Fundusze akcji – jak działają i co z tego wynika dla Ciebie?

32

Krok po kroku zbliżamy się do finału akcji edukacyjnej na temat funduszy inwestycyjnych, którą prowadzę na blogu wspólnie z Domem Maklerskim BOŚ, właścicielem serwisu bossafund.pl umożliwiającego łatwe inwestowanie w fundusze bez żadnych opłat manipulacyjnych.

Jeżeli ktoś z Was jeszcze o tym nie słyszał, to już w poniedziałek, 19 października, przeprowadzimy na blogu super konkurs. Będzie to raptem 20-pytań testowych, pochodzących z artykułów stanowiących nasz cykl. Udział w nim może wziąć każdy czytelnik bloga. Wystarczy przeczytać wskazane artykuły, przygotować się i rozwiązać test. Jest o co powalczyć, bo oprócz zdobytej wiedzy, mamy dla Was aż 53 nagrody:

  • Za I miejsce: 3000 zł
  • Za II miejsce: 1500 zł
  • Za III miejsce: 1000 zł
  • Kolejnych 30 osób (za miejsca od 4 do 33) wygra bilet na szkolenie o funduszach inwestycyjnych o wartości 750 zł
  • Kolejnych 20 osób (za miejsca od 34 do 53) wygra nagrody pieniężne w wysokości 100 zł.

Do tej pory ukazały się 3 artykuły z naszego cyklu:

  1. Do wygrania 30 000 zł za…czytanie bloga
  2. Fundusze pieniężne i gotówkowe – czego się po nich spodziewać?
  3. Fundusze dłużne – kiedy przyniosą najlepsze wyniki?

Kolejne dwa będą dotyczyły funduszy akcji. Dzisiejszy pomoże Wam lepiej zrozumieć ich działanie, skalibrować Wasze oczekiwania odnośnie stóp zwrotu i uodpornić się na zbyt wybujałe obietnice sprzedawców. W drugim artykule, który ukaże się w najbliższy poniedziałek, opiszę czym się kierować wybierając fundusz akcji. Jak zwykle – postaram się zrobić to prosto i konkretnie. Pamiętajcie jednak, że zadając pytania w komentarzach macie do dyspozycji zarówno mnie, jak i ekspertów DM BOŚ. Warto z tego korzystać – to wiedza na wyciągnięcie ręki! 😉

A teraz już czas na nasz artykuł.

 

Dobry sposób na zyski? Tak, jeśli wiesz jak z niego korzystać.

Rozbudzają wyobraźnię i wywołują euforię wśród nowych inwestorów, zarabiając kilkadziesiąt procent w ciągu roku. Wzniecają złość, oburzenie i jawną wrogość wobec giełdowych spekulantów, gdy ich wartość miesiącami w szybkim tempie spada. Albo wahają się to w górę, to w dół, wystawiając na ciężką próbę cierpliwość amatorów szybkich pieniędzy. Fundusze akcji – sprawdzony sposób na ponadprzeciętne zyski, który u niedoświadczonych inwestorów łatwo staje się sposobem na ponadprzeciętne straty.

Czym tak naprawdę są te fundusze i w jaki sposób działają? Od czego zależy ich wartość? Jak inwestować w nie z głową, by nie być rozczarowanym?

 

Czym są właściwie te akcje?

Nie wdając się w zawiłe definicje, są to papiery wartościowe, które oznaczają prawo ich posiadacza do współwłasności spółki, która tę akcję wyemitowała. Tak jest: kupując akcję na giełdzie, stajemy się pełnoprawnymi właścicielami spółki giełdowej. Jaka jest różnica między nami, a miliarderem będącym akcjonariuszem danej firmy? On ma tych akcji miliony, a my raptem kilka czy kilkadziesiąt. No dobra, różnic między nami i miliarderami jest nieco więcej, ale nie o tym dzisiejszy artykuł ;). W każdym razie, tak jak oni, również jesteśmy akcjonariuszami i posiadamy ułamek danej firmy.

Takie spojrzenie na akcje jest bardzo ważne, ponieważ pomaga wyrobić w sobie zdrowe podejście do inwestowania w te instrumenty. Zaczyna się ono od takiej obserwacji:

  • Akcja jest dowodem posiadania konkretnej spółki.

  • Wartość tej spółki nie zależy od ceny akcji.

Co? To jakaś bzdura! Przecież jeśli ktoś kupi wszystkie akcje spółki za daną cenę, staje się właścicielem całej firmy. A zatem wartość firmy równa jest cenie wszystkich akcji!

A właśnie, że nie. Cena i wartość oznaczają dwie różne sprawy. Oto przykłady:

Przykład 1: Na targu antyków kupiłeś zabytkowy fotel, płacąc za niego 5000 zł. Przywozisz go dumny do domu, a Twój szwagier, renomowany znawca antyków, z przykrością stwierdza, że to podróbka warta najwyżej 500 zł.

Cena: 5000 zł
Wartość: 500 zł

Przykład 2: Twój kolega sprzedał Ci znaleziony u babci na strychu obrazek. Mały, stary, zakurzony, ale ładny. Zapłaciłeś 300 zł. Poszedłeś z nim do konesera sztuki i okazało się, że to zaginiona praca Jacka Malczewskiego, wyceniona przez ekspertów na 30 000 zł.

Cena: 300 zł
Wartość: 30 000 zł

Zaczynasz rozumieć, o co chodzi? Z akcjami i giełdą jest bardzo podobnie. Każda spółka giełdowa ma określoną wartość, którą systematycznie stara się zwiększać. Emituje akcje, a pozyskany kapitał inwestuje prowadząc na przykład rozwojowe inwestycje. Jeśli wszystko dobrze idzie, firma trwa, rozwija się, wypracowuje zyski, a jej wartość stopniowo rośnie. Jeśli jednak idzie źle – zyski spadają, firma przynosi straty, a jej wartość maleje.

W tym samym czasie akcje spółki są notowane na giełdzie. Ich cena nie zależy wprost od faktycznej wartości tej firmy. Determinuje ją bowiem starcie dwóch sił: popytu i podaży. Jeżeli chętnych do kupna danej akcji jest wielu, jej cena pnie się do góry. Gdy wielu posiadaczy akcji chce je sprzedać – ich cena spada. Dlatego ceny wahają się bardzo mocno, raz w górę, raz w dół, często bez względu na to, co rzeczywiście dzieje się w danej firmie. Spółka może być w świetnej kondycji, zawierać intratne kontrakty, prowadzić rentowne inwestycje, a cena jej akcji na giełdzie spada, bo… w Dubaju pękła bańka na rynku nieruchomości. Albo firma może być „żywym trupem”, uginać się pod niespłacalnymi długami, a jej akcje mogą wystrzelić w górę pod wpływem plotki, że ktoś chce ją przejąć.

Choć handlujący akcjami podejmują decyzje głównie w oparciu o to, co dzieje się w danej spółce, ich oczekiwania często są mylne, a decyzje błędne. Do tego dochodzą emocje i plotki, co w rezultacie daje nam taki efekt:

Giełda jest jak wahadło, które stale odchyla się od nieuzasadnionego optymizmu (co sprawia, że ceny akcji są zbyt wysokie) do przesadzonego pesymizmu (gdy akcje są zbyt tanie). Inteligentny inwestor to realista, który sprzedaje optymistom i kupuje od pesymistów.

Benjamin Graham, „Inteligentny Inwestor”.

Piszę o tym w bardzo konkretnym celu: chcę Ci uświadomić fakt, że krótkoterminowe wahania cen akcji nie mają znaczenia z punktu widzenia długoterminowej inwestycji. Choć potrafią one zdominować medialne przekazy, mrozić krew w żyłach lub wywoływać euforię – to nie wahania są najważniejsze z punktu widzenia sukcesu inwestycji.

