6 sposobów na wspaniały rok 2016

60

Już dawno nie czułem takiego spokoju, odprężenia i całkowitej pewności, że to będzie wspaniały rok. Tak, wiem, że media aż huczą od złych wiadomości, że działania polityków mogą przyprawić o zawrót głowy, a lista różnego rodzaju zagrożeń jak zwykle jest bardzo długa. Mimo wszystko odczuwam głęboki spokój i całkowitą pewność, że w tym roku dam radę zrealizować swoje cele i wartościowe projekty.

To przekonanie zawdzięczam kilku dniom ciszy, całkowitego oderwania od Internetu i telefonu, oraz krótkiemu zdaniu, na które natknąłem się tuż po świętach:

Z życiem można robić dużo więcej,
niż przyspieszać jego tempo.
Gandhi

No właśnie. Zdałem sobie sprawę, że przez sporą część ubiegłego roku zajmowałem się głównie podkręcaniem tempa swojego życia. Postanowiłem, że ten rok będzie inny.
Zapewne po świąteczno-noworocznej przerwie, podobnie jak ja, wracasz właśnie do normalnego trybu działania i wkrótce będziesz pracować na pełnych obrotach. Przedstawiam Ci zatem moją prywatną listę sześciu sposobów na wspaniały rok. Być może niektóre przydadzą się również Tobie.

 

1. Mniej pracy, więcej mądrego działania.

Rodzina czy praca? Praca czy zdrowie? Zdrowie czy finanse? Co jest ważniejsze? Oczywiście każdy z tych obszarów życia jest ważny. Gdy jednak dochodzi między nimi do konfliktu i trzeba dokonać jednoznacznego wyboru, o kolejności decyduje nasza wewnętrzna hierarchia wartości. Ta kolejność zawsze była dla mnie jasna: rodzina, zdrowie, praca, finanse. Przynajmniej na papierze. Bo kiedy przyszło do podsumowania roku, nie dało się ukryć, że praca była na pierwszym miejscu, a reszta poszła jednak „w odstawkę”.

Postanowiłem sobie, że w 2016 roku moje decyzje i działania będą w pełni odzwierciedlały hierarchię wartości. A to musi oznaczać jedno: mniej czasu będę poświęcać na pracę. To całkiem fajne postanowienie, prawda?

Oczywiście samo w sobie nie jest ono żadnym rozwiązaniem. Szczególnie, że pomimo poświęcania mniejszej ilości czasu na pracę, zamierzam znacznie więcej w tym roku osiągnąć. Aby to było możliwe, muszę pracować mądrzej. Hasło work smart, not hard znam już od dawna, ale w tym roku postanowiłem z pełną konsekwencją wprowadzić je w życie. Pomogą mi w tym kolejne punkty.

 

2. Poranny rytuał

Jak wyglądają Twoje poranki w tygodniu pracy? Wyłączasz budzik, zrywasz się z łóżka, myjesz, ubierasz, pochłaniasz w pośpiechu śniadanie (albo i nie), być może zawozisz dzieci do szkoły i gnasz pędem do pracy? Wszystko w dużym pospiechu i w pełni automatycznie? A gdyby tak zacząć dzień nieco inaczej? Spokojniej, bez pośpiechu, a przede wszystkim – bardziej świadomie?

Jakiś czas temu przeczytałem książkę  The Miracle Morning: The Not-So-Obvious Secret Guaranteed to Transform Your Life (Before 8AM)
 a w czasie przerwy świątecznej „wdrożyłem ją w życie”. W książce jest mnóstwo pomysłów na to, jak sprawić, aby poranek zamienił się w jeden z najprzyjemniejszych i najbardziej wartościowych momentów w ciągu dnia. Przez ostatnie dwa tygodnie testowałem na sobie tę koncepcję i muszę przyznać, że działa rewelacyjnie. Na czym polega?

Wszystko sprowadza się do prostej obserwacji, że dobry, produktywny, pozytywny poranek zamienia się zwykle w dobry, produktywny i pozytywny dzień. Natomiast zły, negatywny, pełen pośpiechu poranek sprawia, że reszta dnia również jest słaba. Trzeba więc zrobić wszystko, by zacząć dzień w sposób, który zapewni nam dużo energii, dużo pewności siebie i dużo pozytywnego nastawienia do życia i pracy.

W książce jest wiele podpowiedzi i sposobów, jak ułożyć swój „poranny rytuał”. Ja postanowiłem poświęcać na to 15 minut każdego poranka, co wygląda mniej więcej tak:

  • Przez 5 minut wyciszam się, uspokajam oddech, odprężam i uświadamiam sobie, jak wiele jest spraw w moim życiu, za które jestem ogromnie wdzięczny (rodzina, zdrowie, swoboda działania, itp.). Pozwala mi to docenić życie i natychmiast uwolnić się od porannego napięcia i zbędnego pośpiechu.
  • Przez 5 minut przeglądam swój zeszyt z długoterminowymi celami i wyobrażam sobie, jak będzie wspaniale, gdy je zrealizuję. Nie chodzi tylko o cele biznesowe, ale także o podróże, które chcę odbyć, o ludzi, których chcę poznać, itp. Przeglądam też swoje dawniejsze notatki i cele, które już osiągnąłem. Dzięki temu pamiętam, że potrafię realizować swoje marzenia.
  • Przez 5 minut wykonuję kilka ćwiczeń gimnastycznych, by się porządnie dotlenić, pobudzić krążenie i poczuć związany z tym zastrzyk energii.

To raptem kwadrans, a sprawia, że od samego poranka jestem spokojny, zrelaksowany, zadowolony, pozytywnie nastawiony do życia, pełen wiary we własne siły i energii do działania. Robię tak codziennie od dwóch tygodni i wszystko wskazuje na to, że będzie to jeden z moich najbardziej wartościowych nawyków. Bardzo zachęcam Cię do wypróbowania czegoś podobnego. Jeżeli rano nie masz na to czasu – wystarczy, że wieczorem położysz się trochę wcześniej. Różnicę zrozumiesz już po kilku dniach stosowania. Zdecydowanie polecam.

