Co Brexit oznacza dla Ciebie?

46

W gospodarczej historii świata występują zdarzenia, które na pierwszy rzut oka wydają się bardzo odległe i niezbyt istotne. Ale, podobnie jak mały kamyk w pewnych warunkach powoduje ogromną lawinę, tak pojedynczy incydent może wywołać całą sekwencję fatalnych zdarzeń. W 2008 roku „kamykiem” był upadek banku inwestycyjnego Lehman Brothers. Biorąc pod uwagę obecną sytuację w Unii Europejskiej, rysujący się na horyzoncie Brexit jest bardzo poważnym kandydatem do tytułu kolejnego „czarnego łabędzia”, o którym długo będziemy pamiętać.

W tym tygodniu nie uciekniemy od tego tematu i wszystkie media będą go drążyć. Pomyślałem więc, że przyda się „mała ściąga”, która pomoże lepiej zrozumieć prasowe i telewizyjne doniesienia. W tym artykule przeczytasz:

  • Skąd wziął się ten cały Brexit i co będzie dalej?
  • Dlaczego rynki finansowe tak bardzo panikują?
  • Co to oznacza dla nas i Polski?

Czym jest i skąd wziął się ten cały Brexit?

Zacznę od tego, że Brexit – czyli proces wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – jeszcze się nie rozpoczął i ciągle są (nikłe?) szanse, że ostatecznie do niego nie dojdzie. Póki co mamy wyniki referendum, w którym 51,9% głosujących obywateli (przy frekwencji 72%) opowiedziało się za wyjściem z Unii Europejskiej. Warto podkreślić, że referendum miało charakter „doradczy” – jego wyniki nie są prawnie wiążące i brytyjski parlament może podjąć decyzję o pozostaniu w UE. Dziś jednak trudno obstawiać taki scenariusz. W każdym razie od referendum do faktycznego wyjścia z Unii droga jeszcze daleka, choć wiele wskazuje na to, że Wielka Brytania za chwilę faktycznie zacznie nią kroczyć.

A dlaczego w ogóle odbyło się to całe referendum? Wielu komentatorów wskazuje, że był to ogromny polityczny błąd Davida Camerona. Zdawał sobie sprawę, że w Wielkiej Brytanii rośnie liczba eurosceptyków (również w szeregach jego macierzystej partii), a że dobrze mu się premierowało i chciał robić to nadal po wyborach w 2015 roku, postanowił grać na tych nastrojach. Udało się – premierem pozostał. Pokazał siebie jako twardego negocjatora, domagającego się gruntownych reform UE, dających Wielkiej Brytanii większą niezależność od Unii. Zbliżające się referendum miało wzmacniać jego pozycję negocjacyjną i pomóc osiągnąć te cele. Tyle tylko, że wynik referendum miał być zupełnie inny. Tymczasem nasilona kampania eurosceptyków, w dużej mierze oparta na niechęci do imigrantów, trafiła na podatny grunt, i…David Cameron musiał powiedzieć „Ups!” i do października pożegna się ze stanowiskiem, o które tak zawzięcie wojował. Plan był chytry, ale miał luki.

Co będzie dalej?

Wyjście Wielkiej Brytanii z UE, o ile do niego faktycznie dojdzie, odbywać się będzie na podstawie Art. 50 Traktatu z Lizbony. Nikt tego jeszcze nie testował, więc niewiadomych jest mnóstwo (jak dotąd jedynie zależna od Danii Grenlandia wycofała się z EWG – prekursora Unii – ale to było w roku 1985, w oparciu o inne przepisy). Krok po kroku powinno wyglądać to tak:

  1. Najpierw rząd brytyjski oficjalnie notyfikuje Radę Europejską (szefowie państw i rządów krajów UE), że chce uruchomić Art.50 Traktatu.
  2. Rozpoczynają się negocjacje, w wyniku których podpisana zostaje umowa określająca warunki wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Do tego czasu wiążące są wszystkie obecne umowy i traktaty pomiędzy Wielką Brytanią i UE.
  3. Jeżeli negocjacje nie przyniosą skutku w postaci umowy, to Wielka Brytania przestanie być członkiem UE w ciągu 2 lat od momentu poinformowania Rady Europejskiej.

Ile to potrwa? Prawdopodobnie długo. Po pierwsze: rząd brytyjski może zwlekać z notyfikacją Rady Europejskiej, bo to jest bilet w jedną stronę. Oznacza początek 2-letniego okresu do wyjścia, a ciężko się negocjuje pod presją czasu. W dodatku, gdy Rada obraduje na temat warunków wyjścia, przedstawiciele Wielkiej Brytanii w takich obradach nie biorą udziału. Słowem – kiepska to sytuacja, więc sama notyfikacja może być opóźniana. Po drugie, jeśli 2-letni okres negocjacji nie przyniesie efektów, może on być przedłużony (choć wymaga to jednomyślnej decyzji całej Rady Europejskiej).

Wszystko to może więc potrwać grubo ponad dwa lata, a w tym czasie bardzo wiele może się przecież wydarzyć. Skąd zatem taka nerwowość wśród inwestorów?

Jakie będą skutki Brexitu?

Zacznijmy od korzyści, na które przed referendum wskazywali zwolennicy Brexitu:

  • Wielka Brytania będzie mogła sama decydować o swoich sprawach, zamiast realizować nakazy z Brukseli. Szczególnie, że Komisja Europejska, nie będąca nawet organem wybieranym w demokratycznych wyborach, ma monopol na kształtowanie prawa w UE, a niektóre z jej regulacji są automatycznie wiążące w krajach członkowskich. Tylko poza UE Wielka Brytania będzie w pełni niepodległa.
  • Wielka Brytania rocznie dopłaca netto do budżetu UE około 7mld funtów. Po wystąpieniu z Unii ten haracz zniknie.
  • Swoboda przepływu ludzi w ramach Europejskiego Systemu Gospodarczego skutkuje napływem ogromnych rzesz imigrantów z innych krajów Unii (największa ich grupa pochodzi z Polski), którzy zabierają Brytyjczykom miejsca pracy i korzystają z zabezpieczenia społecznego. Po wyjściu z Unii zamknie się granice, wprowadzi wizy dla wybranych i problem będzie można rozwiązać.
  • Nie trzeba będzie ratować innych gospodarek UE, takich jak Grecja.
  • Nie trzeba będzie przejmować się wspólną polityką rolną czy polityką ograniczająca połowy.
  • A poza tym UE jest zbiurokratyzowana, nieefektywna i ciągle nękana kolejnymi kryzysami, jak choćby zalew imigrantów z Syrii i innych państw muzułmańskich. Nie ma co dalej siedzieć w tym stetryczałym klubie.

