Fundusz bezpieczeństwa – czyli optymizm pragmatyczny.

121

Aby naprawdę skutecznie dbać o własne finanse warto jest robić to w odpowiedniej kolejności. Do tej pory napisałem sporo na temat wychodzenia z długów konsumenckich. To dlatego, że dopóki się ich nie pozbędziemy, bardzo trudno będzie nam robić postępy w budowaniu finansowego bezpieczeństwa. Teraz czas na kolejny bardzo ważny cel: zbudowanie funduszu bezpieczeństwa.

Utrata pracy, awaria silnika w samochodzie, dłuższa choroba wymagająca zakupu leków bez refundacji,  zalane mieszkanie gdy skończyła się polisa, zepsuta lodówka tuż przed komunią dziecka  – to tylko niektóre sytuacje, których w ogóle nie planujemy, a które wymagają od nas sięgnięcia głęboko do kieszeni. Nawet jeżeli jesteśmy wielkimi optymistami, tego typu wydarzenie wcześniej czy później na pewno nas spotka.

Daj spokój. Dlaczego jesteś takim pesymistą?  Nie jestem pesymistą.  Wprost przeciwnie – dla mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna, wierzę, że spotka mnie w życiu mnóstwo wspaniałych rzeczy, w trudnościach dostrzegam możliwości, cieszę się każdym dniem, a ze sznura i krzesła przy drzewie zbuduję huśtawkę, a nie szubienicę. Zdecydowanie jestem optymistą. Gdy jednak widzę chmury zasłaniające niebo, to choć liczę na słońce, na wszelki wypadek zabieram parasol. Nazywam to optymizmem pragmatycznym. Fundusz bezpieczeństwa idealnie wpisuje się w tę filozofię.

Czym jest fundusz bezpieczeństwa?

To nic innego jak uzbierana i odpowiednio ulokowana kwota, która ma stanowić „bufor” pomiędzy nami a wyzwaniami dnia codziennego. Moim zdaniem taka kwota powinna stanowić przynajmniej 6-cio krotność naszych miesięcznych wydatków, a w przypadku rodziny, 6-krotność miesięcznych wydatków rodziny. To całkiem konkretne pieniądze: przy kosztach rzędu 3000 złotych miesięcznie, fundusz bezpieczeństwa to 18 000 złotych. Dlaczego akurat tyle?

Przede wszystkim chodzi o to, aby w trudnej sytuacji odłożone pieniądze dały nam czas na pozbieranie się i powrót do normalnego działania. Gdy na przykład stracisz pracę, nie będziesz musiał w panice biegać po rynku, błagać kogokolwiek o zatrudnienie i w ciemno akceptować pierwszą z brzegu ofertę. Będziesz miał aż pół roku, aby spokojnie wszystko przemyśleć, dobrze się przygotować i poszukać zajęcia, które najbardziej Ci odpowiada. Również jeśli  obecna praca mocno Cię frustruje, a szef nie daje Ci żyć, to świadomość posiadania solidnego funduszu bezpieczeństwa pozwoli Ci z godnością i spokojem rozglądać się za nowym zajęciem. Korzyści płynące z posiadania takiego funduszu mógłbym mnożyć w nieskończoność.

Jednak największą zaletą posiadania funduszu bezpieczeństwa jest to, że uchroni Cię on przed popadnięciem w długi. Jeżeli nie masz żadnych oszczędności i popsuje Ci się lodówka, co zrobisz? Pewnie pójdziesz kupić ją na raty. A jeśli Twoje konto będzie puste, a dziecko będzie błagać Cię o środki na wymarzoną szkolną wycieczkę, odmówisz mu? Raczej skorzystasz z debetu na koncie lub z innej formy długu.

Fundusz bezpieczeństwa działa jak tarcza, która pozwala nam trzymać się z dala od długów. Właśnie dlatego powinien on być naszym pierwszym i najważniejszym celem, na który należy odłożyć pieniądze. Nie na emeryturę, nawet nie na edukację dzieci, ale właśnie na fundusz bezpieczeństwa. Jeżeli ktoś nie ma takiego funduszu, a odkłada na emeryturę, to i tak gdy wydarzy się awaryjna sytuacja, będzie musiał sięgnąć po środki „emerytalne”. Dlatego uważam, że najlepiej jest zacząć właśnie od funduszu bezpieczeństwa.


Gdzie ulokować środki stanowiące fundusz bezpieczeństwa?

Z jednej strony na tyle blisko, by  w prosty sposób z nich skorzystać gdy pojawią się trudności, z drugiej strony na tyle daleko, aby nie sięgać po te pieniądze w sytuacji która nie jest „awaryjna”.  Komunia córki, ślub syna, wyjazd na wakacje, świąteczne prezenty, okresowy przegląd naszego samochodu, roczne ubezpieczenie mieszkania – to nie są żadne awaryjne sytuacje. Każdą z nich można przecież z dużym wyprzedzeniem zaplanować.

Takie środki powinny być ulokowane w sposób naprawdę bezpieczny. Nie chcemy sytuacji, w której trzeba skorzystać z funduszu bezpieczeństwa, a tu się okazuje, że pieniędzy wystarczy jedynie na cztery miesiące, bo na giełdzie właśnie trwa bessa. Dlatego moim zdaniem bardzo dobrze nadaje się do tego konto oszczędnościowe w banku.

W przypadku funduszu bezpieczeństwa mojej rodziny, 40% trzymam na koncie oszczędnościowym, a 60% w dziesięcioletnich detalicznych obligacjach skarbowych. Pisałem już o nich w artykule pt.”Jak bezpiecznie oszczędzać i nie tracić czasu?”. Uwierzcie mi, że posiadanie takiego funduszu daje naprawdę ogromny komfort, większą swobodę działania a dodatkowo pozwala bardziej odważnie inwestować inne nadwyżki finansowe. Dlatego bardzo gorąco zachęcam Was do zbudowania takiego bezpiecznie ulokowanego funduszu bezpieczeństwa dla Waszych rodzin.

Książka z dedykacją w zamian za dobry komentarz

Komentarze pod wpisami na blogu to znakomity „wynalazek”. Właśnie one sprawiają, że czytelnicy mają szansę zapoznać się nie tylko z moją opinią, ale również z Waszymi historiami i poglądami na temat finansów. I to jest właśnie bezcenne – bo wszystkich nas skłania do myślenia i dzięki temu możemy podjąć mądrzejsze i bardziej świadome decyzje finansowe. Dzięki komentarzom stajecie się tak naprawdę współautorami tego bloga, za co bardzo serdecznie Wam dziękuję.

Autorom pięciu najciekawszych komentarzy na temat funduszu bezpieczeństwa pod dzisiejszym wpisem prześlę egzemplarz mojej książki „Jak zadbać o własne finanse?”

Zachęcam Was serdecznie do podzielenia się komentarzem. Zwycięzców wyłonię w najbliższą sobotę, 26 kwietnia, o godzinie 20:00, a jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat książki, to napisałem o niej tutaj:
Moja książka jak zadbać o własne finanse już dostępna w księgarniach

Serdecznie Was pozdrawiam i z ogromną ciekawością czekam na Wasze komentarze. 🙂

Miło mi poinformować, że konkurs już rozstrzygnięty, a lista zwycięzców dostępna jest tutaj:
http://marciniwuc.com/finanse-osobiste-fundusz-bezpieczenstwa/#comment-4185
Serdecznie gratuluję!

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze121 komentarzy

  1. Witaj! Co sądzisz o pomyśle, by znaczną część (60-80%) funduszu bezpieczeństwa stanowiło złoto? Spełniałby on wtedy dodatkową funkcję, jako część zabezpieczenia na wypadek ewentualnego konfliktu zbrojnego.

    • Hej Piotrek,

      Złoto nie jest moim zdaniem dobrym sposobem na ulokowanie naszego funduszu bezpieczeństwa.
      Jego ceny mocno się wahają – zbyt mocno jak na funkcję, jaką ma pełnić fundusz bezpieczeństwa. Napiszę na pewno za jakiś czas o złocie.
      Jeśli chodzi o konflikt zbrojny – sporo dyskusji odbyło się pod moim wcześniejszym wpisem na temat Ukrainy – może tam znajdziesz trochę inspiracji 🙂 Ale szczerze mówiąc nie jestem specjalistą od katastroficznych scenariuszy.

      Dziękuję za komentarz i serdecznie Cię pozdrawiam.

    • Ja bym nie mieszał inwestycji z funduszem bezpieczeństwa bo są to dwie rożne rzeczy i służą do czegoś innego. Myślę że gdy mamy zainwestowane większe środki to fundusz bezpieczeństwa może być mniejszy niż ten podany przez Marcina np zamiast 6miesięcy proponowanych przez Marcina tylko trzy (bo przez 3miesiące zdążymy wycofać się z inwestycji). Niesie to za sobą niebezpieczeństwo że będziemy musieli wyjść z inwestycji w nieodpowiednim czasie co może się wiązać ze stratą…

  2. Gdy stracisz pracę, to warto szybko zatrudnić się nawet tam, gdzie oferta nie spełnia naszych oczekiwań. Ile potrwa znalezienie pracy spełniającej nasze oczekiwania? W ten sposób mamy jakiekolwiek dochody i bezstresowo szukamy intratnych ofert.

    • Cześć Sylwester,

      Dzięki za komentarz. Jeśli masz fundusz bezpieczeństwa nie ma potrzeby akceptowania oferty nie spełniającej oczekiwań. Należy szukać takiej, która będzie możliwie najbliższa naszej pasji, nawet jeśli może to potrwać kilka miesięcy dłużej.

      Znam wiele osób, które zatrudniły się gdzieś „na chwilę”, z obawy, że szukanie wymarzonej pracy może trwać zbyt długo. Teraz ten sam strach sprawia, że kurczowo trzymają się tej pracy, pomimo tego, że nie daje im ona satysfakcji. Czas płynie, a oni tkwią w miejscu…

      Fundusz bezpieczeństwa pozwala nam działać odważniej.

      • Ja nie zgodzę się z taką teza, lepiej coś robić i mieć nawet minimalny dochód, a poza tym również fundusz, tego brakuje w artykule.

        • Hej Michał,

          Trudno mi to przekazać bez szerszego kontekstu.

          Ale nie upieram się przy tym, aby odrzucać oferty pracy. Chodzi mi raczej o podkreślenie, że posiadanie funduszu bezpieczeństwa daje nam czas na znalezienie lepszej oferty, która będzie nam bardziej odpowiadać.

          Bez funduszu bezpieczeństwa nie mamy takiego wyboru. Musimy brać, co popadnie, bo inaczej zabraknie nam środków na życie.

          Serdecznie Cię pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

  3. Witam Marcinie.
    Bardzo przypadło mi do gustu Twoje określenie – optymizm pragmatyczny.I może gdybym nie znalazła się w przykładowej sytuacji- jakieś 3 lata temu sąsiedzi z góry zalali nam doszczętnie dopiero co wyremontowane 65 m mieszkanie – ominelabym ten fragment dużym łukiem. Masz zupełną rację. Gdybysmy w tej sytuacji mieli odłożone kilkukrotne zarobki na fundusz bezpieczeństwa, nie byłoby paniki, pożyczek i szukania wyjścia awaryjnego. Zalane zostalo doslownie wszystko. Od mebli, lozek, tv, scian, dywanow, paneli itd. Ubezpieczenie przekazalo skromnie na farbę i nie obeszlo sie bez pożyczek . Jednak człowiek doceni taki fundusz dopiero w sytuacji kiedy sam będzie w potrzebie. I tu uwaga kolejna sytuacja – po trzech latach od zalania w mojej firmie zaczęły się zwolnienia. Ludzie byli w panice bojąc się stracić pracę i dochód z dnia na dzień. Gdyby byly rezerwy na koncie na spokojnie można by się nie denerwować, że zostaniemy pozbawieni środków do życia przez najbliższy czas. Tak naprawdę przez ostatnie kilka lat mogłam się przekonać na własnej skórze, że taki fundusz bezpieczeństwa to zbawienie dla nas w trudnych sytuacjach. Nie wiedziałam tylko w jaki sposób można go „przechowywać”. Konto oszczędnościowe plus detaliczne obligacje skarbowe to dobry pomysł. Dziękuję za podpowiedź.
    Marcinie gdybyś wcześniej napisał ta książkę może uniknąłabym kilku problemów finansowych w moim życiu Z:-) chęcią jednak poczytam jeszcze o innych Twoich radach finansowych.
    Pozdrawiam,
    Anula

    • Cześć Aniu,

      Serdecznie dziękuję za podzielenie się tą historią. Dokładnie w takich sytuacjach fundusz bezpieczeństwa jest bardzo przydatny. Czasami mam wręcz wrażenie, że odkąd zbudowaliśmy taki fundusz dla naszej rodziny, wydarza się mniej „awaryjnych sytuacji” 😉
      Zapewne dlatego, że coś, co normalnie byłoby katastrofą, dzięki funduszowi bezpieczeństwa zamienia się w mało groźny, przejściowy problem, który szybko można rozwiązać.

