Ostrzenie siekiery. Idę za radą Abrahama Lincolna.

52

finanse bardzo osobisteWasza reakcja na poprzedni wpis przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Liczyłem po cichu, że podrzucicie mi kilka fajnych pomysłów na przyszłe artykuły i jakieś wskazówki co mogę poprawić. Tymczasem otrzymałem od Was o wiele więcej: nie tylko gotowy przepis na gruntowne ulepszenie bloga, lecz także mnóstwo słów wsparcia, zarówno w komentarzach, jak i w mailach. Zupełnie nie spodziewałem się takiego odzewu i przez kilka ostatnich dni intensywnie myślałem, jak w ogóle na coś tak miłego sensownie zareagować?

Bo widzicie – jestem gościem kochającym finanse i cyfry, który najpewniej czuje się po przeliczeniu wszystkiego na różne sposoby. Mój naturalny mechanizm działania jest taki: zdefiniować problem, zmielić go w Excelu, znaleźć rozwiązanie, wdrożyć, zamknąć sprawę, poszukać kolejnej. Jednak Wasze ostatnie maile i komentarze uświadomiły mi, że nawet w zwykłym blogowaniu chodzi o coś więcej. Nie wystarczy sama wiedza i merytoryczne „mięcho”. Muszę jeszcze zrobić wszystko, abyście czuli się tutaj naprawdę dobrze. Od czasu do czasu zaglądam na blogi o blogowaniu i wszędzie czytam, jak bardzo ważne jest nawiązanie bliskiej relacji z czytelnikami. Ha, tylko jak to kurczę zrobić, skoro w Excelu nie ma takiej funkcji? Muszę Wam otwarcie wyznać, że jest to dla mnie bardzo trudne, bo kiepsko idzie mi opisywanie własnych emocji. Zdecydowanie nie mam daru pozwalającego wyciskać z czytelników łzy wzruszenia, a gdybym zaczął próbować, to może i byście się popłakali, ale raczej ze śmiechu albo z litości.

Ostatecznie dałem sobie z tym spokój i postanowiłem podejść do sprawy metodycznie. Zebrałem wszystkie maile oraz komentarze z poprzedniego wpisu w syntetycznej tabelce, podsumowałem najczęściej pojawiające się hasła oraz bardzo starannie je przemyślałem. To dlatego minęło tyle dni od poprzedniego wpisu. Nie lubię się spieszyć ani gnać na złamanie karku. Wolę na spokojnie i z pełną świadomością zaplanować działania, a później konsekwentnie realizować plany. Jednym z moich ulubionych cytatów jest zdanie Abrahama Lincolna:

„Gdybym miał osiem godzin na ścięcie drzewa,
spędziłbym sześć na ostrzeniu siekiery.”

Dlatego dzisiejszy wpis to takie „ostrzenie”, po którym powrócę do artykułów czysto merytorycznych. Najpierw jednak opowiem Wam, jaki mam pomysł na rozwój bloga po Waszych ostatnich sugestiach.

Co z artykułami na temat długów?

Bardzo jasno wyraziliście co jest dla Was najważniejsze na tym blogu. Dziękuję, że doceniacie merytoryczną wartość opracowywanych przeze mnie tekstów. To dla mnie bardzo ważne, bo pierwszym i najważniejszym celem, dla którego prowadzę ten blog, jest właśnie tworzenie przydatnych, edukacyjnych treści. Nawet jeżeli jest to lekki wpis o Kenie i Barbie , staram się bardzo, by niósł ze sobą właściwe przesłanie. Po moim pytaniu, o czym chcielibyście poczytać, pojawiły się dwie główne grupy odpowiedzi:

1.  Jak pomnażać oszczędności oraz inwestować pieniądze na przyszłość – to większość odpowiedzi z komentarzy.

2. Jak radzić sobie z długami i trudnymi sytuacjami finansowymi – to większość odpowiedzi z maili.

Zastanawiałem się jak to pogodzić oraz w którą stronę pójść z tematyką bloga. Z jednej strony zdaję sobie sprawę, że wiele osób potrzebuje pilnej pomocy w walce z długami. To właśnie z myślą o nich powstały dwa długie artykuły na ten temat:

1. Ugotujesz się jak żaba, czyli długi w naszych głowach
2. Jak skutecznie pozbyć się długów?

Jest w nich zawarta kompletna informacja na temat właściwego nastawienia do kredytów i pożyczek oraz wskazówki pomagające rozpocząć i przeprowadzić skuteczną walkę z nimi. To, czego tam nie ma, to informacje na temat windykacji, sądów, egzekucji komorniczej, itp. Przyczyna jest bardzo prosta: gdy zaniedbamy nasze finanse na tyle, że do gry wkracza sąd i komornik, pomoc finansowa już nie wystarczy. Potrzebny jest dobry prawnik, a ja prawnikiem nie jestem. Owszem, znam ogólne przepisy oraz zasady, jednak kluczem do rozwiązania naprawdę zagmatwanych spraw jest praktyka wyniesiona z reprezentowania klientów przed sądami i organami administracji państwowej. Dlatego zdecydowałem, że takich tematów nie będę teraz poruszał na blogu, chyba, że pozyskam dobrego i chętnego do współpracy prawnika. Jeżeli jest wśród Was prawnik chętny do ciekawego pisania na taki temat – serdecznie zapraszam do kontaktu.

