Ile szczęścia da się kupić?

45

marilyn

 

Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy” – to zdanie wypowiedziane przez Marilyn Monroe robi furorę wśród wszystkich zakupoholików. Piękne blond włosy, długie rzęsy, zagadkowy uśmiech, mrugnięcie okiem – taka piękność wie, o czym mówi i z całą pewnością nie może się mylić. Kto jednak zna historię jej życia wie również o tym, że nie dane jej było odnaleźć szczęścia.

Do napisania tego artykułu skłoniły mnie dwa wydarzenia: przeprowadzka oraz relacja z Ukrainy.

Ostatni weekend spędziłem w moim rodzinnym Lubinie na Dolnym Śląsku, gdzie pomagałem mamie przeprowadzić się do nowego domu. Przewozem mebli i większych elementów zajęła się firma przeprowadzkowa, a naszą działką była zawartość szaf, szuflad, półek i schowków. Choć mama nigdy nie przesadzała z gromadzeniem rzeczy, to na przewiezienie wszystkiego potrzebowaliśmy dwóch pełnych dni. Widok tych wszystkich kartonów, pudełek, toreb i worków na środku nowego salonu był powalający. Byliśmy w szoku jak wiele rzeczy gromadzi człowiek na przestrzeni lat.

Gdy po powrocie do Warszawy zasiadłem do kolacji i włączyłem „Fakty” , leciała akurat relacja z Ukrainy, gdzie dziennikarze pokazywali rezydencję Wiktora Janukowicza oraz zawartość hangaru pod Kijowem z kolekcją luksusowych aut należących prawdopodobnie do jego syna. Widzieliście już pewnie ten gustowny kibelek:

kibelek

W głowie świtało mi tylko jedno pytanie: Po co to wszystko? Po cholerę człowiekowi tyle błyskotek, zabawek i gadżetów? Złoto, marmury, kiczowate ornamenty, własne zoo… Przecież to głupie. Nie wspominając nawet, że to pieniądze z podatków, które powinny być przeznaczone na inny cel. I gdy tak rozmyślałem o ukraińskich oligarchach, do głowy przyszła mi inna myśl: A na co ja przeznaczam swoje pieniądze? Niby pilnuję budżetu, ale czy części z nich nie wydaję wciąż na „błyskotki” mniejszego kalibru?

Zgłębiając ten temat natknąłem się na kilka ciekawych artykułów, zdjęć i statystyk. Czy większość naszych piwnic, garaży i strychów nie przypomina przypadkiem tego:

workshop mess

Skąd się biorą te wszystkie rzeczy w naszych domach? Z zakupów. A czym za nie płacimy? Naszymi ciężko zarobionymi pieniędzmi: zarówno bieżącymi (zarobki) jak i przyszłymi (zakupy na kredyt). A po co nam to wszystko? By poczuć się lepiej? Czy faktycznie wydając pieniądze możemy kupić sobie choć trochę szczęścia?

Okazuje się, że tematem tym zajęli się nawet naukowcy. Na przykład w raporcie „To Do or to Have? That Is the Question” para amerykańskich badaczy argumentuje, że zamiast kupować rzeczy materialne, lepiej jest wydać pieniądze w ciekawszy sposób.

Powszechnie uważa się, że kupienie sobie nowego ubrania czy też elektronicznego gadżetu potrafi skutecznie poprawić humor. Tymczasem, chociaż przez kilka chwil faktycznie czujemy się lepiej, to już po paru godzinach od powrotu z zakupów nasz nastrój znacząco się pogarsza. Najczęściej związane jest to z poczuciem winy, że po raz kolejny zachowaliśmy się nieodpowiedzialnie. Poza tym, w miarę jak przyrasta w naszym domu sterta zakupionych przedmiotów, coraz mniej nas one cieszą. Rzeczy materialne starzeją się i zużywają, przez co z czasem po prostu przestają nam się podobać. Efekt jest taki, że nawet jeśli wykupimy wszystkie towary z centrum handlowego, ostateczny wpływ na nasze samopoczucie będzie raczej negatywny. Jaki jest zatem lepszy sposób na wykorzystanie pieniędzy?