Co robi nowy, niedoświadczony inwestor? Codziennie z wypiekami na twarzy śledzi notowania, emocjonuje się każdym wzrostem i spadkiem, przelicza papierowe zyski i straty, nie śpi po nocach i przeżywa każde zawirowanie na rynkach. Gdy ceny zaczynają przez dłuższy czas spadać, w panice pozbywa się swoich akcji. Gdy ceny przez dłuższy czas rosną, nabiera odwagi i z optymizmem zaczyna inwestować. Ta nadaktywność często wygląda tak:

zachowania inwestrow na gieldzie

Właśnie takie zachowanie jest główną przyczyną, dla której fundusze akcji cieszą się złą sławą. Są tłumnie nabywane po okresach wzrostów, gdy pokażą dobre wyniki, a składniki ich portfela są obiektywnie drogie. A z kolei po spadkach, gdy ceny robią się bardzo atrakcyjne, spanikowani inwestorzy wyprzedają je w popłochu. To nie jest inwestowanie. To spekulacja.

Fundusze są kiepskim instrumentem do spekulowania. Znacznie lepiej nadają się do tego inne instrumenty, jak choćby kontrakty terminowe. Fundusze nadają się za to do spokojnego, systematycznego budowania kapitału na bardziej odlegle cele. Sam korzystam z nich odkładając środki na edukację moich dzieci i przyszłą emeryturę.

Dużo łatwiej jest inwestować i konsekwentnie trzymać się swojej strategii, gdy rozumiemy działanie funduszy. Dlatego przyjrzyjmy im się bliżej.

 

Na czym polega działanie funduszy akcji?

Skoro śledzicie nasz cykl, to dobrze znacie podstawową zasadę: wartość funduszu zależy od tego, co ma on w swoim portfelu. W przypadku funduszy akcji do portfela trafiają właśnie akcje, a sporadycznie również inne udziałowe papiery wartościowe, jak kwity depozytowe i prawa do akcji.

Dlaczego o tym piszę? Bo musicie pamiętać, że w funduszu akcyjnym, nawet w okresie gwałtownych spadków na giełdach, w portfelu zawsze będą akcje. Zgodnie z Klasyfikacją IZFA (Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami) efektywny udział w aktywach akcji oraz innych udziałowych papierów wartościowych musi wynosić co najmniej 66%. Dlatego zarządzający nie będzie w czasie bessy „uciekał do gotówki” i nie będzie w stanie zapobiec stratom. Zadaniem funduszu akcji jest inwestowanie w akcje, bez względu na to, czy mamy hossę, czy bessę. I już. Dlatego miejcie realistyczne oczekiwania i nie oczekujcie, że fundusz akcji będzie przynosić zysk w każdym roku.

Skoro tak, to na czym właściwie polegają korzyści związane z inwestycją w fundusze akcji? Jest ich co najmniej kilka, choć większość inwestorów nie bierze ich pod uwagę:

  1. Dywersyfikacja – w uniwersalnych funduszach znajdują się akcje kilkudziesięciu, a często ponad 100 spółek. Nawet gdy któraś upadnie to z punktu widzenia całego portfela nie ma tragedii. Dodatkowo podział środków pomiędzy kilka różnych funduszy akcji nie uzależnia wyników naszej inwestycji od sukcesu tylko jednego zarządzającego.
  2. Możliwość inwestowania niewielkich kwot – dostęp do tak zdywersyfikowanego portfela jest dla nas możliwy już od pierwszej, niewielkiej wpłaty, często niższej niż cena jednej akcji niektórych spółek. Przez platformę bossafund.pl wystarczy 100 zł aby nabyć jednostki zdywersyfikowanego portfela wybranego funduszu.
  1. Dogłębna analiza – zarządzający i analitycy z TFI na bieżąco śledzą, co dzieje się w spółkach, spotykają się z zarządami, i na tej podstawie decydują, czy kupować ich akcje czy raczej sprzedawać. Nam trudno o dostęp do takich informacji.
  1. Płynność – inwestując w akcje niektórych spółek może być trudno je sprzedać, gdyż niewielu inwestorów nimi handluje. W funduszu dba się o to, aby niepłynnych inwestycji było niewiele.
  1. Zarządzanie ryzykiem – jak choćby ryzykiem koncentracji czy wspomnianym już wcześniej ryzkiem płynności, co pomaga zapobiegać niekontrolowanym stratom.
  1. Dostęp do wielu różnych rynków – na przykład w przypadku funduszy inwestujących za granicą, których w ofercie bossafund.pl jest dziś 57. Ich listę znajdziecie tutaj.

 

Oczywiście fundusze mają też swoje wady.

Korzystam z funduszy inwestując na przyszłą emeryturę i edukację moich dzieci, ale to wcale nie znaczy, że jestem w nich zakochany.

Po pierwsze – nie wszystkie dostarczają wymienionych przeze mnie „korzyści”. Wśród ogromnej liczby kilkuset funduszy są również takie, które chcąc pokazać spektakularne wyniki, nadmiernie ryzykują pieniędzmi inwestorów.

Po drugieopłaty związane z inwestycjami w fundusze akcji w Polsce są bardzo wysokie. Po pierwsze: opłaty manipulacyjne pochłaniają od 1% do nawet 5% wpłaconego kapitału. Ponoszenie tych opłat to jednak zupełnie zbędny wydatek, a wręcz zwyczajna rozrzutność. Na platformach takich jak bossafund.pl inwestuje się bez tych opłat.

Druga grupą opłat są bardzo wysokie opłaty za zarządzanie funduszem. Przeciętnie wynoszą one 3,5% w skali roku, ale możemy znaleźć też rozwiązania, w których opłata sięga 4% w skali roku. To jest szaleństwo. To relikt z czasów, gdy stopy procentowe w Polsce były dwucyfrowe i moim zdaniem te opłaty powinny wreszcie być obniżane. Usprawiedliwieniem tych opłat ma być wartość dodana przez zarządzającego. Zobaczmy więc na czym polega to zarządzanie.

 

Zarządzanie aktywne – staramy się pobić rynek.

Sporo spraw uproszczę, ale myślę, że to będzie wystarczająco dobra ilustracja.

Szczegółowo analizujemy wszystkie spółki, zbieramy tony dostępnych informacji, budujemy złożone modele finansowe i na tej podstawie dobieramy do portfela najlepsze akcje by pobić rynek i konkurentów – tak twierdzi w swoich materiałach praktycznie każde TFI. Każde też stara się inwestować w najlepszych i najbardziej doświadczonych zarządzających, w utalentowanych analityków oraz wspomagające decyzje systemy komputerowe. Jednak największym problemem w tej całej historii jest słowo: KAŻDE.

Całe zastępy utalentowanych ludzi, z ogromną pasją do inwestowania, z systematycznie powiększającą się wiedzą, z coraz bardziej doskonałymi i szybszymi narzędziami, starają się zrobić to samo: wybrać najlepsze spółki i pobić rynek. Pobić rynek – czyli tak zarządzać funduszem, aby dał on wyniki lepsze od benchmarku, którym zazwyczaj jest indeks giełdowy, na przykład WIG.

Ale o dobry wynik w tej grze bardzo trudno.

Po pierwsze: wszyscy zarządzający ścigają się trochę sami ze sobą. Przecież ów „rynek” to nic innego, jak rzesze inwestorów kupujących i sprzedających akcje. W porządku – można pokonać „przeciętnego Kowalskiego”, który nie ma takiego dostępu do informacji rynkowych i doświadczenia. Ale jak tu pokonać kolegów z kilkudziesięciu innych funduszy, którzy inwestują w oparciu o te same dane i mają wiedzę zbliżoną do naszej? To pierwsza poważna przeszkoda.

Po drugie: w portfelu każdego funduszu akcji jest nieco gotówki niezbędnej do realizacji dyspozycji klientów funduszu – czyli wpłat i wypłat. W zależności od wielkości funduszu to jakieś 1% do 5% wartości portfela. Ta gotówka „nie zarabia”.

