Miłość i pieniądze: na ile ufać żonie lub mężowi?

53

love and money

 

Istnieją kłamstwa, wielkie kłamstwa i  statystka, jednak w tym konkretnym przypadku statystyka nie kłamie: najczęstszą przyczyną rozwodów jest… zawarcie małżeństwa. Zostało to empirycznie potwierdzone w 100% przypadków 😉  W Europie Zachodniej i USA jedną z najczęstszych przyczyn rozwodów są nieporozumienia na tle finansowym. W Polsce powody finansowe wskazywane są w około 9% przypadków, zaś palmę pierwszeństwa dzierży enigmatyczna „niezgodność charakterów”. Domyślam się jednak, że również w tej grupie rozmowy na temat rodzinnych finansów przebiegać musiały dosyć gwałtownie. Filmowa scena, w której skłócona para dzieli majątek przepiłowując rodzinny stół, dość dobrze oddaje poziom emocji towarzyszący kłótniom na temat pieniędzy.

Na początku związku wszystko jest proste: jesteśmy zakochani, szczęśliwi, idealni, zaś pieniądze nie mają znaczenia. Może być biednie, byle byśmy byli razem. Dopóki mamy naszą romantyczną miłość, niczego do szczęścia nam nie brakuje. Niestety, świat to brutalne miejsce dla romantyków, a wyzwania dnia codziennego gwałtownie sprowadzają nas na ziemię. A tu, na ziemi, pieniądze są bardzo ważne.

 

Co jest ważniejsze: miłość czy kasa?

„Nie przesadzasz? Przecież miłość jest chyba ważniejsza od pieniędzy?” – słyszę to pytanie przynajmniej kilka razy w roku.  Pewnie że jest ważniejsza. Miłość jest też ważniejsza od jedzenia i picia, ale spróbuj przez kilka dni żyć samą miłością, a zrozumiesz, że jedzenie i picie też się przydadzą. Jeżeli Twoja rozmowa z partnerem na temat pieniędzy zwykle kończy się tak, że jedno z Was spędza noc na kanapie w salonie, to warto tę sprawę przemyśleć głębiej.

Dlaczego finanse to temat tak „delikatny” w relacjach z partnerem? Cóż, każdy z nas wywodzi się z innych rodzin i ma zupełnie inne doświadczenia z pieniędzmi. Możliwe są przecież tysiące konfiguracji:

– On z bogatej rodziny, nigdy niczego mu nie brakowało, a ona z małej miejscowości, w której rodzice walczyli o każdy grosz;
– Ona jest córką bogatego przedsiębiorcy, przez całe życie podejmującego ryzyko, a on jedynym synem pary urzędników, dla których kluczowa jest stabilizacja;
– On z artystycznej rodziny, w jego portfelu totalny chaos, ona zaś pragmatyczka, córka księgowej i finansisty…

Tych kombinacji jest tyle, co samych związków. Choć w sprawach finansów dzieli nas zwykle bardzo wiele, to skoro zdecydowaliśmy się iść razem przez życie, to finanse osobiste powinny być wspólną sprawą.  Razem, to razem.  Przecież gramy do tej samej bramki: o finansowe bezpieczeństwo naszej rodziny, o zapewnienie świetnego startu dla naszych dzieci, o środki na realizację naszych marzeń i pasji. Co takie „razem” oznacza w praktyce? Po 10 latach bardzo udanego małżeństwa moje przemyślenia są następujące:

 

1)      Wspólne cele finansowe

Przede wszystkim musimy wspólnie zdecydować do czego będziemy dążyć pod względem finansowym. Wyobraź sobie, że on chce być bardzo bogaty, pragnie odpalać kolejne biznesy, jest gotów ryzykować rodzinnym majątkiem, a dla rozwoju firmy bez mrugnięcia okiem zaciągnie kredyt pod zastaw własnego mieszkania. Tymczasem ją to bardzo stresuje, bo marzy po prostu o finansowej stabilizacji, o spłaconych kredytach i nie porywa jej wizja posiadania milionów. Zamiast oglądać pieniądze na koncie, wolałaby częściej oglądać męża w domu. Cały problem polega na tym, że nigdy nie przyszło im do głowy, by o tym po prostu spokojnie porozmawiać.

Dość często spotykam się z sytuacją, w której ludzie są niby razem, lecz tak naprawdę każdy realizuje swój własny pomysł na życie i nie zwraca uwagi na „drugą połowę”. Co więcej, robią to naprawdę w dobrej wierze i są święcie przekonani, że działają dla dobra rodziny.  Pną się po szczeblach kariery w korporacjach lub własnych biznesach, osiągają kolejne poziomy bogactwa, licytują kto więcej robi „dla wspólnego dobra”, a jednocześnie bardzo oddalają się od siebie. Po kilku latach intensywnej pracy wszystko, co tak naprawdę ich łączy, to dzieci  i wspólny kredyt hipoteczny.

Dlatego warto otwarcie porozmawiać ze swoim partnerem i przekonać się, czy jesteśmy „na tej samej stronie”. To nie jest proste, bo w naszej kulturze pieniądze to temat tabu. Nie tylko nie lubimy o nich rozmawiać, ale najczęściej też nie potrafimy. Rozmowy o finansach najczęściej przybierają formę zaczepek w rodzaju: „znowu za dużo kupiłeś”, albo „wydajesz pieniądze na bzdury”, a te dość dynamicznie przybierają formę porządnych kłótni, z których dowiadujemy się pikantnych szczegółów na temat nas samych i naszych rodzin. 😉

A teraz tak szczerze: rozmawiałeś kiedykolwiek ze swoją „drugą połową” o tym, co chcecie RAZEM osiągnąć? Jeżeli nie, to właśnie nadszedł właściwy moment.

 

2)      Wspólne pieniądze

Skoro jesteśmy razem, skoro łączy nas ustawowa wspólność majątkowa, skoro razem realizujemy nasze wspólne cele finansowe, to nasze finanse też powinny być wspólne. Istnieją różne sposoby postępowania z pieniędzmi.  Jeden z bardziej popularnych wygląda tak: on ma swoje konto, na które wpływają jego pieniądze, ona ma swoje konto, na które wpływają jej pieniądze. Wspólne wydatki pokrywają po połowie (czynsz, energia elektryczna, koszty związane z wychowaniem dzieci), zaś resztę każdy wydaje jak chce.