Skoro z Brexitu wynika tyle korzyści, dlaczego po referendum wartość funta względem dolara spadła do najniższego poziomu od ponad 30 lat? Bo wszystkie powyższe „plusy” najwyraźniej nie zrekompensują potencjalnych minusów:

  • UE jest najważniejszym partnerem handlowym Wielkiej Brytanii, odpowiadającym za połowę brytyjskiego importu i eksportu. Pozwala na to brak barier handlowych dzięki swobodzie przepływu towarów i usług. Po wyjściu z UE warunki wymiany handlowej ulegną pogorszeniu, a jej wielkość ulegnie zmniejszeniu. Ekonomiści z London School of Econimics szacują, że w optymistycznym scenariusz Wielka Brytania straci na tym 18 mld funtów rocznie, a w pesymistycznym 50 mld funtów rocznie (czyli zdecydowanie więcej niż 7 mld funtów zaoszczędzonych na niepłaceniu do unijnej kasy).
  • Dla konsumentów – wzrosną ceny importowanych z UE towarów, dla biznesów – znacznie trudniejszy i bardziej kosztowny stanie się eksport (cła, kontrole graniczne, różnice w przepisach, niemożność skorzystania z preferencyjnych warunków handlowych, jakie UE negocjuje z innymi państwami, jak USA czy Japonia).
  • Wielka Brytania jest krajem, w którym do tej pory niezwykle chętnie inwestowały zagraniczne firmy. Napływ takich inwestycji (tzw. FDI – foreign direct investments) zostanie poważnie ograniczony, gdyż zagraniczne firmy produkujące w Wielkiej Brytanii nie będą już mogły swobodnie sprzedawać swoich towarów i usług w całej Unii, zaś brytyjska waluta może okazać się mniej stabilna. Spadek tych inwestycji to kolejny cios dla gospodarki.
  • Spadek wymiany handlowej i inwestycji oznacza również mniejszą liczbę miejsc pracy. Niepewność co do możliwości zatrudnienia, oznaczać będzie mniejszą skłonność do konsumpcji, co również odbije się na wzroście PKB.
  • Imigranci, na których zwala się winę za liczne problemy, wykonują wiele prac, na które sami Brytyjczycy się nie decydują. Płacą więcej podatków i składek niż pobierają zasiłków, poprawiając tym samym stan brytyjskich finansów publicznych. Zamknięcie przed nimi granic niczego nie rozwiązuje, a tylko pogłębi problemy fiskalne.
  • Londyńskie City straci swój status finansowej stolicy Europy (8% brytyjskiego PKB), a wiele giełd, banków i funduszy przeniesie się zapewne do Luksemburga lub Frankfurtu.
  • Brexit może oznaczać również koniec Zjednoczonego Królestwa. Szkocja oraz Irlandia Północna głosowały za pozostaniem w Unii. Już dobiegają stamtąd głosy, że w Szkocji może odbyć się kolejne referendum w sprawie oderwania od Wielkiej Brytanii, zaś Irlandia Północna analizuje możliwość przyłączenia się do pozostającej w Unii Irlandii.

Oczywiście z podobnych przyczyn na Brexicie ucierpi też sama Unia:

  • Spadek wymiany handlowej uderza zawsze w obydwie strony. Unijny PKB będzie niższy, co w czasach gospodarczej mizerii jest wielkim problemem.
  • Zmaleje składka do unijnego budżetu, więc do podziału będzie znacznie mniej środków.
  • Po wyjściu Wielkiej Brytanii może rozpocząć się efekt domina. Nogami już przebierają Francuzi, coś tam przebąkują Holendrzy i Duńczycy, a już na pewno Grecy. W ten sposób za jakiś czas, Unia, jaką znamy, będzie być może już tylko wspomnieniem.
  • Skoro eurosceptyczni populiści wygrali w Wielkiej Brytanii, to bardziej prawdopodobne wydaje się zwycięstwo Donalda Trumpa za 4 miesiące w USA. A to może otworzyć zupełnie inny rozdział w historii świata.

To głównie takiego scenariusza obawiają się inwestorzy, którzy na wieść o wynikach referendum zareagowali niezwykle nerwowo.

Co to wszystko oznacza dla Polski?

Zacznę od tego, że w piątek złoty był drugą po funcie brytyjskim walutą świata, która najmocniej traciła na wartości. W jaki sposób Brexit wpływa na nasz kraj i na nas?

  • Istnieje ryzyko powstania „Unii dwóch prędkości”, w której grupa najsilniejszych państw w odpowiedzi na Brexit pogłębi integrację i współpracę. Istnieje bardzo duże ryzyko, że Polska znajdzie się poza tą grupą.
  • Nie jesteśmy w strefie euro, a polityka naszego obecnego rządu względem Unii jest zbliżona do brytyjskiej. Wielka Brytania domagała się Unii mniej zintegrowanej politycznie, dlatego m.in. minister Waszczykowski właśnie Wielką Brytanię wskazał jako naszego głównego sojusznika. Teraz ten sojusznik powiedział Unii „Good bye”, co stawia nas w trudnej sytuacji.
  • Spadek do europejskiej drugiej (trzeciej?) ligi to dla nas ogromny problem, bo już w kolejnej perspektywie budżetowej zmniejszyć może się znacznie strumień unijnych środków płynący do Polski . Netto dostajemy z unijnego budżetu najwięcej pieniędzy ze wszystkich krajów członkowskich. Przez pierwszych 10 lat naszego członkostwa otrzymaliśmy na czysto ponad 50 mld EUR (Źródło: Money.pl)

Srodki netto z Unii Europejskiej

  • Mniejsze środki unijne, to zdecydowanie gorsze perspektywy dla Polski, niższy wzrost PKB, większe bezrobocie, spadek dochodów, itd.
  • To również dalsze pogorszenie stanu naszych finansów publicznych. Właśnie pobiliśmy rekord w szybkości przyrostu naszego długu – od początku tego roku zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło o 47 miliardów złotych i wynosi teraz 881 mld złotych (więcej niż przed zagarnięciem pieniędzy z OFE przez PO w celu zmniejszenia zadłużenia).
  • Gwałtowne osłabienie się złotego oraz wzrost rentowności Polskich obligacji dodatkowo utrudnią obsługę obecnego zadłużenia. To może się jeszcze pogorszyć po 1 lipca, kiedy agencja Fitch ogłosi kolejny rating.
  • W górę wystrzelił też frank szwajcarski (przejściowo nawet do 4,20zł). To obciąża dodatkowo budżety 550 000 rodzin, które ponownie więcej przeznaczą na raty i dodatkowo zmniejszą konsumpcję i spowoduje również gwałtowny wzrost kosztów ewentualnej ustawy w sprawie frankowiczów, zwiększając zagrożenie dla naszego systemu bankowego.
  • Spadek notowań złotego zwiększa opłacalność naszego eksportu i zwiększa naszą zewnętrzną konkurencyjność. Nie będzie to jednak w stanie zrekompensować negatywnych skutków.
  • Komplikuje się sytuacja 850 tys. Polaków przebywających w Wielkiej Brytanii. Część może stracić zabezpieczenie socjalne, a Ci, którzy w momencie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE będą przebywać tam krócej niż 5 lat, będą zmuszeni na nowo ubiegać się o prawo pobytu i pracy. Czy po Brexicie je otrzymają?…

Co zatem Brexit może oznaczać dla Ciebie?

Że będziesz żył w biedniejszym, bardziej zadłużonym, wolniej się rozwijającym i posiadającym mniejsze znaczenie kraju. Być może nie odczujesz tego dziś, może nie odczujesz tego za rok. Ale za 5 lat nie będziesz już miał żadnych złudzeń. Wstępując do Unii Europejskiej otrzymaliśmy ogromną rozwojową szansę, z której – jak pokazuje absorpcja środków Unijnych – potrafiliśmy nieźle korzystać. Ta wielka szansa nam teraz ucieka.

