FreshMail.pl

7 największych błędów finansowych oraz konkurs z nagrodami

126

Jeśli urodziłeś się biedny, to nie Twoja wina, ale jeśli umierasz biedny, to już Twoja wina – powiedział kiedyś miliarder Bill Gates. Tak, tak, już słyszę głosy wszystkich oburzonych, że przecież Bill Gates miał bogatych rodziców, że kombinował, że było mu łatwiej, itd. Jednak bez względu na to, jak bardzo wkurza Cię to stwierdzenie, nie można odmówić mu racji.

Poza nielicznymi wyjątkami, jak ciężka choroba, pożar czy inny kataklizm – zwykle sami wpędzamy się w finansowe problemy. Nikt nie nauczył nas finansów w szkole, popełniamy więc w kółko te same finansowe błędy. Lata płyną, a większość osób – zamiast się bogacić – stoi w miejscu lub wręcz biednieje. Największe i najbardziej powszechne błędy finansowe zebrałem dla Was poniżej. Mam jednak pełną świadomość, że znacie ich znacznie więcej. Dlatego serdecznie zapraszam do konkursu, w którym nagrodą będzie…

Zacznijmy jednak od finansowych błędów 😉

1. Nie zdefiniowałeś finansowych celów

Człowiek bez celu jest jak okręt bez steru – i to powiedzenie jest brutalnie prawdziwe. Dopóki nie wyznaczysz swoich finansowych celów, będziesz dryfować. Nawet jeśli uda Ci się coś tam odłożyć – bez koncentracji i właściwego ulokowania pieniędzy – rozejdą się one na bzdury albo będzie ich ciągle za mało. Przede wszystkim jednak budowanie majątku będzie trwało straszliwie długo. Minie 10 lat – osoby z celami już dawno będą w świetnej finansowej kondycji – a Ty cały czas będziesz się czuć jak absolwent, który dostał właśnie pierwszą pracę i nie ma żadnych odłożonych pieniędzy. Jeżeli nie wiesz, od czego zacząć – przygotowałem dla Ciebie gotową receptę:

10 kroków – skuteczny plan dla Twoich pieniędzy

2. Nie rozmawiasz w domu o finansach

Wiem, wiem, rozmawianie o finansach to u nas temat tabu. A już rozmawianie o tym z naszą „drugą połową” to już czysty masochizm i proszenie się o problemy. Ale i tak musisz to zrobić. Elegancko, kulturalnie, na spokojnie – musicie ustalić wspólny plan działania i wypracować wspólne podejście do finansów, bo bez tego będzie darcie kotów. Dopóki tego nie ustalicie, będą kłótnie o pieniądze, a czasami nawet wydawanie ich na wyścigi – zanim ten drugi „darmozjad” zdąży się dobrać do kasy 😉 Żarty, żartami, ale temat jest bardzo poważny. Dlatego poświeciłem mu całą audycję:

Ona, on i pieniądze – rozmowa o wspólnych finansach

3. Korzystasz z kredytów i pożyczek

Wydawanie pieniędzy, których nie masz, na rzeczy, których nie potrzebujesz, by zaimponować innym ludziom – to jedna z najgłupszych finansowych decyzji. Nie piszę, że zadłużanie się jest czymś złym, bo dobro i zło nie mają tu nic do rzeczy. Zadłużanie się jest po prostu czymś bardzo głupim!

Jaki jest sens wydawania już dziś swoich przyszłych i niepewnych zarobków na zakup rzeczy, które psują się, niszczą i tracą na wartości? Z finansowego punkty widzenia: GŁU-PO-TA! I nie oburzaj się na mnie, bo sam robiłem kiedyś takie głupoty, o czym przeczytasz tutaj:

Ugotujesz się jak żaba – czyli długi w naszych głowach.

Długi konsumenckie są największym, najgroźniejszym, najbardziej brutalnym wrogiem na drodze do finansowego bezpieczeństwa. W bezwzględny sposób drenują nasze portfele i z ogromną skutecznością pozbawiają nas ciężko zarobionych pieniędzy. Są jak kula u nogi, jak kamień u szyi, jak ciężki balast, który z trudem dźwigamy na własnych barkach. Zamiast cieszyć się finansową wolnością, co rano ruszamy do pracy by tyrać na spłatę odsetek. Część naszego cennego życia poświęcamy harując jak niewolnicy na rzecz wierzycieli. Dlatego musisz się ich pozbyć!!! Tu znajdziesz szczegółową instrukcję, jak tego dokonać:

Jak skutecznie pozbyć się długów? – Ruszamy na wojnę z największym wrogiem!

4. Pożyczasz pieniądze innym

O ile nie jesteś właścicielem banku, firmy pożyczkowej lub nabywcą solidnych obligacji – to udzielanie wszelkich innych pożyczek jest również błędem. W większości przypadków stracisz bowiem dwie rzeczy: pieniądze i przyjaźń. Z relacji „równy z równym” momentalnie wpada się tutaj w relację „dłużnik-wierzyciel” i zaczyna się mała katastrofa. Czy to oznacza, że nie powinniśmy wcale pożyczać pieniędzy? Można udzielić pożyczki innym, ale trzymając się pewnych niezwykle istotnych zasad:

Jak pożyczać pieniądze przyjaciołom?

5. Nie poświęcasz czasu na własne finanse

Nie ma przypadku. Jeśli mówisz, że coś jest dla Ciebie ważne, lecz nie poświęcasz na to czasu, to okłamujesz sam siebie. Jeżeli Twoje finanse ciągle nie są w takim stanie, w jakim chciałbyś je widzieć, oznacza to, że poświęcasz im zbyt mało CZASU. Zrób mały test: na co poświęciłeś w tym tygodniu więcej czasu:

– oglądanie TV czy planowanie finansów?
– surfowanie po necie czy planowanie finansów?
– gry komputerowe, czy planowanie finansów?

Nie chodzi o to, by zrezygnować z rozrywek i przyjemności. Absolutnie nie. Ale musisz wygospodarować czas, ograniczając nieco inne sprawy, jeżeli chcesz pozytywnych zmian w Twoim portfelu. Jeżeli tego nie zrobisz, zrealizujesz inną strategię:

– będziesz wybitnym ekspertem w zakresie seriali TV,
– spędzisz wiele miłych chwil w internecie i rozwiniesz mięśnie kciuka,
– zdobędziesz wirtualne trofeum w grze komputerowej,

ale na pewno nie poprawisz stanu swoich finansów. Poświęć każdego dnia tylko 20 minut na finanse! Będziesz zdumiony, co zacznie się dziać (to aż 122 godziny w roku!)

6. Nadmiernie ufasz doradcom

Kim jest Twój najważniejszy doradca finansowy? To osoba, którą co rano oglądasz w lustrze: Ty! Dlaczego? Bo to Ty będziesz żyć z konsekwencjami swoich finansowych decyzji, Ty będziesz ponosić koszty i Ty będziesz tracić pieniądze w przypadku błędów – a nie Twój doradca.  Super jest mieć doradcę i wsłuchiwać się w jego rady, ale to Ty musisz mieć wiedzę, która pozwoli Ci podjąć świadomą decyzję. Sam korzystam z doradców, a po długim okresie znajomości niektórym nawet ufam. Ale nigdy nie oczekuję, że to oni podejmą za mnie decyzję. Więcej o moim podejściu do doradztwa przeczytasz tutaj:

Doradcy finansowi, sprzedawcy czy szarlatani?

7. Zaciągasz kredyt hipoteczny bez przygotowania

O ile zadłużanie się na konsumpcję to głupota, o tyle mądrze i świadomie zaciągnięty kredyt hipoteczny ma sens. Nabywamy bowiem nieruchomość, której wartość – o ile nie kupimy badziewia – ma szansę zwiększyć się w czasie. Jednak różnica między mądrze i głupio zaciągniętym kredytem hipotecznym wynosi kilkadziesiąt (a nawet więcej!) tysięcy złotych, o czym więcej mówię w filmie na temat kursu o kredycie hipotecznym:

Na czym polega konkurs i co jest do wygrania?

Zasady konkursu są bardzo proste – ale warto je dokładnie przeczytać 😉
Wymienione powyżej błędy finansowe są oczywiście moją subiektywną listą i jestem przekonany, że przychodzą Wam do głowy również inne kiepskie decyzje i błędy finansowe, których warto się wystrzegać. Dlatego zapraszam Was serdecznie do konkursu polegającego na pozostawieniu komentarza pod tym artykułem, w którym wymienicie jakieś inne finansowe błędy (lub błąd) – z krótką argumentacją.

Dwie osoby, które pozostawią najciekawsze – w mojej ocenie – komentarze, otrzymają nagrody. Pod uwagę będzie brana jakość komentarza, a nie liczba wymienionych błędów (jeden błąd z fajną argumentacją to ciekawszy komentarz niż lista 100 błędów bez komentarza). Zależy mi po prostu na tym, aby komentarze były wartościowym dla innych czytelników uzupełnieniem artykułu.

A jakie są nagrody? Takie, które pomogą uniknąć jednego z powyższych błędów. Będą to dwa dostępy do kursu online „Kredyt hipoteczny krok po kroku„, z których będziecie mogli skorzystać osobiście lub wskazać osobę, dla której będzie to prezent. A do wygrania są:
– Jeden Pakiet Premium – z pełnym dostępem do kursu i kalkulatora online oraz z indywidualnymi konsultacjami u mnie (niekoniecznie na temat kredytu hipotecznego – również ogólnie na temat finansów osobistych)
– Jeden Pakiet Classic – zapewniające pełny dostęp do kursu i kalkulatora.
Więcej informacji znajdziecie na stronie z kursem – dostępnej również po kliknięciu w poniższą grafikę:

Kredyt hipoteczny krok po kroku

Wyniki konkursu i… worek nagród 😉

Powiem krótko: jesteście NIESAMOWICI. Świetnie się czyta te komentarze – pełne mądrości, wiedzy i życiowych doświadczeń. Dziękuję Wam bardzo serdecznie za tak liczny udział w konkursie i podzielenie się Waszą wiedzą z innymi czytelnikami bloga.

Bardzo trudno było mi zdecydować się na zwycięzcę, jednak zasady są zasadami, więc musiałem dokonać wyboru. Kliknięcie w imię laureata przenosi do właściwego komentarza.

Pierwsze miejsce oraz nagrodę w postaci PAKIETU PREMIUM wraz z konsultacjami otrzyma ode mnie Ósemka – za zwrócenie uwagi na bardzo trudny temat, jakim są finanse w naszych rodzinach. To właśnie brak spokojnej rozmowy na te tematy bywa przyczyna ogromnych problemów. Szczególnie zwróciłem uwagę na bardzo trafne spostrzeżenie Ósemki: Warto mieć świadomość, że z konsekwencjami naszych błędnych decyzji finansowych będą borykać się również inni. Nasi najbliżsi, ukochani… tak naprawdę OSOBIŚCIE za długi odpowiadamy TYLKO wtedy, kiedy jesteśmy zdrowi i samodzielni. W przypadku utraty takich zdolności pojawia się problem. Większy nawet dla naszych bliskich, niż dla nas.

Drugie miejsce oraz PAKIET CLASSIC przyznałem Michałowi, który podał niezwykle fajny przykład w komentarzu:  dyrektor najbardziej ceni osoby mające kredyty i jak największe zadłużenie, żyjących z miesiąca do miesiąca, a to z powodu, że są bardzo podatni na sterowanie i ślepe wykonywanie poleceń. Samo życie.

Bardzo serdecznie Wam gratuluję i proszę was o przesłanie adresu email wraz ze swoim imieniem i nazwiskiem na adres: kredythipoteczny@fbo.com.pl – abym mógł Wam udostępnić kurs.

To jednak nie wszystko. Postanowiłem jeszcze wyróżnić kilka osób, ofiarując im dostęp do mojego kursu w formie PAKIETU MINI. A są to:

XLka – Tobie pewnie się nie przyda, ale będziesz mogła podarować kurs w prezencie swoim bliskim

Błażej – bo wyciąga konsekwencję z własnych błędów

Callipso – za bardzo trafny komentarz na temat odpowiedzialności (a widzisz – jednak będziesz mógł zajrzeć do wnętrza kursu)

Marcin – za poczucie humoru i bardzo konkretny przykład liczbowy

Kasia – za wskazanie, jak ważne jest otaczanie się właściwymi ludźmi

Mateusz – za przykład skwitowany: co smutniejsze, bank bardzo dba o tajemnicę takich kłamczuszków

Kathleen – za bardzo życiowy przykład

Kasia – w samo sedno o porównywaniu się z innymi

Agnieszka – za komentarz o odcinaniu pępowiny

Asia – za rzecz o prywatnym folwarku

Wam również bardzo dziękuję za super komentarze, serdecznie gratuluję i proszę was o przesłanie adresu email wraz ze swoim imieniem i nazwiskiem na adres: kredythipoteczny@fbo.com.pl – abym mógł Wam udostępnić kurs.

Spokojnej nocy! 😊

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 953 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze126 komentarzy

  1. To i ja wskażę błąd – zbyt późne myślenie o finansach. Nim się zbierze plony, trzeba przygotować się do siania, zasiać, czekać i dopiero potem zbierać plon (a w międzyczasie i tak jest mnóstwo pobocznych spraw). W finansach, w przeciwieństwie do rolnictwa, zebranie sensownych plonów zabiera zwykle więcej niż jeden rok.

    Zatem – im wcześniej, tym lepiej. Edukacja od młodzieńczych lat!

  2. Mi brakuje tam jeszcze najzwyklejszego:

    8.Nie oszczędzasz

    Wiele osób tłumaczy sobie, że nie ma z czego. Co związane jest z punktem nr 5 „Nie poświęcasz czasu na własne finanse”. Czasem wystarczy tylko pozbierać paragony i wszystko zliczyć, aby znaleźć kilka, a czasem nawet kilkaset złotych na „gorsze czasy”. Walkowana od wieków poduszka finansowa niestety od lat pozostaje jedynie w sferze marzeń zwykłego Kowalskiego. Uważam to za jeden z największych błędów młodego jak i starszego pokolenia. Zbyt mocno ulegamy konsumpcji w dzisiejszych czasach. Mając oszczędności automatycznie zabralibysmy się za inne finansowe bledy, takie jak np pkt 3 😊

  3. Kiedyś kiedyś, jeszcze zanim powstały blogi finansowe tego typu uświadomiłem sobie że nie ważne ile się zarabia, natomiast ważne ile się tych pieniędzy odłożyło. Co z tego że zarabiałem dużo pieniędzy jeśli wszystko wydawałem, często na kompletne bzdury. Jeden gorszy finansowo miesiąc w firmie i byłem biedniejszy niż staruszka która ma 800zł emerytury i która odłożyła sobie 500zł. Uświadomienie sobie tego nie było przyjemne. Nikt mnie wcześniej tego nie nauczył że nie należy wydawać wszystkich zarobionych pieniędzy. Na szczęście w porę się opamiętałem i co miesiąc zacząłem odkładać pieniądze. Dziś po kilkunastu latach jestem w zupełnie innym punkcie. Często powracam do tej chwili gdy sobie uświadomiłem to prawidło finansowe i sobie myślę co by było gdybym się w porę nie opamiętał. Wszystko bym wydał na konsumpcję i dzisiaj nic bym nie miał.

    Wg. mnie to jest największy błąd finansowy popełniany przez ludzi. Gdyby każdy co miesiąc odkładał choćby te kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych to temat chwilówek i innych pożyczek by nie istniał.

  4. Moim zdaniem największe finansowe błędy popełniamy codziennie, czasem nawet kilka razy dziennie. Pisząc to mam na myśli codzienne zakupy. Nieprzemyślane, robione byle gdzie i byle jak. Być może piszę o banałach bo wiele osób tutaj skupia się na inwestowaniu zgromadzonego już kapitału, ja jednak jestem na etapie gromadzenia funduszy i z pewnej już perspektywy czasu zdążyłam zauważyć, że ścisłe analizowanie codziennych wydatków, weryfikowanie paragonów, planowanie zakupów ma duże znaczenie. Monitoring własnej kieszeni, dobra aplikacja do rejestrowania wydatków i wpływów pozwala szybko zaoszczędzić nawet przy niewielkich dochodach. I choć wiele osób śmieje się gdy słyszy ode mnie te słowa to ja jednak wiem, że świadomość cen produktów, alerty o promocjach i obniżkach to dobra droga do rozpoczęcia oszczędzania.

  5. Największym z największych błędów jest kupno auta Renault Espace. Na 10 letnie wydasz 20 tysięcy. W remont na przestrzeni 3 lat kolejne 20 tysięcy i na końcu sprzedaż za 10 tysiaczkow. Rachunek jest prosty😀

  6. Najczęstszy błąd to brak odkładania nawet niewielkiej kwoty pieniędzy. Najlepiej na konto do którego nie mamy łatwego dostępu. Konto koniecznie powinno być oprocentowane. Nikt z nas nie wie czy tuż przed uroczystością rodzinną nie zepsuje nam się lodówka, piekarnik czy choćby żelazko. Powinniśmy odłożyć jakąkolwiek kwotę pieniędzy na czarną godzinę. Moim zdaniem najlepiej odłożyć min 3 swoje miesięczne kwoty wynagrodzenia. Nagła utrata pracy czy choroba nie będzie wówczas katastrofą.

  7. Według mnie najbardziej bolesnym błędem jest mniej lub bardziej świadome sabotowanie własnych możliwości. Także w zakresie optymalizowany zarabiania. Nie korzystanie w pełni ze swoich zasobów: zarówno tych intelektualnych, jak i towarzyskich (nie korzystanie ze wsparcia, branie na siebie zbyto dużo, bojkotowania swoich pomysłów czy prób zarabiania).

  8. Prosta sprawa. Planować wydatki i przychody. Najlepiej w perspektywie 10lat +.
    W krotkim czasie oszczednosci moga sie wydawac malo atrakcyjne ale w perspektywie 10lat moze sie okazac, ze jednak warto oszczedzac.
    Jak w budzecie panstwa. Limit wydatkow, a cel dodatkowy to nie przekroczyc limitu czyli zaoszczedzic wiecej

  9. Ja uczę się samodyscypliny nie kupować pod wpływem chwili.Jest to bardzo trudne tym bardziej źe nie mam juź źadnego zadłuźenia.Pozdrawiam wszystkich.

  10. Jestem jeszcze dość młodą osobą, bo mam dokładnie 24 lata. Moja sytuacja była także dość klarowna, bo mam dobre relacje z rodziną, która mnie wspiera i pomaga w podejmowaniu decyzji. Swoją pierwszą pracę zacząłem od razu po skończeniu szkoły co w przypadku młodego człowieka, każdy grosz, który wpadał na konto uderzał do głowy. Postanowiłem za wszystkie zarobione pieniążki kupić sobie samochód i to taki, który imponował moim znajomym. Oceniam to teraz jako moją największą pomyłkę. Był to nieprzemyślany zakup, bo nie dość, że często się psuł to tak naprawdę tracił na wartości, bo nie jeździłem nim za dużo.
    W mojej obecnej sytuacji wcześniej wydane 10 tys. złotych pozwoliłoby mi zwiększyć swój wkład na własne mieszkanie, które mam zarezerwowane umową deweloperską, a wybudowane będzie w 10.2018. Ta kwota oszczędzona pomogłaby mi w chwili obecnej na zrezygnowanie z walki w styczniu 2018 o MDM i szybsze rozpoczęcie zwrotu inwestycji w mieszkanie.
    Patrząc na siebie od tamtej pory unikam wszelkich nie potrzebnych wydatków, które uniemożliwiłby mi dążenie powoli do swojego celu. W tym przypadku sam tworzę sobie swoje własne kalkulatory, które pomagają mi w zarządzaniu swoim „kapitałem”.