Okazuje się, że zdecydowanie bardziej pozytywny wpływ na poczucie szczęścia ma wydawanie ich na nowe doświadczenia: podróże, pasje, hobby, wyjścia do teatru, opery, kina, na koncert, spotkania z innymi ludźmi itp.

Hikers

Tego typu inwestycje w doświadczenia dają nam poczucie szczęścia z kilku powodów. Po pierwsze z czasem podlegają tzw. pozytywnym reinterpretacjom, dzięki czemu zapominamy o lejącym deszczu czy wielogodzinnej podróży samochodem, a pamiętamy jedynie przyjemne wygrzewanie się na słońcu. Po drugie, doświadczenia te stają się ważną częścią naszej tożsamości oraz bardzo pomagają w nawiązywaniu pozytywnych relacji z innymi ludźmi. Chwile spędzone w miłym towarzystwie na długo pozostają w naszej pamięci jako jedne z najszczęśliwszych.

Przeglądając internet trafiłem też na ciekawy wpis na blogu Wolnym Być, gdzie w jednym z artykułów opisana jest tzw. inflacja stylu życia. Ilustruje ona jedno z praw Parkinsona, które mówi, że nasze wydatki rosną w takim tempie, by skonsumować nasz cały dochód. Faktycznie coś w tym jest. Z czego wynika ten nasz pęd do ciągłej konsumpcji i zakupów?

Cóż, codziennie jesteśmy bombardowani ogromną liczbą reklam. Pierwsze z nich wmawiają nam, że koniecznie musimy kupić nowe ubrania, meble, samochody, nowy komputer, konsolę do gier, najnowsze kosmetyki lub chociaż zabawki dla naszych dzieci. Bez tego będziemy przecież smutni, niemodni, nieatrakcyjni. Druga grupa reklam idzie o krok dalej. Nie masz pieniędzy na kupno tych rzeczy? Nie ma sprawy! Mamy dla Ciebie wspaniałą pożyczkę, kredyt, kartę kredytową. Przyjdź, podpisz, zadłuż się i kupuj, kupuj, kupuj…Zobacz na swoich sąsiadów: Ci spod jedynki mają już nowy samochód, tamci z parteru są już po remoncie, a Ci z naprzeciwka kupili dziecku narty. A Ty? Na co jeszcze czekasz? Nie musisz czekać na realizację marzeń!

W tej atmosferze nie trudno jest dojść do przekonania, że jedynym sposobem na lepsze życie jest konsumpcja i kolejne zakupy. Tyle tylko, że to zupełny absurd, bo gdy zatrzymasz się na chwilę i spokojnie pomyślisz, co tak naprawdę jest w życiu ważne, od razu nabierzesz ochoty by wyrwać się z tego owczego pędu.

Odpowiedzią na to zakupowe szaleństwo jest coraz bardziej popularny ruch, czy może nawet filozofia, zwana minimalizmem.  Jeden z ciekawszych blogów, które znalazłem na ten temat, to www. becomingminimalist.com

Część tez tego „ruchu” jest dla mnie bardzo odległa, ale niektóre są bardzo ciekawe w kontekście tego artykułu. Oto te, które szczególnie mi się spodobały:

1)      Rozważ całkowity koszt swoich zakupów. Zwykle gdy coś kupujemy, sprawdzamy jedynie cenę na metce. Faktyczny koszt jest jednak wyższy. Każda zakupiona rzecz wymaga poświęcenia dodatkowego czasu, energii i wysiłku. Musimy coś wyprać, uporządkować, odkurzyć, sprzątnąć, naprawić, zakonserwować, odnowić, wymienić, itp. Mnóstwo cennego czasu tracimy też na poszukiwanie czegoś, co nam „zginęło” pod stertą innych przedmiotów. Dlatego im mniej mamy rzeczy, tym więcej przestrzeni, energii i czasu. Do tej pory  patrzyłem na to głównie z perspektywy czysto finansowej: warto jest kupować mniej, bo to oznacza mniejsze wydatki, większe oszczędności i przede wszystkim pozwala uniknąć długów. Przemawiają jednak do mnie również te „jakościowe” argumenty.

