Budżet domowy krok po kroku – Część 6: Uzgadniamy stan konta i portfela

65

Dziś w ramach cyklu o budżecie domowym zajmiemy się jedną z kluczowych spraw, która definitywnie pozwala uszczelnić nasz system: uzgadnianie stanu kont i portfeli z rzeczywistością. Wiele osób planuje swoje domowe budżety koncentrując się głównie na wydatkach. Inne, bardziej zaawanasowane osoby, starają się również uwzględniać i zaplanować przychody. Ale to też nie wystarczy. Dopiero rejestrowanie wydatków „z poziomu kont” i uzgadnianie stanu tych kont pozwala dopiąć wszystko na ostatni guzik i mieć pewność, że żadne pieniądze nam nie uciekną. Za chwilę wszystko stanie się jasne.

Ten artykuł jest szóstym odcinkiem z cyklu „Budżet domowy krok po kroku”. Oto linki do wcześniejszych odcinków:
Część 1 – Wprowadzenie
Część 2 – Dochody oraz wstępny plan wydatków
Część 3 – Wydajemy pieniądze na papierze
Część 4 – Rejestrujemy wydatki
Część 5 – Wydatki nieregularne

Jeżeli chcesz w pełni skorzystać z dzisiejszego artykułu – warto przypomnieć sobie zasady przedstawione w poprzednich częściach.

Wprawdzie na dziś miałem zaplanowany artykuł o tworzeniu „funduszy celowych” w ramach budżetu, ale niedawno otrzymałem maila od Michała, który uzmysłowił mi, że warto nieco wcześniej napisać o uzgadnianiu stanu kont:

Cześć Marcinie,
Czytam od dość dawna Twojego bloga. Niecały miesiąc temu skończyłem również Twoją książkę, która podsunęła mi parę pomysłów do modyfikacji moich finansów osobistych.
Jednakże celem mojego kontaktu jest pomoc w kwestii zapisu wydatków i przychodów w Excelu. Drugi raz z rzędu okazuje się, że z zapisków mam więcej pieniędzy na papierze niż faktycznie na kontach. Spisuję każdy nawet najmniejszy wydatek i zastanawiam się, co robię źle.
Czy mógłbyś coś doradzić w tej kwestii? Będę bardzo wdzięczny za pomoc.

No właśnie. Na papierze jedno, a w realu coś innego. W dodatku na papierze wygląda to trochę lepiej, niż w rzeczywistości. Skąd ja to znam?

Cud Niepamięci

Przyznam się Wam od razu, że na początku budżetowania również mieliśmy z tym problem. Przygotowywaliśmy wspólnie z żoną budżet pod koniec poprzedniego miesiąca planując dokładnie ile i na co zamierzamy odłożyć lub wydać. Następnie, codziennie wieczorem (no…prawie codziennie 🙂 ), siadałem przed komputerem i spisywałem nasze wydatki, notując ile już „przepaliliśmy” w danej kategorii. Przez większą część miesiąca wszystko wyglądało całkiem dobrze, ale na sam koniec okazywało się, że… pieniędzy jakimś cudem zostawało trochę mniej, niż wynikało to z naszych notatek.

No właśnie… jakim cudem? Okazało się, że był to „Cud Niepamięci”, o którym śpiewał Stanisław Soyka:

Otóż, pomimo naszych najszczerszych chęci, zapominaliśmy o niektórych wydatkach. Nie zawsze udało się zabrać paragon, czasami jakieś drobiazgi nam uciekały, a nie mieliśmy żadnego systemu, który pozwoliłby szybko wyłapać ten błąd. Recepta, jak zwykle, okazała się banalnie prosta.

Dodatkowe pytanie, które wszystko dopina.

Przed wprowadzeniem zmiany, o której za chwilę napiszę, rejestrowanie wydatków wyglądało u nas mniej więcej tak, że najpierw notowałem wszystkie wydatki widoczne w historii naszych kont bankowych i kart, następnie zapisywałem to, co wydałem płacąc gotówką z mojego portfela, a na końcu wołałem jeszcze do żony:

– Kochanie, ile dzisiaj poszło z Twojej gotówki i na co?
– 150 zł na jedzenie do domu i 120 zł na ubrania dziewczynek.

Rejestrowałem takie kwoty w odpowiednich pozycjach budżetu i z poczuciem spełnionej misji zamykałem Excela. Dzisiaj dodaję do tego rytuału jeszcze jeden, niezwykle ważny element: uzgodnienie stanu kont i portfeli z rzeczywistością. Mówiąc krótko, dorzucam jeszcze jedno pytanie:

A ile masz teraz gotówki w portfelu?

I tutaj, po chwili wymownej ciszy, pada dość precyzyjna odpowiedź. Jeżeli wczoraj w portfelu było 500 zł, a rozeszło się 270 zł, to powinno zostać 230 zł. Jeżeli jednak jest mniej… to znaczy że kasa rozeszła się na coś jeszcze. Znając dokładnie brakującą kwotę szybko udaje się przypomnieć ten brakujący wydatek i zapisać go w naszym budżecie. Efekt? Żadna złotówka nie przecieka już między palcami!

No, może „prawie” żadna. Czasami zdarza się, że spisujemy wydatki po dwóch lub trzech dniach i wtedy za Chiny nie możemy sobie przypomnieć, dlaczego w portfelu brakuje 20 zł. Co wtedy robimy? Mamy w budżecie osobną kategorię „różne uzgodnienia” i tam wpisujemy takie „zapomniane” wydatki. Tę samą kategorię wykorzystujemy również jeśli w portfelu pieniędzy jest więcej niż to wynika z naszych notatek. To jednak zdarza się znacznie rzadziej 🙂

I żeby nie było, że jestem jakimś „budżetowym tyranem” wypytującym żonę o każdy wydatek – swoją gotówkę uzgadniam dokładnie w taki sam sposób. To samo dotyczy również kont w banku. Po każdym zanotowaniu wydatków sprawdzam, czy saldo konta zgadza się z tym, co wynika z moich notatek. Dla pełnej jasności zobaczmy to jeszcze na krótkim przykładzie.

Rejestracja wydatków z poziomu kont

Załóżmy, że masz obecnie 3000 zł, z czego na koncie bankowym 2500 zł i 500 zł gotówki w portfelu. W ciągu dnia miały miejsce następujące operacje:

– zapłata czynszu za mieszkanie: 500 zł przelewem,
– zapłata za zakupy spożywcze: 150 zł zapłacone kartą debetową do konta,
– książka w Empiku: 30 zł gotówką,
– kieszonkowe dla dzieci: 10 zł gotówką

Pod koniec dnia warto zarejestrować w naszym budżecie te wszystkie wydatki nie tylko w danej kategorii (np.: mieszkanie, zakupy spożywcze, rozwój, dzieci) ale również uwzględnić, z którego konta nastąpiła zapłata:

Wydatki z konta bankowego: – 650 zł
Saldo konta na koniec dnia: 2500 zł – 650 zł = 1850 zł

Wydatki z portfela: – 40 zł
Stan portfela na koniec dnia: 500 zł – 40 zł = 460 zł

Teraz sprawdzamy, czy na koncie faktycznie jest 1850 zł, a w portfelu 460 zł – i jeśli wszystko się zgadza możemy spokojnie iść spać. A jeśli się nie zgadza – rozpoczynamy poszukiwania w zakamarkach naszej pamięci.