  11. Błędem finansowym, który ostatnimi czasy coraz bardziej mnie drażni jest- nadmierne myślenie o pieniądzach! Wiem, że są one ważne, ale nie najważniejsze. A odnoszę wrażenie, że współcześni ludzie zapomnieli o innych wartościach- miłość, przyjaźń, bezinteresowna pomoc itp. Wszystko kręci się wokół pieniądza. Liczy się kto co ma, ile czego ma, skąd tyle ma itp. Oczywiście pieniądze są bardzo ważne i na swoim blogu także namawiam ludzi do tego, aby zaczęli dbać o swój portfel, ale nie może być tak, ze człowiek spłyca swoje życie do postaci kilku kilku banknotów i cyfr na koncie. W końcu jak nawiał Albert Einstein- „Najcenniejszych rzeczy w życiu nie nabywa się za pieniądze.”

  12. Nie znam sie, nie tykam.
    Ludzi czesto paralizuje brak wiedzy I dziwne poczucie, ze inni ludzie sie na czyms znaja I juz. Ludzie nie widza, jak ktos dochodzi do pewnego punktu, w ktorym cos osiaga, ile wysilku w to wlozyl. Of czego zaczynal? A moze wlasnie of tych 500 zl odlozonych do skarpety? Widza efekt koncowy I to czesto zamiast motywowac, demotywuje. Czlowiek patrzy wtedy na ta swoja pensje I mysli, dlaczego on ma szczescie a ja nie? Rzadko ktos sie zastanawia, co by bylo jakbym I ja sprobowal sie doedukowac? A reakcja powinna byc odwrotna- kurcze, skoro on potrafi, dlaczego niby ja mam nie sprobowac? Poczytac, poobserwowac, sledzic blogi, ogladac instruktaze, dolaczac do grup na FB, gdzie sporo ludzi wymienia sie doswiadczeniami. Lekko nie bedzie, bo metlik w glowie bedzie ogromny, ale lepiej wiedziec niz nie wiedziec, zeby moc raz- okreslic cele I dwa- dazyc do ich osiagniecia.

  13. Przerzucać odpowiedzialność na innych i wszystko tylko nie na siebie.

    – To nie moja wina, że mało zarabiam – to szef mało mi płaci
    – Może i przepłaciłem za te ciuchy – ale skąd miałem wiedzieć, że w tym sklepie jest najdrożej?
    – OGRALI mnie na giełdzie… OKRADLI mnie w funduszach … – tam sami złodzieje i banksterzy
    – Łatwo ci mówić bo masz firmę…. To też załóż ….. Nie wiem, jak. Nie umiem….. A ja niby jak zaczynałem? ….A nie chce mi się o tym gadać…

    Najbardziej boli gdy głupota dotyka najbliższych…

    Małżeństwo przed 60tką
    Kredyt we frankach
    Auto z salonu na kredyt pod blokiem
    Wiecznie na granicy zera
    Do niedawna z babcią na karku bo jej emerytura dawała bilans na plus.
    Auto z salonu za emeryturę babci ( babcia po wylewie nie ogarniała co się dzieje)
    Babcia zmarła , emerytura przepadła, kredyt na auto został……
    Mąż pojechał za granicę do pracy bo się zrobiło groźnie

    Matka do syna – No Tata pojechał bo krucho z kasą …
    Syn – Sami jesteście sobie winni, podjęliście tyle złych decyzji
    Matka – No jakie? Powiedz!
    Syn – No, na przykład nowe auto na kredyt….
    Matka – To nie my kupiliśmy… To babcia…..

    Syn – lat 33, mieszkanie spłacone, 3 kolejne na wynajem ( bez kredytu), rentier, 13- letnie auto…

    Dałem im twoją książkę Marcin (była od ciebie z dedykacją – zaginęła im…) oraz Szafrańskiego, nie pomogły….
    Jak nie ma odpowiedzialności to nic nie pomoże

    • Normalnie w punkt. Ile ja rozmów tego typu słyszałem? Częściej u znajomych (na szczęście). I tłumaczysz, żeby decyzje przemyśleli, żeby coś odłożyli, żeby pod korek się nie kredytowali, żeby dodatkową albo lepszej pracy poszukali, żeby poczytali trochę o finansach. Zawsze znajdzie się wymówka.

      Masz jakiś skuteczny sposób na to Callipso – jak komuś przemówić do rozsądku? Ja się nad tym zastanawiam czasem, ale już coraz częściej staram się nie wchodzić w dyskusje – szkoda nerwów.

      • Moim zdaniem najgorszym błędem finansowym jest odrzucanie wiedzy.
        Kiedy byłam dzieckiem, wiedza o pieniądzach była niedostępna. Ojciec pracował i oszczędzał, trzymał na „czarną godzinę”, nie pozwalał wydawać (przeżył wojnę, straszną biedę, głodował, miał fobię). Kilkakrotnie stracił wszystkie zdewaluowane oszczędności. Mama ubierała rodzinę bez pieniędzy szyjąc, przerabiając, dziergając itd. Jedliśmy, co wyhodowała na działce. Żyliśmy jak biedacy, a pieniądze leżały na książeczce PKO… Rozumiałam, że nie powinno się wszystkiego wydawać, ale tyrać, żeby nie korzystać i żeby przepadło – też mi się nie widziało. Wymyśliłam sobie podział:
        1) wydatki na opłaty i tzw. życie 2) odkładanie na planowane duże zakupy (lodówka, rower, wakacje itp.) 3) pula na bieżące drobne przyjemności, takie do rozhuśtania (bestseller, teatr, lody, kino itd.)😊 4) oszczędności – rezerwa.
        Studiowałam, pracowałam, dokształcałam się i było coraz trudniej, a wręcz strasznie po 1989 roku, kiedy to urodziłam dziecko, straciłam pracę, drugą połowę itd. Długo wracałam do życia, ale dach nad głową utrzymałam i na dodatek wykupiłam.
        Kilka lat temu znalazłam Szafrańskiego i Iwucia 😊. O, tego mi było trzeba! Chociaż 30- 40 lat za późno, to jednak spróbowałam. Punkt po punkcie realizowałam kolejne kroki: sporządziłam budżet, odłożyłam nie 2 a 3 tys. zł i zapomniałam 😊, zbudowałam poduszkę bezpieczeństwa oszczędzając ok. 40% pensji i biorąc wyjątkowo tani kredyt, który zainwestowałam.
        Plany wzięły w łeb, gdyż zwolniono mnie na dwa lata przed wiekiem emerytalnym. Póki co nie mogę się pozbierać psychicznie, gdyż moja emerytura to zaledwie 1400 zł plus 4 lata kapitałowej po 230 zł. Skandal za 40 lat pracy. Chętnie zdobyłabym wiedzę, jak zabezpieczyć swoją starość, gdzie i jak mogę jeszcze zarobić prawdziwe pieniądze, ale … wracam do błędów:
        Przedstawiłam historię moich finansów „rodzinnym” dorosłym dzieciom oraz kilku koleżankom w podobnej do mojej sytuacji, nabyłam dla dzieci książki, podrzuciłam linki do Waszych blogów. Jedno z trzech przeczytało książkę, żadna z pań nie wprowadziła zmian, bo to nie dla nich. Efekt taki, że małżeństwo bezdzietne zarabiające 7 – 8 tys. mies. wydaje wszystko, spłaca kredyt na używany samochód, a teraz bierze kredyt na zakup domu (mają kawalerkę). Kobieta po 40-ce wzięła kredyt na przebudowę i remont mieszkania nowego męża, który nie miał zdolności kredytowej. Ona już została z długiem, a on z wyremontowanym mieszkaniem, gdyż małżeństwo przetrwało tylko 2 lata. Bezrobotna wdowa z nastolatką wydała wszystkie pieniądze po poprzednim życiu na nowe podłogi i wyposażenie mieszkania. U następnych zero zmian na dobre. Ręce opadają.
        Zdecydowanie – odrzucenie wiedzy i brnięcie w długi to najgorszy błąd, a wręcz grzech finansowy. Ufff…

      • Nie mam. Większość nie dostrzega problemu. A skoro nie ma problemu to są zdania, że po co się wtrącasz…. Jeśli nie akceptują i nie biorą odpowiedzialności za swój stan. Nawet jeśli wynika on nie z ich winy, a tak też może być. To nic i nikt im nie pomoże.

        Trzeba przyjąć taką brutalną prawdę na klatę. Świat nie jest sprawiedliwy. Jednemu będzie dawał nawet jak tamten nie kiwnie palcem. Drugiemu będzie odbierał nawet jak ten będzie walczył do ostatniej kropli krwi i nie ma tu znaczenia zasługa lub wina. Trzeba przyjąć odpowiedzialność za stan rzeczy na siebie. Dopiero wtedy można mówić o działaniu, pomocy, wyjściu z bagna, koncepcji na przyszłość itd.

  14. Moim zdaniem największym błędem finansowym jest- NIE PŁACENIE SOBIE W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI…
    A każdy pomyśli co to dziewczyna gada… i zacznie sie pukanie w głowę.
    Tak , tak moi kochani w pierwszej kolejności powinnismy zapłacić sobie na konto oszczędnościowe. A każdy zapyta jaka kwotę? Na taka jaka chcesz. Ja przyznał sie zaczęłam od 50 zł regularnie co po roku dało mi 600 zł a z każdym rokiem a nawet miesiącem coraz wiecej ( obecnie przelewam Ok. 400 zł/ miesięcznie przy zarobkach nie co wyzszych niż najniższa krajowa, a z tego co pozostało tak gospodaruje środkami ze spokojnie starcza mi do tego przysłowiowego PIERWSZEGO.
    Zasada która sie kręci w naszym społeczeństwie: JAK mi cos ZOSTANIE to przeleje. I ZOSTAJE…… Nic

    • I to powinno być wykonywane w pierwszej kolejności !!!
      Polecenie zlecenia stałego na konta oszczędnościowe powinno być priorytetem !!! Nawet 100-200 zł/m-c potrafi zrobić przez rok 1200 – 2400 zł – na wakacje 🙂

      • właśnie chodzi o to, żeby nie na wakacje tylko na oszczędności. Na wakacje możesz odkładać kolejne 200 zł miesięcznie. Nie mylmy oszczędności, z odłożonymi pieniędzmi na zakup trochę droższych dóbr za gotówkę. Regularnie oszczędzając tylko po to, aby wydać na coś większego to w zasadzie nie jest oszczędzanie. W taki sposób nie zbuduje się wolności finansowej.

  15. Wojtek masz rację,takie zaprogramowanie na robota wygląda okropnie ,ludzie zmieniają sie w roboty …

  16. Jeden z największych błędów? wg mnie BRAK WIEDZY na temat finansów osobistych to największy z możliwych błędów. Życie od wypłaty do wypłaty byle by starczyło. Bez planu na oszczedzanie za to z listą rat do zapłaty. Myślałem, że tak musi być. „Tak żyją przecież wszyscy”. Bez wiedzy z tego bloga, filmów z konferencji na YT i podcastów dalej żyłbym w nieświadomości jak głupie rzeczy robię. Wiedza, którą Marcin przekazujesz to ogromny skarb i jestem szczęśliwy, że ktoś kiedyś polecił mi tego bloga. Jednocześnie dziękuję, że pomagłeś mi stopniowo poukładać syf w portfelu.

  17. Bartłomiej

    Pazerność! Ten moment kiedy dociera do nas, że dryfujemy bo nie mamy żadnego planu finansowego więc na szybko na kolanie kreślimy wielką wizje tego jak będzie wyglądać nasz mały skarbiec za kilka lat. Chcąc w jak najkrótszym czasie osiągnąć jak najlepszy rezultat ustawiamy sobie poprzeczkę. Grunt w tym, że ta poprzeczka jest dla nas za wysoko. To skutkuje tym, że zaczynamy się rozmijać z naszym pierwotnym planem i może to wywołać frustrację czy inne negatywne emocje a przecież nie o to chodzi.

  18. Hm, jest jeszcze jeden poważny błąd, który dostrzegam, że i ja popełniam – źle inwestujesz lub nie inwestujesz wcale. Właśnie w obawie o to pierwsze nie inwestuję wcale, poza trzymaniem odkładanych regularnie sum na koncie oszczędnościowym, które ledwie zipie na zarobienie tyle co wynosi inflacja. Niby nie tracę, ale wszystko drożeje i zdaję sobie sprawę, że wartość mojego pieniądza nie rośnie tak wiele jak na pierwszy rzut oka widać… o ile w ogóle rośnie. Dlatego potrzebuję konsultacji z Panem, Panie Marcinie 🙂

    Serdecznie,
    Katarzyna

  19. Według mnie największym błędem finansowym jest beztroska, często kryjąca się pod hasłem „jakoś to będzie”. Objawia się to brakiem oszczędności na czarną godzinę czy nawet jakieś mniejsze ale nieprzewidziane wydatki. Osoby mówiące sobie „jakoś to będzie” nie odkładają również na emeryturę, nie posiadają polisy na życie czy ubezpieczenia na wypadek poważnego zachorowania. Wierzą, że emeryturę zapewni im państwo oraz, że nigdy nie zachorują. Takie podejście może być zgubne w skutkach. Urtata pracy czy nawet kilkutygodniowy pobyt w szpitalu mogą bardzo słodo kosztować.

    I dodałbym do Twojego drugiego punktu szczerość wobec swojej drugiej połówki. Jestem pracownikiem banku i wiele razy spotkałem się z sytuacją, w której osoba wnioskowała o pożyczkę i prosiła o poufność ponieważ nie chce żeby dowiedział/a się o tym jej mąż/żona. Co smutniejsze bank bardzo dba o tajemnicę takich kłamczuszków. Gdy pracownik chce się skontaktować z daną osobą to najpierw musi zweryfikować czy rozmawia z kim należy. Bez weryfikacji rozmówcy nie może nawet powiedzieć, że dzwoni z tego konkretnego banku. Takie osoby często od okienka kasowego trafiają prosto na drugie piętro, czyli do działu windykacji. Nie chcę wiedzieć jakie skutki dla związku mają takie decyzje.

  20. Czołem wszystkim- chciałbym zwrócić uwagę na kwestię finansową, o której planowaniu często zapominamy. Dotyczy ona nas wszystkich więc myślę, że warto byłoby stworzyć solidne podwaliny i odpowiednio się przygotować.

    –> Wesele
    Najważniejszy dzień w życiu przyszłego małżeństwa. Suknia koniecznie musi być jak z bajki, a garnitur uszyty z najwyższej jakości materiału. Sala najpiękniejsza w mieście, a limuzyna najwyższych lotów. Taki oto schemat często spotykany jest na obecnych weselach.
    Czy słusznie?
    Otóż słusznie- jedyny wyjątkowy dzień pary młodej, jedyne niepowtarzalne uczucie z kimś, z kim wiążemy się do końca życia (przynajmniej w teorii), więc posiadamy pełne prawo do przeżycia wymarzonego dnia w taki sposób, w jaki sobie wymarzyliśmy. Gdzie tkwi problem?
    Ano, problem jest taki, że nieodpowiednio zaplanowane finansowo wesele może być opła(cane)kiwane przez kilka kolejnych lat. Organizacja przyjęcia, na które nas nie stać jest nierozsądnym wyborem. Pożyczone pieniądze przez jeden dzień dadzą nieopisaną euforię szczęścia, po to, by w kolejnych miesiącach ponosić ciężar spłat pożyczki. Do ślubu przygotowujemy się etapami. Czasem zajmują one nawet kilka lat. Najpierw relacja chłopak-dziewczyna, potem narzeczony-narzeczona, a dopiero potem mąż i żona. W naprawdę wielu przypadkach jesteśmy w stanie oszacować datę naszego niezapomnianego wydarzenia. Mądre rozplanowanie budżetu i regularne odkładanie pozwoli przygotować się finansowo do tego dnia, a przynajmniej pokryć znaczną część nakładów, jakie będziemy musieli ponieść na organizacje tegoż wydarzenia. Przemyślmy tą decyzję- wchodzenie na nową drogę życia z długami nie jest dobrym rozwiązaniem.

    Serdecznie pozdrawiam,

    Wasz kumpel z forum- Dawid.

    • Dawid – racja! Ślub i wesele, to temat, który akurat przerabiałam we wrześniu na własnej skórze. Finansowo i logistycznie było to dla nas nie lada wyzwanie, ponieważ rok wcześniej kupiliśmy i urządziliśmy mieszkanie. Czyli jeden ogromny wydatek po drugim. Na szczęście dzięki planowaniu i konsekwencji udało się wszystko dopiąć, bez zadłużania się po rodzinie czy w banku. Całość sfinansowaliśmy sami z mężem 🙂 Do tego trzeba się bardzo dobrze przygotować, by później nie płakać nad dziurą w domowym budżecie! Pozdrawiam!

  21. Kolejny błąd finansowy wynika z naszej tendencji do porównywania siebie z innymi i jakąś atawistyczną potrzebą wygranej w wyścigu o dobra materialne. Gdyby to chociaż było współzawodnictwo w świadomym prowadzeniu swoich finansów…
    Jesteśmy w miarę zadowoleni z siebie, dopóki nie porównamy się ze znajomymi/sąsiadami/bohaterami seriali. Potem już koniecznie trzeba zmienić telewizor, bo teraz lepsza technologia i kolega sobie kupił. Nowe meble, bo venge wyszło z mody i wstyd znajomych zaprosić. Narty w Alpach, bo połowa kolegów tam jeździ. I znowu myśl: kiedy następna wypłata… Trzeba samemu sobie powiedzieć: stop!

  22. Złe nawyki i przyzwyczajenia finansowe: nie wyrzucaj pieniędzy w błoto (na rzeczy zbędne), lepiej gromadź oszczędności.

  23. Błąd popełniany przez większość, to chęć posiadania od razu rzeczy na które nas nie stać, a które dają nam poczucie sukcesu. Mówię tu przede wszystkim o konsumpcyjnym podejściu do życia i kupowaniu coraz to nowych nowinek technicznych. Jaka różnica jest w telefonie, który jest 1-2 lata na rynku i można go kupić za ułamek wartości nowego modelu, ile osób potrzebuje największej wydajności. Znam niestety sporo osób z mojego otoczenia i rodziny, które żałują pieniędzy nawet na wakacje, ale zakup najnowszego telefonu, oczywiście na raty to priorytet. Osobą, które nie mogą zamknąć budżetu domowego , biorą kolejne karty kredytowe i pożyczki, ale model najnowszego telefonu muszą mieć, w tym roku jak usłyszałem że kupiła sobie taka osoba telefon za ponad 4000 zł, to już osłupiałem. Pytam w czym ten nowy jest lepszy od modelu kupionego pół roku temu, słyszę , że to niuanse ale dla fana technologi ważna, dla mnie zaś będzie niewidoczna. Zostaje pytanie, czy to nie jest bezsens i zabawka na pokaz, do tego kosztująca niemałe pieniądze, dodatkowo koszty kredytu.

