Finanse osobiste w pigułce

139
Układaliście kiedyś puzzle? Takie składające się przynajmniej ze 100 elementów? W miniony weekend miałem okazję budować z dziećmi obrazek małych szczeniaków i wtedy właśnie zdałem sobie sprawę, że muszę koniecznie napisać ten wpis. Wpis, który pomoże nowym czytelnikom lepiej zrozumieć o czym właściwie jest blog, a tym z Was, którzy są ze mną od wielu miesięcy, uporządkować nieco tematy, które już znacie.

Przyznam się Wam od razu, że układanie puzzli idzie mi kiepsko. Męczę się przy tym, sapię, oglądam te wycinki z każdej strony i dużo upływa czasu, nim wreszcie coś dopasuję. Moim dzieciom idzie to sto razy szybciej. Jednak, pomimo ewidentnego braku naturalnych zdolności do łączenia ze sobą tych kolorowych skrawków, zawsze udaje mi się dokończyć i z dumą patrzeć na efekt końcowy. Dlaczego? Bo przez cały czas tej zabawy mam przed sobą obrazek, który buduję z kawałków puzzli. Dokładnie wiem, który fragment układam, jakie puzzle będą mi teraz potrzebne, które pasują, a na które przyjdzie czas później.

Tworząc ten blog, odpowiadając na Wasze komentarze, prowadząc szkolenia czy pisząc książkę – również mam przed oczami konkretny obrazek. To prosta metoda, z której korzystam zarządzając moimi finansami osobistymi. System oparty na jasnych zasadach, zdrowym rozsądku i prostych krokach. Czytelnicy mojej książki znają go znakomicie, ale książkę przeczytało kilka tysięcy osób, a blog odwiedza wielokrotnie więcej. Szczególnie po wygranej w konkursie „Blog Roku” przybyło sporo nowych czytelników.

Uświadomiłem sobie, że część z Was może nie zdawać sobie sprawy z mojego podejścia do finansów osobistych, a ja pisząc dla Was, mam to podejście ciągle przed oczami. Dlatego, abyśmy wszyscy byli „na tej samej stronie”, zrobię dziś mały krok wstecz. Opiszę coś, co zdecydowanie ułatwi Wam poruszanie się po blogu i da Wam szerszą perspektywę. Tutaj każdy artykuł to tylko osobny puzzel. Sam z siebie mówi i pokazuje niewiele, ale gdy dopasuje się go do reszty, to wszystko staje się jasne.

Ważna informacja: Możesz zdobyć za darmo moją książkę z dedykacją. Co wystarczy zrobić?
Zależy mi bardzo, aby te proste sprawy rządzące finansami osobistymi, były znane i dobrze rozumiane przez jak najwięcej osób. Owe oparte na zdrowym rozsądku metody są po prostu skuteczne, a promowanie tej wiedzy jest moim sposobem na pomoc innym. Choć może zabrzmieć to śmiesznie, zdefiniowałem dla moich działań konkretną misję, która brzmi tak:

Dostarczam ludziom wartościową wiedzę i narzędzia,
które skutecznie pomagają im zadbać o własne finanse.
Dzięki temu, zamiast martwić się brakiem pieniędzy,
mogą rozwijać swoje talenty i realizować marzenia.

W związku z tym mam do Ciebie serdeczną prośbę:

– Jeżeli znasz te metody i pomogły Ci one choć w drobnym stopniu, napisz o tym kilka zdań w komentarzu, aby zachęcić innych do ich bliższego poznania.
– Jeżeli masz jakiekolwiek pytana do opisanej metody, to zadaj je proszę w komentarzu. W ten sposób pomożemy innym lepiej to wszystko zrozumieć.
– Jeżeli jesteś nowym czytelnikiem bloga i coś Cię dziwi lub zaskakuje w takim podejściu do finansów, to Twój komentarz też będzie bezcenny.

Autorom aż 10-ciu najciekawszych komentarzy podaruję moja książkę z osobistą dedykacją.
Zwycięzców wyłonię w najbliższą sobotę, 28 marca, o godzinie 20:00 23:00 (Wyniki już opublikowane. Znajdziecie je na dole wpisu – przed komentarzami.)

 

A teraz jasno, prosto i konkretnie: oto finanse osobiste w pigułce:

 

Podstawa wszystkich decyzji

Finanse osobiste są proste i, o ile sami sobie nie komplikujemy sprawy szukając magicznych formuł, bardzo łatwo je zrozumieć. W zasadzie wszystko da się sprowadzić do prostego równania:

ZAROBKI – WYDATKI = OSZCZĘDNOŚCI

Oszczędności są super, bo zwiększają finansowe bezpieczeństwo naszych rodzin i pomagają nam w realizowaniu pasji i marzeń. W dodatku pomnażając je, generujemy dodatkowe dochody, dzięki czemu powstaje pozytywne sprzężenie zwrotne: większe oszczędności, to większe dochody, większe dochody to jeszcze większe oszczędności, itd. Tak stajemy się coraz bogatsi.

Gdy wydajemy więcej niż zarabiamy, to nasze oszczędności są ujemne i powstają długi. Zadłużanie się jest bardzo nierozsądne, bo spłacane raty (w tym koszty i odsetki) powiększają nasze wydatki. W ten sposób powstaje sprzężenie zwrotne działające na naszą niekorzyść. Z tego powodu bogacimy się bardzo powoli, stoimy w miejscu, lub jeszcze częściej – stajemy się po prostu coraz biedniejsi.

Ta formuła jest niezawodna niczym prawo grawitacji. Aby konsekwentnie się bogacić, wystarczy po prostu:

– systematycznie zwiększać zarobki,
– trzymać wydatki pod kontrolą,
– mądrze budować i pomnażać oszczędności,
– unikać kredytów i pożyczek konsumenckich.

 

Łatwiej powiedzieć, niż zrobić.

Już widzę te pobłażliwe uśmiechy po przeczytaniu stwierdzenia „wystarczy po prostu…”. Teoria teorią, a życie życiem. Oczywiście doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego na blogu, w książce i w trakcie szkoleń (do tej pory dla firm, ale w maju ruszy moje pierwsze otwarte szkolenie dla wszystkich) podpowiadam, jak tę prostą teorię zamienić w równie prostą praktykę.

Największym wyzwaniem jest to, że wiedza finansowa wydaje się być trudna. Nie mamy pojęcia od czego zacząć, bo widzimy przed sobą zagmatwaną „górę puzzli”. Finansów uczymy się na oślep od rodziny i znajomych (którzy często sami radzą sobie kiepsko), od sprzedawców produktów finansowych (którzy uczą nas tego, co pomoże im zarobić prowizję), ze sponsorowanych artykułów w internecie, a nawet z telewizyjnych reklam.

Nic zatem dziwnego, że staramy się postępować jak inni, bo to wydaje się słuszne. Problem w tym, że Ci inni również czerpią wiedzę z tych samych źródeł, co my. Nie powiększają naszego rozumienia finansów, a jedynie utwierdzają nas w zaszczepionych przez marketingowców i specjalistów PR przekonaniach:

– że w dzisiejszych czasach bez kredytu ani rusz,
– że nie ma sensu oszczędzać, lepiej wydawać i „cieszyć się życiem”,
– że lepiej kupić na raty 0%, niż za gotówkę,
– że karta kredytowa pomaga zarabiać pieniądze,
– że polisa inwestycyjna to najlepszy produkt do budowania kapitału na przyszłość,
– że lokaty bankowe są bez sensu,
– że najlepszym sposobem na stres są porządne zakupy,
– itp.

Te wszystkie slogany powtarzane są tak często, że z czasem zaczynamy uważać je, za coś normalnego. Musimy tu jednak zmierzyć się z brutalną prawdą: fakt, że coś jest normalne, nie przesądza jeszcze o tym, że przestało być głupie. Kiedyś normą było niemycie się, palenie czarownic, przekonanie o tkwieniu Ziemi w centrum Wszechświata…

Dlatego, zamiast trzymać się tak rozumianej normy, spróbuj czegoś innego. Stan Twoich finansów osobistych jest efektem podejmowanych przez Ciebie działań. Te z kolei wynikają z Twoich przekonań na temat pieniędzy. Jeżeli nadal będziesz kupować w ciemno takie slogany i działać jak do tej pory, to nie poprawisz stanu swoich finansów. Dlaczego? Bo, jak powiedział Einstein:

„Ciągłe robienie tych samych rzeczy i oczekiwanie innych rezultatów, to definicja szaleństwa”.

Moja propozycja to 10 prostych, konkretnych kroków, które skutecznie wdrażają teorię w życie. Za chwilę będziesz mógł się przekonać, na którym kroku sam się znajdujesz. Przedtem jednak trzy ważne punkty:

  1. kroki realizuj dokładnie w podanej kolejności – ta kolejność jest dokładnie przemyślana. Na przykład: nie ma sensu odkładać na emeryturę, jeśli nie masz funduszu bezpieczeństwa.
  2. w danym momencie koncentruj się tylko na jednym kroku – Na przykład: nie martw się o środki na edukację dzieci, dopóki walczysz z długami konsumenckimi.
  3. jeżeli jesteś w związku, zadbaj o wsparcie swojego partnera – bo jak Ty będziesz oszczędzać, a Twoja „połówka” beztrosko wydawać, to nici z całego planu.

 

A teraz już przejdźmy do listy 10 kroków:

 

1. Określ punkt startu.

Nawet jeśli masz dobrą mapę, niewiele Ci ona pomoże, gdy nie wiesz gdzie jesteś. Właśnie dlatego pierwszym krokiem jest określenie finansowego punktu startu, polegające na obliczeniu wartości netto. To może być dla Ciebie „moment prawdy”, od którego rozpoczną się pozytywne zmiany w Twoim życiu. Dowiesz się dokładnie, ile Twoich pieniędzy, które z takim trudem przez lata zdobywasz, zostawiłeś sobie, a ile rozdałeś innym. Dokładne wyjaśnienie oraz instrukcję obliczania wartości netto znajdziesz tutaj:

Twoja wartość netto: bogacisz się czy może biedniejesz?

 

2. Przejmij dowodzenie.

Z finansami sprawa naprawdę jest prosta: albo Ty przejmiesz kontrolę nad swoimi pieniędzmi, albo ich niedobór przejmie kontrolę nad Twoim życiem. Albo Ty jesteś tu kapitanem i decydujesz dokąd dopłyniesz, albo dryfujesz od przypadku do przypadku jak rozwielitka. Jeśli nie chce Ci się teraz znaleźć czasu na sensowne poukładanie spraw finansowych, to później stracisz go wielokrotnie więcej, wygrzebując się z długów, walcząc o finansowe przetrwanie lub zmagając się z innymi problemami wywołanymi brakiem pieniędzy. Po co Ci takie problemy?

Jednym z najlepszych narzędzi do zarządzania własnymi finansami jest domowy budżet. Nie chodzi mi jednak o zwykłe spisywanie wydatków dla samego ich spisywania, ale o wykorzystanie budżetu do realnego zarządzania finansami i do podejmowania konkretnych decyzji. Jak mówił John C. Maxwell:

„Zrobić budżet to wskazać swoim pieniądzom, dokąd mają iść, zamiast się zastanawiać, gdzie się rozeszły”.

Jak przygotować taki prosty budżet? Informację oraz gotowy arkusz w Excelu znajdziesz tutaj:

Domowy budżet na Nowy Rok

Ten budżet pokaże Ci na co przepalasz kasę i czy w ogóle jest szansa, że pieniądze, które zarabiasz, kiedykolwiek uczynią z Ciebie zamożnego człowieka.
Oczywiście możesz stwierdzić, że nie chce Ci się robić budżetu. Ale jeśli za jakiś czas będziesz zadawał sobie pytanie, dlaczego ciągle nie jesteś zamożny, odpowiem Ci na nie już teraz: bo za mało Ci się chciało.

 

3. Odłóż 2000 zł.

Oczywiście każdy z Was może być na zupełnie innym etapie. Kroki, o których piszę w tym artykule, zakładają, że zaczynamy z trudnej sytuacji finansowej. Ponad połowa Polaków nie posiada żadnych oszczędności, dlatego ten krok, dla niektórych osób banalny, dla wielu innych jest bardzo ważny:

– dołączysz do grona osób z oszczędnościami,
– udowodnisz sam sobie, że oszczędzanie jest jednak możliwe,
– w nagłej sytuacji nie będziesz musiał sięgać po piekielnie drogie długi.

Odłóż te pieniądze na rachunku oszczędnościowym i pod żadnym pozorem nie sięgaj po nie bez naprawdę ważnego powodu. To jest Twoja żelazna rezerwa, po którą sięgniesz jedynie w wyjątkowych sytuacjach.

 

4. Zaatakuj długi konsumenckie.

Po odłożeniu 2000 zł pozbywamy się wszystkich pożyczek i kredytów konsumenckich, bo to generuje wielokrotnie wyższą stopę zwrotu niż 99% jakichkolwiek inwestycji.

Od zarania dziejów można było wyróżnić dwie grupy ludzi: bogatych i biednych. Bogaci to zwykle ludzie przedsiębiorczy, więc część z nich szybko wpadła na genialny pomysł: pożyczmy biednym nasze pieniądze i każmy im oddać więcej! W ten sposób biedni będą musieli ciężej pracować, a my łatwo pomnożymy nasze majątki. Zdobędziemy niewolników bez konieczności ich kupowania.

Aby ten plan się powiódł, wystarczyło „wyedukować” biednych, że pożyczanie to świetna sprawa, a pożyczki pomogą im spełnić marzenia. Pomysł przerodził się w znakomity biznes, bo ludzie biedni uwierzyli w „spełnianie marzeń” za cudze pieniądze. Co trzecia reklama jest przecież właśnie o tym.

Wprawdzie od tysięcy lat było jasne, że zadłużanie się jest głupotą, ale lobby pożyczkowe dysponuje potężnymi kwotami na skuteczny marketing i PR, więc głosom rozsądku trudno się przebić. Na szczęście era internetu daje szansę dojść do głosu również innym argumentom. 🙂

Najstarszy znany mi tekst, przestrzegający przed długami, pochodzi z Księgi Przysłów Starego Testamentu (V wieku p.n.e.) Znajdziecie tam takie zdanie: „Ubogimi kieruje bogaty, sługą wierzyciela jest dłużnik.” (Prz 22:7).

Za to najzabawniejszy tekst na ten temat, świetnie ilustrujący o co naprawdę chodzi, znajdziecie tutaj:

Ja też dorzucam tu swoje 5 groszy, bo długi są największą przeszkodą na drodze do finansowego bezpieczeństwa. Co zrobić by zrealizować krok nr 4? Podpowiedź znajdziecie tutaj:

Jak skutecznie pozbyć się długów?

 

5. Zbuduj fundusz bezpieczeństwa.

Po spłaceniu długów konsumenckich czas na uzupełnienie kroku nr 3 (2000 zł) o dodatkowe środki. Nie musisz już spłacać żadnych rat, a środki, których nie przeznaczasz na raty, możesz wykorzystać do szybkiego budowania oszczędności. Teraz powinieneś jak najszybciej odłożyć kwotę równą Twoim 6-miesięcznym wydatkom. Po co? Abyś mógł bez większych problemów przejść przez sytuacje takie jak: utrata pracy, całkowite rozbicie samochodu, poważniejsza choroba związana z dużymi kosztami, itp. Sam jesteś w stanie wyobrazić sobie wiele innych okoliczności, w których taki fundusz będzie niezwykle przydatny.
Zanim zaczniesz w ogóle myśleć o jakichkolwiek inwestycjach, zanim zaczniesz odkładać na dodatkową emeryturę czy edukację dzieci – najpierw zadbaj o dzień dzisiejszy i zbuduj fundusz bezpieczeństwa. O znaczeniu takiego funduszu, sposobie jego ulokowania i zasadach korzystania z niego przeczytasz tutaj:

Fundusz bezpieczeństwa – czyli optymizm pragmatyczny.

 

6. Zafunduj sobie nagrodę.

Nikt z nas nie jest cyborgiem. Ty też – nawet jeśli pracujesz tak ciężko jak cyborg. Pieniądze nie służą tylko do tego, by je gromadzić, ale przede wszystkim by pomóc nam w realizacji pasji i marzeń. Dlatego, po zbudowaniu funduszu bezpieczeństwa, zrób sobie nagrodę, którą sfinansujesz z własnych pieniędzy.

Potrafisz już zarządzać własnym budżetem, potrafisz generować nadwyżki finansowe, dzięki którym pozbyłeś się długów i zbudowałeś fundusz bezpieczeństwa. Teraz skoncentruj się tylko na tym jednym celu: odłóż pieniądze na zrobienie sobie nagrody. Najlepiej zabierz rodzinę na wymarzone wakacje i zobacz, jak cudownie wypoczywa się za swoje pieniądze, ze świadomością, że po powrocie nie będziesz musiał spłacać żadnych rat. Na co jeszcze warto przeznaczać pieniądze? O tym możesz przeczytać tutaj:

Ile szczęścia da się kupić?

 

A teraz: lokujemy nadwyżki.

Pierwszych 5 kroków pozwoliło Ci wziąć sprawy w swoje ręce, zbudować finansowy fundament i poczucie bezpieczeństwa. Krok 6 dodatkowo pokazał, jak wspaniale można cieszyć się niezależnością i możliwością wyboru, jakie dają odłożone oszczędności. To daje niesamowity zastrzyk pewności siebie oraz „kopa” do działania. Nie musisz już martwić się pieniędzmi, działasz odważniej, co zwykle przekłada się na dużo lepsze wyniki w pracy. Co za tym idzie? Coraz większe docenianie przez przełożonych, a w ślad za tym – większe zarobki. A jeśli nie? Cóż – nie masz długów konsumenckich, zbudowałeś fundusz bezpieczeństwa – możesz śmiało rozejrzeć się za lepszą pracą, na co dotąd być może nie miałeś odwagi.

Jeśli trzymasz się konsekwentnie planu, to Twoje dochody będą rosły. Dlatego następne cele związane są już z lokowaniem generowanych przez Ciebie nadwyżek finansowych. Zanim przejdę do ich opisu, zwrócę tylko uwagę na ogólną zasadę postępowania przy lokowaniu nadwyżek w każdym miesiącu:

– najpierw przelewamy określoną kwotę na konto emerytalne (krok 7)
– jeśli po przelaniu środków na konto emerytalne, mamy jeszcze nadwyżki, a chcemy zadbać o edukację dzieci, to przelewamy kolejne kwoty na cel nr 8,
– gdy po sfinansowaniu w danym miesiącu kroku nr 8, nadal mamy nadwyżki, przeznaczamy je na cel nr 9,
– po zapewnieniu finansowania dla kroku nr 9, przeznaczamy pieniądze na cele z kroku 10.

Wiem, że dla wielu z Was to może się wydać zwykłą utopią. Skąd niby wziąć tyle pieniędzy? Jakim cudem dojść do kroku nr 10? Kiedy kilka lat temu sam walczyłem z długami, też wydawało mi się to bardzo odległe i mało prawdopodobne. A dzisiaj? Żadnych długów konsumenckich, solidny fundusz bezpieczeństwa, systematycznie rosnące oszczędności na koncie emerytalnym i na edukację dzieci, kredyt hipoteczny zbity do 11% pierwotnie zaciągniętej kwoty i regularnie nadpłacany, oszczędności pozwalające na rozkręcanie własnego biznesu… A jeszcze w 2009 roku było naprawdę kiepsko.

Te metody działają i sprawdzają się w praktyce! Trzeba oczywiście zagryźć zęby, ciężko pracować i działać tak, aby każdy dzień przybliżał nas do realizacji celu. Ale efekt jest nieunikniony: coraz większe finansowe bezpieczeństwo, coraz więcej możliwości, coraz większa wolność.

 

7. Otwórz konto emerytalne.

Pierwszym celem dla Twoich nadwyżek powinno być odkładanie na prywatną emeryturę. Dlaczego?

– na emeryturze Twój dochód spadnie o 70%, a wydatki będą niewiele większe, bo dojdą koszty leczenia. Dasz radę dziś przeżyć za 30% wynagrodzenia? Spróbuj choć przez jeden miesiąc.
– nie chcesz być ciężarem dla swoich dzieci – one będą miały swoje małe dzieci, swoje kredyty hipoteczne, itp. Nie licz, że Ci pomogą. Pomagasz swoim rodzicom? Jeśli tak, to łatwo Ci z tym? Po co tak robić, skoro sam możesz świetnie o siebie zadbać.

Nie chcę tutaj się rozpisywać, to temat rzeka. Trzeba po prostu co miesiąc budować swój kapitał na emeryturę i już.

