Wprowadzenie do negocjacji – czyli jak otrzymać więcej za mniej?

59

finanse osobiste negocjacje 01

Z czym kojarzą się Wam negocjacje? Z wielkimi korporacjami walczącymi o miliardowe kontrakty? Z antyterrorystami negocjującymi uwolnienie zakładników? Ze szczytem Unii Europejskiej, na którym politycy wymieniają sztuczne uśmiechy i przez całą noc budują gliniane koalicje poklepując się po plecach?

Choć najczęściej właśnie w takim kontekście pada termin „negocjacje”, to naprawdę dotyczą one każdego z nas. Rozmowa rekrutacyjna, wzięcie kredytu hipotecznego, rozmowa z szefem o podwyżce, kupno mieszkania czy samochodu, dyskusja z ekipą budowlaną w czasie remontu, zakupy na bazarze, a nawet przekonanie żony by odebrała dzieci ze szkoły gdy chcemy wyskoczyć na mecz z kolegami – to tylko niektóre sytuacje, w których sztuka negocjacji bardzo się przydaje.

Pamiętacie proste równanie, podsumowujące moim zdaniem całą wiedzę o finansach osobistych?

ZAROBKI – WYDATKI = OSZCZĘDNOŚCI

Aby zdecydowanie poprawić swoją sytuacje finansową wystarczy konsekwentnie zwiększać swoje źródła dochodu, trzymać wydatki pod kontrolą oraz mądrze pomnażać oszczędności. Okazuje się, że sztuka negocjacji jest pomocna w każdym elemencie tej formuły: pomaga zwiększać zarobki, płacić mniej za to samo i lokować oszczędności na preferencyjnych warunkach. Właśnie dlatego pomyślałem, że kilka wpisów na ten temat może się Wam bardzo przydać.

Z najbardziej poważnymi negocjacjami miałem do czynienia w latach mojej pracy w banku hipotecznym, gdzie odpowiadałem za finansowanie nieruchomości komercyjnych: centrów handlowych, biurowców, parków logistycznych. Były to transakcje na kwoty od kilku do kilkudziesięciu milionów euro i związane były z koniecznością prowadzenia bardzo skrupulatnych ustaleń dotyczących cen, zabezpieczeń, zapisów umownych, warunków spłaty, poziomu kontroli, sposobów wyceny inwestycji, itp. Właśnie wtedy bardzo intensywnie zdobywałem wiedzę dotyczącą negocjacji i regularnie miałem okazję obserwować w akcji naprawdę dobrych negocjatorów. I choć daleko mi do osób, które miałem wtedy okazję poznać, kilka zdobytych wówczas umiejętności pozwoliło mi do dziś zaoszczędzić spore kwoty. Od tamtej pory negocjuję zawsze, gdy tylko wyczuję, że istnieje taka możliwość. Stało się to moim naturalnym nawykiem, który jest bardzo przydatny.

 

Skupienie na tym, co najważniejsze.

Na ile zdążyliście mnie już poznać, nie lubię komplikować spraw. Niektórzy fani negocjacji uwielbiają rozwodzić się nad znaczeniem mowy ciała (potarł nos – więc blefuje), sposobami ustawienia krzeseł przy stole negocjacyjnym, usadzania „przeciwników” twarzą do jasnego okna aby widzieli nas w oślepiającej poświacie, itp. Choć niewątpliwie dla pasjonatów jest to ciekawe, dla większości z nas będzie to wiedza całkowicie bezużyteczna, mająca walor zwykłej ciekawostki.

Wolę się skupić na kilku prostych sprawach i zdroworozsądkowych technikach, które każdy z Was będzie w stanie nie tylko zapamiętać, ale co najważniejsze – skutecznie stosować w codziennym życiu. Dlatego co jakiś czas przedstawię Wam na blogu jakąś konkretną zasadę czy taktykę negocjacyjną, która często mi się przydaje i moim zdaniem przyda się również Wam. A na koniec, po serii wpisów, pokażę Wam, jak można to wszystko zebrać razem i skutecznie stosować. Co Wy na to?

W dzisiejszym wpisie chciałbym Wam zwrócić uwagę na sprawy najbardziej podstawowe, których zrozumienie pomoże Wam pozbyć się obaw oraz oporów przed negocjowaniem.

 

1) Negocjacje są czymś całkowicie naturalnym.

Kilka lat temu każde negocjacje wiązały się dla mnie z większym lub mniejszym stresem i poczuciem lekkiego zażenowania. Czułem się bardzo nieswojo prosząc o rabat, szybszy termin dostawy czy podając wysoką cenę za wynajem mieszkania. Każda tego typu sytuacja wiązała się z jakimś dziwnym uczuciem „napięcia” i sprawiała, że wolałem sobie odpuścić. Przecież dużo łatwiej jest przyjąć cenę naklejoną na towar za ostateczną, nie prowadzić niewygodnej rozmowy i pokazać, że cena nie robi na mnie żadnego wrażenia: stać mnie i już. Wydawało mi się, że prosząc o obniżenie ceny zachowuję się jak „biedak”, jak nieuprzejmy chłopek-roztropek, którego zaraz ochrzanią i wyproszą ze sklepu.

Dopiero gdy poobserwowałem w akcji dobrych negocjatorów i trochę więcej zacząłem rozumieć o co w tym chodzi, dotarło do mnie, że negocjacje są czymś całkowicie naturalnym. Ludzie znacznie bogatsi ode mnie bez oporów prosili o rabat, obniżkę czy dodatkowe usługi. Dla nich nie było problemem, czy ktoś pomyśli, że ich nie stać. Ich zdaniem głupotą jest płacić za coś pełną cenę, jeżeli można dostać to taniej.

Co więcej, Ci z którymi negocjowałem, zwykle byli bardzo mili, starali mi się pomóc i proponowali rozwiązania, które nigdy nie przyszłyby mi do głowy. Najświeższy przykład to nasze ostatnie wakacje. Gdy okazało się, że pokoje zarezerwowane przez nas w jednym z hoteli są niedostępne z powodu awarii klimatyzacji i pierwszą noc musimy spędzić w innych pokojach, zaczęliśmy trochę negocjować. Efekt? 15 dolarów zniżki za każdą dobę pobytu i dodatkowo vouchery na darmowy masaż w hotelowym SPA dla całej rodziny. Wcale nie wymagało to żadnych wysublimowanych technik, a jedynie spokojnej, kulturalnej rozmowy.