    Bardzo powszechnym błędem jest też kupowanie nowego auta na kredyt , tylko dla chęci pokazania się innym, przecież jak to nie mogę jeździć 5-8 letnim autem. To przerabiam w obecnej pracy, ludzie żyjący z miesiąca do miesiąca, mający duże kredyty hipoteczne, ale auta muszą być nowe albo super luksusowe, sportowe. Płacz przy sprzedaży auta, bo tyle straciło na wartości, bo tamto, ale kolejne jest tylko droższe. Absolutnym mistrzem dla mnie jest osoba zajmująca stanowisko kierownicze, mająca 1 kilometr do pracy, ale auto sportowe coupe, którym nie jeździ nigdzie poza dojazdem do pracy 🙂 , oczywiście zakredytowany po szyję. Jak kiedyś wspomniałem, że może by zrezygnował z auta nadpłacił kredyt hipoteczny, albo pospłacał pożyczki konsumpcyjne, to usłyszałem że dokonał wydłużenia terminu spłaty i teraz ma miesiąc na 0 już. Oczywiście śmiech, że czy będzie rok czy 2 spłacał pożyczki to co to zmieni, kosztów przecież nie liczy. Osoba zajmująca dobrze płatne stanowisko, a balansująca na krawędzi niewypłacalności i bankructwa.

    Kolejny błąd to niemierzenie sił na zamiary , przy zakupie naszego lokum do mieszkania. Przecież możemy podciągnąć zdolność kredytową, albo poprosić szefa o nadgodziny do wniosku kredytowego. To niestety przerabiam wśród rodziny i znajomych, zamiast kupna mieszkania, na które ich stać żyli marzeniami, no i teraz jest problem, bo kredyt dociska , często czynsz za mieszkanie mocno wzrósł bo doszły dodatkowo koszty na fundusz remontowy. Kolejny przykład zakup ogromnego domu i zderzenie z rzeczywistością zimową i kosztami ogrzania takiej powierzchni. Nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć przy kredycie hipotecznym, ale popełniając błąd wynikający z myślenia jakoś to będzie często doprowadzamy do dramatycznych sytuacji balansu na granicy bankructwa.

    Błędem jest nieuczenie dzieci od małego gospodarowania pieniędzmi, potem, gdy wchodzą w dorosłe życie powielają błędy , tylko skutki często są już opłakane, bo często rodzic już nie jest w stanie pomóc. Zauważam, że osoby młode wchodzące w dorosłe życie nie potrafią odnaleźć się w świecie wymagającym od nich podstawowej wiedzy finansowej. Nasz system edukacji jest niestety nieprzystosowany do przekazywania wiedzy w temacie ekonomi, gospodarowania aktywami, więc czego nie przekażemy naszym dzieciom być może nikt nie przekaże.

    Błędem jest nieprzeliczanie pieniądza na czas pracy potrzebny na jego zarobienie i wydawanie bezmyślnie na zakupy online np by zabić czas, jak to usłyszałem od koleżanki.

    Błąd kardynalny to brak jakichkolwiek oszczędności na czarną godzinę, poza oczywistymi sprawia, że mamy niższe poczucie własnej wartości. Dodatkowo wpływa to na naszą karierę zawodową , podam przykład z firmy w której pracuję, dyrektor najbardziej ceni osoby mające kredyty i jak największe zadłużenie, żyjących z miesiąca do miesiąca, a to z powodu, że są bardzo podatni na sterowanie i ślepe wykonywanie poleceń. Tutaj niech każdy sobie odpowie, czy mając zaplecze finansowe te osoby pozwoliliby sobie na takie traktowanie. Niestety ale nie mając bezpieczeństwa finansowego, nasze życie jest dużo bardziej nerwowe niż osób nie mających tych problemów.

    • Bardzo dobre podsumowanie. Ile ludzi w otoczeniu (chociaż nie najbliższym) znam, którzy wydają ciężko zarobione pieniądze na takie głupoty jak: nowe smartfony, komputery z jabłuszkiem – chociaż jedyne co robią to surfują po necie i oglądają filmy, nowe samochody dla pokazania się, za duże mieszkania z 30-letnim kredytem, kupowane kompulsywnie ubrania/buty, które potem zalegają w szafach (kiedyś dostałam od znajomej chyba 50 ubrań, które w ogóle nie miały odciętej metki, ale ona musiała się ich pozbyć). Przypuszczam, że wydała na nie kilkanaście tysięcy złotych.

  24. Nasuwają mi się dwa kierunki.
    1. Brak dywersyfikacji dochodów. Nauczeni jesteśmy, że mamy jedną pracę i kiedy zdarza się nam ją stracić to jest problem. Czasem mniejszy, czasem większy. Poduszka finansowa fajna rzecz, ale jeszcze lepsza była by „druga noga” dochodów.
    2. Drugim błędem jest podejmowanie poważnych decyzji finansowych w oparciu tylko o bieżącą sytuację, bez rozpatrywania wariantów pesymistycznych. I to działa w dwie strony: przy inwestowaniu np. długoterminowym zakładamy, że środki nie będą nam potrzebne przez długi czas, a kiedy pojawia się potrzeba rynek np. akurat jest w bessie i tracimy pieniądze wyciągając je w niewłaściwym momencie. Albo zaciągamy kredyt wtedy kiedy mamy dobrą pracę, a nie zastanawiamy się, nie tyle co będzie, ale jakie konkretne kroki podejmiemy kiedy nasza sytuacja drastycznie się pogorszy.

  25. Moja praca jest związana z inwestowaniem na giełdzie, więc moje komentarze dotyczą tego tematu.

    1. Nie inwestujesz w siebie

    Przychodzi do mnie kolega, który jest na początku swojej ścieżki zawodowej (który zarabia ok. 2 tys. zł) i pyta mnie „w co zainwestować 10 tys zł – lokaty są nisko oprocentowane, a podobno na akcjach można nieźle zarobić”. Ostatnie badania firmy Schroders mówią, że indeks S&P500 w długim terminie rośnie średniorocznie 7% – załóżmy, że tyle mój kolega może zarobić na akcjach. 10 000 zł x 7% rocznie = 700zł, więc po roku będzie mieć łącznie 10 700zł. Gdyby zainwestował te pieniądze w swoje kompetencje – kupując książki, kursy, szkolenia, itd. założę się, że w krótkim czasie byłby w stanie znaleźć pracę, gdzie będzie zarabiać nie 2 tys. lecz np. 4 tys zł. Więc zamiast zarabiać 24 tys zł rocznie (12 x 2 tys), zarabiałby 48 tys zł (12 x 4 tys). Gdyby zainwestował w akcje, jego kapitał zwiększył by się z 10 000 zł do 10 700zł. A inwestując w siebie, zwiększył by się do 24 tys zł. Stopa zwrotu wyniosłaby nie 7%, lecz 240%. W pierwszej kolejności warto inwestować we własny „kapitał ludzki”

    2. Inwestujesz w to, na czym się nie znasz

    Często spotykam się z pytaniami „w co warto zainwestować na giełdzie?”. Ja się pytam: a dlaczego akurat na giełdzie? Można przecież inwestować nieruchomości, można założyć własną działalność, itd… Czym się różni inwestowanie na giełdzie od wyżej wymienionych? Niczym 😀 W każdym przypadku liczy się, jaka jest twoja PRZEWAGA KONKURENCYJNA. Inwestuj w to, na czym się znasz lepiej, niż inni. Ostatnio znajoma mi powiedziała „ale nie każdy ma talent!”. To nie prawda. Każdy ma jakiś ma. Jeśli masz wątpliwości, spróbuj sobie odpowiedzieć na pytanie „co mi wychodzi najlepiej?”, „co mi przychodzi z największą łatwością” lub „co mi sprawia największą przyjemność” – odpowiedź na wszystkie te pytania często będzie ta sama.

    3. Ryzykujesz zbyt dużo

    Są osoby, których kompetencje i zarobki są już wysokie i nie tak łatwo zwiększyć wynagrodzenie, inwestując w siebie. Postanawiasz zainwestować swoje oszczędności 😀
    Z moich obserwacji wynika, że ludzie mają w miarę rozsądne podejście, co do oczekiwanych zysków z akcji (ok. 10% rocznie, więc nieco powyżej tego co rozsądne byłoby oczekiwać). Jednak zapytani o akceptowalną stratę, przeważnie odpowiadają…zero 🙂 Prawda jest taka, że większość ludzie mają niską tolerancję na ryzyko, a w akcje inwestują zbyt dużą część swoich pieniędzy. O tym, że mają niską tolerancję okazuje się przeważnie, gdy stan rachunku zaczyna spadać poniżej stanu początkowego 🙂 Większość ludzi powinna skupić się na inwestowaniu w obligacje skarbowe lub co najwyżej w obligacje korporacyjne (lub analogicznym ryzyku). W portfelu „przeciętnego inwestora” powinno być ich przynajmniej 70% (oczywiście znaczenie mają też takie czynniki jak wiek, ale to już szczegóły). Odnośnie do ryzykownej części – co do zasady powinno się wybierać inwestowanie indeksowe, nie bawiąc się w selekcję akcji (bardzo dużo pracy, a ciężko pokonać rynek).

  26. moj blad finansowy to inwestycja bez przygotowania- zakup nieruchomosci. nie wzielam pod uwage ani dodatkowych kosztow ani nie przesledzilam zmian na rynku nieruchomosci. w rezultacie bardziej mi sie oplacalo sprzedac mieszkanie, czego zaluje do dzis. zbyt pochopnie podjelam decyzje zarowno o kupnie jak i potem o sprzedazy.. trudno, nie nalezy plakac nad rozlanym mlekiem ale jakbym mogla cofnac czas inaczej bym to zrobila.

  27. Dla mnie ogromny błąd bardzo dużej liczby ludzi to życie na pokaz lub „bo tak wypada” albo „bo wszyscy tak robią” – ktoś kto ma małe zarobki kupuje sobie samochód za 50000 bo sąsiad kupił za 45000, bierze kredyt na 60 calowy tv bo przecież nie można kupić mniejszego „bo jak to będzie wyglądać – wszyscy mają duże” nie może też nie kupić tego telewizora „bo telewizor w domu być musi”, posiada kredyt na mieszkanie lub dom 150m^2 mimo że żyje tylko z żoną/mężem i to mieszkanie jest im nijak potrzebne tak wielkie bo i tak siedzą we dwoje w jednym pokoju, ale trzeba się pokazać, że stać. Mimo że tak naprawdę to nie stać a kredyty zjadają 70% dochodu i ledwo żyją od pierwszego do pierwszego, ale ciuchy markowe, buty, spodnie, kurtka, t-shirt łącznie kosztujące 2-3 tyś zł to norma, a pensja obojga łącznie wynosi niewiele ponad to. I tak sobie żyją w okolicy 30 lat na karku i nieświadomi w jak złej sytuacji się znaleźli ulegając presji społeczeństwa i własnej próżnej chęci zaimponowania innym. Dopóki samochód się nie popsuje, tv się nie rozwali czy mieszkanie nie zostanie zalane. Aż mi się przypomniał cytat z Galimatiasu, z pamięci więc może być niedokładnie „łazienka? A oczywiście, co to, żeby u Solskich łazienki nie było?”, a kto oglądał ten wie jak to wyglądało naprawdę 🙂

    • Wielu ludzi często kupuje rzeczy których nie potrzebują, za pieniądze których nie mają tylko po to aby zrobić wrażenie na ludziach , których nie cierpią.

  28. Marcin Kluczek

    Pierwszy błąd. Nie uwzględnianie scenariuszy alternatywnych.
    Przykładowo, jeżeli wybuduję dom 20-30 km od najbliższego miasta zapłacę mniej i/lub rata będzie mniejsza, ale będę ponosił bardzo duże koszty: dojazdów do pracy, dowozu dzieci do szkoły itd. W skrócie koszty komunikacji drastycznie rosną. Jeżeli będą potrzebne dwa auta, oszczędności z zakupu tańszej nieruchomości szybko znikną. Osobną kwestią jest wartość nieruchomości po kilkunastu latach użytkowania. Dom pod miastem będzie droższy od tego samego domu na prowincji. Długoterminowo bardziej opłacalny (wartość końcowa – koszt zakupu/kredytu – koszty komunikacji) może się okazać dom w mieście lub tuż pod, jeśli chciałbym odpocząć od zgiełku. W pierwszym przypadku płacimy za większa wartość nieruchomości, a w drugim bezpowrotnie wydajemy na komunikację. Jeżeli wybór jest świadomy, wszystko jest jak najbardziej w porządku. Każdy mieszka, gdzie chce. Gorzej jeśli dom na prowincji miał być po prostu „tańszy”.

    Drugi błąd jest mocno powiązany z poprzednim. Nie uwzględnianie wszystkich kosztów.
    – Kupujesz nowe auto – a wiesz ile będzie kosztował pakiet OC/AC przez pierwsze 5 lat użytkowania? Warto poprosić o symulację. Ubezpieczenie niektórych samochodów np. Mazdy 6 może rozsadzić napięty budżet.
    – Kupujesz używany samochód – a wiesz ile kosztuje utrzymanie w dobrym stanie kilkunastoletniego auta klasy średniej? Relatywnie dużo, zwłaszcza po przesiadce z „czegoś mniejszego”. Przykładowo zawieszenie przednie to już nie 700, a 2000. Sprzęgło nie 600, a 2500 (tzw. dwumas). Rozrząd nie 600, a 1500 czasem więcej. Możesz oszczędzić i nie wymienić rozrządu na czas – a wiesz ile kosztuje remont silnika? Dużo więcej niż rozrząd…

    Trzeci błąd. Dlaczego nie pytamy dlaczego?
    Brak własnego zdania i poleganie na obiegowych opiniach lub nie przenoszenie dobrych rad na własną sytuację. Czasem wystarczy się zatrzymać i zadać sobie proste pytanie – np. dlaczego?
    – „Nieruchomości to najlepsza inwestycja. Kup kilka na wynajem”. Dlaczego? Zawsze? Każda? Które?
    – „Kredyt hipoteczny to najtańszy pieniądz na rynku. Więcej zarobi pan nawet dobrej lokacie” – Dlaczego? Potrafi Pan to udowodnić?
    -„To absolutnie najlepsza inwestycja na rynku” – Dlaczego w takim razie bank mi ją oferuje zamiast skupywać z rynku wszystkie aktywa?
    – „Nie mam oszczędności. Wszyscy jadą na kredycie”. Dlaczego? Wszyscy? Czy wszyscy mają rację?
    – „Lekarze/prawnicy/programiści świetnie zarabiają. Za 10 pójdziesz na studia xyz”. Dlaczego? Za 20 lat też tak będzie?
    – „Nie możesz tego kupić, jest za drogie” – Dlaczego? Mam kupić tańsze i wymieniać co rok na takie samo badziewie?

  29. A ja mam jeszcze jeden blad finansowy, ktory wedlug mnie ma najwiecej do gadania. Wybor partnera/partnerki!!

    Ile razy slyszelismy, ze po rozwodzie kobieta puscila faceta w samych skarpetkach???

    A kiedy kobieta jest calkowicie uzalezniona finansowo od swojego meza i nie ma dostepu do konta, co zrobi jak maz bedzie mial wypadek??

    A moze Twoja zona bez Twojej wiedzy zaciagnela kredyt, a ty nie pytales skad sie wziela kasa??

    A moze okazalo sie, ze twoj maz ma ukochana corcie na boku i co miesiac przeznacza na nia pokaźne alimenty.

    Jak mowil Jerry Springer w swoich programach-
    „dbajcie o siebie i innych”

  30. Napisze krotko i na temat 🙂

    1. Nie inwestujesz. Trzymanie pieniedzy w skarpecie to najlepszy sposob do ich utraty. Inflacja pozera wszystko, stopniowo i powoli. A nawet tego nie widac 🙂 Rzecz jasna inwestycje mogą być różne, mniej i bardziej wymagajace. Kazdy winien dobrac wlasciwa do swojego poziomu wiedzy, ale powinien inwestowac. Oczywiscie roze bledy i nawyki zazebiaja sie tu wzajemnie. Wystarczy chocby wspomniec o tym, ze kazda inwestycje nalezy przemyslec i „zglebic”, a na to potrzebny jest czas. Te sławne 20 minut 🙂

    2. Niewatpliwym bledem jest poddawac sie panice tłumu. Pisze o inwestycjach. Najlepiej kupowac tanio i sprzedawac drogo. Przepis prosty, a tak trudny w realizacji 🙂 Nie warto popelniac bledu sprzedazy walorow pod wplywem paniki 🙂

  31. Z finansowego punktu widzenia zakup samochodu często jest jednym z największych błędów…. Kupowanie oczami a nie rozsądkiem…
    Typowy scenariusz….używane BMW serii 5 czy nowa skoda Fabia oba w podobnej (lub każdy inny podobny samochod) cenie….finansowo skoda zdecydowanie lepszy wybór…
    1. Tańsze ubezpieczenie
    2. Przed kilka lat nie generuje kosztów napraw..
    3. Mniej pali
    4. Tańszy serwis i części
    5. Brak podatku CC
    6. Przez pierwsze lata brak przeglądów corocznych legalizacyjnych
    7. Tańsze opony..etc….
    W wielu wypadkach wygra bmw gdy głowa gorąca…
    Policzylem kiedyś, ze jeżdżąc 13 lat rowerem do pracy zaoszczedzilem na kawalerkę:)

    • Piotr tutaj możesz się mylić. Przykład z mojej firmy, kupiona nowa skoda fabia po niecałych 4 latach użytkowania i przejechaniu około 110000 km musiała mieć generalny remont silnika. Co roku była serwisowana w autoryzowanym serwisie skody. Uważam, że BMW wytrzyma dużej niż Skoda.

  32. Moim zdaniem jednym z większych problemów jest brak prowadzenia budżetu domowego albo chociaż spisywania wydatków – wiedzy na temat tego ile pieniędzy przepuszczamy między palcami i co najważniejsze na co. Wiele ludzi aż boi się tego ile pieniędzy wydaje, i co najgorsze nie chce się z tym mierzyć – uważają że nie mają pieniędzy i już oszczędzają na wszystkim co się da, co oczywiście jest nieprawdą bo sami nawet nie pamiętają na co wydali pieniądze, ale przede wszystkim nawet nie chcą pamiętać – prosty spis wydatków może naprawdę zdziałać cuda i znaleźć pieniądze na oszczędności 🙂

  33. Kwalifikacje i zarobki.

    Zarządzałem w życiu wieloma osobami. Na pierwszy rzut oka można odróżnić kogoś, kto chce się uczyć i rozwijać. I to zawsze popłaca.
    Jest też sporo osób, które na tyle boją się rozmawiać o podwyżkach lub nie potrafią tego robić, że zarabiają mniej niż powinny.

