będą płakać, a drudzy wezmą się w garść i małymi kroczkami będą wracać na ścieżkę. Nie obwiniałbym tutaj kwestii chwilówek czy pożyczek, bo czasami można znaleźć się pod ścianą i dzięki szybkiej gotówce można stanąć na nogi, ale faktycznie takie rozwiązanie traktowałbym wyłącznie jako ostateczność.

    Kupno auta zawsze wiąże się z ryzykiem, a już na pewno (jak zauważył Mateusz) nie powinno się kupować auta na które nie było Cię Agnieszko stać. Wyjątkiem kiedy można kupić auta za więcej niż się posiada jest wykorzystanie go w celach zarobkowych.

    Patrząc na Twoje podejście jestem pewny że wyjdziesz z tych problemów szybciej niż myślisz, a i nigdy nie popełnisz tych błędów. Trzymam kciuki

    • Witaj Michał 🙂

      Dziękuję bardzo za Twój wpis. W sumie to właśnie w ciągu całej tej mojej historii bardzo wiele dowiedziałam się o sobie i zmieniłam się wewnętrznie. Kiedyś byłam wielką pesymistką i trzęsłam się ze strachu na myśl o jakimś ryzykownym przedsięwzięciu. Od momentu kiedy popadłam w problemy finansowe, choć miałam wiele momentów stagnacji i zwątpienia, chwil załamania, to jednak bardzo się rozwinęłam i dziś mam w sobie o wiele więcej wiary i optymizmu niż kiedykolwiek wcześniej w swoim życiu. Nauczyłam się też jednej ważnej rzeczy – wdzięczności! Wdzięczności za to co mam, co przynosi każdy kolejny dzień, co mam od życia za free, co dają mi osoby, które mam wokół siebie.
      I jeszcze jedno moje spostrzeżenie – mimo popełniania błędów lepiej jest coś w życiu robić, podejmować jakieś decyzje, działania, aniżeli nie podejmować żadnych decyzji lub odkładać je w czasie (tak postępowałam dawniej), bo właśnie w ten sposób zyskujemy cenne doświadczenia i praktykę!

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  16. wg mnie mimo wszystko mało danych liczbowych o obecnej sytuacji
    po powrocie do rodziców i sprzedaży samochodu wydaje się, że przychody znacząco przewyższają koszty stałe i pozwala to w ciągu kilku/kilkunastu/kilkudziesięciu m-cy uporać się z długiem

    w obecnej sytuacji nie zmieniałbym pracy – zawalczyłbym o podwyżkę i skupiłbym się na jakiejkolwiek dodatkowej pracy i dodatkowym dochodzie
    przy obecnym dochodzie na poziomie bodaj 2300, dodatkowy dochód chociażby 500 zł /np 2 soboty w m-cu jako kelnerka na weselach/ to ponad 20% wzrost budżetu – kwota taka dodatkowo pozwoli w ciągu roku spłacić kredyt szybciej o 6000 zł

    ps
    2gi dzień, szkoda że nie widać aktywności Agnieszki w komentarzach

    • Witaj Armi,

      Dziękuję za Twój komentarz i Twoje rady. Jeżeli chodzi o szczegóły mojej sytuacji finansowej, to wyglądają one następująco: 5 sierpnia br. sprzedałam auto za kwotę 9.200 zł, po wpłaceniu tej kwoty na konto na minusie zostało 282 zł, dostałam jednak 270 zł zwrotu z ubezpieczalni. Debet zatem spłaciłam, ale do czasu otrzymania kolejnej wypłaty, co u mnie przypada na koniec miesiąca, musiałam za coś żyć (mam tu na myśli koszty paliwa, telefon, internet, żywność+rata kredytu 300 zł). Kiedy na konto wpłynęła kolejna wypłata na plusie zostało mi więc 1360 zł na cały kolejny miesiąc. Na tę chwilę faktycznie koszty życia są znacznie mniejsze, pojawiły się też pierwsze dodatkowe pieniądze (sprzedaż rzeczy na aukcjach), ale sytuacja nadal wymaga podjęcia dodatkowych działań.

      Próba zawalczenia o podwyżkę już była – byłam na rozmowie u swojego szefa i dowiedziałam się, że niestety przy obecnych realiach nie może mi nic więcej zaproponować. W strukturze swojego zakładu nie mam obecnie szans na awans(dobiłam jakiś czas temu do najwyższego stanowiska jakie mogłam zdobyć jako szeregowy pracownik). Teoretycznie na swoim stanowisku mogłabym zarabiać więcej, zwłaszcza że osiągam bardzo dobre wyniki w swojej pracy i wielokrotnie udowodniłam na co mnie stać, praktycznie jednak szefostwo tłumaczy się tym, że nie jest w stanie podnieść pensji, bo zakładu na to nie stać.

      Na ten moment skupiam się głównie na wyjeździe zagranicznym, intensywnie szukam ofert pracy w Holandii. Taka opcja to dla mnie szansa na zwiększenie zarobków i szybszą spłatę długów. Co prawda jest to posunięcie ryzykowne, ale dla mnie łączy się jednak bardziej z możliwościami rozwoju i dalszą nauką, dalszymi zmianami.

      Moja aktywność w komentarzach rozpoczęła się wczoraj od chwili, gdy zobaczyłam, że Marcin opublikował mój list. Od tej pory sukcesywnie odpowiadam na pojawiające się komentarze. Wystarczy, że spojrzysz na daty wpisów.

      Pozdrawiam 🙂

      • przeczytałem wszystkie komentarze i coś mi się rozjeżdza 🙂

        kartę spłaciłaś – super
        zeszłaś z debetu – super
        debet zmniejszyłaś do 4 tys z kawałekiem – błąd – powinnaś go zamnknąć

        zarabiasz 2300 zł /m-c – jako singielka mieszkająca u rodziców , tak ?
        masz raptem 300 zł kredytu, tak ?
        piszesz, że jeszcze przed historią z autem często wchodziłaś w debet bo Ci brakowało na przeżycie, tak ?
        czyli na tą chwilę mieszkając u rodziców, nie mając dzieci ‚przejadasz’ 2 tys zł miesięcznie ?
        jak najszybciej zacznij notować wydatki i ustal źródło jak ‚przepalasz’ kasę – u Ciebie nie jest problemem mały dochód tylko rozrzutny tryb życia, boję się, że zmieniając pracę na lepszą czy też w innym kraju czy w Polsce cały wzrost wynagrodzenia zostanie skonsumowany.