 

2) Negocjując możesz jedynie poprawić swoją sytuację.

Załóżmy, że jesteś w salonie i chcesz kupić nowy samochód. Na przedniej szybie wielkimi cyframi napisana jest cena: 80 000 zł. Jeśli przyjmiesz, że cena nie podlega negocjacjom, zapłacisz właśnie tyle. Jeżeli jednak podejmiesz próbę jej obniżenia, może się zdarzyć jedna z dwóch rzeczy:

  1. Dealer i tak nie zmieni ceny – zapłacisz wtedy tyle samo.
  2. Dealer ugnie się i obniży cenę – w Twojej kieszeni pozostanie konkretna kwota.

Jak zatem widzisz, podejmując negocjacje nie pogorszysz swojej sytuacji – możesz ją jedynie poprawić. Nie zawsze udaje się osiągnąć cel negocjacyjny, czasami druga strona pozostaje niewzruszona, nawet jeżeli z pełnym kunsztem zastosujemy wszelkie możliwe taktyki. Od czasu do czasu udaje się jednak osiągnąć cel i jeśli takich sytuacji jest więcej (a ich liczba rośnie wraz ze wzrostem naszych umiejętności) – przekłada się to na bardzo konkretne kwoty.

Bardzo często mamy tendencję do zachowań, które ja nazywam „negocjowaniem z samym sobą”. Krępujemy się zapytać o zniżkę albo o lepsze warunki wynagrodzenia, bo sami sobie tłumaczymy w myślach, że druga strona na pewno się nie zgodzi. Zawsze wydaje się nam, że mamy słabszą pozycję negocjacyjną i na pewno nic nie osiągniemy. Takie zachowanie jest całkowicie bezproduktywne, bo w 100% przypadków skazuje nas na porażkę.

Jeżeli jednak umiejętnie podejmiemy rozmowę, to najgorsze, co może nas spotkać, to usłyszana odmowa. Jasne, że to nic przyjemnego usłyszeć „nie”. Jednak korzyści wynikające z tych sytuacji, w których uda się nam jednak osiągnąć zamierzony cel, wielokrotnie rekompensują te chwilowe nieprzyjemności.

 

3) Drugiej stronie również zależy na dogadaniu się.

Wyobraź sobie, że idziesz do banku zaciągnąć kredyt hipoteczny. Masz spory wkład własny, nieruchomość jest bardzo dobra, Twoja zdolność kredytowa i scoring w BIK są również OK. Usłyszałeś ofertę i uważasz, że zarówno marża, jak i prowizja za udzielenie kredytu są zbyt wysokie. Możesz wyjść i szukać oferty w kolejnym banku, ale możesz też podjąć negocjacje. „Tak, jasne, negocjacje z bankiem. Niby dlaczego wielki bank miałby negocjować warunki kredytu z takim obszczymurkiem jak ja?”

Otóż mylisz się. Choć zabrzmi to jak truizm – bank potrzebuje klientów 😉 Ale Twojego kredytu bardzo potrzebuje również doradca, z którym właśnie rozmawiasz. Wszyscy doradcy klienta pracują w pionach sprzedaży instytucji finansowych. Oznacza to, że mają do zrealizowania nałożone odgórnie plany sprzedażowe, od których realizacji zależy wysokość ich wynagrodzenia. Właśnie dlatego bardzo chętnie podejmą z Tobą rozmowę na temat możliwości poprawy warunków kredytowania.

To zresztą dotyczy wszystkich innych branż. Pani w sklepie odzieżowym też ma do zrealizowania plany sprzedażowe. Pan pracujący w sklepie RTV/AGD również. Zależy im, abyś dokonał zakupu właśnie u nich, bo wtedy zrealizują części planu i zwiększą swoją szansę na premię. Co więcej – każda z tych osób ma jasne wytyczne odnośnie tego kiedy i na jakich warunkach może negocjować, jaki rabat może zaproponować, itp. Gdy kupujesz coś za 50 zł, to pewnie wiele nie wskórasz. Jednak gdy robisz większe zakupy, prawie zawsze uda się coś ugrać. Ba, jeśli pracownik na sklepie nie może negocjować, to już jego kierownik zawsze ma taką możliwość.

Miesiąc temu kupowałem zmywarkę do wynajmowanego mieszkania. Była w super promocyjnej cenie 900zł (przeceniona z 1300 zł). Powinienem brać ją w ciemno – bo to faktycznie była niezła okazja. Jednak mam już w sobie nawyk, aby zawsze, choćby dla sportu, trochę ponegocjować. Porozmawiałem z Panem sprzedawcą, który zaklinał się, że naprawdę nie może dać mi na ten model już żadnej zniżki, bo sprzedają go faktycznie bez marży. Ale po 5-ciu minutach przesympatycznej rozmowy dorzucił mi jednak miesięczny zapas bardzo porządnych kapsułek do zmywania o wartości 65 zł. Hej, to przecież 7% ceny zmywarki, a kosztowało mnie to tylko 5 minut rozmowy. 😉

Pamiętaj: drugiej stronie również zależy na zawarciu transakcji i wcale nie jesteś na przegranej pozycji.

 

4) Negocjacje da się prowadzić w przyjemny sposób.

Istnieją różne techniki negocjacji. Wiele z nich wiąże się z przypieraniem „przeciwnika” do muru, ostentacyjnym trzaskaniem drzwiami, wywieraniem ogromnej presji czy wręcz wydzieraniem się na drugą osobę aby nam ustąpiła. To zupełnie nie jest „mój świat”. Zapewne w rozmowach z terrorystami takie techniki są niezbędne, ale w codziennym życiu są raczej słabe.

Ja wolę prowadzić negocjacje w sposób odmienny, w przyjemnej atmosferze, na luzie, a przede wszystkim z szacunkiem dla drugiej osoby. Sytuacja, w której negocjujemy na przykład obniżkę ceny kupowanego mieszkania, wcale nie jest komfortowa dla drugiej strony. Ona również czuje presję, krępuje się, trochę się stresuje i nie wie czego ostatecznie może się spodziewać.

Zauważyłem, że w większości przypadków takie swobodniejsze podejście pomogło mi osiągnąć znacznie więcej niż groźna mina i kategoryczne stwierdzenia. Co więcej, szczególnie w przypadku początkujących negocjatorów, ten sposób prowadzenia rozmów zdecydowanie pomaga pokonać stres i początkową niepewność.

