FBO 007: Zmiana pracy. Od czego zacząć by nie wpaść z deszczu pod rynnę?

79

Zbyt mało zarabiam” – to pierwszy argument, którego używamy odpowiadając sobie na pytanie dlaczego stan naszych finansów jest kiepski. I chociaż często prawdziwe powody tkwić mogą zupełnie gdzie indziej: w błędnych decyzjach finansowych, w zbyt dużych wydatkach, w nadmiernej konsumpcji czy w życiu na kredyt – to właśnie zwiększanie zarobków jest najlepszym sposobem na szybkie i skuteczne wyrwanie się z finansowej mizerii.

Wycinanie wydatków to dobry sposób na szybkie sukcesy, ale… Wcześniej czy później dojdziemy do ściany. Istnieją w życiu potrzeby, za które bezwzględnie musimy zapłacić: jedzenie i picie, lekarstwa, opłaty za mieszkanie, za energię, wydatki na ubranie, itp. Dlatego wydatków nie da się nigdy wyciąć do zera. Oczywiście, że trzeba je mieć pod kontrolą. Jednak na pewnym etapie dbania o własne finanse musimy spojrzeć na drugi składnik finansowego równania: zwiększanie zarobków.

Opublikowałem na blogu dwa artykuły na ten temat:

1. Jak zwiększyć swoje zarobki?

2. Jak pracować by zarobić więcej?

Zachęcam Was serdecznie do ich przeczytania jeżeli sądzicie, że zarabiacie zbyt mało. Jednak od razu ostrzegam: mam dość jednoznaczne podejście do takich spraw:

Za mało zarabiasz? Zrób wszystko, by zarabiać więcej. Nie działa? Zmień pracę. W Twojej miejscowości nie ma pracy? Przeprowadź się tam, gdzie praca jest. W Twojej sytuacji to niemożliwe? To załóż własny biznes. Za trudne? To się naucz…itp.

Nie toleruję „tanich usprawiedliwień” i uważam, że poza skrajnymi przypadkami większość osób jest w stanie świetnie sobie poradzić. Trzeba jednak przejść ze stanu „chciałbym” do stanu „działam”. Są osoby, które przez lata powtarzają: „Chciałbym to, chciałbym tamto…”, ale nie robią niczego by iść w wymarzonym kierunku. To trochę jak w tej rozmowie:

– Chciałbym jeszcze raz pojechać do Chin.
– A co, już raz byłeś?
– Nie, już raz chciałem…

Wracając do tematu zarobków, czasami faktycznie jedynym sposobem na ich zwiększenie może być zmiana pracy. Mówi się często, że czas, to pieniądz. Czy zatem tkwienie w pracy, która nie daje nam satysfakcji lub szansy na duże zarobki w przyszłości, nie jest przypadkiem trwonieniem cennego czasu, a co za tym idzie, trwonieniem pieniędzy?

Dlatego w pewnych okolicznościach na pewno warto jest to rozważyć. Kiedy?

 

7 znaków, że to już czas na zmianę pracy.

Jayson Demers w magazynie Inc. wymienia jednoznaczne symptomy wskazujące, że nadszedł czas na zmianę pracy:

  1. Nie robisz postępów. Jeśli zostaniesz w tej pracy kolejny rok, to co się polepszy?. Gdy odpowiedź na takie pytanie jest inna, niż to, co chciałbyś usłyszeć, masz sygnał, że czas na zmianę.
  2. Twoja firma zmierza w złym kierunku. Jeśli Twoja firma jest w słabej kondycji, w kiepskiej branży i nie robi niczego, by to naprawić – czas działać.
  3. Nie szanujesz swojego szefa. Twój szef Cię nie wspiera, jest niekompetentny albo łączy w sobie obydwie wady? Oto kolejny sygnał do zmiany.
  4. Jesteś niedoceniany. I nie chodzi tu tylko o pieniądze, lecz również o takie sprawy, jak dostrzeganie Twoich osiągnięć.
  5. Twoja praca Cię nie pasjonuje. Jeżeli to, co robisz, w żaden sposób Cię nie pociąga, trzeba poszukać czegoś innego.
  6. Nie pasujesz do panującej w firmie kultury. Jeżeli nie będziesz w stanie się dostosować (lub zmienić tej kultury), to szanse na postęp są równe zeru.
  7. Chcesz czegoś innego. To najbardziej oczywisty znak, że trzeba coś zmienić, a jednocześnie ten, który najczęściej ignorujemy.

Praktycznie wszystkie powyższe punkty wskazują na pozafinansowe powody mające skłonić nas do zmiany pracy. A przecież „trzeba za coś żyć.” Co z tego, że nie szanuję szefa, firma jest kiepska, a moja praca mnie nie pasjonuje, jeżeli muszę opłacić rachunki, a może nawet spłacić kredyty? Okazuje się, że zmiana pracy, o ile ktoś nie „wykopał” nas z poprzedniej za słabe wyniki, pod względem finansowym jest zwykle korzystna.

 

Pracownicy pozostający w jednej firmie dłużej niż dwa lata zarabiają 50% mniej.

Powyższe zdanie to z kolei tytuł artykułu z magazynu Forbes, który przyciągnął moją uwagę. Zdaniem autora pracownicy, którzy przez długie lata pracują w jednej firmie, nie mają szans na większe podwyżki. Powodów tej sytuacji jest kilka, na przykład:

  • Jeśli zostajesz w firmie, w której zaczynałeś, podstawą do podwyżek jest Twoje pierwsze wynagrodzenie. Podwyżki zwykle są procentowe, więc ciężko podwoić wynagrodzenie. Zmieniając firmę masz szansę zacząć z zupełnie innego, wyższego poziomu.
  • Niektóre firmy mają limity na liczbę awansów w danym roku. Na swój awans musisz poczekać w kolejce, aż inne osoby, stające przed Tobą, dostaną promocję. To może oznaczać całe lata jałowych oczekiwań.

