7 zasad wydawania pieniędzy. Czy takie oszczędzanie ma sens?

80

Naprawdę myślisz, że rezygnacja z codziennej kawy na mieście uczyni Cię bogatym? Na serio wierzysz, że zakręcając ogrzewanie wczesną wiosną, biorąc prysznic zamiast kąpieli i wymieniając żarówki na bardziej energooszczędne, zostaniesz zamożnym człowiekiem? To mam dla Ciebie przykrą wiadomość.

Od czasu do czasu jestem przedstawiany jako „ekspert od oszczędzania” lub autor „bloga o oszczędzaniu”. W ślad za tym idzie proste skojarzenie: oszczędzanie = rezygnacja z praktycznie wszystkich wydatków. Staram się wtedy spokojnie wyjaśnić, że mój blog dotyczy skutecznego dbania o finanse i mądrego bogacenia się. Oszczędzanie to raptem jeden element tej układanki, w dodatku wcale nie najważniejszy.

W pewnych sytuacjach koncentracja na fanatycznym oszczędzaniu może być wręcz szkodliwa. Jak zatem oszczędzać z głową?

Odróżnij czas wojny od czasu pokoju.

Jeżeli masz długi konsumenckie – pożyczki gotówkowe, kredyty okazjonalne, wykorzystany limit zadłużenia w rachunku albo (o zgrozo!) chwilówkę – to jesteś w finansowym bagnie. Być może na razie po kostki lub po kolana, ale już wkrótce tkwić będziesz po szyję. Długi bezlitośnie drenują Twój portfel i czynią z Ciebie współczesnego niewolnika. Musisz natychmiast się wygramolić! By zrobić to szybko, potrzebna jest wojna. Zasady jej prowadzenia odnajdziesz w tym artykule: Jak skutecznie pozbyć się długów?

Skoro wojna – to wojna! Musisz sięgnąć po najskuteczniejsze sposoby walki, a jednym z nich jest  oszczędzanie totalne, które oznacza wycięcie wydatków do kości! W czasie wojny z długami rezygnujesz z każdego zbędnego wydatku, ograniczając się tylko do finansowania niezbędnych potrzeb. Każdą zaoszczędzoną w ten sposób złotówkę przeznaczasz na walkę z długami. To jedna z nielicznych sytuacji, w których naprawdę musisz oszczędzać na wszystkim.

Stan wyjątkowy to jeszcze nie pokój.

Jeżeli nie masz długów konsumenckich, ale nie masz również żadnych oszczędności, to musisz sprawnie zbudować fundusz bezpieczeństwa. Co to jest i jak działa? Przeczytasz o tym tutaj: Fundusz bezpieczeństwa, czyli optymizm pragmatyczny. Musisz to zrobić możliwie szybko, bo w przeciwnym razie byle pierdółka, jak choćby awaria samochodu czy lodówki, solidnie Cię sponiewiera. Co więcej –  gdy spotka Cię coś bardziej przykrego – wpakujesz się w bagno długów.

Ten etap jest nieco mniej ryzykowny niż wojna z długami, więc nie musisz ograniczać się do jedzenia fasoli i ryżu, jak radzi Dave Ramsey. Zdecydowanie jednak powinieneś ograniczyć wydatki na większość zachcianek. To jest stan wyjątkowy. Wprawdzie kule nie świstają nad głową jak w czasie wojny, ale to jeszcze nie jest pokój. Dlatego na etapie budowania funduszu bezpieczeństwa oglądaj dokładnie każdą złotówkę, zanim przeznaczysz ją na coś innego niż oszczędzanie.

7 prostych zasad wydawania.

Nie masz długów, posiadasz fundusz bezpieczeństwa, więc możesz pozwolić sobie na dużo więcej luzu. Od tej pory nie żyjesz po to, by oszczędzać, lecz oszczędzasz, aby fajnie żyć  🙂

Oto siedem zasad, o których warto pamiętać:

1. Pieniądze zarabia się długo i trudno. Wydaje się szybko i łatwo.

Właśnie dlatego do wydawania musimy podchodzić ze szczególną ostrożnością. Jeśli poświęciłeś kilka dni na zarobienie tysiąca złotych, to chociaż godzinę na spokojne przemyślenie wydatku, zanim ten tysiąc wydasz. Najlepszym sposobem na to, aby pieniądze nie przeciekały Ci przez palce, jest świadome planowanie wydatków. Jak to zrobić? – dowiesz się tego z cyklu o budżecie domowym

2. Kontroluj impulsy.

Kolory, zapachy, muzyka, układ towarów w sklepie, przyjemny głos lektora w reklamie – to wszystko ma jeden cel: nakłonić Cię do zakupu. Sztaby marketingowców myślą i kombinują, jak tu powiększyć Twój zakupowy koszyk. A są w tym naprawdę dobrzy.

Aby nie dać się nabrać na te sztuczki, też musisz myśleć. Myśleć – czyli używać kory mózgowej, a nie prastarego mózgu gadziego, który pod wpływem impulsu każe Ci wrzucić towar do wózka.

Oto kilka patentów na uniknięcie impulsywnych zakupów:

a) Przy mniejszych zakupach (np. jedzenie, picie, używki, chemia)

Stosuj proste tricki:

  • Zawsze zrób listę zakupów.
  • Przed pójściem do sklepu porządnie się najedz.
  • Dzieci zostaw w domu.
  • Włóż do koperty odliczoną kwotę, którą planujesz wydać.

b) Przy średnich zakupach (np. płaszcz, kostium czy garnitur)

Podejdź do bankomatu, wybierz gotówkę, starannie ją przelicz i przyjrzyj się banknotom. Smutne oczy króla Jagiełły potrafią skutecznie zmienić pogląd na to, czy dany zakup faktycznie jest nam potrzebny 🙂 Takie płacenie gotówką fizycznie „boli” i daje czas na zastanowienie.

c) Przy dużych zakupach (np. RTV , motocykl czy samochód)

Przede wszystkim wydłuż czas pomiędzy pierwotną decyzją, a rzeczywistą transakcją. Jeżeli czujesz, że „musisz to mieć”, wróć do domu i ochłoń. Jeżeli trzeciego dnia po śniadaniu temat jest wciąż aktualny, to jeszcze pomyśl o kilku sprawach:

  • Jeśli przeznaczysz pieniądze na zakup TEJ rzeczy, to na co ich nie przeznaczysz?
  • Co takiego się stanie, jeżeli tej rzeczy nie kupisz?
  • Kiedy najlepiej dokonać tego zakupu i gdzie? (być może są jakieś rabaty?)

Potem odczekaj jeszcze dwa dni i jeśli wciąż myślisz, że warto – to kupuj!

3. Nie marnuj pieniędzy tylko dlatego, że Cię stać.

Czytasz ten artykuł, więc korzystasz z Internetu. W dzisiejszych czasach robienie większych zakupów bez zweryfikowania cen w porównywarce internetowej, jest zwykłym marnowaniem pieniędzy. Nawet jeżeli stać Cię na wiele, to nie przepłacaj bezmyślnie!

Owszem, na porównanie cen trzeba poświęcić kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt minut. Nie tłumacz się jednak, że nie masz czasu. Za chwilę odpalisz przecież swój ulubiony portal i spędzisz tam dobrą godzinę. Czas znajdziesz.

Można odpalić cygaro banknotem dwustuzłotowym. Tylko po co? Paczka zapałek kosztuje sto razy mniej.

4. Stosuj zasadę „OK”.

Co z większymi zakupami, których nie pokryjemy z miesięcznego budżetu? Pożyczka? Zakupy ratalne? Kredyt? Nie. Kupuj tylko za własne pieniądze i stosuj zasadę „OK” : NAJPIERW ODŁÓŻ, POTEM KUP”. Zrób sobie własny system ratalny, w którym co miesiąc odkładasz konkretną kwotę na dany zakup, a sklep odwiedzasz dopiero, gdy masz pieniądze. To da Ci dodatkowy czas na przemyślenie wydatku i pomoże wzmocnić nawyk oszczędzania.

5. Nie dziaduj. Kupuj dobrą jakość.

Gdy już zdecydowałeś, że chcesz coś kupić, nie dziaduj. Taniej i więcej nie znaczy oszczędnie. Czy pięć kiepskich T-shirtów w obniżonej cenie to lepszy zakup niż dwa porządne?  Czy dwa tanie laptopy są lepsze niż jeden porządny i droższy? W przypadku wielu towarów jakość ma ogromne znaczenie.