A zatem podsumowując najważniejsze wnioski z dzisiejszego wprowadzenia do negocjacji:

1) Negocjacje są czymś całkowicie normalnym – nie ma co się krępować, stresować czy wstydzić.
2) Negocjując możesz jedynie poprawić swoją sytuację – dlatego nie rezygnuj z podejmowania prób i nie negocjuj sam ze sobą.
3) Drugiej stronie również zależy na dogadaniu się – ona również chce aby doszło do danej transakcji, ma w tym swój interes, też odczuwa presję związaną z negocjacjami. Dlatego nie miej wrażenia, że jesteś na słabszej czy przegranej pozycji.
4) Negocjacje da się prowadzić w sposób przyjemny. Nie trzeba być oschłym, niemiłym, „twardym” negocjatorem. Zamiast być twardym lepiej być skutecznym – a jak pokazuje praktyka – ludzie chętniej i częściej dogadają się z Tobą, gdy wzbudzisz ich sympatię.

 

Jakie są Wasze doświadczenia?

A jak wyglądają wasze dotychczasowe doświadczenia z negocjacjami? Mieliście okazję coś kiedyś negocjować? Jak to wspominacie i jak Wam poszło? A może obawiacie się negocjować i czujecie się w takiej sytuacji „nieswojo”? I wreszcie – czy myślicie, że kilka wpisów na temat negocjacji to dobry pomysł?

Z zaciekawieniem czekam na Wasze komentarze i pytania oraz bardzo serdecznie Was pozdrawiam! 🙂

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze59 komentarzy

  1. Negocjowanie? Bardzo często. Naście lat temu w czasie pracy w korporacji byłem jednym z niewielu którzy ciągle negocjowali wynagrodzenie – największy sukces to przypadek gdzie firma oznajmiła, że z uwagi na kryzys obniży wynagrodzenia o 15-25%. Tego samego dnia poszedłem negocjować podwyżkę … cięcia mnie ominęły 🙂

    Hotele? Wypożyczalnie samochodów – bardzo często. Czasem chodzi o cenę a czasem o dorzucenie dodatkowych usług gratis.

    Restauracje? Tu ceny ze standardowej oferty nie zawsze są ostateczne. Czasem i tu zdarza mi się negocjować – a to co wynegocjuję – o tyle zwiększam napiwek dla obsługi.

    Negocjować można praktycznie wszystko – pamiętam jedno ze szkoleń na którym prowadzący wygonił nas (ponad 200 uczestników) na 2 godziny z zadaniem wynegocjowania czegokolwiek w pobliskim centrum handlowym – ciekawe doświadczenie.

    I tak jak napisałeś – w najgorszym razie nic nie uzyskasz. Nie zdarzyło mi się, aby przy negocjacjach ktoś podniósł cenę 🙂

  2. A – i moje ulubione zdanie w tego typu sytuacji.

    Większość osób zapyta: „czy może Pan/Pani zaoferować zniżkę?”
    Problem z takim pytaniem jest następujący: można łatwo odpowiedzieć nie 🙂

    Mój – być może nie wszystkim znany – zwrot ułatwiający negocjacje to: „Co mogłaby Pani zrobić abym otrzymał ten pokój w cenie 120 zamiast 280 zł?” – tu osoba, do której kierujemy pytanie, nie może wprost odpowiedzieć nie – zachęcamy do myślenia i poszukiwania rozwiązania.

    Spróbujcie – to działa.

    I pełna szczerość – zamówiłem ostatnio pokój hotelowy poprzez internetowy system rezerwacji w dobrej cenie ale z wyraźnym dopiskiem, że nie ma żadnej możliwości anulowania zamówienia. Koszt: 120 $. O godzinie 20:00 w przeddzień przyjazdu musiałem wizytę w tym mieście odwołać – wysłałem prosty mail z informacją że absolutnie rozumiem konsekwencje rozwiązania umowy, wyjaśniłem dlaczego nie mogę dojechać i zapytałem co właściciele mogą zrobić aby naliczyć mi nie 100% ale 50% kary za wycofanie się z umowy. Następnego dnia otrzymałem informację, że rezerwacja została odwołana bez żadnych opłat.

    Trzeba próbować. I przeprowadzić najtrudniejszą negocjację – z sobą samym, gdzie wewnętrzny głos przekonuje, że na pewno się nie uda, że się do tego nie nadajesz 🙂

    • Cześć Remigiusz,

      Serdecznie dziękuję za komentarz. Zgadzam się z Tobą całkowicie – trzeba negocjować gdzie tylko możliwe.

      Bardzo fajny przykład z tym pytaniem. Zmiana sposobu zadania pytania rzeczywiście robi kolosalną różnicę. Znam nawet taką anegdotę:

      Dwóch młodych mnichów nie mogło wytrzymać z głodu podczas wieczornych modlitw. Pierwszy z nich poszedł do przełozonego i zapytał:

      – Czy mogę jeść, kiedy się modlę?
      – Nie synu, musisz się w pełni skupić na modlitwie!

      Drugi zapytał o to samo nieco inaczej:
      – Czy mogę się modlić, kiedy jem?
      – Oczywiście synu, modlić trzeba się ciągle! 😉

      Serdecznie pozdrawiam!

  3. No ja jakoś mam problem z negocjacjami w kontakcie bezpośrednim. Jakiś czas temu w sklepie kupowałem spodnie i koszulę. W sumie wyszło blisko 400 PLN. Sam nie wiem co mnie tknęli, ale przy kasie zapytałem wprost o rabat. Sprzedawczyni sprawiała wrażenie zaskoczonej i powiedziała „Niestety rabatu nie mogę dać, ale może Pan dobrać sobie pasek do spodni.” Pasek był w cenie ok. 70 PLN. Gdy podziękowałem płacąc przy kasie za dodatek do garderoby Pani dorzuciła mi sama od siebie jeszcze dwie pary skarpet 🙂 Mimo, że przebiegło wszystko super to jednak inna Pani w kolejce obok obserwowała całą sytuacje, a ja czułem po prostu wstyd, bo właśnie w myślach miałem, że wychodzę na „dziada”.
    Bez kontaktu osobistego jakoś łatwiej, bo piszą c maila nie patrzy się nikomu w oczy. Kupiłem tak np. Samochód. Cennikowo wyszło 133500 PLN, a po miesiącu zadawania pytań o dosłownie wszystko i negocjowanie praktycznie każdego elementu wyposażenia dodatkowego sprzedawca miał mnie już chyba dość i stanęło w sumie na 119000 PLN. Nie jest to może jakiś super wynik, ale ja byłem zadowolony 🙂

    • Hej Łukasz,

      Gratuluję skutecznych negocjacji! Pasek i skarpetki w zamian za jedno pytanie, a Ty się czujesz z tym źle??? 🙂 Powinieneś być z siebie dumny!