Więcej o Twojej emeryturze i systemie emerytalnym przeczytasz tutaj:

Chcesz oszczędzać bez podatku? Poznaj bliżej IKE.
Dobre wieści o naszych emeryturach.
ZUS czy OFE? Co podpowiada mi zdrowy rozsądek?

 

 

8. Przygotuj środki na studia dzieci.

Ile kosztują „bezpłatne” 5-letnie studia w Polsce? Dziś jest to koszt około 60 tys. złotych. Jak oszczędzam na edukację moich dzieci, z jakich produktów korzystam? O tym powstał na blogu konkretny przewodnik, który zaczyna się takim wpisem:

Jak inwestuję własne pieniądze?

 

9. Zaatakuj kredyt hipoteczny.

Nadpłać przynajmniej jedna ratę w roku.

Większość doradców finansowych powie Ci, że nadpłata kredytu hipotecznego to bzdura. Ale każda osoba, która pozbyła się kredytu hipotecznego i nie musi już płacić miesięcznych rat, powie Ci, że nie ma wspanialszego uczucia niż wolność od tego zobowiązania. Finanse osobiste to nie tylko matematyka – to również emocje.

Ale matematyka też jest zwykle po stronie nadpłacających, co pokazałem w tych artykułach:
Czy warto nadpłacać kredyt hipoteczny?
FBO 006: Kredyt hipoteczny i syndrom sztokholmski.
Kredyt hipoteczny – dlaczego 30 lat to kiepski pomysł?

 

10. Ciesz się życiem, mądrze inwestuj, pomagaj innym.

 

Z resztą pieniędzy zrobisz, co zechcesz. Moim zdaniem najlepiej przeznaczać je na 3 wartościowe cele:

Ciesz się życiem – zwiedzaj, podróżuj, kup sobie wymarzony motor, zrób sobie rok wakacji, itp. Najlepiej „inwestować w doświadczenia”. Ich wspomnienia z czasem pięknieją w naszej głowie, a rzeczy materialne niszczeją i starzeją się. Ale to Twoje pieniądze – więc po prostu przeznaczaj je na co masz ochotę.

Mądrze inwestuj – nie wydaj jednak wszystkiego. Buduj swój majątek, bo najwyraźniej masz do tego talent, skoro jesteś na 10-tym kroku. J Przekażesz fajny spadek przyszłym pokoleniom lub jakiejś organizacji charytatywnej.

Pomagaj innym – osiągnąłeś sukces? Podziel się nim. Wokół jest mnóstwo osób potrzebujących pomocy, a Ty możesz pięknie odmienić ich życie. Jak powiedział Martin Luther King Jr.:

Najbardziej niezmiennym i ważnym pytaniem życia jest: Co robisz dla innych?

 

I już. Całe finanse osobiste w pigułce to raptem 3000 wyrazów. Tylko tyle i aż tyle.

Znacznie więcej opartej na zdrowym rozsądku wiedzy finansowej znajdziesz w mojej książce Jak zadbać o własne finanse? Możesz ją wygrać z moją dedykacją zostawiając komentarz, a także kupić bezpośrednio ode mnie również z dedykacją. Szczegóły znajdziesz tutaj.

Czekam z ogromnym zainteresowaniem na Twój komentarz i życzę Ci bardzo miłego dnia! 🙂

P.S.

Bardzo serdecznie dziękuję Wam za tak liczne komentarze. Jestem Wam za nie ogromnie wdzięczny, bo właśnie w ten sposób – dzieląc się swoimi historiami, pytaniami i spostrzeżeniami – współtworzycie ze mną ten blog i pomagacie innym czytelnikom. Bardzo doceniam każdy komentarz, natomiast książki z dedykacją otrzymują następujące osoby (imię to link do komentarza):

– Mariusz
– Dawid
– Adrian
– Klaudiusz
– Krysia
– Arek
– Maciej
– Kat
– Ania
– Tomek
– Wojtek

I oczywiście niesamowity, niepowtarzalny, niezwykle utalentowany poetycko Janusz 🙂 🙂 🙂

Gratuluje i jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję. Prześlijcie mi proszę za pośrednictwem formularza kontaktowego informację z hasłem „ADRES DO WYSYŁKI” – a w niej podajcie proszę ów adres i oczywiście, jeśli macie takie życzenie, propozycję dedykacji. Życzę Wam wszystkiego dobrego! 🙂

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze139 komentarzy

  1. Świetny artykuł! 😉 Najbardziej podobał mi się fragment o genezie pożyczek – poszedł dalej razem z artykułem na fb 😉

    Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy 🙂

  2. Marcin, Tobie również dobrego dnia!:)
    Bardzo fajne to kompendium finansów osobistych. Bardzo ważny jest punkt 6, ja bym dodała do tego jeszcze małe, symboliczne nagrody za osiąganie kolejnych finansowych celów. Tak żeby co jakiś czas podarować sobie odrobinę luksusu, żeby nie traktować oszczędzania jak drogi pełnej wyrzeczeń. Z takim podejściem o wiele łatwiej mi było zmienić swój budżet domowy niż na początku, gdy zakładałam sobie mocno restrykcyjny plan.

    • Cześć Aniu,

      Dziękuję za komentarz. Zgadzam się całkowicie, że w naszym budżecie powinna być zaplanowana kwota, którą po prostu wydamy na drobne przyjemności. To nagradzanie siebie może mieć oczywiście różną formę. Od wykreślenia kolejnego spłaconego kredytu z powieszonej na lodówce listy, przez bilet do kina, aż po super wycieczkę, o której piszę w kroku 6.

      Ważne jednak, aby „ogon nie machał psem”. Niektórzy postanawiają, że nagrodę wypłacą sobie z góry i jadą na wakacje za pożyczone pieniądze. A to początek drogi do finansowej mizerii.

      Najpierw osiągnięcie – później nagroda. Taka powinna być kolejność 😉

  3. Marcinie, gratuluje bloga i książki. Robisz dobrą robotę. Piszesz prosto i jasno. Czasami chce się aż powiedzieć „przecież to wszystko wiem” ale prawda jest taka, że warto mieć to w jednym miejscu, zacząć UŚWIADAMIAĆ sobie błędy jakie popełniamy w zarządzaniu domowym budżetem i wprowadzać mądre nawyki z korzyścią dla swojego portfela. Czekam na wpis analizujący szczegółowo plusy i minusy polis inwestycyjnych (UFK) . Wiele osób w nich tkwi (włącznie ze mną) mimo, że dziś wiemy, że zazwyczaj są drogie, ale opłaty likwidacyjne sprawiają, że trzymamy je bo inaczej straty będą jeszcze większe. Jakby co służę przykładem konkretnym w SKANDII Pozdrawiam!

    • Jacek, bardzo dziękuję za komentarz.
      Podoba mi się pomysł z tą polisą inwestycyjną. Mam propozycję: napisz do mnie przez formularz kontaktowy (temat: UFK Skandia). Weźmiemy Twoją polisę „na warsztat” i na jej przykładzie zrobimy wpis, OK?

      • Jak najbardziej! Jutro masz wiadomość ode mnie z wszelkimi potrzebnymi informacjami 🙂 Pozdrawiam.

      • Ja także do niedawna byłem „ubrany” w polisę inwestycyjną ale jeden z artykułów Marcina w tym temacie zainspirował mnie do działania i rozstałem się po 7 latach ze Skandią. Potraktowałem tą decyzję jako ustawienie spóźnionego stop loss. Sam artykuł zachęcił mnie do zbadania TOiP a kiedy doszedłem do wniosku jak mętne są zapisy Skandii i tłumaczenia operatorów CC, zdecydowałem o zakończeniu mojej przygody. Faktycznie trudno byłoby po kilkunastu latach uzyskać zwrot z inwestycji widząc ile opłat Skandia pobiera, nie wspominając już o zewnętrznych czynnikach jak wachania indeksów. Ceną za wyjście było niecałe 20% składek z bodajże pierwszych 5 lat trwania polisy. Pozostała kwota po zamknięciu transakcji, zainwestowana w bezpieczne instrumenty, po kilku latach powinna zbilansować stratę choćby przez brak ponoszenia dalszych opłat i prowizji. Tak zakładam.
        Ja sam jestem zwolennikiem inwestycji z barierą wyjścia, ponieważ potrzebuję dodatkowej stymulacji:). Ale inwestycja która jest korzystna jedynie dla TU to już gruba przesada. Tak więc zachęcam do odważnych decyzji, chyba że mają się one wiązać ze stratą większości kapiatłu. W takim wypadku polecam cesję.

      • Witaj Marcinie
        Popieram prośbę Jacka j.w.
        To samo dotyczy innych towarzystw sprzedających polisy z UFK
        Aktualnie jest rodzynek /Aegon/, który zrezygnował z potrącania wysokich opłat likwidacyjnych.
        Tak powinni zachować się pozostałe towarzystwa przy wcześniejszych likwidacjach polis z UFK.
        Problem w tym, ze ci pozostali nie chcą zrezygnować „z dojenia klientów”.
        Może Pan zapoczątkuje proces przymuszenia rezygnacji z pobierania opłat j.w. przez pozostałe towarzystwa.
        Wielu „nabitych w butelkę” postawi Panu pomnik!
        Czesław

  4. Dochody – wydatki = przetrwanie. Są różne sytuacje życiowe. Najgorsza z nich to kredyty i groźba bankructwa. Oszczędności to wizja odległej przyszłości a powyższe słowa to opcja młodych, dobrze zarabiających ludzi, dla których świat stoi otworem. Wierzę, że oszczędność to lepsze życie ale tego trzeba się uczyć w młodości, a najlepiej wynieść z domu, jeśli są ku temu warunki…

    • Przemku, zapewniam, że choć lepiej coś wynieść z domu, to największą wartość ma to, co wypracujemy sami. Jeśli ludzie zechcą się edukować, szansa na lepsze życie jest w zasięgu ich ręki.
      I przyznam, ze bardziej obawiam się o osoby starsze, które zaciągają pożyczki na potęgę lub inwestują w niebezpieczne narzędzia niż niefrasobliwości młodych. Ale rzeczywiście, konsumpcyjne społeczeństwo jest trudnym środowiskiem do rozwijania etosu oszczędzania i życia poniżej swoich możliwości 🙁

    • Cześć Przemku,

      Nigdy nie jest za późno, aby zacząć poprawiać swoja sytuację finansową i wiek nie ma tutaj żadnego znaczenia, a liczne przykłady osób, z którymi współpracowałem, utwierdzają mnie w tym przekonaniu.
      W zależności od wieku i sytuacji finansowej – może być trudniej, lub łatwiej. Ale za późno nie jest nigdy i zawsze można osiągnąć znaczącą poprawę.

      Dopóki żyjemy, oddychamy i możemy pracować – wszystko w naszych rekach. Chyba, że stwierdzimy, iż „to wizja odległej przyszłości” i odpuścimy sobie…
      Realizujemy w życiu takie cele, jakie sami sobie zdefiniujemy. Jeśli Twoim celem jest „przetrwać”, to będziesz działał by przetrwać. Jeśli tym celem jest zdecydowana poprawa sytuacji finansowej – to taki cel zaczniesz realizować.
      I nie chodzi tu o żadne amerykańskie „czary-mary”. Sprawa jest bardzo prosta: w zależności od postawionego sobie celu lub pytania, szukamy zupełnie innych rozwiązań i działań.

      Gdy zapytam Cię jak zarobić 100 zł w jedną noc, do głowy przyjdą Ci inne pomysły, niż wtedy, gdy zapytam Cię jak zarobić 10 000 zł w jedną noc, prawda? 🙂

  5. Do powyższej listy chętnie dodałabym budowanie wolności finansowej (w punkcie o funduszu emerytalnym). Z mężem postawiliśmy na dodatkowy przychód w postaci mieszkań na wynajem. Obawiamy się, że za 25-30 lat nie będzie już emerytur, albo będą zbyt małe, aby z nich korzystać i godnie się starzeć, dlatego kupiliśmy kilka mieszkań na wynajem. Skorzystaliśmy z kredytów hipotecznych, które są drogie, ale najemcy spłacają nasze raty. To nasz „fundusz emerytalny”. Zresztą nie lubimy gotówki na kontach, czy w funduszach – nieruchomości bardziej nas przekonują.

    I bardzo dziękuję za ten wpis – pokazał mi, że jesteśmy na dobrej drodze 🙂 Większość kroków mamy za sobą, choć działaliśmy instynktownie, zanim trafiliśmy na fachową literaturę i wspaniałych inspirujących ludzi! Pierwszy kurs z zarządzania finansami wygrałam w losowaniu, ale poszłam z mężem i tak się zaczęła nasza wspólna przygoda z budżetowaniem i panowaniem nad finansami. Minęło 7-8 lat, a my atakujemy kredyt hipoteczny na obecne mieszkanie do użytku prywatnego (punkt 9). Przekonał mnie o tym jeden z Twoich wpisów na blogu. Chcieliśmy dalej inwestować, bo przecież taki kredyt jest najtańszy (mamy na nim świetne warunki), ale otworzyłeś mi oczy 🙂

    Mam nadzieję, że nie wiem jeszcze wszystkiego i mogę doskonalić warunki naszej podróży przez życie 🙂 Życz mi (nam) szczęścia 🙂 A sobie i Tobie życzę, aby ten blog kwitł, trafiał do Polaków i stawał się ich nadzieją na lepsze życie 🙂

    • Cześć Aga-ta,

      Oczywiście życzę Wam szczęścia i dalszej satysfakcji z Waszych działań. Najważniejsze, że postępujecie w sposób świadomy i przemyślany – serdecznie gratuluję.

      Osobiście lubię trochę gotówki na koncie, a i z funduszy chętnie korzystam. Ale nieruchomości na wynajem, o ile dobrze się do tego przygotuje, to może być dobry pomysł na inwestycję. Nieruchomości też lubię 🙂

      Trzymam za Was z całych sił kciuki!

      • Dziękuję 🙂 Jeszcze raz.

        I pozwolę sobie jeszcze zapytać – nie myślałeś o stworzeniu programu zajęć dla dzieci, które wprowadzałyby młode pokolenie w temat zarządzania finansami? Stworzenie konspektu i udostępnienie go nauczycielom? Robisz wiele dobrego, także w obszarze edukacji nas: dorosłych, ale mam wrażenie, że obszar edukowania młodego pokolenia jest pustynią!
        Nie będzie tam wychodzenia z długów (oby!), ale oszczędzanie, spełnianie celów i marzeń. Pomyśl 🙂 Może strona rządowa byłaby zainteresowana takim projektem? Może szkoły prywatne? A może byłaby możliwość stworzenia gry edukacyjnej dla młodych? Wydania książki z historyjkami?

        • Pewnie, że o tym myślę 😉 Ale to będzie najwcześniej w 2016. Na razie rozpowszechnić muszę szkolenia dla dorosłych.
          Krok po kroku – jak w finansach. 🙂

          • Inwestowanie w mieszkania na wynajem to świetny pomysł. Sam to robię i również nie lubię gotówki na koncie. Mam wrażenie że się marnuje. Poza tym kusi żeby wydać. Po zakupie nieruchomości jak sama nazwa wskazuje nieruchomość się nie rusza i nigdzie nie ucieka 😉

            • Robercie, Interesująca refleksja ☺. Może właśnie dlatego lubię nieruchomości, że wprowadzają pewnego rodzaju stałą w moim dość dynamicznym życiu?
              A serio, to nieruchomości tworzą wokół siebie magię -dają poczucie sprawstwa. Bo jeśli udaje Ci się kupić mieszkanie, czasem kilka, to już wiesz, że możesz wszystko. Mimo, że jeszcze nie tak dawno nie miałeś pojęcia o sensie oszczędzania i inwestowania.

              • To wszystko fajne co mówicie jednak to już wyższa półeczka. Wiele osób ma problem z uzyskaniem jednego kredytu i wkładem własnym. Musicie mieć niezłe dochody żeby dostać kilka kredytów 😉 Wiem każde pieniądze można przejeść. Jednak kilka nieruchomości to może dla 2% z nas. Jednak życzę wam powodzenia i pomagajcie przy tym innym.

                • Tomoser, dzięki za życzenia powodzenia 🙂
                  Dodam tylko, że mało kto z nas rodzi się z kilkoma mieszkaniami na koncie. Szczególnie, że fortuny rodzinne nie powstawały tak często w czasach komunizmu i jesteśmy pierwszym pokoleniem, które ma szansę kupować nieruchomości.
                  Z całą pewnością i przekonaniem mogę powiedzieć, że ciężką pracą można wiele osiągnąć. Zachęcam do pacy i rozwoju każdego. Wierzę, że i Tobie się powiedzie. Warto mieć swój własny cel i realizować go krok po kroku. Marcin pokazuje jak się poruszać w gąszczu zarządzania finansami, jak nie ulegać wpływom i manipulacjom konsumpcyjnym. I to jest ważne, nawet bardzo.

  6. Marcin, dobrego dnia 🙂
    Podoba mi się to kompendium finansów osobistych.
    Bardzo ważny jest punkt 6, czyli nagroda. Od siebie dodałabym, że warto też nagradzać siebie za małe sukcesy w zarządzaniu budżetem domowym, dać sobie trochę luksusu raz na jakiś czas, żeby oszczędzanie nie kojarzyło nam się tylko z wyrzeczeniami. U mnie taki system świętowania kolejnych sukcesów dużo lepiej się sprawdził niż kiedy na siłę próbowałam sobie wszystkiego odmawiać, byle tylko oszczędzić. A po drugie, warto stawiać sobie realne cele – krok po kroku eliminować zbędne wydatki, nie wszystkie na raz, tak żeby się nie zniechęcić na samym początku przy pierwszym kryzysie.

  7. Marcinie tak samo jak TY chcę pomagać ludziom w problemach z finansami, jestem doradcą finansowym nie posiadam żadnej wiążącej mnie umowy uzależniającej od pracy tylko dla jednej instytucji, jestem wolnym strzelcem. Przez te kilka lat pracy zauważyłem jedno, łatwiej sprzedam pożyczkę pozabankową ( wiadomo jakie oprocentowanie?), niż nakłonię człowieka do zaprzestania brania pożyczek , kredytów . W internecie może powstać kilka naście blogów , stron, i innych produktów oświatowych, ale jeżeli ,,pożyczkowicz” sam sobie nie uświadomi w jakiej jest sytuacji i co musi dalej zrobić , nawet najwspanialszy z największą wiedzą doradca nic w takim przypadku nie pomoże. Dla mnie udało się ,,oświecić ” tylko jedną osobę, gość po rozmowie ze mną nie spał całą noc, spędziliśmy kilka dni na jego sprawie, było to około rok temu, w tej chwili ten człowiek regularnie spłaca pozostałe kredyty, już z tego co wiem ma odłożone około 20 tys. Więc można ?! Sądzę że Twój blog otworzy oczy chociaż kilku osobom to i tak będzie dobrze, a dla mnie jest ściągawką w codziennej pracy. Pozdrawiam

    • Cześć Mariusz,
      Dziękuję za komentarz. Nawet jeśli tylko jedna osoba poprawi swoją sytuację dzięki naszej działalności, to i tak warto to robić.
      Wiem jednak, że grono osób świadomych systematycznie rośnie i będę bardzo się starał, by rosło nadal.

  8. Witam.
    Dzięki takim ludziom jak Marcin Iwuć i Michał Szafrański zmieniło się moje życie. Dzięki ich woli dzielenia się wiedzą finansową otrząsnąłem się z letargu i zamiast dalej harować dla banków zacząłem liczyć się z kasą. Jeszcze rok temu miałem dwie karty kredytowe, trzy kredyty konsumenckie i kilka innych zobowiązań. Nie przejmowałem się tym dobrze zarabiam i jakoś kasy zawsze zostawało na roztrwonienie poza tym wydawało mi się, że kredyty są po to żeby je brać w myśl zasady „gdyby Bóg nie chciał żeby ludzie brali kredyty to by ich nie stworzył”
    Pewnego dnia przypadkowo trafiłem na blog Marcina i już po przeczytaniu kilku wpisów zrozumiałem, że takie życie to droga do nikąd i trzeba wziąć się do działania bo jestem o krok od katastrofy.
    Najpierw plan działania bo wiadomo bez planu wszystko skazane jest na porażkę. Spisanie wszystkich zobowiązań,wprowadzenie budżetu domowego,stopniowe tworzenie funduszu bezpieczeństwa pozwoliły mi wyjść na prostą.Od wolności finansowej dzieli mnie już tylko kilka miesięcy a potem rozwój, inwestycje,odkładanie na emeryturę. Nawet nie chcę myśleć jak daleko w długi zabrną bym gdyby nie ten blog. Dlatego dla ludzi takich jak Marcin i Michał chapeau bas.

