FreshMail.pl

Droga jest równie ważna jak cel. Również w finansach!

31

Poza wyjątkowymi sytuacjami – jak otrzymanie spadku albo wygrana w lotto – pozytywne efekty dbania o nasze finanse są odroczone w czasie. Czasem czekamy kilka miesięcy, znacznie częściej kilka lat, a pełna droga – od życia w długach do finansowej wolności – nierzadko zajmuje ponad dekadę. Czy ktoś w ogóle jest w stanie czekać tak długo na efekt?

Nie wiem, czy doświadczyliście w swoim życiu tego samego uczucia: czas ciągle przyspiesza! W podstawówce czekanie przez 10 miesięcy na kolejne wakacje wydawało się wiecznością. Teraz, gdy myślę o projekcie, którego efekty zobaczę za 2-3 lata, wcale nie wydaje się to odległą perspektywą. Dlaczego? Myślę, że z wiekiem spoglądamy za siebie i z wielkim zdumieniem stwierdzamy, jak szybko czas pędzi.

Pamiętam jak dziś pierwszy dzień pracy, a to już było 14 lat temu! Dopiero co brałem na ręce moją pierworodną córeczkę, a to już 12-latka sama jeżdżąca na wakacyjne obozy (i ciągle zapominająca zadzwonić do taty). Dopiero pisałem pierwszy post na tym blogu, a wkrótce miną już cztery lata… Czas pędzi i – kiedy patrzymy za siebie – zdaje się z każdym rokiem przyspieszać. Niektóre osoby ten fakt trochę martwi, bo czują, że coś im ucieka. A mnie ten bieg czasu cieszy 😉

Powszechna olewka teraźniejszości

Kilka lat temu złapałem się na tym, że interesuje mnie tylko to, co będzie w przyszłości – czy zrealizuję swoje cele, jak będę żyć, co osiągnę, itp. Cały czas byłem skupiony na tym, co przede mną. Tłumaczyłem sobie, że muszę poświęcić teraźniejszość w imię lepszej przyszłości. To oczywiście w pełni normalne w młodym wieku. Cały problem polegał jednak na tym, że lata mijały, a ja nadal żyłem z niezmiennym poczuciem, że muszę gnać do przodu. Jeszcze rok, dwa, trzy, jeszcze tylko kolejny awans lub podwyżka. Jeszcze tylko jeden zrealizowany projekt. Jeszcze tylko…. Zawsze było jakieś „jeszcze tylko”, a ja – pomimo pozytywnych efektów tych wysiłków – wcale nie czułem się bardziej spełniony.

Co ciekawe – nie byłem w tym osamotniony. Rozglądając się dookoła widziałem mnóstwo osób działających w taki sam sposób – czyli z głową w przyszłości – oraz niewielką grupę osób patrzących w przeciwnym kierunku – z głową w przeszłości. Za to prawie każdy – ze mną na czele – olewał teraźniejszość. Na szczęście natknąłem się wtedy na fajną myśl. Nie pamiętam zupełnie, gdzie to przeczytałem, ale dało mi to mocnego kopa do przemyśleń:

Ludzie popełniają wielki błąd. Najpierw pędzą do przodu, mówiąc: „kiedyś to będzie fajnie”, aż nagle orientują się, że są starzy i mówią już tylko: „kiedyś to było fajnie”. W ten sposób nigdy nie są zadowoleni z tego, co TU i TERAZ.

Życie przeszłością faktycznie nie ma sensu – było, minęło i już (wiem oczywiście, że spłycam temat – dla wielu osób pogodzenie się z przeszłością jest wielkim wyzwaniem). Co jednak z dylematem teraźniejszość kontra przyszłość? Koncentracja na przyszłości jest przecież niezbędna, bo bez tego nie będzie nam się w ogóle chciało wstać z łóżka. Czy da się to jednak pogodzić z docenianiem teraźniejszości? Moim zdaniem tak. Nie tylko da się pogodzić, ale też świetnie wykorzystać w niemal każdej dziedzinie życia. Również w finansach.