To tyle na dziś. Mam nadzieję, że ten krótki artykuł pomoże Wam uszczelnić Wasz system budżetowania. Napisałem go „poza planem” publikacji i nie zdążyłem nawet dać znać Andrzejowi Broszkiewiczowi – dlatego dziś wyjątkowo nie było filmu i ilustracji z Excela. Nadrobimy to jednak w kolejnym odcinku. Pomyślałem jednak, że części z Was mogą właśnie uciekać pieniądze, więc trzeba działać natychmiast 🙂

I co myślicie o takim podejściu? Stosujecie tę zasadę w Waszych budżetach? A może macie jeszcze inne sposoby, podpowiedzi lub pytania, które pomogą nam zadbać, by każda złotówka powędrowała tam, dokąd chcemy? Pamiętajcie, że w tym cyklu uczymy się od siebie nawzajem, więc każde pytanie lub podpowiedź będą niezwykle cenne.

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 399 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze65 komentarzy

      • Chcialam zapytać czemu ma takie coś służyć ? Po co mam kalkulowac swoje wszystkie wydatki? Tak czy siak wydajemy nasze pieniądze do zera. Chyba że w domu jest więcej niż 6 , 7 tysięcy miesięcznie. Przy normalnych realnych zarobkach powyżej 2 tysięcy złotych nie ma sensu kalkulowac i zapisywać ze w tym miesiącu wydalam tyle na jedzenie a w kolejnym miesiącu o 100zl więcej bo zwyczajnie jest to non sens. Przecież nie odmowie sobie czegoś dobrego w danym miesiącu tylko dlatego żeby nie przekroczyć limitu. Zawsze kupując coś drozszego rezygnujemy z czegoś innego i na tym to chyba polega a nie ze uszczelniam coś co jest totalnie bez sensu….

        • Kalkulujemy właśnie po to, żeby nie wydawać wszystkiego do zera, albo co gorsza – wydawać więcej niż mamy. No chyba że CAŁĄ swoją gotówkę nosisz non stop w portfelu i zawsze widzisz, ile jeszcze masz i na ile musi Ci to wystarczyć 🙂
          „Przecież nie odmowie sobie czegoś dobrego w danym miesiącu tylko dlatego żeby nie przekroczyć limitu. ” >> taak, i to jest właśnie sposób, w jak wiele osób wpada w długi. Najpierw wydasz 50 zł więcej niż masz, potem będzie to 200 zł więcej, aż w końcu dojdzie do sytuacji kiedy człowiek zawsze ma jakiś dług albo kredyt bo przecież nie odmówi sobie wydatku z powodu głupiego limitu…

        • Moze i jest to troche bez sensu w takim przypadku jaki opisujesz. Jednakze jest jeszcze inny punkt warty uwzglednienia: nawyk robienia budzetu. Warto gdzies zaczac nawet jesli teraz nie ma czego za batdzo rejstrowac. A moze wlasnie umiejetnosci ktore nabylabym robiac budzet domowy spowodowalyby ze moglabys zaoferowac swoje uslugi ‚budzetu domowego’ komus innemu i wowczas powiekszasz swoj przychod.

        • Spisywanie wydatków bez robienia budżetu bywa bez sensu, Są co prawda ludzie, na których działa mobilizująco już samo to, że widzą, że na kino i kawę wydają sporą kwotę. Na początku spisywanie budżetu służy oszacowaniu, ile wydaje się na różne kategorie. Potem można już zaplanować wydatki, wiedząc czego potrzeba – wszystko to jest w poprzednich artykułach o budżetowaniu.

          „Przecież nie odmowie sobie czegoś dobrego w danym miesiącu” – otóż ja dokonuję wyborów kierując się tym, ile mi jeszcze do limitu zostało. Czy jem na mieście, czy gotuję w domu. Czy idę do kina już, czy poczekam jeszcze. Czy kupuję steki na kolację, czy robię pierogi leniwe 😉 Czy dzieci będą mieć sandały z Ecco czy z Decathlona. Czy kupuję ryecyz nowe czy używane. Biorę po prostu pod uwagę, czy mnie na „coś dobrego” stać.

        • Pozostaje tylko pozazdrościć, większość ludzi zdecydowanie musi „odmawiać sobie czegoś dobrego” jak przekracza limit. U nas celowo są limity na poszczególne kategorie i po dopisaniu kolejnego wydatku pokazuje się, jaki procent wykorzystaliśmy i ile zostało. I tak z rubryki „alkohol” zdecydowanie wynika, że dobrego wina napijemy się dopiero w czerwcu.

        • Cześć Basiu,

          Myślę, że jeśli przeczytasz pierwszy odcinek tego cyklu o budżecie, to wszystko stanie się jasne.
          Tam dokładnie opisuję na czym polega planowanie i dlaczego nie chodzi w tym wcale o spisywanie wydatków.

          Piszesz. że wydajecie wszystkie pieniądze do zera – jesteś zadowolona z takiego stanu swoich finansów? … Najwidoczniej sposób, w jaki postępujesz z pieniędzmi, nie jest optymalny. Może więc warto jednak spróbować czegoś innego, nawet jeżeli na pierwszy rzut oka wydaje się nieco „upierdliwe”?

          Myślę, że właśnie w takiej sytuacji budżet bardzo by Ci pomógł. W przypadku mojej rodziny świadome zarządzanie finansami uczyniło cuda 🙂

          Mam nadzieję, że dasz sobie szansę i przynajmniej podejmiesz próbę zapoznania się z tym cyklem. Zobaczysz jak szybko w Twoim życiu pojawią się konkretne oszczędności.

          W każdym razie – życzę Ci wszystkiego, co najlepsze.

    • Andrzej Broszkiewicz

      Cześć Grafryb,
      Uśmiechnąłem się jak przeczytałem Twój komentarz, bo doskonale pamiętam swoje początki i doskonale wiem co czujesz 😉 Nie poddawaj się! Chyba każda osoba prowadząca budżet miała podobne doświadczenia. Ciekaw jestem czy podejmujesz kolejne próby?
      Trzymam kciuki!

      • Właśnie wczoraj ściągnięty został kolejny excellu z budżetem. Trochę mam obawy jak wyjdzie kolejnym razem. Może sposobem byłoby po prostu zaraz po wyjściu ze sklepu notować w telefonie np. Biedronka 77zl żywność. Może wtedy nam to nie ucieknie. No ale to trzeba faktycznie dużej samodyscypliny

        • Bardzo polecam płacenie jak najczęściej kartą. Wtedy paragony trzeba zbierać tylko za zakupy gotówkowe i ewentualnie duże (z pomieszanymi kategoriami) a resztę spisujemy z historii konta bankowego. Ja płacę kartą nawet śmieszne kwoty typu 1,50 zł, jeśli tylko się da. Powodzenia w powrocie do budżetu!