Autor ilustruje artykuł wykresem, z którego wynika, że różnice w zarobkach osób zmieniających pracę i tych, które tkwią w jednej firmie, z upływem czasu są bardzo duże:

income-graph1
Wykres za 10 lat. Zakłada, że zmieniając pracę otrzymasz 10% podwyżki, a trwając w obecnej: 3% podwyżki. Źródło: http://www.forbes.com/sites/cameronkeng/2014/06/22/employees-that-stay-in-companies-longer-than-2-years-get-paid-50-less/ Forbes.com

 

Oczywiście każdy kij ma dwa końce. Niektórzy pracodawcy nie lubią takich “skoczków”. Jeżeli ktoś zmienia pracę co 2 lata, może wyglądać na bardzo nielojalnego pracownika, którego ambicje są trudne lub niemożliwe do zaspokojenia.

Z moich osobistych obserwacji wynika natomiast jeszcze taka refleksja: Zmieniając pracę sporo osób ucieka po prostu od czegoś, zamiast dobrze się zastanowić, co zamierza przez zmianę pracy osiągnąć. Choć wyższe zarobki są z całą pewnością ważnym elementem takiej decyzji, nie powinniśmy kierować się tylko tym jednym kryterium. Poprawiając wynagrodzenie z 2000 zł na 2500 zł możemy być bardzo zadowoleni. Ale…Być może zamkniemy sobie w ten sposób drogę do znacznie wyższych zarobków w przyszłości?

Moim zdaniem jednym z najważniejszych elementów wpływających z upływem czasu na stan naszego portfela jest wybór takiej pracy, która pozwala nam się bez przerwy rozwijać i daje nam satysfakcję. Dlatego za wszelką cenę musimy poznać odpowiedź, co tak naprawdę pragniemy w życiu robić i, jeśli ciągle tego nie robimy, jak skutecznie wprowadzić zmiany.

O wprowadzaniu takich zmian rozmawiałem z Aleksandrą Marszał-Bohdziul, właścicielką Szkoły Coachingu Wings, która prowadzi również blog Kim jest gąsienica? Inspirujące historie o zmianie.  Serdecznie Was zapraszam do wysłuchania naszej rozmowy.

 

Skąd pobrać podcast?

Dzisiejszy odcinek znajdziecie na dole tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny:

za pośrednictwem iTunes

za pośrednictwem aplikacji Stitcher

poprzez RSS

 

Oceń proszę mój podcast

Będę Ci bardzo wdzięczny jeśli zechcesz ocenić mój podcast w aplikacji iTunes. Zajmie Ci to kilkanaście sekund, a mi bardzo pomoże dotrzeć z podcastem do szerszego grona odbiorców:

Oceń podcast w iTunes

A jeśli wolisz poczytać, to tutaj znajdziesz spisaną treść dzisiejszego odcinka podcastu:

Pobierz spisaną treść FBO 007: Zmiana pracy i coaching

 

A jakie jest Twoje zdanie?

– Jak często powinno się zmieniać pracę?
– Nie uważasz, że czasem robi się „zbyt wygodnie” i w starej pracy przestajemy się starać?
– Czy zastanowiłeś się, co tak naprawdę pragniesz robić i na czym zarabiać?
– Czy Twoja praca jest spójna z Tymi marzeniami?

Serdecznie zapraszam do podzielenia się komentarzem. Miłego dnia 😉

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 399 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze79 komentarzy

  1. Moim zdaniem w Polsce powinny nastąpić radykalne zmiany w systemie pracy i zamiast 8 godzin, powinno się pracować 6h. Większość osób zrobi to samo w dwie godziny mniej i będą bardziej produktywni, ale to tylko moje zdanie 🙂

    • W niektórych przypadkach to by się sprawdziło. Jest takie powiedzenie, że jeśli mamy na zrobienie czegoś mniej czasu, to szybciej to zrobimy. Po prostu wtedy się nie rozpraszamy, bardziej skupiamy na pracy, aby zdążyć. Choć z drugiej strony jest ważne, aby nie poszło to za bardzo w drugim kierunku i nie stało się presją powodującą, że przestanie się lubić pracę. Jednak moim zdaniem w kontekście całej gospodarki teza o zmniejszeniu czasu pracy o 2 h i zachowaniu tej samej wydajności nie sprawdziłaby się.

    • Są jeszcze dwa aspekty, które właściwie dotyczą jednego – wzrostu własnych kompetencji. Właściciel firmy, w której pracują za niewielkie pieniądze pracownicy etatowi zarabia na nich, umiejąc sprzedać ich pracę. Dobra wiadomość jest taka, że sprzedaży można się nauczyć. To jest potrzebne w każdej działalności na własny rachunek. Druga rzecz, to szereg kompetencji miękkich związanych ze sprzedażą, a także innymi aspektami prowadzenia własnej działalności. Innymi słowy, warto zainwestować w siebie, w swój rozwój. To zaowocuje większą sprawnością i korzyściami również w życiu prywatnym.

    • Hej Dominik,
      To mógłby być całkiem ciekawy eksperyment i kto wie czy efekty nie byłyby właśnie takie jak piszesz. Zgodnie z Prawem Parkinsona podobno rozwlekamy zadania w taki sposób by wykorzystać cały zaplanowany na nie czas. To dlatego tak rzadko kończymy coś przed terminem. Zatem Twój sposób może być dobry 😉

    • Ciekawe, który kandydat na prezydenta podchwyci ten pomysł 🙂 Myślę, że wtedy wygraną miałby w kieszeni:-)

      A mówiąc poważnie (i dalej idąc tą drogą) to naturalnym wydaje się wprowadzenie kolejnego kroku i skrócenie do 4 godzin, tak aby ludzie stali się jeszcze bardziej produktywni.