 

3. Jedna rzecz

O tej idei pisałem na blogu dokładnie pół roku temu we wpisie: Jedna rzecz. Najważniejsza. Polega ona na tym, aby każdego dnia poświęcić spory kawałek czasu na takie działania, które zwykle nie są pilne, ale w długim okresie mają zdecydowanie największy wpływ na nasz życiowy i zawodowy sukces. Zachwyciłem się tym i zacząłem stosować. Niestety, jak powiedział Morfeusz w pierwszej części Matrixa: Znać właściwą drogę, a iść właściwą drogą, to dwie różne rzeczy (w oryginale: There is a difference between knowing the path and walking the path).

Przez kilka tygodni działało świetnie, a potem… wziąłem na siebie zbyt dużo zleceń i temat mi się niestety rozjechał. Stało się dokładnie tak, jak napisał Gary Keller i Jay Papasan w książce pt. Jedna rzecz. Zaskakujący mechanizm niezwykłych osiągnięć. Zrealizowałem mnóstwo pomniejszych projektów, a te najważniejsze, ale mniej pilne, poszły na boczny tor. Klasyczny błąd.

Cóż. Znacie zapewne cytat z Seneki Starszego: Errare humanum estBłądzić jest rzeczą ludzką. W rzeczywistości ten cytat jest dłuższy: Errare humanum est, sed in errare perseverare diabolicum. Czyli: Błądzić jest rzeczą ludzką, ale trwać w błędzie rzeczą diabelską. Postanowiłem, że w 2016 roku takiej „diabelskiej” wpadki już nie zaliczę i bardzo zadbam o to, aby moja „Jedna rzecz” – czyli najważniejsze zadanie, nad którym w danym okresie pracuję, znalazło stałe miejsce w planie dnia.

Każdego dnia, do południa, będę pracować nad moją „Jedną rzeczą”. To będzie pierwsze zadanie, do którego zasiądę natychmiast na początku pracy. W tym czasie nie będzie też żadnego odbierania maili ani telefonów. Powiadomienia wyłączone, telefon wyciszony. Po prostu: nie ma mnie i już. Na początek zacznę od nieco mniejszego projektu, aby wyrobić w sobie właściwy nawyk: zabiorę się za zmianę archaicznego wyglądu mojego bloga i uzupełnię jego zawartość o kilka ważnych zakładek. Chodzi to za mną od wielu miesięcy i mam już dość odwlekania tej sprawy. Za kilka tygodni przekonamy się, jak „Jedna rzecz” działa w praktyce.

Jeżeli też nosisz w głowie projekty, które są ważne, a które ciągle odkładasz na potem, być może warto spróbować podobnego podejścia? Może na początek wystarczy chociaż jedna godzina dziennie?

 

4. Czas dla rodziny

Rzucam dziś cytatami jak z rękawa. To pewnie dlatego, że przez ostatnie 2 tygodnie całkowicie oderwałem się od codzienności (mam nadzieję, że nie od rzeczywistości 🙂 ). Tym razem chodzi mi po głowie zdanie Briana Tracy’ego na temat czasu, które usłyszałem w jakimś audiobooku. Nie przytoczę go dokładnie, ale brzmiało mniej więcej tak:

Ważna jest JAKOŚĆ czasu spędzonego w pracy
oraz ILOŚĆ czasu spędzonego w domu.
Brian Tracy

Swoją pracę trzeba oczywiście wykonywać jak najbardziej efektywnie, by w możliwie krótkim czasie osiągać dobre rezultaty. Jednak w przypadku relacji rodzinnych ten sposób działania już się nie sprawdzi. Owszem – czas spędzony z rodziną musi mieć również wysoką JAKOŚĆ. Ale nie możemy tą JAKOŚCIĄ starać się zastępować ILOŚCI. Nie miejmy złudzeń: nasi najbliżsi nie zadowolą się 10 minutami, które „efektywnie” z nimi spędzimy. Wzmacnianie więzi w rodzinie wymaga znacznie większej ilości czasu i świadomej uwagi.

Złapałem się niestety na tym, że aby zyskać więcej czasu na pracę, starałem się „podkręcać efektywność” relacji rodzinnych. To nic, że spędziłem z dziećmi 15 minut zamiast godziny. Ważne, że w tym czasie była super zabawa, prawda? Nie, nie prawda. Moje rozmowy z córkami w czasie przerwy świątecznej nie zostawiły mi żadnych złudzeń. Starsza Julka wygarnęła mi wprost: Tato, Ty jesteś ostatnio ciągle zajęty i nawet nie słyszysz, jak coś do Ciebie mówimy, gdy siedzisz przed komputerem. W zasadzie mamy Cię tylko wieczorem, jak przyjdziesz nam trochę poczytać. Trudno o lepszy sygnał ostrzegawczy, co? A myślałem, że tak dobrze sobie z tym radzę…

Wniosek? Więcej czasu dla rodziny. I nie chodzi tutaj o czas na urlopie – z tym nie mam problemów, potrafię się całkiem wyłączyć, czego najlepszym dowodem były ostatnie dwa tygodnie. Chodzi raczej o świadome poświęcanie czasu rodzinie w ciągu zwykłego tygodnia pracy. Wiem z rozmów ze znajomymi i przyjaciółmi, że to jest dość częsta „przypadłość”. Jak to wygląda u Ciebie?

Rozpisałem na kartce cały tydzień i zapisałem w których dniach i które konkretnie godziny są moim „żelaznym czasem dla rodziny”.  Wyczytałem kiedyś, że przeciętny ojciec poświęca dzieciom 7 minut dziennie. Na moich kartkach wychodzi ponad godzina (nie licząc weekendów – wtedy jest więcej), więc oczekuję lepszych efektów w tym roku. Zamierzam tego bezwzględnie dotrzymać i chronić tego czasu jak lew. Do tego potrzebny będzie jednak kolejny punkt.

