Dlaczego bogaci stają się coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi?

58

Od wielu lat jesteśmy bombardowani informacjami o narastającym rozwarstwieniu majątkowym społeczeństwa. Mówi się, że bajońskie fortuny najbogatszych rosną, przy równoczesnym pogłębianiu się biedy wśród najbiedniejszych. Trudno nie ulec takiemu przeświadczeniu, gdy dowiadujemy się, że 1% najbogatszych posiada więcej majątku, niż pozostałe 99% społeczeństwa (źródło).

Liczby szokują, wielu zaś doszukuje się powodów tego zjawiska np. w spadającej roli związków zawodowych (w kontekście USA), rosnącej liczbie umów cywilnoprawnych (Polska), konstrukcji systemów podatkowych, rosnącej sile korporacji itd. Niejeden skwituje taki stan rzeczy stwierdzeniem, że „znowu nakradli”, „jeszcze im mało” lub „zrobili z ludzi niewolników”. Ile osób, tyle opinii.

Co jest przyczyną rosnącego rozwarstwienia?

Przyczyny można mnożyć, budować skomplikowane symulacje, ale być może przyczyną jest ład społeczno-ekonomiczny panujący w większości państw. Nie wdając się w dyskusję nad procentem kapitalizmu we współczesnym kapitalizmie, stwierdzę jedynie, że po odrzuceniu przez społeczeństwa myśli, że człowiek może bogacić się wyłącznie dzięki efektom pracy własnych rąk, podstawą bogactwa stał się kapitał.

O autorze: Marcin Kluczek – znany Wam zapewne jako eMCI – dał się nam poznać jako wnikliwy uczestnik naszych dyskusji o finansach, które toczymy w komentarzach na blogu. Marcin jest absolwentem Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Na co dzień prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Prywatnie mąż i ojciec dwójki dzieci. Jego pasją i pracą są technologie komputerowe – zajmuje się zarządzaniem produktami. Od kilku lat zgłębia tajniki finansów osobistych. Entuzjasta arkuszy kalkulacyjnych, które pomagają mu w pracy i podczas analiz produktów finansowych. W wolnych chwilach pracuje nad projektem Buddy – narzędziem do zarządzania finansami osobistymi.

W tym miejscu chciałbym Wam przedstawić kilka osób. Są to oczywiście postacie fikcyjne, ale być może odkryjecie w nich pewne podobieństwa do siebie. Mieszkają w Polsce, jednak ich sytuacja materialna jest zgoła inna. Każda z nich należy do innej „klasy majątkowej”, dysponuje innym kapitałem początkowym, zarobkami i wydatkami. Różnice pomiędzy poszczególnymi osobami to 20-krotność kapitału, jakim dysponują na starcie. Będziemy towarzyszyć piątce naszych znajomych przez 20 lat. W tym czasie zaobserwujemy, jak będzie zmieniała się wartość kapitału, jakim dysponują. Ponieważ większość bohaterów pracuje, przyjmiemy, że kapitalizacja odbywa się co miesiąc.

Adam – sympatyczny pracownik pobliskiej piekarni. Nigdy nie był dobry w gromadzeniu oszczędności, ale rodzice wpoili mu ważną zasadę. Nigdy nie wydaje więcej, niż zarabia. Niestety najczęściej wydaje wszystko, więc jego oszczędności są bardzo skromne. Trzyma je na koncie oszczędnościowym.

Ewelina – dynamiczna instruktorka fitness. Ostro ćwiczy na sali, a od kiedy wzięła się za cięcie wydatków, niczego jej nie brakuje, zaś w portfelu zostają trzy setki każdego miesiąca. Ewelina ma solidną poduszkę bezpieczeństwa grubości sześciomiesięcznych wydatków. Oszczędza bezpiecznie na lokatach bankowych.

Henryk – stateczny kierownik sprzedaży w salonie samochodowym. Kilka lat temu przeczytał, że jeżeli będzie odkładał 10% swoich dochodów, osiągnie wolność finansową. Henryk uznał, że to za mało, więc odkłada 20%. Zgromadził już pokaźny kapitał – 300 000 złotych, który generuje mu comiesięczną premię. Nie zna się na giełdzie ani surowcach, więc kupuje głównie jednostki funduszy bezpiecznych. Myśli o kupnie nieruchomości pod wynajem, ale nie jest do końca przekonany.

Basia – od kilku lat rentierka. Sześć milionów zainwestowanych w różne aktywa daje jej 20 tysięcy dochodu netto miesięcznie. Basia nie wydaje jednak wszystkiego. Ma na uwadze, że połowę pochłania inflacja. Planuje pozostawić swój majątek wnuczce Ewelinie. Widzi, że dziewczyna świetnie sobie radzi z finansami i nie zmarnuje dorobku babci.

Janusz – wszyscy znają Janusza. Adam pracuje w jego piekarni. Kiedyś nawet rozmawiali o wyższości mąki żytniej nad pszenną. Klub fitness, w którym pracuje Ewelina, należy do Janusza. Podobnie salon, w którym pracuje Henryk. Janusz kupił tam kiedyś auto dla chrześniaka. Auto mu się spodobało, salon też, więc go kupił. Teraz ma takich pięć. Basia też pracowała dla Janusza, była jego główną księgową przez kilka lat. Janusz to człowiek biznesu. Wszędzie znajdzie okazję, żeby zarobić. Zatrudnia najlepszych i ma wielu wpływowych znajomych. W razie problemów płaci prawnikom tyle, ile trzeba, żeby zminimalizować straty. Wszystko dla Janusza jest inwestycją. Gdy kupuje sportowe auto za milion, to nie po to, żeby nim jeździć, ale by sprzedać je z zyskiem. Rezydencje również wybiera starannie, a zdobiące je dzieła sztuki są zawsze na sprzedaż. Rzecz jasna z odpowiednim zyskiem. Wszystko to sprawia, że jego stopa zwrotu to średnio 6% rocznie.

Po dwudziestu latach ponownie odwiedzamy naszych znajomych. Pensje rosły w tempie założonej inflacji, czyli 2% rocznie. Podobnie wydatki.
U Adama bez zmian. Nadal wszystko wydaje i nie ma w zasadzie oszczędności.
Ewelina pobiła rekord. Zwiększyła swój kapitał o ponad 750%! Zuch dziewczyna.
Henryk musiał zadowolić się wynikiem blisko trzykrotnie gorszym, ale nie narzeka. Zdobył swój pierwszy milion.
Basia żyje spokojnie na zasłużonej emeryturze.
A Janusz? Janusz miał wynik gorszy od Henryka, marne 177%, ale…

zyskał 212 432 545 zł

Czy nasz zwycięzca musiał kantować?

Jak to możliwe? Może Janusz oszukiwał? Może kradł?  Janusz jest twardy w negocjacjach i nie odpuści nikomu, ale nie musi uciekać się do tanich sztuczek typu oszustwo lub kradzież. Ma trzy rzeczy, które pozwalają mu wygrywać niemal zawsze i wszędzie:

1. Ogromną przewagę kapitału inwestycyjnego na starcie.
2. Najwyższe generowane stopy zwrotu.
3. Najniższy poziom wydatków na życie w stosunku do dochodów.

Zanim przyjrzymy się bliżej Januszowi, zwróćmy uwagę, jak kształtowały się stopy zwrotu w poszczególnych latach:

Adam tradycyjnie w okolicy zera.
Ewelina ruszyła mocno, ale niski kapitał początkowy sprawił, że ciężar jego podwyższania spoczął na comiesięcznych, niewielkich oszczędnościach. W połączeniu z niskimi zyskami z oszczędności przyniosło to fantastyczny wynik procentowy, ale niezbyt okazały wynik kwotowy.