  4. Marcinie, Twój kolejny wpis dotyczący dbałości o finanse osobiste po raz kolejny napawa mnie optymizmem. Odkąd zacząłem czytać Twojego bloga spojrzenie na budżet domowy mojej rodziny całkowicie się zmieniło, a efekty Twoich rad wprowadzane w życie widoczne są gołym okiem. Przede wszystkim pozbycie się zbędnego zadłużenia, likwidacja kart kredytowych i planowanie wydatków pozwoliło usystematyzować finanse mojej rodziny. Teraz właśnie nadszedł czas na kolejny krok, przygotowanie funduszu bezpieczeństwa – mam nadzieję, że dzięki optymalizacji wydatków uda mi się wkrótce przygotować odpowiednie środki. Dziękuję za pouczający artykuł i życzę powodzenia w konkursie na najlepszy „Ekonomiczny blog roku” – mój głos już masz. Pozdrawiam.

  5. Bardzo ciekawy i przydatny artykuł. Dodam cos od siebie. Posiadam kredyt hipoteczny którego raty splacane są ze specjalnego konta. Część swojego funduszu awaryjnego trzymam właśnie tam. Jest to wartość 3 rat kredytu. Chodzi o to ze w momencie jakiegoś nieprzewidzianego wydatku czy wypadku mam pewność ze przez najbliższe 3 miesiące rata kredytu będzie spłacona na czas i nie muszę się o nią martwić. Jeśli cos się stanie, wyląduje w szpitalu, wyjade gdzieś na dłuższe wakacje lub strace prace, kredyt jest zabezpieczony.
    Resztę funduszu awaryjnego trzymam na łatwo dostępnym koncie oszczędnościowy. Pozdrawiam!

    • Świetny pomysł!
      Ja zawsze płaciłam na to konto więcej, a potem w ostatnim miesiącu roku miałam labę, bo kredyt „spłacał się sam” właśnie z tych nadwyżek uzbieranych przez cały rok.
      Ale ta nadwyżka 3-miesięczna jest świetnym – powiedziałabym – uzupełnieniem tego funduszu bezpieczeństwa. Wprowadzę u siebie! 🙂

    • Zrobiłem podobnie, ale było więcej kombinowania, bo nie miałem i nie chciałem mieć normalnego ROR w banku w którym miałem kredyt hipoteczny. W aneksie do umowy kredytowej przy okazji ustawy antyspreadowej, zawarliśmy z bankiem opis kolejności spłacania rat: rachunek techniczny w CHF, rachunek techniczny w PLN, polecenie zapłaty z ROR w moim banku „głównym”. Rachunek techniczny zasilałem frankami z kantoru alior, na technicznym PLN podobnie jak u Ciebie była rezerwa (1 rata), a jako ostateczność – ściąganie z ROR w innym banku.
      Chciałem żeby poszli dalej i obciążali kartę kredytową (tak jak TMobile rachunkami za telefon), ale nie zgodzili się. A szkoda, bo na kartach to i cash-back był, na innej punkty M&M 😉

  6. Ja bym ten fundusz trochę zdywersyfikował. Analogicznie jak fundusze dla dzieci- im dalej, tym mniej agresywne aktywa, tym bezpieczniej.

    Podobnie tutaj. Żelazną, błyskawiczną porcję pieniędzy (może połowę?) faktycznie wsadzić tam, gdzie będą łatwo dostępne i od ręki. Ale pozostałe też mogą pracować. Czemu nie skakanie po trzymiesięcznych lokatach, jakieś mało ryzykowne, ale lepsze fundusze?

    Mija się to co prawda trochę z ideą „natychmiastowej poduszki finansowej”, ale sądzę że ewentualne 3 miesiące czekania na powrót tej połówki funduszu z lokaty czy 3 dni (gdy wraca z TFI, o ile nie grożą kary) nie będą niebezpieczne, a pieniądze też nie będą się marnowac na zbyt niskim procencie niepotrzebnie.
    Pozdrawiam

    • Witaj pw,

      Serdecznie dziękuję za komentarz.

      Każdy oczywiście może stosować własne podejście. Dla mnie fundusz bezpieczeństwa to fundusz bezpieczeństwa – nie traktuję go jako części portfela inwestycyjnego. Mówimy o kwocie stanowiącej 6-miesięczne wydatki i zachowanie ich realnej wartości w zupełności mnie satysfakcjonuje.

      Nie chcę się zastanawiać, czy rynkowe zawirowania nie uszczupliły przypadkiem mojego funduszu bezpieczeństwa. On ma działać jak „balsam dla duszy” 🙂 Ma mnie uspokajać, a nie podnosić mi tętno gdy coś się dzieje na rynkach 🙂

      Inwestuję dopiero te środki, które stanowią nadwyżkę ponad fundusz bezpieczeństwa. Te inwestuje już agresywnie. Również dlatego, że mam bezpiecznie ulokowany fundusz bezpieczeństwa.

      Ale znów – każdy musi odnaleźć optymalny sposób dla siebie. to są w końcu finanse OSOBISTE.
      Ja piszę o tym, co sprawdza się znakomicie w przypadku mojej rodziny.

  7. Kiedyś nie zdawałam sobie sprawy że zabezpieczenie sobie funduszu bezpieczeństwa jest takie ważne… do czasu kiedy to kiedy okazało się że imam się ze zmianą pracy – bo obecna już nie daje takie satysfakcji i takich finansów aby były wystarczające, gdy pralka i lodówka się popsuły jednocześnie, gdy auto wymagało gruntownego remontu… te wszystkie sytuacje były swoistymi szpilkami które kuły mnie w „cztery litery” – teraz już wiem że takie zabezpieczenie jest potrzebne i często ratuje „życie” – dzięki temu zamiast zadłużania się można sięgnąć po swoje pieniądzę a nie jak ja kiedyś musiałam sięgać po pieniądzę z Banku które moje nie były i odczuwam ich konsekwencje…

    Lepiej zadbać o swoją finansową przyszłość już dziś i nei marwić się o swoje i swoich bliskich – jutro 🙂

    Pozdrawiam

  8. Witaj Marcienie,

    Chciałbym przedstawić mój sposób na w miarę szybkie budowanie funduszu awaryjnego w momencie gdy mamy już pewne nadwyżki finansowae przeznaczone np. na emeryture. Cała ta, nazwijmy to strategia, opiera się na przenoszeniu zysku z obecnych oszczędności na budowę funduszu bezpieczeństwa, plus drobne oszczędności, które uda sie odłożyć.
    Dla przykładu – gdy mamy 20 000 zł oszczędności, możemy złożyć lokatę na 3 miesiące, na 3% w skali roku co daje nam zysk około 120 zł już po podatku belki. I ten zysk przelewamy na konto oszczędnościowe a nasze 20 000 ponownie przeznaczamy na lokatę i tak w kółko. W okresie trwania lokaty odkładamy miesiecznie po 100 zł, dodatkowo uruchamiamy program oszczędnościowy, który automatycznie odkłada np. 4% wartości każdej transakcji za zakupy kartą. Przyjmijmy, że w ciągu miesiąca zaoczędzimy w ten sposób jakieś 50 zł.
    Tak więc po 3 miesiącach będziemy mieć zaoszczędzone 570 zł a po roku już 2280zł, i to w pojedynke. Gdy jesteśmy w związku zyski z oszczędności będą większe gdyż druga osoba też może się dokładać do funduszu.

    Oczywiście są to ostrożne założenia. Jeśli ktoś naprawdę się zaangazuje, to może odkładać nie 100 a 200 zł miesiecznie, i zakładać lokaty nie na 3% ale 4%, a zakupy kartą moga przynosić większe oszczędności.

    W momencie gdy dojdziemy juz do wysokości tych 6 pensji, to zakładamy lokatę 12 miesięczna ale progresywną. To znaczy taką, której oprocentowanie zwiększa sie z miesiąca na miesiąc. Jest to o tyle dobre rozwiązanie gdyż w momencie gdy będziemy potrzebować pieniędzy i np. będziemy musieli likwidować lokatę, to nie stracimy wszystkich odesetek. Oczywiście, lepsza byłaby zwykła lokata, 12 miesieczna ale tylko w sytuacji gdy jesteśmy pewni, że nie będziemy potrzebować tych pieniędzy w ciągu następnych 12 miesięcy.

    • Cześć Kamil,
      Serdecznie dziękuje za komentarz.

      Widzisz, ja jestem jednak zwolennikiem prostszych rozwiązań i pełnej koncentracji. Obawiam się po prostu, że opisana przez Ciebie metoda może trwać zbyt długo.
      Co się stanie, jeśli awaryjna sytuacja wystąpi za pół roku?… I tak sięgniesz po te 20 000, nawet jeśli odkładasz je na emeryturę.
      Posiadanie funduszu bezpieczeństwa jest tak ważne, że należy moim zdaniem skupić się w 100% na jego jak najszybszym zbudowaniu, odkładając tam wszystkie nasze nadwyżki.
      Pisze o tym dokładniej w książce – w krótkim poście nie sposób wszystkiego przekazać 🙂

      • Zgadzam sie z tobą Marcinie. Też jestem zwolennikime prostych i szybkich rozwiązań. Ja tylko opisałem pewną propozycję dla osób, które mają już jakieś oszczędności i przy ich pomocy chcą zbudować tzw. poduszkę bezpieczeństwa – tylko tyle. Moją propozycję można zmodyfikować, przeznaczając od razu z swoich głównych oszczedności z góry określoną kwotę na fundusz bezpieczeństwa. Można wziąć bezpłatny urlop i wyjechac do pracy za granice na 2-3 tygodnie, moża też poszukać dodatkowej pracy u siebie w kraju, tak jak zrobiłem to ja – za dnia nauczyciel, wieczorem tłumacz, korepetytor 😉 Podstawą powinno być ubezpieczenie na wypadek chorób, wypadków, czy innych nieprzewidzianych zdarzeń losowych. Co więcej, obecnie można sie nawet ubezpieczyć od nieplanowanego zajścia w ciążę. Nie licze tutaj drobnych awari typu zepsuty bojler czy kosiarka bo to są relatywnie małe koszty. Koniec końców mając ubezpiecznie nie trzeba martwić się, ze nasza poduszka finansowa wolno sie napełnia, choć uwierz mi, dla niektórych w tym kraju oszczędzić ponad 2000 zł w ciągu roku to niezły wynik, bez względu na to jak bardzo mało efektywnie czy nawet śmieszne może sie to wydawać.

  9. Rzeczywistość jest nieprzewidywalna jak koszty remontu mieszkania czy budowy domu:) Wydaje się, że mamy wszystko zaplanowane, a potem okazuje się, że wyszło 2x drożej. Tak samo jest z poduszką bezpieczeństwa. Jesteśmy w różnych sytuacjach, mamy różne zawody, doświadczenia zawodowe, standardy życia. Komuś może się wydawać,że jeśli jest rozchwytywanym specjalistą, to poduszka 3-miesięczna to aż za dużo. Potem okazuje się, że po utracie swojej pracy taka osoba nie może znaleźć nowej przez cały rok. Wyobraźmy sobie rodzinę 2+2. On i ona pracują, na głowie mają kredyt, potrzeby dzieci, a jeszcze coś by się zjadło czasami. Przedmówcy pisali o różnych przypadkach losowych (naprawa samochodu, zalanie). No i rozgrywają się tragedie rodzinne. Dla mnie (2+2, bez kredytu) poduszka roczna to kompletne minimum. I to wcale nie jest zbytnia rozrzutność. W wielu przypadkach przy takich założeniach można sobie darować ubezpieczenie na życie.

    • Cześć Piotr,

      Dziękuję za komentarz. Wysokość funduszu bezpieczeństwa to faktycznie sprawa indywidualna, dlatego piszę, że moim zdaniem taka kwota powinna stanowić PRZYNAJMNIEJ 6-cio krotność naszych miesięcznych wydatków.

      Zwykle po trudnym wydarzeniu przechodzimy w tryb „przetrwania” i dość mocno oszczędzamy na różnych rzeczach, więc w praktyce 6-miesięczny fundusz bezpieczeństwa może wystarczyć nawet na dłużej.

      Jednak nie ma też co przesadzać z jego rozmiarem. Są też inne cele (emerytura, edukacja dzieci) na które warto poinwestować i dać sobie szanse na wyższe stopy zwrotu.

      Grunt, żeby fundusz bezpieczeństwa faktycznie dawał nam poczucie bezpieczeństwa. 🙂

  10. Fundusz bezpieczeństwa jest niezbędny. Najlepiej można się o tym przekonać, gdy się go uzbiera. Na przykład teraz, gdy mamy takie zabezpieczenie, nie wyobrażam sobie żeby wrócić do życia z dnia na dzień. Nawet jeśli trzeba go uszczuplić to priorytetem staje się jego odbudowanie. Dopiero wtedy można spać spokojnie 🙂

  11. Jestem jak najbardziej zwolenniczką posiadania poduszki bezpieczeństwa, choć wolę o niej myśleć, że są to pieniądze odłożone na „dobrą” a nie „złą” godzinę 😉 Moja poduszka w tej chwili wynosi 1,5 moich miesięcznych wydatków i jest ulokowana w funduszu gotówkowym. Nie wiem czy to rozwiązanie jest dobre, ale wartość środków systematycznie rośnie. Mam też drugi bufor w postali konta oszczędnościowego na którym gromadzę środki na nieprzewidziane wydatki oraz wydatki celowe. Z tego konta zdarza mi się wybierać środki, niemniej saldo też systematycznie rośnie, choć nie jest jeszcze takie jakie chciałabym mieć.

    Pozdrawiam serdecznie

    • Hej Aniu,

      Dziękuję za komentarz.