Jeden dzień na raz

Mój sposób pogodzenia nastawienia na przyszłość z jednoczesnym docenianiem teraźniejszości jest prosty:

1) Zdefiniowane jasne cele na przyszłość – o czym możecie przeczytać tutaj: Wyznaczanie celów? Oto bardzo skuteczna metoda.
2) Działanie w myśl zasady: jeden dzień na raz.

Gdy wstaję rano mam tylko jeden cel: przeżyć ten dzień jak najlepiej. Nie myślę bez przerwy o tym, jak wiele muszę zrobić, by zakończyć dany projekt. Nie tracę czasu na rozmyślania, ileż to ciężkich lat i wysiłku przede mną, jeżeli chcę spełnić swoje marzenia. Interesuje mnie tylko jedno: solidnie wykonać po prostu to, co zaplanowałem na dziś (Jak przygotować dobry plan dnia?)
Do tego dołączam jeszcze dwie sprawy:

1)  Pełną koncentrację na tym, co właśnie robię.
2) Czerpanie z tego przyjemności.

Gdy pracuję – staram się wykonać moją pracę jak najlepiej oraz czerpać z niej przyjemność. Gdy spotykam się z kimś – nie rozmyślam wtedy o pracy. Koncentruję się na spotkaniu, na moim rozmówcy i… czerpię z tego spotkania przyjemność. Gdy spędzam czas z dziećmi – nie myślę o zbliżających się deadline’ach – tylko o tym, co mówią do mnie dzieci i czerpię przyjemność z tego wspólnego czasu. Gdy jadę na wakacje – podziwiam nowe miejsca, nie zastanawiając się nad tym, ile pracy będę miał po powrocie, itp.

Jaki jest efekt? Każdy przeżyty w ten sposób dzień przybliża mnie do moich celów, a jednocześnie sprawia, że mam z tego wszystkiego mnóstwo przyjemności. Dla mnie to właśnie praktyczna realizacja hasła, że droga jest równie ważna jak cel.
Oczywiście – nie jestem cyborgiem – nie zawsze jestem w stanie się tego trzymać. Czasami trafia się kiepski dzień albo zewnętrzne okoliczności zmuszają do zmiany planów. Ale tu wkracza do gry kolejna zaleta podejścia: jeden dzień na raz. Nie udało się wczoraj? Nie ma znaczenia! Dziś jest kolejny dzień i kolejna szansa! 😉

A teraz przejdźmy do finansów…

Jak zwykle po powrocie z wakacji mam trochę skłonności do filozofowania. Ale ma to swój cel.

Wiele osób, które zaczynają dbanie o własne finanse, szybko się zniechęca. Zaczynają z entuzjazmem, starają się wprowadzić pozytywne zmiany, ale konieczność czekania na efekty potrafi ich szybko zniechęcić i skłonić do powrotu do starych nawyków:

– Pozbyć się długów? Boże, to zajmie kilka lat!
– Wkład własny na mieszkanie? To będą miesiące harówki!
– Odkładanie na przyszłość? Zebranie sensownych pieniędzy przy moich zarobkach zajmie dekady!
– Nadpłata kredytu hipotecznego? Te małe kwoty niczego nie zmienią!

Takie podejście to błąd. Wielki błąd!
Po pierwsze: nawet jeżeli wymaga to czasu, to ten czas minie szybciej, niż myślisz. Gdy spojrzysz wtedy za siebie, będziesz strasznie żałować, że nie zacząłeś jednak odkładać pieniędzy i dbać o własne finanse.
Po drugie: dbanie o finanse to wcale nie są tylko wyrzeczenia i dyscyplina. To przede wszystkim rosnące poczucie kontroli nad własnym życiem, rosnąca pewność siebie, coraz większe możliwości i pojawiające się okazje – słowem: mnóstwo rzeczy, z których naprawdę można czerpać przyjemność i satysfakcję.