  34. Mój, nieustannie powtarzający się błąd. Tak bolesny później, jak kac gigant na drugi dzień, to „pożyczanie” pieniędzy z konta oszczędnościowego (tak, pożyczanie pieniędzy od siebie samej!), na tak zwaną chwilę, bo w danym momencie potrzebuję coś kupić (ważne rzeczy, np. duży worek karmy dla psa) i później mówię sobie, że uzupełnię to po wypłacie, i rzeczywiście uzupełniam, po czym znowu pojawiają się jakieś wydatki na które przecież MUSZĘ „pożyczyć”, a że to moje konto, to nie mam z tym pożyczaniem większego problemu. Problem się robi później, gdy okazuje się, że przez ostatnie trzy miesiące nie uzupełniłam zapasów więc mocno zmalały. A więc, nie tyle, co nie bogacę się, ale i biednieje! 🙁

  35. Świetny artykuł. Sam pisałem własnie wczoraj o czymś podobnym 🙂

    Wg mnie ogromnym błędem jest sposób myślenia o oszczędzaniu czy zarządzaniu finansami. Ludziom kojarzy się to od razu z wyrzeczeniami, rezygnacją z wielu przyjemności, życiu w skrajnym minimalizmie, żeby tylko odłożyć kilka złotych.

    Dla mnie oszczędzanie, to budowanie świadomości oraz bezpieczeństwa i stabilności finansowej. To spokój i brak białej gorączki na tydzień przed wypłatą. Radość z rosnącej kwoty na koncie celowym.

  36. Mój największy, ciągle powtarzany (sic!) błąd to wydawanie gotówki odłożonej, trzymanej w domu na akurat bardzo pilną potrzebę.
    -bo akurat nie mam gotówki w portfelu, a potrzebuje
    -bo teraz już nie zdążę wypłacić z bankomatu
    -jutro wypłacę i uzupełnię

    I nigdy nie uzupełniam, a gotówka topnieje.

  37. Brak inwestycji oraz niewłaściwe „inwestycje”.

    Można trzymać oszczędności w skarpecie, tapczanie lub poduszce, ale z tak ulokowanych środków mają tylko pożytek mole lub osoby, które znajdą owy tapczan bądź poduszkę na śmietniku, gdy nieopatrznie je wyrzucimy. Niestety wiele osób nadal decyduje się na „domową bankowość”. Chociaż lepsze to niż „inwestycje” w kupony lotto, zdrapki czy losy na loterie. Kolekturowym inwestorom mówimy stanowcze „NIE!”. Niestety, kochani, nie inwestujecie, a jedynie opłacacie podatek od głupoty (co i mi się zdarza).

  38. Największym błędem jest chęć szybkiego zarobienia/zaoszczędzenia a większość wie ze oszczędzanie to długo falowy proces jednak nie który inwestują bezmyślnie swoje pieniądze na giełdzie i tym podobnym w tak zwane pewniaki od szwagra albo kumpla. Kupują drogo i po kilku dniach sprzedają po małej cenie bo akcje tracą 😉 To jest chyba największy problem w oszczędzaniu chęć szybkich korzyści bez znajomości tematu. 😉

  39. Koncentrowanie się na drobnych, groszowych oszczędnościach, przy ignorowaniu dużych.

    Trudno „utrzymać gardę” 24/7/365, jeśli oszczędzamy na wszystkim to wyczerpuje nas to emocjonalnie i energetycznie. Pozwólmy sobie na drobne przyjemności (w ramach budżetu: oczywiście), ale skoncentrujmy na tych kilku obszarach gdzie mamy bardzo duże koszty (mieszkanie, drogie wakacje, samochód, stałe korzystanie z drogiej stołówki itd).

  40. Wydajesz pieniądze, których jeszcze nie masz.
    Jak to możliwe? W Twoim umyśle zachodzi błędne i ryzykowne założenie.
    Co to znaczy mieć pieniądze? Ale tak, w sensie fizycznym? Otwierasz portfeli i widzisz banknoty, logujesz się do banku i zerkasz na saldo. Proste? Jednak nie zawsze! Decydujesz się podjąć decyzję finansową. Jakąkolwiek; zakupy, rozrywka, inwestycja. Jesteś spokojny i pewny tej decyzji. Wieloletnie doświadczenie podpowiada Ci, że Twój pracodawca, bądź kontrahent, zawsze rozlicza się z Tobą terminowo, Zatem nie masz żadnych wątpliwości. Lada moment Twoje konto zostanie zasilone nowymi środkami. Olbrzymi błąd! Jak mawia się potocznie, „wypadki chodzą po ludziach”. Również po Twoich dłużnikach. Nie otrzymujesz „pewnego” i wyczekiwanego wynagrodzenia. Pieniądze wydane, „nowych” brakuje, nie posiadasz poduszki finansowej. Jesteś zmuszony sięgnąć po pożyczkę, ale zakładasz, że tylko na chwilę. Brakujących środków jednak wciąż nie ma. Skala Twoich zobowiązań, z każdym miesiącem wzrasta. Takim „prostym” sposobem rozpoczynasz wirowanie w sprali długu.

  41. Moim błędem finansowym to po prostu brak wiedzy o finansach. Mam 22 lata. Jak to młodzieniec,do tej pory buntowałem się na wiedzę czy to rodziców czy od kogokolwiek kto chciał udzielić mi rady. Zawsze to olewałem bo mówiłem,że ja wiem lepiej (a niby skąd). Od roku zmieniłem swoje nastawienie o 180 stopni. uważnie słucham innych osób i wyciągam z nich wnioski.Poznałem twój blog FBO,za co jestem mega wdzięczny (stworzenie poduszki bezpieczeństwa choć byłem przekaźnikiem).Jeśli mamy wiedzę,korzystamy z czyjegoś doświadczenia to nie powielamy błędu (bo ja wiem lepiej) Jako młody chłopak udostępniam wiedzę innym moim znajomym,tłumaczę (choć dalej niektórzy uważają,że to bzdury itp) a ja widzę jak juz sie różnie miedzy nimi…..Przykład 4 o pożyczce. Napisałeś w samo sedno,dosłownie wyjąłeś to z mojego życia! Teraz już wiem,dlaczego straciłem przyjaźń i po dziś dzień jestem unikany. Dlatego Twoja wiedza jest dla mnie bardzo cenna! I jeszcze raz powtórzę BRAK WIEDZY O FINANSACH TO NAJWIĘKSZY BŁĄD !!! Samo to jak możemy wziąć kredyt hipoteczny i stracić 100tys zł właśnie za brak wiedzy….
    Pozdrawiam Cię Marcinie i cieszę sie,że już od tak młodego wieku mogę się uczyć od Ciebie dobrych manier. Jestem Ci za to mega wdzięczny,naprawdę dziękuję i Serdecznie polecam wszystkim Twój blog i udostępniam Twoje artykuły bo są tego warte!

  42. Moim zdaniem, największym błędem w dziedzinie finansów osobistych (nawet większym od tych, które Ty Marcinie wymieniłeś) jest nie niewyciąganie wniosków z błędów finansowych, które już się popełniło. Znam przypadek pary, która żyła na poczet przyszłych pieniędzy że sprzedaży nieruchomości. W pewnym momencie okazało się, że długi są już tak wielkie, że ich spłata zje cały dochód z tej sprzedaży, a i jeden kredyt wciąż zostanie. Wspólnymi siłami, wsparci pomocą od rodziny, względnie uregulowali swoją sytuację (tak jak pisałam, został jeden kredyt). Po ok dwóch latach sytuacja się powtórzyła, może nie aż w takiej skali zadłużenia, ale też bez żadnych większych dochodów że sprzedaży nieruchomości na horyzoncie… I tak, nie dość, że nie ma kasy z nieruchomości, to jeszcze zostały długi…

  43. Według mnie największym błędem jest odkładanie świadomego planowania finansów. W obecnych czasach bez problemu możemy posiąść niezbędną wiedzę by zacząć odkładać pieniądze (wystarczy przeczytać kilka wpisów na Twoim blogu lub poczytać kilka artykułów online) i mamy niezbędne narzędzia by to robić (wystarczy excel bądź pobranie gotowego budżetu domowego bądź sprawdzenie możliwości banku elektronicznego), ale ciągle to przekładamy na później, bo teraz nie mamy czasu, jesteśmy zmęczeni, wolimy przejrzeć neta lub obejrzeć film. Możemy też cały czas się tłumaczyć, że za mało zarabiamy, żeby oszczędzać bądź, że nie otrzymaliśmy stosownego wychowania od rodziców, ale tak naprawdę chodzi o to, że lubimy się łudzić, że jest wszystko w porządku, nie lubimy brać odpowiedzialności za swoje życie i czyny oraz się zakrywamy stwierdzeniem Scarlett O’Harry „jutro się tym pomartwię”. Ten problem dotyczy nie tylko osób, które mało zarabiają, ale również osób, których wydatki są niższe od przychodów, zatem nie czują potrzeby by świadomie monitorować wydatki i świadomie oszczędzać. Obserwuję znajomych i tak naprawdę zauważyłam, że dopóki sami nie zarabiamy swoich pieniędzy nie szanujemy ich, pieniądze otrzymane od rodziców przychodzą łatwo i latwo wychodzą. Problem jest również mentalność nasza ludzka, nasze zastaw się, a postaw się w stylu: „chłopak a bez samochdu, co to za chłopak – co on ma do zaoferowania”, albo „wesele – jedna noc, ale trzeba zaprosić całą rodzinę, sąsiadów, choćby kredyt wezmę”. Myślimy płytko, nie rozważamy naszych zakupów, zamiast inwestować w angielski dla dzieci, kupujemy im nową zabawkę. Dużym problem jest również wytrwałe monitrowanie swoich wydatków (ja odpadłam właśnie na tym) i konsekwetne dążenie do wyznaczonych celów finansowych. Bo wiedzę mamy, ale nie zawsze działamy zgodnie z posiadaną wiedzą 🙁

  44. A ja właśnie unikam następującego błędu: Jestem chyba starsza niż większość czytelników tego bloga. Mam dwie córki na studiach w innych miastach i dwoje dzieci w domu – w wieku szkolnym. Mój główny błąd był taki, że za późno zaczęłam się interesować tematyką finansów (4 lata temu), ale lepiej późno niż później.Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Córki są na studiach, dostają bardzo niewiele pieniędzy i nie pracują. Bo twierdzą, że im wystarczy i nie proszą o więcej. Aktualnie rezygnują powoli z masła i jajek:) A ja zaczęłam myśleć o dodatkowej pracy. Na chwilę. Bo potem mnie olśniło – czy to ja powinnam szukać tej pracy, czy one? No właśnie. I to jest błąd rodziców, którego ja właśnie staram się nie popełniać. Nie ma co dawać za dużo.

    • Inka, bardzo mądre podejście według mnie. Ja mam dzieci w liceum, przygotowują się do studiów i również uważam, że częściowo należy pomóc, ale częściowo muszą sobie radzić same.
      Kolejną sprawą jest dawanie za dużo na start, tj. mieszkanie, samochód itd.
      Lepiej przeznaczyć pieniądze na edukację, szkolenia, naukę języków, to będzie dla nich baza do zarabiania własnych pieniędzy.

    • Bardzo rozsądnie. Gdy byłam na studiach, to żeby odciążyć rodziców zarabiałam dając korepetycje z angielskiego (swoją drogą oni dali mi tą przysłowiową wędkę, czyli w podstawówce i liceum płacili za moje prywatne lekcje z angielskiego). Dzięki temu przez cały okres studiów opłacałam sobie mój kurs angielskiego, egzamin CEA, kupowałam ubrania. A po zakończeniu studiów miałam zaoszczędzone 10.000,00 zł. Potem szukając pracy i pracując ciągle udzielałam korepetycji, dzięki czemu nie musiałam się martwić o wydatki i ciągle oszczędzałam (pamiętam, że przez pierwszy rok po studiach zaoszczędziłam kolejne 10 tyś). Teraz mam trzydzieści kilka lat i dwa mieszkania na wynajem (jedno bez hipoteki, a drugie samo się spłaca – jeszcze 80 tyś) i dom. Wszystko to dzięki oszczędzaniu i umiejętności odkładania gratyfikacji. W czasie, gdy wszyscy jeździli na wakacje, kupowali w centrach handlowych co się tylko dało – mój mąż i ja oszczędzaliśmy, pracowaliśmy ciężko, inwestowaliśmy i podnosiliśmy kwalifikacje. Przez 8 lat nie byliśmy na żadnych wakacjach. Teraz jeździmy na wakacje bez potrzeby oszczędzania, 2-3 razy w roku na długi weekend z mężem – wszystko to bez jakiegokolwiek uszczerbku dla budżetu. Niemniej jednak udało nam się w dużym stopniu uniknąć inflacji kosztów, co nie było trudne, bo widzimy, że to się opłaca.
      Czasem sobie myślę, ile jeszcze mogłabym lepiej zaplanować, gdybym znała blogi Marcina Iwucia i Michała Szafrańskiego wcześniej 🙂

  45. Skupiasz się na oszczędzaniu / inwestowaniu zapominając o ZARABIANIU. Nie oszukujmy się, wielu z nas jest świadomych finansowo, potrafi zbudować finansową poduszkę bezpieczeństwa. Wiele osób ma oszczędności na dobrze jak na obecne warunki oprocentowanych lokatach, korzysta z atrakcyjnych promocji bankowych żeby wyrwać dodatkowo kilka stówek, może nawet regularnie kupuje jednostki funduszy żeby spróbować pomnożyć majątek również w ten sposób, ale…. nie patrzymy na to co naprawdę daje man konkretne pieniądze czyli ZAROBKI. Często kilka godzin przepracowanych dodatkowo w ciągu miesiąca np. na umowę zlecenie (lub u swojego pracodawcy w nadgodzinach) da więcej niż wszystkie promocje bankowe, bezpieczny fundusz i zyski z lokat razem wzięte. Nie wspomnę tutaj o wynegocjowanej podwyżce 100 zł która w ciągu całej naszej kariery da kilkadziesiąt, a po uwzględnieniu procentu składanego nawet ponad 100 tys złotych. Nie mówię tutaj żeby przestać oszczędzać czy inwestować tylko żeby najpierw zwiększać „górkę” z której inwestujemy.

    pozdrawiam serdecznie

  46. Jednym z największych błędów jest brak MARZEŃ.

    Dla odmiany, odwrócę i napiszę w pozytywnej formie co jest potrzebne 🙂

    Zacznij MARZYĆ. Jeżeli czegoś pragniesz, działasz by to osiągnąć. Weź przykład z dziecka, które marzy o nowej zabawce. Wszystko jest temu poświęcone, każdy grosz jaki dostaje wkłada do skarbonki. Motywuje bliskich/dziadków by go obdarowali. Pieniądze przeznaczone na coś innego odkłada na tę zabawkę. Bo marzy.

    MARZENIA wzbudzają MOTYWACJĘ.

    Za MOTYWACJĄ pójdzie ODWAGA.

    Dodaj do tego MĄDROŚĆ (edukowanie się, konsultowanie decyzji z ekspertami, dywersyfikacja ryzyka) i gotowe.
    Frajda, ekscytacja i rumieńce z wyczekiwania gratis! 🙂

  47. Pisałam komentarz na raty, więc nie pamiętam czy go opublikowałam 🙂 jeśli tak – przepraszam za zaśmiecanie 🙂

    Moim zdaniem, największym błędem finansowym jaki można popełnić, większym nawet niż te wskazane przez Ciebie Marcinie i w komentarzach, jest niewyciąganie wniosków z popełnionych wcześniej błędów finansowych.

    Znam pewną parę, która przez pewien czas żyła na poczet przyszłych dochodów ze sprzedaży nieruchomości, którą odziedziczyli. W pewnym momencie okazało się, że wartość zaciągniętych długów przekracza wysokość dochodów ze sprzedania nieruchomości. Wspierani (także finansowo) przez rodzinę, rozprawili się z większością długów (został im jeden kredyt, który do dzisiaj spłacają). Po ok. 2 latach okazało się, że sytuacja się powtórzyła (na nieco mniejszą skalę niż poprzednio) – problem w tym, że na horyzoncie nie ma żadnych większych dochodów ze zbycia nieruchomości, które mogły zostać sprzedana.

    Skutek – brak pieniędzy z nieruchomości odziedziczonej, a na dokładkę długi…

  48. Brak wiedzy na temat zobowiązań finansowych.

    Jeśli ktoś już idzie po kredyt, to zwykle modli się, żeby go w ogóle dostać i mieć jak najniższą ratę. Nie wie natomiast i nie ma świadomości, ile ten kredyt będzie kosztował tak naprawdę.
    Jak już ma taki jeden mały kredycik, to czemu nie dobrać drugiego albo trzeciego, bo przecież nadal nie poczuje, a „się spłaci”. Na jedzenie zostanie nawet.
    Potem dostaje ofertę kredytu konsolidacyjnego, dzięki któremu będzie płacił jeszcze mniej miesięcznie, ale przez dluzszy czas, za to dostanie 800 zł zwrotu za szybszą spłatę kredytu ubezpieczonego.
    I takiemu człowiekowi wydaje się, że pana Boga za nogi złapał, bo nagle mniej płaci, dostaje TYLE pieniędzy.
    Co więc robi?
    Idzie po kolejny kredyt, bo czemu w takim razie nie wymienić samochodu.

    Przerażają mnie takie sytuacje i niestety mam takie w rodzinie. Nie potrafię im pomóc, bo nic nie dociera. A w moim kierunku idzie tylko zazdrość (bo stać mnie na realizowanie mojego hobby) albo współczucie (bo nie chodzę w butach za 400 zł, jak oni; mogłabym, ale nie mam potrzeby). No i ja mam na głowie już wyłącznie kredyt hipoteczny, a oszczędności na koncie rosną niemal wykładniczo 😉 A to właśnie przez choćby nie noszenie takich butów 😀

  49. Kiepska kondycja fizyczna i duchowa.

    Uwazam, ze zdrowy i swiadomy siebie czloweik nie obawia sie wyzwan i potrafii wyjsc im na przeciw. Potrafi spokojnie patrzec w przyszlosc i akceptowac kapitalizm. Mam tu na mysli zarowno zrozumienie i korzystanie z prduktow takich jak kredyty, ubezpieczenia, edukacja zawodowa, lokaty, fundusze jak i zrozumienie i nadanie sensu swojemu zyciu.

    Zaniedbywanie ZDROWIA pewnie nie da o sobie od razu znac ale z duzym prawdopodobienstwem odezwie sie pozniej. Koszty leczenia to najmiejsze zmartwienie. Moze dojsc do tego, ze stan zdrowia nie pozwoli na prace, a wtedy koszty sa OGROMNE. Tylko wtedy tak naprawde juz nic poza przetrwaniem sie nie liczy. Ale nie chce tu straszyc sprawami ostatecznymi. Zdrowie jest podstawa kazdej aktywnosci.

