Kredyt hipoteczny w CHF – nadpłacać czy czekać na zmianę kursu?

116

finanse osobiste kredyt w CHF

Pamiętacie jeszcze rok 2011? W Europie prawdziwy Armagedon. Ministrowie finansów Unii Europejskiej obradują w sprawie udzielenia bankrutującej Grecji kolejnego programu pomocowego. Jeszcze więcej emocji wzbudzają informacje z Włoch, będących na drugim miejscu po Grecji na liście europejskich krajów z najwyższym długiem w stosunku do PKB. Euro znajduje się na rekordowo niskim poziomie względem franka szwajcarskiego oraz japońskiego jena, co uderza rykoszetem w naszą walutę. W kilka miesięcy złoty traci w stosunku do franka kolejne 25% przebijając poziom 3,70 PLN/CHF…

W tym samym czasie osoby posiadające kredyt w CHF zmagają się z coraz większym stresem, a banki zaczynają wypowiadać niektóre umowy kredytowe, przewalutowując zobowiązania na PLN. Jeśli ktoś w połowie 2008 roku kupił mieszkanie za 600 tys. złotych i sfinansował je kredytem we frankach, ma do spłacenia już 1,1 mln złotych. Napięcie rośnie, nie widać znikąd pomocy, a barier mogących zatrzymać dalszy wzrost kursu brak. Czy to już koniec?….

Zdecydowana interwencja Szwajcarskiego Banku Narodowego zatrzymała szalony galop CHF, dzięki czemu od ponad trzech lat mamy trochę więcej spokoju. Świadomie piszę mamy, ponieważ pytanie o nadpłatę kredytu w CHF dotyczy również mnie.

Też jestem frankowiczem.

Jeśli mieliście już okazję przeczytać moją książkę „Jak zadbać o własne finanse” lub zapoznać się z wpisem „Kredyt hipoteczny – dlaczego 30 lat to kiepski pomysł” , to znacie zasady rozsądnego zaciągania kredytu hipotecznego:

– okres kredytowania nie dłuższy niż 20 lat;
– minimum 20% wkładu własnego;
– rata kredytu nie wyższa niż 30% dochodów netto;
– jeśli zarabiasz w PLN, kredyt weź w PLN.

Niestety, w latach „beztroskiej młodości” nie znałem powyższych zasad. W 2006 roku zainwestowałem w bardzo fajne mieszkanie w centrum Warszawy zaciągając 30-letni kredyt we franku po kursie 2,42 PLN/CHF. Wyczucie miałem idealne: ceny nieruchomości pięły się w górę, a kurs franka spadał. Półtorej roku później osiągnął poziom 2,00 PLN/CHF, zaś cena mieszkania wzrosła o ponad 30%. Wystarczyło zaakceptować jedną z licznych ofert kupna, które otrzymywałem, i zainkasować ponad 200 tys. zł czystego zysku. Wtedy jednak byłem jeszcze jeźdźcem bez głowy, zbyt przywiązanym do pomysłu zdobycia szybkich pieniędzy. Emocje przeważały nad zdrowym rozsądkiem, a brak planu wyjścia z inwestycji sprawił, że wkrótce zrozumiałem sens  finansowej anegdoty:

– Co to jest inwestycja długoterminowa?
– To nieudana inwestycja krótkoterminowa! 🙂

Kosztowna, ale niezwykle cenna lekcja. Sumiennie spłacając kredyt przekazałem do banku już ponad 117 tys. franków, a gdybym zamknął tę inwestycję dziś zostałoby mi w kieszeni około 30 tys. zł. Choć znaczną część spłat pokryli najemcy, to na tej konkretnej inwestycji jestem na minusie. Cóż, jak powiedział Seneka: Errare humanum est!

Jak więc widzicie też jestem frankowiczem. Wprawdzie nietypowym, bo to jednak mieszkanie na wynajem, a jego wartość przewyższa kredyt, ale intensywnie zadaję sobie pytania związane ze spłatą tego kredytu.

Pytanie pierwsze: Co z kursem franka?

Poniższy wykres ilustruje kurs CHF/PLN za okres ostatnich 10-ciu lat:

finanse osobiste CHFPLN 10 lat_small

Widzimy systematyczne umacnianie się złotówki w latach 2004-2008, następnie gwałtowne umocnienie franka do szczytów w 2011 i wreszcie stopniową stabilizację kursu. Patrząc jedynie na ten wykres może nam się wydawać, że frank bez wątpienia jest drogi i warto poczekać, aż kurs będzie bardziej opłacalny. Większość analityków przewiduje, że frank będzie stopniowo taniał. Najczęściej wymieniane powody dotyczą dwóch elementów:

a)      Frank szwajcarski jest specyficzną walutą, traktowaną przez inwestorów jako tzw. bezpieczna przystań (ang. safe haven). W czasach niepewności i rynkowych zawirowań sprzedają oni ryzykowne aktywa – jak akcje czy waluty rynków wschodzących – i lokują je w CHF. Zwiększony popyt na franka winduje wówczas jego kurs, co doskonale było widać w czasie ostatniego kryzysu finansowego. Ostatnio jednak wody światowego oceanu inwestycji uspokoiły się na tyle, że czekanie w bezpiecznym porcie jest mało opłacalne, więc zainteresowanie frankiem spadło.

b)      Narodowy Bank Szwajcarii jest zdeterminowany, by nie dopuścić do umocnienia się franka powyżej 1,20 EUR/CHF. Swoją determinację pokazał już kilkukrotnie skutecznie broniąc tego poziomu. Tworzy to swojego rodzaju barierę, powstrzymującą spekulacyjne pięcie się franka w górę.

Obydwa te punkty sprawiają, że dalsze umacnianie się franka wydaje się być w najbliższym czasie mało prawdopodobne . Co więcej, jeśli tempo wzrostu gospodarczego na świecie nadal będzie przyspieszać, możemy mieć do czynienia ze stopniowym osłabianiem się CHF. Przyznam szczerze, że przemawiają do mnie te argumenty, ale nauczony doświadczeniem podchodzę bardzo ostrożnie do wszelkich prognoz. Analitycy walutowi mylą się często. W 2008 roku większość z nich wieszczyła długą kontynuację osłabiania się CHF, który 3 lata później był droższy o 80%.

Nie łudźmy się: możemy analizować stosy danych i szacować prawdopodobieństwa, ale pewności nie osiągniemy nigdy. Wystarczy zaostrzenie sytuacji na Ukrainie, zwiększenie napięcia w Iraku, albo załamanie się giełd w USA, i nawet determinacja Narodowego Banku Szwajcarii nie wystarczy. Nikt nie jest w stanie przewidzieć kursów walutowych w dłuższym okresie.

Pytanie drugie: Co z oprocentowaniem kredytu?

Dużo przyjemniejszym tematem dla nas, frankowiczów, jest oprocentowanie kredytu w CHF. Wyliczane jest ono najczęściej według formuły: LIBOR CHF 3M + marża banku. W czasach gdy ja brałem kredyt marże były bardzo atrakcyjne – moja wynosi 0,8%, co sprawia, że dziś całkowite oprocentowanie kredytu to raptem 0,82%. Wynika to naturalnie z bardzo niskiego poziomu stopy LIBOR CHF. Jej zachowanie w ciągu ostatnich 10-ciu lat możecie prześledzić na poniższym wykresie:

finanse osobiste LIBOR3M 10 lat_small

Nawet w okresie rozgrzanej gospodarki poziom LIBOR 3M nie przekroczył 3,2% zaś obecnie oscyluje w okolicach 0%. Dla nas oznacza to bardzo niewielkie odsetki, zaś w przypadku równych rat – większą spłatę kapitału w każdej racie.

W moim przypadku przez 7,5 roku spłaciłem 20% kwoty kredytu w CHF. W przypadku analogicznego kredytu w PLN spłaciłbym około 13% kapitału. Przy tak niskim oprocentowaniu w każdej mojej racie odsetki to raptem 20% przekazywanej do banku kwoty, zaś cała reszta to spłacany kapitał.

Czy LIBOR CHF może wzrosnąć? Jasne. To wymagałoby jednak znacznego przyspieszenia wzrostu gospodarczego, presji inflacyjnej w Szwajcarii i dodatkowo trwalszego osłabienia kursu CHF (bardzo niskie stopy to jeden z mechanizmów stosowany przez Narodowy Bank Szwajcarii w celu zahamowania umacniania się franka). Zdaniem analityków jeszcze przez wiele miesięcy LIBOR CHF będzie pozostawał na bardzo niskich poziomach. Oczywiście, jak zwykle w przypadku danych gospodarczych, możemy mówić jedynie o większym prawdopodobieństwie danego scenariusza, nigdy zaś nie będziemy mieli pewności.

Oprocentowanie kredytu w CHF jest jednak korzystnym elementem tej układanki i przynajmniej częściowo łagodzi skutki drastycznego wzrostu kursu.

Im większa niepewność tym ważniejszy plan.

No dobrze. Siedzimy zatem z kredytami, których wartość na skutek umocnienia się franka jest znacznie wyższa niż w momencie ich zaciągania. W niektórych przypadkach zadłużenie przekracza wartość nieruchomości stanowiącej zabezpieczenie kredytu, co naraża nas na poważne nieprzyjemności ze strony banku. Sytuację ratuje nieco niska wartość LIBOR-u w CHF, ale nie zmienia to faktu, że całkowita kwota zadłużenia w PLN dość skutecznie potrafi podnieść ciśnienie.

W złożonym z 10 kroków planie budowania finansowego bezpieczeństwa, który szczegółowo przedstawiłem w mojej książce, krok nr 9 brzmi: „Zaatakuj największy dług” i dotyczy nadpłaty kredytu hipotecznego. Co jednak robić z kredytem w CHF? Czy warto jest go nadpłacać, skoro kurs zawędrował już tak wysoko? Czyż nie jest tak, że każda nadpłacona rata oznacza de facto częściowe zrealizowane naszej straty?

Mając już taki kredyt na głowie nasze pole manewru jest dość ograniczone i nie ma co ukrywać, że uzależnieni jesteśmy od rozwoju sytuacji na rynku walutowym. Niektórzy uważają nawet, że jedyna strategia to „płacz i płać”. Dla mnie takie podejście oczywiście nie wchodzi w grę. Możemy nie mieć wpływu na sytuację na rynku, ale musimy mieć plan działania, który pozwoli nam bez emocji reagować na zmiany tej sytuacji.

Aby pomóc Wam trochę w przemyśleniu własnej sytuacji, podzielę się z Wami planem, który przygotowałem dla siebie. Być może nie jest on idealny i nie gwarantuje optymalnej decyzji. Co więcej, za kilka lat ktoś pewnie spojrzy na ten plan i stwierdzi: „lepiej było postąpić inaczej”. Łatwo jednak wygłaszać takie opinie z perspektywy czasu, gdy już wiemy jak zachowywały się rynki finansowe. Takie jednoznaczne stwierdzenia wygłaszane z perspektywy czasu kwituję krótko: „analiza wsteczna zawsze skuteczna”.

W realnym świecie musimy jednak podejmować decyzje w warunkach niepewności, nie mając pojęcia co się wydarzy w przyszłości. Właśnie dlatego warto jest chwilę się zastanowić i świadomie zdecydować jak będziemy się zachowywać w zależności od rozwoju sytuacji. A zatem, jaki jest mój plan działań?

Co zamierzam zrobić?

Mój bazowy scenariusz zakłada, że frank nie będzie jednak drożał w ciągu najbliższych 2-3 lat, ale... Co tu dużo kryć – na to samo liczyłem biorąc kredyt we franku wiele lat temu. 😉 Wychodzę więc z założenia, że nikt nie jest w stanie przewidzieć kursów walutowych w długim terminie i zdaję sobie sprawę, że mogę bardzo się mylić. Czy frank może kosztować za jakiś czas 5,00 złotych? Jasne, że może… A czy kurs może spaść do poziomu 2,00 PLN/CHF? Oczywiście. Przydałby się zatem plan biorący pod uwagę zarówno bazowy scenariusz (frank taniejący), jak i dopuszczający możliwość innego rozwoju sytuacji (frank jednak dalej umacnia się w stosunku do PLN).

Mój plan jest następujący:

1)      Nie dokonuję dziś przewalutowania kredytu na PLN i nie zamykam mojej inwestycji sprzedając nieruchomość. Uważam, że byłby to niepotrzebny i przedwczesny ruch przy dość ekstremalnych poziomach kursu CHF/PLN. Trzymam się zatem scenariusza bazowego.

2)      Jeśli faktycznie frank zacznie tanieć, w odpowiednim momencie dokonam przewalutowania całości zadłużenia. Aby w takiej sytuacji nie zastanawiać się od nowa: „Przewalutować, czy nie?”, już dziś wyznaczyłem poziom kursu, przy którym to zrobię. Jak pamiętacie, zaciągnąłem kredyt po kursie 2,42 PLN/CHF. Dyspozycję przewalutowania planuję złożyć w okolicach 2,70 PLN/CHF. Choć oznaczać to będzie realizację straty na różnicach kursowych, pozwoli mi jednak na stałe wyeliminować ryzyko walutowe. W zależności od tego, jak będą kształtować się wówczas ceny nieruchomości, będę mógł sprzedać mieszkanie wyciągając trochę gotówki, lub wynajmować je w dalszym ciągu.

3)      Oczywiście bazowy scenariusz może się nie sprawdzić, frank wcale nie musi się osłabiać i być może za kilka miesięcy znów zacznie drożeć. Choć prawdopodobieństwo takiego rozwoju wypadków wydaje się niższe, wykluczyć go nie mogę. W budżecie domowym mam rezerwy i obsługa nawet dwukrotnie wyższej raty nie będzie problemem, ale dostarczanie bankowi większego zabezpieczenia kredytu zupełnie mnie nie interesuje. Na szczęście każda spłacona rata stopniowo zmniejsza wartość kredytu w CHF, a tym samym obniża również ponoszone przeze mnie ryzyko walutowe. Dziś zadłużenie wynosi 80% pierwotnie pożyczonej kwoty i z każdym kolejnym miesiącem maleje. 