Zwolennicy takiego rozwiązania podkreślają, że u jego podstaw leży równouprawnienie oraz zachowanie niezależności. Ale czy na pewno? Przecież bardzo często dochodzi na przykład do sytuacji, w której kobieta przerywa własną karierę, aby urodzić i odchować dzieci. W tym czasie facet pracuje ze zdwojonym zapałem, awansuje, pnie się w górę, dostaje podwyżkę. Kiedy po przerwie kobieta powraca do pracy, może zarabiać mniej niż jej partner. Bywają też sytuacje gdy to mężczyzna poświęca swoją karierę po to, by zawodowo realizować mogła się żona.  I co? W „nagrodę” za swoje poświęcenia będą mogli wydawać mniej niż partner któremu się poświęcili? Bez sensu.

Dla mnie wspólne pieniądze, to wspólne konto, na które wpływają wszelkie nasze dochody. Jesteśmy razem, pieniądze służą do realizacji NASZYCH WSPÓLNYCH celów i marzeń, dlatego nie ma powodu, by trzymać je oddzielnie. Dzięki temu oboje wiemy, ile wspólnie zarabiamy, widzimy historię wszystkich transakcji, orientujemy się w poziomie oszczędności, itp.

A co jeśli ktoś nie ufa żonie czy mężowi na tyle, by dać mu dostęp do „swoich” pieniędzy?
Cóż, wtedy prawdziwym problemem jest chyba raczej coś innego niż same finanse…

W pewnych szczególnych okolicznościach trzeba pomyśleć o rozdzielności majątkowej i osobnych kontach, ale to jest już temat na zupełnie inny wpis. Nawet wtedy obydwie strony powinny jednak mieć pełną jasność, jak wyglądają finanse rodziny. Zbyt często otrzymuję maile w rodzaju: :Wczoraj otrzymałam telefon od windykatora. Okazało się, że mój maż zaciągnął kredyt, o którym nie miałam pojęcia…”. Albo gramy do jednej bramki, albo nie…

 

3)      Wspólne decyzje

Skoro mamy wspólne cele i wspólne pieniądze, to pozostają jeszcze decyzje co z tymi pieniędzmi robić. Jednym z najlepszych sposobów na takie ustalenia jest zrobienie domowego budżetu, kiedy przed rozpoczęciem danego miesiąca RAZEM „wydajemy” każdą złotówkę na papierze. Szerzej na ten temat pisałem już w artykule „Budżet domowy”. Tutaj odniosę się tylko do jednej dodatkowej sprawy.

Dość często sytuacja wygląda tak, że jedna osoba ma podejście bardziej analityczne: lubi spisywać wydatki, dba o porządek w finansach, pilnuje rachunków, itp. Dla drugiej osoby to spory komfort, co zwykle prowadzi do sytuacji, w której zupełnie wyłącza się ona z planowania domowych finansów.

Być może słyszałeś już takie stwierdzenia:

– U nas o sprawy finansowe dba mój mąż. Nie muszę się tym zajmować.
– Moja żona ma nad wszystkim pełną kontrolę. Ja nie muszę się niczym martwić.
– Nawet nie wiem, gdzie mamy konto. Wystarczy, że zarabiam, o resztę troszczy się ona.

To z całą pewnością bardzo wygodne, ale też… krótkowzroczne i nieodpowiedzialne. Twój mąż lubi robić zestawienia w excelu i wszystko wyliczać? Super – pozwól mu na to!  Ale Ty „nie abdykuj”, nie pozbywaj się wpływu i odpowiedzialności za wasze wspólne finanse. Twoje trzeźwe spojrzenie może bardzo pomóc w mądrzejszym zaplanowaniu wydatków lub zaowocować podjęciem lepszej decyzji inwestycyjnej. Co więcej, jeśli Twój mąż przegrywa kasę w kasynie lub wydaje ogromne sumy na swoje hobby, to szybko się o tym dowiesz. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiele tematów do bardzo ciekawych rozmów rodzi się ze wspólnego przejrzenia budżetu. 😉

Tak naprawdę chodzi też o Twoje finansowe bezpieczeństwo. Co się stanie, jeśli Twój partner zginie jutro w samochodowym wypadku, a Ty zostaniesz z dziećmi bez żadnej wiedzy na temat tego ile i gdzie macie pieniędzy? W którym banku jest Wasze konto? W jakich aktywach ulokowane są inwestycje? Miliardy złotych leżą na kontach bankowych należących do ludzi, którzy nagle odeszli, a ich rodziny nic o tym nie wiedzą. A może jakiś bank zgłosi się po zabezpieczenie kredytu, o którego istnieniu nie miałeś pojęcia? Nie chodzi o żaden czarny scenariusz, ale o zwykły zdrowy rozsądek…

Jak widzisz mam dosyć stanowcze poglądy na ten temat. Szczerze mówiąc nie zawsze tak to wyglądało i dopiero po latach „prób i błędów” przekonałem się, że tak jest dla nas najlepiej.
Jestem bardzo ciekawy, co Ty o tym myślisz?  Podziel się z nami swoim komentarzem.

Dzięki za czas poświęcony na lekturę tego artykułu i jak zwykle będę Ci bardzo wdzięczny za jego polecenie i polubienie mojego bloga na Facebooku. W ten sposób dotrę do większej liczby osób, dla których finanse osobiste to interesujący temat. Bardzo dziękuję.

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze53 komentarze

  1. Bardzo fajna uwaga i bardzo „na czasie” artykuł. Tym bardziej, że ja właśnie nie śpię po nocach bo pracuje, kiedy moja narzeczona chcę więcej czasu ze mną spędzać, martwi mnie ten stan rzeczy.

    Można się zejść nie rezygnując z pracy? Czy ja powinienem spasować i zrezygnować z wyścigu na rzecz „tu i teraz” czy to ona powinna mnie zrozumieć?

  2. Hej Tomasz,dziękuję za komentarz i Twoje pytanie.

    Myślę, że przede wszystkim warto abyś znalazł czas na spokojną rozmowę z narzeczoną. To nie jest tak, że ktoś musi ustąpić. To musi być team, który ma „wspólny plan gry”. Szczególnie na początku znajomości warto jest dobrze poznać się pod tym względem, aby za parę lat nie okazało się, że każdy gra do innej bramki 😉 Wytrwałości i powodzenia!