      Wszystko polega na tym, aby traktować negocjacje jako coś całkowicie normalnego, wyluzować totalnie i bawić się tym.

      Zgadzam się z Tobą, że mailowo jest trochę łatwiej. Więcej czasu na reakcję i nie widać naszych emocji. Ale wiele transakcji przeprowadzamy jednak w życiu twarzą – w twarz – dlatego warto trochę podstaw „liznąć” 😉

  4. Jeżeli ma pan ciekawe i przydatne wiadomości o negocjacjach, którymi mógły się pan podzielić to jak najbardziej! Przyda się ta wiedza.

  5. Marek Marecki

    Witam.

    Jak dla mnie ten temat negocjacji spadł z nieba 🙂

    Nie mam doświadczenia w negocjowaniu, unikam negocjowania bo nie komfortowo się w tej sytuacji czuję.
    Są często sytuację, gdy wiem i czuję, że można lepszą cenę wynegocjować a mimo wszystko tylko symbolicznie udaje mi się obniżyć.
    Czasem mam wewnętrzne poczucie, że cenę jaką chce zaproponować jest nie do przyjęcia. W takiej sytuacji odpuszczam.
    A może powinienem przełamać się i wprost mówić ile chcę zapłacić?

    Będę czekał na ciąg dalszy.

    Pozdrawiam

    • Cześć Marku,

      Cieszę się, że udało się „wstrzelić” w Twoje zapotrzebowanie 😉 Jestem przekonany, że w kolejnych wpisach na ten temat znajdziesz sporo pomocnych podpowiedzi.

      Już znajomość kilku podstawowych technik i wiedza, o co w nich chodzi, pozwalają czuć się zdecydowanie pewniej.

  6. Cześć Marcin,

    Bardo dobry wpis. Spodziewałem się wpisu podobnego do tego na blogu Michała Szafrańskiego, który poruszał ten sam temat, ale widze, że postawiłeś na bycie oryginalnym 😉

    Sądzę, że mógłbyś kontynuować ten temat ale jednocześnie uzupełnić go – o ile to możliwe – o jakieś konkretne przykłady z dialogami. Na przykład bardzo bym chciał przeczytać jak wynegocjowałeś tę zniżkę hotelową i dodatek podczas twoich ostatnich wakacji.

    Jeśli chodzi o moje doświadczenia w negocjowaniu, to oczywiście miałem z tym te same problemy, które wymieniłeś wcześniej jednak przełamałem się i pewnego razu wynegocjowałem wyższy procent na lokacie w moim banku, i to aż o 1,2% przy kwocie 6500 zł! Okazało się, że bank w tym akurat okresie (okres świąteczny), umożliwiał wszystkim swoim klientom negocjowanie oprocentowania lokat i gdybym nie zapytał, to pewnie bym się nie dowiedział o tym nigdy 🙂
    Tak wiec nawet przy małych kwotach warto zapytać o możliwość negocjacji i negocjować. Zauważyłem też, iż niektóre banki chcąc przytrzymać pieniądze klienta, oferują mu założenie kolejnej lokaty na nieco wyższy procent a jeśli nie, to warto samodzielnie użyć takiego „argumentu stałego klienta”.

    Ja osobiście stosuje tę technikę i dodatkowo dla wzmocnienia efektu dodaje, że jeśli bank przystanie na moją propozycję, to otworzę lokatę na wyższa kwotę niż poprzednio. Czasami działa, czasami nie, ale na pewno nie zaszkodzi.

    Niestety, kilkukrotnie brałem tez udział w bardzo nieprzyjemnie prowadzonych negocjacjach, które miały na celu wymuszenie na mnie może nie tyle kupna towaru po określonej cenie, co w ogóle kupna danego towaru. Nie wiem czy to wynika z jakiegoś wcześniej wyuczonego podejścia czy z braku kultury osobistej, ale bardzo irytuje mnie takie podejście. Oczywiście takie zachowanie przekreśla jakiekolwiek dalsze kontakty z dana osoba, sklepem czy firmą, a w ekstremalnych przypadkach skargę i stosowną antyreklamę.

    Pozdrawiam.

    • Hej Kamil,

      Dziękuję za komentarz. Dokładnie taką mam koncepcję: opisać daną technikę i zilustrować przykładami.

      Na wakacjach wykorzystaliśmy głównie metodę „dużego kłopotu” 🙂 Zmiana pokoju nie była szczególnie uciążliwa, ale zaczęliśmy utyskiwać, że teraz z dziećmi będziemy musieli się przenosić, że specjalnie wybieraliśmy droższe pokoje z widokiem na rzekę, że trzeba będzie się przepakowywać, że liczyliśmy na relaksujące wakacje, a tu taka przykra niespodzianka i „duży kłopot”. A potem bardzo grzecznie zapytaliśmy, co mogą nam zaproponować aby zrekompensować tą przykrą niespodziankę. I tak od słowa do słowa – dostaliśmy zniżkę i gratisowe masaże.

      Gdybyśmy na informację o zmianie pokoju zareagowali instynktownym „no problem”, nic by z tego nie było. Oczywiście pracownicy hotelu od początku czuli o co chodzi, więc było to całkiem zabawne.

      Twój przykład z bankiem super ilustruję zasadę: „jak nie poprosisz, to nie dostaniesz”. Dobry pomysł z wykorzystaniem argumentu stałego klienta – to zwykle skuteczna metoda, bo pozyskanie nowych klientów jest bardzo drogie.

      Co do tych nieprzyjemnych nagabywań – faktycznie potrafią być one bardzo natrętne. Ale nie ma co się nimi denerwować – trzeba po prostu stanowczo i asertywnie odmawiać. Ja również nie znoszę takiego podejścia. Na co tacy sprzedawcy w ogóle liczą?

