Będziesz biedny, czy bogaty? Sprawdź!

46

Niels Bohr napisał kiedyś: ”Przewidywanie jest bardzo trudne, szczególnie jeśli idzie o przyszłość”. Nie zraża to oczywiście wróżek, jasnowidzów, a nawet… giełdowych analityków. Śmiało brną oni w nieznane przepowiadając przyszłość. Ale czy da się przewidzieć, czy będziesz bogaty? Da się.

Gdyby do „szczerej wróżki” przyszedł młody Kowalski, ich dialog zapewne wyglądałby tak:
– Do czterdziestego roku życia będziesz ciężko pracować, nic nie odłożysz, będziesz mało zadowolony z życia i zrezygnujesz z wielu marzeń.
– Kurcze, to kiepsko… A potem, co będzie potem?
– Potem przyzwyczaisz się do tego.

Dlaczego w przypadku tak wielu osób ta przepowiednia jest całkiem realna? Odpowiedź nie tkwi w szklanej kuli, tylko w najważniejszej zasadzie finansów osobistych, zaprezentowanej w pierwszym wpisie. Zazwyczaj występują trzy scenariusze – ciekawe, czy któryś dotyczy Ciebie? 

 

Scenariusz 1: Beztroski przekaźnik

Tak wygląda przepływ pieniędzy w przypadku „beztroskiego przekaźnika”:

Finanse bardzo_wydatki

Przekaźnik to człowiek, który zazwyczaj ciężko pracuje,  otrzymuje pensję lub dochody z własnej działalności, a potem natychmiast wszystkim płaci: właścicielom sklepów, restauratorom, fryzjerowi, krawcowej, ekipie remontowej, producentowi telewizorów, posiadaczom nieruchomości, dostawcom mediów, sprzedawcom wycieczek, dealerom samochodowym, itd. Jest tak bardzo pochłonięty przekazywaniem pieniędzy innym ludziom, że sobie i własnej rodzinie nie zostawia ani grosza w formie oszczędności. Jego finansowe motto brzmi: „Nie oszczędzam, bo nie mam z czego”. Im więcej zarabia, tym więcej wydaje, a co najciekawsze, jest przekonany, że wszystko u niego w porządku. Dlatego dalej beztrosko prowadzi konsumpcję i nawet nie wie, że do bankructwa wystarczy kilka tygodni życia po utracie zarobków. Ale przecież takie rzeczy zdarzają się tylko innym…

 

Scenariusz 2: Elegancki niewolnik

Przepływ pieniędzy „eleganckiego niewolnika” przedstawia się następująco:

Finanse osobiste_dlugi

Elegancki niewolnik stworzył piękną fasadę własnego życia: dom lub mieszkanie w dobrej dzielnicy, luksusowy samochód, markowe ubrania, najlepsze restauracje, egzotyczne wycieczki. Na zewnątrz wszystko wygląda jak z bajki. Gdy jednak spojrzeć głębiej, okazuje się, że „król jest nagi”. Choć zarabia dobrze i pełni odpowiedzialne funkcje, jego styl życia pochłania tak wiele środków, że musi bez przerwy korzystać z kredytów. Szczyci się posiadaniem złotych i platynowych kart kredytowych, które uważa za symbol statusu. Jest ulubieńcem banków. Jego motto finansowe: „Po co się ograniczać, lepiej cieszyć się życiem.” Tymczasem powodów do radości z życia ubywa, a ograniczeń jest coraz więcej. Choć rosną jego zarobki, jeszcze szybciej przyrasta stres związany z wydatkami i długiem. Dlatego pracuje coraz dłużej i ciężej, rezygnując z czasu dla rodziny i bliskich, bo trzeba jakoś sfinansować raty. Jest niewolnikiem, choć nigdy by się do tego nie przyznał.