    • Kilka dni i zebrałem się na rozmowę… 3 lata razem i nadal się poznaje kogoś od nowej strony, magia? czy proza życia?

      Okazało się, że jej imponuje tym co robię i padło kilka ważnych ustaleń. Dziwnie to brzmi, wiem, ale dziękuje.

        • Chciałem dopisać jak wyszło ostatecznie 🙂 obecnie doprowadzamy do porządku przyszły dom (od początku maja), wcześniej zarobione pieniądze się przydały, a teraz wspólna praca nad naszymi czterema ścianami pogłębia nasze relacje.

          Z perspektywy widzę, że jest teraz szczęśliwa i teraz rozumie moją postawę, nie chcę być stereotypowy, ale chyba tak powinno być. Mimo wszystko ktoś ten wóz powinien ciągnąć.

  3. Wspólne prowadzenie budżetu jest bardzo pożyteczne i zapewnia, że obie strony w związku są „na tej samej stronie książki” w zakresie wiedzy o stanie rodzinnych/partnerskich finansów. W moim przypadku wspólne prowadzenie budżetu miało jeszcze jedną zaletę: przez lata mąż mi wmawiał, że to ja wydaję fortunę na ciuchy podczas gdy on, biedaczek, idzie na zakupy tylko 2 razy w roku. Po kilku miesiącach prowadzenia budżetu okazało się, że wydaję mniej niż mąż…

    • Kicia, dzięki za komentarz. Ale sprawdź jeszcze raz Wasz budżet – na pewno zaszła jakaś pomyłka! To nie możliwe, aby mąż wydawał więcej 😉

      A tak na poważnie – budżet naprawdę otwiera oczy. Nasza percepcja potrafi bardzo się różnić od rzeczywistości…

      Teraz pytanie, co z tym fantem zrobicie. On zacznie wydawać mniej (scenariusz rekomendowany) czy Ty zaczniesz wydawać więcej? 😉

  4. Tym razem przesadziłeś. Dlaczego zależy ci na rozpadzie mojego związku. Jeszcze nie poznałeś nawet mojej żony. Namówiłem ją, by zapisała się na twój newsletter, bo sądziłem, że wyjaśnisz jej kwestie finansowe. A tu taki strzał w kolano.

    • Hej Piotr,

      Wracam sobie wieczorem z pracy, odpalam spokojnie bloga, a tu taki ciekawy komentarz… I cóż ja mogę na to odpowiedzieć? Nawet nie wiem, czy to żart, czy na poważnie.

      Możesz być pewny, że życzę wszystkiego co najlepsze zarówno Tobie, jak i Twojej żonie. Jestem głęboko przekonany, że wspólne cele finansowe i wspólne decydowanie o rodzinnych pieniądzach na pewno nikomu nie zaszkodzą 😉

      Gdybyś jednak na poważnie myślał to, o czym piszesz, to daj znać co konkretnie masz na myśli. Postaram się precyzyjnie odpowiedzieć. Serdecznie Cię pozdrawiam.

  5. Z zaangażowania w sprawy finansowe tylko jednej strony zawsze wynikają nieporozumienia – zazwyczaj jest tak, że ten, kto prowadzi budżet i zdaje sobie sprawę jak wygląda rzeczywistość, jest traktowany jak strażnik teksasu, któremu wszyscy inni domownicy próbują „wyrwać” trochę kasy ;p A on ma na sobie całą odpowiedzialność za byt rodziny, więc się opiera – i stąd konflikty. Rozłożenie odpowiedzialności akurat w tej kwestii na pewno rozluźnia sytuację! Artykuł zaliczam do bardziej „motywujących” niż informacyjnych, ale takie też są ważne ;p
    Pozdrawiam,
    Marta

  6. Witaj Marta, dziękuję za komentarz.

    W pojedynkę faktycznie niewiele się zdziała w rodzinnych finansach. Gdy jedna osoba oszczędza, a druga swobodnie wydaje – efekt będzie słaby. Gdy jedna osoba chce spłacić długi, a druga pojechać na drogie wakacje – efekt znów będzie słaby.

    Takie sytuacje mają zwykle większy wpływ na stan finansów niż cała wiedza o finansach, inwestycjach i wszelkie matematyczne obliczenia. Dlatego od czasu do czasu piszę o sprawach mniej „finansowych” a bardziej „osobistych” – zgodnie z tematem bloga;)

  7. Witam,
    po 5 latach małżeństwa i zarządzania domowym budżetem szczerze porozmawiałam z mężem o naszej przyszłości finansowej. Na razie namówiłam go do spisywania przychodów i rozchodów, ale o wspólnym koncie nawet słyszeć nie chce. Ufam mu, więc nie naciskam, ale wolałabym mieć 1 konto. Tak byłoby prościej.
    Pozdrawiam 🙂

    • Hej Marzena,

      Dziękuję za komentarz. Nie naciskaj, wiesz jak to jest z facetami, opierają się 😉 Czas zrobi swoje.

      U nas wspólne konto sprawdza się bardzo dobrze. Poza tym jest wiele zabawnych sytuacji. Na przykład żart mojej zony z wczoraj: „Kochanie, to kim jest ta boska Jola?” – a boscaiola to restauracja, w której byłem na spotkaniu 😉

      Serdecznie pozdrawiam

      • Podobna sytuacja była u mnie w rodzinie. Przeglądając historię konta mąż do żony mówi: „Słuchaj, chyba zeskimmowali Ci kartę, jakiś Niemiec”. Okazało się, że żona robiła zakupy w Charles Vögele 😉

  8. Dzięki za ciekawy artykuł.

    U nas jest podział prosty. Ja zarabiam, żona wydaje.

    No może nie jest zupełnie tak, bo żona też trochę zarabia, a ja też trochę wydaję. W każdym razie „cele finansowe” mamy wspólne. Na razie zbieramy na mieszkanie.
    Konta mamy oddzielne, ale przepływ między nimi jest dość swobodny. Jak jest potrzeba, to się przelewa w tę albo we w tę. Poza tym żona korzysta z karty kredytowej przypiętej do mojego konta, bo tak jest prościej przy comiesięcznym spłacaniu.