      Miłego wieczoru 🙂

      • Ciężko powiedzieć na co liczą. Może próbują odkryć nowe rewolucyjne techniki sprzedaży i pertraktacji handlowych 😉 Tak czy owak, najlepiej w takich przypadkach zachować się zgodnie z tym powiedzeniem – Ty we mnie kamieniem, a ja w Ciebie chlebem 😉

      • Ja ostatnio poszłam do banku i mówię, że mam opłaty za to i za tamto, a w innych bankach nie ma, a ja jestem klientką od 10 lat i… mam wszystko za darmo + zwroty 2-3% za rachunki 🙂 A gdybym nie poszła, to bym dalej płaciła zamiast dostawać 😉

  7. Dobry artykuł, gratulacje Marcinie 🙂 dla mnie temat tez jest bardzo trafiony. @Remigiusz – dzięki za to przykładowe zdanie – myślę, że każdy kto na trudności w negocjowaniu potrzebuje takich konkretnych przykładów…

  8. Ja bardzo lubię negocjować pensję. Mam tę przewagę, że w mojej branży rynek pracy jest rynkiem pracownika. Mimo to, znaczące podwyżki nigdy nie przychodzą same. Ostatnio zmieniłem pracę, w której nie udało mi się wynegocjować lepszej pensji (korporacja, ciężki temat). W nowej, przed końcem okresu próbnego zaproponowałem szefowi umowę dzieło zamiast etatu (to nie jest moje jedyne źródło dochodu). Bardzo się od niej wymigiwał, widać, że z jakiegoś powodu bardzo mu ona nie pasuje. Podejrzewam, że miałby o wiele więcej papierkowej roboty. W końcu, po tygodniu zbywania moich próśb, przyszedł i zaproponował etat, ale z prawie 10% większą pensją niż umówiona początkowo :).
    To była jednak sytuacja wyjątkowa. Zawsze, kiedy idę po podwyżkę staram się ustawić rozmowę w ten sposób: „Od ostatniej rozmowy od podwyżkę udało mi się zrobić to i to, oprócz swoich obowiązków pomogłem innym współpracownikom w ten i ten sposób oraz podniosłem swoje kwalifikacje w tych obszarach. Jak mogę kontynuować pracę w tej firmie, aby zarabiać X zł więcej”. Jeśli przez swoje osiągnięcia pokazuję, że jestem zaangażowanym pracownikiem, oraz wyrażam chęć wzięcia większej odpowiedzialności, to szefowi jest bardzo trudno odmówić podwyżki. Jeśli jest to menadżer średniego szczebla i zasłania się regulaminami, widełkami płac, mówi, że porozmawiamy za pół roku, to zostaje żelazny argument, który staram się wyłożyć jak najłagodniej potrafię, mniej więcej w ten sposób: „Rozumiem, że masz związane ręce, ale w takim razie być może będę musiał zweryfikować wartość swoich umiejętności w innych firmach”. Działa zwłaszcza jeśli ostatnio z zespołu ktoś odszedł do konkurencji. Jeśli i to nie podziała, wybieram się na parę rozmów i bez stresu negocjuję pensję sporo wyższą od obecnej (byle nie przestrzelić, co mam do stracenia?). Gdy uda się coś znaleźć, wracam do rozmowy z kierownikiem. „W nawiązaniu do naszej ostatniej rozmowy, znalazłem firmę, dla której moje umiejętności są warte o wiele więcej. Jeśli tutaj moja praca nie jest tyle warta to oczywiście rozumiem, ale niestety będę musiał zrezygnować. Mam nadzieję, że znajdziesz kogoś bardziej wartościowego na to stanowisko”. W tym momencie co przebieglejsi (i bardziej cyniczni) kierownicy obiecują podwyżki za pół roku, kiedy skończymy projekt et cetera. Lubią też wspominać o lojalności (ha!). Zawsze odpowiadam: „Oczywiście, czuję się związany z firmą, chciałbym tutaj zostać, ale mam rodzinę do wyżywienia i w pierwszej kolejności muszę być lojalny wobec niej. A to oznacza, że jeśli mogę przynieść więcej pieniędzy to powinienem to zrobić”. Żaden z moich przełożonych nie zbił nigdy tego argumentu. Bo czy można? W tak ustawionej sytuacji nie mogę stracić i wybieram to co mi bardziej odpowiada. Czasami nawet odrobinę mniejszą pensję w obecnej firmie.

    • Cześć Rastignac,

      Serdecznie dziękuję za komentarz. Bardzo wartościowy, szczególnie dla osób, które boją się negocjować wysokość własnego wynagrodzenia.

      Nie wystarczy tylko dobrze i sumiennie pracować, licząc na to, że ktoś to dostrzeże i doceni. Jeżeli jesteśmy niezadowoleni z wysokości wynagrodzenia – nie ma na co czekać. Trzeba iść i umiejętnie poprosić o podwyżkę.

  9. Witaj Marcinie, z ciekawością czytam Twoje artykuły, a ten cykl zapowiada się jak szkolenie z wysokiej półki.
    Na dobrą sprawę każdy z nas w codziennych sprawach mniej lub bardziej świadomie negocjuje lub poddawany jest próbom, których efektem ma być korzyść. Pytanie tylko czy będziemy z niej zadowoleni zarówno jako nabywcy oraz jako sprzedawcy?
    Ja osobiście źle czuję się w sytuacji kiedy klient negocjuje ze mną i tak niską już cenę za usługę. Wrażenie mam takie jakbym chciał klienta „oszukać i naciągnąć, a ten perfidnie wymusza aby „sprzedać się” za grosze. Stare przysłowie głosi „lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu” lecz to nie sprawdza się na dłuższą metę.
    Czekam więc Marcinie na kolejne lekcje negocjacji, w których być może zdradzisz jak negocjować z tymi co chcą kupować taniej 🙂

