FreshMail.pl

Jak dbać o finanse przy minimalnym nakładzie czasu?

60

Od pierwszego artykułu na tym blogu staram się Was przekonać, że dbanie o finanse opiera się na kilku prostych, opartych na zdrowym rozsądku regułach. Dziś napiszę o tym, jak dbać o finanse poświęcając na to minimalną ilość czasu. By jednak móc w jasny sposób przekazać, o co chodzi, zacznę od wakacyjnego wstępu.  

Kilka miesięcy temu opowiedziałem Wam o książce Esencjalista. Mniej, ale lepiej, która wywarła ogromny wpływ na mój sposób myślenia i działania. To właśnie ta książka – a raczej konsekwentne wdrażanie opisanych w niej reguł – jest winna ciszy na blogu w ostatnich tygodniach. Lipiec był dla mnie miesiącem totalnego relaksu, wypoczynku i nabierania dystansu do codziennych obowiązków. Jak zwykle po takiej przerwie mam kilka przemyśleń i jestem bardzo ciekawy, co o nich sądzicie i jak to wygląda u Was.

Jasna hierarchia to jeszcze nie wszystko

Rozpoczynając wakacje zapisałem w swoim dzienniku dwa punkty z Esencjalisty, które były motywem przewodnim moich wakacyjnych rozmyślań (aby nie nudzić się wypoczywając, wrzucam sobie różne tematy do rozważania w wolnym czasie – pewnie to nie do końca normalne, ale całkiem dobrze z tym się czuję 😉 ).  Te dwa punkty to:

1. Find essential (czyli znajdź to, co dla Ciebie najważniejsze)
2. Make execution effortless (spraw, aby wykonywanie tego wymagało jak najmniej wysiłku)

Niby oczywiste, ale w praktyce chyba wszyscy mamy problemy z praktyczną realizacją takiego podejścia do życia. W moim przypadku sprawa była o tyle prosta, że od dawna mam pełną jasność życiowych priorytetów. Ich lista wygląda u mnie tak:

1. Miłość i rodzina
2. Zdrowie i sprawność fizyczna
3. Sukces zawodowy
4. Finansowa wolność
5. Podróże i przygody

Staram się żyć w taki sposób, aby w każdej z tych dziedzin odnieść sukces, a kiedy mam do czynienia z konfliktem – np. praca odciąga mnie od rodziny – spoglądam na swoją listę i jak najszybciej wracam na właściwe tory. Między innymi dlatego – pomimo ogromnej ochoty – w lipcu praktycznie nic nie publikowałem, bo to był czas na punkty 1. i 2. z mojej listy 😉 Taka jasna hierarchia dość dobrze wpisuje się w punkt Find essential. Ale co z punktem Make execution effortless?

Od ogólnej idei do codziennych nawyków

Wiem, wiem – to jest blog finansowy – i do finansów za chwilę dojdziemy. Jednak nie sposób przekazać podejście do pieniędzy bez właściwego kontekstu, dlatego jeszcze kilka akapitów o sprawach niefinansowych. Weźmy na warsztat punkt nr 2 z mojej listy: Zdrowie i sprawność fizyczna. Myślę, że wielu z Was zgodzi się ze mną, że sukces zawodowy, opłacony utratą zdrowia, nie ma większego sensu. A jednak bardzo wiele osób kładzie swoje zdrowie na szali zawodowego sukcesu, wpisując się w smutny scenariusz: najpierw tracą zdrowie, by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze, aby odzyskać zdrowie.

Dbanie o zdrowie od dawna było wysoko w mojej hierarchii: nie palę papierosów, starałem się w miarę zdrowo odżywiać, dość sporo się ruszałem. Gdy jednak głębiej się nad tym zastanowiłem, doszedłem do wniosku, że tak naprawdę w tym obszarze nigdy nie wyszedłem poza dość prymitywny sposób działania oparty o powszechne przekonania. Niby coś tam robiłem, ale w praktyce nic konkretnego. Nie potrafiłem ocenić, czy robię w ogóle jakieś postępy. Dlatego w tym roku postanowiłem ten temat „rozkminić” i doprowadzić do sytuacji, w której w pełni świadomie będę mógł powiedzieć, że działam właściwie. Oto kilka rzeczy, którymi zająłem się w ostatnich miesiącach:

1) Badania lekarskie

Zrobiłem bardzo dokładne badania lekarskie pod hasłem „przegląd z okazji 40-tki”. Badania krwi, USG jamy brzusznej, rezonans magnetyczny głowy, itp. – wszystko po to, by dobrze określić punkt startu i  zorientować się, w jakim naprawdę jestem stanie. Okazało się, że jestem okazem zdrowia, a skoncentrować muszę się co najwyżej na diecie, bo minimalnie przekraczam normy cholesterolu we krwi.

2) Skoro jest problem

Skoro – pomimo w miarę świadomego jedzenia i systematycznego ruchu – jest jednak problem z cholesterolem, stało się jasne, że czas zająć się dietą. Szukając odpowiedzi na pytanie o dietę idealną, natknąłem się na Netflixie na film „What the Health„. Po jego obejrzeniu zacząłem czytać różne badania i… postanowiłem przejść na dietę wegańską. Dla mnie – miłośnika argentyńskich steków i kotletów mielonych – była to prawdziwa rewolucja.  Jednak po zapoznaniu się z kilkoma faktami na temat produkcji mięsa i produktów mlekopochodnych – nie miałem żadnych złudzeń, co powinienem zrobić. Trzymam się tej diety od 7 tygodni i czuję się rewelacyjnie.

3) Sprawność fizyczna

– to dość ogólne stwierdzenie. Skąd niby mam wiedzieć, że jestem sprawny fizycznie? Znów trochę poczytałem, odwiedziłem fizjoterapeutę, porozmawiałem z osobami znającymi się na temacie i ostatecznie stwierdziłem, że będę mógł mówić, że jestem sprawny fizycznie, jeżeli:
– będę przebiegał 10 km w czasie poniżej 50 min.
– będę przebiegał 5 km w czasie poniżej 23 min.
– pomimo biegania i diety wegańskiej zachowam swoją wagę i sylwetkę (dzięki treningom siłowym).