    Przez krótki czas próbowaliśmy robić trik z dawaniem każdemu z nas miesięcznego „kieszonkowego” – puli pieniędzy, które mogliśmy wydawać bez tłumaczenia się drugiej osobie. Ale to nie wyszło. Trzeba było tylko ciągle liczyć i zastanawiać się z której puli jaki wydatek, a na sposób wydawania pieniędzy to nie miało specjalnie wpływu.

    • Hej Piotr,

      Dziękuję za komentarz.

      Myślę, że Ty chyba jednak też wydajesz – jak zrobicie wspólny budżet, to prawda wyjdzie na jaw ;).

      Ja również dość długo sądziłem, że żona wydaje sporo więcej, tymczasem po wprowadzeniu zasady wspólnego budżetu okazało się, że jednak wydawałem sporo, tyle, że na inne rzeczy.

      Tak to już jest, że percepcja może być zupełnie inna od rzeczywistości, dlatego dobry domowy budżet to podstawa.

      My, faceci, mamy też tendencję do niedoceniania rzeczywistego wkładu naszych żon w finanse rodziny.

      Gdy żona nie pracuje zawodowo, bo na przykład zajmuje się dziećmi, poświęca swój czas na ich wychowanie oraz zajmuje się domem – stawiamy się w roli kogoś, kto utrzymuje rodzinę. A to nie do końca jest tak.
      Pomyśl tylko, ile musiałbyś zapłacić osobie, która przez tyle godzin i z takim poświęceniem dbałaby o dom i dzieci.

      W wielu przypadkach byłaby to zapewne kwota znacznie wyższa niż to, co mąż przynosi do domu jako wypłatę…

      • Aktualne ceny w Szczecinie: niania – 1400zł za 9 godz/miesiąc, sprzątanie mieszkania 100zł/tydzień…

  9. Ja zawsze miałam wspólne konto z mężem, a nawet z jeszcze narzeczonym! Wpłacaliśmy tam stypendia naukowe i zbieraliśmy na wspólną przyszłość 🙂 Po studiach i po ślubie konto stało się naszym wspólnym kontem, na które wpływają pensje. Mój mąż nie pamięta do niego hasła i zagląda tam może raz na pół roku, ale za to ja zawsze mu mówię jak wpłyną jakieś środki (niezależnie czy na niego, czy na mnie) – nie tylko pensje, ale też np. 100zł za publikację przepisu w gazetce kulinarnej, zawsze mu mówię z jakim saldem kończymy miesiąc i czy coś przelałam na lokatę lub konto oszczędnościowe. Mąż wielokrotnie „odgrażał się”, że zrobi sobie własne konto, ale ja zawsze ucinałam takie dyskusje mówiąc, że musi mnie upoważnić, bo jesteśmy małżeństwem i się po prostu nie zgadzam na osobne konto 🙂 I tak też się stało w momencie, jak został zmuszony założyć działalność gospodarczą. Księgowy polecił założenie osobnego konta dla „firmy” w celu sprawniejszych rozliczeń. Na drugi dzień byliśmy w banku i podpisywaliśmy upoważnienie 🙂

    PS. Jestem bardzo szczęśliwa, że wystąpił Pan w Dzień dobry TVN i dzięki temu trafiłam na Pana blog. Czytam go z dużym zainteresowaniem i już oczekuję na zamówioną książkę 🙂

    • Cześć Basiu. Dziękuję za komentarz i życzę Ci przyjemnej lektury ksiązki. A jak przeczytasz, daj znać, czy była OK.
      Może pomoże w tym, abyście o finanse dbali jeszcze „bardziej razem” 🙂
      Serdecznie Cie pozdrawiam.

  10. Małgorzata

    Witam Panie Marcinie:)
    ja również bardzo się cieszę, że „odkryłam” Pana w DDTVN. Od razu zamówiłam Pana książkę i czytamy ją teraz razem z mężem. Od wielu lat rozmawiamy o uporządkowaniu naszych finansów, ale zawsze kończyło się na gadaniu, a dodam, że oboje mamy luźny stosunek do wydawania pieniędzy i tkwimy w długach po uszy. Pana książka jest tym bodźcem do konkretnego wprowadzenia w życie naszych zamierzeń. Dzisiaj rozmawialiśmy sobie, jak to będzie fajnie za rok, kiedy przy kawie stwierdzimy, że spłaciliśmy już wszystkie nasze karty i jesteśmy wolni:).
    I przy okazji – świetnie napisał Pan tę książkę, gratuluję.

    • Cześć Małgosiu,
      Przejdźmy proszę na „Ty”, jaki tam ze mnie „pan” 😉
      Cieszę się bardzo, że dobrze się Wam czyta – bardzo mi na tym zależało. Trzymam za Was z całej siły kciuki i wierzę, że uda się Wam pozbyć tych długów. A potem zobaczycie o ile łatwiej jest budować finansowe bezpieczeństwo. Wszystkiego dobrego!

  11. Najlepiej to nie ufać i się pilnować. Od tego są programy szpiegowskie, np. ninja logger. I tyle.

  12. Hej Marcin,

    Właśnie trafiłem na Twojego bloga i bardzo fajnie mi się go czyta – dobra robota 🙂

    Ja opracowałem z żoną jeszcze inne podejście do domowego budżetu, mając na uwadze to, że z jednej stony mamy wspólne cele, chcemy mieć wspólne oszczędności, ale z drugiej strony chcielibyśmy mimo wszystko mieć trochę prywatności i „anonimowości”, chociażby przy zakupie prezentów dla siebie.

    U nas kwestia finansów wygląda następująco:

    Mamy 4 konta:
    1) konto osobiste żony
    2) moje konto osobiste
    3) wspólne konto na bieżące wydatki
    4) wspólne konto oszczędnościowe

    Wszystkie wpływy (wypłaty, premie, bonusy, itd) są przelewane na wspólne konto oszczędnościowe (4). Na początku każdego miesiąca ja (z racji tego, że uwielbiam zajmować się finansami) przelewam na nasze osobiste konta (1) i (2) TAKĄ SAMĄ kwotę (niezależnie od naszych dochodów) oraz na wspólne konto na bieżące wydatki (3), z którego pokrywamy wszystkie opłaty w danym miesiącu. Pozostałych pieniędzy na koncie (4) staramy się nie ruszać bez poważnego powodu.