          • Prawda, niektóre banki nawet oferują w widoku konta takie ładne podsumowania i możliwość kategoryzacji własnych wydatków 🙂

  1. W naszym przypadku dobrze sprawdza się jeszcze inny sposób – raz w tygodniu po spisaniu wszystkich paragonów siadam do Excela i porównuję go z zapisami na rachunku bankowym. Kilka lub kilkanaście razy w miesiącu płacimy za zakupy w sklepach internetowych i często te wydatki nam umykały, bo nie było do nich paragonu. Po drugie, takie uzgodnienia pozwalały mi wyłapać transakcje kartowe, na które nie miałem potwierdzenia.

    Uzgodnienie bilansu zamknięcia to idealna klamra by podsumować miesięczne wydatki. Przyznam się szczerze, że nie stosuję tego u siebie. To taka niechęć do wykonywania podobnych obowiązków co w pracy 🙂

    • Hej Dominik,

      Dziękuję serdecznie za komentarz. Tak sobie czytam ostatnie zdanie, które napisałeś, i przyszło mi do głowy takie pytanie:”Czyżbyś o finanse pracodawcy dbał chętniej niż o własne?”
      To oczywiście taka mała „prowokacja” z mojej strony 🙂

  2. Dla lubiących zapis matematyczne:

    Wydatki = Dochody + Stan Początkowy – Stan Końcowy

    To, co po prawej stronie jest zazwyczaj prostsze do ustalenia ( no chyba, że ktoś ma pracę typu 10 drobnych „fuch” dziennie, płatnych gotówką 😉 )

    To co po lewej, czyli wydatki dzielimy na kategorie i notujemy. Dobrze, żeby wszystko się zgadzało, bo im lepsze monitorowanie, tym lepsze wnioski można wyciągać.

    Ale jeśli nawet braknie w rozliczeniu 20 zł czy nawet 100 zł … to wcale od tego bezpośrednio nie zbiedniejemy. Ani nie wzbogacimy się, gdy potem przypomnimy sobie, że jeszcze płaciliśmy gotówką hydraulikowi i bilans zacznie się zgadzać. Taka „odnaleziona stówka” w rozliczeniu, to jednak nie to samo co dodatkowa stówka na koncie 😉

    Tak, więc: dla kogo „reżim” proponowany przez Marcina jest nie do przejścia – proponuję i tak budżetować, monitorować, choćby i w sposób niedoskonały (przegapiając jakiś wydatek), ale mając cały czas w głowie to równanie z samej góry.
    Pozdrawiam

    • Cześć Mateusz,

      Oj tam zaraz reżim 🙂
      Po prostu szczelny i skuteczny system. Jasne, że od czasu do czasu coś ucieknie. Ale jak ktoś zarabia 2000 zł na rękę i taka stówka ucieknie mu 5 razy w ciągu miesiąca, to warto się jednak przyłożyć…
      Warto jest jednak dopasować wydatki do konkretnej kategorii – bo to ułatwia nam planowanie w kolejnych miesiącach. Ja – mając historię budżetów z paru lat, jestem w stanie z dużą dokładnością zaplanować wydatki, dzięki czemu już pierwszego dnia miesiąca wszystkie oszczędności, rezerwy oraz inwestycje wędrują na swoje rachunki, a my żyjemy za resztę.

      • Heh, cieszę się że wyczułeś przejaskrawienie w moim użyciu słowa „reżim” 😉

        Miałem na myśli perspektywę miesiąca, więc zagubionych pięć stówek to za dużo.

        Ale przyznam, że zupełnie celowo i świadomie pozwalam na taką „uciekającą stówkę”. Ani myślę notować, że kupiłem chleb za 3zł albo wodę za 2. Wiem, że takie drobne transakcje są i to jest normalne.

        Mam taką kategorię „drobne bieżące” i to jest uzupełnienie do całego równania. Jeśli wychodzi mi z tego 500 zł miesięcznie, to znaczy że pewnie coś grubego przegapiłem i wtedy szukam (w pamięci lub w wyciągach). Ale jeśli to jakieś kilkadziesiąt złotych miesięcznie (do tej umownej stówki), to jest w normie.

        Nie znaczy, to że ta stówka ma iść na głupie drobiazgi. Ma być wydana dobrze, ale jej monitorowanie zabrałoby nieproporcjonalnie dużo czasu. To tak jak koszt produkcji monety 1gr jest większy od nominału. Według mnie warto poświęcać uwagę/czas proporcjonalnie do wartości i nie więcej.

        Bo naprawdę, nie wzbogacę się od tego, że przypomnę sobie, że przedwczoraj dałem 3 zł za parking. Jeśli proces przypominania zajmie zbyt wiele czasu, to lepiej machnąć ręką.

        Pozdrawiam

        • Świetne podsumowanie mojej filozofii życiowej, @Mateusz ! Wychodzę z założenia, że jeśli drobne kwoty powodują, że zbyt dużo czasu poświęcam na myślenie o nich, to dłużej o tym nie ma sensu myśleć, szkoda cennego czasu!
          Podobnie mam w kwestii oszczędności. Jeśli myślę o zaoszczędzeniu, powiedzmy, na butelkowej wodzie, i wychodzi mi, że zmieniając przyzwyczajenie oszczędzę 10 zł miesięcznie, gra jest dla mnie nie warta świeczki. Albo np. będę czekała na promocję proszku, by kupić go 10 zł taniej, a proszek o takiej wielkości zużywam w… rok.
          Ogólnie to dobry balans pomiędzy Marcina Reżimem a Mateusza nie-Reżimem 😉
          Pozdrowienia

          • Kasiu,
            dzięki za miłe słowa.

            Jednak żeby nie było: rozdzielam między niezbyt rygorystycznym monitorowaniem pieniędzy (to praktykuję), a przyzwalaniem na dalekie od optymalnego wydawania nawet drobnych kwot (tego nie lubię). Co mam na myśli?

            Zaokrąglam kwoty (do 5zł), pomijam zapisywanie całkiem drobnych wydatków itp. Ale pamiętam też, że niezanotowanie zakupu batonika za 2 zł nie oznacza, że tego zakupu nie było i że o te dwa złote nie pomniejszył mi się budżet. To jest różnica.

            Jasne, że nie będę jechał na drugi koniec miasta tylko dlatego, że jest tam promocja na proszek do prania. Raczej pilnuję, by nie płacić ponad średnią, a jak akurat trafię na promocję, to zrobię nieco zapasu.
            Jasne też, że kiedy idę spragniony przez miasto w pełnym Słońcu, to odżałuję nawet te 3.50 na wodę, jeśli w okolicy nie ma tańszego sklepu. Choć normalnie kosztuje ona 2zł.

            Ale całkowite poluzowanie z „drobiazgami” (tu 2 złote, tu 5, a tam 7) może skutkować już poważną dziurą w budżecie. Tego staram się unikać. Pozdrawiam

  3. pisałem jakiś czas temu, że po rozpoczęciu prowadzenia budżetu zacząłem dwa razy każdą złotówke oglądać.
    Mało tego, do tej pory byłem przekonany (znając moją słabą-silną wolę) że nie ma szans bym ograniczył palenie, a o 70% się udało 😉 Co mnie mega zaskoczyło, ale jak widać taka niby prosta czynność jak planowanie wydatków potrafi skutecznie wejśc do głowy i „nastawić” nas na wieksze pilnowanie wydatków na różne zachcianki.