4) Przekułem cele w plan

tłumaczę je stopniowo na zestaw wymagających minimum wysiłku nawyków:

a) zdrowie: ustawiłem w Nozbe przypomnienie, aby wykonywać co 6 miesięcy badanie poziomu cholesterolu,

b) dieta – tu jeszcze „walczę” – ale stopniowo powstaje lista zakupów spożywczych online, by w pełni zautomatyzować proces zakupów dostosowany do menu (na szczęście moja żona robi doskonałe potrawy wegańskie, więc sprawa jest znacznie łatwiejsza),

c) trening – na siłce skorzystałem z porad trenera i mam rozpisany trening 3x w tygodniu, a jeśli chodzi o bieganie – realizuję trening z książki „Mój pierwszy maraton” (to jedna z moich 100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią 😉 – dlatego zapisałem się na październikowy maraton w Poznaniu, który mam wielką nadzieję przebiec, o ile pasmo biodrowo-piszczelowe pozwoli),

d) w niedzielę rano wyznaczyłem 30 minut na to, aby usprawniać coś jeszcze w temacie dbania o zdrowie i sprawność i zdobywać dodatkową wiedzę (jeżeli macie jakieś fajne linki/książki na te tematy – dajcie znać w komentarzu, bo tu jestem wciąż zółtodziobem ;)).

Nawet nie przypuszczałem, jak wielką moc może mieć jasno rozpisany trening. Po prostu krok po kroku robi się swoje – bez względu na pogodę i inne okoliczności. By nie być gołosłownym – wrzucam fotę z moim ukochanym Markiem Aureliuszem, którego mijałem w czasie porannego biegu wokół Forum Romanum 😉

Teraz mam jasne cele, konkretny plan i krok po kroku wprowadzam w życie kolejne zdrowe nawyki. Na początku musiałem poświęcić na to sporo czasu (lektura, rozmowy, stopniowa zmiana nawyków – szczególnie diety), jednak z każdym tygodniem wymaga to ode mnie coraz mniej wysiłku, za to sprawia mi coraz więcej przyjemności. No dobra – ale co te moje zdrowotno-sportowe zwierzenia mają wspólnego z finansami? A no mają, bo:

Z finansami jest dokładnie tak samo!

Z resztą nie tylko z finansami, ale chyba z każdym obszarem życia, na którym naprawdę nam zależy. Jeśli pragniemy prawdziwych postępów przy minimalnym nakładzie czasu, najpierw musimy paradoksalnie poświęcić czas, aby przejść ze stanu ignorancji, braku wiedzy i nieświadomości do etapu konkretnych, niemal automatycznych nawyków. Dobra wiadomość jest taka, że akurat w przypadku finansów jest to naprawdę proste!

Wielu z Was zapewne zna metodę 10 kroków, którą opisałem w wielu miejscach na blogu, jak również w mojej książce Jak zadbać o własne finanse?  Ta metoda opiera się właśnie na jasnych celach i koncentracji na jednej rzeczy w danym momencie, która przybliża nas do finansowego sukcesu. Jest prosta, skuteczna i świetnie się sprawdza. Ale nawet gdy mamy już dobrze sprawdzony sposób działania, warto upraszczać go dalej, w myśl hasła Esencjalisty: Make execution effortless! 

Jednym z obszarów, który świetnie nadaje się do zilustrowania tego podejścia jest prowadzenie domowego budżetu. Oto jak tutaj może wyglądać droga od nieświadomości i braku wiedzy, przez etap skoncentrowanego wysiłku, aż do etapu prostych nawyków, wymagających minimum czasu.

1. Etap nieświadomości i braku wiedzy

Nie wiemy nic o prowadzeniu domowego budżetu, a pieniądze przeciekają nam przez palce, bo wydajemy je na różne pierdoły. Czas mija, zarabiamy coraz więcej, ale oszczędności w żaden sposób nie przybywa. Działa stare dobre Prawo Parkinsona: wydatki rosną w takim tempie, by skonsumować cały nasz dochód. Obrastamy w kolejne zbędne rzeczy i dziwi nas to, że inni się bogacą. Aż pewnego dnia mówimy sobie: Dość! Postanawiamy wziąć byka za rogi, czytamy blogi finansowe i dowiadujemy się, że budżet to nic innego, jak prosty plan dla naszych pieniędzy. Oświeca nas nieśmiertelne powiedzenie Johna C. Maxwella: Zrobić budżet, to powiedzieć naszym pieniądzom, dokąd mają iść, zamiast się zastanawiać, gdzie się rozeszły!  (o budżecie dla początkujących przeczytasz tutaj: Budżet domowy krok po kroku – Wprowadzenie)

2. Etap skoncentrowanego wysiłku

Łyknęliśmy budżetowego bakcyla. Jesteśmy w szoku, jak dużo pieniędzy udaje nam się zaoszczędzić identyfikując po prostu zbędne wydatki. Czujemy się, jakbyśmy sami dali sobie podwyżkę. Miesiąc po miesiącu rosną nasze oszczędności, tworzymy sobie coraz wygodniejsze arkusze w Excelu lub korzystamy z aplikacji takich jak YNAB. Przejmujemy pełną kontrolę nad swoimi pieniędzmi i wiemy dokładnie, jaką część naszego dochodu możemy zaoszczędzić, jaką przeznaczyć na wydatki, a jaką na potrzeby. Budżet domowy nie ma przed nami tajemnic. Ale… to spisywanie wydatków,  zbieranie paraganów… trudno zachować tu konsekwencję. I teraz uwaga! Nie ma potrzeby, aby to kontynuować! 

Budżet domowy jest niezbędny wtedy, gdy masz długi, nie masz oszczędności, nie masz zdrowych nawyków finansowych. Wtedy faktycznie powinieneś oglądać każdą złotówkę, aż Twoje finanse osobiste przestaną być dla Ciebie tajemnicą. Gdy jednak pozbyłeś się długów, masz fundusz bezpieczeństwa, generujesz bez problemu finansowe nadwyżki – prowadzenie budżetu nie jest już takie istotne.

Przez wiele lat robiłem bardzo skrupulatnie budżet domowy, spisując i kontrolując niemal każdą złotówkę. Z YNAB-em jest to banalnie proste, ale… Począwszy od marca 2017 postanowiłem zrobić mały eksperyment. Mając we krwi zdrowe nawyki i wiedząc dokładnie, ile pieniędzy i na co potrzebuję, postanowiłem bardzo mój budżet domowy uprościć. Choć bardzo lubię zabawę budżetem (i budżet mojej firmy nadal prowadzę bardzo skrupulatnie), to w głowie ciągle mam zdanie: Make execution effortless! Dlatego z budżetem domowym zrobiłem tak:

3. Etap wymagających minimum czasu nawyków

W ostatni dzień każdego miesiąca odpalam YNAB. Następnie podliczam środki na rachunkach bankowych i gotówkę (swoją i żony). Wiem dokładnie (lata praktyki), ile pieniędzy potrzeba nam na życie, dlatego zostawiam na głównym rachunku (z którego idą wszystkie płatności, głównie w formie stałych zleceń lub polecenia zapłaty) kwotę potrzebną „na życie”, po czym od razu dokonuję przelewów na dedykowane konta oszczędnościowe w innych bankach (rezerwy na podatki, na kolejne podróże, na nowy samochód,itp.). To, co zostaje – przelewam na ostatnie już konto oszczędnościowe zatytułowane „przyszłe inwestycje” – i tam zbieram gotówkę na przyszłe okazje inwestycyjne. Ta górka z miesiąca na miesiąc pięknie rośnie – a o to m.in. chodzi w robieniu budżetu 😉
Jaki jest efekt? Do tej pory sprawy domowego budżetu zajmowały mi ok. 10 – 15 minut dziennie. Niby nie dużo, ale w skali miesiąca kumuluje się to jednak do 4 – 5 godzin. Nową metodę testowałem od marca do lipca włącznie i zajmuje mi to jedną godzinę miesięcznie – zwykle właśnie w ostatni dzień (czasem ostatni weekend) poprzedniego miesiąca. Zaoszczędzony czas i tak poświęcam na finanse – ale tym razem na inwestycje.

