Co psycholog myśli o finansach?

17

finanse osobiste psycholog

Zwykle dzielę się z Wami wiedzą, przemyśleniami i własnymi poglądami na temat świata finansów. Piszę o kredytach, pożyczkach, ubezpieczeniach, inwestowaniu – czyli o wszystkim tym, z czym na co dzień kojarzą się finanse. Dziś chciałbym zachęcić Was jednak do czegoś innego – do odejścia od „twardych danych” i do spojrzenia na finanse osobiste okiem psychologa.

Spokojnie, nie grozi Wam żadne „pranie mózgu”. 🙂

Okazuje się, że problemy finansowe bardzo często są jedynie skutkiem zupełnie innych problemów. Nieudany związek, rozwód, błędne decyzje podejmowane pod wpływem emocji, nadmierny stres, paniczna reakcja na rynkowe wahania, brak asertywności w rozmowie ze sprzedawcą usług finansowych, zafiksowanie się na zbyt drogim mieszkaniu, ignorancja, nadmierna pewność siebie – to tylko niektóre przykłady sytuacji i postaw, wskutek których popadamy w długi, tracimy pieniądze i nie bogacimy się.

Wszystko to sprawia, że nawet najlepsze rady z mojej strony – rady finansisty – w niektórych sytuacjach nie będą skuteczne. Co może nam wtedy pomóc?

Do odpowiedzi na sześć związanych z tym pytań zaprosiłem dziś psychologa – Kasię Dobryniewską prowadzącą blog poświęcony promocji dobrej książki psychologicznej. Rozmowa z Kasią skłoniła mnie do wielu bardzo ciekawych refleksji i potwierdziła kilka życiowych obserwacji.  Przekonajcie się sami, co profesjonalny psycholog myśli o finansach.

Kasiu, na początek powiedz nam kilka słów o sobie i Twoim blogu.

Na blogu „Książka psychologiczna” łączę moje dwie życiowe pasje: książki, które czytam od dzieciństwa, oraz zawód psychologa, który wykonuję od ponad 10 lat. Zależy mi, aby osoby zainteresowane rozwojem własnej osobowości znalazły u mnie realną pomoc w doborze dobrej lektury. A nie jest to wcale proste.

W zalewie pseudo-psychologii, jaką znajdujemy w księgarniach, trudno rozpoznać naprawdę dobrą książkę, która prezentuje rzetelną wiedzę psychologiczną, nie obiecuje czarodziejskich rozwiązań ani banalnych rad, jak żyć. Piszę o książkach służących rozwojowi, nie zawsze typowo psychologicznych, ale zawsze, według mnie, wartościowych.

(1)    „Pieniądze szczęścia nie dają”, „Pierwszy milion trzeba ukraść”, „Lepiej być szczęśliwym niż bogatym” – wiele osób właśnie takie przekonania na temat pieniędzy wynosi z domu. Czy z psychologicznego punktu widzenia mogą one stanowić przeszkodę w procesie dbania o własne finanse? Na czym to polega?

Jasne, że mogą. I to właśnie robią! Sama odkryłam to swego czasu u siebie. W trakcie szkolenia z analizy transakcyjnej niejako przypadkiem odkryłam moje przekonania finansowe. Był to mój mały osobisty grom z jasnego nieba.

Warto może wyjaśnić, że analiza transakcyjna, choć z nazwy kojarzy się bardziej ze światem finansów niż psychologii, jest w rzeczywistości jednym z nurtów psychoterapii. Moje odkrycie pojawiło się, gdy omawialiśmy pojęcie scenariusza życiowego, tzw. skryptu. O czymś podobnym, choć na trochę mniej głębokim poziomie, mówi Eker w Bogatym albo biednym, gdy zaprasza czytelnika do przyjrzenia się swojemu schematowi pieniędzy.

A odpowiadając na Twoje pytanie, działamy często tak, by potwierdzić swoje przekonania. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy nie są one do końca uświadomione. W psychologii znane jest pojęcie dysonansu poznawczego. Nie lubimy, gdy coś nam się nie zgadza. Często jesteśmy gotowi nagiąć swoje widzenie rzeczywistości, byle się zgadzało. Trudno jest myśleć, że jest możliwe zadbanie o swoje finanse i ci, którzy mają pieniądze, prawdopodobnie potrafią to robić, jeśli jednocześnie mój portfel jest pusty. Będzie łatwiej, jeśli uznam, że pieniądze mają złodzieje, a ja nie mam, bo jestem uczciwa. Albo w drugą stronę, jeśli zostałam zarażona myśleniem, że posiadanie pieniędzy świadczy o moim egoizmie, to jeśli pojawią się w moim życiu pieniądze, zrobię wszystko, by się ich jak najszybciej pozbyć, nie zdając sobie nawet sprawy, dlaczego to robię.