Musisz jednak pamiętać, że słowo „marka” to nie to samo, co słowo „jakość”. Nie chodzi o to, by płacić podwójną stawkę, bo coś ma konkretną metkę. Nie płać premii za marketing. Płać za jakość.

6. Licz złotówki, a nie tylko grosze.

Być może słyszałeś angielskie powiedzenie „Penny wise, pound stupid?” Niektóre osoby obsesyjnie oszczędzają na drobnych rzeczach, ale gdy przyjdzie do wydania pieniędzy na rzeczy o dużej wartości, podejmują szybkie i nieprzemyślane decyzje. Drogie ubrania, sprzęt RTV i AGD, samochód, drogie wakacje, zakup mieszkania czy domu – przy takich wydatkach musisz działać szczególnie świadomie. Głupia decyzja przy takich wydatkach zaprzepaści wiele lat odmawiania sobie kawy w mieście i zakręcania kaloryfera 🙂

7. Kontroluj inflację stylu życia.

Jedno z tzw. praw Parkinsona mówi, że nasze wydatki rosną w takim tempie, aby skutecznie skonsumować cały dodatkowy dochód. Wiele osób zaczyna pracę od niewielkiego wynagrodzenia, które im na spokojnie wystarcza. Z czasem pojawiają się podwyżki, a tuż za nimi „potrzeby”, które od razu pochłaniają dodatkowe pieniądze. To właśnie inflacja stylu życia.

To naturalne, że kiedy rosną Twoje dochody, chcesz więcej pieniędzy przeznaczać na cieszenie się życiem. I bardzo słusznie. Stać Cię na zakup Porsche, które od lat było Twoim marzeniem? To kup je! Podróż dookoła świata? Gdy tylko odłożysz pieniądze – natychmiast wyjeżdżaj! Masz jedno życie i pieniądze mają Ci pomóc w realizacji Twoich marzeń.

W mądrym oszczędzaniu wcale nie chodzi o to, aby wydawać jak najmniej. W pewnych sytuacjach – gdy wychodzimy z długów czy budujemy dopiero nasz fundusz bezpieczeństwa – faktycznie musimy być bardzo oszczędni. Ale później, w miarę jak się bogacimy, chodzi po prostu to, aby wydatki trzymać pod kontrolą w stosunku do naszych dochodów.

Dobrze sprawdza się metoda tzw. klina finansowego, czyli ustalenia poziomu wydatków, którego nie chcemy przekroczyć. Ja stosuję jego zmodyfikowaną wersję: gdy moje dochody idą w górę, minimum 60% dodatkowych pieniędzy przeznaczam na zwiększenie oszczędności, a maksimum 40% na zwiększenie wydatków. W ten sposób skutecznie buduję oszczędności, a jednocześnie bez żadnych wyrzutów sumienia wydaję na rzeczy, które są dla mnie ważne.

Tak właśnie rozumiem sensowne oszczędzanie. Podsumowując, składa się na nie:

  • Dostosowanie poziomu oszczędzania do naszej sytuacji finansowej.
  • Pilnowanie, by wydatki rosły znacznie wolniej od dochodów.
  • Rezygnacja z nieprzemyślanych, impulsywnych zakupów, aby zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na realizację swoich celów i marzeń.

Co myślicie o takim podejściu? Jakie znacie inne sposoby, które pomagają skutecznie oszczędzać?
Na czym Waszym zdaniem oszczędzać nie warto? I przy jakich zakupach warto dopłacić za lepszą jakość? Serdecznie zapraszam do dyskusji 🙂

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 399 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze80 komentarzy

  1. Cześć Marcinie! Jak zwykle świetny tekst.
    Co do oszczędzania, to staram się nie oszczędzać na jedzeniu. A właściwie oszczędzać rozsądnie – czyli kupować to co zdrowe i wartościowe za jak najniższą cenę.
    Moi rodzice tak skutecznie (własnym przykładem) nauczyli mnie dobrego podejścia do oszczędzania i niekupowania nigdy na kredyt, że (niestety, za wyjątkiem mieszkania) nic nigdy w ten sposób nie kupuję. I nawet jak mam dług rzędu złotówki w lokalnym warzywniaku, to staram się oddać jeszcze tego samego dnia, bo mi w głowie siedzi i męczy.

    • Cześć Krystyna,

      Jedzenie to dobry przykład. Tu łatwo jest pójść „na ilość” zaopatrując się w spore opakowania niskiej jakości żywności, którą później się wyrzuca. Poza tym – do pewnego stopnia jesteśmy tym, co jemy 😉 Jezeli dziś jemy spam tłumacząc to oszczędnościami, jutro szybko je wydamy ponosząc koszty leczenia.
      Przykład ze strony rodziców, o którym piszesz, to ogromna pomoc. My również staramy się bardzo dosadnie tłumaczyć dzieciom, jak krótkowzroczne jest życie na kredyt.

  2. Marcinie, Świetny artykuł, szczególnie punkt 6 – często niedoceniany. Naprawdę nie ma znaczenia, że jednorazowo zapłacisz o 50 gr więcej za butelkę wody, bo akurat sklepik do którego wdepnąłeś jest nieco droższy. Za to ma znaczenie, jeśli wydasz 400 zł na buty, które w zasadzie nie są Ci potrzebne, albo kupisz lodówkę za 1800 zł podczas gdy identyczną można znaleźć za 1300 zł. Z drugiej strony punkt 2a) jest w mojej ocenie zbyt restrykcyjny, ale to może zależy od osobowości.

    W niedawnym wpisie na blogu Elementarz Finansów Domowych (http://www.elfido.pl/zasady/niezadowolony-to-w-sumie-dobrze/) w takich kategoriach ująłem to gdzie zasadniczo należy szukać rezerw :
    – Kupowanie rzeczy niepotrzebnych.
    – Kupowanie rzeczy w zasadzie potrzebnych, ale jednak nie zupełnie…
    – Kupowanie w zbyt drogich miejscach.
    – Zaciąganie niekorzystnych kredytów (w tym zakupy na raty).
    – Nieroztropne inwestowanie tego, co w pocie czoła zarobiliśmy i przeznaczyliśmy na oszczędności.

    pozdrawiam!

    Pozdrawiam

    • Hej Mateusz,
      Dziękuję za komentarz i link do Twojego artykułu – dobry tekst. Przypomniał mi jeszcze jedna zasadę: nie spędzaj weekendów w centrach handlowych, bo wtedy na pewno wydasz sporo pieniędzy na bzdury. Wycieczka do parku pozwoli lepiej wypocząć i zaoszczędzić 😉
      Zgadzam się również ze spostrzeżeniem na temat inwestycji. Płaszcz potrafimy wybierać przez kilka godzin, a decyzję o inwestycji dużych pieniędzy potrafimy podjąć na gorąco po 30-minutopwej rozmowie z „doradcą”, który jeszcze wczoraj był studentem i w życiu nie widział na oczy bessy.
      A wystarczy przecież nasz zdrowy rozsądek…

  3. Zdecydowanie polecam stosowanie punktu czwartek w kupowaniu gadżetów, elektroniki, a nawet samochodu czy mieszkania. Odkładanie miesięcznej raty przed zakupieniem towaru. Korzyści jest z tego wiele: przemyślenie zakupu czy na pewno jest to nam potrzebne i dodatkowo nie kupimy impulsowo. Sprawdzenie czy w ogóle stać nas na taki wydatek i nie lepiej poszukać czegoś tańszego lub mniejszego (szczególnie jeśli chodzi o samochód na kredyt i mieszkanie). Ostatnia rzecz to jest sznasa, że pojawi się lepsza oferta na to co chcemy kupić w międzyczasie i zaoszczędzimy nie tylko odsetki od kredytu, ale także mniej wydamy za produkt.