Próbujesz już któryś raz, a jednak nie dajesz rady? Nie ważne! Dziś jest kolejny dzień. Skoncentruj się tylko na tym, by przeżyć go najlepiej i DZISIAJ podejmować dobre finansowe decyzje. Skup się na tym jednym dniu. Zobaczysz, co zacznie się dziać…

A jakie Wy macie rady dla osób, które – pomimo prób – wciąż nie są w stanie rozpocząć dbania o własne finanse? Jak Wam udało się wprowadzić w życie zdrowe nawyki finansowe? Które są Waszym zdaniem najważniejsze? Z góry dziękuję za każdą podpowiedź i życzę Wam bardzo miłego dnia! 😉

P.S. Dotarła do mnie niezwykle miła wiadomość, że zostałem nominowany w plebiscycie Blog Forum Gdańsk Award 2017 w kategorii „twórca odpowiedzialny społecznie”. Ta nominacja to dla mnie ogromna radość i  wielkie wyróżnienie.
Głosowanie trwa do 15 sierpnia 2017 i jeśli zechciałbyś oddać na mnie głos, będę Ci bardzo wdzięczny. Oto link do głosowania:

http://blogforumgdansk.pl/bfgdanskaward2017.html 

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 953 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze31 komentarzy

  1. Witaj Marcin,

    Bardzo fajny artykuł. Osobiście teraz jestem w podobnej sytuacji, w „jeszcze tylko”. Próbuję z tym walczyć, ale to nie jest takie proste, jak ma się 26 lat i tyle pokus dookoła 🙂 O finanse dbam od jakiegoś roku i sporo mi w tym pomogłeś, za co Ci dziękuję. Starałem się też przekonać znajomych i rodzinę do swojego podejścia, ale to jest jeszcze trudniejsze niż utrzymanie siebie w ryzach 🙂 Wpadłem na pomysł, że też zacznę pisać bloga i może to ich skłoni do przemyśleń. Zadziałało! Co prawda, nie zmienili swojego podejścia całkowicie, ale czytają każdy mój wpis, bo mi kibicują, a przy okazji uczą się podstawowych zasad kontroli nad swoimi finansami.

    Nie mam jeszcze takiego warsztatu jak Ty i moje wpisy, aż tak nie porywają ale jestem na dobrej drodze. Dużo mi dała też książka, którą polecałeś „Co będzie miarą Twojego życia?” Daje inne spojrzenie 🙂

    Nie wiem czy ten komentarz się trzyma kupy, ale jest szczery i pisany z marszu 😀

    Pozdrawiam! Tak trzymaj 🙂

    • Cześć Damian,

      bardzo dziękuję za tak miły komentarz 😉

      W wieku 26 lat podejście „jeszcze tylko” nie jest takie złe 😉 Grunt, żeby mądrze i świadomie wybierać, a z Twojego komentarza jasno wynika, że tak właśnie postępujesz.

      Życzę powodzenia w rozwoju Twojego bloga. A co do przekonywania innych… Cóż – to jest faktycznie mega trudne. Gdy zobaczą, jak Ty radzisz sobie z finansami, sami przyjdą po radę 😉

      Wszystkiego dobrego! 😉

  2. Droga też jest ważna, czasem ważniejsza;) Jak już tak filozofujemy to dwa wątki ode mnie.

    1. Chcesz zdobyć awans, tytuł, stanowisko, rozwinąć biznes itp. Robisz w tym celu pewne działania, uczysz się, nawiązujesz relacje, kontakty, poszerzasz horyzonty. I to już jest wartością samą w sobie i nie zmieni tego nawet sytuacja, gdy mierzony zero-jedynkowo cel nie został osiągnięty. A jeśli osiągniesz, to co chciałeś pewnie dostrzeżesz wartość nie tylko w osiągnięciu celu, np. literek przed nazwiskiem itp. ale w tym jak sam się zmieniłeś, rozwinąłeś.

