Ile zapłacisz doradcy finansowemu?

95

Financial advisor

Darmowe doradztwo finansowe warte jest dokładnie tyle, ile za nie zapłaciłeś. Na to stwierdzenie natknąłem się kilka lat temu przeglądając oferty amerykańskich firm inwestycyjnych i muszę przyznać, że uderzyło mnie ono swoją trafnością. Ba, poszedłbym o krok dalej. Przykłady kredytów frankowych, czy sprzedawanych na potęgę polis inwestycyjnych, skłaniają mnie wręcz do stwierdzenia, że korzystanie z „darmowego” doradztwa finansowego często oznacza konkretne straty. Polecam Wam bardzo ciekawy artykuł, który opisuje tę ciemną stronę mocy: Szok frankowy. Wiedzieliście. Zacytuję z niego tylko jedno zdanie : „Jeśli jakiś produkt daje sprzedawcy dwukrotnie wyższą marżę niż inne, to i tak go kupisz, choćbyś bardzo nie chciał.”

 

Zawód, który zawiódł?

Nie ma co kryć, że zawód doradcy finansowego ma w Polsce złą prasę. A jeszcze kilkanaście lat temu, gdy powstawały pierwsze firmy pośrednictwa finansowego, było zupełnie inaczej. Niestety, perspektywa szybkich zysków okazała się zbyt kusząca i kredyt zaufania do tej branży został szybko roztrwoniony. A szkoda, bo moim zdaniem popyt na dobre doradztwo jest ogromny.

W artykule pt. „Doradcy finansowi, sprzedawcy, czy szarlatani?pokazałem moje subiektywne spojrzenie na branżę doradztwa finansowego. Moim zdaniem pracuje w niej ok. 5% prawdziwych doradców, 5% szarlatanów i 90% sprzedawców (od takich, którym bliżej do doradców, aż po takich, którym bliżej do szarlatanów). To oczywiście czysto subiektywne estymacje, których używam jedynie w celach ilustracyjnych. Mają one uświadomić osobom wybierającym się na spotkanie z doradcą kilka spraw:

  1. Człowiek, który obsługuje Cię w firmie finansowej, jest wynagradzany za sprzedaż produktów, a nie za doradztwo. To sprawia, że narażony jest na konflikt interesów. Bez przerwy musi stawać przed trudnym wyborem: „Polecić produkt lepszy dla klienta, czy lepszy dla własnych dzieci?” (to zdanie usłyszałem od jednej z koleżanek, która opisywała mi swoistą schizofrenię, z którą mierzy się każdego dnia pracując jako pośrednik).

  2. Agresywne plany sprzedażowe oraz systemy motywacyjne budowane są w taki sposób, aby instytucje finansowe zarobiły jak najwięcej i jak najszybciej. To oczywiście nasila ów konflikt interesów, a sprzedawcy znajdują się między młotem a kowadłem: albo narażą się klientowi, albo swojemu pracodawcy.

  3. Właśnie dlatego bez przerwy powtarzam zdanie: „Twoim najważniejszym doradcą finansowym jest człowiek, którego co rano oglądasz w lustrze”. Poradź się innych, wysłuchaj, ale decyzję podejmij na własną odpowiedzialność. To Ty będziesz żył z jej konsekwencjami, a nie Twój doradca.

Uważam, że większość osób sprzedających produkty finansowe to ludzie uczciwi, którzy dbają o klientów, starają się dobrze wykonać swoją pracę i etycznie zarobić na życie, zaś czarne owce trafiają się w każdym zawodzie. Jednak w tej konkretnej branży warunki do hodowli owieczek o czarnej wełnie wydają się być wyjątkowo sprzyjające.

 

Nie przyłączam się do nagonki.

Pomyślałem, że gdybym chciał napisać naprawdę popularny artykuł, naszpikowany komentarzami od czytelników, wystarczyłoby rozpocząć klasyczną „nawalankę” i przyłączyć się do chóru osób narzekających na zbrodnie banksterów, agentów i różnej maści pośredników finansowych. Ostatnio wydaje się to być nawet modne. Problem jednak w tym, że moim zdaniem ta cała nagonka stanowi przegięcie w drugą stronę.

Po pierwsze: wśród nośnych medialnie historii o masowo sprzedawanych szkodliwych produktach finansowych, zupełnie zapomina się o milionach tych, które sprzedane były prawidłowo. Historie o świetnie dobranych polisach na życie, które pomogły pozbierać się rodzinie po śmierci jedynego żywiciela, nie przebijają się do mediów. To samo dotyczy przypadków, w których ktoś za radą pośrednika pomnożył skutecznie oszczędności, a ktoś inny, właśnie dzięki przytomności doradcy, nie zaciągnął kredytu we frankach lub nie zadłużył się ponad siły.

Po drugie: osobiście znam wiele osób kierujących się dobrem swoich klientów. Często pracują dla konkretnych firm i muszą realizować plany sprzedażowe, robią to jednak z poszanowaniem potrzeb klienta. I choć działają w otoczeniu ewidentnie sprzyjającym konfliktowi interesów, potrafią oprzeć się krótkoterminowym korzyściom w zamian za owocną długoletnią relację. Marzy im się praca, w której tego konfliktu by nie było i mogliby zarabiać po prostu na doradztwie, a nie na sprzedaży. Niestety, z doradztwa nie da się wyżyć, bo nikt za to nie zapłaci.

I tutaj wracamy do zdania, które rozpoczynało artykuł: Darmowe doradztwo finansowe warte jest dokładnie tyle, ile za nie zapłaciłeś. Skoro nie chcemy płacić doradcom z własnej kieszeni, to może sami jesteśmy sobie winni?

 

A może szukamy czegoś innego?

Kiedy potrzebujemy porady prawnej, jest dla nas czymś naturalnym, że będziemy musieli za nią zapłacić. Gdy potrzebujemy prywatnej porady lekarskiej, nie zastanawiamy się, czy to w ogóle kosztuje, tylko ile to kosztuje. Porada trenera na siłowni? Płacimy. Porada dietetyka? Płacimy. Porada prywatnego psychologa? Płacimy. Normalna sprawa: fachowcy poświęcają swój czas, my uzyskujemy dostęp do ich wiedzy, więc następuje prosta transakcja wymiany: gotówka w zamian za poradę. Im lepszy ekspert, tym wyższa cena.

Wyjątkiem jest doradztwo finansowe, które przecież w Polsce jest „darmowe”. Nieważne, że w praktyce ponosimy znacznie wyższe koszty w postaci prowizji i opłat, które ostatecznie i tak trafią do pośrednika, w dodatku bez względu na jego kwalifikacje. Wolimy zapłacić znacznie więcej za iluzję, że korzystamy z darmowej porady, niż wyłożyć konkretną kwotę, w zamian za działanie doradcy w naszym interesie.

Nie wydaje się Wam to dziwne? Tak często wysłuchiwaliśmy w reklamach, że doradca za darmo przeanalizuje wszystkie Twoje potrzeby i zaproponuje najlepsze rozwiązanie, że na samą myśl o możliwości płacenia za doradztwo finansowe robi nam się nieswojo. Zapominamy tylko o tym, że jest to najlepsze rozwiązanie dla firmy finansowej, a nie dla nas.
Ostatnio przyszło mi nawet do głowy, że może ktoś chce, aby tak właśnie było? Przecież sieć naprawdę niezależnych doradców, wynagradzanych bezpośrednio przez klientów, oznaczałaby, że wszystkie śmieciowe i drogie produkty finansowe straciłyby swoich nabywców. A to właśnie takie produkty są najbardziej dochodowe dla firm finansowych. Hmm… Pewnie przesadzam. Jednak system oparty na wynagradzaniu doradców przez firmy finansowe przypomina mi korzystanie z usług adwokata, którego opłaca mój przeciwnik procesowy. Początkowe koszty sądowe będą niższe, ale końcowy wyrok z pewnością powali mnie na łopatki.

A może to wcale nie jest tak, że nie chcemy zapłacić za dobre doradztwo? Może po prostu szukamy czegoś innego? Pod jednym z moich wpisów Zuza zamieściła bardzo ciekawy komentarz: Opanowanie osobistych finansów, jest jak walka z nadwagą… Zawsze znajdziemy powód, żeby zjeść jeszcze jednego pączka, siłownię zacząć odwiedzać w przyszłym miesiącu, a w rzeczywistości nigdy sie za siebie nie zabrać… Szczerze, brakuje mi motywacji do tego by przyjrzeć sie swoim finansom i szukam finansowej Chodakowskiej. 😉 Kogoś, kto zmotywuje, pokaże proste ćwiczenia i nauczy wytrwałości aby osiągnąć cel 🙂

Może po prostu doradztwo, za które będziemy gotowi zapłacić, to coś więcej niż pokazanie jednego z pięciu produktów w ofercie danej firmy i sprzedaż jednego z nich? Może szukamy bardziej zaawansowanych konsultacji, coachingu, planu finansowego? Może potrzebujemy kogoś na kształt finansowego lekarza rodzinnego?

 

To ile i za co byłbyś skłonny zapłacić?

Chciałbym zaprosić Cię do małego „intelektualnego wyzwania”. Zapomnij na chwilę jak ten rynek wygląda dzisiaj i wyobraź sobie idealnego doradcę finansowego. Takiego, który odpowiadałby Twoim oczekiwaniom i naprawdę był w stanie pomóc Ci w dbaniu o finanse.

– Czego oczekiwałbyś od takiego doradcy?
– Co Twoim zdaniem taka osoba powinna robić?
– W jakich obszarach najbardziej potrzebowałbyś pomocy?
– I wreszcie pytanie zasadnicze: ile byłbyś skłonny za takie usługi zapłacić?

Jestem bardzo ciekawy, co wyjdzie z naszej dyskusji. Być może powstanie obraz idealnego doradcy? Albo potwierdzi się teza, że z prawdziwego doradztwa wyżyć się nie da?

A może masz już dobrego doradcę, lub sam starasz się nim być? Będę bardzo wdzięczny za Twój komentarz, który pomoże nam zastanowić się, jak to właściwie powinno działać.

A zatem, jakie jest Twoje zdanie?

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze95 komentarzy

  1. Ja jestem sam dla siebie doradcą. Mimo, że nie mam wykształcenia ekonomicznego to dużo się uczę sam. Czytam książki, artykuły i prasę związaną z finansami. Idzie mi nawet nieźle. Z czasem jest coraz lepiej. To już dwa lata. Myślę, że jak tak będzie dalej to za 10 lat będę dużo bogatszy o wiedzę, a przede wszystkim o doświadczenie.

    A jeżeli ma się sporo gotówki, zdobytą losowo, a zarazem nikłą wiedzę o finansach to trzeba się zdać na doradcę. Najlepiej w takim przypadku uzależnić wynagrodzenie dla niego od uzyskanego przychodu. Doradztwo jednorazowe jest moim zdaniem niewiele warte. No chyba, że bierzemy jakiegoś renomowanego doradcę, który liczy się z referencjami.