  4. Bardzo dobry artykuł. Ja bym jeszcze dodał, że jak się wykształci odpowiednią dyscyplinę przy niskich zarobkach, a potem przy zwiększeniu pensji się ją utrzyma w ryzach to będzie dobrze. Na swoim przykładzie mogę, powiedzieć, że nie oszalałem dzięki podwyżce i nadal stosuję te same zasady, co wcześniej 🙂

    • Hej Michał,
      Bardzo celne spostrzeżenie z tą dyscypliną przy niskich zarobkach. Znam wiele przykładów, w których osoby o niższych zarobkach są w lepszej finansowej sytuacji, niż Ken i Barbie zarabiający spore pieniądze, ale żyjący na kredyt, aby dotrzymać kroku znajomym 🙂

  5. Punkt 3. daje ogromne korzyści. Bawimy się w programy lojalnościowe i mamy złudne uczucie dorwania okazji, a używając porównywarki cen możemy osiągnąć korzyści rzędu 20,50 a czasem nawet 100%! Mój nieodłączny podstawowy zestaw to Allegro+Ceneo 🙂

    • A swoją drogą zna ktoś może porównywarkę całych „koszyków” produktów. Ostatnio przez internet kupuję np. chemię/kosmetyki itp i najchętniej kupuje „paczkę” kilku produktów jednocześnie (by zminimalizować lub wyzerować koszty przesyłki). No i szukam każdego produktu po kolei, a wiadomo jak to jest, w jednym sklepie mamy tanie produkty X i Y, ale za to Z jest bardzo drogie, albo wcale go nie ma. I tak w kółko. Będę wdzięczny za wszelkie sugestie!
      pozdrawiam

      • Osobiście, to sobie powybierałem produkty z różnych sklepów i tam wiem, że kupię tanio i dobrej jakości. Obecnie nie ma sensu trzymać się takich: Biedronek, Lidlów, Carrefourów itp, bo oni stosują zabiegi marketingowe – tu wydasz taniej, tutaj przepłacisz.

        Polecam Ci zrobić listę, gdzie co kupujesz i tam chodzić brać wszystkie potrzebne produkty, jak Ci się kończą.

        • Dzięki
          Jeśli chodzi o sklepy stacjonarne to też mam ulubione produkty (tanie i dobre) w różnych sklepach i te co można kupić na zapas tak dokładnie kupuję. Ale pytałem o takie „ceneo turbo” do sklepów internetowych. Chcę wprowadzić 5 produktów i żeby mi znalazł sklepy gdzie wszystkie naraz są dostępne i posortował po cenie całego koszyka. Jest takie coś? Ktoś coś wie? Dzięki!

          • Hej! Na Ceneo masz do tego idealną opcję. Dodajesz produkty do ulubionych klikając ikonkę serduszka na produkcie – „Dodaj do ulubionych”(nawet nie będąc zalogowanym- choć wtedy możesz miesz kilka list ulubionych/zestawów). A następnie w prawym górnym rogu strony, klikasz serduszko (obok ikonki koszyka) i w wysuniętym panelu klikasz „Sprawdź cenę zestawu”. Ceneo sprawdzi najlepsze zestawy z 1, 2 i więcej sklepów, z możliwością odbioru w danym mieście, czy zakupu przez ich koszyk (wystarczy jeden przelew do opłacenia całego koszyka, więc wygoda większa). Najlepszy sposób na robienie cyklicznych zakupów. Ja w ten sposób robię zawsze zakupy gdy nazbiera się kilka produktów. Oszczędzam koszty wysyłki, bo mogę wybrać produkty z jednego sklepu, albo czas i odebrać wszystko w jednym miejscu.

            Mam nadzieje, że to pomogło.

            Innym fajnym sposobem na oszczędzanie z wykorzystaniem nowych technologii jest posiadanie przy sobie aplikacji, która pozwoli zeskanować kod kreskowy towaru i porówna ceny produktu w sklepach internetowych. Wiele razy napalony na jakąś super promocję i „jedyną okazję” w markecie, po porównaniu tej „wyjątkowej” oferty za pomocą aplikacji Ceneo traciłem zapał, gdyż w najlepszym razie cena była porównywalna (czyli mogę się wstrzymać i przemyśleć czy na pewno potrzebuje danego towaru) albo promocja, to tylko promocja zalegającego towaru, a ceny w internecie są kilkanaście (do kilkudziesięciu!) procent niższe i ktoś nas ewidentnie próbuje zrobić w bambuko:)
            Tak czy siak, ja jestem do przodu, podejmując bardziej świadomy wybór!

            • Dzięki, bingo! O to mi chodziło. Najciemniej pod latarnią, z Ceneo korzystam często, a nie zauważyłem że tam jest taka opcja. A co do drugiej części komentarza – też pełna zgoda, pozdrawiam i raz jeszcze dzięki!

              • Panowie,
                policzcie jednak do tego czas chodzenia (Jeżdżenia – benzyna) do różnych sklepów po pojedyncze towary.
                Niekoniecznie musi się to opłacać.
                Zdrowy rozsądek, które promuje Marcin jest najważniejszy.
                Realny zysk to porównanie mniejszej ceny + dodatkowe koszty np. transportu + poświęcony czas na realizację oszczędności.
                Nie zawsze musi się to opłacać.
                pozdr Jarek

  6. Świetny artykuł, który stanowi esencję zdrowego podejścia do prywatnego i rodzinnego budżetu.
    Od niedawna czytam Twoje artykuły na blogu i w pełni z nimi się zgadzam i są potwierdzeniem i umocnieniem mojego podejścia do finansów, ale także stanowią inspirację do wprowadzania w życie nowych rozwiązań dot. wydatkowania wynagrodzenia 🙂

  7. Świetny tekst. U mnie działa zwłaszcza zasada żeby nie chodzić na zakupy… głodnym! Wtedy do kosza ląduje znacznie więcej rzeczy niż faktycznie potrzebujemy. I o dziwo dotyczy to nie tylko jedzenia (oczywiście zwłaszcza), ale w ogóle wszystkiego!

  8. Cześć, brakuje mi jednej ważnej informacji. Jak coś kupujesz sprawdź czy nie można kupić używanego. Zazwyczaj można kupić drogą rzecz za 30-50%. Dla mnie jeśli przedmiot jest w dobrym stanie, to wielką głupotą jest kupowanie nowego 😉

  9. Pierwsze pytanie powinno brzmieć; czy naprawdę sądzisz, że jesteś tak bogaty, by wydać rocznie ponad 3,5 tysiąca na kawę na wynos. Drobne wydatki sumują się w duże kwoty. I nie trzeba być skrajnie biednym czy zadłużonym, że uważać, że na takie wydatki nie ma miejsca.

    Nie stać mnie na codzienną kawą na mieście. Stać mnie na dwie takie kawy w miesiącu.
    Nie stać mnie na samochód. Uważam, że to jest luksus, na który jest miejsce dopiero po spłaceniu co najmniej połowy kredytu hipotecznego, zbudowaniu funduszu bezpieczeństwa, posiadaniu pewnej kwoty inwestycji i odłożeniu gotówki na ten zakup. Więc najwcześniej za 10 lat albo i nigdy 🙂
    Nie stać mnie na bezmyślne lanie wody,przeciekające krany, włączone ciągle sprzęty elektroniczne i zapalone światło w pustym pomieszczeniu

    Powiedziałabym, że rezygnacja z drobnych wydatków nikogo nie uczyni bogatym. Ale te wydatki wiele osób uczynią biednymi.

    • Hej Anna,

      Bardzo podoba mi się Twoje podsumowanie: „Rezygnacja z drobnych wydatków nikogo nie uczyni bogatym. Ale te wydatki wiele osób uczynią biednymi.”
      Myślę, że wejdzie na stałe do kanonu finansów osobistych 🙂

      • a tak swoją drogą był kiedyś taki wpis na blogu u Maćka Samcika, że rezygnując z samochodu po iluśtam latach zaoszczędzisz… milion zł 😉 Oczywiście trochę półżartem bo ten ten milion był policzony nominalnie (więc realnie warty znacznie mniej niż teraz), ale jednak … MILION zł – robi wrażenie;)

        • Nigdy nie miałam samochodu i nigdy nie paliłam papierosów. Milionerką może nie jestem, ale widzę różnicę między moimi finansami a osób zarabiających tak jak ja a nawet lepiej i mających te dwa wydatki.

    • Męczy mnie temat samochód-dojazd do pracy,coraz częściej okazuje się,że nie ma możliwośći powrotu z pracy po 21,dojazdy czasami też utrudnione.Nie zawsze można się zabrać z kimś.Co o tym myślicie?Czy nie byłby to usprawiedliwiony wydatek, który się zwróci?

      • Pisząc o finansach zawsze pisze się o konkretnych realiach. W moim przypadku: Warszawa. Tutaj posiadanie samochodu to naprawdę zbytek, bo spokojnie można żyć bez niego. Wiadomo, że jak mieszkasz w mniejszej miejscowości i dojeżdżasz do pracy gdzieś, gdzie nie ma sensownego połączenia to nie masz wyjścia. A jaką odległość masz do pokonania?