Ewelina walczyła dzielnie, ale stateczny Henryk pokonał ją początkową wysokością kapitału, który już od pierwszego miesiąca generował większe zyski kapitałowe, niż oszczędności Eweliny z pensji. Początkowa różnica to niecałe 300 tysięcy. Po 20 latach to już niemal 900 tysięcy. Różnica powiększyła się więc trzykrotnie.
Basia uciekła Henrykowi, a Janusz? Janusz od dawna gra we własnej lidze. Zgodnie z przyjętą tezą bogatsi stają się coraz bogatsi w stosunku do biedniejszych.
Jak pokazują poczynania naszych przyjaciół, stopy zwrotu to nie wszystko. Liczy się również skala, której zabrakło Ewelinie.

Cały obraz dodatkowo zaburza inflacja

Po uwzględnieniu inflacji okazało się, że Adam jest co rok na minusie. Jego siła nabywcza spada, a zatem staje się z roku na rok coraz biedniejszy.
Ewelina jak zawsze daje radę podnosić swój kapitał, aczkolwiek z czasem wyraźnie słabnie.
Z kolei Henryk stara się utrzymać równe tempo, mimo że inflacja coraz bardziej zdecydowanie domaga się swojego udziału.
Wzrost siły zakupowej Basi jest bliski zera, jednakże z roku na rok nieśpiesznie rośnie. Przezorna Basia ograniczyła konsumpcję, aby jej oszczędności zwiększały siłę nabywczą. Była wszak główną księgową Janusza.
A Janusz? Jak to Janusz. Zgodnie z planem, z roku na rok ma większy kapitał, który w coraz szybszym tempie wyprzedza inflację. Janusz staje się coraz bogatszy w stosunku do pozostałych, ponieważ ma:

  1. Ogromną przewagę kapitału inwestycyjnego na starcie – niezależnie od tego, jak bardzo pozostali będą się starać, nie są w stanie w krótkim czasie dogonić Janusza. Gdy inni zarabiają tysiące, Janusz zarabia miliony. Pozostali mogą go gonić, ale szanse mają niewielkie. Janusz na starcie stoi już jedną nogą na mecie.
  2. Najwyższe stopy zwrotu – im większym kapitałem dysponuje Janusz, tym bardziej może ryzykować. Strata miliona bądź dwóch oczywiście będzie dla niego przykrym doświadczeniem, ale wyciągnie z niego wnioski i będzie inwestował dalej. Poza tym stać go na zatrudnienie najlepszych fachowców, którzy dbają, aby tego typu nieprzyjemności omijały Janusza.
  3. Wydaje na życie najmniej w stosunku do dochodów – Janusz, mimo że wydaje ogromne kwoty na wygodne życie, konsumuje zaledwie 20% swoich miesięcznych dochodów. Innymi słowy, na każdy rok pracy przypadają cztery lata, które mógłby spędzić jako bezrobotny. Rzecz jasna Janusz nie weźmie wolnego. Interesuje go zarabianie pieniędzy, a nie ich wydawanie.

Powyższa opowieść o kilku postaciach to oczywiście bardzo uproszczony schemat obrazujący mechanizm jak może przebiegać akumulacja kapitału. Jest to moja – na ile to tylko możliwe obiektywna – obserwacja czegoś w rodzaju prawa fizyki w ekonomii. Jedna z tych rzeczy, którym możemy zaprzeczać, nie zgadzać się z nimi, naginać do pewnego stopnia, ale w ostateczności musimy zaakceptować. Bogaci stają się coraz bogatsi, zaś biedni relatywnie coraz biedniejsi.

Co jednak z tymi, którzy znajdują się pośrodku?

Pojęcia bogaty-biedny są pojęciami względnymi. Ktoś musi być bogaty, aby ktoś mógł być nazwany biednym. Basia jest bogatsza od Henryka. Henryk jest bogatszy od Eweliny. Ewelina jest bogatsza od Adama. Janusz jest bogatszy od wszystkich.

Kapitał ma fundamentalne znaczenie dla wzrostu przewagi najbogatszych nad pozostałymi. Brylują tu biznesmen Janusz i rentierka Basia.

Dla Eweliny i Henryka bardzo ważną rolę w osiąganiu przewagi nad Adamem odgrywa majątek osobisty. Jest to ta część majątku – którą użytkujemy np. auto, mieszkanie, garnitur i nie traktujemy tych rzeczy jako lokatę kapitału. Po pomniejszeniu o zobowiązania z nimi związane (np. kredyt samochodowy) – są one ważną składową wartości netto:

Adam mieszka nadal z rodzicami. Posiada telewizor (kupiony na kredyt), konsolę, rower i dużą liczbę rzeczy osobistych – głównie odzież i gry na konsolę.
Majątek osobisty Eweliny to mieszkanie kupione na kredyt warte około 200 tysięcy, jego skromne wyposażenie i sprzęt sportowy.
Henryk spłaca kredyt na mieszkanie warte około 400 tysięcy. Posiada również dziesięcioletnie auto klasy średniej i zabytkowy sztucer – pamiątkę po dziadku.
Basia ma dom nieobciążony hipoteką, a Janusz apartament, w którym czasem szuka prywatności, łódź, kolekcję ekskluzywnej galanterii i wiele drogich drobiazgów, które zachował wyłącznie z sentymentu. Jak zmieni się znaczenie ich majątku osobistego w ciągu 20 lat?

Adam nadal mieszka z rodzicami. Nie ponosi kosztów lokalowych poza niewielką partycypacją w rachunkach, ale jego majątek nie powiększył się. Nadal posiada telewizor (na kredyt) – tyle że większy, konsolę – nowszą o kilka generacji i rower.
Ewelina właśnie spłaciła ostatnią ratę kredytu – o 5 lat przed czasem. Skromne wyposażenie wymieniła z czasem na sprzęty nieco wyższej jakości. Jej majątek osobisty powiększył się niemal ośmiokrotnie, głównie dzięki wzrostowi wartości mieszkania o wskaźnik inflacji.
Henryk również wzbogacił się dzięki wzrostowi wartości swojej nieruchomości. Dodatkowo zdecydował się zachować swoje stare auto, które stało się bardzo pożądane wśród  miłośników old timerów. Jest obecnie warte dwukrotnie więcej niż 20 lat wcześniej. Sztucer dziadka niespodziewanie stał się bardzo cenną pamiątką.

Adam nie dysponował majątkiem, który mógłby zyskać z czasem na wartości. Nieruchomości kupione z zamiarem użytkowania prywatnego stały się dla Eweliny i Henryka quasi inwestycją. Zyskali wiele, ponieważ podjęli ryzyko i wygrali. Istniała szansa, że ich nieruchomości mogły stracić na wartości, jednak doświadczenie uczy, że w długiej perspektywie pewne aktywa mają tendencję do zyskiwania na wartości np. nieruchomości, old timery, przedmioty kolekcjonerskie. Adam nie posiadał żadnej z tych rzeczy, więc nie miał szansy na potencjalny zysk.

Główną beneficjentką okazała się Ewelina, która dysponowała niewielkimi nadwyżkami i skromnym kapitałem początkowym. Dzięki wzrostowi wartości mieszkania osiągnęła fantastyczny wynik końcowy – 11% wzrost wartości netto rocznie. Wynik Henryka to nieco ponad 7%, ale dzięki większemu kapitałowi i trafionej nieruchomości zgromadził majątek wart niemal dwa miliony złotych.