        wg mnie:
        1. spisać wydatki w ciągu m-ca
        2. zrobić budżet
        3. trzymać się budżetu
        4. złapać jakąś dodatkową fuchę 500-1000 m-c

        na ta chwilę wg mnie powinno to wyglądać tak :
        2300 – zarabiasz
        – 300 – kredyt
        – 1000 – powinno Ci starczyć na życie przy rodzicach
        – 300 budowanie poduszki na nieprzewidziane wydatki
        – ok 700 zł powinno Ci zostawać na nadpłatę kredytu, przy dodatkowym dochodzie ta kwota powinna być nawet 2x większa

        wyjazd w tym momencie, bez jakiegokolwiek zaplecza finansowego może Cię wpędzić w jeszcze większe tarapaty niż kupno samochodu

        • Takie samo ja odniosłem wrazenie. Do tych ostatecznych wyliczen trzeba by dodac ze w pierwszym miesiacu stosowania sie do nich przeznaczamy 300zl(z poduszki) + 700zl(ktora powinna zostac) na wyzerowanei debetu, ktory jak napisalas na dzien wyplaty dobija co miesiac do okolo 1000zl. W pierwszym miesiacu zerujesze debet, w kolejnym 1000zl chowasz do skarpety, a od trzeciego albo nadplacasz kredyt, albo zyjesz juz w miare normalnie, wychodzac nawet na zero ale bez debetu.

  17. Pani Agnieszko,

    Pierwszy ważny krok ma Pani za sobą, przyznanie się do błędów.
    Dodatkowo z podjętych działań, jak ta historia ze zwrotem części kosztów w komisie oraz u mechanika, świadczy o dużej odwadze. Pełen respekt i podziw.

    Jestem po Pani stronie ale mam trudne pytanie, Jaki Pani ma plan?
    Sprzedaż drobnych rzeczy to trochę słabe i fajne dla usprawiedliwienia siebie że „coś robię”.

    Każdy z nas tutaj piszących ma wiele rad i dobrze. Jednak my nie mamy tych problemów, chwilę się politujemy, nawet lepiej poczujemy że inni maja też żle albo nawet gorzej. Skończy się tym że pójdźmy za chwilę spać a rano wrócimy do swoich spraw.

    Restrukturyzacja długu, czy drobne oszczędności w miesięcznym budżecie są OK ale tylko OK.
    Czy nie należy się teraz skupić przede wszystkim na zwiększeniu dochodów?
    Myślę że najwięcej dyskusji, wysiłków, pracy należy wykonać właśnie w te stronę – Zwiększyć zarobki o co najmniej 1000 PLN netto/mąc a wydatki zachować tak jak są bo widzę że Pani ma to już opanowane.

    Co jeszcze, poza wyjazdem za granicę, może Pani zrobić aby zwiększyć zarobki?
    Nie próbuje Pani czasem się „wymigać” od dodatkowej pracy?

    Wiem, nie głaszczę w tej wiadomości ale jestem szczery i nie chcę Pani pocieszać, przeciwnie chcę Panią zdenerwować, wkurzyć, dać kopa do działania. Po tej akcji z komisem i mechanikiem wiem że Panie może naprawdę dużo a jednak się zatrzymała….
    Czego Pani potrzebuje aby znaleźć lepszą pracę lub Firmę, w której będzie się lepiej rozwijać?
    Przecież to o co teraz pytam to nie tylko sprawa obecnej sytuacji ale również kwestia Pani przyszłości.

    Pozdrawiam serdecznie

    • czytelniczka

      Pawle,

      dziękuję za Twój komentarz – piękne świadectwo jak można się troszczyć o obce nam osoby, jak im mądrze doradzać.
      Wszystkiego dobrego!

      Agnieszko,

      Tobie życzę powodzenia, samozaparcia i odwagi oraz dolności do przewidywania konsekwencji swoich decyzji.

      • Czytelniczko,

        Bardzo dziękuję za Twój komentarz i słowa wsparcia. No i oczywiście zgadzam się z Tobą, że komentarz Pana Pawła jest doskonałym przykładem tego jak dawać dobre, mądre rady.

        Pozdrawiam 🙂

    • Witam Panie Pawle 🙂

      Bardzo dziękuję za Pana komentarz i mądre, wspierające słowa. Prawdę mówiąc ma on dla mnie szczególną wagę, gdyż swoimi uwagami i pytaniami trafia Pan w sedno 🙂

      Tak jak wspomniałam w jednym z zamieszczonych dziś komentarzy, moje finanse to tylko jedna ze sfer mojego życia, które wymagają zmiany. Trudności, z jakimi zetknęłam się przez ostatnie 1,5 roku, zmusiły mnie do podjęcia szeregu działań, ale i do uczciwego przyjrzenia się sobie i swojemu życiu. W efekcie zrozumiałam, że żyłam dotychczas znacznie poniżej swoich możliwości, a wręcz godziłam się na rzeczy, które urągały mojej osobie. Działo się tak z bardzo prostego powodu – nie wierzyłam w siebie ani nie umiałam siebie samej doceniać i w związku z tym przeraźliwie bałam się sięgnąć w życiu po coś więcej, skonfrontować się ze swoimi lękami, podjąć wyzwanie. Przez lata odkładałam w czasie podjęcie działań zmierzających do zmiany pracy, poprawy zarobków. W dużej mierzę wiązało się to z moim przekonaniem, że nie jestem wystarczająco dobra, że wciąż za mało wiem, umiem, aby startować po swoje marzenia. Jednocześnie w pewnym stopniu pozwalało mi to odetchnąć z ulgą, bo nie musiałam mierzyć się ze swoim lękiem. Jednak takie życie nie dawało mi pełnej satysfakcji.