No, to tyle moich pourlopowych przemyśleń 😉 Jestem bardzo ciekawy, co o tym sądzicie. Czy takie podejście do zarządzania finansami do Was przemawia? A jakie są Wasze sposoby na dalsze ułatwienie sobie dbania o finanse? I wreszcie – jeśli macie jakieś ciekawe linki do źródeł na temat nowej dla mnie diety wegańsiej lub treningu siłowego przy takiej diecie – będę Wam za nie bardzo wdzięczny. Dziękuję serdecznie za czas poświęcony na przeczytanie tego wpisu i życzę Wam bardzo miłego dnia! 

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 721 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze60 komentarzy

  1. Dużo rachunków oszczędnościowych do ogarnięcia, jednak jeśli u Ciebie taki model się sprawdza i u mnie też. Łatwiej jest segregować środki na różne cele.
    Dieta wegańska to dla mnie niestety skrajność.
    Weganie twierdzą, że białko pochodzenia zwierzęcego jest niekorzystne dla zdrowia. W rzeczywistości stanowi ono pełnowartościowy i łatwo przyswajalny dla organizmu ludzkiego składnik. Co więcej, jest ono źródłem aminokwasów niezbędnych dla prawidłowego przebiegu wielu procesów w ustroju człowieka. Badania naukowe potwierdzają również, że białko zwierzęce jest zdecydowanie bardziej wartościowe dla człowieka, aniżeli białko roślinne.
    Trzeba tylko znać umiar w jego ilości i spożywać jak najmniej przetworzone. Przykładowo udka z kurczaka zamiast przetworzonych kotletów.

    • Sęk w tym, że z tym pełnowartościowym (nie jestem godzien zaprzeczyć) białkiem w produktach odzwierzęcych dostajemy cała masę substancji i związków, które już takie korzystne dla nas nie są. Kurczak czy kotlet; polecam zapoznać się z masową „produkcją” kurczaków, do których „wtłaczane są” (czasem dosłownie) pochodne sterydów i innych związków przyśpieszających rozwój. Ekstremalne przypadki to łamiące się nogi, gdzie kości nie nadarzają za przybieraniem masy (czyli przykładowych mięśni udowych).

      P.S.
      Żyj i pozwól żyć (i umrzeć) innym 😉

    • Hej Marcin,

      Szczerze przyznam, że patrzyłem dotąd na wegan (a nawet na wegetarian) jak na ludzi z innej planety . Tak, jak pisałem – dobre mięsko było zawsze podstawą mojej diety. Żartowałem sobie często, że wegetarianie wprawdzie nie jedzą mięsa, ale zjadają im pożywienie – i dobrze się przy tym bawiłem. Klasyczny przykład samozadowolenia wynikającego z mojej ignorancji. 😉

      Szukając jednak odpowiedzi na temat wpływu diety na zdrowie zacząłem drążyć temat i zdobywać więcej wiedzy. Uświadomiłem sobie, że tak naprawdę, powtarzam jedynie obiegowe opinie, a nie zrobiłem nic, by swoje podejście do odżywiania oprzeć o fakty, a nie „społeczny konsensus”.

      Decyzję podjąłem zupełnie na chłodno, z następujących powodów:

      1. Sposób hodowli zwierząt i produkcji mięsa (wpływ na dobrostan zwierząt).
      2. Wpływ hodowli zwierząt na środowisko.
      3. Wpływ konsumpcji mięsa na moje zdrowie.
      4. Fakt, że dobrze zbilansowana dieta roślinna jest zdrowa i pełnowartościowa.

      Punkt 4. sprawił, że postanowiłem wyeliminować z mojego życia punkty 1., 2. 3.

      Jak na razie – czuję się z tym wyśmienicie 😉
      Ale cały czas czytam i staram się dowiedzieć jak najwięcej – w końcu chodzi o moje zdrowie 😉

      • Cześć Marcin,

        Jeśli chodzi o kwestie światopoglądowe to rozumiem, że ktoś może być weganinem. Jednak jeśli chodzi o zbilansowanie diety roślinnej, to już nie jest takie proste.

        Generalnie bardzo ciężko jest znaleźć bardzo rzetelne opracowania na temat żywienia i najlepiej opierać się na książkach biochemików na temat żywienia w sporcie. W internecie większość informacji na temat żywienia, to półprawdy lub powielane mity. Często na youtubie ktoś gra eksperta, a tak na prawdę przekłamuje rzeczywistość.
        Jedną z osób, której artykuły polecam jest Tadeusz Sowiński (dietetyk kadry narodowej wioślarzy i wioślarek). Co do diety wegańskiej i utrzymanie polecam potreningu.pl/articles/3446/czy-na-diecie-weganskiej-mozna-budowac-mase-miesniowa/page/1

        Jeszcze ktoś pytał o sterydach w kurczakach, to też jest mit według Sowińskiego http://potreningu.pl/articles/4200/kurczaki-na-koksie/page/1

      • o też jestem ciekawa jaką książkę byś polecił jako kompedium wiedzy w tym temacie, jaką książkę? My też własnie poważnie rozważamy przejście na zdrową dietę wegańską z tych samych powodów,które wymieniłeś. Chociaż już wiemy, że będzie ciężko i będziemy traktowani jak kosmici. Z drugiej strony 70 lat temu wierzono, że papierosy sa nieszkodliwe i dodają seksapilu… także tego…

    • Jeśli powołujesz się na badania, podaj źródło. Inaczej takie wypowiedzi są wiecej niż bez wartości – zakłamują rzeczywistość.