      Aczkolwiek jest w tej propozycji dużo prawdy.. 🙂

    • 6 godzin może być dobre w niektórych zawodach. Ale np usługi/produkcja nie wchodzą w grę, a na tym opiera się biznes. Firma usługowa musi być otwarta załóżmy 8/12/18 godzin, w zależności od specyfiki branży.

    • A powiedzcie mi Panowie, czy to jest jakoś ustawowo wymagane 8h o których mówicie?
      Bo mi się wydaje, że nie. A wówczas jako pracodawca mogę proponować takie warunki jakie mi się podobają zgodne rzecz jasna z kodeksem pracy. Więc jakbym chciał zatrudnić kogoś na 6h to moja sprawa.

    • Kasjerka siedząca na kasie w biedronie musi siedzieć 8 godzin, a nie 6, i nic tu nie zmienisz. To samo dotyczy ochroniarzy, wszelkich sprzedawców, pracowników infolinii, marketerów itd.

  2. Bardzo dobry artykuł! Moim zdaniem, poza oczywiście ważnym czynnikiem finansowym jest to, aby robić to, co się lubi. Nie zawsze jest oczywiste, co się lubi, a zwłaszcza w połączeniu z zarabianiem. Dobrym testem jest zadanie sobie pytania: Co robiłbym, gdyby nawet mi za to nie płacono? Odpowiedzią to jest to, co się lubi i warto dążyć w tym kierunku, aby na tym zarabiać.

    Nie zawsze jednak samemu można to odkryć. Czasami jest kilka rzeczy, które lubimy i nie można się zdecydować, a czasami wiemy, co to jest, ale nie wiemy, jak na tym zarabiać. Wtedy warto skorzystać z coachingu. Sam jestem tego przykładem. Coach najpierw dał mi do wypełnienia test i już z samych odpowiedzi wyszło, że w moim przypadku jest to pisanie. Zawsze lubiłem pisać i zawsze robiłem to dobrze. Wybór o czym pisać, już był prosty. Oczywiście pojawiła się kwestia, jak to sprzedać, jak znaleźć klientów. Coach był jednocześnie dobrym sprzedawcą i po 10 konsultacjach z nim miałem już przygotowaną profesjonalną ofertę, dzięki której do dziś pozyskuję klientów. Tym samym spełniło się jedno z moich największych marzeń, aby uwolnić się od pracy na etacie i pracować na własny rachunek, niezależnie, decydując samemu, kiedy pracuję, a kiedy nie. Jednocześnie zarabiam dwa razy więcej niż gdy pracowałem na etacie, a ponadto mam realne perpsektywy, aby rozwijać tę działalność i zwiększać swoje zarobki.
    Zachęcam każdego do takiej pracy z coachem i profesjonalnego budowania źródła swoich zarobków.

    • Hej Tomku,

      Dziękuję za komentarz i podzielenie się Twoim doświadczeniem ze współpracy z coachem.
      Gratuluję Ci serdecznie odwagi w konsekwentnym realizowaniu Twoich marzeń. .

    • Tomku,
      Jako coach mogę pogratulować Tobie sukcesu. Myślę, że najważniejszym z nich jest fakt, że podjąłeś odpowiedzialność i zdecydowałeś się wdrożyć zmiany w życie. Myślę również, że fakt „lubienia tego co się robi” mógł być bardzo pomocny, ponieważ wiele osób usiłuje siebie samego przymusić do robienia rzeczy „tylko dla pieniędzy” lub prestiżu lub „aby dobrze wypaść przed innymi”. Ryzyko jest wtedy takie, że można się szybko wypalić, w ogóle nie podjeść do zmiany lub po prostu ponieść porażkę, ponieważ „brak pasji” jest widoczny gołym okiem i Klienci mogę podświadomie nie kupować takich produktów. Życzę powodzenia!

  3. Witam,
    Dobry artykuł, otwierający oczy, że my sami, jeśli tycho chcemy mamy bardzo dużo możliwośći. Trzeba tylko sie określić i odnależć siebie w tym wszystkim. Ja akurat jestem za granicą i podjęłam decyzję o powrocie do PL. Oczywiście pracuje w swoim zawodzie, ale nie rozwijam sie tak jak bym chciała i przez inna mentalnośc, kulturę i wiele innych aspektów życia za granicą nie moge się tu odnaleźć i przebić. Finansowo wychodze lepiej niż w Pl ale nie o to tu chodzi, aby marnowac swój potencjał za pieniądze.

    • Cześć Joanna,

      Czyli jednak Polacy wracają do kraju 😉
      Trzymam kciuki, abyś tutaj miała możliwość pokazania na co Cię stać. Potrzeba nam w Polsce ambitnych i pracowitych osób. 🙂

    • Asiu, mam dla Ciebie pytanie, oczywiście odpowiedź sobie tylko jeżeli chcesz: Jakiej zmiany oczekujesz po powrocie? Po czy poznasz, że jesteś tam gdzie chcesz?
      Pozdrawiam i życzę odnalezienia spełnienia zawodowego.

  4. „Jeśli zostajesz w firmie, w której zaczynałeś, podstawą do podwyżek jest Twoje pierwsze wynagrodzenie.” Sama się o tym przekonałam. Trudno jest uzyskać dużo lepsze warunki, dlatego warto negocjować na samym początku.
    Dziękuję za kolejny ciekawy wpis. Dał mi do myślenia na temat mojej pracy 🙂

  5. Podzielę się jednym z bardzo trafnych spostrzeżeń, które padło na jednym ze szkoleń w których uczestniczyłem.

    Dotyczy wysokości zarobków. Ale – jest do bólu prawdziwe. Sam widziałem to nie raz jeszcze z czasów korporacji.

    ” Część pracowników pracuje ‚tylko na tyle’, aby nie zostać zwolniona. (czyli wydłuża i mnoży przerwy na kawę, nie wysila się, nie pracuje na 100% możliwości).