Unia Europejska ma wiele wad i zdecydowanie wymaga reform. Boli mnie jednak obserwacja, jak racjonalne argumenty są bardzo skutecznie zagłuszane w wielu krajach przez populistów. Rządzić, rządzić, za wszelką cenę rządzić! Biedniejszym krajem, biedniejszym narodem, ale jednak rządzić! To smutne.

A może jednak w obliczu Brexitu Unia obudzi się z tego letargu? Może najbliższe miesiące przyniosą konstruktywne rozmowy i odważne decyzje? Z natury jestem optymistą, więc mam w sobie jeszcze trochę takiej nadziei 🙂 A jak Wy odbieracie ten cały Brexit?

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 399 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze46 komentarzy

  1. Boję się, ze Brexit będzie to dopiero początek. Za chwilę wybory w Stanach i prawdopodobnie wygra Donald Trump. Za tymi wydarzeniami pójdzie fala euforii przeciwników Unii Europejskiej i w perspektywie kilku lat ta struktura się posypie. Dla Polski to zły prognostyk, bo oprócz tego, że budżet Państwa zwiększa deficyt, by zrealizować wszystkie obietnice wyborcze, to prawdopodobnie Europę czeka mocne spowolnienie.

    Ale jeszcze bardziej niż ekonomią, martwię się naszym bezpieczeństwem. Słaba Unia lub jej brak oznacza łatwy kąsek dla naszego wschodniego sąsiada. O ile w obecnym klimacie politycznym prowadzenie przez Rosję interesów politycznych z poszczególnymi krajami Unii Europejskiej było utrudnione, to przy braku takich struktur wszelkie bariery ustaną. I chcąc czy nie, znajdziemy się znów pod silnym wpływem i manipulacją Rosji 🙁

    • Tak niestety masz rację, mądry komentarz.
      Dla Polski problemy UE, to gospodarczo trzęsienie ziemi ale geopolitycznie, to będzie kolejna tragedia dziejowa.

    • Wielka Brytania wychodząc z Unii Europejskiej nie wychodzi przecież ze struktur NATO, to czemu mamy być łatwym kąskiem dla sąsiadów we wschodu??

      • Ponieważ będziemy mieli mniej wspólnych tematów do rozmów. Jeśli więzi gospodarcze, polityczne i kulturowe będą słabe to Wielka Brytania będzie miała mniej powodów aby nas bronić w razie ewentualnego (tfu, tfu) konfliktu.

        • „Wielka Brytania nie ma wiecznych sojuszników, ani wiecznych wrogów; wieczne są tylko interesy Wielkiej Brytanii i obowiązek ich ochrony” — hrabia H. Temple

          Sformułowana przez hrabiego doktryna nadal obowiązuje. Nie sądzę, by tym razem Brytyjczycy chętnie i szybko wsparli naszą wojnę obronną. W Unii, czy nie. W NATO, czy nie. Z więzią gospodarczą, czy bez. Zawsze zdecyduje o tym jedynie partykularny interes Królestwa. Warto o tym pamiętać, że kiedyś już skończyło się całe sojusznicze wsparcie dziwną wojną, którą po tamtej stronie English Channel nazywano bez pardonu udawaną.

      • to chyba logiczne. to ze jestesmy w NATO duo nie oznacza. w 1939 roku tez mielismy gwarancje Fancji i Angli no i co ? pomogli? Nie! Dla Anglji zeby za polakow walczyc musieli by miec za duzo „gospodarczo” do stracenia. NIe nadzmy naiwni. Tylko USA jeszcze odstrasza Rosje. Erupy oni sie nie boja.

        • Nie badz naiwny, jak Angielsko Francuskie wojska mialy sie zdesantowac w polsce? Teleportacja? Armia to nie jest jeden samolot skoczkow spadochronowych, ktorych wtedy takich dywizji jak dzis tez zreszta nie bylo. Niemcy odcieli Polske od zachodu morzem i ladem. Jak anglicy i francuzi mogli cos zrobic i co? Wypowiedzieli formalnie wojne i zaczeli mobilizacje, zeby w ogole miec szanse nam jakkolwiek pomoc

  2. Ciekawe i zwięzłe podsumowanie. Wiadomo, że UE dała nam dużo, wiele się wybudowało w Polsce. Nikt jednak nie mówi, że ta sama UE zmusiła przez te dotacje do zadłużania się naszego kraju ponad miarę, mamy dług którego nie możemy spłacić. Pytanie czy do nie za duża cena za ten „rozwój i postęp”?? może lepiej wolniej, ale bez długu, żeby nie skończyć tak jak Grecja… Polska daje sobie radę, po tym jak nam gospodarkę zniszczyli i wprowadzili coś na wzór państwa kolonialnego to i tak bardzo duży postęp zrobiliśmy. UE zależy na tym żeby Polska była biedna, mamy tyle bogactw naturalnych, dość dobrych, wykwalifikowanych i pracowitych ludzi, jak nic nadajemy się na tanią siłę roboczą, a jakby tak Polska się odbiła od dna to kto by pracował jako wyrobnik w zachodnich krajach UE??
    Dlaczego jest taka nagonka na kraje grupy wyszehradzkiej, zwłaszcza Węgry (kraj biedny jak My, ale od niedawna bez długów) – może dlatego że nie płacą zachodnim krajom haraczu w postaci gigantycznych odsetek???

    • Dług publiczny to nie to samo co dług kraju, co do Węgier, to tam wciąż jest dług publiczny. Jeśli jakiś kraj by go nie miał, to oznaczało by to, że nie wypłaca np. emerytur lub innych świadczeń, czy też nie posiada obligacji. Węgry spłaciły tylko dług zaciągnięty, a nie dług publiczny

    • @Łukasz
      Przeczytał kilka razy Twój komentarz i najpierw pomyślałem, że widzę kolejny wpis ruskiego trolla. Wpis jakich ostatnio jest niestety co raz więcej w polskim internecie. Jednak Twoja metoda i styl formułowania wniosków sugeruje, że jesteś raczej młodym człowiekiem.
      Będę się teraz odnosił kolejno do Twoich twierdzeń.
      >>Sama UE zmusiła przez te dotacje do zadłużania się naszego kraju ponad miarę, mamy dług którego nie możemy spłacić. Pytanie czy do nie za duża cena za ten „rozwój i postęp”?? może lepiej wolniej, ale bez długu, żeby nie skończyć tak jak Grecja…
      Unia nie zmusza żadnego kraju do zadłużenia się ponad miarę. Jeśli nawiązujesz do inwestycji ze środków pomocowych UE to nie ma przymusu korzystania z nich. Ja jednak cieszę się, że Polska mogła budować autostrady, drogi ekspresowe, drogi krajowe z unijną dopłatą w wysokości ok. 50%. Nie wiem, czy pamiętasz jak wyglądały polskie drogi w latach 90. Jeśli nie wiesz – zapytaj rodziców. Syf kiła i mogiła. Teraz jest dużo lepiej, w znacznej mierze dzięki Unii.
      Jeśli chodzi o limity zadłużania się to są one na szczęści prawnie określone w polskiej konstytucji oraz ustawie budżetowej. Unia nie narzuca krajom członkowskim poziomu zadłużenia. Jeśli rządy są nieodpowiedzialne to się zadłużają ponad miarę tak jak Grecja. Ale to nie wina Unii.