    Dzięki takiemu podejściu, mamy zarówno wspólne konta, jest ich pełna przejrzystość i nie ma mowy o braku zaufania, a z drugiej strony, jeżeli chcę coś kupić żonie, czy nawet sobie, to nie muszę się „spowiadać”, ponieważ dokładnie taką samą ilość pieniędzy ma żona na swoje wydatki, które mnie też nie powinny interesować.

    Pomaga nam to również w takiej kwestii, że ja jestem osobą raczej oszczędną, a żona jest… kobietą 🙂 Wiem, że jakbym widział co drugi dzień w historii naszego wspólnego konta, że sobie coś kupiła „bo była mega promocja” to mogłoby się to niekoniecznie dobrze dla nas skończyć. Teraz, gdy mamy z góry ustalone kwoty przelewów nic takiego nie ma prawa zajść. Żona codziennie może mi pokazywać co sobie kupiła, a ja jestem spokojny, ponieważ wiem, że mieści się w ustalonych granicach.

    Co Ty o tym sądzisz?

    Pozdrawiam,
    Sylwek

    • Hej Sylwek,

      podoba mi się Twój sposób rozliczeń, ponieważ pozwala to na kompromis pomiędzy moją potrzebą wspólnoty majątkowej i potrzebą niezależności finansowej mojego partnera (zastanawiamy się obecnie nad wspólnym rozliczaniem finansów). Pytanie do Ciebie: czy długo już korzystacie z takiej formy rozliczeń? Czy nie dochodzi do zgrzytów w przypadku, gdy jeden z partnerów zarabia dużo więcej?

      Pozdrawiam,
      Magda

  13. Bo to co nas podnieca,
    to się nazywa kasa,
    a kiedy w kasie forsa,
    to sukces pierwsza klasa.

    Bo to co nas podnieca,
    to czasem też jest seks,
    a seks plus pełna kasa,
    to wtedy sukces jest.

    pozdrawiam 🙂

  14. „A co jeśli ktoś nie ufa żonie czy mężowi na tyle, by dać mu dostęp do „swoich” pieniędzy?
    Cóż, wtedy prawdziwym problemem jest chyba raczej coś innego niż same finanse…”

    Kahem!
    Mąż ma dostęp do mojego konta w sensie takim, że zna loginy, hasła i piny, i ufam mu na tyle.
    Jednakże nie planujemy łączenia kont w jedno. Nie z powodu braku zaufania, tylko dlatego, że dobrze się znamy. Wiem, że mąż ma lekką rękę do pieniędzy – jak będzie miał na swojej głównej karcie pieniądze do wydania, to je wyda. On też o tym wie. Reforma osobowości jest trudna i na razie nie rokuje. Jakoś uważam, że posiadanie oddzielnych kont nie jest tu objawem braku zaufania, a jedynie rozsądku.

    • Cześć Weronika,

      No tak, w sytuacji kiedy nasz partner ma „lekką rękę do pieniędzy” to może być dobra strategia. Ale problemem jest właśnie ta „lekka ręka do pieniędzy”. Uważam, że warto razem ustalić priorytety, bo kiedy jedna osoba stara się oszczędzać, a druga swobodnie sobie wydaje, to nic z tego nie będzie… Widziałem to już wiele razy.

      Może dlatego, że jestem facetem, nie do końca potrafię też złapać tej subtelenej różnicy pomiędzy: „mam osobne konto, bo nie ufam Ci, że będziesz postępował z naszymi pieniędzmi odpowiedzialnie”, a „mam osobne konto, bo masz lekką rękę do pieniędzy” 🙂

      • Mój mąż wydziela mi pieniadze , nie mam dostepu do jego konta.
        Musze sie prosić nawet o najdrobniejsze kwoty.
        Rozmawiałam o tym z nim ale to jak grochem o śćiane tłumaczy to tym , żebym sier nie zajmowała tym.Myśle , że cos ukrywa przede mną.
        Nie wiem jakie ma dochody , czuję sie poniżona ciąłym proszeniem o pieniadze.
        On nie rozumie tego..———————————————————————–

  15. Marcinie,
    odważny temat i trudny, czasem nawet bardziej niz inwestycje 😉

    Czytam komentarze i tak sobie myślę, ze o wiele prosciej jest, gdy para jest ze soba dlugo np od czasow poczatku kariery zawodowej obu stron.
    Co w sytuacji, gdy zwiazek tworzy sie juz w bardziej „doroslym” wieku i każdy ma (bądź nie) juz swoj portfel, oszczędności, zobowiazania itp.?
    Jak to zorganizowac w takiej sytuacji? 🙂
    Temat można bardziej skomplikowac, np dziećmi swoimi i wspolnymi?
    Ha! I co wtedy? 🙂

    Pozdrawiam i 3mam kciuki za Bloga Roku.

    • Hej Jawa,
      Bardzo słuszne spostrzeżenia.
      Myślę, że trzeba będzie pociągnąć temat i pokazać również sytuacje bardziej złożone. Dobry pomysł na kolejny artykuł – dziękuję serdecznie za sugestię 🙂

  16. Marcin, jak zwykle świetny wpis!
    Mimo że jestem mężatką dopiero od pół roku, to mieszkamy ze sobą koło 4 lat i już od długiego czasu wspólnie decydujemy o naszych wydatkach. I dziwię się, że ktoś może uznawać temat finansów w związku za temat tabu (są takie pary), bo dla mnie w związku nie ma tematów tabu, po prostu.
    U nas dobrze sprawdza się wspólne konto, na które spływa wynagrodzenie (dodatkowo pracujemy razem we własnej firmie, więc już w ogóle rozdzielanie tego byłoby bez sensu). Z tego konta pokrywamy wszystkie wspólne wydatki – od jedzenia, przez chemię i kosmetyki, po podróże i sprzęty do domu. Dodatkowo każde z nas ma jakąś część pieniędzy na swoje wydatki i trzyma je na swoim koncie – to też są zawsze równe kwoty, czyli w danym miesiącu ja mam tyle samo „kieszonkowego” co mąż. Te pieniądze wydajemy na co chcemy, w praktyce głównie na ubrania (to jedyna rzecz, której nie kupujemy ze wspólnej kasy), piwo czy kawę na mieście (jeśli wychodzimy osobno) i na prezenty dla siebie nawzajem, czasem na fryzjera, kosmetyczkę itp. W ten sposób nigdy nie pokłóciliśmy się o pieniądze, nigdy nie mamy do siebie pretensji, że druga strona kupuje droższe ubrania albo wydaje na coś bez sensu – bo zachcianki pokrywamy z „kieszonkowego”, a o wspólnych wydatkach decydujemy wspólnie. Pozdrawiam!