 

5. Rezygnacja z nadmiaru zadań

I tu jest pies pogrzebany. Bardzo lubię pracować, mam mnóstwo pomysłów, a do tego co chwilę spływają ciekawe zlecenia i propozycje współpracy. Z jednej strony bardzo to cieszy, ale jednak jest tego za dużo.  Do tego odpowiedzi na liczne maile, komentarze, kolejne publikacje, media, szkolenia, wystąpienia… A czas nie jest z gumy.

Do tej pory mówiłem sobie tak: Jest okazja, więc trzeba korzystać! Koncentrowałem się na maksymalnym podniesieniu swojej efektywności, aby wykonać możliwie dużo zadań każdego dnia. Wyznaczałem priorytety, planowałem, pracowałem w świetnym tempie. I choć wieczorem byłem zupełnie wyczerpany, miałem wrażenie, że idzie świetnie. Kiedy wpływała kolejna ciekawa propozycja współpracy, chętnie planowałem ją na kolejne miesiące. I tak to hulało. Więcej, szybciej, byle do przodu! Niestety, z perspektywy czasu widzę, że osiągnąłbym lepsze rezultaty rezygnując z części tych zadań i poświęcając czas na własne projekty.

I tak właśnie będzie w tym roku. Bezwzględny priorytet mają teraz zadania, które sam świadomie i na spokojnie sobie wyznaczyłem. Na wiele propozycji będę więc musiał grzecznie odpowiedzieć: Nie. To jedno ze słów, którego chyba najbardziej w ostatnich miesiącach zabrakło w moim słowniku. Przejrzałem też długą listę swoich zadań i… w pełni świadomie część z nich po prostu skreśliłem. Nie zrobię ich i już. Na ich realizację i tak nie ma czasu, więc przestaję się nimi przejmować.

Czym byłby ten punkt bez cytatu? Myślę, że dobrze pasuje tu taki:

Poza szlachetną sztuką kończenia zadań
istnieje szlachetna sztuka pozostawiania rzeczy odłogiem.
Mądrość życia tkwi w wykluczeniu tego, co zbędne.

Lin Yutang

Spójrz krytycznym okiem na listę swoich zadań, a potem zdecyduj, co możesz z niej skreślić. Wszystkiego i tak nie zrobisz, a części z tych rzeczy po prostu robić nie warto, bo zamiast nich lepiej jest zrobić rzeczy ważniejsze. Świadome podjęcie takiej decyzji jest niczym haust świeżego powietrza. Sprawdź sam!

 

6. Dbanie o relacje

Networking, nawiązywanie kontaktów, budowanie relacji – jakby tego nie nazywać, jest to jeden z najważniejszych czynników każdego sukcesu. Tymczasem, aż wstyd się przyznać, że jest to moja pięta Achillesowa. Choć łatwo przychodzi mi nawiązywanie kontaktów i zawieranie nowych znajomości, to już dbanie o te relacje zupełnie ostatnio leżało. Dlaczego? Bo najzwyczajniej w świecie nie poświęcałem temu świadomej uwagi. Skoro do tej pory z trudem wyszarpywałem kawałki czasu dla rodziny, jak niby miałbym znaleźć go na relacje z innymi ludźmi? Błąd! Głupi błąd!

Nie mam tu żadnych sprawdzonych sposobów, którymi mógłbym się z Tobą podzielić. Wolę nie wypowiadać się w sprawach, na których się nie znam 🙂 W tym roku trafiło to jednak na listę moich priorytetów, a to oznacza, że bezwarunkowo wgryzam się w temat. Na początek wyznaczyłem 7 godzin w tygodniu, w których będę spotykał się z różnymi ludźmi, obdzwaniał znajomych, lub przynajmniej rozmawiał z nimi na Skypie. Zobaczymy jak pójdzie. Jeżeli masz dla mnie jakieś sprawdzone rady, to będę Ci bardzo za nie wdzięczny.

Na pewno ten rok będzie pełen spotkań z ludźmi. A ja bardzo lubię takie spotkania.

Tak właśnie wygląda moja osobista lista, którą w swoim notesie przetłumaczyłem na bardzo konkretne cele. To są nie tyle noworoczne postanowienia, co jednoznaczna decyzja, na co w tym roku będę przeznaczać swój czas. Głęboko wierzę, że w ostatecznym rozrachunki to właśnie sposób wykorzystania czasu zadecyduje o tym, gdzie będę za rok. Czy uda mi się osiągnąć więcej, pracując mniej? Zobaczymy…

A jak to wygląda u Ciebie? Planujesz jakieś zmiany? Podobno warto jest je zapisać, bo wtedy działają jak silne zobowiązanie. Ten wpis na blogu z całą pewnością będzie dla mnie punktem odniesienia przez kolejnych 12 miesięcy i zamierzam się z tego solidnie rozliczyć za rok. Jeśli możesz mi jakoś w tym pomóc (np. dobrą radą albo lekturą), lub podzielić się swoimi planami (żebym wiedział, że nie walczę sam), to Twój komentarz bardzo się przyda. 🙂

To tyle na dziś. Życzę Ci wspaniałego roku 2016! Niech będzie pełen sukcesów, radości i satysfakcji.

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 399 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze60 komentarzy

  1. Ja bym się pod tymi wszystkimi punktami podpisał choć z dwoma wyjątkami. 1) Leniwe poniedziałki 2) Ograniczenie i automatyzacja (jeśli trzeba ) różnych pierdół.

    • Cześć kaizen 🙂
      U mnie leniwe poniedziałki nie wchodzą w grę. To dzień publikacji, więc musi być pracowicie.
      Natomiast automatyzacja – zdecydowanie TAK! 🙂

      • Jak bym był na Twoim miejscu to dzień publikacji byłby w piątek/sobota. Poniedziałek to jest dzień gdzie w domu nie robię nic oprócz płacenia rachunków i leniuchowanie z gazetą/książką. Żona na początku się dziwiła, ale widzę, że też tak robi. W poniedziałek po niedzieli nic się nie chce i nawet się nie zmuszam. Poza tym to jest dzień publikacji mojego tygodnika i różnych ciekawych wpisów na blogach, więc sam wiesz 😛

  2. Marcin, jestem czytelnikiem Twojego bloga od niedawna, ale już zdążyłeś mnie zainteresować swoim podejściem do spraw niekoniecznie wprost związanych z finansami. Świetny post na początek roku.