Na mojego maila trafiają również sprawy nieco innego kalibru. Oto przykłady:

Proszę mi pomóc. Jestem zadłużona w Skarbowce i Zusie , a ten ostatni ma moją hipotekę już , a pieniędzy nie mam by spłacić dług. Boję sie ze straciłam juz wszystko, a co najgorsze rodzina nic nie wie że możemy stracić mieszkanie.

Borykam się z kredytami prawie od 10 lat, tylko że są to kredyty właściwe męża. Ale ja również podpisałam hipotekę, bo myślałam że tak trzeba w małżeństwie ratować długi. Pierwsza hipoteka na 120 tysięcy i znowu długi druga hipoteka na 260 tysięcy po dwóch latach i raty w granicach 2200-1800. I jeszcze doszły trzy mniejsze kredyty po 15 tys i karta kredytowa 4000-miesięcznie 1200 zł. Razem nasze raty wynoszą miesięcznie ok.3000 zł. Mamy troje dzieci-trzech wspaniałych synków. W wieku przedszkolnym i dwoje szkolnym. Starcza nam zupełnie na podstawowe produkty, jest ciężko, wiele łez wylanych, dlaczego tak sie stało dotknęło nasza rodzinę, mnie i dzieci.

Mój partner założył własną działalność, a ja stwierdziłam że nie chce się wtrącać. Doszło do tego, że przez pół roku dorobił się około 30000 zł długu, jedna z firm kurierskich podała go do rejestru dłużników bo nie zapłacił faktury na kwotę 2700 zł, zalega z podatkiem za sprzedaż samochodu do urzędu skarbowego około 1500 zł. Następnej firmie kurierskiej też zalega 2000 zł. Nie wspomnę o pożyczkach u rodziców i u mnie (oddaje mu wszystkie pieniądze).

Chciałabym prosić Pana o pomoc w rozwiązaniu koszmarnej sytuacji w jakiej się znalazłam. Spory czas temu wzięłam kartę kredytową master później mnie okradli nie miałam skąd wziąć pieniądze na życie bo mi konta zablokowali po zgłoszeniu sytuacji -dokumenty odzyskałam ale i tak czekałam na wyjaśnienie wszystkiego i nowe karty. Potem dałam namówić sie na kolejną kartę kredytową visa która miała leżeć w domu w przypadku ponownej kradzieży żebym miała skąd wziąć pieniądze. Razem z kolejną kartą kredytową był też limit w koncie na 5 tys . Podsumowując: karta kred master 2tys, karta kredyt visa 5tys, limit w koncie 5 tys. Pieniądze się rozeszły…

Czytam każdą wiadomość, jednak tylko w ubiegłym tygodniu otrzymałem kilkadziesiąt tego typu maili. Przeznaczając na lekturę, rozmowę i zaproponowanie rozwiązania choćby 30 minut, co jest minimalnym czasem, by w ogóle zrozumieć i podliczyć daną sytuację, musiałbym poświęcać na to 40 godzin w tygodniu. Niestety, pomimo moich największych chęci, to nie jest realne. Nie mam najmniejszych szans by odpowiedzieć rzetelnie na taką liczbę Waszych zapytań.

Celem, który sobie postawiłem, jest działalność edukacyjna, z którą będę miał szansę dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Robię to właśnie po to, by zapobiegać sytuacjom, jak te opisane w mailach. Zajmując się pojedynczymi przypadkami odebrałbym sobie szansę na rozwój takiej działalności. Dlatego niestety nie będę mógł pomóc Wam w taki sposób.

Mam jednak bardzo konkretną propozycję dla wszystkich osób, które szukają pomocy w indywidualnym poukładaniu swoich finansów. Jeśli naprawdę zależy Wam na uzyskaniu pomocy i chcielibyście, aby poświęcić na Waszą sprawę nie kilka minut, ale cały dzień, prześlijcie proszę zgłoszenie do programu Prosty Rachunekna adres email: finanse@tvn.pl

Wymaga to oczywiście nieco odwagi, jednak w takim przypadku przepracujemy razem wiele godzin poszukując dla Was najlepszej recepty. Szanse są spore, bo program dopiero wystartował i liczba zgłoszeń jest jeszcze mała.

Jakie tematy będą poruszane na blogu?

W najbliższych tygodniach pojawi się więcej treści dotyczących pomnażania kapitału oraz produktów do tego przeznaczonych: polis z funduszami kapitałowymi, funduszy inwestycyjnych, akcji, obligacji korporacyjnych, itp. Będzie to zatem moja odpowiedź na prośby stałych czytelników bloga, którzy właśnie takich informacji poszukują.

Poza pomnażaniem oszczędności prosiliście jeszcze o kilka dodatkowych tematów. Przede wszystkim wróciła sprawa kolejnego wpisu na temat polis na życie. Po pierwszym artykule o polisach miała pojawić się kontynuacja i rzeczywiście ciągle jej nie ma. Dlatego przyciskam ten temat i kolejne dwa wpisy będą dotyczyć właśnie ubezpieczeń na życie.

Inne najbardziej interesujące Was tematy to te związane z finansową edukacją dzieci. Z największą przyjemnością do nich powrócę, bo również mi pomoże to zadbać o wiedzę moich córek. Będziemy też kontynuować negocjacje, opiszę jeszcze trochę podstaw (uzupełnienie informacji o domowym budżecie). Z czasem zaczną pojawiać się również historie ludzi, którym się „udało” – choć to najpewniej w formie podcastów.

Zgodnie z Waszymi sugestiami wpisy pogrupuję tematycznie, a po prawej stronie znajdą się wygodne odnośniki do konkretnych kategorii.