    Tak myślę.
    pozdrawiam Marcin

    • Cześć Wojtek,
      Dziękuję za komentarz. Ciekawe spostrzeżenie z tym doradztwem jednorazowym. Faktycznie – aby rzetelnie komuś doradzić i poznać jego sytuację dłuższa współpraca wydaje się niezbędna. Z drugiej strony – kto będzie chciał zapłacić doradcy za kilka spotkań?

      Co do uzależnienia dochodów doradcy od wysokości przychodu – to wydaje się możliwe tylko w sytuacji, w której doradca podejmuje decyzje za Ciebie. Jeżeli doradca coś zaproponuje, a ty tego nie zrobisz, albo zrobisz w innym terminie, to trudno uzależniać jego wynagrodzenie od efektów.

      Trochę jak z trenerem na siłowni. On może przekazać Ci całą wiedzę, ale pompek za Ciebie nie zrobi 😉

    • Wojtku sama wiedza nie wystarczy, będziesz bogatszy o wiedzą, a biedny o rzeczywisty stan posiadanego majątku. Spojrzenie na sytuację z innej strony jest ważne, chociaż faktycznie zdrowe i własne kalkulacje mają rację bytu.

      W mojej opinii najlepszą formą prawdziwej niezależności co do doradcy finansowego jest wejść z nim w spółkę. Ja daję kapitał + jego strategia inwestycyjna i tylko zysk daje możliwości zapłaty takiemu doradcy. Każda inna forma współpracy jest stratą dla klienta bo na niego przerzucona jest odpowiedzialność jedynie za efekty lub jego brak.

      Pozdrawiam Paweł Stopka

      • @Paweł Stopka
        Pomysł ciekawy, ale nie uwzględnia sytuacji kiedy klient straci część zainwestowanych środków. Jaką wtedy odpowiedzialność ponosi doradca? W końcu pieniądze są nie jego

  2. Szczerze mówiąc kilka razy korzystałem z darmowych porad czy to doradcy finansowego, czy to prawnika i zawsze byłem bardzo zadowolony. Oczywiście wybierałem ludzi, którzy mają o czymś pojęcie. Nie pierwszych lepszych.

  3. Co do platnych porad psychologow: psychoterapeuci, na ktorych wydalam tysiace pomogli mi mniej niz polecona przez Ciebie ksiazka, wypozyczona za darmo z biblioteki.
    Czy placimy za dlugoterminowe doradztwo lekarza rodzinnego? Czy tez korzystamy bezplatnie, a placi mu nasz przeciwnik procesowy, czyli NFZ chcacy placic za leczenie krotko i malo, niezaleznie od naszej kondycji?
    Czy jestesmy gotowi wobec doradcy finansowego na dluga intymna relacje, szczerosc, zwlaszcza w przyznawaniu sie do wlasnych slabosci i porazek? Wole moje wydatki wprowadzac do oceanu Big Data niz do wiedzy czlowieka, ktory mnie zna osobiscie i co gorsze, znalby moich znajomych i sasiadow.

    • Hej Krycha,
      Miło Cię „usłyszeć” po jakimś czasie. Cieszę się bardzo, że książka się przydała. 😉
      Lekarzowi niestety płacisz Ty. Policz wartość składek zdrowotnych pobieranych od Ciebie, pomnóż przez cały okres aktywności zawodowej i wszystko będzie jasne. To tylko iluzja, że służba zdrowia jest darmowa.

  4. Marcin,

    w mojej opinii trzeba rozdzielić dwie kwestie:

    1) Doradztwo finansowe w stylu twojego programu na TVN czyli doradzania ludziom, którzy na prawdę nie ogarniają totalnych podstaw i są nieporadni.
    2) Doradztwo finansowe dotyczące naszych nadwyżek finansowych i inwestycji.

    Na pierwszej opcji chyba raczej kokosów się nie zbije, bo jak ktoś jest goły i potrzebuje pomocy to nie bardzo ma z czego zapłacić. Można oczywiście się dogadać czy podpisać umowę, że pomagamy i gdy dana osoba wyjdzie na prostą to po prostu przekaże w ramach wynagrodzenia wcześniej ustaloną kwotę. Jednak nie wiem czy to do końca któremukolwiek doradcy by się opłacało.

    Druga opcja jest o tyle prosta, że żaden doradca nie weźmie odpowiedzialności za przyszłe wyniki klienta. Przynajmniej ja takiego nie znalazłem który by doradzał w kwesti np. inwestycji w Fundusze czy akcje, bo nie da się przewidzieć na pewno co przyniesie kolejny dzień (tak jak z frankiem).

    Dlatego w moim odczuciu na bazie moich doświadczeń doradca finansowy to kiepski biznes. Lepiej wciskać kit i po prostu być sprzedawcą finansowym, ale tutaj nie każdy się sprawdzi, bo trzeba mieć do tego odpowiednie predyspozycje.

    Tak przy okazji … z dużo większą korzyścią dla przyszłych pokoleń byłaby organizacja czy nawet działalność taka jak twoja wspierana przez państwo lub środki z UE gdzie zamiast durnych przedmiotów nic nie wnoszących do życia młodego człowieka można byłoby zorganizować wiedzę o finansach czy coś takiego na przykładach z życia wziętych. Policzyć kredyt, procent składany, porównać lokaty, zamienić stopę nominalną na realną i odwrotnie itp tematy. Wtedy nikt nie potrzebował będzie doradców finansowych 😉

    • Hej Łukasz,

      W wielkiej Brytanii działa system doradców finansowych opłacanych przez klientów. Szczerze mówiąc nie wiem, czy są to lukratywne biznesy.
      Zgadzam się z Tobą w kwestii edukacji. Obywatele podejmujący dobre decyzje finansowe, to więcej bogatych ludzi, a przez to bogatsze państwo.

      • Niestety z punktu widzenia klienta, po wprowadzeniu zakazu ‚bezplatnego doradztwa’ tzn oplacanego z prowizji nabywanego produktu, wszystko podrozalo i stalo sie praktycznie niedostepne dla przecietnego klienta. Kilka lat temu pojscie do brokera wiazalo sie z tym, ze w przypadku pozyczki hipotecznej broker musial poinformowac mnie, ze z danego produktu bedzie mial taka i taka marze. W chwili obecnej to juz nie jest mozliwe i musialbym jego wyszukiwanie oplacic samemu. A jakos pozyczki nie stanialy;-) na tyle funduszami inwestycyjnymi jest jeszcze gorzej bo oplata dla platformy nie moze juz byc ukryta w oplacie za zarzadzanie. Oplaty za zarzadzanie troche spadly ale musialy sie pojawic oplaty dla platformy. W sumie jest drozej niz przedtem. Tak wiec moze jest bardziej przejrzyscie, ale tez na tyle duzo drozej ze trudno taki wydatek uzasadnic.

  5. Zdecydowanie lepiej samemu się uczyć i na początku nawet stracić na pewnych inwestycjach, a w późniejszych terminach bardzo dużo zyskać. Można płacić doradcom, ale i tak do końca nigdy nie będziesz pewny czy nie robi Cię w bambuko.

    Zawsze powtarzałem i będę powtarzał jedno ważne zdanie. „Żeby więcej zarabiać trzeba się więcej nauczyć”

    • To podsuwa mi model: nie doradca, tylko mentor.

      Krótkoterminowo: czytałem ostatnio fajny artykuł/serię na blogu opierającym się na realiach USA (tj system prawny, podatkowy, dostępne instrumenty; nie chodzi mi o kwoty).
      Chciałbym przeczytać coś takiego ‚po polsku’, pewnie nie tylko ja. Problem z płaceniem: zapłaciłbym mniej niż koszt przygotowania czegoś takiego, więc konieczna sprzedaż wielokrotna.

  6. To ja może w temacie, ale z innej strony. Słowem wstępu – przez 15 lat prowadziłem firmę współpracującą z różnej maści dystrybutorami szerokiej gamy produktów inwestycyjnych Czasami dostarczaliśmy dane, czasami tworzyliśmy narzędzia lub prowadziliśmy szkolenia (w sumie około 2 tysięcy jednostek szkoleniowych. W tym czasie poznałem dziesiątki jeśli nie setki takich firm i tysiące zatrudnionych w nich ludzi. Myślę, że mogę powiedzieć iż znam ten rynek. Ogólny obraz jest dramatyczny. Często nabywca produktu wie więcej niż oferująca go osoba. Ale jak wiadomo statystyka to najwyższa forma kłamstwa. Wg mnie ok 10% osób to doradcy z prawdziwego zdarzenia.

    Jeden z punktów mojego nowego życia zawodowego przewiduje zmierzenie się z darmowym „doradztwem”. Tzn wbrew rynkowi zamierzam docelowo zaoferować płatne doradztwo w obszarze produktów inwestycyjnych. Oczywiście w ramach stosownych licencji regulatora. Nie wiem jaką stawkę ostatecznie zaakceptuje rynek, ale myślę że nie będzie to 1-2% od aktywów w zależności od ryzyka. Plus ew premia za sukces o ile będzie skantyfikowany (wzrost portfela powyżej ustalonego wcześniej celu).

    • Hej Tomek,

      Trzymam kciuki za Twoje przedsięwzięcie. Masz już sukcesy we wdrażaniu pionierskich rozwiązań na naszym rynku, więc zapewne doradztwo również uda Ci się z sukcesem rozwinąć. Wszystkiego dobrego 🙂

  7. Dobra, to moja idealna finansowa Chodakowska wygladalaby tak:
    – opracowanie budzetu domowego, w tym podsumowanie przychodow i rozchodow,
    – ‚zaplanowanie’ nieplanowanego (poduszka finansowa),
    – pomoc w decyzjach kredytowych (np. pomoc w policzeniu ile musimy na to oszczedzac, a ile bedziemy splacac kredyt),
    – pomoc w sytuacjach kryzysowych (utrata dochodow, utrata zdrowia itp) poprzez wskazanie jak zrestrukturyzowac swoje finanse,
    – bezpieczne lokowanie oszczednosci,
    – zwrocenie uwagi na ciekawe (i potrzebne) produkty finansowe,
    – monitoring okresowy poczynan finansowych klienta, wraz z motywacja,
    – szkolenia z finansow osobisty dla podtrzymania ‚ducha’ panowania nad wlasnymi finansami.

    Ceny? Tak jak u specjalistow. 100-150 pln za godzine. Badz pakiet uslug np za 500 pln. Szkolenia i abonament coachingowy dodatkowo platny.

    Zarabiamy z mezem w sumie ok 10 tys mies.