2)      Przyjmij postawę podróżnika. Ten punkt naprawdę jest niezły. Gdy wyruszamy w podróż zabieramy ze sobą jedynie to, co niezbędne. Dzięki temu jesteśmy bardziej mobilni, czujemy się lżejsi a nawet nieco bardziej wolni. Choć nie wyobrażam sobie zredukowania posiadanych przez nas rzeczy do rozmiarów walizki czy plecaka, to fajnie jest spojrzeć na własne mieszkanie okiem podróżnika. Już samo wyobrażenie, które przedmioty są naprawdę niezbędne, pozwala skutecznie zidentyfikować sporo rzeczy, które już wkrótce trafią na Allegro lub Tablicę.pl 😉

3)      Wyłącz telewizor. Z tym punktem zgadzam się w 100%. Ale nie chodzi tu jedynie o popularny slogan, że telewizja to złodziej czasu. Argumenty są raczej takie, że współczesna telewizja działa tak, by za wszelką cenę przyciągnąć nas przed ekrany i utrzymać przed nimi na tyle długo, żebyśmy zdążyli zaabsorbować solidną dawkę reklam. Dzięki temu telewizja generuje przychody od reklamodawców, co zapewnia jej egzystencję. Przy tym jakość nadawanych programów nie ma najmniejszego znaczenia, liczy się jedno: tępo wpatrzony w ekran telewidz. I faktycznie, gdy przypomnę sobie jak słabe, żenujące, a wręcz ogłupiające są niektóre programy, nie mam najmniejszych złudzeń, że ich jedyną rolą jest utrzymanie uwagi telewidza, który czeka „co będzie dalej”. Chyba największe dno, jakie miałem okazję przez 15 minut oglądać, to Warsaw Shore… dłużej nie byłem w stanie wytrzymać… Zemdliło mnie.

To tyle na temat przeprowadzki, Janukowicza i minimalizmu. Przekaz tego wpisu jest bardzo klarowny:

Kupuj mniej, przyjmij postawę podróżnika, wyłącz telewizor i … inwestuj w doświadczenia!

Co o tym myślicie? Dla mnie to przepis na trochę lepsze życie i większy porządek w finansach. Może znacie jeszcze inne sposoby na wyrwanie się z objęć naszej „kultury konsumpcjonizmu?

Miłego dnia! I oczywiście będę bardzo wdzięczny za polubienie strony i polecenie mojego wpisu. Serdecznie Dziękuję.

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze45 komentarzy

    • Popieram, przedmówce. Przykład z toaletą podważa, rzetelność tego artykułu… powtarzanie informacji za mediami nie jest mądre.

      • Michał, dziękuję za komentarz.
        Tak, ewidentnie dałem się złapać na informację, że zdjęcie toalety pochodzi z Ukrainy. Nie wpływa to jednak moim zdaniem w żaden sposób na tezy artykułu.

      • Nie podzielam opinii ze pomyłka ze zdjęciem podważa rzetelność artykułu! To bardzo ciekawy tekst. Mnie sie podoba.

      • Podważałby, gdyby treścią artykułu był Janukowycz. Jednak artykuł mówi kupowaniu zbędnych rzeczy. Trochę tak jakby w artykule było „przypomnij sobie ostatni raz, kiedy kupiłeś coś i tego nie użyłeś” a Ty powiedziałbyś: niczego takiego sobie nie przypominam i to podważa treść artykułu. Otóż – nie podważa 😀 Faktem jest, że ktoś taki kibel sobie zbudował. Obojętnie kto. Ktoś wydał kupę (sic!) kasy, żeby s**ć na złotym kiblu z lwami ;D

        • A co jeśli to był osobnik, który podchodzi hobbistycznie to układania płytek ceramicznych , i hobbistycznie rzeźbi głowy lwów ?

          i co wtedy też bedziecie negować ten kibel ?
          a może chciał w ten sposób spędzić swój wolny czas .. budując owe cudo ?

          powiedzmy niech każdy patrzy w swój portfel i sam decyduje czy kibel za 100 czy za 10000 … niech decyduje czy go na to stać …

          nie zrozumcie mnie źle .. jestem w 100 % za treścią artykułu … sam trafiłem na tego bloga bo mam kłopoty finasowe i dzieki radą Marcina zmierzam w kierunku światła w tunelu …

          btw. dzieki Marcin , za wszystkie artykuły .. etc. jeszcze kiedyś napiszę do Ciebie… co i jak mi się udało …

          i podsumowując …

          nec Hercules contra plures !

          nie wiąże się z tematem ale ładnie brzmi 🙂

    • Hej Mirella, dziękuję za komentarz.
      Pieniądze są ważne. Właśnie dlatego warto wydawać ich mniej, a jak już je wydajemy to na bardziej wartościowe rzeczy – to miałem na myśli pisząc „inwestuj w doświadczenia”.