Zwróciliście mi również uwagę, że trochę za mało piszę o sobie. To jedno z moich największych wyzwań, bo nie chciałem zanudzać Was wpisami o tym, co u mnie słychać. Postaram się jednak co kilka tygodni zrobić małe podsumowanie i opowiedzieć Wam co udało się zrobić. Pierwszym tego typu wpisem będzie podsumowanie października 2014. Jeśli stwierdzicie, że jednak mało Was to interesuje, to po prostu dacie mi znać, OK?

Większy komfort korzystania z bloga

Uwaga, uwaga… Wasze ulubione wyskakujące okienko już wkrótce zniknie. 🙂
Kończę zmieniać formularze subskrypcji, więc era okienka definitywnie dobiega końca.

I wreszcie wezmę się za graficzną stronę bloga. Nie da się już dłużej ukrywać, że grafik ze mnie jak z koziej skóry bęben, więc absolutnie niezbędna jest interwencja specjalisty. Zacznę od jakiegoś ciekawego logotypu na górę strony (może poproszę Was o wybór jednego z kilku projektów?), a później stopniowo będę zmieniał inne elementy. Dokładnie tak, jak napisał w swoim komentarzu Thom będzie to ewolucja, a nie rewolucja.

Co do problemów technicznych i wolnego działania – już rozpocząłem rozmowy na temat zmiany hostingu. Za trzy tygodnie o tej porze sprawa będzie rozwiązana.

Indywidualne konsultacje

Nad tym tematem zastanawiałem się najdłużej. Wielu z Was prosi mnie w mailach o indywidualne konsultacje oraz pyta o podanie ceny za tego typu usługę. Bardzo lubię takie spotkania i rozmowy. Pozwalają one dogłębnie przeanalizować każdy problem, wszystko na spokojnie przeliczyć, a nawet przejść się wspólnie po bankach i firmach doradztwa finansowego w poszukiwaniu sensownych produktów lub w celu wspólnych negocjacji. Dlatego długo kombinowałem jak zmieścić takie działania w moim codziennym grafiku. Początkowo planowałem przeznaczyć na konsultacje jeden stały dzień w tygodniu, np. piątek. Później myślałem o tym, aby robić to raz na dwa tygodnie. Ostatecznie musiałem jednak spojrzeć prawdzie w oczy: Jeżeli chcę w ciągu najbliższych miesięcy skutecznie rozwinąć działalność edukacyjną, z indywidualnych konsultacji muszę niestety zrezygnować.

Matematyka jest bezlitosna. Jeden odcinek cyklu w TVN pochłania minimum 2 dni (analiza zgłoszeń, zbieranie dodatkowych danych, podróż do innej miejscowości, cały dzień nagrań i pracy z bohaterami danego odcinku, itp.). Zależy mi na tym cyklu, bo dzięki niemu jest szansa pokazać, jak naprawdę wygląda i do czego prowadzi „spełnianie marzeń” z wykorzystaniem długów. Chciałbym również z czasem rozszerzyć formułę programu o dodatkowe tematy (np. lepiej kupić czy wynająć mieszkanie, w co zainwestować, itp.). Nawet gdyby cała ta przygoda miała potrwać jeszcze tylko kilka tygodni, dopóki jest szansa, będę się do niej bardzo przykładał.

Dobry artykuł na blogu (inne mnie nie interesują) po uwzględnieniu czasu na analizy i zbieranie informacji, to również minimum 2 dni. Zostaje zatem 1 do 2 dni w tygodniu na przygotowanie podcastu oraz pracę nad szkoleniem online. Choćbym nie wiem jak bardzo się starał, na indywidualne konsultacje czasu nie znajdę. Musiałbym robić to kosztem mojej rodziny, a to wbrew zasadom, które wyznaję. Dlatego jestem przekonany, że zrozumiecie tę sytuację.

Zarabianie na blogu

Na koniec jeszcze jedna sprawa, na którą zwróciliście mi uwagę. Wśród Waszych porad znalazły się również takie, abym „nie dał się pokusie zarabiania na blogu”, albo „żeby blog nie stał się maszynką do robienia kasy”. Dlatego chciałbym Wam bardzo otwarcie wyjaśnić: zarabianie na blogu nie jest żadną „pokusą”. To zwykła, racjonalna decyzja i naturalna konsekwencja rozwoju bloga.

Powiem więcej. Byłoby ogromną głupotą z mojej strony, gdybym nie chciał zarabiać na mojej pracy. Już w pierwszym artykule pt.: Potęga prostego równania napisałem, że całe finanse osobiste można zamknąć w jednej formule:

ZAROBKI – WYDATKI = OSZCZĘDNOŚCI

Zwiększanie źródeł dochodu to najlepszy i najbardziej skuteczny sposób dbania o własne finanse. Wycinanie wydatków można doprowadzić tylko do pewnego poziomu. Jeżeli naprawdę chcemy realizować swoje marzenia, absolutną koniecznością jest systematyczne zwiększanie zarobków. Rezygnacja z zarabiania na blogu byłaby niespójna z tym, co staram się przekazywać we własnych wpisach. Dlatego właśnie za jakiś czas pojawią się reklamy, artykuły tworzone we współpracy z różnymi partnerami, linki afiliacyjne, itp.

Oczywiście zawsze będę to robił z szacunkiem dla Was, z wyczuciem, w sposób transparentny, zaś priorytetem będzie wysoka jakość zawartych tu treści. Nie mam ambicji, aby utrzymać się z blogowania. Mój główny pomysł opiera się raczej na edukacji za pośrednictwem szkoleń (online i offline). Jeżeli jednak pojawią się okazje do zarobienia na blogu – będę z nich z całą pewnością korzystał.