    Pracodawca rewanżuje się tym, że płaci ‚tylko tyle’, aby osoby nie odeszły. „

    • Cześć Remigiusz,
      Dobre 😉
      Szkoda takich osób. Taka praca to oszukiwanie samego siebie. Bez sensu jest 1/3 życia spędzać na robieniu czegoś w kiepski sposób…
      Jakby nie było – życie jest jedno.

      • A potem narzekanie o wypalonych 30 latkach…. bo robili na 300% normy. Praca to nie wyścigi nie odbieraj ludziom możliwości wolniejszej pracy za małe zarobki.

        Korporacje to wyciskarki … Jedż do Mordoru na Służewcu i popatrz w oczy Orków…. zapakowanych w 30 letnie kredyty na CHF. Zapłaczesz.

        Miałem kiedyś kolegę szefa IT w korpo… w wieku 30 lat pieprzną to wszystko i wrócił do Białej Podlaski na normalny etat w normalnej prywatnej firmie w której ma może i 2 razy mniejszą pensje ale cranch to jest słowo tam nie znane. Siedzenie do 22:00 może być uznane za dziwactwo.

          • Zasadniczo są dwie szkoły:
            a) ciśniemy ile wlezie pracownika dając mu namiastkę relaksu „patrz piłkarzyki czy konsole w korporacjach”
            b) wyznaczamy realne cele i realne zadania patrz kultura pracy europejska (bez rynków finansowych).

            Problem polega na tym iż u nas w Polsce jest wariant 1 bez piłkarzyków. Efekty widzimy. Polacy pracują najwięcej w europie i biora najwięcej „do domu” ale … produktywności w tym brak.

            Pracowanie więcej nie zwiększa produktywności. Wczoraj wysłałem ludzi o 13;00 do domu bo ich produktywność była zerowa po realizacji zadania w stylu „uratuj świat przed zagłada bo znowu biznes coś spierd*&%&^%” (swoja droga to tez ciekawy syndrom informatyka biznes zawsze coś spie*&%&^ a IT zawsze zbawia świat 🙂

            Podam inny przykład… który w Polsce jeśli idzie o pracownika leży i kwiczy. Pracownika nie należy szkolić bo nie daj boże się jeszcze czegoś nauczy …. co rodzi konsekwencje podwyżki lub pójdzie gdzie indziej.

            Kolejny przykład. czy znasz firmę w której w okresie 3 miesięcy pracownik poznaje wszystkie działy. najczęstszy model to „nowy” zostaje popychadłem w tym dziale w którym akurat HRowcy sobie wymyślili albo robili rekrutację. Które działy HR patrza na możliwości pracownika inaczej niż na robota mającego wykonać klepanie tego samego od 8:00 do 16:00.
            Rekrutacja w Polsce polega tylko na sprawdzeniu jak tego osła mozna zajeździć i czy możemy go z mobbować i wycisnąć jak cytryne.

            Jeśli firma nie ma działu „Spraw Pracowniczych” a ma Dział „Zasobów” Ludzkich…. to już wiem czym tam będę.

  6. „Za mało zarabiasz? Zrób wszystko, by zarabiać więcej. Nie działa? Zmień pracę. W Twojej miejscowości nie ma pracy? Przeprowadź się tam, gdzie praca jest. W Twojej sytuacji to niemożliwe? To załóż własny biznes. Za trudne? To się naucz…itp.”
    Całkowicie mój styl myślenia!! Bardzo się ucieszyłam, że jest nas więcej, bo bardzo często można się spotkać z opiniami, że łatwo się mówi osobie, której w życiu się wiedzie.

    A co do pracy to ostatnio właśnie wynegocjowałam sobie podwyżkę (po 2 latach od zatrudnienia), a teraz planuję kolejne etapy w mojej karierze. Myślę, że 2 lata to takie optimum, ale zależy też od branży 🙂

    • Hej Gosia,
      Gratuluję podwyżki! O to chodzi – pracować jak najlepiej i regularnie prosić o lepsze wynagrodzenie, większą odpowiedzialność, większe możliwości zarabiania. W większości firm to się świetnie sprawdza. A jeśli w danej firmie nie działa – trzeba ją zmienić 😉

      • Wyścig szczurów? Pomyśl co się stanie gdy wszystkie szczury zaczną to robić. Szczególnie świetnie to widać w banksterce i finansach.
        Zawsze prędzej czy później znajdzie się szczur bardziej pazerny od Ciebie. To sa niedobre korpo gadki motywacyjne. Ania zostaje do 22:00 to ty możesz spać nad prezentacją do 4:00.

        Proponuje zamiast nawoływać do wyścigu szczurów robić swoje solidnie i dobrze w ramach zawartej umowy. Ktos doceni ok, nie doceni zmienić pracę. Na pewno nauka szefa poprzez wykonywanie 300% normy na dłuższa metę wyniku nie zrobi.

  7. Niestety wydaje mi się, że w naszym kraju nie jest łatwo zdobyć pracę „swoich marzeń”, takiej, która by nas pasjonowała. Nie jest łatwą sprawą zrezygnować z pracy, aby poszukać nowej- wiadomo jak wygląda nasz rynek.

  8. Bardzo pomocny dla mnie artykuł i podcast – dziękuję! Sama podjęłam już decyzję o zmianie pracy, teraz pozostaje mi przygotować się do tych zmian. Zarówno psychicznie jak i finansowo, bo najtrudniej jest zmieniać pracę, gdy jest się obciążonym finansowo (kredyt hipoteczny).

    • Hej Ewa,
      Dziękuję za komentarz.

      No właśnie. Nie rozumieją tego pasjonaci kredytów hipotecznych, którzy uważają, że nie warto takich kredytów pozbywać się wcześniej. Tu m.in. widać tzw. „niefinansowy koszt kredytu hipotecznego”.