Po trzecie: ludzkie błędy i zwykły pech. Zarządzający może pomylić się co do perspektyw firmy, co wcale nie jest rzadkie. Może mieć również zwykłego pecha. Wyszuka świetną okazję, wyceni firmę prawidłowo, kupi tanie akcje do portfela, a ich cena… przez wiele miesięcy tkwi w miejscu lub nawet spada. Dlaczego? Bo inni inwestorzy nie dostrzegają potencjału tej spółki i ciągle jej nie kupują.

Po czwarte: fundusz nie jest w stanie kupić wszystkich spółek wchodzących w skład indeksu. Dotyczy to szczególnie spółek małych, które w okresach hossy potrafią gwałtownie rosnąć. W skład indeksu WIG wchodzi dziś 391 spółek, a w portfelu typowego funduszu jest ich około setki.

Po piąte: wysokie opłaty za zarządzanie. Aby osiągnąć w skali roku wynik równy indeksowi WIG, musimy tak dobierać spółki, by odrobić te 3,5% opłaty. Jak WIG zarobi w ciągu roku 10%, zarządzający musi wykręcić z portfela około 13,5%. Proste do zrobienia? O, nie… Takie 3,5% to wbrew pozorom bardzo dużo, a przecież trzeba to robić w każdym roku! Aby mieć wynik równy indeksowi WIG po 10 latach, zarządzający funduszem z opłatą 3,5% musi w praktyce wykręcić wynik lepszy od WIG-u o jakieś:

(1+3,5%)10 – 1 = 41,06%

Czyli o ponad 41% więcej! To już jest już mega trudne i stanowi kolejny argument za obniżeniem opłat za zarządzanie. Co robią zarządzający, aby ten benchmark jakoś jednak pobić?

Starają się tak zbudować portfel, aby miał on większy potencjał od składników benchmarku. Na przykład na podstawie swoich analiz decydują o tzw., przeważeniach i niedoważeniach. Jeśli w portfelu funduszu udział procentowy jakiejś spółki jest większy niż w benchmarku, mówimy o przeważeniu. Jeśli w portfelu funduszu czegoś jest mniej niż w benchmarku, mówimy o niedoważeniu.

Zatem usiłując pokonać benchmark zarządzający:

– przeważają spółki, które ich zdaniem mają dobre perspektywy, a niedoważają lub wyrzucają z portfela spółki o złych perspektywach,
– przeważają lub niedoważają sektory (np. finansowy, budowlany, chemiczny) w zależności od swych oczekiwań,
– przeważają małe spółki względem dużych, lub na odwrót,
– gdy spodziewają się spadków, przeważają spółki defensywne względem wzrostowych,
– itp, itd…

Pomimo wielu uproszczeń z mojej strony, na pewno widzicie, że to sporo pracy, mnóstwo analiz, dużo trudnych decyzji. A jakie są tego wyniki? Hmm…

Od czasu do czasu wybrane fundusze mają swój „złoty czas”. Zarządzający przygotował portfel na konkretny scenariusz, ten scenariusz się realizuje, więc bije on benchmark i konkurentów na głowę. Niestety, rynku przewidzieć się nie da. Gdy zaczyna realizować się inny scenariusz, gwiazda poprzedniego sezonu często ląduje w ogonie stawki.

Im dłuższy analizowany okres, tym mniejszej liczbie zarządzających udaje się „pobić rynek”. W ciągu jednego roku może to się udać większości. Ale już w ciągu 5-ciu lat będzie to znacznie trudniejsze.

Według Analiz Online, w grupie funduszy akcji polskich uniwersalnych, istniejących od co najmniej 5-ciu lat, mamy 36 funduszy. Po zanotowaniu spadków w ostatnich tygodniach stopa zwrotu Indeksu WIG za ostatnich 60 miesięcy to raptem +16,50%. Ilu funduszom spośród analizowanych 36-ciu udało się pobić ten wynik? Zaledwie czterem.

To zjawisko nie jest wcale charakterystyczne dla Polski. Na całym świecie fundusze nastawione na bicie giełdowych indeksów nie dają rady tego dokonać. W różnych badaniach są różne wyniki, ale zwykle padają wyliczenia, że od 70% do nawet 96% funduszy zarządzanych aktywnie nie bije benchmarków na przestrzeni 10-lat. Jedno z takich ciekawych opracowań możecie przeczytać sobie tutaj.

To wszystko sprawia, że coraz bardziej na popularności zyskuje zupełnie inny podejście do inwestowania: zarządzanie pasywne.

Partnerem cyklu „Rozumiem w co inwestuję” jest serwis internetowy bossafund.pl umożliwiający inwestowanie bez opłat manipulacyjnych w ponad 250 funduszy z 20-tu TFI .

bossa

 

Zarządzanie pasywne – naśladujemy rynek.

Słowo „pasywny” może Wam źle się kojarzyć, lecz w tym przypadku niesie ze sobą wiele korzyści. Skoro pokonanie rynku jest bardzo trudne i kosztowne, a w rezultacie udaje się tylko nielicznym, to może nie warto się o to bić? Po co analizować te wszystkie spółki, po co prognozować ich wyniki, po co się bawić w te wszystkie przeważenia i niedoważenia, skoro można podejść do sprawy inaczej. Zamiast starać się pobić dany indeks – po prostu go naśladujmy. Nie starajmy się mieć wyniku lepszego, starajmy się mieć wynik jak najbardziej zbliżony do benchmarku. Może to mniej ambitne, ale zdecydowanie skuteczne, bo w ten sposób udaje się pobić większość funduszy zarządzanych aktywnie.

Z takiego założenia wyszli twórcy coraz popularniejszego inwestowania pasywnego. Pasywnego – bo nie nastawionego na aktywne kupowanie i sprzedawanie w oparciu o analizy, tylko na odzwierciedlenie „w ciemno” tego, co jest w benchmarku. Co z tego, że dana spółka przynosi słabe wyniki? Skoro jest w indeksie i wpływa na jego wartość, to musimy ja kupić i już.

Inwestowanie pasywne, w przypadku naszych rodzimych akcji, ciągle jest bardzo słabo dostępne. Ale jedno jest pewne: to jest przyszłość , dlatego przytoczę Wam hasłowo dwie podstawowe formy inwestowania pasywnego.

Pierwsza: to fundusze indeksowe. W największym uproszczeniu budują one portfele jak najbardziej zbliżone do składu indeksu. Gdybyśmy chcieli zbudować fundusz indeksowy na WIG, robilibyśmy to mniej więcej tak:

– PKN ma wagę 8% w WIG-u? To 8% portfela inwestujemy w PKN;
– BZWBK waży 3%? To 3% pakujemy w BZWBK, itd.

Potem trzeba jeszcze taki portfel odpowiednio dostosowywać, aby na bieżąco odzwierciedlał skład benchmarku. Cały proces nazywa się replikacją indeksu.

W praktyce jest to bardziej złożone, ze względu na brak możliwości kupienia pewnych spółek, ich niską płynność, itp., ale zasada jest właśnie taka. Ponieważ odzwierciedlanie indeksu nie wymaga złożonych analiz ani skomplikowanego zarządzania, jest zdecydowanie tańsze. Dlatego koszty działania funduszy indeksowych są wielokrotnie niższe, a co za tym idzie, ich klienci mogą ponosić zdecydowanie niższe opłaty. Z kolei niższe opłaty to oczywiście wyniki jeszcze bardziej zbliżone do benchmarku.

