Finanse osobiste kobiet – co facet może o tym wiedzieć?

68

 finanse osobiste kobiet 1

Kobiety i pieniądze to dwie oddzielne sprawy. Jedno z drugim nie może istnieć obok siebie, bo w obecności kobiet pieniądze natychmiast wyparowują. Kobiety nie mają pojęcia o finansach, wydają mnóstwo kasy na pierdoły – głównie ciuchy oraz buty. Chcesz wydać mniej na utrzymanie swojej kobiety? Ożeń się z Murzynką – zaoszczędzisz na solarium.

Kobiety boją się ryzyka, panikują i nie są w stanie zarobić tyle co faceci. Powinny siedzieć w domu i zajmować się dziećmi, bo do pracy po prostu się nie nadają. Zamiast pracować – gadają, plotkują, wydzwaniają do przyjaciółek i marnują czas. Te, którym udało się zgromadzić jakiś majątek, osiągnęły to wyłącznie dzięki swoim mężom. Zawsze znajdą jakiegoś łosia, który spłaci ich długi, a potem jeszcze kopnie w kalendarz i zostawi majątek. Mężczyźni tyrają przez długie lata, utrzymują rodziny, a potem umierają wkrótce po przejściu na emeryturę. A kobiety? Żyją sobie jeszcze długo i szczęśliwie jeżdżąc po sanatoriach. Nie zamęczały się w młodości i na starość też im łatwiej.

Oto zbiorczy portret Wenusjanek widziany oczami rasowych Marsjan, którzy z ogromnym zaangażowaniem udzielają się w komentarzach pod artykułami o finansach kobiet. 8 marca na różnych portalach ukazało się trochę raportów na ten temat, więc pomimo ogromnego zapracowania i nawału obowiązków, rasowi Marsjanie znaleźli czas, aby zamieścić tam cenne opinie. Możliwość zapoznania się z nimi była niczym ożywczy powiew prawdy w świecie zdominowanym przez kłamstwa feministek.

Zawsze wiedziałem, że my, faceci, jesteśmy lepsi. I nie dotyczy to tylko pracy, zarabiania i finansów, ale każdej innej dziedziny życia. Rodzicami też jesteśmy znakomitymi. Co myśli facet, który nie potrafi złapać kontaktu z synem lub córką? „Jestem świetnym ojcem, tylko trafił mi się kiepski dzieciak…”. To nas, mężczyzn, Bóg stworzył jako pierwszych, a kobiety są jedynie klonem wykonanym z naszego nadliczbowego żebra. My jesteśmy piękni, a kobiety muszą się malować. Nie musimy nikogo pytać o drogę, aby dotrzeć do celu i to my rządzimy światem oraz kreujemy bieg historii.

A szkoda. Bo gdyby Putin był kobietą…

Te komentarze Marsjan rasowych natchnęły mnie, aby dla równowagi pokazać, co myśli o tym Marsjanin nierasowy, albo po prostu – Marsjanin kundel.

 

Kto tak naprawdę jest lepszy? Kobiety czy mężczyźni?

Czy świat finansów jest domeną mężczyzn? Nie da się ukryć, że przez stulecia tak właśnie było. Nic zatem dziwnego, że w pewnym stopniu to przekonanie pokutuje nadal, a wiele osób z Marsa nie rozumie zachodzących zmian. Wystarczy spojrzeć na obsadę najwyższych stanowisk w spółkach giełdowych czy na listy prelegentów seminariów poświęconych gospodarce i finansom: tam kobiety to ciągle wyjątek. Oczywiście, rasowemu Marsjaninowi natychmiast nasuwa się wniosek, że mężczyźni są po prostu bardziej kompetentni. Ale głosząc takie tezy my, faceci, strzelamy sobie w kolano. Bo skoro kobiet na wysokich stanowiskach jednak przybywa, wygląda na to, że one są coraz lepsze, a my się uwsteczniamy.

Oczywiste jest, że takie podejście spłyca temat i jest reliktem dawnych czasów. Dzisiaj zarówno kobiety, jak i mężczyźni, mogą osiągnąć ogromny sukces zawdzięczając to swoim talentom i kompetencjom. Ale…

 

Kobietom jednak jest trudniej.

Trudniej zdobyć lepszą pracę, trudniej awansować, trudniej zarobić duże pieniądze. Żeby zarobić tyle co facet, kobieta musi się bardziej natrudzić. A do tego, kiedy decyduje się na dzieci, ma przecież długą przerwę w pracy. Powrót po wielu miesiącach, o ile w ogóle jest możliwy, wiąże się często z koniecznością ponownej adaptacji do nowego środowiska, gdzie niedawni koledzy awansowali i pełnią teraz rolę szefów. I to szefów wymagających, patrzących krzywo na matkę niechętną do pracy po godzinach. To dlatego spotykając kobietę, która odniosła zawodowy sukces, patrzę na nią jak na weterana frontu wschodniego (dla tych, co nie lubią historii – na froncie wschodnim było ciężko).

Naturalnie, sam sukces zawodowy nie wystarczy, bo od kobiety oczekuje się jeszcze, aby wspaniale zadbała o dom, dzieci i oczywiście… o króla lwa. Ach, i jeszcze musi przy tym świetnie wyglądać. Tylko bez żadnego chodzenia na fitness czy wydawania pieniędzy na ciuchy – to wyrzucanie kasy w błoto. Jeśli kobieta tego nie ogarnia, to nie tylko lew głośno ryczy, ale również teściowa, rodzina i koleżanki boleśnie dają do zrozumienia, co myślą o takiej „kobiecie sukcesu”. To pozostałość po dawnym podziale ról, w którym mężczyzna to właśnie lew salonowy, ubijający ważne interesy, a kobieta to kura domowa, której nadrzędnym priorytetem jest dbanie o dom, dzieci i męża. Jeżeli kura domowa chce odnieść sukces zawodowy – to już jej problem. Praca? To najwyżej może być jej dorywcze hobby – po tym jak już zadba o całą resztę.

Wiem, przeginam i przerysowuję. Ale sam jestem w szoku, jak wielu jest rasowych Marsjan, którzy tak właśnie myślą o roli kobiet.