      >>Polska daje sobie radę, po tym jak nam gospodarkę zniszczyli i wprowadzili coś na wzór państwa kolonialnego to i tak bardzo duży postęp zrobiliśmy.
      Nie do końca wiem kogo masz na myśli. Jeśli piszesz o komuchach z ZSRR i PRL to w pełni się z Tobą zgodzę. Zniszczyli gospodarkę i znacznie więcej. Można powiedzieć, że wtedy byliśmy krajem kolonialnym, w zasadzie satelickim ZSRR. Po 1989 zrobiliśmy duży postęp. Wstąpiliśmy do NATO i UNII. Nie wiem czy wiesz, że w referendum unijnym w 2003 roku ponad 77% głosujących (przy frekwencji prawie 59%) opowiedziało się za przystąpieniem do UE. Ja cieszę się, że włączyliśmy się w struktury zachodnie, europejskie. Nie chodzi mi tylko o kasę z dopłat ale wspólne dla cywilizacji zachodniej wartości, takie jak prawa człowieka wolność, demokracja, równość oraz państwo prawne. Nie są to puste słowa.
      >>UE zależy na tym żeby Polska była biedna,
      Nie wiem skąd przekonanie, że Unii zależy na tym, żeby Polska była biedna. Możesz jakoś uzasadnić to twierdzenie? Sądzisz, że UE chce w nieskończoność pakować w nasz piękny kraj dopłaty? To by było zbyt piękne. Zresztą nie o to chodzi. Jeżeli osiągniemy określone wskaźniki ekonomiczne strumień dopłat zmniejszy się i zostanie skierowany do państw bardziej potrzebujących. To będzie spory sukces. Polska nie będzie wtedy ubogim krewnym, którego trzeba wspomagać.

      >>mamy tyle bogactw naturalnych,
      Nie wiem o jakie bogactwa naturalne Ci chodzi. Jeśli nawiązujesz do węgla kamiennego no to na razie wygląda, że za bardzo nie mamy co z nim zrobić. Kraje rozwinięte odwracają się od węgla z powodów ekologicznych. Mamy też symboliczne ilości gazu ziemnego i ropy.

      >dość dobrych, wykwalifikowanych i pracowitych ludzi, jak nic nadajemy się na tanią siłę roboczą, a jakby tak Polska się odbiła od dna to kto by pracował jako wyrobnik w zachodnich krajach UE?>
      Nie wiem, czy dobrze odczytuję Twoje intencje ale sugerujesz, że Unii zależy, żebyśmy byli wyrobnikami, tanią siłą roboczą.
      Nie sądzę aby taka była prawda. Polska jest biedna, bo ma mało krajowego kapitału niezbędnego do rozwoju. Wynika to min. z rozbiorów i dwóch wojen światowych. Bardzo trudno było wówczas budować kapitału ekonomiczny i intelektualny niezbędny do rozwoju państwa. Czy to wina Unii, że tak było? Raczej naszego położenia między Niemcami a Rosją. Ja dzisiaj widzę, że uaktywnienia się sił antyzachodnich, antyunijnych jest kolejną przeszkodą w rozwoju ojczyzny. Bez silnych partnerów, bez Niemiec, bez Unii Polska może wypaść ze struktur i zachodnich i znaleźć się w strefie wpływów Rosji. Polska jest za słaba gospodarczo i militarnie aby podejmować próby konfrontacji ze sąsiadem ze wschodu. Żadne koalicje ze Słowacją czy Węgrami tutaj nie pomogą…

      >>zwłaszcza Węgry (kraj biedny jak My, ale od niedawna bez długów) – może dlatego że nie płacą zachodnim krajom haraczu w postaci gigantycznych odsetek???
      Nie bardzo wiem o jaki zadłużeniu piszesz.
      Jeśli masz na myśl dług publiczny to zadłużenie Węgier wynosi blisko 80% ich PKB. Czyli całkiem sporo. Zadłużenie Polski wynosi 57% PKB (konstytucyjny limit wynosi 60%).

      Na koniec jedna rada. Nie uzależniaj swojej wiedzy tylko od jednego źródła. Zaglądaj w różne miejsca, czytaj portale nawet te, które są Ci obce ideologicznie. Samodzielnie oceniaj i wyciągaj wnioski.
      Pozdrawiam

      • Na jednym z nagrań przez „kelnerów” ówczesny min. d/s wew. powiedział: Polska istnieje teoretycznie.
        Coś w tym jest.
        Najpierw alianci sprzedali Polskę bratu ze wschodu, a 1989r /zdrada przy okrągłym stole/ przeszliśmy do Eurokołchozu.
        Czy zawsze musimy nie mieć suwerenności?
        Nie chcę wdawać się w polemikę w rachunek zysków i strat bycia tu, czy tam.
        Problemem jest to, czy aby Polską rządzą Polacy.
        Mam wrażenie, że u steru po II wojnie zawsze byli polskojęzyczni działacze polityczni z nadania zagranicznego.
        A używana często „demokracja”-nie powinna nazywać się „partiokracją”?
        Czy mamy w Polsce prawdziwe wybory?
        Proszę pomyśleć chwilę – w czyich rękach aktualnie są banki, przemysł, handel, główne usługi oraz media?
        Niech każdy Polak nad tym pomyśli.
        Pozdrawiam
        Cz.

        • Ja nie bardzo kumam jak ktoś się posługuje ogólnikami typu „zdrada przy okrągłym stole”, Eurokołchoz itp. Jakoś nikt mi nigdy nie wytłumaczył na czy ta zdrada polegała, albo co znaczy „Eurokołchoz” i co na tym tracimy.
          Co do pomyślenia o tym „w czyich rękach są banki itp.” No to wiadomości te są raczej jawne. I np. właścicielem większości banków jest kapitał zagraniczny (z tego co wiem) co do innych (przemysł, handel, główne usługi (czyli które?) oraz media) to moim zdaniem odpowiedź nie jest taka prosta, bo raczej powszechnie nie czyta się i nie dyskutuje o opracowaniach ekonomicznych jako, że są nudne i trudne do zrozumienia.
          Raczej się jedzie na „wiedzy powszechnej”, czyli np. „wiadomo czyje są sklepy”. Polecam przestudiowanie np. opracowania GUS (ISSN 2082-7873) z 2015 roku dotyczącego grup przedsiębiorstw i paru innych w latach 2012/2013 i wyrobienia sobie własnego zdania. I oczywiście jeszcze paru innych, żeby zweryfikować dane.

          Ja mam takie wrażenie, że mimo, że podnosimy się i to całkiem szybko z klęczek socjalizmu, to sami w to nie wierzymy. Jak kiedyś zapytał się jeden Niemiec „Dlaczego nie chwalicie się swoimi wyrobami, przecież są bardzo dobre!” No dlaczego?
          To nasz kompleks namiętnie miętolony przez wszystkie partie i media „Jesteśmy gorsi, Polska w ruinie”. I wcale nie robią to obce „wywiady” tylko my sami.

          Niech każdy Polak o tym pomyśli.
          Pozdrawiam
          R.

          PS. BREXIT może być szansą dla Polski – wywalmy ich z ich biznesów w EU. W całości będzie trudno, ale część możemy przejąć.

          • >Ja mam takie wrażenie, że mimo, że podnosimy się i to całkiem szybko z klęczek socjalizmu, to sami w to nie wierzymy.