 

Scenariusz 3: Przytomny realista

 Oto przepływ pieniądza przytomnego realisty:

 Finanse osobiste_oszczędnosci

Przytomny realista, jak sama nazwa wskazuje, twardo stąpa po ziemi. Wie, że stan jego portfela w 100% zależy od niego. Nie od rządu, nie od płacy minimalnej, nie od wzrostu gospodarczego, nie od inflacji, nie od szefa, ani doradcy finansowego – tylko w 100% od człowieka, którego co rano ogląda w lustrze. Dlatego konsekwentnie trzyma się prostej zasady: „Nie ważne ile zarabiam, ważne ile zostaje”. Żyje dla siebie, a nie na pokaz. Unika długów i płacenia odsetek, zaś wydatki trzyma pod kontrolą. Ciągle się rozwija i aktywnie szuka sposobów na wzrost zarobków. Konsekwentnie gromadzi oszczędności i mądrze je inwestuje. Z każdym kolejnym miesiącem jego sytuacja finansowa jest coraz lepsza, a tempo bogacenia przyrasta wraz z upływem czasu. A czas mija szybko…

Te trzy scenariusze, choć przejaskrawione i może zbyt jednoznaczne, dość dobrze ilustrują, jak postępowanie z pieniędzmi determinuje naszą finansową przyszłość. A jak to wygląda w Twoim przypadku? Który scenariusz jest najbliższy Twojemu życiu? Kim jesteś bardziej: beztroskim przekaźnikiem, eleganckim niewolnikiem, czy przytomnym realistą? Teraz sam możesz odpowiedzieć sobie na pytanie postawione w tytule wpisu.

Osobiście przeszedłem przez wszystkie trzy scenariusze i wiem z własnego doświadczenia, że tylko ten trzeci ma sens. Dlatego w dalszej części bloga podzielę się z Tobą takimi przemyśleniami:

  • Jak dbać o finanse osobiste w praktyce?
  • Jak pozbyć się długów?
  • Jak kontrolować wydatki i rozsądnie je ograniczać?
  • Jak zwiększać swoje dochody?
  • Jak gromadzić oszczędności?
  • Jak mądrze inwestować nadwyżki finansowe?

 Na koniec mam jeszcze prośbę do Ciebie. Zależy mi bardzo na promocji tego bloga, więc jeśli uważasz zawarte tu treści za wartościowe, poleć go proszę swoim znajomym i polub tę stronę na Facebooku. Dzięki temu będę mógł dotrzeć do szerszego grona odbiorców, dla których finanse osobiste są ważne. Dziękuję Ci!

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze46 komentarzy

  1. Magdalena Danielewska

    I to właśnie staram się przekazać moim klientom 🙂 lekcja z finansów :)takie proste a takie trudne

    • Marcin Iwuć

      Cześć Magda,
      Dziękuję za Twój komentarz. Trzymam kciuki za Ciebie i Twoich klientów! I oczywiście zapraszam do śledzenia bloga. Dziś napisałem co nie co o doradcach. Ciekawe, jakie masz na ten temat zdanie?

      • Częściowo racja, bo zarobić można więcej niż jest się wstanie oszczędzić. Ważne tylko, by te zarobione fundusze później zainwestować, najlepiej dobrze.

  2. Kiedyś u kogoś mądrzejszego od siebie przeczytałem że miarą bogactwa człowieka jest ilość czasu jaką mógłby nie pracować przy zachowaniu dotychczasowego trybu życia. Fascynujące że większość moich znajomych oceniła to na poniżej 3 miesięcy… Czyli żyjemy na kredyt goniąc nasze marzenia obietnicą spłaty długu w przyszłości. To jak balansowania na linie – utrata pracy, ciężka choroba, niespodziewany wypadek losowy i czar pryska, budzimy się na swoim „naturalnym” poziomie odartym z kredytowych zachcianek przecierając oczy ze zdumienia jak wygląda nasza prawdziwa sytuacja.
    Fajnie Marcin, że pokazujesz w czytelny sposób prostą prawdę – „król jest nagi” -mamy tak naprawdę tylko tyle ile nam zostanie – jeśli wydajemy wszystko co zarobimy nie uzbieramy niczego.

    • Marcin Iwuć

      Bardzo trafnie to ująłeś, Seba. Ja również tak na to patrzę. Wydawanie już dziś pieniędzy, które być może zarobimy w przyszłości, to stąpanie po bardzo kruchym lodzie. Ale w szkole nikt nas tego nie uczył, więc pozostaje bolesna metoda uczenia się na własnych błędach. A reklamki w mediach kuszą…

  3. Ekstra wpis – dzięki Marcin. Ja w chwili obecnej jest na drodze zakończenia etapu Eleganckiego niewolnika, mogę nawet powiedzieć że już mam etap Beztroskiego przekaźnika. Ale celem jest Przytomny realista i planuje ten stan osiągnąć do końca roku zostawiając sobie tylko kredyt studencki który jest chyba nawet mniej oprocentowanym niż hipoteczny i lepiej nadwyżkę pieniędzy zainwestować i mieć lepsza stopę zwrotu.