(2)    Z czego Twoim zdaniem wynika dość powszechne negatywne nastawienie do pieniędzy i czy możemy skutecznie takie przekonania zmienić?

To jest pewien paradoks. Z jednej strony dewaluujemy znaczenie pieniędzy, z drugiej strony jesteśmy, jakże często, ich niewolnikami. W naszym społeczeństwie owo negatywne nastawienie ma prawdopodobnie swoje korzenie w minionym ustroju. Jednak to na pewno nie wyjaśnia wszystkiego.

A czy możemy swoje nastawienie do pieniędzy zmienić? Hmmm… Możemy, ale pytanie czy chcemy! Jeśli ktoś jest pewny, że jego przekonania są obiektywną prawdą o rzeczywistości, to głową muru nie przebije. Jeżeli jednak odkrywamy, że to bardziej rodzaj scenariusza, a my odgrywamy przypisaną w nim rolę zmierzającą do określonego zakończenia, którym niestety nie jest happy end, to czas zabrać się do roboty i napisać nowy scenariusz.

Jak to zrobić? Przede wszystkim świadomie nastawić się na zweryfikowanie swoich przekonań: rozmawiać z różnymi ludźmi, nie tylko podobnymi do nas, poczytać na ten temat czy wreszcie skonsultować się z profesjonalnym „pomagaczem.” Wbrew pozorom nie jest łatwo samodzielnie wpaść na genialny pomysł, że dom, w którym dorastaliśmy i normy, jakie tam obowiązywały, to nie jest cały świat. To jedynie maleńka jego cząstka, niekoniecznie odzwierciedlająca rządzące tym światem zasady.

(3)    Bardzo często w mojej współpracy z różnymi osobami okazuje się, że ich trudna sytuacja finansowa nie wynika ze zbyt niskich dochodów, ale z dużych, niekontrolowanych wydatków. Z czego Twoim zdaniem, jako psychologa, bierze się ten nasz ”pęd do konsumpcji”?

Tu najbardziej przekonuje mnie to, co pisał Viktor Frankl. Według niego, gdy mamy problem z odkryciem sensu swojego życia, często dążymy do przyjemności lub do władzy, lub do obu tych rzeczy jednocześnie. Frankl nazywa to frustracją woli sensu. Według niego każdy z nas ma głęboko zakorzenioną, egzystencjalną potrzebę sensu życia. Jeśli sobie z tego nie zdajemy sprawy, żyjemy z dnia na dzień i kompensujemy wewnętrzną pustkę dążąc do zaspokajania pragnień, otaczamy się gadżetami imitującymi szczęście, nadającymi status.

Nie potrafimy znosić trudnych stanów emocjonalnych, bo one przypominają o tej wewnętrznej pustce, więc na pierwszym planie jest choćby chwilowa przyjemność, odroczenie myślenia i czucia. Wydając pieniądze często budujemy też tożsamość, której nam brakuje, próbujemy podnieść małe poczucie własnej wartości. To nie jest w pełni uświadomione, ale gdzieś z tyłu głowy jest myśl: skoro mam na sobie markowe ubrania, skoro piję drogą kawę, mam najnowszy model telewizora, to jestem kimś wartościowym, godnym szacunku. Fajnie nazywa to Eichelberger w książce „Życie w micie”. Mówi on tam o „raju na niby”, mocno przy tym podkreśla, że drogowskazami do Krainy Autonomii są umiar, realizm i stanie na własnych nogach.

(4)    Istnieje nawet termin „zakupoholizm”. Czy faktycznie coś takiego istnieje a jeśli tak, to jakie są objawy?

Tu już wchodzimy w obszar uzależnień. Zakupoholizm należy do grupy uzależnień behawioralnych, czy inaczej czynnościowych, związanych z podejmowaniem określonych zachowań. Do tej grupy należy też na przykład uzależnienie od hazardu czy Internetu. No właśnie, to podszyte wątpliwością pytanie, czy zakupoholizm istnieje, jest niestety normą w społeczeństwie. Myślę , że umniejszamy znaczenie uzależnień behawioralnych, sądząc mylnie, że tylko uzależnienia chemiczne są „prawdziwymi” uzależnieniami. Tymczasem uzależnienie to przeciwieństwo wolności.