      • E no, nie umartwiałbym się tak… Jeśli brak auta oznacza np 2 godziny zmarnowanego czasu dziennie, to może się okazać, że ten czas jest wart więcej niż benzyna + uśrednione koszty utrzymania auta. Poza tym czasem auto jest bezcenne (przewiezienie czegoś większego, podjechanie gdzieś o dziwnej porze lub poza miasto (taksówka wyjdzie bardzo drogo, a transport publiczny może akurat nie funkcjonować jak trzeba). Na pewnym etapie życia i w pewnych okolicznościach auto to nie jest żaden zbytek. Pytanie oczywiście jakie auto: „funkcjonalne/rodzinne czy szpanerskie”? 😉

        • Od razu zaznaczę: piszę o realiach warszawskich. Wszelkie wyliczenia pokazały, że samochód tu się zwyczajnie nie opłaca. Piszę o tzw. typowych sytuacjach, więc proszę bez argumentów, że trzeba niepełnosprawne trojaczki na rehabilitację wozić… 😉

          Koszty samochodu to: koszt zakupu (wyskoczyć ze sporej gotówki albo wziąć kredyt albo wyskoczyć z małej gotówki a potem bulić za naprawy) + koszt utrzymania + koszt benzyny. Ile to wychodzi miesięcznie? Najmarniej 1000 zł i to przy sporadycznym użytkowaniu. W dodatku od razu jest pokusa, żeby tego samochodu używać częściej niż w sytuacjach niezbędnych.

          Miasto jest permanentnie zakorkowane, za to z dobrą komunikacją publiczną. Przejazd z pracy do domu na rowerze zajmuje mi godzinę i dziesięć minutę. Przejazd z pracy do domu komunikacją publiczną zajmuje mi godzinę i dwadzieścia minut przy dobrym układzie. Przejazd samochodem z tym samym punktem wyjścia ale bliższym punktem końcowym zajmuje mojemu ojcu… do półtorej godziny.

          Poza tym ten czas nie jest zmarnowany – na rowerze mam od razu ruch, ciału to dobrze robi. W komunikacji publicznej czytam.

          A bulić 1000 zł miesięcznie po to, żeby raz na jakiś czas przewieźć coś większego (a w praktyce lodówka i tak do auta nie wejdzie) albo pojechać o dziwnej porze to ja dziękuję bardzo. Jak się tego tysiaka oszczędza co miesiąc (a sądzę, że w wielu przypadkach koszty auta są w przeliczeniu miesięcznym większe) to na taxi w razie czego spokojnie będzie. Szczególnie od kiedy jest Uber 😉

          Nie mam pojęcia, na jakim etapie życia auto miałoby nie być zbytkiem. To znaczy jak ktoś nie ma zadłużeń, ma oszczędności, dobre zarobki i wolną gotówkę to jasne, czemu nie, jego stać. Problem polega na tym, że większości ludzi prawdopodobnie nie stać i to jest zbytek. W dodatku mówią, że ZAINWESTOWALI w samochód. A to jest konsumpcja a nie inwestycja dopóki zakup nie generuje zarobków pokrywających koszty auta i dających jeszcze zysk na plusie.
          A kupują nie dlatego, że potrzebują naprawdę. Nie analizują tych potrzeb, nie zastanawiają się, jak to wpływa na budżet i z czego będą musieli zrezygnować. Po prostu bezrefleksyjnie przyjmują, że zakup auta to pewien etap życia i po prostu tak trzeba, bo co ludzie powiedzą.

          Dla pewnego pokolenia to jest symbol statusu, nie ma co się oszukiwać. 40-latkowie nieustannie się dziwią, jak można bez samochodu, no jak ten plebs, skrajna bieda, jak kogoś w dzisiejszych czasach na samochód nie stać. Ja jestem z pokolenia, dla którego samochód jest po prostu kosztownym przedmiotem i jego zakup analizuję tak, jak analizowałabym zakup wypasionego odkurzacza za kilka tysięcy.

          Samochodu nie mamy od kilku miesięcy i na razie ani razu nie okazał się niezbędny. Nie trzeba kupować browaru, żeby napić się piwa 😉

          • Świetny komentarz Ania, każdy powinien go przeczytać ze zrozumieniem ze dwa razy, bo mało kto zdaje sobie sprawę z rzeczywistych kosztów posiadania auta.

            Ostatnio z ciekawości liczyłem ile kosztuje użytkowanie nowego Focusa 150KM Titanium, skrzynia manualna. Kupno za 70.000zł (salon, wyprzedaż zeszłorocznego modelu), sprzedaż po 5 latach za 35.000zł, brak napraw w międzyczasie, 20.000km rocznie (spalanie 8,5L/100, benzyna po 5zł/L), ubezpieczenie 500zł rocznie, przegląd 100zł rocznie.
            Miesięczny koszt posiadania auta: 1342zł.

            A jeśli wystąpią jakieś naprawy, mamy większy roczny przebieg czy sprzedamy za mniej niż 50% wartości nówki, to m-czny koszt jest jeszcze większy.

          • Proponuję trochę dystansu i spojrzenie nie tylko z własnego punktu widzenia czy siedzenia.
            Jak ktoś jest singlem lub zaczyna swą drogę życiową to auto wydaje się zbędnym luksusem.
            Jeśli jeździsz do pracy w jedno miejsce i wracasz do domu – to jest pewnie wygodą (a może nawet luksusem jechanie samochodem). Zależy też od tego, gdzie mieszkasz.
            Samochód jest jednak wygodą, a w części przypadków oszczędza nie tylko czas ale i pieniądze – np. wyjazdy poza miasto, do rodziny, czy urlopy.
            Nie róbcie fetyszu z posiadania samochodu.

            Rozsądny plan, który propaguje Marcin nie oznacza pozbawienie się wszelkich wygód i luksusów, aby tylko oszczędzać.
            Jak ktoś ma długi bo poszalał – to wtedy tak.
            Ale w normalnej sytuacji chodzi o dostosowanie wydatków do dochodów ( w tym realizacji planów oszczędnościowych).
            Czyli dla jednych konieczne jest chodzenie na pieszo i jedzenie prawie suchego chleba,
            a dla niektórych zupełnie naturalne jest jeżdżenie porsche (mała prowokacja).
            Jeśli kawa na mieście jest związana z odpoczynkiem, relaksem czy spotkaniem z kimś – to też jest warta swojej ceny i nie kosztuje tyle. Warto uwzględniać wszystkie aspekty.
            Dla każdego to na co go stać.

            • Jak się spojrzy ze wszystkich punktów widzenia na raz to się oczopląsu dostanie 🙂 Dlatego ja wolę patrzeć z konkretnego punktu widzenia i od razu zaznaczyłam to w komentarzu. Piszę o życiu w dużym mieście, bo o tym mogę coś powiedzieć. Dlatego to co napisałam odnosi się do dużego miasta (Warszawy konkretnie, ale sądzę, że inne duże to podobne realia), bo nie mam pojęcia na ile przydatny i opłacalny jest samochód na wsi, więc w ogóle nie będę się o tym wypowiadać.

              Zaznaczyłam też, że są ludzie, których na samochód stać: nie masz długów, masz oszczędności, plan emerytalny i masz gotówkę na zakup samochodu oraz utrzymywanie go? Ależ kupuj, choćby był kompletnie zbędnym luksusem i kupujesz go dla samej przyjemności jazdy. Bo cię na to stać. Jak się jest bogatym to można i jachty i diamenty kupować – i nie piszę tego z przekąsem. Nie ma nic złego w realizowaniu kosztownych zachcianek i otaczaniu się luksusem.

              Natomiast jeśli na samochód (którego nie używasz do pracy – zaznaczam) musisz wziąć kredyt to cię na to nie stać. Zaciąganie kredytów konsumpcyjnych oznacza, że człowiek żyje ponad stan. I nie ma znaczenia, czy to karta kredytowa pokrywająca 15 kawę na mieście w tym miesiącu, pożyczka na telewizor czy kredyt na samochód.

              Ja oszacowałam koszty samochodu na 1000 miesięcznie, Kamil na 1300, wiadomo że zmiennych jest sporo. Na przykład może być płatne miejsce parkingowe konieczne. Z mojego punktu widzenia w większości sytuacji jest to wydatek absolutnie zbędny. A oszczędności mnie nie przekonują. 12 tysięcy zł (lekko licząc) to jest kwota, w której zmieści się i dojazd na wakacje i sporadyczna taksówka i jeszcze sporo zostanie. I nie pisze tego teoretycznie. Ja samochodu nie miałam nigdy, kilka miesięcy po tym, jak samochodu pozbył się mój partner widzimy, że to była znakomita decyzja. Pieniędzy dużo więcej, a pojazdu nam nie brakuje.