    • Marcin, ja jestem ciekawa, gdzie wyczytałeś, że białko zwierzęce jest łatwo przyswajalne dla człowieka? Niestety, mięso ma odczyn kwaśny, a ślina człowieka odczyn zasadowy, więc proces trawienia jest znacznie utrudniony już na wstępnym etapie. Owszem, kwasy żołądkowe i enzymy pracują, ale człowiek posiada ich 10 razy mniej niż np. mięsożerne zwierzęta. Nie mówiąc już o urynie – odpadzie, który powstaje podczas trawienia białka zwierzęcego. Im więcej go spożywamy, tym nasze nerki pracują więcej i ciężej, a to już szybka droga do ich chorób. Pozdrawiam 🙂

  2. Aby ułatwić sobie zarządzanie kasą i oszczędzanie staram się zawsze wszytsko maksymalnie upraszczać i automatyzować to co się da. Do takiego podejścia do finansów staram się także przekonywać czytelników mojego bloga. Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze w życiu. Szkoda mi się czasu na ciągłe kontrolowanie swoich środków, na to gdzie idą itp. Oczywiście wszystko musi być od czasu do czasu sprawdzone, czy do systemu nie wkradł się jakiś błąd, ale codzienne kilkuminutowe budżetowanie i automatyzacja to podstawa do łatwego oszczędzania.

    • Hej Wojtek,

      dziękuję za komentarz. W moim przypadku robienie budżetu domowego bardzo pomogło mi na etapie porządkowania finansów (grubo ponad 2 mln zł kredytów jeszcze w 2009 roku). Weszło mi to w krew i po prostu polubiłem to poczucie kontroli i panowania nad każdą złotówką.

      Zdałem sobie jednak ostatnio sprawę, że na tym etapie nie jest to najlepszy sposób na wykorzystanie mojego czasu i mogę to dalej zoptymalizować. W pełni się zgadzam z Twoim podejściem: automatyzować i upraszczać, a odzyskany w ten sposób czas poświęcać na sprawy generujące jeszcze większą wartość.

  3. Mam podobny, prosty system zarządzania pieniędzmi 🙂 Co prawda nie przechodziłem przez etap budżetu domowego bo jestem na to zbyt leniwy, ale postawiłem za to na automatyzację. Posiadam kilka rachunków celowych na które co miesiąc trafia odpowiednia kwota. Odkładam na mieszkanie, podróże, emeryturę, „amortyzację samochodu”. Na rachunku bieżącym zostawiam sumę pieniędzy która wystarcza na rachunki i tak zwane „życie” a reszta pieniędzy ląduje na osobnym rachunku oszczędnościowym (no kubek w kubek Twoje rozwiązanie ;)) z którego finansuję mniej oczekiwane wydatki, czyli jest to taki fundusz wydatków nagłych.
    Plusem tego rozwiązania jest to, że dzieje się wszystko automatycznie no i oczywiście oszczędności ładnie przyrastają. Jednak oczywistym minusem jest to, że ciężko mi w łatwy sposób optymalizować wydatki bieżące – zazwyczaj ta kwota którą zostawiam na RORze po prostu się rozchodzi, niezależnie w jakiej wielkości 😉

    Aha, no i nie mam żadnych długów oraz żadnych pożyczek i kredytów 🙂

    Duży szacunek za promowanie prostych rozwiązań i nie „wtykanie” budżetu domowego każdemu 🙂

    • Hej Krzysiek,

      gratuluję Ci zdrowego podejścia do finansów i systematycznie rosnących oszczędności. To najlepszy dowód na to, że Twoja metoda jest skuteczna.

      Co do „rozchodzenia” się środków na ROR – czyli tych przeznaczonych na wydatki – to raczej nie ma się czym przejmować. W końcu właśnie takie przydzieliłeś im zadanie: pokryć wydatki 😉

  4. Obserwuję ten blog od roku ale teraz mogę powiedzieć Kocham Pana 😉 Nie tylko dbający o finanse, ale także o zdrowie i planetę Ziemię. Jestem weganką od ponad 3 lat i widzę ile dobrego stało się tylko dzięki zmianie odżywiania i poszerzeniu świadomości w moim życiu i zdrowiu . Mogę polecić z czystym sumieniem kilka blogów kulinarnych z których na co dzień korzystam:

    http://www.jadlonomia.com
    http://www.blendman.pl (tu akurat trochę prywaty, bo to mój syn, nota bene za dwa tygodnie będzie w sprzedaży jego książka o pastach i hummusach )
    http://vegenerat-biegowy.pl (tutaj nie tylko przepisy ale także pasja biegacza).

    Polecam też książkę „Jedz i biegaj ” Jurka Scota ( http://www.empik.com/jedz-i-biegaj-jurek-scott,p1052641294,ksiazka-p )
    gdzie opisuje swoją drogę do sukcesów w ultramaratonach właśnie dzięki zmianie diety na wegańską.
    Blog: http://veganworkout.org.pl tam kompendium wiedzy o treningach na weganie.
    Uwielbiam też vlog i blog The Buddhist Chef https://www.youtube.com/channel/UCGKuU-STpmbWApKYkwmrkkw

    Informacji jest bardzo dużo, to nie wiedza tajemna, że weganizm jest najlepszym sposobem na zdrowe i długie życie ( Oczywiście tylko gdy zwracamy uwagę na to co jemy, przecież wódka, cola i frytki także są wegańskie 😉 więc nie zawsze wege = zdrowe )

    Co do dbania o finanse, podobnie jak Ty przez ostatnie trzy miesiące nie spisuję wydatków, mam już nawyk oszczędzania i pieniądze mi nie ulatują w nieznanym kierunku ale….. czułam się bezpieczniej robiąc moja listę wydatków i przychodów oraz przemyśliwując budżet na kolejny miesiąc i jednak po wakacjach zamierzam powrócić do tabelek 🙂 Post jak zwykle bardzo inspirujący, bardzo dziękuję za niego .

    Pozdrawiam 🙂

    • Hej Joanna,

      ależ miły komentarz! 😉 W dodatku naszpikowany bardzo przydatnymi informacjami – dziękuję, dziękuję, dziękuję!

      Mam propozycję: w zamian za książkę Twojego syna z autografem odeślę mu moją z odręczną dedykacją.
      Ot – taki barter w imię szerzenia pozytywnych idei 😉
      Wyślij mi adres, pod który mogę wysłać książkę na blog.marcin.iwuc@gmail.com

      „Cola i frytki też są vege” – fajne 😉
      Jeszcze raz serdecznie dziękuję za wszystkie informacje i gorąco Cię pozdrawiam.

      • Napisałam do Ciebie , mam nadzieję, że wiadomość nie utknęła w spamie 😉 pozdrawiam i proszę o odpowiedź gdzie mam wysłać książkę dla Ciebie 🙂

  5. Panie Marcinie a przy okazji październikowego biegu w Poznaniu nie ma Pan w planach spotkania z czytelnikami?😉 Ech parę pytań, książka do podpisania, jakieś przepisy wegańskie by sie przygotowało😉 Pozdrawiam i dziękuję za świetny wpis.