 

Gdy rycerz zmienia się w tyrana.

Niektórzy uwielbiają odnosić się do tzw. tradycyjnego podziału ról. Jego streszczenie sprowadzić można do dwóch, całkiem sensownych punktów:

  • To kobiety rodzą dzieci i są wspaniale przygotowane przez naturę do ich wychowania.

  • Rolą faceta jest zapewnienie kobiecie i dzieciom materialnego bezpieczeństwa.

I jak na razie wszystko gra. Problem jednak w tym, że te punkty z upływem czasu służą rasowym Marsjanom do wysnuwania pokrętnych wniosków.

Na początku związku wszystko jest pięknie: ja, rycerz w srebrnej zbroi, będę dbał o ukochaną kobietę, a ona zajmie się naszym domowym ogniskiem. My, faceci, naprawdę bardzo głęboko w to wierzymy. Poczytujemy sobie za punkt honoru, aby utrzymać rodzinę i dać żonie wszystko, czego zapragnie. Ale pomimo tych szlachetnych intencji, radzę kobietom, by podchodziły sceptycznie do naszych zapewnień. W każdym razie, wychowując moje córki, wybiję im z głowy opieranie finansowego bezpieczeństwa na słowie rycerza w srebrnej zbroi.

Czas bowiem płynie, życie stawia przed nami kolejne wyzwania, dzieci rosną, a męska optyka zaczyna się zmieniać. Gdy poczujemy moc płynącą z zapewniania rodzinie środków materialnych, w mózgach wielu z nas zachodzą nieodwracalne zmiany.

Zwykle przybierają formę łagodną i raczej nieszkodliwą. Taki stan objawia się na przykład krótkim stwierdzeniem wtrąconym w rozmowie ze znajomymi: „Moja żona nie pracuje. Nie musi.” Mówimy to z dumą, komplementując samych siebie. A co powiedzieliśmy w ten sposób o żonie? Że zajmowanie się domem i dbanie o dzieci to żadna praca. Ot, chwila krzątaniny, opanowanie drobnego zamieszania, załatwienie kilku prostych spraw. To nie umywa się do naszych poważnych, służbowych obowiązków, więc trudno nawet nazwać to pracą. A skoro to nie jest pracą…

No właśnie. Zmiany w męskim mózgu mogą niestety postępować i stać się naprawdę groźne. Dlaczego ja ciężko pracuję, a ona siedzi sobie w domu? I na co ona w ogóle wydaje MOJE pieniądze? A skoro pieniądze są moje, to po co nam wspólne konto? I o co jej chodzi, że późno wracam? Ktoś musi przecież utrzymać ten cały majdan. A do tego jeszcze się roztyła… I tak, krok po kroku, stan może się dalej pogarszać, a w skrajnych przypadkach przybierać formę prawdziwej przemocy ekonomicznej, o której w mistrzowski sposób napisał Konrad Kruczkowski na blogu Halo Ziemia: Bez sinych oczu, bez pękniętych warg.

 

Dom i rodzina to jednak nie wszystko.

Rzadko kiedy dla kobiet urodzenie i wychowanie dzieci jest szczytem życiowych marzeń, choć wielu rasowych Marsjan śni, aby tak właśnie było. Jasne – to jeden z absolutnie najważniejszych i najwspanialszych elementów ludzkiego życia, ale w miarę jak dzieci dojrzewają, coraz bardziej do głosu dochodzi potrzeba realizowania się również na innych polach. Kobiety mają nie tylko pełne prawo do takiej samorealizacji, ale wręcz święty obowiązek by do niej dążyć. Każdy z nas, bez względu na płeć, otrzymał ogromny dar: własne życie. W pakiecie dostaliśmy jeszcze zestaw talentów, które powinniśmy dobrze wykorzystać. I każdy z nas ma tylko jedną, jedyną szansę, aby to zrobić.

Dobre wychowanie dzieci, przygotowanie ich do pięknego życia i zapewnienie im świetnego startu, to z całą pewnością ważny i bardzo szlachetny cel do realizacji w życiu. To bardzo dużo, ale moim zdaniem, jednak nie wszystko. W ludzkim życiu chodzi o coś więcej. Życie nie kończy się przecież, gdy dzieci wyfruną z rodzinnego gniazda.

 

Dlaczego o tym piszę?

Tak, tak, pamiętam jeszcze, ze to jest blog finansowy. Wszystko, co napisałem powyżej, to po prostu kontekst, który biorę pod uwagę myśląc o finansach osobistych kobiet. Poza tym, jak często powtarzam, finanse są blisko życia i są bardzo osobiste.

Kiedy siadałem do tego wpisu, myślałem jedynie o krótkim podzieleniu się moimi obserwacjami na temat kobiet i ich finansów. Ale potem natknąłem się na te komentarze pod raportami o finansach kobiet i trochę się we mnie zagotowało. Kilka powyższych akapitów nie wyczerpuje w żaden sposób tematu i nie stanowi kompletu moich poglądów. To zaledwie krótka migawka pokazującą pewien sposób myślenia. Jednak bez niej ten wpis byłby raczej jałowy. Pamiętając więc o tym kontekście, trochę teraz pogeneralizujmy. 🙂

 

Finanse kobiet – cechy szczególne.

Co przychodzi mi do głowy, gdy widzę przed sobą hasło „finanse kobiet”? Oto kilka krótkich spostrzeżeń z moich prywatnych doświadczeń i obserwacji:

 

1. Kobiety bardziej przejmują się domowymi finansami. W większości przypadków, z którymi miałem do czynienia, to kobiety zabierały ze sobą mężów na spotkanie ze mną, by porozmawiać o finansach. To one przejmowały inicjatywę i miały odwagę by stwierdzić: „Mamy problem”. Panowie częściej te sprawy bagatelizują.

2. Kobiety częściej zarządzają domowym budżetem. Panowie z dumą mówią o swoich zarobkach, ale szczegóły, jak planowanie wydatków by dało się za te pieniądze przeżyć, pozostawiają już swoim partnerkom. To często prowadzi właśnie do sytuacji, w których faceci stwierdzają: „Przecież nieźle zarabiam. Na co ona właściwie to wszystko wydaje?”.