    • Hej Adrian, to przed Tobą czapki z głów.
      To TY podjąłeś odważne decyzje, zmieniłes sposób postępowania i pospłacałeś długi. Brawo!
      Bardzo się cieszę, że mogłem choć trochę pomóc.

  9. Marcinie,
    pracuję jako doradca rodzinny i terapeuta małżeński. W zeszłym roku obroniłam doktorat, który napisałam na temat czynników warunkujących szczęśliwe małżeństwo. I obserwując, ile kłótni w małżeństwach jest powodowanych przez pieniądze, to myślę, że zakup Twojej książki i wprowadzenie Twoich rad w życie, można zaliczyć do jednego z determinantów satysfakcjonującego związku.
    Miłego wieczoru!

  10. Witam,

    Podzielę, sie moimi doświadczeniami i przemyśleniami. Oszczędzam z mniejszym lub większym skutkiem od około 7 lat. Obecnie udało mi się wypracować kilka zasad którymi kieruje się w finansach osobistych.
    1. Zawsze na początku każdego miesiąca przy przyjściu wypłaty przelewam 10% mojego pensji na osobne konto nazywane przez mnie emerytalnym. Mam już nawyk oszczędzania i wielką radość z tego, lubię patrzeć jak ta suma rośnie, dzięki temu rośnie też mój spokój bo wiem, że w razie jakiś życiowych zawirowań życiowych będę mieć więcej czasu na jakąś reakcję.
    2. Za radą Marcina mam fundusz awaryjny w wysokości 2000 zł i Fundusz Bezpieczeństwa z gdzie mam obecnie ulokowane nasze kwotę która pozwoli nam przeżyć 6 miesiecy w razie sytuacji awaryjnej, daje to wielki spokój szczególnie podczas zawirowań na rynku pracy, jak i podczas poszukiwania nowej pracy.
    3. Dążę do oddawania tzw. dziesięciny mianowicie 10% moich comiesięcznych dochodów na cele ewangelizacyjno-dobroczynne, co w praktyce polega na tym, że wspieram kilka organizacji które dbają o dzieła bliskie mojemu sercu, sumieniu i wartościom. Mam z tego wielką frajdę, i bardzo mnie to wciąga, nawet czasem mam już inny tok myślenia mianowicie chcę zarobić więcej, bo wiem, że te pieniądze będą mogły zdziałać więcej dobra. Pomaganie strasznie wciąga, daje radość kiedy widzę uśmiechnięte buzie dzieci, widzę, ze organizacja walczy o wartości dla mnie ważne, buduje przyszłość tej małej i dużej Ojczyzny. Obecnie 10% przelewam na osobne konto i stąd wyszukuję inicjatywy które wspieram. Zauważyłem też, że odkąd dziele się pieniędzmi którymi zarządzam jestem bogatszy, mianowicie nigdy nie miałem debetu, stąd jeszcze łatwiej mi oszczędzać bo widzę, że jestem sobie w stanie poradzić miesiąc w miesiąc bez 20% pensji, uczy to planować wydatki, myśleć do przodu i przewidywać. Czyni też życie bardziej przewidywalnym bo nie muszę się bać co będzie jeśli np. wypadnie mi wizyta u lekarza. Zachęcam wszystkich żeby podjęli próbę mianowicie przekazywania części swojej pensji zaczynając od 1% na wybrany przez siebie cel, a z czasem dostrzeżecie że dzieją się cuda. Pieniądze zaczynają być dla Ciebie a nie Ty dla pieniędzy.
    3. Ograniczam używanie kart – generalnie staram się w większości posługiwać gotówką bo wtedy czuję, jak wydawanie boli. Jest to tym ważniejsze w im większym żyjesz stresie i dokonujesz zakupów pod wpływem impulsu. Pieniądze na koncie to tylko kilka cyfer, w rzeczywistości kiedy czujesz pieniądze w ręce wygląda to inaczej.
    4. Przeliczam co ile chce wydać na to ile muszę na to oszczędzać – dotyczy to zachcianek i rzeczy które najczęściej wydają mi się potrzebne czyli chce coś kupić za 1000 pln co nie jest mi potrzebne, patrze ile tygodni/dni muszę na to oszczędzać.
    5. Zbieram paragony i notuje wydatki w telefonie – nad tym krokiem pracuje
    6. Nie zaciągam długów – nie mam kredytu hipotecznego, dlatego polecam poradę której Marcin udzielał w podcascie nt. kredytu hipotecznego (świetny podcast tak na marginesie;). Naprawdę lepiej zdecydować się na wynajem, i dać sobie trochę czasu, bo po co brać dług na siebie zaraz po ślubie? Ten czas moim zdaniem warto poświęcić na przemyślenie i zaoszczędzenie na wkład własny, pozwoli to każdemu też sprawdzić czy jest w stanie udzwignać ciężar hipoteki przez dłuższy okres np. kilku miesięcy.
    7. Z rozsądkiem staram się podchodzić do zakupów szczególnie elektroniki i zachcianek. Nie testowałem w praktyce, ale Bryan Tracy poleca metodę odczekania 30 dni, żeby opadły emocje i wtedy dowiesz się czy tego co chciałem kupić naprawde potrzebujesz.
    8. Ograniczam telewizje i pracuje nad ograniczeniem oglądania allegro – powód: czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Im więcej oglądam tym bardziej „uświadamiam” sobie ile jest rzeczy które „potrzebuje”.
    9. Jako wierzący staram się podchodzić do pieniędzy jako czegoś co jest mi „dane w zarządzanie”, pieniądze nie są moje, ale Pan Bóg dał mi je tutaj po to bym nimi dobrze rozporządzał.
    10. Dziękuje za to co mam i walczę ze swoim egoizmem, żeby nie mieć przerostu ambicji, że coś mi się należy. Może się okazać że dla mnie max zarobków to np. 5000 netto np. ze względu na zdolności, branże lub inne priorytety życiowe, co nie pozwoli się oddać pracy tak, żeby zarabiać więcej. Uczę sie rozporządzać tym co mam i pomnażać, żeby był z tych pieniędzy lepszy pożytek.
    11. W przyszłości chce wdrożyć pomysł Marcina który uważam za bardzo dobry mianowicie oszczędzanie celowe, a nie oszczędzanie dla ilości pieniędzy. Jak powiedział Krzysztof Jędrzejewski w jednym z wywiadów: „Pieniędzy nie jest nigdy wystarczająco dużo”. Pomysł celowości bardzo mi się podoba.

    Dzięki za cierpliwość tym co przeczytali. Wierzę, ze komuś to pomoże, mimo tego, że dla niektórych mój system będzie „odjechany”:)
    Pozdrawiam.

  11. Dzięki. Brakowało mi tego wpisu już kilka miesięcy temu. „Na piechotę” zrobiłem sobie sam takie zestawienie artykułów z linkami i co jakiś czas wracałem do nich aby odświeżyć swoją wiedzę i poprawić drobne błędy, które się u mnie pojawiły.
    Miałem nawet do Ciebie napisać o tym ale pomyślałem, że mogę zrobić to sam 🙂
    Widzę jednak, że dość podobnie poklasyfikowałem wpisy. 🙂

    W moim zestawieniu były jeszcze, bardzo motywujące i dla mnie kluczowe, wpisy o barbie i kenie i gotowaniu żabki. 🙂 Dla mnie dwa wpisy must have 🙂
    Może znajdziesz dla nich miejsce w Twoim zestawieniu? Jest to podstawa do tego żeby zauważyć problem i odnieść pozostałe punkty do siebie. Bo co z tego, że ktoś przeczyta tą listę jeżeli pomyśli sobie: jestem bogaty (dużo zarabiam), stać mnie na wszytko, jestem młody, itp. to co będę męczył się z jakimiś wyrzeczeniami, oszczędnościami? Mnie to nie dotyczy. Pomyślę o tym na starość. 🙂

    PS. Moje zestawienie rozesłałem do kilku osób. Jedna osoba „zaskoczyła” i choć może z oporami ale wychodzi na prostą. Do tej listy na pierwszym miejscu dodam teraz ten wpis. 🙂

  12. Marcin, świetny artykuł 🙂
    Od kilkunastu lat prowadzę swój budżet domowy, który zgadza mi się do 0,01 zł. Mój plik, choć nie jest doskonały (pracuję właśnie nad jego udoskonaleniem), zawiera w sobie informację o saldzie na rachunkach bankowych, o posiadanej gotówce w portfelu, o wszystkich wydatkach w poszczególnych kategoriach, o terminach spłat bieżących i przyszłych. I wszystko musi mi się zgadzać 🙂 To co zawsze u mnie „kulało” to oszczędzanie. Tak łatwo powiedzieć „nie mam pieniędzy żeby oszczędzać”. Ale teraz zaczęłam oszczędzać na kilka sposobów:
    1. kupuję walutę (niskie nominały) i lokuję je na koncie walutowym,
    2. wrzucam do świnki skarbonki każde 5 zł, które mam w portfelu
    3. z pensji przelewam drobne kwoty na konto oszczędzające (nie martwię się, że nie jest to 10% mojej pensji, cieszę się, że cokolwiek mogę odłożyć)
    4. oszczędzam przez dorabianie – przestałam mówić, że nie mam czasu, że jestem zmęczona, że nie opłaca się… ile bym nie dorobiła to są to pieniądze, które podwyższają moje wpływy.
    Kiedyś, gdy chciałam oszczędzać, traktowałam te kwoty jak raty kredytu. Było mi łatwiej spłacać zobowiązania niż odłożyć na poduszkę bezpieczeństwa.
    Słusznie zauważyłeś, że bardzo ważne jest, żeby nasz partner współuczestniczył w oszczędzaniu i kontroli nad wydatkami. Co z tego, że ja chciałam ograniczać zbędne wydatki, gdy w tym samym czasie mój były partner pakował do koszyka kolejnego „złodzieja pieniędzy”. I niestety, w sprawach finansowych byliśmy na dwóch różnych biegunach. Stąd wiem, jakie ma to znaczenie, żeby „iść w tym samym kierunku’ 😉
    W tym roku odkryłam, że mogę podzielić się swoim doświadczeniem z innymi (choć do Ciebie mi daleko 🙂 ). Biorę udział w dwóch projektach organizowanych przez Fundację Innowacja i Wiedza:
    „Zyskaj Więcej! Edukacja finansowa dla osób wykluczonych ekonomicznie” oraz „Projekt finansowy DZIECKO” (projekt jest realizowany z NBP) i chcę zostać trenerem edukacji finansowej 🙂 I na pewno będę szukać u Ciebie dalszych inspiracji 🙂
    Wszystkiego dobrego! 🙂

  13. Cześć wszystkim,

    Z finansami osobistymi spotkałem się pierwszy raz gdy przypadkiem natknąłem się na twoją książkę w empiku. Zainteresowała mnie i na dwa tygodnie wsiąkłem w różne blogi finansowe. Ale wszystkie one nie odpowiadają na pytanie które sobie zadaję.

    Mam 26 lat oszczędności rzędu 30 000 zł (długów brak) i plany związane z weselem (finansowanym przez rodziców) i wspólnym mieszkaniem. Aktualnie z stypendiów i mojej pracy udaje nam się wspólnie odkładać 60% zarobków. Co mam robić ? Czy odkładać na wkład własny do mieszkania czy wpłacać na OFE? Oszczędzać na dzieci? Ale po co skoro ich jeszcze nie ma nawet w planach? Nie mam długów w atakowania ani czasu na inwestycje na giełdzie (na razie żongluję lokatami). Co poradzicie mi drodzy czytelnicy?

    Rozumiem że sytuacja niektórych ludzi jest bardziej dramatyczna i pewnie wielu chciało by się ze mną zamienić, ale mimo wszystko jestem ciekawy porady jakiej moglibyście mi udzielić.

    • Łukasz,
      Sprawa bardzo prosta. W obecnej sytuacji odkładacie równowartość Waszych 6-miesięcznych wydatków na konto oszczędnościowe jako Fundusz Bezpieczeństwa.
      Co miesiąc wpłacacie 10% dochodów na IKE Plus, a całą resztę (wraz z tym, co zostanie po odłożeniu funduszu bezpieczeństwa) odkładacie na razie na lokatach, bo wkrótce wykorzystacie to jako wkład własny, aby nie brać zbyt dużego kredytu hipotecznego. I już.

        • Łukasz,

          Założyłem, że wkład własny i tak zbudujecie bardzo szybko, bo odkładacie aż 60% dochodu. Z tej perspektywy 10% wpłacane na IKE nie robiłoby dużej różnicy, a Wasz kapitał emerytalny już będzie pracować.

          Oczywiście kolejność taka: najpierw szybko odłożony fundusz bezpieczeństwa, później wkład własny (min. 20% wartości nieruchomości), a dopiero potem realizowanie pozostałych kroków będzie moim zdaniem jak najbardziej OK.

          Hmm…Tak, trzeba będzie doprecyzować kwestię wkładu własnego na mieszkanie. Dziękuję za inspirację do przemyśleń.

  14. nic dodać nic ująć. życzyłbym sobie, aby taką podstawową wiedzę miał każdy Polak. Rozwiązałoby to wiele problemów. Cieszę się, że dzięki takim ludziom jak Ty, Michał Szafrański, czy Krzysztof Sobolewski (i trochę ja- też prowadzę bloga:)) świadomość ludzi wzrasta.
    Marcin robisz świetną robotę!!

  15. Cześć Marcin.
    Tak jak mówiłeś wszędzie słyszymy rady na temat finansów ale niekoniecznie korzystne dla Nas. Twój program jest mądry a co najważniejsze daje efekty przy jego praktycznym zastosowaniu. Mimo dobrych zarobków stawalem się coraz biedniejszy. Teraz dzięki Twoim radom moja wartość netto z miesiąca na miesiąc rośnie. Jestem aktualnie na 4 kroku splacam kredyt samochodowy i studencki. Pozbylem się wielu mniejszych kredytów. W następnym kroku chciałbym uzbierać na wkład własny do kredytu hipotecznego. Nie wiem czy najpierw zbudować poduszkę bezpieczeństwa czy spełnić marzenia o własnym mieszkaniu?
    POZDRAWIAM Serdecznie Piotr

    • Przeczytaj jeszcze raz wpis. 🙂 Marcin wyraźnie o tym napisał. Pisze też o tym w z jednym z komentarzy. Wpierw poduszka, później wkład do kredytu.

    • Cześć Piotrze,
      Najpierw fundusz bezpieczeństwa (krok 5) dopiero później wkład własny (to taki krok 5a) 😉

      Jeśli wszystkie pieniądze wydasz na wkład własny, na resztę nieruchomości zaciągniesz kredyt i zostaniesz bez płynnych środków, będzie groźnie.

      Stracisz pracę, albo zepsuje Ci się samochód, albo choćby lodówka i…znów będzie groził Ci powrót do pożyczek i kredytów.

      Dlatego najpierw fundusz bezpieczeństwa.
      Serdecznie pozdrawiam 😉

  16. Cześć,

    Nigdy mnie jakoś nie ciągnęło do pisania komentarzy na blogach, bo niby co ja – szary ludzik – mam się wymądrzać 😉 Ale jakbym miał coś napisać, to byłoby to dość zbliżone do wypowiedzi Adriana (kilka wpisów wyżej).
    Nigdy specjalnie nie narzekałem na braki w dochodach, ale ciągle nie było okazji, żeby spojrzeć na mój osobisty przepływ pieniędzy od właściwej strony. W międzyczasie dałem się nawet namówić na unit-linka i grzecznie co miesiąc przelewałem określoną kwotę, ale przez długi czas tak naprawdę nie bardzo rozumiałem, co się z tymi pieniędzmi dzieje (licząc na bliżej niesprecyzowane zyski w jeszcze bardziej nieokreślonej przyszłości).

    Przez zupełny przypadek trafiłem na blog wspomnianego w komentarzach Michała Szafrańskiego, a przed kilkoma dniami i tutaj. I bardzo mi to pomogło. Dzięki lekturze dowiedziałem się np. że wszelkiej maści polisy, poliso-lokaty i wynalazki im podobne nie są wcale takie wspaniałe, jak opisują to sprzedawcy (ale ze swojego unit-linka nie zamierzam rezygnować, bo przypomina mi o mojej naiwności sprzed kilku lat. No i ciągle wierzę, że coś da się jednak na tym zarobić :-)) Poza tym zrewidowałem swój pogląd na kredyty hipoteczne (nadpłacanie faktycznie wydaje się być bardzo dobrym pomysłem) oraz pozbyłem kart kredytowych.

    Marcinie, bardzo dziękuję za wyjątkowo profesjonalne, a zarazem lekkie podejście do – trudnego bądź co bądź – tematu, jakim są finanse osobiste. Do tej pory wydawało mi się, że jestem bardzo mądry i wiem wszystko, a jednak Twoja „lista 10 kroków” uświadomiła mi, że to, co robię zgadza się w ogólnym zarysie z „dobrymi praktykami”, ale pozbawione jest jakiejkolwiek systematyki, przez co na dłuższą metę będzie zapewne wyjątkowo nieefektywne. Nie jestem (jeszcze) wprawdzie zdolny do prowadzenia bardzo dokładnego domowego budżetu, ale zamierzam w najbliższych dniach jasno określić cele, poustawiać w odpowiedniej kolejności zadania i trzymać się tego z całych sił… dopóki nie zostanę rentierem ;-D

    Czego sobie i wszystkim tutaj zaglądającym z całego serca życzę.

  17. Witaj Marcinie.
    Ja już dokładnie od roku wzięłam się ostro za poprawę naszej sytuacji finansowej. Teraz, tak na rocznicę moich „finansowych narodzin” 🙂 mam taką refleksję, że bez planu, pewnego porządku stabilizację finansową może być trudno osiągnąć lub bardzo długo potrwa jej uzyskanie. Widzę, jak ważne jest prowadzenie budżetu domowego i jak ważny jest Fundusz Wydatków Nieregularnych, czyli tych fundusz na te wszystkie większych, niesystematyczne koszta naszego codziennego życia. Bo dopóki codziennie i te niecodziennie-ale nie awaryjne- wydatki nie będą uwzględnione w budżecie, to nawet przy jakiś zgromadzonych oszczędnościach wszystko się zawali. No, a przynajmniej tak w naszym domu było. Wszystkie opisane powyżej przez Ciebie kroki były u nas realizowane łącznie. A gdy przyszedł niespodziewany mały „kryzys”, to jednak okazało się, że nasza finansowa stabilizacja wcale nie jest stabilna. Choć to nie jest tak, że cały rok pracy poszedł na marne. W tym czasie poobcinaliśmy niepotrzebne koszta, poobniżaliśmy rachunki, a teraz dzięki zwiększaniu się dochodów zaczęliśmy przyśpieszać gromadzenie oszczędności. Ale tym razem będą one szły zgodnie z Twoimi Krokami 🙂
    Pozdrawiam.

  18. Drogi Marcinie!
    Może uznasz ten komentarz za peany na twoją cześć, ale nie piszę go, żeby ci słodzić.
    Kiedyś żyłam „normalnie”, jak mi się wydawało. Uważałam, że pieniądze są po to, żeby je wydawać. Kiedy miałam przypływ gotówki, starałam się ją szybko wydać na coś wartościowego, bo bałam się, że inaczej rozejdzie się na głupoty. O oszczędzaniu nawet nie myślałam, bo przecież „nie mam z czego oszczędzać”.
    Opamiętanie przyszło, kiedy wpadłam w, tak zwaną, pułapkę karty kredytowej. Kartę spłacałam w terminie, ale po spłaceniu konto było puste i nie miałam gotówki, nawet, żeby kupić chleb w piekarni.
    Zaczęłam interesować się finansami, i zrozumiałam jak rozpaczliwie mało wiedzą o swoich pieniądzach Polacy. W szkole nikt mnie niczego nie uczył, rodzicom też nie przyszło do głowy, żeby ze mną o takich sprawach rozmawiać. Widocznie uznali, że skoro jestem dzieckiem, to mnie to nie dotyczy. W konsekwencji, dajemy się potem wrabiać różnym sprzedawcom produktów finansowych, bankom, ubezpieczycielom… Podpisujemy umowy, których nie rozumiemy, albo nawet nie czytamy.
    Moim marzeniem stało się, żeby pomagać ludziom i uczyć ich, co robić ze swoimi pieniędzmi, żeby sobie lepiej radzić w życiu. Zwłaszcza kobietom, bo to one są z reguły odpowiedzialne za dom, codzienne zakupy. A faktem jest, niestety, że są biedniejszą częścią społeczeństwa. Większość mężów niezbyt chętnie dzieli się swoimi zarobkami, a jeśli kobieta również pracuje, to nie zarabia tyle co mąż.
    Na razie sama wiem niewiele, nie mam wykształcenia finansowego. Ale powoli się uczę i mam nadzieję, że kiedyś, w przyszłości, ja też będę mogła prowadzić takie kursy. Dlatego stałeś się dla mnie wzorem do naśladowania, bo wygląda na to, że wpadliśmy na ten sam pomysł 🙂

    • „A faktem jest, niestety, że są biedniejszą częścią społeczeństwa. Większość mężów niezbyt chętnie dzieli się swoimi zarobkami, a jeśli kobieta również pracuje, to nie zarabia tyle co mąż.”
      Bez przesady 🙂 nieuogólniałbym tego tak bardzo. Niesprawiedliwy osąd i kobiet i mężczyzn.