    • Hej Miłosz
      Prosta sprawa, chcą taniej to wskaż tańszy zamiennik. Jak klient przyszedl po flagowy telefon pokaż mu budżetowy (albo generacje starszy model).
      Jak powie, że ten starszy nie ma tak dobrego aparatu pokaż mu inny produkt taki, który jest tańszy a ma funkcję o którą poprosił. Na koniec wytłumacz, że premium musi kosztować, bo producent musi odkuć się za kase włożoną w rozwój produktu. W początkowym okresie sprzedaży płaci się za „nowość”, więc jeśli mu nie pasuje niech przyjdzie za pół roku 😉
      W sytuacji gdy kupuje najtańszy produkt w ofercie i się jeszcze targuje to jeśli nic nie mozesz opuścić to zaoferuj czasem 2 produkty z niewielkim rabatem (niech weżmie 2gi tablet dla dziecka…) Jeśli produkt jest bardzo tani to chyba nikt nie bedzie o złotówke tracił czasu aby leciec do sklepu na drugim koncu miasta. A jeśli w sklepie obok ma coś taniej to musisz mieć na obrone swojej ceny konkretne argumenty (co jest lepszego w twoim produkcje – gwarancja, dodatki, czasem lepszy składnik lub brak czegoś szkodliwego w składzie, marka).
      Jeśli kupuje dużo to moze warto mu samemu coś dorzucić albo zaproponować karte stałego klienta.
      Kupuje drogi odkurzacz i chce rabat to dorzuć worki do odkurzacza, albo pokaż, że ten model to ma dużo dodatków wymieniając je. Pytał o antyalergiczny filrt powiedz, że modele te kosztują więcej ale na ekspolatacji pozniej i wymianie filtrow zaoszczędzi.
      Możesz też dla nachalnych jechać ze sciemą typu, że jeśli nabijesz na paragonie rabat to w przypadku problemow ze sprzętem będzie on musiał być naprawiany do skutku i wymiana towaru nie wchodzi w grę. A przy normalnej cenie przy stwierdzeniu wady technicznej istnieje możliwość wymiany na inny nowy egzemplarz, a worki etui czy jakiś gadzet do produktu go ucieszy.
      Ktoś zapyta dlaczego nie masz tańszego zamiennika w ofercie odpowiedz, że było strasznie dużo reklamacji a dbasz o jakość i dla dobra klientów musiałeś wycofać produkt.
      Dalej nie gdybam bo temat rzeka a nie wiem nawet o jaka branżę idzie.
      Mam nadzieję, że chociaż trochę Cię zainspirowałem.

      • „……..Możesz też dla nachalnych jechać ze sciemą typu, że jeśli nabijesz na paragonie rabat to w przypadku problemow ze sprzętem będzie on musiał być naprawiany do skutku i wymiana towaru nie wchodzi w grę” – będąc klientem i słysząc taki komentarz z pewnością nic bym nie kupiła w sklepie i więcej bym tam nie przyszła. Zmiana warunków gwarancji producenta z powodu głupiego rabatu jest argumentem smiesznym i kłamliwym. Przykład nie jest dobry, a sciemniac tez trzeba umieć i wiedzieć kiedy przekracza się granice i zwyczajnie okłamuje klientów. Takie postępowanie to zwykła amatorszczyzna i krótkowzroczność.

    • Hej Miłosz,

      twój przykład doskonale ilustruje to, o czym napisałem powyżej, że druga strona również odczuwa presję i dyskomfort podczas negocjacji.

      Postaram się, aby „druga strona” (czyli sprzedający) również wyciągnęli coś dla siebie z wpisów na temat negocjacji 😉

  10. Ha i małe kwoty da się negocjować . Najlepszym polem do tego rodzaju działań jest „Targowisko”. Co prawda po 1zł do 5 ale to już zawsze coś . Mnie jakoś w rozmowie z pracodawca zżera stres…. i nie wem czemu .

    • Cześć Arkadiusz,

      Taki trening na targowisku to dobry pomysł. Im więcej ćwiczymy nasze umiejętności, albo przezwyciężamy naszą naturalną niechęć do negocjacji, tym bardziej stają się one dla nas czymś naturalnym.

      A stres przy negocjacjach z pracodawcą bierze się właśnie stąd, że nam się wydaje, iż firmie czy pracodawcy na nas nie zależy. Tymczasem znalezienie na nasze miejsce nowego pracownika, wdrożenie go i wyszkolenie, wymaga od pracodawcy wysiłku i dodatkowych nakładów finansowych.

      Często dla świętego spokoju lepiej jest dać podwyżkę obecnemu pracownikowi (oczywiście jeżeli jest dobry w tym, co robi, i za często nie marudzi). 😉

  11. Jak najbardziej ciekawy temat. Co do mojego doświadczenia w negocjacjach to różnie w tym bywa, raz się uda raz nie, ale to chyba normalne co nie zmienia faktu że warto poczytać cos ciekawego na ten temat, i dzięki temu podnieść swoje zdolności do negocjacji.
    W ciągu roku na pewno uzbiera się w taki sposób niezła sumka. Fajnie by było każda zaoszczędzoną w taki sposób kwotę od razu odkładać na jakieś konto, by nie było tak, jak w reklamie pewnego banku :-):-)

  12. A jak zacząć negocjację? W pytaniu:
    – Czy mogę otrzymać rabat – tak jak Remigiusz pisze, można usłyszeć „nie”
    A w pytaniu
    – Co może Pan/Pani zrobić, żebym otrzymał rabat” – przerzucam inicjatywę na sprzedawcę, ale wydaje mi się to.. nienaturalne, przecież to ja chcę kupić. Mogę oczywiście usłyszeć „nic nie mogę zrobić” 🙂

    Czyli: Jak zacząć negocjacje?

    • Hej Zuzanna,

      Zacznij otwartym pytaniem. Na przykład:
      „jestem zainteresowana zakupem, ale chciałabym uzyskać rabat, Na jakich warunkach udzielacie Państwo rabatów za zakupy?”

      Eksperymentuj pytając. Dopóki nie zapytasz robisz dokładnie to, o czym pisałem w artykule” negocjujesz sama ze sobą. „Nie zapytam w ten sposób, bo na pewno odmówią…”. Skąd wiesz? Daj im szansę odpowiedzieć! 😉

      • Kurcze, dokładnie tak jest, boję się zadać pytanie bo myślę, że pewnie odmówią i wyjdzie głupio ale chciałabym.. więc negocjuję sama ze sobą:) Zapisałam pytanie, wkładam do portfela i będę próbować 🙂

      • Ja wczoraj przeczytałam Twój wpis i dziś już zastosowałam, gdy kupowałam w sklepie 3 zabawki. Tylko nie doczytałam komentarzy, żeby poszukać fajnych pytań, jak w ogóle zacząć – wyskoczyłam z pytaniem „Czy można dostać jakiś rabacik, bo ja tu prawie hurtowo kupiłam?” No i to wystarczyło, żeby dostać w sumie 7,5 %, jak potem w domu policzyłam. Pracował ze mną kiedyś Turek, tam jak wiadomo negocjacje są czymś normalnym, więc on w Polsce bez zbędnych ceregieli stosował i podobno z naprawdę niezłymi wynikami. To pytanie podane w komentarzu wyżej bardzo fajne, profesjonalne, raczej nie powinniśmy się czuć jak dziady, gdy je będziemy zadawać 🙂

  13. Marcinie zdecydowanie jestem zainteresowany takim cyklem, myślę że pozwoli poznać nowe techniki, pewne rzeczy uporządkować itd 🙂
    Może masz jakąś listę inspirujących książek/publikacji/blogów w tym temacie ?