      Niedługo napiszę o funduszach gotówkowych. Jeśli portfel nie jest napakowany obligacjami korporacyjnymi, to jest OK. Można to sprawdzić w sprawozdaniu finansowym funduszu lub znaleźć informacje na stronie http://www.analizy.pl

  12. Każdy z nas jest inny i ma swoje osobiste preferencje. Niemniej jednak pewne rzeczy są uniwersalne i dotyczą wszystkich bez wyjątku.

    Moje fundusze dzielę w sposób następujący:

    1) fundusz ratunkowy – przechowywany na najlepszym możliwym rachunku oszczędnościowym w wysokości 12-krotności średnich miesięcznych wydatków z ostatniego kwartału; nie dotykam się do tych pieniędzy – są „przewidziane na nieprzewidziane” 😉

    2) fundusz gotówkowy – od 200 do 1000 PLN przechowywane na rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowym, do którego mam kartę płatniczą lub w formie „żywej” gotówki

    3) fundusz inwestycyjno-oszczędnościowy – przechowuję tutaj w różnej formie (lokaty 3M, akcje, udziały, udzielane pożyczki itd.) wszystkie nadwyżki nad pozostałe fundusze

    Nie mam żadnych długów i każdemu polecam w pierwszej kolejności likwidować swoje zadłużenie.

    Życie bez długów z dużymi rezerwami pieniężnymi – bezcenne 🙂

  13. Marcinie,

    Osobiście uważam informację o konieczności zbudowania i konsekwentnego utrzymywania fundusz bezpieczeństwa, o którym piszesz, za pierwszą i najważniejszą informację, o której każdy lokujący swoje pieniądze powinien wiedzieć, ponieważ dopiero po jej poznaniu człowiek zyskuje właściwą perspektywę inwestowania.
    Zastanawiam się, jaki byłby efekt dla rynków finansowych i dla ogółu naszych współobywateli, gdyby polski ustawodawca wprowadził wymóg każdorazowego dopytywania o posiadanie takiego funduszu przez osoby sprzedające nam produkty finansowe w rodzaju funduszy inwestycyjnych czy obligacyjnych. Gdyby każdy musiał co najmniej podpisać oświadczenie przed kupnem nowych jednostek, że wie o tym, iż każdy inwestor powinien mieć odłożone środki w wysokości 6 miesięcznych wydatków, efekt dla milionów Polaków mógłby być naprawdę imponujący.
    Niemożliwe? A przecież kiedyś nikt nie podpisywał oświadczeń przy zakupie nowych jednostek fundusz dot. tego, że nie ma w nich gwarancji zysku, a można też wszystko stracić? Dopiero zmiana prawa wymusiła to rozwiązanie, więc może czas pójść o krok dalej?
    Pozdrawiam.

  14. Nie ma chyba osoby, która nie zgodzi się z powyższymi sugestiami. Zazwyczaj w momencie, kiedy najmniej się ‚tego’ spodziewamy i kiedy nie mamy głowy o ‚tym’ myśleć, zajęci innymi sprawami, trafia nas, a zarówno dobre, jak i złe sytuacje lubią chodzić parami, ba, nawet pokuszę się o stwierdzenie, że seriami – czarna seria nas dopada i co wtedy? wtedy mamy gotowe rozwiązanie – świetnie.
    jednak, jak pokazują wyniki badań – jesteśmy narodem zadłużonym, rzadko kto ma taką świadomość, budzimy się i sięgamy po Wasze (myślę tu o Was, blogerach finansowych) rady kiedy jesteśmy już pod ścianą, z nożem na gardle i obsesyjnie szukamy wyjścia z sytuacji, nie mając za bardzo środków o jakich piszesz.
    Dlatego nawet w najgorszej sytuacji, w jakiej jesteśmy, nawet takiej, wydawać by się mogło, bez wyjścia, musimy się ogarnąć i zaplanować. Budowanie funduszu, czy poduszki bezpieczeństwa jest ważne w każdym momencie, nawet kiedy mamy stworzony plan spłaty zadłużenia i działamy na zasadzie kuli śnieżnej, część środków warto odkładać dla siebie, w ramach takiej właśnie poduszki – niekoniecznie na początku 6-krotność wydatków, bo to nie jest wtedy realne, ale jakaś kwotę rezerwową – 1-2 tyś, która da nam nadzieję przy okazji właśnie popsutej lodówki, nieoczekiwanej wizyty u mechanika itd.
    wiem, będzie tu sprzeciw, lepiej wpłacić nadwyżkę i szybciej spłacić kartę kredytową, czy kredyt konsumencki, im szybciej, tym lepiej, fakt. Naważyłeś piwa to teraz je pij i zaciskaj pasa, nie dla Ciebie przyjemności, pokutuj.
    Ale dla własnego zdrowia psychicznego, by mieć poczucie bezpieczeństwa i komfortu psychicznego, by w nieoczekiwanej sytuacji nie stanąć znowu pod ścianą z nożem na szyi, z poczuciem beznadziei w działaniu, które się właśnie realizuje, by nie rąbnąć wszystkim myśląc „to i tak nie ma sensu”, warto w gonitwie „czyszczenia” zadbać również o komfort naszej głowy. To daje światełko w tunelu, motywację i sens. I oby do przodu, oby odhaczać kolejne zamknięte zobowiązania, oby nasza kula śnieżna toczyła się zgodnie z planem.
    Powinniśmy uczyć kolejne pokolenia dojrzałości finansowej. Wielu z nas zachłyśniętych pieniędzmi, czasami łatwymi – kolejny kredyt, kolejny debet, o! kartę mi sami dają – nie myśli, tylko korzysta, a fortuna kołem się toczy, raz na wozie, raz pod wozem.
    Robicie świetną robotę (czytam też Michała Szafrańskiego). Dziękuję Wam i życzę społeczeństwu, by szybciej dojrzewało, często tu zaglądało i nie musiało łatać dziur, ale już na starcie myśleć o inwestowaniu, bogaceniu się i plusach.

    • Hej Aś,
      Dziękuję za komentarz i miłe słowa.
      W mojej książce wymieniam 10 kroków, według których warto dbać o finanse. Oto cześć z nich:
      Krok 3: odłóż 2000 zł
      Krok 4: Zaatakuj dług
      Krok 5: Zbuduj fundusz bezpieczeństwa

      Jak widzisz – spójnie z Twoim komentarzem. Serdecznie Cie pozdrawiam.

  15. Ja z kolei buduję fundusz nie w oparciu o obligacje detaliczne SP, ani rachunek oszczędnościowy:

    Dlaczego nie?
    a) Rachunek oszczędnościowy daje raptem 3% zysku brutto(przed podatkiem) w skali roku, czyli de facto 2,43% netto (nie uwzględniając inflacji, za 2013r. wyniosła 0,9%), jeżeli zdejmiemy inflację to wyjdzie zaledwie 1,53% zysku realnego.
    Należy także uważać na reklamy banków, które reklamują swoje produkty oszczędnościowe (podając: cyt:,,dajemy 3,5%,ale już tylko małym drukiem podają, że na 3 m-ce w ofercie promocji:), a potem za dalszy okres jest marne 2%., to taki marketing -,,kiełbasa wyborcza” w wydaniu Finance &Banking). Dzięki temu banki mają super tanie źródło finansowania swojej działalności (marża jest naprawdę smakowita RRSO np. dla pożyczek gotówkowych wynosi min. 15%- dla najlepszych klientów (a średnia rynkowa 25%).
    Ja osobiście, moje nadwyżki finansowe nie lokowałbym w obligacje detaliczne SP (cienki %).
    Wszelkie swoje nadwyżki finansowe lokuję w Fundusze Obligacji korporacyjnych (najlepiej te zdywersyfikowane dobrze geograficznie i branżowo). Wybieram zawsze te fundusze długu korporacyjnego, które: a) są na promocji (nie płaci się za kupno jednostek prowizji).
    b) które moją przyzwoitą roczną stopę zwrotu (liczoną średnią geometryczną), satysfakcjonuje mnie netto stopa zwrotu (po podatku) w granicach: 7,5%.
    ING długu korporacyjnego np. jest dobrą opcją.

    • Michał,

      Obligacje korporacyjne jako cześć portfela inwestycyjnego mają sens. Jednak moim zdaniem (a uwierz mi, znam się na funduszach) to raczej zbyt ryzykowne miejsce na nasz fundusz bezpieczeństwa.

      Napiszę jeszcze o tym, jednak spadki wartości rzędu 10% – 20% nie są niczym nadzwyczajnym w przypadku tych funduszy. Również zawieszenie umarzania na kilka miesięcy (= nie możesz wypłacić swoich pieniędzy)zdarza się w przypadku takich funduszy. To ryzykowne aktywa. Mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę.

      Pamiętaj proszę, że zysk i ryzyko to nierozerwalna para. Ja nie ulokowałbym funduszu bezpieczeństwa w obligacjach korporacyjnych.

        • Małgorzata

          Myślę, że to zależy przede wszystkim od naszej sytuacji osobistej. Rodzina z dwójką dzieci będzie inaczej podchodzić do ryzyka niż singiel z kwalifikacjami, które niezależnie od sytuacji w miarę łatwo pozwolą mu na awaryjne zdobycie np. dodatkowej pracy.

  16. Witaj, Uważam, że fundusz bezpieczeństwa powinien uwzględniać indywidualne cechy rodziny, takie jak np. specyfika wykonywanego zawody, dysproporcje pomiędzy zarobkami partnerów oraz to czy i ile jest dzieci w rodzinie. Już tłumaczę dlaczego tak myślę. Razem z mężem zbudowaliśmy 6-cio miesięczny fundusz bezpieczeństwa, oboje pracowaliśmy. Te pieniądze były na koncie oszczędnościowym. Wszystko było ok do czasu próby, jaką dla nas było narodziny kochanego, ale nieplanownego trzeciego dziecka. Aby utrzymać obecną, satysfakcjonującą pracę „musiałam” pójść na roczny bezpłatny urlop wychowawczy (jestem nauczycielką, więc tylko taki okres wchodził w grę). I tak oto mija ósmy miesiąc bez moich dochodów, zostały jeszcze cztery, a fundusz bezpieczeństwa nieuchronnie się kończy:/. Innej pracy podjąć nie mogę, bo dziecko potrzebuje opieki. I co dalej? Pożyczać? Ruszać oszczędności dla dzieci? Już wiem, że dla mnie fundusz bezp. to minimum 12 miesięcy!

      • Niestety, zeby wziac urlop tzw. Zdrowotny trzeba spelnic niektore wymagania np. Odnosnie stazu pracy. Ja ich nie spelniam: / Jestem mlodym nauczycielem:-)

        • Hej Kasiu, dziękuję za komentarz. Zgadzam się, że fundusz bezpieczeństwa należy dostosować do indywidualnych potrzeb własnej rodziny. Serdecznie Cię pozdrawiam.

  17. Witam Panie Marcinie
    Posiadam kredyt hipoteczny,w styczniu dokonałem nadpłaty,ale dzięki Pana blogowi nie pozbyłem się wszystkich pieniędzy byle tylko zmniejszyć kwotę zadłużenia.Teraz mam odsetki prawie 500pln miesięcznie mniejsze i zabezpieczenie w „razie czegoś”. Dodam że kwotę mam na koncie lokacyjnym i łatwiej jest odkładać jak już coś jest niż zaczynać od zera.W styczniu skończyła się mi umowa o pracę,miałem ustne zapewnienie że od lutego dostanę nową,ale niepewność była tym bardziej że parę osób zwolniono.Mnie się udało umowę znów mam jako pierwszą do września.Dzięki zabezpieczeniu naprawdę strach był mniejszy.
    Pozdrawiam Andrzej z Krakowa
    Jeśli chodzi o książkę proszę mnie nie brać pod uwagę bodokonałem zakupu na allegro i nie mogę się doczekać.
    andrep2

    • Hej Andrzej,
      Dziękuję Ci za komentarz i bardzo się cieszę, że blog choć trochę się przydał.
      Życzę ci przyjemnej lektury i jestem bardzo ciekawy Twoich wrażeń 🙂
      I daj spokój z tym „Panem” – po prostu Marcin.
      Serdecznie pozdrawiam.

  18. Cześć Marcin,

    bardzo dziękuję za artykuł. Jest niezwykle inspirujący i zmusza do myślenia. Na dzień dzisiejszy mam poduszkę w wysokości ok 10 miesięcznych wydatków, jednak nadal uważam że to za mało i mam nadzieję że Twoi czytelnicy tak jak i ja będą dążyć do jej maksymalizacji. Dlaczego, bo kasę trzeba pomnażać. Mój mąż zastanawia się nad rezygnacją z etatu i założeniem własnej działalności. W pełni go popieram, ale wiem też że rozpoczęcie tej działalności na początek uszczupli nasze oszczędności co najmniej o połowę. Być może powiesz że skoro chcemy przeznaczać te pieniądze na ten cel to nie jest to poduszka, którą opisujesz. Są to jednak z pewnością oszczędności, które pozwalają na planowanie rozwoju osobistego przy jednoczesnym poczuciu bezpieczeństwa finansów domowych W naszym gospodarstwie domowym mamy nieregularne dochody. Ja pracuję w sprzedaży podstawa + prowizja (a właściwie obecnie jestem na urlopie rodzicielskim płatnym 60%), mąż ma 2 sezony w roku gdzie zarobki się zwiększają. Moim celem finansowym dopóki nie wrócę do pracy jest co najmniej utrzymanie bieżącego poziomu oszczędności, jednak na wszelki wypadek trzymam wszystko na koncie oszczędnościowym, aby nie utracić odsetek, gdy okaże się że jest potrzeba aby skorzystać ze zgromadzonych środków.

    pozdrawiam,
    karolina

    • Hej Karolina,

      Faktycznie dla mnie fundusz bezpieczeństwa to coś na nieprzewidziane zdarzenia i lepiej nie wykorzystywać tych środków na inne cele. Po prostu – od czasu do czasu bedzie padać deszcz, więc warto jednak mieć parasol.