            Przepraszam, ale czy UE nie charakteryzuje się przypadkiem czysto „socjalistycznymi” zapędami? Ujednolicanie polityki (m.in walutowej), dążenie do jakiejś abstrakcyjnej równości, odgórne prawa narzucane wszystkim krajom, „ratowanie” biednych za wszelką cenę (przykład Grecji), jawne ograniczanie suwerenności państw członkowskich i wiele innych – jeżeli to wszystko nie podchodzi pod socjalizm, to jak mam to nazywać?

            Pozdrawiam.

          • Niektórzy uważają okrągły stół za zdradę – wolno im, ja tak nie uważam.
            Natomiast Eurokołchoz oznacza Związek Socjalistycznych Republik Europejskich, którym niestety de facto jest UE.
            Idee właściwe – swoboda przepływu dóbr, usług, ludzi i kapitału zostały ubrane w rozwiązania socjalistyczne – jak nie wierzysz to przeanalizuj sobie np. dzień wolności podatkowej w każdym z krajów UE – to pokazuje, ile procent PKB jest pożerane nieefektywnie przez sektor publiczny.

  3. Ja odbieram Brexit bardzo negatywnie.
    1. Z Brexitu najbardziej cieszy się Putin. To nie jest dobre dla Polski. Rosji łatwiej uda się ustawiać międzynarodowe rozgrywki według własnego scenariusza.
    2. Nie wiadomo, jaki będzie format przyszłej współpracy handlowej. Mam nadzieję, że biznes przemówi do rozsądku politykom i zostanie zachowane jak najwięcej ze swobody przepływu osób, kapitału i usług. Ale politycy często myślą zbyt wąskimi kategoriami, w dodatku myśląc tylko w perspektywie bieżącej kadencji, ewentualnie o reelekcji.
    3. Jestem zwolennikiem Unii Europejskiej, ale przeciwnikiem Związku Socjalistycznych Republik Europejskich. Obawiam się, że po wyjściu GB ze struktur politycznych UE, tendencja do wzmacniania ZSRE zostanie pogłębiona.
    4. Konsekwencją Brexitu będzie pogłębiające się marginalizowanie Europy w świecie.

    Prędzej czy później każdy odczuje negatywną zmianę na własnej skórze.

  4. Zgadzam się że Brexit to problem, ale i oznaka słabości projektu UE w jej obecnym kształcie. Zastanawiam się na ile jest możliwe wyleczenie kryzysu jeszcze większą dawką tego samego…

  5. Uważam, że dopiero decyzje i ustalenia zasad wyjścia, a także kształt współpracy pomiędzy GB a UE może się w jakiś sposób odbić na Polsce. Teraz możemy tylko gdybać… Na świecie funkcjonuje wiele zasad współpracy, handlu, więc mimo wszystko bym nie demonizował. Obecnie mamy więcej znaków zapytania niż odpowiedzi, co dalej, co rodzi apokaliptyczne wizje i robienie wszelkiej maści mniej lub bardziej mądrych zestawień TOP10 co się zmieni, ze wzrostem cen whisky (sic!) czy droższymi biletami lotniczymi na czele. Wyliczanka absurdów i fraz pseudoekspertów poraża…
    W tym całym zawirowaniu należy zachować chłodną głowę (szczególnie, że dodatkowo upały panują) i trzeźwym spojrzeniem zadbać o własne interesy każdego z nas, jak i naszego kraju w przyszłości. Tylko tyle i aż tyle.

  6. Dobry wpis jak zawsze. Ciemny lud niestety wszystko kupi niezależnie od kraju.
    To, że u nas ten lud kupił wyborczą kiełbasę jeszcze zrozumiem, ale smutne jest to, że nawet w kraju takim jak Anglia wiedza ekonomiczna ludzi jest bliska zeru.

  7. Najgorsze jest to, że tak na prawdę nie wiadomo co będzie. Być może wszystko zostanie po staremu albo zmieni się bardzo wiele. Ja osobiście np. wstrzymuję się z zakupem domu w UK. Sytuacja staje się bardziej nie przewidywalna. Tym bardziej, że imigranci są obwiniani za całe zło w UK i robi się tutaj nie ciekawie.
    UE aby dać przykład innym krajom, które chcą wyjść może robić pod górkę UK i okaże się, że Anglia straci bardzo dużo na tym rozłamie tym bardziej, że Szkocja wraz z Irlandią Północną zaczyna głośno mówić o rozwodzie z Anglią.
    Oznacza to, że zamiast Great Britain zostanie Little Britain 🙂
    Póki co mamy 2 lata spokoju ale jest to spokój nie pewności wiele firm może wstrzymać inwestycje, które dużo importują oraz eksportują do UE właśnie z tego względu, że nie wiadomo teraz jak kalkulować biznes. Będą cła czy nie. Tego teraz nikt nie jest w stanie powiedzieć.

  8. A moim zdaniem to jest kopniak do radykalnych zmian do wywrócenia polityki Unii do góry nogami. Jeżeli teraz się nic się nie zmieni to na pewno Unia Europejska za długo nie pociągnie.

    • Z tym kopniakiem masz rację. Problem tylko, jak go zinterpretują decydenci. Obawiam się, że pomysły jak do tej pory zgłaszane przez tzw. główne państwa UE wyglądają na gaszenie ognia benzyną.

  9. Fajnie że środki z Uni liczymy po odliczeniu składek a nie bierzemy pod uwagę w ogóle podatków i płatności które na nas narzuca. Z takiej strony nie jest to już tak jednoznaczne. Zadziałanie całej machiny względem gospodarki jest ciężkie do przewidzenia, samo wyjście może spowodować początkowo pogorszenie sytuacji. W jaki sposób rozwinie się dalej, to zależy od wielu czynników. (Oczywiście dla nas lepiej by było aby póki co Wielka Brytania została w UE)

    • Hej Kamil, a jakie konkretnie podatki i płatności masz na myśli? Chętnie bym to podrążył i sprawdził. Doprecyzujesz? Z góry dziękuję za pomoc.

      • Koszty przystosowania naszego prawa do unijnego są kolosalne. 🙂 a w sytuacji w której przybywa coraz więcej eurosceptykow, kiedy prawdopodobnie w przyszłości będzie trzeba wszystko odkręcić 🙂

        • Najpierw piszesz o podatkach i płatnościach na nas narzuconych, potem o kosztach przystosowania naszego prawa. Jak dla mnie to dalej zero konkretu. Napisz o jaki rodzaj prawa Ci chodzi (czego dotyczy, jakiej dziedziny), no i może jakiś konkretny koszt (kwotę) byś przytoczył jaki ponieśliśmy (oczywiście w porównaniu do wpływów ze środków europejskich aby było jasno widać, że nic na tym nie osiągnęliśmy a nawet stracili). Myślę że wtedy Twoja wypowiedź będzie wartościowa. Może sam zmienię zdanie co do unii. Takie mamy czasy że łatwo się rzuca hasło bez konkretów, no bo przecież zawsze się znajdzie ktoś, kto sam sobie dorobi swoje zdanie (często błędne) i będzie je dalej powtarzał.

  10. Marcinie! Bardzo podoba mi się artykuł – od sprawy na poziomie makro do skutków na poziomie indywidualnym. Tyle, że te skutki określasz jednoznacznie negatywnie. A może nie będzie aż tak źle? I ja odwrotnie patrzę na horyzonty czasowe.