  3. Fajne postanowienia, życzę wytrwałości 🙂

    Jeszcze cytat do punktu pierwszego:
    „Gdyby ciężka praca prowadziła do bogactwa, to najbogatsi byliby Niewolnicy ”
    (Witold Wójtowicz)

    Mam podobne zasady tylko w mniejszych proporcjach. Przeglądanie celi długofalowych raz w tygodniu, nie codziennie. Realizacja kroku w stronę realizacji tych celi – też raz na tydzień.

    Ogólnie widzę, że dotarłeś do ściany, do której dociera każdy przedsiębiorca prowadzący działalność usługową: bardzo trudna skalowalność. Nie jesteś w stanie zatrudnić kogoś, kto za Ciebie odpisze na maile, komentarze, napisze artykuł, pojedzie na spotkanie. Pogodzenie się z tym, że cześć zleceń trzeba odrzucać dla mnie było trudne. Ale za tą ścianą jest o wiele fajniej :). Trzymam kciuki 🙂

    • Hej Tomek,
      Dzięki.
      Świetny cytat. Bardzo prawdziwy.
      To prawda – na tym etapie rozwoju o skalowanie trudno 🙂
      Na wszystko przyjdzie jednak czas.

  4. ja może zrobiłabym sobie listę osób z różnych stron/obszarów/działek – zarówno prywatnych i służbowych, osób, z którymi z różnych powodów nie widziałam się długo, a bardzo bym chciała utrzymać relację. I spotkałabym się z każdą z nich po kolei. np jedna osoba na dwa tygodnie. Ci, którzy by odmówili (bo np. nie mają czasu/żona rodzi albo pies zjadł zadanie domowe) – trudno.
    Ale za to ciekawe, co by wyszło z pozostałych spotkań!

    • Hej Zosia,

      Świetny pomysł. Od tego zacznę 🙂
      Jutro spędzę 6 godzin za kierownicą jadąc na Dolny Śląsk. Dobra okazja do umówienia spotkań.

  5. Dzięki za artykuł jest super.
    Od grudnia zapisuje mnostwo pomysłów, zadań, spraw które mam zrobić lub zlecicić. Działa. Poza tym wziołem się prace domowe. Pomolawałem częśc mieszkania zamiast zlecic… w zasadzie dogdałem malowanie ale fachowiec nie przyszedł więc za gipsowanie malowanie sylikonowanie, wymianę oświetlenia, płyty kuchennej, itd. wziołęm się sam, 🙂 Oszczedziłem sporo kasy a i satysfakcji co niemiara. 🙂 Aż sam się dziwię.
    Mam jeszcze mnóstwo ważnych spraw ale nie pilnych, spróbuje zastosować metodę przenaczania conajmniej 1 h dziennie, no może choć 0,5 na początku.
    PS. To rozumiem, że w tym roku uda się nam porozmawiać na żywo ? 😉
    Mam taką nadzieję.
    PS. 2 Zrobiłem wartość netto na koniec 2015 r. i mogę powedzieć że Twoja szkoła nadal działa. 🙂 Przybywa oszczędności, ubywa kredytu mieszkaniowego, zaczynam go nadpłacać dość mocno. Fundusze pobudowane, można normalnie dość spokojnie samemu żyć a przy okazji pomagać innym super uczucie. Dzięki
    Andrzej.

    • Brawo endru098! 🙂

      To, jak radzisz sobie z finansami jest po prostu zdumiewające. Cieszę się ogromnie, nieustannie kibicuję i serdecznie pozdrawiam Ciebie i całą rodzinę.

  6. Bardzo mądry tekst, podpisuję się obiema rękami. Ja dopisałabym jeszcze ruch, nie musi być sport wyczynowy, może być spacer, ale regularny. Sport daje niezłego kopa do działania, nie mówiąc o walorach zdrowotnych

    • Cześć Mariola,

      Na szczęście jeśli chodzi o ruch, to u mnie wszytko w porządku. 3x w tygodniu siłka i 2x w tygodniu bieganie od kilku dobrych lat. To już w zasadzie etap uzależnienia, bez którego nie wyobrażam sobie życia 🙂

      Zgadzam się jednak całkowicie, że jest to jedna z najważniejszych rzeczy pod słońcem.

  7. Bardzo inspirujący wpis. Poranny rytuał przeniosę też do siebie, bo zatraciłem się w nim trochę, a wiem jak dużo daje. Robienie jednej, najważniejszej rzeczy do południa genialne w swej prostocie. Też to wdrożę w życie 😉

    Wszystkiego dobrego w 2016

  8. I znów zdrowy rozsądek. Brawo Marcin! Potrzebny wpis dla poprawiających swoje FBO dzięki Tobie. Chwila refleksji i na złapanie dystansu – obowiazkowa.

  9. Marcin, śledzę Twój blog od dłuższego czasu i Twoje podejście do życia jest godne uwagi. Przejście od pracy na etacie do samozatrudnienia. Do pełnej wolności jak widać jest jeszcze kawałek ale i tak jesteś w komfortowej sytuacji. Zgadzam się z pierwszym punktem. Brzmi jakbyś przeczytał Miracle Morning i wdrożył w życie, brawo! Dzięki Tobie wdrożę podobny rytuał. Podoba trzeba cos powtarzać 21 razy, żeby zmieniło się w nawyk.

    Pewnie już dawno czytałeś 4-godzinny tydzień pracy, a jeśli nie to polecam. Jest tam wiele ciekawych wskazówek na oszczędzanie własnego czasu.