              I naprawdę nie chodziło mi o to, że posiadanie samochodu to coś złego. Tylko o to, że to jest luksus, coś jak jacht tylko tańsze 😉 I trzeba się naprawdę mocno zastanowić nad finansami przed podjęciem decyzji o zakupie, a nie kupować, „bo to normalne, że dorosły człowiek ma samochód”.

              • Perspektywa ma jednak spore znaczenie. Od początku studiów mieszkam w Warszawie i faktycznie – posiadanie auta w tym mieście to w większości przypadków niepotrzebny wydatek. W większość miejsc można dojechać sprawną komunikacją publiczną, a jeśli naprawdę się nie da, to taksówką. Cięższe zakupy można zamówić przez internet z dostawą do domu, a w razie konieczności przewiezienia czegoś większego, poprosić o pomoc znajomych i odwdzięczyć się małym prezentem 🙂

                Ale oprócz Warszawy dosyć dobrze znam też perspektywę znacznie mniejszego, 50-tysięcznego miasta, z którego pochodzę. Komunikacja publiczna – jest! 7 linii autobusowych, odjazd raz na pół godziny w najlepszym razie, raz na 2 godziny w najgorszym. A po 21 to już praktycznie nie ma czym do domu wrócić. Można pieszo, ale z jednego końca miasta w drugi to nadal około 10 km. Od czasu do czasu można wziąć taksówkę – ale przecież nie codziennie.

                Wiem też, że poza moim 50-tysięcznym miastem jest jeszcze gorzej. Komunikacja publiczna: są PKS-y. W godzinach dostosowanych do uczniów dojeżdżających do szkół. Dojazd do rodzinnej wsi mojego taty: 2 autobusy dziennie. Do rodzinnej miejscowości mamy: 0. Do najbliższego przystanku 4 km, czyli około godziny marszu.

                W takiej sytuacji brak samochodu znacząco utrudnia życie i może się okazać, że uwzględniając koszt biletów i czas stracony na dojazdy, po prostu się nie opłaca auta nie mieć.

                Tylko że wcale nie trzeba kupować od razu nowego, można używany, mniejszy, oszczędniejszy, bez wypasionego wyposażenia. Byle sprawny technicznie 🙂

      • Hej!
        Może auto na gaz? Ja taki posiadam i jestem bardzo zadowolona. Do pracy chodzę na piechotę ,ale mieszkam w małej miejscowości, gdzie z komunikacją kiepsko. Mam nietuzinkowe używane auto, a na dodatek jak wcześniej pisałam na gaz. Często słyszę, że gaz niszczy samochód itp. Nie niszczy za to portfela, bo litr gazu w mojej okolicy kosztuje 1.47. A co do napraw? Cóż mój mechanik po ostatniej wymianie oleju, stwierdził,że tak zadbanego 12 letniego auta, to długo nie widział. Na początku zainwestowałam około 50% zakupu auta w wymiany i naprawy, oraz zabezpieczenie przed korozją, montaż gazu i mam nadzieję,że auto posłuży mi jeszcze długie lata. Mogą się ze mnie śmiać, ale to ja płacę za 100 km 17 pln. Dla mnie warto…

    • O tak, Anno! Pewne wydatki (z ktorych bezbolesnie mozna zrezygnowac) moga byc zrodlem problemow finansowych, choc na pierwszy rzut oka wydaja sie byc niewinne. Taka kawa na przyklad… Szczerze mowiac pierwszy akapit tego postu troche mnie urazil. Ja tam jestem dumna z siebie, ze potrafie sobie odmowic kawy na miescie. Moj portfel tez jest zadowolony 😉

      Klin finansowy to dla mnie najlepszy sposob na oszczedzanie.

  10. „Nie marnuj pieniędzy tylko dlatego, że Cie na to stać”! Super! Post świetny, jak zawsze – kompedium dla chcących wydawać rozsądnie. . Oszczędzanie nie oznacza, że mamy nie zaspokajać swoich potrzeb i nie spełniać marzeń, jeśli mamy na to pieniądze. Oszczędzanie polega na rozsądnym i racjonalnym wydawaniu i mądrym inwestowaniu. A my ciągle zbyt mało czasu poświęcamy swoim finansom…

    • Mnie tez sie spodobal 😀 Az przeczytalam na glos mezowi. Usmialismy sie oboje, a potem pokiwalismy glowami, bo co prawda, to prawda.

  11. Ania Sadowska

    Parafrazując cytat z Kilera – “Iwuć. I wszystko jasne” 🙂
    Teraz już wiem, kiedy szukać sposobów na tanie mięso, a kiedy niekoniecznie 🙂 Jakoś mi ulżyło, ze nie warto szukać za wszelka cenę oszczędności, nawet jeśli procentowo są niezłe, ale zaoszczędzimy raptem parę złotych. Jeżeli mamy stabilną sytuację finansową, to faktycznie marnujemy tylko czas i energię.

  12. W jakimś sensie trafne może być też określenie „optymalizacja” w realizacji naszych potrzeb.

    „Oszczędzanie” faktycznie kojarzy się z ograniczaniem (co jest niemiłym uczuciem). Wszak chodzi o to, by mając jakiś budżet do dyspozycji wykorzystać go jak najlepiej.
    Dlatego też nie warto kupować czegoś tylko dlatego, że jest tanie. A nawet dobre i tanie. Warunek konieczny: kupowana rzecz ma być Ci potrzebna i już. To nie wyklucza, potrzeb „przyjemnościowych” – są one jak każde inne. Prosta piłka: Kup dobrą rzecz, dokładnie taką jakiej potrzebujesz i rozejrzyj się by nie przepłacić. Punkt 5 z listy jest bardzo ważny.

    A z oszczędzaniem rozumianym jako odkładaniem pieniędzy na osobną kupkę też przecież chodzi o to … by ostatecznie kiedyś je w większości wydać. Tyle, że na cele większe (np. dom lub grubszy remont) lub odleglejsze (dostatnie życie emeryta czy studia dzieci). Pomijam tu rezerwę na „czarną godzinę” którą najlepiej po prostu odłożyć, mieć i nie wydawać. Oszczędzanie – odkładanie to po prostu droga do realizacji niektórych (kluczowych) potrzeb.

  13. Może tak trochę poza tematem ale trzeba pamiętać aby przy zakupie samochodu używanego nie wydać wszystkich pieniędzy na sam pojazd. Samochód trzeba jeszcze zarejestrować i dokonać podstawowych czynności serwisowych jak np olej, filtry, paski i.t.d. W przypadku ewentualnej większej naprawy nowo zakupionego używanego samochodu warto mieć także „Fundusz Bezpieczeństwa”

    • Dokładnie Tomanek.
      Wczoraj odebrałem auto z warsztatu i jestem o kilka stówek lżejszy 😉

      Pozycja „Wydatki na auto” w moim domowym budżecie mocno mnie męczy. Chyba podliczę wszystko i zrobię o tym osobny artykuł 🙂

      • Jest to chyba temat rzeka, bo o ile koszt utrzymania samochodu łatwo policzyć, to trudniej jest z wyceną korzyści z posiadania auta. Luksus? Oszczędność czasu? Narzędzie potrzebne do pracy? To już kwestia indywidualna.

        Przykładowo podliczyłem sobie ile mnie kosztuje samochód:
        – utrata wartości średnio 7500 PLN / rok
        – paliwo 3500 PLN / rok
        – ubezpieczenie 2000 PLN / rok
        – serwis i inne koszty 2000 PLN / rok

        Razem 15000 PLN rocznie. Samochód pozwala mi oszczędzić godzinę dziennie na samej podróży do/z pracy. Dla uproszczenia 1 * 5 * 52 = 260 godzin rocznie. Czyli każda zaoszczędzona dzięki posiadaniu samochodu godzina kosztuje mnie 58 PLN. Dużo to czy mało? Przytłaczająca większość osób w Polsce zarabia mniej niż 58 PLN / godzinę. Ale z drugiej strony, gdyby ktoś stanął przed Wami i chciał sprzedać godzinę życia za 60 złotych, zgodzilibyście się? 😉

  14. Zostałem niejako powstrzymany przed wydaniem znacznej sumy poprzez działanie firmy w której pracuje. Miał mi byc przyznany znaczny bonus, kilkadziesiąt tysięcy złotych.jednak w ostatniej chwili decyzję o wypłacie wstrzymano, pieniadze zostały na moim subkoncie do wypłaty w momencie zakończenia projektu.Kase miałem przeznaczyc na łódź motorową, czyli zabawke dla dorosłych dzieci, mając jednoczesnie około 300tys.PLN kredytu na dom.Jednoczesnei poinformowano mnie iz moge sobie zrobic dłuzsze wolne, i w tym czasie pieniadze z bonusa beda mi wypłacane co miesiąc jak regularna pensja.Więc od jesieni robie sobie 4 miesieczny urlop podczas ktorego podwyższe swoje kwalifikacje zawodowe, aby móc wskoczyc w przyszłości szczebel wyzej.
    Tak że paradoksalnie bedac pozbawiony możliwości wydania tych pieniedzy w trybie natychmiastowym na zbytki, przeznacze je na cos co zaprocentuje w przyszłości i pozwoli mi zarabiac jeszcze więcej.