3. Kobiety lepiej precyzują finansowe cele. Panowie lubią dyskutować o dobrych inwestycjach, o wysokich stopach zwrotu, o ryzyku. Inwestycje postrzegają w kategoriach gry: chcę na tym zarobić jak najwięcej, najlepiej więcej od innych. Kobiety podchodzą do tego bardziej racjonalnie: chcą zapewnić dzieciom wykształcenie, pozbyć się długów, kupić dom, itp. Traktują inwestycje jako sposób na realizację celu. Są również bardziej konsekwentne w trzymaniu się obranej strategii.

4. Kobiety mają większą potrzebę bezpieczeństwa. Przejawia się to często w wielkości funduszu bezpieczeństwa, który uznają za optymalny. Panowie zwykle stwierdzają, że 2-3 miesiące w zupełności wystarczą. Kobiety czują się lepiej, gdy fundusz jest znacznie większy. To samo dotyczy polisy na życie. Faceci są kuloodporni, a choroby i śmierć nie imają się ich. Panie są tutaj większymi realistkami.

5. Kobiety mają większy dystans do zarobków. Nie dążą za wszelką cenę do kolejnych podwyżek, doceniają również inne zalety zatrudnienia, jak choćby możliwość elastycznych godzin pracy. U facetów wysokość wynagrodzenia jest niczym miara własnej wartości. Dużo zarabiam? Jestem kimś. Mało zarabiam. Jestem kiepski. Panie mają do tego luźniejszy stosunek.

6. Kobiety niechętnie się zadłużają. A jak już mają na głowach kredyty, dążą do tego, by szybko je spłacić. Panowie przeciwnie. Dla nich kredyt to przejaw odważnego podejścia do życia i korzystania z nowoczesnych usług finansowych. Z dumą sięgają po złote i platynowe karty kredytowe, bo to jest przecież symbol statusu. Tak samo jak wypasiony samochód. Nie ważne, że na kredyt. Mam w skrzynce kilka maili zaczynających się od słów: „Chcę pomóc narzeczonemu w pozbyciu się długów, ale on mówi, że nie opłaca się spłacać kredytów, tylko trzeba inwestować..”.

7. Kobiety nie lubią tematów finansowych. Pomimo tych wszystkich cech, o których napisałem powyżej, kobiety „boją się” tematów związanych z finansami. Nie lubią wykraczać poza temat lokaty bankowej. Gdy zaczynamy rozmawiać o inwestycjach, o funduszach – wolą zepchnąć ten temat na swoich partnerów. Ożywiają się wprawdzie na chwilę, gdy pojawi się sprawa inwestycji w złoto, ale szybko tracą tym zainteresowanie, gdy staje się jasne, że chodzi o sztabki.

Tych siedem punktów to zbiór moich ogólnych obserwacji. Jestem bardzo ciekawy, jakie Wy macie spostrzeżenia? Czy Waszym zdaniem można pokusić się o takie generalizowanie? Jakby nie było, różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami są przecież ogromne. W podejściu do finansów chyba też?

Hmm… wpis wyszedł mi dość cukierkowy – trochę jak prezent na dzień kobiet. To pewnie dlatego, że jest on formą „odreagowania” po komentarzach rasowych Marsjan. By do tej beczki miodu dołożyć więc małą łyżeczkę dziegciu, to rzucę w eter jeszcze jedno pytanie…

Czy piękne młode kobiety wychodzą za starszych panów z miłości??? 😉

Czekam na Wasze komentarze i życzę Wam bardzo miłego dnia!

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze68 komentarzy

  1. To co napisałeś, bardzo mi bliskie. Właśnie z podobnych przemyśleń powstał mój blog. Wiele powstało stereotypów na ten temat, w tym chyba najpopularniejszy – mężczyźni są od zarabiania, kobiety od wydawania. Myślę jednak, że zaczyna się to zmieniać.
    Ja bym powiedziała, że po prostu kobiety mają inny sposób postrzegania pieniędzy, często bardziej emocjonalny (co wynika z naszej natury), ale to nie znaczy, że gorszy. A strach przed zajmowaniem się finansami, zarabianiem więcej – myślę, że często wynika z braku pewności siebie u kobiet, który z kolei bierze się z przekonań funkcjonujących w społeczeństwie.

  2. Wow, jak ty się znasz na kobietach! Skąd masz takie doświadczenie? 🙂 Mogę dodać tylko, że wiele kobiet szuka wsparcia, motywacji, żeby realizować swoje cele, w tym finansowe. Tak jak jedna z czytelniczek, która szukała finansowej Chodakowskiej. Myślę, że faceci wolą być bardziej samodzielni, albo są zbyt dumni, żeby tego szukać (ale mogę się mylić 🙂 ).
    PS. Jasne, że młode kobiety wychodzą za starszych panów z miłości. A czy to miłość do niego, do pieniędzy, do sławy, to chyba sprawa drugorzędna 🙂

  3. Ciekawe, ale nie do końca prawdziwe. Mężczyzn rasowych Marsjan i kobiet rasowych Wenusjanek jest coraz mniej, przynajmniej w moim otoczeniu. To ja w moim związku panuję nad finansami, planuję finanse i inwestuję. To ja zdecydowałam o kredycie ( choć faktycznie w rozsądnej i bezpiecznej wysokości). Nie wyobrażam sobie całkowitej zależności od mężczyzny w zakresie finansów, na pewno skutek byłby jedyny możliwy- rozpad związku.
    A złoto dla mnie to przede wszystkim monety i sztabki, choć to połyskliwe na szyi czy dłoni też lubię..

    • Cześć Beata,

      Jasna sprawa, w praktyce jest mnóstwo innych wariantów. Pokazałem oczywiście ten najbardziej stereotypowy z punktu widzenia rasowych Marsjan.

      Super, że to Ty w Twoim związku panujesz nad finansami i podejmujesz decyzje. Tak sobie jednak myślę, że decyzje finansowe warto podejmować wspólnie, po otwartej rozmowie.
      Jeśli jesteśmy w stanie dogadać się z partnerem na temat finansów, to w innych obszarach również dużo łatwiej będzie się porozumieć.