    • Tak Zuza ładnie to ujęłaś tylko ilu z nas ma dochody na poziomie 10 000 😉 Zapewniam cię ze niewielu. To co możesz Ty zrobić i jak wykombinować z finansami dla wielu jest utopijnym marzeniem. Oczywiście to nas nie zwalnia z zarządzania mądrze tym co mamy 😉

    • Zuza wie, co mówi 🙂 Też tak właśnie wyobrażam sobie idealnego doradcę finansowego. Moim zdaniem jest to zawód potrzebny w obecnych czasach, zwłaszcza biorąc pod uwagę, ile zgłoszeń jest do programu Prosty Rachunek oraz próśb o indywidualną pomoc do Marcina (czy innych blogerów finansowych), choć w internecie czy w książkach jest pełno specjalistycznej wiedzy. Wiadomo, że osoby mające problemy nie zawsze myślą zdroworozsądkowo, bo wiele w nich emocji, dlatego pomoc niezależnej osoby jest niezbędna. Ja mogę zapłacić tak jak za inne usługi specjalistyczne, ale muszę mieć pewność, że ta osoba reprezentuje sobą wysoki poziom. Fajnie by też było, gdyby np, firmy windykacyjne miały w swoich szeregach takie osoby, które pomogłyby dłużnikom w spłacie zobowiązań poprzez wspieranie w uzdrawianiu finansów. Wtedy zadowolona byłaby firma windykacyjna, bo dług byłby spłacony, jak również dłużnik, bo znałby już narzędzia, które pomogłyby w porządkowaniu finansów.

    • Cześć Zuza,

      Dziękuję za komentarz i bardzo ciekawą koncepcję doradztwa. To w zasadzie taki „opiekun finansowy” a nawet mentor, który pomaga nie tylko w przygotowaniu planu finansowego, ale również w jego realizacji.

      Myślę, że wymaga to od takiego doradcy nie tylko wiedzy, ale również doświadczenia w mądrym budowaniu relacji z ludźmi.

      Ciekawe ilu znalazłoby się chętnych na takie usługi. Naprawdę interesujący pomysł.

      • Marcin,
        Ja bym się pisal. Zuza dobrze to ujęła. A czy Ty byś się podjął takiej roli finansowego coacha/mentora?

  8. A ja czasem w swoich decyzjach finansowych staję na rozdrożu i chętnie bym skonsultowała swoje pomysły z kimś, kto jest kompetentny i bezstronny. Taki nowy punkt widzenia bez emocji, które ja mam, bo to w końcu moje pieniądze

    • Cześć Kasia,

      Zwróciłaś uwagę na bardzo ważną sprawę. Spojrzenie z zewnątrz i brak emocjonalnego zaangazowania w decyzję to bardzo konkretna „wartość dodana” ze strony dobrego doradcy.
      Wielokrotnie przerabiałem to z osobami zadłużonymi. Wskazywałem im proste rozwiązania (stąd „Prosty Rachunek”), które trudno było dostrzec w atmosferze strachu wywołanej groźbami windykatorów.

  9. Marcinie poruszyłeś ciekawy temat. Masz rację nie ma nic za darmo. Darmowi doradcy nie istnieją.
    Kiedy skończyłam studia chciałam pracować w banku jako doradca ds kredytów. Z rozmowy kwalifikacyjnej wyszłam mocno zaskoczona oczekiwaniami Dyrektora. Miałam sprzedawać nie doradzać. Liczyła się sprzedaż i zarobki. Ja miałam inną wizję doradcy, czegoś innego uczyłam się o kredytach. Stwierdziłam, że to nie dla mnie. Nie pracuję w banku.
    Uważam że doradcy doradcami ale sami musimy wszystko dobrze przemyśleć. Nic w pośpiechu.
    Pozdrawiam

  10. Idealnego doradcę finansowego powinna obowiązywać tajemnica zawodowa. Tak jak z tajemnicą adwokacką czy lekarską. Musiałbym mieć pewność, że jak doradca coś komuś powie o moich finansach bez mojej zgody to za to poniesie odpowiedzialność karną.

  11. Tylko Marcinie, nie ma żadnej pewności, że taki płatny doradca nie pobiera wynagrodzenia od obu stron. Dlatego też uważam, że punktem umowy powinno być to, by klient był jedyną stroną płacącą doradcy.

    • Przemysław

      Na to jest taki sposób, że doradca tylko doradza (odpłatnie) ale nie sprzedaje żadnych produktów. Wtedy nie ma konfliktu interesów.

  12. Witam.Panie Marcinie może pan by zechciał być doradcą finansowym, oczywiście odpłatnie.Po przeczytaniu pana książki”Jak zadbać o własne finanse” i wprowadzeniu tych kroków w życie oraz finanse, mam powody do zadowolenia z wyników i coraz większej wolności.Dziękuję bardzo panu za książkę i bloga. Uważam że z pełną świadomością powierzyłbym panu własne finanse, jako doradcy finansowemu.Pozdrawiam

  13. Na początek kilka spotkań, by powstrzymać rosnący dół. Dalej już sam, bogatszy o kilka cennych rad i z kilkoma książkami pod pachą. Myślę, że byłbym w stanie zapłacić 100 zł za 1 godz. spotkania.

  14. Myślę, że problem ze specjalistycznymi poradami polega na tym, że klient zwykle nie jest w stanie w prosty sposób zweryfikować jakości usługi lub może to zrobić dopiero po dłuższym czasie. W związku z tym istnieje prawdopodobieństwo, że płatni doradcy tak samo otrzymywaliby profity za sprzedaż produktów, i dodatkowo zapłatę od klientów — tak jak to bywa z lekarzami, którzy mają przecież swoje pensje, zwykle niemałe, a i tak wchodzą w układy z firmami farmaceutycznymi. Robią to dlatego, że po prostu mogą, a nie dlatego, że muszą wybierać między dobrem pacjenta a dobrem swoich dzieci — ten grający na emocjach tekst to tania manipulacja dla uspokojenia sumienia.

  15. Idealny doradca…to taki, który pomógł by mi opracować plan oszczędzania i w późniejszym etapie inwestowania. Zdefiniować budżet, poduszkę i fundusze awaryjne, cele długo i krótko terminowe. I pomagał w tym wytrwać. Bo osobiście w momencie jak miałam pierwsze nadwyżki finansowe to w głównie je wydawałam. Aż stwierdziłam, że zacznę oszczędzać i pójdę na giełdę pomnarzać majątek! Ale na szczęście giełda to dla mnie czarna magia i w porę trafiłam na książkę o oszczędzaniu więc wielkiej tragedii nie było. 🙂 W porę stałam się swoim doradcą. 🙂 Również z Twoją pomocą:)

  16. Jeden rozsądny głos Zuzy pokazuje, że minimalna ilość osób byłaby gotowa płacić za usługi doradców finansowych. Myślę też, że jest to dlatego, że doradcy jako grupa zawodowa nie mają dobrej opinii i nawet zapłacenie nie daje gwarancji otrzymania usługi na poziomie. Laik nie bardzo jest w stanie ocenić czy doradca jest fachowcem w swoim fachu, czy tylko zdolnym hochsztaplerem. Tak jak pisałeś sam – doradców jest może 5%, pozostali to sprzedawcy lub…. Na razie błędne koło niemożności. Ale może należy promować ludzi z certyfikatami, którzy to potrafią zrobić?
    Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że nie ma też wielu Klientów, którzy potrzebują prawdziwych doradców, którzy chcą poważnie podejść do swojego życia i zaplanować je finansowo. Czasami wystarczy, że przyjdzie ładna, miła i wygadana osoba i ludzie kupują nawet nie wiedzą co. A potem płacz. Czy można nauczyć ludzi odpowiedzialności za własne życie, własne decyzje?
    Przecież życie z dnia na dzień jest takie fajne i nie trzeba myśleć o przyszłości, szczególnie jeśli to wymagałoby nawet drobnych kosztów czy wyrzeczeń. To jest próba przeciwstawienia się całej kulturze konsumpcji wylewającej się z TV, radia, gazet, reklam na ulicach itp.

    Zadałeś mądre pytanie, ale czy jest wystarczająca ilość takich doradców i czy w ogóle są klienci gotowi z tego skorzystać???
    Pozdr Jarek

  17. To może wypowiem się z punktu widzenia doradcy – praktyka (raczej znanego z obalania mitów inwestowania i publicznego pokazywania ‚sztuczek’ sprzedażowych stosowanych niestety często w punktach ‚na rogu ulicy’.
    Jak choćby często pokazywana inwestorom metoda uśredniania ceny: https://www.youtube.com/watch?v=bnRsIrXadQA

    W mojej ofercie mam np. przygotowanie pełnego planu finansowego według standardów Europejskiej Akademii Planowania Finansowego (opracowanie, którego przygotowanie może trwać kilka tygodni, może mieć kilkadziesiąt stron i wymaga też sporego zaangażowania po stronie inwestora). Koszt: 1.500-2.500 zł.

    Ilość zleceń – policzę na palcach jednej ręki …

    Do takiego modelu jeszcze w Polsce jest daleko. Dlaczego? Zastanawiając się nad tym przytoczę wnioski z moich przemyśleń. To nie są tylko moje spotrzeżenia – znam wielu doradców mających całkiem inny model działania niż opisywany na różnych forach – i wnioski są zawsze te same.

    Czasem (chyba często) inwestorzy wolą wierzyć w reklamy, często kuszeni są gratisami (telefony, tablety, konsole do gier, w ub. roku jedna z firm dorzucała do produktów inwestycyjnych … rower).

    I najczęściej (to widać po ilości problemów ze źle dobranymi produktami) inwestorzy:

    1) nie chcą zdobyć podstawowej wiedzy (to, że nie ma podstawowej wiedzy o finansach to nie jest wina inwestorów, tylko systemu edukacji – problemem jest ogólny brak chęci do zdobycia tej wiedzy)

    2) z góry zakładają, że wybór produktu inwestycyjnego musi być skomplikowany

    3) nie porównują ofert proponowanych rozwiązań inwestycyjnych

    4) zakładają, że i tak nic z tego nie zrozumieją

    5) chcą ‚mieć to z głowy’ i potrafią podpisać umowę na produkt inwestycyjny na pierwszym spotkaniu (!)

    6) nie czytają umów

    7) chcą usłyszeć o dużych zyskach, bez ryzyka i bez zajmowania się inwestycją (… i potem to – niestety często słyszą)

    • Moim zdaniem kluczowa jest edukacja. To szkoła powinna ją zacząć, kształtować potrzebę dalszej edukacji finansowej, pokazywać z tego korzyści. Ma to szczególne znaczenie w kontekście gromadzenia i inwestowania pieniędzy na emeryturę.

  18. Częstą obawą inwestorów (pojawia się to czasem w komentarzach) to obawa przed tym, że doradca zaproponuje ‚najlepsze dla siebie – a najgorsze dla Klienta rozwiązanie’. I tu znów wracamy do podejścia ‚nie znam się na tym, to na pewno skomplikowane, nie umiem porównać rozwiązań inwestycyjnych’.

    Mój model współpracy z góry zakłada (i zawsze wprost to komunikuję), że inwestor

    a) musi (!) chcieć zdobyć dodatkową wiedzę.

    b) I na sam proces wyboru produktu inwestycyjnego musi być gotów poświęcić dobre kilkanaście godzin.