    • Cześć Agnieszka,
      Dziękuję za komentarz. Jak widać macie dobry i sprawdzony sposób wspólnego dbania o finanse rodziny – i dokładnie o to chodzi.
      U nas też funkcjonuje zasada, że każdy ma swoją kwotę na „drobne przyjemności”, którą wydaje na co chce z niczego się nie tłumacząc. 🙂 To bardzo potrzebne.

  17. Za kilka miesięcy wychodzę za mąż i poza wszystkimi wspaniałymi sprawami związanymi z małżeństwem, wspólnym życiem, zawsze miałam wątpliwości dotyczące wspólnych finansów. I nawet jeśli jestem zwolennikiem prowadzenia domowego budżetu, to wizja jednego spólnego konta wydaje mi się kiepskim rozwiązaniem. Chyba nie miałabym wówczas poczucia niezależności….
    Najbardziej przekonuje mnie rozwiązanie Sylwka.
    No ale w sumie to Wy macie większe doświadczenie w kwestii małżeństwa niż ja, póki co 😉
    Pozdrawiam

    • Cześć Edyta,
      Dziękuję za komentarz. Grunt, żeby wspólnie się na te tematy dogadać. 😉 Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia! 🙂

  18. Marcin,
    to zdecydowanie jeden z Twoich najlepszych artykułów! I zdecydowanie bardzo życiowy.
    Z moim mężem mamy dość odmienne podejście do finansów – ja prowadzę xls, bezpieczny materac finansowy to dla mnie 5-krotność naszych zarobków, wszystko zaplanowane itp. Mój mąż z kolei uważa, że fajnie mieć jakieś oszczędności, ale zarabiamy nie po to by odkładać a po to by też z życia korzystać i do tego excel nie jest mu potrzebny. Gdzieś musieliśmy znaleźć złoty środek. Przyznaję, że nie było łatwo 🙂 W końcu stanęło na tym, że ja jestem osobą która głównie zarządza finansami, ale xls jest na wspólnym dysku, więc mój mąż może w każdej chwili do niego zajrzeć. Co więcej przeszedł z niego „przeszkolenie” :), a w szufladzie biurka leży zamknięta koperta, do której mam nadzieję szybko nie zajrzy. Są tam spisane wszystkie najważniejsze rzeczy typu: podatek wieczysty trzeba płacić co roku pod koniec lutego, numer OFE jest taki i taki, a o wypłatę ubezpieczenia trzeba się zgłosić do tego i do tego. Konto mamy wspólne, z zachowaniem swojego symbolicznego kieszonkowego na różne zachcianki (lub prezenty dla drugiej połówki 🙂 ). Czy działa? Zazwyczaj tak, chociaż każde z nas musi iść na kompromisy – ja uczę się ciągle akceptować niewielkie „szaleństwa” finansowe i skoro dostałam nagrodę w pracy to zanim ją przeleję na konto oszczędnościowe to część z niej wydaję na zupełnie niepotrzebną, kolejną parę butów (ale za to jaką piękną!!!). Mój mąż zaś stara się hamować swoje „gadżeciarstwo” 🙂
    Grunt to nie narzucać swojej „jedynie słusznej” strategii finansowej 🙂 I skoro już bierzemy na siebie odpowiedzielność za prowadzenie finansów, to spiszmy gdzieś w jednym miejscu „instrukcję” – tak na wszelki wypadek.

    • Hej Karola,

      Bardzo dobre rady – szczególnie te z tą kopertą. W „razie czego” taka koperta jest nieoceniona.
      I całkowicie się zgadzam z tym stwierdzeniem: „Grunt to nie narzucać swojej „jedynie słusznej” strategii finansowej”.
      Serdecznie pozdrawiam.

  19. Marcinie, idealnie wstrzeliłeś się z tematyką wpisu.
    Właśnie tydzień temu omówiłem z narzeczoną nasze cele finansowe, budżet już prowadzimy (Twoja książka była bardzo inspirująca, choć swoją cegiełkę ma też @szafii ze swoim blogiem).

    Jesteśmy jeszcze przed etapem wspólnego konta.
    Czy uważasz, że założenie n kont oszczędnościowych dedykowanych dla poszczególnych celów jest dobrym pomysłem? Zlecenia stałe odciążyłyby od pamiętania o zasilaniu w/w kont.
    Czy konta mające kilku właścicieli są droższe od takich dla pojedynczej osoby? Jak wygląda koszt 2 kart do takiego konta?
    Oj, chyba przydałby się przegląd kont pod takim kątem 🙂

    Słyszałem też o zasadzie „wszystkie zakupy droższe niż np. 200 zł konsultujemy” – czy takie coś może się udać? Opcja z „anonimowym kieszonkowym” wydaje się chyba lepsza…
    Pozdrawiam

  20. Bardzo dobry artykuł 🙂 Jesteśmy z mężem od 8 lat i mamy osobne konta, ale nie dzielimy finansów na moje twoje. Ja mam dostęp do jego konta i portfela i wzajemnie on do mojego. Mamy trójkę dzieci w tym jedno niepełnosprawne i tak na prawdę żyjemy z dnia na dzień. Dzisiaj chcąc upiec dzieciakom pączki pożyczyłam pieniądze ze skarbonki córki.
    Oboje dojrzeliśmy chyba do tego że pora na zbudowanie jakiegoś zabezpieczenia finansowego dla naszej rodzinki.
    Nie czujemy się biedni, nie mamy kredytów, ale też nie mamy nic swojego oprócz miłości i dzieci.
    Pozdrawiamy 🙂 nieporadni M. R. Z. F. M.