    • Cześć Dawid, dziękuję za komentarz.
      Wyznaczenie sobie jasnego celu to często połowa sukcesu. Trzymam kciuki za Ciebie i za Twoje plany.
      Uważaj tylko z tym kredytem studenckim. Znam wiele osób, które brały go by inwestować, a ostatecznie po prostu go „przejadły” i zostały z długiem. Oprocentowanie może i niskie, ale dług, to dług i trzeba o tym pamiętać. Serdecznie Cię pozdrawiam.

      • Kredyt to ja już spłacam, dzięki niemu mogłem pójść na studia i zostało mi około 8000 zł i trzy lata do spłaty.

  4. Super artykul Marcin, dzieki. Na szczescie jestem przytomna realistka chociaz zdarza mi sie zaszalec ;)Staram sie oszczedzac 30% z mojej pensji a czasami udaje sie oszczedzic wiecej. Pozdrawiam

  5. Ja jestem zdecydowanie przytomnym realistą. Cieszę się, że znalazłem potwierdzenie na to, że dobrze robię. Już kilka razy słyszałem, że jestem sknera a nie oszczędny, a teraz już wiem, że tak mogą mi dogryzać tylko beztroskie przekaźniki 😀

  6. Ten artykuł jak widzę jest dość stary, ale… bardzo ważny.
    Moja druga połowa kiedyś, kilka lat temu, otrzymywała całkiem niezłe premie roczne. Zawsze je wydawaliśmy, wg ustalonego planu, to na ekstra wakacje, to na urządzenie mieszkania itp itd. W pewnym momencie postanowiliśmy jedną z tych premii „ocalić” – wpólnie, ale prowodyrem do takiej decyzji nie byłam ja. Okazało się, ze była to ostatnia taka premia. Ulokowanie jej wtedy na lokacie (do tej pory tam jest, znacznie powiększona), było kluczowym momentem naszego fiansnowego życia. Nie zdając sobie wtedy z tego sprawy, oto zbudowaliśmy najważniejszą, sporą finansową poduszkę. Nie jestem oszczędna, a raczej – nie byłam, bo to się zmienia. Uwielbiam robić zakupy w internecie i jak każdy zodiakalny Byk, kocham piękne, kruche i luksusowe rzeczy. Nie żal mi 1 tys. zł na krem ani 1,5 tys. na piękną pościel. Korzystam z promocji i zniżek, po prostu lubię kupować, choć jak wydam za dużo – mam kaca. Od kilku lat oszczędzam na IKE, a w minionym roku, po kolejnej dopłacie do podatku, doszło IKZE, bardziej ze złości i chęci niepłacenia podatku niż przesłanek oszczędnościowych. Po pierwszym sparzeniu się na TFI w 2009 r., wróciłam do nich w 2014 z, mam nadzieję, chłodniejszą głową, i planem. Niezależnie od Twoich artykułów, których wówczas nie znałam, załozyłam IKZE nam obojgu w ING TFI:-). Kilka dni temu przeniosłam tam IKE.
    Co jeszcze muszę zrobić, to ograniczyć wydatki na karcie kredytowej. Nie chcę jej likwidować, ale zmniejszę na obu naszych kartach limity i nie będę swojej nosić przy sobie. Kart nie zlikwiduję, głównym powodem jest to, że za granicą łatwiej się nimi płaci, a usługa charge back powoduje, że czuję znacznie większy komfort robiąc większe zakupy, np. płacąc nią za wakacje. Nigdy nie płaciłam odsetek, a dzięki milom zbieranym za pomocą tej karty, mamy na wrzesień darmowe niemal bilety lotnicze na wymarzone wakacje. Ale koniec. Tnę limity i wyjmuję kartę z portfela. Bo w chwili obocnej, to kredytówka jest moim największym, codziennym wrogiem. Za dużo pensji idzie na jej spłacanie. No, mam jeszcze kredyt hipoteczny w CHF – największy w życiu kopniak do pracy:-). Jak mówi mój znajomy, zwolennik kupowania WSZYSTKIEGO na kredyt, „bez nich nie wstałbym co rano z łóżka”. Można i tak:-)

  7. Ja też dopiero zaczynam poznawać ten blog i bardzo mi się podoba. Chciałam powiedzieć o sobie, że dotychczas byłam beztroskim przekaźnikiem, ale to też nie prawda. Tak na prawdę byłam zatroskanym przekaźnikiem. A od października zeszłego roku zaczęłam powoli, bardzo powoli zmieniać się w przytomnego realistę – wtedy zaczęłam planować budżet. Jeszcze zatroskanego, ale ze światełkiem w tunelu.