      Rozmowy o finansach są trudne. Czujemy się przy nich nieswojo, druga strona często ucieka od tematu, albo kończy stwierdzeniem : „Rób jak uważasz”. Jednak decyzje finansowe niosą ze sobą zbyt poważne konsekwencje, aby w ten prosty sposób zrzucać odpowiedzialność za nie na drugą połowę.

      To pewnie temat na dłuższą dyskusję, ale słowo klucz to: RAZEM.

      • Rzeczywiście RAZEM jest kluczowe w podejmowaniu decyzji – łączymy ostrożność z impulsywnością, dostrzeganie zagrożeń z widzeniem szans, krótkowzroczność z planowaniem długoterminowym… itd…

        A co do ładnych, młodych kobiet poślubiających zamożnych staruszków, to bardziej uwierzę w miłość (kobiety kochają umysł bardziej niż ciało), ale trudno mi uwierzyć w wielkie uczcie młodego, przystojnego narcyza z leciwą, bogatą staruszką 😉

    • Jest nas więcej 🙂
      U nas w domu też ja zarządzam finansami, planuje budżet domowy, pilnuję terminowych płatności (mąż by chyba zginął- nie wie na jakie konto i kiedy przelać za czynsz, prąd etc), a do tego jeszcze lepiej zarabiam o ok 30% – co dla mnie jest rzeczą normalną, mąż się jeszcze specjalizuje, kończy kolejne uczelnie i zdobywa uprawnienia, ja pracuję w wąskiej, wyspecjalizowanej dziedzinie – i (ciężko pracując i cały czas udawaniając że jestem w tym dobra) od niedawna mam dobre zarobki (jednak stale niższe od moich kolegów na tym samym stanowisku- wiem, że płacą nam – kobietom- mniej tylko ze względu na płeć). To ja decyduje o kredytach, teraz – przy planie budowy domu- ja planuje inwestycję pod względem kosztowym. Choć z prywatnego konta to mi szybciej rozchodzą się pieniądze na buty, ubrania czy prezenty dla bliskich…mąż ma jakby znikome potrzeby własne, wystarczy skrzynka piwa raz na miesiąc, jedne dobre buty nosiłby chyba aż by się na nogach nie rozleciały, dżinsy/ kurtki/ swetry – dla niego bez znaczenia moda. Mógłby też codziennie jeść pizzę na zmianę z jajecznicą- więc w sprawach prywatnych wydatków to mąż jest bardziej oszczędny 😉
      Ps. Tylko my z Poznania, a my tu podobno nie lubimy niepotrzebnie wydawać pieniędzy 😉

  4. No i właśnie tak to wygląda w moim związku…ja planuję, ustalam cele finansowe, liczę, wydaję, budżetuję etc. Oraz zarabiam..więcej niż mój mąż. On tymczasem gotuje, sprząta, dzieci nie mamy jeszcze, ale jak się pojawią to On będzie się nimi głównie opiekował. Ja wracam szybko do pracy, bo czuję, że tam moje miejsce. Poza tym mam swoje pasje sportowe, w które mocno się angażuję…mąż akurat pracuje w branży sportowej jako instruktor, więc to coś, co nas łączy. Obojgu nam odpowiada ten podział ról…albo tylko mi się to wydaje 😉 Czasem spadają na mnie groźne spojrzenia społeczeństwa, że jak ja tak mogę żyć i że mój mąż to pantoflarz, ale nie zgadzamy się z tym zupełnie. To kwestia temperamentów i naszych upodobań. Poza tym teściowie mnie uwielbiają, więc to najlepsza rekomendacja dla mnie..zołzą nie jestem 🙂

  5. WOW, jestem pod wrażeniem tego podsumowania. Jeśli chodzi o punkty 1-6, to u nas dokładnie tak to wygląda, może oprócz 6, bo mąż zadłuża się równie niechętnie. Co do pkt 7, to właśnie to zmieniam, nie boję się słów inwestycja, fundusz, akcja, obligacja, a za złotą biżuterią nigdy nie przepadałam;-)

  6. Wierzę, że ten wpis jest mocno przerysowany dla celów marketingowych, bo o ile znam otaczające mnie kobiety, widzę zadowolone z życia, spełnione zawodowo kobiety z aspiracjami i zdrowym podejściem do finansów oraz inwestycji a że czasem lubią kupić nową torebkę lub parę butów, to dlatego, że je stać i dbają o swój wizerunek☺

  7. Kolejny świetny artykuł Marcinie! Zgadzam się, że takie są poglądy wielu mężczyzn na te kwestię (na szczęście nie wszystkich), również przemoc finansowa to poważny problem. No i cechy szczególne kobiecego podejscia do finansów – trafione w dziesiątkę, zwłaszcza ożywienie przy inwestycjach w złoto 😉 pozdrawiam serdecznie, czekam na kolejne wpisy!

  8. Marcinie, tym wpisem zapewne podbiłeś serca wielu pań 😉 Bardzo się cieszę, że poruszyłeś temat kobiecych finansów na blogu. W wielu punktach się z Tobą zgodzę, ale z drugiej strony, jako Wenusjanka, która stara się być w swojej ocenie obiektywna, z bólem serca muszę przyznać, że wciąż jest dużo kobiet, które nie tylko nie interesują się tematyką finansową, ale które faktycznie „idą na łatwiznę”: szukają zamożnych kandydatów na mężów, wydają krocie na dyrdymały, a o oszczędzaniu przypominają sobie dopiero wtedy, gdy konto zaczyna świecić pustkami pod koniec miesiąca. Na szczęście z biegiem czasu ich nastawienie się zmienia. Takich kobiet jest coraz mniej, ale nie da się zaprzeczyć, że występują w przyrodzie i… Psują opinię ogółowi Wenusjanek 😉 Pozdrawiam ciepło, D.