Moje podejście do tej sprawy jest bardzo proste i pragmatyczne: brak zwiększania zarobków, gdy można to zrobić, jest takim samym „finansowym przestępstwem” jak wydawanie pieniędzy na pierdoły. To dwa składniki tego samego równania, którego wynikiem są oszczędności lub… długi.

Do roboty!

Jeszcze raz chciałbym Wam bardzo serdecznie podziękować za pomoc, komentarze oraz maile do poprzedniego artykułu. Rewelacyjnie jest mieć takich czytelników, jak Wy. Super, że mogę na Was liczyć.
A teraz, siekiera w dłonie i zaczynamy „ciąć”. Kolejne dwa wpisy będą na temat polis.

Jak zwykle czekam na Wasze komentarze i życzę Wam wspaniałego dnia! 🙂

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze52 komentarze

  1. I tak trzymać!
    Co do strategii walki z długami w „beznadziejnych” przypadkach – aż zacznę żałować, że nie oglądam TV śniadaniowej, bo to mogą być pasjonujące historie. Czy odcinki będą dostępne na stronie stacji?
    Nie wspominasz w tym poście o podcastach- czy z tej formy zrezygnowałeś?

    • Hej Krycha,
      Odcinki „Prostego Rachunku” dostępne są na stronie http://www.ddtvn.pl
      Cykl wyświetlany jest we wtorki, więc w kalendarzu trzeba kliknąć na odpowiedni wtorek. Dziś nakręcaliśmy bardzo ciekawy odcinek.

      Podcasty będą. Tak jak pisałem poprzednio – planuję ruszyć z tym w listopadzie, ale już dziś serdecznie zapraszam 🙂

    • Z zarabianiem najgorsze są tylko początki, później jak masz listę czytelników kasa się kręci sama. Tylko patrzysz na poczcie potwierdzenia prowizji ze sprzedaży 🙂

  2. „wyciskać łez wzruszenia”. Wybacz mi Marcin, że od tego zaczynam, ale często definiuje siebie, jako purystkę językową i bardzo rażą mnie błędy. Na razie tyle, a reszta jak doczytam twój teks do końca.:)

    • Taa… czasem jesli nie ma sie niczego wartosciowego do dodania, to lepiej poprostu nic nie mowic ;). To jest blog finansowy nie polonistyczny. Nie badzmy pedantami. Sorry, ze bez polskich znakow, nie jestem purysta 😉

    • Hej Olga,

      Dziękuję za uwagę. Bardzo staram się dbać o poprawność językową, więc każda rada jest przydatna i za każdą będę wdzięczny. Błędy czasem się jednak zdarzają.

      Obecnie fragment brzmi: „…nie mam daru pozwalającego wyciskać z czytelników łzy wzruszenia…”.

      Co należałoby zmienić, aby było poprawnie?

  3. Doczytałam do końca i jak zwykle po czytaniu u ciebie mam poczucie dobrze spędzonego czasu:) Po pierwsze wydaje mi się, że masz talent do nawiązywania kontaktu z odbiorcą i nie mam poczucia, żebyś „kulał” w tej dziedzinie. Trzymam kciuki i na pewno pozostanę wiernym odbiorcą.

  4. Napisałeś: „kolejne dwa wpisy będą dotyczyć właśnie ubezpieczeń na życie”
    Apropos tych wpisów.
    „wolnymbyć” jest kategorycznym i zatwardziałym przeciwnikiem wszelkich ubezpieczeń. 🙂
    Będę wdzięczny jeśli w jakiś sposób odniesiesz się do jego poglądu na ubezpieczenia.
    Bo rozumiem, że raczej jesteś za ubezpieczeniami.

    • Hej endru098,

      Szczerze mówiąc nie znam dokładnie poglądów Wolnego na temat ubezpieczeń. Dlatego nie będę odnosił się do jego poglądów, tylko postaram się w miarę klarownie wyłożyć własne.

      Niektóre ubezpieczenia są ważne i potrzebne, a niektóre nie. Podyskutujemy sobie o tym już przy najbliższym wpisie.

  5. Cześć Marcin,

    Mam kilka uwag do tego co napisałeś.

    Otóż ja bym ograniczył tematy związane z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi. Nie są to produkty finansowe, które się opłacają a o samych UKFach można znaleźć masę informacji w sieci. W szczególności na blogu Moja Przyszła Emerytura. Prowadzący owego bloga, przemielił (i nadal to robi), temat UKFów, IKE i IKZE jak tylko się dało… Co jest moim zdaniem już lekką przesadą.

    Druga kwestia – nie pisz zbyt dużo o sobie i swoim życiu, o emocjach blogera i tego typu podobnych tematach. Ja wchodząc na twojego bloga oczekuję tematów związanych z finansami. Jeśli już piszesz coś o sobie, to wole jak robisz to na zasadzie krótkich, jednoakapitowych wzmianek jakoś tam powiązanych z tematem wpisu. Nie poświęcaj całych wpisów na temat swojej sytuacji finansowej czy tego jak i z kim spędzałeś wakacje. To jest jeden z minusów jakie dostrzegam na blogu Michała Szafrańskiego – za dużo pisze o sobie i swojej pracy. Efekt jest taki, że połowa wpisów jest dla osoby poszukującej wiedzy o finansach bezwartościowa. U ciebie póki co jest inaczej i tak trzymaj.