      Nie zmienia to faktu, że postępujecie bardzo racjonalnie odkładając dodatkową gotówkę w związku z nieregularnymi przychodami i planami dotyczącymi rezygnacji z etatu. Gratuluję zdrowego rozsądku, odpowiedzialnego podejścia do finansów i trzymam kciuki za Wasze plany biznesowe!

  19. Witam,

    osobiście nie uważam się za pesymistę, ale za dobrze poinformowanego optymistę. Przyznam szczerze, że staram się ogranąć moją sytuacje finansową, ale nie zawsze mi się to udaje. Niestety do poduszki finansowej to mi jeszcze daleko. Zaczęło się od ślubu. Wzieliśmy z moim mężem 5tyś pożyczki na dołożenie do naszego ślubu. Tu poszło gładko, bo z wesela oddaliśmy całą pożyczke i nie było problemu. Jeszce zostało nam parę złotych więcej w kieszeni. Jednak dostaliśmy w spadku dom do remontu i musieliśmy się posiłkować kredytem hipotecznym. Dom jest duży, mieszkamy na parterze, a pokoje na piętrze chcemy wynająć. Jednak żeby doposażyć piętro wzieliśmy też pożyczke. Oboje z mężem pracujemy, mamy małe dziecko. Staram się jak mogę żeby spiąć budżet (zbieram rachunki, rozpisuje comiesięczny budżet, zrezygnowaliśmy z samochdów – każdy miał swój, gotuje w domu, ze znajomymi też się spotykamy w domach, dużą część prac remontowych wykonujemy razem z mężem – np. on położył kafelki a ja pofugowałam:) ale i tak wydatków jest sporo. Największym problemem jest dla mnie postawa mojego męża, który krótko mówiąc rozpierdziela mi nasz comiesięczny budżet. Nie może się powstrzymać przed kupnem rzeczy do ogrodu i sprzętu do garażu. Tłumacze mu, że najpierw musimy się pozbyć tej pożyczki w jak najkrótszym czasie a następnie zacząć nadpłacać hipoteke, ale do niego to nie dociera. Pomyślałam, że może jak poczyta o tym jak ważne jest pozbycie się długów to bardziej zaangażuje się w moje działania.Pana książka bardzo by mu się przydała, bo mnie kończą się już argumenty. Chciałabym zastosować efekt śnieżnej kuli, najpierw spłacić pożyczkę, a następnie środki po pożyczce plus najem dać na nadpłaty hipoteki, ale do tego potrzebne jest nasze wspólne zaangażowanie. Jak dam mężowi książkę to poczyta w drodze do pracy i może zrozumie, że nie możemy być niewolnikami banku.
    P.S.
    A to hasło: ,,Nie sprzedawaj jutrzejszej wolności za dzisiejszą wygodę” powinno być napisane grubą czcionką na ulotce każdej firmy pożyczkowej i banku.

    pozdrawiam,
    Dorota

  20. Przed dwoma miesiącami na własnej skórze przekonałam się, że fundusz bezpieczeństwa może „uratować” finanse. Kupiliśmy nowe mieszkanie – oczywiście kredyt i po szybkiej przeprowadzce wystawiliśmy stare do wynajęcia. Przez trzy miesiące mieliśmy super lokatorów, ale życie trochę im się pokomplikowało i od lutego mieszkanie stoi puste, mimo szczerych chęci znalezienia nowych najemców. W momencie kupowania mieszkania mieliśmy trochę swoich oszczędności na koncie lokacyjnym i na szczęście nie postanowiliśmy ich wykorzystać przy kupnie, ale zachować na urządzenie. Po wprowadzeniu się do nowego mieszkania zrobiliśmy sobie z mężem burzę mózgów i postanowiliśmy pewną kwotę zostawić w razie czego – kosztem szafy w sypialni i innych paru rzeczy. Całkiem przypadkowo wyszedł nam fundusz bezpieczeństwa, który obecnie pomaga nam terminowo spłacać kredyt i nie zadłużyć starego mieszkania. Po tym jak znów wynajmiemy stare mieszkanie i zacznie ono spłacać zaciągnięty kredyt zamierzamy w pierwszej kolejności uzupełnić fundusz

    pozdrawiam
    Izyda

    • Izyda, bardzo dziękuję za komentarz. Dokładnie tak to hula 🙂
      I zgadzam się całkowicie – uzupełnienie funduszu to będzie priorytet – trzymam kciuki!

  21. Dla mnie fundusz bezpieczeństwa to przede wszystkim systematyczne oszczędzanie polegające na odkładaniu 10 % z dochodów każdego miesiąca. Poza tym dziecku przelewamy 100 zł. w każdym miesiącu (w dniu jego urodzin). Konsekwentne oszczędzanie przynosi efekty.

  22. Dyktatura konsumpcjonizmu zaszła tak daleko, że autor bloga musi się strasznie usprawiedliwiać, że posiada fundusz bezpieczeństwa. I tak ci tego nie wybaczymy. Natychmiast do sklepu, kupować i zadłużać się 🙂

  23. Marcin – fundusz bezpieczeństwa jak piszesz – może być wykorzystany tylko w sytuacji awaryjnej, trudnej i niespodziewanej. Gdyby miał zostać wykorzystany w innej, wtedy nie byłby funduszem bezpieczeństwa, tylko odpowiednio – funduszem na komunię córki,
    ślub syna, edukację, emeryturę, itp. OK. Zgadzam się.

    Na początku wpisu założyłeś że: Nawet jeżeli jesteśmy wielkimi optymistami, tego typu wydarzenie wcześniej czy później na pewno nas spotka.
    (To znaczy – jakieś niespodziewane, negatywne wydarzenie usprawiedliwiające skorzystanie ze środków zgromadzonych w funduszu bezpieczeństwa. )
    Czyli oznacza to, że jesteś zwolennikiem działania Praw Murphy’ego nazywając je optymizmem pragmatycznym ?? 😉
    A co w sytuacji, kiedy tego typu wydarzenie ani wcześniej ani później mnie nie spotka ??? Będę miał niby ten spokojny sen i psychiczny komfort, że w razie czego… ale tu dalej kurcze nic takiego niespodziewanego… i 12 pensji leży odłogiem i nic… i psychiczny komfort zamienia się w dyskomfort, że ten spokojny sen może być dość kosztowny, jak sobie przypomnę np. taki Cypr w ub. roku. Ewentualnie pomyślę sobie co by było, gdybym taki fundusz złożony z 12-tu miesięcznych wypłat założył w 2000 r. albo jeszcze z 10 lat wcześniej – co mógłbym sobie za to teraz kupić ?
    Pozdrawiam – Jacek – niepoprawny optymista..

    • Witaj Jac_ski,

      Jeśli 12 pensji „parzy Cię w ręce” – może w Twoim wypadku wystarczy 6. Resztę inwestuj – zastąpisz dyskomfort emocjami.

      Pamiętaj jednak, że Murphy tylko czeka aż pozbędziesz się funduszu bezpieczeństwa 😉

      • Tak naprawdę, to mam jakieś tam zaskórniaki w parasolu ING, teraz w fund. obligacji jak pisałem w wątku kilka wpisów wcześniej.
        Jak mnie zaczyna parzyć w ręce, to robię konwersję na fund akcji i jest to z reguły na szczycie giełdowej koniunktury więc mam bardzo dobry antywskaźnik.
        A Murphy czeka bardziej na takich, którzy go wyglądają za każdym rogiem i zakrętem.

        • Oj nie nie… to właśnie jest bardzo dziwne, ale w życiu każdego dopada. Kiedyś rozmawialiśmy z kolegą o innym koledze, któremu wszystko się udawało, no poprostu wszystko w życiu jak z płatka. Super praca, życie prywatne itd itd. No i do tego był to taki młody gniewny, nie szanujący nikogo i niczego i nagle trach… stracił pracę, dziewczynę itd… Na raz. No i co? Tragedia życiowa, nie potrafił sobie z tym poradzić, zamiast wziąć się za siebie i szukać rozwiązań użalał się nad sobą i swoim losem.
          Naprawdę zgadzam się z Marcinem, nigdy nie wiadomo kiedy się coś objawi, a zbytnia pewność siebie powoduje ślepotę.
          Jacku, może w Twoim wypadku jak już masz te 10 pensji odłożone, to już nie buduj dalej funduszu tylko z kolejnych pieniędzy poprostu jedź sobie na ten Cypr w tym roku i płacz, że Ci życie ucieka 🙂 idź się pobaw za nowe pieniądze, bo widać, że Ci tego brakuje.
          Myślę, że tu też powinna być równowaga, troszkę rozrywki jest potrzebna, trzeba tylko ją „robić” z głową 🙂 Baw się dobrze…

          A tak przy okazji tez widziałam przypadki, gdzie ktoś odkładał, na nic sobie nie pozwalał a potem trach w ciągu kilku dni, tygodni, czasem miesięcy przehulał wszystko – dlatego ważna jest rozwaga 🙂 a można szybko przehulać baaardzo duże pieniądze. Dlaczego często osoby, które wygrywają milion w loterii po roku wracają do tego samego stanu finansowego w jakim byli przed wygraną….

          Pozdrawiam i życzę dobrej zabawy 🙂

  24. Witam,
    Super blog, znaleziony zupelnie przypadkiem dwa dni temu. Tematy opisywane w przystepny dla kazdego (nie zwiazanego z pojeciami stricte finansowymi) sposob, tak trzymaj!

    A wracajac do tematu, to od dawna slyszalem juz o tym funduszu bezpieczenstwa i ile osob tyle moze byc opini, jak duzy powinien on byc. Ja zrobilem jeszcze inaczej, chociaz pewnie nie jestem pierwszym przykladem takiego rozwiazania… Zamiast liczyc ile miesiecznie wydaje, aby odlozyc odpowiednia sume, postanowilem, ze moj fundusz bezp. bedzie sie skladal z 12 wyplat. I posiadajac taka poduszke bezpieczenstwa, nawet przy stracie pracy, bede mogl dalej zyc na obecnym poziomie minimum przez rok czasu. Oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze wszystko zalezy od naszych mozliwosci, dlatego tez wolalem sie jeszcze bardziej zabezpieczyc, skoro obecna sytuacja na to pozwala. Do tego jeszcze posiadam kredyt mieszkaniowy, wiec tez musze miec z czego splacac raty miesieczne, np. gdy strace prace.
    Teraz, gdy juz taki fundusz posiadam, bede probowal znalezc najlepsze formy inwestycji tych srodkow i mysle, ze nie zaskocze nikogo, jesli ostatecznie padnie na konto oszczednosciowe i obligacje skarbowe. Jesli pojawi sie jakas atrakcyjna lokata na horyzoncie, to zawsze mozna srodki z konta oszczednosciowe przerzucic na miesieczna czy 2-3 miesieczna lokate i po jej zakonczeniu wrocic z wieksza kwota na konto oszcz.

    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwoscia na kolejne ciekawe wpisy!

    • Witaj Paweł,
      Dziękuję za komentarz i miłe słowa.
      Jeśli dla Ciebie poczucie bezpieczeństwa oznacza 12 pensji – też jest OK.
      Po zbudowaniu fundusz bezpieczeństwa otworzyłbym na Twoim miejscu IKE i zaczął inwestować z myślą o emeryturze (ta z ZUS i OFE będzie głodowa), na edukację dzieci (jeśli oczywiście je masz) oraz nadpłacałbym kredyt hipoteczny.
      Serdecznie pozdrawiam

  25. Od niedawna czytam twojego bloga, jest bardzo życiowy i naprawdę dajesz dużo prostych i konkretnych wskazówek zrozumiałych dla „nie ekonomistów” :). Sama osobiście jestem w trakcie pracy nad moim funduszem bezpieczeństwa, idzie mi opornie… mam konto oszczędnościowe, na które staram się odkładać pieniądze, mój obecny cel to 3 tys złotych. W tym momencie mam 2 250zł. W czym problem? Niestety konto oszczędnościowe jest dla osób z silną wolą, którzy nie będą z niego podbierać, w moim przypadku się nie sprawdza… zawsze coś z niego podbiorę i obiecuje sobie, że w następnym miesiącu oddam z nadwyżką i tak się koło zamyka. Dlatego postanowiłam, że muszę odłożyć te 3 tys zł i wrzucę pieniądze na lokatę. Wiem, że to ograniczy mi dostęp do nich, ale w moim przypadku inaczej się nie da. Muszę odciąć sobie dostęp do oszczędności. Dużo czytam o oszczędzaniu. Wiem, że jest ważne. Założyłam sobie w zeszłym miesiącu IKZE pod wpływem wszystkich artykułów dotyczących OFE i ZUSu:) i wysłałam wniosek o przeniesienie do OFE na znak protestu p-ko ZUSowi. Niestety inne instrumenty takie jak fundusze inwestycyjne są dla mnie na chwilę obecną niedostępne, nie znam się na nich.
    Niedawno na jakimś portalu ekonomicznym przeczytałam, że amatorzy inwestowania odkładają pieniądze na kontach oszczędnościowych i lokatach. Słowo „amatorzy” wywołało u mnie niemiłe odczucie. Trochę tak, jak by osoba zaczynająca oszczędzać była gorsza, bo się jeszcze nie zna.