4)      Takie tempo spłaty jest dla mnie zbyt wolne. Właśnie dlatego postanowiłem nadpłacać stopniowo ten kredyt, by jeszcze szybciej redukować poziom zadłużenia oraz ryzyka walutowego. Nie planuję jednak nadpłacać jednorazowo dużych kwot, tylko co miesiąc dorzucać stosowną sumę wygospodarowaną z nadwyżek w domowym budżecie. Naturalnie, jeśli frank będzie taniał, to wcześniejsze nadpłaty będą realizowane przy mniej korzystnym kursie. Jednak ich celem jest szybsza redukcja ryzyka walutowego i sprawienie, aby ewentualne umocnienie się franka było mniej bolesne.
Oczywiście wszelkie spłaty do banku dokonywane są bezpośrednio w CHF. Ja korzystam z kantoru internetowego Alior Banku – odpowiada mi ważny fakt, że wymieniane pieniądze przelewam do banku, a nie do spółki z o.o. będącej internetowym kantorem (Ważna informacja: jeżeli jeszcze nie podpisałeś w swoim banku aneksu do umowy kredytowej pozwalającego na spłaty bezpośrednio w walucie – co miesiąc wyrzucasz w błoto co najmniej kilkadziesiąt złotych. Naprawdę warto to zrobić, bo w całym okresie kredytowania uzbiera się z tego sporo pieniędzy. Link do kantoru Aliora to tzw. link afiliacyjny. Działa on tak, że jeśli zarejestrujesz się i dokonasz tam wymiany waluty korzystając z tego linku – otrzymam 20 zł prowizji za polecenie tej usługi. Polecam tylko takie produkty i usługi, z których sam korzystam i z których jestem zadowolony).

Taki jest mój „plan gry”. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że Wasza sytuacja może drastycznie różnić się od mojej, dlatego musicie wziąć pod uwagę własne okoliczności. Odpowiadając jednak na Wasze maile w tej sprawie i na pytania w komentarzach dotyczące nadpłaty kredytu w CHF, moje subiektywna opinia jest właśnie taka. Uważam, że jeśli tylko pozwala na to sytuacja finansowa, warto jest mimo wszystko stopniowo ten kredyt nadpłacać. Dzięki temu dług będzie szybciej się zmniejszał, a wraz z nim ponoszone przez nas ryzyko walutowe.

A co Wy myślicie o takiej strategii stopniowej redukcji zadłużenia w CHF? Kurs walutowy „miesza” w tej całej historii na tyle, że możliwych scenariuszy naprawdę jest wiele. Dlatego jestem bardzo ciekawy Waszej opinii.

Dziękuję Wam za czas poświęcony na lekturę. Jeżeli znacie kogoś, komu ten artykuł może pomóc, podzielcie się proszę linkiem. Życzę Wam bardzo miłego dnia i czekam na Wasze komentarze 😉

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze116 komentarzy

  1. Dokładnie Marcin. Świetna analiza 🙂
    W wirtualnym systemie kursy walut mogą się zmieniać w każdym możliwym kierunku. Prawdę powiedziawszy trudno powiedzieć, ile jest jeszcze w tym systemie rzeczywistości, a ile iluzji opartej na wirtualnym pieniądzu 😉
    Nie pozostaje nic innego jak przygotować się na każdy możliwy scenariusz wydarzeń, zamiast próbować bawić się we wróżkę 😀

  2. Przepraszam najmocniej, ale jak osoba dająca dowód tego, że ma małe pojęcie o finansach osobistych, /wzięła kredyt na mieszkanie i to w dodatku we frankach szwajcarskich (sic!)/ chce doradzać w innym w kwestii finansów osobistych? To jakiś żart? 🙂

    • Witam i dziękuję za komentarz. Zapraszam do lektury strony „autor” oraz innych wpisów, to wszystko stanie się jasne.
      Nie uniknąłem błędów, jednak dobrych decyzji finansowych było znacznie więcej. 😉 Zarówno jedne jak i drugie to bezcenne lekcje – cenniejsze moim zdaniem niż rady teoretyka. Serdecznie pozdrawiam.

      • Komentarz Pana Kawińskiego uważam, że jest nie na miejscu. Autor bloga daje wyraźny sygnał świadomości popełnionego błędu w przeszłości oraz sygnał wskazujący na to, że lekcje odrobił (kilka lat doświadczenia mocno różnicuje osobę popełniającą błędy nieświadomie od osoby, która podejmuje decyzje, potencjalnie naprawcze, z pełną świadomością zagrożeń, ryzyka ale też potencjalnego zysku wypracowanego tymi decyzjami). We wpisie wyraźnie też daje do zrozumienia (autor bloga), że recepta jest JEGO subiektywną i MOŻE nie być najlepsza z perspektywy czasu jaki jeszcze upłynie ani dla niego ani dla czytelników. bez owijania w bawełnę. Wskazuje rozwiązanie jakie przyjmuje, nie narzucając nikomu tego samego w stosunku do siebie. Ja akurat nie mogę przyjąć u siebie tego samego rozwiązania, ale przeczytałem z uwagą, przemyślam i … i dziękuję za materiał do rozważań.

        • Mariusz:

          Mnie nikt nie przekona bardziej niż właśnie człowiek który sprawę „rozpoznał walką”. Sprawa jest prosta – wiesz czemu najlepiej są opłacani w IT doświadczeni Project Managerowie ? Bo za ich błedy już ktoś kiedyś zapłacił.

          Jestem w odrobinę lepszej sytuacji – zaciągnąłem przy 3.11, a mogłem przewalutować przy 2.00 … nie skorzystałem :). Ale poza wnioskami nie ma sensu się zadręczać.

          • Michał,

            doskonałe podsumowanie. Poza pieniędzmi, o które niewątpliwie dbać należy jest jeszcze zdrowie psychiczne, o które dbać należy zdecydowanie bardziej :). Nie ma takiego, co by w życiu nie popełnił błędu. My frankowcy chcieliśmy zrobić interes życia, przecież w porównaniu ze złotowymi kredyty w CHF wypadały rewelacyjnie. Nie znam osobiście nikogo, kto wtedy zdecydował się na kredyt w rodzimej walucie uzasadniając ten wybór ryzykiem walutowym. Niby większość była świadoma, że takie ryzyko jest, ale zapewne nigdy się nie ziści. Liczono wtedy, ile CHF musiałby kosztować, aby jego wysoka cena zniwelowała korzyści płynące z niższych stóp procentowych na franku. A jednak nadszedł taki dzień … Cóż, dla mnie to dobra lekcja, choć chyba więcej korzyści wyniosą z niej moje dzieci (staram się z nimi rozmawiać na tematy finansowe), bo raczej nie zdążę już zaciągnąć kolejnego kredytu hipotecznego.

            Swoją drogą ciekawa jestem, jak dużo osób zdecydowałoby się zaciągnąć dziś kredyt w CHF pomimo posiadanej wiedzy o ryzyku, gdyby kredyty te były łatwiej dostępne. Sądzę, że wielu liczyłoby na spadek kursy w przyszłości i spłatę kredytu w mniejszej kwocie, niż zaciągnięta.

    • Każdy inteligentny człowiek zdaje sobie z tego sprawę, że nie myli się tylko ten, kto nic nie robi 😉 Problemem nie jest popełnianie błędów, ale tkwienie w nich z uporem maniaka i udawanie, że wszystko jest ok 😉
      Nie wspomnę już o tym, że tylko Ci najbardziej odważni (do których Marcin z całą pewnością należy) potrafią się do tych błędów publicznie przyznać i przestrzec przed ich popełnieniem innych.
      Super Marcin. Wymiatasz, ale pewnie sam doskonale o tym wiesz 😉

  3. Hmm… moze dlatego, ze jestem od kilkunastu godzin na nogach, czegos tutaj nie rozumiem.
    Dlaczego zdecydowales sie przewalutowac kredyt z frankow na pln’y, jesli frank spadnie do 2,70zl?
    Przeciez jak dalej bedzie spadal i np. osiagnie 2,20zl, to miesiecznie bedziesz kupowal tyle samo frankow, zeby splacic rate, ale bedzie Cie to mniej kosztowalo… skad pomysl, zeby w tym momencie przewalutowac na zlotowki?

    • Hej Paweł,
      Kurs 2,70 jest dla mnie satysfakcjonujący z punktu widzenia gotowki, jaką wyciągnę z nieruchomości. To prawda, że kurs MOŻE spaść do 2,20, ale MOŻE tam nigdy nie dotrzeć. Używając języka traderów – przy tym poziomie postanowiłem zamknąć pozycję.

      • Rozumiem.
        A co bys polecil dla eurowiczow? 😉
        Odnosnie np. mojej sytuacji: kredyt wzialem pod koniec maja 2011 roku na okres 30 lat (nie pamietam teraz dokladnie jaki wtedy byl kurs, wykres mowi, ze 3,95zl… chociaz wydaje mi sie, ze bylo to troche ponad 4zl – moze zalezy to od kursu danego banku?), patrzac na obecne poziomy euro i przewidywania na kolejne miesiace czy tez lata, jaka strategie najlepiej obrac?

  4. Witam,
    Twoje poglądy są dość zbieżne z moimi. Sam mam kredyt we frankach zaciągnięty po ok. 2,75. Skredytowałem nim mieszkanie, które teraz wynajmuję a ponieważ rata tego kredytu w chwili obecnej (po mimo wyższego kursu CHF) jest stosunkowo niska postanowiłem całość wynagrodzenia z wynajmu przeznaczać na comiesięczny zakup franków. Tak na prawdę często jeszcze dokładam parę złotych do tych franków. Franki, które „zostają” nie wykorzystane po prostu „leżą” na koncie. Mam teraz zapas na jakieś 12 miesięcy (do wykorzystania jak najemcy znikną:). Nie planuję jednak zwiększać tej rezerwy więc w tym roku zacznę nadwyżkami nadpłacać kredyt.
    Pozdrawiam.

  5. Bardzo dobry plan i trafne wnioski, że kurs CHF/PLN może się zmienić w obie strony 🙂 Do tej analizy chciałbym dodać tylko jeden element, a mianowicie to, że ECB rozpoczyna luzowanie ilościowe i podjął już w tym kierunku pierwszy krok – będą więc następne. To oznacza, że EUR będzie się osłabiać, a słabnące EUR będzie wzmacniać CHF – dlaczego? Oto wyjaśnienie: Bank Centralny Szwajcarii 3 lata temu postanowił bronić poziomu 1.20 w zględem EUR i tylko EUR, a to oznacza, że Bank Szwajcarii nie interesuje się za bardzo innymi walutami. A dlaczego zależy im właśnie na kursie EUR/CHF? Z bardzo prostego powodu: strefa EUR to ich największy rynek zbytu dla eksportowanych towarów i zbyt mocny frank względem EUR może zniechęcić klientów w strefir EUR do kupowania towarów u Szwajcarów – po prostu zaczną szukać alternatywy w innych krajach.

    Czego możemy się więc spodziewać? A no tego, że kurs CHF/PLN może się zmienić w obie strony. Każdy powinien sam podjąć decyzję, czy czekać na osłabienie franka, czy też może od niego uciec właśnie teraz. Pamiętajmy jednak, że biorąc kredyt w obcej walucie podjęliśmy się ryzyka, bo kursy walut zmieniają się w każdej sekundzie i to nie jest przenośnia. Każdy biorąc taki kredyt był o tym poinformowany przez bank i to my decydowaliśmy się na podjęcie ryzyka, więc nie powinniśmy teraz biegać po sądach i szukać winnych.

    • Hej Jarek, dziękuję za komentarz. Zgadzam się że luzowanie monetarne przez EBC osłabia EUR wzgledem CHF. To stawia przed SNB większe wyzwanie jeśli chodzi o „obronę” poziomu 1,2 do EUR i pewnie przyczyni się do dłuższego utrzymywania LIBOR-u w CHF na bardzo niskim poziomie.

      Nie wiem jak wyglądało informowanie innych klientów biorących kredyty w CHF. Ja byłem świadomy ryzyka, ale po prostu chciałem być cwańszy. Plan był chytry, ale miał luki 😉 Po prostu nie doszacowałem możliwych zmian kursu – ale to wyłącznie moja „zasługa” i do banku pretensji mieć nie mogę.

      • W moim poprzednim komentarzu nikogo nie winię, że podejmuje ryzyko. Ja sam inwestuje i często są to inwestycje stratne. Uważam jednak, że frankowicze powinni być mądrzy przed potencjalną szkodą (stratą), a nie po niej i do tego szukać winnych 😉

    • bezportek :)

      A czy to nie jest tak, że dla wszystkich walut punktem odniesienia jest USD? Poza tym, jak wydać na poniższych wykresach, w 2008 roku drastycznie osłabiła się złotówka (wobec wszystkich walut, a nie wzmocnił frank. Dlatego nie patrzyłbym na to co robią szwajcarzy, a na to co robi NBP i nasz rząd. Z ich strony nie spodziewałbym się jednak czegokolwiek dobrego, a afera taśmowa tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu. Jeżeli zrealizują swój plan, złotówka będzie się osłabiać, a jeszcze wyższa niż obecnie inflacja dodatkowo zmniejszy nasze dochody, co raczej nie nastraja optymistycznie.
      http://stooq.pl/q/?s=chfusd&d=20140623&c=10y&t=l&a=lg&b=1&r=chfeur+chfpln
      http://stooq.pl/q/?s=chfpln&d=20140623&c=10y&t=l&a=lg&b=1&r=usdpln+eurpln
      Na szczęście (?) jestem w dokładnie odwrotnej sytuacji do tej omawianej we wpisie. Posiadam spory kapitał, nie dług.
      Pozdrawiam,
      Paweł
      PS Jestem inwestorem amatorem, dlatego nie mam nic przeciwko wyprowadzeniu mnie z błędu, jeżeli w nim jestem.