      Pyta Pan o mój plan. W tym momencie skupiam się w głównej mierze na znalezieniu korzystnej oferty pracy poza granicami kraju, mam na uwadze głównie Holandię. Chcę przez najbliższe miesiące popracować tam na maksymalnych obrotach, a wiem, że to potrafię. Mój wybór podyktowany jest kilkoma względami. Po pierwsze będę mogła osiągnąć tam wyższe zarobki, dzięki czemu szybciej spłacę długi i odłożę jakąś większą sumę. Po drugie wyjazd ten oznacza dla mnie rzucenie na głęboką wodę pod praktycznie każdym względem. Pozostając tutaj w każdej chwili mogę się asekurować, tzn. mam zawsze jakąś dodatkową furtkę – rodziców, którzy mogą pomóc, członków rodziny, przyjaciół, znajomych. Krąg bliskich osób z jednej strony jest bardzo ważny, z drugiej strony jednak na pewnym poziomie demobilizuje i nie stwarza zbyt dużych okazji do rozwoju. Wyjazd do innego kraju równa się dla mnie samodzielnemu życiu. Całkowicie nowe środowisko, to cała mas okazji do sprawdzenia siebie, poznania siebie jeszcze lepiej, doświadczania nowego, mierzenia się ze zmianami. Mam takie uczucie, że tylko w ten sposób mogę naprawdę zobaczyć na co mnie stać. Zresztą doświadczenia ostatnich miesięcy pokazują mi, że właśnie w takich trudnych chwilach, kiedy spotykam na swojej drodze wyzwanie, to jestem w stanie wycisnąć z siebie najwięcej i robię największe kroki w przód. Za podjęciem pracy w obcym kraju przemawia w moim przypadku coś jeszcze: zawsze miałam smykałkę do języków obcych, w przeszłości uczyłam się języka angielskiego, rosyjskiego, ostatnio ponownie wróciłam do nauki tych języków, jestem też otwarta na możliwość nauki nowego języka obcego, a wyjazd poza granice kraju to idealna okazja, aby używać języka obcego na co dzień.

      Odpowiadając na Pana kolejne pytanie, muszę się przyznać, że faktycznie w jakimś stopniu czuję lekką niechęć do podjęcia pracy dodatkowej, a może raczej, że brak mi pomysłu na dodatkowe zarobki. Do tej pory pracowałam na etacie, w sumie praca plus dojazdy zajmowały mi jakieś 8-10 godzin dziennie. Resztę czasu poświęcałam na obowiązki domowe, swoje hobby, zainteresowania, życie towarzyskie. Podjęcie dodatkowych zajęć to zwiększony wysiłek i mniej czasu dla siebie. Pytanie co jeszcze mogę zrobić, aby zwiększyć swoje dochody odsyła mnie do pytań o to co umiem, co potrafię, do czego się nadaję. A to już grunt, na którym trochę mniej pewnie się czuję i tak naprawdę boję się ewentualnej oceny. Całe swoje dotychczasowe doświadczenie zawodowe zebrałam pracując w administracji samorządowej na wielu stanowiskach. Nigdy nie pracowałam w innej branży. Wiem, że moją mocną stroną jest słowo pisane i w tym znajduję dużo przyjemności. Przez lata dość często pisywałam różne teksty, artykuły. Zatem to jest coś, na czym mogę spróbować zarabiać. Oprócz tego mam spore doświadczenie w pracy z ludźmi, bardzo dobrze radzę sobie w obsłudze klienta i to daje mi satysfakcję, więc tutaj mam tak naprawdę szereg możliwości. Mogę po godzinach lub w weekendy podjąć pracę chociażby w jakiejś restauracji lub pubie. Mogę znaleźć firmę, która potrzebuje kogoś do obsługi klienta na część etatu.

      Aby znaleźć lepszą pracę potrzebuję:
      – całkowicie oddać się tejże właśnie sprawie, bez względu na niepowodzenia, ewentualne błędy, pojawiające się przeszkody, brak odzewu ze strony pracodawców,
      – zwiększyć jeszcze swoje poczucie własnej wartości i utrzymać wiarę w siebie na wysokim poziomie,
      – zbudować sobie pewne zaplecze finansowe, czyli zgromadzić oszczędności, którymi pokryję chociażby koszty dojazdów do różnych miast, w których będę szukać pracy,
      – rozwinąć swoje kontakty, dzięki czemu zyskam wiedzę o atrakcyjnych miejscach pracy i pracodawcach,
      – sprecyzować, dookreślić jaką pracę chcę wykonywać i na tych branżach się skupić.

      Na zakończenie dodam, że faktycznie nie głaszcze Pan, lecz mimo to w Pana słowach wyczuwam życzliwość i autentyczną chęć pomocy. Same pytania, które Pan zadał, dotykają tego co najważniejsze i skłaniają do szczerego dialogu z samą sobą. I pozostaną ze mną nie tylko przez moment, w którym piszę tę odpowiedź, lecz zadomowią się w mojej głowie na znacznie dłużej.

      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam ciepło 🙂

      • Agnieszko,

        bardzo dobrze się czyta to, o czym piszesz. Słowo pisane to Twoja wielka siła. Może warto byłoby pójść w tą stronę? Nie neguję wyjazdu, moi dwaj bracia mieszkają i pracują w Anglii, ale może – tym bardziej jeśli pisanie sprawia Ci przyjemność – warto byłoby pójść w tym kierunku, żeby dorobić? Albo wykorzystać ten dar po powrocie. Nie jest to zupełnie moja „działka”, ale może ktoś kto pracuje ze „słowem” mógłby coś konkretnego podpowiedzieć? Ostatnio były wpisy o poszukiwaniu pracy i namiar na Małgosię Wolską, która jest coachem kariery. Może spróbuj się do niej odezwać?

        Pozdrawiam Cie serdecznie i trzymam mocno kciuki za powodzenie Twoich planów

        • Witaj Agnieszko 🙂

          Bardzo serdecznie dziękuję Ci za Twoją podpowiedź! W tę stronę (pisanie) powinnam była iść dużo, dużo wcześniej w życiu, lecz kiedyś brakowało mi wiary w siebie, nisko siebie oceniałam. Od jakiegoś czasu pracuję nad sobą, zmieniam się. Stąd chociażby odwaga, aby przyznać się do błędów, zgoda na publikację mojego listu i dyskusja z Wami tutaj. Myślę, że to pierwszy krok w kierunku robienia tego, co naprawdę lubię (bo jakby nie patrzeć właśnie piszę i publikuję coś w sieci 🙂 ). Wyjazd zagraniczny oczywiście chcę zrealizować, tak jak wspominałam we wcześniejszych wpisach, ale też jednocześnie chcę rozwijać się w pisaniu. Myślę, że jedno z drugim da się połączyć 🙂
          Oczywiście z Panią Wolską chętnie się skontaktuję 🙂

          Pozdrawiam cieplutko 🙂

  18. Komis ma płacić za awarie auta? przecież nie sprzedaje towaru nowego z gwarancją! w dodatku skąd wiadomo jak użytkowałaś auto? (podobno przegrzany silnik) Kto jeszcze ma płacić za Twoje głupoty? sklep spożywczy jak zrobisz za duże zakupy? czy operator telefonii komórkowej jak za dużo minut przegadasz??? Gdybyś ode mnie kupiła samochód który by się zepsuł po jakimś czasie, to nie dostała byś ani złotówki! Ludzie zrozumcie wreszcie że używany samochód to maszyna która może się popsuć w każdej chwili i nikt jasnowidzem nie jest, żeby przewidzieć kiedy odmówi posłuszeństwa, a takie ryzyko trzeba brać pod uwagę i kupować to na co nas stać. Na koniec Życzę szybkiego wyjścia z długów i w przyszłości bardziej przemyślanych decyzji finansowych.