    • Cześć Magda,

      to całkiem dobry pomysł 😉 We wrześniu minie rok od akcji „FBO u Ciebie” i chyba faktycznie czas ruszyć w drogę. Zaplanuję coś i dam znać na blogu – ale październik wydaje się świetnym terminem.

  6. „…dlatego zapisałem się na październikowy maraton w Poznaniu…” – generalnie odradzam maraton w pierwszym roku regularnego biegania. Półmaraton ok, ale nie cały dystans. Jeżeli ktoś bardzo ceni swoje zdrowie, to zdecydowanie zalecam inwestycję długoterminową 😉 czyli powolne adaptowanie własnego ciała (i umysłu) do takiego wysiłku. Wbrew pozorom, nie każdy umie biegać dobrze technicznie, a jest to aspekt na którym każdy powinie się skupić na początku swoje długiej (tego życzę) przygody z bieganiem. Nie głupie bicie kilometrów i poceniu się. Bieganie to 80% głowa. Mądra głowa.

    Przykład diety pokazuje, że umysł otwarty i skłonny do próbowania. W związku z tym polecam także zainteresować się terminem „bieganie naturalne”, co w perspektywie także długoterminowej, przyniesie jeszcze więcej korzyści niż samo spełnienie marzenia (przebiegnięcie mety maratonu).

    Odnośnie diety; początki dla niektórych są trudne. W takich chwilach nie warto zadręczać się, że to nie dla mnie i „kończyć z tym”. Jeżeli 99% diety będzie pochodzenia roślinnego, to już sukces. Ci bardziej ambitni dojadą do setki bez większych problemów. Da się, i w takim kraju jak Polska jest to zdecydowanie proste. Kwintesencją jest przygotowywanie jedzenia w kuchni, a nie w fabryce 😉

    Na co zwrócić uwagę; witamina B12. To chyba jedyny problem wegan jaki znam, a siedzę w temacie relatywnie długo.

    • Hej Jim 1961,

      bardzo dziękuję za cenne wskazówki. Biegam regularnie od kilku lat – ale krótsze dystanse (do 15 km). Moim głównym problemem był syndrom pasma biodrowo-piszczelowego. Po godzinie biegu zaczynał się ból i stopniowo narastał. Nie wiedziałem, co jest przyczyną, więc odpuszczałem dłuższe dystanse.
      W tym roku – dzięki pomocy fizjoterapeuty – jest znacznie lepiej. Dlatego znów powróciłem do tematu maratonu. Chcę przebiec sobie po prostu 1 raz w życiu. Na spokojnie – choćby w 5 godzin. Na razie stopniowo wydłużam czas cotygodniowych wybiegań i bacznie wsłuchuję się w swój organizm, Jeśli coś będzie nie tak – odpuszczę. Zdrowie jest priorytetem. W każdym razie – chyba pierwszy raz w życiu trenuję z głową 😉

      Podrzuciłbyś jakieś linki/źródła na temat tego biegania naturalnego?

  7. „sukces zawodowy, opłacony utratą zdrowia, nie ma większego sensu” zgadzam się z tym w zupełności. Nie ma nic gorszego, niż zmarnowanie swojego życia poprzez gonienie za pieniędzmi. Odsuwa się rodzina, odsuwają znajomi, ma się wtedy więcej pieniędzy… ale co z tego?

    • Cześć Marzena,

      to własnie jeden z powodów, dla których zrobiłem tę listę najważniejszych dla mnie obszarów życia, a potem zmusiłem jeszcze do w pełni świadomego nadania im priorytetów.

      Dzięki temu, gdy trzeba dokonać wyboru (praca czy np. trening lub wyjazd z rodziną) – jest mi znacznie łatwiej podjąć decyzję.

      Ma to oczywiście swoją cenę – część zawodowych projektów ciągnie się dłużej, a z innych muszę po prostu zrezygnować. Ale jak mówią – życie to sztuka wyborów 😉

  8. I właśnie za to uwielbiam bieganie! Dwa razy do roku biegam maraton (najczęściej w fajnym miejscu, łącząc go z wyjazdem za granicę). Na początku sezonu wybieram jakiś i ustalam w jakim czasie chce go przebiec. Mam więc konkretny cel osadzony w miejscu i czasie. Dobieram do tego trening ktory pozwoli mi na poprawienie wyniku czyli osiagniecie celu. Realizuje go krok po kroku, dokładam te cegiełki, czyli zmniejszam ryzyko niepowodzenia. Na koniec sezonu, w nagrodę za całą tą drogę (bo oczywiscie nie cel a droga do niego jest ważna) staję na linii startu, przebiegam ten maraton i staram się osiągnąć cel. Jak wyjdzie to jest duża satysfakcja, jak nie wyjdzie to jest duża motywacja na przyszłość 🙂 To jest bardzo proste. Teraz te zasady i sposób działania trzeba przenieść na inne sfery życia, takie jak finanse. Dzięki za inspirację! A w Poznaniu będę wypatrywał Cie na trasie.

    • Hej Marcin,

      dobry pomysł z przeniesieniem tego na inne sfery życia 😉

      Mnie do biegania bardzo zainspirował Jacek Mejer – MEZO – raper z Poznania 😉 Bardzo pozytywny, pełen entuzjazmu i optymizmu człowiek. Niedawno wydał nawet płytę pt. „Życiówka” – świetnie biega się do tej muzyki.

      Mezo jest „amatorem”, który już przebiega maraton w czasie poniżej 2:50, a jego życiowym celem jest 2:30. Jeśli lubisz biegać w rytm muzyki – polecam utwory z Życiówki 😉

      A tutaj jest link do podcastu z Mezo:
      http://marciniwuc.com/fbo-031-mezo/

  9. Mnie najbardziej bawi jak znajomi z pracy łapią się za głowę jak im mówię, że spisuję każdy wydatek w kontomierzu. Ich komentarze najczęściej brzmią tak – ” To tyyyyle roboty, nie opłaca mi się na to tracić czasu”. Zupełnie nie wiedzą nic o prowadzeniu domowego budżetu, pieniądze im uciekają, praktycznie nie oszczędzają (marudzą na to), ale nic z tym nie robią, gwoli ścisłości pracuje w branży w której zarabia się chyba najlepiej (IT), więc możliwości (zasoby pieniężne) do oszczędzania mamy ogromne. A mnie obecnie tak to weszło w nawyk że zajmuje góra 5min tygodniowo. I robię to już bardziej z przyzwyczajenia, bo poziom świadomości domowych finansów mam tak wysoki, że praktycznie cały system mogłabym prowadzić już tylko na poziomie własnej kartoteki w głowie.