    • Cześć Dana,
      Ja znam ten temat z prostych obserwacji. Ty – znasz go na wylot, bo właśnie temu poświęciłaś swój blog.
      Tym bardziej jest mi miło, że potwierdzasz choć niektóre spostrzeżenia.
      Masz oczywiście rację – sa różne Wenusjanki. Marsjanie też 😉

  9. Kobiety wychodzą za starszych, bogatych mężczyzn z obu powodów. I dla miłości i, nie oszukujmy się, dla pieniędzy również.
    Z pewnością są też takie kobiety, które robią to wyłącznie dla pieniędzy, ale szacowałabym je najwyżej na ok. 10-20% przypadków.

  10. Sądzę, iż wiele z kobiet nie wiąże po prostu inwestowania i oszczędzania ze swoim paskiem płac. Brak jest edukacji ekonomicznej na etapie podstawowym. Brak jest, jak wspomniano we wcześniejszym poście takiej „finansowej Chodakowskiej „, która będzie potrafiła/potrafił do trafić do przekonania tej większości społeczeństwa, która przynosi do domy półtora- dwa tysiące złotych.
    Nawet jeśli do domowego budżetu trafia każda złotówka, to po opłaceniu wszystkiego zostaje kwota, która raczej nie wiąże się z inwestowaniem:)
    Nie sztuką jest inwestować przy dużych poborach. Sztuką jest dotrzeć do ludzi, którzy mają mało. Sprawić, żeby uwierzyli, że oni też mogą, że KAŻDY może i nauczyć ich, jak to zrobić .

  11. Witam Cię Michale,
    Nie wiedziałem, że taki będzie mój pierwszy komentarz (czytam Twój blog od kilku miesięcy), ale po przeczytaniu punktów 1-7 wychodzi na to, że jestem finansową kobietą:) Nieźle się uśmiałem:) Choć, czy to coś złego? Większość tych punktów mówi o bardzo przydatnych cechach w świecie finansów, więc w głębi duszy cieszę się z mojej finansowej płci. Kolegom jednak nie powiem;)
    Pozdrawiam!

  12. Widzę wyraźnie przerysowaną rolę kobiet w domowych finansach Marcinie 🙂 A prawda jest taka, że nie ma innej drogi niż spotkanie się Marsjanina i Wenusjanki pośrodku. Kobiety coraz częściej zajmują się domowymi finansami (i dobrze!), a Panowie coraz chętniej dzielą się odpowiedzialnością za utrzymanie domu i pomagają w codziennych pracach „kobiecych” (jeszcze lepiej!). Przynajmniej takie są moje obserwacje otoczenia wśród 20 – 30 latków 🙂

    • Hej Gosia.

      Również uważam, że najzdrowsza sytuacja jest wtedy, gdy o finanse dba się razem i wspólnie decyduje się jak oszczędzać, inwestować, itd. To w końcu NASZA rodzina, NASZ dom i NASZE pieniądze.

  13. Moim zdaniem nie można generalizować podejścia do finansów pod względem płci. Kobiety robią tak, a mężczyźni tak…Oczywiście wiele cech wynika z natury kobiety czy mężczyzny, ale nie sądzicie, że tak naprawdę podejścia do finansów uczymy się już jako dzieci i to ma największy wpływ na późniejsze podejście do finansów? nasze wychowanie np. nauka oszczędzania, szacunek do pracy, do każdej zarobionej złotówki. Rodzice są naszymi pierwszymi nauczycielami i moim zdaniem to oni mają bardzo silny wpływ na to jak dzieci w przyszłości będą traktować swoje finanse bez względu na to czy są dziewczynką czy chłopcem. Przyjmijmy, że do 20 roku życia rodzic utrzymuje swoje dziecko, a ono nigdy jeszcze nie pracowało nawet sezonowo, wszystkie potrzeby zaspokajało z pieniędzy rodziców to czy w wieku 25 lat zakładając rodzinę będzie umiało zarządzać budżetem domowym? oszczędzać? planować wydatki? bez względu na płeć będzie rzucone na głęboką wodę… drugi przypadek: dziecko pracujące od 16 roku życia sezonowo np. roznoszenie ulotek, zbieranie owoców, koszenie trawników. Za zarobione pieniądze pokrywa część swoich wydatków. Wie ile pracy jest potrzebnej na zarobienie na określoną rzecz. Oszczędza zbierając na coś wymarzonego. Wchodząc w dorosłe życie każdą prace będzie szanować, pamiętając jak w wieku 18 lat musiał się napracować żeby zarobić 1000zł przy zbiorze owoców.

  14. Fajny wpis. To prawda, że kobiety są bardziej „zachowawcze” jeżeli chodzi o inwestycje. Tak szczerze – czasem myślę, że lokata czy konto oszczędnościowe stanowi nie lada osiągnięcie 😉 Z drugiej strony spotkałem się kiedyś z artykułem o tym, że kobiety inwestują lepiej. Mają lepszego nosa do oceny bezpieczeństwa inwestycji, a co za tym idzie – są skuteczniejsze w długich dystansach. Dla facetów to jednak zabawa, a jak stracą to po prostu chcą, żeby ktoś ich przytulił 😛 „Kochanie ten pan zabrał mi klocki ;((((”

    Mnie wciąż brakuje jednego wpisu (ani nie ma tego u Ciebie, ani u Michała) – jak z kobietą (czy w ogóle – z drugą połówką) rozmawiać o finansach. I dwa – jak z bliskimi rozmawiać o finansach. To nie jest wbrew pozorom wcale takie proste.

    Przemoc ekonomiczna często wg mnie bierze się właśnie stąd, że ludzie przed podjęciem decyzji o małżeństwie nie rozmawiają o tych sprawach. Myślenie „on się zmieni”, „pieniądze mnie nie obchodzą”, „i tak go kocham” może prowadzić do wielu przykrych rozczarowań. Ale cóż – taką mamy teraz cywilizację i taką „nowoczesną” Polskę. Łatwiej znaleźć 5 artykułów o seksie/antykoncepcji, niż jeden o odpowiedzialności. Chyba się starzeję, bo coraz częściej na to narzekam 😛

    • Wiele kobiet przed ślubem nie podejmuje tematu finansów z obawy przed łatką materialistki. To smutne, ale wciąż wielu panów śmie twierdzić, że „to zła kobieta była, bo o pieniądze pytała”.