    2. A druga rzecz jest taka, że do celu nie można dochodzić po trupach. Nie będzie żadnej satysfakcji, gdy zrobimy jakieś „kanty”, gdy zawalimy przez to ważniejsze rzeczy (np. sukces w biznesie okupiony rozpadem rodziny). Dążmy do naszego tak, żeby nie trzeba się było wstydzić drogi.

    I finansowo podobnie, to wszystko może iść w jakiejś harmonii.

    Celem może być uzbieranie X zł w jakimś czasie, a droga może pomóc Ci rozwinąć Twoje talenty, kreatywność.

    Czasem można zrobić coś samemu i wychodzi taniej i lepiej niż kupić gotowe – cel: oszczędności, skutek: odkrycie nowych umiejętności, poczucie dumy, może i gratisowy czas spędzony z rodziną (przy pracy, ale razem). Nie jest to fajne?

    Może dla pieniędzy sprzedasz parę zbędnych gratów i jednocześnie zrobi się w domu więcej miejsca a do tego zmieni Ci się podejście na przyszłość do zakupów („czy koniecznie muszę to mieć?”).

    Albo praca dodatkowa – choćby i na początku celem była tylko kasa, ale może spodoba Ci się, może uznasz że to Twój żywioł i Twoje miejsce i będzie to impulsem do (bez podtekstów;) ) dobrej zmiany w Twoim życiu? może poznasz świetnych ludzi dzięki których pomocy ubogacisz swoje życie?

    pozdrawiam!

  3. Cześć Marcin

    bardzo ciekawy wpis, od razu mi się skojarzył z krótkim filmem https://www.youtube.com/watch?v=Zk-RnERcfXc .

    Co do zdrowych nawyków w finansach ostatnio udało mi się kupić trochę franków, gdyż uznałem że jest dobra cena i pozwoli mi to na bezpieczny bufor spłaty kredytu na najbliższy rok, ale na tej zasadzie że jak w danym miesiącu frank będzie nadal podobnie tani to kupuję go na spłatę kredytu a jak nie to niech bufor go spłaca.

    Pozdrawiam

    • Hej Tomek,

      fajny film i faktycznie świetnie wpisuje się w klimat tego wpisu 😉

      Co do buforu we frankach – myślę, że to bardzo rozsądne. Kursów nikt z nas nie przewidzi, a taki bufor skutecznie zabezpiecza przed „nieprzespanymi nocami” w czasie rynkowych zawirowań 😉

  4. W ramach dbania o terazniejszosc dalem rade zrezygnować z karty kredytowej. Jal ja bede TERAZ żyć??? Jestem przerażony bo to pierwszy miesiąc… od wielu lat podczas ktorych kredytowalem sie i splacalem, albo i nie bo inne wydatki… i gorka rosła… no ale udalo sie wyjsc z tego, przecieli karte nozyczkami i wiem ze pozwoli mi to rozsądniej gospodarowac pieniedzmi ktore faktycznie a nie tylko wirtualnie mam.

    Ale i tak jestem przerażony 😛

    A wpis mądry w swej prostocie. Co wazniejsze, mimo ze to są „oczywiste oczywistości ” my ludzie mamy to do siebie, ze takie oczywistosci trzeba nam najczesciej przypominać bo o nich zapominamy. Dzięki!

    I Tak, nadal jestem przerażony;)

    • Brawo Wazy!!!

      brawo, brawo, brawo! 😉

      Wprawdzie nie jestem wrogiem kart kredytowych jako takich, bo czasem się przydają (jako środek płatniczy – np. wynajęcie samochodu zagranicą) – to zdecydowanie w sytuacji, w której karta przeszkadza nam w panowaniu nad finansami nie ma sensu jej trzymać.

      Sam pociąłem swoje na etapie wychodzenia z długów (dawne dzieje – 2009 rok).