Zarówno kapitał, jak i majątek osobisty wpływają na ogólny poziom zamożności, ale sam majątek osobisty może nie wystarczyć, aby w dłuższej perspektywie stać się bogatszym. Gdyby Adam otrzymał dom w spadku, stałby się kolejnym „papierowym milionerem” z dużym majątkiem, ale bardzo ograniczonymi możliwości jego powiększania. Z czasem dogoniłaby go Ewelina, tym bardziej że spłaciła już hipotekę i może zainwestować większą część dochodów. Co za tym idzie, będzie mogła pozwolić sobie na nieco bardziej ryzykowne, a zarazem zyskowne inwestycje. Z kolei Adama czekałby skokowy wzrost wydatków związany z kosztami samodzielnego utrzymania nieruchomości.

Podsumowując

Ewelina i Henryk stali się bardziej zamożni w stosunku do Adama, ponieważ:

1. Posiadali takie składniki majątku osobistego, które z czasem miały szansę zyskać na wartości.
2. Majątek osobisty miał o wiele mniejszy udział w ich wartości netto.
3. Nie brali kredytów na przedmioty użytku codziennego.

Tyle z mojej strony. Mam nadzieję, że temat Was zaintrygował i będziemy mieli okazję podyskutować. Ponieważ nieco się rozpisałem i wiecie już, co autor ma na myśli, bardzo chciałbym poznać Waszą opinię na następujące zagadnienia.

  1. Czy w związku z powyższym osoba, która nie dysponuje ani odpowiednim kapitałem, ani majątkiem i nie generuje miesięcznie solidnych nadwyżek finansowych, jest skazana na zamykanie stawki?
  2. Jak głosi pewien slogan reklamowy – „żeby wygrać, trzeba grać”. Kapitalizm to swego rodzaju gra w Monopoly, do której wszyscy zostaliśmy zaproszeni. Ten, kto podda się, straci swoje środki, a zgarnie je Janusz, bo Janusz lubi grać i jest w tym dobry. Czy zgodzicie się ze stwierdzeniem, że jest to słuszne, dopóki Janusz gra uczciwie i wszystko zdobywa dzięki własnej zaradności i doświadczeniu? A może Janusz jest typem Janusza biznesu – krwiopijcą żerującym na pracy słabszych i pragnie zrobić z nas niewolników?
  3. Jakie Waszym zdaniem mogą być skutki rosnącego rozwarstwienia? A może znacie sposób, jak temu zaradzić?
  4. Z góry dziękuję za każdy komentarz, pytanie i głos w dyskusji 😉

Podobne artykuły:

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 9 341 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze58 komentarzy

  1. Pytanie tylko skąd Janusz miał na początku te 120 milionów. Odziedziczył? Ożenił się? Ukradł? W innym wypadku startowałby dokładnie z tego samego poziomu co reszta.

  2. Prawda jest taka, że skrajna opcja wcale nie musi być fajna. Zarządzanie milionami to robota na dodatkowy etat, albo i dwa (bo praca po 90-100 h tygodniowo wśród CEO korporacji to często norma). Dodatkowym pytaniem na które nie udzielimy odpowiedzi, która z w/w postaci jest najszczęśliwsza? Nie każdy nadaje się do posiadania setek milionów po stronie aktywów. Tym bardziej należy szanować osoby które są w stanie to utrzymać i dać zarobić innym osobom.
    Przestawiona symulacja to nic innego jak przedstawienie magii procentu składanego. Polemizowałbym nad przyjętymi paramaterami – gdy wszystkie parametry są wyższe nie ma szans inny wynik niż wzrost rozwarstwienia.

  3. Moim zdaniem bardzo wątpliwe jest założenie, że im większy kapitał tym wyższa (w procentach) do osiągnięcia stopa zwrotu. Czy są jakiej argumenty na poparcie tego założenia

    Jest raczej odwrotnie – ma tu zastosowanie zasada malejącego zwrotu z kolejnych podejmowanych projektów.

    Oczywiście – są pewne projekty możliwe do realizacji przy określonej wielkości kapitału, ale rynek kapitałowy sprowadzi stopę zwrotu z dużych projektów do jakichś rozsądnych rozmiarów.

    • Marcin Kluczek

      Cześć Darku
      Powyższa historia i przyjęte parametry to oczywiście bardzo duże uogólnienie. Wyszedłem z bardzo prostego założenia. Wyższe stopy zwrotu są nagrodą za ryzyko. Człowiek postępujący racjonalnie nie będzie ryzykował utraty środków, które mogą mu być lada moment potrzebne. Innymi słowy, uzyskanie odpowiednio dużego kapitału pozwala coraz większą jego część przeznaczać na wyżej oprocentowane, ale jednocześnie potencjalnie bardziej zyskowne inwestycję.

      Oczywiście masz rację pisząc, że w pewnym momencie duży inwestor może uderzyć głową w szklany sufit. Pytanie przy jakich parametrach i w jakich okolicznościach.

    • Jestem pod wrażeniem twoich przemyśleń ! Gdzie się uczyłeś ekonomii? Może też wykupie ten kurs. Do tej pory sądziłem , że jest dokładnie odwrotnie. Większy kapitał stwarza większe możliwości, otwiera nowe płaszczyzny inwestycyjne a tym samym daje poważne szanse na większe zyski. Pozostanę przy swoich poglądach.

  4. Przyznam się że tylko rzuciłem okiem na artykuł, bo od razu widać, że brak podstawowych argumentów. Rozwarstwienie jest większe bo jak jedni cały czas nie mają nic a drudzy się bogacą to proces jest naturalny i oczywisty.
    2. Aktualnie łatwiej niż kiedykolwiek się wzbogacić co widać w ilości wśród najbogatszych ludzi bogatych w pierwszym pokoleniu. Powód -globalizacja.
    Z tego też powodu wyliczenia w artykule mają maly sens. Jak ktoś dziedziczy majątek to raczej go wydaje i traci. A bogaci stają się ci którzy są kreatywni pracowici o mają trochę szczęścia.

    • Marcin Kluczek

      Cześć

      Zwróciłeś uwagę na bardzo ciekawy aspekt. Łatwo uciekać gdy inni stoją w miejscu. Jeszcze łatwiej, gdy niektórzy się cofają, np. osoby majętne na pokaz z ujemną wartością netto.

      Globalizacja to przede wszystkim poszerzenie rynków zbytu. Łatwiej jest zgromadzić majątek oferując towary i usługi całemu światu niż tylko we własnym kraju.

  5. Hej Marcin. Uważam że ogarnąłeb ciekawy temat. Problem w tym, że niezamożnym brakuje świadomości jak przemieścić się na tej osi bogactwa w stronę „milionów”. Trudne te pytania, gdyż wielowątkowa to problem. Co sądzę osobiście na gorąco po lekturze wpisu. Pyt.1 Widzę szanse dla tej osoby jeżeli świadomie poprawi swoją sytuację ekonomiczną. Trzeba chcieć się rozwijać, myśleć, uczyć, a nie czekać na spadek. Pyt.2 Darwin twierdził że przetrwają najsilniejsze jednostki. Nie mam zamiaru tego kwestionować. Jeżeli Janusz jest silny wypada się od niego uczyć. Jeżeli będzie krwiopijcą kiedyś nastąpi rewolucja tłumu i nie będzie Janusza. Pyt. 3 Za cienki jestem na rozwiązanie problemu o skali globalnej. Pachnie mi tu polityką w nowej odsłonie. Kto będzie rządził? Bogaci przejmą politykę we własne ręce? Lobby to już będzie za mało? A może za wielką wodą już to testujemy? Myślę że greccy filozofowie by nas tu ładnie sponiewierali dając najprostsze wskazówki. Pozdrawiam