    Powodzenia w nowym roku!
    Mariusz

  10. Bardzo mądry i życiowy artykuł. Mam nadzieję, że też uda mi się wybrać najważniejsze aspekty w życiu i skupić się tylko na nich, bo to nie lada wyzwanie. Powodzenia życzę i pozdrawiam 🙂

    • Hej Daria,
      Wszystkiego dobrego!
      Skupić się tylko na najważniejszych będzie zapewne trudno, bo kilka z tych mniej ważnych też trzeba będzie robić. Cała heca polega na tym, że zwykle robimy te drugie, a na te pierwsze brakuje czasu. Klucz do sukcesu tkwi pewnie w odwróceniu tej kolejności 😉
      Zobaczymy, jak pójdzie w tym roku.

  11. Rada wdrozona w życie. Pomaga zaoszczedzic czasu i frustracji: Odpuścić. Zamknąć za sobą część znajomości. Po prostu. Przez lata poznajemy dziesiątki postaci, ktore nawet jeśli kiedyś wydawały sie na zawsze i do końca, dzis sa już nieaktualne, bo: nie ma ich w naszym życiu, ot co. Ludzie przychodzą i odchodzą i musimy potrafić niektórych pożegnać. Bez żalu i wzajemnych pretensji. Zamknąć rozdział, z sentymentem wspominać wspólne chwile, ale patrzeć w przód i przejść do porządku dziennego nad skończonością pozornie wiecznych przyjaźni.
    Skupić sie na tym, co aktualne.

    • Hej Karolina,
      Zdecydowanie pewne „toksyczne” relacje trzeba odpuścić.
      Ja niestety zaniedbałem również te wartościowe. I to mnie męczy.

  12. Zainstalowalam YNAB i korzystam z 34 dniowej darmowej wersji. Jak mam oplacic ta aplikacje uzywajac Waszej znizki bez utraty mojego budzetu? W podanym linku mozna tylko zaczac od nowa.

    • Marta,
      Badamy temat. YNAB zmienił model biznesowy. W przyszły poniedziałek planujemy kolejny wpis z tego cyklu i tam napiszę na ten temat.

      • Marcin,

        zdradzisz czy zamierzasz „przesiąść się” na nowy YNAB, dostępny z tego co widzę póki co tylko w wersji webowej, czy zostajesz przy dotychczasowej wersji, która ponoć straciła oficjalne wsparcie?

        Jedna i druga nieco się różnią.

        • Hej Paweł,
          Już w najbliższy poniedziałek k(wieczorem) kolejny wpis o budżecie.
          Ale już dziś zdradzę, że raczej się nie przesiądę.

  13. Bardzo fajny i motywujący wpis 🙂 ja w zasadzie od zeszłego roku realizuję większy „projekt” (uczę się do egzaminu) i dlatego większość rzeczy przekładam lub wpisuję do kalendarza „na potem”. Ten artykuł dodam do zakładek, żeby koniecznie do niego wrócić po wielkim finale (a to już tuż tuż :P)

  14. Witaj!
    Mam podobnie i widzę to w tendencjach otoczenia, że jeśli praca to efektywniej a nie dłużej. Natomiast życie to nie kolejne sukcesy zawodowe, ale śladem pana premiera Pawlaka – inwestycja w relacje z dziećmi.

    Chcę coś podpowiedzieć – takie fajne ćwiczenie, podobne ktoś kiedyś podpowiedział mi na jednym z webinarów, ja je jednak wyostrzyłam. Rzecz dotyczy wykreślania zadań i chyba jest dość mocna w swym brzmieniu. Uwaga:
    Dziś umierasz, nie ma Cię, odcięło się. Obejrzyj teraz co po sobie zostawiłeś. Nic już nie możesz zrobić. Zastanów się z jakimi sprawami nie chcesz, aby Cię wiązano, które do Ciebie nie pasują. Z drugiej strony może okazać się, że coś zajefajnego właśnie ciągle odkładasz a po Twojej śmierci nic by z tego nie było. Lista świetnie się układa, dosłownie sama, bo budujesz bieżący stan, wykreślasz to co zbędne lub niemądre, na przód wysuwa się to, co dla Ciebie jest wspaniałe.

    Jeszcze jedno super ćwiczenie na hierarchię wartości. Ona może się zmieniać, ale czasem stoimy przed wyborami, o czym pisałeś. Warto mieć taką swoją konstytucję, żeby czasem luknąć na listę. Uwaga ćwiczenie.
    Leje i wieje. Jesteś na dachu budynku. Z drugim dachem z budynkiem obok łączy cię wąska deska. Na tym drugim budynku są Twoje wartości, pytanie brzmi: po które przejdziesz na druga stronę ryzykując życie. Tam może być mąż, dzieci, super dom, auto, sterta kasy, przyjaciel… Po kogo przejdziesz ryzykując życie?

    Pozdrawiam
    Lena

  15. Dzięki za sposób na poranny rytuał! Czuję, że to faktycznie może się przydać. Moje one thing zawodowe wiesz, jakie jest – mam nadzieję, że w tym roku się zrealizuje 🙂 Rodzinie poświęcam chyba dość dużo czasu, ale też powinnam zadbać o relacje z innymi. W okresie świątecznym na szczęście trochę się nadrabia zaległości, ale faktycznie już później zapomina się, że to też ważne.

  16. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Podstawą jest dobra diagnoza a później właściwa recepta, czasami też warto zastosować prewencję 😉 to taka przenośnia oczywiście. ..