      • To, że bank centralny ma możliwość „dodruku” pieniędzy, to jest akurat przywilej posiadania własnej waluty. Dodruk pieniędzy, to jest duża przenośnia, bo wszystko odbywa się tak, że bank centralny wprowadza do obiegu pieniądze skupując papiery wartościowe, które wcześniej sprzedał rząd. To właśnie robi teraz amerykański FED.

        W Strefie Euro nie ma już takiego komfortu i taki kraj jak Grecja, nie miał możliwości dodruku pieniędzy, aby skupić własny dług. Musi więc oszczędzać, czyli zwiększyć dochody poprzez cięcia wydatków i podniesienie podatków. Grecja nie ma wpływu na Europejski Bank Centralny, który musi dbać wszystkie kraje w Strefie Euro.

        Co jest więc lepsze – „drukować” pieniądze gdy mamy zbyt silną walutę, czy oszczędzać i spłacać długi?

        • bezportek :)

          A to mamy silną walutę? Nie mamy. Wszyscy drukują, a złotówka bardzo wolno się wzmacnia. Poza tym to drukowanie nie miałby mieć miejsca po to żeby ratować kraj i gospodarkę, a po to żeby ratować obecny rząd i dać im wygrać kolejne wybory. Oszczędności zawsze są dobrze widziane. Podniesienie podatków nie zwiększa dochodów. Zwiększa szarą strefę.

          • bezportek :)

            PS Szkoda, że autor bloga, który jest finansistą nie ustosunkował się do mojego komentarza, za to do wszystkich innych tak. No chyba, że jest „finansistą”?

            • Prowokator z Ciebie, bezportek 😉

              Odpowiem na pierwszy komentarz. System walut jest ze sobą ściśle powiązany. Nie jest tak, że jakaś waluta osłabia się w stosunku do jednej, a w stosunku do innych nie zmienia się. Takie sytuacje są natychmiast wykorzystywane przez arbitrażystów i ewnetualne nieefektywności w wycenie są błyskawicznie niwelowane.

              Fakt, że złotówka osłabiła się względem franka jest równoznaczne z tym, że frank umocnił się względem złotówki. To jedno i to samo. osłabienie złotówki spowodowane było ucieczką inwestorów z rynków wschodzących.
              Ale umocnienie franka nie miało nic wspólnego z sytuacją w samej Polsce, tylko z globalnym apetytem na bezpieczne aktywa – szczególnie w związku z kryzysem strefie euro. Zwróć uwagę na to, jak zmienił się kurs PLN względem CHF, a jak względem EUR.

              Masz rację, że decyzje naszego rządu i sytuacja ekonomiczna w kraju będą miały wpływ na wartość naszej waluty. W zależności od jakości tych decyzji – wpływ może być pozytywny lub negatywny.

              Co do drugiego komentarza – luzowanie ilościowe i drukowanie kasy to temat morze. Znacznie wykraczający poza tematykę tego bloga. Odbywa się ono bez precedensu zarówno w USA, od listopada 2012 na ogromna skalę w Japonii i coraz odważniej w Europie. Bank centralne przyjęły strategię tzw. „helicopter money” czyli zasypania kryzysu pieniędzmi. Efekt jak na razie to szybki wzrost cen aktywów (patrz akcje) powolny powrót do wzrostu gospodarczego i wielki znak zapytania dotyczący wzrostu inflacji. Moim zdaniem pytanie nie brzmi „czy” inflacja wzrośnie tylko „kiedy” i do jakich rozmiarów. Wystarczy spojrzeć na wielkość bilansów banków centralnych. Ale znów: to naprawdę akademicka dyskusja.

              Prognozowanie kursów walutowych to czysta spekulacja, dlatego nie wdaję się za bardzo w tego typu rozważania. Nie wiem czy kurs wzrośnie, czy spadnie, ale wiem jak będę reagował w każdym scenariuszu. I takie przesłanie ma wpis. Serdecznie pozdrawiam i dzięki za bardzo ciekawe komentarze 🙂

              • bezportek :)

                No prowokator, ale skuteczny:) Ostatnio sam dużo myślę nad przyszłością globalnych finansów, ale najwięcej o tych osobistych, a że Twój blog Marcinie jest właśnie na ten temat to bardzo interesowała mnie Twoja opinia, Marcinie. Zgadzam się ze wszystkimi Twoimi uwagami. Myślę, że jako „człowiek z branży” zauważysz wcześniej oznaki, o których wspomniałeś w komentarzu. Liczę, że podzielisz się tym tu na blogu, bo może to uratować tyłek wszystkim, których byt zależy od wartości naszej waluty, a ślepo wierzą w to czym mamią nas media głównego nurtu. Od siebie dodam, że jak już wszędzie będzie słychać, że żyje nam się jak w raju należy spodziewać się złego.:) Dziękuję serdecznie za odpowiedź:)
                Pozdrawiam.

          • Powiedz to Grekom i już za kilka lat Francuzom i Włochom, a mi wytłumacz kiedy możemy powiedzieć, że waluta danego kraju zaczyna być zbyt silna? Dla ułatwienia, odpowiedź jest w moim pierwszym komentarzu 🙂

            • bezportek :)

              Tak się wątek rozciągnął, że nie wiem do którego komentarza to uwaga:) Może powiem dlaczego uważam, że nasz waluta nie jest silna: Po pierwsze kurs względnie niski względem dolara pomimo jego „dodruku” (Chociaż to raczej jakaś finansowa magia bo USD powinien osłabiać się względem wszystkiego co jest z nim porównywane). Ważniejszym wskaźnikiem, który jest efektem niskiego kursu, jest, rzekomy, eksport netto naszego kraju (piszę rzekomy bo nie pamiętam gdzie o tym przeczytałem, więc nie jestem pewien źródła), co interpretuję jako opłacalność zakupu towarów u nas, wynikająca (powtórzę to jeszcze raz) z niskiej ceny złotówki.
              Mam nadzieję, że nie zgubiłem sensu wypowiedzi w mnogości przecinków i nawiasów:)
              Na koniec przypomnę: jestem tylko amatorem i czekam na, ewentualne, argumenty przekonujące mnie o byciu w błędnym przekonaniu:)

  6. Cześć

    Plan niezły. Ja realizuję podobny z tym, że zamiast spłacać bankowi CHFy zostawiam je na rachunku obsługi kredytu. Czyli jeśli moja rata wynosi 500 CHF a stać mnie obecnie na płacenie 900 CHF, to te 400 CHF zostaje na rachunku i staje się poduszką.

    Dlaczego tak robię zamiast spłacać?
    1. Większe bezpieczeństwo – nawet jak nadpłacę 50 rat, ale powinie mi się noga i nie zapłacę 51. – będzie problem.
    2. Większe bezpieczeństwo kursowe – na koncie mam już CHFy, więc nawet jak kurs wzrośnie do 7 PLN – nie interesuje mnie to (przez jakiś czas).
    3. Mam elastyczność – jeśli trafi się jakaś super okazja inwestycyjna lub zmienimy plany życiowe – mam gotówkę pod ręką.
    4. Ta metoda jest tania – jedyny koszt to to oprocentowanie kredytu hipotecznego, który jest przecież aktualnie niski. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że tracę odsetki od lokat, ale ja traktuję te środki jakby były nadpłatą kredytu – i tak ich nie chciałem inwestować. Na inwestycje mam inne środki.

    Dzięki temu podejściu udało mi się już uzbierać na kilkanaście miesięcy rat i czuję się z tym świetnie.

    Pozdrawiam

    • Cześć Michal,
      Również bardzo ciekawa strategia. Ja mam zbudowany fundusz bezpieczeństwa w wysokości 6-miesięcznych wydatków. Może faktycznie jakąś jego część warto trzymać w CHF (np. 3 raty?). Przemyślę to sobie – dzięki za inspirację. 🙂

  7. Witam,
    Mam kredyt w EUR na 25lat – zostały mi jeszcze tylko 22 lata i 4 miesiące 🙂
    Jestem na etapie budowania poduszki finansowej: pobrałem ze strony banku harmonogram spłat i postanowiłem z każdą rat kupować o 10% więcej waluty aż uzbieram zapas na 6 miesięcy. Jak już to osiągnę to planuje dalej kupować tak by w każdym roku spłacić ekstra jedną ratę. To jest mój sposób by zaatakować swój największy dług.

  8. Spłacam sumiennie kredyt we frankach, od jakiegoś czasu zastanawiam się cz jest sens samemu spłacać we frankach (mam dość małą ratę ok 285 franków) jak obliczyłem zyskiwałbym około 25-30 zł miesięcznie.
    Ten artykuł pomógł mi podjąć ostateczną decyzje.
    Mam tylko nadzieje że bank nie będzie po tej decyzji wykonywał jakichś odwetowych ruchów typu ponowne badanie zdolności kredytowej itp.

    • Hej Sebastian,
      To w tej chwili staje się już standardem rynkowym i banki zachowują się fair, szczególnie że KNF jest wyczulona na wszelkie nieprawidłowości w tym zakresie.
      Myślę, że nikogo z nas nie stać na wyrzucanie nawet 25 zł miesięcznie przez okno. Serdecznie pozdrawiam.

      • Święta racja z tym, że nie stać nas na wyrzucanie choćby 20 zł co miesiąc!
        I dzień dobry wszystkim:-) Bo jestem tutaj nowy. Niby nic nowego nie wyczytałem, ale miło się czyta i będę tu wracał. Do newslettera też się zapisałem:-)
        Co do spłacania we frankach? Mam stosunkowo niedużą ratę (350CHF) i póki co, nie grozi mi wcześniejsze spłacenie kredytu, więc zakładając, że będę spłacał do sumiennie jeszcze przez 25 lat, to „głupie” 20 kilka złotych urasta do całkiem niezłej kwoty. Rekordem, jaki miałem swego czasu, jeśli chodzi o „zarobek” na jednej racie kredytu, było 74 zł 😉 Kupiłem franka po niezłym kursie, a potem jego kurs podskoczył. Więc nie jest to tylko 25 zł miesięcznie, a zwykle kilka złotych więcej:-)

  9. A ja mam kredyt we franku zaciągnięty w 2005 roku – 110 tys. zł to było wówczas jakieś 34 tys CHF. Dziś mam do spłaty w banku 110 tys, czyli tyle samo ile zaciągnąłem w 2005 roku. Natomiast mieszkanie warte jest grubo ponad 200 tys zł. I co robię? Sprzedaję! Po spłacie zostaję z ponad 100 tys w kieszeni i za to kupuję trzy większe lub dwie mniejsze działki budowlane z dłuższą perspektywą inwestycyjną. Wiadomo, że najlepiej było sprzedać mieszkanie w 2008 kiedy CHF zjechał poniżej 2 zł a za mieszkanie można było zawołać nawet 8 tys/m kw a nie jak dziś ok 6 tys/m kw. Ale wtedy w nim mieszkałem a dziś od kilku lat wynajmuję i już się tym zmęczyłem 😀

    • Dzieki za komentarz Kuba i powodzenia z inwestycjami w działki. Jasne że lepiej było np. przewalutowac po 2 zł, ale nie ma co oglądać sie za siebie. „Analiza wsteczna zawsze skuteczna” 😉

  10. bezportek :)

    „- Co to jest inwestycja długoterminowa?
    – To nieudana inwestycja krótkoterminowa! :)”

    Inwestuję w pożyczki społecznościowe i jak trafi mi się windykacja to, dokładnie tak jak napisałeś, „księguję” to jako inwestycję długoterminową:)

  11. Na szczęście nie mam kredytu we frankach, ale moją uwagę przyciągnęło to zdanie:
    ” Jeśli ktoś w połowie 2008 roku kupił mieszkanie za 600 tys. złotych i sfinansował je kredytem we frankach, ma do spłacenia już 1,1 mln złotych.”
    Przeliczanie na złotówki pozostałego do spłaty kredytu trochę się mija z celem, bo do spłaty ma się xxx franków i nie widzę sensu przeliczać tego na złotówki w danym momencie, no chyba, że chcemy przewalutować kredyt lub spłacić go w całości.
    Zresztą podobne zjawisko zauważam w większości artykułów o kredytach we frankach, zwłaszcza w tych złowieszczych, gdzie mowa o tym jak strasznie wtopili frankowcy, a prawda jest taka, że ważne jest ile zapłacimy łącznie za mieszkanie czy dom. Często bywa tak, że rata owszem zwiększyła się sporo, ale dzięki bardzo niskiemu oprocentowaniu rata jest podobna do tej jaka by była w złotych.
    Mam nadzieję, że jasno sformułowałem swoje przemyślenia 🙂

    • Hej Sith,
      Jak słusznie zauważyłeś, przeliczanie na PLN jest ważne w momencie spłaty lub przewalutowania. Wpływa ono również na wskaźnik LTV liczony przez banki – gdy jest on zbyt wysoki, banki robią się nerwowe, mogą żądać dodatkowych zabezpieczeń, nadpłaty części kredytu, a w pewnych sytuacjach mogą wypowiedzieć umowę kredytu. Wartość nieruchomości określana jest w PLN, dlatego takie przeliczenia są jak najbardziej uzasadnione.
      Również sprzedaż nieruchomości z kredytem w CHF może być zupełnie niemożliwa właśnie ze względu na fakt, że kwota kredytu po przeliczeniu przekracza wartość nieruchomości.