      Dobre przygotowanie do zmiany pracy na pewno pomoże. Trzymam kciuki! 🙂

    • Ewa, „najtrudniej jest zmieniać pracę, gdy jest się obciążonym finansowo (kredyt hipoteczny)” to z coachingowego punktu widzenia twoje przekonanie (czyli twój sposób myślenia na temat tej sytuacji). Być może jest to przekonanie ograniczające, co oznacza, że dopóki tak myślisz o tej sytuacji może tobie być realnie baaaaardzo ciężko.
      Czy widziałaś kiedyś jak małe dziecko uczy się chodzić. Ile razy upada? Gdyby przez chwilę pomyślało sobie, że to jest ciężkie i gdyby myślało o upadkach to pewnie byłoby mu o wiele trudniej.
      Czy znasz chodź jedną osobę, która mimo kredytów hipotecznych ma lekkość w zmianie pracy lub przynajmniej „mniejszą cieżkość”?
      Życzę powodzenia!
      PS: Jestem podwójnym frankowiczem 🙂

        • Paweł,
          Ponownie proszę o kulturę wypowiedzi i o nierobienie takich wycieczek pod adresem osób komentujących.

          Nie toleruję takiego stylu na tym blogu, OK?
          Masz coś wartościowego do dodania – to zapraszam.
          Ale trzymaj proszę poziom. Z góry dziękuję.

          • Marcinie to jest definicja Coachingu:
            Coaching jest procesem, którego głównym celem jest wzmocnienie klienta oraz wspieranie go w samodzielnym dokonywaniu zamierzonej zmiany w oparciu o własne odkrycia, wnioski i zasoby.

            Jest to więc proces który ma wymusić ZMIANĘ w coachowanym w celu realizacji „zadania”.
            To z osłem to tylko metafora oddająca BARDZO DOBRZE po co jest coaching.

            Oczywiście wszyscy wiemy ze 90% tego typu „działań trenerskich” nie spełnia podstawowego warunku „dobrowolności” coachowanego.

            Nie pije tu wcale do Pani Aleksandry która może być najlepszych trenerem świata ale za trenerami ciągnie się taka sama opinia „u ludzi” jak na „doradcami finansowymi”.

            • Paweł,

              Trener a coach to nie to samo, chodź NIESTETY jest to najczęstszy błąd popełniany na rynku. I zgadzam się również z faktem, że coaching ma przyprawione rogi.
              Mogę natomiast powiedzieć z własnego doświadczenia, że 80% Klientów z którymi pracuję dobrowolnie decyduje się na proces coachingowy. Pozostałe 20% mają proces zakontraktowany u pracodawacy, którego na wstępnie informuję o tym, że może się zdarzyć, że Klient coachingu w ramach procesu odejdzie z firmy. Tak też się zdarza.
              Osobiście też uważam, że naprawdę trudno jest „zmusić” ludzi do konstruktywnych zmian.
              Pozdrawiam, Ola

          • Mam argument podważający definicje coachingu jako elementu skierowanego „na człowieka poszukującego”.

            Kto płaci trenerom?

            Jeśli dobrze rozumiem to coaching to taki psycholog który ma pokazać człowiekowi poszukującemu jak ON SAM ma znaleźć swoja drogę, odnaleźć w sobie motywacje i pokłady nie wykorzystanych możliwości.

            jest więc doradcą „OSOBISTYM” wracając do pytania dlaczego więc za usługi płaci … ktoś inny i jaki ma w tym cel?

            Analogia do doradcy finansowego nasuwa sie sama.
            Skoro doradca ma działać w MOIM INTERESIE to czemu płaci mu strona przeciwna.

            Dlaczego coaching który jest skierowany W MOIM INTERESIE opłacany jest najczęściej przez druga stronę

      • Tzn. może utrudniać. Chyba z tego względu, że jeśli ktoś ma bezpieczną pracę, nie martwi się o spłatę kredytu. Nowa praca jest nieznana, nie wiadomo, jak będzie z nią w przyszłości, stąd ryzyko, że może z nią coś pójść nie tak i nie będzie za co spłacać kredytu. Wydaje mi się, że tu przejawia się coś bardziej ogólnego – lęk przed zmianą. Lęk może napędzać w tym przypadku możliwość braku pieniędzy na spłatę kredytu.

  9. Zauważyłam też inną prawidłowość związaną z zarobkami starych pracowników w korporacjach. Firmy zaczęły pozbywać się wieloletnich pracowników i … zatrudniać na ich miejsce niżej opłacanych. Okazuje się, że wielu „mamutów” na wyższych stanowiskach zarabiała tak wiele, że nie przystawało to do dzisiejszych realiów. A takie osoby, które traciły pracę, nie znajdowały się w nowej rzeczywistości – nie mieli szansy znalezienia pracy za pieniądze, które przez lata otrzymywali od dawnego pracodawcy. Dopiero po długim czasie poszukiwania, znajdowali posadę mniej ambitną i niżej płatną.
    Zatem tak też może być. Warto się rozglądnąć i realnie ocenić swoją sytuację.

  10. Ja w swojej pracy odnajduję większość z wymienionych 7 powodów dlatego szukam nowej pracy. Nie jest obecnie łatwo zmienić pracę na lepszą, gdzie pracodawcy zaniżają wynagrodzenia jak tylko mogą, ale warto próbować, ja osobiście podaję taką jakbym chciał i część się śmieje i dobrze nie tracę na nich czasu, ale są też takie, których to nie odstrasza i próbuję się tam dostać. Oby się udało jak najszybciej bo prawie 2 lata w obecnym miejscu pracy to za długo, awansują tylko znajomi i rodzina, firma duża międzynarodowa, ale kadra menadżerska polska i widać styl zarządzania, gdzie najważniejsze to kumoterstwo a wyniki to przy okazji.