    • Jeżeli sprzedałeś klientce samochód z przegrzanym silnikiem, to jest oczywiste że w krótkim czasie wynikną problemy z eksploatacja auta i winny w tym przypadku jest sprzedawca, który powinien rozpoznać taką wadę. Tak stanowi prawo w PL tylko nie wszyscy go przestrzegają i egzekwują.

      • Luki339,

        Sprzedawca, gdy z nim rozmawiałam, przyznał, że nie sprawdził dokładnie tego auta po jego sprowadzeniu do Polski. Rozmowa między nami była bardzo szczera i otwarta. W jej wyniku właściciel komisu oddał mi część pieniędzy za naprawę silnika.

    • Arku,
      Gdybym w jakimkolwiek stopniu była odpowiedzialna za problemy, które zaczęły się z tym autem w krótkim czasie po jego zakupie, to nie podejmowałabym żadnych rozmów z właścicielem komisu. W ogóle zdecydowałam się na tę rozmowę po czasie, mając świadomość tego, że zakupiłam auto, które nie jest nowe. W dyskusji wyszło jednak , że ów sprzedawca sam dobrze tego auta nie sprawdził po jego sprowadzeniu i w związku z tym poczuł się do odpowiedzialności, aby oddać mi część pieniędzy za naprawę.
      Oczywiście sytuacja ta bardzo wiele mnie nauczyła i w przyszłości dokonując zakupów będę na pewno znacznie bardziej ostrożniejsza.

  19. Agnieszko,
    dobrze, że działasz.
    Niemniej mam wrażenie, że działasz dopiero wtedy jak jesteś pod murem 🙁
    Dodatkowo masz problemy z kompulsywnymi zakupami, które mają Ci rekompensować stres i poczucie bycia ‚w czarnej d…’
    Nad tymi dwoma punktami musisz się pochylić i wdrożyć ich poprawę:
    – znajdź dodatkowa pracę, np. sprzątanie, praca w sklepie itp. (i żadna praca nie hańbi nawet jeśli jesteś panią z urzędu)
    – pilnuj ‚zachciewajek’
    I mówię to z poziomu osoby, która była w spirali długów, która rzuciła wszystko i wyjechała za granicę…
    Teraz znów jestem u nas i od kilku lat odbudowuję finanse, zmieniam nawyki, walczę głównie ze sobą.
    Nie jest łatwo, ale tego nikt mi nie obiecywał 😉

    • Witaj Marcjanno 🙂

      Dziękuję za Twój wpis. Tak, masz rację, był okres czasu, kiedy zabrakło z mojej strony konkretnych działań i pozostawałam w zawieszeniu. Były też po drodze błędy z mojej strony, których mogłam uniknąć. Ale cała ta historia sporo mnie nauczyła i widzę, że dzięki temu teraz w znacznie większym stopniu skupiam się na swoich finansach i uczę się nimi lepiej zarządzać.

      Co do dalszych moich działań, to chcę wyjechać za granicę i właśnie teraz intensywnie szukam korzystnej oferty dla siebie. Jestem gotowa zasuwać fizycznie, bo chcę wyjść ze swoich długów szybciej i wyjść na prostą. A kiedy już spłacę zobowiązania i odłożę jakąś większą kwotę, to będę mogła wrócić do kraju i poszukać dla siebie ciekawszej pracy lub zainwestować w coś. Może też znajdę przez ten czas pomysł na jakiś swój biznes.

      Pozdrawiam 🙂

  20. Cześć Agnieszko,

    Do wszystkich powyższych wskazówek, rad, sugestii dodałabym jeszcze jedną. Abyś otaczała się dobrymi, mądrymi ludźmi, którzy będą Cię wspierać w kształtowaniu Twojej nowej, lepszej rzeczywistości.
    Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Witaj Małgosiu 🙂

      Bardzo dziękuję za Twój wpis. Tak, masz rację, otaczanie się dobrymi, wspierającymi ludźmi, jest bardzo ważne i może bardzo pomóc w osiąganiu pozytywnych zmian. Niestety długo nie zdawałam sobie z tego sprawy i wcześniej w życiu byłam otoczona osobami, które ciągnęły mnie w dół, wykorzystywały, pogarszały moje samopoczucie. Na szczęście to już przeszłość. Przez ostatni rok spotykam na swojej drodze bardzo ciekawe, wspierające osoby, ludzi, od których mogę się uczyć, którzy mnie doceniają i są dla mnie źródłem inspiracji. Tutaj w dyskusji widzę także wiele wspierających, dających do myślenia komentarzy od różnych osób i wyczuwam wiele życzliwości, chęci pomocy i zrozumienia z Waszej strony. To dla mnie bardzo, bardzo miłe 🙂

      Pozdrawiam cieplutko 🙂

  21. Pani Agnieszko,

    Teraz lepiej, wyczuwam wolę działania i brania spraw w swoje ręce. Chce Pani iść ścieżką dorobienia w Holandii. OK. Językowo również; Holendrzy są bardzo dobrzy w angielskim podobnie jak Duńczycy; dogada się Pani wszędzie i prawie z każdym.
    Proponuję jednak mieć dalszy plan, już sobie w głowie układać co po powrocie. Miałem przyjemność dorabiać w Niemczech, dobre doświadczenie, którego nie chciałbym w życiu powtarzać….
    W ciągu kilu ostatnich lat „zwiedzałem” wiele Zakładów pracy w Europie i jedna z rzeczy która pamiętam to podchodzących Polaków cieszących się że przyjechał ktoś z Polski, widzę jak tęsknią…
    Ale zostawmy to.
    Całkiem niedawno rozmawiałem z szefem pewnej Firmy w Danii gdzie pracuje mnóstwo Polaków, zapytał mnie: jak to jest że kiedy chcemy aby Polak został liderem, managerem bo potrzebujemy kogoś z tej Grupy Narodowościowej to nikt nie chce się zgodzić….
    Ciekawe prawda?