  12. Hmmm wszyscy macie takie niskie oprocentowanie kredytu w CHF? Ja mam w PKO BP 2.782% Wygląda na to, że to bardzo dużo…. a myślałam że mało… Coś da się z tym zrobić?? Dzięki za odpowiedź. I dzięki za artykuł, który jak najbardziej dotyczy mojej sytuacji. Jak pomyślę że zrobiłam taką głupotę, to sama się sobie dziwię…. po prostu bardzo chciałam kupić mieszkanie i wyprowadzić się od rodziców, za wszelką cenę i ta cena jest naprawdę wysoka… Lipiec 2008 – tak tak wzięłam kredyt, gdy CHF był po 2 zł … bez wkładu własnego, na oświadczenie że spłacę. No to spłacam 😉

    • Hej Kasiu, wygląda na to, że marża Twojego kredytu to 2,7%. Sporo. Jedyny sposób to negocjacje z bankiem, ale będzie raczej ciężko. Niskie marże kredytów walutowych to wspomnienie kredytowego „Eldorado” sprzed 2008 roku 😉

  13. Niesamowita analiza kursu PLN/CHF, który może wzrosnąć lub spaść, sam bym na to nie wpadł 🙂
    Rozumiem. że przy 2,70 przewalutujesz kredyt, a co z mieszkaniem sprzedajesz czy dalej spłacasz kredyt już PLN?
    Jeżeli zamierzasz spłacać kredyt w PLN to pokaż jak zmieni się od tego momentu rata i przy jakim kursie franka 4,00 czy 5,00 będzie taka jak po przewalutowaniu na PLN.

    • Hej Odlotyzrzeszowa,

      Spadek kursu do 2,7 sprawi w moim przypadku,że całkowita kwota zadłużenia w pln spadnie do poziomu pozwalającego mi wyciągnąć ok. 220 tys.zł z nieruchomości w przypadku jej sprzedaży (przy zalożeniu dzisiejszych cen nieruchomości).

      Jeśli będę splacał dalej w pln – rata w pln będzie ok.200 zł wyższa niż dziś płacę za kredyt w CHF (koszt o 200 zł miesięcznie wyższy).

      Jak dla mnie ok.

  14. Cześć. Na wstępie pozdrowienia powiązane z wyrazami uznania dla gospodarza. Wielkie dzięki za to, że chce Ci się dzielić swoimi przemyśleniami, zwłaszcza przy takim stanowisku.

    Odnośnie mojego kredytu w telegraficznym skrócie
    – zaciągnięty w maju 2008 na 90000 CHF- głupota
    – kurs zaciągnięcia (sprzedaży) 2,02 – głupota + niefart
    – na 30 lat czyli do maja 2038 – źle
    – raty równe – nie lepiej
    – marża 1% – w końcu pozytyw, aczkolwiek dużo w tym szczęścia
    – 10% nadpłacone w pierwszych miesiącach zmniejszając ratę a nie skracających harmonogram – o czym ja wtedy myślałem?

    Po kilku latach i zdobyciu w końcu podstaw wiedzy finansowej.
    – kredyt spłacony w 27%
    – LTV do obecnej wartości nieruchomości ~140%, bank na szczęście nawet nie zająknął się o dodatkowym zabezpieczeniu
    – skrócony okres kredytowania o 4 miesiące, co nie wygląda imponująco, ale każdy miesiąc bardzo cieszył, polecam !
    – uznałem, że pożyczyłem franki a nie złotówki ze wszystkimi tego konsekwencjami – pytany o zadłużenie odpowiadam wyłącznie ile CHF zostało
    – franki kupuję w kantorze Alior Banku z tego samego powodu co autor wpisu
    – innych zobowiązań nie mam i nie miałem, jedynie karta kredytowa z małym limitem do rezerwacji hoteli (dostałem 200 bonusu za wyrobienie, więc skorzystałem), na co dzień nie używam

    W tym roku postanowiłem pozbyć się owego garba. W skrócie wygląda on tak:
    – kurs CHF może rosnąć lub spadać w związku z czym postanowiłem nabyć franki na blisko 2 lata rat górką, tu akurat z kursem kupna trafiłem nie najgorzej 3,3725
    – w zależności od sytuacji będę wymieniał złotówki na franki uśredniając kurs. Zakładam minimalny bufor w wysokości 12 rat odłożonych w walucie
    – franki trzymam na koncie technicznym do spłaty kredytu, które jest oprocentowane 🙂 na całe 0,5%, ale to zawsze więcej niż 0, a poza tym nie traktuję franków jako kapitał, ani oszczędności, a po prostu część kapitału kredytu
    – dodatkowo jako część funduszu celowego odkładam około pół raty (wliczając ubezpieczenia) w złotówkach. Wartość ta jest stała niezależnie od kursu. W przyszłości nie zmieni się ona również w przypadku potencjalnej nadpłat. Na marginesie, właśnie rozpoczął działanie bank, który zwiększy te środki w tempie 4% rocznie na koncie oszczędnościowym
    – zależnie od kursu w dniu spłaty wykorzystuję rezerwę walutową lub przewalutowuję złotówki na franki
    – zakładając że kurs, LIBOR i wartość nieruchomości nie zmienią się przez 5 lat, będę miał kapitał celowy odpowiadający 25% ówczesnego zobowiązania i realny LTV na poziomie 80% . Tyle teoria – najważniejsze dla mnie jest to, że mam zabezpieczenie celowe na hipotekę, które rośnie niezależnie od poduszki bezpieczeństwa i wolnego kapitału
    – Teoretycznie spłata zajmie mi 13,5 roku wg powyższego scenariusza, ale chciałbym powalczyć o wynik poniżej 10 lat.
    – na przewalutowanie się nie nastawiam, zjazd kursu w dół do okolic 2 złotych może nastąpić, ale myślę o nim jedynie w
    kontekście wyjątkowo szczęśliwego zbiegu okoliczności. Niemniej w przypadku spadku do 2,50 bardzo poważnie rozważył bym sfinalizowanie części straty
    – zakładając znaczny wzrost kursu franka np do 4~4,5 PLN, będę korzystał z poduszki walutowej tak długo jak się da
    – zakładając znaczny wzrósł LIBOR np do 2%, moja rata wzrosła by o 25%, a część kapitałowa spadła by do 50% wysokości raty. Zgromadzone fundusze wykorzystał bym na skracanie okresu kredytowania jednocześnie akceptując wyższą ratę we frankach
    – zakładając wzrost LIBOR-u przy jednoczesnym spadku kursu, był bym bardzo szczęśliwym człowiekiem dzięki niższemu LTV i dużych możliwościach skracania harmonogramu
    – zakładając wzrost LIBOR-u przy jednoczesnym wzroście kursu – nie wiem co bym zrobił, mam świadomość, że emocje mogły by wziąć górę, ale mam nadzieję, że rezerwa zadziała jak miękka poduszka, w końcu po to jest.

    Ależ się rozpisałem. Na zakończenie dodam jedynie, że plan nie jest sztywny. Nakreśliłem jego ramy, ale w sprzyjających okolicznościach mogę go łatwo zmodyfikować, dzięki jednoczesnemu wykorzystywaniu dwóch walut. Ponieważ po cichu liczę, że frank jednak będzie się osłabiał póki co część złotówkowa ma rosnąć, a walutowa spadać/pozostać bez zmian.

    • Cześć eMCI,
      Dziękuję za komentarz. Bardzo ciekawy plan. Z takim podejściem i determinacją aby pozbyć się tego „garba” osiągniesz to szybciej niż Ci się wydaje. Trzymam kciuki i życzę wytrwałości. Wszystkiego dobrego. 🙂

    • Super pomysł, ale dla mnie trochę nierealny, jednak szacun za wdrożenie go w życie. Policzyłem właśnie przed chwilą, ile potrzebowałbym franków, na 24 miesiące naprzód, i tyle dobrego, że mam takie pieniądze, jednak pracują one na całkiem niezłym procencie, więc niech tak zostanie. Jednak co miesiąc obiecuję kupować franki z 10% nadwyżką i trzymać je. Niby nic z nich nie będzie, bo oprocentowania żadnego tam nie ma, jednak zawsze to w ciągu roku uzbieram na ponad jedną ratę kredytu, właściwie tego nie odczuwając.
      I w ogóle, świetnie że różni ludzi piszą tutaj swoje spostrzeżenia, pomysły, itp.

  15. Lepiej nadpłacać kredyt przy obecnym kursie franka i oprocentowaniu kredytu niewiele powyżej 2% Jaki to ma sens?
    Nie lepiej to co mamy nadpłacać odkładać co miesiąc na konto oszczędnościowe lub lokatę? Przeprowadzał Pan taką analizę, bo nie znalazłem takiej informacji w artykule.
    Czy wie Pan jaką otrzyma Pan marżę od Banku w PLN do WIBORU po przewalutowaniu na PLN?

    • Witaj Jaro,

      Wszystkie odsetki, które zarobię na koncie oszczędnosciowym, będą niczym gdy kurs CHF istotnie wzrośnie. Te nadpłaty traktuję jak redukcję ryzyka walutowego.

      Poza tym przekonałem się już wiele razy, że osoby gloszące, że lepiej odkładać na konto oszczędnościowe niż nadpłacać, wcześniej czy później przeznaczają te środki na… konsumpcję.

      Oczywiście posiadam inne oszczędności oraz inwestycje – nie dokonuję tu wyboru „oszczędzać czy nadpłacać”. Nadpłaty kredytu hipotecznego to dopiero krok nr 9 w moim złożonym z 10 kroków planie budowania finansowego bezpieczeństwa, który szczegółowo opisałem w mojej książce.

      • „Wszystkie odsetki, które zarobię na koncie oszczędnosciowym, będą niczym gdy kurs CHF istotnie wzrośnie.”
        Konto oszczędnościowe walutowe CHF w PKO BP ma oprocentowanie 1% – podatek belka = oprocentowanie kredytu (mniej więcej)

        Konto jest walutowe co znacznie utrudnia wybranie oszczędności na konsumpcję. Przelewy słono płatne, więc trzeba wypłacać gotówkę i awizować wypłatę. Często mimo awizowania gotówka nie jest przygotowana, albo jest ale w niewystarczającej ilości. Nawet jak mamy CHF w garści to trzeba sprzedać, żeby mieć PLN na wydatki. Taki mały tor przeszkód zazwyczaj zniechęca do nieprzemyślanego dostępu do tych środków.

  16. Witam.
    Może się nie znam, ale po co spłacać coś, co oprecentowanie ma poniżej inflacji/oprocentowania na koncie oszczędnościowym?

    Druga sprawa: przewalutowanie. W artykule brak mi informacji, ile tym zgrabnym ruchem wydostania się z ruletki walutowej autor tekstu straci. Jeżeli zostało jeszcze 20 lat, to przez te 20 lat każda rata kredytu będzie ~dwukrotnie wyższa. Czy to nie jest czysta strata/koszt celem jedynie zmniejszenia ryzyka?

    Idąc za ciosem, poproszę jeszcze o wyliczenie, przy jakim koszcie Franka wysokość raty przewyższy ratę w PLN.

    Mi się udało wziąć kredyt na samej końcówce po cenie 3.40. Nie widzę sensu przewalutowania. Jeżeli nawet, cokolwiek by się działo, jest wiele setek tysięcy Polaków w gorszej sytuacji i to oni będą moją „poduszką” w przypadku interwencji Państwa.

    Pozdrawiam,
    Jacek

    • Hej. Myślę, że procenty w przypadku kredytu i konta oszczędnościowego to nie te same procenty. Na koncie oszczędnościowym zyskasz 2-3% netto od wartości kapitału. Nadpłacając kredyt hipoteczny na 1% na zasadzie spłacenie harmonogramu, zyskujesz 20% w postaci anulowanej części odsetkowej. osobna kwestią jest to czy akceptujesz stratę na różnicy kursowej.

    • Cześć Jacku,

      Jeśli chodzi o pierwszą część pytania – nadpłaty mają na celu stopniową redukcję ryzyka walutowego.
      Porównywanie 3% na koncie oszczędnościowym w PLN z kredytem w CHF na 0,8% wcale nie jest takie oczywiste. Gdyby to się aż tak bardzo opłacało, to duzi inwestorzy instytucjonalni pożyczali by dziś CHF i lokowali środki w PLN, dokonując tzw. carry trade. Zdają sobie oni jednak sprawę z ryzyka, którego ta niewielka różnica w oprocentowaniu nie rekompensuje.

      Wyjście z inwestycji przy 2,7 pozwoli mi wyciągnąć z nieruchomości sporo gotówki. Nie planuję wynajmować jej przez kolejnych 20 lat. Zrobiła się z tego inwestycja długoterminowa, ale nie aż tak 😉

      Poza tym co do strat/zysków to staram się patrzeć na to nieco inaczej. Zamiast wspominać ile to mógłbym zarobić kiedyś czy przy jakim kursie wyjdę na zero, staram się spojrzeć z perspektywy dnia dzisiejszego.

      Bardziej interesuje mnie to, jak mogę znacząco polepszyć moją sytuację w porównaniu z dniem dzisiejszym, a nie w porównaniu z rokiem 2006, gdy dokonywałem zakupu.

      Poza kursem przy jakim wziąłeś kredyt ważne jest również jego oprocentowanie. Podzielisz się z informacją, ile wynosi dziś?

  17. Hej Marcin, ja od kilku lat spłacam w CHF i nie zamierzam ani nadpłacać, ani wcześniej spłacać, bo mnie na to nie stać. Pocieszam się, że być może nasza gospodarka zacznie normalnie funkcjonować, ale wiem też, że daleko nam do prawdziwej wolności gospodarczej. Może w końcu zacznie się umacniać złotówka, a w dłuższym terminie inflacja trochę podje mi kredytu;) Pozdrawiam

    • Hej Piotr,
      Przed nadpłatą kredytu jest szereg innych finansowych spraw, które trzeba załatwić. Na przykład: zbudowanie funduszu bezpieczeństwa czy spłata długów konsumpcyjnych.
      Nadpłata kredytu hipotecznego to dopiero 9-ty na 10 kroków.

      Życzę Ci powodzenia i serdecznie Cię pozdrawiam.