    BARDZO wazne jest rowniez to w jakim stanie psychicznym sie znajdujemy. Mysle, ze jest to jeszcze dla wielu ludzi temat kontrowersyjny. Bo przeciez wypada pogadac o zlamanej nodze ale nie o przebytej depresji. Romanse strzelone gdzies na boku traktuje sie jako fajna anegdote. Nowe fajne auto kolegi rozbudza kompleksy i rywalizacje. Oto kilka przykladow takich drogich zabaw z wlasna psychika.

    1) rozwod czyli najczesciej polowa wspolnego majatku plus koszty procesu no i poszarpane nerwy. Zakladam, ze ostatnie miesiace lub lata przed rozwodem to juz trwanie w popsutej relacji a to tez koszty. Powody rozwodow sa rozne tak jak rozne jest zycie. Pewnie najczesciej takie czy inne niedopasowanie. Tylko wlasnie, Czy to niedopasowanie wychodzi na jaw dopiero po latach? Ilu ludzi zyje rutyna i nie slyszy sie wzajemie? Mysle, ze wiele malzenstw to niedopasowanie pielegnuje zamiast rozwiazywac problemy. Po latach fasada moze peknac a straty beda ogromne. Jak sie nie znasz sie na relacjach, to poszukaj psychologa.
    2) stany lekowe – to glownie koszt jaki plynie z niepodjetych wyzwan lub nieracjonalnych decyzji. Czasem ktos taki sie wycofuje a czasem jest tak ze osoba, ktora ma silne stany lekowe bardzo aktywnie dziala zeby uzyskac stan bezpieczenstwa. Wtedy koncentruje swoja energie na zabezpieczeniu siebie lub rodziny a inne rzeczy schodza na dalszy plan. Lek jest zawsze prawdziwy, niezaleznie co go wywola. To chyba taki bledny sposob myslenia.
    3) pracoholizm – jak kazdy nalog karmi tylko siebie a wyniszcza nosiciela, ktrory na niego cierpii. Koszty moga byc gigantyczne. No i szczerze mysle, ze ktos taki w firmie/rodzinie bardzo psuje zabawe. Ten nalog polaczony z nadmierna odpowiedzialnoscia kradnie to co mamy najcenniejsze: nasz czas.
    4) wypalenie zawodowe / burnout – utrata zdolnosci pracowania i zarabiania pieniedzy z przyczyn psychicznych. W niektorach krajach oficjalnie uznany za chorobe. W Niemczech opisany jako przewlekla depresja i rowniez oficjalnie leczony. Osoby tym dotkniete mecza sie strasznie. Choroba dotyka najczesciej ludzi aktywnie zaangazowanch w prace, kreatywnych i wyksztalconych. Czesto oznacza to zmiane profesji oraz staly lub tymczasowy spadek dochodow.
    5) stress i zwiazane z nim choroby – jezeli zle radzimy sobie ze stresem a w pracy mamy toksyczne i stresujace srodowisko to mozna zmienic prace. Jednak mozna tez jest rozpoznac swoje reakcje i nauczyc stoickiego spokoju lub chociaz jakis metod oddechowych.

    Najwazniejsza osoba dla mnie jestem ja sam. Nie wyklucza to milosci i wrazliwosci, nie zwalnia tez z odpowiedzialnosci. Jak w samolocie, najpier zakladam maske sobie.

    Finanse osobiste to bardzo prosta matematyka. Wcielenie tych zasad w zycie to ogromne wyzwanie.

    Adma 31lat, szczesliwy malzonek, kierownik w dziale ksiegowym, od 5lat mieszkam w Niemczech

  50. Największy błąd finansowy w życiu to macierzyństwo.
    Po pierwszym urlopie macierzyńskim straciłam etat; częsta sprawa, nie każda z nas ma umowę na czas nieokreslony i gwarancje powrotu na to samo stanowisko lub hojną odprawę. Osiągnięcie ponownie tego samego poziomu zawodowego (umowa na rok, o umowie na czas nieokreslony nawet nie marzę, i pensja jak ta, co przed porodem) zajęło mi ładnych parę lat. Mea culpa, zdecydowałam się na drugie dziecko i ….deja vu.
    Pracujesz mając dziecko 0-3 – płacisz większość kasy za opiekę nad maluchem. Nie pracujesz – nie zarabiasz. Tak czy inaczej – finansowo ledwo zipiesz. Jeśli, oszczędzając na opiece, nie pracujesz do czasu, gdy dziecko załapie sie na państwowe przedszkole – dla pracodawców jesteś już skreślona, niczym wychodzący z ZK recydywista.
    Nie mając długoterminowej umowy, z prawem do wypowiedzenia i odprawy – oszczędzać musisz na czarną godzinę, a nie na emeryturę, wiec inwestycyjnie też nie pohulasz, nie poryzykujesz, nawet na IKE/IKZE nie wpłacisz, bo pieniędzy mozesz potrzebować juz za parę miesięcy po prostu na życie.
    W dłuższej perspektywie, nigdy nie osiągniesz takich zarobków jak twoja rówieśniczka bez przerw macierzyńskich w karierze.
    Ile kosztuje dziecko w dłuższej perspektywie – szkoda gadać.
    Pozdrawiam z zasiłku rodzicielskiego, mama dwójki, z cv pełnym umów na zastępstwo za inne mamy, klejąc umowy o dzieło za grosze, wkrótce na zasiłku dla bezrobotnych.

    • Kurcze… przykra sprawa… i bardzo krótkoterminowe myślenie pracodawcy… a dzieci to świetna sprawa i nasza przyszłość… Uważam , że jeśli nie będzie naszych dzieci to znajdą się inne… czymś trzeba zasypać niedobory….

      Powodzenia! Nie poddawaj się!

      • Z punktu widzenia pracodawcy – popieram kobiety w ciąży ale te z którymi miałem do czynienia – a było ich już sporo – zaraz po zajściu w ciąże uciekają na L4. Każda jedna tłumacząc się zagrożeniem ciąży. To jeszcze jest zrozumiałe ale nie jest już dla mnie zrozumiałe, kiedy kilka tygodniu po „położeniu L4” widzisz tą kobietę na mieście na zakupach, obładowaną siatkami i to nie ze spożywczaka tylko sieciówek. Ciąża to nie choroba i można pracować dalej.

        Inny przykład – kobieta rodzi dziecko, idzie na urlop. Po wykorzystaniu 6 lub 12 miesięcy kładzie wniosek o wykorzystanie zaległego urlopu wypoczynkowego (jak dobrze się rozkręci to może tak dostać nawet 50 dni urlopu) – 2 miesiące. Potem idzie na L4 bo dziwnie źle się czuje. Nie ma jej przeszło 2 lata w pracy po czym gdy stawia się do pracy dziwi się, że pracodawca nie chce takiego pracownika.

        Rozumiem i popieram aby kobiety zachodziły w ciąże ale niech nie grają „chorych” uciekają na L4 a potem komibunują przez 2 lata jak nie stawić się w pracy. Niestety na wiele przypadków są tylko pojedyncze przykłady kiedy Kobiecie faktycznie zależy.

        W naszym kraju panuje przekonanie, że pracodawcy to złodzieje ale nikt już nie pisze ile pracowników codziennie oszukuje swoich pracodawców.

        Polecam samemu zostać pracodawcą. Wtedy też poznamy drugą stronę medalu.

        Pozdrawiam,
        Piotr

    • Ależ to przykre, co piszesz 🙁
      Ale tak to rzeczywiście wygląda. Jak jest niania to śmiało można powiedzieć, że jedno z małżonków na nią pracuje, a jak dla oszczędności, czy tez, co najważniejsze, budowania relacji z dziećmi, zostajesz w domu, jesteś „poza obrotem”, tracisz na rynku pracy.
      Trzymam kciuki za Was! Wygospodaruj czas na własny rozwój – książki, internet, nowe obszary, zainteresowania, hobby i bądź też całą sobą z dziećmi – to największa inwestycja, chociaż sytuacja jest na tyle frustrująca, jak się mogę po wpisie domyślić, że ciężko wykrzesać z siebie pozytywną iskrę.
      Co zasiejesz, to zbierzesz – w przypadku relacji rodzic-dziecko – kluczowe!

    • Bardzo odwazna i pewnie dla niektorych szokujaca wypowiedz. Dzieci to ogromny koszt i czesto hamulec kariery. To chyba taki rodzaj misji zyciowej i sposobu zycia.

      Brawo ze napisalas.

      • Dzięki.
        Po prostu podałam przykład sytuacji życiowej, w której traci się grunt pod nogami i kontrolę nad sytuacją, a oszczędności topnieją w zastraszającym tempie.
        Po prostu – są branże, w których umowa na czas nieokreslony to święty graal. Oczywiście można powiedzieć – trzeba było lepiej to planować, niech dzieci rodzą tylko kobiety, które mają bogatych partnerów, niepracujace babcie za rogiem i/lub umowę na czas nieokreslony z 3mcznym wypowiedzeniem i równie wysoką odprawą, niech rodzą dopiero jak osiągną szczyty kariery (po 40tce;) To byśmy dopiero mieli dzietność wtedy…
        Auto nabyte na kredyt zawsze można sprzedać, owszem nie za cenę z salonu, ale jest możliwosć wycofania się…

    • A ja bedac w ciazy przygotowywalam sie do zmiany branzy w ktorej pracowalam. Na poczatku to byla gastronomia. Od razu powiedzialam pracodawcy, ze nie wroce. Bedac w ciazy obronilam inzyniera odkladanego 4 lata. Kiedy urodzilam poszlam na studia podyplomowe a pozniej na staz do sądu. Jak bylam na stazu to nikt nie mial mi za zle ze jestem na opiece na dziecko.
      W trakcie stazu(mialam duzo czasu na poszukiwania i zadnego okresu wypowiedzenia) znalazlam prace. Juz 2 lata pracuje w firmie transportowej. Kadry i place+biuro+logistyka+przetargi. Jak dziecko chore to chodzimy z mezem na opieke na przemian. Wychodzi srednio co 3 miesiace, wiec nie tak zle. A czasami po prostu pracuje w domu i tez sie uda. Maz u mnie w firmie dorabia jako kierowca i nasza sytuacja znacznie sie poprawila.
      Teraz planujemy kolejne dziecko, szef wie i zaproponowal podwyzke podstawy. Wiem, ze z takim pracodawca nie musze isc na l4, i po 6 miesiacach wrocic do pracy.
      Zycze powodzenia w zyciu zawodowym. Macierzynstwo i prace da sie pogodzic.

    • Myślę, że obecne pokolenie płaci straszną karę za błędy polityczne kraju, w którym mieszkamy. Odkładanie rodzicielstwa doprowadza do zaburzeń płodności i okropnej frustracji z powodu utraty dobrze zapowiadającej się kariery, jak w Twoim przypadku. Uważam, że RODZINA to absolutny priorytet, bo nie kariera, a rodzina to nasz życiowy cel. Gdybym była młoda, najpierw urodziłabym dzieci (może w trakcie studiów), zrobiła dyplom(-y), zaczęła przygodę z przedsiębiorczością z domu, potem podjęła pracę na pół etatu (żeby wyjść z domu/dorobić/zobaczyć, jak się pracuje pod czyimś kierownictwem), a karierę robiłabym, gdy dzieci dorastają, wyjeżdżają na studia. Życie pisze oczywiście własne scenariusze, ale dla mnie taka kolejność jest najcudowniejsza. Mam w rodzinie kobietę, która rodziła jako nastolatka (wtedy uważaliśmy to za horror), a teraz założyła i z sukcesem prowadzi firmę, dzieci spokojnie już dorastają. Nie ma cenniejszych chwil w życiu. Twoje dzieci mogą spokojnie nauczyć się samoobsługi (jedzenie, ubieranie się, rozwijanie sprawności manualnych), bo nie musisz pędzić jak oszalała do żłobka, przedszkola, popędzać ich na każdym kroku. Każdy etap życia ma swoje zalety. Póki co, ciesz się macierzyństwem.

  51. 8. Wyznaczaj granice i tnij straty

    Czy inwestujesz na giełdzie, czy w fundusze, czy w nieruchomości musisz wyznaczyć sobie granicę do jakiej akceptujesz stratę. Nietrafiona inwestycja może się zdarzyć . Problem jest kiedy zaczynasz czekać aż ona odzyska swoją wartość . Próg bólu zwiększa się i tracisz jeszcze więcej… Poza tym jak coś spadnie 50% to potem potrzebujesz by wzrosło o 100 % co już jest mniej realne… Także konieczne są granice które pomimo emocji są nieprzekraczalne.

    9. Wiedza. Znajomość produktu w który inwestujesz

    Zapoznaj się 3 razy z produktem inwestycyjnym zanim go kupisz . Ile ludzi wpakowało się w polisolokaty lub inne „produkty” nie znając instrumentu który ktoś im polecił. Ja przewidziałem wzrost cen ropy jakieś 3 lata temu. Szukałem na GPW instrumentu który to odzwierciedla i kupiłem odpowiedni certyfikat… Jak się po czasie okazało instrument nie odzwierciedlał ceny ropy na rynkach światowych tylko zmianę (ruch) tej ceny… niby szczegół… ropa rosła ja traciłem .

    10. Konsekwencja.

    Tego chyba nie trzeba tłumaczyć…

  52. Nasza psychika bombardowana przez świat marketingu płata nam figle:

    – kupię buty za 400 zł, bo dłużej posłużą,
    – kupię auto za 200 tys, bo bezpieczne,
    – kupuje jedzenie drogie Eko, bo to inwestycja w zdrową przyszłość,

    To nic, że na to nie mam ale będę bezpieczny i zdrowy a to najważniejsze!

    Jak złapać life balance?

  53. 8. Nie inwestowanie swojego czas.

    Ludzie nie oszczędzają bo zarabiają za mało ale mało kto szuka okazji do dodatkowego zarobku. Na rynku pojawiło się mnóstwo serwisów dla freelancerów z drobnymi zleceniami.

    Po 8 godzinach w pracy obiad, telewizor i kapcie. Zamiast przeznaczyć część czasu na poszerzanie swoich umiejętności co pozwoli później wynegocjować podwyżkę

    9. Trzymanie się wyuczonego zawodu

    Studia/szkoła to dopiero początek drogi zawodowej ale wiele osób zamyka się na tym etapie. Nie szukają okazji do lepszych zarobków, rozwijaniu swoich naturalnych umiejętności bo coś studiowali i już w tym będą pracować.

    10. Realizacja marzeń tylko za grube pieniądze

    Każdy po coś oszczędza – ja po to żeby spełniać marzenia. Marzenia mogą być różne moimi są podróże. I mogę wykupić wczasy all- inclusive albo mogę pojechać autostopem. Mogę wykupić safari z przewodnikiem albo pojechać na wolontariat. Mogę objechać wypożyczonym samochodem pół Europy albo dołączyć się do wyprawy starym kamperem.

    Uważam że te błędy są uniwersalne choć poparłem je subiektywnymi przykładami.

  54. Podpisuję się pod wszystkimi powyższymi błędami, zarówno opisanymi przez Marcina, jak i tymi z komentarzy, większość dotyczy nas, prywatnie, a ja widzę jeszcze jeden błąd osób prowadzących swoje firmy, odpowiedzialnych więc też za osoby trzecie, pracowników, współpracowników, firmy zewnętrzne, który można zatytułować „Prywatny folwark”.

    Prowadzisz działalność – pracujesz bardzo na to, by płatności były z odroczonym terminem, budujesz zaufanie kontrahentów, otrzymujesz kolejne przesunięcia 14, 30 dni, a nawet 60. Świetnie, myślisz – można rolować kasą, zrobić kilka roszad, bo do czasu twojej płatności na rzecz kogoś, kolejne pieniądze przyjdą od twoich płatników, co więcej, liczysz sobie, ile na konkretnych transakcjach zarobiłeś, przecież to twoje!
    hulaj więc dusza, diabła nie ma… „inwestycje” prywatne, kolejne wydatki, czasami ryzykowne kontrakty z nowymi kontrahentami, bo stać mnie, mogę sprawdzić, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, nowe auto – niech widzą, że świetnie mi idzie itp. historie. Firma na dorobku zwykle obserwuje progres, optymistycznie zakładając stały wzrost, ryzykujemy odważniej, łatwiej, bo przecież zawsze będzie dobrze i na plus.

    Ile to może trwać? nawet kilka dobrych lat, pod jednym warunkiem, że jest regularny przepływ pieniędzy, z czasem gubisz się już nawet, czy to twój zysk, czy już kolejna roszada, ale kasa wpływa, kasa wypływa – wszystko się jakoś kręci – kręci jak spirala zadłużenia, kręci jak sznur wokół twojej szyi (sorry za takie wydumane porównania, ale… najlepiej obrazowo!)
    W pewnym momencie przychodzi tąpnięcie – zawsze przychodzi, jeśli w porę się nie ockniesz i nie wyprowadzisz spraw na prostą – to może być utrata kluczowego kontrahenta, przestój, pogorszenie koniunktury, choroba, cokolwiek, co wybije rytm przepływu.
    I co wtedy? Okazuje się, że to nie świetnie prosperująca firma tylko pozory, nie ma firmowego funduszu awaryjnego, nie ma nawet prywatnego, bo do tej pory ty to firma, firma to ty. Za wszystko odpowiadasz sam, z własnego majątku, co więcej, często odpowiadają również twoi bliscy, bo jesteście we wspólnocie majątkowej.

  55. Brak celów finansowych to błąd już wspomniany i rozpracowany. Jest jednak jeszcze jeden, równie duży jeśli nie większy – brak ich priorytetyzacji. Przykrych konsekwencji braku priorytetów jest aż nadto – możemy najpierw realizować ważny duży cel, poświęcając w jego imię mniejsze, równie ważne, których realizacja dałaby nam mentalnego i finansowego kopa do dalszego działania. Możemy miotać się z jednego celu w drugi, nie osiągając żadnego z nich w założonym czasie. Brak widocznego postępu może działać naprawdę źle na naszą psychikę i motywację. Brak ustalonego planu działania będzie powodował, że za każdym razem będziemy musieli podejmować męczące decyzje „co w tym miesiącu jest ważniejsze” – zupełnie niepotrzebnie, skoro może to być automat, korygowany w wyjątkowych sytuacjach.