      • Niestety to nie jest żaden osąd, ani moja osobista opinia. Czytałam artykuł na ten temat. Informacje te zostały zbadane na określonej próbie populacji. Badania wykazały, że kobiety, nawet te pracujące, prawie zawsze były biedniejsze niż ich mężowie. Potwierdzają to także moje własne obserwacje. Znam tylko takie kobiety (i sama również do takich należę), których mężowie łaskawie oddają im część swoich zarobków na utrzymanie domu i dzieci, a resztę wydają na własne potrzeby. Oczywiście, na pewno jest to uogólnienie i znajdą się chlubne wyjątki, ale norma jest taka, jaka jest.

  19. Marcinie,
    Przede wszystkim dzięki za krzewienie dobrych idei związanych z rozsądnym zarządzaniem kapitałem. Posiadam już egzemplarz Twojej książki, ustrzegła mnie ona od wzięcia kolejnego kredytu hipotecznego na większe mieszkanie z minimalnym wkładem własnym. Książkę pożyczam znajomym jeśli tylko wyczuję, że interesuje ich temat finansów osobistych. Teraz nadszedł czas by moja mama zajęła się tematem swoich finansów. Nie chciałbym jednak pożyczać jej już trochę wysłużonej książki, dlatego fajnie jakby dostała egzemplarz z dedykacją na Dzień Mamy, który w sumie już niebawem.
    Pozdrawiam i życzę wielu sukcesów w pomocy zarządzania portfelami Polaków.

  20. Witaj Marcinie! (pozwolę sobie bezpośrednio :))
    Od jakiegoś czasu śledzę Twój blog i szczerze mówiąc robię to z wielką przyjemnością. Nie ze wszystkimi poglądami się zgadzam, ale dzięki rozbudowanym dyskusjom pod postami w pewien sposób prowadzę sama ze sobą rozmowę i dzięki wszystkim wypowiedziom potwierdzam swoje stanowisko lub daję się przekonać do innych racji 🙂 jestem młodą osobą, jeszcze studentką. Przede mną wiele decyzji finansowych, o których już teraz myślę i staram się ułożyć zgrabny plan. Rodzice jednak nie do końca ułatwiają mi to wszystko bo jak tylko zadaję poważniejsze pytania kwitowana jestem krótkim „jak przyjedzie czas to porozmawiamy”. Chyba nie wyczuwają, że czas ten już jest bardzo blisko 🙂 Także reasumując – własne zdanie na sprawy finansowe wyrabiam wspólnie z Tobą. Jeśli mogłabym coś zasugerować, to moim zdaniem powinien powstać wpis mówiący o tym, że w tym momencie standardem jest np darmowe konto z darmową kartą. Opłaty za wiele innych usług również są znoszone lub pomniejszane jeśli ktoś się tym zainteresuje. Przeważnie ludzie jednak o tym nie wiedzą i tracą pieniądze zupełnie mimochodem. Najlepszym przykładem jest mój dziadek, który od 10 (!) lat płacił ogromne pieniądze za obsługę konta a w tym momencie tą usługę ma darmową, korzysta z cashbacku w innym banku i dodatkowo buduje oszczędności! A to wszystko dzięki wyeliminowaniu opłat, które ponosił z niewiedzy. Obecnie jest także Twoim czytelnikiem 🙂
    Przesyłam ciepłe pozdrowienia 🙂

  21. Hej,

    chciałem Ci Marcinie bardzo podziękować za ten i inne wpisy. Głównie dzięki Twoim i Michała Szafrańskiego tekstom „przejrzałem” na oczy i.. ekhem chyba dojrzałem 🙂

    Mam 25 lat i łącze studia dzienne z pracą. Jakoś od zawsze miałem ciągoty do oszczędzania, ale również byłem strasznym leniem w sprawach finansowych – moja wiedza była masakryczna. „Lokata? No kojarzę ten wyraz… jakieś tam bankowe głupoty”.

    Oszczędzałem od tak sobie żeby uzbierać na nowy komputer, natomiast całe to moje oszczędzanie nie miało ani rąk ani nóg. Wszystko zostawało na koncie ROR z którego jeśli potrzebowałem to wybierałem „lekką rąsią” pieniądze. Ponadto co miesiąc bank zabierał mi 5zł za kartę co zwiększało moją frustrację – ale hej przecież jako nadworny leń XXI wieku „nie będę tam łaził i załatwiał po głupie 5zł”. A konta oszczędnościowe? Przecież tam uzbieram kolejne 5zł w caały rok – bez sensu. I tak sobie „szczęśliwie” zbierałem na wymarzony komputer i uzbierać nie mogłem. Dodatkowo czułem pustkę w pracy wykonując rzeczy, które w ogóle mnie nie interesowały. Niewidzialna frustracja powiększała się z każdym dniem aż nastąpił ten dzień, w którym powiedziałem dość.

    Na święta dostałem książkę Roberta Kiyosakiego – która mimo, że czułem lekkie zabarwienie poezyjne otworzyła mi oczy jak rozumują ludzie bogaci. To jest mój czas pomyślałem i Google poszły w ruch, gdzie zacząłem czytać na temat lokat i obligacji – i tak trafiłem na Twój blog.
    Dziś kroczę już dumnie ku wolności finansowej 🙂 Budżet domowy prowadzony, zajebisty komputer stoi obok, fundusz awaryjny zbudowany, fundusz bezpieczeństwa w trakcie budowy, ba nawet sporą (większą niż myślałem) podwyżkę w pracy wywalczyłem. Dodatkowo, tworzą się powoli zalążki MOJEGO własnego biznesu dzięki któremu wywalczę upragnioną przeze mnie swego rodzaju wolność 🙂 Wszystko dzięki takim wspaniałym blogom jak ten Twój – DZIĘKI!.

    W dalszym ciągu chcę powiększać swoją wiedzę finansową, a celów co nie miara: mieszkanie, ślub, auto. I tutaj mam jeszcze lekki kłopot co zrobić po zbudowaniu poduchy bezpieczeństwa. Czy spokojnie oszczędzać jak do tej pory (lokaty, konta oszczędnościowe), czy spróbować swoich sił w trochę bardziej ryzykowne instrumenty finansowe co by przyspieszyć zbieranie pieniędzy na wkład własny na mieszkanie… Może Twoja książka mi w tym pomoże? 🙂

    Pozdr
    Maciej

  22. Dzięki za Twojego bloga! Gdy trafiłem na niego parę miesięcy temu nie mogłem uwierzyć, że w końcu znalazłem świetnie napisany i mocno motywujący poradnik na temat finansów osobistych.

    Od dobrych 8 lat nakręcałem spiralę długów powodując z miesiąca na miesiąc zwiększanie kwoty zadłużenia. Jednak nie czułem, że jest „aż tak źle”, bo zawsze jakoś tam było. Jednak w końcu powiedziałem sobie „basta! trzeba coś z tym zrobić”.

    Mieszkając w UK zacząłem szukać informacji na angielskich stronach, ale nie znalazłem nic co prezentowałoby choćby w 10% poziom Twojego bloga. A tu: plan walki z długami rozpisany w przystępny sposób, a do tego mnóstwo innych świetnych artykułów. Jak tylko znalazłem Twój blog i przeczytałem kilka wpisów wiedziałem już, że nie odpuszczę, dopóki nie przeczytam wszystkich artykułów. I tak w 4 wieczory przeczytałem od deski do deski, a w samochodzie odsłuchałem podcasty. Teraz obserwuję już na bieżąco.

    Przede wszystkim okazuje się, że spłacanie długów nie jest trudne. Wystarczy po prostu zrobić budżet. W ciągu ostatnich trzech miesięcy spłaciłem £2500 długu, co mnie niesamowicie zaskoczyło! Po prostu nie widziałem, gdzie ta kasa się rozchodzi. A jak jest budżet to wszystko jasne!

    Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł przejść do punktu 5 i dalszych planu 🙂

    I na koniec prośba/propozycja: myślę, że wiele osób chętnie przeczytałoby o planowaniu finansów osobistych w sytuacji, w której dochody nie są stałe, a nie mamy jeszcze funduszu bezpieczeństwa. Ja jestem w takiej sytuacji: prowadzę własną firmę i czasem nie jestem w stanie „zaplanować” jej przychodów. I nie chodzi tu o kwestie zdobywania nowych zleceń, ale o fakt, że klienci płacą z opóźnieniem (chyba największa zmora wszystkich przedsiębiorców).

  23. Cześć Marcin,
    Już od miesiąca zabieram się do napisania emaila do Ciebie, aby po pierwsze podziękować, a po drugie pochwalić się swoim sukcesem :).
    Chciałbym Ci podziękować za Twoje artykuły dzięki którym skutecznie zaatakowałem swoje długi. A pochwalić chciałbym się tym, że od miesiąca jestem człowiekiem bez zobowiązań krótkoterminowych.
    Stosując metodę spłacania najmniejszego długu i przechodzenia do spłaty kolejnego i kolejnego udało mi się spłacić dwie karty kredytowe , dwa kredyty konsumenckie i oddać pożyczone pieniądze od rodziców.
    Jeszcze w maju tego roku byłem zadłużony na ponad 23 000, płaciłem miesięcznie za obsługę tego długu ok. 682 i miałem już serdecznie dość. Dzięki zastosowaniu się do Twoich wskazówek (z małą modyfikacją własną 🙂 ) krok po kroku spłacałem zobowiązania.
    Spłata pierwszego długu podniosła mi samoocenę, spłata drugiego długu umocniła mnie w przekonaniu, iż podążam dobrą drogą. I właśnie po spłacie drugiego kredytu zmodyfikowałem troszeczkę polecany przez Ciebie system. Atakowałem obie karty kredytowe jednocześnie z tym, że skupiłem się na tej z największym zadłużeniem i najwyższym oprocentowaniem. Traktując spłatę tej karty jak najlepszą lokatę (bo który bank da nam oprocentowanie w wysokości 29.9 APR 🙂 ). Jednocześnie wszelkie dodatkowe dochody odkładałem na „wielki finał”. Opłaciło się, pewnego dnia po podliczeniu moich oszczędnoci okazało się, że jestem w stanie spłacić obie karty, a jakby tego było mało miałem również wystarczająco środków, aby po 4 latach oddać rodzicom pożyczone od nich pieniądze. Wow!!! To było upajające i nie ma większej satysfakcji niż ta gdy mogę zadzwonić do banku i poprosić o zamknięcie mojej karty kredytowej.
    Teraz przechodzę na wyższy poziom i zaczynam odkładać pieniądze, aby mieć poczucie bezpieczeństwa.
    Jeszcze raz serdecznie dziękuję i pozdrawiam,

  24. bartłomiej

    Witam Marcinie, mam pytanie czy nie lepiej zastosować najpierw punkt 4 a później punkt 3??
    obecnie mam odłożenie 800zl i 6000zl kredytu konsumpcyjnego po ok 200zl /mc i nie wiem czy nie lepiej nadplacic tymi 8 stowkami aby zawsze to zaoszczędzić na procentach… co doradzasz? od tego stycznia dzięki twojemu blogowi splacam po 300zl rate ale i tak ich liczba i kwota słabo maleje… pozdrawiam

    • Cześć Bartłomiej,

      Nie. Najpierw 2000 zł, a kredyty zgodnie z harmonogramem. Dopiero po odłożeniu 2000 zł zaczynamy nadpłacać kredyty i pożyczki zgodnie z zasadami opisanymi w artykule „Jak skutecznie pozbyć sie długów?”.

      W przeciwnym razie, zupełnie bez żadnych płynnych środków, szybko wyskoczy kolejna sprawa, która zmusi Cię do zaciągnięcia nowego kredytu. A to oznacza nowe prowizje, dodatkowe koszty poza samymi odsetkami i kolejny dług na karku.

      Te kroki naprawdę nie są przypadkowe 😉

    • To tylko tak wygląda, że „słabo maleje”, ale tak naprawdę ma to sens, zresztą sam pan Marcin mówi o efekcie kuli śniegowej. Jeśli teraz nadpłacasz o 100zł więcej niż rata miesięczna, to kredyt spłacisz szybciej, w myśl zasady, że nie od razu Rzym zbudowano. Tym bardziej jeśli szybko odłożysz te brakujące 1200zł to już później spłata z nadpłatami, to będzie pikuś.

  25. Hej Marcin,

    zastanawiam się, dlaczego w części drugiej konto emerytalne jest tak wysoko na liście, a nadpłata kredytu hipotecznego tak nisko. Zgodnie z kryterium, które zaproponowałeś, należałoby się zastanowić, czy nie mając długów, rozsądnie byłoby wziąć kredyt i uzyskane środki wpłacić na konto emerytalne. Wydaje mi się, że nie, może z wyjątkiem garstki najlepszych inwestorów. Gdybym miał jakikolwiek kredyt, priorytetem byłoby dla mnie jego spłacenie i do tego czasu nie szalałbym z gromadzeniem pseudooszczędności. Wyjątkiem może być zabezpieczenie edukacji dzieci, jeśli robią się coraz większe, a końca kredytu nie widać. Jednak emeryturze, a więc długoterminowemu celowi, bardziej przysłuży się jak najszybsze uwalnianie się od odsetek. Kredyt, hipoteczny czy nie, to droga impreza i nie utrzymywałbym go bez konieczności. Rozumiem, że ze względu na jego wielkość i czas trwania musi być w drugiej części poradnika, ale przeplatanie nadpłat kredytu z inwestowaniem nadwyżek jest nieco schizofreniczne: dopóki mamy długi, nie mamy żadnych nadwyżek, to złudzenie.

    • Tomku,

      To bardzo dobre pytanie, dziękuję.
      W tym przypadku taka kolejność ma związek z samą matematyką, tarczą podatkową w postaci IKE, a także z naszą ludzką naturą.

      Kredyt hipoteczny zawsze traktujemy priorytetowo i nie trzeba nikogo przekonywać, że spłacanie rat jest ważne. Nawet bez żadnych nadpłat pozbędziemy się go najpóźniej w dniu, na który wskazuje nasz harmonogram – zwykle kilka lub kilkanaście lat przed przejściem na emeryturę. Tak czy siak – będziemy włascicielem mieszkania bez hipoteki i bez rat. Kredyt i tak zostanie spłacony.

      Na emeryturze będziemy jednak potrzebować płynnych środków na finansowanie naszego życia, a mieszkanie, w którym mieszkamy, nawet spłacone, pieniędzy nam do kieszeni nie włoży. Najlepiej obrazuje to przykład dzisiejszych emerytów, którzy mają własne mieszkania, ale ze względu na brak innych środków muszą korzystać z bardzo nieopłacalnych umów „odwróconej hipoteki” lub wynajmować studentom pokoje. Oczywiście nasze emerytury będą jeszcze niższe.

      Aby tego uniknąć, niezbędna będzie odpowiednia kwota płynnych środków, poza posiadanym mieszkaniem. Taką kwotę stosunkowo łatwo jest uzbierać, jeśli mamy wystarczająco dużo czasu i wybraliśmy produkt o niskich opłatach (żadnych polis inwestycyjnych, ja polecam IKE Plus). Długi czas pozwala również inwestowac w bardziej agresywne fundusze, ale załóżmy rozsądnie i ostrożnie, że zarobimy 4% rocznie (i tyle też wynosi oprocentowanie kredytu hipotecznego).

      Rozpatrzmy 30 latka, który ma 300 000 kredytu na 30 lat i nasz dylemat:
      – wpłacać 900 zł miesięcznie na IKE (wykorzystując prawie limit)?
      – czy nadpłacać 900 zł co miesiąc kredyt hipoteczny?

      Odkładając od 30 do 67 roku życia kwotę 900 zł miesięcznie (wykorzytując prawie limit w IKE), uzbieramy 916 224 zł. Dodatkowo od 60 roku życia w naszej kieszeni zostawać będzie 1432,25 zł (bo nie będziemy juz płacić rat). Załóżmy, jeszcze ostrożniej, że te środki będziemy odkłądać na koncie oszczędnościowym oprocentowanym 2% w skali roku (po podatku Belki). To wygeneruje dodatkową kwotę w wysokości 129 082 zł. Zatem razem uzbieramy:
      129082 + 916224 = 1 045 336 zł. To wartośc już po podatku Belki, bo korzystamy z IKE.

      Nadpłacając kredyt (rata podstawowa 1432,25 zł + 900 zł nadpłaty kapitału) skrócimy efektywnie okres kredytowania do 14 lat. Będziemy mieli zatem lat 44 i do 67 roku życia pozostanie nam lat 23 na uzbieranie kapitału. Będziemy teraz odkładać kwotę 2332,25 zł inwestując na 4%, co da nam 984 704 zł. Jest to zatem kwota niższa i to pomimo moich bardzo ostroznych założeń. Dodatkowo – 60% wpłacanych środków będziemy musieli inwestować poza IKE (roczny limit wpłat), co będzie skutkowało koniecznością zapłaty podatku Belki i pomniejszy tę kwotę o kolejne 43 tys. zł

      Jak więc widzisz, te kroki nie są przypadkowe. To nie do końca schizofrenia, tylko wykorzystanie czasu i tarczy podatkowej 😉

      • OK, przetrawiłem i… nie zgadzam się. Jeśli uzyskujemy 4% zwrotu z ulokowanych gdzieś pieniędzy, a jednocześnie bank uzyskuje od nas też 4% z tych samych pieniędzy, to musimy wyjść na zero, nie ma innej możliwości. Oto link do moich obliczeń:
        https://docs.google.com/spreadsheets/d/1fd5olZKYf1Hei3stmi7izfPZfs0Ymu59iccDNLE0VYk/edit?usp=sharing
        Generalnie wszystko zgadza się z Twoimi, z wyjątkiem kwoty wygenerowanej z odkładania 2332,25 zł na 4% przez 23 lata (wersja z nadpłacaniem kredytu): mnie wychodzi 1056011 zł, czyli tyle samo co całkowity wynik w wersji bez nadpłacania (drobna różnica wynika z tego, że te 14 lat okresu kredytowania przy nadpłacaniu jest lekko zaokrąglone). Skąd wziąłeś 984704?

        Inwestować zamiast nadpłacać warto tylko, jeśli jesteśmy w stanie długoterminowo osiągnąć średnią stopę zwrotu istotnie wyższą niż oprocentowanie kredytu, co wydaje mi się dość optymistycznym założeniem. Dodatkowo istnieje ryzyko (w mojej osobistej ocenie graniczące z pewnością), że jednak ten podatek Belki zapłacimy. Kto wie, na jakich zasadach będą wypłaty z IKE za 37 lat? Wszystko wskazuje na to, że pierwszy filar znajdzie się do tego czasu w dramatycznej sytuacji i rząd będzie musiał jakoś go ratować. IKE podlega temu podatkowi jak wszystkie zyski kapitałowe (gdybyś teraz chciał zrealizować zyski, tobyś zapłacił). W szczególnych warunkach przysługuje zwolnienie, ale zmienić te warunki czy całkiem znieść zwolnienie to żaden problem.

        • Tomek,

          Bardzo Ci dziękuję za Twoje obliczenia i odpowiedź. Spojrzałem jeszcze raz na moje obliczenia świeżym okiem rano i… Posypuję głowę popiołem. Mam nauczkę, aby nie robić takich obliczeń o pierwszej w nocy…

          Pomyliłem się faktycznie i błędnie dokonałem jednego z obliczeń: 2332,25 na 23 lata to kwota wyższa, niż podałem w pierwszej odpowiedzi na Twój komentarz, za co przepraszam Ciebie i innych czytelników. Coś nawet mnie tknęło w nocy, że przy tej samej stopie zwrotu wynik powinien przecież być neutralny, ale… poszedłem spać.