  18. Nie wierzę że CHF spadnie do poziomu poniżej 3zł. miałam kredyt w CHF zaciągnięty w 2008r.na 5 lat (66000 CHF) nieźle się „nagimnastykowałam” aby nie wydłużać „lat spłaty”. Z początkowej raty 2400zł., po wzroście kursu w porywach było 4200zł.w ostatnim roku 3800zł. (przez ostanie 2 lata spłacałam w CHF (kupowałam w Walutomacie też byłam zadowolona). Uważam, że jak się postaramy potrafimy wygospodarować dodatkowe środki (oczywiście są granice, przecież jak rata wzrasta to jakoś trzeba ją spłacać). Znajoma zaciągnęła w tym samym czasie również kredyt w CHF (rata 350 CHF) na 25lat nie nadpłaca, nie spłaca w walucie (chociaż podałam jej jak) maż jej stwierdził, że zyskają tylko 50zł. msc. więc szkoda Zachodu, jak jej podałam przykład np. 50x 12msc x 10lat daje 6000tys. przytakuje i nic z tym nie robi, a bank się cieszy oby więcej takich laików… Sądzę, że przewalutowanie miałoby sens nawet przy kursie 2,90 (jest wprawdzie strata, ale lepszy psychiczny komfort,co chwila wyskakuje jakiś „NIUS” z kraju i ze świata, który daje niepewność …

    • Ja tez sobie kiedys policzylem i wyszlo mi „kilka” zlotych miesiecznie mniej, gdybym splacal w EUR. Jednak troche musialbym sie z tym gimnastykowac, tzn. przelewac np. na walutomat, oczekiwac w miare dobrego kursu, kupowac EUR, a nastepnie przelewac na konto, z ktorego pobierana by byla rata. Niestety walutomat do potwierdzenia przelewu potrzebuje kodu SMS, a ja ze wzgledu na wykonywana prace nie zawsze mam zasieg w telefonie… do tego internet czasami slaby… i moglbym miec wiecej stresu i nerwow, zeby splacac miesieczne raty, gdybym przeszedl na splate w EUR. Dlatego wole kilka zl wiecej miesiecznie oddac i miec „spokoj”.
      Chociaz sprawdze jeszcze ten kantor Alior Banku i moze kiedys zaczne splacac w walucie…

    • No, jak oszczędzając 50 zł miesięcznie, można w ciągu 10 lat zaoszczędzić 6 milionów, to gratuluję 😉
      Co jak co, ale na takim blogu (chyba to jest blog?) nie powinno się popełniać takich kardynalnych baboli w zapisach liczbowych. Można być z ortografią na bakier, ale nie z liczbami 😉

  19. Liczę, liczę i… mieszkanie za jakieś (w 2006 r.) 417000 zł? Dobrze liczę?

    A co do pytania na końcu tekstu to strategia wydaje mi się sensowna. Tylko pytanie: skąd próg 2,70 CHF/PLN?

    • Hej Chris,
      Trochę droższe 😉

      Cena zakupu i wykończenia wyniosła ok. 880 tys PLN (kredyt 364 tys CHF).
      20% spłacone – zostało 291 tys. CHF (albo 1 mln PLN przy dzisiejszym kursie). Dzisiejsze ceny transakcyjne takich nieruchomości to trochę ponad 1 mln PLN

      Przy 2,7 PLN/CHF kredyt wyniósłby jakieś 785 tys.zł, więc przy dzisiejszych cenach nieruchomości miałbym jakieś 220 tys. nadwyżki. Może trochę więcej – bo do tego czasu trochę tego kredytu jednak spłacę (i nadpłacę).
      Te 2,7 założyłem arbitralnie jako satysfakcjonujący mnie poziom wartości kredytu do wartości nieruchomości.

  20. Cześć Marcin,

    mój pomysł na kredyt w chf może zdziwić. Usprawiedliwieniem może być to że takie blogi jak Twój i Michała, zaczęłam czytać już po podjętych decyzjach 🙂 Zawsze lubiłam oszczędzać i myślę że rozsądnie gospodarowałam budżetem domowym. Tym sposobem udało nam się z mężem wygospodarować nadwyżki finansowe. Liczyłam, liczyłam i stwierdziłam, że nie opłaca mi się lokować tych nadwyżek nadpłacając nasz kredyt (luty 2008 – kredyt w chf po 2,18 na 30 lat – bez komentarza). Postanowiłam zainwestować oszczędności i kupić nieruchomość na wynajem. Drugi kredyt już w pln. To było rok temu i póki co jestem zadowolona z tej decyzji. Oczywiście wiąże się z tym dodatkowa praca, ale popłaca. Tu tez popełniliśmy pewien błąd patrząc z perspektywy czasu. Kredyt jest w zł na 30 lat i rata jest niższa niż wpływy z wynajmu, ale to było podyktowane kilkoma czynnikami:
    1) wg moich wyliczeń wpływy z wynajmu miały być niższe – in plus udało się wynająć za wyższą kwotę,
    2) decydując się na prawie całkowite pozbycie oszczędności, chciałam mieć pewność, że w przypadku pustostanu będziemy w stanie przez kilka miesięcy ponosić koszty związane z utrzymaniem drugiego mieszkania.

    To czym się kierowałam przy takiej decyzji to fakt, że drugie mieszkanie choć jest położone w lepszej lokalizacji, można było kupić w lepszej cenie za m2 niż to w którym mieszkamy. Tym samym „wyrównuję” sobie stratę na naszym mieszkaniu, które było kupione w boomie. Oczywiście nie eliminuję tym krokiem ryzyka walutowego, ale wiem, że kolejne nadwyżki (już po zbudowaniu funduszu bezpieczeństwa) będę mogła lokować dwutorowo – jeśli frank się osłabi w nieruchomości 1, gdzie mieszkamy lub w nieruchomości 2, tej wynajmowanej, dzięki czemu będę mogła skracać jej okres kredytowania lub w przypadku znacznego wzrostu franka, zmniejszenia raty kredytu, a tym samym wygenerowania nadwyżek z wynajmu.

    Ot taki mój pomysł na wykorzystanie zdolności kredytowej. Mój plan jest taki, że za 10 lat mieszkanie 2 będzie spłacone, mieszkanie 1 też zostanie wynajęte, a my przeprowadzimy się do małego domku, który zapewne tez będzie na kredyt, ale wpływy z wynajmu mieszkań pokryją różnice i będziemy mieli obciążenie podobne do obecnego. Do emerytury wszystko będzie spłacone, a wynajem obu mieszkań będzie w pewnym sensie naszą dodatkową emeryturą lub wsparciem dla dwójki naszych dzieci.

    • Hej Karolina,

      Nie ukrywam, że również lubię inwestycje w nieruchomości. Niektóre (jak ta opisana) zmieniają się w długoterminowe, ale generalnie to mam więcej miłych doświadczeń 😉

      Mam tylko nadzieję, że nie przesadziłaś z kredytami i że raty nie stanowią nadmiernego obciążenia dla domowego budżetu.
      Serdecznie Cię pozdrawiam.

      • Raty są na rozsądnym poziomie w stosunku do zarobków tzn. gdyby była konieczność to przy zaciśnięciu pasa bylibyśmy w stanie utrzymać oba mieszkania z bieżących dochodów z pracy. Dlatego część dochodu z najmu przeznaczam na kolejne oszczędności, które za jakiś czas pozwolą nadpłacić hipotekę i czuć się jeszcze bezpieczniej. Oczywiście można zakładać, że gdybyśmy obydwoje z mężem stracili pracę, a mieszkanie 2 nie było wynajęte… to bardzo czarny scenariusz, dlatego już mamy odbudowaną poduszkę, która pozwoli na co najmniej kilkumiesięczny spokojny sen. Jesteśmy bardzo pracowici, więc wierzę, że nawet w takiej sytuacji szybko znaleźlibyśmy pracę, może za mniejsze wynagrodzenie, może mieszkanie trzeba byłoby wynająć za mniejszą kwotę, ale jestem przekonana, że upór zostanie wynagrodzony.

        Wg moich wyliczeń, przy zał. różnych gorszych scenariuszy (pustostany, niższa cena najmu), ale nie zmniejszania okresu kredytowania mieszkania 2 ta inwestycja ma pochłonąć tylko/aż 30% środków własnych. Pozostała część spłaci się z wynajmu. Oczywiście myśląc o nadpłacaniu tej hipoteki mam świadomość, że udział środków własnych w krótkim okresie będzie większy, ale przez kolejne lata będzie malał szybciej. Wiem, że może się to wydawać ryzykowne, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana 🙂

        Bez podjęcia tego ryzyka nie bylibyśmy w stanie odłożyć na drugie mieszkanie, a tak jest szansa, że za kilka lat(tak jak wspomniałam dążymy do tego aby za 10 lat nie mieć na nim hipoteki) będzie ono przynosiło dodatkowy dochód pasywny, który zaczniemy przeznaczać na nadpłatę hipoteki na mieszkaniu 1.

        Pozdrawiam,
        Karolina

        • Dodam jeszcze że dla mnie inwestycja w drugie mieszkanie z założenia jest inwestycją długoterminową. Oczywiście może się okazać, że będzie się opłacać lub zajdzie konieczność jego sprzedaży wcześniej, ale podejmując decyzję o zakupie myślałam o nim jak o dodatkowej emeryturze, a jeśli stan mojego portfela pozwoli z niego zrezygnować to ma to być prezent na start w dorosłe życie dla dziecka. A że mamy dwójkę dzieci, to będę planować zakup drugiego takiego mieszkania, lub jeśli uda się wspomniany dom, to drugie mieszkanie z automatu zostanie 🙂

  21. Kupowałem walutę (ponad kwotę kursu) w kantorach internetowych (Fritz, Alior, GoCash – ten już nie istnieje). Najczęściej Alior (bo to bank) i GoCash (bo to TMS Brokers) a nie krzaki. CHF składowałem na koncie oszczędnościowym w PKO BP
    https://www.pkobp.pl/klienci-indywidualni/rachunki/rachunki-oszczednosciowe/konto-oszczednosciowe-w-walucie-wymienialnej/#/oprocentowanie-i-oplaty/
    Teraz jest oprocentowane na 1%, było ciut wyżej. Kredyt miałem podobnie jak Ty, na 0,8xx
    Mniej więcej to się bilansowało
    – kumulowałem gotówkę na nadpłatę kredytu lub na spłacanie bieżących rat ze środków wcześniej zgromadzonych na wypadek wystrzału kursu na 5-6 zł
    – odsetki w PKO zrównywały się z odsetkami kredytu od tej analogicznej kwoty w kredycie
    – nie pozbywałem się poduszki finansowej od razu nadpłacając kredyt

  22. A ja chciałam zapytać o scenariusz na wypadek wprowadzenia EUR w Polsce. Czy nasze zadłużenie zostanie przewalutowane /będzie możliwość przewalutowania z CHF prosto na EUR czy też za pośrednictwem PLN? To o tyle istotne, że jak wyżej napisano SZwajcarzy będą bronić swego kursu wobec EUR, natomiast losy złotówki mogą być różne. Czy coś wiadomo, jak to wyglądało w Słowacji czy Łotwie (strzelam, nie wiem czy tam udzielano masowo kredytów w CHF, chyba jednak raczej w EUR)?

    Co do strategii wobec posiadania takiego kredytu dodam jeszcze jedną: dostać pracę w Szwajcarii. Sama jeszcze jej nie wprowadziłam w życie, ale cóż, myślę, że moje szanse na świetną pracę na polskim rynku pracy nie są wiele większe niż na szwajcarskim, więc będę próbować.

    Co do awersji do ryzyka w momencie brania kredytu – ja bardzo chciałam wziąć w złotówkach i znalazłam dostępną dla nas ofertę złotówkową w GE Money Bank, w której przez 1,5 roku była zmniejszona marża, tak by rata była znacznie zbliżona do wynikającej z franków. Tylko bank był mało chętny do współpracy, nie zależało im na pozyskaniu klienta, wyglądało na to, że koleś od hipotecznych nie był zainteresowany zaoferowaneim mi konta z debetem by ułatwić zakup mieszkania (mieliśmy oszczędności, ale nie aż tyle by zapłacić podatek, notariusza, agencję i prowizję za kredyt przed jego uruchomieniem), bo to juz działka kolegi z innego piętra. CZy bankowcy mieli wówczas jakieś targety sprzedażowe na franki, że chętniej je sprzedawali?
    Inna sprawa, że po zakończeniu okresu promocyjnego (co wypadłoby w poczatkach 2009) rata wzrosłaby kosmicznie, a ja wówczas byłam po macierzyńskim bez pracy – i bylibyśmy zmuszeni sprzedać mieszkanie na cito (ze stratą, ale niewielką bo złotówkową) i wynosić się z małym dzieckiem. Więc wcale nie wiem czy to byłby korzystneijszy scenariusz. Choć bylibyśmy wolni….Teraz niby rata nie ciaży, ale świadomość

  23. Witam Panie Marcinie
    z ciekawością przeczytałam Pański artykuł. Co prawda kredytu we frankach nie mam już, spłaciłam w 2011 roku, za to mam 2 kredyty: w USD i EUR. Zastanawiam się nad spłacaniem ich w walucie wzięcia kredytu, za pośrednictwem np. Aliora ( oba kredyty w Multibanku)
    Dziś dostałam maila z Mbanku o tresci:

    Uprzejmie Informujemy, że 1 lipca 2014r. wchodzi w życie zmieniony Regulamin udzielania kredytów i pożyczek hipotecznych dla osób fizycznych w ramach bankowości detalicznej mBanku S.A.

    Zmiany w.w. Regulaminu związane są z wdrożeniem przez Bank Rekomendacji S uchwalonej przez Komisję Nadzoru Finansowego w dniu 18 czerwca 2013r., w tej części, która wchodzi w życie dnia 1 lipca 2014r.

    Od dnia 1 lipca 2014r. Bank będzie udzielał kredytów/ pożyczek w złotych polskich wyłącznie Kredytobiorcy/Pożyczkobiorcy uzyskującemu najwyższy dochód w złotych polskich a kredytów/ pożyczek waloryzowanych kursem walut wymienialnych (tzw. kredytów/ pożyczek waloryzowanych) wyłącznie Kredytobiorcy/ Pożyczkobiorcy uzyskującemu najwyższy dochód w walucie obcej. W przypadku, gdy Bank nie będzie posiadał w ofercie waluty, w której Kredytobiorca/ Pożyczkobiorca uzyskuje najwyższy dochód, odmówi udzielania kredytu/ pożyczki.