Niestety, funduszy indeksowych pozwalających inwestować w polskie akcje praktycznie nie ma. W zasadzie jedynym „klasycznym” funduszem odzwierciedlającym któryś z lokalnych indeksów jest Ipopema mIndeks, naśladujący indeks średnich spółek mWIG40. Niestety, pomimo pasywnego podejścia do inwestycji fundusz nie rezygnuje z wysokich opłat za zarządzanie. Jednostki kategorii B (dostępne od 100 zł) mają opłatę za zarządzanie na poziomie 2,5% w skali roku. Efekt jest taki, że chociaż fundusz faktycznie „tyka” w rytmie indeksu mWIG40, to jego wynik stopniowo się od indeksu oddala. Widać to świetnie na wykresie porównującym wyniki funduszu oraz indeksu:

 

stopa

Na zestawieniu procentowych miesięcznych stóp zwrotu indeksu oraz funduszu:

stopa 2

Czy na wykresie pokazującym, że w porównaniu z indeksem mWIG40 fundusz ma w zasadzie identyczny poziom ryzyka, oferuje jednak mniejszy zysk od indeksu:

stopa inwestycyjna

 

Druga opcja inwestowania pasywnego to ETF-y (skrót od Exchange Traded Funds). Zamiast klasycznych jednostek w funduszu inwestycyjnym, nabywamy tutaj tytuły uczestnictwa, które są notowane na giełdzie tak, jak klasyczne akcje. W porównaniu z akcjami różnica polega na tym, że cena ETF nie jest kształtowana przez popyt i podaż, tylko odzwierciedla zmiany indeksu giełdowego.

W Polsce jedynym ETF-em na rodzime akcje jest Lyxor ETFW20L. Gdy WIG 20 rośnie na danej sesji o 1%, o tyle samo wzrośnie cena ETF. Gdy wartość indeksu spada – analogicznie spada również wartość ETF. Aby handlować tytułami ETF musimy otworzyć klasyczny rachunek maklerski i składać zlecenia tak, jak w przypadku akcji (oczywiście w DM BOŚ po podpisaniu umowy ramowej możesz bez problemu nabywać również ETF-y). O ETF –ach napiszę jeszcze w przyszłości.

Na razie pasywnych produktów jest u nas zatem bardzo mało. Tymczasem na świecie właśnie do funduszy indeksowych i ETF-ów płynie zdecydowana większość pieniędzy klientów. Gdy zaczną pojawiać się u nas, zapewne będzie podobnie. Póki co do wyboru mamy głównie fundusze zarządzane aktywnie. Biorąc pod uwagę wszystko, co napisałem powyżej, zobaczmy na koniec, czego możemy się po nich spodziewać.

 

Jak rozumiem zdrowe podejście do inwestowania w fundusze akcji?

Wiemy już czym są właściwie akcje i jak działają inwestujące w nie fundusze. W podsumowaniu tego wpisu podzielę się z Wami moim prywatnym podejściem do tych funduszy, wynikającym ze zrozumienia sposobu, w jaki one działają:

  1. Akcje to „fragmenty firm”. Firmy rozwijają się, inwestują, przynoszą zyski. Z czasem większość z nich bardzo skutecznie powiększa swoją wartość. Chcę zarabiać na tym wzroście wartości, dlatego nie wyobrażam sobie, aby części swojego portfela nie ulokować w akcjach.
  1. Wzrost wartości firm wymaga czasu. W naturalny sposób taka inwestycja ma dla mnie charakter długoterminowy. Wpłacam tam środki, których na pewno nie będę potrzebować w ciągu najbliższych pięciu lat. W praktyce mój horyzont inwestycyjny jest jeszcze dłuższy. Edukacja moich dzieci (za 9 lat) i prywatna emerytura (za 29 lat) to właśnie cele, z myślą o których tak inwestuję. Za 9 i 29 lat oczekuję zysków lepszych od lokat bankowych.
  1. Nie mam czasu ani dostępu do informacji, aby analizować kondycję poszczególnych spółek. Dlatego kupuję ich cały portfel w formie funduszu. Zarządzający to człowiek, który zajmuje się tym zawodowo, poświęca na to mnóstwo czasu, zna się na tym, więc zrobi to lepiej ode mnie. O bezpośrednich inwestycjach w akcje pomyślę jak będę miał czas.
  1. Kosztuje to słono, ale póki co dla inwestycji na naszym rynku alternatywy specjalnie nie widzę. Czekam z nadzieją na fundusze pasywne z niskimi opłatami. Na razie korzystam z tego, co jest. Nie ponoszę przynajmniej opłat manipulacyjnych, bo robię to przez Internet.
  1. Akcje są notowane na giełdzie i podlegają ludzkim emocjom, nastrojom i błędnym decyzjom. Dlatego ich cena bardzo się waha. Dla mnie te wahania nie mają znaczenia. Ceny spadły o 10% w miesiąc? Za 10 lat to będzie mały „ząbek” na wykresie. Dlatego nie śledzę codziennych notowań, nie podniecam się zyskami i nie martwię stratami. Konsekwentnie wpłacam i akumuluję jednostki funduszy, a cenny czas poświęcam na zwiększanie dochodów z innych źródeł.
  1. Kluczem do sukcesu jest konsekwencja. Wiele osób zwiększa swoje wpłaty do funduszy akcji po okresach silnych wzrostów, a przestaje wpłacać, gdy wyceny funduszu spadają. To jest nieracjonalne. Przecież dla inwestora długoterminowego takie spadki są jak przecena w sklepie. Właśnie wtedy warto robić zakupy. Zdecydowanie polecam Wam przygotowany przez serwis bossafund.pl opis prostych strategii inwestowania w fundusze. Dowiecie się tam m.in.:

– jak interpretować wyniki funduszy,
– czym jest strategia uśredniania (DCA),
– czym jest zaawansowana metoda uśredniania,
– na czym polega dopasowanie portfela (rebalancing).

  1. Jestem realistą i nie liczę na to, że w długim terminie zarządzający pokona rynek (wybaczcie koledzy i koleżanki z branży inwestycyjnej za ten brak wiary ;)). Jak się uda, to będzie super, ale raczej się nie uda. Zakładam jednak, że nawet jeśli wynik będzie słabszy od szerokiego rynku, to jednak lepszy od tego, co przy moim nakładzie czasu wykręciłbym sam.
  1. Gdy tylko na szerszą skalę pojawią się u nas fundusze indeksowe czy ETF-y na szeroki rynek (WIG), sporą część środków przerzucę właśnie tam, by zwiększyć szanse na jeszcze lepszy wynik moich inwestycji.

Właśnie takie podejście sprawia, że od lat inwestuję w fundusze i jestem zadowolony z wyników. Mają one swoje wady, jednak potrafią przynosić satysfakcjonujące mnie zyski i oszczędzają mi mnóstwo czasu. Nie nastawiam się, że dzięki takiemu inwestowaniu zostanę multimilionerem. Ale na edukację dzieci i świetną emeryturę z pewnością wystarczy. 😉

 

Zwiększ swoje szanse w konkursie!

Kolejny wpis, przedostatni w naszej serii, dotyczyć będzie wyboru konkretnego funduszu akcji. Teraz chciałbym Wam jednak przypomnieć o bardzo ważnej sprawie.

Za rozwiązanie testu w konkursie można zdobyć maksymalnie 20 punktów. Swoje szanse na wygraną możecie jednak podnieść nabywając za dowolną kwotę jednostki jakiegokolwiek funduszu w serwisie bossafund.pl

Wystarczy zainwestować 100zł. Każda osoba, która dokona tego do końca września zdobędzie dodatkowo 0,7 punktu. W październiku będzie to już tylko 0,6 punktu. Jeżeli chcesz wziąć udział w konkursie, a nie otworzyłeś jeszcze całkowicie darmowego rachunku w bossafund.pl, to zdecydowanie warto to zrobić. Nagrody są bardzo konkretne, a i motywacja do zdobywania wiedzy zdecydowanie większa. Wszystkie szczegóły na temat konkursu znajdziesz tutaj.

Uwaga! TYLKO SKORZYSTANIE Z WYRAŹNIE OZNACZONYCH LINKÓW NA MOIM BLOGU (poniżej) upoważni Was do otrzymania punktów bonusowych. 

Zarejestruj się na bossafund.pl
i zdobądź punkty bonusowe!