    • Hej Inżynier,

      Dokładnie taki „mechanizm” miałem na myśli pisząc o tym, że przy większych zakupach warto wydłużyć czas między pierwotna decyzja a ostateczna transakcją.

  15. Marcinie, trochę nie zauważasz podejścia innych ludzi 🙂 każdy ma inne cele w życiu i chyba najważniejsze, żeby działania je realizowały,a nie, że marzenia jedno, a rzeczywistość drugie.

    Np. moje cele są inne. Chcę wcześnie osiągnąć wolność finansową. Oszczędzanie ma bardzo duże znaczenie, bo po pierwsze szybciej zbieram,a po drugie mniej muszę odłożyć – bo mniej wydaje 🙂 ważne też, że to nie cel sam w sobie, ale element układanki. Chcąc być dobrym ojcem chce szybko móc zmniejszyć ilość godzin w pracy, by mieć dla nich więcej czasu.Chcę być niezależny, więc sam uczę się jak naprawiać hydraulike, elektronikę itd (co również stanowi oszczędność €). Chcę być zdrowy i wysportowany, więc codziennie jeżdżę do pracy na rowerze (mniej jeżdżę samochodem,a może w ogóle go sprzedam). W ten sposób dbam też bardziej o środowisko. Itd itp… Chodzi chyba o to, żeby działać z celem w głowie i go realizować, a twoje punkty to fajna taktyka dla obranej strategii bogactwa 🙂

    Co do samych punktów, lubię przeliczać ilość godzin w pracy która muszę poświęcić na zarobienie na dom, samochód itd (w duchu your money of your Life). Myślę że niektórym przydałoby się to ćwiczenie 🙂

    • Z ciekawości zapytam więc: ile tych godzin w pracy musisz spędzic zeby zarobic na dom, taki w okolicach 1mln PLN?Mi wyszło 9900 godzin…..czyli 825 dni bo pracuje po 12h dziennie czyli 2 lata i 3 miesiace…..

      • Mi wyszło ponad 2x więcej. Znacząco gorzej zarabiam 🙂 Z tego powodu:
        1. Chcę popracować na zachodzie 2-3 lata, żeby uniknąć kredytu – wtedy „koszt mojego życia” znacząco by wzrośł.
        2. Kupię tańszą nieruchomość, pewnie mieszkanie.

        Jeszcze jedna kwestia: do wyliczenia Twoich zarobków na godzinę pamiętaj o doliczeniu:
        – czasu dojazdu do pracy
        – czasu na doskonalenie zawodowe
        – networking

        itd itp. W zależności od fachu stawka godzinowa może spaść znacząco.

  16. Nawyk oszczędzania należy sobie wyrobić. Niestety nie każdy tak potrafi. Kupując 2 razy kawę w automacie w pracy nie zrujnuje nas ale przynosząc termos da wymierne korzyści finansowe czy duże nie. Ale jeśli takich kroczków zrobimy w naszych życiu dziesiątki to może się uzbierać spora sumka.

    Mój przykład z brzegu, zakupiłem wakacje robiąc wcześniej wyszukiwanie gdzie jest najtaniej oraz zakupiłem za pośrednictwem stron cashback. Nowy laptop podobnie. Łącznie dało mi to oszczędności ok 1000 zł i poświęciłem na to ok. 1h. Do pracy przynoszę termos z kawą oszczędność ok. 150zł rocznie w końcu kawę rozpuszczalną też muszę kupić. W miesiącu jest to raptem 12.50zł czyli śmieszne pieniądze ale….

    Reasumując na oszczędności warto patrzeć w perspektywie rocznej a nie miesięcznej, a gdy już nauczymy się oszczędzać małe sumy bardzo łatwo przyjdzie nam oszczędzać dużo większe, które mogą iść w tysiące złotych.

    Z obserwacji ludzi, którzy nie potrafią oszczędzać „śmieszne pieniądze” nie potrafią bardzo często oszczędzać znaczne sumy nawet gdy jest to możliwe.

  17. Kredyt to podstępny wróg – łatwo wydajesz cudze, z bólem oddajesz własne. Ale można go ujarzmić rozumiejąc jego naturę i posiadając taktykę walki. Najszybciej znajdziemy się po szyję w g… zakładając „jakoś to będzie”.

  18. Cześć Marcin,

    taki tekst na temat rozsądnego podejścia do pieniedzy był bardzo potrzebny 🙂
    Zauważam wokół mnie ludzi którzy tematyką oszczedzania pieniedzy interesują sie coraz chetniej (praktyka tez im powoli coraz lepiej wychodzi ;)), jednak nadal pokutuje stereotyp , że człowiek oszędny=sknera oraz można spotkać się z kolejna skrajnością „kupujesz kawę w Starb…a jak możesz marnowac pieniądze !? nie słyszałeś/-aś o oszczędzaniu ! ?” .
    Osobiście uważam, że zdrowy rozsądek to najlepsze rozwiazanie 🙂

    Czekam na kolejne wpisy

    Pozdrawiam

  19. Te zasady, choć nie nazwane i nie opisane, stosuję całe życie.

    W szczególności nigdy nie wzięłam kredytu konsumenckiego, konsekwentnie odmawiam, gdy banki proponują mi karty kredytowe. Jakież jest zdziwienie (udawane czy prawdziwe?) konsultantów, gdy mówię, że nie potrzebuję się zadłużać.
    – No ale jakby się nagle coś wydarzyło…
    – Po to mam oszczędności, aby nie musieć się zadłużać na wypadek, gdyby się coś wydarzyło.
    – No ale, jakby coś poważniejszego….
    – Jakby coś poważniejszego, to na pewno będziemy wówczas szukać rozwiązania sytuacji. Czy naprawdę Pan sądzi, że w momencie, gdy będę w sytuacji bez wyjścia, kredyt lub uruchomienie debetu, które będę musiała spłacić, rozwiążą mój problem?
    Tu zazwyczaj rozmowa się kończy.

    Zdarzają mi się zakupy, których żałuję. Tyle że one wcale nie są nieprzemyślane. Minionej zimy był to zakup butów. Dla męża i dla mnie. Tyle że zimy nie było.

    Nie gardzę też rzeczami używanymi. Dałam się nabrać na kilka niezbędnych zakupów, gdy spodziewałam się dziecka. A że pierwsze, a ja niedoświadczona, to wierzyłam, że rzeczywiście się przydadzą te wszystkie pomoce. Zbędne rzeczy wymieniam na gumtree na ubrania dla mojej rosnącej jak na drożdżach córki. Inwestuję w nową bieliznę i buty, ale bluzki, spodnie, kurtki to rzeczy, które naprawdę nie muszą być kupowane z metką. Na rzeczy dla dziecka wymieniam też nietrafione prezenty, książki, które już mi się znudziły, gry komputerowe, których z mężem już nie używamy, a kolekcjonerzy zbierają. Bardzo lubię ten wtórny rynek. Można dostać unikatowe przedmioty, wyzbywając się tego, co dla mnie jest już gratem.

    Zbieram od rodziny i znajomych nieużywane drobne sprzęty elektryczne. Teść hobbystycznie zajmuje się naprawą i sprzedaje na giełdzie elektronicznej. To wraca potem do wnuczki w postaci zabawek.

    I tak dalej, i tak dalej.