          Pomylić się w obliczeniu – to mógłbym sobie jeszcze wybaczyć. Ale opublikować takie obliczenie i argumentować w oparciu o błędny wynik – to już głupota w czystej postaci. 🙂 Cóż, „errare humanum est” – następnym razem policzę 2 razy. Dziękuję Ci za to, że poświęciłeś czas na analizę – bardzo to doceniam.
          Jedna z książek wędruje oczywiście do Ciebie.

          Postaram się teraz jeszcze raz uzasadnić, dlaczego rekomenduję kierowanie dodatkowych nadwyżek w pierwszej kolejności na dodatkową emeryturę, a dopiero później na nadpłatę kredytu. Tu przytoczę tylko wybrane argumenty, ale po naszej rozmowie postanowiłem, że przygotuję dogłębną analizę i być może za kilka tygodni opublikuję o tym osobny wpis.

          Zatem:

          Dodatkowa emerytura będzie nam absolutnie niezbędna. Bez niej po prostu nie damy rady. Im później zaczniemy, tym trudniej będzie zbudować kapitał wystarczający do zaspokojenia naszych potrzeb i trzeba będzie odkładać zdecydowanie wyższe kwoty.

          Załóżmy, że nasz 30-latek będzie potrzebował 1 mln złotych kapitału gdy przejdzie na emeryturę w wieku lat 37.
          Aby uzbierać ten 1 mln w 37 lat (niech będzie 4% zwrotu) powinien miesięcznie odkładać kwotę 985 zł
          Jeśli zacznie 10 lat później, to aby mieć ten sam 1 mln w wieku 67 lat będzie musiał już odkładać 1718 zł
          Jeśli 15 lat później: 2368 zł
          Jeśli 20 lat później: 3430 zł
          itp.. (sprawdziłem 2 razy – więc kwoty są OK 🙂 )

          Nawet jeżeli w budżecie domowym odłożenie tak dużych kwot będzie wtedy możliwe (bo np. spłacony już będzie kredyt hipoteczny) to pojawią się dodatkowe przeszkody:

          a) nie da się ich ulokować w produktach z tarczą podatkową ze względu na limity kwotowe, a to będzie implikowało konieczność osiągnięcia wyższej stopy zwrotu w krótszym terminie, a tym samym wymusi zwiększenie ryzyka w portfelu inwestycji.

          b) do głosu dojdzie nasza ludzka natura. Emerytura – to jednak jakaś abstrakcja. Nie lubimy o niej myśleć, choć jest nieunikniona.
          Odkładanie relatywnie mniejszych kwot na coś tak abstrakcyjnego jak emerytura jest nam jednak łatwiej „przełknąć”.
          Odłożenie większych kwot – budzi już naprawdę poważny opór wewnętrzny.
          Znam to z wielu spotkań z ludźmi w wieku ok. 45 – 50 lat. Kiedy policzą, jakie kwoty musieliby odkładać, dochodzą do wniosku, że to zbyt wiele i za nic na świecie nie będą okrajać o tyle budżetu. Dochodzą do wniosku, że ważniejsze jest „tu i teraz”.

          W przypadku osób młodszych, które odkładają kwoty niższe, nie ma takiego rozumowania. Na emeryturę wędruje proporcjonalnie nieduża część budżetu domowego, a pozostałe nadwyżki wykorzystywane są na inne cele. Takie odkładanie „nie boli” i „nie męczy psychicznie.” Jednak finanse, to nie tylko matematyka, ale przede wszystkim emocje.

          Teraz chciałbym zaznaczyć, że zgadzam się z Twoją obserwacją, że w przypadku bardzo wielu osób, trudno jest osiągnąć efektywną stopę zwrotu z inwestycji wyższą niż oprocentowanie kredytu hipotecznego. To dlatego właśnie uważam, że warto nadpłacać kredyt hipoteczny.

          Dlaczego zatem inwestycję na emeryturę traktuję w nieco odmienny sposób? Bo przy zbieraniu tej kwoty możemy wykorzystać „księgowanie mentalne”. Wiemy, że to jest inwestycja odległa, za kilkadziesiąt lat, że odkładamy relatywnie niewielkie kwoty. Do takiej inwestycji łatwiej jest podejść w sposób mniej emocjonalny, spokojny i nie popełniać błędów. To pomaga inwestować z większymi sukcesami i osiągać lepsze wyniki.

          I wreszcie taka sprawa: niestety bardzo wiele osób często odpuszcza sobie nadpłatę kredytu, pomimo pierwotnych założeń. W przypadku IKE – chęć wykorzystania rocznego limitu działa jednak motywująco. Przynajmniej na mnie i grono osób, z którymi miałem okazję współpracować. To sprawia, że te pieniądze nie rozchodzą się na bzdury, tylko dla nas pracują.

          Na koniec jeszcze kluczowa konkluzja:

          Tych 10 kroków to metoda, która w moim przypadku i w przypadku wielu innych osób, dobrze się sprawdza. Nie jest to jednak z całą pewnością „jedyna słuszna droga”, bo dróg do dbania o własne finanse jest wiele.
          Lubię właśnie tę – bo daje szybkie efekty i wykorzystuje wiele elementów pomagających utrzymać motywację, koncentrację i nie popełniać błędów.

          Jestem absolutnie przekonany, że jeśli ktoś potrafi się zawziąć i nadpłacić bardzo szybko kredyt hipoteczny, to później znajdzie również sposób, aby uzbierać kapitał na emeryturę. Choć sądzę, że ze względów psychologicznych i krótkiego czasu na inwestycję będzie może nieco trudniej, ale z całą pewnością jest to do zrobienia.

          Dlatego, gdy ktoś ma inny skuteczny sposób, konsekwentnie się go trzyma i ma satysfakcjonujące wyniki – to mogę tylko temu przyklasnąć i powiedzieć: Tak trzymaj! Chodzi nam przecież o osiągnięcie celu, bez względu na sposób dojścia do niego.

          Jeszcze raz bardzo dziękuję Ci za kawał dobrej roboty Tomku i bardzo serdecznie Cię pozdrawiam. 🙂

        • Ja osobiście wolę IKZE Jeśli ktoś jeszcze jest w 32% podatku to za darmo dostaje ponad 1400zł corocznie które na niego pracuje. Zwrot podatku dostaje TU i TERAZ a jest sporo szansa ze podatek na koniec zniknie (jest już taki projekt ustawy)

  26. Witaj Marcin (mam nadzieję, że można tak bezpośrednio 🙂 )

    Chciałem podziękować za Twoją działalność, ponieważ dbanie o własne finanse to nie jest bułeczka z masełkiem jak to niektórzy mówią.
    Podziwiam Cię tym bardziej, że tak bardzo opisałeś swoją sytuacją – osoba dobrze zarabiająca zajmująca się zawodowo finansami popadła w długi. Przyznam szczerze, że Twoja historia skłoniła mnie do wzięcia w ryzy swoich finansów. Zawsze z Żoną starczało nam na styk – pod koniec miesiąca nieuchronnie zbliżało się 0 na koncie. Na szczęście nie przytrafiło się nic co wymagałoby większej ilości pieniędzy w danej chwili. Jednak między innymi Twój blog uświadomił mi że nie zawsze ma się takie szczęście.
    Pół roku temu zacząłem spisywać nasze wydatki, zaraz po otrzymaniu pensji przelewam pewien procent na konto oszczędnościowe. Ponadto oszczędzam „przypadkiem” podczas codziennych płatności kartą – polecam wszystkim skorzystanie z programów automatycznego oszczędzania, jakich wiele banków ma w swojej ofercie. Nie zdawałem sobie sprawy, że z zaokrągleń płatności można uzbierać całkiem konkretne sumy 🙂
    Do tej pory udało mi się spłacić mniejsze pożyczki, kwoty pożyczone od rodziny. Oprócz kredytu hipotecznego pozostał jeszcze kredyt na garaż, za który zabieram się teraz i zamierzam uporać się z nim jak najszybciej. Czy wspominałem, że udało mi się zebrać pieniądze na „fundusz awaryjny”? Nie spodziewałem się, że posiadanie go może powodować taki spokój, że w razie nagłego wydatku mój finansowy świat się nie zawali 🙂
    Tak więc dzięki za Twój wkład w poprawę mojej sytuacji finansowej oraz życiowej oraz proszę o kolejne dawki motywacji – tak jak artykuł o inwestowaniu w złoto 🙂 Postanowiłem sobie, że dojdę do takiej sytuacji, w której będę mógł sobie pozwolić na luksus możliwości inwestowania. I z Twoją pomocą na pewno mi się to uda.
    Podrawiam, Krzysiek

  27. Zawsze nadpłatę kredytu proponujesz po zasilaniu konta emerytalnego. Tymczasem wiele osób będzie płacić też ostatnie raty kredytu na emeryturze, co może być bardzo trudne.
    Czy w takich sytuacjach nie lepiej jest nadpłacać kredyt jako priorytet, a dopiero potem myśleć o funduszu emerytalnym?

  28. Konkret 🙂 Dzięki za przypomnienie. Moim zdaniem bardzo ważny jest moment, w którym z „NIE DA SIĘ” przechodzimy do „MOGĘ”. Moc! Pozdrawiam Autora i Czytelników!

  29. Pablo Pablito

    Sposób na oszczędzanie? Przede wszystkim – świadomość. Ile by się nie miało tych pieniędzy czy 1800 zł co miesiąc na rękę czy 18000 zł, to mechanizmy zawsze będą te same, tylko… kwoty proporcjonalnie niższe. Bez względu na zarobki, czekają na każdego z nas te same pokusy. Chęć kupowania lepszych jakościowo, nowszych, a co i za tym często idzie – droższych rzeczy. Wszystko po to, żeby osiągnąć pewien status społeczny. Zresztą o zaspokajaniu potrzeb, coraz wyższego rzędu pisali mądrzejsi ode mnie z Maslowem na czele. To też uważam, iż bez względu na wysokość zarobków szalenie ważna jest świadomość. Świadomość tego, co może nas czekać jutro, za miesiąc, za rok. Spodziewanego i niespodziewanego.
    Na początek zaznaczę, iż… mój system jest… niedoskonały i niedopracowany. Nad tym staram się pracować. Obecnie jest on niepoparty excelem, notowaniem wydatków, spisywaniem paragonów, a bardziej polega na pamiętaniu o kosztach stałych i szacowania „na oko” ile mogę przeznaczyć środków na oszczędzanie/inwestowanie. Niemniej staram się, żeby na starcie otrzymania pensji przeznaczyć 10% na potrzeby, które się pojawią za kilka(naście) lat. I taka kwota przekazywana jest na regulara z UFK zakupionego w pełni świadomie, z którego jestem zadowolony. Wiadomo – są zyski 🙂
    Co dalej? Ustaliłem, że za kilka 2-3 lata chcę wyruszyć w zagraniczną podróż, na którą odkładam ZAWSZE co miesiąc stałą kwotę 200 PLN. Tym samym za owe 2-3 lata uzbiera się 5-7 tysięcy, co wystarczy na bilet lotniczy, nocleg, zwiedzanie i przyjemności itd. Zresztą, ten schemat przećwiczyłem i się sprawdził, co pozwoliło zawitać do Hiszpanii i Portugalii. Na własną rękę rzecz jasna, bo raz, że niezależnie, a dwa, że… taniej, a jakże! 🙂
    Niemniej najsympatyczniejsze jest… odkładanie reszty z zakupów. Jeśli do portfela trafia moneta 5-złotowa, wówczas trafia ona do skarbonki. Skarbonka oczywiście kwalifikuje się do rozbicia, ale… nie teraz. Myślę, że za jakiś czas (pewnie kwestia kilku, kilkunastu miesięcy), kiedy się zapełni znajdę tam kwotę, która pozwoli na zakup aparatu fotograficznego. Aparatu, na który nie wyłożę z miejsca 3500-4000 PLN.
    Zdarza się, iż po odłożeniu 10% na regulara, 200 PLN na podróże, zostaje jeszcze wolna kwota do rozdysponowania. Co z tym? Różnie. Te pieniądze przeznaczam w zależności od potrzeb i chęci – na książki, płyty, rozwój osobisty, wyjście „na miasto”, hobby lub po prostu zasilają one poduszkę bezpieczeństwa.

    Także miejmy świadomość, działajmy, szukajmy swoich dróg do pewnego rodzaju wolności i niezależności finansowej. Choć moja droga jest jeszcze nieco kręta i pełna niedoskonałości. Aczkolwiek pracuję nad tym 🙂

  30. Cześć.
    Sposobów na oszczędzanie jest tyle ilu tych którzy oszczędzają. W tym przypadku psychika to podstawa i każdy inaczej to rozgrywa, jeden spłaci kredyt, drugi wybierze najpierw fundusz bezpieczeństwa a potem spłatę kredytu. NIEWAŻNE jak ważne że idą do przodu, wyrwali się z kieratu i przejmują kontrolę, jeżeli wytrzymacie staniecie się elitą finansową tego kraju, Nie łudźcie się wielu będzie wam zazdrościć, wielu będzie się śmiać i wyzywać was od skner, itp. Najważniejsze to się nie dać, i zawsze co miesiąc a nawet częściej sprawdzać majątek netto. To według mnie podstawa, zróbcie sobie wykres w excelu, w zeszycie jakkolwiek, grafika zawsze działa. Jeżeli jesteście zmotywowani do działania to wizja wykresu z wartością netto lecącego na łeb na szyję w dół da wam kopa do działania, wzrost majątku netto będzie motywował i poganiał do jeszcze większej efektywności. Pamiętajcie w oszczędzaniu nie chodzi o „dziadowanie” ale o efektywność posiadanych kapitałów, każdy z nas może być kapitalistą 🙂 Kapitalista to po prostu człowiek myślący ekonomicznie. Pozdrawiam i życzę powodzenia, ja już kończę swój fundusz bezpieczeństwa (jeszcze dwa miesiące) i niedługo biorę się za inwestowanie i oczywiście NAGRODĘ z uzbieranych środków.

  31. Chciałabym jeszcze spytać o sprawę, która mnie nurtuje, a którą będziesz chyba wałkował w następnym wpisie 🙂
    Polisy typu unit-linked kuszą tym, że nie ma podatku Belki od zysków, no bo teoretycznie nie jest to inwestycja tylko taki niby produkt ubezpieczeniowy. A inwestując w normalne fundusze Belkę trzeba zapłacić. Czy naprawdę opłaty za taką polisę są większe niż podatek od zysków na zwykłym funduszu?

    • W momencie wypłacania śrdków z polisy Unit-Linked zapłacisz podatek Belki. Ktoś wprowadził Cię w błąd.
      No, chyba, że koszty przejedzą wszystkie zyski. Wtedy faktycznie podatku Belki nie będzie 😉

    • Pablo Pablito

      Oczywiście podatek od Belki jest, ale… odroczony w czasie. Dopiero gdy dokonujesz wykupu (częściowego/całkowitego z konta regularnego/dodatkowego), wówczas podatek od ew. zysków jest naliczany.
      Tego typu polisa przede wszystkim uczy regularnego oszczędzania i wkładania określonej kwoty na polisę np. co miesiąc. Opłaty wg mnie są wyższe niż lokując bezpośrednio w fundusze, gdyż dochodzą np. opłaty za zarządzanie dla TU, jak i TFI.
      Marcin, jeśli się mylę, to mnie popraw 😉

      • W funduszach parasolowych również podatek jest odroczony, a koszty znacznie niższe. Będę o tym jeszcze pisał. W IKE podatku Belki nie będzie wcale.
        Opłat w polisach jest mnóstwo – są tylko dobrze pochowane. Będę za ok. 3-4 tygodnie opisywał konkretną polisę – tam będzie to pokazane.

        Dla mnie równie skuteczne jak polisa jest stałe zlecenie w banku z przelewem na fundusze.
        Wyniki są lepsze (bo niższe koszty), mogę skorzystać ze środków w razie potrzeby (brak opłat likwidacyjnych), itp…
        Ale bez konkretnego przykładu będziemy grać w argumentacyjnego PING-PONGA, dlatego zawieśmy naszą dyskusję do czasu, gdy opiszę konkretny przypadek.

        Na razie proponuję, abyś rzucił okiem na raport Rzecznika Praw Ubezpieczonych na temat polis UFK.
        Naprawdę wartościowa lektura. Tutaj znajdziesz streszczenie i pełny tekst: RAPORT RZECZNIKA O UFK

  32. Cześć,

    Pytanie dot nadpłaty kredytu hipotecznego. Czytałem, że najbardziej się opłaca to wtedy kiedy stopy procentowe są duże, a nie jak teraz kiedy małe, bo teraz koszt kredytu jest stosunkowo niski.

    Ale nierozumiem do końca skąd ta inna opłacalność przy różnych stopach. Przecież nadpłacając np. 50 000 i skracając przez to okres kredytowania o np. 5 lat (biorę pod uwgę skrócenie okresu kredytowania, nie zmniejszenie raty) to okres kredytu będzie skrócony o ostatnie 5 lat, a nie wiadomo jakie stopy będą za np. 25 lat. Czy źle mówię?

    W skrócie, wiem że ta nadpłata skróci czas kredytowania, w związku z czym wpłacę do banku mniej odsetek, ale jak bardzo mi się to będzie opłacało, to okaże się za te 20 lat, a nie teraz?

  33. Eureka! Jeden krótki tekst, a od razu pomógł mi zrozumieć co jest nie tak z moimi finansami. Od zaraz zaczynam planowanie i wdrażanie kolejnych kroków i myślę, że w końcu przestanę się martwić o lepsze „jutro”.

  34. Finanse rodzinne czy osobiste często są traktowane po macoszemu, u mnie w domu nigdy nie było zwyczaju planowania wydatków, tylko wydawało się to, co było dostępne. Nawet po ślubie cieszyłam się z mężem, że daliśmy radę wszystko sami zapłacić bez pomocy rodziny, ale prawda jest taka, że bez małej pożyczki studenckiej nie udało się jednocześnie przeprowadzić do nowego (wynajmowanego) mieszkania i opłacić ślubu. Od pół roku obserwuje różne blogi o finansach osobistych i od tego roku kalendarzowego postanowiłam się zabrać za nasze finanse. W tym momencie mamy wystarczająco „wysokie”(?) wypłaty aby opłacić bieżące potrzeby i rachunki, oszczędzanie ma priorytet przed opłaceniem kredytu studenckiego, regularnie korzystamy z karty kredytowej, a tak na prawdę nie mam odczucia, że możemy cieszyć się naszymi dochodami. Takze dzieki nagrodzie Blogu Roku zyskałeś kolejnego regularnego czytelnika (mnie) a ja (mam nadzieję) pod koniec roku będę mogła pochwalić się jak ogarnęłam całą naszą sytuację finansową. Pozdrawiam!

  35. Witaj Marcinie 🙂
    A ja napiszę krótko .
    Dzięki Tobie i Twoim radom nie zaciągam już kolejnych pożyczek, podjęłam się dodatkowej pracy ,żeby szybciej spłacić kredyt już zaciągnięty, udaje mi się odłożyć miesięcznie 100 zł na „czarną godzinę”. Przede mną jeszcze długa droga ,żeby była całkiem spokojna ,ale jest już zdecydowanie lepiej 🙂
    Bardzo dziękuję i pozdrawiam serdecznie 🙂

  36. A mi brakuje jeszcze jednej rzeczy na blogu. Takiej porady, co zrobić w przypadku, kiedy ktoś już ma odłożoną jakąś całkiem sporą kwotę, ale bez konkretnego celu i planu. Na przykład taka hipotetyczna sytuacja: Rodzina, 3 małych dzieci, kredyt hipoteczny (utrudnijmy – niech będzie CHF) na około 200 tysięcy złotych i do tego oszczędności w kwocie około 500 tysięcy złotych. Czy w takiej sytuacji jest sens dzielić te oszczędności, które dotychczas się uzbierało na emeryturę, edukację? Czy spłacać cały kredyt i resztę dzielić? Jak to zrobić?
    Wszędzie są podawane przykłady osób, które idą krok po kroku – od długów w stronę budżetowania i oszczędzania na różne cele. A bardzo mi tu brakuje przykładu, jak uporządkować oszczędności, które już się posiada. Z pewnością takich ludzi jest dużo mniej i z pewnością mniej potrzebują porady i pomocy. Jednak fakt, że żyją oszczędnie i bez pożyczek nie oznacza jeszcze, że potrafią ogarnąć swoje finanse.
    A blog świetny, coraz lepszy! Książkę też miałam w ręce – warto przeczytać. My kupiliśmy dla osób, które właśnie rozpoczynają swoje wspólne dorosłe życie i ich pierwszą myślą był zakup samochodu – oczywiście na kredyt.