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze32 komentarze

  1. Witam
    Zrozumienie, że istnieje różnica pomiędzy wartością, a ceną jest podstawą tej zabawy. Ta różnica to potencjały zysk. Przeczytałem ogrom książek o inwestowaniu, ale bez książki „Inteligentny Inwestor” Grahama nadal bym miał pstro w głowie. Polecam. Podejście do funduszy wyczuwam książkowe 😀 Zestawienie TER z potencjalnym zyskiem skutecznie mnie odstrasza od TFI. Już wolę samodzielnie pływać z rekinami 😉
    Co do ETFów to także ubolewam, że u nas tak to wygląda. ETFW20L miał wypłacać dywidendę, a wypłacił raz. Przy czym ten fundusz wcale nie zawiera spółek z W20 tylko jest raczej inżynierią finansową. Jest też ETFSP500L, potrafi wypłacać dywidendy nawet dwa razy do roku, tyle że rynek amerykański jest przewartościowany i DY jest taki sobie w porównaniu z tym co można samodzielnie uzyskać na GPW. Jest i DAX, a i jeszcze ryzyko walutowe 😉
    Artykuł świetny jak zawsze 😀

    • Cześć Rafi,
      Dziękuję za komentarz.
      Brak ETF czy choćby taniego funduszu indeksowego na WIG to moim zdaniem ogromna luka na naszym rynku.
      ETF na WIG20 dla mnie nie wchodzi w grę. WIG 20 nawet w długim okresie wygląda marnie. WIG zarobił w 10 lat +52,73% a WIG20 stracił -12,28%. Dlatego za taki ETF dziękuję.

      To faktycznie jest ETF syntetyczny – nie ma w portfelu spółek z WIG20.

      ETF-y na S&P oraz DAX – jak słusznie zauważyłeś – związane są z ryzykiem kursowym. Ja raczej nie szukam ekspozycji na waluty w portfelu emerytalnym i dla dzieci.

      I tu fundusze dają radę. Jak pokaże w kolejnym wpisie, są takie, które konsekwentnie dają radę mierzyć się z WIG, nawet pomimo opłat. 😉

      • ETFW20L nie odzwierciedla WIG-u20 a raczej WIG 20 Total Return który przez ostatnie 10 lat jest +37,81. Więc nie jest do końca tak jak to opisujesz. Po uwzględnieniu różnicy u opłatach za zarządzanie między ETF a zwykłymi funduszami może się okazać iż mimo że indeks WIG20 zachowuje się gorzej od WIG-u to ETF jest lepszy. Sprawa wymaga głębszej analizy. Pozdrawiam

        • Robert, właśnie na ten temat dyskusja poniżej. Faktycznie to wygląda lepiej, choć WIG20TR ma lepszy zwrot niż ETF. Staramy się ustalić poniżej dlaczego stopa zwrotu z ETF jest poniżej WIG20TR.
          Ale z reinwestycją dywidend te ETF-y wyglądają zdecydowanie korzystniej niż bez. Parę funduszy akcji wypadło gorzej przez 10 lat. pomimo inwestowania w szeroki rynek.

          • Właśnie miałam spytać o fundusze naśladujące indeksy zagraniczne. Z tego, co się orientuję, można je kupić w Polsce, choćby w Supermarkecie mBanku. Mnie wydają się one bardzo atrakcyjne. Taki DAX czy S&P 500 to zupełnie inna bajka niż nasz WIG. Czy ryzyko walutowe jest naprawdę aż takie wysokie?

            • Teoretycznie ryzyko walutowe jest jednym z największych ryzyk jakie można ponieść na rynku finansowym. Kursy dwóch papierowych walut w sumie mogą być dowolne i gwałtownie zmienne.

      • Jasne. Wig 20 jest trochę mylący. Jest tam sporo spółek z bardzo dobrym DY, które są odcinane. Obecnie średnie DY dla WIG 20 to 3,67%. Bawiąc się samemu w dobieranie spółek można spokojnie mieć ponad 5 %. Wig 20 TR już nie wygląda tak strasznie (35%/ 10 lat), choć nie zachwyca. WIG 20 chodzi zgodnie z tym co się dzieje na EM. Zrsztą mówimy o indeksach cenowych, a nie wartości tych firm.
        Nie korzystam z naszych ETFów dostępnych na GPW. Tak jak napisałeś, nic zachęcającego. Jak by zrobili jakaś przyzwoitą ofertę np WIG, albo zagranica z zabezpieczeniem kursu walutowego to bym był chętny.
        Robię swój portfel DY na GPW i z polskiego rynku fundusze akcji nie są mi do niczego potrzebne. Natomiast jak mogę dzięki nim zainwestować w akcje na innych rynkach zagranicznych to już jest kuszące 😀

  2. Super artykuł Marcinie, szczególnie podobał mi się fragment odnośnie tego, jak należy postrzegać akcje, a także o zarządzeniu pasywnym – naśladowaniu rynku. Czekam z niecierpliwością na artykuł o ETFach, jako, że jest to jedyna grupa funduszy w które sam inwestuję. Dodam tylko, że średnia opłata za zarządzenie w 3 ETFach notowanych na GPW to raptem 0.27%, a zyskujemy dzięki nim ekspozycję na największy rynek świata (USA), największy rynek Europy (Niemcy) oraz na największy rynek Europy środkowo-wschodniej (Polski), co daje w sumie jakieś poczuje dywersyfikacji (te 3 rynki mają w sumie ok. 55% udział w światowym rynku). Pozdrawiam!

    • Cześć Kamil,
      Dzięki za komentarz. Rzuć okiem na mój komentarz o ETF na WIG20 powyżej. Moim zdaniem na indeksie cenowym (który nie uwzględnia dywidend) nie poszaleje się w dłuższym okresie. Na nasz rynek zdecydowanie preferuję fundusze.

      • ETFW20L nie wypłaca dywidend, tylko je reinwestuje, więc de facto wychodzi prawie na to samo. Spójrz Marcinie na wykres porównujący ETFW20L, WIG20TR (uwzględniający dywidendy) oraz normalny WIG20: http://stooq.pl/q/?s=etfw20l&d=20150917&c=mx&t=l&a=lg&r=wig20tr+wig20 Jak widać, ETFowi znacznie bliżej do WIG20TR.
        O ryzyko walutowe w stosunku do giełdy niemieckiej (EUR) czy amerykańskiej (USD) się nie martwię, gdyż nie mam pojęcia czy złotówka będzie się umacniać czy osłabiać, a uśredniając cenę zakupu co miesiąc przez 10 lat traci to całkowicie na znaczeniu.
        W przyszłym roku podobno mają się pojawić kolejne ETFy http://www.parkiet.com/artykul/1440372-mWIG40-i-sWIG80-z-wlasnymi-funduszami-ETF-.html

        • Super, że rusza się na rynku ETF.
          Kamil, skoro reinwestują, to skąd aż taki rozjazd z WIG20TR? To dlatego, że coś wypłacali po drodze?
          Masz jakieś informacje na ten temat? Powinni jechać 1:1 z WIG20TR.
          Szykuje się fajny temat do analizy i opisania za jakiś czas. 😉

          • Były wypłacone dwie dywidendy:
            7 Gru 2011 Dywidenda 4.15% 9.68 zł
            24 Lut 2011 Dywidenda 1.69% 4.40 zł
            Potem już reinwestycja ( korzystniejsza bo nie płacimy Belki)

            • To dlaczego ETF tak zostaje w tyle za WIG20TR od 2012 roku? Powinien chodzić 1:1 prawda? Pytam na poważnie, bo raczej odstawiłem ten instrument „na półkę” i mam ochotę bliżej mu się przyjrzeć…

              • Stopy zwrotu z jednego roku dla dla WIG20TR -11.54%; dla ETFw20L -12.15%; Różnica 0,61% czyli zgadzało by się( ok 0,5% zarządzanie,reszta różnicy to kwestia wysokości aktualnie przeprowadzonych transakcji).
                Stopy zwrotu z trzech lat ( czyli okres kiedy nie była wypłacana dywidenda) WIG20TR +2.77% ; dla ETFW20L -2.04%; różnica 4,81% ( odejmując koszty zarządzania ok 1,5% różnica pozostaje ok 3,3 %) . I ta różnice pozostawiam Tobie Marcinie do rozwikłania bo sam nie mam pojęcia skąd możne wynikać 🙂 Pozdrawiam

                • Marcin Zarzecki

                  Może różnica bierze się stąd, że WIG20TR nie uwzględnia podatku Belki od dywidend (na pewno tak jest), a ETF uwzględnia dywidendy, ale pomniejszone o 19%?…. co do ETF-u – nie jestem tego pewien na 100%, ale chyba jest to jest to jedno z możliwych rozwiązań?