  1. Witam zawsze mądrzy ludzie mówią że pieniadze wydane na nauke są pieniędzmi dobrze wydanymi i to prawda nauka i nowe doświadczenia na to najlepiej wydać a dobra materialne warzne ale chyba człowiek lubi mieć temat do ciekawej rozmowy więc czy warto tylko kupowac i po czasie coś na strych wynosić .Pozdrawiam i udany artykuł

    • Hej Bronek,dziękuję za komentarz.
      Pełna zgoda, oprócz „inwestycji w doświadczenia” doskonałą inwestycją jest również ta we własny rozwój i naukę.
      Serdecznie pozdrawiam!

  2. Wszelkie szkolenia, doświadczenia, hobby, podróże niosą ze sobą masę największych korzyści. Ale zastanawiam się, czy mając cel jak w moim przypadku nowy komputer, wstępnie to macbook, przyczyni się do mojego złego poczucia i świadomości wydanych dużych pieniędzy ?

    • Cześć Tomek, dobre pytanie. Ja widzę to tak:

      1) Masz oszczędności, cierpliwie zbierałeś na ten komputer, ma to być dla Ciebie nagroda za wysiłek włożony w pracę, a jeszcze lepiej – przyda Ci się do pracy czy nauki – śmiało kupuj, ciesz się nim i korzystaj.

      2) Nie masz oszczędności, albo z braku gotówki chcesz kupić na raty, wiesz, że w kolejce czekają ważniejsze wydatki, tańszy komputer też by wystarczył, ale chcesz kupić macbooka bo jest modny – to działasz bez sensu.

      Po prostu: zdrowy rozsądek.
      Jeśli na chwilę zatrzymasz się i zastanowisz – na pewno będziesz wiedział, jak postąpić.

      • Zdecydowanie punkt pierwszy, chcę go wykorzystać do pracy, dodatkowo powiększyć umiejętności graficzne, tworzenie wideo. Więc będę trzymał się tego planu dalej. Pozdrawiam

  3. Pewnie jest mi łatwiej, bo zwyczajnie nie lubię zakupów, ale po prostu zastanawiam się czy dana rzecz jest mi naprawdę potrzebna. Przeraża mnie również ilość produkowanych przez człowieka rzeczy i opakowań do nich, dlatego często korzystam z opcji reuse/ recycle – odkupując rzeczy od znajomych i puszczając moje zakupy w ponowny obieg.

  4. Hmmm… ja to chyba należę do jeszcze innej grupy osób 🙂
    Nie „inwestuję” pieniędzy ani w rzeczy, ani w doświadczenia…

      • Odkładam dla dzieci? Hmmm… nigdy dłużej sie nad tym nie zastanawiałem, ale chyba tak…
        Dla siebie – zarówno rzeczy jak i doświadczeń – zgromadziłem juz dość 🙂

        • Roman,
          Dość rzeczy – OK, ale dość doświadczeń? Nigdy!

          W ostatnie wakacje zrobiłem sobie listę 100 rzeczy, które chciałbym jeszcze zrobić przed śmiercią – ot tak, żeby mieć fajne, ekscytujące cele do zrealizowania. Są tam na przykład: nurkowanie z rekinem wielorybim, pływanie z delfinami, lot balonem, rejs łodzią podwodną, przelot myśliwcem, zobaczenie zorzy polarnej, ukończenie triatlonu, wycieczka kamperem… itd,itp.

          W każdym roku staram się zrealizować przynajmniej 2 rzeczy z listy. Super sprawa, naprawdę polecam.