  6. Bardzo ciekawe ujęcie problemu. Na poziomie ogólnym funkcjonują dwie przeciwstawne tezy. „Przypływ podnosi wszystkie łodzie” vs. „Bogacą się głównie bogaci”. Chciałoby się wierzyć w tę pierwszą, ale liczby potwierdzają raczej drugą.
    Zrobiłeś bardzo ciekawą symulację. Nie sprawdzałem obliczeń, ale to ciekawy wkład w „rozumienie” ekonomii.
    Co do pytań, odpowiem tylko na pierwsze: osoba bez majątku i kapitału ma szansę oderwać się od ogona, ale niestety będzie jej stosunkowo trudno, tzn. w skali globalnej uda się tylko nielicznym. Pomagać im będzie zmienność świata (wszak mówi się o końcu kapitalizmu, ekonomii dzielenia się itp., więc to, dzięki czemu Janusz stoi tak wysoko, może stać się nieaktualne w przyszłości) oraz to, że wielcy popełniają czasem błędy strategiczne, tym samym robiąc miejsce dla innych.
    Ale do tego jest potrzebna wiedza, umiejętności i cechy osobowościowe czyli KAPITAŁ INTELEKTUALNY. Bez tego zostaje tylko totolotek. 🙂

    • Lekko bym polemizował . Wzrost bogactwa jest nie tylko pieniężny, ale też wzrost jakości życia itp. Może biedny nie ma tylu pieniędzy co bogaty, ale nie korzysta już z tel stacjonarnego, a ma komórkę. Za chwilę prawie wszyscy będę mieli internet bezprzewodowy i smartfona. „Przypływ podnosi wszystkie łodzie”.
      A zawsze będą bogaci i biedni. Dodajmy, że biedni z różnych powodów.
      Rozwój i postęp zapewniają jednak najzdolniejsi i najbardziej pracowici. Dlatego zasługują na wypracowany majątek. Dlaczego wogole myśleć o wyrównywaniu czegokolwiek?

      • Marcin Kluczek

        Cześć

        Czekałem na ten komentarz. Obecny przeciętny standard życia jest bardzo wysoki w porównaniu z przeciętnym standardem życia w przeszłości. Pralki, lodówki, smartfony, samochody – nawet osoby uznawane za „biedne” w większości posiadają te dobra.

    • Marcin Kluczek

      Hej

      Bardzo jestem ciekaw jak odpowiesz na pytanie.
      Jeśli ekonomia dzielenia zyska popularność, kto będzie właścicielem, a kto będzie czerpał zyski? Casus Ubera wskazuje, że kierowcy będący właścicielami samochodów nie są głównymi beneficjentami. Z kolei wszelkie usługi abonamentowe, np. streaming muzyki sprawiają, że gdy użytkownikowi powinie się noga, zostanie z niczym,a firma będzie zarabiać nadal.

    • „Przypływ podnosi wszystkie łodzie” tylko trzeba najpierw mieć tą łódź i do tego jeszcze nie dziurawą, bo jak jej nie masz to przypływ Cię zatopi 😉

  7. Kapitalny tekst. Bardzo obrazowo pokazany- ot miła historyjka, acz w łatwy sposób pokazująca sedno sprawy. Super!

  8. Uważam, że najbiedniejsza postać z tej symulacji miałaby szansę na wydostanie się z dołka i zgromadzenie stosunkowo pokaźnych aktywów, jeżeli postanowiłby wykorzystać „dźwignię” i posiłkując się np. kredytem hipotecznym pod najem, osiągnąć po pewnym czasie względną niezależność, chociaż rozumiem że kłóci sie to z mentalnością tego konkretnego osobnika i raczej nie skończyłoby się dobrze 🙂 w każdym razie kapitał obcy daje według mnie szanse osobie zaczynającej z tego pułapu 🙂
    Dzięki za wpis i Pozdrawiam 🙂

    • Problem w tym, że osoba z takimi dochodami i z takimi miesięcznymi zobowiązaniami na nikłe szanse na uzyskanie kredytu hipotecznego. Tu musiało by nastąpić swego rodzaju nawrócenie na właściwą ścieżkę w finansach osobistych 😉

  9. Przydałoby się urealnić trochę Adama bo w tej chwili to jakaś totalna życiowa fajtłapa. Po dwudziestu latach nadal mieszka z rodzicami, żony nie znalazł i tylko gra na konsolach będąc ok 40-latkiem (zaczął pracę w piekarni 20 lat temu) ?

    • Marcin Kluczek

      Cześć

      To niestety nie jest odosobniony przypadek. Brak chęci dokonania zmian i ambicji doprowadza do okopania się na pierwotnej pozycji.

    • Znam wielu czterdziestolatków, którzy niestety oglądają te same półki ze sprzętem do gier co ich dzieci…

      • @ Thomas
        Ale co ma do tego granie w gry komputerowe. Sam też gram i kupuję gry, lepsza forma rozrywki niż gapienie się w TV. Kwestia zdrowego umiaru. Nie palę fajek ani ni piję codziennie piwska, nie przejadam całej kasy z wypłaty i generuję oszczędności.
        Problem jest jeżeli ludzie kupują takie rzeczy na raty czy z karty kredytowej.

  10. Pytanie – jak Janusz pomnaża swój kapitał? Czy jego działalność i inwestycje sprawiają, że jakość życia ludzi których zatrudnia się poprawia,? Jak ich traktuje, w jakich warunkach pracują, jaka mają opiekę socjalną? Czy – np. jeśli produkuje odzież to czy szyje ją w Polsce z zachowaniem przyzwoitej pensji czy szyje ją w Bangladeszu? Czy np. jeśli buduje hotele to czy przy okazji nie niszczy okolicznej przyrody? Albo jeśli produkuje żywność to czy jest to żywność zdrowa czy pełna chemii? czy jeśli produkuje mięso lub mleko to jak traktowane są tam zwierzęta? I co się dzieje wtedy z okolicą? Albo czy inwestuje w fundusze, które dotyczą przemysłu zbrojeniowego?

    Podoba mi się to , co napisał Piotr – moim zdaniem pytanie, która z ww. osób jest szczęśliwa? Tego nie da się wycenić…

    Acha, te symulacje to olbrzymie uproszczenie – Jeżeli porównamy sytuację Janusza z osobą żyjącą w Sudanie, Chinach albo Syrii, to raczej trudno powiedzieć, że praca własnych rąk i inteligencją można pomnażać swój kapitał. Miliony ludzi na świecie nie ma dostępu do wody, je jeden posiłek dziennie a ich życie sprowadza się do przetrwania. Nie będę się rozpisywać o tym, że wojna to świetny biznes, bo dnia by nie starczyło. Nie będę się rozpisywać o koncernach mięsnych które na paszę dla zwierząt hodowlanych wycinają lasy przez co pustynnieją kolejne obszary ziemi. Albo blokowanie paliw alternatywnych czy ustawy antysmogowej. Albo wycinanie lasów i traktowanie ich jak „zasób”…to wszystko aby pomnażać pieniądze.

  11. 1. Czy w związku z powyższym osoba, która nie dysponuje ani odpowiednim kapitałem, ani majątkiem i nie generuje miesięcznie solidnych nadwyżek finansowych, jest skazana na zamykanie stawki?

    Skazana wprost to nie, ale ma niestety bardzo duże „predyspozycje” do pozostania na końcu stawki z powodów psychologicznych. Moim zdaniem zazwyczaj takie coś wynosi się z domu – jeśli ten przykładowy telewizor zawsze był centrum życia rodzinnego to może się wydawać, że inaczej się nie da. No bo co robić w czasie wolnym? Czytać książki?! Jeszcze może z biblioteki?! Przecież to takie niemodne 😉 Więc trzeba brać kredyt i kupować. Ostatnio mój sąsiad się dowiedział, że nie mam telewizora i skomentował to mniej więcej tak: „Ja słyszałem, że są tacy ludzie, ale jeszcze nigdy takiego nie spotkałem…”. Moim zdaniem trudność w wyrwaniu się z danego położenia najczęściej leży w głowie i braku wiedzy i jest trudna do przeskoczenia. Jedną z pomocy, żeby to przezwyciężyć jest Twój blog – dzięki za niego!