  8. Ja zdecydowanie przytomny realista msc. odkładam 50% dochodów, dzięki temu udało nam się zakupić dwa mieszkania na wynajem w dużych miastach (nie w tym którym mieszkam) oczywiście z pomocą kredytów hipotecznych, które są już spłacone braliśmy je na 5 lat (jeden był w CHF z ulgą patrzę, że go już nie mamy to była nauczka, a mąż podpowiadał, że w zł. dziś już wiem, że trzeba brać kredyt tylko w tej walucie w której się zarabia) ale było minęło do przodu… w tej chwili marzy mi się trzecie mieszkanie i w razie czego (utrata pracy lub „nie daj Boże” coś gorszego) nie będę musiała się martwić. Zresztą już na dzień dzisiejszy z wynajmu mamy tyle co moja 1,5 msc. pensja. więc nie żyję pod „wielką” presją utraty pracy.
    Ten blog i tematy uwielbiam inspirują i utwierdzają w przekonaniu, że robię dobrze – pozdrawiam !!!

  9. Coś w tym prawdy jest że im się więcej zarabia tym więcej się wydaje. Ja niestety jeszcze nie pracuję ale każdy mały dochód ze sprzedaży jakiejś rzeczy odkładam. Wiadomo że nie są to jakieś obszerne kwoty ale zawsze coś. Takim sposobem mogę odłożyć trochę grosza bo nie wydaje na jakieś głupoty typu papierosy, alkohol czy to co najgorsze narkotyki. Nie czuje takiej potrzeby bo wszystko co złe to kwestia naszego podejścia do danej sprawy.

  10. Uwielbiam jasny i oczywisty przekaz płynący z Twojego bloga – chyba tym właśnie mnie „kupiłeś”. W moim przypadku chęć kupna mieszkania, a co za tym idzie rozmyślania nad kredytem hipotecznym, sprowadziła mnie na ziemię – z beztroskiego przekaźnika stałam się przytomnym realistą i uważam, że lepiej być nie może!! 🙂

    Pozdrawiam i czekam na więcej! 🙂

  11. Jak zwykle bardzo trafnie. Dziękuje za to, że zechciałeś podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem. Po 8 miesiącach od przeczytania Twojej książki mogę śmiało powiedzieć, że najprawdopodobniej uratowałeś sytuację materialną mojej rodziny, bo od typu nr 2 poprzez typ nr 1 staliśmy się typem nr 3 (jeszcze z małymi wadami 🙂

  12. Marcin wstaw jeszcze odnośniki dla każdej grupy:
    do przekaźników: płać najpierw sobie!
    do niewolników: Ken i Barbie – mój ulubiony 🙂
    a do przytomnych: piąteczka! 🙂

  13. Genialny wpis, ja osobiście od dzieciństwa byłem nauczony po prostu oszczędzania. Miałem nawet swoje skarbonki na grosze itd. Okropnie lubię gromadzić pieniądze, najlepiej banknoty i na nie patrzeć czy trzymać w ręku. Sprawa mi to po prostu radość. Jakoś trzymanie karty wcale mnie nie jara. Po drugie nigdy nie zapłaciłem nic kartą, ani nigdy nie miałem jakiegokolwiek kredytu. Chyba tylko kredyt „na życie” aby go solidnie spłacić 😉 !

  14. Muszę się pochwalić. Jestem człowiekiem nr 3, wcale nie przejaskrawionym, choć idealnie opisanym w przykładzie 🙂 Muszę też przyznać, że dużą zasługę ma tu…Michał S… + ten blog, oczywiście.

  15. Dzięki Tobie Marcin nie używam karty kredytowej, przez 5 lat używałam jej namiętnie i zawsze wykorzystywałam do górnego limitu, od pół roku nie używam, pocięłam ją i spłacam, już udało się spłacić połowę długu.
    Bardzo chętnie polecę Twój blog córce, która zacznie niedługo pracę po skończeniu studiów, żeby mogła od początku realizować w życiu scenariusz nr 3

  16. realista bardzo chwal0ny, ale nikły procent spoleczenstwa, ktory wart promowac
    ale fakty sa takie ze wiekszosc spoleczenstwa to najnizsza krajowa, jak nie chcesz mam 10ciu na twje miejsce,
    chwała Bogu, ze ten trend sie odwraca, bezrobocie i zatrudnienie, a takze moziwosci i mozliwosci zarobku rosną