  17. Dzięki Marcinie za podzielenie się Twoimi planami! Święta w spokoju i ciszy musiały być pięknym doświadczeniem.

    Widzę, że Twoje podejście ostatnimi czasy zmienia się pod wpływem podobnych materiałów co moje:) Też wprowadzam system Jednej Rzeczy i nawykowe działania. Pozwól, że napiszę swoje przemyślenia odnosząc się do fragmentów:

    „Wszystko sprowadza się do prostej obserwacji, że dobry, produktywny, pozytywny poranek zamienia się zwykle w dobry, produktywny i pozytywny dzień. Natomiast zły, negatywny, pełen pośpiechu poranek sprawia, że reszta dnia również jest słaba.”
    To prawda. Jednocześnie w swoim doświadczeniu okryłem przeciwny mechanizm. Zaczynając dobrze dzień, miałem jakby usprawiedliwienie przed nie wykorzystaniem efektywnie reszty dnia. Myślę, że ma to związek z teorią silnej woli jako skończonego zasobu (patrz „Przewodnik po Krainie Nawyków” Andrzeja Bernardyna). Jeśli Twój poranny rytuał nie jest jeszcze zakorzeniony (nie wyrobiłeś nawyku) to wymaga od Ciebie więcej silnej woli i zaangażowania w jego wykonanie (patrz rys 7./str56 „Jedna Rzecz”). Dlatego gdy rano zaspany długo walczylem ze sobą by wstać, a potem wziąć się za naukę, z każdą kolejną godziną trudniej było mi opierać się pokusom odkładania pracy (ćwiczyłem wtedy technikę Pomodoro, któa wymagała dużo silnej woli). Także trzeba nam uważać żeby się nie przeładować postanowieniami. Bo przyjdzie gorszy dzień, jakiś niż atmosferyczny 😉 i ma się potem wyrzuty sumienia, że się planu nie wykonało. Przypomniał mi się cytat (ale nie wiem kogo), który w jakiś sposób tu pasuje: „overengineer your goals.”

    „5. Rezygnacja z nadmiaru zadań”
    ten problem jest też tak bardzo mój. Tak trudno rozstać się z różnymi działaniami. Na domiar złego jestem perfekcjonistą z natury i zawsze gdy nie ma ograniczonego czasu i robię wszystko koszmarnie dokładnie. Dopiero nadchodzący deadline wyzwala 200% efektywność. Trochę słabo. Masz na to jakiś sposób?

    Jaki mądry cytat Lina Yutang’a!

    „6. Dbanie o relacje”
    nad tym ostatnio w ogóle się nie skupiałem. Trochę zamknąłem się w swoim światku. Mimo wszystko nie chcę swoich relacji pakować w jakiś system – nie dam rady w tym momencie świadomie kontrolować kolejnej rzeczy. Piszesz o tym, że 7 godzin w tygodniu będziesz się tym zajmował. Nie chce robić za znawcę, bo też się na tym po prostu nie znam 😉 ale rozważ proszę taki scenariusz: niektóre znajomości i kontakty nie będą przynosić Ci radości lub korzyści i będziesz musiał się zmuszać zeby je utrzymywać. A to marnuje zasoby silnej woli. Brak silnej woli => niewypełninie innych postanowień np. relacji z rodziną => frustracja => odpuszczanie => podejmowanie na nowo wyzwania itd.

    Ja w tym przypadku pozwalam sobie płynąć trochę z prądem – jako student mam znajomych którzy czasem zapraszają mnie na piwo, a czasem z dziewczyną korzystamy z zaproszeń jej znajomych. Po prostu tak się ustawiłem żeby „wszystko inne było prostsze” 😉 a skupie się na znajdowaniu czasu spędzanego z dziewczyną.
    Jedyny człowiek o którego chce świadomie zadbać to mój przyjaciel, mieszka daleko ale jak już napiszę pracę inżynierską to jade go odwiedzić:)

    Czy mam norowoczne postanowienia? Nie, co roku zupełnie olewam ten temat – to dla mnie zbyt długi okres czasu. Wystarczy że przeczytam jakąś mądrą książkę i już chce edytować swój sposób działania 🙂 Mam natomiast inne postanowienie, które jest w zasadzie stylem życia: zawsze wyrabiam jakiś nawyk – zajmuje mi to od 30 do 60dni – co około 1,5miesiąca dobieram sobie zestaw nowych nawyków, które uważam za wartościowe. Korzystam z gry „Kraina Nawyków” – mam planszę przyklejoną na szafie i codziennie przesuwam po niej pineski – można sobie samemu zrobić taką. Nawyki te korzystają z mechanizmu: wyzwalacz-działanie-nagroda. Nagrodą może być sama radość z wykonania czegoś. Ma to swoje wady ale na razie się sprawdza:) Wyzwalaczem może być wykonanie innego nawyku i w ten sposób po kilku miesiącach mój poranek wygląda tak:
    Budzi mnie budzik który leży na drugim końcu pokoju. Po wyłączeniu go, nie wracam do łóżką;) tylko zatrzymuję się przed oknem i dziękuję Bogu za nowy dzień. Biorę łyk wody i wykonuje swój zestaw porannych ćwiczeń (15min). Potem toaleta,prysznic i śniadanie. Siadam wygodnie w fotelu i poświęcam czas 20min na poranną rozmowę z Bogiem, czytanie Pisma Świętego i medytację. Potem siadam do swojego biurka gdzie mam naklejoną pomarańczową karteczkę z napisem „Jaką jedną rzecz…”(to mój wyzwalacz). Sprawdzam kalendarz, wypisuję sobie to pytanie i odpowiedź na nie w notatniku. Jeśli praca wymaga skupienia włączam tryb samolotowy na telefonie, blokowanie niechcianych stron wtyczką „StayFocused” i załączam timer Pomodoro.

    Nie zawsze jest tak dobrze jak wygląda, ale większość z tych rzeczy weszła mi już w krew i nie muszę się nad nimi zastanawiać.

    W nowym roku życzę Ci Marcinie rozwoju bloga i powodzenia z Twoimi postanowieniami!

  18. Wstaję codziennie 0 3.30 – 4.00 rano. Bez budzika. Pierwsze półtorej godziny spędzam na piciu kawy, dumaniu i głaskaniu kota.