                  • Z tego co kojarzę to fundusze nie płacą belki ( Wtedy podatek pobierany byłby podwójnie raz od funduszy drugi raz od „obywatela”:))

                    • Marcin Zarzecki

                      Masz racje, też o tym myślałem – ale z drugiej strony do 2012 ETFW20L wypłacał dywidendę BEZ potrącania podatku, ze względu na konstrukcję prawną funduszu i regulacje polsko-luksemburskie – które zmieniono; kto wie jak jest teraz – może Belka jest podwójna przy tak specyficznym produkcie;

                      Ale lepiej nie ciągnąć spekulacji – może Marcionowi Iwuciowu albo innemy Czytelnikowi uda się to rozwikłać, po szybkik ‚googlowaniu’ ja nie znalazłem odpowiedzi;

                      Pozdrawiam,
                      Marcin

                    • Marcin Zarzecki

                      Dostale odpowiedz z Lyxora:

                      Okazuje się, że jednak podatek od dywidend pobierany jest podwójnie! Stawka podatku dla Lyxora wynosi 15%, dla podmiotu zarejestrowanego w Luksemburgu… a potem obywatel jeszxze musi, w przypadku zysku na jednostkach ETF, zaplacic 19% podatku Belki.
                      Do 2012 dywidendy byly bez podatku w tym ETFie, a teraz są podwónie opodatkowane.

                      Jak chcesz to napisz ja mzarze@yahoo.com – poedesle korespondencje.

                      Pozdrawiam,
                      Marcin

  3. kolejna kategoria funduszy fajnie przedstawiona.
    Wracając do opłat za zarząd, to opłaty są ogromne w polskich TFI, choć powoli widac na rynku oferty z wyraźnie niższymi opłatami. Z drugiej strony są też fundusze zagraniczne, gdzie opata za fundusz akcyjny wynosi np.1,5%. A tak jak piszesz, na przestrzeni 10, 20 czy 30 lat to zrobi wyraźną różnicę.
    Ofertę funduszy zagranicznych można znaleźć tu
    http://www.f-trust.pl/produkty-inwestycyjne/fundusze-inwestycyjne

    • Cześć Jędrzej,

      Część portfela w funduszach zagranicznych to oczywiście dobry pomysł, szczególnie jeśli fundusze te oferują jednostki denominowane w PLN (z hedgingiem).

      Myślę, że nasze TFI będą z czasem obniżać opłaty. Może nie za rok, nie za dwa, ale ten proces już się rozpoczął 😉

  4. Cześć Marcinie,
    bardzo dobry artykuł, ale to żadna nowość 🙂 Wszystkie czytam zawsze z wielką uwagą i przyjemnością. Staram się od Ciebie uczyć spokoju przy inwestowaniu, chociaż ostatnio przy sprzedaży jednych akcji zareagowałam tak jak pokazujesz powyżej. Cena spadła tak, że wydawało mi się, że już nic dobrego stać się nie może, więc sprzedałam. Jeszcze spadło (ufff…, sprzedałam drożej), ale teraz pnie się w górę i wzbudza sporą frustrację. Ale kwota niewielka, więc dobra nauka na przyszłość. W fundusze akcyjne też inwestuję i tu już jestem dużo spokojniejsza. Standardowo dopłaciłam mimo ogromnych spadków i czekam co będzie dalej. Żadnych gwałtownych ruchów, tak jak radzisz. Bardzo Ci dziękuję, że się z nami dzielisz tym, co wiesz. Pozdrawiam Cię serdecznie!

    • Cześć Agnieszka,

      Takie lekcje na własnej skórze są zdecydowanie najlepsze. Dopiero własne pieniądze, które zainwestujemy, zaczynają nas „uczyć” jak jest w praktyce. Dlatego nie wierzę w żadne „rachunki demo”. Owszem, można się trochę na ich przykładzie dowiedzieć, ale tam nie ma emocji. To jak nauka latania samolotem przy użyciu symulatora na domowym PC.

      Dlatego moim zdaniem jedyny sposób na naukę to wpłacenie realnych pieniędzy. Niewielkich, ale skutecznie motywujących do zdobywania wiedzy.

      Życzę powodzenia w Twoim inwestowaniu i stopniowego budowania coraz większego spokoju, który z czasem po prostu przychodzi 😉

  5. Marcin Zarzecki

    Cześć Marcin,

    wspaniale opisujesz plusy i minusy funduszy akcyjnych, ale mimo wszystko pozwolę sobie na zupełnie odmienny wniosek końcowy: przy opłatach za zarządzanie na poziomie 3.5-4%, inwestowanie długookresowe w polskie, aktywnie zarządzane TFI nie wydaje się mieć uzasadnienia.

    Tak jak piszez, i tak jak wielu blogerów i autorów udowodniło (np. John Bogle ‚Common sense on mutual funds’), że w długim okresie pobijanie benchmarków „się nie udaje” – można założyć, że jest praktycznie niemożliwe. Dodatkowo – typowanie TFI które w krótszych okresach ‚pobiją rynek’ – jest również niemożliwe.

    Odnosząc się do historycznej stopy zwrotu na rynku amerykańskim – realnie 6.5% (znów książka Bogla). Przyjmijmy, że na polskim rynku będzie podobnie. Przy takim założeniu, a także przy znanych opłatach za zarzązanie na poziomie 3.5-4% i udowodnieniu, że ‚nie da się pobić rynku”, skazujemy się na realną stopę zwrotu na poziomie ok. 3%!

    Jeżeli teraz Polsce, w warunkach niskich stóp procentowych, nadal mamy depozyty na 3-3.5%, IKE w banku na 4-5.5%, IKZE w banku na 3.5-4% – to po co w ogóle kupować TFI akcyjne?…

    Jestem ekstremalnie daleki od tonów ‚bankstersko-złodziejskich’, ale uważam że w Polsce branża finansowa w tym temacie żeruje na ludzkiej niewiedzy i naiwności – opłat za zarządzanie na poziomie 3.5-4% nie da się niczym uzasadnić, jak tylko widzimisię menedżerów TFI i nieświadomości osób kupujących jednostki. W USA fundusze indeksowe zdobyły gigantyczną popularność, bo pobijały aktywne fundusze, które pobierały za zarządzanie 1.2-2%, czyli były / są ponad 2x tańsze niż polskie odpowiedniki.

    Na koniec uwaga taka: po reformach / perturbacjach – mamy w Polsce swoiste TFI, w których opłata za zarządanie wynosi 0.54% rocznie; są to aktywnie zarządzanie fundusze akcyjne, które starają się pobić rynek. O czym mówię? O OFE… Nie mam zamiaru wchodzić tutaj w dyskusje o sensie reformy, ZUS vs. OFE – chodzi mi tylko o pokazanie, że istnieją w Polsce fundusze, którymi „opłaca się” zarządzać za 0.54%. Jak w takim wypadku uzasadnić opłaty 3.5-4%? Często nawet firmy w obrębie jednej grupy kapitałowej zarządzają OFE i TFI, w jednym przypadku zmuszone są pobierać tylko 0.54%, a w drugim udaje im się namówić Klientów na 3.5-4%…

    Wyjście ” giełdowe” które widzę dla siebie, to inwestowanie w ETF-y na DAX/S&P (zgadzam się z przedmówcą, że ryzyko kursowe bardzo się zmniejsza przy długiej inwestycji) + poczekam na ETF-y na WIG, sWIG, mWIG. Pewnie niektórzy potrafią samodzielnie inwestować w akcje, ale jest to bardzo trudne i czasochłonne – ja nie mam motywacji ani czasu do nauki.