    Ponadto, wraz z wzrastającą świadomością finansową możemy popełnić błąd… nadmiernego oszczędzania. Zaraz zaraz, dlaczego to błąd, przecież większe oszczędności są lepsze, prawda? Ano niekoniecznie – załóżmy, że odkładamy naraz na wymarzoną podróż i inny wymarzony cel, większy, bardziej odległy w czasie. Nadchodzi czas podróży i uderza nas świadomość jak bardzo środki oszczędzone na podróż mogłyby przyspieszyć osiągnięcie tego drugiego celu. Może się pojawić pokusa zrezygnowania z jednego celu w imię drugiego. Oczywiście, o ile marzenia się zmieniły i myśl o podróży nie budzi w nas nawet połowy radości jaką budziła podczas stawiania celu, rezygnacja MOŻE być rozsądnym krokiem, ale to raczej wątpliwe jeśli przez dłuższy czas odmawialiśmy sobie innych przyjemności dla tej podróży – trzeba to naprawdę świadomie przemyśleć. Nie rezygnujmy z czegoś co sprawi nam autentyczną radość, nawet jeśli jest to drogie, ale zgodne z naszymi planami i już na to zapracowaliśmy. Ten błąd to nietrzymanie się własnych, ustalonych wcześniej priorytetów, które oczywiście mogą się zmieniać, ale jeżeli są dobrze przemyślane takie sytuacje powinny być naprawdę rzadkie. Byłem bliski jego popełnienia, na szczęście uniknąłem go i pojechałem – nie żałuję ani grosza pomimo tego, że wydałem wówczas znaczną część oszczędności (oczywiście nie naruszając tych przeznaczonych na inne cele 🙂 ). A mój bardziej odległy cel dalej spokojnie realizuję zgodnie z założonym planem. Nie zapominajmy, że nie pracujemy dla cyferek, tylko dla tego co można za nie kupić (w tym swobodę finansową, jeden z lepszych możliwych zakupów, choć wcale nie taki tani jeśli spojrzymy ile pracy wymaga 😉 )

  56. Problem, ktory wystepuje chyba w kazdej znanej mi rodzinie, niezaleznie od jej potencjalu intelektualnego i ekonomicznego – brak rozmowy nt. pieniedzy. Nie o biezacej sytuacji, tylko o przyszlosci! Prawdziwy i szczery,nieskrepowany dialog… Symulacje nt. „co by bylo, gdyby”, testamentów czy polis ubezpieczeniowych.
    Usiadzmy kiedys wszyscy przy rodzinnym stole,porozmawiajmy jak maja sie nasze finanse. Bez klamstw,bez manipulacji, kreowania sie czy pustych obietnic… ciezko, wiem 🙂
    Moze sie to wydawac materializmem, dla mnie to po prostu pragmatyzm. Wyrazem milosci jest troska o bliskich i dotyczy to rowniez tych przyziemnych, nie dla wszystkich przyjemnych aspektow zycia, jak finanse.
    Ustalmy zatem wspolnie co kto i po kim dziedziczy, ulozmy razem jakis plan na przyszlosc. Skorzystajmy z wiedzy i wsparcia najblizszych. Powiedzmy o problemach, zanim bedzie za pozno….
    Jakie zabezpieczenie na emeryture oprocz składek ZUS maja nasi rodzice? Jak ja sobie wyobrazaja, czego od nas oczekuja? Czy w przypadku udaru/wylewu i utraty samodzielnosci maja zabezpieczenie finansowe,ktore pozwoli wynajac pielegniarke czy obowiazek opieki spadnie na dziecko (koniecznosc rezygnacji z pracy itp.) Jak dziadkowie chcieliby podzielić swój majatek? Czy dom/samochod i inne dobra materialne brata sa skredytowane? Jakie zabezpieczenie rodzina pozostawia swoim bliskim? Jak wyobrazaja sobie pomoc dzieci na starosc? Jakie sa zapisy testamentowe i dlaczego? Czy maja jakis wierzycieli, jesli tak, to ilu, na jakie kwoty-w jakim przedziale czasowym planuja wyjsc z dlugow?
    Pragniemy miec kolejne dziecko, czy zatem dziadkowie beda w stanie zapewnic im opieke pod nieobecnosc rodzicow czy trzeba wynajac opiekunkę? Jesli tak, to jak moglibysmy sie zrewanżować? Jaki mamy kapital intelektualny i finansowy, jakie nasze dziecko bedzie mialo przyszlosc?
    Sa to naprawde wazne kwestie. Warto miec swiadomosc,ze z konsekwencjami naszych blednych decyzji finansowych beda borykac sie rowniez inni. Nasi najblizsi, ukochani… tak naprawde OSOBIŚCIE za dlugi odpowiadamy TYLKO wtedy, kiedy jestesmy zdrowi i samodzielni. W przypadku utraty takich zdolnosci pojawia sie problem. Wiekszy nawet dla naszych bliskich, niz dla nas. Nie tylko chodzi o ew. rozczarowanie,ze ktos przed nami cos ukrywal, ale o to, ze np. ciezar utrzymania rodziny moze spasc na jedna osobe. Nagle, nieprzewidzianie. Na osobe do tego kompletnie nieprzygotowana.
    Moze czasem warto spisac umowe notarialna o zrzeczeniu sie dziedziczenia?Moze warto porozmawiac o testamencie, podzielic to co mamy zgodnie z oczekiwaniami? Wypracowac jakis kompromis.Moze warto wykupic mieszkanie na dorosle dziecko, ale zapewnic sobie zapis o dozywotniej opiece w zamian. Zlozyc dyspozycje na wypadek smierci w banku dla wybranej osoby. Przyznac sie dzieciom,ze ojciec ma nieslubne dziecko. Powiedzec o nikomu nieznanym koncie oszczednosciowym(by w przypadku naszej smierci to nie bank dysponowal depozytem, a nieswiadomi bliscy kredytowali pomnik).
    Przyklady mozna mnozyc…
    Wiem, ze to brzmi dla niektorych oburzajaco, zwlaszcza dla tych, ktorzy wola udawac biedniejszych niz sa w rzeczywistosci- moze po to, by ktos im pomagal 🙂 albo tych, ktorzy maja wysoki standard zycia (ale np. na kredyt) i moze boja sie pokazac, ze „krol jest nagi”.
    Nie wiem…
    Wiem za to jedno – nie jestesmy sami na tym swiecie, a prawo spadkowe i kodeks rodzinny jest tak skonstruowany, ze bledne decyzje/tragedie rodzinne/efekty chorob psychicznych niosa za soba wiele konsekwencji.
    A my od tego uciekamy, zaklinamy rzeczywistosc.
    Bo sie nie zdarzy/bo po co maja wiedziec/bo sie obraza/bo beda nami manipulowac/bo mamy wieksze zmartwienia. Naprawdę?
    Jesteśmy dorosłymi ludzmi. Zachowujmy sie jak dorośli ludzie. Świadomość i dojrzałość to klucze do sukcesu, nie tylko w przypadku finansów…

  57. Ja doliczyłbym do listy brak planowania codziennych zakupów. Niby prosta sprawa, a często o tym zapominamy. I wybierając się do sklepu czy marketu nie zawsze kupujemy to, co jest nam faktycznie potrzebne. Każdego miesiąca można przez to tracić od kilkudziesięciu do kilkuset złotych, więc myślę, że sprawa warta naszej uwagi 🙂

    • Popieram! Robiąc zakupy świadomie, chociażby przy pomocy wcześniej sporządzanej listy zakupów jesteśmy w stanie zaoszczędzić naprawdę spore pieniądze. Warto też zabierać paragony i analizować swoje zakupy pod względem potencjalnych oszczędności.

  58. Krótko, zwięźle i na temat:

    Nie myślisz o emeryturze! A państwo tego za Ciebie nie zrobi.

    Smutne acz prawdziwe.
    Posłuchaj świeżo upieczonego czterdziestolatka, który z okazji urodzin postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i zadbać o przyszłość.
    A, że nie myśli się o emeryturze dowodzą tego życzenia urodzinowe: wszyscy życzą podwyżek a nikt wysokiej emerytury:):)

  59. 8. Nie zwiększasz oszczędności w raz ze wzrostem zarobków, np proporcjonalnie. Niestety apetyt rośnie w miarę jedznia i im więcej zarabiamy tym więcej wydajemy. Mimo, że radziliśmy sobie bez tych pieniędzy do tej pory więc moglibyśmy je odłożyć.
    9. Nie ubezpieczamy się mądrze od niezdolności do pracy. Np ja w tej chwili jestem na wielomiesięcznym L4. Podstawę zasiłku mam wyliczoną na rok 2016 co w moim przypadku wynosi 40% pensji. Na szczęście uda mi się (przynajmniej na ten moment) nie generować debetu, ale z trzech moich ubezpieczeń dwa nie pokrywały poważnego zachorowania.

  60. Wg mnie poważnym błędem finansowym jest „przejadanie” swoich zarobków, konsumpcjonizm. Pomijam zaciąganie pożyczek i kredytów. Jeżeli wydajesz wszystko, co zarobisz, nie masz pola manewru. Razem z Twoimi zarobkami, rosną też potrzeby i wydatki, bo do rzeczy dobrych/luksusowych szybko się przyzwyczajamy i szybko traktujemy je jako standardowe. Kluczem do stabilności i niezależności finasowej jest życie poniżej swoich zarobków.

  61. Konkurs trwa do 20 stycznia 2018? Czy nie jest to czeski błąd i chodziło o 20 listopada 2017? Wnioskuję, że tak, gdyż 20 stycznia to sobota, a nie poniedziałek :).

  62. BRAK DZIAŁANIA – albo jak kto woli prokrastynacja. To jest największy błąd przynajmniej w moim przypadku.

    *Zajmę się wyznaczeniem celów finansowych jutro bo teraz mam do obejrzenia na netflixie nowy odcinek flasha 😉
    *Napiszę nowy artykuł na blogu jutro bo dziś nie mam weny.
    *Zacznę szukać nieruchomości na wynajem lub flipa jutro bo dziś jest zimno na dworze.
    *Sprawdzę moją zdolność kredytową jutro bo do tego czasu przecież może wzrosnąć.
    *Zapłacę ZUS w ostatnim możliwym terminie bo nie chce mi się wcześniej robić przelewu. Ups! dziś już nie *dziesiąty tylko jedenasty dzień miesiąca, i znów nie mam ubezpieczenia chorobowego :/
    *Wynegocjuję lepsze warunki u operatora komórkowego jutro bo te wysokie rachunki w sumie mnie aż tak nie bolą.
    *Wpłacę pieniądze z wypłaty na lokatę jutro bo dziś musiałbym się zalogować do banku i tracić czas na przelew a przecież czytanie postów na facebooku mi ucieka.
    *Przeczytałem dobrą książkę o wolności finansowej, znam już wiele metod na jej osiągnięcie ale zacznę wdrażać je dopiero jutro bo dziś jeszcze posiedzę w mojej strefie komfortu.

    • Dobrze powiedziane. Wieczne odkladanie wykonywania waznych dla nas rzeczy, Masz jakies sposoby zeby temu przeciwdzialac?

      • Pomaga plan na kolejny tydzień rozpisany w kalendarzu na zadania. Widać w jednym miejscu co jest do zrobienia.

        Mam też zadania do wykonania w Trello 🙂

        Działa też metoda małych nagród po wykonaniu zadania.

  63. Przekonanie- wszyscy pożyczają, w mojej rodzinie zawsze były kredyt, i nigdy nie było oszczędności.
    Skoro takie przekonania to sama poszłam tą drogą. Jeden kredyt niespłacony, a po pół roku dobrana wyższa kwota, kredyt hipoteczny załatwiony przez doradcę – dzis byłabym mądrzejsza i nie zgodziłabym się na 30 -letni. Potrzebowałam przerobić lekcję na sobie i wyciągnąć wnioski.
    Teraz czas na planowanie wydatków, prowadzenie budżetu ( który nadal się niestety rozjeżdża) , budowanie poduszki finansowej.

  64. Dodałbym do tej listy błędów punkt:
    * Oszczędzanie tego co zostanie.
    Nie powinno się oszczędzać tego co zostanie po wydatkach. Oszczędności powinniśmy traktować jako priorytet. „Najpierw płać sobie”. W tym miejscu polecam książkę Roberta Kiyosakiego „Biedny ojciec bogaty ojciec”, która pomaga zmienić myślenie o pieniądzach. W moim przypadku był to świetny wstęp do edukacji finansowej, której nie przerwę już chyba nigdy.
    Często słyszę, że ktoś mówi ” zostało mi 1000 zł na koniec miesiąca, to kupiłem/am sobie (tutaj wymienia listę „niezbędnych” produktów). Ta sama osoba przy innej okazji mówi, że nie ma z czego oszczędzać, a okazyjne większe zakupy po prostu jej się „należą”, więc się nie da i tyle. Bez kredytu nie stać byłoby jej na wakacje itp.. W wyniku powyższych rzeczy ta osoba, będzie zawsze biedna i nigdy nie zgromadzi majątku.
    Traktując oszczędności jako obowiązkowy wydatek niejako przymuszamy siebie do zwiększania zarobków, aby podnieść swój poziom wydatków. (zgadzam się, że nam się „należy”, ale nie zgadzam się, że nasze „należy się” ma być finansowane kosztem naszych oszczędności). Dzięki takiemu podejściu jesteśmy w stanie jeszcze bardziej zwiększać swoje oszczędności, gdyż jak już nauczymy się odkładać 300-500zł miesięcznie, a następnie dostaniemy 1000 zł podwyżki, to duża szansa, że część z dodatkowych pieniędzy przeznaczymy na zwiększanie comiesięcznych oszczędności. W ten sposób wpadamy w „spiralę” oszczędności i teraz naszym problemem jest ich zarządzanie. Ja wolę mieć takie problemy :).

    Pozdrawiam

  65. Najgorszy grzech to „Równanie do szwagra” (Taka polska wersja „Keeping up with the Joneses” a ostatnio „Keeping up with Kardashians”). To właśnie wyścig zbrojeń w kwestii demonstrowania jak nam się dobrze powodzi prowadzi do największych problemów finansowych. Wystarczy spojrzeć na podmiejskie osiedla – co roku standard obowiązkowy podnosi się o oczko: każdy ma grill, każdy huśtawkę, trampolinę , basen. To samo z wyjazdami zagranicznymi raportowanymi na FB i instagramie, modnymi restauracjami, weekendowymi miniwakacjami. Wszystko na pokaz, bo tak wypada, bo inni w moim wieku, na tym samym stanowisku itd. mają to już . Zresztą pisałeś o tym w moim ulubionym wpisie o Barbie i Kenie. Ja polecam też książkę Rachel Cruze, o tym jak media społecznościowe rujnują finanse. https://www.amazon.com/Love-Your-Life-Not…/dp/1937077977

  66. Czytam te wszystkie komentarze i tak bardzo się cieszę, że w dużej ilości pokrywają się z tym, co sam stosuję 🙂 To niesamowite widzieć jak rośnie świadomość finansowa wśród ludzi! Widzę też, że i ja również bardzo rozwijam się w tej kwestii. „Oszczędzanie” przestaje być tematem tabu i nie kojarzy się już z ograniczaniem do minimum wydatków i życia w skrajnym ubóstwie, żeby tylko cokolwiek odłożyć 🙂

  67. Dobry wieczór Marcinie, jak tylko zobaczyłam konkurs to od razu miałam setki pomysłów na błędy finansowe popełniane przez wielu ludzi.

    Postanowiłam jednak zrezygnować z prób ich opisywania bowiem ktoś już znakomicie ujął – według mnie – jeden z największych finansowych, a także egzystencjalnych błędów ludzkości.
    Jeśli się nie mylę był to George Fooshee i powiedział on: ‚Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy’.

    Dla wielu osób zdawałoby się iż jest to banalny i oklepany tekst, ale moim zdaniem idealnie ujmuje on codzienne życie milionów ludzi na świecie. Mimo iż jestem młoda to mam już swoją rodzinę i w trosce o nasze wspólne dobro wciąż z wielką pasją staram się rozwijać swoją inteligencję życiową, emocjonalną i finansową.

    Przykro jest patrzeć, że wielu – nawet naprawdę inteligentnych i mądrych – ludzi bezsilnie miota się w swoim życiu w pogoni za poczuciem bezpieczeństwa. Niestety szukają go nie w sobie, lecz na zewnątrz. W destrukcyjnych przyjemnościach, w dobrach materialnych, w poklasku i uznaniu innych ludzi. Chcą wyglądać piękniej, kupują więcej, żyją ponad stan i zaciągają coraz to kolejne kredyty. Niestety nie wiedzą, że materią nigdy nie wypełnią egzystencjalnej pustki.

    Zawsze jest mi smutno patrzeć na skutki działania wielopokoleniowych mechanizmów. Dlaczego wielopokoleniowych? Otóż z psychologicznego punktu widzenia brak poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie (który de facto powinni zapewnić rodzice) ma nieodłączny wpływ na destruktywne zachowania w dorosłym życiu. Takie negatywne wzorce tworzone są latami, przez co samodzielna zmiana jest naprawdę ogromnym wyzwaniem. Warto jednak sobie je uświadomić i podjąć się zmiany tychże wzorców po to, abyśmy my i nasze dzieci nie musieli szukać ukojenia w nadmiernym konsumpcjonizmie i innych destruktywnych zachowaniach.

    Patrząc na to wszystko pod kątem psychologicznym uważam, że zdroworozsądkowe podejście do kwestii finansowych ma swój początek na długo przed tym jak w ogóle dowiadujemy się o ich istnieniu. Powinni o tym pamiętać zwłaszcza rodzice, Ci przyszli jak i obecni 🙂

    Pozdrawiam, Syntia Militowska

  68. Witam,

    Ja podejdę do tematu z innej strony.

    A mianowicie chciałabym się skupić na kwestii związanej z naszym życiem i podejściem do niego, w dłuższej perspektywie mam również na myśli finanse osobiste oczywiście. Czy nie jest tak, że żyjemy trochę tak, jakby nas śmierć nie dotyczyła ? Wiele osób z mojego pokolenia posiada obecnie kredyt mieszkaniowy na 30 lat – na mieszkanie, na które jest ich nie stać. Czy nie jest to niewolnictwo 21 wieku ? dla mnie jest. Wiele z tych osób ma już mniejsze bądź większe problemy ze swoim zdrowiem, zaniedbując je kosztem pracy na spłatę kredytu mieszkaniowego i wiele innych drobnych pożyczek. Czy ludzie zapomnieli, że mieszkanie jest dobrem luksusowym i jeżeli nie ma się bogatych rodziców, którzy zapewnią już na samym starcie taki komfort albo jeżeli ktoś „wejdzie” w bogatą rodzinę, to niestety nie ma innej możliwości jak tylko opracowanie planu, o nazwie jak zarobić na własne wymarzone mieszkanie. Z obserwacji wnioskuję, że ludzie, kochają się otaczać rzeczami, na które ich nie stać, nie dbając przy tym o swoje zdrowie, bez którego przecież nic nie są w stanie osiągnąć. Konsumpcjonizm zmienił nasze myślenie o finansach, spowodował łatwe życie bez problemów. Życie bez odpowiedzialności na długie lata. A gdyby tak pomyśleć, że jutra już może nie być ? czy naprawdę chcemy tego, aby pracować większość naszego życia, na rzeczy czy usługi, które bogacą innych, a nas pozbawiają zdrowia, czy relacji rodzinnych, pozbawiają nas życia tu i teraz ? Dorosłość nas różni od dzieciństwa, tym, że mamy wybór, ale taki wybór, za który jesteśmy odpowiedzialni przed samym sobą.

    • Nie zgadzam sie z toba. Decyzja o kupnie mieszkania moze miec równiez podloze finansowe, odpowiedz na pytanie „wynajmowac czy kupowac” jest rózna dla kazdego i nie wynika tylko z tego jak bardzo ktos jest bogaty. Nie majac kredytu na karku moznaby pracowac mniej? Ciekawe, oplacac wynajem z emerytury?

      Równiez druga czesc twojej wypowiedzi jest dziwna. A gdyby jutra mialo nie byc? Ugotowalabys obiad na jutro? Posprzatala mieszkanie? Poszla do pracy? Nie da sie nie planowac. Gdyby jutra mialo nie byc nie jest wymówka zeby nie planowac z wyprzedzeniem, np biorac wieloletni kredyt.