    Właśnie teraz mamy moment „Nie wiadomo, co to będzie” a tego inwestorzy nie lubią. Czyli pozbywają się wszystkiego, co ma podwyższone ryzyko. A zatem, złoty w dół (waluty, w tym frank, w górę), giełda nisko, być może nawet wkrótce podwyżka WIBORu (choć tydzień temu raczej mówiło się o możliwej obniżce – teraz bym na to nie liczył). Kłopoty kredytobiorców, podwyżki cen towarów importowanych, różne inne turbulencje.

    Ale, właśnie w dłuższej perspektywie, kiedy już będzie wiadomo jak Unia z Wlk. Brytanią będzie współpracować (bo jakoś będzie!), to wtedy wszystko się powinno unormować. Może za te 5 lat nikt będzie rozpamiętywał Brexitu.

    I ważne, nie będzie nam dane stwierdzić, czy Brexit zrobił nam dobrze, czy źle bo nie wiemy jak by świat przez te 5 lat wyglądał bez Brexitu. Nie można tak po prostu porównać obrazka z 2016 roku z obrazkiem z 2021. Bo, gdyby Brexitu jednak nie było, to może rządy kolejnych krajów, na wzór Londynu, negocjowałaby dla siebie warunki specjalne pod groźbą: „Jak nie, to zbieramy zabawki i wychodzimy”? I Unia trwałaby, ale dużo słabsza i wewnętrznie szantażowana? Może Brexit to „mniejsze zło”?

    Wlk. Brytania zawsze była trochę z boku – w oczy rzuca się choćby zachowanie waluty czy kontroli granicznych, ale jest też wiele innych „odrębności”. Ale oni akurat mogą sobie pozwolić na bycie z boku, bo są po prostu gospodarczym gigantem mającym olbrzymie strefy wpływów w swoich dawnych koloniach. Ewentualne ograniczenie rynku zbytu brytyjskich towarów w Unii nie musi ich wcale zniszczyć. Mogą sobie na to pozwolić.

    Moja prognoza jest więc raczej taka: teraz rok-dwa chaosu, potem życie będzie się toczyło po prostu normalnie, wg po części nowych reguł. Zmiany jednak nie wpłyną znacząco na życie, patrząc w skali całego społeczeństwa.
    No, chyba że do gry wejdzie naprawdę gruba polityka i np. cała Unia się rozsypie.

    Pozdrawiam

  11. Marcin. Jak widać z komentarzy, wnioski są, z różnych punktów widzenia, różne i każdy sobie może zbudować własny scenariusz. Treść artykułu porządkuje wiele rzeczy, może skłonić do zastanowienia i przyłożenia własnych „wag”, a to się może przydać i za to, w imieniu społeczności Bloga- dzięki.
    Generalnie chyba widać, że Brexit w swojej istocie może być lub nie, obawy mieszają się z nadziejami, skutki mogą być widoczne i odczuwalne lub nie, małe, średnie i duże. Chyba będzie tak, że po pierwszym szoku zajmiemy się swoimi sprawami i nikogo nie dotkną wszystkie spodziewane plagi, a z konkretnymi problemami każdy będzie próbował radzić sobie sam. Jak powiadał jeden z bohaterów filmu „Sami swoi”: przyjdzie przywyknąć.
    Pomimo wielu uzasadnionych obaw, próbujmy być dobrej myśli. Pozdrawiam.

  12. Przez większość mojego życia uczono mnie zasady (TEAM – Together Everybody Achieves More). Jasnym jest, że zespół jest tak mocny jak jego najsłabsze ogniwo i jego zadaniem jest to ogniwo rozwijać/wzmaciać. Brytyjczycy postanowili temu zaprzeczyć, zachowując się jak rozkapryszona gwiazda chcą działać w pojedynkę, krótkowzroczność zaślepiła kolegów z wyspy. Unia nie jest idealną instytucja (jak każda jedna), ale to właśnie ona daje szansę nam wszystkim na to że będziemy liczyć się w świecie (w gruncie rzeczy europejczycy są do siebie bardzo podobni). Mam tylko nadzieje, że reszta Europy ma nieco więcej rozumu i postrzegają sprawy jak należy. Jeżeli ktoś upatruje szansy w separatyzmie to jest raczej nieświadomy (ewentualnie nieco sfrustrowany).

  13. Te kilkanaście lat obecności Polski w UE, pozbawiły mnie złudzeń, jakie miałem przed rokiem 2003. Pomijając to wszystko, co rzuca się w oczy, a więc osławione drogi, towary z Zachodniej Europy i wakacje nad Morzem Śródziemnym, Polska jako kraj, podupadła bardzo znacznie. Dlatego twierdzę, że UE nigdy nie była organizacją równości (jej członków), a nowoczesną formą systemu kolonialnego. Wyjście Wielkiej Brytanii ze struktur unijnych, jest bardzo dobrą okazją do rewizji naszych relacji z Brukselą i oczywiście poprawy naszego bilansu wymiany. Ten bilans, wbrew pozorom, wcale nie mówi że jesteśmy czystym beneficjentem. Otóż polityka klimatyczna, zakaz dofinansowania przemysłu i wiele innych podobnych im restrykcji, sprawiły, że po zamknięciu sporej części przemysłu narodowego, nasz budżet narodowy opiera się na bardzo wątłych źródłach zasilania. W tym samym czasie Zachodnia Europa, miała otwartą drogę do sprzedaży swoich produktów na naszym rynku. Uwzględniając te dwa zjawiska można powiedzieć, że na tym małżeństwie wyszliśmy jak Zabłocki.

  14. obawiam się bardzo skutków wyjścia WB z UE, brak stabilności skutecznie odbiera ludziom poczucie bezpieczeństwa, chyba sami mieszkańcy WB właśnie zrozumieli co uczynili, bo postulują powtórkę głosowania, ale D.Cameron właśnie rozwiał ich marzenia mówiąc, że takie rozwiązanie jest niemożliwe

    co do polskich perspektyw, to uważam, że brexit w połączeniu z naszą aktualną władzą stanowią mieszankę wybuchową o dużej sile rażenia, nie dość, że nasz rząd jest nieprzewidywalny, to jeszcze brexit, perspektywa wygranej D. Trumpa w USA i Putin, który w dzień po referendum brytyjskim wypił chyba morze szampana za pomyślny rozwój wydarzeń… dla mnie to za dużo

    Polska duzo dostała środków z UE, ale ten strumień nie jest przecież studnią bez dna, duże dotacje unijne przecież się skończą, a składka płacona do UE zostanie, nasz rząd zamiast o tym myśleć, hojnie rozdaje kiełbasę wyborczą, martwię się i to bardzo…

  15. Tak dla informacji – to nie było referendum w sprawie Unii Europejskiej. To było referendum w sprawie imigracji i ochrony granic. Anglia to mały kraj który co roku przyjmuje PÓŁ MILIONA ludzi netto – tego się nie da utrzymać na dłuższą metę i o to chodziło w referendum tak naprawdę. Nikomu nie zależało na samej UE – to temat poboczny, ale Anglicy po prostu nie są w stanie dłużej przetrawić masowej imigracji do ich kraju. I o to w rzeczywistości od początku było sednem wszystkiego.

    Sam Brexit oznacza prawdziwą tragedię dla setek tysięcy Polaków.