    Ostatnio kupiłem i przeczytałem Twoją książkę – bardzo fajnie napisana.

    • Hej Armi,

      Cieszę się bardzo, że moja książka przypadła Ci do gustu. Jeśli chodzi o fajne źródła na temat negocjacji, to dawno kiedyś, jeszcze na kasetach, miałem super program audio Rogera Dawsona.

  14. 🙂 negocjuję- ostatnio cenę pralki. Obniżyli. Pokazałam rysę drobną. Ale musieli prosić w strukturze swojej firmy największych szefów. Więc poczekałam, co by big boss się wypowiedział i obniżył cenę. Marcin, może trochę konkretów ? Będę wdzięczna 🙂

    • Hej Milena,

      Gratuluję udanych negocjacji. Technika „muszę sprawdzić z szefem”, to tzw. wyższa instancja. Napiszę o tym wkrótce 😉

  15. Mimo tego, że sporo lat temu napisałem pracę dyplomową na temat negocjacji, artykuł przeczytałem z dużym zaciekawieniem.
    Prosto, bez niepotrzebnych komplikacji i daje do myślenia. Świetna robota, czekam na ciąg dalszy.

  16. Michał Grabowski

    Dla tych którzy chcą się dowiedzieć więcej, szczególnie jeśli zdarza im się negocjować zawodowo polecam książki R. Fishera i W. Ury – „Dochodząc do TAK”, „Odchodząc od NIE” itd. Szkoła oparta na koncepcie win-win. baaardzo mi się w życiu przydała.

    • Hej Michał,
      Serdecznie dziękuję za rekomendację. Ja również jestem zwolennikiem podejścia „win-win”. Każde inne jest moim zdaniem bardzo krótkowzroczne.

  17. Bardzo fajny temat, czekamy na kolejne odcinki.
    Powiem Wam, że takie negocjacje bardzo się przydają. Rok temu, wiedzac ze finalizuje sprawe wyboru mieszkania poszedlem na fajne szkolenie negocjacyjne a ponadto czytam, duzo czytam:)
    Efekty, mysle ze sa wymierne:
    – zakup mieszkania – rabat ok. 95 000 zł przy zakupie na poziomie 700-800 tys.
    – wczoraj podpisalem umowe kredytowa z bankiem, nie mieli ze mna latwego zycia:) Powiem tylko tyle, ze moj „rodzimy” bank w ktorym mam konto osobiste i firmowe a dzieki temu status VIP odpuscil temat slyszac o wynegocjowanych przeze mnie warunkach prowizji i marzy w tym drugim banku:)
    Dodatkowo „w ramach promocji” moge na podobnych warunkach przyprowadzic jeszcze jedna osobe do tego banku na mocy specjalnego vouchera, wiec gdyby ktos z czytelnikow tego forum potrzebowal wsparcia to jestem do dyspozycji.

    A teraz ukladam strategie negocjacyjne pod katem zakupu materialow budowlanych i wyposazenia mieszkania:):)

    • słaby negocjator

      Cześć Łuki, właśnie stoję przed zakupem nieruchomości na cele komercyjne i chcę wziąć kredyt, ale nie wiem gdzie są dobre warunki i jak powinienem negocjować. Może byś napisał gdzie brałeś i jak wyglądały Twoje negocjacje z bankiem i jakich argumentów użyłeś:) Proszę o kontakt na maila: karastar@interia.pl

    • I teraz, jak pomyślę, że nie negocjowałam ceny mieszkania, gdy je kupowałam, to aż mi głupio…

      • Hej Basiu,

        Dziękuję za komentarze. Zapewniam Cię, że po cyklu wpisów na temat negocjacji (będą oczywiście przeplatane innymi wpisami) już nigdy nie odpuścisz negocjacji w takiej sytuacji 😉

  18. Ten artykuł dał mi trochę do myślenia. Opublikowałeś go w idealnym momencie, bo niedługo zaczynamy gruntowny remont mieszkania, także przed nami negocjacje z ekipami, sprzedawcami… Czekam, czekam na ciąg dalszy! 🙂 Gdyby tylko było łatwiej pokonać to lekkie zażenowanie. Ale gdy podchodzi się do negocjacji z humorem, to nawet odmowa nie jest taka bolesna.

  19. A przyszedł byś po negocjować za mnie? ;D ja nie mam jakoś odwagi żeby się zebrać i pójść do szefa i wynegocjować podwyżkę.

  20. Dłuższą chwilę negocjowałam sama ze sobą, aż doszłam do wniosku… piszę!
    Ktoś z czytelników z pozytywnym skutkiem wynegocjował książkę. Mnie również bardzo zależy mi na Twojej książce, jednak mój budżet jest w tym miesiącu bardzo napięty a (dzięki Tobie) robię go po praz pierwszy i bardzo mi zależy by go dopiąć. Dodatkowo nie ukrywam, iż Twoja własnoręczna dedykacja byłaby dla mnie ogromną wartością dodaną. Co powiesz na małą wymianę. Ja korzystam z Twojego linku do Alior kantora w zamian za książkę. Oboje bylibyśmy „win-win”. Ja co prawda podwójnie bo zmotywowałabym się jednocześnie do spłaty kredytu przez kantor. Co Ty na to Marcinie? 🙂

  21. A ja wynegocjowalam podwyzke z tyt. Umowy o dzielo -30%! Co prawda wiaze sie tez z czynnosciami dodatkowymi, ale zawsze to wiesze wynagrodzenie.

    Czy fakt, ze to mala umowa zlecenie – max 120 zl msc umniejsza znaczenie tego sukcesu? 🙂

    Michal, napisz prosze jak sie przygotowac do negocjacji wynagrodznia albo podeslij linki/publikacje. Bardo sie boje poruszac z moja szefowa ten temat 🙁

  22. Ja przy większych zakupach negocjuję wszystko:
    -lodówka -100pln
    -pralka – 200pln ( po prostu powiedziałem sprzedawcy za ile chciałbym ją kupić i on na to przystał trwało to może 2 minuty)
    -samochód (dywaniki, cena itp. itd.)
    -meble w IKEA (da się 🙂 )
    -mieszkanie ( 10 000 pln)
    -żarówki w elektrycznym (kto by pomyślał, że będzie przy tym tyle śmiechu a przy tym sporo taniej)
    – i wiele innych
    Nie zawsze się udaje ale przeważnie (70-80%) tak.
    Polecam Książkę „Handlowanie to gra”, Guta i Hamana – świetna pozycja dla „pozytywnego negocjatora”.