  69. Powyższe błędy mają wspólny mianownik – brak edukacji finansowej. Czy szkoła uczy jak dbać o swoje finanse? Uczymy się na własnych błędach ( oby) i z Twojego bloga. Szacun i wielkie dzięki.

  70. Ja bym dodała :

    Brak samodyscypliny.

    Nadmierny optymizm i życie z dnia na dzień- czyli jakoś to będzie… ( chyba najbardziej często co słyszę ).
    Np. Przecież to tylko jeden kredyt, nic się nie stanie a będziemy mogli kupić auto, przecież to jest potrzebne bo rodzina się powiększa. Skoro rodzina się powiększa i bierzemy kredyt to wiadomo, że nie będzie lżej spłacić takiego kredytu. Dodatkowo wyskoczy nam sytuacja życiowa jak choroba dziecka i wszystkie pieniążki pójdą na lekarzy i leki. Brak świadomości, że w życiu nie zawsze układa się jak chcemy i lepiej przeczekać niż wziąć ten kredyt. Ja często słyszę, że żyje się dniem dzisiejszym. Tylko co to oznacza dla naszych rodzin w przypadku naszej śmierci, i choroby?

    Brak zrozumienia u partnera w kwestii finansów ( można rozmawiać, ale i tak druga osoba widzi to po swojemu bo wierzy, że będzie dobrze.)

    Nie interesowanie się własną przyszłością – patrzymy na nasze pociechy i pokładamy w nich wiarę, że nam pomogą.

  71. Do tej listy dorzuciłbym kilka błędów:

    1. Kupowanie na pokaz – idealnie wpasowuje się w maksymę „Ludzie kupują rzeczy, których nie potrzebują, za pieniądze, których nie mają, by zaimponować ludziom, których nie lubią” – a na to tylko czekają dostawcy dóbr ‘luksusowych’. Chyba każdy wie, że np. w branży motoryzacyjnej kompletnie nie opłaca się nabywać aut z salonu, bo już przy wyjeździe tracą ok. 20% na wartości. A jednak w Polsce aby podkreślić swój materialny status utarło się że musisz mieć jakieś wypasione auto albo co najmniej niezły apartament w dobrej lokalizacji. Błąd. Np. Ingvar Kampard, założyciel IKEI mimo dużego majątku jeździ poczciwym Volvo 200 bo jak uważa jest dobry, bezawaryjny, a przy okazji wspiera rodzimy biznes. Mentalność godna naśladowania.

    2. Kupowanie pod wpływem chwili i reklam – to już się przewijało na blogu ale w tej liście się nie znalazło. Zawsze wybieraj się na zakupy z jakąś, przynajmniej częściowo przygotowaną listą. Dzisiejszy świat na maksa nakręca konsumpcję, idąc np. do galerii do kina nie sposób nie pokusić się żeby zajrzeć w jakieś miejsce, kuszony czy to ogromnymi billboardami, czy miłymi hostessami, czy reklamami które utkwiły nam w pamięci. Szczególnie teraz w zbliżającym się okresie przedświątecznym trzeba wykazać dużą odporność na coraz lepiej zorganizowany marketing.

    3. Bagatelizowane ‘małych wydatków’ – i nie mówię tu o jakichś drobnych wydatkach na mieście typu przekąski czy np. darowiznach ale o regularnych kosztach które obciążają nasz budżet często w nawet nieświadomy sposób. Np. opłaty za prowadzenie rachunku czy karty w banku – aktualnie rynek finansów działa tak, że nie dość że istnieje wiele w pełni darmowych kont, do tego niektóre instytucje są w stanie zapłacić nam za przejście do nich jakiś bonus albo zaoferować moneyback. To samo dotyczy operatorów telefonicznych, internetowych etc. Lojalność w tych branżach nie popłaca, a oszczędności w skali roku mogą zadziwić. Inne ‘małe wydatki’ na które często przymykamy oko można optymalizować przez chociażby wyłączanie światła w pomieszczeniach gdzie nie przebywamy, branie prysznica zamiast kąpieli, dokręcanie kranów itd. I nie chodzi o to, żeby żyć jak pustelnik, tylko świadomie wiedzieć, że w zasadzie wszystko z czego dziś korzystamy generuje koszty. Świetnie podsumowuje to cytat „Kto nie radzi sobie z małymi kwotami, ten przepuszcza przez ręce miliony.”

    4. Nie oszczędzać na najważniejszych rzeczach – rozumiem je jako zdrowie, jedzenie, rodzina, relacje czy nauka, choć to może być oczywiście subiektywna lista. Choć statystycznie bardzo wielu Polaków ma problem z oszczędzaniem, istnieje też pewien odsetek ludzi którzy wpadają w drugą skrajność – przesadnie oszczędzają na wszystkim, np. kupują najtańsze i niskie jakościowo produkty żywieniowe, zupki chińskie itd. Takie egzystowanie tak naprawdę tylko kumuluje problem w czasie, który odbije się później na naszym zdrowiu, kondycji psychicznej, relacjach z innymi itd. Zdecydowanie nie warto.

  72. Moim zdaniem najgorszym błędem finansowym jest odrzucanie i lekceważenie wiedzy.
    Kiedy byłam dzieckiem, wiedza o pieniądzach była niedostępna. Ojciec pracował i oszczędzał, trzymał na „czarną godzinę”, nie pozwalał wydawać (przeżył wojnę, straszną biedę, głodował, miał fobię). Kilkakrotnie stracił wszystkie zdewaluowane oszczędności. Mama ubierała rodzinę bez pieniędzy szyjąc, przerabiając, dziergając itd. Uprawiała działkę i jedliśmy, co wyhodowała. Żyliśmy jak biedacy, pieniądze leżały na książeczce PKO… Rozumiałam, że nie powinno się wszystkiego wydawać, ale tyrać, żeby nie korzystać i żeby przepadło – też mi się nie widziało. Wymyśliłam sobie podział:
    1) wydatki na opłaty i tzw. życie 2) odkładanie na planowane duże zakupy (lodówka, rower, wakacje itp.) 3) pula na bieżące drobne przyjemności, takie do rozhuśtania (książka, teatr, lody, kawa w kawiarni itd.)😊 4) oszczędności – rezerwa.
    Studiowałam, pracowałam, dokształcałam się i było coraz trudniej, a wręcz strasznie po 1989 roku, kiedy to urodziłam dziecko, straciłam pracę, drugą połowę itd. Długo wracałam do życia, ale dach nad głową utrzymałam i na dodatek wykupiłam.
    Kilka lat temu znalazłam Szafrańskiego i Iwucia 😊. O, tego mi było trzeba! Chociaż 30- 40 lat za późno, to jednak spróbowałam. Punkt po punkcie realizowałam kolejne kroki: sporządziłam budżet, odłożyłam nie 2 a 3 tys. zł i zapomniałam 😊, zbudowałam poduszkę bezpieczeństwa oszczędzając ok. 40% pensji i biorąc wyjątkowo tani kredyt, który zainwestowałam.
    Plany wzięły w łeb, gdyż zwolniono mnie na dwa lata przed wiekiem emerytalnym. Póki co nie mogę się pozbierać psychicznie, gdyż moja emerytura to zaledwie 1400 zł plus 4 lata kapitałowej po 230 zł. Skandal za 40 lat pracy. Chętnie zdobyłabym wiedzę, jak zabezpieczyć swoją starość, gdzie i jak mogę jeszcze zarobić prawdziwe pieniądze, ale … wracam do błędów:
    Przedstawiłam historię moich finansów „rodzinnym” dorosłym dzieciom oraz kilku koleżankom w podobnej do mojej sytuacji, nabyłam dla dzieci książki, podrzuciłam linki do Waszych blogów. Jedno z wielu przeczytało książkę, żadna z pań nie wprowadziła zmian, bo to nie dla nich. Efekt taki, że małżeństwo bezdzietne zarabiające 7 – 8 tys. mies. wydaje wszystko, spłaca kredyt za używany samochód, a teraz bierze kredyt na zakup domu (mają kawalerkę). Kobieta po 40-ce wzięła kredyt na przebudowę i remont mieszkania nowego męża, który nie miał zdolności kredytowej. Ona już została z długiem, a on z wyremontowanym mieszkaniem, gdyż małżeństwo przetrwało tylko 2 lata. U następnych zero zmian na dobre. Jedna z pań wszystkimi zdobytymi dodatkowo pieniędzmi (odszkodowania, nagroda) wspomaga „dzieci” zarabiające po kilkadziesiąt tysięcy za przedsięwzięcie i utrzymuje bez wynajmu dwa za duże mieszkania, bo „ma komu dać” (żadne z dzieci nie mieszka w jej mieście i tu nie wróci…) – Ręce opadają.
    Zdecydowanie – odrzucenie i lekceważenie wiedzy i brnięcie w długi to najgorszy błąd, a wręcz grzech finansowy. Ufff…

  73. Błąd, który bezpośrednio ja zrobiłem i który ma wpływ na resztę mojego życia.
    Po śmierci mojego ojca w sposób skuteczny nie zamknęliśmy wraz z mamą i siostrą kredytu mojego taty, który teraz w gigantycznej kwocie będziemy musieli spłacać.

    8. Nie wiesz w jaki sposób przyjąć spadek po zmarłej osobie z rodziny.

  74. Dla mnie katastrofalne było zafiksowanie się na raz podjętej decyzji inwestycyjnej. Był to błędny krok, którego nie potrafiłem mentalnie cofnąć – liczyłem na odbicie strat i powrót hossy. wierzyłem w to co inwestuję – i chyba tylko ja. Popełniłem ten błąd aż 2 razy. Za pierwszym razem można powiedzieć, że brakło mi wiedzy i doświadczenia. Za drugim szok był tak szybki i niespodziewany, że mnie zmroziło. Po tygodniu byłem dopiero w stanie zareagować. Przeholowałem z wielkością pozycji.

  75. Moim zdaniem błędem jest inwestowanie sporej kwoty premiowej bez żadnego zabezpieczenia. Potrzebujemy kasy i cała nasza super inwestycja idzie się wietrzyć , a my znowu czekamy cały rok na ten cud.

  76. Witaj Marcinie,
    Wpisów jest co nie miara, przejrzałem większość i nie znalazłem nic o kwestii, którą uważam za bardzo ważną.
    Mianowicie chodzi o patriotyzm w wydatkach oraz w inwestycjach/oszczędnościach. Osobiście uważam to za duży błąd Polaków.
    Powinniśmy brać przykład chociażby z Niemców i Francuzów, którzy stawiają na rodzime marki.
    Znane są przykłady gdy polska firma, która chce wejść na rynek niemiecki, zmuszona jest kupić lokalną firmę i pod jej marką oferować swoje produkty.
    W codziennych zakupach korzystam z aplikacji „Pola”, która znakomicie pomaga identyfikować polskie produkty.
    Zagraniczne kupuję tylko gdy nie mają polskich odpowiedników lub ich jakość jest znacząco wyższa.
    Patriotyzm w inwestycjach jest trudniejszy do realizacji. Proces rozpocząłem od postawienia na banki z polskim kapitałem np. PKO BP i Pekao SA.
    Trzeci błąd, o którym była już mowa to wydatki czyli koszty życia. Podstawowym błędem jest liczenie dochodów, a nie ile się wydaje. Uważam, że naprawdę bogatym jest lub ma szanse się stać nie ten, który dużo zarabia, a ten, który ma niewielkie koszty stałe. I nie chodzi tu o skąpstwo, ale o umiar, rozsądek i nie popadanie w bezmyślny konsumpcjonizm.
    Czwarty to brak dywersyfikacji dochodów czyli opieranie swojego życia na jednym finansowym źródle.
    Wiem, że to nie jest proste, bo droga zwykle zaczyna się od oszczędzania, a potem inwestowania np. w wynajem.

  77. Jednym z podstawowych błędów finansowych, który później może mieć drastyczne konsekwencje, jest brak „poduszki finansowej”. Konsekwencją braku poduszki finansowej, czyli kwoty pieniędzy mającej zabezpieczyć nasze utrzymanie na wypadek utraty pracy, czy innych nieprzewidzianych zdarzeń losowych, może być zadłużanie się w tzw. chwilówkach, ogrom stresu, a w najgorszym wypadku konieczność sprzedaży samochodu, czy nawet mieszkania.
    Dlatego warto co miesiąc odkładać przyjętą pulę pieniędzy, tak, aby w sytuacji kryzysowej móc spokojnie i bez nadmiernych stresów skupić się na poszukiwaniu pracy, czy rozwiązywaniu zaistniałego problemu.

  78. Można się licytować co ważniejsze, ale bez potrzeby zmian nawet zwycięski argument nie przekona osób nie wyrażających/świadomych chęci/potrzeby zmian. Nieświadomych finansowo trzeba skierować na właściwe tory! Podejrzewam, że zdecydowana większość osób, które trafiły na ten blog została/zostanie tu dużej. Każdy ma inny bagaż doświadczeń i do każdego przemawiają rożne argumenty ale moim zdaniem artykuł o Kenie i Barbie potrafi otworzyć oczy tym bardziej zagorzałym przeciwnikom zmian. Udostępniajcie go, a ponieważ jest on napisany lekkim piórem, jakby dla żartu to odpowiada typowi treści często konsumowanej przez internautów. Na szczęście ukryte w nim jest sporo treści mogących zapalić iskrę do zmian/działania. Dzielcie się z ludźmi wkoło wiedzą i źródłami wiedzy jak np. ten blog, otwierajcie oczy innym. Nie ważne jaka metoda jaki argument ważne, aby zarazić innych ideą, że to my jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie, nie doradcy, państwo czy ktokolwiek inny.

  79. Dostrzegam błąd coraz częściej spotykany u ludzi : ” STAWANIE SIĘ NIEWOLNIKIEM” Już wyjaśniam o co chodzi, mianowicie zaczynam pracować więcej, biorę nadgodziny w pracy- bo trochę grosza się przyda…Po wypłacie kupuję sobie kilka rzeczy na pocieszenie, (które wcześniej mnie nie interesowały i tak naprawdę teraz też dało by się bez nich żyć)- tak w ramach nagrody- ” tyle się napracowałem że mi się należy coś z życia”…Efekt?- Finansowo znów jestem na takim poziomie jak na początku miesiąca, więc -w nowym miesiącu wezmę trochę nadgodzin…Po jakimś czasie na każde pytanie nie związane z pracą, słychać „NIE MAM CZASU!!!”

  80. Błędem jest rzucić darmowe studia w Polsce, wyjechać za granicę i harując na zmywaku płacić później wiele tysięcy euro, aby zdobyć dyplom.

    Błędem jest mieszkać za granicą w wynajętym mieszkaniu przez wiele lat, nie wiedząc, że kiedyś wróci się do Polski i karierę mieszkaniową trzeba zacząć od zera w wieku 40 lat, nawet jak się ma na wkład własny.

    Błędem jest już będąc w Polsce mieszkać latami w drogim, wynajętym mieszkaniu i szukać swojego wymarzonego domu od czterech lat, obejrzeć ponad 150 nieruchomości, ale czekać dalej, że pojawi się akurat ten model tej firmy w dobrej cenie w najodpowiedniejszej okolicy.

    Błędem jest odrzucić ten wymarzony model domu, kiedy już się pojawi, tylko dlatego, bo stoi za blisko drogi i ogród ma za mały.

    Błędem jest czekać na idealny dom, czas, okoliczności, bo czas leci, nieruchomości drożeją, i nawet jak teraz mamy zdolność kredytową na milion, to pożyczając tylko połowę tej sumy na kredyt na 20 lat i tak będziemy mieć 65 i 74 lata, kiedy go spłacimy