    Otrzymując propozycje planu finansowego (bezpłatny – w formie uproszczonej) ze wskazaniem różnych rozwiązań (w tym takich, na których doradca nie zarabia np. platformy funduszy mBanku) ale też z:

    a) dokładnym porównaniem propozycji do całej oferty rynkowej (kiedyś opublikowałem poradniki porównujące ponad 80 różnych produktów inwestycyjnych – nie sprzedawały się najlepiej :),

    b) dokładnym omówieniem i wyjaśnieniem około 20 cech, na które warto zwrócić uwagę wybierając rozwiązania inwestycyjne. Wiele z nich jest mierzalnych – i porównanie różnych produktów inwestycyjnych okazuje się nie być specjalnie skomplikowane (pamiętając o tym, że jest wiele cech, które uwidaczniają się dopiero gdy z tych produktów korzystamy – stąd mam ich prywatnie … 17:))

    c) i informacją – że inwestycja wymaga tego aby posiadać o niej choćby podstawową wiedzę

    Taki model daje pewność – współpracy wyłącznie z inwestorami, którzy szanują swoje pieniądze i są gotowi poświęcić im więcej czasu.

    A dla inwestora daje pewność, że to on sam wybiera ostatecznie rozwiązanie inwestycyjne – znając dokładnie cechy, na które warto zwracać uwagę, mając porównanie do pełnej oferty rynkowej.

    Według mnie wtedy można mówić o dobrze dobranych inwestycjach.

    • „obawa przed tym, że doradca zaproponuje ‚najlepsze dla siebie – a najgorsze dla Klienta rozwiązanie’.” – są metody kształtowania zaufania, np. przez przedstawianie opinii zadowlonych klientów, prowadzenie bloga eksperckiego z rzetelną, praktyczną wiedzą.

  19. I jeszcze jedno ciekawe spostrzeżenie – ciekaw jestem czy potwierdzicie.

    Wybierając kredyt np na samochód – o wartości 30.000 zł Klient w banku potrafi
    1) zapoznać się z umową kredytową,
    2) dokładnie porównać kredyty w kilku bankach,
    3) nie podpisuje umowy na pierwszym spotkaniu
    4) dopytuje się o szczegóły
    5) jeżeli coś w umowie jest niezrozumiałe to drąży temat aż uzyska rzetelną odpowiedź

    A gdy chodzi o wybór inwestycji … większość z powyższych punktów pomija. Dlaczego?

    • Czekałem na Pana komentarz Panie Remigiuszu 🙂
      Jak zwykle mądrze Pan mówi. Korzystam z Pana rad szkoleń i wszelkiej pomocy i mogę każdemu z czystym sumieniem powiedzieć, że wykonuje Pan bardzo dobrą i rzetelną pracę. Wspomniany poradnik posiadam choć oczywiście wiele się zmieniło do chwili obecnej. Z tego co pamiętam jak na tyle produktów i taka analizę był bardzo taki, jeśli dobrze pamiętam coś około 30 zł.
      Musze przyznać, że spotkałem Pana o pół roku za późno ponieważ akurat poniosłem duże straty kiedy wybuchł ten cały kryzys jednak była to cenna lekcja. Nigdy nie żałowałem pieniędzy wydanych na pana szkolenie lub abonament. Powtarzam każdemu, warto skorzystać z wiedzy Pana Remigiusza.
      Ps. Panie Remigiuszu zamierza Pan kontynuować ten projekt nagranych szkoleń na opiekun TV? Mnie to bardzo się podobało i ceny tez były przystępne. Tylko z tego co Pan pisze tutaj mógł Pan zaprzestać z powodu nikłego zainteresowania? Ja chętnie kupię 🙂 A odnosząc się do Pana wpisu na tym blogu apropos tematu negocjacji. Co mógłby Pan zrobić abym uzyskał rabat w wysokości 50%? 🙂

      Pozdrawiam serdecznie

    • Myślę, że powodem jest to, że kupując samochód można spodziewać się konkretnych jego cech i korzyści. Natomiast każda inwestycja niesie ze sobą ryzyko – nie ma pewności, co będzie dokładnie jej wynikiem. No i na pewno też brak wiedzy na temat inwestycji. Jeśli ktoś nie wie, o co się pytać, co sprawdzić, na co zwrócić uwagę to… o co ma pytać? 🙂

  20. Myślę, że często ludzie nie szukają doradcy finansowego, ale kogoś kto zdejmie z nich odpowiedzialność.
    Jakby doradca był gotów współuczestniczyć w zyskach i stratach – to by było coś 😛

    Osobiście jednak oczekiwałbym, że doradca zajmie się „papierami” – zaoszczędzi mój czas zbierając i sprawdzając oferty kilku banków, dostarczy dokumenty, później umówi rozmowę z bankiem, zrobi dla mnie kalkulację ryzyka w kilku scenariuszach i ODradzi, jeżeli okaże się, że może być krucho.

    A tak – ludzie chodzą do doradców po to, żeby dostać kredyt, a nie słuchać, że to zły pomysł.

    Powinien przedstawiać się też jakimiś osiągnięciami lub certyfikatami, ale – osobistymi! Zdecydowanie jestem przeciwny licencjonowaniu takich zawodów – wg mnie to nic nie zmieni. Mechanizmy edukacyjne w Polsce są takie, że im więcej się przyjmie na kierunek i wypuści – tym lepiej się na tym wychodzi.
    Jakby zawód doradcy był jakoś sprzężony z % spłacanych i niespłacanych kredytów – to byłby wskaźnik.

    Co do wynagrodzenia – ustalane indywidualnie. Najlepiej byłoby zapłacić jakiś % od zaoszczędzonej na kredycie sumy – ale to ciężkie do policzenia ;), łatwiej byłoby w inwestycjach i zyskach.

  21. Jaka płaca, taka praca – tak moim zdaniem można podsumować ten wpis. Dobrych doradców jest jak na lekarstwo. Zresztą mogę się założyć, że w każdym zawodzie tylko 10 proc. osób go wykonujących robi to z pasją i zaangażowaniem. Sam pracuję od blisko 15 lat, w tym czasie 6 razy zmieniłem miejsca pracy i wiem co mówię. Większość przychodzi do pracy, pomimo, że nie daje im to żadnej satysfakcji.
    Wracając do doradców, to słyszałem że trwają pracę na certyfikacją tego zawodu – może to coś pomoże. Choć pewnie dopóki główną rolą doradcy będzie sprzedaż, a nie budowanie relacji i faktyczne doradzanie – to pewnie nic się nie zmieni. Pozdrawiam Jacek

  22. Doradca powinien prześwietlić moją sytuację finansową.
    Zebrać moje wszystkie koszty (nawet te o których nie wiem że mam lub też, że będę miał) i zestawić to z moimi dochodami.
    Następnie poszukać optymalizacji tych kosztów.
    Przejrzeć moje wszystkie umowy: ubezpieczenia, kredyty, opłaty za media itp.
    Poznać moje obawy oraz plany co do bliskiej jak i dalekiej przyszłości związane z finansami.
    Pomóc ułożyć plan zabezpieczenia finansowego.
    Dać mapę która doprowadzi mnie do spokoju finansowego. Oczywiście taka relacja powinna być dożywotnia.

    Tylko to wszystko jest jak sen, nigdy nawet o uszy mi się nie obiło, że istnieją doradcy, którzy są w stanie prowadzić finanse przez całe moje życie, oczywiście z odpowiednio dobrymi wynikami.

    Jeśli wyniki takiego doradztwo dawałyby mi wartość dodatnią, jestem w stanie dzielić się osiągniętymi zyskami. Taka forma rekompensaty moim zdaniem jest feer, ponieważ wypłata doradcy zależy bezpośrednio od jego zaangażowania.

  23. Dwukrotnie korzystałam (a raczej próbowałam) skorzystać z porady darmowego doradcy finansowego przy okazji podejmowania decyzji o wzięciu kredytu hipotecznego. Pierwszy pan okazał się totalną porażką. Dobrze, że już byłam w miarę zorientowana w temacie, bo jego teorie finansowe wołały o pomstę do nieba. Do tego nie potrafił konkretnie odpowiedzieć na żadne z moich pytań (choćby o wycenę aktualnego zaawansowania mojej budowy). Myślałam, że pechowo trafiłam więc znalazłam doradcę nr 2. Pan z pewnością był bardziej kompetentny, ale przy tym bardzo tajemniczy. Owszem, ma dla mnie super extra ofertę ale nie może powiedzieć jakiego banku, jakie uzyskał oprocentowanie, jaką prowizję itp. Wszystko ściśle tajne ale warunki cud – miód. Moim zadaniem było tylko zebranie kompletu dokumentów, a przy podpisaniu umowy kredytowej miały się wyjaśnić wszystkie moje wątpliwości. Paranoja! Uciekłam gdzie pieprz rośnie. Sama zrobiłam solidne rozeznanie rynku, sama wynegocjowałam sobie myślę niezłe warunki, a z darmowego doradcy nie skorzystał już nigdy. Obawiam się tylko o osoby, które zaufały panom, z którymi miałam okazję nie-współpracować. A z tego co mówili (i co zaobserwowałam) klientów mieli całkiem sporo…

  24. Pracuję jako niezależny Doradca Finansowy na własnej działalności. Od jakiegoś czasu funkcjonuję w trochę inny sposób, niż robi się to zazwyczaj na rynku. Owszem, działam po części jako „pośrednik finansowy” pobierając wynagrodzenie od instytucji finansowej, ale w 100% działam na rzecz klienta. Jeżeli ktoś nie wierzy to jego sprawa.

    Natomiast klientom, z którymi współpracuję od wielu lat zaproponowałem wsparcie w prowadzeniu własnych finansów tworząc własne – najczęściej nieszablonowe – rozwiązania finansowe.
    I robię to praktycznie za darmo… Dlaczego? Liczę na to, że za kilka, czy kilkanaście lat, kiedy rynek dojrzeje i nie będzie tylu obiekcji do tego zawodu, ja nie będę miał problemu z klientami, którzy płacą mi miesięczny abonament za długoterminowe wsparcie.
    Oczywiście dodatkowym paliwem (a może i podstawowym? 😉 ) do pracy na tych zasadach jest moja pasja do finansów.

    Lektura powyższych komentarzy może skłaniać do takich wniosków:
    Kowalski jest przekonany, że sam ogarnie finanse na wysokim poziomie, mimo jednoczesnej pracy na etacie lub prowadzenia biznesu – życzę powodzenia. Naprawdę 😉
    Nowak natomiast zapłaci za wszystko (usługi, szeroko pojęta konsumpcja itd.), ale nie za profesjonalne wsparcie swojej rodziny w kwestii planowania finansowego – tutaj również najszczersze: powodzenia! 😉

    Z drugiej strony napawa mnie to optymizmem. Jeżeli tylu partaczy pracuje teraz w tej branży to szanse każdego kto stawia na uczciwość, długofalową współpracę i profesjonalizm rosną. Wystarczy tylko robić swoje i czekać.

    Miłego!

    • Zgadzam się. W całym tym zamieszaniu wokół doradców finansowych jest duża szansa, że dobrzy doradcy zostaną szybciej zauważeni i polecani kolejnym osobom.