      Odwagi! Już wkrótce przekonasz się, że życie za własne pieniądze jest znacznie przyjemniejsze 😉

  5. Ja niby mam plan,ale się go nie trzymam.No nie potrafię zapanować nad impulsywnymi zakupami.Zapisuję te wydatki,robię budżet-zawsze grubo przekroczony,spłacam długi-jest lepiej niż 2 lata temu,spłaciłam 1/4 zobowiązań,ale wiem ,że mogłoby być jeszcze lepiej.Karta schowana,ale cóż ,wczoraj będąc w pracy zakupiłam na zalando sukienkę -przeceniona 50% ,ale i tak b droga.Och,będę w niej wyglądać bosko,tak sobie myślę,albo jak dopada mnie kac -oddam,odeślę,zrezygnuję,nic się nie stało.Ten moment zakupu ,nie wiem jak to się dzieje,to jakieś zaćmienie mózgowe czy co…Powinnam chyba pisać bloga zakupoholiczki idiotki,tak o sobie czasem myślę,a nie mam 20 lat.To jakieś deficyty z dzieciństwa albo co…

    • Hej Joanna,

      skoro spłaciłaś 1/4 zadłużenia to zawsze coś. Ale faktycznie chyba nie chcesz żyć z długami przez następnych 6 lat (przy założeniu spłacania, jak dotychczas).

      Na pewno można bosko wyglądać w sukience kupionej na kredyt.
      Ale trudno jest „czuć się bosko” – co zresztą widać w Twoim komentarzu.

      Może czas ruszyć na prawdziwą wojnę z długami?
      Tu znajdziesz instrukcje działania:
      http://marciniwuc.com/finanse-osobiste-jak-skutecznie-pozbyc-sie-dlugow/

      • Dziękuję za komentarz. Może ta piękna czerwona sukienka będzie dla mnie przełomem w moim działaniu -dwa do przodu,krok do tyłu.Jutro będzie u mnie i oddam ją ,tak sobie obiecałam,Kupiłam ją na kredyt ,jakoś tak nie myślałam…Mam nadzieję,że nie będzie mi pasować,będzie łatwiej :)Może jej nawet nie przymierzę,tylko od razu odeślę.Co za wyzwanie przede mną:)
        Pozdrawiam Cię serdecznie.

  6. Hej,

    podziwiam wszystkich, ktorzy maja ta dyscypline i cierpliwosc, zeby dbac o wlasne finanse. U mnie wyglada to raczej blado.

    Mam 31lat, pracuje kierownik zespolu ksiegowych, studiuje ekonomie w informatyce i do tego calkiem dobrze zarabiam. Niestety ciagle brak mi czasu i w skutek tego przybywa mi kilogramow a niekonieczenie pieniedzy.

    Od sierpnia uzywamy z zona tylko jednego wspolnego konta, do ktorego sa dwie karty. Placimy teraz tylko online lub karta. Platnosci gotowkowe zapisujemy extra. Mam nadzieje, ze to sie jakos sprawdzi i dowiem sie gdzie odchodza nasze pieniadze.

    Potem chce stworzyc fundusze celowe. Na koniec chce zaczac inwestowac.
    Jest czwarty sierpnia i juz sie boje ze ten plan opanowania finansow skonczy sie klapa podobnie jak poprzednie.

    Jezeli ktos ma jakies rady lub uwagi to bede bardzo wdzieczny.

    • Najpierw ‚zapłać sobie’
      Określ ile pieniędzy jest Ci potrzeba na życie a resztę przelej na początku m-ca na oszczędności
      Reszta kasy powinna Ci wystarczyć do końca m-a

      • Popieram „najpierw płać sobie, potem innym” – jeśli zrobi sie odwrotnie na 99% dla nas już nie starczy.
        No i budżet, budżet i jeszcze raz budżet 😉