    Bardzo dobrze, że zamiast planowanego wpisu o funduszach wyszedł tekst o budżecie. Funduszami zajmują się nieliczni (albo planują się zajmować) – budżet to coś, co każdy może robić, bez większej wiedzy na temat finansów. Bardzo sobie cenię, nawet takie krótsze wpisy 🙂

    • Hej Wiesiek,

      Dokładnie – takie planowanie szybko przeradza się w naturalny nawyk. Wszystkie działania marketingowe nakierowane są na to, abyśmy postępowali impulsywnie i wydawali pieniądze. Tymczasem budżet daje nam szansę na chwilę refleksji i pozwala zostawić pieniądze dla siebie, zamiast od razu przekazać je innym ludziom.

      Ten wpis o funduszach celowych dotyczyć będzie budżetu domowego, nie funduszy inwestycyjnych. Chodzi np. o to jak z pomocą budżetu odkładać kasę na nowy samochód czy wymarzone wakacje.

  4. Witam,
    Właśnie takiego artykułu mi brakowało.) Od lutego rejestrujemy z żoną wszystkie wydatki. No właśnie, czy aby na pewno wszystkie.? Okazywało się bowiem, że jeśli chodziło o płatności kartami (mamy dwie do dwóch osobnych kont) wszystkie wydatki się zgadzały. Natomiast jeśli chodzi i płatności gotówkowe to rozbieżności były ogromne, coraz mniejsze z czasem ale jednak spore. Musimy jeszcze sporo popracować nad sobą, ponieważ czasem jeszcze pytanie skierowane do żony „ile masz w portfelu” może wywołać niepożądane skutki 😉

    Pozdrawiam,
    Jerzy

    • Myślę, że cała ta filozofia zapisywania wydatków i porównywania stanu gotówki byłaby prostsza gdyby płacić we wszystkich możliwych miejscach kartą. W dzisiejszych czasach jest naprawdę mało miejsc gdzie nie da się płacić bezgotowkowo. Dodatkowo większość elektronicznych kont bankowych same oferują kategoryzację kosztów. Bez problemu można przenieść to do Excela. uważam, że jest to o wiele wygodniejsze niż co wieczór katować się nawzajem ile.kto wydał i czy nie zapomnieliśmy wpisać lizaka za złotówkę dla dziecka.
      Idea budżetowania jest ok, dużo ludzi nie jest świadomych ze mogliby wydawać mniej. Albo ile pieniędzy jest traconych na niepotrzebne rzeczy. .. ale żeby to nie zamieniło się w jakieś niewolnictwo pieniężne. Np. W tym miesiącu nie pojedziemy do rodziny / przyjaciół bo budżet przewidziany na paliwo jest juz przekroczony. .. 🙂

  5. Ja mam takie doświadczenia: gdy zapisywałem wydatki na kartce w domu po powrocie z zakupów czy innych wypraw „cud niepamięci” spowodował, że po miesiącu zaprzestałem pisania. Miesiąc później znalazłem darmową polską aplikację na Androida o nazwie „Moje Finanse”. Telefon zwykle mam przy sobie i po każdej transakcji od razu zapisuję go w aplikacji – trwa to chwilkę i „cud niepamięci” występuje znacznie, znacznie rzadziej. A ostatnio okazało się, że jestem „na plusie” – czyli mniej wydałem niż zapisałem 🙂

  6. O proszę, HeavenUp i Wieczór Chwały w Chełmskim Domu Kultury, jak miło 🙂

    Ja również takie podejście stosuję, bardzo często udaje się odzyskać dane z ulotnej pamięci. Z żoną doszliśmy już do tego poziomu, że prośba typu „Kochanie sprawdź ile ci zostało w portfelu” stała się zupełnie naturalna w naszym rytuale 🙂 Mamy jednak zasadę – jeśli nie możemy sobie przypomnieć czegoś w ciągu 5-10 minut, nie katujemy się dłużej i wpisuję po prostu ten brak do kategorii „Wyrównanie”. Na szczęście bardzo rzadko.

  7. My po prostu zakładamy, że stówka rozejdzie się na „cud niepamięci”. Do tej pory nie zdarzyły nam się niezgodności na wyższą kwotę, zresztą zwykle sięgają jakiś 50-60 zł. Wszystko inne udaje się wyłapać, co nie oznacza, że nie trafia się wydatek „pozabudżetowy”, ale to inna kwestia. Poza tym w każdej rubryce mamy wpisane założenia na daną kategorię i od razu się pokazuje, jaki procent wykorzystaliśmy i jaka kwota została. Bardzo przydatne.

  8. Dzięki Marcin ! Bardzo fajny wpis.
    Według mnie porusza dwa aspekty systematycznej kontroli: techniczny i psychologiczny. Psychologiczny jest trudniejszy do przeskoczenia bo nie każdy jest w stanie wprowadzić i zaakceptować taką systematykę i „reżim”. Prowadzę swój budżet już kilkanaście lat i miałem duże problemy z przekonaniem żony że nie jestem jak piszesz „budżetowym tyranem” ;-).
    U mnie sprawdziło się prawie całkowite wyeliminowanie obrotu gotówkowego tzn. około 95% naszych płatności dokonywanych jest kartą lub z rachunku bankowego. Ułatwia to pokonanie „cudu niepamięci” i łącznie z wypracowaną systematyką powoduje że bilansowanie salda gotówki możemy robić 1-2 w roku bez „księgowania” dużych odchyleń. Nad resztą czuwam na bieżąco. 🙂

    Początkującym życzę silnej woli !

  9. My z mężem „budżetujemy się” od roku i chyba jeszcze nie było takiego miesiąca, że wszystko się zgadzało. Bez względu na to jak się pilnujemy, to i tak zawsze coś się nie zgadza, co nas trochę frustruje. Co ciekawe, ostatnio dwa razy zdarzyło się, że mamy więcej pieniędzy niż to wynika z zapisów – ale z dwojga złego lepiej być na plusie 🙂 chyba czas wprowadzić rubrykę „nie wiadomo” i zanadto tym się nie przejmować. Albo pomyśleć nad szczelniejszym sposobem wprowadzania wydatków.

  10. My z żoną prowadzimy tabelę w Excelu, plik zapisany jest w Dropboxie. Żona na mobilną wersję Excela na tablecie, a ja – w telefonie. Gdy jestem w biegu i nie dostaję / zapominam paragonu, wpisuję szybko kwotę bezpośrednio w tabelce z pozycji telefonu, a wieczorem uzupełniam o szczegółowe informacje. I dopiero to zaczęło działać, czyli upraszamy i skracamy drogę do bazy. 🙂

    Pozdrawiam!

  11. Doskonałe! 🙂

    Świeży email od jednego z subskrybentów newslettera:

    „Panie Marcinie
    liczenie każdej wydanej i odłożonej złotówki każdego dnia to nie jest dobry sposób na życie.