    Dzięki temu ostatniemu wchodzę w „biały” dzień odprężony i zrelaksowany. Polecam każdemu, kto kota jeszcze nie ma 🙂

  19. Do Twoich postanowień świetnie pasuje jedno stwierdzenie, które kiedyś przeczytałam i od jakiegoś czasu stosuję je w praktyce z dobrymi efektami: Przeczytałam kiedyś, że tylko 20% zadań które planujemy daje nam wymierne efekty a 80% jest zupełnie zbędnych i w końcowym rozrachunku nie wpływa na rezultat, np. tylko 20% klientów daje nam 80% całego obrotu itp. dlatego co rano wypisuje całą listę zadań do wykonania i staram się wychwycić to magiczne 20% co jest oczywiście najtrudniejsze i z całej listy zaznaczam te najważniejsze które w pierwszej kolejności staram się wykonać a że jestem handlowcem to wyniki mojej pracy są dość wymierne, dlatego śmiało patrząc na swoje wyniki mogę potwierdzić, że to działa! 🙂

  20. Cześć,

    Raczej nie jest to rada ale ja mam takie postanowienie od kilku lat że pracuję do godziny max 18.30 ( zazwyczaj kończę o 18 ). Daje to i tak 11 godzin pracy więc bardzo dużo. W tym czasie można naprawdę dużo zrobić. Pozostałym czasem dziele się z osobami na których mi zależy i dobrze mi z tym i od jakiegoś czasu nie usłyszałem „jak będziesz miał czas to będziemy tam i tam”. 🙂

  21. Witam Marcinie,
    Już jakiś czas temu wpadłem na Twój blog, teraz do niego powróciłem i czytam codziennie dwa blogi finansowe (Twój i jeszcze jeden znany).
    Podoba mi się Twoje podejście do finansów i sposób, w jaki patrzysz na życie. To powoduje, że chce się zostać na dłużej.
    Ja każdy nowy rok rozpoczynam od zapisania w swoim kalendarzu lub specjalnym zeszycie, celów, które chce zrealizować. Są to cele zdrowotne, finansowe, biznesowe, związane z rodziną i związkiem oraz osobiste. Te 5 kategorii pozwala wprowadzać fajną równowagę w życiu i dzięki temu nie zapominamy o tym, aby oprócz dużego nakladu pracy, znaleźć również czas dla najbliższych. A również uwielbiam dużo pracować, więc wiem co czujesz.. 😉 Kiedy kończy się stary, a nadchodzi nowy rok, to jest również świetna sprawa, aby wyciągnąć wnioski z tego, co wykonaliśmy, spojrzeć na to z refleksją, ale również z dumą.
    Od siebie mogę dodać, że warto mieć cele w tych 5 najważniejszych moim zdaniem kategoriach, ale nie można zapominać także o celach osobistych – warto znaleźć 1 dzień, a przynajmniej 1 wieczór tylko dla siebie. To pozwala ułożyć myśli i po prostu odpocząć.

    A na koniec napiszę jak wygląda mój poranek. Wstaję rano, poranna toaleta, robię śniadanie i koniecznie kawę i potem siadam do komputera przy tej kawie sprawdzić maila, ogarnąć statystyki firmowe, przeczytać bloga związanego z finansami, wchodzę również na kanał z treningami (cele zdrowotne) i staram się 30 minut poświęcić na przeczytanie książki. Taki poranek trwa około 1,5 do 2 godzin czasu, ale pozwala naprawdę lekko wejść w dzień:)

    Pozdrawiam i dziękuję, że dzielisz się swoją niesamowitą wiedzą:)

  22. Wpis bardzo ciekawy. W 2016 roku rzeczywiście planuję trochę mniej pracować. Praca pracą, zarobki zarobkami – ale nie za wszelką cenę. Póki jest się młodym – trzeba trochę skorzystać z życia. Podróżowanie, nawiązywanie nowych kontaktów – o tak. Tak właśnie chciałbym aby wyglądał 2016 r.

  23. Uwielbiam Twoje wpisy o tematyce niefinansowej. Nie to, że nie lubię tych finansowych, po prostu piszesz bardzo mądre rzeczy! 🙂

    „Wyczytałem kiedyś, że przeciętny ojciec poświęca dzieciom 7 minut dziennie.” Aż nie chce mi się w to wierzyć. To chyba jakieś dane sprzed 20 lat.

    Myślę, że spodoba Ci się książka „Esencjalista” Grega Mckeowna.
    Twoje przemyślenia dokładnie wpisują się w treści w niej zawarte.
    „Mniej, ale lepiej”.
    Greg proponuje, żeby pomyśleć o swoim życiu jak o szafie, a zadaniach jak o ubraniach. Nie możesz ciągle wkładać nowych rzeczy do szafy, bo nie ma w niej już miejsca. Jeśli masz „miliony” poupychanych ubrań, to nie znajdziesz swojej ulubionej koszulki. Tak samo w życiu, nie jesteś w stanie robić „wszystkiego” (nie mówiąc juz o tym, by robić to dobrze). Jeśli nie masz określonych priorytetów to nawet jeśli zrobisz rano w szafie porządek, to wieczorem okaże się, że Twoi znajomi czy współpracownicy wypełnili ją swoimi rzeczami. Bo przecież codziennie otrzymujemy zadania lub propozycje współpracy etc od innych ludzi. Dlatego ważne jest, żeby wybierać rzeczy, które są naprawdę dla nas istotne. I nauczyć się mówić „nie” bez poczucia winy (że kogoś urazimy, że coś nas ominie etc.).

  24. Od zawsze byłam uczona, że aby zarobić trzeba się narobić. Dlatego bardzo mi się spodobało hasło work smart, not hard 🙂 W kwestii wykreślania pewnych spraw z listy do zrobienia, znam człowieka, który często wkładał dosłownie problemowe dokumenty do szuflady, z przeświadczeniem, że musi nabrać mocy albo sama się wyjaśni:) I tak faktycznie jest, że pewne sprawy wyjaśniają się same po pewnym okresie karencji.
    Życzę powodzenia w realizacji zaplanowanych działań.