    Zmianie ulegną również zasady dotyczące przewalutowania kredytu/ pożyczki w ten sposób, że Kredytobiorca/ Pożyczkobiorca będzie mógł dokonać przewalutowania kredytu wyłącznie na walutę, w której osiąga najwyższy dochód, o ile Bank będzie posiadał taką walutę w swojej ofercie.

    W zakresie zmian porządkowych doprecyzowano definicje w słowniczku oraz zasady wcześniejszej spłaty kredytu/ pożyczki w zakresie rat malejących.

    Aktualna wersja dokumentu dostępna jest również na stronie http://www.mbank.pl/aktualnosci/post,5638.html oraz w placówkach banku.

    Czy to znaczy, że juz nie dostaniemy kredytów w obcej walucie, jeśli nie zarabiamy w niej? jak to rozmumieć? co Pan o tym sądzi? Pozdrawiam

  24. Według mnie jeżeli ktoś nie zdążył przewalutować przed 2011 kiedy to Frank pofrunął do góry to teraz nie ma sensu nadpłacać. Owszem jest więcej do spłacenia ale w porównaniu do kredytów złotowych, kredyt we franku spłaca się szybciej z uwagi na niższ odsetki. Myślę że warto poczekać, za kilka lat CHF może iść w drugą stronę i znowu zahaczyć o ok 2-2,50 ….

  25. Witaj Marcinie
    Zastanawia mnie jedna sprawa. Sam rowniez buduje od 5lat poduszke pod kredyt ale w zlotowkach. Szacuje ja na 12 miesieczny koszt kredytu. Zanim przeczytalem Ten wpis po glowie chodzil mi pomysl aby jednorazowo splacic np 10 – 15% kredytu by miec nizsza rate. Zaleta bylaby tak ze ucialbym troche odsetek dwa rata nizsza a to oznaczaloby comiesięczne wieksze skladki na kolejna poduszke by znow zaatakować kolejne 10-15%. Szczerze powiem ze po Twoim wpisie jeztem skolowany i zaczynam miec wątpliwości co do tej drogi. Pozdrawiam

    • Wkradł mi się skrót myślowy… oczywiście poduszkę tworzę w pln dla kredytu w chf… czyli złotóweczki czekają albo na dobry kurs chf albo na zebranie się większej puli i wpłacenie na kredyt i obniżenie miesięcznej raty.

  26. Bardzo ciekawy artykuł, szczególnie, że zaciągnęłam kredyt w CHF w tym samym mniej więcej okresie co autor.
    Od ponad roku spłacam kredyt kupując franki przez internetowym kantor, jednak nie jest to bank tylko jedna ze sp. z o.o., czy moglibyście napisać jakie są minusy takiego rozwiązania?

  27. Dobrym posunięciem jest chyba właśnie nadpłacanie kredytu, jeśli w budżecie domowym masz więcej luzu. Oby Twój bazowy plan się sprawdził!

  28. Cześć Marcin, staję się niezmienie twoją fanką 🙂 Dziękuję ci bardzo za twoje artykuły – pomniejszają haha moją laicką wiedzę finansową.

    Znajdziesz chwilę na poradę dla mojej sytuacji?
    Brałam kredyt przy kursie CHF = 2 PLN. Na 40 lat :))) Teraz zarabiam dużo więcej i wymyśliłam sobie taki plan:
    – spłacam kredyt w CHF ale nie nadpłacam go
    – odkładam miesięcznie ok 3tyś PLN – konta oszczędnościowe, bezpieczne fundusze inwestycyjne – przyznam że dobra jestem w oszczędzaniu ale słaba w inwestowaniu (mam np niezrealizowaną startę 60% na DWS TOP 25)
    – ponieważ mam zdolność kredytową, to wymyśliłam żeby kupić kolejne mieszkanie – kredyt oczywiście w PLN i z minimalnym wymaganym wkładem
    – jak już jedno z tych mieszkań wynajmę to moje miesięczne rezerwy finansowe mogą sięgnąć nawet 5tyś PLN
    – planowałam jednak nadpłacać wtedy kredyt w PLN a ten we CHF po prostu zostawić na czasy niższego kursu i ewentualnie wtedy przewalutować
    – a może jakoś podzielić te rezerwy finansowe i tak jak radzisz nadpłacać CHF?

    Co o tym myślisz?

    • Ps. Te dodatkowe 2tys PLN rezerwy planuję uzyskać zmieniając jednocześnie pracę 🙂 Przepraszam za nieścisłość. Zakładam że wychodzę na zero z wynajmem mieszkania.

    • Przepraszam, że się czepiam, ale muszę 😉
      Nie tyś a tys. Przecież mamy tysiąc, a nie tyŚąc. Bardzo „ładnie” wygląda coś takiego: zarabiam 4 tyś/mieś 😉

  29. Bardzo proszę cie o pomoc i radę. Zależy mi również na opiniach czytelników.
    Sytuacja:
    Kredyt CHF 126,000 w 2010 na 20 lat, NORDEA kurs CHF ok 3.0 PLN
    Oprocentowanie 2,333 spłaciłem już 36 rat po 670 (odsteki 200 kapitał 470). Miesięcznie po ok 2400 pln. Pozostało 107270 CHF do 15.06.2030.
    Dostałem pracę za granicą na 1 rok gdzie oprócz miesięcznej spłaty raty zaoszczędzę 2000 USD. razem 36 k USD.
    Pytanie:
    czy mam co miesiąc zamieniać w kantorze internetowym 2000 USD na CHF i co miesiąc zmniejszać kapitał o około 1500 chf czy też gromadzić USD przez rok i jednorazowo zmniejszyć kapitał do spłaty?
    Proszę o rady i opinie …w prostym języku.

    • Hej RobertS,

      To, która strategia okaże się bardziej opłacalna, okaże się dopiero po roku i zależeć będzie od zmian kursu USD/CHF.

      Ja nie lubię takich spekulacji na walucie i dlatego, ze względów opisanych już w artukule, nadpłacałbym systematycznie co miesiąc. Papier przyjmie oczywiście wszelkie wyliczenia i założenia, ale jedno jest pewne: nadpłacając co miesiąc skutecznie i szybko będziesz zmniejszał swój kredyt.

  30. Czesc Marcin,

    Pierwszy raz trafilem przypadkiem na Twojego bloga i jestem mile zaskoczony. Milo sie wszystko czyta i dowiaduje ciekawych rzeczy. Jestem w podobnej sytuacji wiele osob, posiadam kredyt w CHF (i ie tylko). W moim przypadku wygladalo to tak, ze kupilem dom, w ktorym jednak nie zamieszkalem i z przerwami wynajmuje. Ale do sedna! Czy poprawne jest rozumowanie, ze patrzac na inflacje (powiedzmy 3% w skali roku) wartosc nabywcza pieniadza maleje. Obojetnie jakiej waluty, kazda waluta ma inflacje (czasem deflacje ale to wyjatki). Dodatkowo przyjmujac, ze nieruchomosc „drozeje” o te 3% (rozumiem to tak, ze wartosc np. w stosunku do zlota czy srebra jest taka sama)to splacajac kredyt wychodzimy na „plusie”. A przynajmnniej na mniejszym minusie. Bank nie powieksza kwoty kapitalu kredytu do splaty o inflacje. Ja to rozumiem tak, ze po powiedzmy 10 latach splacania kredytu, wziete 100tys kredytu na poczatku bedzie mialo duzo mniejsza wartosc nabywcza. Czyli powiedzmy kredyt w PLN wziety na 6% w skali roku tak na prawde da nam 3% w skali roku przez uwzglednienie inflacji 3%.

    Jestem laikiem wiec prosze o wyrozumialosc. Przepraszam za brak polskich znakow.
    pozdrawiam
    Marcin

    • Hej Marcin,

      Serdecznie witam Cię na blogu i dziękuję za pytanie.

      Zacznę od tego, że faktycznie inflacja sprawia, że kwota naszego zadłużenia w ujęciu realnym (po odjęciu inflacji) maleje. Dodatkowo maleje ona również stopniowo na skutek spłacania rat do banku. Zatem Twój tok rozumowania jest słuszny – po 10 latach wartość realna naszego długu jest niższa, po 15 jeszcze bardziej, itp.

      Niestety, poza kapitałem spłacamy jeszcze do banku odsetki – ogromne ilości odsetek, o czym więcej napisałem w artykule:
      Kredyt hipoteczny – dlaczego 30 lat to kiepski pomysł?
      Spłacane odsetki to z naszego punktu widzenia „kasa wyrzucana przez okno” – której nigdy nie odzyskamy.

      Nadpłacanie kredytu porównać można do inwestowania pieniędzy w sposób dający nam zarobić tyle, ile wynosi oprocentowanie kredytu + podatek Belki.

      Jest jednak inny element, którego kredytobiorcy zwykle nie biorą pod uwagę. Są to dodatkowe ryzyka oraz uciążliwości związane z posiadaniem tak ogromnego zobowiązania.
      W tym artykule napisałem sporo o ryzyku walutowym. Ale istnieją jeszcze inne: ryzyko wzrostu stóp procentowych, ryzyko związane z utratą przez nas źródła dochodu, ryzyko spadku wartości nieruchomości i żądania przez bank dodatkowych zabezpieczeń, zniszczenie nieruchomości (wtedy bank bierze kasę z ubezpieczenia a jeśli jej nie wystarczy – ściga nas o różnicę), znacznie mniejsza mobilność i brak wolności wyboru zajęcia (wiele osób pracuje tam, gdzie pracować nie lubi, ale muszą, bo trzeba spłacać kredyt), itp. Takich „niemierzalnych” elementów jest bardzo dużo.

      Mądrze zaciągnięty kredyt hipoteczny ma sens. Ale jeszcze większy sens ma spłacony kredyt hipoteczny (mówię to o nieruchomości, w której mieszkamy). Nie ma sensu trzymać tego „ciężaru” na swoich barkach przez 30 lat. Porozmawiaj z kimkolwiek, kto już kredyt hipoteczny spłacił i zapytaj go jak się z tym czuje. Poczucie wolności i swobody jest wspaniałe, a w portfelu pozostaje co miesiąc mnóstwo dodatkowej kasy.

      Finanse osobiste to coś więcej niż matematyka 🙂

      • Dziekuje Marcinie za odpowiedz,

        Trafilem na Twojego bloga przypadkiem i mysle, ze bede tu zagladal czesciej.
        Zgadzam sie z Toba w 100%. Sa dobre kredyty, ale jeszcze lepsze sa dobre kredyty splacone:-). Jak widze po swoim kredycie i kredutach, ktore juz splacilem, harmonogram jest jasny i widac, ze wlasnie splacanie kredytu-kapitalu na samym poczatku jest najbardziej oplacalne. Przy oprocentowaniu CHF powiedzmy 1.2 na moja rate, ktora wynosi 990CHF sklada sie 780CHF kapitalu i 210CHF odsetek.Posiedzialem troche i liczylem za i przeciw nadplacania kredytu, i wychodzi jednoznacznie ze nadplacanie nawet po wiekszym kursie sie bardziej oplaca niz oddawanie tych pieniedzy w postaci odsetek.
        Sama koncowka okresu kredytowego zawiera sladowe ilosci odsetek, wiec wtedy przy wiekszych oszczednosciach oczywiscie mozna nadplacic ale juz nie ma takiego „cisnienia” i mozna trzymac PLN na rachunku oszczednosciowym lub jak sie ktos lepiej poczuje, splacic ostatnie raty kapitalu. To takie tylko moje przemyslenia.
        Pozdrawiam
        Marcin

        • Władysław

          Bardzo ciekawa analiza. Mam bardzo podobną sytuacje do autora artykułu. I dręczą mnie podobne pytania. Sytuacja moja o tyle jest gorsza, że kupione mieszkanie zaspakaja moje podstawowe potrzeby bytowe (nie jest przeznaczone na wynajem). A pytanie które trapi mnie najbardziej, na które nie ma odpowiedzi w artykule: Czy gdyby Pan Marcin wziął kredyt w PLN i zakładając hipotetycznie że płaciłby te same raty miesięcznie przez 7,5 roku byłby do przodu czy do tyłu ?

  31. Cześć Marcin,
    jak większość z piszących jestem „frankowiczem” – przygotowuję się mentalnie do „Kroku 9” i analizuję jak nadpłacać. Michał Szafrański, w swoim blogu, zamieścił analizę na ten temat „Czy warto nadpłacać kredyt hipoteczny? – analiza i Excel” z której wynika, że nadpłacanie pojedynczym dużym „strzałem”, który najpierw pracuje na koncie/lokacie jest bardziej opłacalne. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?
    Pozdrawiam
    Bartek

    • Cześć Bartku,
      W przypadku kredytu w CHF kluczowa jest redukcja ryzyka kursowego. Nawet jesli zarobisz na lokacie 3% więcej niż wynosi oprocentowanie kredytu w CHF, ale w tym samym czasie kurs franka umocni się o kolejnych 5 czy 10% w skali roku, to korzyści ze spłaty „jednym strzałem” będą ujemne.
      Oczywiście kurs moze również zmienić si w drugą strone, ale tak rozumując znów bawimy się w spekulację na walutach, której zabezpieczeniem jest nasze wasne mieszkanie. Drugi raz popełniać ten sam błąd? Nie, dziękuję.

      W przypadku kredytu hipotecznego, tak jak napisałem w artykule, jestem zwolennikiem systematycznych, regularnych spłat. To samo dotyczy kredytu w PLN. Naprawdę niewiele osob potrafi w systematyczny sposób zarabiać na swoim kapitale więcej niz banki na oprocentowaniu kredytu hipotecznego.

  32. A jak oceniasz możliwość systemowych rozwiązań na wzór Węgier w sprawie rozwiązania problemów kredytobiorców z CHF. Czy Twoim zdaniem w Polsce jest to możliwe czy jednak bez szans? Sam biorąc kredyt uznałem możliwość wahania waluty, ale to co się wydarzyło z frankiem to chyba rodzaj jakiejś gigantycznej spekulacji a nie zwykłego wahania cel waluty. Żadna inna waluta aż tak nie skacze.Nie poświęciłeś temu ani zdania. Uważasz, że aż tak wysoki kurs CHF to po prostu wynik zwykłej gry rynkowej czy kombinacji na wielką skalę.