    Moim zdaniem wcale nie trzeba wyjeżdżać z Polski aby dobrze zarabiać. Niestety wielu z nas chce zarabiać bez odpowiedzialności, podejmowania decyzji, a nawet myslenia…. Jak to osiągnąć? Mieć dobre zarobki i wykonywać tylko proste prace? a no najlepiej wyjechać za granicę.

    Czy o to Pani chodzi na dłuższa metę?
    Ktoś kiedyś mi powiedział, że za mój rozwój zawodowy w 90% odpowiedzialny jestem ja sam. Nie moja Firma, nie mój szef.

    Firmy awansują ludzi, którzy rozwiązują ich problemy. Tak jak Ci Duńczycy, chcą zapłacić dodatkowe pieniądze aby im w tym pomóc a my co? Mówimy nie bo wystarcza dobra pensja na robotniczym stanowisku.
    Wracamy stamtąd i co dalej? a no nic. Jesteśmy w punkcie wyjścia jak przed wyjazdem z wyjątkiem odłożonych pieniędzy, które się wkrótce skończą…

    Jest Pani inteligentna…

    Pozdrawiam serdecznie

    • Panie Pawle,

      Zależy mi na tym, aby osiągnąć sytuację, w której będę wolna od długów i będę dysponowała taką kwotą pieniędzy, która zapewni mi na jakiś czas bezpieczeństwo.Dzięki temu będę mogła spokojnie rozpocząć szukanie lepszej pracy dla siebie, bez wewnętrznego ciśnienia, pośpiechu, presji. Tak naprawdę chciałabym dać sobie „chwilę” na jeszcze lepsze poznanie siebie, przyjrzenie się swoim predyspozycjom, dotarcie do pełnej odpowiedzi na pytanie: co naprawdę chcę w życiu robić? czemu chcę się poświęcić?

      Nigdy nie byłam zwolenniczką prostych, zwalniających od myślenia prac, które pozwalają na pewien automatyzm działania, a jednocześnie dają możliwość łatwego zarobku. Coś takiego w dłuższej perspektywie czasowej zabiłoby mnie. Wiem o tym. Jednak na tę chwilę podjęcie pracy fizycznej poza granicami Polski pozwala mi wyjść szybciej z moich długów i zyskać uczucie ulgi/komfortu psychicznego związanego z brakiem zobowiązań finansowych. Wówczas będę mogła w pełni skupić się tylko i wyłącznie na rozwoju zawodowym. Poza tym w ten sposób zyskuję wiele całkowicie nowych dla siebie doświadczeń, które będą jak sądzę cennym kapitałem na przyszłość. Czuję po prostu, że potrzebuję doświadczyć życia i pracy w obcym kraju jako jednego z etapów mojej drogi życiowej.

      Bardzo dziękuję za Pana uwagi i spostrzeżenia, jak zwykle bardzo celne i pełne życzliwości.

      Pozdrawiam ciepło 🙂

  22. Agnieszko, sporo osób już Ci dużo podpowiedziało, więc ja krótko 😉
    Jak już się zdecydowałaś na wyjazd, to pamiętaj (znam kilka takich przypadków) by nie napalać się po kilku wypłatach w euro i nie popuszczać pasa. Oczywiście do momentu spłaty zobowiązań (w Twoim przypadku – kredytu).

    Najlepiej w każdym miesiącu wypisać sobie na kartkach swoje zadłużenie i porozwieszać je w mieszkaniu (przy komputerze, na lustrze, etc.) Jeśli mnie pamięć nie myli, to również Marcin Iwuć coś podobnego proponował. Dzięki temu będziesz stale miała w pamięci, że wciąż masz dług do spłacenia (więc pasa nie popuścisz tak łatwo) a i co miesiąc zadłużenie będzie mniejsze, co działa motywująco i daje kopa do dalszych dzialań 😉

    Odnośnie dodatkowej pracy, wspomniałaś, że nie boisz się pracy fizycznej. Wiele jest możliwości. Idzie jesień, liście zaczną spadać na trawniki, zdziwiłabyś się ile osób jest tak zapracowanych, że nie ma czasu (lub ochoty) by pograbić sobie ogródek z liści. Wystarczy chodzić i pytać. Kto pyta, nie błądzi 🙂 Grabie do liści to koszt 20-30zł i już u pierwszego klienta taka inwestycja się zwróci. Dobrym pomysłem są zamkniete osiedla domków jednorodzinnych. Ludzie zapracowani i chętnie kogoś za 30zł na te 2 godzinki wynajmą do porządku w grodzie, a na takim osiedlu mozna obskoczyć kilka osób za jednym zamachem (czytaj: dojazdem). Taki luźny pomysł 😉

    • Witaj Wiesław,

      Bardzo dziękuję za Twój komentarz i cenne wskazówki. Tak, gama odpowiedzi, jakie otrzymałam jest już bardzo szeroka. Dzięki temu widzę jak wiele mam możliwości i sposobów poprawy swojej sytuacji.

      Wiem, że zwiększenie zarobków będzie w pewnych momentach rodziło pokusę, aby trochę sobie pofolgować. Znam tę pułapkę, bo już na pewnym etapie swojej historii w nią wpadłam. Zatem zdaję sobie sprawę czym to grozi….

      Na ten moment zaangażowałam się całkowicie w sprawę wyjazdu i na koniec września ruszam do Holandii. Mam już pewną pracę i zakwaterowanie. Kiedy już się tam zaaklimatyzuję, to myślałam czy nie rozejrzeć się już tam na miejscu za dodatkowymi możliwościami zarobku. Zapewne będzie wiele okazji, aby coś dodatkowo robić i tym samym zwiększyć dochody. Jestem więc bardzo optymistycznie nastawiona i mam w sobie wiele zapału do działania 🙂