    • Cześć Weronika,

      Ja to nawet lubię gdy dzwoni do mnie doradca z propozycją kredytu na „nieprzewidziane sytuacje”.
      Skrypty sprzedażowe na monitorach ich komputerów nie podpowiadają co zrobić w takiej sytuacji:
      Klient wyjaśnił, że na czarną godzinę ma duże oszczędności i w dodatku przekonał mnie, że kredyt przy finansowych kłopotach to betonowe koło ratunkowe 🙂

  20. Bardzo cenny wpis. Prawdę mówiąc, odkąd prowadzę budżet, to mam wrażenie, że mniej muszę oszczędzać na codziennych wydatkach. Bo generalnie mieszczę się cały czas w naszym limicie, więc kupienie czegoś droższego nie jest powodem do przejmowania się. A kiedyś tak jednak było. Nie napiszę nic nowego teraz, ale warto wydawać na doświadczenia – wspólne wyjścia z rodziną, wycieczki. I milej się czas spędzi i więcej zostanie do wspominania. I jeszcze na swój rozwój. Za każdym razem, gdy inwestowałam w swoje szkolenie, okazywało się to zawsze dobrą decyzją. Pozdrawiam

    • Aniu, dziękuję za wpis. Jesteś pierwszą osobą, która napisała, że warto wydawać. Super!
      Właśnie o to chodzi – trzeba żyć, wydawać rozsądnie pieniądze, cieszyć się tym.
      Tylko jeden warunek – wydawanie ma być proporcjonalne do zarobków. Tylko i aż tyle.
      Mam wrażenie, że wszyscy widzą tylko oba bieguny (konsumpcja bez ograniczeń i bez sensu versus bogobojne życie z jak najmniejszymi wydatkami i tylko wszystko oszczędzać). A przecież to środek jest normalnością.
      Mało kto pisze też, że sposobem na zmianę proporcji jest zarabianie więcej i działanie w tym kierunku.

      Wydawanie to sprawianie sobie przyjemności – bardzo ciężko jest żyć bez przyjemności (dla jednych to lody, piwo, kawa na mieście, dla innych buty, samochód, czy Łódź motorowa).
      Ważny rozsądek.

  21. „Penny wise, pound stupid” może się odnosić również do zarabiania pieniędzy, albo właściwie do ich niezarabiania – zaoszczędzę grosik, ale przez to nie zarobię złotówki (niewydawania pieniędzy to nie zawsze rozwiązanie, trzeba wydawać, byle mądrze). Również kupienie czegoś tańszego (np. samochodu), może kosztować dużo więcej niż gdybyśmy kupili coś droższego, ale niewymagającego większych napraw.
    A odnośnie unikania impulsów, to ja mam taką sprytną listę, na której wpisuję wszystko, co mi przychodzi do głowy, że mi jest potrzebne. Np. stoję przed szafą i myślę, że czerwony żakiet jest wręcz niezbędny. Wpisuję na listę. I… często w ogóle zapominam, bo okazuje się, że jakoś wcale nie był aż tak potrzebny – granatowy żakiet i czerwony sweter, które już mam wystarczają. Ale jeśli po miesiącu coś, co jest na liście, wciąż wydaje mi się potrzebne, to zaczynam się rozglądać po sklepach. To działa też w drugą stronę: jestem w sklepie i widzę coś, co mi się podoba, kupuję, jeśli jest na liście (lub stanowi dobry ekwiwalent czegoś, co tam jest), jeśli nie – idę dalej.
    Pozdrawiam,
    A.

  22. Punkt 3 mówi o czymś, czego nigdy nie zrozumiem. Dorabiam w sklepie. Sklep prowadzi program lojalnościowy, zakupy z kartą pozwalają nieraz przy kwocie 500zł obniżyć cenę nawet o 80zł. Karta i udział oczywiście są w pełni darmowe (poza bazą danych osobowych, które i tak nie są weryfikowane więc można podać byle co). I co się dzieję? Wiele osób chętnie korzysta, cieszy się nawet ze zniżki 4zł. Jednak zdarzają się stosunkowo często sytuacje, kiedy informuję klienta, że zakładając kartę miałby 80zł upustu, a te osoby mówią – nie chcę, innym razem. Cóż, kto bogatemu zabroni 😉 Nie rozumiem takiej postawy, fajnie, że o tym wspomniałeś 🙂

    • Natalio,
      dlaczego unikać kart lojalnościowych?
      – skłaniają one do zakupów w danym miejscu i kuszą do zakupów większych (mamy przecież taniej).
      Ilu ludzi kupowało więcej lub rzeczy niepotrzebne tylko dlatego że troszkę taniej lub dlatego że okazja?

  23. Bardzo dobry wpis. Rewelacyjnie uzupełniony przez komentarze.
    Myślę że sam nawyk oszczędzania jest wielkim dobrem samym w sobie a wypracowanie tego nawyku daje niezliczoną liczbę pozytywnych efektów. Silny nawyk oszczędzania powoduje że z czasem o oszczędzaniu nie myślimy bo jest to proces który istniej sam w sobie i jest tak oczywisty jak jedzenie codziennie śniadania.
    Ja „Oszczędzanie” odziedziczyłem z dziada pradziada, oszczędzam ciągle praktycznie od pierwszej pensji do chwili obecnej i jest to dla mnie tak naturalne jak każda inna rutynowa czynność o której po prostu nie myślę tylko to robię.

    Odnośnie wydatków myślę że wyjątkowo trudno jest przygotować się do tych naprawdę dużych, które pochłaniają oszczędności z kilku – kilkunastu lat. Np. zakup nieruchomości (domu, mieszkania, działki). Tutaj zbyt pochopna/błędna decyzja może pochłonąć oszczędności z wielu miesięcy. Większość z nas taki zakup wykonuje 1-3 razy w życiu, brakuje doświadczenie, słusznej oceny sytuacji do głosu dochodzą emocje (łapanie się za okazje, które nie koniecznie są okazjami).

    Zakup nieruchomości za własne pieniądze zbierane od kilku lat jest znacznie bardziej przemyślany niż zakup nieruchomości na kredyt. A czas kiedy odkładamy pieniądze na ten Cel jest naszym sprzymierzeńcem 🙂

  24. Inflacja stylu życia… Pamiętam te czasy gdy zarabiałam 1400 zł i jeszcze byłam w stanie zaoszczędzić 🙂
    Ja zdecydowanie popieram chodzenie do sklepu najedzonym – naprawdę minimalizuje się listę zakupów żywieniowych 🙂 To samo z zaspokojeniem pragnienia – jak idę do sklepu spragniona to zwykle wkładam do koszyka sporo napojów, na które potem w sumie nie mam ochoty. Dlatego staram się chodzić najedzona i „napita” 🙂

  25. Punkt siódmy jest niezwykle istotny. Gdy możemy – bardzo łatwo przyzwyczajamy się do wydawania więcej, nawet nie zastanawiając się jakie mechanizmy nami kierują. Refleksja, świadomość – to coś, czego często brakuje! Z drugiej strony nie możemy wychylić wahadła za bardzo w stronę przeciwną na zbyt długi okres czasu (odmawiając sobie wszystkiego) – bo po prostu wcześniej czy później doświadczymy efektu odbicia 🙂 Jakoś tak pokrętnie działa ta psychika – zamiast nas prowadzić do celu, to nieraz można manowce po drodze zaliczyć 😉
    Złoty środek – to rozsądna konsumpcja i obserwowanie jak oszczędności po troszku rosną 🙂

  26. Robert B :)

    Cześć Marcin,

    dobry artykuł. Komentarze świetnie go uzupełniają. Tak dalej.

    Ciekawym aspektem w tym wszystkim jest ludzki umysł i sztuka planowania, a może czasem warto iść na żywioł ? Bo zdrowie i czas to „dobra”, których z oszczędności nie odzyskamy.

    Pozdrawiam

  27. Kupowanie za gotówkę i unikanie kredytów na rzecz systematycznego oszczędzania to moim zdaniem najcenniejsze rady. Bardzo ważne jest wspomniane już „rodzinne podejście do pieniędzy”, nauka unikania pułapki życia na kredyt powinna być równie ważna jak nauka pływania czy języka obcego.

  28. Bardzo często jak poruszam temat oszczędzania przy moich znajomych (ludzie około 25) to jestem zaskoczony ich negatywnym podejściem do niego . Wydaje im się, że oszczędzanie polega na wiecznych wyrzeczeniach, nie przynosi żadnych efektów i że zaczną oszczędzać w przyszłości, gdy już będą duuuuużo zarabiali. Tymczasem to nie jest prawda. Jeżeli teraz nie potrafią zarządzać swoimi pieniędzmi by odłożyć chociaż trochę, to w przyszłości pewnie będzie tylko gorzej.