  33. Ja też jestem frankowiczem i mam zamiar systematycznie nadpłacać kredyt mimo wysokiego kursu. Dla mnie to bardzo bolesna lekcja i nauczka. Nasuwa mi się jeden wniosek – brakuje w szkole lekcji dotyczących podstaw ekonomi!!! Społeczeństwo nie wie jakie ma składki odprowadzane od wypłaty, nie wie jaki kredyt brać, nie wie nic!!! Nieświadome społeczeństwo to pole do popisu polityków -oszustów. Pozdrawiam frankowiczy-niech moc będzie z Wami.

  34. Witam,

    Od dawna czytam Twoje artykuły. Mam skończone 28lat. Kredyt brałem pół roku temu wtedy jeszcze miałem 27lata. Fakt pierwsze moje mieszkanie nabyłem stosunkowo tanio około 120K w wieżowcu za 50m2(w tym 20k wkładu własnego a 100k kredytu na 15lat). Zaleta kupna mieszkania od rodziny. Pani próbowała mi wcisnąć na 25 lub 30 lat ale się nie zgodziłem. Obecnie moja rata wynosiła około 820zł. Kredyt mimo wszystko nadpłaciłem nie dużą kwotą bo 2tys złotych i po obniżce wibor i szybkiej nadpłacie rata wynosi teraz 770zł- czyli 50zł mniej (a kapitału do spłaty po 5 miesiącach od wzięcia 100k zostało 96k). Całkowity koszt kredytu wynosi około135k (czyli na dzień dzisiejszy około 35k odsetek). Pytanie czy dobrze zrobiłem że brałem kredyt na taki okres i że teraz go tak szybko nadpłacam nadwyżką finansową.

  35. Witajcie Forumowicze,
    dopiero dzisiaj dotarłem do tej ciekawej dyskusji, bo również zastanawiam się nad podjęciem kroków redukujących ryzyko mojego „bankructwa” z powodu kredytu we frankach. Moja sytuacja wygląda dzisiaj tak:
    Kredyt na 400.000 PLN wzięty w kwietniu 2009r., przy kursie 2,85 na 30 lat (miałem wówczas lat 49!! – to się nazywa wiara w długowieczność) i spłacam go regularnie przy marży 2,8% ratą miesięczną wynoszącą 600 CHF. Środki na spłatę kredytu pokrywam z dwóch wynajmowanych mieszkań i teoretycznie mógłbym podnieść jej wysokość do 700 franków miesięcznie, odkładając, jak wielu z Was to sugeruje, nadwyżkę na konto na gorsze czasy. Ponieważ jednak zmuszony zostałem do wcześniejszego przejścia na emeryturę (mniejsze dochody), a ponadto jestem sceptykiem w stosunku do sukcesów gospodarczych naszej „zielonej wyspy”, jak i do spadku kursu franka, w moim planie realizacji kredytu (głównie, by nie zostawiać go dzieciom) postanowiłem sprzedać jedno z mieszkań i spłacić ze stratą jego większą część. Po przeczytaniu jednak kilku postów powyżej, jak i Twoich, Marcinie, komentarzy zastanawiam się, czy jest to rozwiązanie rozsądne. Czy zatem Twoim zdaniem pozostać przy obecnym planie wprowadzając „nadpłaty” na konto frankowe, czy też pozbyć się części bardzo wysokiego jeszcze długu kosztem mieszkania???

  36. Wiem, że może wyglądać że się czepiam, ale Marcin piszesz raz CHF/PLN a raz PLN/CHF. Napisałeś: „…W 2006 roku zainwestowałem w bardzo fajne mieszkanie w centrum Warszawy zaciągając 30-letni kredyt we franku po kursie 2,42 PLN/CHF…” , a potem „…Poniższy wykres ilustruje kurs CHF/PLN za okres ostatnich 10-ciu lat:…”. Wiem na pewno, że chodziło ci o 2,42 CHF/PLN. Gdyby w 2006 roku kurs PLN/CHF wynosił 2,42 to oznaczałoby, że kurs CHF/PLN wynosiłby 0,41, a takiego kursu nie było 😉 Co do kredytu to wiem jaka była nagonka na kredyty we frankach szwajcarskich, więc nie dziwie się że wziąłeś w walucie obcej. Ogólnie rzecz biorąc banki bardzo chętnie przerzucają ryzyko na swojego klienta (ryzyko stopy procentowej, ryzyko walutowe). Wszelkie prognozy kursów w długim terminie to czyste gdybanie, bo np. niby kto mógł przewidzieć, że Rosja zajmie Krym a cena ropy Crude Light Oil spadnie do 69 $ za baryłkę? Na pewno nie ja. Bardzo mi się podoba twoje podejście do finansów na tym blogu. Można mieć olbrzymią wiedzę z finansów, ale brak zdrowego rozsądku spowoduje, że zostaniemy z niczym.

  37. Małgorzata

    Hej Marcin,

    właśnie założyłam konto walutowe w Aliorze wg Twoich instrukcji. Wcześniej podpisałam aneks do umowy kredytu hipotecznego na spłatę w CHF. Twoje nauczanie na blogu działa.

    Pozdrawiam,

    Małgosia

  38. bezportek :)

    „Większość analityków przewiduje, że frank będzie stopniowo taniał. ”
    Ta większość przewidziała to dokładnie na końcu konsolidacji, poprzedzającej wzrost ceny CHF, którego końca nie widać:) „Frankowcy” proszeni są o cierpliwość, na pewno spadnie:)

  39. Witam,

    Jak Autor bloga zapatruje się na dzisiejszą, ciekawą sytuację CHF’a ?
    Troszkę „poszedł” w górę …

    pozdrawiam

  40. no to teraz moja kolej.
    kredyt wzięty w 2008 roku, chf 2,12 pln, oczywiście jak każdy chciałem być mądrzejszy jak ładniejszy , nie wyszło. wartość kredytu 59 tys chf.
    pod koniec roku postanowiłem sprzedać nieruchomość. ale trzeba było spłacić pozostały kredyt około 49,5 tys franków.
    żeby uniknąć marży banku postanowiłem zrobić to dwu etapowo, najpierw 170 tys zł, po kursie 3,62. pozostało do spłaty około 3,5 tys franków. przy obecnym kursie i tak oddaję tą marżę.
    ale jest w tym wszystkim i pozytyw, nie mam garba frankowego.
    teraz o moim planie.
    pracuję w Norwegii i zarabiam w koronach. po dokonaniu transakcji sprzedaży i spłaty kredytu pozostało mi 150 tys zł.
    teraz zamierzam kupić mieszkanie w lokalizacji gwarantującej wynajęcie. (warszawa)
    muszę dobrać kredyt w wysokości około 380 tys zł. kredyt teraz tylko w koronach czyli około 800 tys koron na okres 15 lat, rata kredytu około 7 tys koron. zamierzam nadpłacać kredyt i w ciągu 8 lat wyjść na 0. Pomóc ma mi w tym wpływ z wynajęcia + własne zaciśnięcie pasa, przy sprzyjających warunkach zamierzam skrócić ten czas do 6 lat.
    tak więc po 8 latach mam nadzieję być szczęśliwym posiadaczem nieruchomości nie obciążonej kredytem o wartości 2 krotnie przewyższającej obecną nieruchomość, której nie miałem możliwości wynajęcia.
    teraz tylko jeszcze kredyt w koronach w pko sa. ryzyko przewalutowania tylko raz przy ustalaniu wielkości kredytu.
    no i mam to szczęście mieć stabilną i perspektywiczną pracę.
    taki jest mój pomysł
    pozdrawiam

  41. „Jeśli ktoś w połowie 2008 roku kupił mieszkanie za 600 tys. złotych i sfinansował je kredytem we frankach, ma do spłacenia już 1,1 mln złotych.”

    Teraz to już zostało ponad 1,3mln do oddania i to dalej może rosnąć.

    Mam znajomego kupił 7lat temu mieszkanie 36m za 150tys zł we frankach. Po 7 latach spłaty zostało mu do oddania (samego kapitału) uwaga 245tys zł , a mieszkanie na dzień dzisiejszy warte trochę ponad 100tys zł.

    Ludzie współczuje wam

  42. Dziękuję za wpis i analizę, właśnie po czarnym czwartku zastanawiamy się nad tym żeby mieć jakiś plan.

    Co sądzicie o tym, aby z nadwyżek finansowego budżetu poprostu kupować systematycznie franki co miesiąc. Franki leżą unas, procenty idą do nas, a w razie gry frank idzie w górę wzrasta też wartość tej kwot w PLN. Z każdym miesiącem mamy coraz więcej franków zabezpieczając się na spłaty. Jeśli frank maleje, maleje nam wartość tch franków ale też dług 😀
    Finansistą nie jestem, zastanawiam się tylko na różnymi rozwiązaniami. Mamy trochę inwestycj w funduszach, ale to jest tak (w ostatnich latach) że jak frank rośnie to giełda spada więc takie zabezpieczenie nie działa.

    Pozdrawiam,

  43. Witam,
    dorzuciłbym jedną kwestię która mi w tej chwili pomaga – rezerwa franków na np. pół roku. Kupiłem franki w listopadzie na 6 m-cy, zawsze staram się mieć taką rezerwę. Efekt jest taki, że jeszcze w kwietniu płacę ratę frankami za 3,55PLN. Co mi to daje? A no to, że w maju będzie mnie już obowiązywała obniżona stopa procentowa, ujemna, co pomoże zbilansować kurs franka w okolicach 4,20 i utrzymać ratę na dotychczasowym lub niewiele wyższym poziomie. Poza tym ja tę rezerwę czasowo zmniejszam – np. jeśli w danym miesiącu frank stoi wysoko, nie kupuję go, w następnym to samo, ale już trzecim, czwartym lub piątym miesiącu frank powinien być niżej. Z tym nadpłacaniem też mam inny patent – gromadzę kapitał na spłatę w PLN, ale nadpłacę większą kwotę dopiero kiedy frank spadnie do sensownego poziomu. Planowałem wpłacić 17 000 CHF przy kursie 3,35, wydałbym ok. 50 000zł. Przy kursie 4,20 musiałbym wydać 60 000 PLN – strasznie mnie to boli, wolę te złotówki chomikować na koncie i poczekać na lepsze czasy. Oby przyszły…

  44. Cześć Michale, cześć wszystkim.

    Mam pytanie, ale na początek kilka faktów:
    – mam w kredyt w CHF wzięty w Nordea Bank w kwietniu 2009 r. na 86 000 CHF (ok 245 000 zł), przy kursie ok/ 2,85 zł/1 CHF, marża 3,1% (cóż, negocjowaliśmy, wydawało się, że to mało, a potem, po porównaniu z innymi bankami się okazało, że jednak dużo…). Kredyt wzięty na przebudowę i dokończenie budowy domu stojącego na dużej działce. Wartość kredytu w stosunku do nieruchomości: ok 25% (czyli duży wkład własny). Okres kredytowania: 35 lat. Jeszcze tylko 29 lat zostało…

    Moja miesięczna rata to 333 CHF (ok. 150 CHF kapitał, reszta odsetki….). Do tej pory spłaciłam ok. 11% kapitału (szacunki zgrubne, liczę na szybko), pozostało ok. 76 700 CHF.

    W międzyczasie udało się odłożyć ok. 150 tys. zł na koncie. Moja i męża strategia była taka, że odkładamy na lokacie z dobrym procentem, wyższym niż średnia rynkowa (mój lokalny bank spółdzielczy ma dobre oferty) i jak się uzbiera duża kupka i równocześnie kurs CHF spadnie do rozsądnego poziomu (dla nas: 3,2 – 3,3 zł/1 CHF) to kupimy franki w e-kantorze i nadpłacimy kapitał. Bo nadrzędny plan był taki, że kredyt spłacimy w ciągu 7 lat (teraz już wiem, że się nie uda :((( )

    Po drodze był też pomysł, aby co miesiąc kupować trochę więcej franków (500 CHF): 333 CHF szły by na bieżącą ratę, a reszta by leżała i zbierała się na kupce na dodatkową nadpłatę kapitału, robioną raz w roku, np. w okolicy świąt. Tego pomysłu nie udało się zrealizować – mąż wolał trzymać oszczędności na dobrze oprocentowanej lokacie w oczekiwaniu na dobry kurs. Mam poduszkę walutową w wysokości AŻ jednej raty. No i te 150 tys. zł oszczędności.

    W międzyczasie wydarzył się NASZ WSPÓLNY FRANKOWY ARMAGEDDON. I teraz się zastanawiam co robić: wszystkie (znane mi) znaki na niebie i ziemi wskazują, że kurs CHF jeszcze długo się będzie umacniał. Mąż twierdzi, że żeby ciąć straty, to dobrze by było kupić teraz ok. 5000 chf – byłoby na 1,5 roku spłacania, a resztę trzymać dalej na lokacie. Ja uważam, że należy kupić za całość (150 tys. zł, czyli ok. 34 tys.CHF) i analizować kurs i – 1) jak urośnie to mamy parę lat bezpieczeństwa, 2) jak zacznie spadać, to trudno – stracimy może i parę tysięcy, ale za to kupimy bezpieczeństwo przed dalszym wzrostem (patrz pkt. 1).

    Jakie są Wasze i Twoje, Michale, opinie?

    P.S. Żebyście nie odnieśli mylnego wrażenia, że mój wpis jest utrzymany w lekkim tonie – istotnie, może się wydać lekki, bo to taki sposób na oswojenie stresu, który mi towarzyszy od początku, jak wzięliśmy kredyt i który teraz się pogłębił. Żeby nie popadać w panikę, staram się patrzeć mimo wszystko z dystansem. Te uzbierane 150 tys. zł oszczędności to wierzcie mi wzięły się z ciężkiej pracy i wyrzeczeń – jeździmy starymi autami, na wakacje do rodziny albo w Polskę (też są piękne miejsca) i ogólnie rzecz biorąc żyjemy oszczędnie. I najciężej mi rozstać się z marzeniem, że pozbędziemy się jarzma kredytowego w ciągu 7 lat i w końcu odzyskamy spokój ducha.