    • Pablo Pablito

      „co zrobić w przypadku, kiedy ktoś już ma odłożoną jakąś całkiem sporą kwotę, ale bez konkretnego celu i planu.”

      Mogę podesłać nr rachunku bankowego? 😉

    • Hej, moim zdaniem jeśli te oszczędności dają Wam stopę zwrotu wyższą niż oprocentowanie kredytu, to należałoby je zostawić w takiej formie. Jednakże, jeśli od Waszego kredytu płacicie odsetki wyższe, niż macie zyski z oszczędności to pozostaje tylko spłacić kredyt. A co do pozostałości oszczędności po spłacie kredytu, to już Wasz wybór co dalej
      Pozdrawiam

  37. Panie Marcinie! Edukacja finansowa powinna trafić do szkół, a Pan powinien być Ministrem Edukacji Ekonomicznej! Gratuluję, bo po Pana wpisach, pewnych zasad zaczęła się trzymać nawet moja żona, czego wcześniej nie mogłem się doprosić. Czytając Pana blog przychodzi mi na myśl fragment piosenki Grzegorza Turnaua: „Natężenie świadomości. W zmianie swej osobowości. Od młodości do starości”. Proza życia, to pozwoli Pan, że skomentuję wierszem:

    Dziesięć kroków do oszczędności,
    Trochę beztroski, dużo radości,
    Czy jesteś biedny czy też bogaty,
    Wydajesz dużo, czy spłacasz raty,

    Przejmij nad życiem swoim kontrolę,
    Bądź sobie sterem, własnym idolem,
    Opracuj budżet całkiem realny,
    Sprawdź też wydatek łatwozapalny,

    Zbuduj rezerwę na dwa tysiące,
    Zrobisz to w jeden lub dwa miesiące,
    Czasami dłużej może to potrwa,
    Lecz każdy twardziel do tego dotrwa,

    Teraz przygotuj atak na długi,
    To nie dla Ciebie takie usługi,
    Które drenują kieszeń uczciwą,
    Twarz pokazując odsetek mściwą,

    Fundusz bezpieczny zbuduj dla siebie,
    Co da Ci pewność w każdej potrzebie,
    Nagradzaj siebie i swą rodzinę,
    By po wakacjach mieć słodką minę,

    Lecz nie zapomnij o swej jesieni,
    Niech będzie godna, liść niech się mieni,
    Spać możesz dobrze, w dodatku dłużej,
    Bo masz pieniądze – na emeryturze,

    I dzieciom pomóż, daj wykształcenie,
    Studia z przyszłością, ich przeznaczenie,
    Lecz bez pieniędzy – trudno w tej drodze,
    I nie przeskoczysz – na jednej nodze,

    A teraz spróbuj – spłać hipoteczny,
    Co ma ochotę mieć status „wieczny”,
    Gdy go dostałeś był tak bajeczny,
    A dzisiaj przyznaj – wróg Twój serdeczny,

    W tejże pigułce – dziesiąty krok,
    Żyj pełnią życia i naciesz wzrok,
    Inwestuj mądrze Twoje fundusze,
    Szanuj swe ciało, umysł i duszę,

    Nie ma mądrości w żadnej ampułce,
    Nie stawiaj wiedzy swojej na półce,
    Niech skorzystają niedoświadczeni,
    W świecie finansów wciąż zagubieni.

    Pozdrawiam i życzę powodzenia! Janusz

  38. Cześć Marcin, jak zwykle napisałeś bardzo dobry artykuł. Opisane przez Ciebie metody zarządzania domowym budżetem są bardzo trafnie sformułowane. Co więcej, wiele z nich sam wykorzystuję w moim życiu. Mam jednak kilka własnych zasad, których przestrzeganie pomaga mi utrzymać w ryzach moje finanse. Przedstawiłem je dokładnie na swoim blogu:
    http://www.celownikfinansowy.pl/

    Wiem, że to nieładnie tak na siłę reklamować własny wpis, ale po prostu wyszedł mi na tyle długi materiał, że pewnie nie zmieściłby się w komentarzu. Mam nadzieję, że pomysły poruszone przeze mnie przypadną do gustu zarówno Tobie, jak i czytelnikom Twojego bloga. Pozdrawiam serdecznie, Jacek

  39. Marcin z Pomorskiego

    Podstawą zarządzania finansami osobistymi jest prywatna buchalteria. Spisywanie codziennych parganów do Exela od razu pokazuje gdzie kasa się rozchodzi i co trzeba korygować. Ja zacząłem rachować od kiedy dostałem kredyt studencki w lutym 2000 r. (załatwianie wniosku wtedy to była udręka, poręczenia, weksle itp.), który został spłacony zgodnie z terminem w październiku 2014 r. Nawet jak pracowałem na „śmieciówkach” czy byłem na bezrobociu ponad 6 m-cy to też zliczałem wydatki żeby wiedzieć. I tak mi zostało do dziś. Trzeba mieć świadomość ile kosztuje życie, trzymać w ryzach wydatki i dopiero wtedy zabierać się za realizację celów życiowych.

  40. Marcin, mi w zdrowym podejściu do finansów i życia pomogło…bieganie 🙂 8 lat temu nie miałem nic, tzn. zacząłem niebezpiecznie zblizać się do momentu w ktorym wydawałem więcej niż zarabiałem. Miałem kredyt gotówkowy, który spłacałem regularnie i kartę kredytową, na której niestety zacząłem korzystać z kredytu i nie byłem w stanie na bieżąco spłacać 100% zadłużenia.

    W jaki sposób mogło pomóc bieganie? No cóż, sytuacja, w której mamy długi, mamy niskie dochody z reguły jest bardzo denerwująca i powoduje, że człowiek wpada w taką petlę, z której nie widzi żadnego wyjścia. Nie widząc wyjścia zaczyna jeszcze bardziej myśleć o swojej sytuacji, co może prowadzić do poważnej depresji. Zauważyłem coś takiego u siebie. Bieganie stało się dla mnie „wentylem bezpieczeństwa”. Dzięki temu mogłem z dystansu spojrzeć na swoją sytuację i krok po kroku zacząc ją poprawiać. Im więcej biegałem tym bardziej zmieniałem swój styl życia i tym więcej oszczędzałem. Imprezy do białego rana, podczas których wydawałem ogromne (jak dla mnie) pieniądze przestały się liczyć, a bardziej zależało mi na tym aby wyspać się na poranny trening. Nowy telewizor? Po co skoro każdą wolną chwilę spędzałem aktywnie. 180 kanałów w telewizji (z ręką na sercu, czy ktokolwiek wie ile ma kanałów w tv i czy oglądał jakikolwiek program na każdym z tych kanałów?) za kilkadziesiąt złotych miesięcznie zastąpiłem widokami wschodów słońca w trakcie biegu. Jedzenie na mieście w różnych fast foodach zastąpiłem zdrowym jedzeniem przygotowywanym w domu. Nie będę tu nawet dodawał jak na tym skorzystało moje samopoczucie i ile zaoszczędziłem na lekarstwach i wizytach u lekarza.

    Co mam teraz? Mam kredyt hipoteczny zaciagnięty na 35 lat na 100% wartości nieruchomości ale całkowicie świadomie. Oprócz tego mam równowartość tego kredytu w gotówce, funduszach, akcjach na gpw i polecanym przez Ciebie IKE (założonym poprzez Twój link:-) Żyję lepiej niż wcześniej i mam większe poczucie bezpieczeństwa.

    Oczywiście samo bieganie tego wszystkiego mi nie dało i mniej lub więcej zasad, które tu wymieniłeś stosowałem również. Chciałem jednak podkreślić, że w moim przekonaniu bieganie, jako ten wentyl bezpieczeństwa miało kapitalne znaczenie. To taki mój prywatny sposób na wyjście z długów i uporządkowanie swojego zycia, o którym niedługo zamierzam napisać na swoim skromnym blogu.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Tomek

    • Tomku! Rewelacyjny pomysł!
      Wiele osób ucieka przed problemami w pracę, spanie, chorobę… A Ty nie uciekłeś bieganiem „przed”, ale do! Do lepszej jakości życia. Super!
      Pasja i korzystanie z mięśni (sport!), to rzeczywiście lekarstwo na wiele dolegliwości fizycznych, ale i tych natury psychicznej. Poprawiając metabolizm zyskujemy nową energię, którą możemy wykorzystać na budowanie siebie.

      Marcinie, warto pomyśleć o punkcie dbania o siebie 🙂 Powinien być pewnie na pierwszym miejscu 🙂 Zdrowy egoizm, który pozwoli nam przejść kolejne etapy porządkowania naszych finansów. Na dobrym fundamencie stanie każda, nawet najbardziej wyszukana budowla 🙂

      • Agata, dzięki za docenienie pomysłu 🙂

        W następnych krokach do swojej finansowej wolności zamierzam jednak podążać kierunkiem obranym przez Ciebie, czyli zainteresować się nieruchomościami na wynajem.

        Jeśli więc masz jakieś rady to chętnie przyjmę 🙂

        • Najlepszy moment na kupowanie nieruchomości był wczoraj, drugi lepszy jest dzisiaj 🙂 A serio, to im wcześniej tym lepiej. Podobnie jak z funduszem emerytalnym – im szybciej go założysz tym szybciej i więcej uzbierasz.

          Nie czuję się ekspertem, popełniłam błędy w moich inwestycjach, ale bardzo, bardzo się z nich cieszę. Zatem, jeśli się zdecydujesz na zakup nieruchomości pod wynajem, policz wszystko dokładnie i nie bój się 🙂 Polecam poczytać książki Sławka Muturi – osadzone w polskich realiach pokazują świat inwestowania w nieruchomości na wynajem. To otworzy Ci głowę.

          Życzę powodzenia!

  41. Drogi Marcinie i drogi Januszu!
    Ja też zawsze psioczyłam na polską szkołę. Ale!
    Zobaczcie, co też moja ośmioletnia córa omawiała wczoraj na lekcji. Doprawdy, chylę czoła!

    TRZY OBROTNE ŚWINKI
    Za siedmioma drzewami, za siedmioma krzakami, w nieco zaniedbanym, ale przytulnym słomianym domku żył sobie sympatyczny wilk. Nikomu nie wadził i nie miał dużych wymagań. Do tego stopnia, że czasami zastanawiał się, czy jest jeszcze
    wilkiem, czy może już tylko zdziczałym psem? Do życia potrzebował niewiele. Dietetyczne obiady gotował w osmalonym kociołku, wieczorami nucił piosenki, słuchając na adapterze starych płyt, a potem zasypiał smacznie w śpiworze, który sam wypchał suchymi liśćmi, tuląc do siebie pluszowego zajączka. I niczego mu nie
    brakowało. Tak w każdym razie sądził aż do dnia, w którym do jego drzwi z płyty pilśniowej zapukały trzy różowe świnki.
    -Witamy pana wilka! – kwiknęły radośnie, jednocześnie rozciągając ryjki w szerokich uśmiechach.
    – I mamy propozycję nie do odrzucenia.
    – Tuż obok powstało właśnie osiedle domków z drewna. Z pewnością jest pan zainteresowany.
    –Pierwsza świnka, nie czekając na zaproszenie, świńskim truchtem
    wpakowała się do środka. Za nią ochoczo wmaszerowały koleżanki i w przedpokoju natychmiast zrobiło się strasznie ciasno, bo trzeba wspomnieć, że świnki były dość tłuste.
    – Ale mnie tu dobrze… – zaoponował wilk, ale świnki nie dały mu dokończyć.
    – Dobrze! – zachrumkała pogardliwie druga świnka.
    – Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej.
    – Zgadzam się z koleżanką! Ktoś taki jak pan zasługuje na znacznie więcej – dodała trzecia, krytycznie rozglądając się po skromnym wnętrzu.
    – Ktoś taki jak ja? – zdziwił się wilk.
    Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Ale może… Może rzeczywiście zasługiwał na coś lepszego? Z każdym pełnym dezaprobaty chrumknięciem trzech świnek dostrzegał, w jak okropnych warunkach żył do tej pory. I czy to w ogóle było życie?
    Świnki zdawały się czytać w jego myślach.
    – Toż to wegetacja! Dłużej nie może mieszkać pan w takiej norze! – zawołała pierwsza, a druga i trzecia usłużnie podsunęły wilkowi błyszczący katalog.
    Oszołomiony wilk z zachwytem przyglądał się eleganckim drewnianym domkom z werandami i koronkowymi firankami w oknach. Po godzinie zerkania to na zdjęcia, to na wiechcie wystające z jego własnych ścian, nie miał wątpliwości. Ze
    skarpetki wyjął oszczędności, podpisał umowę i już na drugi dzień przeprowadził się do nowego domu. Był on rzeczywiście o wiele bardziej wygodny niż domek słomiany, choć zdecydowanie za duży dla jednego niedużego wilka. Nie zdążył się jednak na tym zastanowić, bo w progu pojawiły się trzy pulchniutkie świnki.
    – Oj, taki ładny domek, a taki jakiś pusty… – zachrumkały ze współczuciem.
    – Wszystko co nowe, wymaga nowej oprawy – powiedziała pierwsza świnka i przysiadła na łóżku. Liście w śpiworze zachrzęściły pod jej ciężarem.
    – Śpi pan pod taką ścierą? – zasmuciła się druga.
    – Dlaczego nie kupi pan sobie mięciutkiej puchowej kołdry antyalergicznej?
    – A także profilowanej silikonowej poduszki, podgrzewanego prześcieradła i łóżka wodnego? Czy nie lepiej by się panu spało? – dodała trzecia, marszcząc ryjek.
    – Wokół tyle możliwości, a pan z nich nie korzysta.
    – Sili…coś? Podgrzewane prześcieradło? Łóżko wodne?! – powtórzył wilk i rozczulił się nad sobą. Jak ubogie i nudne było do tej pory jego życie! Zamówił u świnek nie tylko nowe posłanie, ale przy okazji wymienił stary adapter na sprzęt do karaoke, a wysłużony kociołek na 62 – częściowy zestaw garnków. Oczywiście w takich
    garnkach nie można było gotować na byle czym. Za namową świnek wilk zakupił więc inteligentną kuchenkę, pralko-suszarkę, suszarko-lokówko-prostownico-gofrownicę (jak się potem okazało, wcale nie do robienia gofrów), lodówkę z telewizorem, toster z radiem, elektryczne podgrzewacze do łap, wałek do masażu uszu, pas wyszczuplający ogon, uchwyty do robienia pompek, śpiewającą szczoteczkę do zębów i całe mnóstwo innych umilających życie przedmiotów, o których istnieniu nie miał wcześniej zielonego pojęcia. Wkrótce było ich tak dużo, że przestały się mieścić w drewnianym domku. Ale wilkowi to nie przeszkadzało,
    mało się teraz ruszał. Wystarczał mu wąski korytarz między kuchnią a łóżkiem, na którym spędzał całe dnie z lekko otępiałym wzrokiem wbitym w wielki plazmowy telewizor.
    – To bardzo drogi sprzęt – uświadomiły wilkowi usłużne świnki podczas kolejnej wizyty.
    – Mając tyle cennych rzeczy, jest pan w każdej chwili narażony na kradzież – westchnęła pierwsza świnka.
    – Byłoby nam niezmiernie przykro, gdyby coś się panu stało – pokiwała głową druga.
    – Na szczęście, zupełnie przypadkiem, mamy dla pana niezwykle interesującą propozycję – rozpromieniła się trzecia.
    – Zapewniam, że nic tak nie gwarantuje
    bezpieczeństwa jak domek murowany.
    – Ale ja nie mam za co… – stęknął wilk, ale świnki właśnie wyciągnęły z teczek bardzo korzystne umowy kredytowe i skołowany wilk wkrótce ponownie się przeprowadził.
    Przypominający twierdzę domek stał za murem na strzeżonym osiedlu i był rzeczywiście niezwykle, wręcz porażająco, bezpieczny. Jednak wilk nie czuł się w nim dobrze. Patrzył przez okno antywłamaniowe na błękitne niebo i… tęsknił. Tęsknił, choć sam nie wiedział, za czym. Miał przecież wszystko.
    Pewnego razu z zamyślenia wyrwało go pukanie.
    – To my, trzy świnki. Mamy dla pana bardzo ciekawą ofertę. Czy nie brakuje panu…
    Łagodny dotychczas wilk poczuł nagle, że głosy świnek rozbudzają w nim coś, o czym zupełnie zapomniał. Przypomniały mu, że jest WILKIEM! A wilki nie dają się wodzić za nos świnkom!
    Nawet takim z czarnymi teczkami pod pachą.
    – Już wiem, czego mi brakuje! – ryknął, otwierając drzwi.
    – Aaaaaa! – zakwiczały trzy przerażone świnki i rzuciły się do uciecz
    ki, gubiąc po drodze foldery.
    Wilk kłapnął parę razy paszczą, a potem wdrapał się na strych.
    Tam, ze sterty kartonów wygrzebał swojego przetartego pluszowego zajączka, po czym bez żalu opuścił bezpieczny murowany domek. I ślad po nim zaginął.
    A świnki? No cóż. Przebiegły kawałek drogi, ale niezbyt długi, bo były tłuste i szybko się męczyły. Kiedy dostały zadyszki, przystanęły, odsapnęły chwilkę, a potem podciągnęły rajstopki i ruszyły na poszukiwanie innego wilka.