  25. Witam,

    Według mnie, idealny doradca finansowy mógłby przyjąć rolę mentora i stopniowo edukować klienta.
    Pomoc mentora obejmowałaby:
    – ustalenie celu finansowego (np:. pozyskanie środów z kredytu, unikanie/zmniejszanie zadłużenia, pomnażanie środków… )
    – ustalenie planu finansowego
    – ustalenie okresu współpracy
    – ustalenie grafiku/terminarza kontaktów i monitorowanie wykonania planu przez klienta
    – edukacja klienta poprzez wysyłanie wyselekcjonowanych materiałów/publikacji związanych z ustlonymi celami finansowymi,

    Wraz ze zwiększaniem się kompetencji finansowych klienta, doradca finansowy mógłby stopniowo zmieniać zakres wsparcia i skupiać się np. na dordztwie inwestycyjnym.

    Przypuszczam że w tym wypadku najlepiej spawdziła by się opłata abonamentowa uzależniona od skali/planu współpracy.

    Opcjonalnie w dalszym okresie współpracy/inwestycji opłatę abonamnetową można by łączyć z określonym udziałem w zyskach z inwestycji.

    Pozdrawiam,
    Dominik

  26. Witam,
    Pracuję jako doradca finansowy od prawie 6 lat, od 5 lat w jednej z większych firm doradztwa finansowego. Zresztą byłem słuchaczem/uczestnikiem wykładów prowadzonych przez Marcina w Akademii Profesjonalnych Doradców Finansowych na Mazowszu 🙂 Jeżeli chodzi o kredyty hipoteczne to dzięki różnorodności ofert banków mam możliwość „załatwienia” klientowi najbardziej optymalny, najtańszy kredyt hipoteczny. Jeżeli chodzi o polisy inwestycyjne tutaj jest większy problem. Niestety względnie wysokie koszty tych polis (mam nadzieję, że to na przestrzeni miesięcy czy lat się zmieni) powodują, że nie jestem do końca przekonany do tych produktów. Koszty są wysokie w szczególności przy składce 200-250 pln. Opłacalność tych produktów oceniam dobrze dopiero przy składce 500 pln i więcej.
    Czytałem ostatnio książkę Krzysztofa Waliszewskiego „Doradztwo finansowe w Polsce” i z tego co się doczytałem na świecie statystycznie tylko 6% doradców finansowych pobiera wynagrodzenie od klientów. Także to nie jest problem tylko Polski. Jako ciekawostkę napiszę, że W Stanach Zjednoczonych doradca finansowy zarabia tylko w przypadku gdy produkty inwestycyjne jego klienta również przynoszą zysk (success fee).

  27. Marcin,
    super, że poczekałeś z takim wpisem do momentu, w którym jesteś (częściowo) niezależny finansowo 🙂

    Żadna branża nie powstanie dla mnie, więc może lepiej zapytać, za co zapłacą ludzie?
    Zapłacą, za to, co uznają za potrzebne, niezbędne lub wygodne.
    Skoro nie poświęcają czasu edukacji finansowej, pozostaje nam jedynie część ‚wygodne’, na której to zarabiają sprzedawcy finansowi.

    Więc podstawowa reklama to edukacja, a dopiero potem współpraca z wyedukowanym klientem 🙂

  28. Zgadzam się z tym, że wielu doradców finansowych to ludzie, którzy nie powinni pracować w tym zawodzie. Ale nie można uogólniać. Czarne owce zdarzają się w każdej branży. Jest wielu bardzo dobry doradców finansowych, którzy wcale nie patrzą na swoją pracę przez pryzmat zarobków, ale przede wszystkim mają na uwadze dobro klienta.
    Doradcy finansowi podobnie jak agenci ubezpieczeniowi to zawód zaufania publicznego, a uczciwość prędzej czy później jest w tym zawodzie nagradzana (głównie poprzez polecenia i rekomendacje zadowolonych klientów). Podobnie nieuczciwość zostaje w dłuższej perspektywie srodze karana 😉

  29. Ha, kiedyś miałam spotkanie z doradcą, założył mi książeczkę, poinstruował o wszystkich planach oszczędzania i od tej pory się z nim nie widziałam 😉 totalnie zbyteczna funkcja jak dla mnie 😉

  30. Tylko skąd pewność, doradca któremu trzeba zaplacić zna się na tym co robi?

    Moim skromnym zdaniem jedynym wyjściem jest edukacja i jeszcze raz edukacja finansowa dla każdego.

    Jeżeli będę się orientował w finansach to niezależnie od modelu wynagradzania doradcy nie dam sobie wepchanąć byle czego.

    A jeżeli chodzi o poziom doradców finansowych (pośredników kredytowych) w naszym kraju to najlepiej odda to ten przykład: znajomy poprosił mnie o sprawdzenie czy oferta kredytu zaproponowana mu przez doradcę jest atrakcyjna. Wystarczylo wejsc na strone banku, który został polecony, żebyprzekonać się, że marża w tym samym banku jest o 0,3 p.p. niższa od tej zaproponowanej przez doradcę. I takich ptzypadków niestety znam więcej…

    • Wszedłeś na stronę internetową i znalazłeś ofertę z marżą niższą o 0,3%? Ręce opadają… W 95% przypadków finalna marża będzie wyższa, niż ta przedstawiana na stronie internetowej banków. Przy hipotece jest tak dużo parametrów wpływających na warunki finansowania, że ostatnią rzeczą jaką bym sam sprawdzał to strona internetowa banku…

      • Uważasz, że jedynym wiarygodnym źródłem informacji o cenie produktu bankowego jest doradca (pośrednik finansowy)? Gratuluje dobrego humoru 🙂

        Tak się składa, że w przypadku tego banku marża była stała (przy tym poziomie LTV) i nie była uzależniona od badania zdolności (jeśli to masz na myśli).

        • „Uważasz, że jedynym wiarygodnym źródłem informacji o cenie produktu bankowego jest doradca (pośrednik finansowy)? ”

          A gdzie tak napisałem? Oświeć mnie proszę…

          Jedyne co miałem na myśli to to, że bank jest jednym z pierwszych do „ogolenia klienta”. A już najgorszym złem jest taki „wujek Stefan”, który wyczytał coś na stronie i wie najlepiej, chociaż zawodowo z kredytami hipotecznymi nie ma nic wspólnego…

          • Zakończmy ten wątek bo intencją autora postu nie było przyłączanie się do nagonki.

            Niemniej jednak zaprezentowane tu podejście w moim przekonaniu dokładnie obrazuje problem „pośrednictwa finansowego” w Polsce, które często używa wobec klientów takich „argumentów” , że banki golą klientów, a cenniki ze stron banków „czegoś tam” nie uwzględniają..

            Powtórzę to co już napisałem:
            „Moim skromnym zdaniem jedynym wyjściem jest edukacja i jeszcze raz edukacja finansowa dla każdego.”

      • I jeszcze dla jasności… ostatecznie znajomy skorzystał z usług tego doradcy (pośrednika kredytowego) ale wrócił do niego z informacją, że cena w banku jest niższa i pośrednik tłumaczył to faktem, że bank nie zdążył go o tym poinformować, że zmienił ofertę. Problem tylko był taki, że ta zmieniona oferta (z niższą marżą) obowiązywała od kilku miesięcy. Jaki z tego morał?

        Ograniczone zaufanie do wszystkich doradców/pośredników. Tu chodzi o nasze pieniądze i kilkanaście/kilkadziesiąt lat (z reguły) oszczędzania/inwestowania/spłacania kredytu.

        • Twój znajomy trafił na partacza. Nie widzę logiki w podawaniu wyższej marży niż bezpośrednio ma bank. Chyba, że przedstawiał również inną ofertę, którą chciał klientowi sprzedać.

          • Myślę, że doskonale orientujesz się, że niektóre produkty sprzedawane są przez doradców (pośredników finansowych) drożej niż w banku z uwagi na sposób wynagradzania owych pośredników. Nie wszystkie banki i nie wszystkie produkty ale nie zaprzeczysz chyba, że są takie banki i produkty (niektóre kredytowe), których wynagrodzenie dla pośrednika uzależnione jest od ceny dla klienta.

            • Tutaj zgadzam się z Tobą w 100%. Niestety jednak ostatnimi czasy klienci praktycznie całą winę zrzucili na pośredników finansowych, nie mając świadomości, że pracownik banku ma dokładnie takie same możliwości „ubrania” oferty w dodatkowe i często nieobowiązkowe koszty. I nie mówię tu tylko o kredytach, ale również o ubezpieczeniach, inwestycjach itd.

  31. Ha, tak właśnie trafiłam na ten blog: poszukując rady, wiedzy, czegoś, co by mi trochę rozjaśniło w głowie w kwestii zarządzania finansami. Jestem zwykłym szarakiem: mieszkam w Anglii, pracuję na etacie, budżet mam przeciętny. Nie szukałabym doradztwa w kwestiach codziennych: czyli jak zaplanować wydatki, coś oszczędzić: z tym nie mam problemów. Zresztą UK nie zmusza „przeciętniaka” do nadmiernego kombinowania: małżeństwo z dwóch pensji jest w stanie spokojnie żyć, płacić kredyt, nawet sporo odłożyć. Nie wymaga to większych talentów managerskich 🙂 Szukając doradcy finansowego myślałabym bardziej o kimś, kto znając mnie i moją rodzinę, nasze priorytety, byłby w stanie nakreślić dla nas plan dalekiego zasięgu: np. czy nadwyżki warto inwestować w Polsce, a jeśli tak to co się z tym wiąże; jeśli planujemy wrócić kiedyś do Polski, to jak zaplanować np. sprzedarz tutejszego mieszkania, co wziać pod uwagę, jaki wpływ na to miałoby wejscie Polski do strefy euro, jakie są tendencje na rynku nieruchomości, tudzież system w Polsce. Po prostu od pewnego pułapu nie jestem w stanie ogarnąć wszystkich zmiennych i mam wrażenie, że czegoś istotnego mogę nie brać pod uwagę: po to właśnie byłby mi potrzebny ktoś kompetentny w tej dziedzinie. Absolutnie nie ktoś sprzedający jakieś produkty. Uważam, że profesjonalista w tej dziedzinie mógłby zarobić dobre pieniądze. Oczywiście nie chodzi o gotowe rozwiązania, bo ryzyko i decyzja tak czy siak byłaby moja, ale o wiedzę, nakreślenie pewnego obrazu możliwości. Na ten czas myszkuję po blogu za darmo, czytam i myślę 🙂 BArdzo na przykład podobał im się artykuł o nadpłacaniu kredytu hipotecznego: to jest właśnie ładny przykład pokazania różnych opcji.

  32. Według mnie korzystanie z usług doradcy finansowego to dobry pomysł. Warto spytać o zdanie kogoś kto zna się na danym temacie, szczególnie jeśli sami nie mamy czasu na samodzielne zgłębianie sprawy.