    2. Jak głosi pewien slogan reklamowy – „żeby wygrać, trzeba grać”. Kapitalizm to swego rodzaju gra w Monopoly, do której wszyscy zostaliśmy zaproszeni. Ten, kto podda się, straci swoje środki, a zgarnie je Janusz, bo Janusz lubi grać i jest w tym dobry. Czy zgodzicie się ze stwierdzeniem, że jest to słuszne, dopóki Janusz gra uczciwie i wszystko zdobywa dzięki własnej zaradności i doświadczeniu? A może Janusz jest typem Janusza biznesu – krwiopijcą żerującym na pracy słabszych i pragnie zrobić z nas niewolników?

    Niewątpliwie są ludzie uczciwi i są krwiopijcy. Ja myślę, że jednak uczciwych jest więcej i więcej jest takich, którzy po przekroczeniu pewnego progu swojego majątku i swoich dochodów osiągają taki stan, w którym zaczynają się dzielić. Oczywiście nie chodzi mi o to, że ktoś zaczyna rozdawać kasę, ale o dzielenie się wiedzą i dawanie szansy. Chociażby poprzez zatrudnianie innych ludzi w swojej firmie. Zawsze będą istnieć ludzie nieuczciwi, ważne, aby istniały mechanizmy, które w szybki i sprawny sposób będą mogły ich doprowadzić do porządku. Mam na myśli sprawnie działające sądy, policje, jasne zasady gry, czyli jasne prawo itd, Na to wszystko oczywiście mamy wpływ np chodząc na wybory.

    3. Jakie Waszym zdaniem mogą być skutki rosnącego rozwarstwienia? A może znacie sposób, jak temu zaradzić?

    Rozwarstwienie w pewnym sensie jest dobre. Tzn wynika z tego, że ludzie są różni. Nie każdy nadaje się na kierownika i nie każdy może być milionerem inwestorem. Nie każdy umie zarządzać ludźmi albo dużymi pieniędzmi. Oczywiście niedobrze jest gdy część ludzi głoduje a inni kąpią się w szampanie.
    Myślę, że dobrze byłoby poszukać naukowo sprawdzonych sposobów na radzenie sobie z nierównościami. Albo przyjrzenie się państwom, w których nie stanowi to problemu i naśladowanie ich ruchów, które je do takiego stanu doprowadziły.

  12. Marcinie,

    czytam zarówno Twój blog jak i blog Michała od dawien dawna. Jestem dużym realistą, rozumiem potrzebę oszczędzania i sam też sporo odkładam. Zacząłem się jednak zastanawiać gdzie istnieje granica? Można żyć ascetycznie albo na niskim poziomie mimo wysokich zarobków ale przecież nie ma gwarancji, że emerytury w ogóle dożyjemy. A nawet, jeśli nam się to uda, to nie wiadomo, czy będziemy na tyle zdrowi by robić cokolwiek poza siedzeniem na kanapie. Czy dobry samochód w leasingu zakładając, że łącznie z jego ratą wydaje się na życie 50% zarobków to jeszcze jest ok czy nie ? Czy wakacje raz na rok w ciepłych krajach są ok ? Czy marzenie o pokoju dla każdego dziecka w mieszkaniu/domu jest odpowiednie ? Niby fajnie jest jeździć dobrym autem ale przecież poza statusem i komfortem nic on nie daje i można jeździć równie dobrze maluchem albo rowerem. Wakacje można spędzić na działce a dzieci da się wychować i w kawalerce odkładając resztę pieniędzy na konto. Jak to wypośrodkować, żeby cieszyć się życiem i pieniędzmi póki zdrowie dopisuje a równocześnie nie skazać się na biedę na starość jeśli rzeczywiście się do niej dożyje ? Masz na to jakiś sposób ? Jak sobie z tym radzisz?

    • Cześć Michał,

      To pewien proces, związany z cyklem naszego życia.

      Sprawy, o których piszesz, wydają się niedostępne na początku „finansowej drogi”, ale jeśli postępujemy zgodnie z zasadami dbania o finanse, wkrótce je osiągamy.
      Dziś mam 40 lat i na samą realizację marzeń o podróżach wydaję więcej, niż kiedyś zarabiałem w rok. Jeszcze nigdy nie miałem tylu możliwości, by realizować swoje pasje i marzenia. A naprawdę na poważnie własnymi finansami zająłem się dopiero w 2008 roku, popełniając po drodze wiele błędów.

      W trzech punktach:

      1. Na początku kariery zawodowej musimy przede wszystkim unikać długów konsumenckich i od początku SZUKAĆ SPOSOBÓW NA WZROST ZAROBKÓW.

      2. Następnie jak najszybciej odłożyć swoją poduszkę bezpieczeństwa (na 6 miesięcy wydatków) – bo ona daje nam większą elastyczność działania, poczucie spokoju i pozwala na bardziej odważne działanie.
      I oczywiście: cały czas, nieustannie, mądrze i proaktywnie SZUKAĆ SPOSOBÓW NA WZROST ZAROBKÓW.

      3. Wraz z (nieuniknionym) wzrostem dochodów dbać o to, by nasze wydatki na konsumpcję rosły wolniej, niż dochody (Np.50% każdej podwyżki przeznaczać na oszczędności, a 50% na zwiększenie konsumpcji). Różnicę odkładać i pomnażać mądrze inwestując. I cały czas: SZUKAĆ KOLEJNYCH SPOSOBÓW NA WZROST ZAROBKÓW.

      To jest w telegraficznym skrócie ten sposób.

      • Cześć Marcin,

        Super, że dalej odpisujesz ludziom, dziękuję i duży szacun dla Ciebie 🙂

        Miłego weekendu!

  13. najbogatszy jest ten co ma dużo wolnego czasu i nie musi kombinować- cokolwiek by to nie znaczyło- i wymyślać jak zarobić – ne wydaje na życie i „luksusy” bo prawdziwy luksus to pełna swoboda i wolne myśli a przyznajmy , że ci co maja miliony aby je utrzymać muszą ciągle myśleć jak się ich nie pozbyć a i jeszcze pomnożyć a to zniewala i nakręca jeszcze bardziej – a jak odpuszczą to już