    • Renato, kompletnie urzekł mnie Twój wpis! Macie to, co najważniejsze, z całego serca życzę Wam, by udało się zrealizować cele bezpieczeństwa finansowego dla Waszej rodziny! Pozdrawiam 🙂

  21. Wyjątek potwierdza regułę. Jestem 20 lat po ślubie, 17 lat mieliśmy wspólne konto i była to według obojga jedyna słuszna opcja. 3 lata temu podjęłam drastyczną decyzję dwóch oddzielnych kont i liczenia się fifty-fifty. W zasadzie podjęliśmy ją oboje, ale mąż szybko chciał się z niej wycofać. Dlaczego tak się stało, to jak wiadomo temat dla psychologa, albo terapeuty małżeństw, nie będę już obciążać tym Ciebie, Marcinie. Choć czytając Twoje wpisy, zaczynam podejrzewać, że i z tym poradziłbyś sobie śpiewająco… Jaki bilans po trzech latach? Żałuję, ze nie wprowadziłam „rozdzielności majątkowej” wcześniej. Mąż zaczął dużo więcej pracować, żeby zarobić na swoją część opłat, zaczął się martwić nie tylko o to, skąd wziąć pieniądze na OC samochodu, ale również na opłacenie gazu. I, co równie ważne, nie przepytuje mnie ile kosztowały kozaki, i czy na pewno potrzebuję nowych spodni. Jak mam za co i potrzebuję – to kupuję. Z perspektywy mojej rodziny, była to decyzja idealna. Choć zawsze byłam i jestem nadal, za jednym wspólnym kontem w małżeństwie.
    Pozdrawiam. Blog najlepszy, jaki dotychczas poznałam.

  22. Dzień dobry!

    O Twoim blogu, Marcinie, słyszę już od dawna od mego męża, który jest Tobą dosłownie zachwycony. „Sprzedaje” mi co chwilę kolejne ciekawostki, jakie przeczytał oraz opowiada odcinki programu „Prosty rachunek”, które ogląda w Internecie, bo nie mamy telewizora (i jest to świadoma, podjęta wspólnie decyzja;-)). Dzieli się także ze mną swoimi przemyśleniami wynikającymi z lektury Twoich wpisów, a ostatnio sporządził nawet baaardzo długą listę punktów odpowiadając sobie na pytanie dlaczego biedni są biedni, a bogaci są coraz bogatsi. Brzmiało to wszystko bardzo przekonywająco.

    Fascynacja mego męża mnie zaintrygowała i zajrzałam tu dziś po raz pierwszy, zaczynając od ostatniego wpisu w ostatniej kategorii – „związek i pieniądze”.
    I przeczytawszy chciałabym pogratulować Ci lekkiego pióra. Świetnie się czytało i już wiem, że będę tu zaglądać regularnie;-)

    Komentarze pod wpisem skłoniły mnie do podzielenia się moim/naszym doświadczeniem. Postaram się nie rozwlekać;-) Wpis skonsultowałam z mą drugą połową;-)

    Jesteśmy małżeństwem od 2013 roku, mamy po 30 lat. Przed ślubem żyliśmy odmiennie – ja mieszkałam z dala od domu rodzinnego, pracując na swoje utrzymanie od 2007 roku, wynajmując kolejne pokoje w mieszkaniach wieloosobowych (ze studentami i osobami po studiach). Nigdy nie miałam oszczędności większych niż 3000 zł, moje wynagrodzenie było raczej skromne, ale pozwalało na realizację planów rozwojowych i podróżniczych. Mąż do dnia ślubu mieszkał z rodzicami (bardzo się tego bałam, o czym oczywiście wiedział – ja, taka niezależna i samodzielna i chłopak, który spod skrzydeł mamy idzie pod skrzydła żony). Mój mąż miał w tym jednak chytry plan – mając niskie koszty utrzymania odkładał pieniądze na przyszłe mieszkanie.

    Jeszcze przed ślubem rozmawialiśmy o tym, jak wyobrażamy sobie wspólny dom, włącznie z finansami. Bogu niech będą dzięki, że mamy podobny poziom potrzeb! Oboje uwielbiamy Excela, oboje prowadziliśmy sobie coś na wzór budżetu (przyznam, że u mnie działało to raz lepiej, raz gorzej). Ustaliliśmy, że jako małżeństwo będziemy mieć wspólne konto, żeby jednak zachować pewną niezależność i mieć komfort psychiczny chcieliśmy, że każde z nas miało kieszonkowe, którego nie wpisuje w Excela z wydatkami.

    I tak to u nas działa:
    -ja mam swoje konto, jeszcze z czasów panieńskich, na które wpływa moje wynagrodzenie. Z tego konta przelewam wynagrodzenie minus kieszonkowe na nasze wspólne konto. Do tego konta mam kartę, z której robię zakupy zarówno dla siebie, jak i domowe
    -ze wspólnego konta korzystam osobiście niezwykle rzadko, ale z niego opłacamy wszystkie rachunki. Do tego konta mamy jedną kartę, nosi ją mój mąż. Celowo nie wyrabialiśmy drugiej karty dla mnie.
    -mamy jeszcze konto w banku, w którym wzięliśmy kredyt mieszkaniowy (dzięki oszczędnościom życia mego męża nie jest kosmicznie wysoki, ale jednak) i z niego właściwie nie korzystamy, ale jest, bo musi.
    -jest jeszcze jedno konto, na którym mamy oszczędności (bo ma najwyższe oprocentowanie).

    Sporo tego i średnio się orientuję jak logować się w razie pilnej potrzeby na dwa ostatnie konta. Mamy jednak plik w Excelu, w nim zapisane wszystkie numery kont, a loginy i hasła są przechowywane w zaszyfrowanym pliku w bezpiecznym miejscu .

    Obecnie jesteśmy na etapie analizowania wszystkich za i przeciw posiadania tych kont i zastanawiamy się nad minimalizacją kosztów utrzymywania kart.

    Raz na kilka dni (czasem rzadziej) wprowadzamy do Excela zakupy, sprawdzamy wykonanie budżetu, w tym pliku mamy też informacje o dochodach, oszczędnościach i kwocie kieszonkowego (150-200 zł na osobę miesięcznie). Plus podsumowanie, z tego wyciągane średnie miesięczne, które sobie czasami analizujemy i dziwimy się, że najwięcej wydajemy na prezenty dla innych;-) Ale to przez liczbę ślubów w naszej rodzinie:)

    Mój mąż zdecydowanie bardziej interesuje się tymi cyferkami i to on je wprowadza, a ja zaglądam jak mi się przypomni (mamy plik udostępniony w sieci dla nas obojga).