    Ty przynajmniej zachęcasz wszystkich, nawet amatorów 🙂

    • > Niedawno na jakimś portalu ekonomicznym przeczytałam, że amatorzy inwestowania odkładają pieniądze na kontach oszczędnościowych i lokatach.

      Odkładanie pieniędzy na bardzo nisko oprocentowane konta oszczędnościowe i lokaty a ich inwestowanie to są dwie różne rzeczy.
      Ciekawe, jaki to portal ekonomiczny ??
      Może to jakiś blog – jeden z tych pt: jak zostać rentierem, czyli droga do wolności finansowej…
      😉

    • Gosia,
      Dziękuję za komentarz i miłe słowa.

      Na IKZE i fundusze przyjdzie czas. Nie ma co łapać kilku srok za ogon, bo nic z tego nie wyjdzie.

      Teraz skoncentruj się na jak najszybszym odłożeniu funduszu bezpieczeństwa. 3000 zł to zdecydowanie zbyt mało.

      Jeden jasny, precyzyjny, konkretny cel: FUNDUSZ BEZPIECZEŃSTWA w wysokości minimum 6-cio miesięcznych wydatków.

      Jeśli obecne konto oszczędnościowe nie spełnia swojej roli – otwórz je np. w innym banku, bez karty do konta, z oddziałem oddalonym od Twojego domu. Złóż stałe zlecenie i niech co miesiąc wpływa tam jakaś kwota. Utrudnij sobie dostęp i zautomatyzuj wpłaty (stałe zlecenie) – to zwykle działa 😉

      Wszystkiego dobrego!

  26. Każdy poduszkę finansową powinien mieć. Bezsprzeczne. A jak ją dzielić, to już indywidualna sprawa. U mnie poduszka finansowa to ok 12 krotność dochodów wspólnych. 1/3 środków przeznaczona do ruszenia na wypadek utraty pracy/słabego sezonu (mąż ma firmę)-umieszczone na lokatach. Reszta to nieprzewidziane wypadki. Z funduszu na nieprzewidziane wypadki zdarzało się korzystać, ale na szczęście nie byłam zmuszona czyścić go do zera (środki głównie na koncie osczędnościowym, mała część na lokacie).
    I jeszcze mała dygresja: nigdy nie ma tak, że nie można nic odłożyć. Nigdy. Będąc na studiach miałam bardzo mało pieniędzy (do tej pory się sobie dziwie, że mogłam za to przeżyć).
    Mimo to odkładałam co miesiąc cokolwiek (czasem dla zasady, bo zdarzało się i 10zł na książeczkę wpłacić – tak, jestem wapniakiem 🙂 odkładałam na książeczkę oszczędnościową).
    Takie ciułane pieniążki, a też mogą stanowić poduszkę.
    Nawet jeśli miałby być to mały jasiek.
    To zawsze więcej niż nic.
    Pozdrawiam.

  27. Marcin, jak wiesz czytam Twojego bloga prawie od początku i widzę, że większość czytelników to osoby dbające o własne finanse. Życzę Ci zatem wygranej w konkursie (głos oddałam) oraz przeciągnięcia Barbie i Kena na stronę pragmatycznych optymistów 🙂

  28. Cześć, świetny blog. Piszesz bardzo przystępnie i konkretnie. Tak jak lubię.
    Twoją książkę kupię osobiście. Myślę, ze warto ją przeczytać.
    Czekam na dalsze wpisy na blogu. 🙂

    Pzdr
    Adi

  29. A moim zdaniem trochę niejasny ten wpis, wyjątkowo jak na Twojego bloga.
    Mam wrażenie, że mieszasz w nim fundusz na sytuacje awaryjne (2000pln jakie zaproponowałeś w kroku 3 swojego programu), z większym funduszem bezpieczeństwa (krok 5). A z tego pomieszania wynikają różnice w polecanych sposobach jego przechowywania, sytuacjach pozwalających na naruszenie go i oczekiwanej wielkości środków.

    Biorąc pod uwagę sytuację finansową większości komentujacych, to z tego bloga robi się trochę preaching to the choir – czyli nawracanie nawróconych. Czy masz zamiar by (a jeśli tak – pomysł jak) ze swoim blogiem trafić również do szarego Kowalskiego z pensją poniżej średniej krajowej, żyjącego od 1. do 1. ?

    • Cześć Krycha,

      Dziękuje za komentarz.
      Z pokorą przyjmuje krytykę. Postaram się pisać jaśniej 🙂

      Weź pod uwagę, że nie wszyscy czytelnicy dzielą się komentarzem. Nie wszyscy (NIESTETY) są w dobrej sytuacji finansowej – moja skrzynka mailowa jest na to najlepszym dowodem.

      A wracając do Twojego pytania. Tak jak napisałem w pierwszym wpisie na blogu, cała filozofia opiera się na jednym prostym równaniu:

      ZAROBKI – WYDATKI = OSZCZĘDNOŚCI

      Czasami dochodzimy do punktu, w którym wydatków nie da się już bardziej ograniczyć. Wtedy trzeba zrobić wszystko, aby zwiększyć przychody.

      Myślę, że wiele z punktów, które poruszam na blogu, może być przydatnych również dla osób zarabiających niewiele.

      Dla mnie nie ma kogoś takiego, jak „szary Kowalski”. Są indywidualne osoby ze swoimi indywidualnymi sytuacjami.

      Serdecznie Cię pozdrawiam.

      • Nie moge sie z tobą zgodzić Marcienie. Widzisz tylko jedna stronę medalu. A co z ludzmi którzy są np. na rencie inwalidzkiej? Takich i podobnych im jest w naszym społeczeństwie dużo a ty widzisz tyko tych, którzy mogą zarobić. Nie każdy ma te predyspozycje, zdolności czy specjalistyczną wiedzę aby sięgać coraz wyżej.

        • Agata,

          Dziękuję za komentarz i pytanie.

          Nie bardzo rozumiem, z czym się nie zgadzasz? Mogę to samo równanie zapisać tak:
          RENTA – WYDATKI = OSZCZĘDNOŚCI

          Jeśli renta jest zbyt niska – trzeba szukać dodatkowych pieniędzy. Z fundacji, z ośrodków pomocy społecznej, od innych ludzi…Tak wiem, to bardzo trudne. Ale i tak trzeba je znaleźć, jeśli wydatków nie da się już bardziej obciąć, bo inaczej wpadnie się w długi.

          Dla mnie to równanie jest jak prawo grawitacji. Możesz się z nim nie zgadzać, ale to nie zmieni faktu, że ono jest i działa.

          Oczywiście, że zdaję sobie sprawę, że jest wiele osób, które nie mogą pracować i zarabiać. Ja niestety nie potrafię im pomóc pisząc blog. Od tego są inne organizacje, które zresztą co miesiąc wspieram częścią swoich dochodów.

          Ale jest tez bardzo wiele osób, które mają jednak predyspozycje i zdolności aby sięgać wyżej, a przede wszystkim ochotę i odwagę aby to zrobić. Tylko im tak naprawdę wiedza zgromadzona na tym blogu może jakoś pomóc i to z myślą o takich osobach, które chcą podjąć wysiłek by poprawić swoje finanse, piszę ten blog.

          Inni przeczytają, pomyślą sobie „i tak się nie da”, albo „to jest zbyt trudne” i pozostaną w miejscu, tkwiąc w dawnych przekonaniach. Mam tego pełną świadomość.

          • Marcinie, te fundacje o których wspominasz i ich pomoc to w rzeczywistości taka troche fikcja. Dla przykładu powiem Ci, iż mój maż po 40 latach pracy i cieżkiej operacji serca otrzymał 153 zasiłku pielęgnacyjnego i na wiecej nie mógł liczyć bo ja mam 1000 zł emerutury. Poza tym fundacje często zanim pomogą sprawdzają jakie sa twoje warunki zyciowe a ja z mężem przez te wszystkie lata jednak się czegoś dorobiliśmy, wiec wg. fundacji jesteśmy w stanie pordzić sobie sami. Takie są realia. Łatwo się mówi inwestuj, oszczedzaj, szukaj innej pracy gdy jest sie młodym, zdolnym i pracuje sie na wysokim stanowisku w ING TFI, jednak postaw sie na miejcu przeciętnego polskiego emeryta czy też przeciętnego Kowalskiego bez takich predyspozycji jak Ty. Wbrew pozorom jest ich w tym kraju bardzo dużo. Oczywiście twój blog nie jest od pomocy osobom, którym jest ciężko w życiu ale finanse to jednak coś co nas wszystkich dotyczy, prawda? Takie blogi jak twój niosą duzo pożytku ale pamiętaj, że świat nie jest czarno-biały.

            • @Agata
              Proponuję sprawdzenie jaki jest udział wydatków na różne lekarstwa w kosztach utrzymania.
              Znam wiele starszych osób, które narzekają na niską emeryturę/rentę,
              ale w aptece zostawiają na leki po 200 zł jednorazowo.
              – Bo lekarz mi powiedział, że muszę je brać do końca życia..
              To jest też takie błędne koło – muszę się leczyć, żeby mi nie zabrali renty, bo za co kupię lekarstwa. ;-(

              Ja w aptece kupuję tylko olej lniany. Zapewniam Cię, że są inne metody dochodzenia do zdrowia
              – nie tylko te farmakologiczne. I są często bardziej skuteczne. Czy Twój mąż stosował kiedyś np. głodówkę ?
              Ja razem z żoną przed Świętami przez tydzień nic nie jedliśmy i teraz czujemy się OK.
              Ale gdzie jest taki lekarz, który wypisze receptę na tydzień głodówki ?

              • Człowiek po operacji serca ma stosować głodówkę albo nie brać leków… Sorry ale chyba nie wiesz o czym piszesz. Co innego człowiek zdrowy który może sobie pozwolić na różne eksperymenty a co innego chory który gdy nie weźmie leków np. przeciwzakrzepowych tylko wypije sobie olej lniany albo urządzi głodówkę to najzwyczajniej w świecie już go na tym świecie nie będzie.

                Odnosząc się do komentarza Agaty i Krychy to nie za bardzo rozumiem czego oczekujecie od Marcina…

              • Jac-ski dziękuję za porady ale są one kompletnie nietrafione. Nie znasz mojej sytuacji i nigdy nie zrozumiesz bo nie jestes na moim miejscu. Mój maż jest po operacji serce w dodatku ma podagre, poza tym ciężko w jego przypadku unormowac krew. On sobie nie może pozwolić na głodówke a lekarstwa i tak bierze najtansze. Tak samo ja, jestem po dwóch udrach i tez musze brać leki do końca życia. Renty nie zabiorą bo sie nie należy mojemu meżowi, dostaje tylko zasiłek pielęgnacyjny, czyli wspomniane 153 zł. W naszym przypadku żadne budżety czy cięcia kosztów nic nie dają bo koszty zycia zawsze przekraczają nasze miesięczny dochód i tylko dzieki synowi, który nam pomaga jeszcze nie jesteśmy pod mostem. Ale to trzeba przeżyc i dopiero potem sie wypowiadać.

                • WIEM, o czym piszę. Nie mam jednak zamiaru nikogo do tego przekonywać. To była tylko propozycja do ew. rozważenia…
                  Mam koleżankę, którą od wielu lat próbowałem przekonać do diety
                  bezmięsnej i okresowych głodówek, – śmiała się ze mnie. Teraz jest po chemii, ale zdania nie zmieniła.
                  W Polsce ostatnio sytuacja trochę się zmienia na lepsze, bo już są klinki leczące głodem.

  30. Witaj!:)
    To może od razu na początku napiszę, że należę do osób które muszą mieć wszystko poukładane w pewnych kwestiach, na autobus szybciej wyjść, oddać książki w terminie, kupić szybciej prezent na urodziny/święta jak i również mieć jakiś grosz w razie wu i na czarną godzinę( mam nadzieje ze taka nie nadejdzie). Od zawsze tak miałam odkąd pamiętam, że byłam rozsądna w tych kwestiach. Pamiętam jak byłam w wieku szkolnym( podstawówka) i nie zawsze na zakupy miało się dużo pieniążków to jeździłam razem z mamą do supermarketu po pierwsze z listą zakupów bez tego ani rusz a drugą sprawą był.. KALKULATOR:) i to nie był pomysł nikogo starszego tylko MÓJ 10 letniej dziewczynki;] i niczego nie brakowało i czasem został „grosz” na coś ekstra. Przechodząc do sedna; niektóre osoby w pewnym czasie uważały mnie za dusigrosza, ale w sytuacji np była promocja/ wyprzedaż ubrań – można je było kupić za bezcen ja wyciągnęłam z kopertki kasę i mogłam poszaleć mając ubrania na dłuugi okres czasu, inni w tym czasie musieli sobie odmówić zakupów lub prosić się rodziców lub pożyczać ode mnie(niektórzy chyba dalej tak twierdzą);) Od najmłodszych lat miałam zawsze jakiś fundusz czy na jakiś cel czy wyskoczył nieoczekiwany wydatek nie tylko mój ale kogoś z rodziny. Dziś parę osób mi zawdzięcza to że umiem szanować pieniądze, rozporządzać i zmotywowałam ich do oszczędności. Bo nie ma nic gorszego niż znaleźć się w ciężkiej sytuacji w której potrzeba czasem niewielkich pieniędzy ale TRZEBA JE MIEĆ by zafunkcjonować;] a szkoda dobijać się pożyczką czy chwilówką.. Nikomu nie życzę by znalazł się w takiej sytuacji ale naprawdę warto posiadać choć niewielki ale zawsze swój FUNDUSZ BEZPIECZEŃSTWA:) Polecam ukoi to nerwy w ciężkich chwilach:) Pozdrawiam!