  29. Do pkt.5. Moja mama opowiada czasami historię jak kazała tacie iść kupić mikser do ciast, przed komunią brata (rok 1997). Ojciec wydał niemałą sumkę jak na tamte czasy, ale kupił tak porządny sprzęt, że do dziś jest sprawny i do dziś go używam. Jest to chyba bardzo skrajny przykład do pkt. 5, ale od dziecka rodzice uczyli nas że lepiej kupić coś porządnego (przyoszczędzić w razie potrzeby) niż wydawać głupio kasę na chińskie podróby. Artykuł świetny!

  30. Jak zwykle świetny tekst. Praktyczny i przejrzysty.
    I ta perełka: „prastary gadzi mózg”. Bezcenne 😉

  31. Mam taki zwyczaj, że w sobotę i niedzielę kupuje kawę w Starbucks (średnie latte z dodatkowym shotem espresso i syropem) za 16,85 (miesięcznie 134,8 PLN, rocznie 1617,6 PLN) – powinienem czy nie? Dodam, że jest to podczas mojego spaceru z rocznym synkiem. Pod koniec zeszłego roku kupowałem ziemię, moje pierwsze spotkanie z właścicielem było we wrześniu padła cena 200PLN/metr (600m co w sumie dawało 120000PLN). Moja oferta była 120PLN za metr więc daleko nam było do porozumienia. W grudniu dostałem telefon, że cena jest 85000PLN (141,6 PLN/metr), moja propozycja tym razem była 70000PLN (116,6PLN/metr). Skończyło się na 77000PLN (128,33PLN/metr). Kupiłem ziemię o 36% taniej od ceny początkowej (43000PLN). W ten sposób mam na 26,5 lat picia mojej ulubionej kawy. Czy można było kupić taniej pewnie tak, ale zgodnie z zasadą Pareto dzięki 20% moich wysiłków uzyskałem 80% efektów (i szkoda mi marnować więcej czasu aby zejść kolejne 5000PLN). Dobry wpis. Pozdrawiam

  32. Świetny tekst oraz komentarze.
    Sama jestem oszczędna (w przeszłości to nawet bardzo) i lubię mieć świadomość, że oszczędziłam – czy to 10 zł na kawie, czy 1.000,00 na laptopie, niezależnie od tego, czy zarabiam 2.000 zł czy 20.000 zł. Dla mnie ważne przy podejmowaniu decyzji o zakupie produktu jest oddzielenie potrzeb od pragnień. Potrzebuję samochodu – mam go. Jeździ i pali niewiele, mieszczę do niego wszystko, co potrzebuję. Wystarczy. Natomiast wokół mnie trwa jakieś szaleństwo – samochód jako symbol statusu – a to znajomy singiel kupuje wielki samochód typu suv, a to koleżanka za pierwsze prawdziwe pieniądze zarobione w nowej pracy kupuje sportowy samochód, ktoś inny nie pracuje, ale też musi spełnić swoje samochodowe marzenie. A ja mam tylko nadzieję, że z moją 13-letnią skodą przeżyję jeszcze kolejne kilka lat.
    Druga kwestia, które mnie zadziwia – palenie. Że niezdrowo – wiadomo. Ale przecież trzeba być naprawdę bogatym, aby palić. Często pytam palaczy – ile palą. – no, co najmniej paczkę dziennie. A paczka za min. 13 zł – przecież to ok. 5000 zł rocznie.

    • W 100 procentach się zgadzam, może ktoś powie że jestem dziwny, ale ja jakoś nigdy nie czułem potrzeby by pokazać innym że mam najlepsze auto w mieście… 😛 heh
      Co do palenia, myślę że wszystko jest dla ludzi, wszystkiego trzeba w życiu spróbować, ale popadanie w nałóg jest po prostu bez sensu 🙂 Trujesz się palaczu, skracasz swoje życie i na dodatek za to kupę siana płacisz…. 🙂 jak dla mnie sprawa niepojęta 🙂
      pozdrawiam 🙂

  33. Teksty inspirują do zastanowienia się -zatrzymania na chwile oraz podjęcia decyzji.Tak było w moim przypadku jeszcze nie wszystko wdrożyłam w życie ,że duzo do zrobienia mam jeszcze.Ale to prawda że mozna małe kwoty zaoszczedzić co w dłuższym czasie zamieni sie ładna sumke.Nazwałam to „datek na aptekę”a oprócz tego zaczełam najpierw płacić sobie a potem inne sprawy.Problem jest zaplanowanie budzetu nadal robię to na karteluszkach muszę opanować programy pomocne .

  34. Super tekst! Prawdą jest, że zarabia się długo, a wydaje szybko i łatwo. Widzę to po sobie, bo jestem straszną gadżeciarą i lubię mieć wszelkie technologiczne cuda kupione świeżo na premierę. Jak się ma dobrą pracę, to się tak nie myśli o oszczędzaniu, przynajmniej ja tak miałam jak dużo zarabiałam to czułam się super i żyłam chwilą, to się niestety na mnie odbiło, bo były zmiany w firmie i zrobili nam cięcia w premiach… Zmuszona byłam trochę zmienić moje nawyki. Teraz na przykład mam zasadę, że na jakieś spontaniczne zachcianki wydaję kasę, którą mam dodatkowo. Akurat ostatnio wzięłam udział w polecamBank.pl w moim banku i wpadła mi dodatkowa gotówka za to, że znajomi założyli konta w mBanku i z nich korzystają. To też jest jakiś pomysł na zdobycie pieniędzy, których nigdy za wiele, a przy okazji pomaga mi nie mieć wyrzutów sumienia, że znowu wydaję ciężko zarobione pieniądze 🙂 Spróbuję jeszcze z Twoimi radami do robienia listy zakupów, bo tego nie robiłam nigdy, więc może czas zacząć. No i z tym jedzeniem przed zakupami! To jest super rada, bo na głodnego faktycznie więcej się kupuje, mało tego ja często zahaczam o jakieś restauracje, bo zakupy tak męczą, że już się w domu gotować nie chce.

  35. Mnie oszczędzania nauczyli rodzice i jestem im za to wdzięczny bo dziś mogę spać spokojnie. Mam 30 lat i myślę, że moje podejście do pieniędzy jest dobre, aczkolwiek nie raz dałem się nabrać na jakiś „chwyt marketingowy”.
    Uczę się na błędach, wyciągam wnioski, dzięki czemu jestem coraz mniej podatny na reklamy i impulsywne decyzje 🙂
    Drażnią mnie wręcz reklamy w telewizji i przeraża konsumpcyjne nastawienie do życia tak wielu ludzi 🙂
    Z drugiej strony jak już coś kupuję to zwracam uwagę na jakość, niestety producenci świadomie „psują” swoje produkty, aby konsument zbyt długo ich nie użytkował 🙂

    Dzięki Marcin za kolejny świetny artykuł 🙂

  36. Nie jestem pewien, czy ktoś wcześniej poruszał już taki pomysł, ale chciałbym zaproponować pewne rozwiązanie, które z sukcesem stosuję osobiście od kilku już lat. W momencie kiedy na konto wpływa comiesięczne wynagrodzenie, z założenia odkładam na oszczędności pewna kwotę (średnio ok. 25%). Jednocześnie prognozuję sobie wydatki na cały miesiąc i dzielę je na 4 (tygodnie). Taka wirtualna koperta. Wiem jaką kwotą dysponuję na tydzień (oraz kolejne). W przypadku, gdy w mijającym tygodniu mam nadwyżkę, od razu przelewam ją na konto oszczędnościowe. To samo robię w kolejnych tygodniach. W ten sposób, ponad programowo, oszczędzam dodatkowe pieniądze. Jeśli pojawią się jakieś nieprzewidziane wydatki, np. w drugim / trzecim tygodniu, mam środki na ich pokrycie z wcześniej odłożonych środków. W moim przypadku działa to bardzo dobrze, motywuje. Można się mile zaskoczyć możliwością dodatkowego oszczędzania. W ten sposób jestem w stanie dodatkowo oszczędzić kolejne 5-10%. Co Wy na to?

  37. „…wydatki trzymać pod kontrolą w stosunku do naszych dochodów…” to jest właśnie dla mnie główna zasada, od której należy zacząć. Bo cóż, jeśli oszczędzamy, kontrolujemy każdy grosz itd, a nagle przychodzi świetna okazja zakupu i kupujemy na kredyt.

Odpowiedz