    Zazwyczaj też ustalamy wydatki inne niż jedzenie czy drobne sprzęty do domu (do kwoty 50 zł) i jak dotąd nie było kłótni o finanse. Ja mam zwykle więcej niż mąż pomysłów na wydawanie 🙂 ale są to zazwyczaj pomysły na rozwój lub coś do domu, a nie kolejna para butów;-)

    A kto wydaje więcej? Hmm.. Doszliśmy do wniosku, że „utrzymanie” kobiety wymaga jednak wyższych nakładów – fryzjer, kosmetyki kolorowe (podkład, puder), kremy. Ustaliliśmy jednak, że i mój mąż na tym korzysta, więc na ww. idą pieniądze z budżetu wspólnego;-)

    Szwankuje nam tylko kwestia rozliczania zakupów do domu, które robię ja z mojej karty. Co kilka dni podliczamy ile mamy mnie do zwrotu – i mąż przelewa na moje konto przeróżne kwoty. Pewnie rozwiązaniem byłaby druga karta do wspólnego konta, co właśnie zdecydowałam się przemyśleć:)

    Co nam daje taki system?
    -przejrzystość w zakresie finansów domowych
    -porządek w ww.
    -możliwość planowania większych wydatków
    -możliwość śledzenia zmian cen artykułów, które nas interesują
    -o dziwo scala nasz związek:) Jak tak sobie siedzimy razem i patrzymy w cyferki, planujemy zakupy mebli czy wyjazdy…

    I właściwie to chyba wszystko o czym chciałam napisać:) Przepraszam, jeśli kogoś zanudziłam. Jeżeli jednak tego posta przeczyta ktoś, kto waha się czy rozpocząć „poważną rozmowę o domowych finansach” lub czy dać szansę Excelowi – zachęcam;-)
    Warto!

    Pozdrowienia dla Autora i Czytelników bloga!

    • Cześć Jolu,

      Bardzo dziękuję za super ciekawy komentarz. Świetnie, że znaleźliście sposób na wspólne i świadome zarządzanie finansami. To jeden z najważniejszych czynników sukcesu: robić to WSPÓLNIE, a nie „po kryjomu” lub unikać tematu finansów w naszym związku, bo temat jest trudny.
      Serdecznie Cię pozdrawiam i oczywiście proszę o pozdrowienie męża, któremu zawdzięczam Twoją wizytę na blogu 😉

  23. Witam,

    Interesujący wpis i podzielam zdanie autora. Dla mnie wspólnota po ślubie to wspólne finanse, wydatki i przyjemności. Planowanie wspólnie naszego życia i odkładania na to pieniędzy. Większość osób które skomentowały wpis mają podobne poglądy a zastanawiam się jak wygląda u Was dostęp do majątku który zgromadziliśmy przed ślubem ? Czy daliście swojej żonie mężowi udziały w firmie, pełnomocnictwa do prywatnych kont, udział w domu, mieszkaniu ? Jak te kwestie zostały rozwiązane w waszych związkach ?
    Czy normalne jest aby nasz partner od razu po ślubie chciał nieograniczony dostęp do Wszystkiego ?

  24. Mój mąż nie podjął nigdy tematu mojego udziału w firmie, prowadzonej przez niego wraz z jego matką.
    Nie otrzymałam nigdy pełnomocnictwa do jakiegokolwiek jego konta, udziału w jego domu itd.
    Teściowie zadecydowali o finansach naszego małżeństwa, nie było mowy nawet o jednym wspólnym koncie, nie wiedziałam nic o zarobkach męża, Moją powinnością było jedynie kupowanie jedzenia i dokładanie po połowie do urządzania i wykańczania domu męża. Prosiłam wielokrotnie o omówienie kwestii finansowych, bezskutecznie, a nawet usłyszałam, ze takie rozmowy nie powinny się odbywać, bo to jest wyłącznie prywatna sprawa.

  25. Niestety moim zdaniem wszelka wspólnota prowadzi do problemów. Zdrowi dorośli ludzie maja osobne konta. Nie zarabiasz nie wydajesz. Wspólne wydatki to mieszkanie, reszte każdy płaci za siebie. Po jednym nieudanym małżeństwie z tego powodu wiem że nigdy wiecej nie zdecydowałabym się na wspólnotę. Nie chcesz pracować uczyć się .. twoj problem. Partner czy partnerka to nie zabezpiecznie.

  26. Gdy w małżeństwie jest źle, to wspólne konto takiego związku nie naprawi. Gdy jest dobrze, to osobne konta tego nie popsują. Uważam, że te kwestie można pominąć. Wspólne lub osobne rachunki w banku nie są synonimami wspólnoty finansowej bądź jej braku. Raczej wolałabym się skupić na ekonomicznych, prawnych i czysto praktycznych zaletach/wadach każdego z rozwiązań. Według mnie jedyną naprawdę groźną sytuacją jest ta, gdy tylko jedno z małżonków ma konto. Albo gdy występują wyraźne dysproporcje w gromadzonym na obu kontach kapitale. Bo na wypadek śmierci właściciela jedynego konta albo konta bogatszego, wdowa/wdowiec może znaleźć się w tarapatach finansowych do momentu zakończenia procedur spadkowych.

  27. Witam, moim zdaniem kwestia finansów to kwestia wzajemnego zaufania. Małżeństwo =wspólne życie=wspólne finanse. Brak zaufania to nie związek, to już oddzielne życie. Wzajemny szacunek wymaga, aby budować związek na zaufaniu. Inaczej jak budować wzajemną bliskość ?
    Moje małżeństwo nie jest dobrym przykładem. Wielokrotnie rozmawiałam z mężem, że zasady jakie on wprowadził / oddzielne konta, oddzielne wydatki małe i duże, brak informacji o wysokości dochodów / spowodują, że zaczniemy się od siebie oddalać. Odpowiadał, że chce mieć tylko święty spokój. Nie umiem zaakceptować bieżącej sytuacji. Coraz częściej myślę o rozstaniu. Chcę zachować szacunek dla siebie. To nie kwestia , żeby mieć te pieniądze, ale postawa męża skłania mnie do odejścia.

Odpowiedz