          Mamy jedno życie i trzeba je wykorzystać do ostatniego oddechu 😉

          • Marcinie, taką listę to i ja mam 🙂 Tylko, że ja ją „nazwałem” inaczej 🙂
            „100 rzeczy które chciałbym zrobić przed śmiercią, ale nic się nie stanie jeśli ich nie zrobię” 🙂
            Ja mam na to – jakby to powiedziała moja córka – „wywalone” 🙂
            No, moze poza jednym (moja słodka tajemnica; nawet żona o tym nie wie choć to nic zdrożnego)

            Ale rozumiem Cię doskonale – kiedyś też taki byłem 🙂
            Uważałem, że dobre życie koniecznie musi być ekscytujące…
            Dzis wiem, że wcale nie musi (szkoda tylko, że tyle kasy, czasu i pieniędzy musiałem roztrwonić, by to zrozumieć. A trzeba było słuchać dziadziusia 🙂 )

            • Romanie, piękny komentarz 🙂 Chętnie przeczytałbym co cenisz w swoim życiu i co Ci daje największą satysfakcje. Z kwestią, że nie jest konieczna ekscytująca podróż dookoła świata się w stu procentach zgadzam. Tak samo jak zgadzam się ze stwierdzeniem, że doświadczenia są bardzo istotne i to właśnie one budują i rozwijają człowieka 🙂 Patrzę czasem na rzeczy u mojej babci. Ma stare szafki, stare dywany itd. Nie inwestuje w nowe bo w pewnym wieku przestało jej na tym zależeć. Opowiada za to bardzo ciekawe historie, których nagromadziło się o niebo więcej niż niepotrzebnych klamotów. Nie mówię, że dobry sprzęt audio nie jest sprawą dającą dużo przyjemności ani nie twierdze, że ludzie powinni przestać inwestować w swoje hobby… lecz jednak refleksja jest bardzo wskazana 🙂

  5. Gratuluje świetny artykuł zgadzam sie w 100% podrzuce żonie do przeczytania a kiedyś córce :-)jak dorośnie,podobnie bym wydawał swoje pieniądze jak Ty Marcinie no i może jednak nie żałował bym na kobiety w końcu jesteśmy tylko ludzmi a jakieś miłe wspomnienia z krótkiego życia trzeba mieć czym bardziej robie sie starszy niedługo 40 na karku tym bardziej chce mieć piękne wspomnienia bo reszta w sumie nie ma żadnego znaczenia tak to czuje poza tym zawsze wolałem wypady pod namiot z kumplami w swietnym zgranym gronie(nie wymagające wielkich finansów) niz hotele 5 gwiazdkowe ze snobami i sztywniakami to nie mój klimat 🙂

    • Hej Egon, dzięki. Siłą rzeczy nie mogę oszczędzać na kobietach: żona, dwie córki i kotka Fruzia – to zestaw silnych osobowości, które potrafią o siebie skutecznie zadbać 😉 Na szczęście też wolą inwestycje w doświadczenia 😉

  6. Ostatnio poszedłem poradzic sie znajomego co kupic zonie w prezencie. Powiedzial stary kup żonie bizuterie, najlepiej z jakiegoś szlachetnego kruszcu, zawsze bedziecie mogli to pozniej spieniezyc…

    Z tego co widze Hindusi podchodza do tematu rownie tradycyjnie i kupuja złota na potęge, choc o oplacalnosci tej inwestycji wolalbym sie nie wypowiadać…

    • Hej Tomazo, dzięki za komentarz. Trzeba przyznać, że kolega ma pragmatyczne podejście 😉

      Jeszcze bardziej pragmatycznie byłoby kupić sztabki lokacyjne. Wówczas płaci się za sam kruszec, a nie za „robociznę”, której w razie sprzedaży nikt nie docenia. Fajnie było to pokazane w filmie „Blue Jasmin”, gdy Cate Blanchett starała się spieniężyć swoją drogą biżuterię. Film zdecydowanie godny polecenia.