    Marcin na koniec pytanie: skoro „”nawet”” tak rozsądna, wyważona ale krytyczna wobec opłat 3.5-4% jak Ty – sankcjonujesz tak horrendalny poziom opłat (nawet obniżka o 25% w IKE/IKZE NN nie jest jakąś łąską), to jaką motywację mają TFI aby obniżać opłaty?

    Mimo że nie zgadzam się z Twoimi wnioskami z tego konktetnego posta, to podziwiam sposób prowadzenia bloga, jasność przekazu i zgadzam się z 90% innych artykułów 🙂

    Pozdrawiam,
    Marcin

    • Cześć Marcinie,

      Dziękuję Ci serdecznie za komentarz. Myślę, że im więcej o tych opłatach będziemy w ten sposób pisać i dyskutować, tym większe szanse, aby wreszcie te zaczęły spadać.

      Czy „sankcjonuję” ten poziom opłat? Hmm… Faktycznie, z jednej strony piszę, że są wysokie, z drugiej strony nie stoję z boku i inwestuję tam własne pieniądze. To wynika z mojego przekonania, że wprawdzie zarobię mniej niż gdyby opłaty były niższe, ale jednak więcej niż gdybym stał z boku lub ograniczał sie tylko do lokat. Dla mnie 3% realnego zysku (ponad inflację) na portfelu, któremu praktycznie nie poświęcam czasu, to nie jest wcale tak mało.

      Mieszkam i pracuję w Polsce, dlatego część oszczędności chcę trzymać w taki sposób, aby mieć ekspozycję na polski rynek akcji. Nie widzę w tym momencie alternatywy dla funduszy (przy ograniczeniach czasowych, o których pisałem i przy jednym ETF, którego replikacja indeksu mnie nie przekonuje). Szukam jednak możliwie dobrych funduszy i w miarę możliwości tańszych od innych (stąd IKE Plus).
      Skoro nie ma jeszcze porządnych funduszy indeksowych z ekspozycją na polski rynek, korzystam z tych rozwiązań, które mam do dyspozycji.

      Gdyby jednak w Polsce Vanguard (którego twórcą jest przytoczony przez Ciebie John Bogle) odpalił fundusz indeksowy na WIG, pewnie pierwszy bym tam zainwestował….

      Cóż, zobaczymy jak się sprawy potoczą.
      Bardzo trafne spostrzeżenie z tym OFE. 😉
      Serdecznie pozdrawiam!

      • Marcin Zarzecki

        Witam ponownie,

        Co do 3% zysku ponad inflacje dla rozwiazań bezobsługowych – zgadzam się, że nie jest to zły wynik – ale wg mnie można to osiągnąć bardzo prosto przy bardzo niskim ryzyku – niedawno przecież duże banki komercyjne oferowały 3.2% do 100tys, 4% bez limitu na koncie oszczędnościowym, a przecież mamy w Polsce deflację… wcześniej gdy inflacja była na poziomie 2-3% lokaty wynosiły 5-6%. Stąd mój wniosek, że przynajmniej na razie 3% ponad inflację da się zarobić gdzie indziej, w dużo bezpieczniejszy sposób; a przy takich samych wynikach, lepsze jest rozwiązanie mniej ryzykowne, prawda? Nie da się przewidzieć, że za 29 lat będzie hossa czy bessa i Twoja stopa zwrotu wyniesie +6% czy +1%;

        Ja sam jestem niemiłosiernie „umoczony” w TFI, o zgrozo via UFK i zastanawiam się jak logicznie z tego wybrnąć… 4.5 roku temu dałem się omamić sprzedawcy, ale to był oddział ‚Prestige’…i obiecali ‚darmowe porady’ 🙂 ). Co miesiąc robię podsumowanie i patrzę ile zabierają opłaty dla TFI (mimo że cena jednostki zawiera już opłatę to chcę mieć to wyodrębnione) i to są ogromne kwoty, odpowiadają prawie 20% każdej nowej wpłaty, i to dopiero po ~5 latach; Nie wchoodzę tu w ogromny problem dodatkowych opłat UFK bo to inna kwestia;

        A co do kupowania ETF-ów – zgoda, że ten na WIG20 jest „intuicyjnie” słaby (wg mnie problemem jest to ekspozycja na polityczne spółki, choć Bogle twierdzi że w długim terminie indeksy się wyrównują); zostaje więc ETF DAX i S&P 500 … mi samamu doskwiera fakt, że ponosimy ryzyko kursowe, ale … „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma” :))) W tych ETF-ach jest wg mnie więcej plusów niż minusu. A w przypadku polskich TFI akcyjnych – minusy przewyższają plusy; ale oczywiście rozwiązania w Polsce typu Vanguard przyjąłbym z radością!

        Jedyne wyjście aby TFI obniżyły opłaty to merytoryczne piętnowanie bezzasadności opłat 3-4% przez ludzi takich jak Ty czy Michał Szafrański i inni blogerzy, ale TAKŻE „głosowanie nogami”. A jeżeli argument o OFE uważasz za ciekawy, to oczywiście proszę go wykorzystać w rozmowach z partnerami finansowymi 🙂

        Pozdrowienia,
        Marcin

        • Jeśli mogę kilka słów a propos OFE. Ich sytuacja jest zdecydowanie inna niż TFI. OFE nie są „otwarte” – zarządzający mają dużą pewność jakimi środkami będą operować i minimalne ryzyko odpływu środków. Poza tym nie ma presji rynkowej na jak najlepszy wynik, bo praktycznie nikt nie przenosi środków. Jeżeli wpływy w małym stopniu zależą od wygrania rywalizacji w grupie, a cała branża OFE inwestuje podobnie (więc podobne wyniki) – to wtedy koszty mogą być dużo niższe.
          No i dochodzi najważniejsze – zero kosztów dystrybucji.
          Dlatego trudno porównywać opłaty TFI i OFE.
          pozdr

    • Co do opłat w TFI to warto sobie uzmysłowić, że spora część z nich stanowi koszty dystrybucji (prowizje). Przecież ani mBank czy BOŚ nie działa charytatywnie i za dostęp do funduszy ktoś płaci. Płacą właśnie TFI. Nie ma darmowych obiadów i nie ma darmowego dostępu do funduszy – płacimy za to, tylko w firmie ukrytej właśnie w opłatach pobieranych przez TFI.
      Inna sprawa, że taki poziom opłat „zabija” większość możliwych zysków.
      Byłbym też jednak ostrożny, jeśli chodzi o łatwość i pewność zysków na GPW. Wielu pręży muskuły, ale ilu małych inwestorów ma rzeczywiste zyski w dłuższym okresie czasu? Raczej wszyscy wspominają pojedyncze wielkie sukcesy, ale łączny bilans może być różny.
      Pozdr Jarek

  6. Michał Wojciechowski

    Witam!
    W kwestii różnicy w stopach zwrotu pomiędzy WIG20TR i ETFW20L. Wynika to z małej ilości transakcji na ETF.
    Stopy zwrotu liczone są wg cen zamknięcia, tylko, że cena zamknięcia dla WIG20TR jest z końca sesji – 17:15, a dla ETFW20L może być np. z 10 rano albo nawet z dnia poprzedniego.
    W ten sposób czasami na ETF mamy między sesjami wzrosty, podczas gdy na indeksie są spadki 😉

    Do inwestycji w ETF trzeba dodać:
    – opłaty prowizyjne dla DM,
    – opłaty za prowadzenie rachunku dla DM (jeśli są 😉
    – spread pomiędzy kupnem i sprzedażą – dodatkowy koszt.

    Jeszcze słówko w kwestii porównań pomiędzy OFE i TFI. OFE pobierają dodatkowo opłatę od wpłat, poza tym wpłaty są obowiązkowe, a harmonogram wpłat i wypłat praktycznie znany. To znakomicie ułatwia prowadzenie biznesu i optymalizację kosztów. Dlatego trudno uznać za dobry przykład OFE.
    Sam „płaczę i płacę” TFI. Zakładam, że skoro na rynku jest ich ponad 20 to nie mają zmowy i jeśli dałoby się prowadzić biznes z niższymi opłatami to któreś TFI by się wyłamało.
    Żeby była jasność, sam inwestuję zarówno w ETF, jak i fundusze, dlatego nie mam zamiaru bronić którejś z opcji. Dla mnie to zwyczajnie oferty niewykluczające się, a wręcz komplementarne.