Jeśli czujemy wewnętrzny przymus robienia czegoś, czym szkodzimy sobie lub innym, jeśli nie udaje nam się zaprzestać tego zachowania, jeśli czujemy się źle (psychicznie, fizycznie), gdy takiego zachowania nie podejmujemy – to prawdopodobnie jesteśmy uzależnieni. Te wszystkie objawy mogą dotyczyć robienia zakupów albo po prostu wydawania pieniędzy na szeroko pojętą konsumpcję.

Zakupoholizm, jak każde uzależnienie może rozwijać się w czasie, od niewinnego poprawiania sobie nastroju po utratę kontroli nad swoimi decyzjami, gdzie efektem są szafy pełne ubrań z nieodciętymi metkami i skrzynka pełna listów z wezwaniem do spłaty zadłużenia. Może warto tu przywołać słynne zdanie Marilyn Monroe: „Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy”. Patrząc na jej biografię aż nadto widać ułudę w takim poszukiwaniu szczęścia.

(5)    Kontaktuje się ze mną wiele osób, które uginają się pod ciężarem długów. Bardzo często towarzyszy im poczucie przygnębienia, nierównej walki ponad siły, a nawet kliniczne objawy depresji. Co, jako psycholog, poradziłabyś takim osobom?

W przypadku depresji zachęcałabym do skorzystania z pomocy profesjonalnej. W sytuacjach bardzo nasilonych objawów może być potrzebna pomoc psychiatry, choć przestrzegałabym przed drogą na skróty polegającą na próbie załatwienia problemu braniem leków przeciwdepresyjnych.

Równie ważne jest podjęcie świadomej pracy nad lepszym rozumieniem siebie oraz zmianą swoich zachowań. Oczywiście leki są czasem konieczne, ale w moim odczuciu dużo rzadziej niż sądzimy. Mit pigułki na wszystko to kolejna cecha konsumpcyjnego społeczeństwa. Jestem zagorzałą fanką psychoterapii jako metody zmiany, i to zmiany rozumianej jako rozwój, dojrzewanie, które daje poczucie spełnienia i sensu.

Osobną sprawą jest wyjście z długów. Tutaj też przydałaby się pomoc kogoś z większą wiedzą i spokojem, którego osobie zadłużonej brakuje (czemu zresztą trudno się dziwić). W pierwszej części Shreka jest taka scena, gdy Shrek na pytanie czy ma jakieś wsparcie odpowiada: „Mam smoka i nie zawaham się go użyć”. To jest istota sprawy: mieć wsparcie, w trudnej sytuacji nie być samemu. Może warto rozejrzeć się za swoim smokiem. Może to ktoś nam bliski, może potrzeba profesjonalisty czy to z dziedziny zdrowia psychicznego czy finansów. Grunt, żeby mieć smoka, no i nie zawahać się go użyć. Można też mieć kilka smoków…

(6)    Przejdźmy do Twojej pasji związanej z książkami psychologicznymi. Rynek pęka w szwach od różnego rodzaju „pop psychologii” i poradników o różnej jakości. Jak wybrać te naprawdę dobre i wartościowe? Gdzie szukać informacji?

Puszczając oko do Twoich Czytelników, z których część może stać się również czytelnikami mojego bloga, odpowiem, że informacji można szukać na stronie ksiazkapsychologiczna.blogspot.com. Można też czytać czasopisma psychologiczne, gdzie często jest strona z krótkimi notami o nowościach wydawniczych.

Tak jak nie ma jednego dobrego terapeuty dla wszystkich, tak nie ma jednej dobrej książki. Wybierając lekturę warto uruchomić rozum i zweryfikować czy książka oferuje rzetelną wiedzę, kim jest autor itp. Warto też jednak uruchomić emocje, wsłuchać się niejako w siebie, aby zdecydować się na książkę, która jest nam potrzebna, która coś może wnieść do naszego życia.

W czytaniu tego typu literatury ważny też jest umiar. Są osoby, które unikają książek psychologicznych jak ognia, tłumacząc, że nie mają zamiaru czytać zestawu dobrych rad. Zgadzam się, książek, które oferują tylko to lepiej unikać. Myślę jednak, że za takim skrajnie negatywnym nastawieniem leży często lęk przed uświadomieniem sobie jakiejś prawdy o sobie i przed zmianą, która mogłaby być tego konsekwencją. Na drugim krańcu kontinuum są osoby, które wprost zaczytują się w poradnikach, poszukując rozpaczliwie recepty na to, jak żyć. Tymczasem rozwój to proces, pewnych etapów nie da się przeskoczyć. Poza zdobyciem wiedzy, musi być czas na jej przyswojenie, przetrawienie, zweryfikowanie i przede wszystkim usłyszenie samego siebie. Niektórych odpowiedzi nie znajdziemy w książkach…

Brutalna prawda jest taka, że w świecie finansów, podobnie jak w każdej innej dziedzinie, jesteśmy o wiele mniej racjonalni i logiczni, niż chcemy o sobie myśleć. Dobre książki psychologiczne, choć wcale nie muszą dotyczyć bezpośrednio zarządzania finansami, mogą nam pomóc w zwiększeniu samoświadomości również w kwestii tego, jak wydajemy pieniądze.