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

      • Wiesz Agnieszko, tak czytam to, co napisałaś do tej pory i wyłapuję niezgodności. Ktoś wyżej pisał, że zamiast wyjeżdżać za granicę, mogłabyś poszukać jakiejś dodatkowej pracy tu w Polsce, a Ty strasznie się na to ofuczyłaś, że wtedy nie będziesz miała czasu dla siebie, na wypoczynek, na nic. Natomiast teraz piszesz, że za granicą będziesz szukała czegoś dodatkowego, po godzinach, nie będzie Ci żal wolnego czasu na własne zainteresowania i co tam wcześniej argumentowałaś? Znajdź i przeczytaj ze zrozumieniem, o czym pisał Marcin o swojej historii, kiedy sam wpadł w straszne bagno, co wtedy robił, żeby pozbyć się długów. Razem z żoną prawie nie spali, nie widzieli swoich córek, bo po pracy i w weekendy ciężko pracowali, żeby jak najszybciej spłacić swoje zobowiązania (czytaj: długi), a Ty bronisz się przed dorabianiem w Polsce na stanowiskach poniżej swoich kwalifikacji, ale nie boisz się fizycznej pracy w Holandii? Przecież to śmieszne.
        To samo z debetem, jak można czuć się „bezpiecznie” z zadłużeniem na rachunku przekraczającym o 200% własne dochody? Wytłumacz mi, bo ja tego nie rozumiem. Jesteś o krok od wkroczenia w to samo bagno, z którego myślisz, że wyszłaś. Zlikwiduj ten debet całkowicie, jeśli chcesz się poczuć naprawdę bezpiecznie, zmień bank, załóż jedno konto oszczędnościowe, na którym sama sobie założysz swój własny debet, po który będziesz sięgała z oporami, bo będziesz pamiętała, jak ciężko było te pieniądze odłożyć. Potem drugie konto oszczędnościowe, gdzie odłożysz sobie własną poduszkę bezpieczeństwa.
        Odłóż ten wyjazd do momentu, kiedy będziesz miała spłacony i debet i kredyt, a to możesz osiągnąć pracując tu w Polsce chociażby w Mc’Donalds czy KFC, a jeśli dla Ciebie jest to uwłaczające, to na jakiejś infolinii (z drugiej strony, w Holandii chcesz pracować fizycznie, więc praca w fast food nie powinna być jakaś szczególnie obraźliwa). Jak się dobrze postarasz, w rok pozbędziesz się długów i jeszcze odłożysz pieniądze na wyjazd, który widzi Ci się jako raj miodem i mlekiem płynący.

        Prawdę mówiąc, czarno widzę ten Twój wyjazd, ale Ty się już uparłaś i wiesz lepiej. Cokolwiek ktokolwiek tutaj napisze, kto sam już przeszedł podobną drogę do Twojej, nie uwierzysz, bo musisz sparzyć się jeszcze bardziej. Przeczytałam wszystkie wypowiedzi osób, które czytają tego bloga regularnie, pod tym postem, wszyscy piszemy do Ciebie jednym głosem praktycznie to samo, a Ty i tak (grzecznie i pięknie) odpisujesz, że rozumiesz, ale zrobisz swoje. Jak ćma do ognia, ale to Twoje życie, zrobisz jak zechcesz, my i tak wrócimy zaraz do swoich spraw…

        Pozdrawiam i życzę powodzenia w Twoich założeniach.
        Anna

        • Przeczytałem cały wpis. Niestety nie dam rady przeczytać dokładnie wszystkich komentarzy, więc nie wiem, czy nie pojawił się ten wątek. Anna pisze w podobnym tonie do mnie, ale nie do końca chodzi mi o to samo.

          Pierwsza rzecz: doskonale Cię Agnieszko rozumiem – sam byłem bardzo podobny do Ciebie. Polecam mój wpis „Z nieba do piekła i z powrotem” na tym blogu.

          Druga sprawa: nie patrzę na sytuację zbyt optymistycznie. Bo z mojego punktu widzenia nic się nie zmieniło. Przykro mi, nie obraź się. Piszę, to, bo chciałbym Ci pomóc.

          Brakuje mi bardzo tego co zawsze w historiach o wychodzeniu z długów – wątku emocjonalnego. Brakuje mi refleksji: dlaczego doszło do tego do czego doszło? Jeśli nie odpowiesz sobie szczerze na to pytanie, jeśli nie wyciągniesz z tego wniosków – nic się nie zmieni.

          Nie byłaś zmuszona do brania kredytów. Kupiłaś samochód gdy nie było Cię na niego stać. I gdy go nie potrzebowałaś (z tego co pisałaś wynikało, że pracowałaś w urzędzie, więc nie był Ci niezbędny do pracy). Wyprowadziłaś się od mamy, gdy nie było Cię na to stać i nie musiałaś tego robić (z historii nie wynika, żeby np. wyrzucała Cię z domu). Twierdzisz, że do mieszkania musiałaś kupić jakieś rzeczy tupu sztućce itp. Faktycznie musiałaś? Ja nie lubię w ogóle słowa musieć i staram się je zastępować słowem chcieć. Wyjazdy w góry itp przemilczę, bo to chyba oczywiste.

          Dlaczego kupowałaś rzeczy, na które nie miałaś pieniędzy? Po co to robiłaś? Co chciałaś osiągnąć? Moim zdaniem, jeśli nie znajdziesz odpowiedzi na te pytania… Wyjedziesz za granicę, spłacisz te zadłużenia. Przy zagranicznych zarobkach będzie to łatwe. Rozluźni Cię to i w rezultacie możesz wpaść w jeszcze większe tarapaty. Mam nadzieję, że nie mam racji, czego Ci mocno życzę.

  23. Oszczędzający

    Sytuacja nie jest taka krytyczna, trzeba tylko ograniczyć pewne wydatki, o których wspominali inni. Ja chciałbym poruszyć kwestię zmiany pracy oraz ewentualnego wyjazdu. Wiesław, Twój pomysł jest ok dla osób, które jeszcze studiują. Dodatkowa praca, często fizyczna to dobra rzecz, aby dorobić sobie w weekend, w nocy (hipermarkety), czy w okresie wakacyjnym. Gdy już się zaczyna się karierę zawodową, takie pomysły są złe.

    Z mojej obserwacji, wiele osób popełnia te same błędy. To bardzo ważny okres w życiu zawodowym, te pierwsze lata po studiach. Nie można tego zaprzepaścić, wybierają pracę która na chwilę poprawi nasze finanse. Wyjazd za granicę też się w to wlicza. Po paru latach (2-3), drzwi będą już zamknięte do wielu firm, bo nie pracowaliśmy „w zawodzie”. Tak jak już ktoś tutaj napisał, trzeba mieć plan. Zdecydować się, czy dalej robimy to co robiliśmy do tej pory, czy zmieniamy branże. Później już konsekwentnie należy to realizować. jest to ogólna rada do osób, które mają takie pomysły aby dorobić się na byle jakiej pracy. Nie psujcie sobie CV. Wybierajcie na początek chociaż słabo płatną pracę, ale taką gdzie czegoś się nauczycie i będziecie mieli cenne doświadczenie. Nie chodzi mi o to, żeby się nie cenić, ale priorytety na początek powinny być inne (rozwój). Za długo też nie należy „siedzieć” w jednej firmie. Pieniądze same przyjdą, wraz z wiedzą i umiejętnościami. Te początkowe lata to tylko trochę czasu, patrząc na całe życie zawodowe. Później też idzie coś wykombinować, ale jest bardzo ciężko.