  33. Ja na moich dotychczasowych nielicznych kontaktach z „doradcami finansowymi” tylko się sparzyłem (w zasadzie okazało się, że to byli sprzedawcy określonych produktów finansowych, a nie niezależni doradcy). Najpierw, jeszcze pod koniec lat 90., kiedy weszły do nas zagraniczne fundusze i mamiono nas emeryturami pod palmą, dałem się wrobić w ubezpieczenie na życie, z którego wycofałem się dopiero w ubiegłym roku, gdy w końcu założyłem sobie konto internetowe w firmie ubezpieczeniowej i zobaczyłem, że zgromadzone mam mniej więcej tyle ile wpłaciłem, mimo że wartość jednostek dwóch funduszy, w których oszczędzałem wzrosła ponad 3 i 4 krotnie. Cóż, tu moja wina, nie do końca zrozumiałem w co się wpakowałem (na ten bajer, który mi wcisnęła „pani doradczyni” większość by się nabrała) i w ogóle nie sprawdzałem stanu konta w tej polisie. Druga przygoda to było zainwestowanie, za namową doradcy z banku (jestem klientem VIP), w fundusz inwestycyjny polskich akcji niedługo po górce 2007, kiedy akcje po nagłym spadku zaczęły znów rosnąć („jesteśmy po korekcie, powinniśmy wrócić do trwałego trendu wzrostowego”). Jak się okazało wtopa na całego, bo to był dopiero początek spadków. Oczywiście mój doradca bankowy nie raczył zadzwonić, by uprzedzić że lepiej wypłacić z niewielką stratą niż brnąć w to dalej, a ja naiwny czekałem, że się kiedyś odkuję. Od tamtej pory unikałem jak ognia wszelkich funduszy, nadmiar gotówki lokując tylko w lokatach i to w dużych bankach. Proponowano mi w międzyczasie różne produkty finansowe, ale zawsze odmawiałem (i dobrze, by się wkopał w polisę inwestycyjną, może nie tak złodziejską jak te opisywane w mediach, ale zawsze). Dopiero spadające na łeb na szyję stopy procentowe sprawiły, że zainteresowałem się tematem inwestowania, a lektura różnych blogów finansowych, w tym Twojego Marcinie, sprawiła, że postanowiłem spróbować sił sam. Na razie szału niema, ale i tak wychodzę lepiej niż bym pieniądze trzymał na lokatach, co już sprawia mi niemałą satysfakcję. Mam nadzieję, że gdy nabiorę doświadczenia, zyski wzrosną i satysfakcja też, że zrobiłem to bez pomocy żadnych bankowych, czy innych doradców, tylko z pomocą darmowych porad z internetu (może to tylko efekt moich niemiłych doświadczeń, ale wydaje mi się, że większość doradców finansowych to zwykli naganiacze). Pozdrawiam serdecznie. Dzięki za bloga, na pewno będę wpadał, keep up the good work 🙂

  34. Witaj Marcinie
    Chcę zwrócić uwagę nie na „dobrego doradcę finansowego”, ale na produkty finansowe. Cóż z tego, że powstanie właściwy model takiego doradcy, że będą oni dobrze polecać /sprzedawać/ produkty finansowe, skoro na rynku istnieje marna oferta produktów finansowych. Chodzi mi o to, że twórcy tych produktów tworzą je”pod siebie”. W wielu produktach finansowych są ukryte pułapki, skutkujące znaczną utratą kapitału. Mam na myśli sytuacje, gdy inwestujący chce lub musi /sytuacja losowa/ wcześniej wyjść z danego inwestowania. Przykładem może być niemal każda polisa z UFK ze składką regularną, mierne alokacje /lub ich brak/ w polisach na życie. Tak zachowują się prawie wszystkie TU na życie.
    Drugi problem, to opłaty za zarządzanie. Dlaczego firmy finansowe biorą sporo za zarządzanie, skoro i tak tego nie robią, a jeśli już to robią, to z reguły żle, lub niedbale. Według mnie zarządzaniem kapitału winni zając się fachowcy od finansów i mieć płacone w proporcji od wypracowanych zysków.
    Czas, aby powstało jakieś „ciało finansowe”, które zmusi rynek finansowy do rewolucji w ofercie produktowej.
    Odnośnie tzw. doradców finansowych-są szkoleniu tak, aby jak najwięcej sprzedać. Przecież za tym stoi jego i jego mocodawcy PROWIZJA! Ci doradcy często nic nie wiedzą o ryzyku fin., o rygorach w OWU itd. A jeśli jakiś tenże doradca fin. coś na ten temat wie, to często nie mówi klientowi, bo liczy się zarobek!
    To na razie tyle do polemiki.
    Pozdrawiam doradców finansowych!
    Czesław

  35. Nie widzę tego, nie w Polsce. Z dwóch głównych powodów.

    1) Ludzie nie cenią wiedzy i nie chcą za nią płacić. Wystarczy zobaczyć ilu płaci za ekspertyzę przy odbiorze mieszkania, poradę prawną czy za rzeczoznawcę przy kupnie auta, doradztwo różnego rodzaju. Choć przyznam że to się powoli zmienia, więc jest nadzieja.

    2) Afery i niski kapitał społeczny (brak zaufania) powoduje, że bardziej ceni się zdanie rodziny czy kumpla Zenka niż profesjonalnego, płatnego doradcy. A jak się bardziej ceni zdanie Zenka to po co płacić.

    2a) Nieuzasadniona „wiara” w mądrość Internetu i traktowania Google jako wyroczni, gdzie „wszystko” jest „za darmo” dodatkowo zniechęca do doradcy.

    No i główna przeszkoda, brak chęci inwestycji w wiedzę i zrozumienie jej. Nawet w taką bezpłatną (Internet, blogi) lub mało kosztową (książki, biblioteka). Ale jak 11% Polaków czyta więcej niż 6 książek rocznie, a tylko 3% czyta w celu własnego rozwoju to sorry ale ja nie widzę rynku dla płatnych doradców, przynajmniej na poziomie podstawowym. Na specjalistyczne, wąskie dziedziny zawsze będzie popyt.

    Niestety u nas wciąż pokutuje pogląd „załatwiania” dóbr jak najmniejszym kosztem i kombinowanie. A przy decyzjach fiansowych cena powinna być najmniejszym kryterium (a wręcz powinno się wybrać najdroższego doradcę na którego nas stać).

    Pozdrawiam
    Tomek

  36. Witam
    Jednym z podstawowych problemów jest to że nasze społeczeństwo od strony ekonomii i finansów jest koszmarnie nie douczone. Ludzie nie znają podstawowych pojęć. Najgorsze jest to, że nie chcą wiedzieć więcej. System przystosował się do społeczeństwa. Instytucje finansowe wykorzystują to, że ludzie nie mają wiedzy. I tak, nie czytają umów, chcą usłyszeć że będzie duży zysk i będzie fajnie. I dostają to co chcą. Kiedyś usłyszałem od jednego dyrektora sprzedaży w banku, że „ludzie chcą być oszukiwani”. Pracownicy IF tak na prawdę po około 6 miesiącach pracy nie rozróżniają prawdy od fałszu, do tego plan sprzedażowy, lista zakazanych słów, system motywacyjny przypominający miękki totalitaryzm. Dodatkowo te firmy nie mają wcale jakiejś niesamowitej wiedzy odnośnie rynku, zarabiają de fakto na pośrednictwie w obrocie powierzonymi pieniędzmi. Obawiam się, że jak same miały by się zmierzyć z rynkiem to szybko by popłynęły. Jak jakiś czas temu usłyszałem, że MF planuje umożliwić bankom samodzielne inwestowanie na rynku to poważnie się zmartwiłem. Na koniec. Nikt nie zadba o Twoje finanse lepiej niż ty sam. Nikt nie zarobi za Ciebie pieniędzy. Zacznijcie czytać książki.

  37. Do Czesław. Omijaj wszystkie złożone produkty finansowe jak UKF, polisy kapitałowe, produkty strukturyzowane, TFI mieszane, zrównoważane, oraz wszystkie o których nie jesteś w 100 % stwierdzić co zawierają.
    Słowo klucz to prostota. Zakładasz lokatę, kupujesz akcje na giełdzie, albo fundusz akcyjny, albo ETFa, obligacje, lub fundusz obligacji, lub walutę. I problem który opisałeś nie istnieje. I nie trzeba żadnych kolejnych „ciał finansowych” pożerających moje podatki.

    • Rafale
      „Ciało finansowe”-mam na myśli grupę osób z wiedzą finansową, inicjatorów nacisku na instytucje finansowe /M.F. KNF; banki; TU itd/
      aby zmusić do zmian w ofercie finansowej dla Kowalskiego.
      Na razie nie mam pomysłu w jaki sposób to realizować.
      Ale wspólnymi siłami można zacząć…
      Pozdrawiam
      Czesław

    • Witaj Rafale
      Chyba masz rację, że Kowalscy sami muszą wymusić zmiany w ofercie finansowej, poprzez własną edukację. Jest to alternatywa zbyt powolna, chociaż byłaby skuteczna. Marne produkty finansowe nie byłyby kupowane. Jednak „wolontariusze finansowi” /ci z wiedzą/ mogliby ten proces znacznie przyspieszyć. Tutaj powstaje wątpliwość-czy warto wyręczać niechętnych /leniwych/ Kowalskich do nauki, czyli zadbania o własne finanse.
      Swoimi finansami zająłem się ok. 15 lat temu, także nieruchomościami, które dają dobrą podstawę materialną na przyszłość, w tym emerytalną.
      Pozdrawiam
      Czesław

  38. Jestem doradcą finansowym. Od dziesięciu lat pasjonuje się finansami osobistymi, inwestuje swoje oszczędności, a ostatnie pięć lat pracuję, jako doradca. Mam za sobą ponad tysiąc spotkań z klientami. Dzięki swojemu praktycznemu doświadczeniu doszedłem do poniższych wniosków:
    1) Wprowadzenie płatnej usługi doradztwa wymaga nie tylko zmian po stronie doradców, instytucji finansowych, ale również klientów. W mojej ocenie zawód doradcy powinien być licencjonowany, dzięki czeku będzie mniej niekompetentnych doradców na rynku. Z drugiej strony klienci powinni być gotowi, aby płacić doradcy jak płaci się np. prawnikowi. Będzie to możliwe, jeżeli klient będzie widział wartość w usłudze doradczej. Dzisiaj tej wartości zazwyczaj nie widzi z dwóch powodów. Jest dużo skrzywdzonych osób oraz sporo ludzi uważa, że na swoich finansach zna się najlepiej. Według mnie należy się edukować w kwestiach finansów osobistych. Ciężko też być ekspertem czytając tylko książki i artykuły o tematyce finansowej.

    2) Jestem na etapie wdrażania projektu, aby pobierać opłatę za spotkanie doradcze. Bardzo ciekawi mnie, jakie będzie zainteresowanie. Pytanie, co zrobić, gdy mój klient po konsultacji będzie potrzebował rozwiązania finansowego. Jednego lub kilku.. Mam go wysłać do instytucji finansowej (sprzedawcy) czy sam podpisać umowę zakładając, że mam dostęp do praktycznie wszystkich rozwiązań finansowych na rynku? Jak pójdę z klientem do instytucji finansowej to będę niezależnym doradcą, a jak sam podpiszę umowę (zakładając, że mam dostęp do praktycznie wszystkich rozwiązań na rynku) to wtedy już będę sprzedawcą? Jestem Ciekawy Waszych sugestii, gdyż rozwiązania finansowe oferowane przez doradców zazwyczaj nie są droższe dla klienta niż nabywane bezpośrednio w instytucji finansowej.