    Co do diety wegańskiej – gratuluję 🙂 . U mnie w rodzinie każdy się dziwił jak oświadczyłam, że nie będę jeść mięsa, bo normalnie byłam w stanie podjadać sobie surową wołowinę nawet (nie mam na myśli tatara), tak mi to mięso smakowało, jednakże niewielkim wysiłkiem, praktycznie żadnym zmieniłam dietę na prawie wegańską i wszystkie problemy zdrowotne, które miałam do tej pory zniknęły w ciągu roku. Co do poziomu cholesterolu to olej go całkowicie, lepiej zrób badanie na poziom homocysteiny, każdy wynik powyżej 10 to stan niebezpieczny dla zdrowia, prowadzący do chorób wieńcowych/miażdzycowych i innych układu krążenia. Wszystkożercy mają go zawsze ponad normę, właśnie przez niską podaż wit b12/b6 itp, a zbyt duże spożycie produktów odzwierzęcych, taki paradoks, że mięso i jaja w dzisiejszych czasach nie zawierają praktycznie nic wit b12. I to poziom homocysteiny jest właśnie tym wskaźnikiem czy z naszym organizmem jest ok, czy może już wszystko zmierza w kierunku zawału. Można mieć wzorcowy lipidogram a tak czy siak zejść na zawał nie wiadomo kiedy, właśnie przez niedobory witamin z grupy b. Niestety lekarza są obecnie mocno niedokształceni, ciężko trafić na takiego, który by zlecał to badanie bądź w ogóle wiedział czym jest homocysteina.

    • Hej Monika P.,

      bez dwóch zdań – budżet jest bardzo skuteczny w uszczelnianiu wydatków. Pieniądze lubią uciekać nam takimi „małymi dziurami”, które budżet domowy skutecznie zatyka.

      Dziękuję za informację o homocysteinie. Bardzo ciekawe – podrążę temat 😉

  10. Mnie też w końcu zmęczył budżet. Gwoździem do trumny była loteria paragonowa, która skutecznie obrzydziła mi wklepywanie czegokolwiek gdziekolwiek 😉 Niby nadal wpisuję wydatki do budżetu, ale już od dawna bardziej opieram się na sumowaniu stanu posiadania na koniec miesiąca i porównywaniu go ze stanem sprzed miesiąca i z początku roku.

    • Cześć OlaP,

      nic na siłę 😉 Jeśli w Twoim przypadku regularne robienie budżetu nie sprawdza się – nie walcz z tym. Ostatecznie liczy się to, czy stan Twoich oszczędności rośnie. Jeśli tak – to wszystko jest w porządku. Podobnie, jak u Ciebie, mi wystarcza na weryfikację tego ok. 1h pod koniec miesiąca. Robię tak dopiero od 4 miesięcy, ale efekty są równie dobre jak z budżetem.

      Fajnie sprawdza się również wykres wartości netto w czasie (YNAB generuje go automatycznie) – polecam 😉

  11. Szczerze zachęciłeś mnie do przejścia na weganizm. Z żoną coraz bardziej się nad tym zastanawiamy, a Ty dałeś nam kolejnego kopa 🙂 Cieszę się, że nie tylko ja biegam. Ale twoje cele pozwoliły mi bardziej ustalić moje własne, więc kolejne dzięki.

    Co do treningów to na pewno polecam ściągnięcie na smartfon aplikacji, która będzie Ci przypominać. Ja korzystam z takich aplikacji do robienia pompek i brzuszków (100 pompek, 300 przysiadów). Jest takich aplikacji bardzo wiele na androida, więc wystarczy, że zajrzysz na sklep play 🙂

    Życzę Tobie i mi powodzenia 🙂

    • Cześć Szymon, na pewno warto zainteresować się ideą weganizmu. Wiele osób (do niedawna łącznie ze mną) odrzuca to, zanim wniknie w sedno sprawy. Film „What the Health” jest dobrym pretekstem do zainteresowania się tematem. Najwygodniej obejrzeć go na Netflixie.

      A bieganie? Nie wyobrażam sobie życia bez biegania 😉 Biegam z aplikacją Endomondo.

  12. Gratuluję przejścia na zieloną stronę mocy! Fajny, niby lekki ale głęboki wpis:) U mnie też się sprawdza zasada, że im lepiej coś zorganizujemy wchodzi nam to w nawyk i wymaga coraz mniej wysiłku. I tak jak wspomniałeś nie dotyczy to tylko kwestii finansowych:) Życzę dużo wytrwałości i radości z odkrywania roślinnych potraw!

  13. ITBS. To też moja zmora. Tu, co pewnie wiesz, kilka linków. Trzeba się z rolką zaprzyjaźnić. Choć to szorstka przyjaźń jest 🙂

    http://warszawskibiegacz.pl/jak-wyleczyc-itbs/
    http://runtheworld.pl/syndrom-pasma-biodrowo-piszczelowego-itbs-wpis-przypominajacy-moja-historie-leczenie-cwiczenia-i-wnioski/
    http://www.magazynbieganie.pl/rolowanie-miesni-robic/

    Z weganizmem też krok w dobrą stronę. Jak zaczyna się czytać, szczególnie blogi biegających, sporo osób idzie w tę stronę. Na pewno rzuć okiem na tą książkę. Sporo z niej zrobiłem:

    http://www.empik.com/kuchnia-dla-biegaczy-sila-z-roslin-domaradzka-violetta-zakrzewski-robert-parol-damian,p1110628999,ksiazka-p

    Powodzenia i udanych treningów. Byle nie za szybkich 🙂

  14. Też zrezygnowałam z robienia dokładnego budżetu domowego – w zasadzie po kilku miesiącach go prowadzenia. Budżet tylko potwierdził moje przypuszczenia, że racjonalnie wydaję pieniądze. Wydatki są i były takie same – jedzenie, jedzenie na mieście, opłaty za śmieci, benzyna, ZUS i tak dalej. Ewentualnie dochodziły planowane wydatki typu ubezpieczenie. Ale to wszystko wiem i bez planu. Poza tym w ogóle nie mam problemu z zamykaniem budżetu – wydaję ok. 35%-45% miesięcznych dochodów (różnica zależy od różnicy w dochodzie miesięcznym, a nie wydatkach), więc nie mam problemu, że nagle zepsuje się pralka.
    W zasadzie w ramach prowadzenia budżetu odkryłam tylko jedną rzecz – wydaję więcej na siebie niż mąż (nie dotyczy ubrań – jego są droższe). To raczej tzw. podatek od bycia kobietą: droższy fryzjer (jeszcze sobie farbuje włosy), chodzenie do kosmetyczki (nawet jeśli jest to tylko regulacja brwi). Podliczyłam, że w ciągu roku są to ok. 1.000 – 1.500 zł.