    I tych w Anglii – bo teraz Polacy spadną na samo dno drabiny społecznej i będą poniewierani jak się tylko da przez Anglików – którzy całą nienawiść do imigrantów będą mogli skupić właśnie na Polakach (poprawność polityczna nie pozwala na atakowanie sami-wiecie-kogo), a milion Polaków w Anglii nie ma nawet jednej porządnej organizacji polonijnej.

    I dla tych w Polsce – tysiące rodzin polega na milionach funtów przesyłanych do Polski. A wolę sobie nie wyobrażać co oznaczałby powrót do Polski setek tysięcy ludzi przyzwyczajonych do zachodniego poziomu życia. Z historii wiemy, że Anglikom ufać nie można, a po wyjściu z UE będą robić co będą tylko chcieli.

    A swoją drogą, to się Anglicy nieźle rozpędzili z tym wychodzeniem z Europy – właśnie wyszli też z Euro 2016 😉

  16. UE przeszła wiele zmian od czasu wstąpienia w jej szeregi WB. Tak jak napisałeś nic dobrego nie wynika z faktu wyjścia WB ze struktur UE dla Polski i dla unii. Ale dla WB sprawy maja się inaczej. Od zawsze władze WB potrafiły zadbać o swój kraj podczas podpisywania różnych umów międzynarodowych – nawet przy wspólnych umowach z UE zdarzały się specjalne zapisy dotyczące WB. Więc można założyć, że politycy nie pozostaną bierni i postarają się wykorzystać maksymalnie czas do opuszczenia UE na przygotowanie umów handlowych z jak największą liczbą państw strategicznych z punktu widzenia WB. Prezydent USA (który jeszcze niedawno namawiał do głosowania przeciw Brexit’owi) już głośno i wyraźnie powiedział, że stosunki między USA i WB się nie zmieniają i pozostają silnymi partnerami.
    Do tego dochodzą wieści z posiedzenia „najważniejszych” UE o propozycji powstania superpaństwa. Nie brzmi to dobrze, a efekt domina o którym wspomniałeś zacznie się, jak tylko gospodarka WB zanotuje pierwsze wzrosty. Będzie to jasny sygnał, że poza UE jest życie i da się handlować. Wydaje się, że elity UE nie odczytały Brexitu jako pstryczka w nos, lecz jako szansę. A jak wiadomo każdą szansę należy wykorzystać. Zaczyna to trochę przypominać działania zgodne z „doktryną szoku”.
    Czas pokaże co będzie, ale wielka historia dzieje się na naszych oczach.

  17. Ciekawy, przekrojowy artykuł. Sporo rozjaśnił i dał pewien obraz możliwego scenariusza.
    To czego mi zabrakło w części poświęconej konsekwencji dla Polski to to ile Polska wpłaciła do UE i ile firmy zagraniczne zostawiaja w Polsce.
    Autostady aię budują, sKoda jednak ze nie zaabiajà na tym polskie firmy:/
    Każdy medal ma dwie strony.
    A propos wyjścia Wielkiej Brytanii. Norwegia nie jest w Unii jest natomiast w EOG. Współpracuje w oparciu o 4 wolności, zachowując autonomie w strefach dla siebie strategicznych. A co wynegocjuje sie przez tr dwa lata to przed nami. Osobiscie nie widze czarno tego co się stało, uważam jednak ze UE powinna zastanowić się co zrobić z tym bardzo istotnym sygnałem.

  18. Marcin,
    w artykule zabrakło jednej informacji. Czy Ty zamierzasz zrobić jakieś ruchy w swoim portfelu inwestycyjnym na okoliczność brexitu?

    • Hej Artur,

      Jeśli pytasz o IKE PLUS – tam konsekwentnie trzymam minimalny założony poziom akcji (40%) – czyli konserwatywnie.
      Nie robię tam ruchów bez napisania o tym na blogu.
      Jeżeli chodzi o moje inne decyzje – opowiadałem o tym w podcaście ze Zbyszkiem Papińskim: Jak chronić kapitał gdy zacznie się krach?
      Wspominam tam m.in. o przewalutowaniu pozostałej do spłaty reszty kredytu na wynajmowane mieszkanie z CHF na PLN, złocie i walutach.

  19. Ja odbieram Brexit przede wszystkim jako ważny polityczny gest. Biorąc pod uwagę fakt, że GB jest płatnikiem netto do budżetu UE, a także od dawna jest politycznym autsajderem i opozycją dla Berlina to dla przeciętnego Johna Browna referendum oznacza odrzucenie grubych tomisk z instrukcją obsługi drabiny i teorii dotyczących ślimaków.

    Wielka Brytania jest zbyt ważnym rynkiem by UE potraktowała ją gorzej niż Szwajcarię czy Norwegię i osobiście nie wierzę, żeby w długim okresie brytyjczycy stracili na brexicie.

    Z resztą akcje takie jak wczorajsze deklaracje szefów MSZ Niemiec i Francji mogą sprawić, że Brexit nigdy nie dojdzie do skutku, bo po prostu nie będzie z czego wychodzić…

  20. To nie jest taka prosta sprawa i wiele będzie zależało od tego jak potoczą się dalsze sprawy. To prawda, że GB jest płatnikiem netto, ale nie wiadomo ile będzie musiała zapłacić za dostęp do wspólnego rynku. Notabene wypowiadała się na ten temat Premier Norwegii wskazując na to że choć Norwegia płaci za dostęp niemałe pieniądze nie ma żadnego wpływu na decyzje wewnątrz Unii.
    Nie zgodzę się też ze zdaniem iż GB była w Unii politycznym outsiderem. Głos GB liczył się podobnie jak glosy Niemiec i Francji a ponoszone obciążenia były niższe ze względu na wywalczone przywileje.
    Przeciętny John Brown nadal będzie czytał grube tomiska zanim ustawi drabinę, gdyz większość firm będzie współpracowała z EU i będzie trudno o produkcję różnych instrukcji na rynek wewnętrzny jak i zewnętrzny. Zresztą wiele z tych tomisk stworzona jest przez anglosaski system prawny, a strach przed wszystkim jest bardziej znakiem czasów niż nakazami unijnymi (które nie neguję, że istnieją aczkolwiek poza kilkoma oklepanymi przykładami tomisko jest zabezpieczeniem się firmy przed potencjalnym pozwem).
    Na koniec po przewertowaniu wielu stron o Brexicie, nie zauważyłem aby ktoś wspomniał o akcesie GB do Unii i że było to spowodowane zapaścią na brytyjskim rynku wywołana nadmiarem regulacji rządowych. Dzisiaj nikt nie chce pamiętać iż zaraz po wojnie Konrad Adenauer wprowadził niemalże wolny rynek w Niemczech i w krótkim czasie postawił nie tylko na nogi gospodarkę niemiecką, ae doprowadził, że zaczęła ona być przedmiotem zazdrości anglików nękanych wszystkimi niedogodnościami gospodarki centralnie sterowanej. GB tracąca od ponad 200 lat na znaczeniu zdaje się zapominać o tym, że tyran może być 1000 i może być 10 mil od nas. Mimo iż trzymam kciuki za to aby im sie powiodło, dzisiejszy sposób na rządzenie, czyli demokratyczne wybory w których trzeba kupić wyborców nie rokuje im zbyt wiele nadzieji i myślę, że zamiat rozstać się z problemami rozstali się z chłopcem do bicia, a z problemami przyjdzie się zmierzyć samemu.