    3) Wierzcie lub nie, że będąc wynagradzanym prowizyjne można kierować się dobrem klienta. Klienci to doceniają. Sam tak pracuję i znam takich doradców. Uważam, że nieetyczny doradca prędzej czy później zniknie z rynku. Z drugiej strony jakby udało się w pełni przejść na model płatnego doradztwa rozwiązania finansowe byłyby tańsze.

    4) W kwestii samego procesu doradztwa, to z moich doświadczeń ludzie traktują swoje finanse osobiste, jako temat którym należy się zająć kiedyś. Najpierw jest do zrobienia wszystko inne.
    Często też nie wdrażają zalecanych rozwiązań lub wdrażają je częściowo tłumacząc się brakiem czasu. Musi być zaangażowanie ze strony klienta. Dla mnie zawsze było dziwne, że ktoś przychodzi po radę, dostaje mnóstwo wartościowej wiedzy i prawie nic nie notuje, twierdząc, że wszystko zapamięta. Na kolejnym spotkaniu wałkuje się temat prawie od początku.

    5) Zajmowanie się własnymi finansami wymaga dyscypliny i zdobycia, chociaż elementarnej wiedzy. Czasem klienci mówili mi, że się nie znają, nie chcą na tym poznać, umowy to prawniczy bełkot i oczekują żeby w dużym skrócie wszystko wytłumaczyć. Doradztwo finansowe to poważny temat i wymaga współpracy i zaangażowania po obu stronach.

    6) Klienci niestety zazwyczaj nie czytają umów. Często też nie pamiętają lub nie rozumieją, jakie rozwiązania finansowe posiadają. Na ogół winny jest doradca…

    7) Mówi się, że doradcy obiecują gruszki na wierzbie. Z moich doświadczeń dotyczących inwestycji czasem klienci słyszą tylko ten jeden pozytywny scenariusz. Ten gorszy rozwój wydarzeń oczywiście akceptują, ale tylko do czasu jak on nie nastąpi. Inwestycje nie są dla każdego. Można korzystać z rozwiązań gwarantowanych. Takie też są dostępne. Powiem Wam z praktyki, zdecydowana ilość klientów ich nie chce. Wiadomo dlaczego.

    8) Największe wyzwanie, jakie ludzie mają to zebranie całej zdobytej wiedzy w całość
    i wdrożenie jej w praktyce. Tu potrzebny jest doradca, aby wskazać drogę, podpowiedzieć, od czego zacząć. Czasem wybić z głowy nierealne pomysły. Nie zawsze najlepsza jest giełda czy forex… Należy zacząć od podstaw, zbudowania nawyków, zapisywania wydatków, określania celów. Czasem wystarczy zwykły rachunek oszczędnościowy.

    9) Dla mnie często wyzwaniem było jak klient oczekiwał porady, dając jedynie szczątkowe informacje o sobie, albo traktując mnie jak sklep. Doradca lepiej podpowie jak wczuje się sytuację życiową klienta. Tu pojawia się problem zaufania. Doradca musi na nie zapracować, a klient, gdy potrzebuje wartościowej porady powinien się otworzyć.
    Pytania w stylu „co warto inwertować” są bardzo powszechne. Naprawdę nie jest łatwa odpowiedź na takie pytanie i zależy od wielu czynników.

    10) Doradca finansowy jest mylony z doradcą inwestycyjnym. Stąd dyskusja o success fee. Doradca finansowy doradza też w kwestiach ubezpieczeniowych, równie ważnych. Mam na myśli ubezpieczenia ochronne. Dlaczego doradca finansowy miałby brać odpowiedzialność z pracę doradcy inwestycyjnego? Te osoby powinny współpracować. Mają inne zadania do zrealizowania.

    11) Według mnie każdy powinien mieć swojego zaufanego doradcę, takiego lekarza pierwszego kontaktu, który w razie potrzeby skonsultuje się z innymi specjalistami (np. prawnik, doradca podatkowy). Uważam, za prawie niemożliwe porównanie złożonych rozwiązań finansowych osobie, które nie zajmuje się tematem zawodowo. Doświadczeni doradcy czasem mają problem. Klient zazwyczaj dokonuje subiektywnego wyboru. Aby tego uniknąć potrzebuje wsparcia zaufanego specjalisty. Same rozwiązana finansowe to tylko niewielka cześć układanki.

    12) Doradztwo w Polsce według mnie rozwija się w dobrą stronę. Produkty finansowe z drogich robią się tańsze, bardziej przejrzyste. Instytucje finansowe silnie ze sobą konkurują z korzyścią dla klienta. Sami klienci są coraz lepiej wyedukowani, świadomi, co na szczęście wymusza posiadanie coraz większych kwalifikacji wśród doradców. Instytucje nadzorujące rynek czynią kroki, aby uregulować sytuację i dbać o dobry interes klienta.

    Podsumowując, temat współpracy klient – doradca to temat rzeka. Jeszcze trochę lat pewnie upłynie zanim standard doradztwa finansowego w Polsce zostanie podniesiony. Pocieszające jest to, że jest rosnące w siłę stowarzyszenie, które chce tego dokonać (EFFP). Tyle samo czasu potrzeba, aby klienci byli gotowi płacić za rzetelną usługę. Zrobią to jak zobaczą w niej wartość. Zaufają instytucją finansowym i doradcom. Tu potrzebna jest edukacja po obu stronach. W Stanach Zjednoczonych rząd wspiera i promuje certyfikowanych doradców finansowych. Wierze, że takie czasy będę i u nas.

    • „Jak pójdę z klientem do instytucji finansowej to będę niezależnym doradcą, a jak sam podpiszę umowę to wtedy już będę sprzedawcą?” – to zależy od nastawienia, intencji. Jeśli proponujesz klientowi najkorzystniejsze dla niego rozwiązanie i sprzedajesz je jemu, to jesteś jednocześnie sprzedawcą i doradcą.

    • Właśnie – EFFP (Europejska Federacja Doradców Finansowych). Nie twierdzę, że każdy Doradca przynależący do stowarzyszenia będzie na 100% najlepszym rozwiązaniem, ale jestem przekonany, że to jest punkt wyjścia do zmiany nastawienia klientów do branży finansowej. Żeby to jednak w końcu zadziałało potrzeba niewątpliwie wsparcia KNFu i chęci stałego podnoszenia poziomu wiedzy samych Doradców. Mentalność potencjalnych klientów zmieni się pewnie niestety na samym końcu. Od czegoś trzeba jednak zacząć…

    • Szanowny Doradco Finansowy
      1.Mam wolne 70 tys. zł-w co doradzasz zainwestować ?
      2.Co m-c mam wolne ok.500 – 700 zł – jak tą kwotę zainwestować?
      Nadmieniam, że jestem dobrze ubezpieczony na NNW, nie posiadam kredytów do spłaty.
      -Jeśli możesz coś doradzić, to z chęcią skorzystam z Twojej pomocy.
      Pozdrawiam
      Cz.M. tel.603 051 353

    • Witam
      Słowa uznania za posiadaną wiedzę i szeroki opis doradztwa finansowego. Nie jestem doradcą finansowym, chociaż ten temat jest mnie bliski-czytuję o finansach już ładnych parę lat.
      Martwi mnie słaba oferta produktów finansowych.
      Myślę tutaj o potencjalnym dużym ryzyku utraty kapitału w przypadku chęci zysków powyżej lokat bankowych, obligacji itp. „pewnych inwestycjach kapitału”.
      Z reguły jest tak, że twórca produktu finansowego zarobi zawsze /opłaty wstępne, zarządzanie, opłaty wyjścia/-a „dawca” kapitału niekoniecznie zyska, wręcz straci część zainwestowanych pieniędzy.
      A może TY, jako doświadczony doradca poradzisz-w co mogę zainwestować kilkadziesiąt tys. zł /pow.50 tys./ lub comiesięczną wolną kwotę ok.500 do 700 zł ?
      Będę wdzięczny za doradztwo, nawet byłbym skłonny za to wynagrodzić.
      Cz.M. tel.603 051 353

  39. „To sprawia, że narażony jest na konflikt interesów.” – jeśli obecna praca nie pozwala na uczciwą sprzedaż, trzeba zmienić firmę. Jeśli nie ma takiej firmy, trzeba zmienić branżę.
    „Niestety, z doradztwa nie da się wyżyć, bo nikt za to nie zapłaci.” – jeśli połączy się to z uczciwą sprzedażą, to jak najbardziej da się żyć.
    Kiedyś byłem na seminarium organizowanym przez firmę pośredniczącą w sprzedaży polis inwestycyjnych. Było ono płatne. Wiedza tam przedstawiona była rzetelna. Dotyczyła różnych popularnych produktów inwestycyjnych, procentu składanego, zależności pomiędzy długością inwestycji, a miesięczną inwestowaną kwotą. Była też przedstawiona bardzo efektywna strategia Darwin + Defender. Seminarium było warte swojej ceny. Po nim można było wykupić polisę w dowolnej firmie i samemu realizować strategię. I to było OK. Natomiast nie było już tak różowo, gdy ktoś zdecydował się na zakup polisy przez tę firmę. Chodzi mi o to, że zachęcano do jak największej składki, bo wtedy sprzedawca miał wyższą prowizję. Oczywiście większa składka to większy zgromadzony kapitał, tym więcej klient będzie miał na koniec inwestycji. Jednak trzeba uwzględniać potrzeby klienta, jaki ma cel inwestycyjny – ile chce uzbierać oraz stopień obciążenia jego budżetu co miesiąc płaconą składką.

  40. Jeżeli jest słaba oferta. To nawet najlepszy doradca finansowy nam nie pomoże. Warto też wybierać sprawdzonych ludzi, a nie pierwszych z wierzchu. Można się przejechać na czymś takim.

  41. Doradca to teraz popularny zawód jednak wiele ludzi zajmuje się tym nie mając odpowiedniej wiedzy i doświadczenia…niestety…

  42. Witaj,

    Puki co jestem sam sobie doradcą, ale może o tym za moment. Najpierw odpowiem na Twoje pytanie.

    Według mnie idealny doradca finansowy powinien pokazać na czym mogę zaoszczędzić i gdzie te oszczędności ulokować ( dobra znajomość produktów finansowych )

    Ile jestem w stanie zapłacić za takie usługi?
    Najlepszym dla mnie rozwiązaniem było by wypłacać mu max do 20% zaoszczędzonych pieniędzy. Lepiej mieć 80% niż nic.
    Lecz takie rozwiązanie nie było by dobre dla doradcy, pewnie był bym też skłonny zapłacić z 80 zł za każdą godzinę poświęconą moim finansom maksymalnie 4 razy w miesiącu. ( puki co na tyle mnie stać )

    A wracając do tego, że puki co radzę sobie sam, to nawet wymyśliłem dla siebie sposób aby się motywować. Mianowicie co miesiąc z zaoszczędzonych pieniędzy przelewam 20% na konto z opisem na moje pierwsze dwa kółka 🙂
    Z miesiąca na miesiąc idzie mi to coraz lepiej i być może już w tym sezonie uda mi się pojeździć 🙂

  43. A propos. Zastanawiam się nad szkoleniem EFG w Europejskiej Akademii Planowania Finansowego a później prawdopodobnie EFC. Pracuję już parę lat w tej branży i domyślam się, że nie dowiem się specjalnie niczego nowego na szkoleniu EFG. Chciałbym zapytać Was czy szkolenie jest warte swojej ceny? 🙂
    Tłumów zainteresowanych podobnie nie ma. Czyżby wynika z tego, że szkolenie nie spełnia swojej roli lub/albo, że pracujący w branży ludzie jak my nie są zainteresowani certyfikacją? 😉
    Będę wdzięczny za pomoc/radę.