    • ewentualnie można kupić żonie na prezent skrzynkę dobrego piwa.
      A jeśli nie pije piwa to nie szkodzi… 😉

  7. Dzięki Marcin, pomyśle o sztabkach lokacyjnych przy następnej rocznicy lub urodzinach żony 😉

    ps. faktycznie Blue Jasmin bardzo ciekawy film

  8. Mój mąż skończył w tym roku 40 lat, zorganizowałam mu przyjęcie niespodziankę, którą na pewno zapamięta do końca życia (chyba że wcześniej dopadnie go skleroza). A jakie prezenty dostał, to pewnie już teraz nie pamięta 🙂 Rzeczy chyba teraz mało kogo cieszą nawet przez 5 minut, bo: wyglądają gorzej niż w reklamie, szybko się psują lub wychodzą nowsze modele. Ucieszyły mnie wyniki sondażu, przeprowadzone przed zbliżającymi się Świętami Bożego Narodzenia – podobno najwięcej osób czeka na książkę pod choinką! Niby to rzecz, ale jednak dostarczająca przeżyć i nowych doświadczeń 🙂

  9. Zaraz po maturze (a bylo to juz 20 lat temu), wyruszylam na podboj wielkiego miasta, podjelam swoja pierwsza prace zarobkowa (oj, marniutko placili), a wszystko, co zostawalo mi po zrobieniu oplat, wydawalam na rozrywke: kino, teatr, dyskoteki… Bylo fajnie! Zylam zyciem, ktorego wczesniej, na prowincji, nie znalam. Owszem, gdzies z tylu glowy kolatala mi mysl, ze kiedys przestane byc piekna i mloda, i ze powinnam pomyslec o przyszlosci, ale poki co wolalam niedojadac, za to obejrzec najnowszy film.
    Rezultat byl taki, ze m.in. nie mialam sie w co ubrac, bo wolalam wydawac na „doswiadczenia”. Teraz nadrabiam zaleglosci i stracony czas: poszukuje swojej ubraniowej tozsamosci, kupuje nie zawsze to, co mi pasuje, ale na bledach uczy sie najskuteczniej. Te wydatki pochlaniaja duza czesc moich dochodow, ale skoro nie odrobilam pewnych lekcji za mlodu, teraz musze za to placic drozej. W kazdym razie o minimalizm tez sie otarlam i doceniam jego zalety. Rowniez w kwestiach garderobianych 😉
    Nie zaluje tamtych czasow! Co wiecej, uwazam, ze kazdy musi sie wyszalec, przejsc przez okres dojrzewania, rowniez finansowego, bo inaczej nie nauczy sie cieszyc tym, co ma, ani szanowac pieniedzy.
    Powinnam jeszcze dodac, ze moj stosunek do finansow dzis jest diametralnie rozny od tego sprzed lat. Inaczej by mnie tu nie bylo 🙂 Chce „sie ogarnac”, chce sie zabezpieczyc na przyszlosc, chce nie musiec sie martwic. Jestem gotowa zrezygnowac z przyjemnosci i zachcianek, o ile tylko osiagne cel, czyli bezpieczenstwo finansowe. Wierze, ze dam rade. Dobrych doswiadczen juz nazbieralam, wystarcza mi na chude lata 🙂

  10. Akurat na jesieni był w kinie film Everest, o ludziach którzy m.in. realizowali swoje marzenia….Film oparty na faktach, historia wydarzyła sie w 1996. Beck Weathers zapłacił za swoje marzenia 65 tysięcy dolców oraz utracił prawa dłoń, wieksza cześci lewej dłoni , nos, policzki itp. Pewnie gdyby był przecietnym konsumentem zamiast na Everest spedzałby czas przed TV z piwskiem w reku i do dzis bylby zdrowy…..Nic nie jest takie proste jak nam sie wydaje…

    • Albo… Z piwskiem w ręku przed TV zszedł by na zawał po latach nudnego i frustrującego życia.
      Moim zdaniem nie jest ważne JAK DŁUGO się żyje, ale JAK się żyje.

  11. Jest jeszcze jeden sposób wydawania pieniędzy, który powoduje wykładniczy wzrost szczęścia – szczodrość (nie działa z neurotycznymi przyjaciółmi, u których rośnie poziom stresu, kiedy otrzymują przysługi ;).