    Przeczytałem Pana Część 6: Uzgadniamy stan konta i portfela
    i stwierdzam, że ładnie pan pisze, jest pan inteligentny, ma pan pomysły.
    Mam jednak wrażenie, że nie chciałbym żyć w pańskim domu.

    Co innego kontrolować wydatki, a co innego być dusigroszem, skrybą rachunkowym, paranoikiem pedantycznie obliczającym każdy grosz, domowym księgowym obawiającym się manka.
    Pieniądze zdają się być dla pana celem, nie środkiem. Może jednak jest to pana pasja – permanentne, perfekcyjne przeliczanie.

    Ja osobiście co miesiąc płacę rachunki, odkładam odliczoną kwotę, a resztę wydaję na życie. Spontanicznie. Bo życia na pieniądze nie da się przekalkulować”

    I jak tu żyć? 🙂

    Chyba czas na przypomnienie wpisu o moim podejściu do pieniędzy:
    http://marciniwuc.com/finanse-osobiste-poglady-na-temat-pieniedzy/

    • Szacunek za opublikowanie takiego komentarza 🙂

      Między dobrym zarządzaniem pieniędzmi a byciem dusigroszem jest płynna granica. Wydaje mi się, że jedni potrzebują dokładnego budżetowania bardziej niż inni. Jeśli pieniędzy brakuje – to budżet pomoże w tym, aby ich wystarczyło. Jeśli ktoś ma skłonność do wydawania za dużo – to budżet też pomoże, tym razem w tym , aby nie marnować pieniędzy na niepotrzebne rzeczy. A jeśli ktoś ma nawyk wydawania mniej, niż zarabia, a przy tym wie mniej więcej, ile i na co wydaje – to nie musi pilnować każdej złotówki, bo wie, że wystarczy mu i „na życie”, i na przyjemności, i na oszczędzenie na przyszłość.

      Przyznaję, że dla mnie „uzgadnianie sald” jest przesadą – ale to dlatego, że mam nawyk oszczędnego życia. Rozumiem jednak, że będzie to potrzebne tym osobom, które nie wiedzą jeszcze dokładnie, na co rozchodzą się ich pieniądze. Wraz z moją żoną stosujemy kompromisowe rozwiązanie: liczymy każdą złotówkę wtedy, kiedy czekają nas większe wydatki i wiemy, że musi nam wystarczyć mniej niż zwykle. W innych miesiącach nie prowadzimy w ogóle budżetu, ale dbamy o to, aby odkładać środki na zaplanowane cele (zlecenia stałe „same” załatwiają sprawę).

  12. Niestety, próbowałem ale Excel na dłuższą metę się nie sprawdza, jest po prostu zbyt kłopotliwy i wymaga ręcznego wpisywania wydatków. W moim przypadku sprawdziła się aplikacja kontomierz. Automatyczny lub ręczny import historii konta i voila. 90 procent transakcji wykonuje kartą, a pozostałe gotówkowe łatwiej zapamiętać. Nie ma problemu ile jest na jakim koncie, wiem ile jest w portfelu bez zaglądania, planowanie i kategorie wydatków zajmuje maksymalnie 30 min miesięcznie. Polecam.

  13. Witam!

    Marcinie, dziekuje za kolejny odc. o budzetowaniu.

    Zaczalem kolejny miesiac z YNAB’em. Po okolo dwoch miesiacach, powiedzmy testowych, czerwiec bedzie moim trzecim pelnym miesiacem budzetowania. Wszystko od kategorii po ustalanie priorytetow w moim skromnym budzecie, caly czas ewoluuje ale chyba taka jest tego istota, by dostosowywac sie do sytuacji i realiow. Zgodnie z zasada YBAB, daje kazdej zlotowce prace (give every dollar a job:) – wydaje wszystko do zera ale w budzecie:) a realnie, o dziwo w niektorych kategoriach zostaja mi nadwyzki. Pozwala mi to dokladniej doszacowywac miesieczne wydatki lub po prostu przesuwac je do kategorii, gdzie widze, ze nie dam rady do konca miesiaca.

    Co do uciazliwosci i „rezimu” w prowadzeniu i kontrolowaniu budzetu…hmm nadal jestem osoba troche roztrzepana i leniwa ale od kiedy prowadze budzet, ucze sie systematycznosci i planowania. Wole placic karta, gdzie tylko to mozliwe, zawezajac pole dla „cudu niepamieci”. Max co dwa dni wpisuje wydatki w program. Zbieram kazdy, doslownie kazdy paragon, nawet jesli jest na zlotowke czy dwie. Dwa razy w tyg. uzgadniam koto. Sprawdzam ROR i portfel. Raz, po podliczeniu dziennych wydatkow gotowkowych z ciekawosci zajzalem do portfela i kwota z portfela zgadzala sie co do grosza z kwota z programu…zaniemowilem i po prostu sie usmiechnalem:)

    Teraz budzetowanie sprawia mi po prostu przyjemnosc, duza w tym zasluga calego YNAB i mnostwa materialow pomocniczych dostepnych na ich stronie oraz forum uzytkownikow z calego swiata.

    Serdecznie pozdrawiam Andrzej

  14. Ariel Semik

    Cześć,
    Jestem singlem, więc prowadzę budżet tylko dla siebie. Pomimo tego że z samym sobą łatwiej jest mi się dogadać ile i na co wydałem w danym dniu spisywanie wydatków kazdego dnia było dla mnie zbyt uciążliwe. Postanowiłem sobie ułatwić ten fakt. Chciałbym Wam również polecić sposób który ja wykorzystuje.
    Regularnie prowadzę budżet niespełna dwa lata. Służą mi do tego dwa narzędzia:
    – excel w ktorym robie plany plus automatycznie zliczam środki które musze na początku miesiaca przelać na konta techniczne
    – aplikacja Kontomierz, której wprowadzam wydatki. Uproszczenie prowadzenia wydatków znalazłem w połączeniu Kont bankowych z aplikacją. 95% transakcji obsługuje bezpośrednio z konta (płatność kartą, przelewem). Co dwa dni importuje wyciąg bankowy do kontomierza, podpowiadają się od razu wydatki do kategorii. Wydatki z portfela fizycznego zapisuje manualnie w kontomierzu. Ponadto wypłacane środki w bankomacie podpowiadają mi się w jednym z portfeli fizycznych.
    Aplikacja ma dużo więcej możliwości lecz nie będę odkrywał ich w tym komentarzu.
    Bardzo polecam taką automatyzację. Mi to bardzo ułatwiło prowadzenie budżetu. Apka do telefonu w ktorej wprowadzam wydatki jak i konto na stronie kontomierz.pl jest darmowe.