    • Michał, powtórzę się trochę. Natomiast z coachingowego punktu widzenia część twojej wypowiedzi: „Nie jest obecnie łatwo zmienić pracę na lepszą, gdzie pracodawcy zaniżają wynagrodzenia jak tylko mogą” jest przekonaniem na temat obecnej sytuacji. Pytanie jest proste: Czy taki sposób myślenia o rynku tobie sprzyja? Czy pomaga Tobie czuć odpowiedni poziom energii? Jeżeli tak, to wszystko jest ok. Jeżeli natomiast taki sposób myślenia powoduje, że „cię ściska w żołądku na samą myśl o szukaniu pracy” to proponuję zmienić przekonania na bardziej użyteczne/wspierające.
      Jakich pracodawców ty potrzebujesz? Jak możesz ich znaleźć? Co potrzebujesz myśleć o sytuacji, żeby poczuć się tak jak chcesz?

      • Aleksandro, widzę, że masz wprawę w namierzaniu niekorzystnych przekonań 🙂 To pożyteczna umiejętność, w sensie uświadamiania sobie, że rzadne przekonanie nie jest czymś, co może odebrać nam możliwość zmiany, rozwoju. Wskazujesz na ważną rzecz, że mamy zawsze możliwość poprawy naszej sytuacji bez względu na czynniki zewnętrzne. Tzn. czasami je warto zmienić, jeśli mamy taką możliwość. Ale tu istotne jest, aby nie zamykać się, swojej drogi poprzez czynniki, które wydają się nam obiektywnie ograniczające. Jeśli jest jakaś przeszkoda, po prostu należy ją ominąć lub zniwelować. Czasami się wydaje, że nie ma drogi wyjścia. Jednak ona jest zawsze. Jeśli sami jej nie widzimy, szukajmy pomocy u profesjonalistów. Szukajcie a znajdziecie 🙂

  11. Tak, gdyby to było takie proste… Zmienić pracę od razu na lepszą, lepiej płatną i zgodną z pasją. A w moim przypadku to decyzja pieniądze (i rodzinna stabilizacja) albo pasja. Ukończyłam właśnie staż w swoim zawodzie, otrzymałam propozycję pracy za kwotę która by nas z mężem bardzo dobrze sytuowała (mamy już mieszkanie, brak kredytu, więc żylibyśmy jak pączki w maśle jak na nasze standardy), na dodatek dziesięć minut spacerem od domu. Ale nie widzę w tym zawodzie takich perspektyw rozwoju z jakimi czułabym się dobrze. I próbowałam przez pół roku na wszystkie sposoby pogodzić się w tym i zaangażować w tą pracę. A cały czas potrafię chodzić po chacie i ryczeć jak bóbr bo tak tęsknię za pracą naukową, tylko w tym widzę jakiś sens. Ale nie mogę za tym podążyć, bo dostanę 1/3 tego co tutaj i to przez pięć lat, a na ewentualnym macierzyńskim zostanę z niczym. Na dodatek będę musiała godzinę dojeżdżać co oznacza mniej czasu z rodziną. I wybieraj tu. Rodzina i konflikt ze sobą na tle pracy czy pasja i wyrzuty sumienia względem siebie i rodziny. I żaden coach nie rozwiązałby mi tego dylematu, bo czasami priorytety stają się równorzędne i trzeba z któregoś zrezygnować.

    • Witaj Marta,
      Tak się składa, że jestem i coachem i matką trójki dzieci. Dodam, że moje dzieci to maluchy (w wieku od 1,5 – 7 lat). Coach nie rozwiązałby Twojego problemu, ponieważ coaching zaprasza Ciebie do rozwiązania twoich dylematów. Mogę powiedzieć, że doskonale Ciebie rozumiem i mogę również powiedzieć, że częścią mojego rozwoju jako coach i matka była praca na temat moich wzorców dotyczących macierzyństwa, przekonań co mi i dzieciom daje szczęście i jak to wszystko pogodzić.
      Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że mam poczucie równowagi. Stan, kiedy dręczyły mnie wyrzuty sumienia jest już tylko wspomnieniem.
      Może jednak zmiana jest możliwa….

    • Moim zdaniem nigdy priorytety nie są równorzędne.
      Myślę, że jest szansa, że po zmianie pracy na naukową stwierdzisz, że jest lepiej i to było warte zrezygnowania z życia jak pączek w maśle.
      Mąż chyba wolałby, żebyś była szczęśliwa niż chodząca i płacząca jak bóbr? 😉

    • Jednym z wielu mądrych cytatów Harva Ekera, które zawarł w swojej książce Bogaty albo biedny, po prostu różni mentalnie jest ten: „Możesz mieć ciastko i zjeść ciastko”.

      Rozwijając ten temat pisze: „Wielu uważa, że pieniądze i szczęście wzajemnie się wykluczają, że możesz być albo bogaty, albo szczęśliwy. Ludzie, którzy są bogaci w każdym sensie tego słowa rozumieją, że możesz mieć i to, i to. Podobnie, jak masz i ręce, i nogi, możesz też mieć i pieniądze, i szczęście.”

      Oczywiście to nie daje konkretnego rozwiązania, ale inspiruje do przyjęcia postawy pozwalającej na znalezienie rozwiązania. Zachęcam Cię Marto do skorzystania z usług coacha. Masz tę dobrą sytuację, że jak piszesz, stać Cię na to. Warto w to zainwestować, bo to może być inwestycja Twojego życia 🙂

  12. Zgadzam się z Dominikiem, zawsze powtarzam, że im więcej człowiek ma obowiązków tym lepiej potrafi się zorganizować. Sama tak mam i niestety syn to po mnie odziedziczył (znając jednak zagrożenia z tego wynikające intensywnie pracuję nad tym, by zmienił te nawyki), że jeśli dam sobie zbyt dużo czasu na jakieś zadanie to wszystko będę robiła by się w tym czasie zmieścić (czytaj: rozciągnąć czas).
    Nie wiem natomiast czy w naszym kraju udałoby się zmniejszyć ilość godzin pracy nie zmniejszając jednocześnie wynagrodzenia, wątpię. Co zaś do zmiany pracy, jak często i czy w ogóle się powinno pracę zmieniać? Uważam że zmiany są konieczne, wystarczy wejść do jakiegokolwiek urzędu w małym mieście (w dużym mieście dostrzegam zmiany na lepsze) by się przekonać, że osobom tam pracującym zmiana by się przydała a że nie ma tam miejsca na rozwój i jak wiadomo praca w urzędzie jest póki co obecnie najbezpieczniejszą co ludzie Ci tkwią tłumacząc, że gdzie oni znajdą pracę. Wiem, o czym piszę, bo pracowałam w takim urzędzie, na szczęście to już przeszłość.