  15. Cieszę się bardzo, że podjąłeś nową dietę 🙂 Bardzo słuszna decyzja. Polecam książkę „Nowoczesne zasady odżywiania” Campbell Colin T., Campbell Thomas M. Zawarte są w niej badania naukowe na ten temat. Bardzo inspirująca.
    Poza tym szerokie podejście do tematu jest w książce: „Głosy rewolucji żywnościowej” John Robbins, Ocean Robbins. Są to eseje na temat diety wegańskiej w różnych kontekstach – ekonomicznym, ekologicznym, etycznym, zdrowotnym itp.
    Przepisy już omówiła Joanna (pozdrawiam).
    Pozdrawiam serdecznie

  16. Co do zasad dobrej, zdrowej diety przyznam szczerze, że mam ogromny mętlik. Przeczytałem już w sieci tak dużo różnych sprzecznych artykułów na ten temat, że nie wiem co jest prawdą a co zwykłą ściemą. Piszecie, że przy produkcji mięsa używa się różnych dziwnych specyfików. Zastanawiam się czy przy produkcji warzyw i owoców ( podstawa diety wegańskiej) również nie używa się różnych dziwnych substancji. Żeby jabłko było bardziej czerwone, żeby kalafior urósł jak piłka do nogi, żeby marchewki nie zjadły robaki, czereśni nie zniszczyła zaraza a ziemniaki długo były zdatne do spożycia. Czy spożywanie mięsa jest złe same w sobie czy jest złe dlatego, że produkuję się je na masową skalę? Czy jest dzisiaj dostępna dobra żywność? Czy droga żywność „eco” na pewno jest „eco” czy nie jest to jedna wielka ściema, która ma wydrenować nam portfele. Do tego wszystkiego cała masa drogich suplementów bez których nie da się żyć. Mój dziadek w pełnym zdrowiu dożył 95lat jego dieta była bardzo prostą dietą opartą głównie na mleku, maśle, chlebie i wieprzowinie. Wydaję mi się, że przy wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek i nie dać się omamić rewelacjami z internetu.

    • Zgadzam się, aby spożywać zdrowe warzywa i owoce trzeba je sobie samemu uprawiać, te kupne i to nawet te niby eko to…. śmiechu warte. Ludzie nie dajcie się zwariować i wkręcać w spirale marketingową 🙂

    • Szczególnie owoce, a w szczególności importowane są dość mocno pryskane. Moi rodzice pochodzą ze wsi i mieli wielu znajomych sadowników w wieku zbliżonym do swojego, żaden z nich już nie żyje. Mam znajomego który pracował w magazynie gdzie przechowywano różne opryski, oczywiście teraz te opryski są mniej szkodliwe niż kiedyś ale nadal jak zdarzy się rozerwać jakieś opakowanie to sprząta się to w maskach i kombinezonach „chemicznych”. Co do filmu „What the health” proponuję się również zapoznać z jego krytyką. Tak czy inaczej, jedzenie większej ilości owoców i warzyw nikomu nie zaszkodzi, tylko myjmy je dobrze! I jako mięsożerca polecam wegańskie sushi, jedno z najlepszych jakie jadłem! 😀

  17. Marcin Kluczek

    Maraton – nieźle 🙂
    Od dawna nie biegałem, ale z doświadczenia coś zasugeruję. Spróbuj najpierw pokonać półmaraton. Przerobisz w praktyce zapisy, przygotowanie mentalne, kwestie organizacyjne na miejscu. Jadąc dzień wcześniej na pewno spotkasz zawodników i dostaniesz masę porad od zaprawionych w bojach 🙂

    Najbliższe o jakich wiem są w
    Ciechocinku 27 sierpnia http://www.polmaratonciechocinek.pl/
    Łodzi 10 września http://www.polmaratonlodz.pl/

  18. Witam,

    1) co do idei weganizmu- bez problemu znajdziesz też profesorów biologii, którzy będą propagowali idee kreacjonizmu, popierając to naukowymi argumentami. Nie oceniam.
    2) Jak tam idzie kurs? Wrzesień aktualny?

    Pozdrawiam

  19. Cześć!

    Dawno m,nie tu nie było. Jak Twój portfel inwestycyjny? Na wallstreet rekordy, u nas zarzynanie części OZE i inwestycje na najniższym poziomie od 20 lat.

  20. Byłam wegetarianką przez 5 i pół roku w tym weganką przez 3, to dobra dieta, na pewno miałam więcej energii kiedy jadłam same rośliny. Zaczęłam się łamać w czasie depresji, włączyłam wtedy do diety jajka. Rok później mleko, na końcu mięso. Najtrudniejsze było to, że reszta rodziny jadła wszystko, im dłużej to trwało tym mi było trudniej. Czasem myślę, żeby wrócić do wege. Chodzę po górach i myślę, że jak wrócę z wakacji, to może chociaż przez część tygodnia będę na diecie roślinnej. Dzięki za ten wpis.

  21. Marcinie,
    gratuluję zmiany diety:) polecam Jadłonomię Marty Dymek – ma bardzo dużo przepisów roślinnych

  22. Witaj,
    Polecam podcasty o odżywianiu (o ile go jeszcze nie znasz ) „Więcej niż zdrowe odżywianie”. Trafiłam na niego dwa tygodnie temu i jestem zachwycona.

  23. Cześć Marcin,

    Budżet domowy – pomysł z odpuszczeniem sobie prowadzenia budżetu domowego brzmi kusząco, ale nie dla mnie jeszcze. Już długo miałam stabilną sytuację i również potrafię przewidzieć swoje wydatki, jednak w przyszłym roku chciałabym wystartować ze swoim biznesem, a rzucić etat…szykują się nieregularne dochody, więc na start nie będę sobie komplikować brakiem budżetu domowego.

    Dieta wegańska! To chyba wyzwanie. Znajomi wkrótce otwierają pierwszą wegańską restaurację w Radomiu. Zapraszam, jeśli będziesz w okolicy.

    Sport – przychylę się do zdania jednego z przedkomentujących, że biegać trzeba umieć mądrze, czy jakoś tak 😉 Dla mnie najlepszym sportem okazało się brazylijskie jiu jitsu – trening aerobowy i siłowy w jednym, a do tego elementy samoobrony. Społeczność BJJ jest bardzo zżyta, co mocno buduje pozytywną atmosferę. Każdy może wystartować w zawodach, nawet rangi ogólnopolskiej, podział na kategorie zaawansowania i wagowe…a nawet wiekowe (kwalifikujesz się do Masters).
    Natomiast jeśli dla Ciebie to by było za dużo lub nie masz po prostu ochoty próbować, to ZDECYDOWANIE polecam jako trening siłowy KETTLEBELLS. Zacznij pod okiem instruktora oczywiście. Rezultaty są niesamowite.

  24. Cześć Marcin!

    Fajnie obserwować jak się rozwijasz i dzielisz się tym publicznie. Rzeczywiście może to być motywacją dla innych! To naturalne, że wraz z rozwojem punkt widzenia się zmienia 🙂

    Dla mnie ważne jest, aby realizując jakiś cel, nie stracić z oczu tego co się dzieje podczas drogi do niego. A czasem ta droga stanowi większą wartość niż samo osiągniecie celu.