        Marcin, oczywiście dobry wpis 🙂

        • Popieram, najważniejsze to najpierw odłożyć to co chcemy zaoszczędzić a później przeżyć za resztę:) nie trzeba odkładać od razu wielkich kwot. Ja odkladam 10% (a raczej samo sie odkłada bo przelew na konto oszczędnościowe jest automatyczny) po jakimś czasie gorka fajnie rośnie. A jesli widzę że mogę cos zaoszczędzić ekstra robię ręcznie kolejny przelew:) powodzenia w oszczędzaniu. Na co dzień posługuje sie gotowka:)

          Marcin cieszę się ze wróciłeś z wakacji bo brakowało mi Twoich wpisow 😉

  7. Tak zgadzam się totalnie!!! Tu i teraz jest niesłychanie ważną sprawą. Pierwszy raz spotkałem się z tym zagadnieniem w buddyzmie. Niekiedy prawda leży także w religii 🙂 brawo Ty !

  8. Cześć Marcin!

    Bardzo lubię czytać Twoje wpisy traktujące o sprawach około finansowych od strony filozofi, psychologii, podejścia do życia itd. jednak równie chętnie poczytałbym coś więcej o inwestowaniu szczególnie, że już jakiś czas temu rozpocząłeś cykl o ETFach.

    Konkretne wpisy finansowe z konkretną wiedzą to jest to czego u Ciebie ostatnio brakuje, a to jest ważne ogniwo w dbaniu o własne finanse.

    Pozdrawiam serdecznie, również Marcin 🙂

    • Hej Marcin,

      bardzo dziękuję – udzielił mi się wakacyjno-refleksyjny nastrój 😉
      Wpis o ETF-ach (kontynuacja) ukaże się w czwartek, 10 sierpnia

  9. Marcin Kluczek

    Poruszyłeś ciekawy temat. Piszesz, że ludzie, których znałeś olewali teraźniejszość. Ludzie są zorientowani na przyszłość, przeszłość lub teraźniejszość. Jest masa takich, którzy olewają przyszłość i/lub przeszłość. Każda z tych orientacji ma swoje wady i zalety.

    Przeszłość bywa zmorą, nostalgią, zakorzenia twardy konserwatyzm, ale przeszłość to jednocześnie kopalnia wiedzy i doświadczenia. Tam gdzie świat nie pędzi jak szalony, najbardziej poważani są starcy, jako ci najbardziej doświadczeni.

    Przyszłość to zmiany, cele, plany, rozwój, dynamika. Z drugiej strony łatwo popaść w gonienie za króliczkiem „jeszcze tylko” i zapomnieć, że przyszłość to również starość.

    Teraźniejszość to cieszenie się chwilą, skupianie na zadaniu, ale ma też swoją ciemną stronę, która bardzo często się ujawnia. Czasem ma wrażenie, że mimo deklaracji patrzenia w przyszłość, większość interesuje niemal wyłącznie tu i teraz. Kilka przykładów:
    – „jakoś to będzie” i „młodzi bogowie” liczący na ZUS
    – „Coś wyje w samochodzie, wymienię, gdy się zepsuje – no i pęka łańcuch w silniku :(”
    – „Niemowlę płacze, będę je nosić na żądanie. I tak noszę już trzeci rok :(”
    – „Za tydzień sesja, ale dziś jest bal!”
    – „Nie mam czasu, żeby nauczyć raportowania nowego pracownika, będę robił to sam”
    i tak dalej

    Trochę się rozpisałem, a chodzi w gruncie rzeczy o zdrowy rozsądek i technikę Bruce’a Lee, czyli branie tego co najlepsze z każdego stylu.

  10. Chyba się nie da tak łatwo przekonać innych, jeśli sami nie czują takiej potrzeby. Można być wzorem, ale to też nie gwarantuje efektów. Szkoda, bo mam pare bliskich osób w otoczeniu, który przydałoby się trochę zacząć oszczedzac, żeby nie żyć od 1 do 1-go.
    Mam wrażenie, że ta teraźniejszość, którą próbuję się cieszyć przemija najszybciej, zwłaszcza, kiedy jest przyjemna.