  14. Po przeczytaniu całego artykułu automatyczna odpowiedź jaka nasunęła mi się na pierwsze Twoje pytanie była następująca: tak, bez kapitału początkowego na pewno nie można nic osiągnąć, no bo jak odłożyć coś zarabiając mniej niż 1000 zł miesięcznie! Nic tylko brać na kredyt, użalać się, narzekać i wszystkich bogatszych okrzyknąć złodziejami i oszustami. No ale to tylko udzieliło mi się podejście Adama 😉 Gdyby wejść głębiej w analizę osobowości każdej z hipotetycznych przedstawionych w artykule osób, każdemu zabrać to co ma i dać na start po powiedzmy 2000 zł miesięcznie, to myślę, że – biorąc pod uwagę ich wiedzę, podejście do oszczędzania i inwestowania – po kilku latach schemat ułożyłby się podobnie: Adam mógłby nadal „przejadać” wszystko co ma i brać na kredyt, Ewelina, Henryk i Basia na swój sposób szukaliby dodatkowego zajęcia by dorobić, ograniczyć wydatki, zainwestować w nowe umiejętności, kształcenie, odłożyć kapitał i pracować z nim, zaś Janusz ze swoim ryzykownym acz odważnym podejściem rekina biznesu mógłby znów wysunąć się na czele. Myślę, że problem nie leży całkowicie w kapitale początkowym, ale w taktyce oszczędzania. Zaiste gdyby osobie pokroju Adama nagle dać miliony Janusza, to po kilku, kilkunastu latach konsumpcji całego majątku znów byłby „Adamem”, no może „Eweliną” – znane są niesporadyczne przypadki osób, które tak postępowały np. po nagłej wygranej w totka. I w tym jest też zawarta odpowiedź na Twoje drugie pytanie – moim zdaniem niekoniecznie musi chodzić (choć niestety czasem chodzi) o bycie krwiopijcą żerującym na biedniejszych, ale o tę tzw. smykałkę do oszczędzania, do rozkręcania biznesu czy ryzykownego inwestowania jedni to mają inni nie. Może się to dziedziczy (wnuczka Basi 🙂 )? Ale na pewno można się nauczyć postępować lepiej niż dotychczas. Na pewno wysokość kapitału początkowego może dawać większą odwagę do ryzykowniejszych inwestycji, ale ten kapitał da się uzbierać, by potem go pomnażać – o tym uczy uważnych czytelników ten blog przecież. I pora odpowiedzieć na pytanie jakie mogą być skutki rosnącego rozwarstwienia. Moim osobistym zdaniem jeżeli takie „Adamy” będą tylko konsumować i sączyć jadem na bogatszych od siebie i będzie ich coraz więcej, to skutki będą smutne, bo ciężko będzie na takim świecie żyć, społeczeństwo nie będzie się rozwijać, na pewno będzie to miało wpływ na gospodarkę i ekonomię kraju – jaki? Nie wiem, nie jestem finansistką, ale zapewne opłakany. Ale gdyby te przykładowe „Adamy” zechciały wziąć przykład z „Januszów” i chcieliby poszukać wiedzy, poczytać i poradzić się „Ewelin” czy Marcinów – w tym wypadku bez cudzysłowów 🙂 – skutek rozwarstwienia mógłby mieć pozytywny wpływ, motywujący dla społeczeństwa i zbawienny dla gospodarki. I już ostatnia myśl, bo się rozpisałam: Nie każdy ma predyspozycje i nie musi zostać Januszem, Basią czy Henrykiem, bo chyba nie o to tu chodzi. Zapewne jest dużo szczęśliwych „Ewelin”. Na koniec ja zadam pytanie: jaki wpływ dla gospodarki krajowej i światowej miałaby sytuacja gdyby „Januszów” było np. 40%, 50% trójcy pomiędzy i tylko 10% „Adamów”? Czy w takim razie to możliwe? Jak napisane jest w powyższym przykładzie Janusz nie mógłby istnieć bez Adama, Henryka, Basi i Eweliny.

    • Marcin Kluczek

      Uważam, że w świecie uczciwych Januszów, gdzie Adamowie są w mniejszości wszystkim żyło by się świetnie. W zasadzie tak jak teraz, a nawet lepiej, ponieważ więcej osób zajmowało by się szeroko pojętym rozwojem i kreacją. Ogólne zadłużenie byłoby mniejsze, ponieważ tylko Adamowie potrzebowali by kredytów. Poza tym mogli by czerpać całymi garściami z dobrodziejstw postępu i korzystać na sąsiedztwie Henryków – dużo drobnych zleceń.

      Bycie Adamem lub Januszem to nie stan posiadania, a stan umysłu. Jeśli wszyscy będą myśleć perspektywicznie, kierować się normami etycznymi i cechować pracowitością, uważam, że będzie dobrze. Nieoczekiwanie odwołałem się do protestanckiego etosu pracy.

  15. 1. Tak, to nieuniknione. Chyba, że zwiększy swoje przychody (praca w lepszej piekarni lub za granicą) albo otrzyma duży spadek i otworzy własną piekarnię, która odniesie sukces dzięki jego kwalifikacjom i solidności.
    2. To jest niesprawiedliwe i mam nadzieję zaniknie wraz z rozwojem naszej cywilizacji. To obecne realia powodują, że odgrywamy różne role – jedni krwiopijców inni niewolników. Janusz postawiony w roli wielkiego posiadacza musi zachowywać się adekwatnie do roli, w przeciwnym razie grozi mu utrata statusu. Podobnie Adam – nie ma wielkiego pola manewru. To nie jest słuszne, uważam, że po to jest społeczeństwo i nasza coraz wyższa cywilizacja a także zastępy mądrych ludzi aby wypracować taki ustrój czy model gospodarki, w którym człowiek będzie najważniejszy.
    3. Skutki rozwarstwienia mogą być tylko złe. Badania wykazują, że kraje bardziej egalitarne mają bardziej zadowolonych mieszkańców. Rewolucji jednak nie będzie ponieważ ludzie mają za dużo do stracenia, nawet „niewolnicy” mają swoje smarfony i inne okradacze z czasu. Skrajne przykłady Adama i Henryka pokazują, jak dobre byłoby wprowadzenie gwarantowanego dochodu podstawowego oraz jak ważna jest prawidłowa wycena określonych zawodów (to pracę Adama w pierwszej kolejności przejmą maszyny, jednak utrzymywanie jego zawodu może być korzystne ze względów kulturowych) a także (niestety!) odpowiednio duże opodatkowanie najbogatszych.

    • Marcin Kluczek

      Hej

      W Japonii utrzymuje się wiele zbędnych zawodów tylko po to, aby ludzie mogli pracować. Panuje tam niemal kult pracy. Dlatego nikogo nie dziwi osoba otwierająca drzwi gościom hotelowym, a wystarczyłaby prosta fotokomórka.

  16. Hej,

    dla osoby z niewielkim kapitalem kluczowe jest podejscie do zycia.

    Jezeli Adam chce wygrac, wazne jest by zmienil nastawienie. To nie niska pensja i inflacja spraawily, ze przegral. To byly jego nawyki.

    Na jego miejscu oglosilbym, ze bede wynajmowal Konsole do gier na weekendy. Da mu to moze niewielka stope ale uwolni czas i pokaze, ze mozna zarabiac kapitalem.

    Krok 1. Budzet

    Krok 2. Rozpoznanie jak moze dawac wartosc swiatu.
    Co sie dzieje z rodzicami
    Jak dziala Firma, co mozna usprawnic

    Krok 3. Edukacja (Internet, kursy, szkolenia, studia, coaching…)

    Krok 4. Dzialanie

    Przyklad1
    Usprawnienie pracy swojej piekarni. Kontakt z Januszem. Pomoc w kierowaniu praca piekarni. Wynik: wzrost dochodow i poznanie nowych ludzi.

    Przyklad2
    Staje sie ekspertem od maki i pieczenia. Piewca diety glutenowej. Zaklada bloga, kanal na YT, wydaje ksiazke. Poznaje oczekiwanie swoich sluchaczy. Dogaduje sie z Firma produkujaca piekarniki i pomaga im usprawnic urzadzenia.

    Krok 5. Szukanie inwestycji
    Adam ma niewiele wiec zanim pojdzie w nieruchomosci probuje inwestowac gdzie indziej: strony internetowe, urzadzenia samoobslugowe, inwestycje grupowe, wypuszcza kurs online, etc..

    Krok 6. Nieruchomosci
    W miejscu o stabilnym wzroscie gospodarczym jako zabezpieczenie kapitalu.

    Mysle ze bedac osoba przedsiebiorcza Adam moze wyprzedzic Henryka, a nawet Basie, ktorzy grali zachowawczo.

    Zeby pograc z Januszem o zwyciestwo potrzebowalby wiekszego kapitalu.

    Natomiast jeszeli chodzi o postepujace rozwarstwienie to nie jestem optymista. Chyba tylko edukacja calego spoleczenstwa moze sprawic ze bedzie nam lepiej. Obawiam sie jednak wzrostu frustracji i nieszczescia w starzejacej sie populacji.