  13. Kurcze, wszystko fajnie tylko… Te „tanie wymówki” niejednokrotnie są prawdziwymi blokadami. Przeprowadzka za pracą podczas gdy współmałżonek ma dobrą posadę często nie wchodzi w grę, własną DG to marzenie wielu, ale niewielu ma odpowiednio wysoki kapitał (lub szanse na jego pozyskanie), a i życie mikroprzedsiębiorcy wbrew pozorom nie jest od początku drogi usłane różami.
    Absolutnie nie narzekam, tylko uważam, ze realia w przypadku wielu zawodów zdecydowanie odbiegają od tego co ma miejsce w korpo. Nie oszukujmy się, co innego sektor bankowy, IT, co innego warzywniak, piekarnia czy kasa w markecie. W dużej mierze problemy tego typu dotyczą bardziej kobiet, szczególnie w niewielkich miastach.
    Jeszcze kilka lat temu patrzyłam na to przez pryzmat „jesli nie umiesz to się naucz”, jednak z czasem musiałam zweryfikować poglądy 🙂

    • Iza, zgadzam się z Tobą, że tak zwane „realia” są czasami subiektywnie trudne. Zgadzam się z Tobą również, że szczególnie kobiety mogą odczuwać większą „ciężkość” swojej sytuacji. Sama prowadzę projekty dla kobiet, w ramach których zapraszam je do zmian również w życiu zawodowym. Uważam, ze czasami warto:
      1. Zadać sobie pytanie, czy są jeszcze obszary, w ramach których mogę coś zmienić, żeby swoją sytuację poprawić. Zazwyczaj są.
      2. Dostrzec to co mnie powstrzymuje i ogranicza i czasami zmianą jest też zaakceptowanie pewnych ograniczeń. W ogóle zauważenie, że one istnieją i ŚWIADOME zadecydowanie, że akceptuję tą sytuację z jej wadami.
      3. Świadomość i poczucie wyboru w danej sytuacji mogę zmienić samopoczucie i otworzyć wiele nowych perspektyw.

      • „Jeszcze kilka lat temu patrzyłam na to przez pryzmat „jesli nie umiesz to się naucz”, jednak z czasem musiałam zweryfikować poglądy”. Przechodziłem to samo i nadal w niektórych aspektach mam ten dylemat. Jednak jest we mnie coś takiego, co ciagle pcha mnie do przodu i napędza do znajdowania rozwiązań. Warto się uczyć. Jest takie powiedzenie, że tyle będą Ci płacić, ile jesteś wart, ile potrafisz, ile wnosisz od siebie. Co do poglądów, warto je zmieniać. Sygnałem, że już są na tyle dobrze ukształtowane, wartościowe, prawdziwe jest to, że mamy wysoką jakość życia.

        • Wiesz, absolutnie nie popieram myślenia typu „Pier…lę, nie robię, bo i tak nic z tego nie wyjdzie”, bo zawsze warto coś zmieniać, choćby dla samego siebie. Jednak stwierdzam, ze bardzo często jest tak, że człowiek swoje, a szeroko rozumiane „okoliczności” swoje, choćby nie wiadomo jak się starać i spalać.

  14. Artykuł w punkt. W tym momencie jestem na macierzyńskim, pracuję w korpo i wiem, że nie chcę wracać do tej konkretnej firmy. Mam pomysł na biznes, ale z drugiej strony lubię zajmować się tylko tym, co mnie pasjonuje (jak to się dzieje w korpo) a nie całą „otoczką” o której na razie nawet nie mam pojęcia.

  15. Olu, ja natomiast zrezygnowałam od 02/2015 z pracy na zlecenie właśnie na ‚świetną pracę w banku’ na umowę o pracę. Pomimo tego, iż warunki finansowe po zmianie, różniły się o kilkaset złotych od tych które proponował mi poprzedni pracodawca. Decyzja podyktowana była jednak głównie chęcią dalszego rozwoju, uczenia się nowych rzeczy, poszerzenia swoich umiejętności,… czy był to dobry wybór ? Hmmm chyba za szybko na taką ocenę, po niespełna 2.5 miesiącu pracy. Wierzę jednak mocno że tak, aczkolwiek jak sama wiesz..kultura korporacyjna, a nawet głębiej…bankowa…jest dość specyficzna i momentami ciężko się w niej odnaleźć albo nie zgubić gdzieś przy okazji siebie, swoich wartości… taka prawda. Niemniej jednak gratuluje Tobie odwagi porzucenia etatu na rzecz coachingu !

  16. A ja za rok po 33 latach pracy zostaję pełnym rentierem;-). Zgromadzony kapitał pozwala wypracowywać zysk uzupełniający emeryturę.
    Już teraz trochę „rentieruję”;-). To bardzo przyjemne, że masz się czas np.na czytanie książek.

    • Gratulacje! Często ludzie, którzy już by mogli odpuścić zabijanie się dla pracy (pieniędzy) nie robią tego, bo nie mają pomysłu na inny wymiar egzystencji. Odejść na wcześniejszą emeryturę, czasem kosztem dalszego bogacenia się, to sztuka. Życzę wytrwałości i cieszenia się każdą przeczytaną książką! Ba, nawet stroną! Wreszcie będzie można zrobić tez coś dla siebie 🙂

  17. Za dużo korpo bełkotu. Propozycja by zostać bogatym osłem …. na cmentarzu jest słaba. Po pierwsze w pracy pieniądze nie są najważniejsze. Po drugie zaharowanie w nadgodzinach się jest głupotą. Po trzecie od 60 do 80% nowych firm upada w ciągu 2 lat to tak apropo „własnego biznesu” dla etatowca. Po czwarte człowiek powinien się rozwijać w swoich ZAINTERESOWANIACH w dowolnym kierunku a praca sama przyjdzie. Zainteresowania czy po prostu hobby, rozwija równoległy zawód i potrzebne do niego umiejętności.