    Ostatnia uwaga dotyczy kwestii zarabiania na blogu. Osobiście rozumiem i popieram ten krok, jednak mam nadzieję, że blog nie stanie się swego rodzaju miejscem na reklamy, a artukuły pisane „pod zamówienie” lub tylko po to aby zwiększyć ruch na blogu, czy zwiększyć zyski poprzez afiliację. Takie coś od razu widać i prędzej czy później przekłada się to na rozczarowanie i obniża reputację, przynajmniej w moich oczach.

    Mam nadzieję, że nie poczułeś się urażony ani dotknięty. Zapewniam, że nie to było moim celem. Chciałem dać Ci tylko kilka, moim zdaniem, cennych porad i uwag aby nie zepsuć tak wspaniałego bloga, jakiego udało Ci się stworzyć.

    Pozdrawiam.

    • Małgorzata

      Zgadzam się z Kamilem. Choć wzmianki o wakacjach podobaly mi sie z tego wzgledu, ze dostrzegłam w nich elementy edukacji ekonomicznej dzieci. Interesuje mnie wszystko co pomoże mi wytłumaczyć dzieciom świat finansów.
      Z Bloga JOP wypisalam się, bo zaczełam mieć poczucie tracenia czasu wchodzac na tę strone. Tutaj jest „ciszej” i konkretniej. Bardziej mi to odpowiada.
      Listy, które dostajesz od czytelników są bardzo smutne, ale tez mozna sie z nich czegos nauczyć.

      • Podpisuję się pod komentarzami Kamila i Małgorzaty wszystkimi kończynami! Blogu JOP nie śledziłem od początku. Na starcie było interesująco, ale moja niechęć do odwiedzania tego blogu rosła wprost proporcjonalnie do ilości przeczytanych wpisów. Im dalej w las…
        Tobie, Marcinie do tej pory udawało się godzić merytorykę z uchylaniem rąbka tajemnicy z Twojego życia osobistego. Wyszło to nawet z korzyścią dla czytających, ponieważ moim zdaniem mogło to pokazać ludziom dopiero rozpoczynającym przygodę z oszczędzaniem, że nie chodzi o to, aby zrzec się wszystkich przyjemności i przeznaczać 100% środków na pomnażanie kapitału. Da się pogodzić przyjemne z pożytecznym.
        …a to wszystko jest oczywiste zgodne z podstawową nauką głoszoną przez Ciebie, która mówi, że drogą do celu jest zdrowy rozsądek. „To jest aż tak proste!”

        Oby tak dalej!

        • Witam,
          Postanowiłem odnieść się do waszych wpisów apropos Michała Szafrańskiego. Chłopak pisze jak chce, pisze sporo o sobie bo taki ma styl, to lubi i trzeba to uszanować. Jeśli to co pisze o sobie was zniechęca nie czytajcie jednak nie piszcze na innym blogu „Nie rób tak jak on”. Macie prawo napisać wolelibyśmy Marcin żebyś nie pisał za dużo o sobie. Jednak krytykowanie jednego blogera na bloku innego to już nie jest fair. Macie uwagi do tego co i jak pisze Michał napiszcie do niego mail lub komentarz. Michał fajny chłopak, przeczyta przemyśli odpowie…. Może uwzględni wasze sugestie i wszyscy będą szcześliwi. Rozumiem co chcieliście zakomunikować Marcinowi jednak moim zdaniem postąpiliście nie fair względem Michała. Pozdrawiam serdcznie i mam nadzieję że nikogo nie uraziłem swoim zdaniem.

          • Witam Wszystkich,

            Zgadzam sie z opiniami, ze u Marcina jest bardziej merytorycznie! Oby tak dalej. Pisz o sobie, ale nie głównie o sobie.

            Co do JOP, to czytam od poczatku i powoli mnie nudzi, bo zmienil sie styl i jest coraz bardziej blog o Michale a nie o oszczedzaniu.

            I druga sprawa… wiekszosc odpowiedzi Michala na komentarze „negatywne” jest tworzona wg. tego schematu, czyli.. Nie przeczytales, nie przesluchales do konca, nie zrozumiales… ciagle pouczanie i brak pokory i otwartosci na krytyke. Poprostu jest nieprzyjemnie.

    • „Otóż ja bym ograniczył tematy związane z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi. Nie są to produkty finansowe, które się opłacają a o samych UKFach można znaleźć masę informacji w sieci. W szczególności na blogu Moja Przyszła Emerytura. Prowadzący owego bloga, przemielił (i nadal to robi), temat UKFów, IKE i IKZE jak tylko się dało… Co jest moim zdaniem już lekką przesadą.”

      Nie zgadzam się z Twoją opinią 🙂
      nie czytałem tego bloga (MPE) i niewiem jakim językiem jest pisany. Styl Marcina mi odpowiada i jego wpsiy są dla mnie wiarygodne. Dlatego chciabym aby pisał o ike, ikze, ukf-ach.

      „Druga kwestia – nie pisz zbyt dużo o sobie i swoim życiu, o emocjach blogera i tego typu podobnych tematach. Ja wchodząc na twojego bloga oczekuję tematów związanych z finansami. Jeśli już piszesz coś o sobie, to wole jak robisz to na zasadzie krótkich, jednoakapitowych wzmianek jakoś tam powiązanych z tematem wpisu. Nie poświęcaj całych wpisów na temat swojej sytuacji finansowej czy tego jak i z kim spędzałeś wakacje. To jest jeden z minusów jakie dostrzegam na blogu Michała Szafrańskiego – za dużo pisze o sobie i swojej pracy. Efekt jest taki, że połowa wpisów jest dla osoby poszukującej wiedzy o finansach bezwartościowa. U ciebie póki co jest inaczej i tak trzymaj.”