      • No właśnie, trochę mnie to dziwi. Zupełnie co innego pytać ile kto ma w portfelu, a co innego jak tym portfelem zarządza. Tyle, że to są trudne i delikatne tematy. Nie tylko kobiet to dotyczy. Facet też ma obawy przed zarzutem, że gada tylko o pieniądzach, a to taki przyziemny temat albo, że kobieta pomyśli, że jest rozrzutny albo skąpy. Gorzej jak się okaże, że to prawda 😛

        Ja tam nie ciepię pytań o wysokość zarobków. Drugi typ pytań to ile za coś zapłaciłem. Aż chce się warknąć „dwa lata pracy i urlopy na działce”. Z drugiej strony – tyle jest historii o ukrytych długach albo o finansowym zniewoleniu. Brakuje w Polsce finansowego savoir-vivre.

  15. Cześć Marcinie,

    u nas jest chyba dość specyficznie. Zarabiamy oboje mniej więcej tyle samo, ale mąż zupełnie nie zajmuje się naszymi finansami. Jedyne co robi, to opłaca swój rachunek za telefon komórkowy. Całą resztą rachunków, podatków, bieżących zakupów, inwestycji itd. zajmuję się ja. Tak nam się to ułożyło i taki układ się sprawdza. Ja studiowałam poza rodzinnym miastem, zarabiałam i musiałam tak planować swoje wydatki, żeby mi wystarczyło na opłaty, jedzenie i całą resztę. Mąż (wtedy jeszcze kandydat na potencjalnego męża) zanim do mnie przyjechał i podjął pracę, mieszkał z rodzicami i nie zarabiał. Ja miałam swoje finanse pod kontrolą, więc w naturalny sposób przejęłam kontrolę nad wspólnym budżetem. Oczywiście przedyskutowujemy wszystkie większe wydatki czy inwestycje, ale jest to przeważnie moja inicjatywa. Lubię mieć nad wszystkim kontrolę (kiedy pojawiły się dzieciaki mój poziom kontrolowania rzeczywistości mocno zmalał ;)), więc dobrze mi z tym poczuciem, że to ja panuję nad oszczędnościami i wydatkami. A mąż ma tą część logistyki z głowy i też nie narzeka.

  16. Przeczytalam ten artykul i jak bym czytala o sobie, przy czym role na ten czas sie odwrocily i to ja zarabiam aktualnie na etacie a maz w domu na tacierzynskim. Mysle ze w wielkich miastach moze sie zmienily poglady na ten temat, ale prowincja to nadal ciemnogrod i zacofanie niestety, kobiety maja gorzej na rynku pracy i to jest fakt, a jak do tego doda sie tesciowa i meza – marsjanina z przerosnietym ego to nic tylko sobie w leb strzelic, wiec nie dziwie sie ze kobiety tkwia w tym bagnie i jeszcze sie obwiniaja ze nie ogarniaja wszystkiego.

  17. Dyskusja bardzo ciekawie się rozwinęła. Myślałem, że pójdzie w kierunku „dobre” kobiety i „źli” mężczyźni. Na szczęście do głosu doszła pragmatyka i zdroworozsądkowa ocena sytuacji. Właściwie tego należało się spodziewać, bo czytelnicy bloga pana Marcina to elita. Nie bójcie się o sobie tak pomyśleć. To czytelnicy tej witryny zaczęli myśleć o swoich finansach w sposób rozsądny, a nie życzeniowy. Co prawda obserwacja jest też metodą badawczą, to ciekawe by było przeprowadzić szerokie badania naukowe nad „zachowaniami finansowymi” kobiet i mężczyzn uwzględniającą różne czynniki; na przykład pokoleniowość, wykształcenie, status materialny rodziców itd.

  18. Marcinie, myślę, że twoje doświadczenia są takie, a nie inne, bo kontaktują się z tobą te kobiety, które rzeczywiście chcę naprawić finanse swoje / swojej rodziny / swojego narzeczonego. Wiele zaś jest takich, które tego tematu „nie ogarniają” (bo nie potrafią lub nie chcą) i zostawiają to wszystko mężczyźnie. Owszem, bieżące planowanie wydatków – jak najbardziej kobiety to często robią, ale kwestie długoterminowe zostawiają mężczyznom.

  19. W kwestii drugiej części pkt. 4: Wydaje mi się, że kobiety znacznie lepiej od mężczyzn znoszą choroby i z większym dystansem podchodzą do kwestii śmierci. Dlatego stać je na pewną dawkę realizmu. Mężczyźni po prostu wypierają takie tematy ze świadomości, bo nie są w stanie za bardzo o nich myśleć. Raczej nie wynika to z podejścia do finansów.

    A napisałbyś też o tym, jak zmienia się stosunek do finansów w zależności od wieku?

  20. Cześć,
    dawno nie pisałem ale z wpisami jestem na bieżąco.
    Fajny wpis, może i sytuacja przerysowana ale jest coś na rzeczy. U mnie żona też jest bardziej zachowawcza ale co do codziennego budżetowania to zajmuję się tym ja (cały czas od czerwca 2014 korzystam z Twoich arkuszy-dzięki), planowanie – to już wspólnie (po w rozpisaniu arkusza ustalamy priorytety). Żona wydaje 🙂 ale dlatego że wcześniej kończy pracę. U nas się to sprawdza 🙂
    pozdrawiam

    • Cześć endru098,

      I to, o czym piszesz, jest moim zdaniem najsensowniejszym wyjściem: taki podział obowiązków i ról, również w zakresie dbania o finanse, aby był on korzystny z punktu widzenia naszej rodziny. „Ustalamy priorytety” – dokładnie o to chodzi 😉

  21. Pytanie ostatnie prowokacyjne, to i odpowiedz taka będzie. Jest taki całkiem zabawny film Legalna blondynka. W filmie tym pewna kobieta, niepełna 30 letnia, zostaje oskarżona o zamordowanie starszego o jakieś 25 lat męża. Kiedy zadufany w sobie i przekonany o swojej doskonałości adwokat pyta, jak wytłumaczy przysięgłym, że młoda, atrakcyjna kobieta wyszła za starego dziada, ta odpowiedziała: pokażcie przysięgłym zdjęcie jego członka.
    Tak więc, drogi Marcinie, powody mogą być bardzo, bardzo różne, często bardziej szlachetne niż ta, które kierują 45 lub 55 letnim facetem, który zostawia rodzinę dla młodszej o 20 lub 30 lat kobiety.
    Pozdrawiam obie płcie i proszę, nie uogólniajmy:-)