    • Cześć Jarek! Uważam, że szkolenie EFG jest wartościowe dla osób z branży. Wykłady prowadzą ludzie,którzy wiedzą o czym mówią. Są to specjaliści z różnych tematów (np. podatki, nieruchomości, prawo). Im ktoś ma więcej praktycznego doświadczenia w pracy zawodowej tym więcej wiedzy ze szkolenia wyniesie.
      W kwestii certyfikacji to według mnie ludzie, którzy odpowiednio długo pracują w branży oraz wiążą z nią przyszłość dopiero odczuwają potrzebę, aby się certyfikować.

    • Zmiany, zmiany, zmiany 😉 Obowiązkowa certyfikacja prędzej, czy później dotrze również do Polski. A czy kursy coś dają? Moim zdaniem tak, szczególnie II stopień EFC, który dał mi podstawy do rozszerzenia zakresu współpracy z klientami. I dla mnie i dla nich (mam nadzieję 😉 ) jest to duża wartość dodana – dla mnie większe możliwości rozwoju jako Doradcy, dla klientów dużo szersze spojrzenie na dbałość o finanse osobiste.

  44. Nawet korzystając z usług doradcy warto samemu się znać na finansach, wtedy można samodzielnie ocenić wartość takich porad.

  45. Niestety, niskie bariery wejścia (edukacyjnego) powodują, że mamy doradców, jakich mamy. Tak się składa, że zajmuję się m.in. oceną doradców, bardziej kredytowych niż ogólnie finansowych i niestety wypada to średnio. O ile chodzi o wiedzę produktową i znajomość ofert banków to jest w miarę ok.
    Ale jeżeli dopytuję o drobiazgi, np. o wyliczenie całkowitych kosztów kredytu w ciągu 3 lat, bo chcę go w tym okresie spłacić, albo żeby mi ktoś podał informacje, kiedy droższy na starcie kredyt, ale z niższą marżą zacznie mi się zwracać w porównaniu do kredytu z wyższą marżą, ale bez prowizji – tu już zaczyna się ąąą ęęęę :). Znaczna część doradców wie, jak funkcjonuje kredyt, ale ma duże problemy z matematyką. Zastanawia się, jak to ugryźć, jak to wyliczyć. Sorry, ale nie można zajmować się finansami nie rozumiejąc matematyki.
    Poza tym w tej branży liczy się też doświadczenie i podstawowa znajomość dziedzin pokrewnych: makroekonomii, rachunkowości, prawa itp.

    Kolejny problem to faktycznie uczciwość lub jak to ładnie ujęto w artykule i komentarzach moich przedmówców „konflikt interesów”. Często jestem świadkiem sytuacji, kiedy widzę, że doradca jest „ogarnięty” i doświadczony, a pada propozycja kredytu, który nie jest dla mnie najkorzystniejszy. Tu pokutują plany sprzedażowe oraz powiązanie wynagrodzeń uzależnionych od zrobienia planów na różnych produktach: kredytach, inwestycjach, ubezpieczeniach itd.

    Z moich obserwacji wynika, że jednak jest światełko w tunelu. Chodzi o doświadczonych doradców kredytowych/finansowych, którzy po wielu latach pracy w bankach i korporacjach poszli na swoje i pracują na własne nazwisko, na rekomendacje zadowolonych klientów. To trochę tak, jak z lekarzem: nie ważne czy pracuje w renomowanej klinice, czy ma swój mały prywatny gabinet, wszyscy go polecają. Nie chcę też generalizować, bo znam świetnych doradców pracujących w korporacjach, jak też kiepskich, którzy prowadzą swoje biura doradztwa.

    Rynek i klienci muszą do tego dojrzeć. Musi zrodzić się świadomość, że nie szuka się firmy/banku tylko człowieka. Dosłownie parę dni temu o tym pisałem:
    http://hipotecznyblog.blogspot.com/2015/01/doradcy-kredytowi-fakty-i-mity.html
    i choć temat bardziej dotyczył kredytów, to myślę, że ma zastosowanie również do doradców finansowych.

    Niestety małe firmy nie dysponują budżetami marketingowymi liczonymi w milionach i trudno im się przebić na rynku. Ale dostrzegam powolne zmiany na rynku doradztwa. Ludzie są coraz bardziej świadomi, coraz bardzie wyedukowani i będą coraz bardziej wnikliwi i ostrożni. To tylko kwestia czasu, kilku lat i branża będzie ewoluowała.
    Zgodzę się też z kilkoma komentarzami, że można być doradcą i całkowicie patrzeć przez pryzmat korzyści klienta. Znam wielu takich doradców. Znam nawet doradców pracujących w bankach, którzy potrafią powiedzieć klientowi, że faktycznie konkurencja ma lepszą ofertę – i wcale ci doradcy nie narzekają na brak klientów, wręcz przeciwnie – uczciwość jednak popłaca 🙂
    I powiem szczerze wolę pójść do uczciwego doradcy, który ma w ofercie produkty jednej instytucji, niż do sprzedawcy, który oferuje wszystko, ale patrzy przez pryzmat swoich prowizji.

  46. Zgadzam się z ta darmowością ale… Podczas jednej z dyskusji na temat „darmowych” porad kredytowch jeden z byłych doradców/sprzedawców powiedział mi, że fakt zapłacenia za doradztwo niczego nie gwarantuje. Sprzedawca skasuje dwie prowizje, jedną od klienta, a drugą od banku i konflikt interesów dalej istnieje. Osobiście jestem w stanie zapłacić za doradztwo tak żeby rzeczywiście produkt był korzystny i dopasowany. A ile? To zależy od samego przedmiotu doradztwa. Inna kwotę jestem gotów zapłacić za doradzanie przy kredycie hipotecznym na 30lat a inna przy produkcie inwestycyjnym na 2 lata.

  47. Miła rozmowa kwalifikacyjna, bardzo atrakcyjne warunki zatrudnienia, świetna atmosfera w pracy i możliwość awansowania (pracuję 4 miesiące i dostałam propozycję). Szczerze polecam pracę w Realfinance.

  48. Ohhoo..ktos dobrze napomknal – lekarzowi tez placisz Ty, wiec czemu doradca mialby byc darmowy? to jest jego zawod, a jesli jest kompetentny to bedzie sie cenil. ja wybralem kancelarie finsansowa Pana Pyffel i byl to jeden z lepszych wyborow w moich zyciu;) pieniadze db zainwestowane na starcie teraz procentuja, i za uslugi doradcow nie przeplacilem chociaz gdyby byla potrzeba zaplacilbym wiecej!

  49. Moim zdaniem tylko osoby, np. z takim certyfikatem http://www.effp.pl/page/7.html. mogą siebie nazywać Doradcami Finansowymi. Wszyscy pozostali to sprzedawcy! Za usługi prawdziwego Doradcy zgodzę się zapłacić. Prawdziwy doradca finansowy powinien znać się na bankowości, ubezpieczeniach, prawie pracy, podatkach, itd. Ile taka usługa powinna kosztować? Wszystko zależy od kwoty mojego domowego budżetu jaką powierzam mojemu osobistemu Doradcy. I jak efektywnie on moim budżetem będzie zarządzał.

    • Jestem doradcą finansowym i odnoszę się z wielkim szacunkiem do wszelkiego rodzaju certyfikatów i dyplomów, bo sama posiadam ich kilka. Wg mnie najlepszym doradcą finansowym jest doradca praktyk, który sam inwestuje i wie jakie są wady i zalety danej inwestycji czy też programu oszczędnościowego. Od prawa, ubezpeczeń i podatków są moi koledzy i koleżanki, którzy na bieżąco śledzą zmieniające się przepisy. Rekomenduję wówczas spotkanie w większym gronie. Nie ma specjalistów od wszystkiego.

  50. A mnie zastanawiają kwestie finansowe ktore zostały we wpisie poruszone. Miała okazję brać kredyt poprzez Idea Expert i przyznam, że był on korzystniejszy jeśli chodzi o warunki dla mnie niż bezpośrednio w bankach.

    • Monika,
      A jaki był to kredyt i na czym polegała korzyść?
      Mam nadzieję, że odpowiesz konkretniej i nie jesteś pracownikiem agencji umieszczającej na blogach tego typu reklamowe komentarze na zlecenie tego pośrednika? Moi czytelnicy są zbyt inteligentni na tego typu tanie chwyty, więc musisz postarać się bardziej 🙂

  51. Artykuł ciekawy i dający do myślenia a komentarze tendencje, które koncentrują się za zwalczaniu objawów złego doradztwa a nie przyczyn. Padły porównania do lekarzy, prawników i innych specjalistów i powinno być po pierwsze poruszone również to, że przedstawiciele tych zawodów mają kierunkowe wykształcenie oraz w większości przypadków licencję. Po drudlgie ponoszą odpowiedzialność cywilna za błędy. A co można powiedzieć o doradztwie finansowym w tej materii? Nic. Nie trzeba mieć wykształcenia kierunkowe, ba wystarczy ukończenie szkoły stlredmiej z matura. Odpowiedzialność? Nie ma żadnej. Ubolewam nad tym, bo sam jestem doradca finansowym tylko że mam ukończone studia ekonomiczne, zrobiona podyplomowke, licencje pośrednika nieruchomości, 10 lat doświadczenia w branży i muszę na spotkaniach tłumaczyć się za tumaniów, którzy nic nie umieją, opowiadają bajki i to co na szkoleniach usłyszeli, co bardzo często jest naciąganem faktów. Jak to zrobić żeby było dobrze? Temat rzeka. Ale podstawa jest odpowiedzialność za doradztwo i wykształcenie (każdy chodzi do lekarza i placi, bo wie że ciężko się uczył i zna się na tym co robi). Lekarz uczy się na studiach 7 lat i całe życie a niejeden doradca odbywa tygodniowe wstępne szkolenie i jest doradca… Kończę ten wpis, bo nie ma sensu dla z ej się wytrzasac.

  52. To ile i za co byłbyś skłonny zapłacić? Kusi żeby odpowiedzieć:

    10% – od zysku wypracowanego 4% powyżej inflacji
    i
    20% – od zysku wypracowanego 15% powyżej inflacji

    płatne oczywiście z dołu + gwarancja kapitału i obsługi środków

    sky is the limit – są chętni na nieograniczone zarobki? 😉

Odpowiedz