      A ja chcę wpisów „o sobie” 🙂
      Michał wg mnie też zbyt dużo pisze o wątkach „nazwę to pobocznych” i faktycznie czasmi mnie to męczy 🙂
      Myślę że Marcin ma inny charakter i styl i jego wpisy będą miały inny charakter bardziej motywujący 🙂
      dobrym przykładem jest tu artykuł o wakacjach.

      „Ostatnia uwaga dotyczy kwestii zarabiania na blogu. Osobiście rozumiem i popieram ten krok, jednak mam nadzieję, że blog nie stanie się swego rodzaju miejscem na reklamy, a artukuły pisane „pod zamówienie” lub tylko po to aby zwiększyć ruch na blogu, czy zwiększyć zyski poprzez afiliację. Takie coś od razu widać i prędzej czy później przekłada się to na rozczarowanie i obniża reputację, przynajmniej w moich oczach.”

      Wierzę, że Marcin zrobi to z umiarem i jego rekomendacje, czy promocje będą dotyczyły produktów, które sam uznaje za dobre i warte polecenia, i które sam z przekonaniem by „wziął” a nie te, na których zarobi najwięcej. 🙂

      • @endru098

        Blog o którym wspomniałem jest piasny językiem dość przystępnym niemniej jednak trzeba się trochę skupić czytając wpisy. Autor z tego co pamiętam wykłada na uczelni, więc tematy są bardzo profesjonalnie, rzetelnie i obiektywnie przygotowane. Poza tym opiera się na licznych publikacjach naukowych i twardych danych w tym obszarze tematycznym. Tak więc jeśli chcesz doszczętnie zgłębić temat UFK, IKE i IKZE, nie brakuje Ci chęci i motywacji, to polecam. Ja się dużo dowiedziałem z wpisów na tym blogu i doszedłem do wniosku, że to się po prostu nie opłaca, a sam temat UFK, IKE i IKZE uważam za dość mocno przerobiony i nie warty poświęcania więcej niż jednego wpisu.

        Gwoli ścisłości, mnie też podobał się wpis Marcina zahaczający o temat jego wypoczynku wakacyjnego i takie coś mi odpowiada, jak również styl w jakim pisze. Czemu jestem przeciwny to pisaniu tylko o tym.

    • Też się pod tym podpisuję – nie pisz za dużo o sobie. Blog Michała Szafrańskiego zaczął mnie od jakiegoś czasu przytłaczać, mało ciekawych rzeczy można tam przeczytać ostatnio ciągle tylko życie i emocje autora. Mi najzwyczajniej w świecie szkoda czasu żeby żyć życiem innych ludzi, wolę żyć swoim życiem 🙂 No i te nieszczęsne podcasty – nie wiem one jakoś do mnie nie przemawiają, wolę czytać niż przeznaczać czas na słuchanie – szybciej i dużo wygodniej.

    • Hej Kamil,

      Bardzo dziękuję za Twój komentarz – wywołał on bardzo pożyteczną dyskusję.

      Myślę, że podejdę do sprawy w taki sposób:

      1. Polisy z UFK
      To temat ważny, bo produkt jest powszechny i narosło wokół niego wiele mitów. Przybliżę go na tyle, aby każdy potrafił świadomie ocenić wartość takich produktów.
      Jednak doktoryzować się na ten temat raczej nie będę. 🙂
      Z IKE czy IKZE będzie podobnie.

      2. Wpisy o sobie.
      Nie przepadam za nimi więc nie grozi Wam zalew takich artykułów. 🙂 Od czasu do czasu coś tam pewnie wspomnę aby zilustrować jakiś tekst, ale nie martwcie się – blog jest i pozostanie blogiem o finansach.

      3.Zarabianie na blogu.
      Jak już pisałem – zamierzam robić to z głową.

      Na koniec dodam jeszcze, że bardzo cenię Michała Szafrańskiego za to co i jak robi. Zwróćcie uwagę, że od samego początku otwarcie komunikuje dlaczego działa w taki, a nie inny sposób, pomaga swoją pracą bardzo wielu osobom, a podejmowane przez niego działania są bardzo skuteczne.
      Każdemu z nas podobają się inne rzeczy. Ja koncentruję sie na finansach osobistych. Tematyka podejmowana przez Michała jest znacznie szersza.
      Warto patrzeć przez pryzmat celów, które Michał realizuje. Szerzy wiedzę o oszczędzaniu, ale równiez pokazuje jak w mądry i skuteczny sposób zarabiać pomagając innym. Zdecydowanie warto jest sledzić jego blog, bo znajdują się tam tony bardzo cennych informacji.

      • Ja też cenię Michała za jego pracę i podziwiam za to, że w tak krótkim czasie zbudował tak potężnego bloga i odniósł duży, ogólnokrajowy sukces.

        Jednak zakładając swojego bloga założył on, że jest to blog dla ludzi poszukujących informacji i inspiracji jak polepszyć swoje finanse osobiste, a tematyka ostatnio coraz bardziej od tego odbiega. Wydaje się, że blog stał się swego rodzaju maszynka od zarabiania pieniędzy a Michał skupił się bardziej wywiadach i na marketingu swojego bloga aby zarobić więcej poprzez afiliację, płatny kurs o budżecie domowym, polecenia kont bankowych czy platform inwestycyjnych, a same artykuły, podcasty i inne działania służą już tylko do podtrzymania uwagi i ruchu na blogu.