  17. Dobrze wiedzieć ze ktoś znający sie na finansach podziela moja filozofię życia. Całe zycie unikałem długów jak ognia i starałem sie oszczędzać. Efekt jest teraz taki ze mam dość rozbudowane „bufory bezpieczeństwa” i zero zaległych długów. Fakt, ze czasem nachodzą mnie mysli „czy ja aby nie przesadzam”. Co prawda nie jestem pedantycznie oszczędny przy codziennych zakupach. Pozwalam sobie na luksus nie życia na codzień „z ołówkiem w ręku” (teraz powinno sie chyba powiedziec „z arkuszem excela otwartym w smartfonie non stop 😉). Nie zmienia to faktu ze jeżdzę starym gruchotem a mieszkanie mam urządzone przez poprzedniego właściciela w stylu „vintage oldschool późny Gierek”. Telewizor mam jeszcze kineskopowy (bo cholernik nie chce sie psuć, a ja jakos nie umiem wywalić starej, sprawnej rzeczy tylko dlatego ze sie zestarzała moralnie).
    Kiedy mam jakis ekstra przypływ środków obiecuje sobie „No teraz zrobię remont w domu” albo „zmienię auto”. Ale zawsze potem stwierdzam ze chyba lepiej zainwestować. Czasami jednak nachodzą mnie mysli, ze moze w koncu warto „zacząć żyć” i rozluźnić sobie ten gorset finansowy. Tak czy inaczej. Nie trzeba byc finansista…ba….nie trzeba mieć nawet ŻADNEGO wykształcenia zeby wiedzieć ze:
    1. Pożyczki trzeba spłacać
    2. Nie ma taniego pieniądza. Jesli ktoś pożycza komuś, to chce na tym zarobić

    Az czasem nadziwić sie nie moge ze te proste, elementarne prawdy życiowe sa ignorowane przez tylu ludzi, także tych z tytułami naukowymi!!! Większość ludzi woli żyć w Matrixie i udawać ze zadłużanie sie nie ma konsekwencji. Rządy państw mogą sobie na to pozwolić, bo jak pęknie bańka spekulacyjna to zapłacą za to nie włodarze swiata, nie prezesi banków inwestycyjnych, nie szefowie rezerwy federalnej tylko zwykły Kowalski/Smith/Lee/Tanaka czy Nguyen. Ale zadłużanie sie indywidualne to juz szczyt głupoty. Mnie czy Pana X nikt nie dofinansuje bo nie jestesmy „too big to fail”

  18. U nas jest ten problem, że jedno to przytomny realista, drugie elegancki niewolnik więc chyba razem wychodzimy, niestety, na beztroski przekaźnik….

  19. Świetny tekst! Jak zresztą cały blog 🙂 też mam taki problem, że jestem przytomną realistką, niestety mąż bardzo, bardzo beztroskim przekaźnikiem zbliżającym się do niebezpiecznie eleganckiego niewolnika :/ szukam porad jak go nawrócić i póki co nie mam pojęcia 🙁

  20. Jestem zbyt skąpy żeby być poprostu przekaźnikiem i mam zbyt słabe serce zeby stresować się kredytami 🙂
    Zdarzyły mi się dwa kredyty które jestem wstanie spłacić z oszczędności 🙂

  21. Dzisiaj zaczynam moją drogę do wolności finansowej. Teraz jestem „niewolnikiem” (niestety) przez swoją głupotę. Wiem, że jeśli będę wytrwała i konsekwentna uzyskam status „Przytomnego realisty”. Jednym ze stałych działań w tym kierunku, od dzisiaj staje się systematyczna praca według Twoich wskazówek.

  22. Bardzo dobry artykuł, świetny blog. Ja jestem na poziomie realisty od dawna tylko moje rodzinne otoczenie niestety daleko…ale pracuję nad nimi. Trzymam kciuki za rozwój bloga. Wywiad z Panem Tuczko był świetny, rozmowy z takimi ludźmi są nieocenione, co do poziomu przeprowadzenia rozmowy to niczego Ci nie brak !!!