  23. Czołem!

    Na wstępie, gratuluję dobrze zapowiadającego się cyklu artykułów. Będę śledził. Chciałem opisać swoją „hybrydową” negocjację umowy z siecią komórkową. Tzn. zastosowałem taktykę przejścia z miłych cukierkowych przekomarzanek na wywieranie presji. Generalnie uważam, że także w negocjacjach trzeba mieć „wizję celu”. W związku z tym przyjąłem, że nie przyjmę odpowiedzi odmownej. Do poważniejszych negocjacji (czyli, powiedzmy, nie takich targowiskowych) jednak dobrze jest przygotować się wcześniej (tak jak opisał wyżej Rastignac rozmowy w sprawie podwyżki wynagrodzenia). Ponieważ mam kolegę, który pracuje dla wspomnianej sieci komórkowej, to poprosiłem go o sprawdzenie co mogę maksymalnie ugrać, jakie mają tam górne limity. Z taką wiedzą poczułem się bardziej zdeterminowany. Podczas rozmów byłem oczywiście uprzejmy i kulturalny. Wiedziałem, że pan sprzedawca w salonie i tak połączy mnie telefonicznie ze specjalną sekcją utrzymania klienta, w celach negocjacji. Dlatego starałem się zbudować pozytywną relację z człowiekiem „na miejscu”, co opłaciło się, gdyż wspierał mnie w dalszych działaniach. Rozmowa telefoniczna była trudna, moje miękkie argumenty wygłaszane w miłym tonie zostały rutynowo zbite przez adwersarza, aż w końcu musiałem uciec się do broni ostatecznej, tzn. przywołania niedawnej bardzo nieprzyjemnej sytuacji, która spotkała moja dziewczynę, byłą już klientkę owej sieci. Nastąpił dzięki temu przełom, a pan po drugiej stronie słuchawki jeszcze zastosował „wyższą instancję” i byłem w domu. 🙂 Udało mi się wyrwać to co chciałem (niższy abonament, więcej GB, darmowe połączenia, tańszy fajny telefon, który sobie upatrzyłem), a pan z salonu uśmiechnął się porozumiewawczo. Nie mam zbyt dużego doświadczenia w codziennych negocjacjach (powinienem bardziej iść na żywioł), dlatego wierzę, że Twoje artykuły pomogą doskonalić sztukę. Sam pracuję w handlu i czasem klientom udaje się podejść mnie jak sarenkę. 😉
    Pozdrawiam!

  24. Muszę przyznać, że moje zdolności negocjacyjne poszły mocno w górę, kiedy zaczęłam się zajmować reklamacjami. Bycie na pozycji klienta, który czuje się oszukany z jakiegoś powodu, a na dodatek czuje, że coś mu się należy – ułatwia podjęcie negocjacji.
    Nie wiem czemu nie pomyślałam, żeby to przenieść na inne sytuacje, np. negocjacji z bankami. Ostatnio zastanawiam się nad likwidacją niekorzystnych dla mnie kart debetowych (mojej i męża), gdzie musimy pilnować miesięcznych płatności (zrobić limit, by uniknąć opłat). Chciałam zrezygnować z kart i nawet przez myśl mi nie przeszło by negocjować z bankiem zniesienie tych opłat. Teraz spróbuję 🙂 I zacznę negocjować nie tylko w tym przypadku. Dzięki 😉

  25. Witam,

    Negocjuję dużo i wszędzie. Nigdy nie waham się jak widzę że mogę zapytać i może akurat coś ugram. Ostatnio kupowałem garnitur na ślub i nawet przy takiej okazji (gdzie teoretycznie się nie oszczęzda, ale biorąc pod uwagę wydatki to trzeba bardzo) nie zawahałem się zapytać. Niestety się nie udało, ale co szkodziło zapytać? Nic.
    Zawsze będąc na zakupach odzieżowych pytam o rabaty. Może nie w przypadku zakupu paska do spodni czy jednej koszulki, ale jak już mamy o czym rozmawiać (zakupy powyżęj 200pln) to warto. Jednego dnia po 3 sklepach i łącznych zakupach za 1000pln zaoszczędziłem 150pln i nowy pasek. Warto pytać nawet czy płatność gotówką coś nam pozwoli zaoszędzić.
    Tak samo miewają się sytuacje gdy oglądamy coś uszkodzonego. Moja narzeczona oglądała buty i naprawdę jej się spodobały. Zasmucił ją fakt że obcas był lekko porysowany Niby nic, ale rysa dość głęboka. Stwierdziłem że cena jest dość spora 299pln, a tymbardziej za uszkodzone. Postanowiłem, że zamaskuje rysę ale jak otrzymam rabat na max. 220-230pln, ale nie wspomniałem o tym sprzedawcy. Byłem zaskoczony jak zaoferował mi te buty za 179 pln przy płatności gotówką.
    Inna sytuacja miała miejsce w Egipcie (miejscu żywych negocjacji). Tam pamiętam historię kiedy chłopiec chciał mi sprzedać figurki (3 sztuki) za 50$. Ogromnie przepłacone, ale rozmawiamy. Przechodząć przez różne fazy – od zrezygnowania, płaczu i błagania po normalną rozmowę – doszliśmy do 3$. Pózniej się dowiedziałem, że te figurki były warte max 1$ za sztukę więc negocjacjami nie przepłaciłem. Zresztą oni z tego żyją i to ich rozrywka. Miałem wiele innych sytuacji tam, ale już nie będe się rozpisywał.

    Sądzie że moje oszczędności na negocjacjach sięgają już kilku ładnych tysięcy zł (a być może kilkunastu), a mam dopiero 26 lat.
    Negocjuję wszystko i wszędzie. No może poza sklepem spożywczym i paliwem na stacji.
    Po jakimś czasie wogóle nie czułem zażenowania i spojrzeń ludzi. Może i myśleli że skąpiec czy tzw „dziad”, ale co mi tam. Jeżeli odchodzę z oszczędnością 10% to spojrzenie tych ludzi jest bezcenne.
    Poza tym, jeżeli jestem przygotowany do negocjacji to sprawia mi to przyjemność. Zarówno przy sprzedaży jak i przy kupnie.

    Pozdrawiam

Odpowiedz