    • Witaj Hann,
      Bardzo dziękuję za komentarz. Gratuluje trzeżwego podejścia do tych tematów i zazdroszczę Ci tego poukładania. Ja musiałem się go nauczyć i ciągle wymaga to ode mnie sporo dyscypliny. We krwi tego niestety nie mam 🙂
      pozdrawiam Cie serdecznie

    • Nie rozumiem, dlaczego zwolennicy funduszu bezpieczeństwa tak podkreślają, że wcale nie życzą sobie kłopotów. Wiadomo, że jakieś kłopoty będą i trzeba być przygotowanym. Podobno spora część społeczeństwa w Polsce miewa całkiem często całkiem spore kłopoty finansowe, ale czy można wierzyć w takie pesymistyczne, nienawistne doniesienia? 🙂

  31. Właściwie chyba cierpię na dyskalkulię. Uśmiech. W niedzielę mam urodziny i bardzo chciałabym dostac Twoją książkę.Tak mnie zaciekawiły artykuły, które przeczytałam, że nawet nie wiem jak uzasadnic to, że chciałabym miec książkę „Jak zadbac o własne finanse?”. Po prostu czytałam Twoje artykuly dlugo…,ale najpierw uslyszalam Twoją wypowiedź w „czwórce”. Wiem, że to kiepskie uzasadnienie, ale może ktoś wreszcie da radę mnie nauczyc,jak radzic sobie z tymi cyframi.

    • Cześć Magda,
      Witaj na blogu i dziękuję za komentarz. Nie martw się, od matematyki w finansach często ważniejszy jest zwykły zdrowy rozsądek 🙂

  32. Fundusz bezpieczeństwa, poza wnoszeniem spokoju ducha, ma dodatkowy pozytywny wpływ na nas TERAZ – jego budowa daje czas na dokładniejsze poznanie instrumentów inwestycyjnych, w które zamierzamy wejść w przyszłości – zyskujemy spokój działania.
    Może to się wydawać oczywiste, ale przecież o funduszach bezpieczeństwa pierwszy raz czytamy dopiero szukając blogów o oszczędzaniu i inwestycjach 🙂

    Dodam tylko, że fundusz należy odpowiednio zwiększać w przypadku zmiany wydatków (rozpoczęcie wspólnego (finansowego) życia z partnerem, kolejne dziecko, kredyt hipoteczny (na 20 lat :P)).

  33. Cóż, Marcinie, tak jak do tej pory wszystkie punkty postępowania polecone przez Ciebie szły całkiem prosto (budżet się robi, nadwyżki odkładają, długów nie mamy) to z tym funduszem bezpieczeństwa będzie większy problem. Obliczyliśmy, że żeby odłożyć na „poduszkę bezpieczeństwa”, potrzeba nam ścisłego oszczędzania przez pięć lat (bez żadnych wyjazdów ani większych wydatków). Jednak dopiero zaczynamy wspólne życie i jakoś trzeba „wystartować” – trzeba gdzieś mieszkać na przykład. W takim razie najpierw odkładać fundusz bezpieczeństwa przez pięć lat i a potem kolejne pięć odkładać na remont mieszkania? To nie jest w ogóle atrakcyjna perspektywa… Dobre chociaż tyle, że mamy już odłożone 10 tys na wypadek pojawienia się dziecka – tutaj ryzykować nie można 😉 Odczuwam dysonans poznawczy i po raz pierwszy mam chęć nie zastosować się do Twojej rady. Mam wrażenie, że taki fundusz jest dla ludzi, którzy już mają zapewnione podstawowe rzeczy w życiu – nam do tego jeszcze daleko…
    Pozdrawiam, Marta

    • Cześć Marta,

      Skoro robicie budżet, nie macie długów,a nadwyżki się odkładają, to wszystko jest absolutnie w porządku. Po prostu FUNDUSZ BEZPIECZEŃSTWA jest teraz celem, na który powinniście przeznaczać te nadwyżki. Te 10 tys, które macie, to już jest element Waszego funduszu bezpieczeństwa. Kolejne nadwyżki, które się pojawią, również powinny tam trafić. Nie na emeryturę, nie na jakieś inwestycje, ale właśnie na fundusz bezpieczeństwa.

      Nie oznacza to również, że macie zrezygnować z wakacji czy remontu mieszkania. Tak drastyczne kroki potrzebne są wtedy, gdy naszą kieszeń drenują długi konsumenckie. Wy ich nie macie.

      W Waszej sytuacji wystarczy rozsądnie postępować z pieniędzmi. Remontujcie, jedźcie na wakacje (byle bez „przegięć”), ale chociaż drobne kwoty odkładajcie spokojnie na Wasz fundusz bezpieczeństwa. Może remont potrwa dłużej, a wakacje będą skromniejsze, ale w każdym miesiącu będzie rósł Wasz fundusz.

      Nie sądzę, aby trwało to 5 lat. Nie doceniacie tego, jak wiele uda się Wam w ciągu tych 5-ciu lat osiągnąć.

      Nie rezygnujcie jednak z budowy funduszu bezpieczeństwa tylko dlatego, że ten krok jest trudniejszy od wcześniejszych. Co zrobicie, gdy trzeba będzie pilnie pokryć nagły duży wydatek? Sięgniecie po dług? Szkoda by było „cofać się”, prawda?

      Myślę, że doskonale wiesz, o co mi chodzi i znajdziesz sposób na budowanie tego funduszu. Trzymam kciuki!

      • Teraz, jak to napisałeś, to wydaje się całkiem oczywiste. Chyba sama nie wpadłam na to, żeby oszczędzać wielotorowo, bo jestem strasznie zero-jedynkowym człowiekiem. Wszystko albo nic. Wszystko na fundusz bezpieczeństwa albo wszystko na remont – no i najlepiej jak najszybciej. A to jednak nie o to chodzi ;p Dzięki, bo tylko bym się sfrustrowała i nic by z tego nie wyszło.

    • Żeby zbudować fundusz bezpieczeństwa w wielkości proponowanej przez Marcina przez 5lat trzeba by było odkładać tylko 10% miesięcznych dochodów. Marcin jest dość konserwatywny, fundusz wystarczający na 6miesięcy w sytuacji gdy dwie osoby pracują jest chyba za duży (są małe szanse że dwie osoby w tym samym czasie stracą prace) więc uzbieranie takiego funduszu nie powinno być takim problemem jak sugerujesz…

      • Wiesz, Zulu, myślę, że istotny jest kontekst. Mój narzeczony pracuje, ale ja jeszcze nie – a gdybym jeszcze miała zrealizować swoje marzenie o studiach doktoranckich to stypendium wynosi 1000zł – a to marny dochód – i to przez 4-5 lat! Więc można uznać 1,5 osoby pracującej 😉 Więc jeśli 10% dochodów wydaje Ci się mało, to spójrz na to tak: jeśli koszty naszego utrzymania przez miesiąc to dajmy na to 4,5 tys. zł a dochód 5 tys to odłożenie tych 10% oznacza obcięcie wszystkich niestandardowych wydatków i odłożenie tych 500zł. Jeśli ktoś zarabia 10 tys to może odkładać 50% ale dla nas na chwilę obecną ta opcja jest po prostu nierealna. 10% to dużo!

  34. Witaj Marcinie,

    wpis jak zwykle lekko napisany i motywujący do zmian. Od jakiegoś czasu postanowiliśmy z mężem odkładac pieniadze na taki fundusz i chociaż jeszcze długa droga przed nami (spłacamy też długi) , to dzięki Twoim zachętom na blogu jesteśmy zmotywowani żeby wytrwac, pomimo różnych przeszkód. Czekamy z niecierpliwością na widok upragnionej sumy na koncie 😉

    Jesli chodzi o „przeciętnego Kowalskiego”, który żyje za minimalną krajową, to ostatnio spotkało mnie ciekawe doświadczenie. Rodzina mojego męża, niewiele zarabiająca i zadłużona, miała takie przekonanie (powtarzane tez niestety przez mojego małzonka), ze „nie oszczędzają , bo ich na to nie stać”. Ja od początku związku (jesteśmy dopiero rok po slubie) powtarzałam mężowi, że ZAWSZE można coś zaoszczędzić, nawet jeśli to jest tylko 10 zł miesięcznie. Jakie było moje zdziwienie, gdy ostatnio odwiedziliśmy rodzine męża, a moja tesciowa oznajmiła ze od kilku miesięcy wrzuca drobne do słoika, powtarzając sobie, ze „zawsze można coś zaoszczędzić”…;-)
    Wiem, że ten przykład moze nie rozwiązać wszystkich problemów statystycznych Kowalskich, ale dla mnie płynie z niego nauka, ze nawet niezamożne osoby mogą choc troche poprawić swoją sytuacje przez systematyczne oszczędzanie (i chociażby uniknąć dzięki temu kolejnej „chwilówki” gdy cos sie wydarzy).
    Inna sprawa jest taka, ze wiele rodzin (nawet niezamożnych) ma takie okresy w zyciu gdy zarabia więcej. Gdyby edukacja finansowa w naszym kraju była lepsza, każdy Kowalsi miałby tą świadomość, że zamiast kupowac nowy telewizor, powinien gromadzić zapasy w „latach tłustych”, tak aby w razie czego wystarczyły na „lata chude”.
    Tak więc Marcinie,razem z innymi blogerami wykonujecie ważną pracę i myslę, ze jest jeszcze wieeelu „nienawróconych”, którym mozecie uratowac zycie.

    z pozdrowieniami i zyczeniami dalszych sukcesów,
    Sasetka

    • Cześć Sasetka, bardzo dziękuję za komentarz.

      Ludzie wywracają sprawy do góry nogami.
      Nie stać ich na oszczędzanie np. 200 zł miesięcznie, ale na raty 300 zł miesięcznie to już tak.

      Odwróćmy to zdanie. Zamiast fałszywego: „nie oszczędzam, bo mnie na to nie stać” poznajmy prawdziwe: „nie stać mnie, bo nie oszczędzam”…

  35. Od jakiegoś czasu czytam ten blog. Pozwolę sobie się wypowiedzieć po raz pierwszy. W końcu lepiej dostać książkę niż ją kupić :).

    Fundusz bezpieczeństwa jest dla mnie czymś co tworzę w tej chwili. Jestem studentem. Mieszkam w domu rodzinnym i studiuję w rodzinnym mieście, więc odpada mi sporo wydatków. Jestem na utrzymaniu rodziców, więc póki co pieniądze ze stypendium w dużej części są oszczędzane. Zawsze miałem jakiś taki tik oszczędnościowy, ale od niedawna zacząłem swoje prywatne finanse porządkować i tak dowiedziałem się o tym, że pieniądze oszczędzane powinny być na konkretne cele, a nie po prostu ot tak. W związku z tym zaczałem je szufladkować. Stwierdziełem sobie, że duże oszczędności będą na później (biznes/inwestycje/emerytura/zakup mieszkania – jeszcze się nie zastanawiałem, póki co w tych perspektywach są to małe pieniążki, ale…) Od jakiegoś czasu tworzę też fundusz bezpieczeństwa. A konkretnie grupę funduszy. Oszacowałem roczną kwotę wydatków nieregularnych (komunikacja, jakaś rozrywka, itp.) kwotę podzieliłem przez 10 i co miesiąc odkładam tę sumę na konto oszczędnościowe na wydatki nieregularne. W trakcie miesiąca kupuję to, co jest mi potrzebne i jeżeli jest to pozycja listy pod którą podchodzi ów fundusz, to na koniec miesiąca przelewam środki z tego funduszu z powrotem na ROR w kwocie odpowiadającej wydatkom poniesionym na pozycje z listy funduszu wydatków nieregularnych. Idąc za pana radami postanowiłem też oszczędzić sobie 2000 zł i ponadto utworzyć fundusz bezpieczeństwa. Na razie z tych 2000 zł mam ponad tysiąc, a z funduszu bezpieczeństwa kilkaset złotych. Całość jest więc w przygotowaniu :).

    Do stworzenia takiego funduszu zmusiło mnie tak na prawdę prawo jazdy :). Jestem okropnym kierowcą (i potrafię się do tego przyznać :D) i nauczenie się porządnie jeździć do egzaminu kosztowało mnie sporo ponad cenę kursu. Nie przewidziałem tego i wydatki na kurs musiałem pokrywać z tych oszczędności, których ruszać nie chciałem. Po zdanym prawku jakoś udało mi się uzupełnić tamte oszczędności, a fundusz bezpieczenstwa niestety odszedł na dalszy plan. Ostatnio do niego wróciłem, bo zima była ciężka pod względem dochodów mojej rodziny i tym razem z goracym postanowieniem jego utworzenia.