    • Witaj Oszczędzający 🙂

      Dziękuję bardzo za Twój wpis i Twoje uwagi.
      Postaram się odnieść do kwestii, którą poruszasz powyżej i przedstawić jak ja to widzę. Obojętnie jak nie wyglądałaby moja sytuacja finansowa, to i tak jestem na takim etapie życia, w którym myślę nad zmianą pracy i otoczenia. Swoje dotychczasowe doświadczenie zdobyłam w administracji samorządowej i nie widzę dla siebie możliwości rozwoju ani przyszłości w tej branży. Zaciągnięte długi dodatkowo mobilizują mnie do podjęcia konkretnych działań na tym polu. Decydując się na pracę poza granicami Polski, wybieram dorabianie się na „byle jakiej pracy”, ale w ten sposób mogę stosunkowo szybko pozbyć się długów i zdobyć jakieś oszczędności. Kiedy ów cel osiągnę, mogę spokojnie zająć się poszukiwaniem lepszej pracy dla siebie. A jednocześnie jestem bogatsza o całą masę doświadczeń zdobytych w pracy w obcym państwie, co może być bardzo cennym kapitałem.

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

      • Oszczędzający

        Dzięki za odpowiedź 🙂 Masz wiele racji w tym co piszesz – szybka spłata zobowiązań, czy dodatkowe doświadczenie (język, komunikacja, inna kultura). Nie neguję tego. „Kiedy ów cel osiągnę, mogę spokojnie zająć się poszukiwaniem lepszej pracy dla siebie.”. Na to właśnie zwracałem uwagę w moim poprzednim poście. Tutaj może pojawić się problem i musisz o tym zdawać sobie sprawę. Znam pewne osoby, które wrócił do kraju i nie znalazły pracy jaką chciały. Kogo zatrudni pracodawca? Tą osobę, która ma już jakieś doświadczenie w danej branży, czy tą bez i dodatkową wykonującą inną pracę przez ostatnie lata? Postaw się w roli pracodawcy, na co zwróci uwagę podczas rozmowy. Nie wygląda to dobrze. Żeby nie było niedomówień, chodzi o pracę bez kwalifikacji za granicą, a w kraju jako specjalista/przyszły specjalista. Szukaj za granicą od razu czegoś w branży docelowej.

        Kiedyś też przez jakiś czas rozważałem wyjazd. Z najfajniejszych państw wyszła mi Szwajcaria i Kanada, czytając licznie AMA (ask me anything) i artykuły. Poza rynkiem pracy, oceniałem również poziom życia, bezpieczeństwo, czy chociażby służbę zdrowia. Nie jest to jednak takie proste, bo praca to jedno, a ułożenie sobie życia prywatnego to druga strona. Ja na przyszłość nie wykluczam wyjazdu, ale jak już to coś krótkiego i tylko gdyby trafił się projekt na poziomie zaawansowania lub trudności (pozytywnie), których w Polsce nie ma. Traktuje to jako przypadkowa oferta lub okazja, niż intensywne poszukiwania 😉

        Jeśli chodzi o zmianę branży to nie jest to łatwe, ale wspieram Ciebie wirtualnie 🙂 Wiem, że najbliżsi najczęściej nie pomagają w takiej decyzji i trzeba samemu konsekwentnie do tego dążyć, wbrew ich krytyce. Powodzenia 🙂

      • Oszczędzający

        Jeszcze jedna, ale krótka uwaga, po doczytaniu kilku nowych postów. Wyjazd za granicę, w celu podjęcia pracy fizycznej to duży błąd według mnie. Myśl przyszłościowo, bo w ten sposób można sobie zaprzepaścić szanse na dobrą pracę przez kolejne kilkanaście lat.

  24. To ja wrzucę swoje trzy grosze na temat pracy fizycznej za granicą ,w UK.
    Praca przez agencję oznaczała nic więcej jak bycie w jej dyspozycji, ale to nigdy nie oznaczało etatu. Czyli mogłam pracować w tygodniu 5 dni po 9 h (1 h była bezpłatna -na przerwy), ale i tylko jeden raz w tygodniu.
    Czekasz wieczorem (albo rano) na telefon: tak dziś idziesz do pracy.
    Jak fabryka stoi to nie pracujesz (u nas przestoje są płatne albo wykorzystujesz urlop).
    Oczywiście w UK był zasiłek dla pracujących w małym zakresie godzin, ale dość restrykcyjny, no i w przypadku przekroczenia limitu zarobków wiązał się z karami i zwrotami.
    Na to wszystko należy nałożyć to, że dostanie pracy z innej agencji nie było łatwe.
    No i warunki pracy były różne – mi się udało, bo pracowałam na magazynie z elektroniką (czytaj ciepło i sucho). Znajomi pracowali jedynie pod wiatami przy myciu w zimnej wodzie i sortowaniu warzyw do przetworów albo przy paczkach kurierskich.
    A za utrzymanie płacić trzeba: dojazdy do pracy, pokój, jedzenie…
    I oczywiście powstaje luka w życiorysie zawodowym.

    Nie wiem jak jest w Holandii, ale obawiam się, że może być podobnie. Bo my tam jesteśmy głównie wyrobnikami 🙁 No, ale i u nas to Ukraińcy wykonują prace, których nie chcemy…

  25. Agnieszko,

    a ja napiszę przewrotnie nie o pieniądzach, nie o oszczędnościach, czy cięciu kart, ale o możliwościach.

    Konstruujesz długie, logiczne i poukładane wypowiedzi. Dobrze Ci wychodzi pisanie. Na pewno jest w tym sporo treningu przy tworzeniu najróżniejszych pism formalnych, na pewno są to też Twoje predyspozycje (co zresztą zaznaczyłaś w artykule). Same odpowiedzi na tym blogu zajmują sporo miejsca… a czyta się je gładko.

    A nie myślałaś może, żeby, zamiast szukać innej pracy/dodatkowej pracy, po prostu ją dla siebie stworzyć?

    Ja kiedyś zacząłem pisać „na potrzeby internetu”. Początkowo poste opisy firm do katalogów, potem przeszło to w teksty na strony docelowe, opisy marketingowe produktów, artykuły tematyczne, poradniki, prowadzenie blogów… Zlecenia da się połączyć z etatem, bo sama decydujesz, czy weźmiesz daną robotę, czy nie. Pisać możesz wieczorami, w weekendy, nawet na urlopie. Nawet kilka godzin w tygodniu – ale we własnym domu, bez konieczności dojeżdżania dokądkolwiek.