    Roksana Jędrzejewska-Wróbel

  42. Marcinie,
    pierwszy raz piszę jakikolwiek komentarz na jakimkolwiek blogu. Ale komu jak komu – Tobie się to należy, aby być tym pierwszym 🙂
    Dziękuję bo po wprowadzeniu zasad z Twojego bloga i książki uratowałem swoje małżeństwo, które znalazło się na wielkim zakręcie. Od początku roku prawie całkowicie zlikwidowałem swoje długi, nauczyłem się cieszyć tym, że można mniej wydawać (a na pewno to, żeby nie wydawać pieniędzy, których się nie ma… albo pieniędzy żony… ups) . Czytam i ciągle się uczę, pokazuję innym, że można pozbywać się długów i oszczędzać. Bardzo Ci dziękuję / Ty i Twój blog uratowaliście mi życie, zarówno te finansowe, jak i przede wszystkim rodzinne. Bo żona widzi wielką przemianę we mnie, pewnie jeszcze nie do końca wierzy, że to zmiana trwała, ale jak ma wierzyć skoro widziała moje słabe zachowanie w poprzednich latach. Zaczynam wreszcie rozumieć jej postępowanie w kwestii pieniędzy, które możnaby stawiać za wzór – wcześniej uważałem je za chore, a swoje lekkomyślne i bezsensowne życie na kredyt uważałem za godne pochwały (nie ma się czym chwalić, ale tak było).
    Polecam Twojego bloga innym / ba polecam go każdemu klientowi na koniec spotkania, że dzięki mojej wiedzy z zakresu ubezpieczeń, a Twojej z zakresu oszczędzania (choć tu powinno się wpisać dużo dużo więcej) klient będzie na pewno zadowolony!!
    Wielkie dzięki i gratuluje super bloga!!
    Maciej Jagusiak

  43. FBO – Finanse Bardzo Osobiste Blogiem Roku 2014! To jak najbardziej słuszny werdykt! Nigdy nie spotkałam się z tak przejrzystym blogiem, napisanym przystępnym dla każdego językiem, bez niezrozumiałych sformułowań.
    Dowiedziałam się o nim oglądając program Dzień Dobry TVN, gdzie Pan Marcin pomagał wielu zadłużonym osobom „wyplątać się z długów”. Oczywiście, że życie bez kredytów jest dużo prostsze, ale nie każdy może sobie na taki „luksus” pozwolić. Nasza sytuacja też nie jest wesoła. Kredyt stał się kulą u nogi i zabrał nam poczucie bezpieczeństwa, czyli to co w życiu najważniejsze. I właśnie o tym pisze Pan na blogu. Wynajmowaliśmy z mężem w bloku kawalerkę kiedy nadarzyła się okazja do remontu domu po dziadkach. Nie mieliśmy odłożonej aż tak dużej gotówki, dlatego byliśmy zmuszeni wziąć kredyt. Rata jest niestety wysoka. Jest ciężko, ale świadomość, że mamy własny już kąt trochę rekompensuje to uczucie. Kredyt w naszym przypadku był niezbędny.
    Myślę, że mimo problemów finansowych jakie ma większość z nas, rat kredytów i płaconych rachunków warto odłożyć do skarbonki przysłowiową złotówkę. Może to nie dużo, ale w perspektywie dłuższego okresu da nam chociaż cząstkę tak ważnego bezpieczeństwa.
    Samo przeglądanie bloga, szukanie interesujących mnie tematów pomaga mi na chwilę oderwać się od problemów finansowych…Czytając Pana bloga mam uczucie, że czytam tekst osoby, która mnie rozumie i która miała podobny problem jak ja. Po prostu szukam najlepszego rozwiązania dla siebie…Dziękuję:)

  44. Dzieki za ten blog i zaangazowanie, jakie wkladasz i w posty, i w odpowiadanie na komentarze – z przyjemnoscia czytam dyskuje, jakie wywiazuja sie pod Twoimi wpisami. To, jaka spolecznosc zgromadziles wokol bloga moim zdaniem jest jednym z najlepszych wyznacznikow jego jakosci (ja mimo dluzszego juz stazu jako czytelnik komentuje po raz pierwszy – zeby nie bylo, ze pochlebiam samej sobie).
    Stopniowo zaczelam ewangelizowac moich rodzicow i szerzyc edukacje finansowa w domu – Mama nawet wybrala sie do banku, zeby pozbyc sie oplat za prowadzenie konta, z ktorego korzysta od kiedy wynagrodzenie przestala odbierac w kopercie (czyli dlugo). Wrocila z jakims przypadkowym funduszem inwestycyjnym wcisnietym przez doradce.
    Nie wiem, czy Twoja ksiazka to wymarzony prezent na Dzien Matki, ale w tym przypadku chyba nie ma rady;)

  45. Tak jak piszesz Marcinie – zarządzanie własnymi pieniędzmi tak naprawdę nie jest trudne, szczególnie jeśli ktoś się trzyma opisanych 10 kroków. Niestety wciąż jeszcze mało osób ma dostęp do blogów traktujących o zarządzaniu własnym budżetem. Gdyby tylko wiedzę jaką przekazujesz nam czytelnikom twojego bloga przekazywano w szkole – finanse wielu Polaków wyglądałyby zupełnie inaczej. Ja i mój mąż też popełnialiśmy klasyczne błędy – brak oszczędności, kredyty konsumenckie, kredyt hipoteczny na 25 lat i o zgrozo karta kredytowa. Dopiero dzięki lekturze twojego bloga wyprowadziliśmy nasze finanse na prostą. A co by było gdyby nie ty i twój genialny blog…? Część rzeczy – szczególnie jeżeli chodzi o inwestycje to dla nas wciąż czarna magia finansowa ale intensywnie edukujemy się na twoim blogu 🙂

    • Tak jak Kasia pisze: „Niestety wciąż jeszcze mało osób ma dostęp do blogów traktujących o zarządzaniu własnym budżetem.” Dokładnie tak jest! Kiedy polecam Twój blog Marcin, jestem zaskoczony że nikt komu polecałem nie słyszał o nim wcześniej, dlatego może warto by pomyśleć o sposobach promocji bloga np. na stronach internetowych US lub innych instytucjach finansowych, aby jak najwięcej osób zaczęło edukować się z finansów!

  46. Witam. Świetne artykuł. Trafiłem na tego bloga właśnie wtedy kiedy uświadomiłem sobie jak wielkim obciążeniem są dla mnie raty, które są efektem bezmyślnie zaciągniętych pożyczek. Trafiłem wtedy na artykuł jak pozbyć się długów. Już wtedy pisałem w komentarzu, że chce zmienić swoją sytuację finansową. Jeżeli zadajesz sobie pytanie „co robisz dla innych” to chciałbym Ci powiedzieć co zmieniło się w moim życiu od ostatniego komentarza.
    Przypomnę Ci moją sytuację, zaciągnąłem kredyt na ponad 20 tys zł na samochód, na który wydałem 13 tys. Pieniądze które pozostały z tego kredytu rozeszły się chyba w 3 miesiące na przeróżne głupoty i w ogóle niepotrzebne dla mnie rzeczy. „łatwo przyszło, łatwo poszło chciałoby się powiedzieć” 😉 Wtedy w ogóle nie myślałem o konsekwencjach. Co więcej byłem pewny podziwu dla siebie, że mimo młodego wieku mam swoje auto i tak „świetnie” sobie radzę. . Efekty niestety były katastrofalne: w mojej pracy zmienił się cały system pracy oraz cały zarząd .Zarobki się nie zmieniły ale zniknęła całkowicie satysfakcja z jej wykonywania, stres i nerwy rujnowały moje zdrowie i traciłem energie do życia. Przyszła bardzo duża chęć zmienienia miejsca pracy. Pojawił się jeden zasadniczy problem: RATA KREDYTU. Znalazłem kilka fajnych ofert z perspektywą rozwoju, ale niestety wszędzie proponowano mi niższą stawkę niż obecnie. Nie byłem w stanie się na to zgodzić, przez ratę , którą co miesiąc musiałem opłacić. Uświadomiłem sobie, że mam aktualnie zadłużenie na ponad 20 tys zł, samochód który z każdym dniem traci na wartości i nic więcej. Mój majątek netto był na minusie!! I gdzie tu moja świetna organizacja i duma z siebie?! Na początku bardzo się podłamałem perspektywą tkwienia w pracy której nie znoszę przez conajmniej 4 lata (okres spłaty kredytu) Po przeczytaniu Twojego artykułu pastonowiłem wziąć jednak rzeczy w swoje ręce. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem to sprzedaż samochodu. Udało mi się go sprzedać w tej samej cenie za którą go kupiłem, co i tak było hitem. Kwotę ze sprzedaży samochodu przeznaczyłem na spłatę części kredytu. Wtedy mój humor się poprawił: widziałem, ile zaoszczędziłem dzięki nadpłacie na odsetkach. Zostało do spłaty 9000 zł. Drugą rzeczą jaką zrobiłem to odłożenie 3000 zł (abym mógł spokojnie zająć się szukaniem innej pracy) . W tym miesiącu udało się to, i mam na koncie oszczędnościowym 3000 zł! Jestem teraz gotowy na zmiany i szukanie nowych możliwości. Ciągle jestem bardzo zły na siebie, ponieważ wiem, że gdyby nie ten kredyt to moje życie byłoby na zupełnie innym poziomie. Teraz niestety muszę rezygnować z wielu rzeczy na rzecz kredytu. Ale dzięki Twoim poradom widzę coraz większe swiatło w tunelu. Wiem, że wkrótce uporam się ze spłatą kredytu i odetchnę z ulgą. Wtedy rozpocznę budowanie funduszu bezpieczeństwa. Często wchodzę na Twojego bloga i czerpię z niego dużo przydatnych rzeczy o finansach. Mam dopiero 22 lata i wiem, że uda mi się naprawić błędy i osiągnę jeszcze finansowy sukces i wolność. To czego nauczyłem się na swoim błędzie to to, że kredyt to najbardziej drenująca portfel, najbardziej niszcząca bezpieczeństwo finansowe, najbardziej niszcząca spokój i nerwy, najbardziej… mógłbym tak długo 🙂 Zgadzam się z Tobą, że ludzie często podejmują decyzje o kredycie na podstawie „każdy żyje teraz na kredyt – takie czasy”. W moim przypadku tak było. Moi rodzice od zawsze mieli kredyty, brali kredyt na mieszkanie, kredyt na sprzęt, kredyt na święta – na WSZYSTKO

    • Moja decyzja to przyzwyczajenie do takiego stanu rzeczy. Czytałem ostatnio książkę, którą polecam Harv Eker „Biedny czy Bogaty. Po prostu różni mentalnie”. Opisuje on tam, że to co dzieje się z naszymi finansami często odzwierciedla finanse naszych rodziców. Wszczepili oni nam często swoje złe nawyki na ich temat. Jakże cieżko to czasami dostrzec. A zmiana paradygmatu może dać bardzo duże zmiany i swietne efekty.
      W każdym razie chciałbym podziękować też Tobie . Artykuł o długach pomógł mi procesie naprawczym swojej sytuacji. 😉 Pozdrawiam!

  47. Witam,
    Jestem świeżo po przeczytaniu książki, więc powyższy artykuł tylko przejrzałem, gdyż jest on niejako streszczeniem książki. Książki, którą bardzo polecam, i wg. której zacząłem moja finansową przygodę do finansowego raju/spokoju. Jestem na początku przygody i już widać efekty w postaci większych oszczędności. Przede wszystkim to znajomość własnego budżetu, jest kluczem do wszystkiego. Oszacowanie miesięcznych wydatków jest nieco trudniejsze, ja zbieram wszystkie paragony i je segreguje, żeby później po okresie ok. 6 miesięcy dostać wiarygodną średnią. Bez pośpiechu, ale sukcesywnie do osiągnięcia konkretnego celu – taką właśnie strategię przyjąłem. Bardzo dziękuję za wszelkie wskazówki, mam nadzieję że starczy mi mobilizacji i charakteru aby za np. 10 lat lub wcześniej zrealizować wszystkie 10 punktów.
    Pozdrawiam i Polecam wszystkim.

  48. Witaj Marcinie,
    Może się zdziwisz, ale jestem osobą, która nie ma żadnych kredytów, kart kredytowych, limitów w koncie, zakupów na raty itp. Jest to moja świadoma decyzja, która wprawdzie nie robi mi dobrej historii kredytowej, ale zdecydowałam się unikać wszelkich zobowiązań wobec banków z powodu nieciekawych doświadczeń rodzinnych. Otóż mój własny ojciec od dawna boryka się z problemami finansowymi, a mówiąc wprost: wpadł w spiralę długów i brał kolejne pożyczki, żeby zapłacić poprzednie. Od razu odpowiem na Twoje pytanie: niestety nie można mu pomóc, chociaż Twoje porady są świetne i z pewnością wielu osobom pomogą wyplątać się z finansowych tarapatów. Nie będę zanudzać czytelników bloga historią rodzinną, ale dzięki takiemu podejściu do finansów, jakie ma mój ojciec, ja mam awersję do zaciągania wszelkich zadłużeń. Nigdy nie dałam sie namówić na żadną, nawet najbardziej darmową kartę kredytową, żadne zakupy na zerowe raty mnie nie przekonują. Po prostu nauczyłam sie, że jak potrzebuję coś kupić, to na to odkładam, a nie biorę kredytu, bo kredyt trzeba spłacić, a nie wiadomo co będzie jutro. Jutro (za miesiąc/rok) mogę nie mieć pracy i nie będę mogła spłacić kredytu. To proste. 🙂
    Pozdrawiam Cię i życzę dalszych sukcesów w edukowaniu o finansach.

  49. Cześć Marcinie,

    nie wiem czy ten komentarz zasługuje na nagrodę, ale przytoczę swoje krótkie doświadczenie na temat oszczędzania.

    Kiedyś podczas wakacyjnej pracy miedzy studiami (miałem wtedy 22 lata), pracowałem na budowie osiedla domków jednorodzinnych. Inwestorem był pewien góral (60l.) – lokalny przedsiębiorca. Kiedy odbierałem od niego wypłatę, dał mi dwie wskazówki życiowe, które towarzyszą mi do dziś.
    „Pamiętaj…” – powiedział:
    „Moja Mama zawsze mi powtarzała – kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. I nigdy nie wydawaj więcej, niż zarobisz”

    Dziś mam 27 lat. I w każdym miesiącu odkładam pewną kwotę pieniędzy jak tylko dostanę pensję. Dzięki temu nigdy nie wydam więcej niż dostanę 🙂

    Jego, te słowa zaprowadziły do prawdziwej zamożności. Może i dla Ciebie czytelniku, będą dobrym drogowskazem?

    Pozdrawiam.

  50. Witaj Marcinie,
    Chcę Ci po prostu podziękować za to, że dzielisz się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem. W dodatku za darmo. Jestem wśród tych szczęśliwców, którzy są na etapie budowania „poduszki” (już się cieszę na nagrodę). Życie bez długów jest naprawdę bardzo przyjemne (nasza towarzyszka hipoteka też będzie się musiała kiedyś od nas wyprowadzić – jeszcze tylko kilka kroków).
    A zatem DZIĘKUJĘ CI BARDZO, że jesteś

  51. Witam
    Twój blog wiele mnie nauczył. Żyłem sobie z rodziną z dnia na dzień, od wypłaty do wypłaty. Przypadkiem natknąłem się na twój blog. Czytając go uświadomiłem sobie, że chociaż żyje mi się dobrze to w zasadzie nie posiadam żadnych odłożonych pieniędzy. Gdyby zdarzyła się jakaś nie przewidziana sytuacja musiałbym sięgać po kredyt, chwilówkę itp. Od tamtego czasu zacząłem stosować twoją prostą zasadę ZAROBKI-WYDATKI=OSZCZĘDNOŚCI.
    To powinno być pierwszym przykazaniem dekalogu finansowego. Teraz powoli realizuję następne kroki zbliżające mnie do wolności finansowej. Najważniejsze jest to, że gdyby dziś stało się coś nieprzewidzianego nie musiałbym biec do banku albo do rodziny pożyczać pieniądze.
    Teraz czas na punkt 6 twojego planu „zafunduj sobie nagrodę”. Mam nadzieję że mi pomożesz i obdarujesz mnie twoją książką:)

    Pozdrawiam

  52. Drogi Panie Marcinie.
    Nigdy nie byłam dobra w zarządzaniu pieniędzmi, jak były to było dobrze jak nie było to trzeba było pozyczyc..i takżylismy z mężem z dnia na dzień. Gdy na swiecie miał się pojawić nasz syn stwierdziliśmy że trzeba uporządkowac sprawy finansowe i rozpocząć rozsądnie zarządzać naszymi pieniędzmi. Problem pojawił się gdy zdalismy sobie sprawe, że nie potrafimy tego zrobić samodzielnie…i tu z pomocą przyszedł nam ten blog. Rozsądne rozpisanie budżetu każdego miesiąca pozwoliło zweryfikowac wszystkie niepotrzebne wydatki i zaplanować spłate zadłużeń oraz zdac sobie sprawe ‚gdzie te wszystkie pieniądze uciekaja?’. Skrupulatnie planujemy nasze finanse, tworzymy fundusz bezpieczeństwa, rat kredytu coraz szybciej ubywa i nie przybywa nowych tzw chwilówek. Poprosztu wychodzimy na prostą DZIĘKUJEMY panu, panie Marcinie!

  53. Drogi Marcinie oraz wszyscy czytelnicy bloga, witajcie!

    Krótko i zwięźle. Bloga odwiedzam od jakichś dwóch miesięcy, mniej więcej od czasu, gdy długi zaczęły mocno wpływać na moje życie, emocje itd… To właśnie wtedy szukałem czegoś, co pomoże nam z nich wyjść, szukaliśmy jakiegoś motywującego sposobu działania… Wiecie, wpadłem trochę w taki brak kontroli, który wyczerpywał mnie emocjonalnie.

    Bardzo motywujący był jeden ze wpisów, który znalazłem tutaj. Przeczytałem, że dług jest moim wrogiem, a sytuacja związana z nimi to wojna! A na wojnie trzeba coś poświęcić, aby ją wygrać! Na tej wojnie znalazłem się trochę przez nieciekawe okoliczności (oszustwo, które naraziło nas na dług), trochę przez głupotę i brak rozsądku. Ponieważ nie mogłem wygenerować już więcej dochodów, postanowiłem coś poświęcić i sprzedać parę rzeczy, których nie potrzebowałem, a po prostu były… Najpierw jednak ułożyłem mały budżet, z którego wynikało, że trzeba wygenerować trochę więcej gotówki, żeby nadpłacić lub spłacić zaciągnięte zobowiązania konsumenckie.

    Zacząłem od moich ukochanych książek, które zbierałem lata i do których często wracałem. Było mi ich bardzo szkoda, ale… wojna! Zadbałem, by niektóre z tych pozycji mieć w formacie pdf lub ebook, co dodatkowo zaoszczędziło mi miejsce na półkach :). Pieniążki ze sprzedaży przeznaczyłem na nadpłacenie kredytu, za który kupiliśmy meble. Całkiem sprawnie poszło…

    Cóż, bitwa wygrana ale wojna trwa! Co tu jeszcze sprzedać? Mój wzrok skierowałem na ukochany samochód, którym jeżdżę od święta, który kupiłem jako mój kaprys i był moim małym marzeniem (auto marki Będziesz Mógł Wyprzdzać). Rzecz okazało się zbędna, do pracy jeżdżę komunikacją miejską, zakupy robię małe ale regularne… Było ciężko, bo to tak, jakbym sprzedawał część siebie. Ale warto było. Spłaciłem jeden kredyt, nadpłaciłem drugi. A jak będzie fundusz i potrzeba, to się kupi drugi:)

    Co najważniejsze…
    1. Często powtarzam znajomym, że w wojnie z długami trzeba być gotowym na poświęcenie. To dla mnie najważniejsza zasada. Do dzisiaj niektórzy pukają się w głowę, gdy opowiadam, że sprzedałem auto by nadpłacić kredyt konsumencki (no wiecie… Małe raty, długi okres spłaty… „Co ci ten kredyt tak przeszkadzał?”). Co ciekawe, mój przykład lepiej na nich działa niż kazania na temat oszczędzania.
    2. Czuję się wspaniale! Poczucie kontroli nad finansami daje mi niesamowitą radość. Teraz czas, by pieniążki odkładane na kredyt zainwestować w fundusz bezpieczeństwa dla… mojego synusia, który się urodzi w maju.
    3. Trochę te informacje są zaraźliwe… Odkąd czytam bloga, znajomi mówią mi, że za dużo gadam o oszczędzaniu…

    Życzę wszystkim powodzenia w walce z długami i w budowaniu kontroli nad finansami.
    Dawid

  54. Fajnie się czyta blog osoby, która przeszła na drugą stronę muru i nie myśli wyłącznie o własnym portfelu, tylko próbuje edukować innych.

    Powodzenia Marcinie, obyś był inspiracją dla wielu osób.

  55. Dołączam się do gratulacji za bloga. Dopiero dzisiaj na niego dotarłem, ale wiem, że będę wracać. Solidne kompedium wiedzy! Mam już zgromadzonych trochę środków z myślą o inwestycjach. Na razie najpoważniej myślę nad obligacjami korporacyjnymi. Chcę znaleźć spółkę zajmującą się nieruchomościami, bo w moim odczuciu to będzie najpewniejszą opcją. Zwłaszcza jeśli ta spółka już ma doświadczenie na rynku 🙂

    Pozdrawiam serdecznie,
    Marcin

  56. Witaj Marcinie,

    Bardzo udane podsumowanie.

    Mam tylko jedną uwagę, mianowicie pominąłeś krok z zakupem własnego M. Sądzę, że dla młodych ludzi jest on bardzo ważny. Moim zdaniem jak mamy nasz bufor bezpieczeństwa najpierw powinniśmy odłożyć na wkład własny, następnie nadpłacić bądź spłacić ( tej drugiej opcji życzę każdemu) a dopiero później odkładać na emeryturę. Taki mój punkt widzenia.

    PS.
    Właśnie z nadwyżek finansowych kupiłem GSX-R
    Cieszę się życiem i każdemu polecam 🙂

  57. Parę tricków jak sobie poradzić z pieniędzmi.

    1. Skasuj kartę do konta na którym masz wynagrodzenie
    2. Zleć przelew na miesięczne koszty utrzymania na
    dodatkowe konto lub karta przedpłacona. Jeśli masz budżet to kwotę „kosztów ponoszonych w ciągu miesiąca (żywność, kieszonkowe) przelej na takie konto i noś TYLKO JEDNĄ KARTĘ. Możesz te przelewy dla lepszego opanowania, rozłożyć na okresy tygodniowe lub dzienne.
    3. Nie inwestuj…. jeśli nie masz 20 tys… Czas zmarnowany na naukę i szukania Świetego Grala, wykorzystaj na zwiększenie przychodu.
    Pamiętaj też o płynności te 20tys musisz mieć na wyciągnięcie ręki….
    4. Człowiek nie chomik …. sprzedawaj wszystko czego nie używasz…. odkupisz w razi co taniej poźniej (od elektroniki po książki, płyty, gry itd…)

    Jakby ktoś chciał śledzić zadłużonego na 164tyś (5 kredytów) z 528pkt w BIK i śledzić wszystkie zmiany na koncie przez 80 miesięcy łącznie z prezentacją tabelek BIKowych to zapraszam 🙂

    http://www.inwestowanie.org.pl/

    • Takie zasady trochę mijają się z przesłaniem to bloga.. uważam, że lepiej poznać zasady i mechanizmy rządzące finansami osobistymi niż stosować tylko same zakazy, a do tego się sprowadzają te porady, np. Skasuj kartę do konta. Lepiej nauczyc się rozsądnie gospodarować swoimi finansami.