  15. U nas to wygląda trochę inaczej. Codziennie wieczorem zbieram wszystkie paragony, mąż daje mi swoje i razem analizujemy na co dziś wydaliśmy pieniądze (jeśli za coś nie dostaliśmy paragonu, typu opłata parkingowa, to zapisujemy daną kwotę na innym). Na przykład patrzę na paragony i mówię: czyli dziś kupiłeś obiad w pracy, po pracy byłeś w sklepie na zakupach, po drodze do domu kupiłeś bilety autobusowe. Kupowałeś coś jeszcze? Ok, ja z kolei poszłam po pracy do drogerii. Patrzymy czy wszystko się zgadza i zawsze jest ok. Ten system działa, bo łatwo sobie przypomnieć na świeżo co się robiło danego dnia, zwłaszcza, że zwykle jest to kilka paragonów dziennie (1-4), a nie kilkanaście. Ważny jest też nawyk brania paragonów i gromadzenia w jednym miejscu. Po dokładnym spisaniu papiery idą do kosza i nie zaprzątamy sobie nimi więcej głowy. Historię konta przeglądam sama dla siebie regularnie i nigdy nie spotkała mnie żadna niespodzianka (wszystko było na bieżąco zapisane w budżecie), zawsze też wiem mniej więcej ile mam w portfelu. Ja akurat jestem osobą dość skrupulatną, wszystko musi być zrobione dokładnie, a prowadzenie budżetu sprawia mi przyjemność. Może właśnie dlatego nic nam nie ucieka. Myślę, że sposób zaproponowany w artykule będzie bardzo przydatny dla osób, które nie przywiązują dużej wagi do tego co kupują, robią dużo drobnych zakupów, albo rzadziej spisują wydatki.

    Dodam, że stan gotówki warto kontrolować z jeszcze innego powodu. Czasem pieniądze mogą nam po prostu wypaść, lub sprzedawca może nam źle wydać (też człowiek, może się pomylić). Warto więc sprawdzać resztę, zanim wrzuci się do portfela.

  16. Witam, dopiero zaczynam swoją przygodę z planowaniem budrzetu (kiedyś zapisywałam planowane wydatki w zeszycie, ale na nic to się nie zdało). Mam takie pytanie: czy zapisujecie na każdy miesiąc nowy plik Exel? Czy może jest jakaś opcja, żeby mieć podgląd na kolejne miesiące po włączeniu jednego pliku? Czy musze każdy miesiąc zapisywać w osobnym pliku? 🙂
    Jak zmusić męża, żeby zbierał paragony? Wychodzi z założenia, że „nie będzie zbierał papierków”, a bez tego moje planowanie budżetu na nic…

    • W Excelu mozna tworzyć kolejne zakładki w jednym pliku, kopiujesz dane z całego miesiąca i tworzysz w nowej zakładce na kolejny miesiąc.

    • Przykro słyszeć, że mąż/żoną nie są zainteresowani rodzinnymi finansami. Myślę, że porostu nie mają świadomości ile i na jaki cel rozchodzą się pieniądze. Może trzeba by taką osobę obciążyć zarządzaniem domowymi finansami żeby uświadomić jakie są potrzeby rodziny oraz jakie kwoty są potrzebne na konkretne wydatki.
      U mnie było podobnie, na propozycję rejestracji wydatków i zbierania paragonów otrzymałem lekceważącą odpowiedź. Postanowiłem rejestrować swoje wydatki i te domowe comiesięczne. Po czterech miesiącach udało mi się zaoszczędzić konkretną kwotę czym pochwaliłem się. Od tego czasu problem z paragonami zniknął.
      Powodzenia w przekonywaniu męża, może w końcu się złamie kiedy zrozumie, że bardzo Ci na tym zależy, albo że przynosi to wymierne korzyści.

  17. Właśnie kupiłam Twoją książkę i czekam na dostawę, przez weekend nadrobię czytając bloga, ponieważ jestem tutaj pierwszy raz.
    Obecnie nie pracuję, mój mąż pracuje za granicą, ale generalnie ja jestem odpowiedzialna za zarządzanie finansami. We wrześniu urodzi się nam druga córka.
    Mam ogromną nadzieję, że praktykując i dowiadując się wielu praktycznych informacji z takich blogów i książek jak ten (a pierwszym blogiem, który mnie „wciągnął” jest jakoszczedzacpieniądze.pl) mimo tego, że nie pracuję, uda mi się „uratować” wiele pieniędzy, wiele też zaoszczędzić i mądrze nimi zagospodarować 🙂
    Tyle mogę zrobić przez kilka lat kiedy zostaję bezrobotną mamą i mam nadzieję, że przy pomocy takich treści uda mi się osiągnąć nie jeden cel,
    Pozdrawiam 😉

  18. Maj 2016 to dziwny miesiąc. Z jednej strony wiele wydatków zaplanowanych i zrealizowanych, z drugiej – jakieś fatum na wydatki niezaplanowane. Na pierwszej majówce udało mi się zrobić analizę półroczną. Efekt? Niedoszacowanych kilka kategorii w planowaniu. Zawsze te same. Muszę to poprawić. Uzgadnianie kont jest dla mnie trudne, bo z zasady mam na koncie osobistym dużo więcej niż wydaję rzeczywiście. Mam stracha przed wydatkami – niespodziankami typu : mąż zatkał klozet i potrzebny hydraulik ekspresowo albo : jestem niezmotoryzowana a wracam z dzieckiem ze szpitala z SOR w nocy i potrzebna taksówka (obie sytuacje realne z mojego życia).
    A jeśli chodzi o uszczelnianie wydatków – chyba najlepsza metoda to właśnie codzienna praca, Do mnie bardzo trafiło twoje zdanie : jak nie chcesz poświęcić 20 minut na analizę swoich wydatków to czemu narzekasz że jest źle, jak się czymś nie zajmujesz nie dziw się, że nie jest zadbane. Od początku pilnowania finansów Uszczelniłam realnie budżet (nie na 100%), czasem syn wpisuje ze mną rachunki do Excella i uważa to za świetną zabawę. JEst lepiej a doprowadzę do tego, że będzie jeszcze lepiej.

  19. Żeby system ewidencji wydatków był szczelny trzeba przestrzegać kilku zasad:
    1/ zawsze zbieraj paragony, nawet na 1.99 😉
    2/ jak najwięcej wydatków rób przelewem z konta lub kartą kredytową. Jeśli nie masz karty kredytowej bo nie chcesz, żeby kusił Cię dostępny na niej kredyt, to płać kartą debetową wydaną do ROR. Chodzi o to, że tego typu płatności łatwo uzgodnić, bo jest ewidencja na koncie
    3/ ewidencjonuj wszystkie wydatki nie rzadziej niż raz na tydzień (w excelu lub w aplikacji)

    Jak się stosuję do tych zasad i choć w moim budżecie istnieje pozycja „Uzgodnienie konta” to jest ona na tyle mała, że w ten sposób nieistotna. Nie o to przecież też chodzi, żeby szukać godzinami dlaczego saldo konta nie zgadza się z wydatkami o 5 zł…

    • Popieram.
      Wystarczy zatrzymywać wszystkie paragony. Mało jest wydatków, kiedy nie dostajemy żadnego kwitka.
      Do tego nikt jasno nie napisał, ale jest mnóstwo programów na smartfony do budżetu i zapisywania wydatków.
      Można w bardzo łatwy sposób wpisać zaraz po zakupie, a potem analizować.

      Czyli zamieniam pieniądze na paragony, a potem je wpisuję w program najlepiej codziennie przez 5 minut.
      Sprawa załatwiona.

