Po co właściwie zajmować się kasą?

7

 

W moim przypadku powodów jest kilka, ale dwa są najważniejsze:  po pierwsze – pieniądze zwiększają bezpieczeństwo mojej rodziny, po drugie – bardzo pomagają w realizacji moich marzeń. A jakie są Twoje powody?

Przez wiele lat bezmyślnie powtarzałem oklepane frazesy:

Pieniądze szczęścia nie dają.
Łatwo przyszło, łatwo poszło.
To tylko kasa.
Lepiej wydawać i cieszyć się życiem.
Jakoś to będzie…

I faktycznie, jakoś to było. Tak jakoś… byle jak. Choć wspólnie z żoną pracowaliśmy bardzo dużo i pięliśmy się po krętych drabinach naszych „karier”, to  styl życia i podejmowane przez nas wtedy decyzje dziś jeszcze wprawiają mnie w osłupienie. Ciężko zarobione pieniądze rozchodziły się na coraz to nowe „potrzeby”: markowe ubrania, weekendy w SPA, częste posiłki w dobrych restauracjach. Potem doszły wydatki związane z wykończeniem mieszkania, opieką nad dwójką naszych dzieci i oczywiście na ukochane „mini ratki” . Życie płynęło raczej beztrosko, a my żyliśmy w jakimś półśnie, nie martwiąc się wcale o stan oszczędności. Najdziwniejsze było to, że wcale nie miałem wrażenia, że coś robię źle.

Potem przyszedł rok 2008, upadł bank Lehman Brothers, a przez branżę finansową przetoczyła się fala zwolnień. Zrozumiałem, że gdybym wtedy stracił pracę i musiał spłacić kredyty, zostalibyśmy z niczym. Kilka lat ciężkiej pracy, stresu i wysiłku w najmniejszym stopniu nie zwiększyło naszych oszczędności. Żyliśmy „na bogato”, a byliśmy… biedni.

Poczułem też wtedy ogromny wstyd, że jako mężczyzna i głowa rodziny nie potrafiłem przez tyle lat zapewnić  finansowego bezpieczeństwa mojej żonie i dzieciom. Ja, gość z branży finansowej, który tak świetnie zna teorię finansów! Natknąłem się wówczas na bardzo ciekawe zdanie Warrena Buffet’a: „Wall Street to jedyne miejsce, do którego ludzie przyjeżdżają rolls royce’ami, aby zasięgać porad u tych, którzy podróżują metrem.” Od razu zrozumiałem, że część tego zdania była o mnie… Niestety, ta druga część. Mieszanka strachu, wstydu i gorzkiej ironii, podziałała na mnie jak kubeł zimnej wody. Obiecałem sobie, że nigdy więcej nie dopuszczę do takiej sytuacji i zrobię wszystko, aby zapewnić rodzinie finansowe bezpieczeństwo.  Dlatego z ogromnym zapałem zabrałem się do szukania naprawdę skutecznych sposobów postępowania z pieniędzmi.

Dziś mamy oszczędności wystarczające na kilkanaście miesięcy życia bez pracy, regularnie inwestujemy z myślą o przyszłej emeryturze i edukacji dzieci, a saldo naszych kredytów hipotecznych zmalało o kilkaset tysięcy   spłaciliśmy już 2 kredyty hipoteczne do zera i został jedynie ostatni na wynajmowaną nieruchomość, który dzięki systematycznym nadpłatom z miesiąca na miesiąc maleje. To tylko niektóre efekty konsekwentnego stosowania zdrowego rozsądku w finansach.  Dużo ważniejsze są jednak te, których nie sposób wyrazić konkretną kwotą, jak poczucie bezpieczeństwa i możliwość realizacji marzeń. Nie musimy się martwić, że braknie nam do pierwszego, możemy za to realizować swoje pasje i podróżować po świecie.

Na tym blogu podzielę się z tobą wieloma moimi przemyśleniami, a jedno z pierwszych brzmi tak:

Przejmij kontrolę nad swoimi pieniędzmi albo ich brak przejmie kontrolę nad Twoim życiem.

Dlaczego? Bo finanse osobiste mają bardzo realny wpływ na nasze życie. Ten wpływ jest szczególnie duży, kiedy pieniędzy brakuje. Możesz się z tym nie zgadzać, możesz też szukać wymówek i sam siebie przekonywać, że pieniądze nie są ważne. Wcześniej czy później przekonasz się jednak, że zdecydowanie lepiej mieć ich więcej, niż mniej.

Ten blog jest o tym, co robić, aby mieć ich trochę więcej. Na tyle dużo, aby przestały być dla nas ograniczeniem, a stały się środkiem do realizacji naszych marzeń i pasji. Chcesz się dowiedzieć jak skutecznie, krok po kroku, naprawić swoje finanse? To zanurz się w lekturze tego bloga. 🙂 Miłego dnia!