    • Marcin Zarzecki

      @Michał Wojciechowski – dzięki za sprawdzenie kwestii ETFW20L vs WIG20TR – ale na przestrzeni 3 lat, cena zamknięcia dla WIG20TR i ETF-a powinna się czasem różnić in plus, czasem in minus – stąd chyba na przestrzeni kilkuset sesji, wyniki powinny być podobne? A tymczasem wykresy coraz bardziej „”się rozjeżdżają” na niekorzyść ETF-a. Ja napisałem maila do Lyxora wczoraj, dzisiaj wysłałem ponaglenie – nie mam na razie odpowiedzi; jak przyjdzie – to podzielę się na forum.

      To co piszesz o spreadzie i prowizjach – to oczywiście prawda;

      Ale nie zgodzę się z Tobą w kwestii „niemożliwości” obniżenia opłat za zarządzanie / zmowy cenowej. W USA opłaty za aktywnie zarządzane fundusze to 1-2%, czasem i mniej, poniżej 1%; a co do OFE – zostanę przy swoim, że opłata za zarządzanie ok. 0.5% jednak o czymś świadczy 🙂 … opłata dystrybucyjna faktycznie istnieje (1.75%) jest znacznie mniej bolesna od tej za zarządzanie – choć oczywiście wpływa negatywnie na stopę zwrotu. Jednak jest to nieporównywalnie mniejszy wpływ: zrobiłem obliczenia w excelu:

      1% opłaty dystrybucyjnej obniża Twój kapitał po prostu o 1%; w przypadku opłaty za zarządzanie 1% – obniża kapitał o ponad 20% (a zysk o ponad 25%)!

      (przyjąłem średnioroczną stopę zwrotu 6.5%, 30 lat oszczędzania, systematyczne wpłaty)

      Jeszcze jedna uwaga – a jakie mieliśmy w Polsce opłaty intercharge (za płatości kartą?) – jedne z najwyższych w Europie, było to chyba nawet 2% na początku? A teraz jest to bodajże 0.3% 🙂 – kilka razy mniej! Musiał pomóc Sejm, ale jakoś nie słychać żeby Visa/Mastercard/banki zwijały interes 🙂

      Opłaty w Polsce za aktywne TFI akcyjne na poziomie 3.5-4% są zdecydowanie za wysokie, ale dopóki Klienci (a także szanowni blogerzy 🙂 ) płaczą i płacą, TFI nie mają motywacji żeby te opłaty obniżać;

      Pozdrawiam,
      Marcin Zarzecki

  7. Michał Wojciechowski

    @Marcin
    Dla jakich konkretnie dat sprawdzaliście te stopy zwrotu?
    Nieważne za jaki okres bierzesz stopy zwrotu. Sprawdzasz dane z sesji dla początku okresu i końca. I akurat na tych sesjach mogły być rozjazdy w wycenie WIG20TR i ETFW20L. Sam spread sięga czasem 1pkt%.
    Musielibyście mieć cenę bid z końca sesji, dla każdej sesji na przestrzeni ostatnich 3 lat (od kiedy ETF przestał wypłacać dywidendę), żeby sprawdzić, czy następuje rozjazd.

    PS. Co do porównań opłat w Polsce i w USA 😉 A jakie są aktywa funduszy w USA? Troszkę większe więc przy stałych kosztach, można troszkę łatwiej zejść z marży.
    Nie chcę być adwokatem diabła ale te porównania niestety nietrafione. VISA i Mastercard to oligopol z wysokim progiem wejścia. Zasady konkurencji ograniczone.

    Fundusze w Polsce to „wolny” (licencja) rynek więc jeśli TFI zarabiają ponad miarę, to znajdą się przedsiębiorcy, którzy wejdą i obniżą koszty. Nawet TFI są w stanie Ci wystawić fundusz w formie white label, którym będziesz zarządzał i pobierał prowizję, jaką uważasz za słuszną.
    Żeby była jasność. Moje argumenty to czysty pragmatyzm. Nie mam zamiaru nikogo przekonywać „jak być powinno”, chciałbym tylko pokazać, że ja tu zmowy nie widzę, a zatem poziom prowizji ustala rynek.
    PS. Szansą na obniżenie opłat jest moim zdaniem przenoszenie się klientów do platform internetowych i samodzielne inwestowanie w fundusze. Wtedy dyktat pośredników okienkowych się skończy i da większą elastyczność TFI.

  8. Marcin Zarzecki

    Michał,

    1) ETF20TR vs WIG20TR
    Nawet z wykresu wynika jasno, że przez ostatnie 3 lata WIG20TR i ETFW20L się rozjeżdżają;
    http://stooq.pl/q/?s=etfw20l&d=20150922&c=3y&t=l&a=lg&b=0&r=wig20tr

    Ale sprawdziłem też dane dzienne – oczywiście wniosek ‘o coraz większym rozjeżdżaniu się’ został potwierdzony (jeżeli sam chcesz to sprawdzić, to wejdź na stooq.pl, wybierz odpowiednie instrumenty i w zakładce ‘dane historyczne’ wyeksportuj sobie dane do pliku CSV – i zobaczysz wszystkie kursy zamknięcia i otwarcia);

    Po moim monicie, na razie z Lyxora dostałem lakoniczną odpowiedź, że sprawdzają moje pytanie i wkrótce dostanę wyjaśnienia;

    2) Wysokie koszty zarządzania w polskich TFI

    Twój argument o różnicy skali jest ciekawy, ale jednak się z nim nie zgodzę – idąc tym tropem rozumowania: jeżeli w USA koszty są 1-2%, u nas 3-4%, to uważasz że np. Na Litwie byłoby OK kasować 6-8%? Albo idąc innym tropem – nasz największy fundusz akcyjny powinien mieć zdecydowanie niższe opłaty niż fundusze małe – a przecież tak nie jest, mimo że różnica w aktywach jest gigantyczna. Inny przykład zatem – choć dot. OFE.. –one kiedyś ustawowo mogły pobierać patologiczne bodajże % (!) opłaty dystrybucyjnej, choć mogły tę opłatę obniżać aby przyciągać Klientów – ale to tego nie robiły. A teraz, „bidusie”, muszą się zadowolić 1.75%…

    Ja rozumiem i szanuję Twoje podejście, że nie chcesz być adwokatem żadnej ze stron i próbujesz spokojnie przyglądać się rynkowi – ale stanowczo i kategorycznie nie można aprobować opłaty za zarządzanie 3.5-4% – i tak jak robi to Autor bloga, należy to piętnować;

    Sprawdziłem jeszcze ile Polacy łącznie wpłacili w 2014 do TFI akcyjnych i mieszanych opłaty za zarządzanie: w 2014 było to ok. 2mld zł – a to ponad 2x więcej niż suma wszystkich wpłat na IKE w 2014 roku – na same prowizje jako naród wydajemy ponad 2x więcej niż wpłacamy na korzystne podatkowo IKE – to wg mnie patologia, wynikająca z nieświadomości ludzi i aktywności /marketingowi sprzedawców TFI

    3) Piszesz, że najlepszym remedium na koszty jest kupowanie jednostek przez internet?… No zgoda, ale chyba doszło do jakiegoś zamieszania z Twojej strony – przecież kupno funduszy TFI przez internet może zlikwidować ‘tylko’ opłatę dystrybucyjną, a opłata za zarządzanie pozostaje taka sama destrukcyjna, niezależnie od kanału dystrybucji funduszu (chlubnym i jedynym znanym mi wyjątkem jest IKE/IKZE w NN)

    Pozdrowienia,
    Marcin Zarzecki

Odpowiedz