  20. Cześć Marcin,
    Do prowadzenia budżetu domowego polecam aplikację MSMoney, calkowicie darmowa i o wiele lepsza od Excela. Sam kiedyś z niego korzystałem i cieszę się ze zmiany:) Odnośnie Twojego posta, w MSMoney masz listę kont wraz z ich historią dzięki czemu dużo łatwiej i sprawniej można zapanować nad wydatkami oraz na bieżąco uaktualniac stan swojego konta(MSM robi to za Ciebie). Warto ułatwiać sobie życie:)

    • Witam!

      Mysle, ze moze wraz z kolejnym odcinkiem o budzetowaniu, mozna by bylo pokusic sie o zestawienie programow do prowadzenia budzetow domowych. W komentarzach padlo juz kilka nazw: MSMoney, Kontomierz, Excel. ja uzywam platnego YNAB. Udalo mi sie go uruchomic pod Ubuntu ( moim podstawowym systemie w domu).
      Z naprawde godnych, darmowych i dobrze spolszczonych pod linuxa polecam tez Homebank i KMyMoney, ktore testowalem przez jakis czas i byc moze do ktoregos wroce. W tym drugim bardzo sprawnie dziala opcja importu plikow CSV i przyporzadkowywania ich do poszczegolnych platnikow (payee). Po imporcie zostaje nam tylko zaaprobowac transakcje, jesli wiemy co to bylo, badz ja odzucic.
      W Homebank, z drugiej strony jest tez swietna opcja sledzenia statystyk tankowania auta. Bardzo dobra dokumentacja online ulatwia odnalezienie sie w programie, import CSV jest bardziej problematyczny, jeszcze go nie rozgryzlem;).

      pozdr. Andrzej

      • Też kiedyś korzystałem z Homebank, ale niestety po przejściu na produkty Apple musiałem poszukać alternatywy, bo niestety Homebank nie działa na iOS. Teraz korzystam z płatnej (ale taniej) aplikacji MoneyPro – na iphona, ipada i maca. W jednym z kolejnych artykułów opiszę tę aplikację, bo przyznam szczerze, że bardzo przypadła mi do gustu.

  21. Od stycznia prowadzę swój budżet domowy i od pierwszego tygodnia, tak jak napisał Marcin, okazywało się, że gdzieś ciągle uciekają male kwoty. Stworzyłam kategorię Manko i tam zacząłem wpisywać różnicę pomiędzy tym co miałem, a tym co było w budżecie – niestety zawsze z minusem :(. Pierwszy plus tego jest taki, że patrząc na dokładną kwotę manka, łatwiej jest sobie przypomnieć na co taka suma została wydana. A drugi to taki, że kwota manka na koniec miesiąca zmniejszyła się prawie do 0.

    • no tak to już jest, że zawsze z minusem, bo „manco” z definicji oznacza brak w kasie 🙂 gratuluję Ci, że Ty ze swoim „manco” zbliżasz się do zera – o to właśnie chodzi oczywiście o ile uzgadnianie kolejnych złotówek nie zabiera Ci połowy życia 😉

  22. Polecam program Gnucash zamiast programu MsMoney. Oprócz programu na PC (windows lub linux) jest również Gnucash dla Androida – każdy wydatek można zapisać bezpośrednio po zapłaceniu i później wyeksportować transakcje do komputera.
    My komputer uzgadniamy raz w tygodniu i doszliśmy do takiej wprawy że „gubimy” nie więcej niż 10zł nie częściej niż co 2 miesiące 🙂

  23. Domowa buchalteria jest naprawdę ważna i chyba trochę niedoceniania. Naprawdę zyskuje się inny obraz własnych wydatków gdy wszystko się rejestruje i podlicza. Polecam każdemy spróbować 🙂

  24. Witam
    A ja nie zgodzę się, że nie warto zajmować się drobnymi wydatkami typu 2 zł na pączka. Wręcz przeciwnie to właśnie przez takie wydatki można się zdziwić, że uciekło np. 200 zł w miesiącu i właściwie nawet nie wiemy na co konkretnie, a może się okazać, że te pieniądze można było dużo lepiej ukierunkować. Jednak żeby to zrobić to trzeba wiedzieć na co to poszło.
    Osobiście budżetuje nawet najdrobniejsze grosze i nie mam z tym większego problemu, za paranoika też się nie uznaję, ale można się zdziwić na jakie pierdoły idą dziesiątki czy setki zł.

    Pozdrawiam

  25. Mam pytanie, zaczęłam korzystać z najnowszej wersji pliku budżetu w excelu, rozpisalam wydatki które mnie czekają ale niestety nie starczyło mi środków żeby rozplanowac wydatki nieregularne. Nie zarabiam mało (około 7 netto) ale obecnie jestem na urlopie macierzyńskim i nie mam już możliwości żeby zwiększać dochody. Jak to wszystko pogodzić? Teraz wychodzi na to że tylko spisuje wydatki

    • Ja proponuję zastanawiać się 3 razy nad każdym wydatkiem i szukać tańszego rozwiązania.
      A od nowego miesiąca ograniczyć wydatki na starcie.
      Przy takich zarobkach nie powinnaś mieć tego typu problemów.

  26. Marcin
    Abstrachujac do tego konkretnego artykułu
    Bardzo dobrze się pisze i daje rady jak się zarabia sporo ponad średnią krajowa. Niestety te rady są znakomite dla ludzi o podobnych dochodach.
    Szczególnie rady typu wchodzenie z długu po 2 miesiącach spłacony pierwszy kredyt, siła motywacja. A co maja powiedzieć ludzie którzy są wstanie spłacić pierwszy kredyt po 6 miesiącach ?
    Naprawdę motywacja siada na dno.
    Większość moich znajomych którym mowie o finansach osobistych mówi „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”, „ty zarabiasz więcej jest ci łatwiej”.
    ( Po dłużej rozmowie okazuje się ze ja z żoną mamy prawie tyle samo co znajomi z partnerami(partnerkami) )
    Ja zrobiłem raz jednego miesiąca ostry spis wydatków wszystkich, niestety moja zona pała niechęcią do tego, tym bardziej ze tego miesiąca wyszło ze o 100% przekroczyliśmy budżet na wydatki zbędne.
    I faktycznie nic się nie gubi co miesiąc jest podobnie 🙂 wydajemy jakies 800 zł miesiecznie na głupoty.