 

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze7 komentarzy

  1. Witaj Marcinie!
    Mam wrażenie podobnej drogi „finansowego otrzeźwienia” w swoim życiu ,którą Ty opisujesz u siebie. U mnie start był z niskiego pułapu, potem nagły wzrost dochodów, zwiększenie wydatków, kredyty, konsolidacje… Kiedy zadłużenie przekroczyło półroczne dochody brutto zacząłem źle sypiać. Powiedziałem dość – ponad dwa lata zajęły mi spłaty i teraz jedynym zadłużeniem jest leasing na samochód.
    Od tego momentu mam przegięcie w drugą stronę – żadnych debetów na koncie, kredytówka (raczej dla wygody w internecie) regularnie spłacana w terminie, żadnych kredytów konsumpcyjnych.
    Jak mnie na coś stać kupuję – jak nie mam środków na koncie, czekam aż się uzbierają i dopiero wtedy wydaję. A poza tym żelazna zasada – 20% dochodów netto odkładam co miesiąc (w państwową emeryturę nie wierzę, a dzieci kosztują coraz więcej im starsze 🙂 )

    Ciekawi mnie jak wygląda Twoje spojrzenie to jak zarządzać swoimi finansami i zadbać samodzielnie o swoją przyszłość – życzę dużo cierpliwości i wytrwałości w prowadzeniu bloga.

    • Marcin Iwuć

      Dziękuję za komentarz Seba,

      Serdecznie gratuluję pozbycia się kredytów – są one jedną z największych przeszkód w rozsądnym bogaceniu się i na pewno sporo o tym napiszę. Jeśli odkładasz 20% dochodów netto – jesteś na super drodze. Trzymam kciuki, bo teraz najważniejsze żebyś w tym wytrwał.

      Pozdrawiam Cię serdecznie i oczywiście zapraszam do śledzenia bloga (dziś dodałem opcję zapisu na powiadomienia na email).

  2. Marcin,gratuluję super pomysłu na bloga!!!
    Chętnie poczytam i polecę dalej.
    Ja – przeciwniczka kredytów mogę tylko potwierdzić Twoje słowa!
    Na szczęście już żadnego nie posiadam 😉
    IKE założone wieki temu…chyba tylko przesadziłam z ubezpieczeniami…
    No,ale samotna matka musi myśleć o „wszelkim” wypadku 😉

    Czekam na dalsze ciekawe tematy!
    Pozdrawiam
    J

    • Marcin Iwuć

      Cześć Asiu,
      Serdecznie dziękuję za komentarz.
      Gratulacje z okazji 100% braku długów!
      A ubezpieczenia, jak sądzę, to z troski o córcię (napiszę niedługo, jak my się ubezpieczamy).
      Jeśli mógłbym w czymś pomóc, to wiesz, gdzie mnie znaleźć.
      Serdecznie pozdrawiam,
      Marcin

  3. Marcinie robisz wielką robotę. Mam Twoją książkę i polecam ją dalej, znajomym. Takie kursy i wiedzę jaką przekazujesz Ty, Michał Szafrański czy Piotrek Łabuz powinni przekazywać w szkole od najmłodszych lat.

    Ja też mam swoją historię o tym jak położyć firmę, zbankrutować, wpaść w pętlę kredytową i długi na grubo ponad 200 tys. zł w bankach, US, ZUS i u przyjaciół. To historia o tym jak się nie poddać, wstać z kolan i (poniekąd) osiągnąć sukces, dzięki determinacji i edukacji.

    Ty, Piotrek i Michał jesteście dla mnie inspiracją i w rezultacie zdecydowałem się również założyć bloga, na którym też mam nadzieję pomóc ludziom podając strategie, które sam zastosowałem.

    Dziękuję Ci za Twoją robotę i gratuluję sukcesu (też tego w konkursie na bloga roku).

  4. Marcin,
    Ja zacząłem na poważnie analizować stan finansów mojej rodziny, prowadzić budżet domowy i pilnować wydatków dopiero po urodzeniu pierwszego syna. Wcześnie, praktycznie nie zajmowałem się domowymi finansami – skoro co miesiąc mieliśmy z żoną małą nadwyżkę, to czym się moglibyśmy martwić. Z przyjściem na świat pierwszego syna zacząłem się zastanawiać, czy jestem w stanie odłożyć kilkadziesiąt tysięcy na przyszłość mojego dziecka, czy gdybym stracił pracę, to moja rodzina miałaby się z czego utrzymać itp..Dość szybko przyszło otrzeźwienie, a blogi finansowe pomogły mi odnaleźć właściwą drogę 🙂

  5. Miałem podobnie. Jednak ostatnio stałem się taką sknerą, że żona mówi że przesadzam. Tylko oszczędzam. Ale jakaś kasa na lokatach czy koncie oszczędzającym daje taką fajną tarczę bezpieczeństwa. Nie martwisz się, że Ci brakuje, że za mało, zawsze coś masz… oddychasz, żyjesz… normalnie.

Odpowiedz