  17. Znam człowieka który zaczynała jeszcze z niższego poziomu niż Adam. Zaraz po studiach zero kapitału, wartość netto zero, mieszkanie w wynajętym pokoju, pierwsza pensja 800zł na rękę. Dzisiaj po 10 latach jego wartość netto to ponad 1mln zł. Można? Można wystarczy chcieć. Jak do tego doszedł? Oprócz pracy na etacie założył własną działalność – koszty jej prowadzenia były niskie gdyż nie musiał płacić ZUS-u. Z każdym miesiącem i rokiem biznes coraz bardziej się rozwijał a że był skalowalny to i dochody mocno rosły. Początkowe lata to praca często po kilkanaście godzin na dobę, z czasem przejście na pół etatu a później całkowicie na swoje. Jak widać z każdego poziomu można się wybić, wystarczy mocno chcieć i ciężko pracować no i trochę szczęścia też trzeba mieć ale jak to mówią trzeba być przygotowanym żeby to szczęście wykorzystać.

  18. Michał Mikołajczyk

    Moim zdaniem fenomenalny artykuł. Wiadomo założenia, ceteris paribus itp. Ale moim zdaniem generalnie tendencja jest bardzo prawdziwa.
    Wyniki są trochę smutne, niestety obecnie zarabia kapitał, a nie ludzie. Coś w tym jest niestety.
    Przeczytałem niektóre komentarze i smuci mnie nieświadomość ludzi pełnych faktów np. im wyższy kapitał tym wyższe stopy zwrotu (to jest fakt, nie trzeba z tym dyskutować). Dodawania czynników, które nie były ujęte w założeniach to po prostu smutne, takie osoby nie rozumieją po co są założenia, jak tworzy się uproszczenie rzeczywistości, które jest potrzebne w ekonomi.

    W sumie to chciałem powiedzieć, tylko że super tekst.

    Moim zdaniem powinna być druga część. Jak Walczyć by przeskoczyć z niższych klas do wyższych. Trzeba próbować. Pamiętam siebie kiedy byłem takim Adamem, teraz jestem na poziomie Eweliny, myślę że swojego życia będę Henrykiem. Ale moje dzieci już nie będą Adamami, będą Ewelinami lub małym Henrykami, więc chyba o to chodzi? (niestety życie jednej osoby jest za krótkie).

    Czy Janusze są problemem? Są ale z zupełnie innych powodów niż ich bogactwo samo w sobie lub że stają się jeszcze bogatsi (who cares). Chodzi o to że zaspokajają popyta na kapitał, sami realizując wyższe stopy zwrotu, nie dając szans innym, dodatkowo napędzają inflacje, która bardziej boli biedne osoby niż bogate.

  19. Gdy jest zbyt duże rozwarstwienie i osiąga ono punkt kulminacyjny to najczęściej wybucha jakaś rewolucja. Ludzie bogaci tracą majątki a często i życie, mija ileś tam lat i historia zatacza koło. Nie wiem czy w tym przypadku tak będzie bo przynajmniej w Polsce nawet dość biedny człowiek żyje na w miarę przyzwoitym poziomie, ale są miejsca na świecie gdzie bieda aż piszczy i ludzie nie mają co jeść. To jest właśnie problem, jeden ma tyle że jego prawnuki do 10 pokolenia nie będą musiały nic robić, a inny codziennie się zastanawia czy będzie miał co jeść. W interesie tych bardzo bogatych powinno być stworzenie takich warunków biednym żeby oni mogli się z tej biedy wyrwać. Nie mówię tutaj o dawaniu ryby tylko wędki.

  20. Znam przypadek, chłopak, młody, „siu-bździu” w głowie, wódeczka, koledzy, narkotyki, jazda po pijaku, dzwon, prawko zabrali, narobił długów na kilka-kilkanaście K, pracy brak lub jak już to coś w okolicach najniższej krajowej, żerowanie na najbliższych. Szczerze mówiąc w duchu już był dla mnie skreślony. Otrząsnął się w momencie jak dostał pismo że zasądzili mu odsiadkę jak któregoś z długów nie spłaci(1600zł). Dałem mu te pieniądze ale z zastrzerzeniem że drugiego bailoutu nie będzie. W duchu myślałem że lepiej by było żeby życie nauczyło go troszkę i że nie powinienem mu pomagać. I wiecie co? Może cud nie nastąpił ale chłopak się trochę ogarnął, pracuje teraz po 12h w jakimś magazynie w UK, rodzinie przesyła pieniądze na spłatę wszystkich długów, oby tak dalej!

    • Marcin Kluczek

      I właśnie o to chodzi, żeby się ogarnąć i polepszyć swój los. Lepiej być Adamem niż bankrutem, a potem może być jeszcze lepiej.

  21. Ciekawy artykuł. Szczególnie intrygująca jest dla mnie konkluzja, że majątek osobisty może nie wystarczyć, aby w dłuższej perspektywie stać się bogatszym (muszę to sobie jeszcze przemyśleć). A odpowiadając na Twoje dwa pierwsze pytania:
    1. Niekoniecznie. Nic tak nie zaskakuje jak życie i czynnik ludzki. Janusz może się rozchorować, Ewelina spotkać mężczyznę swojego życia, z którym będzie dzielić koszty utrzymania mieszkania i czerpać korzyści z wynajmu jego lokum, Basia stwierdzi, że ma dosyć bezczynnego siedzenia i uczy na kursach z księgowości otrzymując dodatkowe pieniądze, a Adam w wieku 50 lat pisze książkę na miarę Harrego Pottera, która podbija świat i dyskontuje Janusza. To zabrzmi banalnie, ale życie to nie równanie matematyczne.
    2. Nie każdy chce być Januszem, i są ludzie, dla których postawa Adama jest optymalna. Ja bym trochę to odwróciła. Nie każdy musi chcieć grać. I to jest OK. A co jeśli Janusz zgarnie całą pulę? Basia godząc się na bycie rentierką zdaje sobie sprawę, że nie osiągnie efektów jakie ma Janusz (w końcu u niego pracowała i go zna ;), ale czy to jest jej potrzebne do szczęścia? Założę się, że nie spędza jej to snu z powiek. Grunt, żeby każdy znalazł swoje miejsce i czuł się w nim dobrze. Dopiero dyskomfort wprowadza nas do gry, a nasze kompetencje kwalifikują, jak jesteśmy w niej dobrzy.
    Pozdrawiam!

  22. Z tego opracowania wynika jeden konkretny wniosek:

    Pracując na etacie, na 95% nie zostaniesz milionerem. Ponieważ aby by zostać milionerem po 15-20 latach, należy odkładać około 5000 złotych co miesiąc. Dla porównania, średnia płaca krajowa w Polsce to około 3200 na rękę.

    Zakładając, że masz rodzinę 2+1 i zarabiacie razem podwójną średnią krajową, czyli około 6500 na rękę, pracując w Polsce nigdy nie zostaniecie milionerami. To się nazywa bat na społeczeństwo… 🙂

  23. Cześć,

    W artykule przedstawiłeś bardzo dobre przykłady, właśnie tak wyglądają one w rzeczywistości. Według mnie artykuł opisuje w 100% realia naszego życia. Najwięcej zyskują Ci którzy mają plan na siebie. Adam go nie miał dlatego zamyka stawkę. Ewelina i Henryk wiedzieli na co pracują i coś osiągnęli.

    A odpowiadając na Twoje pytania:
    1. Nie jest, w historii możemy odnaleźć wiele przykładów biedaków którzy dorobili się milionów a czasem nawet miliardów. Kwestia samozaparcia i mimo upadków dążenia do wyznaczonego celu.

    2. Janusz nie jest krwiopijcą. Do puki zarabia nie łamiąc przepisów oraz nie kradnie jak najbardziej zasługuje na uznanie a nie na potępianie. Kurczę ja nie wiem dlaczego Polak ma coś takiego w sobie, że jak ktoś coś uczciwie zarobił to w naszym mniemaniu jest to niemożliwe i musiał ukraść. Nie mogę się doczekać aż zaczniemy myśleć jak On mógł to ja też mogę i za rok czy za dwa late też to osiągnę.