    Po piąte PODUSZKA BEZPIECZEŃSTWA pozwala na spojrzenie na prace z dystansem, przecież to pracodawcy zależy na TOBIE a nie tobie na pracy. Zgadzam się z Marcinem iż najłatwiej zmienić pracę tym którzy mają w nosie wypłatę za najbliższe pół roku. To zmienia myślenie tak bardzo ,iż dopiero takie doświadczenie przeżyte osobiście, pokazuje siłe pracownika z poduszką bezpieczeństwa.
    Zamiast dostawać dreszczy co ten sk^^&% szef znowu będzie chciał poza ustalone zadania. Idziesz do pracy i mówisz NIE. Nie zostanę do 20:00 bo tak chcesz, nie zrobię lipy by przykryć twoją niekompetencje.

    Pozdrowienia dla moich pracowników 🙂 do roboty osiołki!!!

  18. Pobierz spisaną treść FBO 007: Zmiana pracy i coaching. (plik będzie gotowy w najbliższą środę).
    Jest środa, wiem, jeszcze jest środa 🙂 ale prośba, może lepiej napisać w czwartek (albo w środę wieczorem), bo jest środa, wchodzę i nie ma 🙁

  19. a ja na wszystkie siedem pytan odpowiadam nie, pracuje w tej samej firmie juz siedem lat (!!!) srednia podwyzka 10% rocznie i to wlasciwie mimochodem – jestem szzczesciara, lubié to co robié i moja praca jest doceniana (co nie oznacza: latwa) czego zyczé wam wszystkim 🙂

  20. Świetny artykuł i podcast. Choć do tego ostatniego mam jedno zastrzeżenie. Był zdecydowanie za krótki! Zgadzam się, że decyzja o zmianie pracy nie jest łatwa, jak każda inna decyzja o zmianie. Trzeba wziąć pod uwagę bardzo wiele czynników ale bardzo często ograniczenia są w naszej głowie. I to właśnie świetnie podsumowane zostało w tej rozmowie. Jeśli nie spróbujemy, nie poeksperymentujemy to nigdy się nie dowiemy, co by było gdyby…. If you change nothing, nothing will change.

  21. Podejmowanie decyzji o zmianie pracy nie jest łatwe. Wiele osób boi się, że straci całkiem pracę i nie znajdzie innej. Więc decydują się pozostać i pracować dalej. Nie jest to zbyt optymistyczny scenariusz. Bardzo interesujący artykuł.

  22. Jeżeli w naszej głowie pojawia się myśl, że czas zmienić prace to wyraźny znak, że faktycznie pora na zmiany. Oczywiście zawsze pojawiają się obawy jak te zmiany wpłyną na nasze życie i czy aby na pewna na lepsze. Prawda jest jednak taka, że nie ma nic gorszego (oczywiście zawodowo 🙂 ) niż codzienne wstawanie z myślą „znowu muszę tam iść”.

  23. Od momentu kiedy zacząłem pracować a było to dosyć szybko ponieważ dokładnie miesiąc przed ukończeniem przeze mnie 18 roku życia to zawsze moim życiowym marzeniem pod tym kątem była praca w domu, na swoim komputerze, podpiętym do internetu. Z czasem udało się ten plan wcielić w życie i choć nie jest to praca pod każdym kątem idealna to przyznam że ma sporo atutów których nie dałaby mi praca na etacie. Plusy: od możliwości regulowania sobie czasu, przez możliwość dążenia do jak najlepszych wyników finansowych po szereg innych rzeczy. Minusy: większa presja by zarobić miesięcznie za zus, podatki, raty itp

  24. Ludzie często są zmuszeni do zmiany pracy ponieważ kierownicy nie troszczą się o HR. Często nie interesują ich potrzeby pracowników. O podwyżce nie wspomnę. A potem ludzie się zwalniają bo nie mają już siły dalej pracować. Uważam, że zbadanie potrzeb pracowników może przynieść znaczne korzyści dla firmy.

  25. Skończyłam studia 4 lata temu, kierunek który nie był dobrym wyborem i nie zależy mi na pracy w tym zawodzie (ochrona środowiska, technologia chemiczna). Wiem, że zmarnowałam te 5 lat studiując kierunek, który przestał mnie interesować. Obecnie pracuję na stanowisku na którym wymagane było wykształcenie średnie (obsługa klienta). Myślę o zmianie pracy, ostatnio na rozmowie kwalifikacyjnej osoba rekrutująca, powiedziała, że dziwne że nie znalazłam i nie szukam pracy w swoim zawodzie, że taka dobra uczelnia itd. Po moim kierunku ciężko z pracą jeśli nie ma się doświadczenia o czym na studiach nie myślałam, a teraz nie stać mnie na darmowe staże czy praktyki. Myślę o założeniu własnej firmy-sklepu, którego jeszcze nie ma w moim mieście, a myślę że mógłby mieć powodzenie. A w przyszłości chciałabym zrobić studia podyplomowe w tym kierunku i poszerzyć zakres działalności 🙂 chciałabym się ubiegać o dofinansowanie z UE, ale póki co dojrzewam do tej decyzji i szukam informacji na ten temat. Fajnie jakbyś kiedyś napisał o dofinansowaniach 🙂 Mając pewną pracę ze stałą pensja, mimo że nie jest szczytem moich marzeń, ciężko zacząć coś nowego nie mając pewności czy się uda.

Odpowiedz