    • A jak to jest z tymi nadpłatami? Też mam jedną ratę do przodu w razie czego, ale czeka sobie ona i Bank i tak co miesiąc automatycznie pobiera mi wymagana kwotę 1 raty, a tej drugiej nie rusza. Co to więc znaczy „nadpłacić ratę” ? Idziecie z dodatkową kasą do banku i płacicie jakaś prowizję ?

      • Cześć Paweł,
        W większości banków aby dokonać nadpłaty kredytu trzeba udać się do oddziału i złożyć specjalną dyspozycję. Na podstawie tej dyspozycji bank pobiera dodatkową kwotę z konta, pomniejsza saldo kredytu i dokonuje przeliczenia rat.
        To, czy zapłacisz od tego prowizję, zależy od zapisów w Twojej umowie kredytowej. Zwykle po ok. 5 latach od zaciągnięcia kredytu hipotecznego banki nie pobierają prowizji od wcześniejszych spłat.

    • Witaj Elu,

      jestem w sytuacji podobnej do Twojej i mam podobny dylemat. Mamy trochę oszczędności w PLN i nadal spory kredyt do spłaty (2006 rok, 2.50 za franka). I zastanawiam się czy kupić franki za kwotę jaka dysponujemy i nadpłacić czy czekać i mieć nadzieję, że kurs franka spadnie. na razie się umacnia i raczej w tym kierunku są prognozy. jaka ostatecznie podjęliście decyzję?

  45. Zachęcam autora artykułu do głębszej analizy przyczyn wzrostu kursu franka. Teza, że zmiana kursu wynika z relacji popytu do podaży jest oczywista. Wiedza autora powinna umożliwić przedstawienie bardziej szczegółowej analizy kto skupuje franka i jakie może mieć z tego korzyści. Nazwanie sytuacji spekulacją byłoby ryzykowne, ale jak nazwać sytuację w której ktoś blokuje swoje środki, żeby tracić co roku 0,75%. Czy fakt, że co miesiąc kilka milionów ludzi musi kupić franka, żeby nie stracić dachu nad głową nie jest okazją do uzyskiwania korzyści z kontrolowania kursu franka? Nie jestem ekonomistą i może mój model jest prymitywny, ale ponieważ nie znajduję nigdzie prób realnej interpretacji zjawisk, które zachodzą, to zachęcam do nazywania modelu tego zjawiska i proponowania rozwiązań, które pomogłyby wpłynąć lub przynajmniej przygotować się na skutki ewentualnych spekulacji.

  46. Mam pożyczkę hipoteczną we frankach, kredytu mieszkaniowego nie mogłem wziąźć w 2007 roku bo na adaptację strychu od Wspólnoty Mieszkaniowej nie dawali, mam do spłaty 48000 fr i nie mam zamiaru skorzystać z żadnych rozwiązań które obecnie proponują politycy, nie wiem co wymyślił poseł Piechciński, dzisiaj się przekonam, ale wątpię aby było to coś extra, banki nie dadzą sobie wyrwać zysków ponad przeciętnych, wdepnąłem w to „gówno” i trudno, będę brnął dalej, zaryzykuję ponieważ pożyczkę mam rozłożoną na jeszcze 13 lat, gdybym teraz nawet przewalutował po kursie sprzed skoku franka, to i tak spłacanie przez 7 lat nic by nie dało, bo kwota w złotówkach będzie większa, niż dostałem w 2007 roku, dlatego będę płakał i płacił, zaczekam aż fank zdecydowanie spadnie, nawet jeśli to będzie kilka lat, to i tak lepiej na tym wyjdę. Jeśli przewalutuję, to oprpcentoanie w złotówkach będzie dużo wyższe i niewele na tym zaoszczędze, to tyle moich przemyśleń. Pozdrawiam wszytkich frankowiczów !!!!

  47. Witam wszystkich.
    Krótko o mojej sytuacji kredytowej. Kredyt budowlany zaciągnąłem w złotówkach pod koniec 2006r. na kwotę 90 tys. zł. Mam ratę kapitałową stałą, a odsetki malejące.
    Kierując się różnicą w wysokości oprocentowania w złotówkach i we frankach i chęcią obniżenia rat, na swój wniosek przewalutowałem kredyt na franki w najgorszym dla mnie czasie, tzn. w czerwcu 2008 (kurs przy przewalutowaniu 2,035 !). Kurs przewalutowania był kursem kupna franka obowiązującym w Banku w dniu przewalutowania – i tak to zostało zapisane w aneksie do umowy. Natomiast spłata we frankach następuje oczywiście przy zastosowaniu kursu sprzedaży waluty obowiązującego w banku w chwili spłaty – co też zostało zapisane w aneksie.
    Takie postępowanie banku oceniam jako niesprawiedliwe i wykorzystujące silniejszą pozycję Banku jako strony umowy. Wydaje się zasadne, aby zarówno przewalutowanie, jak i spłata następowały przy zastosowaniu tego samego kursu, np. kursu sprzedaży. Bank bezlitośnie zarobił na spreadzie i to podwójnie. Po pierwsze Bank wyliczył w ten sposób wyższe moje zadłużenie początkowe we frankach (gdyby zastosował kurs sprzedaży, to kwota zadłużenia byłaby niższa o ok. 2 tys. franków na starcie). Po drugie wyższe zadłużenie przełożyło się na wyższą ratę kapitałową i odsetkową – a to dotyczy całego okresu spłaty.
    Moje (naiwne? i bardzo nieprecyzyjne) pytanie brzmi: czy warto podjąć próbę wymuszenia na banku, by dokonał ponownego przeliczenia zadłużenia stosując zarówno do przewalutowania jak i do spłaty ten sam kurs waluty? Czy takie postępowanie banku zostało uznane (np. przez UOIK) za niewłaściwe i zapisane do klauzul niedozwolonych
    Za wszelkie sugestie będę wdzięczny.
    Paweł.

  48. Ja mam sytuacje dość nietypowa. Otóż posiadam aktualnie cała kwotę w złotówkach, by spłacić kredyt we Frankach. Kredyt na 25 lat po kursie 2,35, zostało 155 tys CHF, rata miesięczna 720 CHF. Warto spłacić? Z gory dziękuje za opinie.

  49. Witam, trafiłem na ten blog przypadkiem pewnie jak większość. Chciałbym jeszcze podrzucić jeden sposób „hedgowania” kursu franka dla tych którzy chcą walczyć z największym długiem. Ciekawą opcją jest złoto ale kupowane fizycznie nie żadne cetyfikaty, fundusze itp. Złoto obłożone jest 0% VATem więc cena kruszca niewele rózni się od ceny spot. Wiadomo, że wszyscy patrzą na cenę złota wyrażoną w dolarach i tu mamy jazdę w górę i w dół i panikarskie komentarze. Jeśli jednak weźmiemy cenę złota wyrażoną w CHF to koszt 1 uncji w 2006 roku wynosił 500CHF (kurs PLN do CHF średnio 2,5 czyli 1250 PLN), w 2011-2013 kiedy PLN (kurs 3,5-3,7) padał na kolana w stosunku do CHF cena 1 uncji złota przekroczyła 1600 CHF (czyli ok. 5500 PLN) a teraz utrzymuje się na poziomie ok. 1100CHF (ok. 4300 PLN). Czyli np. kupując złoto w 2006 roku za 1 ratę zabezpieczyliśmy 2 raty kredytu w 2015. Złoto to ciekawy kruszec, niweluje wszelkie wahania kursów walut i ryzyko inflacji chociaż jego wartość nominalna jest zmienna w walutach. Tak więc kupujac złoto za równowartość raty kredytu reguralnie co miesiąc przez ostatnie 8 lat od roku 2006 mielibyśmy odłożony kapitał o wartości ok. 13-14 lat spłacania (w przypadku kredytu na 20 lat już mamy zysk) mimo sporego załamania cen złota od szczytu w 2013. Co daje rewelacyjny wynik. Na złocie najlepiej widać efekt wszelkich QE i spadek wartości pieniądza. Dla bardziej szalonych jest jeszcze srebro. Moja strategia jest taka, że rozdzielam zakupy na 2 części CHF i złoto. W sytuacji dopływu gotówki dorzucam trochę srebra (tu mieliśmy ostry zjazd z 50 USD za uncję do 16 USD w ciągu kilku miesięcy). Oczywiście ryzyko jest takie, że przez następne 20 lat będziemy mieć płaski poziom na złocie lub spadki ale taka sytuacja zawsze miała miejsce jak sytuacja gospodarcza była pewna i stabilna ale na to się nie zanosi. A jak się spełni to złoto trzeba będzie trzymać w skrytce do następnego kryzysu 😉

    • Cześć Rafał,
      Jak dla mnie to strategia „przekombinowana”. Nie widzę w jaki sposób receptą na nieudaną spekulację CHF (zaciągnięcie kredytu) miałaby być spekulacja na złocie. Dane historyczne ok, ale…”Analiza wsteczna zawsze skuteczna”.
      Na temat inwestowania w złoto napisałem 2 artykuły. Jeden mówiący o tym, jak konkretnie można to robić:
      Jak inwestować w złoto – przewodnik dla poczatkujących.
      Serdecznie polecam lekturę. 🙂

      • Generalnie moje założenie jest takie, że złoto nie traci na wartości w stosunku do pieniądza papierowego w średnim okresie czasu, poza krótkimi okresami destabilizacji. W czasach psucia pieniądza po kazdej stronie globu zakładam, że teza jest prawdziwa i powinna przynosić zyski albo minimum zabezpieczać wartość pieniądza w czasie (czyli prawie jakbym kupował CHF ale wysoko oprocentowanego ale jak wiadomo praiwe robi wielką różnicę 😉 ) . Niestety albo stety obecnych czasach wszystko się zmienia więc rózne strategie i stare prawdy lądują w koszu. Czyli złoto tak jak wszystko może się stać przysłowiową inwestycją długoterminową lub też ostatecznie kupą metalu w szafie nadającą się do przetopienia na oldskoolowy świecznik. Stąd „hedgowanie” w cudzysłowie bo to jest również spekulacja ale naprowadzil mnie na nią mój kredyt CHF i od 2008 daje jakiś tam efekt redukcji wahań kursu.
        Próbowałem również realnego hedgingu czyli otwarcia długiej pozycji na parze CHF/PLN, „hedżowałem” swego czasu kontraktem 24-36 najbliższych rat ale koszty puntków swapowych i podatek od zysków kapitałowych zżerał w dużej mierze sukces zabezpieczania pozycji i podnosił mój poziom stresu bo w normalnych warunkach powinienem móc od zysku z kontraktu odjąć straty z kredytu. Poza tym wartość mikro-lota jest stała a raty mam zmienne i wartość tychże rat w jest mniejsza od 1 mirko-lota więc też się nie da dzialać 1 do 1.
        Kontrakt jest dobrym patentem jeśli chce sie przewalutować kredyt a procedura w banku trwa…..3 miesiące albo więcej wtedy można sobie zabezpieczyć kurs na dziś jak ktoś się decydował na taką operację bo mu kurs odpowiada (mając w pamięci jesień 2008 i 15 stycznia warto mieć to na uwadze….mam nadzieję, ze nie było nieszczęśników którzy składali wnioski o przewalutowanie np. w grudniu 2014 a banki im radośnie przewalutowały kredyty po kursie z dnia 15 albo 16 stycznia)….

        • Właśnie z takich powodów po kilku analizach doszedłem do wniosku, że strategią „skazaną na sukces”, gdzie sukces definiuję jako szybkie pozbycie się kredytu, będzie po prostu jego nadpłacanie. 🙂
          Bardzo cenne spostrzeżenie z tym, że warto zahedgować kurs w przypadku spłaty całkowiej lub nadpłaty całej kwoty.

          Jesli chodzi o hedging rat – kiedyś bawiłem się opcjami, bo otwarta pozycja na kontrakcie terminowym nie poprawiała mojego komfortu (a przecież hedging z definicji powinien działac kojąco na nerwy). 🙂 Nawet starałem się ograniczać koszty kupując opcje out of the money. Ale po podliczeniu premii i podatku z PITa 8C doszedłem do wniosku, że szkoda prądu.

          Stąd ostatecznie postawiłem na nadpłaty.
          Dzięki za komentarze i serdecznie Cię pozdrawiam.

  50. Marcin, zastanawiam się czy Twoje pomysły na spłatę kredytu CHF zmieniły się po 15 stycznia? Większość analityków zakładała (Ty chyba też), że Bank Szwajcarii nadal będzie pilnował żeby kurs franka utrzymywać na poziomie niższym niż 1,20. Już wszyscy wiemy, że jest inaczej. Mamy trochę odłożonych pieniędzy (prócz bufora, o którym mówiłeś przy innych okazjach) i zastanawiamy się co zrobić. Nadpłacić po dzisiejszym kursie czy czekać na spadek. Prawdę mówiąc czekam na ten spadek od 2010 (kredyt braliśmy tak jak Ty w 2006) i jakoś nie mogę się doczekać. A przewidywania są bardzo niepokojące – wielu analityków twierdzi że wzrost franka do poziomu nawet 4,50 w ciągu najbliższych kilku lat jest bardziej prawdopodobny niż jego spadek. Dodam jeszcze, że spłata kredytu nie obciąża naszego budżetu w nadmiernym stopniu, dla mnie jest to raczej kwestia obciążenia psychicznego. Perspektywa kolejnych 20 lat z kredytem bardzo mnie niepokoi 🙂

  51. No to teraz mam pytanie:
    czy jakoś zarabiacie swoimi nadwyżkami chfów?
    Mam mały zapasik, ale wolałabym by choć troszkę on pracował na jakiejkolwiek lokacie.
    Czy znacie takie możliwości? Ktoś korzystał?

Odpowiedz