    3. Nie widzę problemu w różnicy w posiadaniu. Bogactwo jest tak naprawdę subiektywnym odczuciem. Dla jednej osoby uzyskanie rocznego dochodu na poziomie 100 000 zł jest ogromnym majątkiem a dla innej drobnymi. Sami pracujemy na to co mamy więc dlaczego mamy komuś coś zabierać aby inni mieli więcej niż sami osiągnęli. Nie da się tego w żaden sposób ujednolicić ponieważ pokrzywdzimy tych, którym się chce i dążą do celu a nagrodzimy tych, którzy mają wszystko w du… i patrzą aby tylko po jak najniższej linii oporu.

  24. Rewelacyjny artykuł!
    Ad pytanie 1:
    Człowiek, który niewiele zarabia, nie będzie milionerem, ale może doczołgać się do nieco lepszego poziomu. Oszczędzając zaledwie 100zł miesięcznie, po 20 latach będziemy mieli jakieś 30.000-35.000, co daje w tym momencie (obligacje skarbowe) 600-700zł rocznie – może nie duża, ale już znacząca suma. Przy oszczędzaniu 200-300zł miesięcznie, dorabiamy się tym sposobem własnej trzynastej pensji.
    Ad pytanie 2:
    Uczciwość Janusza nie oznacza, że wszystko jest OK. Pewne problemy są systemowe. Jeśli kogoś NIE STAĆ, by jeździć daleko do pracy, albo wynająć mieszkanie tam, gdzie jest lepiej płatna praca, to nie jest to wina Janusza ani Adama, tylko państwa – które nie zapewnia ani sprawnej komunikacji, ani tanich mieszkań na wynajem. Poza tym Janusz może pewne szkody wyrządzać bezwiednie – kupując np. drogie towary, zachęca sklepy do podnoszenia cen “bo ludzie kupują”.
    Ad pytanie 3:
    Efektem nadmiernego rozwarstwienia jest bunt – nie zawsze w postaci rewolucji. Ostatnio pracodawcy mają problemy ze znalezieniem pracowników, ale sami sobie są winni – nie chcieli zatrudniać i płacić, jak należy, to teraz mają problemy. Część ludzi wyjechała, a część nauczyła się żyć bez pracy.
    Nie samo rozwarstwienie jest problemem, lecz jego nadmierne rozmiary. Jeśli ktoś zarabia 2-10 razy więcej od drugiego, to może wynikać z lepszej jakości jego pracy lub większej odpowiedzialności. Nie ma jednak żadnego powodu, by ktoś zarabiał 100-500 razy więcej, niż płaca minimalna.
    Dotyczy to jednak zarobków wynikających z zatrudnienia. Uważam, że zyski z oszczędności się nie liczą do “usprawiedliwienia”, ponieważ wynikają z poprzedniego braku konsumpcji. Skoro ktoś wydaje teraz oszczędności, tzn, że przedtem musiał sobie czegoś odmawiać, by te oszczędności zebrać – w tym momencie zakładam, że ich nie dostał, odziedziczył itp. Fakt tego odmawiania sobie jest usprawiedliwieniem.
    Pozdrawiam.

  25. Moja odpowiedź na pytania:
    1. Niekoniecznie – historia zna przypadki kariery „od pucybuta do milionera”. Chociaż pewnie w większości przypadków tak będzie.
    2. Należy propagować sukces finansowy jako nagrodę na poniesione ryzyko oraz uczciwą pracę. Niestety w chwili obecnej w Polsce (ta „chwila” trwa naprawdę wiele lat) państwo traktuje przedsiębiorców podejrzliwie, traktując wszystkich jako potencjalnych złodziei i wyzyskiwaczy.
    3. To, że bogaci będą mieć więcej, a biednym zabierze się nawet ten niewielki majątek, co posiadają, nawet można znaleźć w Piśmie św. – w przypowieści o talentach (Mt 25,29). To jest naturalne. Nie można temu zaradzić, żeby tak się nie robiło (to znaczy nie powinno się tak robić, ale niestety można – celują w tym politycy wprowadzający rozwiązania socjalistyczne). Można co najwyżej edukować społeczeństwo na odpowiednim poziomie, aby osoby wybitne, nawet bez kapitału początkowego, potrafiły własne pomysły przekuć w biznesy generujące prawdziwe przychody. No i zadaniem państwa jest nie przeszkadzać w rozwijaniu biznesu – z tym w Polsce niestety nie jest najlepiej.

  26. Takie właśnie wpisy świadczą o profesjonalizmie oraz doświadczeniu autora i jednocześnie są najlepszą formą wpisów, jakie mógłbym czytać całymi dniami. Takiej ekonomii brakowało mi za czasów jeszcze licealnych, bo już wtedy powinno się w taki sposób edukować młodych ludzi. Bardzo dokładnie wszystko wyjaśnione na przykładzie prostej historii. Naprawdę duży szacunek ode mnie 🙂

  27. Super wpis, nawet nie podchodzę pod weryfikację obliczeń gdyż w tym przypadku nie ma to znaczenia.
    Chodzi o założenia. Dokładnie jest jak napisałeś. Sam znam osoby „inwestujące” w nowy TV przy okazji każdych mistrzostw a największą składową ich majątku jest ich szafa z markowymi ubraniami.

    Pokazałeś, że warto oszczędzać, że warto ciężko pracować oraz, że warto kupować takie składniki majątku, których wartość będzie rosła (jeżeli jeszcze będą dawały dochód w międzyczasie to już w ogóle bajka).

    Połączenie tych elementów sprawi, że KAŻDY kto tak będzie postępował po np. 20 latach będzie w dużo lepszej sytuacji niż był oraz w dużo lepszej sytuacji niż Adam.

    Kiedyś ktoś mnie zapytał „no dobra ale co by było gdyby każdy był taki oszczędny … przecież gospodarka by padła”. Ech 🙂 Dzięki za wpis,

    A Marcinowi gratuluję pomysłu aby pojawiały się wpisy gościnne. Dzięki temu blog będzie żył, Ty będziesz miał więcej czasu a do tego będziemy mieli szansę poczytać na troszkę inne tematy i zapoznać się z opiniami innych osób (chociaż akurat Twoje opinie bardzo mi pasują 🙂 )

  28. Tak potwierdzam artykuł jest świetny. Ciężko u nas w Polsce stać się milionerem jak już większość zauważyła ale do czegoś w końcu trzeba dążyć. Ja zaryzykowałem i spróbowałem otworzyć swój biznes, czy to wypali, się okaże, 5000zł narazie nie mogę odkładać miesięcznie ale się staram.

  29. Świetny wpis i zgadzam się w 100 procentach z przemyśleniami autora:) Odkładanie 5000 zł dla zwykłego człowieka niestety w tym kraju jest nierealne 🙁 Tym bardziej jeśli ma się rodzinę i dzieci.

  30. A ja mysle ze w wielu miejscach w Polsce i na swiecie przydalby sie taki Janusz inwestor lokalny ktory umialby zorganizowac miejsca pracy dla lokalnych ludzi by cale masy nie musialy migrowac do wiekszych metropoli… przykro patrzec jak podrozuje w rozne miejcsa na swiecie i widac stojace ruiny budynkow i do okola tylko stojacy pasywni ludzie ktorzy nie widza mozliwosci polepszenia swojego zycia….

  31. Zapomniałeś o podstawowej kwestii, ostatnimi czasy bardzo popularnej (Nobel!) – praca jest wyżej opodatkowana niż kapitał.

Odpowiedz