  81. 8. Otaczanie się nieodpowiednimi ludźmi (m.in.partner, mąż, znajomi). Rodziny się nie wybiera, ale partnera/chłopaka czy znajomych tak a oni często kuszą i podpuszczają, „ciągną” w niewłaściwą stronę, chcemy/staramy się im dorównać.
    Jestem oszczędna i mam plany finansowe, zdobycie świadomości finansowej – ten zwrot w moim życiu – to jedna z najlepszych rzeczy jakie udało mi się osiągnąć.
    W mojej rodzinie nigdy się nie przelewało, ale w naszym małym miasteczku wszyscy żyli na pokaz dla sąsiadów. Moi rodzice mieszkali w nieremontowanym mieszkaniu komunalnym, ale auto nowe z salonu musiało być co 10 lat („wiesz jak trudno kupić używane w dobrym stanie z nieprzekręconym licznikiem?”). Narzeczony z tego samego miasteczka. W czasie studiów pracował i sporo już wtedy zarabiał, ale na zaplanowane z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem wakacje nigdy nam się nie udało pojechać – ja zawsze przez rok ciułałam ze stypendium a później okazywało się, że jemu jednak nie udało się nic odłożyć i nie jedziemy. Generalnie chłopak już wtedy wydawał więcej niż zarabiał, na auto wziął kredyt, na TV kredyt. Ciągnął mnie w dół i też jakoś nigdy nie umiałam zatrzymać pieniędzy. Na szczęście mimo poważnych planów życiowych, nam nie wyszło. Niedawno przy przypadkowym spotkaniu i kawie w biegu wspomniał, będąc w doskonałym humorze, że mimo dużych zarobków ma 12 kredytów- w tym jeden hipoteczny na dom, a pozostałe – na auto, na płot dookoła domu, na wakacje, inne nie wiem na co.
    Mój drugi partner i obecny mąż pochodzi z rodziny, gdzie pieniędzy nie brakowało, ale też nie wydawało się ich nigdy na prostą konsumpcję – nie kupowało niepotrzebnych rzeczy, mimo dobrej sytuacji finansowej nigdy nie mieli auta, całe życie mieszkali w bloku bo po co budować dom który trudniej utrzymać i jest więcej sprzątania itp. Wydawało się dużo na hobby i wspólne wyjazdy wakacyjne, wędrówki po górach, książki. Mimo, że mąż nie ma nawyku oszczędzania pieniędzy w sensie ich gromadzenia na konkretny cel, wydaje naprawdę niewiele na konsumpcję i jest minimalistą.
    Gdy poznałam męża, wydawał mi się okropnie skąpy 😉 Ja z moimi rozbuchanymi nawykami po długim związku z typowym konsumpcjonistą który nie martwi się o to co będzie jutro, nie mogłam znieść tego „sknerstwa”. Mimo całkiem niezłych zarobków w wysokości ok. 2 średnich krajowych, nadal wydawałam wszystkie pieniądze, zachłystywałam się pracą w korpo- nowy laptop, lepsze auto, wakacje, drogie prezenty dla męża których on nie potrzebował i twierdził że przesadzam.
    Ocknęłam się wiosną 2015 roku, gdy na kilkudniowym wyjeździe znowu zabrakło mi z wypłaty i znowu musiałam użyć karty kredytowej. Pamiętam jak pomyślałam „jak to jest, nieźle zarabiam a ciągle brakuje mi pieniędzy”. Trafiłam na bloga Michała Szafrańskiego a chwilę później na bloga Marcina i postanowiłam poprawić swoją sytuację. Najpierw zrobiłam listę zobowiązań- pożyczka u rodziców na auto, meble na raty, pożyczka w pracy męża na wyposażenie domu, jedna karta kredytowa ciągle w użyciu no i kredyt hipoteczny niedawno zaciągnięty na pół bliźniaka z małym ogródkiem. Budżet domowy uznałam za „przegięcie”- przecież nie będę spisywać każdej złotówki, dam radę zmniejszyć moje wydatki bez tego. Po 3 tygodniach od wypłaty znowu użyłam karty kredytowej spłaconej 1go dnia miesiąca po wypłacie. I tak niestety przez kolejnych kilka miesięcy. Nie umiałam sobie poradzić z takim małym 2 tysięcznym długiem! Dopiero ten moment to był dla mnie kopniak i impuls do prowadzenia budżetu domowego. Byłam zła na siebie, ze taka słaba jestem. Dzięki temu ruszyłam z kopyta 🙂
    Prowadząc budżet, ograniczałam co miesiąc wydatki- najwięcej zjadały kompulsywne drogie zakupy dla poprawy humoru, sporo ubrania i duże zakupy spożywcze. Dopiero po pół roku udało mi się na tyle zmniejszyć comiesięczne wydatki, żeby już nie musieć używać karty kredytowej – wtedy z wielką satysfakcją ją zniszczyłam 🙂 Później spłaciłam rodziców, następnie meble. Zbudowałam fundusz awaryjny (np. na weterynarza w przypadku kontuzji psa, na naprawę auta itp.), i fundusz wydatków nieregularnych (OC, AC, ubezpieczenie domu itp.). Poczułam się dużo lepiej i pewniej 🙂 Zbudowałam poduszkę finansową w wysokości 6 pensji i wyznaczyłam cele finansowe na najbliższe lata. Następny cel był- odłożyć pieniądze na wkład własny na mieszkanie na wynajem. Planowałam to zrobić do 2020 roku. Kredyt hipoteczny na dom mieliśmy spłacać planowo a prócz tego zamierzałam kupić mieszkanie pod wynajem na pokoje. W międzyczasie dostaliśmy spory zastrzyk gotówki – dzięki blogowi Marcina i Michała wiedziałam już, że warto nadpłacić kredyt hipoteczny. Przekonałam męża żeby to zrobić. Zostało nam naprawdę niewiele tego kredytu – to równowartość nowego taniego auta.
    Mąż, mimo że to prawie ideał;), niestety nie chce rozmawiać o sprawach finansowych, nie planuje ze mną celów finansowych, ma swoje nawyki i nijak nie udało mi się go przekonać że to ważne sprawy. Na szczęście nie dużo wydaje 🙂 Ale teraz to ja jestem „sknerą” według niego 😉 Mimo że trudno z nim rozmawiać o pieniądzach, udało mi się wynegocjować jasny podział kto za co płaci i ile wydajemy na wspólne wydatki, i że dodatkowe pieniądze ze zleceń odkładamy w 80%, tak że jemu zostaje sporo pieniędzy na hobby.
    W tym roku zdobyliśmy dodatkowe duże zlecenie …i odłożyliśmy pieniądze na wkład własny na mieszkanie pod wynajem. Mąż był przeciwnikiem tego pomysłu -aby kupić mieszkanie na wynajem, ale dzięki mojemu uporowi i temu ze tak szybko zdobyliśmy te dodatkowe pieniądz,e zmienił zdanie 🙂 W efekcie właśnie poszukuję mieszkania i analizuję oferty kredytowe banków oraz oglądam/czytam wszystko co mi wpadnie nt inwestowania w nieruchomości oraz remontu mieszkania 😉
    Co do innych niewłaściwych ludzi dookoła – mój brat, moje dwie dobre koleżanki, moje sąsiadki:- jedna kartą kredytową płaci 2 tys za nowy telefon, który kosztuje tyle ile jej pensja i lata na wakacje All inclusive 2 razy w roku, kolejna kupuje auto z salonu na kredyt mimo że pensji ledwo wystarcza na płacenie wszystkich rat, inna kupuje na raty TV i inne elementy wyposażenia domu. To ludzie z mojego najbliższego otoczenia – żeby chronić te przyjaźnie, przestałam z nimi rozmawiać o finansach i oszczędzaniu bo coraz bardziej się różnimy. Ja nie komentuję ich decyzji bo musiałabym powiedzieć coś ich mogłoby dotknąć, a oni uważają że przesadzam z oszczędnością, przecież mnie stać. Pamiętam jak sama byłam taka ja oni. Jest mi tylko przykro bo boję się, że część tych znajomości nie przetrwa. Gdy wracamy po piwie do domu i ja wybieram komunikację miejską zamiast wydać 20 zł na taxi (x 4 wyjścia w miesiącu) to staję się odmieńcem, „bo przecież mnie stać”. Niektórzy podpuszczają i kuszą – jedź z nami na wakacje, przecież to tylko kilka tysięcy, stać cię Na szczęście jest blog Marcina i Michała i dzięki nim i innym czytelnikom tych blogów udaje mi się wytrwać w konsekwencji i tym aby iść prosto do celów, które sobie wyznaczyłam. Gdyby nie te blogi, nie byłabym w tym miejscu w którym dziś jestem 🙂 Przepraszam za taki długi post 😉

  82. ,,NIEODCIĘCIE PĘPOWINY” – ciągle oglądamy się za siebie, bezsensownie rozpamiętujemy przeszłość i przejmujemy się opinią osób, od których nie zależy nasz byt lub którzy na to nie zasługują. Nie umiemy żyć swoim życiem, tak nam żal swoich bliskich, że nie potrafimy sami iść do przodu, rozwijać się i marnujemy swoją młodość i energię stając się bierni, nieszczęśliwi tak samo biedni jak oni. W momencie wejścia w dorosłość, pozwalamy by dalej ktoś sterował i rządził naszym życiem.

    Urodziłam się w rodzinie biednej, nie tylko pod względem finansowym; rodzice nie byli zbyt przedsiębiorczy i całe życie ciężko tyrali jednak wszystko szło ,,na życie”. Moja mama zawsze jak były większe problemy finansowe mówiła: ,,czegoś bidny? boś głupi? Czegoś głupi, boś bidny!” i że biednemu to zawsze wiatr w oczy, itd..
    Udało im się postawić dom, ale był też alkohol, ojciec sporo pił, utrzymanie domu było na głowie matki, a później jak się ogarnął i przestał pić, to przyszły zmagania ze straszną chorobą nowotworową, która zabrała nam ojca. Ponieważ moi rodzice zawsze jechali na debecie, ledwo starczało do 1 i nigdy nie mieli oszczędności. Jak ojciec zachorował to mama zadłużyła się jeszcze bardziej, sprzedała działkę jaką mieliśmy, ale żadne pieniądze nie zdołały uratować mojego taty. Cierpiał i chorował bardzo długo, a my razem z nim. Umarł zbyt młodo z czym się nigdy nie pogodziłam. Te doświadczenia wyparły ze mnie wszystkie pozytywne cechy napędzające do działania, wszystko było bez sensu, myślałam , że życie jest takie krótkie i nie warto się o nic za bardzo starać.
    Będąc na studiach w wakacje wyjeżdżałam do pracy za granicę, aby móc się na tych studiach utrzymać. To co mi zarobiłam, szło nie w moje potrzeby, nie w mój rozwój, ale w ten dom, a to do remontu się dołożyłam, a to do naprawy samochodu, a to do rachunków i tak marnowałam swoje najlepsze lata. Starsze rodzeństwo szybko odcięło się od rodziców i żyli sobie swoim życiem, wpadali ze swoimi rodzinami na niedzielne obiadki do mamusi. A obiadki to ja zawsze wystawne naszykowałam…no bo to przecież rodzeństwo! A ja im tak zazdrościłam dobrego, życia. Tylko sama nie robiłam nic, żeby żyć jak oni.
    Po ślubie nie potrafiłam się odciąć od mojej rodziny, mimo iż mogliśmy zamieszkać w dużym mieście, mój mąż mógłby mieć tam dobrą pracę, to namówiłam go,żebyśmy zamieszkali z moją rodziną, na wsi, bo szkoda mi było zostawić mamy i małej siostry, bo jest gospodarstwo, a one są takie biedne, myślałam że jak się wyprowadzimy, to nasz dom rodzinny się zawali, tak żal mi było mojej siostry i mamusi, co tak ciężko całe życie pracowała.
    A że jak niby zamieszkamy z nimi to będzie i nam lepiej, bo przecież taki duży dom, nie będziemy płacić za wynajem, będzie mama-babcia na miejscu jak trzeba się będzie zająć dzieckiem, ugotuje obiad, pomoże, rachunki będą tańsze.
    Mąż był przeciwny, ale po moich namowach, zgodził się. Dziś bardzo tego żałuję, bo z perspektywy czasu wygląda to inaczej. Mieszkając z moją rodziną, przez 7 lat ciężko i dużo obydwoje pracując, niczego się nie dorobiliśmy. Mama ze swojej emerytury spłacała kredyty, trochę szło na rachunki i leki, od czasu do czasu coś kupiła. A resztę wszystko ja i mój mąż. Młodszą siostrę traktowałam na równi, ze swoim dzieckiem. Tak bardzo chciałam , żeby im niczego nie brakowało, a kasa leciała, byliśmy takimi beztroskimi przekaźnikami. Byliśmy modnie ubrani, w domu zawsze był dobry obiad, ciasta, goście chętnie przychodzili. Mieliśmy stary samochód, mama gdzie tylko chciała to ją woziłam, tracąc czas i pieniądze.

    Na szczęście w porę ocknął się mój mąż. najpierw były wojny, bo jak on tak może obrażać moją biedną rodzinę,jak mówił, że niech se radzą sami, że ma dość takiego życia z nimi, to krzyczałam, że jest bez serca.
    dopiero jak postawił mnie przed wyborem albo on albo mamusia – zrozumiałam, że to była patologia, że nie troszczyłam się o byt mojej nowej rodziny: męża i dziecka, tylko ciągle najważniejsza była dla mnie mama…
    Wyprowadziliśmy się. Mimo iż koszty naszego życia są wyższe, żyjemy oszczędniej.

    Nie chodzi mi o, to żeby rodzicom czy rodzeństwu, w ogóle nie pomagać . Tylko czasem jak za bardzo im pomagamy, to robimy im krzywdę, oni się od tego uzależniają. sami nie myślą jak poprawić swoją sytuację a my doprowadzamy do ruiny swoje małżeństwo i krzywdzimy swoje dziecko. Dziś dalej im pomagamy, ale dając im jedynie wędkę.

    Dopiszę jeszcze, że na potwierdzenie mojej głupoty , jak się tylko wyprowadziliśmy, mama się obraziła i zapisała dom na starszego brata, który zawsze miał gdzieś rodziców , nie to, że chodzi mi o majątek, bo to nie jest zbyt wiele warte pod względem materialnym, tylko żal mi siebie, swojego czasu, zdrowia i tego serca co tam przez te wszystkie lata włożyłam.

    Dodam jeszcze, że takie błędne myślenie o świecie zazdrość+ udawanie przed samym sobą + bierność to mieszanka postaw, która nas popycha do podejmowania błędnych decyzji, lub do nierobienia niczego by zmienić coś w swoim życiu na lepsze. Rodzice powinni wypuszczać mądre, pewne siebie dziecko w świat, a ja zaczęłam swojemu dziecku układać życie tak samo jak moi rodzice mnie,

    No bo najprościej, nic nie robić, albo robić niewiele, a narzekać i gadać: ,,sąsiad to ma dom i samochód, to na pewno ukradł, albo dostał w spadku, a ja jestem jaki biedny, pokrzywdzony przez los, tyle zła i niesprawiedliwości mnie spotkało, a jestem taki uczciwy, a taki biedny..” I do tego jeszcze głupi…

  83. Hej Marcin,

    To ja też dodam coś od siebie:)
    1. Oczywisty ale chyba nie dla wszystkich skoro tyle osob tego unika to budżet domowy, bez tego nie ma planu i kasa sie po prostu rozjeżdża. Wiadomo że nie każdy jest stowrzony i lubi prowadzenie skrupulatnego budżetu, ale można np podzielić wydatki prcentowo ( 40% dom i życie, 20% oszczedności itd)
    I drugi błąd o poważnych konsekwencjach finansowych to życie tu i teraz i myślenie a raczej nie myślenie o przyszłości jako o czymś bardzo odległym i nie rzeczywistym. Nie dotyczy to tylko finansów, ale też rozwoju zawodowego bo ilu z nas prację bez wiekszego zastanowienie gdzie chcemy dojść za 2, 5 czy 10 lat,a wiadomo im więcej bedziemy inwestować w siebie tym stopa zwrotu z inwestycji bedzie wyższa:)

  84. W 10 kroków – skuteczny plan dla twoich pieniędzy jest istotna wada w przedstawionym równaniu :
    Zarobki – wydatki = oszczędności
    Większość ludzi stosując się do tego nie jest w stanie odłożyć sensownej kwoty, bardzo niewiele osób świadomie zarządza własnymi dochodami tj. np. z ołówkiem w ręku.
    Aby zbudować solidny kapitał należy do oszczędzania wprowadzić pewien automatyzm tj. najpierw oszczędzać a później wydawać to co zostało. Zatem powyższe równanie powinno mieć raczej taką formę:
    Zarobki – oszczędności = kwota do wydania
    Trudno też mi się zgodzić z tezą, że jednym z warunków stawania się zamożnym jest … systematyczne zwiększanie zarobków. Badania naukowe dowodzą ( własne obserwacje również), iż wraz ze wzrostem dochodów zwiększają się wydatki i poziom zadłużenia. Ciekawie jest to opisane w książce :Stanley Thomas, Danko William – Sekrety amerykańskich milionerów. Opisuje to zjawisko również Harv T. Eker w książce Bogaty albo biedny.Po prostu różni mentalnie.
    Kluczem do bogactwa jest świadome zarządzanie pieniędzmi. Należy też określić kogo uznamy za bogatego. Czy tego kto ma odłożonych. kilka milionów USD ale jest w stanie utrzymać się z tego kapitału na dotychczasowym poziomie życia przez okres zaledwie kilku miesięcy no może 1-2 lata. Czy może za zamożnego uznamy kogoś kto ma odłożone np. 500 tys. USD i ten kapitał zapewnia mu dożywotnią rentę kapitałową, która finansuje dotychczasowy poziom życia.
    Niewątpliwie należy się zgodzić z autorem w wielu punktach min. w tym, że wszelkie raty i pożyczki to skuteczne pożeracze naszych pieniędzy. Pożyczanie pieniędzy innym to najlepsza droga do ich straty lub narażenie na szwank przyjaźni. Ludzie nie poświęcają też czasu na świadome zarządzanie własnymi pieniędzmi. Wolą oglądać telenowele i żyć cudzym życiem zamiast rozwijać własne. Ludzie więcej czasu poświęcają na planowanie wakacji niż na planowanie swojej finansowej przyszłości.

  85. Moja teściowa zawsze powtarza, że ludzi biednych nie stać na byle jakość.
    I pomyślicie pewnie, że skoro nie stać na byle jakość, to tym bardziej nie znajdźcie się pieniędzy na coś droższego.
    Już śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż zamiast kupować np. patelnię za 20-30 zł lepiej kupić taką za 200. Ta solidniejsza posłuży nam dobrych kilka lat, a tańszą po miesiacu, czy dwóch zastąpimy kolejną…tańszą. w perspektywie roku inwestycja się zwróci, a po tym okresie wręcz coś odłożymy. Inny praktyczny przykład obuwie. Dobre buty posłużą nam kilka sezonów, badziewne i tanie po tygodniu zaczynają śmierdzieć, a po góra miesiącu odkleja się podeszwa itd.
    To samo tyczy się również tego co codzienne czyli jedzenia, a konkretnie mam na myśli pieczywo. Bochenek zwykłego pszennego chleba to koszt ok 2 zł. Za tą cenę wartościowego (np czystoziarnistego) kupimy 3 kromki, ale…najemy się do syta jedną kanapką, a z biegłego pieczywa zjemy 5 a za godz znów głodni.
    Nie twierdzę, że to co droższe zawsze jest lepsze, bo tak nie jest. Kupując cokolwiek stawiajmy na jakość!!!

  86. Moje główne błędy:
    1. kupienie polisolokaty, która miała mi przynieść zysk, a pożarła dużą kwotę powierzonych, ciężko zapracowanych oszczędności.
    2. zbyt późne założenie założenie konta dla dziecka „na start” – systematycznie odkładam na ten cel, ale mogłam to zrobić zdecydowanie wcześniej.
    3. efekt jojo – jak przy odchudzaniu. Oszczędzałam jak szalona, aż dochodziłam do tego, że cała rodzina nie ma butów, potrzebuje nowej odzieży, wypoczynku i wydawałam całą odłożoną górkę, załamywałam się, a po jakimś czasie znów popadałam w amok skąpienia. Udało mi się to rozpracować i uspokoić, ale zaliczyłam kilka bolesnych upadków zanim się tego nauczyłam.

  87. PODĄŻASZ ZA TŁUMEM

    Niestety większość z nas często nie ma swojego zdania, albo podąża ślepo za tłumem, za modą, po prostu za większością. Już nie raz było wspomniane, że skoro większość ludzi ma mieszkanie na kredyt, karta kredytowa to dzisiejsze must have i w sumie każdy z nas ma jakieś długi i zobowiązania, to przecież nic dziwnego. Normalne standardowe życie. Szkoda, że tak wielu z nas zadowala „bylejakość”.
    Skoro mamy obecnie modę na bycie indywidualnym i wyróżniającym się w tłumie, to czemu nadal dajemy się prowadzić za nosy wszystkim dookoła: ogłupiającym mediom (kup prezent najbliższym, nie ograniczaj się, spełniaj marzenia – szkoda, że wszystko na wysoko oprocentowane pożyczki), znajomym i rodzinie (jak to. jesteście razem, macie dziecko, czas na ślub i własne M – nie macie pieniędzy? weźcie kredyt (jak wszyscy).

    Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Uważam, że bezrefleksyjne podążanie za tłumem jest wielkim błędem. Patrząc na osoby dookoła mnie czuję ogromną satysfakcję, kiedy znajomi patrzą na mnie ze dziwieniem, kiedy mówię, że nie czytam zwykłych książek (jak nieliczna większość, która w ogóle czyta książki :P) tylko i wyłącznie poradniki finansowe, śledzę codziennie blogi tematyczne a w aucie słucham podcastów Marcina Iwucia 🙂

    Mam nadzieję, że moje zaangażowanie zaplusuje w przyszłości, bo robię to dla siebie, swoich bliskich i dla kotów, którym chce kiedyś wybudować wypasiony dom tymczasowy i móc pomagać w ratowaniu jak najwięcej istnień 🙂 cel finansowy to podstawa jak przedstawia punkt pierwszy na liście.

    Dziękuję i pozdrawiam!

Odpowiedz

Podobają Ci się artykuły na blogu?

Zdjęcie autora Dołącz do ponad 8953 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.

 

FreshMail.pl