  12. Marcinie,
    kolejny ciekawy artykuł, który daje do myślenia…
    Zgadzam się jednak z niektórymi, ze te przeżycia i doświadczenia nia zawsze są takie bardzo cenne… Dziś po latach podróżowania i przeżywania wieeeelu przeżyć, historii i doświadczeń z mojego punktu widzenia powiem, że wszystko powinno być z umiarem.
    Zgadzam się z tezą tego artykułu, iż bezsensowne wydawanie pieniędzy nie ma sensu. Ważne w życiu jest to by umieć rozważyć co chcemy, czego chcemy i do czego dążymy i jakby to ująć złąpać stabilność i grunt pod nogami… Podróże i doświadczenia są ważne, ale ważne i chyba najważniejsze jest to jakimi ludźmi się otaczamy i z kim i w jaki sposób chcemy to życie przeżyć. Doświadczenia, które mam jak latanie na parolotni, nurkowanie na Karaibach itd nie mają znaczenia, jeśli nie masz z kim tego dzielić i inni „mówią innym językiem” bo wielu z nich wogóle nie rozumie o czym Ty mówisz, żyją w innym świecie i wcale niekoniecznie przed TV.
    Zgadzam się też z Marcinem, że pęd za kolejnymi błyskotkami nie ma sensu i nie ma sensu branie kolejnych kredytów, bo zamiast nam pomagać powoduje, że w pewnym momencie nie możemy sobie już pozwolić na żadną kolejną błyskotkę ani doświadczenia, a tylko na spłatę kredytów…

  13. ajtam, ajtam… zakupy tak, wszak jest nam potrzebne jakieś łóżko, lustro (no chyba ze pójdziemy na hardkor i udamy się do „brata Alberta”)… kiedyś było można pójść na zakupy raz i kupić coś na całe życie, np moim prawie pierwszym zakupem było lustro (to za przyczyną ‚trójkowej” audycji)… srebrny podkład, kryształowe szkło, w dębowej ramie… przeglądam się w nim do dziś a minęło już jakieś 30 lat od tego momentu, gdy je kupiłem… Kosztowało dość dużo w relacji do mojego wynagrodzenia, ale uznałem, że luksusu swojego widoku w 4K sobie nie odmówię 😉 (oczywiście o tym formacie obrazu jeszcze nikt nie myslał)… przez te 30 lat nie żałowałem ani chwili tego zakupu, bo zaoszczędziło mi to kupna kilku marnych luster w których bym się wkurzał, że odłazi odblask, pogrubia mnie szkło, czy ramka się wygła… żałowałem zawsze tandetnych zakupów, które z konieczności dziś częstokroć dokonujemy i wkurza mnie, że jakość samochodu zaczyna się od Bentleya w górę, no może AUDI/Toyota jeszcze, reszta, to ‚tandeta” (ktoś dziś wyprodukuje coś na podobę legendy mercedesa typu „misiek” ? )… tu się marnują pieniądze.Zakupy są fajne (podróże to też zakupy !!!), tylko co raz mniej fajnych/solidnych rzeczy, takie stają się dziś luksusem i to my konsumenci mamy cisnąć rynek, żeby takie rzeczy nam dostarczał a nie byle nad ochłapem ostatniego krzyku (rozpaczy ?) mody, zachwycają się media a my razem z nimi… zmieniajmy to, pieniądze to nasz czas, nie szkoda go na pierdoły ?

  14. Witam Panie Marcinie, kolejny genialny tekst! Przypadki kupowania na potęgę rzeczy które potem leżały przypominam sobie z dzieciństwa. Nikt mnie nie nauczył, że nie warto chcieć wszystkiego co nam wpadło w oko. Według psychologii każde nasze zachowanie spowodowane jest zdarzeniami z przeszłości. Ja sam mam dopiero 24 lata, ale gdyby się okazało, że będę mieć w przyszłości dzieci i uczył ich „życia ” to uważam, że ten blog byłby jednym z najlepszych elementarzy. 🙂
    Ps. Chciałbym wrócić do poruszane tematu inwestowania. W ostatnim czasie zaczynam dochodzić do wniosku że samo odkładanie to zbyt mało w dzisiejszych czasach przy moich funduszach. Powstanie tekst o możliwościach inwestowania dla ‚ zielonych’? Chodzi o wszystkie możliwości. Pozdrawiam!

  15. Artur Wiśniewski

    Moim zdaniem przed każdym zakupem najważniejsze jest zadać sobie pytanie „czy ja na prawdę tego potrzebuję?. Jeśli nie to choćby to kosztowało grosze to trzymam się zasady i nie kupuję.

Odpowiedz