  22. Hej,

    W planach na ten rok było była Twoja konferencja(wraz z Michałem) w Warszawie. Czy są już znane jakieś szczegóły?

    pozdrawiam

  23. Cześć Marcin.
    W zasadzie zgodzić się mogę tylko ze stwierdzeniem że kobiety mają trudniej na rynku pracy. Główna część artykułu to nie finanse kobiet ale ich charakterystyka w pigułce. Kobiety ulegają presji ze strony mężczyzny, same wybierają sobie mężczyznę lobuza ( samiec alfa ) za partnera i w zasadzie od tego się wszystko zaczyna, samiec alfa lubi zdobywać więc z czasem zmienia się jego obiekt pożądania. Trzeba sobie zadać pytanie czy to jego wina że taki jest, czy wina kobiet które wiążą się z takim typem mężczyzn. Ja nie jestem samcem alfa, mam żonę dwójkę dzieci, oboje zarabiamy, żona gotuje ja sprzątam ( sam też czasem gotuję ), oboje zajmujemy się dziećmi, mamy wspólne konto, ja się zajmuje budżetowaniem i finansami, żona tego absolutnie nie potrafi.

    Wpis do bólu tendencyjny Marcinie, chciałeś się przypodobać kobietom?

    • Cześć Radek,

      Dziękuję za komentarz.

      Wygodna teoria. Biedny samiec alfa jest jaki jest, to natura obdarzyła go takimi cechami, a kobiety same są sobie winne, że za takich łobuzów wychodzą.

      Hmm… To nie jest tendencyjne?

  24. Marcinie a kto każe kobietom wiązać się z takimi osobami? 😉 samiec alfa się nie zmieni. Kobiety kochają lekkoduchow, wladczych i silnych mężczyzn. To nie jest moja teoria.

  25. Przyjemny artykuł. Gratuluję.
    Z chęcią odniosę się do Twojego pytania: Czy piękne młode kobiety wychodzą za starszych panów z miłości???
    Nie tylko z miłości.
    I nie dotyczy to tylko starszych panów. Kobieta wychodząc z mąż pod uwagę bierze „całokształt” i świadomie (lub podświadomie) analizuje przydatność mężczyzny w roli ojca.
    Starsi panowie mają ustabilizowaną sytuację finansową, często własne mieszkanie, więc jest to jak najbardziej odpowiedni kandydat na męża i ojca. Nie trzeba więc walczyć o przetrwanie, tylko można skupić się na rodzinie, partnerstwu, dzieciach. To czysta biologia. Tak już mózg i układ hormonalny samic jest skonstruowany, żeby dbać o potomstwo aby zachować ciągłość gatunku.
    Kobieta bierze też pod uwagę cechy wizualne, ale to też okazuje się być pochodną możliwości zapłodnienia (rosły, barczysty facet=więcej testosteronu=lepszej jakości materiał genetyczny). Wiek też jest ważny, ale często odgrywa mniejszą rolę niż pozostałe cechy.
    Przecież w drugą stronę działa ta sama zasada: mężczyznom podobają się cycate z rozłożystymi biodrami, bo to uwarunkowane jest odpowiednim stężeniem hormonów żeńskich, co z kolei wskazuje na wyższe prawdopodobieństwo na zapłodnienie i donoszenie ciąży czyli potomstwo i przetrwanie gatunku.
    Pozdrawiam,
    żona niskiego, nierosłego równolatka 😉

  26. Cały wpis to prawda, przynajmniej na mój temat 🙂
    Poruszę tylko jeden temat- sytuacji kobiet na rynku pracy. Niestety, Drodzy Panowie, nie jest dobrze.
    Z racji pracy często uczestniczę jako słuchacz, w różnego typu panelach, konferencjach itp. I naprawdę nóż mi się w kieszeni otwiera gdy widzę panelistów: samych mężczyzn. To ciągle jest norma, a moim zdaniem jest to wstyd dla organizatorów takich spotkań. Ja mam ochotę wyjść z sali. Czy naprawdę nie znajdzie się w naszym damskim gronie choć jedna kobieta, którą organizatorzy uznają za tyle niegłupią by dostąpiła zaszczytu dołączenia do grona supersamców???
    To samo dotyczy udziału kobiet w zarządach i radach nadzorczych. Może mamy za małe rozumki?

    • A może tylko brakuje nam wiary w siebie? I wtedy nie umiemy się „sprzedać: więc jak mają nas wybierać do tych rad albo zarządów?
      Osobiście jestem członkiem zarządu od 15 lat 🙂

  27. Zgadzam się z Kasieńką, mam podobne doświadczenia. Kiedy już kobieta zostanie dopuszczona do głosu i tak patrzy się na nią z góry i nie traktuje się jej poważnie…

  28. Prawie dałem się nabrać, że pierwsza część notki to Twoja opinia. Im dalej czytałem tym moje oczy stawały się większe. A jaka jest moja opinia? Myślę, że pod względem finansowym mężczyźni jednak mają większe sukcesy. Nie wiem z czego to wynika. Oczywiście niektóre kobiety też świetnie sobie umieją radzić z pieniędzmi, ale jednak płeć męska jest tu górą.