    • Cześć Chris, cieszę się bardzo, że zdecydowałeś się skomentować wpis – dziękuję.
      Super, że w młodym wieku tak świadomie postępujesz z finansami i wyrabiasz w sobie zdrowe nawyki. W moim wieku będziesz bardzo zamożnym człowiekiem. Wszystkiego dobrego. 😉

  36. Czyli „pies pogrzebany”… Nie dostanę tej książki.Mam długi, nie potrafię liczyc, o oszczędzaniu nie wspomnę. Twój blog bardzo mi pomógł, nawet bez książki. Wreszcie ludzie się otwierają. Największym tabu na świecie są pieniądze.

  37. To ja też napisze swoją przygodę z funduszem bezpieczeństwa, który jest według mnie genialnym wynalazkiem dzięki któremu możemy się poczuć wolni (bo kredyt jest podobno nową formą niewolnictwa).

    Ja tematami wolności finansowej zainteresowałem się ponad sześć lat temu po przeczytaniu książki „Bogaty albo biedny…” która trafiła w moje ręce przypadkiem. Temat mnie zainteresował więc zacząłem czytać inne książki tego typu i w końcu postanowiłem przejść na wyższy poziom zamiast tylko czytać zacząłem też działać.
    Po pierwsze przestałem wydawać wszystkie pieniądze jakie wpadły mi w ręce i zacząłem oszczędzać i uczyć się inwestować. Początki były zniechęcające ale jakoś udało się przebrnąć.

    Grunt, że dobrze na tym wyszedłem. Gdy w 2012 do firmy w której pracowałem dotarł kryzys nie musiałem się stresować. Z pracy i warunków byłem bardzo zadowolony ale wystarczyło kilka miesięcy, nie dostaliśmy zapłaty za kilka dużych projektów przy jednoczesnym braku nowych i firma znalazła się na granicy bankructwa. Kilka osób musiało szukać innej (gorszej i za mniejszą płace) pracy ale takiej gdzie dostawali pensje na czas (rata kredytu nie poczeka).
    Ja ponieważ nie było szan na znalezienie pracy w moim zawodzie na warunkach jakie miałem obecnie postanowiłem przetrwać kryzys, mogłem sobie na to pozwolić dzięki funduszowi bezpieczeństwa. Okazało się, że to była bardzo dobra decyzja…
    „Premia” za lojalność też okazała się całkiem przyjemna 🙂

    • Cześć Zulu, dziękuję za komentarz i podzielenie się z nami Twoja historią. Własnie dlatego jestem ogromnym fanem funduszu bezpieczeństwa. 🙂

  38. Nie bede sie rozwodził powiem tak jak na finansiste i bankiera (miałem do czynienia z tą branżą od środka)odbiegasz zdecydowanie na plus ponieważ nie wkręcasz ludzi w tzw.cele sprzedażowe tylko udzielasz konkretnych praktycznych i skutecznych rad ,mam podobne podejscie dla tego nie moge pracować w banku tam niestety cele banku są asymetryczne do celów klienta w wiekszości to tylko sprzedaż produktów Twoje działania podchodzą pod pożyteczną działalność co jest niestety rzadko spotykane u ludzi związanych z branżą finansową -życze własnego biznesu i uwolnienia sie od pracy w banku 🙂

  39. Witajcie,

    Mam już listę zwycięzców i za chwilkę ją opublikuję (sobota, 26 kwietnia, 20:00). Jest mały problem z podpięciem linków, ale już za momencik wszystko będzie jasne. 🙂

    • I już…
      Przede wszystkim bardzo serdecznie dziękuję Wam za fajną, merytoryczną dyskusję. Chociaż mam skrystalizowane poglądy na temat finansów, to jednak cały czas z pokorą odkrywam, że życie jest dużo bogatsze niż nam się wydaje. Wasze historie i spostrzeżenia pomagają jeszcze lepiej to wszystko zrozumieć i za to jestem Wam bardzo wdzięczny.

      Nie przedłużając już Waszego oczekiwania, zdecydowałem się przyznać książki następującym osobom:
      Sasetka
      Magda
      Marta
      Krycha
      Dorota

      Przemysław Kosiński
      Kamil
      Anna
      Piotr Górnicki

      Bardzo serdecznie Wam gratuluję i jeszcze raz dziękuję za Wasz czas poświęcony na lekturę bloga oraz za Wasze komentarze.

      Czy potrafię liczyć do pięciu?…
      Wiem, że książek rozdam dziesięć, ale zdecydowanie lepiej będzie im w Waszych rękach niż w mojej szafie 😉 Zależy mi aby dotrzeć do jak największej liczby osób z tą książeczką, bo bardzo wierzę, że im się przyda.
      Dlatego mam dla Was ogromną prośbę – jeśli po lekturze uznacie, że warto polecić ją innym, zróbcie to proszę i zostawcie swoją recenzję na stronach Empiku pod tym linkiem:
      http://www.empik.com/jak-zadbac-o-wlasne-finanse-iwuc-marcin,p1092079581,ksiazka-p

      Raz jeszcze bardzo Wam gratuluję.
      A teraz prześlijcie mi proszę adresy, pod które mogę przesłać Wam książki i oczywiście, jeżeli macie jakieś specjalne życzenia co do treści dedykacji, to również dajcie mi znać.
      Przyjemnej lektury!

  40. Ja bym może dodał jeszcze rzecz, wydawałoby się, oczywistą: żeby w razie potrzeby rodzina miała uprawnienia i techniczną możliwość uzyskania dostępu do funduszu bezpieczeństwa.

    Tak się złożyło, że u nas finansami rodzinnymi zarządzam ja. Nie żebym coś przed żoną ukrywał, ale to ja mam wszystkie adresy, loginy i hasła. Szczęśliwie nie mamy długów i nawet mamy pewną poduszkę finansową, jednak gdy jakiś czas temu ciężko zachorowałem i wylądowałem w szpitalu bez możliwości dostępu do konta, żona prawie z dnia na dzień została bez pieniędzy i musiała pożyczać od rodziny (dobrze, że rodzina też dość rozsądnie zarządza finansami 🙂 ). Na szczęście wyciągnąłem się z tego i jak tylko uzyskałem jaką-taką mobilność, to wszystko pooddawałem, ale była to dla nas ważna lekcja.

  41. Witam Panie Marcinie

    Oglądałem dziś wywiad z Panem na Bankierze i trafiłem na Pana bloga. Dodałem już go do ulubionych 😉 Tak się składa, że temat jest mi bardzo bliski. Zabawę z funduszem bezpieczeństwa zacząłem jeszcze w czasach studenckich.

    Teraz jest to już bardziej portfel oszczędnościowo – inwestycyjny. Zaczynałem z kartką i ołówkiem, teraz jest to już całkiem solida tabela w exelu na ponad 170 kolumn. Obecnie portfel posiada 89 miesięcy historii.

    Sytuację życiową mam taką jak większość młodych ludzi w Polsce czyli umowa zlecenie poniżej średniej krajowej, brak stabilności finansowej, zmieniam pracodawce raz na rok, historyk z pedagogiką pracujący w warszawskich korpo itd. czyli można powiedzieć typowo w naszym kraju.

    Prześledziłem wskaźniki którymi się Pan posługuje(6 x miesięcznych zarobków netto dla funduszu bezpieczeństwa) i sobie teraz przeliczyłem. Średni dochód netto z ostatnich 24 miesięcy do kapitału na dzień dzisiejszy to 27,82 na początku mojej zabawy było to 1,16.

    Odkładanie, oszczędzanie to jedna sprawa. Najpierw trzeba odłożyć, a jak się odłoży to te pieniądze muszą zarabiać. U mnie w gotówce nie leży więcej niż 3 % kapitału obecnie 1,96 % reszta w jakieś formie zarabia. To jest bardzo istotny element. Należy rozgraniczyć oszczędzanie i inwestowanie. Fundusz bezpieczeństwa może być w części oszczędnościowej np konto w mniejszym cz średnim banku który na lokatach i koncie oszczędnościowym daje lepszy procent obecnie 3,2 – 3,5 % .

    Jest takie przekonanie że żeby zacząć inwestować to potrzebne duże pieniądze tak z 50k i więcej i tak się rodzą opowieści o gigantycznych startach … zazwyczaj jeszcze taka osoba pójdzie do doradcy finansowego i ten już zrobi sobie cel sprzedażowy 😉

    Z inwestowaniem jest podobnie jak z oszczędzaniem, wiem bo to przerabiałem. Małe kwoty nawet kilkuset złotowe wystarczą na początku. Nie liczy się kwota tylko stopa zwrotu tak naprawdę czyli procent. Ważne żeby nauczyć się obradzać pieniędzmi na rynku. Później to nie ważne czy obraca się 500 zł cz 5 milionami, istotna jest wiedza, a uczyć się lepiej na małych kwotach ;), a wraz z wzrostem kapitału rosną zyski itd. Zaangażowanie około 1/35 kapitału na giełdzie zmienia charakter portfela.

    Wróćmy do tematu. Fundusz bezpieczeństwa jest minimalną podstawą, tak jak samo poczucie bezpieczeństwa w piramidzie potrzeb – to jest to właśnie bezpieczeństwo.
    Oprócz samego Funduszu Bezpieczeństwa, czyli gromadzenia kapitału należy zwrócić uwagę że te pieniądze powinny zarabiać na rynku jako, że fundusz ma gwarantować bezpieczeństwo sam powinien być bezpieczny, więc rynek depozytów bankowych, pieniężny. Obligacje skarbowe czy fundusze obligacji skarbowych to dla mnie już inwestycja.

    Wyższą szkołą jazdy, ale dla mnie naturalną jest by po zbudowaniu funduszu bezpieczeństwa, kontynuowanie dzieła w kierunku portfela inwestycyjnego, oczywiście jak ktoś ma takie zacięcie. Dla mnie to hobby 😉
    Była sprawa poruszania odkładania na emeryturę. Fundusz bezpieczeństwa i po jego zbudowaniu nakładka w postaci funduszu oszczędnościowo inwestycyjnego po osiągnięciu odpowiedniego wieku stają się funduszem emerytalnym 😉

    Jak ktoś ma pieniądze to nie potrzebuje kredytów. Pieniądz is king.

    • Hej Rafał,
      Witaj na blogu i dziękuję za komentarz. I oczywiście – przejdźmy na „Ty” – tak jest dużo łatwiej i przyjemniej 😉

    • Cześć Rafał.

      Serdecznie dziękuję za komentarz. Osobiście staram się trzymać zasady „KISS your money” czyli „Keep It Simple Stupid” – im prościej tym lepiej 😉
      Nie zgodzę się raczej, że nie ma różnicy czy inwestuje się 500 zł czy 5 mln zł. Różnica jest ogromna, szczególnie gdy te 5 mln zł to spora część Twojego majątku -emocje są bez porównania większe.
      jednak Twój sposób brzmi interesująco i dopóki nad tym panujesz, to wszystko gra 😉

      Serdecznie Cie pozdrawiam!

  42. Witam
    W finansach pracuje a raczej zajmuję sie finansami już od 15 lat. Mam doświadczenie. Doradzam innym jak postępować z pieniędzmi, myślę że umiem zarabiać pieniądze i to przyzwoite. Ale co z tego – skoro nie umiem ograniczać i minimalizować kosztów. Sam nie mam tej poduszki. P.s. I raczej potrzeba jest 12 krotność miesięcznych wydatków gospodarstwa

    • Cześć Hubert,
      Dziękuje za komentarz. Miałem podobne „przygody”. Nie ważne ile zarabiamy – ważne ile zostaje. i to bez względu na branżę 🙂
      Trzymam kciukiem, abys w końcu „wziął byka za rogi” 🙂

  43. Uważam że kwota – liczba nie ma większego znaczenia, przy najmniej dla mnie. Każdy jest inny i powinien znaleźć swój sposób na inwestycje, przynajmniej tak mówią mądre książki.

    Pozycje z w portfelu układam procentowo, zastanawiam się czy to ma być 1 %, 1,5%, 3%, 6 % – portfela kwota jest tylko pochodną.

    „Różnica jest ogromna, szczególnie gdy te 5 mln zł to spora część Twojego majątku -emocje są bez porównania większe.”

    Jasne, wiesz też że te 500 zł będzie 1 – 3 % portfela i te 5000000 zł też musiało by być 1 – 3 % wartości portfela jak by były lokowane w instrument o podobnym poziomie ryzyka.