  23. Z własnego ale i zawodowego doświadzcenie wiem, że ” pracowanie nad innymi” wbrew nim, nie jest dobrym pomysłem. Jest wreszcie spora roznica pomiędy byciem realistą, czyli kimś kto żyje w kontakcie z rzeczywistoscią ( jestem za), a byciem kimś kto żyje tylko wtedy gdy patrzy na swoje banknoty, bądź niczym innym nie żyje tylko tym ile zaoszczędzi na starość. Żyć w mieszkaniu w którym się żle czuje, dla mnie, średni pomysł. Poza przyszłością,niemziernie ważną, jest coś równie, a może jeszcze wazniejszego, to ŻYCIE TU i TERAZ. Jeśli teraz zaoszczędzisz na kwiatach dla swojej dziewczyny, to zyskasz pieniądze, tyle, że stracisz być może Coś, dużo więcej wartego. Do przemyslenia. Trzeba zawsze zachować miarę i właściwe proporcje. I o to się w życiu głównie rozchodzi. Rozczytac do dla nas wartosciowe. I nie sprzeniewierzac się temu. Ogólnie idzie o świadomość. I tak rozumiem Pana blog. Poczucie bezpieczeństwa jest dla mnie ogromnie ważne, równie ważna jest spontaniczność i cieszenie zyciem. Lubie dawac prezenty, wydaje mnóstwo pieniędzy na książki, czasem za dużo. Mogłabym je odłożyć. Ale wolę tu i teraz przeczytac te książki. Bo potem to co w nich, nie będzie już tym samym doświadczeniem. Bo tylko teraz mam 20, 30, 40 lat. ..Potem będę mieć 70, i być może zabraknie w moim zyciu tych nieprzeczytanych książek, nie podarowanych kwiatów, tych spontanicznych podróży… Pana blog jest świetny, korzystam, czytam. Lubię tę lapidarność i prostotę przekazu. Wrzuciłam te kilka słów, czytając komentarze, tak dla równowagi : – ) serdecznie pozdrawiam

  24. „…stan jego portfela w 100% zależy od niego. Nie od rządu, nie od płacy minimalnej, nie od wzrostu gospodarczego, nie od inflacji, nie od szefa, ani doradcy finansowego – tylko w 100% od człowieka, którego co rano ogląda w lustrze.”

    Nie do końca tak jest. Bywa, ze posunięcia rządu potrafią zniweczyć ten śliczny obrazek. Tak było z moim tatą, który na początku lat 80′ odłożył oszczędności pozwalające umeblować całe mieszkanie! Gdy dwa lata później tata mieszkanie dostał (wtedy się kupowało mieszkania, a nie dostawało) – pieniędzy starczyło mu zaledwie na szafkę nocną. Przepił, przepuścił, przebalował? Nie, nie tknął tych pieniędzy; po prostu „Solidarność” wymusiła podwyżkę, słynne 2000, co pociągnęło za sobą inflację… No i po ptakach.
    „To było za komuny” – pewnie powiesz. A czy dziś nie może się to zdarzyć? Czy sejm nie może jutro (albo nawet dziś w nocy, bo sejm obecny pracuje głównie nocą) przyjąć ustawy, że 50% środków zgromadzonych przez każdego obywatela na rachunku przechodzi na własność państwa? Albo 80%? A czemu nie?
    Albo – ustawa o pomocy tzw. frankowiczom, która już jest niemal gotowa. Banki, które mają dużo kredytów we frankach – już się chwieją w posadach (wiadomość od znajomego analityka). Gdy one upadną – poleci i reszta, bo przecież system bankowy opiera się na ścisłych powiązaniach, wzajemnych pożytkach. Poza tym, widząc nadciągający chaos, podmioty zagraniczne co żywo wycofają swoje aktywa z Polski, co upadki banków jeszcze przyspieszy. Fundusz gwarancyjny? Nie nastarczy z wypłatami, gdy cały system bankowy się poskłada. I może jeszcze być tak, że krytykowany przez Pana „elegancki niewolnik” dostanie w prezencie umorzenie swojego kredytu, a Pan do swoich oszczędności, „rachunków celowych” i innych „poduszek bezpieczeństwa” się po prostu nie dostanie.

    Zorientowałem się, że cały ten blog to jedna wielka pochwała oszczędności. Ale oszczędzanie to za mało, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo finansowe.

  25. Jeden z ciekawszych artykułów :). W Polsce moda na oszczędzanie dopiero wchodzi. Możliwe, że wynika to z faktu, że Polacy zaczynają się bogacić i realnie po za niezbędnymi opłatami, robi się miejsce na odłożenie części pieniędzy.

Odpowiedz