        Poza tym transparentność finansowa Michała chyba pogarsza sytuację, ponieważ osoba, która zarabia te 1600 brutto, wchodząc na jego blog i czytając wpis, który zaczyna się od słów „kochani moi dzięki wam zarobiłem w tym miesiącu 80 tyś. zł za polecenie wam lokaty”, może mieć poczucie pewnej niesprawiedliwości, że ktoś lekka ręką, dzięki tylko jednemu wpisowi i poleceniom innych, zarobił taką sumę. Sumę, którą przeciętny Polak nawet w kilka lat nie osiągnie. Mnie to tam nie rusza ale wiem, że takie coś razi i ja bym tego unikał na jego miejscu.

        W końcu czytałem kiedyś u Michała wpis o 100 sposobach na dodatkowa pracę. I ktoś z komentujących napisał, że są to sposoby, żywcem ściągnięte z jakiegoś anglojęzycznego bloga, i co gorsza Michał chyba nawet nie zaprzeczył. Nie wiem czy to prawda czy nie, ale mnie to rozczarowało i szczerze mówiąc zraziło.

        • Kamil,

          Myślę, że Michał chętnie odpowie na Twoje pytania u siebie na blogu.

          Znam Michała i wiem jak wiele pracy i serca wkłada w swoje działania. Podziwiam go, kibicuję mu i uważam, że robi znakomitą robotę pomagając innym.

          Takie jest moje zdanie.
          Proponuję już nie ciągnąc tego tematu „za plecami” Michała. To nie fair.

          Tutaj zamykamy ten wątek, OK?

  6. Ten Twój wpis o żabie bardzo zadziałał na moją wyobraźnię – jak tylko coś mnie kusi na zakupach to sobie wyobrażam tą powolutku gotującą się żabę i pokornie wracam do oszczędzania…

    A do długów na szczęście mam daleko 🙂 Będę zaglądać z niecierpliwością czekając na zmiany!

  7. Panie Marcinie, bardzo lubię czytać Pana bloga. Z niecierpliwością czekam na dalsze artykuły, zwłaszcza na temat negocjacji -> szczerze, dzięki nim udało mi się wynegocjować mniejszy czynsz za mieszkanie :). Dziękuje Panu za Pana praca, życzę Panu wszystkiego co najlepsze i trzymam kciuki za Pana.

    • Jarku,
      przejdźmy proszę na „Ty” – będzie nam łatwiej się komunikować.
      Serdecznie gratuluję sukcesów w negocjacjach. Tak trzymaj i nie odpuszczaj!
      Dziękuję za życzenia. 🙂

  8. Super! Mam tylko jedno zastrzeżenie. Afrykańskie bębny robi się z koziej skóry, bo dobrze się do tego nadaje 😉

    • O proszę, człowiek całe życie się uczy.
      Ciekawe w takim razie skąd w naszym języku takie powiedzenie? Może skóra afrykańskich kóz jest inna? 🙂

  9. Czekam z niecierpliwością na kolejne, merytoryczne artykuły, dla ,mnie ciekawe są (1) polisolokaty gdyż spotykam wiele naprawdę inteligentnych osób które się na te polisy nabrało: moi znajomi, lekarze (2)instrumenty pochodne gdyż znam osoby które przegrały majątek na tych instrumentach (3)fundusze inwestycyjne – ile można spodziewać się zysków i strat lokując w inne typy funduszy (4)zasady bankructwa konsumenckiego – czy to w ogóle działa? (5) zasady dziedziczenia (6)jak uczuć dzieci oszczędzania i odpowiedniego podejścia do pieniędzy (7) jak liczyć koszt kredytu (jakaś prosta maszynka na Twojej stronie mogłaby się pojawić)…
    tematów jest sporo a zatem będzie o czym pisać.

    Twój blog jest bardzo potrzebny ponieważ część osób jest zupełnie bezbronna wobec banków i doradców dysponując szczątkową wiedzą a część chciałaby swoją wiedzę poszerzyć.

    • Tak, chętnie poczytam o polislokatach. Sama niestety dałam sie naciągnąć, a teraz odliczam lata (a chciałabym choć miesiące….) do momentu, kiedy opłata likwidacyjna przestanie mnie obowiązywać i będę mogła wypłacić uzbierane pieniądze.

      • No właśnie. Wielu klientów nie może doczekać się chwili, w której będzie mogła wreszcie pozbyć się takich produktów. Im dłużej je posiadają, tym bardziej widzą jak trudno zarobić przy tylu opłatach. Postaram się zwrócić na to uwagę.

  10. Apropo indywidualnych konsultacji. Moze w taki prosty sposob rozwizac?Wrzucac co jakis czas taki problem jako post i niech ludzie w komentarzach podaja proponowane rozwiazania.

    1. Zajmuje malo czasu (tylko zredagowac problem)
    2. Ludzie w komentarzach sie udzielaja
    3. Jakies sensowne opcje napewno sie pojawia i osoba z problemem cos bedzie mogla wybrac.

  11. Marcine, po raz kolejny gratuluje odwagi i konsekwencji. Kiedy czytałam ten wpis, z jednej strony serce mi sie kroiło, że nie będziesz w stanie pomóc tym osobom, które piszą o swoich trudnych sytuacjach. Z drugiej widzę mądrość, konsekwencję i zdrowe granice w podejściu do Twoich celów, czasu pracy i czasu dla rodziny. Gratuluje tych wszystkich decyzji i pomysłu na dalszy rozwój bloga. Trzymam kciuki!