    Emocje są złym doradcą, wiem jak ja reagowałem przy pierwszych transakcjach na „małe” KWOTY na giełdzie i dowiedziałem się co to zmienność i że jedyne co jest gwarantowane to ta zmienność. I te kwoty w stylu „a teraz inwestując sobie te „500 zł” I faktycznie emocje duże, tyle że były to za duże kwoty w stosunku do całości z stąd te emocje 😀

    Są dwie drogi:

    1 KWOTA> co zrobić z kwota> transakcja (ŹLE !)
    2 Zauważenie okazji do inwestycji>co to za rynek, jakie ryzyko>ile % portfela można ulokować>czy jednorazowo czy techniką salami> transakcja

    W punkcie pierwszym patrzymy z perspektywy kwoty, być może to jest problem nie jestem psychologiem.
    I stąd mam uraz do kwot 😛

    Ps. może miałbyś ochotę napisać jakoś książkę o zarządzaniu portfelem oszczędnościowo – inwestycyjnym, tak jakby nakładkę kontynuację obecnej książki. Przydało by się coś prosto, przejrzyście i jasno napisane na rynku 😀

  44. Odkąd skończyłem studia i podjąłem pracę w 1997 roku, starałem się taki fundusz mieć. Cele w nim były różne – inwestycyjne pod kątem zakupu mieszkania, mieszkaniowe pod kątem zakupów niezbędnych do mieszkania, wakacyjne pod kątem wyjazdów urlopowych, emerytalne, czyli długoterminowe oszczędzanie na emeryturę oraz wolne środki, czyli taki typowy fundusz bezpieczeństwa. Dzięki temu część planów udało się zrealizować, tj. zakup mieszkania w 2003 roku (kredyt spłacony ostatecznie w 2012), a ostatnio drugiego mieszkania (część z kredytu hipotecznego oraz meble kuchenne na raty). Pomimo dużych wydatków ostatnio, część środków pozostała jako taki właśnie rodzaj funduszu bezpieczeństwa, przy czym lokaty to około 21%, konta oszczędnościowe około 16%, fundusze inwestycyjne 18%, UFK 6% i rachunek maklerski 33% (w tym około 5,5% to obligacje, a część akcji jest notowana na NC, nie tylko na GPW). Pozostałe 6% to środki rezerwowe przewidziane na bieżące potrzeby, więc ich nie wliczam. Oczywiście tak jak pisałem powyżej, nie jest to typowy fundusz bezpieczeństwa, a przeznaczenie tych środków jest różne, wliczając kolejne przyszłe inwestycje, np. zakup działki w górach za jakiś czas (lub co tam do głowy przyjdzie), niezbędne rzeczy do mieszkania, wyjazdy urlopowe, fundusz emerytalny (część lokat, fundusze inwestycyjne i UFK), jak również fundusz bezpieczeństwa (konto oszczędnościowe), który stanowi obecnie około 11% tych rezerwowych środków. Pewnie to mało, ale w pamięci mam środki na rachunku maklerskim i częściowo na lokatach, które pracują na przyszłe inwestycje i które mogą zostać w zasadzie wykorzystane w sposób dowolny. Nie chciałbym specjalnie ruszać funduszu emerytalnego, bo on powinien rosnąć wraz ze zbliżaniem się do emerytury, a już kupując mieszkanie w 2003 musiałem wszystkie środki z tego funduszu wypłacić i po roku 2003 (a w zasadzie po 2005 roku, kiedy urządziłem i się wprowadziłem do tego mieszkania) zacząć go budować od początku. Podsumowując to mogę śmiało powiedzieć, że w sposób świadomy zarządzam finansami już od roku 1997, choć na początku było bardzo ciężko cokolwiek odłożyć, bo wynajem mieszkania i utrzymanie pochłaniało większość środków. Ale desperacka chęć zakupu własnego mieszkania spowodowała konieczność oszczędzania i zarządzania oszczędnościami. Na początku tylko w formie lokat i lokat walutowych, ale z czasem poszerzyłem ten pakiet o konta oszczędnościowe, fundusze inwestycyjne, a następnie o akcje na GPW, obligacje i ostatnio akcje na NC. Powyższe pozwoliło zwiększyć zyski i zdywersyfikować ryzyka oraz wiele się nauczyć w dziedzinie zarządzania swoimi finansami, które w chwili obecnej uważam za bardzo uporządkowane. Dlatego w pełni zgadzam się z Panem Marcinem, który namawia do stworzenia i utrzymywania funduszu bezpieczeństwa. Naprawdę się przydaje. Pozdrawiam

  45. Jestem świeżynką na blogu. Przeczytałam kilka artykułów, nawet wywiad z Panem Jakubasem, i co tu dużo mówić/pisać… Jak ze wszystkim w życiu, z budowaniem swojego bezpieczeństwa finansowego również trzeba mieć trochę szczęścia.

    Podzielę się swoją historią… Jako 40-letnia kobieta wiem, że elementarne od czego powinno się zacząć to edukacja. Ja pochodzę z domu, w którym wiara w to, że można się jakoś w życiu samemu finansowo poukładać w zasadzie nie istniała. Byłyśmy z mamą bardzo biedne, stale na wszystko brakowało, ja oszczędzałam po kilka złotych miesięcznie, by po roku móc sobie jeansy kupić. I mimo, że oszczędzałam, to nie kodowałam tego jako swojego sukcesu. Cały czas powielałam mojej mamy przekonanie, że niczego sama nie osiągnę, przy niskich dochodach i stale wzrastających kosztach utrzymania. Nie wierzyłam że będę mogła kiedykolwiek kupić sobie np. mieszkanie. Utrwalone miałam zachowanie i przekonanie że zarobki = wydatki. O czymś takim jak jakiś kapitał na czarną godzinę, w ogóle nie myślałam. Sytuacja się drastycznie zmieniła, kiedy straciłam swoją pierwszą pracę. Okazało się, że jest źle, bardzo źle. Osiągnęłam finansowe dno i zeszłam jeszcze pod 3 m mułu!

    W krótkim czasie nie miała niczego, a w zasadzie to miała, kredyty. Wprawdzie na 0%, ale bez regularnych wpływów ta tendencja szybko mogła się odwrócić. Wyjechałam za granicę. Pracowałam jako niania, i sprzątaczka. W tym czasie wysyłałam pieniądze do Polski, by spłacić swoje zobowiązania. Kiedy jednak to się stało, wróciło stare utrwalone przekonanie, że przecież nic nie uzbieram(!). Przez kilka miesięcy zadławiałam się „łatwymi” pieniędzmi, już niczym nieograniczanymi… Oprzytomniałam stosunkowo szybko. Wiedziałam, że chce wrócić do Polski, by normalnie (legalnie) pracować i budować swoją emeryturę. W drugim roku pobytu za granicą rzeczywiście oszczędzałam. Wróciłam do Polski, przeprowadziłam się do stolicy, w której znalazłam pracę i wydawało mi się, że jest dobrze. Nie było praca była na umowę zlecenie, uposażenie marniutkie, wynajem pokoju i koszty przeżycia właściwie przekraczały moje wynagrodzenie. Co miesiąc przejadałam część oszczędności, z którymi wróciłam do Polski. Byłam gotowa znowu wyjechać, kiedy zaproponowano mi umowę o pracę. Zarobki odrobinę wyższe, ale zabezpieczenie związane z formą zatrudnienia nieporównywalnie lepsze.

    Nie miałam już jednak oszczędności, które ze sobą przywiozłam. Zaczynałam od nowa.
    Przekalkulowałam, że w miarę upływu czasu, będzie mi co raz trudniej wynająć pokój. Na wynajem mieszkania nie chciałam się zdecydować, bo przerażały mnie koszty najmu! Postanowiłam kupić mieszkanie. Postanowienie zacne, ale biorąc pod uwagę, że nie miałam oszczędności, decyzja o zakupie mieszkania, wiązała się ze 100% zadłużeniem w stosunku do wartości inwestycji. Wybrałam kawalerkę, u dewelopera, który pozwalał oszczędzać na koszty adaptacji mieszkania w czasie trwania budowy inwestycji. Kredyt miała uruchomić 3 m-ce przed oddaniem kluczy. Przy podpisywaniu umowy miałam zdolność właściwie w każdym banku. Wpłaciłam zaliczkę i zaczęłam odkładać na adaptację swojego M1 (nie pomylić z garażem;-) ). W razie pogarszenia sutyacji stwierdziłam, że swoją kawalerkę wynajmę, a sama znów na jakiś czas przeniosę się do wynajętego pokoju. Wybór lokalizacji mojej kawalerki miał mi zapewnić powodzenie tego planu. Tyle, że w tzw. „międzyczasie”, nastał ogólnoświatowy kryzys, który w szybkim tempie dotarł i do nas. Ceny mieszkań poszły w górę w strasznym tempie, banki już nie chciały tak chętnie dawać kredytu na 100% wartości, moja zdolność kredytowa drastycznie się zmieniła. Z tabelek u doradcy wynikało, że tylko 3 banki udzielą mi kredytu. Jeden odradził mi doradca, z uwagi na doświadczenie jakie z tym bankiem miał w przypadku innego swojego Klienta. Pozostały mi 2 banki. Do obu złożyłam wnioski i zaczęły się schody. Donosiłam co i rusz nowe dokumenty, uaktualniałam informacje o dochodach a ostatecznej decyzji co do wydania kredytu nie mogłam się doczekać. Byłam zdesperowana, moje mieszkanie już stało, a mi kończył się czas na zorganizowanie finansowania. Jeden z tych dwóch banków ostatecznie wydał decyzję odmowną. Drugi „na szczęście” się nie wycofał, ale warunki kredytu miałam zabójcze. (Dostałam kredyt w złotówkach. Moja koleżanka na tę samą kwotę wzięła kredyt w walucie. Różnica w naszych ratach była niemal 100%!)

    Sytuacja była dramatyczna. Kredyt zabójczo obwarowany, masakrycznie niekorzystny, możliwości; w rocznicy kredytu, dogadania się bankiem w zasadzie zerowe. Myślałam, że to doradcy bankowi nie chcą ze mną rozmawiać, więc pisałam rozpaczliwe prośby do Centrali we Wrocławiu. Nic, zero odpowiedzi, zero renegocjacji. Przeniosłam ten kredyt jak już mogłam do innego banku. Ta operacja kosztowała mnie 10 tys. złotych. Musiałam pożyczyć te pieniądze, ale wiedziałam że będę miała z czego zwrócić, bo wysokość raty miała być drastycznie różna. Pech chciał, że przeniosłam się do banku, który po 2 m-cach od uruchomienia mi kredytu, podjął decyzję o wycofaniu się z obsługi detalicznej w Polsce. Byłam mężatką, w ciąży, z mężem, który pracował na najniższej krajowej… Nie myślałam zbyt racjonalnie i dałam się namówić na zrzucenie tego kredytu do innego banku. Warunki niby te same, ale… Zaproponowane w tzw. ofercie promocyjnej, jeśli nie dopełniłabym jakiegokolwiek warunku z oferty promocyjnej, kredyt automatem miał przejść na warunki regularne, a te były nawet gorsze niż miałam w pierwszym banku. W zaawansowanej ciąży podjęłam decyzję, że przeniosę ten kredyt, zgodnie z naciskami doradców, z drugiego banku. (Teraz każdej kobiecie mówię w prost, nie daj się zmanipulować w ciąży, bo konsekwencje mogą być straszne!).

    Znowu zaczynałam od zera, jednak teraz z widmem regularnych warunków w trzecim banku… Do dziś te zapisy wyprowadzają mnie z równowagi, kiedy o nich myślę. Po drodze było urodzenie synka, zmiana pracy męża (na lepsze pieniądze, ale na umowę zlecenie). Jakoś dawaliśmy radę i trochę odkładałam w naszym budżecie domowym. Oczywiście do czasu, kiedy mąż zachorował. Przez 4 m-ce nie chodził. W domowych przychodach zostało tylko moje wynagrodzenie wypłacane przez ZUS w czasie urlopu macierzyńskiego. Czekała nas kolejna pożyczka, zdecydowanie większa niż ta pierwsza… Musiałam wrócić do pracy, synek miał pójść do żłobka, i tu kolejna życiowa niespodzianka. Nie dostał się do placówki publicznej. W kosztach domowych na stałe zagościł wydatek w postaci comiesięcznych opłat za żłobek prywatny! W Warszawie to był koszt 1,5 tys. zł/m-c.

    Odkładać czegokolwiek już nie miałam z czego. Na szczęście udało mi się spłacić pierwszą pożyczkę, drugą spłacałam koleżance, która zgodziła się udzielić nam karencji. W następnym roku, z synek dostał się do państwowego żłobka (wskoczył z listy rezerwowej na regularną, bo jacyś rodzice, nie przyszli potwierdzić woli zapisu dziecka). Udało mi się na nowo uruchomić spłatę koleżanki. I wydawało nam się, że wychodzimy na prostą, kiedy mąż stracił pracę. Szukał jej 9 m-cy. Znowu się zadłużyliśmy, na jeszcze większą kwotę niż dwie pierwsze…

    I tak po wielu życiowych perturbacjach, jako 40-latkowie zaczęliśmy dopiero budować nasze oszczędności. Śmiechem pewnie by mnie zabili regularni czytelnicy tego bloga, na wieść o jakiego rzędu kwotach na razie piszę… Jestem jednak zdeterminowana przydusić nasz budżet ile się tylko da. Bo nieprzewidziane sytuacje spotkały moją rodzinę już wielokrotnie. Za każdym razem, nie byliśmy na nią w najmniejszym stopniu przygotowani, co rujnowało nasz spokój, wpędzało w depresję i psuło w ogóle atmosferę w „domu” (kawalerce).

    Przez swoje doświadczenia i nieco więcej wiedzy z zakresu oszczędzania, mam postanowienie edukować mojego 4-letniego synka, że może mieć wpływ na to jak żyje, nie wtedy kiedy zacznie zarabiać dwukrotnie więcej niż normalnie by wydał, ale od samego początku jego zetknięcia z finansami osobistymi.

    • Trzymam kciuki za Was!
      Po części rozumiem Waszą sytuacje, bo mamy sporo wspólnych miejsc styku w życiorysie.
      Też się ogarniam: wychodzę z długów, zmieniam sposób myślenia i buduję fundusz. mam na to plan 27 miesięczny, gdzie zostało ich jeszcze 26.

Odpowiedz