  25. Co do jedzenia polecam poczytać na temat „Diety według grupy krwi”.
    Sam ja stosuje i widzę różnicę względem tego jak wcześniej jadłem wszystko bez zwracania na to zbytnio uwagi i jak wygląda to teraz.

  26. Hej Marcin
    Jeszcze odnośnie zdrowia i biegania to polecam materiały autora Kelly Starrett. Kelly Starrett jest fizykoterapeutą.
    pozdrawiam
    Bartek

  27. Skąd weganie biorą B12?

    Co do budżetu – myślę, że jednak warto trzymać się spisywania i planowania. Ile osób jest w stanie trzymać żelazną dyscyplinę w finansach? Poza tym – zapiski przydają się do statystyki, jako pamięć zewnętrzna i miejsce gromadzenia informacji. Gdy chcę sprawdzić ile rok temu płaciłem za OC – nie szukam umowy, ani przelewu. Odpalam program/arkusz i już to mam. Gdy chcę coś sprzedać – klikam parę razy i już wiem, ile za coś zapłaciłem.
    Inni członkowie rodziny też zresztą wydają pieniążki. Jak ustalamy, że spisujemy – to mniejsza szansa, że jakąś kwotę nam wetnie i będzie wzajemne zadawanie pytań.
    Zalet jest według mnie więcej niż wad. Nawet jeśli spojrzymy na to pod kątem czasu – to czy jesteśmy pewni, że czas przeznaczony wcześniej na budżetowanie wykorzystujemy systematycznie właściwie? Parę razy na pewno – kino, medytacja, rodzina, inwestycje itp., ale czy stać nas na systematyczność? Odstępowanie od budżetu i spisywania póki co w ogóle mi się nie podoba.

  28. Dziękuję Marcinie za ten artykuł akurat w momencie, kiedy sama zastanawiam się, jak uprościć spisywanie budżetu. Nie mam problemu z oszczędzaniem i planowaniem wydatków, szczęśliwie nie mam też żadnych kredytów, debetów czy długów, więc największy problem łączy się z regularnym uzupełnianiem aplikacji do budżetowania.

    Myślę, że nie wszyscy potrzebują rygorystycznej dyscypliny uzupełniania zapisów w aplikacji do budżetowania. Niektórzy mają wysoką samodyscyplinę i zdrowe nawyki finansowe, dlatego mogą nieco zmodyfikować sposób kontrolowania finansów.

  29. Cześć Marcin !
    Widzę, że po urlopie wróciłeś pełen twórczego entuzjazmu! Jeżeli chodzi o strefę zdrowia, bardzo polecam testy nietolerancji pokarmowej. Przez jakis czas obserwowałam swój organizm i zauważyłam, że nie służą mi produkty mleczne. Później zaczęłam zauważać, że także cos innego musi mi szkodzic (miałam bóle brzucha, wzdęcia etc). Nie mogłam tylko dojść co to takiego… Po testach wyszło mi, że nie powinnam jeść takze np grzybow czy drożdży. Nie bylam w stanie wyłapać tego „na czuja”. Teraz staram się unikać „niedobrych” dla mnie pokarmow i czuję sie duzo lepiej 🙂 Testy te są dość drogie, niestety. Ale o ile mnie pamięć nie myli, w Poznaniu jest laboratorium, które robi je w atrakcyjnej ofercie. Wystarczy tylko mała próbka krwi.
    Pozdrawiam!

  30. Dzien dobry! 🙂

    W moim przypadku, planowanie budżetu nadal na etapie drugim. Przyznaję, że sprawia mi co całkiem sporo frajdy i satysfakcji, gdy widzę że pieniądze faktycznie idą tam gdzie ja sobie tego życze. Dzięki takim osobom jak Pan oraz Pan M. Szafrański zrozumiałem gdzie popełniałem błędy i co zrobić, żeby działać efektywnie. Dziękuję za pomoc i proszę o więcej! 🙂

    Sam jestem biegaczem amatorem z kilkoma maratonami na koncie oraz wegetarianinem. Nie uważam, aby uprawianie sportu i dieta wegeratiańska lub wegańska stanowiła jakikolwiek problem. Wielkokrotnie stosowałem posty owocowe-warzywne wg. zaleceń dr Ewy Dąbrowskiej (http://www.empik.com/cialo-i-ducha-ratowac-zywieniem-dabrowska-ewa,p1100693806,ksiazka-p). Owszem, trzeba być nieco świrem, żeby sobie to robić przez 6 tygodni, ale da się i co najważniejsze dla mnie – warto! Oczywiście w trakcie postów nadal utrzymywałem standardowe obciążenie treningowe (poranne ćwiczenia + 3 treningi biegowe w tygodniu) i przyznam, czułem że moja wydolność się nieco poprawiła w porównaniu do zwykłej diety wegetariańskiej, ale to tylko subiektywne odczucie.
    Polecam rownież książkę z przepisami (http://www.empik.com/kuchnia-dla-biegaczy-sila-z-roslin-domaradzka-violetta-zakrzewski-robert-parol-damian,p1110628999,ksiazka-p).

    Życzę sukcesów osobistych, finansowych, dietetycznych i biegowych! 🙂

  31. Saintsinner

    Kilka haseł do sprawdzenia….w kwestii sportu – Freeletics….w kwestii żywienia – dieta Paleo oraz dieta wg Pięciu Przemian (oparta na założeniach Tradycyjnej Medycyny Chińskiej )….filmy o tematyce zdrowotnej i żywieniowej – „Food Matters” (chyba jest na Netflixie!?) oraz „Food Inc” (łatwo znajdziesz na Youtube)….oczywiście do wszystkiego dobrze przyłożyć sporą dozę krytycznego odbioru, skorzystać z tego co do nas przemawia i rezonuje z naszym wnętrzem…..pozdrawiam, świetny blog :))) !!!

  32. Skad wiedziałeś że to co wybrałeś jest dla Ciebie ważne i że akurat taka kolejność. Oczywiscie nie mowie tutaj o punkcie 1 Miłość i Rodzina. Ale zacząłem nad tym myśleć i tak naprawdę nie wiem . A rozwijając każdy z punktów to tym bardziej nie wiem co jest dla mnie ważne . Ehh…

  33. Cześć, czy ktoś z Was interesuje sie tematem kryptowalut? Konkretnie chodzi o ethereum. Chce zaczac inwestowac z firma, ktora ma swoja kopalnie, mozecie cos o tym powiedziec?

Odpowiedz

Podobają Ci się artykuły na blogu?

Zdjęcie autora Dołącz do ponad 8721 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.

 

FreshMail.pl