  25. Rady podobne do udzielanych przez Panią Swojego Czasu. To wprawdzie blog dla kobiet, ale polecam 🙂

  26. a ja dodałam do swojej listy jedno zadanie które obiecuję sobie zrealizować od dawna. Zadbać lepiej o tych dobrych znajomych, cześciej ich widywać, rozmawiać ,cieszyć sie nimi ale jednocześnie wyrzucić z kalendarza tych na których szkoda czasu. Którzy niewiele wnoszą dobrego w moje życie Spotykam sie z nimi bo ….wypada, bo mam ich w kalendarzu od „zawsze” .
    Pozwodzenia Marcinie w realizacji planów na ten rok. Trzymajmy wiec za siebie kciuki. 🙂 Pozdrawiam.

  27. Nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem jeśli chodzi o dbanie o relacje.Tyle dobrych kontaktów poszło w zapomnienie i dziś wszystko praktycznie trzeba zaczynać od nowa 🙁

    Ale cóż, nie będę się żalić tylko życzę Ci szczęścia i wytrwałości w postanowieniach w nowym, 2016 roku 🙂

  28. Mega wartościowy i mądry wpis – choć nie związany z finansami. Dziękuję i życzę powodzenia w nowym 2016 roku 🙂

  29. Dziękuję Ci za ten wpis. Pokrywa się z moimi celami na ten rok. Zainspirowałeś mnie i z radością będę śledzić Twoje wpisy. Samych dobrych dni w 2016 roku 🙂

  30. W poprzednim roku założyłem że poprawię swój angielski i w miarę się udało, na koniec roku przeczytałem Million Dollar Habits – Brain Tracy w wersji angielskiej i zrozumiałem 🙂 W tym roku zaczynam realizować wskazówki z tej książki, zobaczymy jaki będzie efekt na koniec roku. Lubię początki roku i plany oraz koniec roku i podsumowania, pokazują co się nam udało i co jeszcze poprawić. Powodzenia w Twoich planach i zamierzeniach.

  31. Cześć Marcinie,

    Czytając Twój artykuł doznałem swoistego deja vu .. Twoje myśli są jak żywcem wyjęte z książki „Esencjalista” Grega Mckeown’a. Nie wiem czy czytałeś tę książke, jeśli nie serdecznie polecam .. bo jak pisze Greg „rób mniej ale lepiej” .. tego Tobie i wszytskim czytelnikom Twojego bloga życzę ! ?
    Serdecznie pozdrawiam,
    Piotr

  32. Marcin,
    Podoba mi się idea porannego rytuału, ale mam wątpliwość czy z małymi dziećmi jest to do zrobienia. Nawet jeśli wstanę zrelaksowany i wypoczęty, to dość szybko dopada mnie codzienna rutyna. Poranne obowiązki takie jak mycie, jedzenie śniadania czy szykowanie do żłobka i przedszkola zajmują nam sporo czasu. Poluzowanie „dyscypliny” wydłuża cały proces, co z kolei ma wpływ na godzinę przyjścia do pracy i godzinę powrotu do domu :-(.

    • Cześć
      Od pewnego czasu próbuję znaleźć receptę na właśnie takie poranki.
      Ponieważ pracuję w firmie / korporacji. Mój poranek jest skoncentrowany na zupełnie innych kwestiach. Dla mnie priorytetem jest:
      1. nie tracić czasu rano, wykorzystać go w 100% efektywnie. Długi poranek to czas stracony.
      2. nie denerwować siebie ani dzieci, nie ma nic gorszego jak nerwowy ranek. Spokojny uporządkowany ranek to jest to 🙂
      3. szybko dotrzeć do pracy by mieć jak najwięcej czasu po pracy na realizację swoich celów rodzinnych, życiowych, biznesowych, zdrowotnych.

      Tak więc rano mam do wyszykowania dwie córki jedną niecałe 4 latka i drugą 1,5 roku.

      1. Dnia poprzedniego wieczorem na spokojnie szykuję ubrania dla siebie i dzieci. (Pełny komplet od majteczek po szalik, rękawiczki i buty). Rano nie zastanawiam się w co mamy się ubrać (wszyscy) nie szukam w popłochu rękawiczek lub bluzki. Wszystkie ubrania mam uszykowane i odłożone na oddzielnej półce. Uszykowane mam klucze do mieszkania, samochodu dosłownie wszystko co jest mi niezbędne rano jest już przygotowane.
      2. Mam przygotowany plan na śniadanie. Dokładnie wiem co mam zrobić i mam przygotowane składniki. (wiem że nic nie brakuje).
      3. Wstaję o 6.30 wypoczęty, robię herbatę / korzystam z toalety / zapalam światło (zima) / włączam radio / przygotowuję śniadanie – Określę te 15 minut jako proces wybudzania się. Nie robię tego specjalnie Cicho. Dzieci chyba już to czują bo ..
      4. O 6.45 idę budzić dzieci idzie gładko są już przyzwyczajone.
      5. Przed 7 dostają śniadanie ja w tym czasie szykuję się do pracy.
      6. Około 7.20 od razu po śniadaniu szybko ubieram się / pomagam się ubrać dzieciakom. Ponieważ wszystko jest uszykowane, niczego nie brakuje, nic nie przerywa tego procesu, 7.35 wychodzimy z domu.

      Pozdrawiam
      Piotrek

  33. Cześć Marcin, jestem nową czytelniczką 😉 Zaczęłam czytać z końcem roku i boleśnie uświadomiłam sobie brutalną prawdę o stanie swoich finansów… Powzięłam mocne postanowienia. Zrobiłam budżet i zaczynam. Bardzo się cieszę, że piszesz o tych rzeczach, bo większość ludzi żyje po prostu w nieświadomosci, z dnia na dzień, tu się załata, tam się pożyczy z debetu w rachunku (od paru lat nie wyłażę z niego, a że moja sytuacja się ‚polepszała’ tj moje wynagrodzenie rosło, to i debet rósł…). Chcę zakończyć ten rok z jednym tylko kredytem, hipotecznym (bo ten jeszcze bede 18 lat spłacać…) i bez żdnych innych rat czy siedzeniu po uszy w debetach. Pozdrawiam Cię serdecznie i fajnie że jesteś 🙂

Odpowiedz