    • Ciekawe czy ktoś to porównał? Może być tak, że ponieważ mniej kobiet zajmuje się finansami, to robią to w większości te które się na tym znają. A wtedy statystyka może spłatać figla 🙂

  29. Odkryłam właśnie dziś dopiero ten post i ubawiłam się bardzo, przynajmniej na początku 🙂 Pojęcia nie mam, czy ładne kobiety wychodzą za starszych facetów z miłości, nie znam właściwie takich sytuacji z mojego otoczenia 🙂 Ale wiem, że coraz więcej kobiet interesuje się finansami, co więcej, coraz więcej ma sporą świadomość pieniądza i myślenia o przyszłości! Faktycznie zauważyć można, że to raczej kobiety zarządzają budżetem domowym, ale to też oznacza, że mają duży wpływ na niego. Stąd też powstały moje zainteresowania i mój blog, żeby zachęcać kobiety do oszczędzania, ale i do inwestowania oszczędności. Bo gdy sama sie tym zajęłam, to moje najbliższe koleżanki pukały sie w głowę. Że to trudne, że się nie da, a że mąż to się tam jakimś inwestowaniem może i zajmuję, ale one? Cieszy mnie, że rośnie zainteresowanie kobiet tym tematem, ale też że mężczyźni też widzą, że mimo że różnimy się zasadniczo (taki jest fakt) to możemy tę naszą inność wykorzystać. Moim zdaniem kobiety inaczej oszczędzają i inaczej inwestują, ale to cudowne i powinniśmy to po prostu wykorzystywać dostosowując to do swoich cech.

    • Coraz to więcej kobiet się interesuje finansami. I co ciekawe, nie zawsze Panowie chcą ich do tego tematu dopuścić. A w zupełności się zgadzam z autorem. Trzeba RAZEM podejmować decyzje, też te finansowe. Bez względu na to kto ile wkłada do wspólnego konta.

  30. Ciekawe jaki jest profil faceta z Marsa, tego rasowego, który pisze takie komentarze, jak musi być sfrustrowany, z poczuciem bezsilności i umęczenia ze strony kobiet? jak musiała mu zaleźć za skórę jedna z drugą? swoim życiem, postępowaniem, sukcesem pokazać, że jednak można, jak musiał przetrzeć oczy ze zdziwienia, że jego opinia nie ma racji bytu? jakie musi mieć niskie poczucie wartości? w jakiej fatalnej mentalności został wychowany?
    Czy to mąż i ojciec córek? jeśli ma taką opinię o kobietach, powinno się mu zabrać prawa rodzicielskie! straszne! nie znoszę hejtu! a inaczej tego nie można nazwać! żółć się komuś rozlała :/

    oj! wbijasz kij w mrowisko pytaniem o piękne młode panie i starszych z kasa panów 😀

  31. Większość mężczyzn po prostu myśli, że są tacy fantastyczni w inwestowaniu, podczas gdy rzeczywistość jest jednak nieco inna. Czytałam kiedyś o bardzo ciekawym eksperymencie. Dwóm grupom przekazano sporą grupę pieniędzy do zainwestowania na giełdzie. W skład jednej z grup wchodziły wyłącznie gospodynie domowe, w skład drugiej losowo wybrani mężczyźni. Zadaniem było wspólnie zdecydować, jak zostaną zainwestowane powierzone pieniądze. Gospodynie wypadły ku zdziwieniu badaczy wielokrotnie lepiej. Co więcej, wyniki pań okazały się nie tylko lepsze od „grupy kontrolnej”, składającej się z losowo wybranych mężczyzn. ale też lepsze od profesjonalnych funduszy w tym badanym okresie. Zapytane o strategię odpowiedziały, że po prostu kupowały akcje tych firm, których produkty kupowały i wiedziały, jakiej dokładnie są jakości.

  32. Ciekawy artykuł. Tematy damsko-męskie zawsze są ciekawe, ale i trudne. Stereotypy a i gender tylko przeszkadzają. Rozmawianie o pieniądzach w domu jest trudne. Podejmowanie decyzji razem jeszcze trudniejsze. U mnie to ja zajmuje się finansami, i prywatnie i zawodowo. A mężczyzna czuje się nie najlepiej z tym, że to nie on jest głównym żywicielem rodziny. Być może dlatego, rozmawianie jest jeszcze trudniejsze. Doświadczeń życiowych z domu mąż takich nie miał. A i edukacja późniejsza, ekonomiczna, właściwie nie istniała. Sama ze swoich w końcu ekonomicznych studiów nie kojarzę żadnego wykładu o domowych finansach, a co dopiero o psychologii tego tematu. Dzisiaj coś zaczyna się dziać w edukacji dzieci, ale to ciągle nic, choćby w porównaniu ze Stanami. Temat pieniędzy nawet we własnym domu jest tematem tabu. Pisałam też o tym u siebie.
    Fajnie, że pojawił się ten post, może pomoże komuś choćby w zrozumieniu różnic pomiędzy zachowaniem kobiet i mężczyzn.

  33. A cz bogaty mezczyzna wychodzi z milosci za piekna kobiete?
    Dlaczego podziwianie urody jest ok a zaradnosci nie? Uroda wg mnie jest jeszcze plytsza niz kasa. Kase mozna zarobic dzieki swojej pracy, charakterowi, urode sie ma za darmo albo nie ma. Jedno i drugie jest postrzegane przez plec przeciwna jako atrakcyjne.

  34. 7 punktów o mnie.

    W moich kręgach związki kobiet z mężczyznami starszymi o jakieś 20 lat to z miłości i podziwu. Majątków ci panowie nie mają ogromnych. Ale to nie są kręgi biznesowe czy celebryckie, tylko naukowe i artystyczne spoza głównego nurtu.

  35. Zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami 🙂 Mam taką refleksję, że chyba po prostu w wilu przypadkach kobiety ogarniają „drobne” codzienne rzeczy, których tak dobrze nie widać na pierwszy rzut oka.

    Tak samo jest z finansami i pracami domowymi – „codzienna krzątanina”/syzyfowe prace, szukanie sposobów optymalizacji wydatków, robienie list zakupów etc. A faceci lubią się zabierać za „spektakularne” rzeczy, gdzie od razu mogą powiedzieć „zobacz – ile/co zrobiłem!”

    Potwierdzam, że powrót po macierzyńskim do pracy jest ciężki. Ale nie ze względu na rozłąkę z dzieckiem, tylko na fakt, że wszyscy dookoła „poszli do przodu”. Większość moich znajomych/współpracowników awansowała… być może to specyfika mojej firmy, ale takie są fakty 🙂 To trochę „boli” jak się ma ambicje i też chce się „piąć po drabinie sukcesu”… I teraz pytanie – czy decydować się na drugie dziecko? 😛

Odpowiedz