  21. Jest to trudny temat, my to sobie możemy gaworzyć ale decyzję i tak podejmą głowy państwa. Z mojej oceny na pewno odczujemy zmiany gospodarcze.

  22. Jestem zdecydowanym zwolennikiem Unii Europejskiej z powodów globalnych (1) i osobistych (2)

    1. Unia zapewnia w Europie pokój, stabilność, wzrost gospodarczy i możliwość powiększenia swojego rynku zbytu i otwarte granice na wyjazdy wakacyjne i biznesowe. I robi to bardzo dobrze. To, że jest jakaś biurokracja i nie wszystkie przepisy najlepsze to na prawdę bardzo mała cena do zapłacenia za tak duże korzyści.

    2. Z programów finansowanych z funduszy Unijnych dostałem przez ostanie 10 lat ok. 100.000 zł wynagrodzenia, dodatkowo fundusze te umożliwiły rozkręcenie kilku działalności, w których uczestniczyłem i które teraz już się same finansują i dobrze się mają, ale bez wsparcia unijnego by w ogóle nie wystartowały i chodzi tu nie tylko o wsparcie finansowe, ale i w nie mniejszym stopniu o organizacyjne.

    3. Wprowadzenie Euro w Polsce. Brak Euro w Polsce skutkuje niepewnością kursu, na czym raz zyskujemy (mówię tu z punktu widzenia przedsiębiorcy),a raz tracimy w zależności od wahań kursu, ale ogólnie więcej tracimy, a do tego dochodzi jeszcze strata na spreadzie w kantorach. Niestabilność kursu znacząco utrudnia planowanie i optymalizację działalności. Więc jak najbardziej jestem za wprowadzeniem Euro w Polsce. Dodatkowo utrudni to rządowi, np. zabranie społeczeństwu pieniędzy poprzez wywołanie inflacji. Niektórzy się boją, że jak wprowadzimy Euro, to ceny wzrosną. Nie wiem, czy tak się stanie, ale jeśli się stanie, to chyba dobrze – wtedy za wyższą cenę sprzedamy nasze produkty i więcej zarobimy. Ponadto nie trzeba będzie wymieniać pieniędzy jadąc na wakacje.

    4. Głosowanie w sprawie Brexitu. Zobaczmy kto jak głosował: młodzi ludzie 77% za pozostaniem w Unii, biznesmeni i naukowcy ponad 90% za pozostaniem. Za wyjściem głosowali głównie ludzie starzy i biedni – tacy ludzie będą zawsze głosować przeciw (nie tylko Unii, ale i wszystkiemu), bo są niezadowoleni z życia i winą za ich niepowodzenia oczywiście muszą kogoś obarczyć, więc jak mają okazję to obarczają nie zastanawiając się w ogóle nad sensem ich działań. To, że Cameron przed referendum renegocjował pewne warunki nie miało moim zdaniem na jego wyniki żadnego wpływu. Pierwsza grupa wyborców i tak była za, druga grupa w ogóle nie miała pojęcia, co on negocjował. Natomiast kampania Remain popełniła zdecydowany błąd posługując się głównie argumentami logicznymi, a do jednych dociera logika, a do drugich emocje. W kampanii Leave było np. takie hasło „Zagłosuj za wyjściem – drugiej takiej okazji w swoim życiu już mieć nie będziesz”, albo „Odzyskajmy kontrolę”. Z tych haseł totalnie nic nie wynika, ale właśnie takie emocjonalne hasła, a nie logiczne argumenty docierają do większości tych którzy głosowali za Brexitem. I ponieważ zabrakło tego w kampanie Remain (ogromny błąd!!!), to kampania Leave zabrała ich głosy.

    5. A może by w Polsce ludzie o wszystkim decydowali w referendach. Po co nam jacyś eksperci, skoro lud ma mądrość ludową i to ona powinna decydować. (Eksperci ostrzegali przed konsekwencjami Brexitu, ale kto by tam słuchał ekspertów). Niech ludzie głosują w referendach o tym jakie uzbrojenie ma kupić wojsko, jakie ma byś prawo o szkolnictwie wyższym i jakiej wysokości mają być podatki oraz co ma być na liście leków dopuszczonych do użytku w Polsce. Wtedy dzięki mądrości ludowej będziemy mieć super prawo i super nam się będzie powodzić. Brytyjczycy właśnie to przerabiają.

    • Odnośnie Euro, „Nie ważne kto rządzi w państwie, ważne kto emituje walutę”. Wprowadzenie Euro u nas doprowadza do sytuacji, w której nie mamy władzy nad pieniądzem. Wahania kursu czy kłopot z zawracaniem sobie głowy z wymianą waluty w kantorze przy podróżowaniu na wakacje to prawdziwy pikuś w zestawieniu z utratą kontroli nad emisją pieniądza.
      Pozyskaliśmy z UE spore pieniądze przez ostatnie lata, ale niewiele mniej wpłaciliśmy w postaci składek. Poza tym trudno doliczyć się ile utraciliśmy możliwości rozwoju musząc stosować unijne prawo, które jest ponad prawem krajowym.
      Na dodatek ostatnie pomysły „elit” odnośnie wprowadzenia superpaństwa to iście szatański pomysł, wspólna waluta, armia, podatki, polityka imigracyjna. Tylko w chorej głowie rodzą się takie pomysły. Tej szajce na górze się kompletnie popier ……. liło się w dup … ach. To co do tej pory wyprawia Merkel odnośnie emigrantów to przechodzi ludzkie pojęcie, a po objęciu jeszcze większej władzy ściągnęłaby na Europę prawdziwy kataklizm.

  23. Już na wstępie widzę zdecydowane naciągnięcie. Porównanie Brexitu do upadku Lehman Brothers uważam za przesadę. Po wynikach referendum dzieje się źle na rynkach walutowych – to prawda, ale to rezultat przerażenia i niepewności inwestorów. Wszystko powinno się w czasie ustabilizować i nie będzie żadnego kryzysu, upadku gospodarki itd…

    Później nie zgadzam się ze zdaniem, że Brytyjczycy zamkną granicę oraz wprowadzą wizy. Po co mieliby o zrobić? Owszem, mogą zaostrzyć regulacje celne, ale dla podejrzewam, że tylko dla tych krajów, które nie będą mile widziane. Polska nie ma nic do tego

    Natomiast muszę się zgodzić ze zdaniem, że Polska otrzyma przez ten ruch mniej wpływów pieniężnych z Unii. I to niestety będzie dla nas bardzo odczuwalne

  24. A my dzięki artykułom dot. spłaty długów i oszczędnościom (ukłony i podziękowania dla Autora blogu) zmotywowaliśmy się, przez co pospłacaliśmy wszystkie swoje zadłużenia, odłożyliśmy większe pieniądze i wraz z 3 naszych dzieci wyjeżdżamy z Polski na stałe. Oboje mamy pracę za granicą i szanse na lepsze jutro…

    Pozdrawiamy serdecznie i jeszcze raz dziękujemy 🙂

    • Hej Marcin,

      Serdecznie gratuluję pozbycia się długów! Brawo!!! Przepadam za takimi komentarzami – bardzo motywują mnie do dalszej pracy 🙂

Odpowiedz