      Poza tym jestem zwolennikiem korzystania z okazji bankowych jakie coraz częściej się trafiają, np. Moneyback do konta. Wiem, że to rodzi pokusę wydawania coraz więcej, aby otrzymać coraz większy zwrot i na to liczą banki ale przy odpowiedniej świadomości finansowej gra robi się warta świeczki. Ja, np. w zeszłym roku na różnych bankowych okazjach zarobiłem łącznie ponad 1500 PLN (wliczając w to nagrody rzeczowe – tablety, kindle). Czasami był to moneyback, a czasami nagroda za otwarcie konta czy karty. Stosując się do przedstawionych przez Ciebie trików byłbym ubozszy o 1500 PLN! dla wielu taka kwota to nie jest coś nad czymm można przejść obojętnie.

      Dlatego uważam, że najpierw edukacja i świadomość finansowa, a później wykorzystywanie nadążających się okazji są lepsze niż sztywne zakazy czy nakazy posiadania tylko jednej karty czy ograniczonego dostępu do gotówki.

  58. Apropo nadpłacania kredytu hipotecznego. W 2011 roku dostałem marże 1,1 + WIBOR 3M. Wystarczyło mieć tylko 70% wkładu własnego.
    Dzisiaj można WIBOR 3M+1,1pp uzyskać na lokacie. Magia wysokiego wkładu własnego działa na wiele sposobów.

    Powiedziałbym iż przy kredytach hipotecznych zaostrzyłbym
    nawet do 30,20,10:
    30% wkładu własnego, rata 20% przychodu, i 10 lat kredytu.

    • Nie do końca się z tym zgodzę. To że lepiej mieć wkład własny, a teraz awet trzeba, nie podlega dyskusji. Ale warunki cenowe nie zależą tylko od wkładu własnego, a przynajmniej nie w każdym banku. Warunki cenowe to tez pochodna aktualnej sytuacji na rynku finansowym. Marża na poziomie 1,1 pp to rzeczywiście bardzo dobra oferta ale np. w 2009, 2010 albo aktualnie niemal nieosiągalne cena nawet pomimo posiadania znacznego wkładu własnego.

      • Jeśli idzie o kredyty hipoteczne to oczywiście najlepiej je brać wtedy kiedy inni nie biorą. w 2008-2010 byl strach i pęd do płynności oraz brak zaufania. Dzisiaj są niskie stopy i WIBOR więc banki ciągną marżami swoje zyski. Tylko ze biorąc kredyt to MARŻA jest tym co się nie zmieni nawet przez 30 lat i tutaj są tysiące do oszczędzenia.

        A najlepiej kredytów nie brać. Potencjalnym kredytobiorcom warto teraz uzmysłowić ze jak TERAZ wezmą kredyty to raty będą już TYLKO większe.

  59. Witam

    Pana blog pozwolił mi w dużym stopniu poukładać mojej finansowe życie osobiste.

    Pana blog przypomina mi trochę relacja jako wystąpiła w filmie Gwiezdne Wojny.

    Był mistrz jedi oraz jego uczeń. Ja czuję się jak uczeń, który może czerpać wiedzę od swojego mistrza jedi.

    Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów w prowadzeniu bloga
    Patryk

  60. Witam!
    Jestem nowym czytelnikiem pańskiego bloga, bardzo mnie zainteresował głównie wątek planowania miesięcznych wydatków. Ja, jako gospodyni domowa od zawsze planuję comiesięczne wydatki i bardzo chętnie skorzystałam z pańskiej pomocy w postaci „finansów bardzo osobistych” . Jest to dla mnie bardzo pomocne, ponieważ pomimo mojego planowania zawsze mam trudności w wytrwaniu w postanowieniach i zaoszczędzeniu i odłożeniu choć minimalnej kwoty. Przy dwójce maluchów zawsze pojawiają się jakieś dodatkowe, nieplanowane wydatki. Nigdy nie uwzględniałam w domowym budżecie wydatków takich jak ubrania, sprawy transportu (naprawy samochodu, wymiany oleju itp) oraz jakże oczywiste różne przyjemności – a sumując je comiesięcznie jest to dość istotna kwota.

    Mam jedno dość nurtujące mnie pytanie, a mianowicie: Spłacamy z mężem kredyt, rozłożony w sumie na 10 lat z dość niską ratą – ok. 200zł miesięcznie. Przelewy robię samodzielnie więc od jakiegoś roku nadpłacam 100zł- wpłacając miesięcznie 300zł. Po wizycie w banku poinformowano mnie, że te pieniądze nadpłacone, są wirtualnie odkładane i w żaden sposób nie są na razie uwzględniane. Przy zaciąganiu tego kredytu nie mieliśmy innej zdolności kredytowej i dlatego okres spłaty jest tak długi. Bardzo zależy mi (chyba jak każdemu) aby jak najszybciej go spłacić, jednak nie potrafię odłożyć tych 100zł miesięcznie i po roku nadpłacić np 1200. Czy jest to sensowne rozwiązanie?
    Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam!

  61. Witaj Marcinie,

    na początku serdecznie pozdrawiam, kolejny bardzo informatywny i konkretny wpis. Śledzę Twojego bloga od jakiegoś czasu, generalnie mam bardzo podobne podejście do finansów.

    Finanse osobiste są naprawdę proste a ja stosuję kilka bardzo ważnych zasad:

    1. Po pierwsze-wydatki muszą być niższe niż dochody – i to regularnie w każdym miesiącu – to podstawa. Musi być plus, nawet niewielki i nigdy nie zero. W perspektywie miesięcy/lat będzie to dużo.
    2. Po drugie- budujemy z nadwyżek finansowych fundusz zapasowy na nieoczekiwane wydatki (nowa pralka, lodówka itp.) oraz poduszkę bezpieczeństwa (wielokrotność miesięcznych dochodów) aby bezstresowo przeżyć bez pracy przy jej zmianie czy dłuższych poszukiwaniach.
    3. Po trzecie- dodatkowe nadwyżki inwestujemy w różne instrumenty finansowe w zależności od strategii jaki zysk chcemy osiągnąć czyli po prostu pomnażamy oszczędności (akcje, udziały, fundusze, lokaty, po jakimś czasie nieruchomości itp.)

    W efekcie regularnie zwiększamy stan posiadania i stajemy się bogatsi.

    W przypadku gdy w danym miesiącu wychodzimy na zero lub minus, staramy sie zwiększać dochody tak aby wyjść na plus.

    Przy konsekwentnej i sumiennej realizacji wszystkich powyższych punktów nasza wartość netto stale rośnie. Z biegiem miesięcy i lat oraz dzięki dyscyplinie i wytrwałości bogacimy się coraz szybciej.

    Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników bloga!

    Trzymaj się, Marcin! Robisz bardzo dobrą „robotę” 🙂 Tak trzymaj!

  62. I jeszcze tylko chciałem dodać, iż nie chodzi o to, żeby na wszystkim oszczędzać i „być sknerą“ ale o to, żeby żyć godnie lecz na miarę swoich aktualnych możliwości finansowych 🙂 
    Pozdrawiam!

  63. Czesc Marcin
    Czy bedziesz rowniez inspirowal w zakresie punktu 10 podpunkt a.
    Pozdrawia Twoj wyznawca;))

  64. Marcinie,
    akurat ja należę do tej skromniejszej finansowo części twoich czytelników. Od ponad pół roku czytam Cię z wypiekami na twarzy.
    Zaczynaliśmy od sporego długu, nawet mamy komornika a ja dostałam właśnie wypowiedzenie w pracy, ale mimo wszystko dzięki Tobie mam ogromną motywację do tego, żeby szukać innej pracy, chwytać się czegokolwiek byle tylko utrzymać dotychczasową płynność finansową. Obecnie dzięki Twoim wskazówkom mamy tylko dwa długi- jeden u osoby prywatnej, drugi niestety u komornika (byłabym wdzięczna za wskazówki odnośnie spłat u komornika- bo mamy u tego samego komornika dwie sygnatury. Idąc za twoimi radami mniejszą kwotę wpłaciliśmy w całości a komornik i tak wpłatę podzielił wprost proporcjonalnie na te dwie sygnatury), Mamy z nim ugodę, że poniżej 200zł nie wpłacamy. W tym miesiącu wpłaciliśmy 500zł, Teraz gdy jestem na dwutygodniowym wypowiedzeniu, nie wiem jak wyprowadzić na prostą nasz budżet.
    Gdybyś zechciał mi sprezentować książkę byłabym bardzo wdzięczna. W grudniu byłam nawet w Empiku żeby ją zakupić, ale niestety nie było jej na półce.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za każdy wpis, zwłaszcza za te, które pół roku temu otworzyły mi oczy i zaczęłam kontrolować nasze wydatki i dochody.

  65. MaŁgorzata

    No coż, przeczytalam książkę, mam 56 lat i założyłam konto emerytalne…..to chyba coś zrozumiałam

  66. Na otrzymanie książki nie mam już szansy, niestety, bo się zagapiłam. Trudno. Ale swój głos dodam, a książkę sobie kupię.
    Drogi Marcinie, moja historia jest bardzo podobna do większości tu opisanych. Też najpierw był ( przez zupełny przypadek) blog Michała Szafrańskiego, który mnie zachwycił. On gdzieś tam polecił Ciebie – no i teraz częściej jestem tu. Budżet prowadzę już pół roku, najpierw nawet nie wiedziałam, że mam jakiś problem, którym należałoby się zająć. Teraz wiem, że jest już dużo lepiej (w odczuciu moim i całej rodziny). Chcę zwrócić uwagę dzisiaj trochę na coś innego. Bardzo mi się podoba to, że nie konkurujecie ze sobą, że się nawzajem polecacie, nie walczycie za wszelką cenę o czytelnika. I jeszcze jedno Was łączy – obaj mówicie o tym, że chcecie pomóc. Pomóc nam bezinteresownie, bo nic z tego nie będziecie mieli, poza satysfakcją, jeśli ja zacznę oszczędzać i będzie mi się lepiej wiodło. I coś w tym jest, bo ja, która naprawdę nie jestem w rewelacyjnej sytuacji finansowej, ale zobaczyłam światełko w tunelu, poczułam misję pokazania tego światełka innym.
    Dzisiaj Niedziela Palmowa i z tej okazji przytoczę fragment rozmowy telefonicznej z moją przyjaciółką, którą postanowiłam oświecić choćby na siłę, ponieważ uważam, że z jej dochodami powinna mieć oszczędności, a nie długi. Rozmawiałyśmy- miesiąc temu, na temat postanowień wielkopostnych. Ja powiedziałam, że nie piję, ona, że nie je słodyczy, więcej się modli, itp. I wtedy zakomunikowałam jej, że postanowienia na NIE to za mało – ja właśnie postanowiłam komuś pomóc- padło na nią – zrobić porządek w finansach. Przepytałam ją na tę okoliczność z wszystkich wydatków i wysłałam gotowy budżet w excelu. Najpierw się śmiała ze mnie (10 minut), potem kazała poprawić poszczególne rubryki, bo jej się różne wydatki przypominały (15 minut), następnie musiałam jej krok po kroku tłumaczyć, jak te tabelki się zliczają (20 min), no a teraz prowadzi budżet (1 miesiąc). Za dwa dni będę dzwonić z pytaniem, czy jej się budżet spiął. Tak, czy inaczej – postanowienie wielkopostne uważam za zaliczone, bo już się wciągnęła.
    Wesołych Świąt
    P.S. Jeszcze jedna koleżanka jest na mojej liście, ale jeszcze o tym nie wie…

  67. Ludziom zwyczajnie brak silnej woli. Widzą towar w sklepie i uświadamiają sobie, że przydałby się w domu, po czym okazuje się, że po zakupie fascynacja mija.

  68. Muszę przyznać, że Twój wpis robi wrażenie. Zgadzam się z Ewcią – silna wola to podstawa, ale kontrola wydatków to nie taka prosta sprawa 🙂

  69. Małgorzata

    Marcinie , serdeczne dzięki za Twoja pracę , mam tylko nadzieję , że się nie „znudzisz „tym blogiem i będziesz go dalej prowadził tak samo ciekawie jak dotychczas .
    pozdrawiam

  70. Świetne podsumowanie w punktach i świetne streszczenie o co tak naprawdę chodzi. Mimo że od jakiegoś czasu blog ten śledzę to i tak dowiedziałem się czegoś o czym wcześniej nie przeczytałem, a może przeoczyłem?

  71. Przyjemnie o oszczędzaniu. Dobrze wiedzieć jak zadbać o swoje finanse aby coś nam zawsze zostawało. Wiele przydatnych rad, które może każdy wcielić w życie.

  72. Marcinie,
    „Ścieżka do bogactwa” opisana przez Ciebie nie jest łatwa, ale rozsądna.
    Mam uwagi tylko do dwóch punktów.

    1. Obliczenie swojej wartości netto.

    Moim zdaniem sens jest włączać w te obliczenia tylko wartości, które:
    a) uczestniczą w obrocie rynkowym
    oraz
    b) posiadają obiektywnie mierzalną wartość.
    Dlatego do tej wartości można wsadzić gotówkę, lokaty, inwestycje finansowe po stronie plusów – a kredyty po stronie minusów.
    Następujących rzeczy moim zdaniem do tego nie należy wsadzać:
    – dom.
    Myśmy sobie dom wybudowali i nie mamy zamiaru go sprzedawać. Po co mam co kwartał oszacowywać jego wartość? Ile to moje „szacowanie” będzie warte? Prawdziwą cenę rynkową można tylko poznać w momencie rzeczywistej sprzedaży. Jaka jest rzeczywista różnica pomiędzy tym, że wpiszę np. 300 000, albo 400 000? A może wpisać 1 000 000, żeby ładniej wartość wyglądała?
    Czy ma to być wartość, na którą dom ubezpieczyłem? To jest wartość „sufitowa” – ile moim zdaniem bym chciał dostać, gdybym dom stracił. Nie ma to nic wspólnego z ceną rynkową – bo domu nie sprzedaję. Mam zatrudniać rzeczoznawcę żeby mój dom wyceniał? Co kwartał? To może byłoby bardziej wiarygodne przybliżenie wartości mojego domu, ale moim zdaniem absolutnie niepotrzebne.
    A może liczyć amortyzację od łącznych kosztów budowy domu (lub zakupu mieszkania)? Po co? Firmy to robią w celach podatkowych – amortyzacja środków trwałych jest kosztem uzyskania przychodu. Gospodarstw domowych to nie dotyczy.

    – ruchomości domowe
    Te rzeczy kupuję, aby wykorzystywać na codzień, po zużyciu raczej nie będą przedmiotem obrotu handlowego – AGD się szybko rozleci (zwłaszcza to niedawno kupowane), jeżeli ktoś by chciał kupić meble po mnie to byłaby tylko słodka „niespodziewanka”.

    – samochód.
    Samochód jest mi potrzebny po to, żeby szybko i sprawnie przemieszczać się od punktu do punktu. W jednym z poprzednich wpisów pisałeś, że wyjeżdżając z salonu traci się na wartości 20% samochodu. Nie zgadzam się z tym. O 20% obniżyła się funkcjonalność samochodu? O 20% wolniej jeździ? O 20% więcej pali benzyny?
    Nie kupuję samochodu po to, by go zaraz sprzedać. Nie jest to dla mnie też inwestycja mająca mnie wzbogacić. A jeżeli auto sprzedaję (do tej pory dwa auta mi się udało sprzedać) to tylko dlatego, aby obniżyć koszt zakupu następnego auta. Auta zmieniam, gdy zaczyna się etap zbytniego inwestowania w coraz starszego grata.
    No i dodatkowo – co kwartał miałbym go wyceniać? Na podstawie tabel Urzędu Skarbowego? Na podstawie ogłoszeń w internecie? Takie szacowanie wartości (bez realnego zderzenia tego szacowania z życiem w postaci znalezienia kupca) nie ma wielkiej wartości – nie można ani na nim polegać, ani tym bardziej analizować zmienności w czasie.

    2. Fundusz bezpieczeństwa a oszczędzanie na emeryturę.

    Możliwość w miarę szybkiego odłożenia półrocznych dochodów może dotyczyć tych osób, które mogą naprawdę szybko wygospodarować znaczące nadwyżki finansowe. Jeżeli jakaś rodzina mimo bardzo racjonalnej i wyważonej gospodarki budżetowej wiąże koniec z końcem na bardzo niewielką zakładkę, moment rozpoczęcia odkładania na emeryturę może się znacząco odsunąć w czasie. Moim zdaniem odkładanie na emeryturę należy zacząć bardzo wcześnie – choćby bardzo niewielkie kwoty, ale zawsze coś.

    Ale oprócz tych szczegółów Twoja propozycja ustawienia domowego budżetu bardzo mi pomogła.
    Wielkie dzięki!

  73. Świetny artykuł! Mam 22 lata i od jakichś 3-4 miesięcy zaczęłam odkładać pieniądze na konto oszczędnościowe. Jednak planuje też utworzyć budżet, żeby lepiej przyjrzeć się temu na co wydaje pieniądze, bo mam wrażenie, że się gdzież rozchodzą. Dzięki Twojemu artykułowi już wiem jak zacząć budować swoją solidną przyszłość. Póki co jeszcze studiuje i pomagają mi rodzice jednak chce być przygotowana na czas kiedy będę musiała sama stanąć na nogi.
    Dzięki swoim rodzicom widzę jak wiele dają oszczędności, nie zarabiają zbyt wiele ale przy regularnym oszczędzaniu i nie szastaniu pieniędzmi poradzili sobie z wysłaniem na studia dzieci ( a jest nas pięcioro), ślubami, wydatkami związanymi z remontem itp. Chciałabym też w miarę możliwości tak rozsądnie gospodarować pieniędzmi. Teraz mam nadzieje, że się uda.
    Pozdrawiam 🙂

    • Cześć Asiu,
      Brawo! Rozpoczynając w tak młodym wieku rozsądne zarządzanie pieniędzmi za pare lat będziesz naprawdę zamożną osobą. I to szybciej niz Ci sie wydaje. Tylko zdobywaj wiedzę i konsekwentnie trzymaj się prostych zasad rządzących finansami osobistymi. Trzymam za Ciebie kciuki! 😉

  74. Małgorzata

    Bardzo dobry artykuł i plan do wdrożenia! Mam jednak pytanie dotyczące punktu o odłożenie 2 tys. Nie przemawia on do mnie, ale może ze względu na charakter moich długów. Nie posiadam żadnych kredytów konsumcyjnych z ustaloną ratą spłaty, ale jedynie limit na koncie (spory) i kartę kredytową. Z tego tytułu, jakiekolwiek oszczędności będą u mnie miały charakter wyłącznie wirtualny, dopóki mój bilans będzie pod kreską. Co w takim przypadku? Tworzenie jakiegoś subkonta z odłożonymi 2 tys., wydaje się bez sensu. Przeskoczyć nad tym punktem? A może warto limit na koncie przekształcić w zwykły kredyt?

    • Małgorzata

      A może w takim przypadku niewykorzystany limit na koncie traktować przejściowo, jako taką mini poduszkę, o której mowa w punkcie 3? Mam tu na myśli kwotę, której nie naruszymy w ciągu miesiąca, zakładając standardowe wydatki (np. jeśli bezpośrednio po wypłacie mamy wolne środki w ramach limitu w wys. 10 tys., a wiemy, że potrzebujemy na życie 8 tys. do kolejnej wypłaty, to zostaje nam to 2 tys. poduszki, mimo że nie są to rzeczywiste oszczędności tylko debet). Czy takie podejście będzie właściwe?

  75. Witaj,

    Mam pytanie odnośnie funduszu bezpieczeństwa, a mianowicie czy można oszacować okres na jego zgromadzenie?

  76. Czytam Twój blog od Wielkanocy. Dziś wpadłam na pewien pomysł. Otóż, choć moje finanse nie są w opłakanym stanie i już na starcie byłam w dość dobrym punkcie: fundusz bezpieczeństwa zebrany; to moje życie wewnętrzne, bardzo osobiste sprawy – jakoś tak zupełnie przeciwnie. No i dziś mnie olśniło: skoro można mieć pieniądze, stracić je przez błędy, a potem się podnieść i zbudować bezpieczeństwo na nowo, to w miejscu zmarnotrawionego szczęścia jestem w stanie zbudować nowe.
    Dzięki.

Odpowiedz