  11. Świetny wpis.
    Jesteśmy po remoncie, zastanawiałem się jaki obrazek umieścić nad łóżkiem i już wiem 🙂
    Wiele razy słyszałem i czytałem o byciu” hic et nunc”, a ten raz​ jest przełomowy, aby zacząć działać w teraźniejszości. Dzięki

  12. Cześć Marcin
    Z przyjemnością oddałem na Ciebie głos 😀.
    Co do życia tu i teraz próbuję z różnym skutkiem od kilku lat.
    Chociażby w tej chwili jestem na Mazurach na dzikiej plaży, staram się cieszyć otaczającym mnie pięknem i nie myśleć o jutrzejszym powrocie do korporacyjnej machiny.
    Na szczęście przyszły weekend też spędzam na Mazurach więc humor mam dobry 😀.
    Twój artykuł idealnie wpasował się w moją rzeczywistość – wielkie dzięki za niego 👏🏻.

  13. A takim prostym, praktycznym narzędziem do bycia w bieżącej chwili jest uświadomienie sobie własnego oddechu.
    Albo oglądanie siebie podczas wykonywania czynności jak gdyby w filmie, na ekranie – czyli taki delikatny dystans, świadomość grania określonej roli w danym momencie, a my tych ról, w życiu sporo 🙂
    Albo usłyszenie dźwięków, które nas cały czas otaczają
    Świadomość odczuć nóg na podłodze, palców na klawiaturze, albo szanownego tyłka na krześle 😉
    Albo podczas jedzenia – smaku, temperatury, konsystencji potrawy, tak pomalutku…

    Och narzędzi jest bez liku! To wyboru do koloru w zależności od chęci i sytuacji 🙂

    Im częściej sobie o tym pamiętam, czym częściej żyję…

  14. Jestes super, uczysz tego czego nie Dali mi rodzice ani szkola, wielkie dzieki za to! Ciesze sie ze moglam zaglosowac na ciebie, pozdrawiam dorota

  15. Moja rada: Robić cokolwiek, co w danej chwili jest realne.
    Nie umiesz inwestować lub boisz się giełdy/funduszy – zakup obligacji skarbowych nie wymaga nadmiernej wiedzy i jest darmowe. Wystarczy iść i kupić.
    Możesz odkładać tylko 10-50zł miesięcznie – najpierw słoik, a jak się zbierze 1000zł, można założyć konto oszczędnościowe.
    Ludziom wydaje się, że finanse są “trudne”, a nie zauważają, że można zrobić wiele dobrego bardzo prostymi metodami.
    To jak z “zażywaniem więcej ruchu” – nie ma sensu namawianie na maraton kogoś, kto nigdy nie biegał. Ale wysiąść przystanek przed lub za miejscem pracy i przejść 200m. może każdy.
    Pozdrawiam.

    • Inny pomysł – jak już nazbierałeś te 1000 zł to kup sobie za to euro. Banalne? Proste?
      Zapewne w przedziale roku, dwóch lat wydasz je w którym z krajów eurolandu lub na zagranicznej wycieczce. Trochę trudniej wydać w kraju.
      Tylko wybierz sobie kantor ze spreadem do 1% i zapyta o kurs przed zakupem.
      Gdy Cię „przypili” to zawsze możesz odsprzedać. Albo kupuj miesięcznie po kilkadziesiąt złotych, uśredni Ci się kurs.
      Jak kurs pójdzie w dół i będziesz kilka- kilkanaście groszy w plecy to przecież zyskiem jest to że nie wydałeś/wydałaś tej kasy. Pozdrawiam

  16. Proste a zarazem trudne zamiana listy obecnie bardzo trend’ (owatej ;))
    LIST TO DO na nową jakość życia i bycia LIST TO BE 🙂

    fajnie się czytało dziękuje i do miłego

Odpowiedz

Podobają Ci się artykuły na blogu?

Zdjęcie autora Dołącz do ponad 8953 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.

 

FreshMail.pl