    P.S. Nie mam obaw, że w Twoim wypadku zarabianie na blogu stanie się nieładnym „wykorzystywaniem” czytelników. Robisz dobrą robotę i zarabiaj na tym! Tym bardziej ze rzuciłeś etat – nie chce mi się wierzyc, że ludzie oczekują że utrzymasz się z powietrza… to niedorzeczne.

    P.S.2 Nie wiem skąd przekonanie, że nie umiesz „wyciskać łez” – no moze nie płaczę czytając bloga 😛 ale zdecydowanie potrafisz budzic emocje! 😀 inaczej nie pamiętalibyśmy tak bardzo o żabach, kenach i barbie…

  12. Mnie osobiście dziwi, że byli ludzie, którzy mówili ci, żebyś nie zarabiał na blogu. Przecież jak rzuciłeś pracę na etacie to zarobki mogą być mocno nieregularne, więc choćby dla bezpieczeństwa należy zarabiać także na blogu :).

    A tak poza tym, to czekam na zmiany i z chęcią będę obserwował rozwój bloga :).

  13. Witam i chciałbym dołączyć do grona osób trzymających kciuki za powodzenie projektu i gratulujących odwagi!

    Odnośnie zarabiania na blogu – Twoja opinia tylko potwierdza moje dobre zdanie o Tobie – jest szczera i racjonalna, co przemawia do mnie najbardziej. Jeśli to możliwe, chciałbym żebyś poruszał czasem temat finansów osobistych osób posiadających większe środki. Wiem, że problemy takich osób są „mniej poważne” niż osób zadłużonych i/lub ledwo wiążących koniec z końcem, co nie znaczy, że nie mają ich wcale. Porady dotyczące sposobów zarządzania większym portfelem (nie tylko z punktu widzenia środków, ale też dywersyfikacji względem różnych rynków, walut czy instrumentów finansowych) czy możliwości optymalizowania kosztów poprzez np. korzystanie z oferty private bankingu będą przeze mnie mile widziane :).

    Wydaje mi się, że może to też stanowić zachętę dla osób chcących zmienić swoje życie i zabezpieczyć się finansowo. Prawda jest taka, że pieniądz rodzi pieniądz i osoba posiadająca oszczędności ma większe możliwości uzyskania np. lepszej oferty w banku, a tym samym potrafi wyciągnąć ze swojego kapitału jeszcze więcej…

  14. Bloga śledzę od samego początku. Rzetelnie i rzeczowo opracowane tematy, to jest coś czego szukam. Czasem miewam wrażenie, że to taki Michał Bis 🙂 Życzę nie mniejszych sukcesów. Ps. Sam muszę zacząć się od Was uczyć.

  15. Witam Marcin, czekam z ciekawością na więcej artykułów na temat inwestycji w fundusze, chodzi mi konkretne przykłady, jak dobierać fundusze, ile ich mieć w portfelu inwestycyjnym, jeden, pięć a może dziesięć, czym kierować się przy wyborze a czym w realizacji zysków, wiem że jest tysiące sposobów ale chciałbym jeszcze, poczytać coś więcej na ten temat. Ciekawą metodą jest Darwin-Defender opisywany w pewnej książce, jestem ciekaw co sądzisz o tym sposobie inwestowania w fundusze?

  16. Ja też uważam, że blog powinien na sobie zarabiać, a Ci co piszą, że „nie powinieneś ulegać pokusie bla bla bla”, to pewnie zwyczajnie zazdroszczą, że sami nie mają bloga, na którym by zarobili 😉

  17. Mało kto prowadzi bloga nie zarabiając na nim 😀 a blog wcale nie musi tracić na wartości jeżeli ktoś chce na nim zarabiać a często jest nawet odwrotnie.

  18. Bardzo się cieszę na kolejne wpisy. Czekam na polisy i edukację dzieci. Naprawdę przebieram nogami 🙂 ale z ekscytacją a nie niecierpliwością. Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie,

    Kasia

  19. Co do kasy z bloga- nie każdy jest „maszynką” do zarabiania. Aby zarabiać trzeba reklamować, żeby reklamować trzeba być duża siłą medialną.

  20. Ja chciałbym zdemaskować mit (może raczej opinię) o tym jakie złe są kredyty hipoteczne bo cytuję: ” przez 30 lat to trzeba bankowi oddać dwa razy tyle ile się pożyczyło”. Może i tak to wygląda jak popatrzymy na te kwoty nominalnie. Załóżmy teraz sytuację odwrotną tz. składamy depozyt (popularną lokatę odnawialną) w banku i liczymy ile dostaniemy za 30 lat. Być może dostaniemy „drugie tyle” (zależy od oprocentowania w tym okresie). Tylko pytanie brzmi ile za te pieniądze będziemy wtedy w stanie kupić dóbr i usług?
    Kluczem do zrozumienia finansów jest zrozumienie wartości pieniądza w czasie.
    Oczywiście nie zachęcam do zaciągania kredytów hipotecznych przez każdego na każdych warunkach. Każdy przypadek jest inny i wymaga indywidualnej oceny.

  21. Dobrze wiedzieć, że blog się ciągle zmienia, rozwija. Stagnacja i trzymanie się utartych schematów nie wróży nigdy nic dobrego 😉 Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszym „ostrzeniu siekiery”!

Odpowiedz