  27. Witam,
    Jak widać po komentarzach, dla niektórych jest to dobra metoda, a dla innych zbyt rygorystyczna. Od jakiegoś czasu bacznie przyglądam się twoim poczynaniom na blogu i widzę, że odwalasz kawał dobrej roboty. Moim zdaniem liczenie każdej złotówki wydanej w miesiącu może okazać się zadaniem niewykonalnym. Ja wraz z narzeczoną stosujemy trochę inną metodę, a mianowicie:
    1. Na początku miesiąca ustalamy budżet z naciskiem na opłaty stałe, które staramy się wykonać od razu po otrzymaniu wypłaty. Pozostała kwota tzw. „Na życie” odejmujemy od niej pieniądze, które planujemy odłożyć i przelewamy na konto oszczędnościowe, a pozostałą kwotę dzielimy na wszystkie dni miesiąca. Poniżej przedstawię przykład
    Przychód: 5500 zł
    Rachunki: 1000 zł
    Zaplanowane oszczędności: 2000 zł
    Kwota na życie: 2500 zł/30 dni w miesiącu= 83,33 zł dziennie na dwie osoby
    Kiedy zapłacimy już wszystkie rachunki dzielimy całą kwotę na pół i tak każdemu zostaje po 1250 zł na miesiąc. Co tydzień sprawdzamy stan konta, jeżeli wypłaciliśmy jakieś pieniądze to również sumujemy kwotę z portela i konta.
    Zalety:
    Prosta i łatwa w użyciu metoda.
    Weryfikacja wydatków, co tydzień pozwala na porównanie naszych wydatków. Jeżeli są to znaczne różnice, staramy się wyjaśnić skąd one wynikają.
    Metoda dająca dużą swobodę i możliwość szybkiej modyfikacji swoich wydatków np. Na początku miesiące mieliśmy weekend podczas, którego wydaliśmy sporo pieniędzy, w następnym tygodniu po podliczeniu staramy się gotować w domu i jesteśmy nieco ostrożniejsi w wydawaniu pieniędzy za razem nie mamy kaca moralnego w związku z wydaniem znaczącej kwoty w dany weekend.
    Wady:
    Należy unikać płatności zbliżeniowych.
    Pod koniec miesiąca trudno jest szczegółowo określić na, co idą pieniądze.

    Cenię sobie bardzo Pana opinię. Możliwie w wolnym czasie prosiłbym o ocenę mojej metody i ewentualną opinię.

    • Cześć Maciek,

      Bardzo dziękuję za ciekawy komentarz. Metoda wydaje się bardzo przejrzysta i jeśli w Waszym przypadku jest skuteczna (a jest, skoro oszczędzacie 2/5 dochodów) to jak najbardziej warto stosować ja dalej.
      Trzymam kciuki i życzę skutecznego budowania i pomnażania oszczędności 🙂

  28. Hej! W naszym exelu (stworzonym na bazie Twojego) w zakladce przychody powstala tabelka z trzema rubrykami Pierwsza ma tytul „konto plus portfel” i jak sama nazwa wskazuje obrazuje stan finansow na chwile obecna. Druga to”faktyczny przychod minus wydatki”.Trzecia to „Roznica” miedzy dwiema pierwszymi. W pierwsza trzeba recznie wprowadzic dane czyli sumę stanu konta i portfela, pozostale czerpia juz dane z odpowiednich komorek exela Tym sposobem na biezaco dokonuje sie uzgodnienie tego co w kieszeni z tym co w arkuszu. Wszystko swietnie hula. Pozdrawiam. Kama

  29. Zainteresowana

    Cześć!
    Chciałabym poruszyć inne zagadnienie, związane z ujęciem w budżecie karty kredytowej. Niestety nie widziałam, żeby było w którejś edycji budżetu szczerzej opisane, a sposób podejścia do karty sprawił mi niemały problem.

    Przyjmijmy następujące założenia:
    – W każdym miesiącu korzystam z karty kredytowej, płacąc za część wydatków
    – Wynagrodzenie otrzymuję na koniec miesiąca
    – Spłata karty następuje automatycznie na początku miesiąca, po 54-dniowym okresie kredytowania

    W Twoim excelu spłata karty traktowana jest jako wydatek. Powoduje to de facto ujęcie wydatków z danego miesiąca dwukrotnie – w miesiącu wydatkowania i w miesiącu spłaty karty kredytowej.
    Moje rozwiązanie to wyjęcie spłaty karty z wydatków odejmowanych od dochodów (stanu posiadanych środków na początek miesiąca) i przygotowanie drugiej zakładki z uzgodnieniem przepływów pieniężnych – w której ujmuję wpływy i wypływy z konta, spłatę karty, wypłaty z bankomatu itp.

    Chciałabym zapytać, co uważacie o tym rozwiązaniu oraz czy macie może inne sposoby na ujęcie karty kredytowej w swoim budżecie?

    Pozdrawiam serdecznie!

    PS. Fantastyczny blog i jeszcze lepsze rady na przejęcie kontroli nad finansami 🙂

  30. Marcin ,
    Czy cykl ( budżet domowy ) będzie kontynuowany czy temat jest wyczerpany ?

    pozdrawiam,
    Mariusz

  31. Witam, dziś cały dzień w pracy (prawie 8 godzin) czytałam o planowaniu budżetu domowego. Eureka!! Do tej pory ewidencjonowałam wydatki wzdychając kazdego miesiąca że tak dużo wydaję. I tyle. Od października wprowadzam BUDZET domowy. Będę mieć pewnie mnóstwo wątpliwosci, ale już wiem jak do tego podejść. Dziekuję!

  32. Hej Marcinie!
    Co jakiś czas powracam na Twój blog, bo bardzo mnie inspiruje, ale przeważnie śledzę z poziomu „tajniaka” – czyli się nie udzielam 🙂 Jednak ten wpis spowodował u mnie wielkie parsknięcie śmiechem 🙂
    Otóż mój Ślubny w pierwszym miesiącu prowadzenia przeze mnie domowego budżetu (nadmienię, że 2 miesiące wcześniej wprowadziliśmy się do nowiutkiego, wymarzonego mieszkanka i jeszcze byliśmy przed ślubem), był mega wściekły jak kazałam mu pamiętać o nawet najdrobniejszych wydatkach. Potrafił na koniec dnia zrobić awanturę, że czepiam się o obiad zjedzony na mieście i „zatajony” w budżecie. Mina zrzedła mu pod koniec miesiąca, jak okazało się, że nasz budżet versus stan faktyczny konta rozminął się o…. 3500 złotych!!! A najlepsze jest to, że ja jeszcze studiuję i z mojej dorywczej pracy nie było nawet połowy tej brakującej kwoty. Od tej pory naprawdę sumiennie zbierał paragony, a nawet kwoty rzędu kilku złotych na myjnię, czy parking od razu wysyłał mi sms-em. Może dla niektórych jest to przesada, tak samo jak orientowanie się w promocjach w sklepach i robienie zapasu jak dana rzecz jest w okazyjnej cenie. Może dla niektórych jest to nawet śmieszne… Teraz, po prawie roku od zakupu mieszkania (kupiliśmy w grudniu 2015, od marca prowadzę budżet, śledzę Cię jeszcze dłużej 🙂 ) to ja śmieję się z innych – mamy odłożone na koncie prawie 1/5 pozostałego kredytu hipotecznego i jesteśmy w stanie wyjść do restauracji, kina, czy pojechać na weekend za miasto.
    Jednym słowem – miałeś rację! Wszystko się da, kwestią jest jedynie dobre zarządzanie finansami 🙂 Motywacja do pilnowania się pojawiła się od razu jak pokazały się pierwsze efekty, w tym momencie weszło już nam to w nawyk. Bardzo Ci dziękuję za tego bloga, dzięki niemu mamy wspaniały start w dorosłe i samodzielne życie 🙂

Odpowiedz