Podsumowanie i zakończenie.

Na zakończenie tego wpisu wyciągnę dla Was kilka ciekawych „smaczków” z rozmowy z Kasią:

• Błędne przekonania na temat pieniędzy mogą nam skutecznie przeszkadzać w ich gromadzeniu, dysonans poznawczy sprawia bowiem, że działamy tak, by potwierdzić własne przekonania.

• Jeśli odgrywany przez nas scenariusz nie sprawdza się – trzeba wziąć się do roboty i napisać nowy. Bardzo przydatne będzie otwarcie się na ludzi z innymi poglądami czy skorzystanie z profesjonalnego „pomagacza”.

• Budowanie poczucia własnej wartości w oparciu o drogie zakupy, imitujące szczęście gadżety czy nadające status rzeczy materialne – to „Życie w micie”.

• W pewnych szczególnie trudnych przypadkach, takich jak depresja związana z ciężką sytuacją finansową, niezbędna jest pomoc profesjonalisty. Nie wystarczą porady finansowe – trzeba odważnie sięgnąć po pomoc psychiatry i psychologa. Trzeba „znaleźć swojego smoka i nie wahać się go użyć”.

• Dobre książki psychologiczne mogą być bardzo przydatne, pod warunkiem, że zachowamy rozsądny umiar i damy sobie czas na odpowiednie przyswojenie tej wiedzy, jej przetrawienie, zweryfikowanie i usłyszenie samego siebie.

• W świecie finansów, podobnie jak w każdej innej dziedzinie, jesteśmy o wiele mniej racjonalni i logiczni, niż chcemy o sobie myśleć.

I co Wy na to? Powiem szczerze, że do mnie taka rozsądna psychologia przemawia. W dodatku potwierdza to, co wielokrotnie widziałem na własne oczy: finanse są blisko życia i są bardzo osobiste.

Zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia bloga „Książka psychologiczna” i oczywiście bardzo gorąco zachęcam Was do lektury mojej książki „Jak zadbać o własne finanse”. Znajdziecie w niej nie tylko zestaw 10 bardzo konkretnych kroków, które skutecznie pomogą poukładać Wasze finanse, ale również sporo spostrzeżeń dotyczących zdrowego podejścia do pieniędzy. Zawarłem w niej wszystko to, co sam chciałbym wiedzieć kilka lat temu na temat finansów osobistych.

Poniżej zamieszczam mini-porównywarkę z aktualnymi cenami w księgarniach internetowych: ( Uprzejmie i otwarcie informuję, że są to tzw. linki afiliacyjne. Klikniecie w nie nic Ciebie nie kosztuje, a jeśli dokonasz zakupu z użyciem któregoś z nich, to ja otrzymam drobną prowizję za promowanie książki na moim blogu. )

Dziękuję za czas poświęcony na lekturę tego artykułu. Z ogromnym zainteresowaniem czekam na Wasze komentarze oraz pytania do Kasi, która chętnie na nie odpowie. Życzę Wam bardzo miłego dnia!  🙂

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze17 komentarzy

  1. Świetna synteza psychologicznych przyczyn problemów finansowych 🙂 Z całą pewnością tak jest, że bogactwo jest stanem umysłu, a nie konta. Ludzie bogaci po prostu wiedzą jak zarządzać swoimi pieniędzmi, a ich podświadomość jest wolna od destrukcyjnych ograniczających przekonań na ich temat.
    Jeżeli uważamy, że ludzie bogaci to „złodzieje”, nie ma możliwości, aby stać się jednym z nich, ponieważ działalibyśmy wbrew wewnętrznemu systemowi wartości. Skutek jest taki, że każdy kto ma zakorzenione takie przekonanie, sam się sabotuje 😉

    • Hej Damian,
      Dzięki za komentarz. Co ciekawe, większość z nas często nie uświadamia sobie swojego sposobu myślenia o pieniądzach. Ja przez wiele lat zupełnie nieświadomie widziałem konieczność dokonania wyboru: albo szczęśliwa rodzina, albo zasobny portfel. A przecież można mieć jedno i drugie. 🙂

  2. Bardzo mądra rozmowa! Dziękuję Marcin 🙂
    Co do wsparcia to jest ono niezbędne przy „robieniu ładu” ze swoimi finansami. Bez względu na to czy jest to wychodzenie z długów czy początek oszczędzania. Wsparcie, a właściwie poparcie bliskich dla takich inicjatyw jest bardzo istotne.
    Pozdrawiam!