    I ze stabilnością, jaką daje obecne zatrudnienie, co jest bardzo ważne. Sporo osób rzuca się na głęboką wodę, a czasem lepiej jest po prostu krok po kroku budować małe rzeczy, a z nich większe i większe…

    Sam proces pozyskiwania klientów na początku może być trudny, ale są portale, strony tematyczne, przedsiębiorcy, fundacje i organizacje – oni wszyscy potrzebują dobrej treści. I rzadko kiedy mają czas, żeby przygotować ją samodzielnie. Rynek jest olbrzymi. Powstaje duo nowych inicjatyw, firm i marek, niektóre firmy dopiero „wchodzą do sieci”, inne mają teksty, że szkoda gadać.

    Coraz więcej osób na szczęście orientuje się, że na stronie nie może być byle co. Że jednak ten content jest istotny. I ktoś musi go tworzyć, bo przedsiębiorcy są na tyle zajęci prowadzeniem biznesu, że chętnie zlecają pisanie na zewnątrz.

    Zarobisz na początku trochę, ale jeśli Ci się spodoba, jest spora szansa, że pójdziesz z tym dalej – kto wie, czy nie w stronę własnej firmy?

    Powodzenia dalej!

  26. Ta historia to przykład zbyt pochopnej decyzji o zadłużeniu. Uważam, że takie decyzje wymagają dłuższych przemyśleń, poza tym nie sądzę, że kupno nowego samochodu wymaga kredytu. Wystarczy trochę oszczędzić i kupić z własnych pieniędzy.

  27. 1. Ogranicz koszty/wydatki – trzeba troche sie przemeczyc. Sorry, ale trzeba.
    2. PLAC GOTOWKA. I nie nos duzo kasy przy sobie – nie bedzie kusic. Ani Ciebie, ani innych.
    3. Szkoda, ze juz prawie pazdziernik, bo zuzylas urlop i juz po sezonowej pracy za granica.
    4. Dorzuc kase ukladaniem towaru na polkach w marketach, sprzataniem – milionow nie zarobisz, ale kilkaset zl miesiecznie dorzucisz.
    5. olx nie ma prowizji, alledrogo ma.
    6. jadac za granice tez musisz miec cos w kieszeni – nie od razu jest rozowo – frycowe i tak zaplacisz.
    7. mieszkasz na wsi – agroturystyka nie pojdzie?

  28. Przeczytałem cały wpis. Niestety nie dam rady przeczytać dokładnie wszystkich komentarzy, więc nie wiem, czy nie pojawił się ten wątek. Anna pisze w podobnym tonie do mnie, ale nie do końca chodzi mi o to samo.

    Pierwsza rzecz: doskonale Cię Agnieszko rozumiem – sam byłem bardzo podobny do Ciebie. Polecam mój wpis „Z nieba do piekła i z powrotem” na tym blogu.

    Druga sprawa: nie patrzę na sytuację zbyt optymistycznie. Bo z mojego punktu widzenia nic się nie zmieniło. Przykro mi, nie obraź się. Piszę, to, bo chciałbym Ci pomóc.

    Brakuje mi bardzo tego co zawsze w historiach o wychodzeniu z długów – wątku emocjonalnego. Brakuje mi refleksji: dlaczego doszło do tego do czego doszło? Jeśli nie odpowiesz sobie szczerze na to pytanie, jeśli nie wyciągniesz z tego wniosków – nic się nie zmieni.

    Nie byłaś zmuszona do brania kredytów. Kupiłaś samochód gdy nie było Cię na niego stać. I gdy go nie potrzebowałaś (z tego co pisałaś wynikało, że pracowałaś w urzędzie, więc nie był Ci niezbędny do pracy). Wyprowadziłaś się od mamy, gdy nie było Cię na to stać i nie musiałaś tego robić (z historii nie wynika, żeby np. wyrzucała Cię z domu). Twierdzisz, że do mieszkania musiałaś kupić jakieś rzeczy tupu sztućce itp. Faktycznie musiałaś? Ja nie lubię w ogóle słowa musieć i staram się je zastępować słowem chcieć. Wyjazdy w góry itp przemilczę, bo to chyba oczywiste.

    Dlaczego kupowałaś rzeczy, na które nie miałaś pieniędzy? Po co to robiłaś? Co chciałaś osiągnąć? Moim zdaniem, jeśli nie znajdziesz odpowiedzi na te pytania… Wyjedziesz za granicę, spłacisz te zadłużenia. Przy zagranicznych zarobkach będzie to łatwe. Rozluźni Cię to i w rezultacie możesz wpaść w jeszcze większe tarapaty. Mam nadzieję, że nie mam racji, czego Ci mocno życzę.

  29. No tak, skądś znam takie historię bo swego czasu przechodziłem przez bardzo zbliżoną historię do tej, tyle że moje zapożyczenia bardziej kierowały się ku innemu kierunkowi. Pracowałem wtedy na etacie, a jako młoda osoba za wszelką ceną chciałem coś zrobić ze swoim życiem zawodowym i pracować na własną rękę. To oczywiście okazało się nie takie łatwe, ale zanim to zrozumiałem zapożyczyłem się w banku na kilka tysięcy, potem w jeszcze jednym a gdy już nie dawałem rady ze spłatą rat tych kredytów, sięgnąłem dodatkowo po pożyczkę w firmie pozabankowej, na szczęście nie dużą. No ale wierzyłem w to że dodatkowa działalność w końcu się rozkręci i w końcu zacznie zarabiać na spłatę tych wszystkich zobowiązań. Tak się stało, ale trwało to dosyć długo, na szczęście ciesze się że nie podjąłem jeszcze gorszej decyzji w tym czasie jak całkowite rzucenie pracy, bo to mogłoby mnie doprowadzić w całkowicie złą stronę.

    A z autami już niestety tak jest – jedne psują się częściej, innej mniej a niektóre niemal wcale.. zależy jak trafisz.

  30. Bardzo pouczający wpis. Agnieszko, mam nadzieję, że dasz radę wyjść z zadłużenia. To faktycznie straszne, jak teraz banki reklamują kredyty. Pokazują tylko to co możesz zrobić, ale nikt nie wspomina o tym, że te pieniądze trzeba będzie kiedyś spłacić. Bardzo łatwo jest wpaść w spiralę, ale jeszcze trudniej podjąć z nią walkę. Mam nadzieję, że Ci się uda 🙂

Odpowiedz