    • Hej Gosia,
      Dziękuję za komentarz. Masz całkowita rację, trudno jest osiągnąć coś bez wsparcia szczególnie ze strony bliskich osób. Czasem potrafią nas one skutecznie powstrzymać przed pozytywnymi zmianami na zasadzie dobrych rad, typu: „daj spokój, odpuść sobie, po co się tak męczysz, każdy ma jakieś długi, tak to już jest”…

  3. Bardzo mądra rozmowa!
    To, jak myślimy o różnych kwestiach, warunkuje nasze zachowanie i wpływa na to, jak przebiega nasze życie – w bardzo wielu kluczowych aspektach.
    I co za zbieg okoliczności – ja właśnie dziś też opublikowałam wpis o tym, że bez zmiany myślenia nie zmienimy swojego portfela 😉

    • Hej Alama,
      Dziękuje za komentarz.
      Uzupełnię tylko, że sama zmiana myślenia nie wystarczy. Trzeba jeszcze skutecznie i konsekwentnie działać 🙂

  4. Cieszą mnie te komentarze i wcale nie tylko dlatego, że są pozytywne. Choć oczywiście miło być docenianym, też to lubię:) Świadomych masz czytelników Marcinie!
    A im więcej świadomości, odpowiedzialności za swoje decyzje i sytuację życiową, tym większa nadzieja dla przyszłych pokoleń. Kiedyś, to co teraz napisałam wydawałoby mi się banałem, ale od kiedy mam dzieci, ogląd się zmienił.
    Fajnie, że jesteście:-))) Dziękuję za wnikliwe, jak widzę po komentarzach, przeczytanie rozmowy Marcina ze mną i za liczne odwiedziny mojego bloga.
    Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników bloga Finanse bardzo osobiste!

  5. Witam, bardzo wciągająca lektura, zwłaszcza, że finanse rzadko kojarzone są z rozwojem osobistym, czasem różnego typu „przekonania” „prawdy życiowe” czy jakkolwiek to nazwiemy, potrafią rujnować nam życie, i nie pozwalają iść naprzód, a jeszcze gorzej gdy sobie ich nie uświadamiamy, wiem po sama tego doświadczam, a tym czasem pieniądze nie są ani złem koniecznym ani wrogiem numer jeden a są po prostu częścią naszego życia i warto tym podwórkiem też zająć się z troską, tym bardziej że wszystkie dziedziny naszego życia są jak naczynia połączone, może takie spojrzenie na kwestie pieniędzy pozwoli nam nie traktować ich tak po macoszemu.
    ps. gwoli ścisłości, to Osioł miał smoka

  6. Witam wszystkich. Przeciekawy wątek i taki prawie jak rachunek sumienia. Ja też potwierdzam że długi są niestety wynikiem bezmyślnych wydatków i zakupów. Nie mogę zaoszczędzić, bo (jak mówię) nie mam z czego, a gdy przychodzi poważny wydatek (choroba, remont, naprawa auta itp>) sprężam się i „wykopuję” potrzebną gotówkę którą potem raczej bez trudu spłacam. Gdybym więc z taką samą determinacją oszczędzała, to pewnie nie miałabym żadnych problemów finansowych. I tu ukłon w stronę Kasi – znam swoją słabość, brak mi silnej woli i niestety wsparcia osoby najbliższej, która uważa że „jeśli mam pieniądze to wydaję, a jeśli nie to bieduję” bez żadnej konstruktywnej analizy wspólnego konta. Smok mi potrzebny.

  7. Świetne, ze wszystkimi punktami się zgadzam. Ludzie boją powiedzieć sobie prawdy o swojej sytuacji i „na zimno” przekalkulować tego na czym się stoi, tylko żyją w swoim matrixie, a potem kończą z długami lub kompletnym brakiem środków.

  8. Świetny wywiad. Bardzo lubię czytać o finansach osobistych, ciekawiej jest również od strony psychologicznej. Faktycznie, złudnie otaczamy się drogimi gadżetami tworzymy sobie „raj w micie”. Odczuwam, że Pani Katarzyna nakazuje czytelnikowi choć na chwile zatrzymać się i lekko zastanowić się nad swoim życiem.

    • Miło mi, że wywiad Ci się podoba. A co do moich intencji, to raczej zachęcam refleksji, mam nadzieję, że nie nakazuję 🙂 Zresztą trudno komuś nakazać myślenie… Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz